Aby móc stabilnie działać w 2026 roku, potrzebujemy Twojego wsparcia!
dowiedz się więcej

Wpłać
 
300 000 zł

Cześć, jestem Dominik. Jestem właścicielem Postęp Studio i razem z Wolnymi Lekturami od ponad dwóch lat realizujemy dla Was audiobooki, których możecie słuchać za darmo.

Z tego miejsca chciałbym Was też zaprosić do wspierania po prostu Wolnych Lektur, bo Wolne Lektury istnieją właśnie dzięki Wam i dzięki Wam mogą takie projekty tu działać. Tylko po prostu liczą na mały gest od Was, od Ciebie, który może przyczynić się do tego, żeby nasza kultura mogła dalej trwać, istnieć i zachować się na lata.

Zapraszam do wsparcia.

Wesprzyj Wolne Lektury — teraz, zanim zapomnisz
Szacowany czas do końca: -
Krzysztof Kamil Baczyński, Orfeusz w lesie
  1. Cierpienie: 1
  2. Cisza: 1
  3. Miłość: 1
  4. Muzyka: 1
  5. Poezja: 1 2
  6. Śmierć: 1
  7. Zwierzę: 1

Krzysztof Kamil BaczyńskiOrfeusz[1] w lesiePoemat

1. Zamysł

1
On jak wygłos dwustrunny zestroił
miłość pieśni i miłość niewiasty.
Teraz ucho ciszą leśną poił,
kiedy w strumień wstępował liściasty.
5
Prawą ręką gałęzie odgarniał,
lewą ręką lirę tulił drżącą,
gdy nad głową zbudzona ptaszarnia
trzepotała chmurą świergocącą.
MiłośćA on ptakom i sobie się modlił,
10
a modlitwa go do tej zbliżała,
co mu była poczęciem melodii,
które spełniał na lirze jej ciała.
Jeszcze cienia jej nawet nie podszedł,
już pod dłonią pisklę śpiewu poczynał
15
i milczeniem śpiących brzóz warkocze
w Eurydyki płowe włosy zaklinał.

2. Wahanie

Skądże ten uśmiech na usta się przybłąkał?
«Przywróćcie — mówił — do życia tę piosenkę,
co zmarła we mnie». Wtedy na jego rękę
20
dźwięczną kropelką stoczyła się biedronka.
Poezja, Śmierć«Wiem: to jest tkliwość. Lecz ona nie wystarczy.
Bo więcej trzeba, by śmierć śpiewaniem uwieść:
na skałach dzikich muzyczne gniazdo uwić,
by wywieść śpiew od trwogi ludzkiej starszy».
25
I wzrok przygasły utonął w własnym cieniu.
«Oddajcie — mówił — tę moc, co tylko ona
obudzić mogła». Wtedy jak uskrzydlona
drapieżność siadł mu jastrząb na ramieniu.
«Wiem: to są szpony, które się rychło stępią,
30
lecz skalnej kory niezdolne nigdy przebić.
Nie taką drogę trzeba mi pieśnią przebyć,
by łzami osnuć Jej źrenicę sępią».
I w leśną ciszę wszeptywał się: «Przestrzeni,
jakże cię struną, co krwawić śmie, ogarnę?»
35
I załkał cicho. I jak jagody czarne
łzy dojrzewały w puszystych mchów zieleni.

Zwierzę3. Płacz

Jak zmierzch szare — zlatywały się wilki,
błędnym wyciem wypełniając las,
u nóg jego czołgały się: «Zmilknij,
40
czemu łzami odzwierzęcasz nas?»
Jak świt chyże — przybiegały jelenie,
jak sen ciepłe — łasiły się sarny
i błagały: «Zmiłuj się, przenieś
ból i w siebie z powrotem go wgarnij».
45
Przypełzały zielone zaskrońce,
obwijały mu ręce jak pień:
«Kto ty jesteś, że tak jasny jak słońce
płaczesz łzami czarnymi jak cień».
Lecz zadziwił się Orfeusz, gdy w górze
50
roześmiała się wierzba płacząca:
«Jakże, wieszczu, żalem chcesz nas urzec,
skoro płacz twój nie roztkliwia, lecz wstrząsa?»

4. Wstyd

Poezja, CierpienieI zapadł w siebie gwiazdą, która boli,
bo go smuciła siła własnej pieśni,
55
jakże niecelna — myślał — że pozwolił
łzom nazbyt ludzkim w grom się ucieleśnić.
Płacz ma być płaczem — myślał — a łzy łzami,
a pieśń — wysnutą spod serca muzyką —
lecz jak ją wysnuć i gdzie nieść? Wtem zamilkł,
60
bo jego lira łkała:
«Eurydyko[2]!
Ten, co się z tobą zestrajał, jak z struną
łączy się liry melodyjne drewno,
z krawędzi śpiewu w własny mrok się zsunął.
65
Jak po obczyźnie stopą brnąc niepewną,
błąka się w sobie, ocienia żałobą,
nie żal po tobie, lecz smutek nad sobą…»
Więc się zawstydził Orfeusz, a mgły
coraz to gęściej liściami szeleszcząc,
70
na twarz mu kładły swe wilgotne sny.
A on nie wiedział, czy to deszcz, czy łzy.
I tylko jeż przez mokre biegnąc mchy,
zbierał na kolce srebrne jabłka deszczu.

5. Zmaganie

Pod tym dębem, pod stuletnim, wśród gałęzi skrył się,
75
a deszcz pierzchnął, siedmiobarwnym łukiem nad nim wzbił się.
Ledwie okiem w nim utonął, w barwnej brodząc nucie,
blady błękit tęczę wchłonął, dąb zawołał: «Zbudź się.
Czas na ciebie, czeka lira, nowej pieśni głodna,
wdrąż się w ziemię, bij o niebo, serca przepal do dna.
80
Ze mną, boski Orfeuszu, zmierz muzyczną siłę,
mnie pokonasz — śmierć przemożesz[3], którą zwyciężyłem.
Popatrz: uschnie młoda łoza[4], runie smukła jodła,
patrz: topole śmierć podcięła, ale mnie nie zmogła.
W niebo śpiewem rosnę, w ziemię korzeniami wrastam,
85
me milczenie jest strumieniem, a ma pieśń liściasta!»
Więc Orfeusz chwycił lirę rozmodloną dłonią,
strunę trącił, już obłoki przebudzone dzwonią.
Jeszcze głosu nie wydobył, już na wargi drżące,
jak na liście, promieniście wbiega młode słońce.
90
I pieśń począł.
MuzykaWrył się w ziemię takim jasnym tonem,
że wzleciały ponad drzewa krety uskrzydlone,
że strumienie, co pod ziemią ciemno się poczęły,
nad brzegami, co je więżą, w lirę się wygięły.
95
Wzniósł się w górę, ręką jeno[5] ciężar strun odmierzał,
a już wiatrem swego głosu w żołędzie uderzał,
a żołędzie melodyjnie trącając się wzajem,
rozdzwoniły włosy wierzby nad leśnym ruczajem,
a w tych włosach smutek nagły wylągł się tak cicho,
100
że nie będąc jeszcze szeptem, szeptał: «Eurydyko…»
Jeno woda pochwyciła to czułe wezwanie,
a już w kwiaty je wkropliła na leśnej polanie,
a tam trawy zielonawe w korzenie wszeptały
i już drzewa jej imieniem szumieć poczynały.
105
Targnął strunę, bo nie szeptem śmierć miał głuchą przemóc,
lecz wołaniem tak wysokim, jak gwiazda nad ziemią:
«Chcecie? Rozpacz wam wyśpiewam: płomieniste góry
rosną we mnie, burza wraża w ziemię kły wichury.
Chcecie? Błyskawicą chłostam, serca gryzę gromem,
110
w ręku piorun mam i rozpacz w oku nieruchomem,
a ta rozpacz w gniew urasta, a ten gniew jest burzą
przeciw tobie, której kształty czarno się marmurzą».
Już nie słowem, ale głosem w twardą korę nieba
tłukł Orfeusz, aż sypnęła ciężkich gwiazd ulewa…
115
Wtedy przerwał, bowiem uczuł, że mu głos uwięźnie
w niebie drżącym jeszcze…
Ale dąb milczał potężniej.

6. Porażka

«Eurydyko, porażka jest słodka.
Chwała tobie, któryś mnie zwyciężył!»
120
Mijał strumień. Trzcina wiała wiotka.
Las się kończył i zaczynał księżyc.
A te skały, co wyrosły ostre,
zdały mu się czułym zapewnieniem.
A tę noc obejmował jak siostrę,
125
nazywał najczulszym imieniem.
CiszaI przemierzał strunami śpiącemi
oddalenie nie objęte słowem,
i jak klucz do zamkniętych podziemi
niósł na wargach milczenie dębowe.

9–10 luty 1942

Przypisy

[1]

Orfeusz (mit. gr.) — poeta tracki, który potrafił poruszyć za pomocą swej muzyki nawet rzeczy nieożywione. Kiedy zmarła jego żona Eurydyka, udał się do podziemi i tak oczarował Hadesa, że uwolnił on Eurydykę pod warunkiem, że Orfeusz nie odwróci się, dopóki nie wyjdą na ziemię. Kiedy już mieli postawić swe stopy na ziemi, Orfeusz odwrócił się i Eurydyka natychmiast zniknęła. Ogromny żal Orfeusza po powtórnej stracie żony tak rozwścieczył trackie kobiety, że w czasie jednej z orgii z okazji bachanaliów rozerwały go na strzępy. [przypis edytorski]

[2]

Eurydyka (mit. gr.) — ukochana żona Orfeusza, wielkiego poety i śpiewaka, który po śmierci żony poszedł po nią do krainy umarłych. [przypis edytorski]

[3]

przemóc (daw.) — przezwyciężyć, pokonać. [przypis edytorski]

[4]

łoza — wierzbowe zarośla. [przypis edytorski]

[5]

jeno (daw.) — tylko. [przypis edytorski]

Bezpieczne płatności zapewniają: PayU Visa MasterCard PayPal

Dane do przelewu tradycyjnego:

nazwa odbiorcy

Fundacja Wolne Lektury

adres odbiorcy

ul. Marszałkowska 84/92 lok. 125, 00-514 Warszawa

numer konta

75 1090 2851 0000 0001 4324 3317

tytuł przelewu

Darowizna na Wolne Lektury + twoja nazwa użytkownika lub e-mail

wpłaty w EUR

PL88 1090 2851 0000 0001 4324 3374

Wpłaty w USD

PL82 1090 2851 0000 0001 4324 3385

SWIFT

WBKPPLPP

x
Skopiuj link Skopiuj cytat
Zakładka Istniejąca zakładka Notka
Słuchaj od tego miejsca