1. Alkohol: 1 2
  2. Anioł: 1
  3. Bieda: 1
  4. Bunt: 1
  5. Ciało: 1 2
  6. Ciemność: 1
  7. Cierpienie: 1 2 3 4 5 6 7
  8. Cmentarz: 1 2
  9. Córka: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10
  10. Czas: 1
  11. Dama: 1 2 3
  12. Dusza: 1
  13. Dziecko: 1 2 3 4 5 6 7
  14. Dziedzictwo: 1 2
  15. Dźwięk: 1
  16. Fałsz: 1 2
  17. Filozof: 1
  18. Gospodarz: 1 2
  19. Gość: 1
  20. Gotycyzm: 1 2 3
  21. Grób: 1 2 3 4
  22. Grzech: 1 2 3
  23. Grzeczność: 1
  24. Gwiazda: 1
  25. Honor: 1 2 3 4 5
  26. Jedzenie: 1 2
  27. Kara: 1 2 3
  28. Kłótnia: 1 2
  29. Kobieta: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19
  30. Kochanek: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16
  31. Kondycja ludzka: 1 2
  32. Konflikt: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13
  33. Konflikt wewnętrzny: 1
  34. Krew: 1 2 3
  35. Ksiądz: 1 2 3 4 5 6
  36. Księżyc: 1
  37. List: 1 2 3
  38. Los: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12
  39. Łzy: 1 2 3 4 5
  40. Małżeństwo: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12
  41. Marzenie: 1
  42. Maska: 1 2
  43. Matka: 1 2 3 4 5 6 7 8
  44. Mądrość: 1 2
  45. Mędrzec: 1
  46. Mężczyzna: 1 2
  47. Miłość: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35
  48. Miłość silniejsza niż śmierć: 1 2 3
  49. Miłość tragiczna: 1
  50. Młodość: 1 2 3
  51. Modlitwa: 1
  52. Morze: 1
  53. Mucha: 1
  54. Muzyka: 1
  55. Natura: 1
  56. Niebezpieczeństwo: 1
  57. Nienawiść: 1 2
  58. Noc: 1 2
  59. Obowiązek: 1
  60. Obraz świata: 1
  61. Obyczaje: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11
  62. Odwaga: 1
  63. Ojciec: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10
  64. Oko: 1 2
  65. Opieka: 1
  66. Panna młoda: 1
  67. Pieniądz: 1 2
  68. Pocałunek: 1 2 3
  69. Pogrzeb: 1
  70. Pojedynek: 1 2
  71. Pozory: 1 2
  72. Prawda: 1
  73. Przeczucie: 1 2 3
  74. Przemiana: 1 2
  75. Przemoc: 1 2
  76. Przyjaźń: 1 2 3 4 5
  77. Przysięga: 1
  78. Ptak: 1 2
  79. Raj: 1
  80. Robak: 1
  81. Rodzina: 1 2 3 4 5 6 7
  82. Rośliny: 1 2 3
  83. Rozpacz: 1 2 3 4 5
  84. Rozstanie: 1
  85. Rozum: 1
  86. Samobójstwo: 1 2 3 4 5 6
  87. Sen: 1 2 3 4 5 6 7
  88. Serce: 1 2
  89. Siostra: 1
  90. Skąpiec: 1 2
  91. Słońce: 1
  92. Słowo: 1 2 3 4
  93. Sługa: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21
  94. Sprawiedliwość: 1 2
  95. Starość: 1 2 3 4 5 6
  96. Syn: 1 2 3 4
  97. Szaleniec: 1 2 3 4 5
  98. Szantaż: 1
  99. Szczęście: 1
  100. Szlachcic: 1
  101. Ślub: 1 2 3
  102. Śmierć: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14
  103. Światło: 1 2
  104. Tajemnica: 1 2
  105. Trucizna: 1 2
  106. Trup: 1
  107. Walka: 1
  108. Wąż: 1
  109. Wiatr: 1
  110. Własność: 1
  111. Woda: 1
  112. Wróg: 1 2 3 4 5 6 7 8
  113. Wygnanie: 1 2
  114. Wzrok: 1
  115. Zabawa: 1
  116. Zaświaty: 1
  117. Zbrodnia: 1 2
  118. Zbrodniarz: 1 2
  119. Zdrada: 1 2
  120. Zemsta: 1 2 3
  121. Ziemia: 1
  122. Zwierzęta: 1
  123. Żałoba: 1 2 3 4 5
  124. Żołnierz: 1
  125. Żona: 1 2 3 4 5 6

William ShakespeareRomeo i Juliatłum. Józef Paszkowski

OSOBY:

  1. ESKALUS — książę panujący w Weronie
  2. PARYS — młody Weroneńczyk szlachetnego rodu, krewny księcia
  3. MONTEKI, KAPULET — naczelnicy dwóch domów nieprzyjaznych sobie
  4. STARZEC — stryjeczny brat Kapuleta
  5. ROMEO — syn Montekiego
  6. MERKUCJO — krewny księcia
  7. BENWOLIO — synowiec Montekiego
  8. TYBALT — krewny Pani Kapulet
  9. LAURENTY — ojciec franciszkanin
  10. JAN — brat z tegoż zgromadzenia
  11. BALTAZAR — służący Romea
  12. SAMSON, GRZEGORZ — słudzy Kapuleta
  13. ABRAHAM — służący Montekiego
  14. APTEKARZ
  15. TRZECH MUZYKANTÓW
  16. PAŹ PARYSA
  17. PIOTR
  18. DOWÓDCA WARTY
  19. PANI MONTEKI — małżonka Montekiego
  20. PANI KAPULET — małżonka Kapuleta
  21. JULIA — córka Kapuletów
  22. MARTA — mamka Julii
  23. Obywatele weroneńscy, różne osoby płci obojej, liczący się do przyjaciół obu domów, maski, straż wojskowa i inne osoby.

Rzecz odbywa się przez większą część sztuki w Weronie, przez część piątego aktu w Mantui.

PROLOG[1]

Przełożył Jan Kasprowicz

1

KonfliktDwa rody, zacne jednako i sławne —

Tam, gdzie się rzecz ta rozgrywa, w Weronie,

Do nowej zbrodni pchają złości dawne,

Plamiąc szlachetną krwią szlachetne dłonie

5

Z łon tych dwu wrogów wzięło bowiem życie,

Pod najstraszliwszą z gwiazd, kochanków dwoje;

Po pełnym przygód nieszczęśliwych bycie

Śmierć ich stłumiła rodzicielskie boje.

Tej ich miłości przebieg zbyt bolesny

10

I jak się ojców nienawiść nie zmienia,

Aż ją zakończy dzieci zgon przedwczesny,

Dwugodzinnego treścią przedstawienia,

Które otoczcie cierpliwymi względy,

Jest w nim co złego, my usuniem błędy…

AKT PIERWSZY

SCENA PIERWSZA

Plac publiczny. Wchodzą Samson[2] i Grzegorz uzbrojeni w tarcze i miecze.

SAMSON

15

SługaDalipan, Grzegorzu, nie będziem darli pierza.

GRZEGORZ

16

Ma się rozumieć, bobyśmy byli zdziercami.

SAMSON

17

Ale będziemy darli koty, jak z nami zadrą.

GRZEGORZ

18

Kto zechce zadrzeć z nami, będzie musiał zadrżeć.

SAMSON

19

Mam zwyczaj drapać zaraz, jak mię kto rozrucha.

GRZEGORZ

20

Tak, ale nie zaraz zwykłeś się dać rozruchać.

SAMSON

21

Te psy z domu Montekich rozruchać mię mogą bardzo łatwo.

GRZEGORZ

22

Rozruchać się tyle znaczy co ruszyć się z miejsca; być walecznym jest to stać nieporuszenie: pojmuję więc, że skutkiem rozruchania się twego będzie - drapnięcie.

SAMSON

23

Te psy z domu Montekich rozruchać mię mogą tylko do stania na miejscu. Będę jak mur dla każdego mężczyzny i każdej kobiety z tego domu.

GRZEGORZ

24

To właśnie pokazuje twoją słabą stronę; mur dla nikogo niestraszny i tylko słabi go się trzymają.

SAMSON

25

Prawda, dlatego to kobiety, jako najsłabsze, tulą się zawsze do muru. Ja też odtrącę od muru ludzi Montekich, a kobiety Montekich przyprę do muru.

GRZEGORZ

26

Spór jest tylko między naszymi panami i między nami, ich ludźmi.

SAMSON

27

Mniejsza mi o to, będę nieubłagany. Pobiwszy ludzi, wywrę wściekłość na kobietach: rzeź między nimi sprawię.

GRZEGORZ

28

Rzeź kobiet chcesz przedsiębrać?

SAMSON

29

Nie inaczej: wtłoczę miecz w każdą po kolei. Wiadomo, że się do lwów liczę.

GRZEGORZ

30

Tym lepiej, że się liczysz do zwierząt; bo gdybyś się liczył do ryb, to byłbyś pewnie sztokfiszem[3]. SługaWeź no się za instrument[4], bo oto nadchodzi dwóch domowników Montekiego.

Wchodzą Abraham i Baltazar[5].

SAMSON

31

Mój giwer[6] już dobyty: zaczep ich, ja stanę z tyłu.

GRZEGORZ

32

Gwoli drapania?

SAMSON

33

Nie bój się.

GRZEGORZ

34

Ja bym się miał bać z twojej przyczyny!

SAMSON

35

Miejmy prawo za sobą, niech oni zaczną.

GRZEGORZ

36

Marsa im nastawię[7] przechodząc; niech go sobie, jak chcą, tłumaczą.

SAMSON

37

Nie jak chcą, ale jak śmią. Ja im gębę wykrzywię; hańba im, jeśli to ścierpią.

ABRAHAM

38

Skrzywiłeś się na nas, mości panie?

SAMSON

39

Nie inaczej, skrzywiłem się.

ABRAHAM

40

Czy na nas się skrzywiłeś, mości panie?

SAMSON

do Grzegorza
41

Będziemy–ż mieli prawo za sobą, jak powiem: tak jest?

GRZEGORZ

42

Nie.

SAMSON

43

Nie, mości panie; nie skrzywiłem się na was, tylko skrzywiłem się tak sobie.

GRZEGORZ

do Abrahama
44

Zaczepki waść szukasz?

ABRAHAM

45

Zaczepki? nie.

SAMSON

46

Jeżeli jej szukasz, to jestem na waścine usługi. Mój pan tak dobry jak i wasz.

ABRAHAM

47

Nie lepszy.

SAMSON

48

Niech i tak będzie.

Benwolio ukazuje się w głębi.

GRZEGORZ

na stronie do Samsona
49

Powiedz: lepszy. Oto nadchodzi jeden z krewnych mego pana.

SAMSON

50

Nie inaczej; lepszy.

ABRAHAM

51

Kłamiesz.

SAMSON

52

Dobądźcie mieczów, jeśli macie serca. Grzegorzu, pamiętaj o swoim pchnięciu.

BENWOLIO

53

Odstąpcie, głupcy; schowajcie miecze do pochew. Sami nie wiecie, co robicie.

Rozdziela ich swoim mieczem.
Wchodzi Tybalt.

TYBALT

Cóż to? krzyżujesz oręż z parobkami?

55

Do mnie, Benwolio! pilnuj swego życia.

BENWOLIO

Przywracam tylko pokój. Włóż miecz nazad

Albo wraz ze mną rozdziel nim tych ludzi.

TYBALT

WrógZ gołym orężem pokój? Nienawidzę

Tego wyrazu, tak jak nienawidzę

60

Szatana, wszystkich Montekich i ciebie.

Broń się, nikczemny tchórzu.

Walczą. Nadchodzi kilku przyjaciół obu partii i mieszają się do zwady; wkrótce potem wchodzą mieszczanie z pałkami.

PIERWSZY OBYWATEL

Hola! berdyszów! pałek![8] Dalej po nich!

Precz z Montekimi, precz z Kapuletami!

Wchodzą Kapulet i Pani Kapulet[9]

KAPULET

Co za hałas? Podajcie mi długi

65

Mój miecz! hej!

PANI KAPULET

Raczej kulę; co ci z miecza?

KAPULET

WrógMiecz, mówię! Stary Monteki nadchodzi.

I szydnie[10] swoją klingą mi urąga.

Wchodzą Monteki i Pani Monteki.

MONTEKI

Ha! nędzny Kapulecie!

do żony
70

Puść mnie, pani.

PANI MONTEKI

Nie puszczę cię na krok, gdy wróg przed tobą.

Wchodzi Książę z orszakiem.

KSIĄŻĘ

Zapamiętali niesforni poddani,

Bezcześciciele bratniej stali! Cóż to,

Czy nie słyszycie? Ludzie czy zwierzęta,

75

Co wściekłych swoich gniewów żar gasicie

W własnych żył swoich źródle purpurowym;

Pod karą tortur wypuśćcie natychmiast

Z dłoni skrwawionych tę broń buntowniczą

I posłuchajcie tego, co niniejszym

80

Wasz rozjątrzony książę postanawia.

Domowe starcia, z marnych słów zrodzone

Przez was, Monteki oraz Kapulecie,

Trzykroć już spokój miasta zakłóciły,

Tak że poważni wiekiem i zasługą

85

Obywatele werońscy musieli

Porzucić swoje wygodne przybory

I w stare dłonie stare ująć miecze,

By zardzewiałym ostrzem zardzewiałe

Niechęci wasze przecinać. KaraJeżeli

90

Wzniecicie kiedyś waśń podobną,

Zamęt pokoju opłacicie życiem.

A teraz wszyscy ustąpcie niezwłocznie.

Ty, Kapulecie, pójdziesz ze mną razem;

Ty zaś, Monteki, przyjdziesz po południu

95

Na ratusz, gdzie ci dokładnie w tym względzie

Dalsza ma wola oznajmiona będzie.

Jeszcze raz wzywam wszystkich tu obecnych

Pod karą śmierci, aby się rozeszli.

Książę z orszakiem wychodzi. Podobnież Kapulet, Pani Kapulet, Tybalt, obywatele i słudzy.

MONTEKI

Kto wszczął tę nową zwadę? Mów, synowcze,

100

Był żeś tu wtedy, gdy się to zaczęło?

BENWOLIO

Konflikt, Sługa, Walka, WrógNieprzyjaciela naszego pachołcy

I wasi już się bili, kiedym nadszedł;

Dobyłem broni, aby ich rozdzielić:

Wtem wpadł szalony Tybalt z gołym mieczem,

105

I harde zionąc mi w uszy wyzwanie,

Jął się wywijać nim i siec powietrze,

Które świszczało tylko szydząc z marnych

Jego zamachów. Gdyśmy tak ze sobą

Cięcia i pchnięcia zamieniali, zbiegł się

110

Większy tłum ludzi; z obu stron walczono,

Aż książę nadszedł i rozdzielił wszystkich.

PANI MONTEKI

Dziecko, Matka, SynLecz gdzież Romeo? Widział żeś go dzisiaj?

Jakże się cieszę, że nie był w tym starciu.

BENWOLIO

Godziną pierwej, nim wspaniałe słońce

115

W złotych się oknach wschodu ukazało,

Troski wygnały mię z dala od domu

W sykomorowy[11] ów gaj, co się ciągnie

Ku południowi od naszego miasta.

Tam, już tak rano, syn wasz się przechadzał.

120

Ledwiem go ujrzał, pobiegłem ku niemu;

Lecz on, spostrzegłszy mię, skrył się natychmiast

I w najciemniejszej ukrył się gęstwinie.

Pociąg ten jego do odosobnienia

Mierząc mym własnym (serce nasze bowiem

125

Jest najczynniejsze, kiedyśmy samotni),

Nie przeszkadzałem mu w jego dumaniach

I w inną stronę się udałem, chętnie

Stroniąc od tego, co rad mnie unikał.

Dziecko, Ojciec, SynMONTEKI

Nieraz o świcie już go tam widziano

130

Łzami poranną mnożącego rosę,

A chmury — swego oblicza chmurami,

Aliści ledwo na najdalszym wschodzie

Wesołe słońce sprzed łoża Aurory[12]

Zaczęło ściągać cienistą kotarę,

135

On, uciekając od widoku światła,

Co tchu zamykał się w swoim pokoju;

Zasłaniał okna przed jasnym dnia blaskiem

I sztuczną sobie ciemnicę utwarzał.

W czarne bezdroża dusza jego zajdzie,

140

Jeśli się na to lekarstwo nie znajdzie.

BENWOLIO

Szanowny stryju, znasz–że powód tego?

MONTEKI

Nie znam i z niego wydobyć nie mogę.

BENWOLIO

Wybadywał żeś go jakim sposobem?

MONTEKI

Wybadywałem i sam, i przez drugich,

145

Lecz on jedyny powiernik swych smutków.

Tak im jest wierny, tak zamknięty w sobie,

Od otwartości wszelkiej tak daleki

Jak pączek kwiatu, co go robak gryzie,

Nim światu wonny swój kielich roztoczył

150

I pełność swoją rozwinął przed słońcem.

Gdybyśmy mogli dojść tych trosk zarodka,

Nie zbrakłoby nam zaradczego środka.

Romeo ukazuje się w głębi.

BENWOLIO

Oto nadchodzi. Odstąpcie na stronę;

Wyrwę mu z piersi cierpienia tajone.

MONTEKI

155

Obyś w tej sprawie, co nam serce rani,

Mógł być szczęśliwszym od nas! Pójdźmy, pani.

Wychodzą Monteki i Pani Monteki.

BENWOLIO

PrzyjaźńDzień dobry, bracie.

ROMEO

Jeszcze–ż nie południe?

BENWOLIO

Dziewiąta biła dopiero.

ROMEO

160

Jak nudnie

Wloką się chwile. Moi–ż to rodzice

Tak spiesznie w tamtą zboczyli ulicę?

BENWOLIO

Tak jest. Lecz cóż tak chwile twoje dłuży?

ROMEO

Nieposiadanie tego, co je skraca.

BENWOLIO

165

Miłość więc?

ROMEO

Brak jej.

BENWOLIO

Jak to? brak miłości?

ROMEO

Brak jej tam, skąd bym pragnął wzajemności.

BENWOLIO

MiłośćNiestety! Czemuż, zdając się niebianką,

170

Miłość jest w gruncie tak srogą tyranką?

ROMEO

Niestety! Czemuż, z zasłoną na skroni,

Miłość na oślep zawsze cel swój goni!

Gdzież dziś jeść będziem? Ach! Był tu podobno

Jakiś spór? Nie mów mi o nim, wiem wszystko.

175

W grze tu nienawiść wielka, lecz i miłość.

O! wy sprzeczności niepojęte dziwa!

Szorstka miłości! nienawiści tkliwa!

Coś narodzone z niczego! Pieszczoto

Odpychająca! Poważna pustoto!

180

Szpetny chaosie wdzięków! Ciężki puchu!

Jasna mgło! Zimny żarze! Martwy ruchu!

Śnie bez snu! Taką to w sobie zawiłość,

Taką niełączność łączy moja miłość.

Czy się nie śmiejesz?

BENWOLIO

185

Nie, płakałbym raczej.

ROMEO

Nad czym, poczciwa duszo?

BENWOLIO

Nad uciskiem,

Poczciwej duszy twojej.

ROMEO

Cierpienie, MiłośćA więc strzała

190

Miłości nawet przez odbitkę działa?

Dość mi już ciężył mój smutek, ty jego

Brzemię powiększasz przewyżką twojego;

Współczucie twoje nad moim cierpieniem

Nie ulgą, ale nowym jest kamieniem

195

Dla mego serca. Miłość, przyjacielu,

To dym, co z parą westchnień się unosi;

To żar, co w oku szczęśliwego płonie;

Morze łez, w którym nieszczęśliwy tonie.

Czymże jest więcej? Istnym amalgamem[13],

200

Żółcią trawiącą i zbawczym balsamem.

Bądź zdrów.

chce odejść

BENWOLIO

PrzyjaźńZaczekaj! krzywdę byś mi sprawił,

Gdybyś mą przyjaźń z kwitkiem tak zostawił.

ROMEO

Ach! ja nie jestem tu, nie jestem sobą;

205

To nie Romeo, co rozmawia z tobą.

BENWOLIO

Kogóż to kochasz? mów!

ROMEO

Przestań mię dręczyć.

Mam–że wraz jęczyć[14] i mówić?

BENWOLIO

Nie jęczyć,

210

Tylko mi klucz dać do tego problemu,

Kogóż to kochasz? Powiedz.

ROMEO

Każ choremu

Pisać testament: będzie–ż to wezwanie

Dobre dla tego, kto jest w tak złym stanie?

215

A więc, kobietę kocham.

BENWOLIO

Celniem mierzył,

Gdym to pomyślał, nimeś mi powierzył.

ROMEO

Biegle celujesz. I ta, którą kocham,

Jest piękna.

BENWOLIO

220

W piękny cel trafić najłatwiej.

ROMEO

Kobieta, Kochanek, MiłośćA właśnieś chybił. Niczym tu kołczany

Kupida[15]; ona ma naturę Diany[16];

Pod twardą zbroją wstydliwości swojej

Grotów miłości wcale się nie boi;

225

Szydzi z nawału zaklęć oblężniczych;

Odpiera szturmy spojrzeń napastniczych;

Nawet jej złota wszechwładztwo nie zjedna.

Bogata w wdzięki, w tym jedynie biedna,

Że kiedy umrze, do grobu z nią zstąpi

230

Całe bogactwo, którego tak skąpi.

BENWOLIO

Wiecznie–ż chce sama zostać z swym bogactwem?

ROMEO

Cierpienie, MiłośćTak jest; i skąpstwo to jest marnotrawstwem,

Bo piękność, którą własna srogość strawia,

Całą potomność piękności pozbawia.

235

KobietaZbyt ona piękna, zbyt mądra zarazem;

Zbyt mądrze piękna: stąd istnym jest głazem.

Przysięgła nigdy nie kochać i dzięki

Temu skazanym - wieczne cierpieć męki.

BENWOLIO

Jest na to rada: przestań myśleć o niej.

ROMEO

240

Doradź–że także, jakim bym sposobem

Mógł przestać myśleć.

BENWOLIO

Dając oczom wolność

Rozpatrywania się w innych pięknościach.

ROMEO

To byłby tylko sposób przywołania

245

Jej cudnych wdzięków tym żywiej na pamięć.

Dama, MaskaMaska kryjąca lica pięknej damy[17],

Choć czarna, nęci nas, bo przeczuwamy

Pod nią zbiór ponęt; ten, co wzrok postradał,

Zapomni–ż kiedy, jaki skarb posiadał?

250

Pokaż mi jaki ideał dziewczęcy,

Będzie–ż on dla mnie w istocie czym więcej

Jak przypomnieniem, że jest piękność inna,

Przed którą ta by uklęknąć powinna?

Bądź zdrów, niewczesną podajesz mi radę.

BENWOLIO

255

Najpraktyczniejszą — życie w zastaw kładę.

Wychodzą.

SCENA DRUGA

Ulica. Wchodzą Kapulet i Parys, za nimi Służący.

KAPULET

Podobną jak mnie karą zagrożono

I Montekiemu; ależ w wieku naszym

Spokojnie siedzieć, rzecz nietrudna.

PARYS

Oba

260

Szanownych szczepów jesteście odrośle;

Tym ci żałośniej, że od tyla czasu

Żyjecie w takim rozdwojeniu z sobą.

Cóż mówisz, panie, na moje zabiegi?

KAPULET

Ojciec, Córka, DzieckoTo samo, co już dawniej powiedziałem:

265

Mojemu dziecku świat jest jeszcze obcy,

Ledwie czternastu lat wysnuła przędzę;

Parę jej wiosen jeszcze przeżyć trzeba,

Nim małżeńskiego zakosztuje chleba.

PARYS

Z młodszych bywały nieraz szczęsne matki.

KAPULET

270

Lecz prędko więdną przedwczesne mężatki.

Ziemia schłonęła wszystkie me nadzieje:

Oprócz tej jednej; Córka, Dziecko, Ojciecona jest, Parysie,

Przyszłą, jedyną moich ziem dziedziczką.

Staraj się jednak, skarb sobie jej serce,

275

Chęć ma z jej chęcią nie będzie w rozterce;

Jeśli cię przyjmie, głos ojca w tym względzie

Jej pozwolenia echem tylko będzie.

ObyczajeDaję dziś wieczór, na który niemało

Gości sprosiłem; gdyby ci się dało

280

Być jednym więcej, w nader miły sposób

Zwiększyłbyś przez to zbiór miłych mi osób.

W biednym mym domu, jednocześnie z nocą,

Takie dziś gwiazdy ziemskie zamigocą,

Że od ich blasku blask niebieski zblednie.

285

Uciechy, młodym ludziom odpowiednie,

Podobne do tych, jakie kwiecień sprawia,

Gdy w starym progu zimy się pojawia;

Takie uciechy, w całej swojej mocy,

Wśród hożych dziewic staną się tej nocy

290

Udziałem twoim w domu Kapuletów.

Przyjdź, przejrz[18] i wybierz sobie z tych bukietów

Kwiat najpiękniejszy. I mój kwiat tam luby

Wejdzie do liczby, choć nie do rachuby.

Idźmy.

Sługado Sługi
295

A wasze obejdź w krąg Weronę,

Wynajdź osoby tu wyszczególnione

oddaje mu papier

I powiedz każdej: że mój dom otworem

Na ich usługi stanie dziś wieczorem.

Wychodzą Kapulet i Parys.

SŁUŻĄCY

299

Mam wynaleźć osoby tu wyszczególnione: to się znaczy według tego, co tu napisano… A cóż tu napisano? Oto: że szewc ma pilnować łokcia, a krawiec kopyta; rybak pędzla, a malarz więcierza. Jakże wynajdę osoby tu wyszczególnione, kiedy nie mogę wynaleźć środka na wyczytanie tego, co osoba pisząca tu wyszczególniła? Kazano mi jednak; muszę się udać do uczonych. Oto jacyś ichmoście. W samą porę nadchodzą.

Wchodzi Romeo i Benwolio.

BENWOLIO

300

Tak, bracie, płomień spędza się płomieniem[19],

Ból dawny nowym leczy się cierpieniem;

Kręć się na odwrót, gdy masz zawrót głowy;

Klin wyrugujesz, klin wbijając nowy;

Zaczerpnij nowej zarazy do łona,

305

A jad dawniejszej niewątpliwie skona.

ROMEO

Liść pokrzywiany wyborny jest na to.

BENWOLIO

Na cóż to, proszę?

ROMEO

Na oparzeliznę;

Spróbuj no tylko.

BENWOLIO

310

Powiedz mi, Romeo,

Czyś ty oszalał?

ROMEO

CierpienieNie, nie oszalałem;

Lecz wpadłem w gorszy stan niż szalonego;

W loch się dostałem, jestem pastwą głodu,

315

Chłost i mąk… SługaDobry wieczór, przyjacielu.

SŁUŻĄCY

Nawzajem, panie. Czy umiesz pan czytać?

ROMEO

Niestety! umiem w moim przeznaczeniu

Czytać niedolę.

SŁUŻĄCY

Tego się bez książki

320

Można nauczyć; ale ja się pytam,

Czy pan pisane rzeczy umie czytać?

ROMEO

Małej mi rzeczy do tego potrzeba,

To jest znać tylko język i litery.

SŁUŻĄCY

Słusznie pan mówisz, bądź–że zdrów i wesół.

chce odejść

ROMEO

325

Czekaj no, wasze, umiem czytać.

czyta
326

„Sinior[20] Martino, jego małżonka i córki. Hrabia Anzelm ze swymi pięknymi siostrami. Siniora[21] wdowa po Witruwiuszu. Sinior Placentio i jego miłe siostrzenice. Merkucjusz i jego brat Walenty. Mój stryj Kapulet z małżonką i córkami. Moja śliczna siostrzenica, Rozalina, Liwia, Sinior Valentio i nasz kuzyn Tybalt. Lucjusz i nadobna Helena.” Wspaniałe grono! (oddaje kartę) Gdzież oni przyjść mają?

SŁUŻĄCY

327

Owdzie.

ROMEO

328

Gdzie?

SŁUŻĄCY

329

Do naszego pałacu, na wieczerzę.

ROMEO

330

Do czyjego pałacu?

SŁUŻĄCY

331

Mojego pana.

ROMEO

332

W istocie powinienem się był przede wszystkim spytać, kto nim jest.

SŁUŻĄCY

333

Oznajmię to panu bez pytania: moim panem jest możny, bogaty Kapulet; jeżeli panowie nie jesteście z domu Montekich, to was zapraszam do niego na kubek wina. Bądźcie weseli.

wychodzi

BENWOLIO

Na tym wieczorze Kapuleta będzie

335

Bożyszcze twoje, piękna Rozalina,

Obok najpierwszych piękności werońskich.

Pójdź tam i okiem bezstronnym porównaj

Jej twarz z obliczem tych, które ci wskażę:

Wnet nowe bóstwo ślad dawnego zmaże.

ROMEO

340

Kobieta, Kochanek, MiłośćGdyby rzetelny mój wzrok tak fałszywe

Miał dać świadectwo, łzy, stańcie się żarem!

Wy, zalewane wciąż, a jeszcze żywe

Przezrocza, spłońcie pod kłamstwa nadmiarem!

Zatrzeć jej wdzięki! Nigdy wszechwidzące

345

Równej piękności nie widziało słońce.

BENWOLIO

Wielbisz ją, boś ją jedną na oboich

Ważył dotychczas szalach oczu swoich,

Lecz umieść na tej wadze kryształowej

Obok niej inną, którą ci gotowy

350

Będę dziś wskazać; a ręczę, że owa

Nieporównana w kąt się przed tą schowa.

ROMEO

Pójdę tam, ale z obojętnym okiem,

Jednej wyłącznie poić się widokiem.

Wychodzą.

SCENA TRZECIA

Pokój w domu Kapuletów. Wchodzi Pani Kapulet i Marta[22]

PANI KAPULET

Córka, Dziecko, MatkaGdzie moja córka? Idź ją tu przywołać.

SługaMARTA

355

Na moją cnotę do dwunastu wiosen —

Już ją wołałam. Pieszczotko, biedronko!

Julciu! pieszczotko moja! moje złotko!

Boże, zmiłuj się! Gdzież ona jest? Julciu!

Wchodzi Julia.

JULIA

Czy mnie kto wołał?

MARTA

360

Mama.

JULIA

Jestem, pani;

Co mi rozkażesz?

PANI KAPULET

Słuchaj. Odejdź, Marto;

Mam z nią sam na sam coś do pomówienia.

365

Marto, pozostań; przychodzi mi na myśl,

Że twa obecność może być potrzebna.

Julka ma piękny już wiek, wszakże prawda?

MARTA

Ba, mogę wiek jej policzyć na palcach.

PANI KAPULET

Czternaście ma już lat, jak mi się zdaje.

MARTA

370

Czternaście moich zębów w zakład stawię

(Chociaż właściwie mam ich tylko cztery),

Że jeszcze nie ma. Rychło–ż[23] będzie święto

Piotra i Pawła?

PANI KAPULET

Za parę tygodni

375

Mniej więcej.

MARTA

Mniej czy więcej, czy okrągło,

Ale dopiero w wieczór na świętego

Piotra i Pawła skończy lat czternaście.

Ona z Zuzanką, Boże, zbaw nas grzesznych!

380

Były rówieśne. Zuzanka u Boga —

Był–że to anioł! ale jak mówiłam,

Julcia dopiero na świętego Piotra

i Pawła[24] skończy spełna lat czternaście.

Tak, tak; pamiętam dobrze. Mija teraz

385

Rok jedenasty od trzęsienia ziemi[25];

Właśnie od piersi była odsądzona,

Spomiędzy wszystkich dni bożego roku

Tego jednego nigdy nie zapomnę.

Piołunem[26] sobie wtedy pierś potarłam,

390

Siedząc na słońcu tuż pod gołębnikiem.

Państwo byliście tego dnia w Mantui.

A co? mam pamięć? Ale jak mówiłam,

Skoro pieszczotka moja na brodawce

Poczuła gorycz, trzeba było widzieć,

395

Jak się skrzywiła, szarpnęła od piersi;

Gołębnik za mną: skrzyp! a ja co żywo

Na równe nogi: hyc! nie myśląc czekać,

Aż mi kto każe. Upłynęło odtąd

Lat jedenaście. Umiała już wtedy

400

0 własnej sile stać, co mówię, biegać,

Dyrdać. Dniem pierwej zbiła sobie czoło.

Mój mąż, świeć Panie jego duszy! podniósł

Z ziemi niebogę; był to wielki figlarz.

„Plackiem - rzekł - padasz teraz, a jak przyjdzie

405

Większy rozumek, to na wznak upadniesz,

Nieprawdaż, Julciu?” A ten mały łotrzyk

Jak mi Bóg miły! przestał zaraz krzyczeć

I odpowiedział: „tak”. Chociażbym żyła

Tysiąc lat, nigdy tego nie zapomnę.

410

„Nieprawdaż, Julciu - rzekł - że padniesz wznak?”

A mały urwis[27] odpowiedział: „tak”.

PANI KAPULET

Dość tego, Marto, skończ już tę historię.

Proszę cię.

MARTA

Dobrze, miłościwa pani.

415

Ale nie mogę wstrzymać się od śmiechu,

Kiedy przypomnę sobie, jak to ona

Przestała krzyczeć i odpowiedziała:

„Tak”. Miała jednak guz jak kurze jaje,

Siniec porządny i płakała gorzko;

420

Ale gdy mąż mój rzekł: „Plackiem dziś padasz,

A jak dorośniesz, to na wznak upadniesz,

Nieprawdaż Julciu?”, tak i niebożątko

Zaraz ucichło i odrzekło: „tak”.

JULIA

Ucichnij też i ty, proszę cię, nianiu.

MARTA

425

Jużem ucichła przecie. Pan Bóg z tobą!

Ty jesteś perłą ze wszystkich niemowląt,

Jakie karmiłam. Gdybym jeszcze mogła

Patrzeć na twoje zamęście!…

Córka, MatkaPANI KAPULET

MałżeństwoZamęście!

430

To jest punkt właśnie, o którym chcę mówić.

Powiedz mi, Julio, co myślisz i jakie

Są chęci twoje we względzie małżeństwa?

JULIA

O tym zaszczycie jeszcze nie myślałam.

MARTA

O tym zaszczycie! Gdybym nie ja była

435

Twą karmicielką, rzekłabym, żeś mądrość

Wyssała z mlekiem.

PANI KAPULET

Kobieta, Małżeństwo, ObyczajeMyśl–że o tym teraz.

Młodsze od ciebie dziewczęta z szlachetnych

Domów w Weronie wcześnie stan zmieniają;

440

Ja sama byłam już matką w tym wieku,

W którym tyś jeszcze panną. Krótko mówiąc,

Waleczny Parys stara się o ciebie.

MARTA

To mi kawaler! panniuniu, to brylant

Taki kawaler: chłopiec gdyby z wosku[28]!

PANI KAPULET

445

Nie ma w Weronie równego mu kwiatu.

MARTA

Co to, to prawda: kwiat to, kwiat prawdziwy.

PANI KAPULET

Cóż, Julio? Będziesz mogła go kochać?

Dziś w wieczór ujrzysz go wśród naszych gości.

Wczytaj się w księgę jego lic, na których

450

Pióro piękności wypisało miłość;

Przypatrz się jego rysom, jak uroczo,

Zgodnie się schodzą z sobą i jednoczą;

A co w tej księdze wyda ci się mrocznym,

To w jego oczach stanieć się widocznym.

455

Do upięknienia tej, zaprawdę rzadkiej,

Edycji męża brak tylko okładki.

Roślina w ziemi, ryba w wodzie żyje;

Miło, gdy piękną treść piękny wierzch kryje;

I tym wspanialsza, tym więcej jest warta

460

Złota myśl w złotej oprawie zawarta.

Tak więc z nim wszystką jego właść[29] posiędziesz

I w niczym sama ujmy mieć nie będziesz.

MARTA

Ujmy? Ba, owszem przyrost, boć to przecie

Zawżdy z mężczyzną przybywa kobiecie.

PANI KAPULET

465

Chcesz–że go? powiedz krótko, węzłowato.

JULIA

Zobaczę, jeśli patrzenia dość na to;

Nie głębiej jednak myślę w tę rzecz wglądać,

Jak tobie, pani, podoba się żądać.

SługaWchodzi Służący.

SŁUŻĄCY

469

Pani, goście już przybyli; wieczerza zastawiona, czekają na panie, pytają o pannę Julię, przeklinają w kuchni panią Martę; słowem, niecierpliwość powszechna. Niech panie raczą pośpieszyć.

wychodzi

PANI KAPULET

470

Pójdź, Julio; w hrabi serce tam dygoce.

MARTA

471

Idź i po błogich dniach błogie znajdź noce.

Wychodzą.

SCENA CZWARTA

Ulica. Wchodzą Romeo, Merkucjo i Benwolio w towarzystwie pięciu czy sześciu masek. Ludzie z pochodniami i inne osoby.

ROMEO

ObyczajeMamy–ż przy wejściu z przemową wystąpić[30]

Czy też po prostu wejść?

BENWOLIO

Wyszły już z mody

475

Te ceremonie; nie będziemy z sobą

Wiedli Kupida z opaską na skroni,

Łuk malowany z gontu niosącego

I straszącego dziewczęta jak ptaki,

Ani też owych prawili oracji,

480

Mdło za suflerem cedzonych na wstępie.

Niech sobie o nas pomyślą, co zechcą;

Wejdziem, pokręcim się[31] i znikniem potem.

ROMEO

Kręćcie się, kiedy chcecie, jam do tego

Dziś niesposobny.

MERKUCJO

485

Kochany Romeo,

Musisz potańczyć także.

ROMEO

Cierpienie, MiłośćNie, doprawdy.

Wy macie lekkie trzewiki, to tańczcie;

Mnie ołów serce tłoczy, ledwie mogę

490

Ruszyć się z miejsca.

MERKUCJO

Zakochany jesteś;

Pożycz strzelistych od Kupida skrzydeł

I wznieś się nimi nad poziomą sferę.

ROMEO

Nie mnie, tkniętemu srodze jego strzałą,

495

Strzeliście wzbijać się na jego skrzydłach;

Nie mnie się wznosić nad poziom, co nosząc

Brzemię miłości, na poziom upadam.

MERKUCJO

A gdybyś upadł z nią, ją byś obrzemił[32].

Tak delikatną rzecz przygniótłbyś srodze.

ROMEO

500

Nazywasz miłość rzeczą delikatną?

Zbyt, owszem, twarda, szorstka i koląca.

MERKUCJO

Twarda–li dla cię, bądź i dla niej twardy;

Kol ją, gdy kole, a zwalisz ją łatwo.

MaskaHola! podajcie mi na twarz pokrowiec!

505

Maskę na maskę!

wkłada maskę

Niechaj sobie teraz

Ciekawe oko nicuje mą szpetność!

Ta larwa[33] za mnie będzie się rumienić.

BENWOLIO

Idźmy, panowie; zadzwońmy[34], a potem

510

Ostro już tylko polećmy się nogom.

ROMEO

Niech trzpioty łechcą nieczułą posadzkę!

Pochodni dla mnie! bom ja dziś skazany[35],

Jak ów pachołek, co świeci swej pani,

Stać nieruchomie i martwym być widzem.

MERKUCJO

515

Stój, jak chcesz, byleś tylko nie stał o to[36],

Co cię tak martwi, a w czym (z całym winnym

Uszanowaniem dla twojej miłości),

Jak w błocie, widzę, po uszy zagrzązłeś.

Nuże, nie palmy świec w dzień.

ROMEO

520

Palmy–ż teraz.

Bo noc jest.

MERKUCJO

Mniemam, panie, że czas tracąc

Zarówno psujem świece bez potrzeby,

Jak w dzień je paląc. Przyjmij tę uwagę;

525

Bo w niej pięć razy więcej jest logiki

Niż w naszych pięciu zmysłach.

ROMEO

Uważamy

Za rzecz stosowną pójść tam na ten festyn,

Chociaż logiki w tym nie ma.

MERKUCJO

530

Dlaczego?

ROMEO

SenMiałem tej nocy marzenie.

MERKUCJO

Ja także;

ROMEO

Cóż ci się śniło?

MERKUCJO

To, że marzyciele

535

Najczęściej zwykli kłamać.

ROMEO

Przez sen w łóżku,

Gdy w gruncie marzą o rzeczach prawdziwych.

MERKUCJO

Snadź[37] się królowa Mab[38] widziała z tobą;

Ta, co to babi wieszczkom i w postaci

540

Kobietki mało co większej niż agat

Na wskazującym palcu aldermana[39],

Ciągniona cugiem drobniuchnych atomów,

Tuż, tuż śpiącemu przeciąga pod nosem.

Szprychy jej wozu z długich nóg pajęczych,

545

Osłona z lśniących skrzydełek szarańczy;

Sprzężaj[40] z plecionych nitek pajęczyny;

Lejce z wilgotnych księżyca promyków[41];

Bicz z cienkiej żyłki na świerszcza szkielecie;

A jej forszpanem[42] mała, szara muszka

550

Przez pół tak wielka[43] jak ów krągły owad,

Co siedzi w palcu leniwej dziewczyny;

Wozem zaś próżny laskowy orzeszek;

Dzieło wiewiórki lub majstra robaka,

Tych z dawien dawna akredytowanych

555

Stelmachów[44] wieszczek. W takich to przyborach

Co noc harcują po głowach kochanków,

Którzy natenczas marzą o miłości;

Albo po giętkich kolanach dworaków,

Którzy natenczas o ukłonach marzą;

560

Albo po chudych palcach adwokatów,

Którym się wtedy roją honoraria;

Albo po ustach romansowych damul,

Którym się wtedy marzą pocałunki;

Często atoli Mab na te ostatnie

565

Zsyła przedwczesne zmarszczki, gdy ich oddech

Za bardzo znajdzie cukrem przesycony.

Czasem też wjeżdża na nos dworakowi:

Wtedy śnią mu się nowe łaski pańskie;

KsiądzCzasem i księdza plebana odwiedzi,

570

Gdy ten spokojnie drzemie, i ogonem

Dziesięcinnego wieprza[45] w nos go łechce:

Wtedy mu nowe śnią się beneficja[46]

ŻołnierzCzasem wkłusuje na kark żołnierzowi:

Ten wtedy marzy o cięciach i pchnięciach,

575

O szturmach, breszach [47], o hiszpańskich klingach

Czy o pucharach, co mają pięć sążni[48];

Wtem mu zatrąbi w ucho: nasz bohater

Truchleje, zrywa się, klnąc zmawia pacierz

I znów zasypia. KobietaTaka jest Mab: ona,

580

Ona to w nocy zlepia grzywy koniom

I włos ich gładki w szpetne kudły zbija,

Które rozczesać niebezpiecznie; ona

Jest ową zmorą, co na wznak leżące

Dziewczęta dusi i wcześnie je uczy

585

Dźwigać ciężary, by się z czasem mogły

Zawołanymi stać gospodyniami.

Ona to, ona…

ROMEO

Skończ już, skończ, Merkucjo,

Marzenie, WiatrPrawisz o niczym.

MERKUCJO

590

Prawię o marzeniach,

Które w istocie niczym innym nie są

Jak wylęgłymi w chorobliwym mózgu

Dziećmi fantazji; ta zaś jest pierwiastku

Tak subtelnego właśnie jak powietrze;

595

Bardziej niestała niż wiatr, który już to

Mroźną całuje północ, już to z wstrętem

Rzuca ją, dążąc w objęcia południa.

BENWOLIO

Coś ten wiatr zawiał, zdaje się, i na nas,

Wieczerza stoi, spóźnimy się na nią.

Los, PrzeczucieROMEO

600

Boję się, czyli nie przyjdziem za wcześnie;

Bo moja dusza przeczuwa, że jakieś

Nieszczęście, jeszcze wpośród gwiazd wiszące,

Złowrogi bieg swój rozpocznie od daty

Uciech tej nocy i kres zamkniętego

605

W mej piersi, zbyt już nieznośnego, życia

Przyśpieszy jakimś strasznym śmierci ciosem.

Lecz niech Ten, który ma ster mój w swym ręku,

Kieruje moim żaglem! Dalej! Idźmy!

BENWOLIO

Uderzcie w bębny!

Wychodzą[49].

SCENA PIĄTA

Sala w domu Kapuletów. Wchodzą muzykanci i słudzy.

SługaPIERWSZY SŁUGA

610

SługaGdzie Potpan?[50] Czemu nie pomaga sprzątać? Gęsi mu paść, nie służyć.

DRUGI SŁUGA

611

Tak to, kiedy ważne obowiązki lokaja powierzają ludziom złej maniery; na diabła się to zdało.

PIERWSZY SŁUGA

612

Powynoście stołki! usuńcie na bok bufet! Pozbierajcie srebra! Schowaj no tam dla mnie, braciszku, kawałek marcepana i szepnij na ucho odźwiernemu, żeby wpuścił Zuzannę Grindstone i Nelly; jak mię kochasz! Antoni! Potpan!

DRUGI SŁUGA

613

Dobrze, chłopcze, gotowe.

PIERWSZY SŁUGA

614

Wołają was, czekają na was i niecierpliwią się w wielkiej sali.

TRZECI SŁUGA

615

Nie możemy być tu i tam razem. Dalej, chłopcy! pohulajmy–ż dzisiaj! Kto umie czekać, wszystkiego się doczeka.

Oddalają się. Kapulet i inni wchodzą z gośćmi i maskami.

KAPULET

Obyczaje, Starość, MłodośćWitaj, cna młodzi! KobietaWolne od nagniotków

Damy rachują na waszą ruchawość,

Śliczne panienki, któraż z was odmówi

Stanąć do tańca? O takiej wręcz powiem,

620

Że ma nagniotki. A co? Tom was zażył!

Dalej, panowie! I ja kiedyś także

Maskę nosiłem i umiałem szeptać

W ucho pięknościom jedwabne powieści,

Co szły do serca; przeszło to już, przeszło.

625

Nuże, panowie! Grajki, zaczynajcie!

Miejsca! rozstąpmy się! dalej, dziewczęta!

Muzyka gra. Młodzież tańczy.

Hej! więcej światła! Wynieście te stoły[51]!

I zgaście ogień, bo zbyt już gorąco.

StarośćSiadaj–że, siadaj, bracie Kapulecie[52]!

630

Dla nas dwóch czasy pląsów już minęły.

Jakże to dawno byliśmy obydwaj

Po raz ostatni w maskach?

DRUGI KAPULET

Będzie temu

Lat ze trzydzieści.

KAPULET

635

Co? Co! Nie tak dawno

Było to, pomnę, na godach Lucencja;

Na te Zielone Świątki, da Bóg dożyć,

Będzie dwadzieścia pięć lat.

DRUGI KAPULET

Dawniej, dawniej,

640

Wszak już syn jego jest trzydziestoletni.

KAPULET

Co mi waść prawisz? Przede dwoma laty

Syn jego nie był jeszcze pełnoletni.

ROMEO

do jednego z sług

Miłość, KochanekCo to za dama, co w tej chwili tańczy

Z tym kawalerem?

SŁUGA

645

Nie wiem, jaśnie panie.

ROMEO

Kobieta, NocOna zawstydza świec jarzących blaski;

Piękność jej wisi u nocnej opaski[53]

Jak drogi klejnot u uszu Etiopa.

Nie tknęła ziemi wytworniejsza stopa.

650

Jak śnieżny gołąb wśród kawek tak ona

Świeci wśród swoich towarzyszek grona.

Zaraz po tańcu przybliżę się do niej

I dłoń mą uczczę dotknięciem jej dłoni.

Kochał–żem dotąd? O! zaprzecz, mój wzroku!

655

Boś jeszcze nie znał równego uroku.

Grzech, Obyczaje, Przemoc, Szlachcic, WrógTYBALT

Sądząc po głosie, z Montekich to któryś.

Daj no mi rapir, chłopcze. HonorJak się waży

Ten łotr tu wchodzić i kłamaną larwą

Szyderczo naszej urągać zabawie?

660

KrewNa krew szlachetną, co mi wzdyma serce,

Nie będzie grzechu, jeśli go uśmiercę.

KAPULET

Tybalcie, co ci to? Czego się zżymasz?

TYBALT

Konflikt, WrógUjmy tej, stryju, pewno nie wytrzymasz:

Jeden z Montekich, twych śmiertelnych wrogów,

665

Śmie tu znieważać gościnność twych progów.

KAPULET

Czyż to Romeo?

TYBALT

Tak, ten to nikczemnik.

KAPULET

Gość, Obyczaje, Wróg, ZabawaDaj mu waść pokój, nie wychodzi przecie

z granic wytkniętych dobrym wychowaniem

670

I prawdę mówiąc, cała go Werona

Ma za młodzieńca pełnego przymiotów;

Nie chciałbym za nic w świecie w moim domu

Czynić mu krzywdy. Uspokój się zatem,

Miły synowcze, nie zważaj na niego,

675

Taka ma wola; jeśli ją szanujesz,

Okaż uprzejmość i spędź precz z oblicza

Ten mars niezgodny z weselem tej doby.

GospodarzTYBALT

Taki gość w domu nabawia choroby;

Nie ścierpię go tu.

KAPULET

680

Chcę go mieć cierpianym.

Cóż to, zuchwalcze? Mówię, że chcę! Cóż to?

Czy ja tu jestem, czy waść jesteś panem?

Waść go tu nie chcesz ścierpieć! Boże odpuść!

Waść mi chcesz gości porozpędzać? kołki

685

Na łbie mi strugać? przewodzić w mym domu?

TYBALT

Stryju, to hańba!

KAPULET

Cicho! burdą[54] jesteś.

Z tą porywczością doigrasz się waszmość.

Zawsze mi musisz się sprzeciwiać! — Brawo,

690

Kochana młodzi! — Urwipołeć z waści!

Siedź cicho albo… Hola! Więcej światła! —

Ja cię uciszę. Patrz go! — Żwawo, chłopcy!

TYBALT

Gniew dobrowolny z flegmą przymuszoną

Na krzyż się schodząc wstrząsają mi łono.

695

Muszę ustąpić; wkrótce się atoli

W gorzką żółć zmieni ta słodycz wbrew woli.

oddala się

ROMEO

do Julii[55]

MiłośćJeśli dłoń moja, co tę świętość trzyma,

Bluźni dotknięciem: zuchwalstwo takowe

Odpokutować usta me gotowe

700

Pocałowaniem pobożnym pielgrzyma.

JULIA

do Romea

Mości pielgrzymie, bluźnisz swojej dłoni,

Która nie grzeszy zdrożnym dotykaniem;

Jest–li ujęcie rąk pocałowaniem,

Nikt go ze świętych pielgrzymom nie broni.

ROMEO

jak pierwej
705

Nie mają–ż święci ust tak jak pielgrzymi?

JULIA

jak pierwej

Mają ku modłom lub kornej podzięce.

ROMEO

Niechże ich usta czynią to co ręce;

Moje się modlą, przyjm modły ich, przyjmij.

Grzech, PocałunekJULIA

Niewzruszonymi pozostają święci,

710

Choć gwoli modłów niewzbronne ich chęci.

ROMEO

Ziść więc cel moich, stojąc niewzruszenie.

I z ust swych moim daj wziąć rozgrzeszenie.

całuje ją

JULIA

Moje więc teraz obciąża grzech zdjęty.

ROMEO

Z mych ust? O! grzechu, zbyt pełen ponęty!

715

Niechże go nazad rozgrzeszony zdejmie!

Pozwól.

całuje ją znowu

JULIA

Jak z książki całujesz pielgrzymie.

MARTA

Panienko, jejmość pani matka prosi.

ROMEO

Któż jest jej matką?

MARTA

720

SługaJej matką? Bajbardzo!

Nikt inny, jeno pani tego domu;

I dobra pani, mądra a cnotliwa.

Ja byłam mamką tej, coś z nią pan mówił.

Smaczny by kąsek miał, kto by ją złowił.

ROMEO

725

Konflikt, WrógA więc Kapulet! O dolo zbyt sroga!

Życie me jest więc w ręku mego wroga.

BENWOLIO

Wychodźmy, wieczór dobiega już końca.

ROMEO

Niestety! z wschodem dla mnie zachód słońca.

KAPULET

do rozchodzących się gości

Ejże, panowie, pozostańcie jeszcze;

730

Mają nam wkrótce dać małą przekąskę[56].

Chcecie koniecznie? Muszę więc ustąpić.

Dzięki wam, mili panowie i panie.

Dobranoc. Światła! Idźmyż spać.

do Drugiego Kapuleta

Braciszku,

735

Zapóźniliśmy się; idę wypocząć.

Wychodzą wszyscy prócz Julii i Marty.

JULIA

Czy nie wiesz, nianiu, kto to jest ten pan?

MARTA

Ten,tu?

To syn starego Tyberia.

JULIA

A tamten,

740

Co właśnie ku drzwiom zmierza?

MARTA

To podobno

Młody Petrycy.

JULIA

A ów, tam na prawo,

Co nie chciał tańczyć?

MARTA

745

Nie wiem.

JULIA

Spytaj, proszę,

Jak się nazywa. Jeżeli żonaty,

Całun mnie czeka zamiast ślubnej szaty.

MARTA

Zwie się Romeo, jest z rodu Montekich,

750

Synem waszego największego wroga.

JULIA

Konflikt, Miłość, Nienawiść, WrógJako obcego za wcześnie ujrzałam!

Jako lubego za późno poznałam!

Dziwny miłości traf się na mnie iści,

Że muszę kochać przedmiot nienawiści.

MARTA

755

Co to jest? co to takiego?

JULIA

To wiersze,

Których mię jeden tancerz dziś nauczył.

MARTA

Pójdź spać, waćpanna.

Głos za sceną: „Julio!”

Dalej! dalej!

760

Wołają pannę i pusto już w sali.

Wychodzą.

AKT DRUGI

PROLOG

Przełożył Jan Kasprowicz

CHÓR

Konflikt, Miłość, RodzinaDawna namiętność już w całunach leży,

W jej miejscu władnie[57] siła żądzy nowej;

Piękną przestała być przy Julii świeżej

Piękność, dla której umrzeć był gotowy.

765

Dziś jest Romeo kochany i kocha,

W oczach obojga żar jednaki płonie;

Lecz on, w niej wroga przypuszczając, szlocha,

A ona miłość z wędki grozy chłonie.

On się nie zbliży i przed nią nie złoży

770

Przysiąg serdecznych, uważan za wroga;

I jej, choć w łonie namiętność się sroży,

Zejścia się z lubym zamkniętą jest droga.

Lecz w żądzy siła: po wielkich katuszach

Wielką im radość czas zgotuje w duszach.

SCENA PIERWSZA

Pusty plac przytykający do ogrodu Kapuletów. Wchodzi Romeo.

ROMEO

775

Mam–że iść dalej, gdy tu moje serce?

Cofnij się, ziemio, wynajdź sobie centrum![58]

wchodzi na mur i spuszcza się do ogrodu
Wchodzą Merkucjo i Benwolio.

BENWOLIO

Romeo! bracie! Romeo!

MERKUCJO

Ma rozum;

Powietrze chłodne, więc dyrnął do łóżka.

BENWOLIO

780

Pobiegł tą drogą i przelazł przez parkan.

Wołaj, Merkucjo!

KochanekMERKUCJO

Użyję nań zaklęć;

Romeo! gachu! cietrzewiu! wariacie[59]!

Ukaż się w lotnej postaci westchnienia,

785

Powiedz choć jeden wiersz, a dość mi będzie;

Jęknij: ach! połącz w rym: kochać i szlochać;

Szepnij Wenerze jakie piękne słówko;

Daj jaki nowy epitet ślepemu

Jej synalkowi, co tak celnie strzelał

790

Za owych czasów, gdy król Kofetua

W zaloty chodził do córki żebraczej[60].

Nie słucha; ani piśnie, ani trunie[61]

Zdechł robak[62], muszę zakląć go inaczej.

Klnę cię na żywe oczy Rozaliny,

795

Na jej wysokie czoło, krasne usta,

Wysmukłe nóżki i toczone biodra

Z przyległościami, abyś się przed nami

W właściwej sobie postaci ukazał.

BENWOLIO

Gniewać się będzie, jeśli cię usłyszy.

MERKUCJO

800

Co się ma gniewać? Mógłby się rozgniewać,

Gdyby za sprawą mojego zaklęcia

W zaczarowane koło jego pani[63]

Inny duch wkroczył i stał tam dopóty,

Dopóki by go nie zmogła: to byłby

805

Powód do uraz; moja inwokacja

Jest przyjacielska i godziwa razem,

Bo wywołuje w imię jego pani

Jego jedynie naturalną postać.

BENWOLIO

MiłośćPójdź! skrył się owdzie pomiędzy drzewami,

810

By się tam zbratał z tajemniczą nocą[64]

Ślepym w miłości ciemność jest najmilsza.

MERKUCJO

Kobieta, KochanekMożeż[65] w cel trafić miłość będąc ślepą?

Teraz usiądzie sobie pod jabłonką

I będzie wzdychał, by jego kochanka

815

Była owocem, który młode panny,

Kiedy są same — nazywają figą.

Oby, Romeo, była, oby była

Taką otwartą figą, a ty chłopcze,

Obyś był gruszką! Dobranoc, Romeo!

820

Idę lec w moim łóżku za kotarą,

Bo to polowe[66] tu dla mnie za chłodne.

Czy idziesz także?

BENWOLIO

Idę; próżno szukać

Takiego, co być nie chce znaleziony.

Wychodzą.

SCENA DRUGA

Ogród Kapuletów. Wchodzi Romeo.

ROMEO

825

Cierpienie, Kochanek, MiłośćDrwi z blizn, kto nigdy nie doświadczył rany.

Julia ukazuje się w oknie.

Lecz cicho! ŚwiatłoCo za blask strzelił tam z okna!

Ono jest wschodem, a Julia jest słońcem!

Wnijdź, cudne słońce, zgładź zazdrosną lunę,

Która aż zbladła z gniewu, że ty jesteś

830

Od niej piękniejsza; o, jeśli zazdrosna,

Nie bądź jej służką! Jej szatkę zieloną

I bladą noszą jeno głupcy[67]. Zrzuć ją!

To moja pani, to moja kochanka!

O! gdyby mogła wiedzieć, czym jest dla mnie!

835

Przemawia, chociaż nic nie mówi; cóż stąd?

Jej oczy mówią, oczom więc odpowiem.

Za śmiały jestem; mówią, lecz nie do mnie.

Gwiazda, OkoDwie najjaśniejsze, najpiękniejsze gwiazdy

Z całego nieba, gdzie indziej zajęte,

840

Prosiły oczu jej, aby zastępczo

Stały w ich sferach, dopóki nie wrócą.

Lecz choćby oczy jej były na niebie,

A owe gwiazdy w oprawie jej oczu:

Blask jej oblicza zawstydziłby gwiazdy

845

Jak zorza lampę; gdyby zaś jej oczy

Wśród eterycznej zabłysły przezroczy,

Ptaki ocknęłyby się i śpiewały,

Myśląc, że to już nie noc, lecz dzień biały.

Patrz, jak na dłoni smutnie wsparła liczko!

850

O! gdybym mógł być tylko rękawiczką,

Co tę dłoń kryje!

JULIA

Ach!

ROMEO

Cicho! coś mówi.

Anioło! mów, mów dalej, uroczy aniele;

855

bo ty mi w noc tę tak wspaniale świecisz

jak lotny goniec niebios rozwartemu

od podziwienia oku śmiertelników,

które się wlepia w niego, aby patrzeć,

jak on po ciężkich chmurach się przesuwa

860

i po powietrznej żegluje przestrzeni.

JULIA

Konflikt, Krew, Miłość, RodzinaRomeo! Czemuż ty jesteś Romeo!

Wyrzecz się swego rodu, rzuć tę nazwę!

Lub jeśli tego nie możesz uczynić,

To przysiąż wiernym być mojej miłości,

865

A ja przestanę być z krwi Kapuletów.

ROMEO

Mam–że przemówić czy też słuchać dalej?

JULIA

Konflikt, Miłość, Rodzina, Pozory, PrawdaNazwa twa tylko jest mi nieprzyjazna,

Boś ty w istocie nie Montekim dla mnie.

Jest–że Monteki choćby tylko ręką,

870

Ramieniem, twarzą, zgoła jakąkolwiek

Częścią człowieka? O! weź inną nazwę!

Czymże jest nazwa? To, co zowiem różą,

Pod inną nazwą równie by pachniało;

Tak i Romeo bez nazwy Romea

875

Przecież by całą swą wartość zatrzymał.

KochanekRomeo! porzuć tę nazwę, a w zamian

Za to, co nawet cząstką ciebie nie jest,

Weź mię, ach! całą!

ROMEO

Biorę cię za słowo:

880

Zwij mię kochankiem, a krzyżmo[68] chrztu tego

Sprawi, że odtąd nie będę Romeem.

JULIA

Ktoś ty jest, co się nocą osłaniając,

Podchodzisz moją samotność?

ROMEO

Z nazwiska

885

Nie mógłbym tobie powiedzieć, kto jestem;

Nazwisko moje jest mi nienawistne,

Bo jest, o! święta, nieprzyjazne tobie;

Zdarłbym je, gdybym miał je napisane.

JULIA

Jeszcze me ucho stu słów nie wypiło

890

Z tych ust, a przecież dźwięk już ich mi znany.

Jest żeś Romeo, mów? jest żeś Monteki?

ROMEO

Nie jestem ani jednym, ani drugim,

Jedno–li z dwojga jest niemiłe tobie.

JULIA

Jak żeś tu przyszedł, powiedz, i dlaczego?

895

Mur jest wysoki i trudny do przejścia,

A miejsce zgubne; gdyby cię kto z moich

Krewnych tu zastał…

ROMEO

MiłośćNa skrzydłach miłości

Lekko, bezpiecznie mur ten przesadziłem,

900

OdwagaBo miłość nie ma żadnych tam i granic;

A co potrafi, na to się i waży;

Krewni więc twoi nie trwożą mię wcale.

JULIA

Zabiliby cię, gdyby cię ujrzeli.

ROMEO

Ach! więcej groźby leży w oczach twoich

905

Niż w ich dwudziestu mieczach; patrz łaskawie,

A będę silny przeciw ich gniewowi.

JULIA

Na Boga! niech cię oni tu nie ujrzą!

ROMEO

Ciemny płaszcz nocy skryje mię przed nimi.

Lecz niech mię znajdą, jeśli ty mię kochasz.

910

Lepszy kres życia skutkiem ich niechęci

Niż przedłużony zgon w braku twych uczuć.

MiłośćJULIA

Kto ci dopomógł znaleźć to ustronie?

ROMEO

Miłość, co mi go doradziła szukać;

Ona mi instynkt, ja jej oczy dałem.

915

Nie jestem sternik, gdybyś jednak była

Równie daleko jak ów brzeg, którego

Morze najdalsze podmywa krawędzie,

Śmiało po taki klejnot bym popłynął.

JULIA

Gdyby nie ciemność, co mi twarz maskuje,

920

Widziałbyś na niej rozlany rumieniec

Po tym, co z ust mych słyszałeś tej nocy.

Rada bym form się trzymać, rada cofnąć

To, co wyrzekłam; ale precz, udanie!

MiłośćCzy ty mię kochasz? Wiem, że powiesz: tak jest;

925

I ja–ć uwierzę; Mężczyznamimo przysiąg jednak

Możesz mię zawieść. Z wiarołomstwa mężczyzn

Śmieje się, mówią, Jowisz. O! Romeo!

Jeśli mię kochasz, wyrzecz to rzetelnie;

Lecz jeśli masz mię za podbój zbyt łatwy,

930

To zmarszczę czoło i przewrotną będę,

I na miłosne twoje oświadczenia

Powiem: nie, w innym razie za nic w świecie.

Za czuła może jestem, o! Monteki,

Stąd możesz sądzić me obejście płochym;

935

Ufaj mi jednak, będę ja wierniejsza

Od tych, co bieglej umieją się drożyć[69].

Byłabym ja się była, prawdę mówiąc,

Także drożyła, gdybyś był tajnego

Głosu miłości mojej nie podchwycił.

940

Nie wiń mię przeto ani też przypisuj

Płochości tego wylania mych uczuć,

Które zdradziła noc ciemna.

ROMEO

Księżyc, PrzysięgaO! Julio,

Przysięgam na ten księżyc, co wspaniale

945

Powleka srebrem tamtych drzew wierzchołki…

MiłośćJULIA

O! nie przysięgaj na księżyc, bo księżyc

Co tydzień zmienia kształt swej pięknej tarczy;

I miłość twoja po takiej przysiędze

Mogłaby również zmienną się okazać.

ROMEO

950

Na cóż mam przysiąc?

JULIA

Nie przysięgaj wcale;

Lub wreszcie przysiąż na samego siebie:

Na ten uroczy przedmiot mych uwielbień,

To ci uwierzę.

ROMEO

955

Jeśli szczera miłość

Mojego serca…

JULIA

Daj pokój przysięgom.

Lubo się cieszę z twojej obecności,

Te nocne śluby nie cieszą mnie jakoś,

960

Za nagłe one są, za nierozważne,

Podobne niby do blasku, co znika,

Nim człowiek zdąży powiedzieć: „Błysnęło”.

Dobranoc, luby! Oby nam ten wonny

Miłości pączek przyniósł kwiat niepłonny!

965

Bądź zdrów! i zaśnij z tak błogim spokojem,

Jaki, z twej łaski, czuję w sercu mojem.

ROMEO

Także mam odejść nie zaspokojony?

JULIA

Jakiegoż więcej chcesz zaspokojenia?

ROMEO

Zamiany twoich zapewnień za moje.

JULIA

970

Jużem ci dała je, nimeś zażądał;

Rada bym jednak one mieć na powrót.

ROMEO

Chciałaż byś cofnąć je? Dlaczego? luba!

JULIA

Ażebym mogła oddać ci je znowu.

A przecież jest to żądanie zbyteczne;

975

Miłość, WodaBo moja miłość równie jest głęboka

Jak morze, równie jak ono bez końca;

Im więcej ci jej udzielam, tym więcej

Czuję jej w sercu.

Słychać w pokojach głos Marty.

Wołają mię. — Zaraz.

980

Bądź zdrów, kochanku drogi! — Zaraz, zaraz.

— Najmilszy, pomnij być stałym! — Zaczekaj,

Zaczekaj trochę, powrócę za chwilę.

wychodzi

ROMEO

Błogosławiona, o! błogosławiona

Po dwakroć nocy! Ale czy to wszystko,

985

Dziejąc się w nocy nie jest marą tylko?

Co tak lubego może–ż być istotnym?

JULIA

ukazując się znowu

Jeszcze słów parę, a potem dobranoc,

Drogi Romeo! jeśli twoja skłonność

Jest prawą, twoim zamiarem małżeństwo:

990

To mię uwiadom jutro przez osobę,

Którą do ciebie przyślę, gdzie i kiedy

Zechcesz dopełnić obrzędu; a wtedy

Całą mą przyszłość u nóg twoich złożę

I w świat za tobą pójdę w imię boże.

MARTA

za sceną
995

Panienko!

JULIA

Idę. — Lecz jeśli mię zwodzisz,

To cię zaklinam…

MARTA

za sceną

Julciu!

JULIA

Zaraz idę.

1000

— Jeśli mię zwodzisz, o! to cię zaklinam,

Skończ te zabiegi i zostaw mię żalom.

— Jutro więc przyślę.

ROMEO

Jak pragnę zbawienia…

KochanekJULIA

Po tysiąc razy dobranoc.

odchodzi

ROMEO

1005

Po tysiąc

Razy niedobra tam, gdzie ty nie świecisz.

Jak żak, gdy rzuca książkę, tak kochanek

Do celu swego pospiesza wesoły;

A gdy nadejdzie z kochanką rozstanek[70],

1010

Wlecze się smutnie, jak ów żak do szkoły.

odchodzi

JULIA

ukazuje się znowu

Pst! pst! Romeo! O, gdybym mieć mogła

Głos sokolnika, by tego maiża[71]

Nazad przywołać! Przymus jest ochrypły,

Nie może głośno mówić[72], gdyby nie to,

1015

Wstrząsłabym[73] góry, gdzie się echo kryje,

I głos bym jego zrobiła chrapliwszy

Niż mój od rozbrzmień imienia Romeo!

Kochanek, MiłośćROMEO

Dusza, DźwiękMoja to dusza dzwoni imię moje,

Jak srebrny dźwięk ma nocą głos kochanki!

1020

I jest–że słodsza muzyka na świecie?

JULIA

Romeo!

ROMEO

Luba!

JULIA

O której godzinie

Jutro mam przysłać?

ROMEO

1025

O dziewiątej.

JULIA

Dobrze.

Dwudziestoletni to termin. Nie pomnę,

Po com tu ciebie znowu przywołała.

ROMEO

Pozwól mi czekać, aż sobie przypomnisz.

JULIA

1030

Zapomnę znowu, po co czekasz, pomnąc

O twojej tylko lubej obecności.

ROMEO

A ja wciąż czekać będę, abyś ciągle

Zapominała, sam zapominając,

Że mam gdzie inny dom jak tutaj.

JULIA

1035

Ptak, RozstanieWkrótce

Dnieć będzie: rada bym, żebyś już odszedł;

Nie dalej jednak jak ów biedny ptaszek,

Co go swawolna dziewka z rąk wypuszcza

I wnet, zazdroszcząc mu krótkiej wolności,

1040

Jak niewolnika trzymanego w więzach

Jedwabnym sznurkiem przyciąga na powrót.

ROMEO

Chciałbym być biednym ptaszkiem w twoim ręku.

JULIA

O! ja bym zbytkiem pieszczot cię zabiła.

Dobranoc, luby! jeszcze raz dobranoc!

1045

Smutek rozstania tak bardzo jest miły,

Że by dobranoc wciąż usta mówiły.

odchodzi

Kochanek, SenROMEO

Sen na twe oczy, pokój w pierś niech spłynie;

Obym był nimi w tej błogiej godzinie!

Spieszę do ojca Laurentego celi,

1050

On mi pomocy i rady udzieli.

wychodzi

SCENA TRZECIA

Cela Ojca Laurentego. Wchodzi Ojciec Laurenty z koszykiem w ręku.

OJCIEC LAURENTY

Szary poranek spędza mrok ponury

Pasami światła znacząc wschodnie mury

I noc się na bok chyli jak pijana

Z dróg dnia ubitych kołami Tytana[74].

1055

Nim oko słońca pełnym blaskiem strzeli,

Rosę wypije i świat rozweseli,

Natura, Rośliny, Ziemia, Matka, GróbMuszę uzbierać w ten koszyk z sitowia

Roślin tak zbawczych, jak zgubnych dla zdrowia,

Ziemia jest matką natury i grobem,

1060

Grzebie i życia obdziela zasobem.

I mnóstwo dzieci jej łona widzimy

Ciągnących pokarm z jej piersi rodzimej;

Niejedno w skutkach swoich wyśmienite,

Każde do czegoś, wszystko rozmaite.

1065

O! moc to pełna cudów, co się mieści

W sokach ziół, krzewów, w martwej kruszców treści!

Obraz świataBo nie ma rzeczy tak podłych na ziemi,

Aby nie mogły stać się przydatnemi;

Ni tak przydatnych, aby zamiast służyć

1070

Nie zaszkodziły pod wpływem nadużyć.

Wszakże i cnota może zajść w bezdroże,

A błąd się czynem uszlachetnić może.

Kondycja ludzka, RoślinyW mdłym kwiatku, w ziółku jednym i tym samem

Ma nieraz miejsce jad wespół z balsamem,

1075

Co zmysły razi i to, co im sprzyja,

Bo jego zapach rzeźwi; smak zabija.

Podobnie sprzeczna i w człowieku gości

Dwójca pierwiastków: dobroci i złości;

A kędy górę gorsza weźmie strona,

1080

Tam śmierć przychodzi i roślina kona.

Wchodzi Romeo.

ROMEO

Dzień dobry, ojcze mój.

OJCIEC LAURENTY

Benedicite![75]

Cóż to za ranny głos tak mnie pozdrawia!

Młodość, Starość, SenMłody mój synu, zły to znak, kto łoże

1085

Próżne zostawia o tak wczesnej porze.

Troska odbywa straż w oczach starego,

A sen tych mija, których troski strzegą;

Ale gdzie czerstwa, wolna od kłopotów

Młódź głowę złoży, sen zawżdy przyjść gotów.

1090

To więc tak ranne tu przybycie zdradza

Jakiś niepokój, któremu snu władza

Ulec musiała. Czy tylko się kładłeś?

Możeś do łóżka i nie zajrzał[76]?

ROMEO

Zgadłeś;

1095

Milej niż w łóżku przeszły mi godziny.

OJCIEC LAURENTY

Grzeszniku, pewnieś był u Rozaliny.

ROMEO

U Rozaliny? Nie, ojcze; to imię

W pamięci mojej wiecznym snem już drzemie.

OJCIEC LAURENTY

Brawo, mój synu! Lecz gdzieżeś to bywał?

ROMEO

1100

Zaraz ci powiem: próżno byś zgadywał;

Konflikt, MiłośćByłem na balu w domu mego wroga,

Gdziem został ranny, lecz zbójczyni sroga

Czuje cios wzajem przeze mnie zadany,

Tak że na nasze obopólne rany

1105

Święty wpływ tylko twej, ojcze, opieki

Poradzić zdoła i dać zbawcze leki.

Po chrześcijańsku, jak widzisz, przemawiam,

Skoro się nawet za mym wrogiem wstawiam.

OJCIEC LAURENTY

Mów jaśniej, synu; zagadkowa spowiedź,

1110

Dwuznaczną także znajduje odpowiedź.

ROMEO

Kobieta, Małżeństwo, MiłośćDowiedz się zatem, że anioł kobieta,

Którąm ukochał, jest z krwi Kapuleta.

Jego to dziecko i nadzieja cała;

Jak ja ją, tak mnie ona ukochała.

1115

I do jedności, która nas już splata,

Brakuje tylko, byś nas ty dla świata

Stułą zjednoczył. Gdzie, o jakiej dobie

Dozgonną miłość przysięgliśmy sobie,

Powiem ci idąc, czcigodny kapłanie;

1120

Błagam cię tylko, niech się to dziś stanie.

OJCIEC LAURENTY

Kochanek, Młodość, Miłość, PrzemianaŚwięty Franciszku! Cóż to za przemiana!

Toż Rozalina, owa ukochana,

Niczym już dla cię? Miłość więc młodzieży

W oczach jedynie, a nie w sercu leży?

1125

Jezus! Maryja! Ileż to solanki

Ściekło z twych oczu dla owej kochanki!

I nadaremnie, bowiem twe zapały

Wciąż zalewane, wciąż się powiększały.

Jeszcze twych westchnień nie rozwiał Fawoni[77];

1130

Jeszcze twój dawny jęk w uszach mi dzwoni,

I na twych licach, bladością pokrytych,

Widoczny jeszcze ślad łez nie obmytych,

Wszystko, coś cierpiał z miłosnej przyczyny,

Cierpiałeś tylko gwoli Rozaliny.

1135

A teraz! nie dziw, gdy mdła płeć upadnie,

Kiedy mężczyźni szwankują[78] tak snadnie[79].

ROMEO

Gdym kochał tamtą, takżeś nie pochwalał.

OJCIEC LAURENTY

Nie, żeś ją kochał, lecz żeś za nią szalał.

ROMEO

Pogrześć tą miłość kazałeś.

OJCIEC LAURENTY

1140

Nie w grobie

By tę pochować, a inną wziąć sobie.

ROMEO

Nie łaj mnie, proszę; ta, co mi dziś luba,

Miłość mą płaci miłością cheruba;

Z tamtą inaczej było.

OJCIEC LAURENTY

1145

Bo odgadła,

Że w rzeczach serca nie znasz abecadła,

Tylko z rutyny czytasz. Rodzina, ŚlubPójdź, wietrzniku;

Do sankcji[80] tego nowego wybryku

Jeden i jeden tylko wzgląd mię skłania:

1150

To jest, że może z tego zawiązania

Wyniknie węzeł, który wasze rody

Zawistne złączy w piękny łańcuch zgody.

ROMEO

O! prędzej! pilno mi!

OJCIEC LAURENTY

Festina lente[81]!

1155

Zdradne są kroki za śpiesznie podjęte.

Wychodzą.

SCENA CZWARTA

Ulica. Wchodzą Merkucjo i Benwolio.

MERKUCJO

1156

Gdzież, u diabła, ugrzązł Romeo! Czy był tej nocy w domu?

BENWOLIO

1157

Nie w domu swego ojca przynajmniej; mówiłem z jego służącym.

MERKUCJO

Ta blada sekutnica Rozalina[82]

Na wariata go wnet wykieruje.

BENWOLIO

1160

Tybalt, starego Kapuleta krewny,

Pisał do niego list.

MERKUCJO

Z wyzwaniem, ręczę.

BENWOLIO

Romeo mu odpowie.

MERKUCJO

Każdy człowiek

1165

Piśmienny może na list odpowiedzieć.

BENWOLIO

1166

On mu odpowie odpowiednio, jak człowiek wyzwany.

MERKUCJO

1167

Cierpienie, Kochanek, MiłośćBiedny Romeo! Już trup z niego! Zakłuty czarnymi oczyma białogłowy; przestrzelony na wskroś uszu romansową piosnką; ugodzony w sam rdzeń serca postrzałem ślepego malca łucznika; potrafiż[83] on Tybaltowi stawić czoło?

BENWOLIO

1168

A cóż to takiego Tybalt?

MERKUCJO

1169

Coś więcej niż książę kotów[84]; możesz mi wierzyć! PojedynekNieustraszony rębacz, bije się jak z nut, zna czas, odległość i miarę; pauzuje w sam raz jak potrzeba: raz, dwa, a trzy to już w pierś. Żaden jedwabny guzik nie wykręci mu się od śmierci. Duelista[85] to, duelista pierwszej klasy. Owe nieśmiertelne passado! Owe punto reverso! owe hai![86]

BENWOLIO

1170

Co takiego?

MERKUCJO

1171

Niech kaci porwą to plemię śmiesznych, sepleniących, przesadnych fantastyków, z ich nowo kutymi terminami! Na Boga, doskonała klinga! Dzielny mąż! Wspaniała dziewka! Nie jest–że to rzecz opłakana, że nas obsiadły te zagraniczne muchy, te modne sroki, te pardonnez moi[87], którym tak bardzo idzie o nową formę, że nawet na starej ławce wygodnie siedzieć nie mogą[88]; te bąki, co bąkają: bon! bon![89]

Wchodzi Romeo.

BENWOLIO

1172

Oto Romeo, nasz Romeo idzie.

PrzyjaźńMERKUCJO

1173

Bez mlecza, jak śledź suszony. O! człowieku! jakżeś się w rybę przedzierzgnął! Teraz go rymy Petrarki rozczulają. Laura naprzeciw jego bóstwa jest prostą pomywaczką, lubo tamta miała kochanka, co ją opiewał; Dydona flądrą; Kleopatra Cyganką; Helena i Hero szurgotami i otłukami; Tyzbe[90] kopciuchem lub czymś podobnym, ale zawsze niedystyngowanym. Bonjour[91], sinior Romeo! Oto masz francuskie pozdrowienie na cześć twoich francuskich pantalonów. Pięknie nas zażyłeś tej nocy.

ROMEO

1174

Dzień dobry wam, moi drodzy. Jakże to was zażyłem?

MERKUCJO

1175

Pokazałeś nam odwrotną stronę medalu, odwrotną stronę swego medalu.

ROMEO

1176

To się znaczy, żem wam zdezerterował. Wybacz, kochany Merkucjo; miałem pilny interes, a w takim przypadku człowiek może zgrzeszyć na polu uprzejmości.

MERKUCJO

1177

To się znaczy, że w takim przypadku człowiek może być zniewolony zgiąć kolana.

ROMEO

1178

Ma się rozumieć — z uprzejmości.

MERKUCJO

1179

Bardzoś zgrabnie trafił w sedno.

ROMEO

1180

A ty bardzoś zgrabnie to wyłożył.

MERKUCJO

1181

Ja bo jestem kwiatem uprzejmości.

ROMEO

1182

Kwiatem kwiatów.

MERKUCJO

1183

Racja.

ROMEO

1184

Jeżeliś ty kwiatem, to moje trzewiki są w kwitnącym stanie[92].

MERKUCJO

1185

Brawo! pielęgnuj mi ten dowcip; ażeby, skoro ci się do reszty zedrze podeszwa u trzewików, twój dowcip mógł po prostu figurować.

ROMEO

1186

O! godny zdartej podeszwy dowcipie! O! figuro pełna prostoty[93] z powodu swego prostactwa!

MERKUCJO

1187

Na pomoc, Benwolio! moje koncepta dech tracą.

ROMEO

1188

Pejczą je i pejczą[94]! Biczem i ostrogą, inaczej nazwę je hetkami[95].

MERKUCJO

1189

Jeżeli twój dowcip poluje na dzikie gęsi[96], to kapituluję; bo on ma więcej kwalifikacji ku temu niż wszystkie moje umysłowe władze. Czy ja ci się zdaję na to[97], żebym miał z gęsiami do czynienia?

ROMEO

1190

Tyś mi się nigdy na nic nie zdał, wyjąwszy, kiedy miałem do czynienia z gęsiami.

MERKUCJO

1191

Za ten koncept ugryzę cię w ucho.

ROMEO

1192

Chyba udziobiesz!

MERKUCJO

1193

Twój dowcip jest gorzką konfiturą, diabelnie ostrym sosem.

ROMEO

1194

Stosownym do gęsi.

MERKUCJO

1195

To koncept z koźlej skórki, której cal da się rozciągnąć tak, że nim opaszesz całą głowę.

ROMEO

1196

Rozciągnę go do wyrazu „głowę”, który połączywszy z gęsią, będziesz miał gęsią głowę.

MERKUCJO

1197

Nie jest–że to lepiej niż jęczeć z miłości? Teraz to co innego; teraz mi jesteś towarzyski, jesteś Romeem, jesteś tym, czym jesteś; Miłośćmiłość zaś jest podobna do owego gapia, co się szwenda wywiesiwszy język, szukając dziury, gdzie by mógł palec wścibić.

ROMEO

1198

Stój! Stój!

MERKUCJO

1199

Chcesz, aby się mój dowcip zastanowił w samym środku weny[98]?

ROMEO

1200

Z obawy, abyś tej weny zbyt nie rozszerzył.

MERKUCJO

1201

Mylisz się, właśnie byłem bliski ją ścieśnić, bo jużem był doszedł do jej dna i nie miałem zamiaru dłużej wyczerpywać materii.

ROMEO

1202

Patrzcie, co za dziwadła!

Wchodzi Marta z Piotrem.

MERKUCJO

1203

Żagiel! żagiel! żagiel![99]

BENWOLIO

1204

Dwa, dwa: spodnie i spódnica[100]

MARTA

1205

Piotrze.

PIOTR

1206

Słucham.

DamaMARTA

1207

Piotrze, gdzie mój wachlarz[101]?

MERKUCJO

1208

Proszę cię, mój Piotrze, zakryj wachlarzem twarz jejmości; bo z dwojga tego, jej wachlarz jest piękniejszy.

MARTA

1209

Życzę panom dnia dobrego.

MERKUCJO

1210

Życzymy ci dobrego południa, piękna sinioro.

MARTA

1211

Czy to już południe?

MERKUCJO

1212

Nie inaczej; bo nieczysta ręka wskazówki na kompasie trzyma już południe za ogon.

MARTA

1213

Chryste Panie! Cóż to za człowiek z waćpana?

ROMEO

1214

Człowiek, którego Pan Bóg skazał na zepsucie.

MARTA

1215

Dobrześ pan powiedział, na poczciwość! Nie wie też czasem który z panów, gdzie bym mogła znaleźć młodego Romea?

ROMEO

1216

Ja wiem czasem, ale młodego Romea znajdziesz waćpani starszym, niż był, kiedyś go szukać zaczęła. Jestem najmłodszy z tych, co noszą to imię w braku gorszego.

MARTA

1217

Ach, to dobrze!

MERKUCJO

1218

Możeż[102] być dobrym to, co jest gorszym?

MARTA

1219

Jeżeli waćpan nim jesteś, to rada bym z nim pomówić sam na sam.

BENWOLIO

1220

Zaprosi go na jakąś wieczorynkę.

MERKUCJO

1221

Pośredniczka to Wenery. Huź, ha![103]

ROMEO

1222

Cóż to, czyś kota[104] upatrzył?

MERKUCJO

1223

Kotlinę, panie, nie kota; i to w starym piecu, nie w polu.

Bodaj to kotlina,

Gdzie siedzi kocina,

Ta nie osmali…

Lecz zmykaj, chudzino,

Przed taką kotliną,

Gdzie diabeł pali!

1224

Romeo, czy będziesz u ojca na obiedzie? My tam idziemy.

ROMEO

1225

Pośpieszę za wami.

Kobieta, DamaMERKUCJO

1226

Do widzenia, starożytna damo; damo, damo, damo, damo[105]!

Wychodzą Merkucjo i Benwolio.

MARTA

1227

Tak, tak, do widzenia! Grzeczność, SłowoCo to za infamis[106], proszę pana, co się tak poważył rozpuścić cugle swemu grubiaństwu?

ROMEO

1228

Jest to panicz zakochany w swym języku, zdolny wypowiedzieć więcej w ciągu jednej minuty niż milczeć przez cały miesiąc.

MARTA

1229

Honor, OpiekaJeżeli on na mnie co powiedział, dam ja mu, chociażby był zuchwalszy, niż jest, i miał ze sobą dwudziestu sobie podobnych drabów; a jeżeli mi ujdzie, to znajdę takich, co to potrafią. A hultaj! czy to ja jestem jego kochanką, jego poniewieradłem! (do Piotra) I ty tu stałeś także i mogłeś ścierpieć, żeby mnie lada gbur używał wedle upodobania za przedmiot swych bezwstydnych żartów?

PIOTR

1230

Nie widziałem jeszcze, żeby kto używał jejmości wedle upodobania; gdybym był to widział, byłbym był pewnie zaraz giwer wydobył, ręczę za to. Umiem się najeżyć tak dobrze jak kto inny, kiedy mam sposobność po temu i prawo za sobą.

MARTA

1231

Dlaboga! tak jestem rozdrażniona, że się wszystko we mnie trzęsie. A hultaj! Otóż, proszę pana, tak jak powiedziałam, młoda moja pani kazała mi się wywiedzieć o panu; co mi kazała powiedzieć, to sobie zachowuję; ale przede wszystkim oświadczam panu, że jeżelibyś ją osadził na koszu, jak to mówią, bo panienka, o której mówię, jest młoda, i dlatego, gdybyś ją pan wywiódł w pole, byłoby to tak ciężkim psikusem, jaki tylko młodej panience można wyrządzić.

ROMEO

1232

Pozdrów ją, waćpani, ode mnie i powiedz, że jej daję rendez–vous[107]

MARTA

1233

Poczciwości! oświadczę jej to, oświadczę. Niebożę, nie posiądzie się z radości.

ROMEO

1234

Co jej waćpani chcesz oświadczyć? Nie wiesz, co mówić miałem.

MARTA

1235

Oświadczę jej, że pan dajesz randewu; co jest, jeżeli się nie mylę, ofiarą godną prawdziwego szlachcica.

ROMEO

1236

Ślub, TajemnicaPowiedz jej, aby pod pozorem spowiedzi przyszła za parę godzin do celi ojca Laurentego, tam ślub weźmiemy. Pieniądz, SługaOto masz waćpani za swoje trudy.

MARTA

1237

Nie, panie; ani grosika.

ROMEO

1238

No, no, bez ceremonii.

MARTA

1239

Za parę godzin więc; dobrze, nie zaniedba się stawić.

ROMEO

1240

Waćpani staniesz za murem klasztornym,

Tam ci mój człowiek przyniesie drabinkę[108]

Z sznurków skręconą, która mi w noc późną

Do szczytu mego szczęścia wstęp ułatwi.

Bądź zdrowa! Wierność twa znajdzie nagrodę,

1245

Poleć mię swojej młodej pani.

MARTA

Niech wam Bóg błogosławi! Ale, ale…

ROMEO

Cóż mi waćpani jeszcze powiesz?

MARTA

TajemnicaCzy człowiek pański dobry do sekretu?

Bo gdzie się skrycie prowadzą układy,

1250

Tam dwóch już, mówią, za wiele do rady.

ROMEO

Ręczę za niego: jest to wierność sama.

SługaMARTA

1252

A więc wszystko dobrze. Co też za miłe stworzenie ta moja panienka! Co to nie wyprawiało, jak było małym! Chryste Panie! Ale, ale, jest tu na mieście jeden pan, niejaki Parys, ten ma na nią diabli apetyt; ale ona, poczciwina, wolałaby patrzeć na bazyliszka[109] niż na niego. Przekomarzam się z nią nieraz i mówię, że ten Parys to wcale przystojny mężczyzna; wtedy ona, powiadam panu, za każdym razem aż blednie, zupełnie tak jak pąsowa chusta na słońcu. Proszę też pana, czy rozmaryn[110] i Romeo nie zaczyna się od takiej samej litery?

ROMEO

1253

Nie inaczej: jedno i drugie od R.

MARTA

1254

Kpiarz z waszmości. To psie imię[111]. To litera dla… Nie, tamto zaczyna się od innej litery. Co też ona o tym prawi, to jest o rozmarynie i o panu: rada bym, żebyś pan to słyszał.

ROMEO

1255

Poleć jej służby moje.

wychodzi

SługaMARTA

1256

Uczynię to, uczynię po tysiąc razy. — Piotrze!

PIOTR

1257

Jestem.

MARTA

1258

Piotrze, naści[112] mój wachlarz i idź przodem.

Wychodzą.

SCENA PIĄTA

Ogród Kapuletów. Wchodzi Julia.

JULIA

Dziewiąta biła, kiedym ją posłała;

1260

MiłośćPrzyrzekła wrócić się za pół godziny.

Nie znalazła go może? nie, to nie to;

Słabe ma nogi. Heroldem miłości

Powinna by być myśl, która o dziesięć

Razy mknie prędzej niż promienie słońca,

1265

Kiedy z pochyłych wzgórków cień spędzają.

Nie darmo lotne gołębie są w cugach

Bóstwa miłości i nie darmo Kupid

Ma skrzydła z wiatrem idące w zawody.

Już teraz słońce jest w samej połowie

1270

Dzisiejszej drogi swojej; od dziewiątej

Aż do dwunastej trzy już upłynęły

Długie godziny, a jeszcze jej nie ma.

Gdyby krew miała młodą i uczucia,

Jak piłka byłaby chyżą i lekką,

1275

I słowa moje do mego kochanka,

A jego do mnie w lot by ją popchnęły;

StarośćLecz starzy wcześnie są jakby nieżywi;

Jak ołów ciężcy, zimni, więc leniwi.

Wchodzą Marta i Piotr.

Ha! otóż idzie. I cóż, złota nianiu?

1280

Czyś się widziała z nim? Każ odejść słudze.

MARTA

Idź, stań za progiem Piotrze.

Wychodzi Piotr.

JULIA

Mów, droga, luba nianiu! Ależ przebóg!

Czemu tak smutno wyglądasz? Chociażbyś

Złe wieści miała, powiedz je wesoło;

1285

Jeśli zaś dobre przynosisz, ta mina

Fałszywy miesza ton do ich muzyki.

MARTA

Tchu nie mam, pozwól mi trochę odpocząć;

Ach! moje kości! To był harc nie lada!

JULIA

Weź moje kości, a daj mi wieść swoją.

1290

Mów–że, mów prędzej, mów, nianiuniu droga.

MARTA

Co za gwałt! Folguj, dlaboga, choć chwilkę,

Czyliż nie widzisz, że ledwie oddycham?

JULIA

Ledwie oddychasz; kiedy masz dość tchnienia

Do powiedzenia, że ledwie oddychasz?

1295

To tłumaczenie się twoje jest dłuższe

Od wieści, której zwłokę nim tłumaczysz;

Masz–li wieść dobrą czy złą? niech przynajmniej

Tego się dowiem, poczekam na resztę;

Tylko mi powiedz: czy jest zła, czy dobra?

MARTA

1300

Tak, tak, pięknyś panna wybór zrobiła! pannie właśnie męża wybierać. Romeo! żal się Boże! Co mi to za gagatek! Ma wprawdzie twarz gładszą niż niejeden, ale oczy, niech się wszystkie inne schowają; co się zaś tyczy rąk i nóg, i całej budowy, chociaż o tym nie ma co wspominać, przyznać trzeba, że nieporównane. Nie jest to wprawdzie galant całą gębą, ale słodziuchny jak baranek. No, no, dziewczyno! Bóg pomagaj! A czy jedliście już obiad?

JULIA

Nie. Ale o tym wszystkim już wiedziałam.

Cóż o małżeństwie naszym mówił? powiedz.

Kobieta, StarośćMARTA

Ach! jak mnie głowa boli! tak w niej łupie,

Jakby się miała w kawałki rozlecieć.

1305

A krzyż! krzyż! biedny krzyż! niechaj waćpannie

Bóg nie pamięta, żeś mię posyłała.

Aby mi przez ten kurs śmierci przyśpieszyć.

JULIA

Doprawdy, przykro mi, że jesteś słaba.

Nianiu, nianiuniu, nianiunieczku droga.

1310

Powiedz mi, co ci mówił mój kochanek?

MARTA

Mówił, jak dobrze wychowany młodzian,

Grzeczny, stateczny, a przy tym, upewniam,

Pełen zacności. Gdzie waćpanny matka?

JULIA

Gdzie moja matka? Gdzież ma być? Jest w domu.

1315

Co też nie pleciesz, nianiu, mój kochanek

Mówił, jak dobrze wychowany młodzian,

Gdzie moja matka?

MARTA

O mój miły Jezu!

Takżeś mi aśćka w ukropie kąpana!

1320

I takąż to jest maść na moje kości?

Bądź–że na przyszłość sama sobie posłem.

JULIA

O męki! Co ci powiedział Romeo?

MARTA

Masz pozwolenie iść dziś do spowiedzi?

JULIA

Mam je.

MARTA

1325

Kochanek, RajŚpiesz więc do celi ojca Laurentego;

Tam znajdziesz kogoś, co–ć pojmie za żonę.

Jak ci jagódki pokraśniały! Czekaj!

Zaraz je w szkarłat zmienię inną wieścią:

Idź do kościoła, ja tymczasem pójdę

1330

Przynieść drabinkę, po której twój ptaszek

Ma się do gniazdka wśliznąć, jak się ściemni.

Jak tragarz, muszę być ci ku pomocy;

Ty za to ciężar dźwigać będziesz w nocy.

Idź: trza mi zjeść co po takim zmachaniu.

JULIA

1335

Idę raj posiąść. Adieu[113], złota nianiu.

Wychodzą.

SCENA SZÓSTA

Cela Ojca Laurentego. Ojciec Laurenty i Romeo

OJCIEC LAURENTY

MałżeństwoOby ten święty akt był miły niebu

I przyszłość smutkiem nas nie ukarała.

ROMEO

Amen! lecz choćby przyszedł nawał smutku,

Nie sprzeciwważyłby on tej radości,

1340

Jaką mię darzy jedna przy niej chwila.

Złącz tylko nasze dłonie świętym węzłem;

Niech go śmierć potem przetnie, kiedy zechce,

Dość, że wprzód będę mógł ją nazwać moją.

Ksiądz, MiłośćOJCIEC LAURENTY

Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny;

1345

Są one na kształt prochu zatlonego[114],

Co wystrzeliwszy gaśnie. Miód jest słodki,

Lecz słodkość jego graniczy z ckliwością

I zbytkiem smaku zabija apetyt.

Miarkuj więc miłość twoją; zbyt skwapliwy

1350

Tak samo spóźnia się jak zbyt leniwy.

Wchodzi Julia.

Panna młodaOtóż i panna młoda. Mech najcieńszy

Nie ugiąłby się pod tak lekką stopą.

Kochankom mogłyby do jazdy służyć

Owe słoneczne pyłki, co igrają

1355

Latem w powietrzu; tak lekką jest marność.

JULIA

Czcigodny spowiedniku, bądź pozdrowion.

OJCIEC LAURENTY

Romeo, córko, podziękuje tobie

Za nas obydwu.

JULIA

Pozdrawiam go również,

1360

By dzięki jego zbytnimi nie były.

ROMEO

O! Julio, jeśli miara twej radości

Równa się mojej, a dar jej skreślenia

Większy od mego: to osłódź twym tchnieniem

Powietrze i niech muzyka ust twoich

1365

Objawi obraz szczęścia, jakie spływa

Na nas oboje w tym błogim spotkaniu.

JULIA

Miłość, SłowoCzucie bogatsze w osnowę niż w słowa

Pyszni się z swojej wartości, nie z ozdób;

Żebracy tylko rachują swe mienie.

1370

Mojej miłości skarb jest tak niezmierny,

Że i pół sumy tej nie zdołam zliczyć.

Ksiądz, Małżeństwo, ŚlubOJCIEC LAURENTY

Pójdźcie, załatwim rzecz w krótkich wyrazach,

Nie wprzód będziecie sobie zostawieni,

Aż was sakrament z dwojga w jedno zmieni.

Wychodzą.

AKT TRZECI

SCENA PIERWSZA

Plac publiczny. Wchodzą Benwolio, Merkucjo, Paź i słudzy.

KonfliktBENWOLIO

1375

Oddalmy się stąd, proszę cię, Merkucjo,

KrewDzień dziś gorący, Kapuleci krążą;

Jak ich zdybiemy, nie unikniem zajścia,

Bo w tak gorące dni krew nie jest lodem.

MERKUCJO

1379

KłótniaPodobnyś do owego burdy, co wchodząc do winiarni rzuca szpadę i mówi: „Daj Boże, abym cię nie potrzebował!”, a po wypróżnieniu drugiego kubka dobywa jej na dobywacza korków bez najmniejszej w świecie potrzeby.

BENWOLIO

1380

Masz mię za takiego burdę?

MERKUCJO

1381

Mam cię za tak wielkiego zawadiakę, jakiemu chyba mało kto równy jest we Włoszech; bardziej zaiste skłonnego do breweryj[115] niż do brewiarza[116].

BENWOLIO

1382

Cóż dalej?

MERKUCJO

1383

KonfliktGdybyśmy mieli dwóch takich, to byśmy wkrótce nie mieli żadnego, bo jeden by drugiego zagryzł. Tyś gotów człowieka napastować za to, że ma w brodzie jeden włos mniej lub więcej od ciebie. Tyś gotów napastować człowieka za to, że piwo pije, bo w tym upatrzysz przytyk do swoich piwnych oczu; chociaż żadne inne oko, jak piwne, nie upatrzyłoby w tym przytyku. W twojej głowie tak się lęgną swary jak bekasy w ługu[117], toś też nieraz za to beknął i głowę ci zmyto bez ługu. Pobiłeś raz człowieka za to, że kaszlnął na ulicy i przebudził przez to twego psa, który się wysypiał przed domem. Nie napastował żeś raz krawca za to, że wdział na siebie nowy kaftan w dzień powszedni? kogoś innego za to, że miał stare wstążki u nowych trzewików? I ty mię chcesz moralizować za kłótliwość?

BENWOLIO

1384

Gdybym był tak skory do kłótni, jak ty jesteś, nikt by mi życia na pięć kwadransów nie zaręczył.

MERKUCJO

1385

Życie twoje przeszłoby zatem bez zaręczyn.

Wchodzi Tybalt z poplecznikami swymi.

BENWOLIO

1386

KonfliktPatrz, oto idą Kapuleci.

MERKUCJO

1387

Zamknij oczy! Co mi do tego!

TYBALT

do swoich
1388

Pójdźcie tu, bo chcę się z nimi rozmówić.

do tamtych
1389

Mości panowie, słowo.

MERKUCJO

1390

Słowo tylko?

I samo słowo? Połącz je z czymś drugim;

Z pchnięciem na przykład.

TYBALT

Znajdziesz mię ku temu

Gotowym, panie, jeśli dasz okazję.

MERKUCJO

1395

Sam ją wziąć możesz bez mego dawania.

TYBALT

Pan jesteś w dobrej harmonii z Romeem?

MERKUCJO

W harmonii? Masz–li nas za muzykusów!

Jeśli tak, to się nie spodziewaj słyszeć

Czego innego, jeno dysonanse.

1400

Oto mój smyczek; zaraz ci on gotów

Zagrać do tańca. Patrzaj go! w harmonii!

BENWOLIO

Kłótnia, OkoJesteśmy w miejscu publicznym, panowie;

Albo usuńcie się gdzie na ustronie,

Albo też zimną krwią połóżcie tamę

1405

Tej kłótni. Wszystkich oczy w nas wlepione.

MERKUCJO

Oczy są na to, ażeby patrzały;

Niech robią swoje, a my róbmy swoje.

Wchodzi Romeo.

TYBALT

Z panem nic nie mam do omówienia. Oto

Nadchodzi właśnie ten, którego szukam.

MERKUCJO

1410

Jeżeli szukasz guza, mogę ręczyć,

Że się z nim spotkasz.

LosTYBALT

Romeo, nienawiść

Moja do ciebie nie może się zdobyć

Na lepszy wyraz jak ten: jesteś podły.

ROMEO

1415

Tybalcie, powód do kochania ciebie,

Jaki mam, tłumi gniew słusznie wzbudzony

Taką przemową. Nie jestem ja podły;

Bądź więc zdrów. Widzę, że mię nie znasz.

TYBALT

Smyku.

1420

Nie zatrzesz takim tłumaczeniem obelg

Mi uczynionych: stań więc i wyjm szpadę.

ROMEO

Klnę się, żem nigdy obelg ci nie czynił;

Sprzyjam ci, owszem, bardziej, niżeś zdolny

Pomyśleć o tym, nie znając powodu.

1425

Uspokój się więc, zacny Kapulecie,

Którego imię milsze mi niż moje.

MERKUCJO

Spokojna, nędzna, niegodna submisjo[118]!

Alla stoccata[119] wnet jej kres położy.

dobywa szpady

Pójdź tu, Tybalcie, pójdź tu, dusiszczurze[120]!

TYBALT

1430

Czego ten człowiek chce ode mnie?

MERKUCJO

1431

Niczego, mój ty kocikrólu, chcę ci wziąć tylko jedno życie spomiędzy dziewięciu, jakie masz[121], abym się nim trochę popieścił; a za nowym spotkaniem uskubnąć ci i tamte ośm, jedno po drugim. Dalej! wyciągnij za uszy szpadę z powijaka, inaczej moja gwiźnie[122] ci koło uszu, nim wyciągniesz swoją.

TYBALT

1432

Służę waćpanu.

dobywa szpady

ROMEO

1433

Merkucjo, schowaj szpadę, jak mnie kochasz.

MERKUCJO

1434

Pokaż no swoje passado.

Biją się.

ROMEO

1435

Benwolio,

Rozdziel ich! Wstydźcie się, moi panowie!

Wybaczcie sobie. Tybalcie! Merkucjo!

Książę wyraźnie zabronił podobnych

Starć na ulicach. Merkucjo! Tybalcie!

Tybalt odchodzi ze swoimi.

MERKUCJO

1440

Zranił mię. Kaduk zabierz wasze domy!

Nie wybrnę z tego. Czy odszedł ten hultaj

I nie oberwał nic?

BENWOLIO

Jesteś raniony?

MERKUCJO

Tak, tak, draśniętym trochę, ale rdzennie.

1445

Gdzie mój paź? Chłopcze, biegnij po chirurga.

Wychodzi Paź.

ROMEO

Zbierz męstwo, rana nie musi być wielka.

MERKUCJO

Zepewne, nie tak głęboka jak studnia

Ani szeroka tak jak drzwi kościelne,

Ale wystarcza w sam raz, ręczę za to

1450

Znajdziesz mię jutro spokojnym jak trusia.

Już się dla tego świata na nic nie zdam.

Bierz licho wasze domy! Żeby taki

Pies, szczur, kot na śmierć zadrapał człowieka!

Taki cap, taki warchoł, taki ciura.

1455

Co się bić umie jak z arytmetyki[123]!

Po kiego czorta ci się było mieszać

Między nas! Zranił mię pod bokiem twoim.

ROMEO

Chciałem, Bóg widzi, jak najlepiej.

MERKUCJO

Benwolio, pomóż mi wejść gdzie do domu.

1460

Słabnę. Bierz licho oba wasze domy!

One mię dały na strawę robakom;

Będę nią, i to wnet. Kaduk was zabierz!

Wychodzą Merkucjo i Benwolio.

ROMEO

Przyjaźń, Rodzina, Żona, Kobieta, HonorTen dzielny człowiek, bliski krewny księcia

I mój najlepszy przyjaciel, śmiertelny

1465

Poniósł cios za mnie; moją dobrą sławę

Tybalt znieważył; Tybalt, który nie ma

Godziny jeszcze, jak został mym krewnym.

O Julio! wdzięki twe mię zniewieściły

I z hartu zwykłej wyzuły mię siły.

Benwolio powraca.

BENWOLIO

1470

ŚmierćRomeo, Romeo, Merkucjo skonał!

Mężny duch jego uleciał wysoko

Gardząc przedwcześnie swą ziemską powłoką.

ROMEO

LosDzień ten fatalny więcej takich wróży;

Gdy się raz zacznie złe, zwykle trwa dłużej.

Tybalt powraca.

BENWOLIO

1475

Oto szalony Tybalt wraca znowu.

Honor, ZemstaROMEO

On żyw! W tryumfie! A Merkucjo trupem!

Precz, pobłażliwa teraz łagodności!

Płomiennooka furio, ty mną kieruj!

Tybalcie, odbierz nazad swoje „podły”;

1480

Zwracam ci, co mi dałeś! Duch Merkucja

Wznosi się ponad naszymi głowami

Dopominając się za swoją twojej.

Ty lub ja albo oba musim legnąć.

TYBALT

Nikczemny chłystku, tyś mu tu był druhem,

1485

Bądź–że i owdzie.

ROMEO

To się tym rozstrzygnie.

Walczą. Tybalt pada.

Zbrodnia, ZbrodniarzBENWOLIO

Romeo, uchodź, oddal się, uciekaj!

Rozruch się wszczyna i Tybalt nie żyje.

Nie stój jak wryty; jeśli cię schwytają,

1490

Książę cię na śmierć skaże; chroń się zatem!

ROMEO

LosJestem igraszką losu!

BENWOLIO

Prędzej! prędzej!

Romeo wychodzi. Wchodzą obywatele itd.

PIERWSZY OBYWATEL

Gdzie on? Gdzie uszedł zabójca Merkucja?

Zabójca Tybalt w którą uszedł stronę?

BENWOLIO

1495

Tybalt tu leży.

PIERWSZY OBYWATEL

Za mną, mości panie;

W imieniu księcia każęć[124] być posłusznym.

Wchodzą Książę z orszakiem, Monteki i Kapulet z małżonkami swymi i inne osoby.

SprawiedliwośćKSIĄŻĘ

Gdzie są nikczemni sprawcy tej rozterki?

BENWOLIO

Dostojny książę, ja mogę objaśnić

1500

Cały bieg tego nieszczęsnego starcia.

Oto tu leży, przez Romea zgładzon,

Zabójca twego krewnego, Merkucja.

Siostra, Zbrodnia, Zemsta, ŻonaPANI KAPULET

Tybalt! Mój krewny! Syn mojego brata!

Boże! Tak marnie zgładzony ze świata!

1505

O mości książę, błagam twej opieki,

Niech za krew naszą odda krew Monteki.

KSIĄŻĘ

Benwolio, powiedz, kto ten spór zapalił?

BENWOLIO

Tybalt, którego Romeo powalił.

Romeo darmo przekładał, jak próżną

1510

Była ta kłótnia, przypominał zakaz

Waszej książęcej mości, ale wszystkie

Te przedstawienia[125], uczynione grzecznie,

Spokojnym głosem, nawet w korny sposób,

Nie mogły wpłynąć na zawzięty umysł

1515

Tybalta. Zamiast skłonić się do zgody

Zwraca morderczą stal w Merkucja piersi,

Który, podobnież uniesiony, ostrze

Odpiera ostrzem i uszedłszy śmierci,

Śle ją nawzajem Tybaltowi: ale

1520

Bez skutku, dzięki zręczności tamtego.

Romeo woła: „Hola! przyjaciele!

Stójcie! odstąpcie!”, i ramieniem szybszym

Od słów rozdziela skrzyżowane klingi,

Wpadając między nich; lecz w tejże chwili

1525

Cios wymierzony z boku przez Tybalta

Przeciął Merkucja życie. Tybalt zniknął:

Wkrótce atoli ukazał się znowu,

Kiedy Romeo już był zemstą zawrzał.

Starli się w okamgnieniu i nim szpadę

1530

Wyjąć zdołałem, by wstrzymać tę zwadę,

Już mężny Tybalt wskroś poległ przeszyty

Z ręki Romea, a Romeo uszedł.

Tak się rzecz miała: jeżelim się minął[126]

Z prawdą, bodajem[127] ciężką śmiercią zginął.

PANI KAPULET

1535

RodzinaOn jest Montekich krewnym, przywiązanie

Czyni go kłamcą, nie wierz mu, o panie!

Ich tu przynajmniej ze dwudziestu było;

Dwudziestu przeciw jednemu walczyło.

Sprawiedliwości, panie! Kto śmierć zadał,

1540

Słuszna, by śmiercią za to odpowiadał.

KSIĄŻĘ

Tybalt ją zadał wprzód Merkucjuszowi,

Romeo jemu; któż słusznie odpowie?

MONTEKI

Nie mój syn, panie; o, nie wyrzecz tego!

On był Merkucja najlepszym kolegą

1545

I przyjacielem; w tym jedynie zgrzeszył,

Że Tybaltowi nieprawnie przyspieszył

Rygoru prawa.

KSIĄŻĘ

KaraI za ten to błąd

Banitujemy[128] go na zawsze stąd.

1550

Z bliska mię wasze dotknęły niesnaski,

Skoro mój własny dom cierpi z ich łaski;

Ale ja takie znajdę środki na nie,

Że wam spór każdy obmierzłym się stanie,

Wszelkie wykręty na nic się nie zdadzą:

1555

Ni łzy, ni prośby winnym nie poradzą,

Uprzedzam! Niechaj Romeo ucieka,

Bo gdy schwytany będzie, śmierć go czeka.

Każcie stąd zabrać te zwłoki: SprawiedliwośćŁaskawość

Zbrodnią jest, kiedy oszczędza nieprawość.

Wychodzą.

SCENA DRUGA

Pokój w domu Kapuletów. Julia sama.

Miłość, Żona, NocJULIA

1560

Pędźcie, ognistokopyte rumaki[129],

Ku państwom Feba; oby nowy jaki

Faeton[130] dodał wam bodźca i rączej

Pognał was owdzie, gdzie się szlak dnia kończy!

Wierna kochankom nocy, spuść zasłonę,

1565

By się wznieść mogły oczy w dzień spuszczone

I w te objęcia niedostrzeżonego

Sprowadź, ach! sprowadź mi Romea mego!

Miłości świeci pod twą czarną krepą

Jej własna piękność, a jeśli jest ślepą,

1570

Tym stosowniejszy mrok dla niej. O nocy!

Cicha matrono, w ciemnej twej karocy

Przybądź i naucz mię niemym wyrazem,

Jak się to traci i wygrywa razem

Wśród gry niewinnej dwojga serc dziewiczych;

1575

Skryj w płaszcza twego zwojach tajemniczych[131]

Krew, co mi do lic bije z głębi łona;

Aż nieświadoma miłość, ośmielona,

Za skromność weźmie czyn swej świadomości.

Przyjdź, ciemna nocy! Przyjdź, mój dniu w ciemności!

1580

To twój blask, o mój luby, jaśnieć będzie

Na skrzydłach nocy, jak pióro łabędzie

Na grzbiecie kruka. Wstąp, o, wstąp w te progi!

Daj mi Romea, a po jego zgonie

Rozsyp go w gwiazdki! A niebo zapłonie

1585

Tak, że się cały świat w tobie zakocha

I czci odmówi słońcu. Ach, jam sobie

Kupiła piękny przybytek miłości,

A w posiadanie jego wejść nie mogę;

Nabytą jestem także, a nabywca

1590

Jeszcze mię nie ma! Dzień ten mi nieznośny

Jak noc, co święto jakowe poprzedza,

Niecierpliwemu dziecku, które nowe

Dostało szaty, a nie może zaraz

W nie się przystroić. A! niania kochana.

Wchodzi Marta z drabinką sznurową w ręku.
1595

Kochanek, SłowoNiesie mi wieści o nim, a kto tylko

Wymienia imię Romea, ten boski

Ma dar wymowy. Cóż tam, moja nianiu?

Co to masz? Czy to ta drabinka, którą

Romeo przynieść kazał?

MARTA

1600

Tak, drabinka!

rzuca ją

JULIA

Dlaboga! czego załamujesz ręce?

MARTA

Ach! on nie żyje, nie żyje! nie żyje!

Biada nam! biada nam! wszystko stracone!

On zginął! on nie żyje! on zabity!

JULIA

1605

Możeż być niebo tak okrutne?

SamobójstwoMARTA

Niebo

Nie jest okrutne, lecz Romeo; on to,

On jest okrutny. O Romeo! któż by

Się był spodziewał! Romeo! Romeo!

JULIA

1610

Cóżeś za szatan, że tak mię udręczasz?

Taki głos w piekle by tylko brzmieć winien.

Czyliż Romeo odjął sobie życie?

Powiedz: tak! a te trzy litery gorszy

Jad będą miały niż wzrok bazyliszka.

1615

Jeżeli takie „tak” istnieje, Julia

Istnieć nie będzie; zawrą się na zawsze

Te usta, które to „tak”[132] wywołały.

Zginął–li, powiedz: tak, jeżeli nie — nie;

W krótkich wyrazach zbaw albo mnie zabij.

Rozpacz, ŻałobaMARTA

1620

Widziałam ranę na me własne oczy,

Boże, zmiłuj się nad nim, tu, tu oto,

Tu w samym środku mężnej jego piersi.

Straszny trup! straszny trup! blady jak popiół;

Cały zbroczony, cały krwią zbryzgany,

1625

Zgęstłą krwią: ażem wzdrygnęła się patrząc.

Miłość, Śmierć, Serce, WzrokJULIA

O pęknij, serce! pęknij w tym przeskoku

Z bogactw do nędzy! Do więzienia, wzroku!

Już ty nie zaznasz swobody uroku.

Jak nas na ziemi złączył jeden ślub,

1630

Tak niech nas w ziemi złączy jeden grób.

MARTA

Tybalcie! mój najlepszy przyjacielu!

Luby Tybalcie! dziarski, walny chłopcze!

Czemuż mi, czemuż przyszło przeżyć ciebie?

JULIA

Cóż to za wicher dmie z dwóch stron przeciwnych?

1635

Romeo zginął? i Tybalt zabity?

Ogłoś więc, straszna trąbo, koniec świata!

Bo gdzież są żywi, gdy ci dwaj nie żyją?

MARTA

Tybalt nie żyje, Romeo wygnany,

Romeo zabił go, jest więc wygnany.

ZdradaJULIA

1640

Boże! Romeo przelał krew Tybalta?

MARTA

On to, niestety, on, on to uczynił.

JULIA

Fałsz, Pozory, WążO serce żmii pod kwiecistą maską[133]!

Krył–że się kiedy smok w tak pięknym lochu?

Luby tyranie, anielski szatanie!

1645

Kruku w gołębich pierzach! Wilku w runie!

Nikczemny wątku w niebiańskiej postaci!

We wszystkim sprzeczny z tym, czym się wydajesz.

Szlachetny zbrodniu! Potępieńcze święty!

O, cóżeś miała do czynienia w piekle,

1650

Naturo, kiedyś taki duch szatański

W raj tak pięknego ciała wprowadziła?

Byłaż gdzie książka tak ohydnej treści

W oprawie tak ozdobnej? Trzebaż, aby

Fałsz zamieszkiwał tak przepyszny pałac?!

AlkoholMARTA

1655

Nie ma czci, nie ma wiary, nie ma prawdy,

Nie ma sumienia w ludziach; sama zmienność,

Sama przewrotność, chytrość i obłuda.

Pietrze! daj no mi trochę akwawity[134].

Te smutki, te zgryzoty, te cierpienia

1660

Robią mię starą. Małżeństwo, Rodzina, ŻonaPrzeklęty Romeo!

Hańba mu!

JULIA

Bodaj ci język oniemiał

Za to przekleństwo! Romeo nie zrodzon

Do hańby; hańba by wstydem spłonęła

1665

Na jego czole! bo ono jest tronem,

Na którym honor śmiało by mógł zostać

Koronowany na monarchę świata.

O, jakże mogłam mu złorzeczyć!

MARTA

Chcesz–że

1670

Zbójcę krewnego twego uniewinniać?

JULIA

ŻonaMam–że potępiać mojego małżonka?

O biedny! któż by popieścił twe imię,

Gdybym ja, od trzech godzin twoja żona,

Miała je szarpać? Ależ, niegodziwy,

1675

Za co ty mego zabiłeś krewnego!

Za to, że krewny niegodziwy zabić

Chciał mego męża. ŁzyPrecz, precz, łzy niewczesne!

Spłyńcie do źródła, które was wydało;

Dań waszych kropel przypada żalowi,

1680

A nie radości, której ją płacicie.

Mój mąż, co Tybalt go chciał zabić, żyje,

A Tybalt, co chciał zabić mego męża,

Śmierć poniósł; w tym pociecha. Czegóż płaczę?

Ha! doszło moich uszu coś gorszego

1685

Niż śmierć Tybalta; co mię wskroś przeszyło.

Chętnie bym o tym zapomniała, ale

To coś wcisnęło się tak w moją pamięć

Jak karygodny czyn w umysł grzesznika.

Tybalt nie żyje — Romeo wygnany!

1690

To jedno słowo: wygnany, zabiło

Tysiąc Tybaltów. Śmierć Tybalta była

Sama już przez się dostatecznym ciosem;

Jeśli zaś ciosy lubią towarzystwo

I gwałtem muszą mieć za sobą świtę,

1695

Dlaczegóż w ślad tych słów: Tybalt nie żyje!

Nie nastąpiło: twój ojciec nie żyje

Lub matka, albo i ojciec, i matka?

Żal byłby wtenczas całkiem naturalny,

Lecz gdy Tybalta śmierć ma za następstwo

1700

WygnanieTo przeraźliwe: Romeo wygnany!

O, jednocześnie z tym wykrzykiem Tybalt,

Matka i ojciec, Romeo i Julia,

Wszyscy nie żyją. Romeo wygnany!

Z zbójczego tego wyrazu płynąca

1705

Śmierć nie ma granic ni miary, ni końca

I żaden język nie odda boleści,

Jaką to straszne słowo w sobie mieści.

Gdzie moja matka i ojciec?

MARTA

Przy zwłokach

1710

Tybalta jęczą i łzy wylewają.

Chcesz tam panienka iść, to zaprowadzę.

JULIA

Nie mnie oblewać łzami jego rany:

Moich przedmiotem Romeo wygnany.

Weź tę drabinkę. Biedna ty plecionko!

1715

Ty zawód dzielisz z Romea małżonką:

Obie nas chybił los oczekiwany,

Bo on wygnany, Romeo wygnany!

Ty pozostajesz spuścizną jałową,

A ja w panieńskim stanie jestem wdową.

1720

Pójdź, nianiu, prowadź mię w małżeńskie łoże,

Nie mąż, już tylko śmierć w nie wstąpić może.

MARTA

Czekaj no, pójdę sprowadzić Romea,

By cię pocieszył. Wiem, gdzie on jest teraz.

Nie płacz; użyjem jeszcze tych plecionek

1725

I twój Romeo wnet przed tobą stanie.

JULIA

O, znajdź go! daj mu w zakład ten pierścionek

I na ostatnie proś go pożegnanie.

Wychodzą.

SCENA TRZECIA

Cela Ojca Laurentego. Wchodzi Ojciec Laurenty i Romeo.

OJCIEC LAURENTY

wchodząc

Romeo! Pójdź tu, pognębiony człeku!

Smutek zakochał się w umyśle twoim

1730

I poślubiony jesteś niefortunnie.

ROMEO

Cóż tam, cny ojcze? Jakiż wyrok księcia?

I jakaż dola nieznana ma zostać

Mą towarzyszką?

OJCIEC LAURENTY

Zbyt już oswojony

1735

Jest mój syn drogi z takim towarzystwem,

Przynoszęć[135] wieści o wyroku księcia.

Wygnanie, ŚmierćROMEO

Jakiż by mógł być łaskawszy prócz śmierci?

OJCIEC LAURENTY

Z ust jego padło łagodniejsze słowo:

Wygnanie ciała, nie śmierć ciała, wyrzekł.

ROMEO

1740

Wygnanie? Zmiłuj się, jeszcze śmierć dodaj!

Wygnanie bowiem wygląda okropniej

Niż śmierć. Zaklinam cię, nie mów: wygnanie.

OJCIEC LAURENTY

Wygnany jesteś z obrębu Werony.

Zbierz męstwo, świat jest długi i szeroki.

ROMEO

1745

Zewnątrz Werony nie ma, nie ma świata,

Tylko tortury, czyściec, piekło samo!

Stąd być wygnanym jest to być wygnanym

Ze świata; być zaś wygnanym ze świata

Jest to śmierć ponieść; wygnanie jest zatem

1750

Śmiercią barwioną. Mieniąc śmierć wygnaniem,

Złotym toporem ucinasz mi głowę,

Z uśmiechem patrząc na ten cios śmiertelny.

OJCIEC LAURENTY

O ciężki grzechu! O niewdzięczne serce!

Błąd twój pociąga z prawa śmierć za sobą:

1755

Książę, ujmując się jednak za tobą,

Prawo życzliwie usuwa na stronę

I groźny wyraz: śmierć — w wygnanie zmienia,

Łaska to, i ty tego nie uznajesz?

Kobieta, Kochanek, Miłość, ZwierzętaROMEO

Katusza to, nie łaska. Tu jest niebo,

1760

Gdzie Julia żyje; lada pies, kot, lada

Mysz marna, lada nikczemne stworzenie

Żyje tu w niebie, może na nią patrzeć,

Tylko Romeo nie może. MuchaMdła mucha

Więcej ma mocy, więcej czci i szczęścia

1765

Niźli Romeo; jej wolno dotykać

Białego cudu, drogiej ręki Julii

I nieśmiertelne z ust jej kraść zbawienie;

Z tych ust, co pełne westalczej skromności

Bez przerwy płoną i pocałowanie Grzechem być sądzą; mucha ma tę wolność,

1770

Ale Romeo nie ma; on wygnany.

Filozof, Mądrość, Rozpacz, SzaleniecI mówisz, że wygnanie nie jest śmiercią?

Nie masz–li żadnej trucizny, żadnego

Ostrza, żadnego środka nagłej śmierci,

Aby mię zabić, tylko ten fatalny

1775

Wyraz — wygnanie? O księże, złe duchy

Wyją, gdy w piekle usłyszą ten wyraz:

I ty masz serce, ty, święty spowiednik,

Rozgrześca[136] grzechów i szczery przyjaciel,

Pasy drzeć ze mnie tym słowem: wygnanie?

OJCIEC LAURENTY

1780

Stój, nierozumny szaleńcze, posłuchaj!

ROMEO

Znowu mi będziesz prawił o wygnaniu.

OJCIEC LAURENTY

Dam ci broń przeciw temu wyrazowi;

Balsamem w przeciwnościach — filozofia[137];

W tej więc otuchę czerp będąc wygnanym.

ROMEO

1785

Wygnanym jednak! O, precz z filozofią!

Czyż filozofia zdoła stworzyć Julię?

Przestawić miasto? Zmienić wyrok księcia?

Nic z niej; bezsilna ona, nie mów o niej.

OJCIEC LAURENTY

Mędrzec, SzaleniecSzaleni są więc głuchymi, jak widzę.

ROMEO

1790

Jak mają nie być, gdy mądrzy nie widzą.

OJCIEC LAURENTY

Daj–że mi mówić; przyjm słowa rozsądku.

ROMEO

Nie możesz mówić tam, gdzie nic nie czujesz.

Bądź jak ja młodym, posiądź miłość Julii,

Zaślub ją tylko co, zabij Tybalta,

1795

Bądź zakochanym jak ja i wygnanym,

A wtedy będziesz mógł mówić; o, wtedy

Będziesz mógł sobie z rozpaczy rwać włosy

I rzuć się na ziemię, jak ja teraz,

Na grób zawczasu biorąc sobie miarę.

rzuca się na ziemię
Słychać kołatanie.

OJCIEC LAURENTY

1800

Cicho, ktoś puka; ukryj się, Romeo.

ROMEO

Nie; chyba para powstała z mych jęków,

Jak mgła, ukryje mię przed ludzkim wzrokiem.

Kołatanie.

OJCIEC LAURENTY

Słyszysz? pukają znowu. Kto tam? Powstań,

Powstań, Romeo! Chcesz być wziętym? Powstań;

Kołatanie.
1805

Wnijdź do pracowni mojej. Zaraz, zaraz.

Cóż to za upór!

Kołatanie.

Idę, idę, któż to

Tak na gwałt puka? Skąd wy? Czego chcecie?

MARTA

zewnątrz

Wpuśćcie mię, wnet się o wszystkim dowiecie.

1810

Julia przysyła mię.

OJCIEC LAURENTY

Witaj–że, witaj.

Wchodzi Marta.

MARTA

O! świątobliwy ojcze, powiedz, proszę,

ŁzyGdzie jest mąż mojej pani, gdzie Romeo?

OJCIEC LAURENTY

Tu, na podłodze, łzami upojony.

MARTA

1815

Ach, on jest właśnie w stanie mojej pani,

Właśnie w jej stanie. Nieszczęsna sympatio!

Smutne zbliżenie! I ona tak leży

Płacząc i łkając, szlochając i płacząc.

Powstań pan, powstań, jeśli jesteś mężem!

1820

O, powstań, podnieś się przez wzgląd na Julię!

Dlaczego dać się przygnębiać tak srodze?

ROMEO

Marto!

MARTA

ŚmierćAch, panie! Wszystko na tym świecie

Kończy się śmiercią.

Małżeństwo, Obowiązek, SamobójstwoROMEO

1825

Mówiłaś o Julii?

Cóż się z nią dzieje? O, pewnie mię ona

Ma za mordercę zakamieniałego,

Kiedym mógł naszych rozkoszy dzieciństwo[138]

Splamić krwią, jeszcze tak bliską jej własnej.

1830

Gdzie ona? Jak się miewa i co mówi

Na zawód w świeżo błysłym nam zawodzie?

MARTA

Nic, tylko szlocha i szlocha, i szlocha;

To się na łóżko rzuca, to powstaje,

To woła: „Tybalt!”, to krzyczy: „Romeo!”

1835

I znowu pada.

ROMEO

Jak gdyby to imię

Z śmiertelnej paszczy działa wystrzelone

Miało ją zabić, tak jak jej krewnego

Zabiła ręka tego, co je nosi.

1840

O! powiedz, powiedz mi, ojcze, przez litość,

W którym zakątku tej nędznej budowy

Mieszka me imię; powiedz, abym zburzył

To nienawistne siedlisko. Dobywa miecza.

OJCIEC LAURENTY

KobietaStój! Wstrzymaj

1845

Dłoń rozpaczliwą! czy jesteś ty mężem?

Postać wskazuje twoja, że nim jesteś;

Łzy twe niewieście; dzikie twoje czyny

Cechują wściekłość bezrozumną zwierza.

W pozornym mężu ukryta niewiasto!

1850

Zwierzu, przybrany w pozór tego dwojga!

SkąpiecTy mnie w zdumienie wprawiasz. Jakem kapłan!

Myślałem, że masz więcej hartu w sobie.

Tybaltaś zabił, chcesz zabić sam siebie

I przez haniebny ten na siebie zamach

1855

Zabić chcesz także tę, co żyje tobą?

Przecz tak uwłaczasz swemu urodzeniu,

Niebu i ziemi, skoro urodzenie,

Niebo i ziemia ci się śmieją? Wstydź się!

Krzywdzisz swą postać, swą miłość, swój rozum,

1860

Boś ty jak lichwiarz bogaty w to wszystko,

Ale niczego tego nie używasz

W sposób mogący te dary ozdobić.

Kształtna twa postać jest figurą z wosku,

Skoro nie z męską cnotą idzie w parze;

1865

Miłość twa w gruncie czczym krzywoprzysięstwem,

Skoro chcesz zabić tę, którejś ją ślubił.

Twój rozum, chluba kształtów i miłości,

Niezręczny w korzystaniu z tego dwojga,

Jest jak proch w rożku płochego żołnierza,

1870

Co się zapala z własnej jego winy

I razi tego, którego miał bronić.

Kondycja ludzka, SzczęścieOtrząś[139] się, człeku! Julia twoja żyje;

Julia, dla której umrzeć byłeś gotów;

W tymeś szczęśliwy. Tybalt chciał cię zabić,

1875

Tyś jego zabił: w tym szczęśliwyś także.

Prawo, grożące ci śmiercią, zamienia

Śmierć na wygnanie, i w tymeś szczęśliwy.

Stosy na głowie błogosławieństw dźwigasz,

Szczęście najwabniej wdzięczy się do ciebie,

1880

A ty, jak dziewka zepsuta, kapryśna,

Dąsasz się na tę szczodrotę fortuny.

Strzeż się, bo tacy marnie umierają.

Teraz–że idź do żony, jak to było

Wprzód umówione, i pociesz niebogę.

1885

Pomnij wyjść jednak przed wart rozstawieniem;

Bo później przejść byś nie mógł do Mantui,

Gdzie masz przebywać tak długo, aż znajdziem

Czas do odkrycia waszego małżeństwa,

Do pojednania waszych nieprzyjaciół,

1890

Do przebłagania księcia, na ostatek

Do sprowadzenia cię nazad, z radością

Dziesięciokroć sto tysięcy razy większą

Niż teraźniejszy twój smutek. Waćpani,

Idź naprzód; pozdrów ode mnie swą panią

1895

I każ jej naglić wszystkich do spoczynku,

Ku czemu żal ich ułatwi namowę.

Romeo przyjdzie niebawem.

MARTA

O panie!

Mogłabym całą noc stać tu i słuchać,

1900

Co też to może nauczoność! Biegnę

Uprzedzić moją panią, że pan przyjdziesz.

ROMEO

Idź, proś ją, niech się gotuje mię zgromić.

MARTA

Oto pierścionek, który mi kazała

Doręczyć panu. Śpiesz się pan, już późno.

Wychodzi Marta.

ROMEO

1905

O, jakże mi ten dar dodał otuchy!

OJCIEC LAURENTY

Idź już, dobranoc! a pamiętaj, synu,

Wyjść jeszcze dzisiaj, nim zaciągną warty,

Albo w przebraniu wyjść jutro o świcie.

Osiądź w Mantui. Jeden z naszych braci

1910

Nosić ci będzie od czasu do czasu

Zawiadomienie o każdym wypadku,

Jaki na twoją korzyść tu się zdarzy.

Daj rękę, późno już, bądź zdrów, dobranoc.

ROMEO

Gdyby nie radość, co mię czeka, wczesny

1915

Ten rozdział z tobą byłby zbyt bolesny.

Żegnam cię, ojcze.

Wychodzą.

SCENA CZWARTA

Pokój w domu Kapuletów. Wchodzą Kapulet, Pani Kapulet i Parys.

KAPULET

Tak smutny dotknął nas, panie, wypadek.

Żeśmy nie mieli czasu mówić z Julią.

Krewny nasz, Tybalt, był jej nader drogim,

1920

Nam także, ale rodzim się, by umrzeć.

Dziś ona już nie zejdzie, bo już późno.

Gdyby nie twoje, hrabio, odwiedziny,

Ja sam bym w łóżku był już od godziny.

PARYS

Pora żałoby nie sprzyja zalotom;

1925

Dobranoc, pani, poleć mnie swej córce.

PANI KAPULET

Najchętniej, zaraz jutro ją wybadam;

Na dziś zamknęła się, by żal swój spłakać.

KAPULET

Córka, DzieckoHrabio, za miłość naszego dziecięcia

Mogę ci ręczyć; mniemam, że się skłoni

1930

Do mych przełożeń, co więcej, nie wątpię.

Pójdź do niej, żono, nim się spać położysz;

ObyczajeOznajm jej cnego Parysa zamiary

I powiedz–że jej, uważasz, iż w środę…

Zaczekaj, cóż to dzisiaj?

PARYS

1935

Poniedziałek.

KAPULET

A! poniedziałek! Za wcześnie we środę;

Odłóżmy to na czwartek; w ten więc czwartek

Zostanie żoną szlachetnego hrabi.

Będziesz–li gotów? Czy ci to dogadza?

1940

Cicho się sprawim: jeden, dwóch przyjaciół…

Gdybyśmy bowiem po tak świeżej stracie

Bardzo hulali, ludzie, widzisz, hrabio,

Mogliby myśleć, że za lekko bierzem

Zgon tak bliskiego krewnego; dlatego

1945

Wezwiem przyjaciół z jakie pół tuzina

I na tym koniec. Cóż mówisz na czwartek?

PARYS

Rad bym, o panie, żeby już był jutro.

KAPULET

To dobrze. Bądź nam zdrów. A więc we czwartek.

Wstąp–że do Julii, żono, nim spać pójdziesz,

1950

Przygotuj ją do ślubu. Bądź zdrów, hrabio.

Światła! hej! światła do mego pokoju!

Tak już jest późno, żebyśmy nieledwie

Mogli powiedzieć: tak rano. Dobranoc.

Wychodzą.

SCENA PIĄTA

Pokój Julii. Wchodzą Romeo i Julia.

JULIA

PtakChcesz już iść? Jeszcze ranek nie tak bliski,

1955

Słowik to, a nie skowronek się zrywa

I śpiewem przeszył trwożne ucho twoje.

Co noc on śpiewa owdzie na gałązce

Granatu, wierzaj mi, że to był słowik.

ROMEO

Skowronek to, ów czujny herold ranku,

1960

Nie słowik; widzisz te zazdrosne smugi,

Co tam na wschodzie złocą chmur krawędzie?

Pochodnie nocy już się wypaliły

I dzień się wspina raźnie na gór szczyty.

Chcąc żyć, iść muszę lub zostając — umrzeć.

JULIA

1965

Owo światełko nie jest świtem; jest to

Jakiś meteor od słońca wysłany,

Aby ci służył w noc na przewodnika

I do Mantui rozjaśnił ci drogę,

Zostań więc, nie masz potrzeby się śpieszyć.

ROMEO

1970

Niech mię schwytają, na śmierć zaprowadzą,

Rad temu będę, bo Julia chce tego.

Nie, ten brzask nie jest zapowiedzią ranka,

To tylko blady odblask lica luny;

To nie skowronek, co owdzie piosenką

1975

Bijąc w niebiosa wznosi się nad nami.

Więcej mię względów skłania tu pozostać

Niż nagle odejść. O śmierci, przybywaj!

Chętnie cię przyjmę, bo Julia chce tego.

Cóż, luba? prawda, że jeszcze nie dnieje?

JULIA

1980

O, dnieje, dnieje! Idź, spiesz się, uciekaj!

Głos to skowronka grzmi tak przeraźliwie

I niestrojnymi, ostrymi dźwiękami

Razi me ucho. Mówią, że skowronek

Miło wywodzi; z tym się ma przeciwnie,

1985

Bo on wywodzi nas z objęć wzajemnych.

Skowronek, mówią, z obrzydłą ropuchą

Zamienił oczy[140]; o, rada bym teraz,

Żeby był także i głos z nią zamienił,

Bo ten głos, w smutnej rozstania potrzebie,

1990

Dzień przywołując, odwołuje ciebie.

CiemnośćIdź już, idź: ciemność coraz to się zmniejsza.

ROMEO

A dola nasza coraz to ciemniejsza!

Wchodzi Marta.

MARTA

Pst! pst!

JULIA

Co?

MARTA

1995

Starsza pani tu nadchodzi,

Dzień świta: baczność, bo się narazicie.

wychodzi

KochanekJULIA

O okno, wpuść–że dzień, a wypuść życie!

ROMEO

wychodząc przez okno

Bądź zdrowa! Jeszcze jeden uścisk krótki.

JULIA

Czas, MiłośćJuż idziesz; o mój drogi! mój milutki!

2000

Muszę mieć co dzień wiadomość o tobie;

A każda chwila równą będzie dobie.

Zgrzybieję licząc podług tej rachuby,

Nim cię zobaczę znowu, o mój luby.

ROMEO

Ilekroć będę mógł, tylekroć twoję

2005

Drogą troskliwość pewnie zaspokoję.

znika za oknem

Cierpienie, SłowoJULIA

Jak myślisz, czy się znów ujrzymy kiedy?

ROMEO

Nie wątpię o tym, najmilsza, a wtedy

Wszystkie cierpienia nasze kwiatem tkaną

Kanwą do słodkich rozmów nam się staną.

Przeczucie, TrupJULIA

2010

Boże! przeczuwam jakąś ciężką dolę;

Wydajesz mi się teraz tam na dole

Jak trup, z którego znikły życia ślady.

Czy mię wzrok myli? Jakiżeś ty blady!

ROMEO

I twoja także twarz jak pogrobowa.

2015

Smutek nas trawi. Bądź zdrowa! bądź zdrowa!

LosJULIA

odstępując od okna

O losie! ludzie mienią cię niestałym;

Toż więc przez zawiść tylko prześladujesz

Tych, co kochają stale? Bądź niestały,

Bo wtedy będę mogła mieć nadzieję,

2020

Że go niedługo będziesz zatrzymywał

I wrócisz nazad.

PANI KAPULET

za sceną

Julio! czyś już wstała?

JULIA

Któż to mię woła! Głos–że to mej matki?

Nie spałaż[141] ona czy wstała tak rano?

2025

Jakiż niezwykły powód ją sprowadza?

Wchodzi Pani Kapulet.

PANI KAPULET

Jak się masz, Julciu?

JULIA

Niedobrze mi, matko!

Żałoba, ŁzyPANI KAPULET

ZemstaWciąż jeszcze płaczesz nad stratą Tybalta?

Chcesz–że go łzami dobyć z grobu? Choćbyś

2030

Dopięła tego, wskrzesić go nie zdołasz.

Przestań więc; pewien żal może dowodzić

Wielkiej miłości, ale wielkość żalu

Dowodzi pewnej płytkości pojęcia.

JULIA

Trudno na taką stratę nie być czułą.

PANI KAPULET

2035

Tak, ale płacząc czujesz tylko stratę,

Nie tego, po kim płaczesz, moje dziecko.

JULIA

Tak czując stratę, mogę tylko płakać.

PANI KAPULET

Przyznaj się jednak, że nie tyle płaczesz

Nad jego śmiercią, jako raczej nad tym,

2040

Że jeszcze żyje ten łotr, co go zabił.

JULIA

Jaki łotr, pani?

PANI KAPULET

Ten ci łotr Romeo.

JULIA

na stronie

On i łotr żyją daleko od siebie.

głośno

Przebacz mu, Boże, tak jak ja przebaczam,

2045

A przecież nie ma na świecie człowieka,

Który by bardziej ciężył mi na sercu.

PANI KAPULET

Że mimo swoich niecnot jeszcze żyje.

JULIA

Że go nie mogę dosiąc tym ramieniem,

Rada bym sama móc się na nim zemścić.

PANI KAPULET

2050

Dozna on zemsty; nie troszcz się i nie płacz,

Zlecę ja pewnej osobie w Mantui,

Gdzie ten wygnany renegat się schronił,

Dać mu traktament[142] tak zniewalający,

Że wnet pospieszy za Tybaltem.Wtedy

2055

Będziesz, spodziewam się, zaspokojona.

JULIA

Nie zaspokoi mnie Romeo nigdy,

Dopóki tylko żyć będzie; tak silnie

Boleść po krewnym rozjątrza mi serce.

O pani, jeśli tylko znajdziesz kogo,

2060

Co się podejmie podać mu truciznę,

Ja ją przyrządzę, by po jej wypiciu

Romeo zasnąć mógł jak najspokojniej.

Jakże mię korci słyszeć jego imię

I nie móc zaraz dostać się do niego,

2065

By przywiązaniu memu do Tybalta

Dać odwet na tym, co go zamordował.

PANI KAPULET

Znajdź ty sposoby, ja znajdę człowieka,

Córka, Małżeństwo, Matka, Obyczaje, OjciecTeraz–że mam ci udzielić, dziewczyno,

Wesołych nowin.

JULIA

2070

Wesołe nowiny

Pożądanymi są w tak smutnych czasach.

Jakaż tych nowin treść, kochana matko?

PANI KAPULET

Masz troskliwego ojca, moje dziecię;

On to, ażeby smutek twój rozproszyć,

2075

Umyślił i wyznaczył dzień na radość

Tak dla cię, jak i dla mnie niespodzianą.

JULIA

Cóż to za radość, matko? mogęż[143] wiedzieć?

PANI KAPULET

Ta, a nie inna, że w ten czwartek z rana

Piękny, szlachetny, młody hrabia Parys

2080

Ma cię uczynić szczęśliwą małżonką

W Świętego Piotra kościele.

JULIA

BuntNa kościół

Świętego Piotra i Piotra samego!

Nigdy on, nigdy tego nie uczyni!

2085

Zdumiewa mię ten pośpiech. Mam iść za mąż,

Nim ten, co moim ma być mężem, zaczął

Starać się o mnie, nim mi się dał poznać?

Proszę cię, matko, powiedz memu ojcu,

Że jeszcze nie chcę iść za mąż, a gdybym

2090

Koniecznie miała iść, to bym wolała

Pójść za Romea, który, jak wiesz dobrze,

Jest mi z całego serca nienawistny,

Niż za Parysa. Ha! to mi nowina!

Wchodzi Kapulet i Marta.

PANI KAPULET

Oto twój ojciec, powiedz mu to sama;

2095

Zobaczym, jak on przyjmie twą odpowiedź.

Kobieta, Łzy, Morze , ŻałobaKAPULET

Kiedy dzień kona, niebo spuszcza rosę;

Ale po skonie naszego krewnego

Pada ulewny deszcz. Cóż to, dziewczyno?

Czy jesteś cebrem? Ciągle jeszcze we łzach?

2100

Ciągłe wezbranie? W małej swej istocie

Przedstawiasz obraz łodzi, morza, wiatru:

Bo twoje oczy, jakby morze, ciągle

Falują łzami: biedne twoje ciało

Jak łódź żegluje po tych słonych falach.

2105

Wiatrem na koniec są westchnienia twoje,

Które ze łzami walcząc, a łzy z nimi,

Jeżeli nagła nie nastąpi cisza,

Strzaskają twoją łódkę. I cóż, żono?

Czyś jej zamiary nasze objawiła?

PANI KAPULET

2110

Tak, ale nie chce i dziękuje za nie,

Bodajby była z grobem zaślubiona!

KAPULET

Kobieta, MądrośćCo? Jak to? Nie chce? Nie chce? Nie chce, mówisz?

Nie jest nam wdzięczna? Nie pyszni się z tego?

Nie poczytuje sobie za szczyt szczęścia,

2115

Niegodna, żeśmy jej najgodniejszego

Z werońskich chłopców wybrali na męża?

JULIA

Nie pysznam z tego, alem wdzięczna za to

Pyszna, zaiste, nie mogę być z tego,

Co nienawidzę; lecz wdzięczna być winnam

2120

I za nienawiść w postaci miłości.

Przemoc, SzaleniecKAPULET

Cóż to znów? cóż to? Logika w spódnicy!

Pysznam i wdzięcznam, i zasię nie wdzięcznam,

Jednak nie pysznam! Słuchaj, świdrzygłówko[144],

Nie dziękuj wdzięcznie ni się pyszń z niepyszna,

2125

Lecz zbierz swe sprytne klepki na ten czwartek,

By pójść z Parysem do Świętego Piotra,

Albo cię każę zawlec tam na smyczy.

Rozumiesz? ty blednico[145], ty tłumoku;

Lalko łojowa[146]!

PANI KAPULET

2130

Wstydź się! czyś oszalał?

JULIA

Błagam cię, ojcze, na klęczkach cię błagam,

Pozwól powiedzieć sobie tylko słowo.

KAPULET

Precz, wszetecznico! dziewko nieposłuszna!

Ja ci powiadam: gotuj się w ten czwartek

2135

Iść do kościoła lub nigdy, przenigdy

Na oczy mi się więcej nie pokazuj.

Nic nie mów ani piśnij, ani trunij:

Palce mię świerzbią. Myśleliśmy, żono,

Że nas za skąpo Bóg pobłogosławił

2140

Dając nam jedno dziecko; teraz widzę,

Że i to jedno jest jednym za wiele

I że w niej mamy bicz boży. Precz, plucho[147]!

Cyganko[148] jakaś!

MARTA

Błogosław jej Boże!

2145

Jegomość grzeszy, tak fukając na nią.

KAPULET

Doprawdy! Czy tak sądzi wasza mądrość?

Idź–że pytlować gębą z kumoszkami.

MARTA

Nie mówię bluźnierstw.

KAPULET

Terefere kuku!

MARTA

2150

Czyż mówić zbrodnia?

KAPULET

Milcz, stara trajkotko!

Schowaj swój rozum na babskie sejmiki.

Tu niepotrzebny.

PANI KAPULET

Za gorący jesteś.

KAPULET

2155

Na miłość boską, to trzeba oszaleć!

W dzień, w noc, wieczorem, rano, w domu, w mieście,

Sam, w towarzystwie, we śnie i na jawie

Ciągle i ciągle ot, rozmyślam tylko

O jej zamęściu; i teraz, gdym znalazł

2160

Dlań oblubieńca książęcego rodu,

Pana rozległych majątków, młodego,

Ukształconego, uposażonego

Dokolusieńka, jak mówią, w przymioty,

Jakich się może od mężczyzny żądać;

2165

Trzeba, ażeby mi jedna smarkata,

Mazgajowata gęś odpowiedziała:

Nie chcę iść za mąż, nie mogę pokochać,

Jestem za młoda, wybaczcie mi, proszę.

Nie chcesz iść za mąż? a to nie idź, zgoda,

2170

Ale mi nie właź w oczy; żeruj sobie,

Gdzie tylko zechcesz, byle nie w mym domu.

Zważ to, pamiętaj, nie zwykłym żartować.

Czwartek za pasem; przyłóż dłoń do serca;

Dziedzictwo, SzantażNamyśl się dobrze; będziesz–li powolna[149],

2175

Znajdziesz dobrego we mnie przyjaciela,

A nie, to marniej, żebrz, jęcz, mrzej pod płotem;

Bo jak Bóg w niebie, nigdy cię nie uznam

Za moje dziecko i z mojego mienia

Nawet źdźbło nigdy ci się nie oberwie.

2180

Możesz się na to spuścić, jestem słowny.

wychodzi

JULIA

Nie masz litości w niebie, która widzi

Całą głębokość mojego cierpienia?

Ty mię przynajmniej nie odpychaj, matko!

Zwlecz to małżeństwo na miesiąc, na tydzień

2185

Albo mi pościel oblubieńcze łoże

W tymże grobowcu, w którym Tybalt leży.

PANI KAPULET

Nie mów nic do mnie, nic ci nie odpowiem;

Rób, co chcesz, wszystko mi to obojętne.

wychodzi

JULIA

O Boże! O ty, moja karmicielko!

2190

Poradź mi, powiedz, jak temu zaradzić?

Mój mąż na ziemi, moja wiara w niebie;

Jakżeż ta wiara ma na ziemię wrócić,

Nim mój mąż sam mi ją powróci z nieba

Po opuszczeniu ziemi? Daj mi radę.

2195

Niestety! Że też nieba mogą nękać

Tak mdłą istotę jak ja! Nic nie mówisz?

Fałsz, ZdradaNie masz–że żadnej pociechy, żadnego

Na to lekarstwa?

MARTA

Mam–ci, a to takie:

2200

Romeo na wygnaniu i o wszystko

Można iść w zakład, że cię już nie przyjdzie

Nagabać więcej, chybaby ukradkiem.

Ponieważ tedy rzecz tak stoi, sądzę,

Że nic lepszego nie masz do zrobienia

2205

Jak pójść za hrabię. Dalipan, to wcale,

Co się nazywa, przystojny mężczyzna.

Romeo kołek przy nim; orzeł, pani,

Nie ma tak pięknych, żywych, bystrych oczu

Jak Parys. Nazwij mię hetką-pętelką,

2210

Jeśli nie będziesz z kretesem szczęśliwa

W tym nowym stadle, bo ono jest stokroć

Lepsze niż pierwsze; a choćby nie było,

To i tak tamten pierwszy już nie żyje;

Tak jakby nie żył; przynajmniej dla ciebie,

2215

Skoro, choć żyje, nie masz zeń pożytku.

JULIA

Czy z serca mówisz?

MARTA

Ba, i z duszy całej!

Jeśli nie z serca i nie z duszy, to je

Przeklnij oboje.

JULIA

2220

Amen!

MARTA

Na co amen?

JULIA

Bardzoś mi przez to dodała otuchy,

Idź–że i powiedz teraz mojej matce,

Że, naraziwszy się na gniew rodzica,

2225

Poszłam do celi ojca Laurentego

Odprawić spowiedź i wziąć rozgrzeszenie.

MARTA

O, idę! to mi pięknie i roztropnie.

wychodzi

JULIA

Stara niecnoto! Zdradziecki szatanie!

Cóż jest niegodniej, cóż jest większym grzechem:

2230

Czy tak mię kusić do krzywoprzysięstwa?

Czy lżyć małżonka mego tymiż usty,

Którymi tyle razy go pod niebo

Wznosiłaś chwaląc? Precz, uwodzicielko!

Serce me odtąd zamknięte dla ciebie.

2235

Pójdę poprosić ojca Laurentego,

By mi dał radę, a jeśli żadnego

Na tę przeciwność nie będzie sposobu,

Znajdę moc w sobie wstąpienia do grobu.

wychodzi

AKT CZWARTY

Ksiądz, ZaświatySCENA PIERWSZA

Cela Ojca Laurentego. Ojciec Laurenty i Parys.

OJCIEC LAURENTY

W ten czwartek zatem? To bardzo pośpiesznie.

PARYS

2240

Mój teść, Kapulet, życzy sobie tego;

A ja powodu nie mam, by odwlekać.

OJCIEC LAURENTY

Obyczaje, ŻałobaNie znasz pan, mówisz, uczuć swojej przyszłej;

Krzywa to droga, ja takich nie lubię.

PARYS

Bez miary płacze nad śmiercią Tybalta,

2245

Małom jej przeto mówił[150] o miłości,

Bo Wenus w domu łez się nie uśmiecha.

Ojciec jej, mając to za niebezpieczne,

Że się tak bardzo poddaje żalowi,

W mądrości swojej przyśpiesza nasz związek,

2250

By zatamować źródło tych łez, które

W odosobnieniu cieką za obficie.

A w towarzystwie prędzej mogą ustać.

Znasz teraz, ojcze, powód tej nagłości.

OJCIEC LAURENTY

na stronie

Obym mógł nie znać powodów do zwłoki!

głośno
2255

Patrz, hrabio, oto twa przyszła nadchodzi.

Wchodzi Julia.

PARYS

Szczęsny traf dla mnie, piękna przyszła żono!

JULIA

Być może, przyszłość jest nieodgadniona.

PARYS

To „może” ma być już w ten czwartek z rana.

JULIA

Co ma być, będzie.

OJCIEC LAURENTY

2260

Prawda to zbyt znana.

Ciało, Kobieta, Mężczyzna, Miłość, WłasnośćPARYS

Przyszłaś się, pani, spowiadać przed ojcem?

JULIA

Mówiąc to, panu bym się spowiadała.

PARYS

Nie zaprzecz przed nim, pani, że mię kochasz.

JULIA

Że jego kocham, to wyznam i panu.

PARYS

2265

Wyznasz mi także, tuszę, że mnie kochasz.

JULIA

Gdyby tak było, większą by to miało

Wartość wyznane z daleka niż w oczy.

PARYS

Biedna! łzy bardzo twarz twą oszpeciły.

JULIA

Niewielkie przez to odniosły zwycięstwo;

2270

Dosyć już była uboga przed nimi.

PARYS

Tym słowem bardziej ją krzywdzisz niż łzami.

JULIA

Nie jest to krzywda, panie, ale prawda,

I w oczy sobie ją mówię.

PARYS

Twarz twoja

2275

Do mnie należy, a ty jej uwłaczasz.

JULIA

Nie przeczę; moja bowiem była inna.

Masz–li czas teraz, mój ojcze duchowny,

Czyli też mam przyjść wieczór po nieszporach?

OJCIEC LAURENTY

Nie brak mi teraz czasu, smętne dziecię.

2280

Racz, panie hrabio, zostawić nas samych.

PARYS

Niech mię Bóg broni świętym obowiązkom

Stać na przeszkodzie! Julio, w czwartek z rana

Przyjdę cię zbudzić. Bądź zdrowa tymczasem

I przyjm pobożne to pocałowanie.

wychodzi

JULIA

2285

O! zamknij, ojcze, drzwi; a jak je zamkniesz,

Przyjdź płakać ze mną. Nie ma już nadziei!

Nie ma ratunku! Nie ma ocalenia!

Los, Samobójstwo, Konflikt wewnętrzny, HonorOJCIEC LAURENTY

Ach, Julio! Znam twą boleść; mnie samego

Nabawia ona prawie odurzenia,

2290

Słyszałem, i nic tego nie odwlecze,

Że w przyszły czwartek wziąć masz ślub z tym hrabią

JULIA

Nie mów mi, ojcze, że o tym słyszałeś;

Chyba, że powiesz, jak tego uniknąć,

Jeżeli w swojej mądrości nie znajdziesz

2295

Żadnego na to środka, to przynajmniej

Postanowienie moje nazwij mądrym,

A w tym sztylecie zaraz znajdę środek.

Bóg złączył moje i Romea ręce,

Ty nasze dłonie; i nim ta dłoń, świętą

2300

Pieczęcią twoją z Romeem spojona,

Inny akt stwierdzi, nim to wierne serce

W zdradzieckim buncie odda się innemu,

To ostrze zada śmierć sercu i dłoni.

Daj mi więc jaką radę, zaczerpniętą

2305

Z długoletniego doświadczenia twego,

Albo bądź świadkiem, jak ten nóż rozstrzygnie

Sprawę pomiędzy mną a moim losem,

Wnet zaradzając temu, czego ani

Wiek, ani rozum nie mógł doprowadzić

2310

Do rozwiązania zgodnego z honorem.

Mów prędko; pilno mi wstąpić do grobu,

Jeśli mi powiesz, że nie ma sposobu.

OJCIEC LAURENTY

Stój, córko! Mam ja w myśli pewien środek,

Wymagający równie rozpaczliwej

2315

Determinacji, jak jest rozpaczliwe

To, czemu chcemy zapobiec. Jeżeli,

Dla uniknięcia małżeństwa z Parysem,

Masz siłę woli odjąć sobie życie,

To się odważysz snadź na coś takiego,

2320

Co będąc tylko podobnym do śmierci

Uwolni cię od hańby, jakiej chciałaś

Ujść przez zadanie jej sobie naprawdę.

Masz–li odwagę, toć wskażę ten środek.

JULIA

Gotycyzm, NiebezpieczeństwoO! każ mi, zamiast być żoną Parysa,

2325

Skoczyć ze szczytu wieży; w rozbójniczych

Gościć jaskiniach, w legowiskach wężów,

Zamknij mię w jedną klatkę z niedźwiedziami

Albo mię wepchnij nocą do kostnicy,

Zewsząd pokrytej szczątkami szkieletów,

2330

Poczerniałymi kośćmi i czaszkami,

Każ mi wejść żywcem w grób świeżo kopany

I w jeden całun z trupem się obwinąć;

Wszystko to dawniej dreszcz budziło we mnie,

Ale bez trwogi uczynię to zaraz,

2335

Bylebym tylko pozostała czystą

Małżonką mego lubego kochanka.

OJCIEC LAURENTY

Słuchaj więc; idź do domu, bądź wesoła,

Przystań na związek z hrabią. Jutro środa;

Staraj się jutro na noc zostać sama,

2340

Niech Marta nie śpi ten raz w twym pokoju.

Sen, ŚmierćMasz tu flaszeczkę; weźmiesz ją do łóżka

I filtrowany likwor ten wypijesz;

A wnet po wszystkich żyłach cię przebiegnie

Usypiający dreszcz, który owładnie

2345

Wszelką żywotną funkcją; wszystkie pulsa

Wstrzymają w tobie swe zwyczajne bicie;

Ni dech, ni ciepło nie wskaże, że żyjesz.

Róże ust twoich i policzków zbledną

Jak popiół; oczu zasłony zapadną,

2350

Jak gdy dłoń śmierci zakrywa dzień życia;

Każdy twój członek pozbawiony władzy

Zdrętwieje, stęgnie[151], zziębnie jak u trupa.

I w tym pozornym stanie nagłej śmierci

Zostawać będziesz czterdzieści dwie godzin,

2355

Wtedy się ockniesz jak ze snu błogiego.

Gdy więc nazajutrz z rana narzeczony

Przyjdzie cię zbudzić, znajdzie cię umarłą;

Po czym, jak każe zwyczaj, przystrojona

W godowe szaty, w odsłoniętej trumnie,

2360

Złożoną będziesz pod owym sklepieniem,

Gdzie leżą wszyscy ze krwi Kapuletów.

Uwiadomiony tymczasem przeze mnie

O naszym planie, Romeo przybędzie;

Wraz ze mną czekać będzie w owym lochu

2365

Na twe ocknienie i tej samej nocy

Uprowadzi cię skrycie do Mantui.

KobietaTo cię uchroni od hańby grożącej;

Jeśli brak woli lub niewieścia bojaźń

Od wykonania tego cię nie wstrzyma.

JULIA

2370

O, daj mi, daj mi! nie mów o bojaźni!

OJCIEC LAURENTY

Masz, idź, bądź niewzruszona i szczęśliwa

W tym przedsięwzięciu! Wyprawię natychmiast

Jednego z naszych braci do Mantui

Z listem do twego męża.

JULIA

2375

O nadziejo!

Ty mi bądź bodźcem, a hasłem Romeo!

Bądź zdrów, mój ojcze!

odchodzi

SCENA DRUGA

Pokój w domu Kapuletów. Wchodzą Kapulet, Pani Kapulet, Marta i słudzy.

Sługa, JedzenieKAPULET

do Służącego
2378

Proś te osoby, co tu są spisane.

Służący wychodzi.
2379

A waść dwudziestu biegłych zbierz kucharzy.

DRUGI SŁUŻĄCY

2380

Nie będzie zły ani jeden, jaśnie panie, bo się przekonam wprzód o każdym, czy umie sobie oblizywać palce.

KAPULET

2381

A to na co?

DRUGI SŁUŻĄCY

2382

Zły to kucharz, jaśnie panie, co nie oblizuje sobie palców[152], o którym się więc przekonam, że tego nie umie, tego nie sprowadzę.

KAPULET

Ruszaj!

Wychodzi Służący.

Wątpię, czy wszystko na czas wygotujem.

2385

Córka, Ksiądz, Obyczaje, OjciecBodaj cię! Prawdaż to, że Julia poszła

Do ojca Laurentego?

MARTA

Poszła, panie.

KAPULET

To dobrze; może on co dla niej wskóra.

Cięta, uparta to skóra na buty.

Wchodzi Julia.

MARTA

2390

Patrz pan, jak raźnie wraca od spowiedzi.

KAPULET

No, sekutnico, gdzie żeś to bywała?

JULIA

Gdzie mię żałować nauczono, panie,

Za grzech uporu i nieposłuszeństwa

Naprzeciw woli twojej. Świątobliwy

2395

Kapłan Laurenty kazał mi się rzucić

Do twych nóg i o przebaczenie prosić.

Przebacz mi, ojcze! będę już uległa.

KAPULET

Niech tam kto pójdzie prosić pana hrabię:

Jutro mieć muszę spleciony ten węzeł.

JULIA

2400

Spotkałam hrabię w celi Laurentego

I okazałam mu miłość, jak mogłam,

Nie przekraczając granicy skromności.

KAPULET

To co innego; tak, to dobrze, powstań;

Tak być powinno, tak córce przystoi.

2405

Prosić tu hrabię, żeby przyszedł zaraz.

Dalipan, święty to człek z tego mnicha;

Słusznie mu całe miasto cześć oddaje.

JULIA

Marto, pójdź ze mną do mego pokoju.

Wszak mi pomożesz przymierzyć przyborów,

2410

Jakie na jutro uznasz za stosowne?

PANI KAPULET

Po co dziś? jutro będzie dosyć czasu.

KAPULET

Idź z nią, idź, jutro pójdziem do kościoła.

Julia z Martą wychodzi.

PANI KAPULET

Nie wiem, czy zdążym z przygotowaniami;

Już wieczór.

KAPULET

2415

Nie troszcz się; dojrzę wszystkiego

I wszystko będzie dobrze, za to ręczę.

Idź do Juleczki, pomóż jej się przebrać.

Ja się tej nocy nie położę; będę

Na ten raz pełnił urząd gospodyni.

2420

SługaHej, służba! Cóż to? wszyscy się rozeszli?

Mniejsza z tym, pójdę sam hrabię uprzedzić

O zaszłej zmianie. Córka, OjciecLekko mi na sercu,

Że się ten kozioł przecie opamiętał.

Wychodzą.

SCENA TRZECIA

Pokój Julii. Wchodzi Julia i Marta.

JULIA

Tak, ten strój wezmę. Ale, Grzech, Modlitwazłota nianiu,

2425

Proszę cię, zostaw mię na tę noc samą,

Bo dużo muszę pacierzy odmówić

Dla uproszenia sobie względów niebios

Nad moim stanem, jak wiesz, pełnym grzechu.

Wchodzi Pani Kapulet.

PANI KAPULET

Takeś zajęta? Mam–że ci dopomóc?

JULIA

2430

Nie, pani; jużeśmy we dwie wybrały,

Co mi na jutro może być potrzebne.

Pozwól, bym teraz sama pozostała,

I niechaj Marta spędzi tę noc z tobą.

Pewnam, że wszyscy macie dość roboty

2435

Przy tym tak nagłym obchodzie.

PANI KAPULET

Dobranoc!

Połóż się, spocznij; potrzebujesz tego.

Wychodzą Pani Kapulet i Marta.

JULIA

Dobranoc! Bóg wie, kiedy się zobaczym.

Zimny dreszcz trwogi na wskroś mię przejmuje

2440

I jakby mrozi we mnie ciepło życia.

Zawołam na nie, by mnie pokrzepiły;

Sen, ŚmierćNianiu! I po cóż tu ona? Straszliwy

Ten czyn wymaga właśnie samotności.

Ha! pójdź, flakonie!

2445

Gdyby jednakże ten płyn nie skutkował?

Miałażbym gwałtem z hrabią być złączona?

Nie, nie, ucieczka w tym: leż tu w odwodzie.

kładzie na stole sztylet[153]

KsiądzA gdyby też to miała być trucizna,

Którą mi ksiądz ten zręcznie śmierć chce zadać,

2450

By ujść zarzutu, że dał ślub kobiecie,

Którą już pierwej zaślubił z kim innym?

To by być mogło; ale nie, tak nie jest,

Bo jego świętość jest wypróbowana,

I nawet myśli tej nie chcę przypuszczać.

2455

GotycyzmLecz gdybym w grobie się ocknęła pierwej,

Nim mię Romeo przyjdzie oswobodzić?

To byłoby okropnie!

Nie udusiłażbym się wśród tych sklepień,

Gdzie nigdy zdrowe nie wnika powietrze,

2460

I nie umarłażbym wprzód, nim Romeo

Przyjdzie na pomoc? A choćbym i żyła,

Czyliżby straszny wpływ nocy i śmierci,

Którą dokoła będę otoczona,

Obok wrażenia, jakie sprawić musi

2465

Samaż miejscowość tego sklepionego

Starożytnego lochu, w którym kości

Zmarłych mych przodków od lat niepamiętnych

Nagromadzone leżą, kędy świeżo

Złożony Tybalt gnije pod całunem;

2470

I kędy nocą, o pewnych godzinach,

Duchy, jak mówią odbywają schadzki;

SzaleniecNiestety! czyliżby prawdopodobnie

To wszystko, gdybym wcześniej się ocknęła,

A potem zapach trupi, Roślinykrzyk podobny

2475

Do tego, jaki wydaje ów korzeń

Ziela pokrzyku[154], gdy się go wyrywa,

Krzyk wprawiający ludzi w obłąkanie[155],

Czyliżby wszystko to, w razie ocknienia

Nie pomieszało mi zmysłów? Czyliżbym

2480

Po szalonemu nie igrała wtedy

Z kośćmi mych przodków? nie poszła się pieścić

Z trupem Tybalta? i w tym rozstrojeniu

Nie rozbiłażbym sobie rozpaczliwie

Głowy piszczelą którego z pradziadów

2485

Jak pałką? Patrzcie! patrzcie! zdaje mi się,

Że duch Tybalta widzę ścigający

Romea za to, że go wygnał z ciała.

Stój! stój, Tybalcie!

przytyka flakon do ust

Do ciebie, mój luby,

2490

Spełniam ten toast zbawienia lub zguby.

Wypija napój i rzuca się na łóżko.

SCENA CZWARTA

Sala w domu Kapuletów. Wchodzą Pani Kapulet i Marta.

PANI KAPULET

Weź te półmiski i wydaj korzenie.

MARTA

Piekarz o pigwy woła i daktyle.

Wchodzi Kapulet.

GospodarzKAPULET

Śpieszcie się, śpieszcie! Już drugi kur zapiał;

Poranny dzwonek ozwał się: to trzecia[156],

2495

Dojrzyj ciast, moja Marto, nie szczędź przypraw.

MARTA

Co to za wścibstwo[157]? Idź–że się pan przespać.

Dalipan, jutro się nam rozchorujesz

Z tego niewczasu.

KAPULET

Ani krzty! Do licha!

2500

Nie wysypiałem się dla spraw mniej ważnych,

A przecież nigdy nie zachorowałem.

PANI KAPULET

Wiem ci ja dobrze, wiem, umiał jegomość

Swojego czasu myszkować; lecz teraz

Ja czuwam nad tym, abyś pan nie czuwał.

Wychodzą Pani Kapulet i Marta.

KAPULET

2505

Zazdrosna sztuka!

SługaWchodzą słudzy z rożnami, koszami i drzewem.

Hej! co tam niesiecie?

PIERWSZY SŁUGA

Rzeczy do kuchni, ale nie wiem jakie.

KAPULET

Śpiesz się.

Wychodzi Służący.

Idź, wasze, suchszych szczap narąbać;

2510

Piotr ci kloc wskaże po temu.

DRUGI SŁUGA

Jeżeli

O kloca idzie, to dość mnie samego;

Nie potrzebuję się zwracać do Piotra.

wychodzi

KAPULET

Masz słuszność; żywo! Wesołe ladaco!

2515

Sam będziesz klocem. Dalipan, już dnieje

I hrabia będzie tu zaraz z muzyką.

Tak przyrzekł.

Słychać muzykę.

Otóż idzie; już go słychać.

Hej! Żono! Marto! Chodźcie tu! Hej! Marto!

Wchodzi Marta.
2520

Idź, obudź Julkę, ubierz ją co żywo.

Ja pogawędzę tymczasem z Parysem.

Śpiesz się, nie marudź; pan młody już przyszedł.

Co tchu się zwijaj.

wychodzi

SCENA PIĄTA

Pokój Julii. Julia w łóżku. Wchodzi Marta.

ŚmierćMARTA

Ciało, Małżeństwo, SenPanienko! Julciu! Jak się to zaspało!

2525

Wstawaj gołąbku! Wstawaj! Wstydź się, śpiochu!

Panienko! duszko! rybko! Ani mrumru!

Chcesz, widzę, wyspać się za cały tydzień.

Jakbyś wiedziała, że ci hrabia Parys

Następnej nocy nie da oka zmrużyć.

2530

Odpuść mi, Panie, amen! Jak śpi smacznie!

Muszę ją jednak zbudzić. Julciu! Julciu!

Niech no cię hrabia Parys tak zastanie,

To się dopiero zerwiesz. Cóż to? w sukni?

Jużeś ubrana i znów się pokładłaś?

2535

Dosyć już tego! Julciu! Panno Julio! -

AlkoholHa! przez Bóg żywy! Na pomoc! na pomoc!

Ona nie żyje! O, ja nieszczęśliwa!

Po co mi było się rodzić? Na pomoc!

Choć trochę akwawity! Panie! Pani!

Wchodzi Pani Kapulet.

PANI KAPULET

2540

Co za hałas?

MARTA

O dniu niefortunny!

PANI KAPULET

Mów, co się stało?

MARTA

Patrz, pani.

PANI KAPULET

O nieba!

2545

O moje dziecię! o moja pociecho!

Wstań! odżyj albo umrę razem z tobą!

Na pomoc! wołaj pomocy!

Wchodzi Kapulet.

KAPULET

Co za guzdralstwo! Pan młody już czeka.

MARTA

Ona nie żyje; rozstała się z życiem!

2550

O dniu żałosny!

PANI KAPULET

O dniu opłakany!

Ona nie żyje, nie żyje, nie żyje!

KAPULET

Córka, OjciecPuśćcie mię, niech zobaczę… Jak lód zimna;

Krew w niej zastygła; członki jej zdrętwiały…

2555

Dawno już życie z tych ust uleciało.

Śmierć ją zwarzyła, jak mróz najpiękniejszy

Pierwiosnek w maju. Nieszczęsny ja starzec!

MARTA

O niefortunny dniu!

PANI KAPULET

O dniu boleści!

Ojciec, Dziecko, Córka, DziedzictwoKAPULET

2560

Śmierć ta, niszcząca wszystkie me nadzieje,

Głos mi tamuje i zamyka usta.

Wchodzi Ojciec Laurenty i Parys z muzykantami.

OJCIEC LAURENTY

Czy panna młoda już jest w pogotowiu

Iść do kościoła?

KAPULET

Iść, ale nie wrócić;

2565

O synu, w wilię dnia twojego ślubu

Śmierć zaślubiła twą oblubienicę.

Patrz, oto leży ten kwiat w jej uścisku.

Śmierć jest mym zięciem, śmierć jest mym dziedzicem.

Umrę i wszystko jej oddam, bo wszystko

2570

Oddaje śmierci, kto oddaje ducha.

PARYS

Tak dawnom wzdychał do tego poranku

I takiż widok czekał mię u mety!

MatkaPANI KAPULET

Dniu nienawistny, przeklęty! ohydny,

Stokroć obmierzły, jakiemu równego

2575

W obiegu swoim czas jeszcze nie widział!

Jedno mieć tylko, jedno biedne dziecko,

Jedną uciechę i jedną pociechę.

I tę zabiera śmierć nielitościwa!

MARTA

O smutny, smutny dniu! o dniu żałosny!

2580

Najopłakańszy, najniefortunniejszy,

Jaki widziałam w życiu kiedykolwiek!

O dniu! o smutny dniu! O dniu żałosny!

Nie było nigdy jeszcze dnia takiego.

O! stokroć smutny dniu, stokroć żałosny!

PARYS

2585

Okrutna, sroga świętokradzka śmierci!

Tyś mię podeszła, obdarła, zgnębiła.

Przez ciebiem niebo stracił, okrutnico!

O Julio! luba! życie! już nie życie.

Nie mniej jednakże luba i po śmierci!

KAPULET

2590

Los, OjciecZawistny, twardy, niecny, zbójczy losie!

Po cóż ci, po co było tak tyrańsko

Wniwecz obracać naszą uroczystość!

O moje dziecko! raczej duszo moja,

Nie moje dziecko, bo dziecko jest trupem;

2595

I wraz z nim cała pociech mych ostoja,

Cały wdzięk życia stał się śmierci łupem!

OJCIEC LAURENTY

Przestańcie! Rozpacz nie leczy rozpaczy.

Nadobne dziecię to było własnością

Zarówno nieba, jak i waszą, niebo

2600

Zabrało swoją część; tym lepiej dla niej,

Wyście nie mogli waszej części ziemskiej

Ustrzec od śmierci, ale część jej lepszą

Niebo zachowa w wiekuistym życiu.

Jej wywyższenie było szczytem waszych

2605

Życzeń i dążeń. W nim zakładaliście

Swój raj na ziemi i płaczecie teraz,

I rozpaczacie, widząc ją wzniesioną

Ponad obłoki do istnego raju?

O, zła to miłość jęczeć z żalu wtedy,

2610

Kiedy tym, których kochamy, jest dobrze.

Małżeństwo, Kobieta, ŻonaNie ta dziewica dobrze poszła za mąż,

Co długie lata przeżyła w zamęściu,

Lecz ta, co młodo zamężną umiera.

Połóżcie tamę łzom i umaiwszy

2615

To piękne ciało liśćmi rozmarynu,

Każcie je, wedle zwyczaju, niebawem

W świątecznych szatach zanieść do kościoła.

Żałoba, Łzy, RozumŚwiętymi wprawdzie są boleści prawa,

Przecież rozsądek z łez się naigrawa.

KAPULET

2620

Małżeństwo, Przemiana, PogrzebCośmy na gody poprzysposabiali,

To musi teraz posłużyć na pogrzeb;

Weselna uczta zamieni się w stypę,

Dźwięk strun w jęk dzwonów, pieśni w smętne treny,

Mirtowy wieniec martwą skroń otoczy,

2625

Słowem, wszystko się w opak przeistoczy.

OJCIEC LAURENTY

Wyjdźcie stąd, państwo, i ty, hrabio, także.

Niech się gotuje każdy odprowadzić

Te piękne zwłoki na wieczny spoczynek.

Snadź niebo na was o coś zagniewane;

2630

Nie jątrzcież jego gniewu jeszcze gorzej

Oporem przeciw świętej woli bożej.

Wychodzą Kapulet, Pani Kapulet, Parys i Ojciec Laurenty.

Muzyka, SługaPIERWSZY MUZYKANT

2632

Trzeba nam podobno schować dudy w miech i wynieść się za drzwi.

MARTA

Tak, tak, schowajcie swoje instrumenta[158],

Poczciwi ludzie, nie ma tu co robić.

DRUGI MUZYKANT

2635

Możeć się jeszcze co znajdzie.

Wchodzi Piotr.

PIOTR

2636

Zagrajcie mi na basetli, panowie muzykanci, zagrajcie mi na basetli, jeżeli mi dobrze życzycie.

PIERWSZY MUZYKANT

2637

Dlaczego na basetli?

PIOTR

2638

Bo moja dusza gra teraz na drumli[159]. Zagrajcie mi co smętnie skocznego dla rozweselenia.

PIERWSZY MUZYKANT

2639

Daj nam waść pokój; nie pora teraz do gędźby[160].

PIOTR

2640

Nie chcecie zatem?

PIERWSZY MUZYKANT

2641

Nie.

PIOTR

2642

Czekajcie, zapłacę wam za to.

PIERWSZY MUZYKANT

2643

Czym takim?

PIOTR

2644

Nie brzęczącą monetą, jak mi Bóg miły! ale bitą monetą; monetą godną rzępołów.

PIERWSZY MUZYKANT

2645

To my się waćpanu równą monetą odpłacimy; monetą godną lokajów.

PIOTR

2646

Wprzód ja wam lokajską klingą zagram po brzuchu.

DRUGI MUZYKANT

2647

Schowaj, waćpan, swój rożen, a wydobądź lepiej swój dowcip.

PIOTR

2648

Strzeżcie się ostrza mego dowcipu, bo was przeszyje na wylot. Baczność!

śpiewa

Gdy z piersi płynie jęk,

A serce żal zakrwawia,

Muzyki srebrny dźwięk…

2649

Dlaczego srebrny dźwięk? Dlaczego muzyki srebrny dźwięk? Cóż waść na to, mości Barania Kiszko?

PIERWSZY MUZYKANT

2650

Już–ci dlatego, że srebro ma dźwięk miły.

PIOTR

2651

Pleciesz! a waść co na to, mości Klawicymbale?

DRUGI MUZYKANT

2652

Dlatego sądzę, że muzykanci grają za srebro.

PIOTR

2653

Pleciesz także! A waść co o tym sądzisz, mości Kaleczyuchu?

TRZECI MUZYKANT

2654

Nie wiem doprawdy, co o tym sądzić.

PIOTR

2655

O, przepraszam, zapomniałem, że jesteś śpiewakiem. No, to ja powiem za ciebie: „Muzyki srebrny dźwięk” mówi się dlatego, że muzykanci rzadko kiedy złoto za muzykę dostają.

wychodzi śpiewając

Muzyki srebrny dźwięk

Natychmiast ulgę sprawia.

PIERWSZY MUZYKANT

2658

Cóż to za bezczelny łotr z tego hultaja!

DRUGI MUZYKANT

2659

Pal go kaci! JedzenieZejdźmy tam na dół wmieszać się między orszak żałobny i czekać, rychło co spadnie z półmiska.

Wychodzą.

AKT PIĄTY

SCENA PIERWSZA

Mantua. Ulica. Wchodzi Romeo.

LosROMEO

2660

Sen, PrzeczucieJeżeli można ufać sennym wróżbom,

Wkrótce mię czeka jakaś wieść radosna.

SerceKról mego łona[161] oddycha swobodnie

I duch mój przez dzień cały niezwyczajnie

Lekkim nad ziemię wznosi się polotem:

2665

Śniłem, że moja ukochana przyszła

I że znalazła mię nieżywym (dziwny

Sen, co pozwala myśleć umarłemu!),

Lecz ona swymi pocałowaniami

Tyle tchu wlała w martwe moje usta,

2670

Żem nagle odżył i został cesarzem.

Ach, jakże słodką jest miłość naprawdę,

Kiedy jej mara taką rozkosz sprawia!

Wchodzi Baltazar.

Wieści z Werony! - Cóż tam, Baltazarze?

Czy mi przynosisz list od Laurentego?

2675

Co robi Julia? Czy zdrów jest mój ojciec?

Jak się ma Julia? Po raz drugi pytam.

Bo nie ma złego, jeśli jej jest dobrze.

BALTAZAR

ŚmierćWszystko więc dobrze, bo jej już źle nie jest;

Ciało jej leży w lochach Kapuletów,

2680

A duch jej gości między aniołami.

Widziałem, jak ją złożono do sklepień,

I wziąłem pocztę, aby o tym panu

Donieść czym prędzej. Przebacz pan, że taką

Złą wieść przynoszę; wszakże uwiadomić

2685

Pana o wszystkim byłem w obowiązku.

ROMEO

RozpaczMaż to być prawdą? Drwię sobie z was, gwiazdy![162]

Wszak wiesz, gdzie mieszkam? Przynieś mi papieru

I atramentu, idź potem na pocztę

Zamienić konie. Wyjeżdżam tej nocy.

BALTAZAR

2690

Błagam cię, panie, zachowaj cierpliwość;

Wyglądasz blado, ponuro i wzrok twój

Coś niedobrego zapowiada.

ROMEO

Cicho.

Mylisz się; zostaw mię, zrób, com rozkazał.

2695

Czy nie masz listu od księdza?

BALTAZAR

Nie, panie.

ROMEO

Mniejsza więc o to. Idź zamówić konie;

Wkrótce pospieszę za tobą.

Wychodzi Baltazar.

Tak Julio!

2700

TruciznaTej jeszcze nocy spocznę przy twym boku:

O środek tylko idzie. O, jak prędko

Zły zamiar wnika w myśl zrozpaczonego!

Gdzieś niedaleko stąd mieszka aptekarz:

Przed paru dniami widziałem go, pomnę,

2705

Jak zasępiony, w podartym odzieniu,

Przebierał zioła; zapadłe miał oczy.

Ciało od wielkiej nędzy jak wiór wyschłe.

W nikczemnym jego sklepiku żółw wisiał;

Wypchany aligator[163] obok szczątków

2710

Dziwnego kształtu ryb; na jego półkach

Leżała tu i ówdzie zbieranina

Próżnych flasz, słojów, zielonych czerepów,

Pęcherzów, stęchłych nasion; resztki sznurków

I zapleśniałe kawałki lukrecji.

2715

Na widok tego pomyślałem sobie:

ObyczajeKomu by była potrzebna trucizna,

Której w Mantui sprzedaż gardłem karzą,

Niechajby przyszedł do tego hołysza,

On by dostarczył mu jej. Myśl ta była,

2720

Niestety! wróżbą mej potrzeby własnej;

Sam w niej dziś jestem i tenże sam człowiek

Z potrzeby będzie musiał jej zaradzić.

Jeżeli się nie mylę, tu on mieszka;

Z powodu święta kram jego zamknięty —

2725

Hej! aptekarzu!

Wchodzi Aptekarz.

APTEKARZ

Któż to woła takim

Donośnym głosem?

Bieda, Samobójstwo, ŚmierćROMEO

Zbliż się tu, człowieku,

Widzę, że jesteś w niezamożnym stanie;

2730

Weź te czterdzieści dukatów, a daj mi

Drachmę trucizny takiej, co by mogła

Po wszystkich żyłach rozejść się od razu

I nienawistne życie odjąć temu,

Co jej zażyje; co by tak gwałtownie

2735

Wygnała oddech z piersi, jak gwałtownie

Lontem dotknięty proch wypędza pocisk

Z czeluści działa.

APTEKARZ

Mam ja taki środek;

Ale w Mantui prawo śmiercią karze

2740

Każdego, co się waży go udzielić.

ROMEO

PieniądzTak bardzo jesteś biedny, tak cię srodze

Los upośledza i boisz się umrzeć?

Głód z twych lic, z oczu patrzy niedostatek;

Łatana nędza wisi na twym grzbiecie;

2745

Świat ci nie sprzyja ani prawo świata,

Bo świat nie dajeć[164] prawa być bogatym;

Drwij więc z praw, przyjm to i przestań być biednym.

APTEKARZ

Ubóstwo, a nie chęć skłania mnie ulec.

ROMEO

Ubóstwo twoje też, nie chęć opłacam.

APTEKARZ

2750

Weź pan to, rozczyń w jakimkolwiek płynie

I płyn ten wypij, a choćbyś miał siłę

Dwudziestu ludzi, wnet wyzioniesz ducha!

ROMEO

Oto masz złoto, tę truciznę zgubną

Dla duszy ludzkiej, która więcej zabójstw

2755

Na tym obmierzłym świecie dokonywa

Niż owe marne preparata[165], których

Pod karą śmierci sprzedać ci nie wolno.

Nie ty mnie, ja ci sprzedałem truciznę.

Bądź zdrów: kup strawy i odziej się w mięso.

2760

Kordiale, nie trucizno, pójdź mi służyć

U grobu Julii, bo tam cię mam użyć.

Rozchodzą się.

SCENA DRUGA

Cela Ojca Laurentego. Ojciec Laurenty sam.

BRAT JAN

za sceną

Otwórz, wielebny ojcze franciszkanie.

OJCIEC LAURENTY

Toć nie czyj inny głos, jak brata Jana.

otwiera drzwi

Witaj z Mantui! ListCóż Romeo? Masz–li

2765

Ustną odpowiedź jego czy na piśmie?

Wchodzi Brat Jan.

BRAT JAN

Kiedy za jednym bosym zakonnikiem

Naszej reguły, który miał iść ze mną

I był przy chorym, poszedłem na miasto

I jużem znalazł go, miejscy pachołcy

2770

Podejrzewając, żeśmy byli w domu

Tkniętym zarazą, opieczętowali

Drzwi i nie chcieli nas puścić na zewnątrz[166].

Nie mogłem się więc udać do Mantui.

OJCIEC LAURENTY

Któż tedy zaniósł mój list do Romea?

BRAT JAN

2775

Nikt go nie zaniósł — oto jest; nie mogłem

Ani go posłać do Mantui, ani

Wam go odesłać, tak nas pilnowano.

OJCIEC LAURENTY

Nieszczęsny trafie! ten list był tak ważny!

Niedoręczenie go może fatalne

2780

Skutki sprowadzić. Biegnij, bracie Janie;

Postaraj no się gdzie o drąg żelazny

I tu go przynieś.

BRAT JAN

Natychmiast przyniosę.

OJCIEC LAURENTY

Muszę czym prędzej spieszyć do grobowca.

2785

W ciągu trzech godzin Julia się przebudzi.

Gniewać się na mnie będzie, żem Romea

Nie uwiadomił o tym, co się stało;

Ale napiszę do niego raz jeszcze

I tu ją skryję do jego przybycia.

2790

Biedny ty prochu: w grobie już za życia!

wychodzi

SCENA TRZECIA

Cmentarz, na nim grobowiec rodziny Kapuletów. Wchodzi Parys z Paziem, niosącym kwiaty i pochodnię.

PARYS

SługaDaj mi pochodnię, chłopcze, i idź z Bogiem,

Lub zgaś ją, nie chcę, żeby mię widziano.

Idź się położyć owdzie pod cisami

I ucho przyłóż do ziemi, a skoro

2795

Usłyszysz czyje kroki na cmentarzu,

Którego ryty grunt łatwo je zdradzi,

Wtedy zagwizdnij na znak, że ktoś idzie.

Cmentarz, GróbDaj mi te kwiaty. Idź, zrób, jakem kazał.

PAŹ

Straszno mi będzie pozostać samemu

2800

Wpośród cmentarza; jednakże spróbuję.

oddala się

PARYS

Drogi mój kwiecie, kwieciem posypuję

Twe oblubieńcze łoże. Baldachimem

Twym są, niestety, głazy i proch marny,

Które ożywczą wodą co noc zroszę

2805

Lub, gdy jej braknie, łzami mej rozpaczy

I tak co nocy na twoją mogiłę

Kwiat będę sypał i gorzkie łzy ronił.

Paź gwiżdże.

Chłopiec mój daje hasło; ktoś się zbliża.

Czyjaż to stopa śmie nocą tu zmierzać

2810

I ten żałobny mój przerywać obrzęd?

Z pochodnią nawet! Odstąpmy na chwilę.

Oddala się. Wchodzi Romeo i Baltazar z pochodnią, oskardem itp.

SługaROMEO

Podaj mi oskard i drąg. Weź to pismo;

Oddasz je memu ojcu jak najraniej.

Daj no pochodnię. Co bądź tu usłyszysz

2815

Albo zobaczysz, pamiętaj, jeżeli

Miłe ci życie, pozostać z daleka

I nie przerywać biegu mej czynności.

W to łoże śmierci wejść chcę częścią po to,

Aby zobaczyć tę, co w nim spoczywa,

2820

Lecz głównie po to, aby zdjąć z jej palca

Szacowny pierścień, który mi do czegoś

Ważnego nieodbicie jest potrzebny.

Idź więc, zastosuj się do moich życzeń.

Gdybyś zaś, płochą zdjęty ciekawością,

2825

Wrócił podglądać dalsze moje kroki,

Na Boga, wszystkie kości bym ci roztrząsł

I posiał nimi ten niesyty cmentarz.

Umysł mój dziko jest usposobiony,

Niepowstrzymaniej i nieubłaganiej

2830

Niż głodny tygrys lub wzburzone morze.

BALTAZAR

Odejdę, panie, i będęć posłuszny.

ROMEO

Okażesz mi tym przyjaźń. Weź ten worek,

Poczciwy chłopcze, bądź zdrów i szczęśliwy.

BALTAZAR

na stronie

Bądź jak bądź, stanę tu gdzie na uboczu,

2835

Bo mu zły jakiś zamiar patrzy z oczu.

oddala się

ŚmierćROMEO

Czarna pieczaro, o! ty wnętrze śmierci,

Tuczne najdroższym na tej ziemi szczątkiem,

Otwórz mi swoją zardzewiałą paszczę,

A ja ci nową żertwę rzucę za to.

odbija drzwi grobowca

PARYS

2840

ZbrodniarzTo ten wygnany, zuchwały Monteki,

Co zamordował Tybalta, po którym

Żal, jak mniemają, sprowadził śmierć Julii;

I on tu przyszedł knuć jeszcze zamachy

Przeciw umarłym; muszę go powstrzymać,

postępuje naprzód
2845

Spuść świętokradzką dłoń, niecny Monteki!

Możeż[167] się zemsta aż za grób rozciągać?

SzaleniecSkazany zbrodniu, aresztuję ciebie;

Bądź mi posłuszny i pójdź; musisz umrzeć.

ROMEO

Muszę, zaprawdę, i po tom tu przyszedł.

2850

PojedynekMłodzieńcze, nie drażń[168] człowieka w rozpaczy;

Zostaw mię, odejdź; pomyśl o tych zmarłych

I zadrżyj. Błagam cię na wszystkie względy,

Nie wal nowego grzechu na mą głowę,

Przyprowadzając mię do pasji; odejdź!

2855

Na Boga, życzę ci lepiej niż sobie;

Bom ja tu przyszedł przeciw sobie zbrojny.

O! odejdź, odejdź! żyj i powiedz potem:

„Z łaski szaleńca cieszę się żywotem.”

ŚmierćPARYS

Za nic mam wszelkie twoje przełożenia

2860

I aresztuję cię jako złoczyńcę.

ROMEO

Wyzywasz moją wściekłość, broń się zatem.

Sługawalczą

PAŹ

O nieba! biją się, biegnę po wartę.

wychodzi

Grób, ŚwiatłoPARYS

padając

Zabity jestem. O, jeśli masz litość,

Otwórz grobowiec i złóż mnie przy Julii.

umiera

ROMEO

2865

Stanieć się zadość. Lecz któż to jest taki?

To hrabia Parys, Merkucja plemiennik!

Cóż to mi w drodze prawił mój służący?

Lecz wtedy moja nieprzytomna dusza

Uwagi na to nie zwróciła; Parys,

2870

Mówił, podobno miał zaślubić Julię.

Czy on to mówił? czy mi się to śniło?

Czyli też jestem w obłąkaniu myśląc,

Że jego wzmianka o Julii tak brzmiała?

Daj mi uścisnąć twą dłoń, o ty, w jedną

2875

Księgę niedoli ze mną zapisany!

Złożę twe zwłoki w tryumfalnym grobie.

W grobie? nie, młoda ofiaro, nie w grobie,

W latarni raczej[169], bo tu Julia leży;

A blask jej wdzięków zmienia to sklepienie

2880

W przybytek światła. Spoczywaj w spokoju,

Trupie, rękami trupa pogrzebany!

składa ciało Parysa w grobowcu

Mówią, że nieraz ludzie bliscy śmierci

Miewali chwile wesołe; ich stróże

Zwą to ostatnim przedśmiertnym wybłyskiem;

2885

Coś podobnego i u mnie się zdarza?

Miłość, Miłość silniejsza niż śmierć, RozpaczJulio! kochanko moja! moja żono!

Śmierć, co wyssała miód twojego tchnienia,

Wdzięków twych zatrzeć nie zdołała jeszcze.

Nie jesteś jeszcze zwyciężoną: karmin,

2890

Ten sztandar wdzięków, nie przestał powiewać

Na twoich licach i bladej swej flagi

Zniszczenie na nich jeszcze nie zatknęło.

SamobójstwoTybalcie, tyż to śpisz pod tym całunem?

Mogęż czym lepszym zadość ci uczynić,

2895

Jak że tą ręką, co zabiła ciebie,

Przetnę dni tego, co był twoim wrogiem?

Przebacz mi, przebacz, Tybalcie! Śmierć, Gotycyzm, Miłość, RobakAch, Julio!

Jakżeś ty jeszcze piękna! Mam–że myśleć,

Że bezcielesna nawet śmierć ulega

2900

Wpływom miłości? że chudy ten potwór

W ciemnicy tej cię trzyma jak kochankę?

Bojąc się tego, zostanę przy tobie

I nigdy, nigdy już nie wyjdę z tego

Pałacu nocy; tu, tu mieszkać będę

2905

Pośród twojego orszaku - robactwa.

Tu sobie stałą założę siedzibę,

LosGdy z tego ciała znużonego światem

Otrząsnę jarzmo gwiazd zawistnych. Oczy,

Spojrzyjcie po raz ostatni! ramiona,

2910

Po raz ostatni zegnijcie się w uścisk!

A wy, podwoje tchu, zapieczętujcie

Pocałowaniem akt sojuszu z śmiercią

Na wieczne czasy mający się zawrzeć!

Pójdź, ty niesmaczny, cierpki przewodniku!

2915

Blady sterniku, pójdź rzucić o skały

Falami życia skołataną łódkę!

Do ciebie, Julio!

pije

PocałunekWalny aptekarzu!

Płyn twój skutkuje: całując — umieram.

umiera
Wchodzi Ojciec Laurenty z przeciwnej strony cmentarza, z latarnią, drągiem żelaznym i rydlem.

OJCIEC LAURENTY

2920

Święty Franciszku, wspieraj mię! Jak często

O takiej porze stare moje stopy

O głazy grobów potrącały! Kto tu?

BALTAZAR

Przyjaciel, który was dobrze zna, ojcze.

OJCIEC LAURENTY

Bóg z tobą! Powiedz mi, mój przyjacielu,

2925

Cmentarz, GróbCo znaczy owa pochodnia świecąca

Chyba robakom i bezoczym czaszkom?

Nie tlejeż ona w grobach Kapuletów?

SługaBALTAZAR

Tam właśnie; jest tam i mój pan, któremu

Sprzyjacie, ojcze.

OJCIEC LAURENTY

2930

Kto taki?

BALTAZAR

Romeo.

OJCIEC LAURENTY

Jak dawno on tam jest?!

BALTAZAR

Od pół godziny.

OJCIEC LAURENTY

Pójdź ze mną, bracie, do tych sklepień.

BALTAZAR

2935

Nie śmiem;

Bo mi pan kazał odejść i straszliwie

Zagroził śmiercią, jeśli tu zostanę

I kroki jego ważę się podglądać.

OJCIEC LAURENTY

Zostań więc, ja sam pójdę. Drżę z obawy,

2940

Czy się nie stało co nieszczęśliwego.

BALTAZAR

Gdym drzymał, leżąc owdzie pod cisami,

Marzyło mi się, że mój pan z kimś walczył

I że pokonał tamtego.

OJCIEC LAURENTY

postępując naprzód

Romeo!

2945

Na miłość boską, czyjaż to krew broczy

Kamienne wnijście do tego grobowca?

Czyjeż to miecze samopas rzucone

Leżą u tego siedliska pokoju?

wchodzi do grobowca

LosRomeo! blady! — Parys! i on także!

2950

I krwią zalany? Ach! cóż za fatalność

Tak opłakany zrządziła wypadek! —

Miłość silniejsza niż śmierćJulia się budzi.

JULIA

budząc się i podnosząc

O pocieszycielu!

Gdzie mój kochanek? Wiem, gdzie być powinnam

2955

I tam też jestem; lecz gdzie mój Romeo?

Hałas za sceną.

OJCIEC LAURENTY

Cóż to za hałas? LosJulio, wyjdźmy z tego

Mieszkania śmierci, zgrozy i zniszczenia.

Potęga, której nikt z nas się nie oprze,

Wniwecz zamiary nasze obróciła.

2960

Pójdź; twój mąż leży martwy obok ciebie.

I Parys także. Pójdź; pójdź; zaprowadzęć

Do monasteru świętych sióstr zakonnych.

Nie zwłócz[170], nie pytaj, bo warta nadchodzi.

Pójdź, biedna Julio!

Znowu hałas.
2965

Nie mogę już czekać.

wychodzi

JULIA

Idź z Bogiem, starcze; idź, ja tu zostanę.

Pocałunek, TruciznaCóż to jest? Czara w zaciśniętej dłoni

Mego kochanka? SkąpiecTruciznę więc zażył!

O skąpiec! Wypił wszystko; ani kropli

2970

Nie pozostawił dla mnie! Przytknę usta

Do twych kochanych ust, może tam jeszcze

Znajdzie się jaka odrobina jadu,

Co mię zabije w upojeniu błogim.

całuje go

Twe usta ciepłe.

DOWÓDCA WARTY

za sceną
2975

Gdzie to? pokaż, chłopcze.

SamobójstwoJULIA

Idą, czas kończyć.

chwytając sztylet Romea

Zbawczy puginale!

Tu twoje miejsce.

przebija się

Tkwij w tym futerale.

Pada na ciało Romea i umiera. Wchodzi warta z Paziem Parysa.

PAŹ

2980

Tu, tu w tym miejscu, gdzie płonie pochodnia.

DOWÓDCA WARTY

Ziemia zbroczona; obejdźcie w krąg cmentarz

I przytrzymajcie, kogo napotkacie.

Wychodzi kilku ludzi z warty.

Smutny widoku! tu hrabia zabity,

Tu Julia we krwi pływa, jeszcze ciepła,

2985

Tylko co zmarła; ona, co przed dwoma

Dniami w tym grobie była pochowana.

Idźcie powiedzieć o tym księciu; śpieszcie,

Wy do Montekich, wy do Kapuletów,

A wy odbądźcie przegląd w innej stronie.

Wychodzi kilku innych wartowników.
2990

Widzimy miejsce, gdzie zaszła ta zgroza,

Lecz w jaki sposób ona miała miejsce,

Tego nie możem pojąć bez objaśnień.

Wchodzi kilku innych wartowników z Baltazarem.

PIERWSZY WARTOWNIK

Oto Romea sługa, znaleźliśmy

Go na cmentarzu.

DOWÓDCA

2995

Niech będzie pod strażą,

Dopóki książę nie nadejdzie.

Wchodzi kilku innych wartowników, prowadząc Ojca Laurentego.

DRUGI WARTOWNIK

Oto mnich jakiś drżący i płaczący;

Odebraliśmy mu ten drąg i rydel,

Kiedy się bokiem cmentarza wykradał.

DOWÓDCA

3000

To jakiś ptaszek; trzymajcie go także.

Wchodzi Książę ze swym orszakiem.

Co za nieszczęście o tak rannej porze

Sen nasz przerwało i aż tu nas wzywa?

Wchodzi Kapulet, Pani Kapulet i inne osoby.

KAPULET

Jakiż być może powód tego zgiełku?

PANI KAPULET

Lud po ulicach wykrzykuje: „Julia!

3005

Parys! Romeo!” i jedni przez drugich

Tłumnie tu dążą do naszego grobu.

KSIĄŻĘ

Cóż to za postrach rozruch ten sprowadza?!

Odpowiadajcie!

DOWÓDCA

Miłościwy Panie!

3010

Oto zabity leży hrabia Parys!

Romeo martwy i Julia, wprzód zmarła,

A teraz ciepła z puginałem w piersi.

KSIĄŻĘ

Szukajcie, śledźcie sprawców tego mordu.

DOWÓDCA

Oto mnich jakiś i Romea sługa,

3015

Których tu moi ludzie przytrzymali

I którzy mieli przy sobie narzędzia

Do odbijania grobów.

KAPULET

O nieba! żono, patrz, jak ją krew broczy!

Puginał zbłądził z drogi; oto bowiem

3020

Pochwa od niego wisi przy Montekim;

Zamiast w nią trafić, trafił w pierś mej córki.

Matka, Starość, ŚmierćPANI KAPULET

Niestety! widok ten, jak odgłos dzwonu,

Ostrzega starość mą o chwili zgonu.

Wchodzi Monteki i inne osoby.

KSIĄŻĘ

Monteki, wcześnie wstałeś, aby ujrzeć

3025

Nadziei swoich wcześniejszy upadek!

Matka, SynMONTEKI

Ach! miłościwy książę, żona moja

Zmarła tej nocy z tęsknoty za synem;

Jakiż cios jeszcze niebo mi przeznacza?

KSIĄŻĘ

Patrz, a zobaczysz!

Ojciec, SynMONTEKI

3030

O niedobry synu!

Jak się ważyłeś w grób uprzedzić ojca?

KSIĄŻĘ

Zamknijcie usta żalowi na chwilę,

Póki zagadki tej nie rozwiążemy

I nie zbadamy jej źródła i wątku:

3035

Wtedy sam stanę na skarg waszych czele

I będę waszej boleści heroldem.

Do samej śmierci. Proszę was o spokój

I niech ulegnie zły los cierpliwości.

Stawcie, na kogo pada podejrzenie.

OJCIEC LAURENTY

3040

Ja to, o panie! lubo najmniej zdolny

Do popełnienia czegoś podobnego,

Jestem, ze względu na okoliczności,

Poszlakowany najprawdopodobniej

O dzieło tego okropnego mordu.

3045

Staję więc jako własny oskarżyciel

I jako własny obrońca w tej sprawie,

By się potępić i usprawiedliwić.

KSIĄŻĘ

Mów, czegoś świadom.

MałżeństwoOJCIEC LAURENTY

Zwięźle rzecz opowiem.

3050

Bo tchnień mych pasmo krótsze jest zaiste

Niż długa powieść. Romeo, którego

Zwłoki tu leżą, był małżonkiem Julii,

A Julia była prawą jego żoną;

Jam ich zaślubił, a dniem tajemnego

3055

Ich połączenia był ów dzień nieszczęsnej

Tybalta śmierci, która nowożeńca

Wygnała z miasta; i ten to był powód

Cierpienia Julii, nie żal po Tybalcie.

do Kapuletów

Wy, chcąc oddalić od niej chmury smutku,

3060

Zaręczyliście ją i do małżeństwa

Z hrabią Parysem chcieliście ją zmusić.

W tej alternacie[171] przyszła ona do mnie

I nalegała usilnymi prośby

O doradzenie jej jakiego środka,

3065

Co by od tego powtórnego związku

Mógł ją uwolnić; w przeciwnym zaś razie

Chciała w mej celi życie sobie odjąć.

Dałem jej tedy, ufny w mojej sztuce,

Usypiające krople, których skutek

3070

Bynajmniej mię nie zawiódł, bo jej nadał

Pozór umarłej. List, LosNapisałem przy tym

List do Romea, wzywając go, aby

Dzisiejszej nocy, o tej porze, w której

Działanie owych kropel miało ustać,

3075

Zszedł się tu ze mną dla wyswobodzenia

Tej, co mu dała taki dowód wiary,

Z tymczasowego jej grobu. Traf zrządził,

Że brat Jan, który z listem był wysłany,

Nie mógł się z miasta wydostać i wczoraj

3080

List ten mi zwrócił. O godzinie zatem

Na jej ocknienie ściśle naznaczonej

Sam pospieszyłem wyrwać ją z tych sklepień,

Chcąc ją następnie umieścić w mej celi,

Póki Romeo nie przybędzie; ale

3085

RozpaczKiedym tu przyszedł (na niewiele minut

Przed jej zbudzeniem), już szlachetny Parys

Leżał bez duszy i Romeo także.

Ona się budzi, jam się jął przekładać,

By poszła ze mną i to dopuszczenie

3090

Nieba przyjęła z korną uległością,

Gdy wtem zgiełk nagły spłoszył mię od grobu,

A ona, głucha na moje namowy,

Rozpaczą zdjęta, pozostała w miejscu

I, jak się zdaje, cios zadała sobie.

3095

Oto jest wszystko, co wiem; o małżeństwie

Marta zaświadczy. Jeśli to nieszczęście

Choć najmniej z mojej nastąpiło winy,

Niech mój sędziwy wiek odpowie za to,

Na kilka godzin przed bliskim już kresem,

3100

Wedle rygoru praw jak najsurowszych.

KSIĄŻĘ

Jako mąż święty zawsześ nam był znany.

Gdzie jest Romea sługa? Cóż on powie?

BALTAZAR

Zaniosłem panu wieść o śmierci Julii;

Wraz on wziął pocztę i z Mantui przybył

3105

Prosto w to miejsce, do tego grobowca.

ListTen list mi kazał rano oddać ojcu;

I w grób wstępując zagroził mi śmiercią,

Jeśli nie pójdę precz lub nazad wrócę.

KSIĄŻĘ

Daj mi to pismo, przejrzę je — a teraz,

3110

Gdzie paź hrabiego, co wartę sprowadził?

Co twój pan, chłopcze, porabiał w tym miejscu?

PAŹ

Przyszedł kwiatami ubrać grób swej przyszłej;

Kazał mi stanąć z dala, com też zrobił;

Wtem ktoś ze światłem przyszedł grób otwierać

3115

I mój pan dobył szpady przeciw niemu;

Co zobaczywszy, pobiegłem po wartę.

KSIĄŻĘ

List ten potwierdza słowa zakonnika,

Bieg ich miłości i Romea rozpacz.

Biedny młodzieniec pisze oprócz tego,

3120

Że sobie kupił gdzieś u aptekarza

Trucizny, którą postanowił zażyć

W tym tu grobowcu, by umrzeć przy Julii.

Kara, Konflikt, Miłość tragiczna, Nienawiść, ŚmierćRzecz jasna! Gdzie są ci nieprzyjaciele?

Patrzcie, Monteki! Kapulecie! Jaka

3125

Chłosta spotyka wasze nienawiści,

Niebo obrało miłość za narzędzie

Zabicia pociech waszego żywota;

I ja za moje zbytnie pobłażanie

Waszym niesnaskom straciłem dwóch krewnych.

3130

Wszyscy jesteśmy ukarani.

Miłość silniejsza niż śmierć, PrzyjaźńKAPULET

Monteki, bracie mój, podaj mi rękę;

Niech to oprawą[172] będzie dla mej córki;

Więcej nie mogę żądać.

MONTEKI

Lecz ja mogę

3135

Więcej dać tobie nad to: każę bowiem

Posąg jej ulać ze szczerego złota,

By się nie znalazł szacowniejszy pomnik

Po wszystkie czasy istnienia Werony

Jak ten, pamięci Julii poświęcony.

KAPULET

3140

Tak i Romeo stanie przy swej żonie;

Dzieląc za życia, złączmy ich po zgonie.

KSIĄŻĘ

SłońcePonurą zgodę ranek ten skojarzył;

Słońce się z żalu w chmur zasłonę tuli;

Smutniejszej bowiem los jeszcze nie zdarzył,

3145

Jak ta historia Romea i Julii[173]

Wychodzą.

Przypisy

[1]

Paszkowski nie przetłumaczył dwu prologów, rozpoczynających akt I oraz akt II sztuki.

[2]

W oryg. Sampson, nazwisko, nie imię. W tej scenie Paszkowski tekst nieco zmienił, u Shakespeare'a widać wyraźnie, że to Kapuleci oraz ich służba są agresywni i skłonni do bijatyki.

[3]

sztokfisz — z niem. stockfish: suszona ryba, najczęściej z rodziny dorszowatych.

[4]

instrument — miecz.

[5]

Służba należąca do obu skłóconych domów nosiła specjalne oznaki na kapeluszach, stąd łatwo ich było dostrzec i rozpoznać z daleka.

[6]

giwer lub: gwer — broń; tu: miecz.

[7]

Marsa… nastawię — Marsem spojrzeć, patrzeć gniewnie i groźnie. W oryg.: przygryzam kciuk; był to gest prowokujący do bójki.

[8]

berdyszów! pałek! — w oryg. wymienione są trzy rodzaje kijów i mieczów, noszonych przez miejską straż w Anglii; straż tym właśnie zawołaniem wzywała do rozejścia się w wypadkach ulicznych zamieszek. Berdysz — kij z siekierą o kształcie halabardy.

[9]

Przy słowach: „Wchodzą Kapulet i Pani Kapulet”, opuszczono: „Pan Kapulet w sukni” (było to okrycie na ulicę). Przy braku dekoracji takie zmiany ubioru od razu sugerowały widzom zmianę miejsca akcji.

[10]

szydnie — szyderczo.

[11]

sykomorowy… gaj — sykomory to drzewa z rodziny figowych o niezwykle twardym drewnie.

[12]

Aurora — jutrzenka.

[13]

amalgam — tu: plaster zmiękczający.

[14]

jęczyć — dziś popr. jęczeć.

[15]

Kupido — bożek miłości.

[16]

Diana — bogini księżyca i łowów, niezłomna dziewica.

[17]

Maska… pięknej damy — modne damy nakładały maski, wychodząc na ulicę.

[18]

przejrz — dziś popr.: przejrzyj.

[19]

płomień spędza się płomieniem — dawniej oparzenie „leczono”, trzymając oparzone miejsce nad ogniem.

[20]

Sinior — z wł. signor(e): pan,szlachetnie urodzony, dostojnik.

[21]

Siniora — z wł. signora: pani,szlachetnie urodzona.

[22]

Marta — w oryg. nurse, niania, piastunka, nazywa się u Shakespeare'a Angeliką. Dlaczego Paszkowski nazwał ją Martą, nie wiadomo.

[23]

rychło — szybko (dla wzmocnienia dodano do słowa tego partykułę).

[24]

na świętego Piotra i Pawła — w oryg. Lammas. Było to święto Chleba, obchodzone 1 sierpnia; składano wtedy w ofierze chleby upieczone ze świeżej mąki. Julia urodziła się w wigilię święta, czyli 31 lipca.

[25]

Rok jedenasty od trzęsienia ziemi — aluzja do aktualnego trzęsienia ziemi w Anglii z 6 kwietnia 1580 r.

[26]

Piołun — napar lub wywar z rośliny o tej samej nazwie, bardzo gorzki, stosowany w leczeniu różnych dolegliwości.

[27]

mały urwis — w oryg. pretty fool, mały głuptas, lepiej odpowiada tekstowi.

[28]

chłopiec gdyby z wosku — popularne powiedzenie: zgrabny, urodziwy, jak ulepiony z wosku.

[29]

właść — własność.

[30]

Gości niezaproszonych poprzedzał służący z kurtuazyjnymi przeprosinami (często w przebraniu, np. bożka miłości Kupidyna), a następnie już oni sami przy wejściu wygłaszali mowę na cześć gościnności pana domu albo pod adresem znajdujących się dam. Jak widzimy z tekstu, zwyczaj ten wtedy wyszedł już w Anglii z mody.

[31]

pokręcim się — w oryg. measure, oznaczające uroczysty taniec rozpoczynający zabawę.

[32]

obrzemił — obciążył brzemieniem.

[33]

larwa — Nazwę tę dawano karykaturalnym maskom, które aktorzy nakładali na twarze.

[34]

Idźmy, panowie; zadzwońmy — w oryg.: knock and enter, czyli zastukajmy kołatką i wejdźmy; dzwonków wtedy jeszcze nie używano.

[35]

ja dziś skazany — Romeo bierze w rękę pochodnię na znak, że nie będzie tańczył, tylko z dala wzdychał do Rozaliny, której, nawiasem mówiąc, poeta wcale nie wprowadza na scenę.

[36]

nie stał o to — nie dbał o to.

[37]

Snadź — przecież.

[38]

królowa Mab — Romeo zaczyna opowiadać swój sen, ale przerywa mu Merkucjo barwną opowieścią o „akuszerce wróżek”, maleńkiej, często złośliwej nimfie, która ludziom przynosi marzenia, przejeżdżając nad śpiącymi swoim niezwykłym, miniaturowym powozem. Nazwa ta, etymologicznie nie wyjaśniona, pojawia się po raz pierwszy dopiero u Shakespeare'a, po nim wymieniają królową Mab Michael Drayton i Ben Jonson. Służy ona za tytuł do poematu pióra romantycznego poety Percy Bysshe Shelleya; staje się tam władczynią ludzkich myśli.

[39]

aldermana — rajcy miejskiego; nosili oni pierścienie z agatem na znak swego stanowiska.

[40]

Sprzężaj — uprząż.

[41]

z wilgotnych księżyca promyków — według dawnych pojęć promienie księżyca były wilgotne, ponieważ miał on w swym władaniu przypływy i odpływy morza.

[42]

forszpan — zaprzęg.

[43]

Przez pół tak wielka — tylko w połowie tak wielka.

[44]

stelmach — dawn. rzemieślnik: specjalista od kół do powozów.

[45]

Dziesięcinnego wieprza — wieprza składanego w dziesięcinie, czyli w podatku kościelnym stanowiącym dziesiątą część zbiorów.

[46]

beneficja — ziemie, z których duchowny pobierał dożywotnio dochody.

[47]

bresze — wyłomy w murze zdobywanego miasta.

[48]

sążeń — dawna jednostka długości, wynosząca ok. 2 m, wyznaczana rozpiętością ramion.

[49]

Wychodzą — w oryg. „chodzą dookoła sceny” — była to umowna zmiana miejsca akcji.

[50]

Potpan — skrócone potcompanion — kuchcik.

[51]

Wynieście te stoły — stoły składały się z blatu opieranego na krzyżakach, w razie potrzeby stawiano je na bok, aby nie zabierały miejsca, i tak jest w oryginale.

[52]

bracie Kapulecie — jak wynika z zaproszenia (I, 2), jest on stryjem ojca Julii.

[53]

Piękność jej… — w oryg. poetyczniej: piękność Julii „wisi na policzku nocy”, jaśnieje jak księżyc na tle czarnego nieba.

[54]

burda — osoba wywołująca konflikty, bijatyki (właśnie: burdy).

[55]

do Julii — pierwsza ich rozmowa napisana jest w formie sonetu.

[56]

Na zakończenie tańców podawano lekkie potrawy i ciasta.

[57]

władnie — włada.

[58]

ziemio, wynajdź sobie centrum! — Romeo nazywa siebie ziemią, Julia jest jej środkiem, bo u niej znajduje się jego serce. Zatrzymuje się, jest niezdecydowany, czy iść, czy pozostać, wybiera to drugie.

[59]

Romeo! gachu!… — w oryg. poetyczniej: Romeo, humours, madman, passion, lover!, czyli: Romeo! Zmienniku! wariacie! namiętności! kochanku! Ponieważ Romeo uciekł towarzyszom, Merkucjo żartobliwymi zaklęciami chce wywołać jego ducha. Jak widzimy w następnej scenie, Romeo słyszał ich z ukrycia.

[60]

Aluzja do znanej ballady ludowej; za sprawą Kupidyna król ten zakochał się w żebraczce.

[61]

ani trunie — ani odezwie się.

[62]

Zdechł robak — w oryg. the ape is dead — małpa jest martwa (małpka biorąca udział w przedstawieniu kuglarzy udaje nieżywą).

[63]

Duch, którego wzywano, miał się ukazać w wyrysowanym uprzednio kole.

[64]

z tajemniczą nocą — w oryg.: humorous night — wilgotna, czyli zmienna noc.

[65]

Możeż — czy może.

[66]

polowe — dotyczy łóżka, chodzi o spanie na ziemi.

[67]

szatkę zieloną i bladą noszą jeno głupcy — aktorzy grywający rolę błazna nosili ubrania dwukolorowe, biało–zielone (por. Makbet, I, 7).

[68]

krzyżmo — olej z balsamu i oliwy używany przy niektórych sakramentach i uroczystościach kościelnych.

[69]

drożyć się — wysoko się cenić; wyznaczą wysoką cenę za swe względy.

[70]

rozstanek — rozstanie.

[71]

maiż — lub: maisz, młody ptak łowny, najczęściej sokół, którego w pierwszym roku życia przyuczano do polowania.

[72]

Przymus… nie może głośno mówić — Julia musi mówić cicho w obawie, aby jej nikt oprócz Romea nie usłyszał.

[73]

Wstrząsłabym — poprawnie: wstrząsnęłabym.

[74]

kołami Tytana — w mitologii gr. tytan Hyperion był przed Apollinem woźnicą słonecznego rydwanu.

[75]

Benedicite! — kościelna łacińska formuła powitania, pożegnania i błogosławieństwa.

[76]

Możeś (…) nie zajrzał — może nie zajrzałeś (przykład ruchomości końcówki fleksyjnej czasownika.

[77]

Fawoni — nazwa wiosennego wiatru zachodniego (łac).

[78]

szwankować — funkcjonować nieprawidłowo.

[79]

snadnie — łatwo.

[80]

Do sankcji — do uznania.

[81]

Festina lente — Śpiesz się powoli (łac.)

[82]

sekutnica Rozalina — Rozalina ślubowała dziewictwo bogini miłości i dlatego ze wzgardą traktuje zaloty Romea; w oryg. pale hard–hearted wench, czyli: blada o nieczułym sercu dziewczyna.

[83]

potrafiż — potrafi–że; czy potrafi.

[84]

książę kotów — Tybalt to imię kota w romansie średniowiecznym o lisie (Reynard–Lis, przedstawiającym wady i cechy ludzkie na przykładach zwierząt), dlatego Merkucjo nazywa Tybalta Kapuleta kotem.

[85]

Duelista — pojedynkoman, od franc. duel — pojedynek.

[86]

passado… punto reverso… hai! — włoskie terminy w szermierce: passado — pchnięcie z wypadem, punto reverso — cios zadany zwróconym w dół rapierem; hai — sztych (od włoskiego ai: a masz!). Merkucjo drwi z nadużywania terminów stosowanych w fechtunku, podkreślając w ten sposób, że Tybalt zna się na walce na szpady tylko z lekcji szermierki.

[87]

pardonnez moi — wybacz.

[88]

Modnisie nosili bufiaste pikowane spodnie suto od wewnątrz wykładane inną materią, stąd na ławach trzeba było żłobić okrągłe wgłębienia, aby mogli siedzieć wygodnie.

[89]

bon! bon! (franc.) — dobrze! dobrze!

[90]

Dydona… Kleopatra — sławne heroiny romansów miłosnych starożytności: Dydona — królowa Kartaginy, ukochana księcia trojańskiego Eneasza, Kleopatra — królowa Egiptu, ukochana wodzów rzymskich, Cezara i Antoniusza, Helena — królowa Sparty, ukochana królewicza trojańskiego Parysa, Hero — ukochana Leandra, Tyzbe — ukochana Pirama.

[91]

Bonjour (fr.) — dzień dobry.

[92]

trzewiki… w kwitnącym stanie — Romeo nosi modne wówczas różowe trzewiki, dziurkowane i przybrane kwiatami ze wstążek.

[93]

figuro pełna prostoty — w oryg. solely singular for the singleness, gra słów: single znaczy słaby, pozbawiony pointy, wysilony dowcip. Cały następny urywek jest zmieniony w polskim przekładzie.

[94]

pejczą — dziś: pejczem; pejcz jest to przyrząd złożony z wiązki rzemieni przymocowanych do uchwytu, służy do poganiania zwierząt, bicia, wymierzania kary.

[95]

hetka — szkapa.

[96]

poluje na dzikie gęsi — w oryg. run the wild–goose chase, rodzaj wyścigów konnych przypominający lot dzikich gęsi; jeden z dwóch ścigających się wyznaczał drugiemu bieg kursu i mógł go wodzić, gdzie chciał. Obecnie popularny ten zwrot oznacza: szukać wiatru w polu, wrócić z niczym.

[97]

ja ci się zdaję na to — czy wyglądam ci na to.

[98]

aby się… dowcip zastanowił — tu: w kulminacyjnym punkcie natchnienia.

[99]

żagiel! — okrzyk w porcie na widok okrętu.

[100]

spodnie i spódnica — w oryg. shirt and smock, koszula męska i koszula damska, Marta jest zapewne osobą otyłą.

[101]

Piotrze, gdzie mój wachlarz — w przechadzce po mieście Marcie towarzyszył służący, niosąc przed nią płaszcz z kapturem lub wachlarz, zależnie od pogody.

[102]

Możeż — czy może.

[103]

Huź, ha! — Merkucjo jest zawołanym myśliwym, używa zwrotu z polowania na zające.

[104]

kota — zająca.

[105]

damo, damo… — jest to refren ze starej ballady.

[106]

infamis — niegodziwiec, człowiek bez czci.

[107]

rendez–vous — randka, spotkanie.

[108]

drabinkę — w oryg. bliższe elżbietańczykom a tackled stair, czyli schody sznurowe używane na okręcie. Dalszy ciąg tego samego marynarskiego obrazu, który wprowadził wyraz „żagiel”. Także w oryg. zamiast „do szczytu mego szczęścia” jest „do najwyższego masztu”. Paszkowski te zwroty, znane żeglarskiej Anglii, zmienił, ponieważ taka terminologia nie przemawiałaby do czytelników jego pierwszych przekładów.

[109]

bazyliszek — legendarny płaz podobny do jaszczurki, który miał zabijać wzrokiem.

[110]

rozmaryn — symbol ludzkiej pamięci.

[111]

psie imię — Ben Jonson, sławny komediopisarz angielski współczesny Shakespeare'owi, w swej Gramatyce angielskiej nazywa „r” „psią literą”: której dźwięk wibruje, „warczy”.

[112]

naści — weź.

[113]

Adieu — z fr. żegnaj.

[114]

zatlonego — zapalonego, tlącego się.

[115]

brewerie (wł. breveria: samochwalstwo) — wybryki, zakłócanie spokoju lub porządku społecznego.

[116]

brewiarz (z łac. breviarium: skrót) — używana w kościele katolickim księga zawierająca zbiór codziennych modlitw (tzw. liturgię godzin; godzinki).

[117]

bekas — ptak błotny, kszyk; ług — woda stojąca, bagienna. Tu Paszkowski sięgnąwszy do polskiego powiedzenia upiększył porównanie. W oryg. jest prozaicznie as an egg is full of meat, jak jajko pełne swojej zawartości.

[118]

submisja — uległość, pokora.

[119]

Alla stoccata — włoski termin zaczerpnięty z szermierki: pchnięcie.

[120]

dusiszczurze — nowa aluzja do imienia Tybalta i imienia kota ze wspomnianego poematu Reynard–Lis.

[121]

jedno życie spomiędzy dziewięciu — wierzono wtedy, że kot przeżywa dziewięć kolejnych istnień.

[122]

gwiźnie — popr. gwizdnie.

[123]

Co się bić umie jak z arytmetyki — zna fechtunek tylko z teorii, z książek.

[124]

każęć — każę ci.

[125]

przedstawienia — tu: przedstawione argumenty, tłumaczenia.

[126]

jeżelim się minął — jeżeli się minąłem (przykład ruchomości końcówki fleksyjnej czasownika).

[127]

bodajem — bodaj żebym.

[128]

Banitować — skazywać na banicję, wygnanie.

[129]

Pędźcie… — monolog Julii oparty został na bardzo popularnej w czasach Shakespeare'a pieśni weselnej (tzw. epithalamion).

[130]

Faeton — w mitologii gr. syn Heliosa (mitologii rzym. Feba). Uprosił on ojca, boga słońca, aby pozwolił mu wyjechać na niebo rydwanem słońca, lecz wyjechawszy stracił panowanie nad rumakami i został przez Zeusa strącony do rzeki Pad.

[131]

Skryj w płaszcza twego zwojach — w oryg. terminologia zapożyczona z sokolnictwa, dotycząca oswajania sokołów, używanych do polowania.

[132]

tak — w oryg. piękna retoryczna figura oparta na słowie „ja”.

[133]

serce żmii pod kwiecistą maską — Julia posługuje się tu ozdobnymi zestawieniami stylistycznymi, używając dwu sprzecznych pojęć (tzw. oksymoron).

[134]

akwawita (łac. aqua vitae) — woda życia, okowita, wódka.

[135]

Przynoszęć — Przynoszę ci.

[136]

Rozgrześca — osoba rozgrzeszająca.

[137]

Balsamem w przeciwnościach — filozofia — w rozmowie ojca Laurentego i Romea Shakespeare ironizuje na temat nadużywania modnej w czasach elżbietańskich maksymy Boecjusza, że filozofia jest lekarstwem na wszystko.

[138]

dzieciństwo — tu ogólnie: wczesny okres.

[139]

Otrząś — popr. otrząśnij.

[140]

Skowronek… ropuchą zamienił oczy — Popularne powiedzenie; według wierzeń ludowych śpiew skowronka zapowiadał dzień, wtedy rechot żabi milknął. Lepiej, aby Romeo miał oczy żabie i nie dostrzegał nadejścia dnia (Uważano także, że oczy żabie były ładniejsze od oczu skowronka.)

[141]

spałaż — skrócone: spała że; czy spała.

[142]

traktament — poczęstunek; tu chodzi o truciznę.

[143]

mogęż — mogę–że; czy mogę.

[144]

świdrzygłówko — w oryg. chop–logic odpowiednik polskiego: ja jedno słowo, a ona dziesięć.

[145]

blednico… — Julia ma białą ze smutku twarz.

[146]

łojek — bielidło, maść do twarzy.

[147]

plucho — flądro, brudasie.

[148]

Cyganko — w znaczeniu stereotypu: oszukanico.

[149]

powolna — tu: posłuszna, podporządkowana czyjejś woli.

[150]

Małom (…) — Mało mówiłem; przykład ruchomości końcówek fleksyjnych czasowników.

[151]

stęgnie — zastygnie, zesztywnieje.

[152]

Zły to kucharz… — popularne powiedzenie o kucharzu, który dobrze gotuje; por. polskie: palce lizać.

[153]

Kładzie… sztylet — w tamtych czasach kobiety nosiły przy sobie albo sztylet, albo nóż.

[154]

pokrzyk — mandragora; to roślina o działaniu usypiającym.

[155]

Wg starych wierzeń korzeń pokrzyku (w kształcie człowieka) wyrwany z ziemi krzyczy tak przeraźliwie, że ludzie słyszący jego wrzaski wpadają w obłęd.

[156]

Poranny dzwonek — mowa o curfew–bell, czyli dzwonie, który o 8 lub 9 wieczorem wzywał do gaszenia ognia i dzwonił ponownie o czwartej rano, zezwalając na rozpalenie ognia. Czwarta była bardziej zwyczajową godziną niż trzecia.

[157]

wścibstwo — w oryg. cot–quean, babski król, mężczyzna mieszający się do domowego gospodarstwa.

[158]

instrumenta — popr. instrumenty.

[159]

drumla — mały, prymitywny instrument muzyczny, należący do idiofonów (tj. drgających całą powierzchnią). Składa się z elastycznej sztabki metalowej oprawnej w żelazną ramkę w kształcie podkowy. Do ramki przymocowana jest skórka albo sprężynka, za pociągnięciem której instrument zaczyna drgać, wydając w zasadzie jeden tylko dźwięk. Grający trzyma drumlę w ustach i odpowiednio modulując ich układ potrafi wzbogacać ten dźwięk o różne tony.

[160]

gędźba — akompaniament muzyczny do recytacji lub śpiewu; również samo granie lub śpiewanie.

[161]

Król mego łona — serce.

[162]

Drwię sobie z was, gwiazdy! — Romeo wierzy, iż gwiazdy, rządzące jego życiem skazały go na bezgraniczne cierpienie; drwina z gwiazd jest więc zapowiedzią samobójstwa, buntem przeciw losowi.

[163]

Wypchany aligator — lub krokodyl stanowił nieodzowny rekwizyt sklepu aptekarza.

[164]

nie dajeć — nie daje ci.

[165]

preparata — popr. preparaty, mikstury.

[166]

opieczętowali drzwi — był to zwyczaj stosowany w Anglii w okresie zarazy, przy czym czynności tej dokonywał urzędnik hrabstwa zwany konstablem.

[167]

Możeż — czy może.

[168]

nie drażń — dziś popr.: nie drażnij.

[169]

latarnia — nazywano tak wieżyczki o licznych okienkach, przez które sączyło się światło do kościoła.

[170]

Nie zwłócz — Nie zwlekaj.

[171]

alternata — zmiana biegu wypadków.

[172]

oprawa — część należna żonie z majątku męża, wynosząca zwykle podwójną wartość jej posagu. Tu oprawą Julii po mężu ma być zgoda obu zwaśnionych rodów.

[173]

Paszkowski zamykając tą piękną i tradycyjną już dziś strofą smutną opowieść o Romeo i Julii pominął dwa poprzednie wiersze, wzmiankę księcia: „Chodźmy stąd, by pomówić o tych smutkach / Jednym wybaczę, a drugich ukarzę”.

Close
Please wait...