TPWL

Wolne Lektury potrzebują pomocy! Wesprzyj bezpłatną bibliotekę internetową i przeczytaj utwory napisane specjalnie dla Ciebie.

x
  1. Ciało: 1
  2. Dom: 1
  3. Dusza: 1
  4. Dziecko: 1
  5. Muzyka: 1
  6. Poeta: 1
  7. Przemijanie: 1
  8. Wiatr: 1
  9. Zwierzę: 1

Krzysztof Kamil BaczyńskiWesele poetyPoemat

Basi

Śpiew I

1

Co się zdarzy przy drodze — nie wraca,

i to, co w wieczność odchodzi — ginie.

Nie płacz, nie płacz, zawsze pozostaje

urojona podróż po obłokach.

5

Nie płacz, zawsze jeszcze zostanie

tabun drzew niby masztów ze złota,

jeszcze pragnień w powietrzu śpiewanie,

jeszcze w trawach wędrówka zostanie

albo grób — z niego jodłą wyfruniesz.

Śpiew II

10

Przemijanie, Ciało, DuszaMoże przeminą gody[1] ludzkie,

gody burzom płomieni podobne,

ale to, co w nich ptakiem zostało,

pozostało i będzie wołać

jak na drzewie, jak w gałęziach twoich,

15

które z kory zielonej obedrze

człek lub wiatr żelaznym obojem[2],

albo nawet mijając je zetrze

jakieś z lodu błękitne powietrze,

ale to, co w nim ptakiem zostało,

20

to jest dusza nad prochu ciało.

Śpiew III

Nie zapomnisz, nie zapomnisz skał,

bo się skałą w tobie zaśpiew stał,

bo gdy kochasz, a kochasz przez przestrzeń,

choć tak blisko, żeś się morzem zlał,

25

toś wrysował się ogniem w powietrze

i nie zejdzie, ale będzie trwał

ten korowód, w którym coraz inny,

malowany na chmurze i wodzie,

jakby ty w twoich cieni pochodzie

30

tak w powietrzu zastygniesz płynny

i choć gwiazdą byś nawet grał,

pozostaniesz, nie zapomnisz skał.

Dom poety

I

Tam jest zawsze jesień,

pod krużgankiem drzew

35

zbiera złote jabłka

różowawy lew.

Tam jest zawsze zima,

w chmur lodowy łuk

modry łoś unosi

40

gałąź białych snów.

Tam jest zawsze wiosna,

na dymiącą ruń[3]

ptak zielony zrzuca

skrzydła rudych łun.

45

Tam jest zawsze lato,

od zmarszczonych rzek

żółty niedźwiedź zwraca

ryty w miodzie łeb.

II

Oto dźwierze[4] wiatrem rozwarte na przestrzał,

50

kute w ciężkim metalu powietrza,

ponad nimi dzwony liliowe, nad niemi

drzew korony jak zielone ręce ziemi.

A nad furtą chodzi niby paw

herb w koronie z purpurowych traw.

55

Wozem ani karetą tam nie zajedziesz,

bo do dworu nie droga — strumień wiedzie,

po nim złote łabędzie — w ich biegu

sercem spłyniesz — i staniesz na brzegu.

III

Wtedy będzie jakby kniei płynność,

60

pół-zielona, a pół-brązowa,

która z wolna pod wzrokiem się rusza

żółtym puchem leżących tam zwierząt.

Więc niedźwiedzie łagodne unoszą

złotą mądrość dojrzałych głów,

65

więc jelenie, więc wilki i sarny,

jakby zioła naprężonych snów,

porastają lawinami brzegi

i czekają milczącym szeregiem

na twój miękki spokój zapomnienia.

70

I jak z arką płyną za domem

pod skupionym słońcem wszystkich pór,

a czas przez nie przepływa i szronem

stygnie z wolna na ich wiecznym śnie.

IV

DomDom jest jasny, zbudowany z blasku,

75

jak powietrza bańka, która w więcierz[5]

księżycowym rybakom uwięzia

i ma ściany jakby z roślin i światła

i z jeziora pułap czy zwierciadła,

które gwiazdy odbijając wróży

80

do muzyki podobne i róży.

V

Tam się wiedzie miłość wszechstworzeniu

jak łodyga różowego zioła,

która rośnie w takim zamyśleniu,

że podobna jest sklepieniu kościoła

85

w stylu ptaków, a te wkoło licząc

krople głosu — są harfą słowiczą.

Otwarcie

Już wiał wiatr trzy razy, a zatem

most zwodzony zieleni opada

i w wierzeje przechodzą kwiaty,

90

sny i ludzie, zwierzęta i łuny,

a nad nimi ptaki ciche wieją

jak w milczeniu zamknięte nadzieją.

O witajcie! Kapele cykad

grzmią w powietrzu kując kopuły,

95

noc w girlandy ustrojona dzwoni,

a na przedzie, wśród zielonych koni,

widzę dzban niosącego Wodnika.

Za nim smoki purpurowe suną,

na nich ludzie, którym Pismo mówi:

100

«Gdy tysiączne ominiesz zaklęcie,

na okrutnym smoku jeździć będziesz».

Powitanie

«Gdzie on?» — wszyscy pytają i dzwonią

w złote jabłka pod kwitnącą jabłonią.

«Gdzie on?» — w trawy naprężonej lutnie

105

uderzają zdziwieni i smutni.

«Gdzie on?» — wszyscy ręce w zdumieniu

wznieśli nagle nad otwartą ziemią:

Poeta, DzieckoNi w kolebce tam siedział, ni w grobie,

ni to dziecko, ni elf, ni człowiek,

110

a rączkami uderzał w grzechotkę,

w której z wolna z lękiem rozpoznali

czarnych niebios świecącą emalię,

na niej morza się łoskot przewalał

i zmarszczonych lądów biała fala.

115

A on siedział i do siebie gwarzył,

do narcyza podobny z twarzy.

Nad nim panna. Ach, tej nie wypowiem,

coś jak liści szum i fali ciało

i jak życie nie zamknięte w słowie.

120

Więc, gdy wszystko nagle zawołało:

«Gdzie on?» — rzekła ręce splatając miłośnie:

«Jeszcze mały». Zawołali: «Cóż się stało?»

«Nic, do nocy, do wesela — urośnie!»

Uczta

Wej! Upili się, a setnie upili,

125

dziw, że gwiazd na szklanych kręgach nie pobili.

W jednym dzbanie był zielonobiały

mus lodowców, które już dojrzały,

w drugim dzbanie glinianym podali

sok różowy z krwi i korali,

130

w trzecim noc na poły z mlekiem zmieszaną.

Wej! Upili się, a wstali aż rano.

Taniec

I

MuzykaPod muzyką świat zamknięty

brzęczy tak

po jeziorze jak po strunie,

135

czy po lipie, czy po łunie

ciągnie złota dłoń czy ptak.

Drzewom śpiew — pod drzew zadumą

wodny ton.

Ptaki śnią, czy we śnie niesie

140

modry jeleń tan po lesie

w koła łąk.

Ulatują lutnie — na nich

lilie gam, lilie gwiazd,

i cieniami w złocie grając,

145

lądy, drzewa omijają

brzeg płomieni — żółty las.

II

Unosiły się jelenie i sarny,

wiały lotem migotliwym i sennym,

zanosiło grzybami i ptakiem

150

na zielonych polan uciszenie,

Zwierzę, Wiatraż wiatr począł wznosić szkliste dłonie

i rozgrzane kształty z wolna studzić,

więc stawały niedźwiedzie i konie

i łasice zastygały z wolna,

155

aż stanęły i w posągi żywe

zamieniły się, a rude śliwy

obrzucały ich w stygnący czas

ulewami niedojrzałych gwiazd.

Noc

Szyby deszczu zamknęły noc,

160

rozdzielając światło i świat,

śpiewał jeszcze jakiś obłok przelotny

i mijały ulewy lat.

Niebo rosło tylko. Jeszcze mniejszy

w trzaskających burzach magnetycznych

165

tulił ciepło wiolinowych ramion

i obłoki nalewał w policzki.

I tak nadzy, w pierwotny czas

zasypiali zatuleni w futro

podpalonych gwiazdami niedźwiedzi

170

i wiewiórek łuskających lata

jak orzechy z zielonej miedzi,

i kołysząc się w ziemi kolebie,

wyrastając z niej i w siebie rosnąc

obudzili się w ptasim niebie,

175

w które lilią wywiedli się prosto.

Śpiew końcowy

Ciała, które przechodzą, czym są?

czym to przemijanie, nie wiesz.

Ziemia podobna kataklicznym snom,

odbita przezroczyście w niebie.

180

Ani w tym strumieniu przeminie,

ani w ludach, które przejdą w czas

jak piasek w starożytnych klepsydrach.

Ani wiatr, ani cień tak ogarnie

ich wianie nieustannych płaszczyzn.

185

Pozostanie, zawsze pozostanie

odbicie w niebie, czy chmurze,

a chmury spadając — powrócą,

a niebo wznosząc się — spadnie

choćby deszczem, a w każdej kropli

190

pozostanie maleńki obraz.

rozpoczęte dn. 17 I 42 r.

ukończone dn. 18 I 42 r.

Przypisy

[1]

gody (daw.) — święto. [przypis edytorski]

[2]

obój — instrument dęty drewniany. [przypis edytorski]

[3]

ruń — gęsta, niska roślinność. [przypis edytorski]

[4]

dźwierze (daw.) — drzwi. [przypis edytorski]

[5]

więcierz — rodzaj sieci rybackiej. [przypis edytorski]

Close
Please wait...