Wolne Lektury potrzebują pomocy...


Potrzebujemy Twojej pomocy!

Na stałe wspiera nas 444 czytelników i czytelniczek.

Niestety, minimalną stabilność działania uzyskamy dopiero przy 1000 regularnych darczyńców. Dorzucisz się?

Tak, dorzucę się do Wolnych Lektur!
Tym razem nie pomogę, przechodzę prosto do biblioteki
Ufunduj e-książki dla dzieciaków

Lektury szkolne za darmo dla każdego dzieciaka? To możliwe dzięki wsparciu darczyńców takich jak Ty! Kliknij i dorzuć się >>>

x

Spis treści

    1. Samobójstwo: 1
    2. Sen: 1
    3. Śmierć: 1

    Krzysztof Kamil BaczyńskiWigilia

    Matce

    1
    Śmierć, SenI zbudzili go nagle. Był to głos z daleka.
    Umarłego lat tyle któż to zbudził z Boga
    jak ze snu, by jak kropla ciążył znów ku ziemi
    i cierpieniem, co myślą żywego człowieka,
    5
    jak ciałem okrył i sprowadził w dół?
    Już opadał. Mgła nisko. Obłok śniegu w dole.
    Od światła oderwany, w czarnoksięskim kole,
    w kole głosu wirował, aż usłyszał z bliska,
    jak go nazwała po imieniu. Śliska
    10
    ulica w śniegu nikła. Grajek zginał piłę
    i cienki głos przeszywał i oddalał czas —
    jak w tamten wieczór śmierci. Już był u tych okien.
    Stół biały, wigilijny, posypany mrokiem
    i ona tam samotna. Płomień śniegu gasł
    15
    od chłodu, który przyniósł, i powiew westchnienia
    zatrzepotał, i stanął znów u jej ramienia
    jak w tamten wieczór śmierci. «Mój miły — mówiła —
    oto samotność moja, łzy i tych łez siła,
    co cię do mnie prowadzi». Pytał ciężko: «Co,
    20
    co mi każe powracać w ołowiane dno,
    na samo dno milczenia, na ziemię, w popioły?»
    «O miły, ukochany — mówiła; wspomniała: —
    Ty duch, ty nie pamiętasz o cierpieniu ciała.
    Już nie ma naszych synów. Krew ich wsiąka w śnieg.
    25
    Możeś widział ty serca ich na ulic bruku,
    możeś widział schodzących na umarły brzeg,
    a może roztrzaskaną matki siwą głowę?
    Dzisiaj przyszła godzina, zabierz serce moje,
    obroń mnie, od dotknięcia ich jakeś mnie bronił».
    30
    SamobójstwoPokój spełniał się świtem. Na ulicy dzwonił
    dzwonek u małych sanek. Ciemni, trzej, schyleni,
    długo szukali w szafie. Jeden złożył dłoń
    na jej ramieniu sztywnym. Wtedy się ukosem
    obsunęła powoli; brzask jej zwilżył włosy
    35
    i strumyk chłodnej ciszy popłynął przez skroń.
    Zamilkli. Ona była z nim, daleko, chyba
    dalej niż każda miłość. Ostry szron na szybach
    skrzył się. Ruszyli z wolna, lęk ich biały zmroził
    i czarny krzyż ze ściany jak milczenie — groził.
    40
    Było wysoko, cicho jak w kościele.

    9 VIII 1942 r.

    Zamknij
    Proszę czekać…
    x