Wolne Lektury potrzebują pomocy...

Wspólnie budujemy najpopularniejszą bibliotekę internetową w Polsce.

Dzięki Twojej wpłacie uwolnimy kolejną książkę. Przeczytają ją tysiące dzieciaków!


Dorzucisz się?

Jasne, dorzucam się!
Tym razem nie, chcę przejść do biblioteki
Znajdź nas na YouTube

Audiobooki Wolnych Lektur znajdziesz na naszym kanale na YouTube.
Kliknij, by przejść do audiobooków.

x

Spis treści

    1. Samobójstwo: 1
    2. Sen: 1
    3. Śmierć: 1

    Krzysztof Kamil BaczyńskiWigilia

    Matce

    Śmierć, SenI zbudzili go nagle. Był to głos z daleka.
    Umarłego lat tyle któż to zbudził z Boga
    jak ze snu, by jak kropla ciążył znów ku ziemi
    i cierpieniem, co myślą żywego człowieka,
    jak ciałem okrył i sprowadził w dół?
    Już opadał. Mgła nisko. Obłok śniegu w dole.
    Od światła oderwany, w czarnoksięskim kole,
    w kole głosu wirował, aż usłyszał z bliska,
    jak go nazwała po imieniu. Śliska
    ulica w śniegu nikła. Grajek zginał piłę
    i cienki głos przeszywał i oddalał czas —
    jak w tamten wieczór śmierci. Już był u tych okien.
    Stół biały, wigilijny, posypany mrokiem
    i ona tam samotna. Płomień śniegu gasł
    od chłodu, który przyniósł, i powiew westchnienia
    zatrzepotał, i stanął znów u jej ramienia
    jak w tamten wieczór śmierci. «Mój miły — mówiła —
    oto samotność moja, łzy i tych łez siła,
    co cię do mnie prowadzi». Pytał ciężko: «Co,
    co mi każe powracać w ołowiane dno,
    na samo dno milczenia, na ziemię, w popioły?»
    «O miły, ukochany — mówiła; wspomniała: —
    Ty duch, ty nie pamiętasz o cierpieniu ciała.
    Już nie ma naszych synów. Krew ich wsiąka w śnieg.
    Możeś widział ty serca ich na ulic bruku,
    możeś widział schodzących na umarły brzeg,
    a może roztrzaskaną matki siwą głowę?
    Dzisiaj przyszła godzina, zabierz serce moje,
    obroń mnie, od dotknięcia ich jakeś mnie bronił».
    SamobójstwoPokój spełniał się świtem. Na ulicy dzwonił
    dzwonek u małych sanek. Ciemni, trzej, schyleni,
    długo szukali w szafie. Jeden złożył dłoń
    na jej ramieniu sztywnym. Wtedy się ukosem
    obsunęła powoli; brzask jej zwilżył włosy
    i strumyk chłodnej ciszy popłynął przez skroń.
    Zamilkli. Ona była z nim, daleko, chyba
    dalej niż każda miłość. Ostry szron na szybach
    skrzył się. Ruszyli z wolna, lęk ich biały zmroził
    i czarny krzyż ze ściany jak milczenie — groził.
    Było wysoko, cicho jak w kościele.

    9 VIII 1942 r.

    Close
    Please wait...