1. Czarodziejski pierścień: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12
  2. Czarownica: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29
  3. Kruk: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13
  4. Lustro: 1 2 3 4 5
  5. Pijaństwo: 1 2
  6. Przemiana: 1 2

Uwspółcześnienia

Pisownia łączna / rozłączna: a no > ano, codzień > co dzień, jakto > jak to, nakształt > na kształt, oczem > o czym, odrazu > od razu, otem > o tym, po pod > popod, poco > po co, poczem > po czym, potrochu > po trochu, przytem > przy tym, tożto > toż to, w niebogłosy > wniebogłosy, wkońcu > w końcu, wkółko > w kółko, wlot > w lot, wpół > w pół, z nad > znad, z pod > spod, z pomiędzy > spomiędzy, z poza > spoza, z za > zza, zamało > za mało, zato > za to, zbliska > z bliska, zdala > z dala, zwolna > z wolna, coby > co by, radby > rad by, tobym > to bym, nie głupia > niegłupia, nielada > nie lada, niema > nie ma, niemniej > nie mniej, Baba-Jędza > Baba Jędza, blado-lica > bladolica, chodź-że > chodźże, łupu, cupu > łupu-cupu, odkąd-że > odkądże, pan-brat > pan brat.

Pisownia wielką / małą literą: cyganie > Cyganie.

Pisownia joty: dj > di (np. djamenty > diamenty), lj > li (np. lilje > lilie), nj > ni (np. pelargonji > pelargonii), rj > ri (np.Marjo > Mario).

Spółgłoski dźwięczne / bezdźwięczne: z poza > spoza, z pod > spod, z pomiędzy > spomiędzy .

Fleksja: np. czem > czym, niemi > nimi, czarodziejskiem > czarodziejskim.

Pisownia poszczególnych słów: mięka > miękka, ubrańka > ubranka, dziecie > dziecię, przeźroczysta > przezroczysta, tłuściuszek > tłuścioszek, tłomaczyć > tłumaczyć, ponsy > pąsy, frendzli > frędzli, okienicę > okiennicę, Jakóba > Jakuba, nieboże > niebożę.

Interpunkcja:

usunięto kropki po numerze rozdziału;

usunięto przecinki przed „jak” w porównaniach (np. młodszy znów[,] jak pomidorek);

usunięto przecinek przed „prócz” (nic[,] prócz śledzi);

usunięto przecinek przed „ani” (już nie pyta/ ani dociec chce zagadki);

usunięto przecinek przed „lub” (większych pragnień[,] lub marzenia);

usunięto przecinek przed „niż” niewprowadzającym zdania (milszy waści[,] niż rodzony synek pański);

usunięto przecinki niemające uzasadnienia (np. kiedy z dachu niby wałek[,] wprost do matki spadł fartucha);

usunięto przecinek przed pauzą (śpi cichutko[,] — );

usunięto przecinek w wyrażeniu „tak[,] jak”;

usunięto przecinki przed nawiasem (np. w głos zaszlocha[,](majster dłonią przytka uszy).);

przesunięto przecinek za nawias (to Sobota jest krąglutka[,]/(wszystko zmiata doskonale),);

wstawiono przecinki, żeby oddzielić zdania złożone podrzędnie (np. nie stracił omal ducha, kiedy z dachu niby wałek) i współrzędnie (np. i powtarza ich imiona,/ i całuje w ryjki, w ślepki…);

wstawiono przecinki, żeby oddzielić imiesłowy przysłówkowe (np. lecz ogromny czyniąc zamęt, wszystkie nikną z oczu tatki);

wstawiono przecinki, żeby oddzielić dopowiedzenia i wtrącenia (np. niech popatrzy, proszę, które);

wstawiono przecinek po „ot” (Ot, chłopięce to figielki);

wstawiono kropki zamykające zdanie (np. Bo z Tygodnia majster tęgi: „Furdum, burdum, mocium panie!”.);

wstawiono zamknięcie cudzysłowu (wraz podnoszą lament, krzyki: „Mamo! mamo! na ratunek!”.);

ujęto myśli w cudzysłów (np. „Czy to prawda? czy to bajka?'', zapatrzone myślą dzieci);

ujęto w cudzysłów okrzyk (z krzykiem: „Poddaj się forteco!”);

zamieniono znak zapytania na wykrzyknik (Ale Butka się w minutkę/ dowie, co „śwalgocą” o niej!);

wobec niekonsekwencji w stosowaniu pauz i cudzysłowów wyodrębniających wypowiedzi dialogowe ujednolicono zapis zgodnie z obowiązującą współcześnie normą, tzn. zastosowano albo pauzę (Choć się jeszcze srożyć stara:/ — [„]Furdum, burdum, mocium panie![”]), albo cudzysłów ([—]„Tatko taki! mama taka!”/ Każde z dzieci rzuci słówko…/); zamknięto też pauzą wszystkie wypowiedzi dialogowe, po których następuje dopowiedzenie (np. — Precz, hultaje! precz, zbytnice! —/ huknie jeno majster z góry.);

wprowadzono konsekwentnie zapis początku wersu małą literą, jeśli tak wynika ze składni (np.— Jak zobacy mnie na balu,/ to ten mak ze złości pęknie!).

Zofia RogoszównaDzieci pana majstra

Rozdział I. Tatko, mama, dzieci

1

Majster Tydzień, chwat nad chwaty,

będzie temu lat już wiele,

ujrzał, świeżą niby kwiaty,

młodą pannę — Imć[1] Niedzielę.

5

Duchem[2] posłał do niej swaty;

było trochę ceregieli,

lecz że chwat[3] to był nad chwaty,

więc spodobał się Niedzieli.

Jak się zwykle potem zdarza,

10

już organy grzmią w kościele,

to Imć Tydzień od ołtarza

wiedzie żonkę — Imć Niedzielę.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Dziatek dał im Bóg sześcioro,

15

nie za wiele, nie za mało;

córki z matki wdzięk swój biorą,

chłopcy zuchy gębą całą.

Syn najstarszy jak antałek[4];

młodszy znów jak pomidorek,

20

pierwszy — zwie się: Poniedziałek,

drugi — mamin pieszczoch: Wtorek.

Piątek, tym się mama biedzi —

na nic prośby jej i trudy;

Piątek nie je nic prócz śledzi

25

i dlatego jak śledź chudy.

Mniejsza odeń o dwa cale[5]

to Sobota jest krąglutka

(wszystko zmiata doskonale),

a rodzeństwo zwie ją: „Butka”.

30

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Wtorek majtki zdarł na płocie,

Czwartek się po rynnie wspina,

Piątek zgubił trzewik[6] w błocie,

Środa wpadła do komina.

35

A prym wiedzie[7] Poniedziałek!

Toż[8] nie stracił omal ducha,

kiedy z dachu niby wałek

wprost do matki spadł fartucha.

Za urwisów starszych piątką

40

i Sobotka też głupiutka

wszystko robi jak małpiątko,

chociaż taka jest malutka!

Głośno śmieją się sąsiadki,

że poczciwa Imć majstrowa

45

na hultajów, na gagatki[9]

wszystkie dzieci swe wychowa.

Pod jej okiem śmiało broi

rozhukana ta czereda,

bo się matki nic nie boi. —

50

Gorsza bywa z ojcem bieda.

Bo z Tygodnia majster tęgi:

„Furdum, burdum, mocium panie[10]!”.

Kto zawinił — bez mitręgi[11]

na warsztacie bierze lanie.

55

Lecz gdy widzą swawolniki,

że im grozi basarunek[12],

wraz podnoszą lament, krzyki:

„Mamo! mamo! na ratunek!”.

A już matka zadyszana

60

dłoń karzącą wstrzymać leci.

— Na toż[13] wyszłam za waćpana[14],

byś niewinne dręczył dzieci?

— Żono! toć mu wziąłem z garści

rozstrzaskany zegar gdański…

65

— Jak to!? zegar milszy waści[15]

niż rodzony synek pański?

— Duszko[16]! lecą ze mnie spodnie,

Wtorek pociął moje szelki…

— Chciał mieć lejce niezawodnie!

70

Ot, chłopięce to figielki.

— Spójrz na buzie twych dziewczątek,

miód wykradły ze spiżarki…

— O, te wejdą w każdy kątek,

będą dobre z nich kucharki.

75

— Pieprz mi wsypał do tabaki

twój synalek, żono, trzeci.

— I chcesz karać za żart taki?

Toć to mężu jeszcze dzieci!…

— Muszą, muszą wziąć raz baty,

80

Ty je, matko, nadto[17] psujesz!

— Tydziu! rzekłeś mi przed laty,

że nad życie mnie miłujesz!

Tu majstrowa w głos zaszlocha

(majster dłonią przytka uszy).

85

Tydzień bardzo żonę kocha,

łzom jej ulżyć radby z duszy.

Choć się jeszcze srożyć stara:

— Furdum, burdum, mocium panie!

W zapomnienie idzie kara,

90

dyscyplina[18] już na ścianie.

— Precz, hultaje! precz, zbytnice! —

huknie jeno majster z góry.

— Bo jak które z was przychwycę,

to obłupię je ze skóry!

95

Na gorący ten traktament[19]

nie czekają lube dziatki[20],

lecz ogromny czyniąc zamęt,

wszystkie nikną z oczu tatki.

Gdy Niedziela to zobaczy,

100

drzwi zamyka po cichutku

i mężulka miodkiem raczy,

gładząc rączką po podbródku.

Rozdział II. Jak się zakończyła wesoła zabawa

Lecą dziatki w wielkim pędzie,

każde z tęgą chleba kromą,

105

aż przycupły[21] w polnej grzędzie

zasłonięte górką stromą.

— Ano było strachu trocha[22]

Poniedziałek, jedząc, rzecze;

— szczęściem tatko mamę kocha,

110

więc nam zwykle się upiecze.

— Muszę jednak przyznać sama —

(w Środzie budzi się sumienie)

— że ta nasza biedna mama

wielkie z nami ma strapienie[23].

115

— E, bo tatko nadto srogi! —

bąknie Wtorek z kwaśną miną,

— za żart każdy, Boże drogi,

zaraz straszy dyscypliną.

„Tatko taki! mama taka!”

120

Każde z dzieci rzuci słówko…

Wtem Sobótka spoza krzaka

rzeknie, kręcąc płową główką:

— Źebym takie dzieci miała,

cio nić nie chcią śłuchać taty,

125

to bym siama im wśypała

na walśtacie doble baty!

— Nikt nie pyta ciebie, Butko!

więc najlepiej milcz, maleństwo! —

Tak z dzieciną zwięźle, krótko

130

rozprawiło się rodzeństwo.

— Jednak słuszność ma Sobotka —

po namyśle Środa powie;

— mama taka dobra, słodka,

a nam wiecznie figle w głowie.

135

— Co tam wdawać się[24] z szkrabami[25]! —

Poniedziałek huknie z śmiechem[26],

— toć rodzice mówią sami,

że zabawa nie jest grzechem.

Lecz dziewczęta przecie[27] tchórze,

140

stąd morały o poprawie.

Siedźcie zatem tu, na górze,

a my zjedziem w dół, po trawie…

— Wiwat[28]! — krzykną chłopcy. — Brawo!

I szalona zjeżdża czwórka;

145

ten na lewo, ten na prawo,

echem śmiechów tętni górka.

W płacz dziewczynki: — I my z wami,

nie boimy się ni troszki!

— Nie wdajemy się z babami,

150

co udawać chcą świętoszki!

Gdy usłyszy to Sobótka,

szybko z łez ociera oczy

i jak piłka okrąglutka

już za braćmi w dół się toczy.

155

Środa waha się przez chwilę,

lecz gdy cała piątka hula,

czyż wypada zostać w tyle?

więc się także na dół stula.

— Jest Sobótka! Jest i Środa,

160

a to zuchy dziewczyniska!

I tu każdy z braci doda:

— No, siostrzyczki! dajcie pyska!

Wszyscy razem, wszyscy w zgodzie

pną się użyć cudnej sanny,

165

każdy pragnie być na przodzie:

pędzą chłopcy! pędzą panny!

Toż to radość! to zabawa!

ziemia kręci się dokoła,

jak aksamit miękka trawa,

170

a jak ślicznie pachną zioła!

Hejże z górki na pazurki!

Hulaj dusza bez kontusza[29]!

W takim pędzie lecą z górki,

aż w urwisach rośnie dusza!

175

Trach! roztargał[30] się fartuszek,

tu tasiemka! tam guziki!

Ten potoczył się na brzuszek,

śmiechy, wrzaski, piski, krzyki!

Aż się słonko śmieje w górze

180

i spogląda w dół ciekawie;

aż skowronek ścichł w lazurze,

przypatrując się zabawie.

Dzieciom pot już z czoła kapie,

dyszy Środa, dyszy Wtorek;

185

ten jak miech kowalski sapie,

ten wywiesił swój ozorek.

— To mi jazda! to parada!

Tchu nie mogę złapać w płuca…

Poniedziałek ciężko siada

190

lecz natychmiast w bok się rzuca.

— Dzieci! — na rodzeństwo kiwnie —

niech popatrzy, proszę, które

czemu tak mi jakoś dziwnie,

jakbym wziął od tatka w skórę?

195

Gwałtu rety! spojrzą dziatki:

z hajdawerków[31] pana brata

jeno strzępy, jeno szmatki,

na nic, zdarta cała szata.

Na ten widok każdy czuje,

200

(oto skutki są swawoli! ),

że go też coś piecze, kłuje,

że go też coś trochę boli.

Spójrzcie tylko na ich miny!

„Dziura! dziura!” — słychać krzyki,

205

w strzępach nawet koszuliny!

Wszystko do cna zdarły smyki.

Ach, bo cudna jazda owa,

co się zdała jedną chwilką,

a dla ubrań tak niezdrowa,

210

trzy godziny trwała tylko.

Jak pokazać się tak komu?

choć do mysiej skryj się dziury…

Jeśli ojciec będzie w domu

toż dobierze się do skóry!

215

Zaczem[32] wszystkie w płacz dziateczki,

kiedy gruby Czwartek wrzaśnie:

— Góra zdarła nam majteczki!

Niech ją za to każdy trzaśnie!

Na to walka w mig zawrzała,

220

każdy ziemię bije, łupie,

gdy znów rzeknie Butka mała:

— Wy jeśteście baldzio głupie!

Prawda! spojrzą na się dziatki —

cóż im z bicia góry przyjdzie?

225

Czyż naprawi to ich szatki?

Co tu robić? hańbo! wstydzie!

Najpierw zatem dwie siostrzyczki

z buzią w pąsach, z łezką w oku

ciągną z trudem swe spódniczki

230

i spinają je na boku.

Z braćmi gorszy jest ambaras[33]

Czym zastąpić zdarte szmatki?

a wtem Środa: — Mam coś dla was!

z liści wam porobię łatki!

235

Ach ty mądra! ty poczciwa!

już przy malcach Środa siada,

liść za liściem rączką zrywa,

dziwne łaty z nich układa.

Gdy podniosły się grubaski,

240

śmiech każdego porwał pusty.

— Mój liść wklęsły! a mój płaski!

Mój z łopuchu! mój z kapusty!

Lecz czy Środy dobre chęci

zechce uznać srogi tata?

245

czy rad będzie z tych pieczęci

zieloniutkich jak sałata?

— Do dom[34] nie ma wracać po co,

bo tam zaraz bomba pęknie;

trzeba skryć się gdzie[35] przed nocą —

250

Poniedziałek dzieciom rzeknie.

Na południe właśnie dzwonią,

gdy spod górki w lęku, wstydzie,

przytrzymując liście dłonią,

na włóczęgę dziatwa idzie.

Rozdział III. Czego się Środa dowiedziała od mądrego kruka

255

Idą, idą w szarym pyle,

utrudzone wlokąc nogi;

aż uszedłszy blisko milę,

na rozstajne przyszły drogi.

Gdzie się zwrócić? W którą stronę?

260

Słońce tak nieznośnie pali;

dzieci głodne, pomęczone,

żadne iść nie może dalej.

Płyną łezki z ócz[36] Sobótce:

— Stlasnie pusty dziś mój bzusek!…

265

Piątek piszczy: — Umrzem wkrótce!

Czwartek buczy: — Ja chcę klusek!

Wreszcie między wrzosów krzaki,

pod skrzypiącym drogowskazem,

jak Cyganie, jak żebraki

270

wszyscy się pokładli razem.

Podłożywszy pod się rączki,

wnet zasnęły małe smyki;

jeden widzi przez sen: pączki,

drugi widzi: naleśniki.

275

I gdy leżą tak pokotem[37],

gdzieś z zachodniej nieba strony

z wielkim szumem i łopotem

nadleciały dwa gawrony.

Większy spytał się mniejszego

280

(bo to gawron był i wrona[38]),

— Czyś słyszała co nowego?

żonko moja ulubiona?

Wrona na to: Kra! kra! kra!

jest nowina jedna zła,

285

lecz nie powtórz jej nikomu —

dzieci majstra

pokryjomu

wyszły z domu.

Nie wróciły na południe.

290

Wilk je może

pożarł w borze,

albo wpadły w jaką studnię.

Majster rwie na głowie włosy,

matka szlocha wniebogłosy —

295

bo już pewność jest niezbita,

że z urwisów majstra kwita!

Gdy tak wrona, kracząc, gada,

Środa niby mały duszek

pod drogowskaz się zakrada

300

i nastawia [39] pilnie uszek.

— Ha! — rzekł gawron — tak się zdarza,

gdy kto dzieciom zbyt pobłaża.

Niechże jejmość więc pamięta

dobrze chować gawronięta.

305

Bo to, proszę jejmość żony,

kto chce dzielne mieć gawrony,

tęgie w dziobie, tęgie w duchu,

musi uczyć je posłuchu.

Skoczy wrona obrażona:

310

— Po co waść to mówisz do mnie?

toć rzecz dawno dowiedziona,

że ja dziatki chowam skromnie.

Ostro trzymam wszystkie w łapie[40],

każde mores[41] dobrze zna,

315

gdy na psocie które złapię

zaraz łaję: „Kra! kra! kra!”.

Zafurczały, zakrakały

i z łopotem uleciały.

— To naprawdę nie do wiary —

320

Środa, oczka trąc, powiada,

— toć z tą wroną gawron stary

niby tatko z mamą gada.

Ach, gawronkom małym dobrze,

choć się bawią przez dzień cały,

325

ich ubranko się nie podrze

i nie będą basów[42] brały.

Gdy tak Środa smutnie biada,

kryjąc w rączkach oczka łzawe,

chmara ptasząt z góry spada,

330

czyniąc wielki zgiełk i wrzawę.

Skądże naraz tyle ptaszków?

a to wróble, dudki, trznadle

z dwóch maleńkich gawronaszków

śmieją się i kpią zajadle.

335

— Patrzcie! patrzcie! gawronaszki

pogubiły ogonaszki!

Ojca, mamy nie słuchały,

w przyjaźń się z kocurem wdały.

Kot niecnota

340

hyc! zza płota

poturbował gawronaszki,

poukręcał ogonaszki!

Tu ćwierknęła Imć dzierlatka[43]:

— Kto nie słucha mamy, tatka,

345

dudy stroi,

bo się boi,

że mu tatko

kurtę skroi[44]!

Bez ogonka chodzić wstyd!

350

Ćwirku, ćwirku, wit! wit! wit!

I z świegotem, śmiechem, wrzawą

poleciały w lewo, w prawo.

A nieszczęsne dwa gawronki

z wstydu się pod pierzem płonią,

355

kryją kuse swe ogonki

i łzy gorzkie w trawę ronią.

Pokiwała Środa głową

i do siebie rzekła z cicha:

— Wszystkim dzieciom jednakowo,

360

wszystkich dola równie licha.

KrukWtem spod nieba ktoś zawoła:

— A wy skąd tu, wiercipięty?

I nadleciał kruk jak smoła,

a miał oczy jak diamenty.

365

KrukGawronaszki hyc! na nóżki:

— Wujku kruku, wujku stary,

ty na służbie jesteś wróżki,

co zna różne mądre czary;

popatrz, jaka łysa skórka,

370

to nam kocur wydarł piórka!

Poproś, poproś ją wujaszku,

niech nam da po ogonaszku.

Będziem kochać cię bez miary,

bo się strasznie boim kary.

375

Gdy się dziatwa kruka czepia,

z wrzosów znów wystrzeli główka.

Środa w kruka oczka wlepia,

nie chcąc stracić ani słówka.

KrukKruk miał wujków przymiot rzadki,

380

gawronięta psuł po trochu;

nieraz wstawiał się u matki,

kiedy klęczeć miały w grochu…

Więc się z wolna w łeb poskrobie.

— Hm, więc macie dostać łaźnię,

385

a pan ojciec tęgo dziobie…

Tu gawronki pisły: — Właśnie!…

CzarownicaHm, urwisy z was nie lada,

lecz się znajdzie może rada;

ja zawracać się[45] nie mogę,

390

bo w daleką lecę drogę,

lecz te muszki, moje służki,

zaprowadzą was do wróżki.

Gdy skrobniecie dwakroć w bramę,

drzwi otworzą się wam same.

395

W sad możecie wejść bezpiecznie,

byle cicho, byle grzecznie.

Wróżka nigdy nie odmawia,

jeśli gość się grzecznie sprawia.

Więc wam przykazuję srodze,

400

nic nie wolno tknąć po drodze!

Niech się nawet wam nie przyśni

skubnąć choćby jednej wiśni,

fig, daktyli albo gruszki,

bo stracicie łaskę wróżki.

405

Pamiętajcie gawronięta:

„Cudza własność to rzecz święta!

Kto w łakomstwie nie zna miary,

nie uniknie srogiej kary.

Adieu smyki! dzioby w górę!”,

410

i kruk wzbił się popod[46] chmurę.

Klasną w skrzydła dwa gawronki:

— Będziem znowu mieć ogonki!

Chwilkę pościć, toć to fraszka

dla mądrego gawronaszka!

415

I już dzióbkiem w dzióbek kują,

i uciesznie podskakują.

Środa nie mniej od nich rada

wszystkie dzieci w kupkę zgania;

co słyszała opowiada,

420

i by w drogę szły, nakłania.

— Gdy dwa razy skrobniem w bramę,

drzwi otworzą się nam same;

przez tę bramę w sad wejdziemy,

wróżce dziury pokażemy.

425

Ona tak je ślicznie złata,

że nie pozna nic nasz tata.

Tylko niech się wam nie przyśni

skubnąć choćby jednej wiśni,

bo kruk mówił: „Gawronięta!

430

cudza własność to rzecz święta!”.

To wam nakazuję srodze,

nic nie wolno tknąć po drodze!

Rozdział IV. Jaką drogą dzieci pana majstra dostały się do ogrodu wróżki

Poprzez pola, poprzez łąki

zapatrzone w złote muszki

435

biegną raźno dwa gawronki,

wyciągając cienkie nóżki.

A na ziemi troszkę dalej,

depcąc kwiaty, depcąc zioła,

banda pana majstra wali

440

roześmiana i wesoła.

Błyszczą oczka, płoną uszka,

radość z każdej tryska twarzy.

— Jak też przyjmie nas ta wróżka?

Czym ugości? czym obdarzy?

445

Na wyścigi wszystkie prawią,

jakie to tam będą czary,

jak ubranka się naprawią,

jak unikną w domu kary…

Chmurna tylko czegoś Butka —

450

a gdy proszą, by szła prędzej,

trząść zaczyna się jej bródka:

— Nie chciem iść do Baby Jędzy

U niej domek jest z pielnika,

z domku baba źła wyleci

455

i dźwi na kluc poziamyka,

i poźjada wsyśtkie dzieci!

— Ha! ha! ha! to bajki przecie,

nic się nie bój, tchórzu mały,

Bab Jędz nie ma na tym świecie! —

460

Chórem dzieci się zaśmiały.

Znów o wróżce gadu, gadu…

— Gdybyż raz już trafić do niej!

— Toć my przecież bez obiadu!

Pędzą, aż im w uszach dzwoni.

465

Wtem gromadka krzyknie: — Co to?

I z podziwu staje drżąca;

to mur szklany z bramą złotą

lśni jak klejnot w blaskach słońca.

Alabastry i kryształy

470

wonnych kwiatów sploty wieńczą;

ponad nimi sad wspaniały

w słońcu gra kolorów tęczą.

Niżej ogród jak mozajka

barw tysiącem się rozkwieci —

475

„Czy to prawda? czy to bajka?'',

zapatrzone myślą dzieci.

Ścichły śmiechy i igraszki —

dzieciom drżą z wzruszenia nóżki;

dziób otwarły gawronaszki:

480

— Jakże cudnie jest u wróżki!

Trącą chłopcy się po cichu,

każdy naprzód iść się wzdraga;

w czarodziejskim tym przepychu

prysła naraz ich odwaga.

485

(Bo ichmoście oczywiście

przypomnieli sobie liście).

Więc dumają zuchy cztery,

że gdy wejdą jak Cyganie

z podartymi hajdawery,

490

kto wie, co się z nimi stanie?

Środa prosi, ręce składa,

przypomina słowa kruka —

oni swoje: — Nie wy-pa-da!

Niech kto[47] inny szczęścia szuka.

495

Gdy tak szepcą, gdy tak radzą,

w kropkę ozwie się Sobótka:

— Niech nas wlonki źaplowadzą,

chciem do kwiatków i oglódka!

— Dobrze — rzekną chłopcy cicho —

500

niech gawronki idą w przedzie,

nuż[48] bram strzeże jakie[49] licho?

Patrzmy, jak się im powiedzie…

Ptaszki wcale się nie bały

dziwów, czarów, ni złych mocy

505

(za to chętnie unikały

chłopców, co strzelają z procy).

Więc zerk oczkiem w lewo, w prawo,

a ujrzawszy, że są same,

hyc! hyc! hyc! na nóżkach żwawo,

510

i skrob, skrob pazurkiem w bramę.

Bums! rozwarły się podwoje[50],

odskoczyły na bok dzieci.

Beknął Piątek: — Ja się boję!

A Sobótka naprzód leci.

515

Nim kto[51] pojął, co się dzieje,

— Idem do tej Baby Jędzi!

Tak dziecina się zaśmieje

i jak kulka w ogród pędzi.

— Stój! Stój! — krzykną dzieci ostro.

520

Błysła w słońcu plama złota,

bums! i za malutką siostrą

już się zwarły wielkie wrota.

— Czekaj! Puszczaj! Wielki panie!

Dzieci nagły strach opęta.

525

Nuż Sobótce się co[52] stanie?

a tu brama zatrzaśnięta!

Hurmem[53] rzuci się dzieciarnia,

szturm przypuszcza jeden, drugi;

chłopców taki szał ogarnia,

530

że z nich potu płyną strugi.

(Trzeba przyznać, że gromada

bardzo swoją Butkę kocha)

ale próżno krzyczy: „Zdrada!”,

próżno Środa głośno szlocha.

535

Próżno każdy kopie, stuka,

z gniewu, żalu i urazy

zapomnieli zleceń kruka,

żeby skrobnąć w drzwi dwa razy!

Gruz, kamienie gradem lecą,

540

razy biją coraz gęściej;

z krzykiem: „Poddaj się forteco!”,

walą, aż im puchną pięście[54].

A zuchwała brama złota

jak świeciła, świeci w słońcu…

545

Odejść z niczym? toć sromota!

Jednak… atak słabnie w końcu.

— Niech ją tysiąc kaczek kopnie! —

zagrzmi wreszcie Poniedziałek.

— Górą przeleźć najroztropniej!

550

I pod mur już biegnie śmiałek.

Lecz tu nowa czeka bieda;

po szkle wchodzić rzecz niełatwa;

tak się nie da i tak nie da.

„Co tu zrobić?”, myśli dziatwa.

555

Na dobitek tam, na górze,

z ślicznych kwiatów barwy zorzy

na przejrzystym jak szkło murze

taki napis się utworzy:

Kto uczciwy,

bramą wchodzi;

przez mur

wchodzi

jeno złodziej!

Środa czuje nagłą trwogę;

560

— Chłopcy! — głośno się odzywa,

przez mur przejść wam nie pomogę,

to jest droga nieuczciwa!

— Proszę! co mi za pogróżka! —

Wtorek jej odburknie w złości.

565

— To niech mądra jejmość wróżka

bramą wpuszcza swoich gości.

Środa swoje, chłopcy swoje,

gdy wtem Piątek cienko piśnie:

— Ajajajaj! dzieci moje!

570

ajajajaj! tam są wiśnie!

Prawda! wisien strumień cały

przez mur ku nim się przelewa;

i myśl rodzi w dziatwie małej,

jakby dostać się do drzewa?

575

Tak im pilno napaść brzuszki,

że już żadne nie pamięta,

że Sobótka jest u wróżki

i że „cudza własność święta!”.

Gdy się troszkę Środa waha,

580

Poniedziałek huknie z góry:

— Kto ma boja, kto ma stracha,

niech do kreciej wlezie dziury!

Chłopcy! zrobić mi drabinę!

za mną! śmiało! na okopy!

585

co tam zważać na dziewczynę!

Hurra, naprzód! za mną, chłopy!

Raz, dwa, trzy! i jest drabina!

Patrzcie, młodsi dwaj na spodzie,

a po Czwartku się wyspina[55]

590

ich wódz jak najtęższy złodziej.

Już dosięgnąć ma krawędzi,

już, już, już wyciąga palce…

Wtem pcich! Wtorka nos zaswędzi

i na ziemi wszystkie malce.

595

Gdy dźwignęły się junaki[56],

ten miał do krwi zdarty łokieć,

tamten guza, ten siniaki,

temu zadarł się paznokieć…

Widząc, że są płaczu bliscy,

600

dobra Środa rzeknie żywo:

— Jeszcze raz się pnijmy wszyscy,

to za trudno być uczciwą!

Lecz przysięga sobie w duszy,

że usłucha przestróg kruka

605

i w ogrodzie nic nie ruszy,

aż siostrzyczkę swą odszuka.

W mig stanęła nowa wieża,

z Środą sprawa poszła gładziej,

bo w niespełna pół pacierza[57]

610

dziatwa majstra już jest w sadzie.

Rozdział V. Jakie dziwy napotkała Sobótka w zaczarowanym ogrodzie i co z tego wynikło

A tymczasem mała Butka,

nie czekając starszych dzieci,

jak kłębuszek okrąglutka

za wronkami w ogród leci.

615

Próżno jednak woła bobo:

— Pocekajcie gawlonaski,

macie Butkę wziąć ze sobą!

Już jej z oczu znikły ptaszki.

Nie ma wronek? Mniejsza o to!

620

Butka śmiało kroczy dalej,

w słońcu świeci główką złotą

i tak sama siebie chwali:

— Mówili chlopcy,

źe śą palobcy[58],

625

a źe dziewcęta

źmokłe kulcęta.

Tymciasem chłopcy

źa blamą śtoją,

śami nie wiedzą,

630

cego się boją.

A mała Butka

bać się nie będzie,

gdzie tylko źechce,

pobiegnie wsędzie.

635

Butka jest mała,

chłopcy są duze,

Butka odwazna,

a chłopcy tchóze!

Tu się Butka w głos zaśmieje,

640

rączką ujmie się pod boczki

i tak idzie przez aleje,

wytrzeszczając krągłe oczki.

Co tu cudów! Co tu blasku!

Przez gąszcz liści hen, z wysoka,

645

słońce igra, w złotym piasku

znacząc jasne, świetlne oka.

Tyle kwiatków, trawki tyle!

brzęczą pszczółki, buczą muszki,

rojem kręcą się motyle

650

jak stubarwne lekkie duszki.

Pachną fiołki, lilie, bratki,

nóżką świerszcz o skrzydło bzyka,

a tu w róży wonnej płatki

bąk — włochaty pyszczuś wtyka.

655

Zachwycona, uśmiechnięta

wkoło kwiatów Butka drepce,

założyła w tył rączęta

i do samej siebie szepce:

— Ślicne te kwiatki!

660

aź Butkę kusi,

źeby ich ulwać

i dać mamusi.

Ale kluk mówił,

Butka pamięta,

665

źe cudza własność

to jest źec święta!

Jakby Sobótka

kwiatek ulwała,

toby ją Jędza

670

w wolek złapała.

A u tej Jędzy

spicasta bloda,

zjadłaby Butkę,

a Butki śkoda!

675

Na uwagę tę malutkiej

z grządek, klombów i rabatki

szmerek rozległ się cichutki —

to parsknęły śmiechem kwiatki.

Aż dygocą lilie białe,

680

malwy, dzwonki, astry, laki:

— Cóż za śmieszne dzidzi małe?

i skąd ma rozumek taki?

Widzi Butka: coś się dzieje!

Skoro Butka główką ruszy,

685

żaden kwiatek się nie śmieje,

wszystkie stoją jak bez duszy.

Ale niech się zwróci boczkiem,

zaraz sąsiad na sąsiada

kiwa listkiem, mruga oczkiem,

690

coś mu szepce, coś mu gada.

Wszystko to zgniewało Butkę;

— Źe mnie śmieją się nićponie!

Ale Butka się w minutkę

dowie, co „śwalgocą” o niej!

695

Więc ziewnąwszy buzią całą,

na fartuszku główkę składa.

— Stlaśnie mi się spać zachciało —

głośno kwiatkom zapowiada.

(Lecz naprawdę sprytne dzidzi

700

wszystko słyszy, wszystko widzi).

Cisza… Butkę słonko praży,

muszek nad nią lata chmara…

Wtem… zadzwoni przy jej twarzy

głosik niby brzęk komara.

705

Przez zmrużone rzęsy powiek

widzi — kwiat się ku niej schyla.

— Cyt!… już zasnął młody człowiek —

szepnął śliczny dzwonek lila.

— Hi! hi! — kwiatki się zaśmiały —

710

to nie żaden człowiek przecie;

to dziewczynka, bobuś mały,

milusieńkie ludzkie dziecię!

— Jakież dobre to maleństwo,

że nam życia nie zabrało —

715

i czuprynki swojej gęstwą

gwoździk musnął ją nieśmiało.

— Nuż dziecinie tej się uda

odczarować nas na chwilę?

Wciąż stać w miejscu taka nuda! —

720

Żółte ozwą się żonkile.

— Bal wydałaby wspaniały

nasza śliczna pani wróżka,

tożbyście się wyhulały! —

storczyk malwom rzekł do uszka.

725

Na to lament się podniesie,

pisną kwiatki w nagłym żalu:

— Tak nam strasznie tańczyć chce się!

Balu! balu! balu! balu!

Widowisko to nie lada…

730

Co też jeszcze będzie dalej?

A wtem łysy mak zagada:

— Pannom zawsze w głowie bale!

I kiwnąwszy ciężką głową,

dodał: — Siedźcie lepiej w grzędzie,

735

bo wam na to daję słowo —

chleba z mąki tej nie będzie!

Gdy się dzieciak w sad dostanie,

już go tu nie ujrzym więcej;

bo łakomstwo, moje panie,

740

to największy wróg dziecięcy!

Skoro jabłek, śliwek, gruszek

do jej rąk się schyli tysiąc —

mała napcha nimi brzuszek.

To wam, panny, mogę przysiąc!

745

Ledwie skończył, spod fartuszka

krzyknie Butka: — A ty dziadzie!

Wala ci od mego brzuska!

Butka nic nie lusy w sadzie!

Jak mi jesce piśnies słówko,

750

to cię zalaz, śtary błaśnie,

Butka wylwie i makówką

z całej siły o ziem plaśnie!

Zmilkły [59] kwiatki przerażone,

drżą do głębi swych serduszek;

755

szczęściem Butka w inną stronę

drepce, gniewnie mnąc fartuszek.

Płonie buźka jej z koralu,

wreszcie, marszcząc brewki, rzeknie:

— Jak zobacy mnie na balu,

760

to ten mak ze złości pęknie!

Idzie — uszła kroków parę,

raptem słyszy: wronki kraczą;

siedzą jak dwie grudki szare,

piórka stroszą i w głos płaczą.

765

Gdy nadbiegła zadyszana,

gawronaszki pisły[60] cienko:

— Ach, panienko ukochana,

zasłoń ślepki nam sukienką.

Wróżka tak już niedaleko,

770

pałac widny jak na dłoni,

a nam w dzioby łezki cieką,

bo doń sad przystępu broni.

A w nim pokus różnych tyle!

Pełno wisien, winogronków;

775

przejść przez sad o własnej sile

to nie w mocy jest gawronków!

Tyś, panienko, większa, starsza,

poradź, ulżyj naszej męce,

nam tak brzuszki grają marsza! —

780

Tu ją z płaczem dzióbły[61] w ręce.

— Dobze — rzeknie im Sobotka —

śkolo tak plosicie gzecnie,

to was złego nic nie spotka,

z Butką będzie wam bezpiecnie.

785

Jak pokazą się pokusy,

Butka się nie źlęknie wcale,

tylko im wytalga usy

i pobiegnie plędko dalej!

I ogromnie ucieszona

790

bierze wronki popod paszki.

— Ach potężna to persona! —

ze czcią[62] szepczą gawronaszki.

I już idzie trójka cała,

Z gawronkami Butka mała.

795

Przeszli szpaler i aleje,

a za nimi szemrzą drzewa:

— Co się dzieje? Co się dzieje?

Dziecku sad się przejść zachciewa!

Zawróć, zawróć, niebożątko,

800

bo cię woń owoców skusi;

kto skosztuje ich, dzieciątko,

pokutować długo musi.

— Silna wola wiele może

głos od ziemi stęknął głuchy;

805

— Idź do wróżki, idź, niebożę,

proś niech zdejmie czar z ropuchy!

— Nie da rady! rady! rady!

jak my wpadnie do pułapki

w sadzie zdrady! zdrady! zdrady! —

810

zaskrzeczały w trawie żabki.

Tak zaklęte dłonią wróżki

z cicha się skarżyły duszki,

lecz tłuściutkiej Butki naszej

nic nie dziwi, nic nie straszy.

815

Drep, drep, wchodzą nóżki śmiałe

w ścieżkę krętą i wąziutką,

aż tu pisną wronki małe:

— Już sad pachnie! ratuj Butko!

I spłoszone dwa gawronki

820

myk, dwa łebki w dwie kieszonki.

Patrzy Butka, nie ma sadu

jeno w gąszczu tym, na końcu,

w gęstych liściach winogradu[63]

coś jak gwiazdka błyszczy w słońcu.

825

Biegnie Butka, płotek złoty,

w płotku świecą srebrne drzwiczki;

klamka — brylant cud roboty!

w niej się słońca skrzą promyczki.

A nuż sparzy? Butka dmucha,

830

potem rączkę na niej kładzie,

klucz przekręca, z miną zucha

drzwi popycha i jest w sadzie!

Nagła jasność ją zalała,

nieruchomo chwilkę stoi;

835

cudów, które tam ujrzała,

żadna główka nie wyroi[64].

W złotej zorzy się rumieni

z migotliwych gwiazd utkany

w róż girlandach i zieleni

840

pałac tęczą malowany.

Tysiąc iskier się w nim pali,

sto wieżyczek w niebo strzela —

wodotrysków pieśń się żali,

z komnat tęskna brzmi kapela.

845

Zasłuchała się dziecina

i z zdziwioną[65] szepnie minką:

— Pewnie bal się juz zacyna,

bo ktoś klęci katalynką…

I Sobótki grube nóżki

850

pędzą już przez złote dróżki,

lecz czar mocą swą zdradziecką

zatrzymuje w biegu dziecko,

ukazując dziwy wszędzie,

jakie jeno[66] baśń wyprzędzie…

855

Raptem rośnie w okrąg Butki

ogród jak dla liliputki.

W szmaragdowym puchu trawki

stoją drzewka jak zabawki.

Każdy krzaczek i drzewina

860

pod owocem się ugina.

Gdy owocki Butkę zoczą,

bums! z gałązek ku niej skoczą.

Tłumnie, jakby na wesele,

wonne toczą się morele —

865

krągłe jabłka, pulchne gruszki

prezentują kraśne[67] brzuszki,

pomarańczki złota kula

do jej nóżki się przytula.

Wśród chichotek[68], krygów[69], śmieszków

870

pląsa w słońcu garść orzeszków.

Tu brzoskwinia wdzięcznie dyga,

tam się pcha słodziutka figa;

tłum migdałów przed nią klęka,

wtem trach! skórka na nich pęka,

875

ukazując spod pieluszek

ziarnka ryte w kształt serduszek.

Kto tam jeszcze się nie ciśnie —

winogronka, śliwki, wiśnie…

ten ją muska, ta ją łechce.

880

— Może mnie panienka zechce?

— Skosztuj, skosztuj mnie, dziewuszko,

jam wyborne jest jabłuszko!

— Niech panienka mu nie wierzy,

nie ma jak ananas świeży.

885

— Niech panienka mnie posłucha,

jestem grucha jak poducha!

— Mnie pokosztuj, mnie panienko,

nie pogardzajże wisienką!

Cuda! cuda! dziwy! dziwy!

890

sad jak z bajki, a prawdziwy.

Aż Sobótka oczka ciśnie,

czy ten cudny czar nie pryśnie?

Aż rumieni się dziecinka,

aż w głowince jej się kręci,

895

aż do ust jej płynie ślinka,

tak owoców woń ją nęci.

W upojeniu w rączki klaśnie

i owockom tak powiada:

— Butka tak was kocha śtlaśnie,

900

ze od lazu was poźjada!

Na to jabłka, gruszki, figi

dalej piszczeć na wyścigi:

— Weź mnie, weź mnie, prędzej, nuże!

nie namyślajże się dłużej!

905

— Mnie, mnie pierwszą! — Mnie pierwszego!

— Mnie zjedz pierwej, a nie jego!

I Sobótka uśmiechnięta

już wyciąga swe rączęta,

gdy wtem wyjrzą z jej kieszonki

910

przerażone dwa gawronki

i zakraczą: — Olaboga!

to pokusy, Butko droga.

Odpędź, odpędź je prędziutko

i do wróżki goń, Sobótko!

915

Tam odrosną nam ogonki… —

i myk znowu do kieszonki.

Co? Więc ogród ten śliczniutki

to nie dla niej, nie dla Butki?

Te prześliczne małe cacka

920

to jest podstęp, to zasadzka?

Butka rączką potrze czoło…

Nagle sobie przypomina,

co kwiatuszkom szeptał wkoło

mak, szkaradny dziadowina.

925

„Skoro jabłek, śliwek, gruszek

do jej rąk się schyli tysiąc —

mała napcha nimi brzuszek.

To wam, panny, mogę przysiąc!”

Takie o niej robił plotki,

930

Tak natrząsał się z Sobotki!

I zgniewana[70] tym ogromnie

na owoce jak nie wrzaśnie:

— Chodźcie tylko bliżej do mnie,

to was Butka kijem tsaśnie!

935

Butka kijem was wypędzi,

idźcie śobie plec, pokusy,

idźcie plec do Baby Jędzi,

Butka w sadzie nic nie lusy!

Drgnął diablików ludek mały,

940

lecz gdy wrzasła[71] jeszcze głośniej,

gdy jej nóżki zatuptały —

czmychnął przed nią, gdzie pieprz rośnie!

W mgnieniu oka z dziwów sadu

nie zostało ani śladu.

945

Słońce szczerym złotem prószy —

stoi Butka jak bez duszy…

Jak wpierw zorzą się rumieni

z migotliwych gwiazd utkany

w róż girlandach i zieleni

950

pałac tęczą malowany.

Jak wpierw fontann pieśń się żali,

sto wieżyczek w niebo strzela,

a z błękitnej jakiejś dali

niewidzialna gra kapela.

955

Wszystko, wszystko jest jak wprzódy[72]!

Tylko zniknął cud nad cudy,

czarodziejski dziw nad dziwy,

sad jak z bajki — a prawdziwy!

Wtedy raptem czuje Butka,

960

że jest biedna i malutka,

że ją strasznie oszukali,

coś jej dali — i zabrali…

Że jej radość była zwodna,

że zmęczona jest i głodna,

965

że jej z ocząt łezki cieką[73]

i że dzieci są daleko.

Czuje, jak to źle być samej

i że tęskno jej do mamy.

Próżno malcy dwa gawronie

970

skaczą wkoło jej osóbki

i serdecznie kraczą do niej,

rozdziawiając żółte dzióbki.

Butka tak jest nieszczęśliwa,

że wybuchnąć płaczem musi;

975

krzyk z jej piersi się wyrywa:

Do mamusi! Do mamusi!

CzarownicaGdy tak łzami buźkę rosi,

łkając coraz to żałośniej,

ktoś znad ziemi ją unosi,

980

ktoś przytula ją miłośnie.

Zapach kwiatów ją owiewa,

czyjś głos szepce, czyjś głos śpiewa:

— Cyt, dziecino, cyt, dziecino,

niechaj łezki już nie płyną.

985

No, uspokój się stokrotko,

pokaż mi swą buzię słodką,

otwórz oczka, stań na nóżki,

spójrz — w pałacu jesteś wróżki.

Rozdział VI. Jak się bawiła Sobótka w kryształowym pałacu wróżki

Dookoła zamku wróżki

990

fantastyczne rosną drzewa,

po komnatach błądzą duszki,

ten przeciąga się, ten ziewa.

Przez makaty i zasłony

nie przenika nigdy słońce,

995

w mroku pałac pogrążony…

Siedzą duszki zziębłe, drżące.

Co im dziwy! co im cuda!

skoro ciemność pierś im tłoczy,

z wszystkich ścian wyziera nuda,

1000

śpiączką wciąż zachodzą oczy.

Co im złoto i klejnoty,

co im skarby i dostatki,

kiedy serce mrze z tęsknoty

za pieszczotą ojca, matki.

1005

Ach, bo wszystkie te ludziki,

ptaki, żaby, muchy, świerszcze,

to są małe pokutniki,

z których czar nie opadł jeszcze.

I czekają tak od wieka,

1010

aż się dziwny cud przydarzy,

że zobaczą twarz człowieka,

co swobodą je obdarzy.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Wtem… szmer jakiś słychać z dala,

1015

co się dzieje? co się dzieje?

Pogrążona w cieniu sala

dziwnym światłem promienieje.

Zorzą płoną wszystkie ściany,

lśnią marmury i kryształy,

1020

pałac jak odczarowany

brylantami skrzy się cały.

Czarodziejski blask przenika

w najciemniejszą głąb komnaty,

jakaś słodka gra muzyka;

1025

szemrzą drzewa, pachną kwiaty.

Zapatrzone, zasłuchane

w tęczę światła, w czar muzyki —

noski cisną we drzwi szklane

małe duszki — pokutniki.

1030

Rozwierają się podwoje

i cudowne, gorejące

przez krużganki[74] i pokoje

promieniste wpada słońce.

W słońcu, mniejsza od mikroba[75],

1035

krągła, biała i tłuściutka,

jakaś toczy się osoba…

Patrzą duszki — to Sobótka!

Głośno tupią jej nóżęta,

w buzi gruby tkwi paluszek

1040

i tak idzie uśmiechnięta,

wypinając krągły brzuszek.

Za Sobótką w środek sali

para wronek śmiało wali.

CzarownicaDalej, w cudne strojna szaty,

1045

jasna, cicha i powiewna,

woniejąca niby kwiaty

płynie wróżka, Cud-królewna.

A za nimi w słońca łunie

dwór królewski wróżki sunie.

1050

Idą ptaki, idą żaby,

krety, raki, myszy, kraby.

Postękując z głębi brzucha,

wolno toczy się ropucha.

Ślimak cienkie stawia nogi,

1055

śliną znacząc srebrne drogi.

Strojny w szatę swą godową

mak potrząsa łysą głową.

Popod łapkę z sową zmierza

kot o skrzydłach nietoperza.

1060

Sunie także jeż kolczaty,

idą zioła, grzyby, kwiaty,

dziwadełka i karliki[76]

podskakują w takt muzyki.

Sunie, sunie orszak wróżki,

1065

krasnoludki, widma, duszki.

Idzie śmieszny, barwny, żywy

świat jak z bajki — a prawdziwy.

W krąg komnaty siadłszy w cieniu,

patrzą duszki w środek sali,

1070

kędy[77] stoi na wzniesieniu

tron z pian morskich i korali.

I z uciechy klaszczą w dłonie,

bo rozśmiana, okrąglutka

na złocistym siada tronie

1075

rozczochrana mała Butka.

Ale raptem milkną dziwa,

cichną szepty i chichotki,

Czarownicabo głos wróżki się odzywa,

głos poważny, dźwięczny, słodki:

1080

— Pokutników ludku mały,

karły, gady i poczwary,

spójrzcie na ten blask wspaniały!

On wam wieści koniec kary.

To maleńkie ludzkie bobo

1085

blask słoneczny wniosło z sobą.

W moim szklanym pałacyku

było smutno, było ciemno;

łez wylaliście bez liku —

lecz płakaliście daremno!

1090

Bo z was każdy w mym ogrodzie

był schwytany z piętnem: „Złodziej!”.

A ksiąg świętych mówią prawa:

że kto cudzą własność ruszy,

tego dola będzie łzawa,

1095

aż żal tryśnie z głębi duszy.

Lecz za sprawą tej dzieciny

odpuszczone wasze winy.

Choć kusiły ją owoce,

choć jej drogę zaszły tłumem,

1100

pokonała wszystkie moce

silną wolą i rozumem.

Jeszcze w fałdach swej kieszonki

ocaliła dwa gawronki.

Bohaterska ta dziecina

1105

zasłużyła na nagrodę.

Szczęścia bije wam godzina!

Ona zwróci wam swobodę.

Lecz dla słodkiej mej dziewuszki

będzie pierwej[78] bal u wróżki!

1110

Tyś, Sobótko, tu królową!

Co najśmielsza myśl wyprzędzie,

każdy rozkaz, każde słowo

wypełnione dzisiaj będzie.

Więc mów, czego ci potrzeba,

1115

czego pragniesz najgoręcej?

Choćbyś gwiazdki chciała z nieba,

to ją złożę w twoje ręce.

Mów, najsłodsze me serduszko,

mów, dziecino złotowłosa…

1120

A Sobótka, bębniąc nóżką:

— Tseba Butce utseć nosa[79]!

Na ten rozkaz niespodziany

takim pałac gruchnął śmiechem,

że zadźwiękły[80] wszystkie ściany

1125

rozdzwonionym długim echem.

W mig utarła wróżka nosek

chustką złotem haftowaną,

po czym zabrzmiał cienki głosek:

— Chciem pielogów ze śmietaną!

1130

Czarodziejski pierścieńW ręku wróżki pierścień błyska

i ze szparki pod przypieckiem[81]

wyskakuje wielka miska

i ustawia się przed dzieckiem.

Co za micha! Wielkie bogi!

1135

Zlękła się powiewna wróżka,

ale Butka je pierogi,

aż się trzęsą małe uszka.

Dwa gawronki w rogach stołu

pałaszują z nią pospołu.

1140

Gdy skończyła miskę całą,

wyskrobała łyżką do dna,

rzekła: — Butce to za mało,

Butka jeszcze baldzo głodna!

W lot skoczyły wszystkie duszki,

1145

straszydełka, kłapouszki

i kraśnięta, i chochliki,

dziwoludki i karliki.

Ten maleńkiej bohaterce

z marcepanu niesie serce,

1150

tam dziwaczne, wielkie kraby

cukrowane toczą baby.

Jadą placki, makowniki,

przekładańce i serniki.

Ten owoców z koszem bieży,

1155

ten pomadki[82] sypie z dzieży.

Ci znów niosą konfiturki,

lody, torty i mazurki.

By nie mówić już obszerniej,

pałac zmienił się w cukiernię!

1160

O czym jeno myśl zamarzy,

wszystkim wróżka Butkę darzy.

A że nasza panna mała

uraczyła się obficie,

że wszystkiego skosztowała,

1165

o tym chyba nie wątpicie.

Skaczą duszki wkoło Butki,

jak dogodzić jej, nie wiedzą.

I znów zabrzmiał rozkaz krótki:

— Telaz niech juz stlachy jedzą!

1170

Toż zaczęła się biesiada!

Pędzą duszki i karliki

i już każdy garścią zjada

przewyborne smakołyki.

Tętni cały pałac szklany

1175

od wykrzyków[83] i radości,

a nasz bobuś rozczochrany

wszystkich raczy, wszystkich gości.

Lecz maluchna ta osoba

raptem wzdycha z głębi brzuszka:

1180

Czarownica— Czy ci się co nie podoba? —

niespokojnie pyta wróżka.

Ach, bo pragnie duszą całą,

by dzieciątko z nią zostało.

I spogląda w zachwyceniu

1185

na tłuściutką małą Butkę,

co przycupła[84] sobie w cieniu,

na rączynach wsparłszy bródkę.

A Sobótka tak jej prawi:

— Butce się juz tloskę nudzi,

1190

bo tu z Butką nikt nie bawi,

nie ma dzieci, nie ma ludzi…

I z swawolnym[85] śmieszkiem doda:

— Jak tu psyjdą nasze dzieci,

Wtolek, Czwaltek, Piątek, Śloda,

1195

to twój pałac się lozleci.

U nas lepsa jest stodoła,

tam się mozna chować w sianie —

i mamusia wsystkich woła

na obiadek, na śniadanie.

1200

W oknach pełno pelalgonii,

losnom fuksje i milciki

i tak ślicnie na halmonii

glajom nase celadniki[86]!

Bo mój tatuś jest pan majstel,

1205

a ja jestem jego cólka.

I tak wsędzie pachnie klajstel,

i tlociny siom, i wiólka!

Uśmiech zniknął z jej twarzyczki —

snać[87] do mamy i do tata[88]

1210

całą siłą swej duszyczki

z kryształowych sal ulata.

CzarownicaI pojęła dobra wróżka

dziecięcego moc serduszka.

Przygarnęła ją do łona:

1215

— Jeszcze tylko chwilkę krótką

zostań ze mną, ty spieszczona,

wdzięczna moja niezabudko.

Prędko przejdzie czar godziny

i porzucisz mnie, maleństwo,

1220

i powrócisz do rodziny,

ujrzysz mamę i rodzeństwo.

Tu w przejrzyste klasła[89] dłonie:

— Niech muzyka spłynie w salę,

niechaj tysiąc gwiazd zapłonie!

1225

Bal zaczyna się nad bale!

Bije w zamku dzwon wesela,

dworska zbiega się kapela.

Niosą bębny i klarnety

trąby, skrzypce, basy, flety.

1230

W środku sali duszki-kwiaty

stroją Butkę w świetne szaty.

Przezroczysta z mgieł tkanina

drobną postać jej opina.

Do jej plecków dziwadełka

1235

przyklejają dwa skrzydełka.

A na nóżki miast trzewików

ciżmy[90] kładą z brylancików.

Krążek złoty na czub głowy

i strój Butki już gotowy.

1240

Wystąpiła na przód sali

i ozwała się w te słowa:

— Telaz niech mnie każdy chwali,

Telaz Butka jest klólowa!

I zdumiała się nie lada,

1245

gdy maczysko łyse, stare

niski pokłon przed nią składa,

prosząc, by z nim poszła w parę.

Mak, co niby rósł na grzędzie,

a plotkował o niej wszędzie!

1250

Tym zuchwalstwem urażona

Butka rzekła dumnie, sucho:

— Idź plec, pałko wygolona!

Będzies tańcyć dziś z lopuchą.

I pan mak skonfundowany[91]

1255

iść z ropuchą musi w tany.

A Sobótka pląs zaczyna

z duszkiem krągłym niby gałka,

co troszeczkę przypomina

jej braciszka — Poniedziałka.

1260

Raptem salę czar przenika,

to oberka rżnie muzyka.

Wszystkie duszki, wszystkie dziwa

czarodziejski ton przyzywa.

Tańczy ślimak z złotą[92] muszką,

1265

a pomidor tańczy z gruszką,

zgrabne żabki z świerszczykami

obejmują się łapkami.

Tańczą ptaki i zwierzęta,

skaczą śmiesznie gawronięta,

1270

którym błyszczą się jaskrawie[93]

śliczne dwa ogonki pawie.

Strój ten piękny, okazały

na dzisiejszy bal przybrały.

Tańczy z duszkiem mała Butka

1275

roześmiana, różowiutka,

ciżemkami chlupie, tupce,

a jej tancerz tnie hołupce[94]!

Aż Sobótka zawrót czuje,

tak tłuścioszek z nią wiruje.

1280

Tańczy wdzięcznie ryba z rakiem,

a pietruszka z pasternakiem,

Tańczy dudek z panią sową

i mak skacze z łysą głową.

A ropucha tak z nim pląsa,

1285

aż mu ze łba mak wytrząsa!

Krąg zatacza brać zaklęta,

tańczą duszki i kraśnięta,

kwiaty, grzyby, widma, dziwa,

skacze nawet miotła krzywa!

1290

Pałac mieni się jak w bańce,

płyną tony, płyną tańce,

lekkie szaty wiatr rozwiewa,

wszystko pachnie, wszystko śpiewa,

ściany krwawią się rubinem,

1295

to fioletem, to bursztynem.

Grają skrzypce i piszczałki,

bębny, flety i cymbałki.

Tańczy, tańczy w krąg komnaty

rój stubarwny, rój skrzydlaty,

1300

pląs zawodzi w świateł tęczy,

a muzyka gra i dźwięczy.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Nad ogrodem, hen, na dworze,

zachodzące płoną zorze.

Rozdział VII. Jak się zachowali w ogrodzie wróżki nieproszeni goście i jaka ich za to spotkała kara

1305

Sad stał w myślach pogrążony,

strojny, bujny, rozłożysty;

kryjąc w liściach wyzłocony

owoc — wonny i soczysty.

Słońcu niosąc dziękczynienie,

1310

sad zapada w słodką ciszę.

Trawę długie znaczą cienie,

żaden liść się nie kołysze.

Wtem coś kłębi się nad murem

i w czarownej tej ustroni

1315

coś zawrzasło takim chórem,

że mi jeszcze w uszach dzwoni.

Jakaż wrzasków tych przyczyna?

Każdy mi pytanie zada.

A to w ogród jak lawina

1320

pana majstra banda wpada.

Poniedziałek na ich czele

po indyjsku jak nie świśnie,

jak nie huknie: — Na morele!

na brzoskwinie! hej, na wiśnie!

1325

Za starszego brata śladem

już zgłodniałe basałyki[95]

pędzą naprzód zwartem stadem

zbrojne w kije i patyki.

W mig na grusze, na jabłonie

1330

pnie się chciwych malców rzesza,

ten pień chwycił w obie dłonie,

ten się u gałęzi wiesza.

Sińce? Guzy? Bagatela[96]!

Skoro owoc gradem leci

1335

i kobiercem się rozściela

pod żarłocznym wzrokiem dzieci.

Toż to radość! To wesele!

Ten pod drzewem milczkiem kuca,

w usta wielkie pcha morele,

1340

a pestkami w dzieci rzuca.

Tamci dwoje popod murem

winogrona szarpią wonne,

co się wiją długim sznurem

ciężkie, słodkie i bezbronne.

1345

Czwartek pełen animuszu

(ten z łakomstwa zawsze słynie)

szuka ziarnek niżej uszu

pogrążony w wielką dynię.

A najstarszy pan dobrodziej[97]

1350

taki rozmach w sobie czuje,

że co tylko jest w ogrodzie

zjada, łamie i tratuje.

Młodsi za nim drą się, piszczą,

choć wypchali już kieszenie,

1355

jeszcze depcą, jeszcze niszczą,

jeszcze sieją spustoszenie.

W chwilkę później nie do wiary,

co uczynił ich szał dziki;

jakby przeszły tu Tatary[98],

1360

jakby przeszły rozbójniki.

Sad, co w skarbów swych ozdobie

stał pachnący, barwny, strojny,

teraz chyli się w żałobie,

jakby tknięty dłonią wojny.

1365

Wszędzie szczerby, wszędzie rany,

tam prześwieca zdarta kora,

tu winograd podeptany,

tam się zwiesza gałąź chora.

W tym bezmyślnym spustoszeniu

1370

tak się wszystko odmieniło,

że aż słońce w przerażeniu

chmurką sobie twarz zakryło.

A dzieciarnia objedzona,

ocierając czoła w pocie,

1375

słodkim łupem objuczona

myśli wreszcie o odwrocie.

Bo pan brat im tak powiada:

— Gdy nas wróżka tu zastanie,

to choć sama się objada,

1380

nam z pewnością sprawi lanie…

Uciec?… Hm, to sprawa łatwa,

droga przez mur przecież krótka,

lecz… tu na się spojrzy dziatwa —

gdzież podziała się Sobótka?!

1385

Radzi zatem zespół cały,

aż tu… hukły gdzieś wystrzały.

(To dla Butki-bohaterki

zapalono fajerwerki).

Wtorka lęk ogarnął srogi;

1390

skoczył niby kamień z procy:

— Dzieci! prędko za pas nogi!

uciekajmy, co w nas mocy!

Lecz… czy naraz ich zaklęto?

coś ich chwyta w splot gałęzi,

1395

coś ich siłą niepojętą

skuwa, szarpie, trzyma, więzi.

CzarownicaPrzez sad w blasków aureoli

wróżka zbliża się powoli…

Idzie z twarzą oniemiałą,

1400

łuna gniewu ją oblewa:

— Co się z moim sadem stało?

moje biedne, drogie drzewa!

Na te słowa nieszczęśliwy

sad rozjęczał się boleśnie:

1405

płaczą grusze, płaczą śliwy

i jabłonki i czereśnie.

Aż wisienka smukła, tkliwa

umęczoną główkę kłoni

i cichutko się odzywa:

1410

— To sprawili, wróżko, oni!

CzarownicaZaczem piękna Cud-królewna

twarz obraca pałającą

i spostrzega, groźna, gniewna,

winowajców bandę drżącą.

1415

— Nigdyż dla mnie przez minutę

gwiazda szczęścia nie zaświeci?

Życie będzie zawsze strute

przez swawolę chciwych dzieci?

I znów sad mój ukochany

1420

będzie chory i kaleki,

niezgojone zawsze rany

krwawić będą całe wieki!

Ach, zgrzeszyliście nad miarę,

lecz wam znaną jest nauka:

1425

„Kto przewini, weźmie karę,

znajdzie guza, kto go szuka!”.

Czarodziejski pierścieńTu z pierścieniem wzniosła rękę:

Przemiana, CzarownicaZa nikczemny wasz uczynek,

za drzew biednych srogą mękę

1430

zmieniam was w gromadę świnek!

Patrzą dzieci w osłupieniu,

strach ubielił im twarzyczki.

Już z ich nóżek w okamgnieniu

świńskie robią się raciczki.

1435

Gdzie ich ręce? gdzie ich szyje?

próżno łkają z głębi duszy:

zamiast nosów mają ryje,

z boków brzydkie kłapią uszy.

A przez dziury hajdawerków

1440

głupio, śmiesznie i szyderczo

pozwijane w kształt świderków

ogoneczki świńskie sterczą.

CzarownicaWróżka ku nim rękę skinie[99]:

— Gdy sumienie się w was wzbudzi[100],

1445

to i kary czar przeminie…

Idźcie teraz precz — do ludzi!

Zrozpaczone strasznym losem

chcą dziateczki dobyć krzyku

i wraz jękły[101] świńskim głosem:

1450

— Krum, krum, kwiku! kwiku! kwiku!

Ledwie rozległ się w przestrzeni

przeraźliwy kwik prosiątek,

ktoś spomiędzy traw zieleni

w sadu wtacza się zakątek.

1455

To prześlicznie ustrojona

krągła, biała i tłuściutka,

rojem duszków otoczona

co tchu pędzi — mała Butka.

Już przebiegła sad dziewczyna

1460

i złoconą pędzi dróżką,

krzycząc: — Gdzieś tu kwicy świnka,

pokaz świnkę Butce, wlózko!

Usłyszawszy głos siostrzyczki,

już prosiątka całą zgrają

1465

ryjki, uszy i raciczki

ku malutkiej wyciągają.

Butka wlepia w nie oczęta,

z rozdziawioną patrzy buźką —

aż zakrzyknie: — Te plosięta

1470

to siom nase dzieci, wlózko!

O, tu Cwaltek jest, bęcwałek[102],

a tu Śloda jest milutka,

a tu duzy Poniedziałek!

Wsystkich, wsystkich ma Sobótka!

1475

I przed wróżką przerażoną

już w ramionka świnki chwyta,

a prosiątek śmieszne grono

z kwikiem, piskiem Butkę wita.

Taka radość niepojęta

1480

rozjaśniła malców twarze,

że już żadne nie pamięta

oprzewinie i o karze.

A maleńka im szczebiota[103]:

jak to była w ślicznej sali,

1485

jak tam wszystko jest ze złota,

jak pierogów Butce dali…

— I jest taki tlon z kolalu,

i mak łysy był na gzędzie,

i ja byłam tam na balu,

1490

i znów Butka tańczyć będzie!

I mnie wlózka tak chwaliła

psed wsystkimi stlasydłami,

zem nic w sadzie nie lusyła!

— kończy, plaszcząc rączętami.

1495

Ledwie słowa te wyrzekła,

lament wkoło się podnosi;

dzieciom struga łez pociekła

i różowe pyszczki rosi.

(Tak łakomstwo swoje, zda się,

1500

opłakuje[104] po niewczasie).

I tak wszystkie kwiczą rzewnie,

że to Butkę niepokoi —

więc się zwraca ku królewnie,

co milcząca przy niej stoi.

1505

— Wlózko, powiedz mi w tej chwili,

cego oni wsystkie placą?

cego ryjki w łapki skryli

i na Butkę się nie patsą?

CzarownicaNa to wróżka, smutna, blada,

1510

na jej główce rękę kładzie

i ze smutkiem opowiada,

co robiły dzieci w sadzie.

— Kres położyć chcąc swawoli,

zamieniłam je w prosięta,

1515

lecz jeżeli cię to boli,

to twa wola dla mnie święta.

Tyś, Sobótko, dziś królową,

Czarodziejski pierścieńpierścień w twoje ręce zdaję,

rzeknij tylko jedno słowo,

1520

a co rzekniesz, niech się staje!

Tu na pulchną Butki rączkę

nałożyła swą obrączkę.

Patrzą świnki w Butkę chciwie,

ich zbawienie jest w jej ręku,

1525

więc krumkają[105] niecierpliwie,

ryjkiem kręcąc, pełne lęku.

Z mowy wróżki Butka mała

tyle tylko zrozumiała,

że na każde jej żądanie,

1530

co zapragnie, to się stanie.

PrzemianaPopatrzyła na świneczki —

ach, jak one kwiczą ślicznie,

jakie mają ogoneczki,

i jak krzywią się komicznie!

1535

I wraz cienkim głoskiem dzwoni,

z roześmianą krzycząc minką:

— Chciem być taka jak i oni,

Butka chcie być także świnką!

Ledwie kończy tę myśl pustą,

1540

już się zmienia w świnkę szóstą.

Próżno wróżka zrozpaczona

ręce wzniosła w jej obronie,

Butka w prosię zamieniona

z kwikiem skacze już koło niej.

1545

Czarodziejski pierścień, CzarownicaBladość wróżki twarz okryła,

bo uczuła z nagłym drżeniem,

że cudowna czarów siła

opuściła ją z pierścieniem.

Co to będzie?! Wielki Boże!

1550

Wszak maleństwo to niewinne

tysiąc nieszczęść ściągnąć może

przez zachcenia swe dziecinne.

Cud-królewna płaczu bliska

na pierścionek z trwogą patrzy

1555

i w ramionach Butkę ściska,

coś jej szepce, coś tłumaczy.

I namówić chce koniecznie,

by wracała z nią do sali,

bo tam będzie jej bezpiecznie

1560

wśród marmurów i korali.

Czarodziejski pierścień, CzarownicaWreszcie zbladłe chyląc lica,

o pierścionek szeptem prosi;

ale mała swawolnica

tylko śmiechem się zanosi.

1565

Obejrzała się ku bramie

i raciczką dzieci trąca:

— Butka chcie to zanieść mamie,

chodźcie, bo już Butka śpiąca.

— Kwik! — zawrzasły wraz wisusy[106],

1570

banda o nic się nie pyta,

w ogród żwawe daje susy

i do domu rwie z kopyta!

Zrozumiawszy, co się święci,

— Kra! kra! — pisły[107] dwa gawronki

1575

i za Butką bez pamięci

gnają, wznosząc swe ogonki.

Czarodziejski pierścień, CzarownicaNim się wróżka obejrzała,

nim pojęła, co się stało,

już z pierścionkiem Butka mała

1580

znikła w bramie z bandą całą.

Rozdział VIII. W którym strapiona wróżka ożywia czarnoksięskie zwierciadło

W szklanym zamku na makatach

smuga kładzie się księżyca.

CzarownicaW czarodziejskich, zwiewnych szatach

leży wróżka bladolica.

1585

Wzdłuż jej ramion złotą falą

spływa włos diademem spięty;

nigdzie światła się nie palą,

w mroku pałac legł zaklęty.

A dokoła świetnej sali

1590

pozwijani jak kłębuszki

śpią mieszkańcy zamku mali,

dziwoludki, karły, duszki.

Cisza wkoło; blask miesiąca

srebrem spływa przez sklepienie,

1595

duma wróżka bolejąca,

w fantastyczne patrząc cienie.

KrukWtem coś drgnęło u kotary,

błysły złotej frędzli skręty

i ukazał się kruk stary,

1600

kruk z oczami jak diamenty.

KrukKrągłym ślepiem powiódł wkoło

i w łeb czarny się zastuka:

— Czegoś tutaj niewesoło…

Nie oszukać Imci Kruka.

1605

Do królewny podszedł żywo,

ukłon złożył jej misterny

i z powagą wyrzekł tkliwą:

— Oto jest twój sługa wierny.

Tu popatrzył w twarz jej białą

1610

i zapytał: — Co się stało?

Wróżka smutnie uśmiechnięta

wysunęła dłoń z koronek.

Czarodziejski pierścień, CzarownicaPrysła moja moc zaklęta,

utraciłam mój pierścionek.

1615

— Kra! kra! — padło w zamku ciszę. —

Cud-królewno, co ja słyszę?

— Cyt, cyt, bo nas kto podsłucha —

szepnie wróżka, kryjąc lice.

— Drogi kruku, nachyl ucha,

1620

zwierzę ci mą tajemnicę.

CzarownicaW mrocznej sali pani blada,

sploty włosów mnąc z rozpaczy,

coś krukowi szeptem gada,

a kruk słucha, a kruk patrzy.

1625

Gdy mu barwnie nakreśliła,

jak Sobótka dwa gawronki

przez jej sad przeprowadziła

skryte w fałdach swej kieszonki.

I jak z Butką ptaszki kuse[108]

1630

odegnały precz pokusę…

KrukKruk odsapnął ze wzruszenia,

po czym modą staroświecką

w łeb się skrobnął od niechcenia

i rzekł: — Mądre, mądr-r-re dziecko!

1635

A gdy dwaj figlarze mali,

dziób otarłszy ze śmietany,

w pawie stroje się przebrali

i wesołe wszczęli tany —

Krukkruk roześmiał się z uciechą

1640

aż dźwięknęło w sali echo:

Kruk— Kra! kra! a to sprytne sztuki!

Mądre jak prawdziwe kruki!

Toż to matka dziób rozdziawi,

gdy zobaczy ich strój pawi!

1645

I skrzydłami zaszeleści,

I znów słucha opowieści.

KrukTo pochyla swój łeb kruczy,

to z podziwu wzrok wyłupia,

to podgardle gładząc, mruczy:

1650

— Hm… ta Butka też niegłupia…

Lecz gdy wróżka w trwożnej męce

jękła[109], łamiąc białe ręce,

że najmilsze jej dzieciątko

zamieniło się w prosiątko,

1655

Czarodziejski pierścień, Czarownicaże pierścionek jej porwało

i z rodzeństwem w dal pognało

i że biedne to maleństwo

może wpaść w niebezpieczeństwo,

bo magicznych potęg siły

1660

nie rozumie dzidziuś miły…

KrukKruk poderwał się na nogi:

— Cud-królewno, zbądź się trwogi!

Kruk ma łeb nie od parady,

zaraz leci na wywiady

1665

i kpem byłby, gdyby wkrótce

nie miał wieści o Sobótce.

Niech się pani ma nie smuci.

Kruk z pierścionkiem w lot powróci.

Cześć ci składa sługa wierny!

1670

Błysnął frędzli splot misterny,

drgnęły fałdy u kotary

i jak widmo znikł kruk stary.

CzarownicaSłucha wróżka w szklanej sali,

jak szum skrzydeł cichnie w dali.

1675

I tak marzy drżąca, trwożna:

— Gdybyż tak zobaczyć można,

gdzie jest moja niezabudka,

okrąglutka, mała Butka!

Gdybyż ujrzeć choć z daleka,

1680

co maleńką w domu czeka?!

Czy co[110] dziecku się nie stanie,

gdy ją ujrzą w tej przemianie?

I co powie dzidzia słodka,

jeśli mego kruka spotka?

1685

Gdy tak stoi, cisnąc czoło

i o los Sobótki pyta,

nagle jasne, świetlne koło

u jej drobnych stóp wykwita.

Lustro, CzarownicaKsiężyc swoją tarczą zbladłą

1690

w krągłe zajrzał przezieradło.

(W dawnych czasach takie miano

nader trafnie lustrom dano).

CzarownicaPamięć jakiejś tajemnicy

twarz rozjaśnia Cud-dziewicy.

1695

Przyciskając dłonią serce,

cicha, lekka jak widziadło

sunie z wolna przez kobierce[111]

Lustro, Czarownicai zdejmuje z ścian[112] zwierciadło.

Jeśli pamięć jej nie myli,

1700

w lustrze owym w każdej chwili

ujrzeć może, co się plecie

na dalekim, ludzkim świecie.

Byle zbudzić moc zaklętą

na pieczęci siedm[113] zamkniętą!

1705

CzarownicaBije serce Cud-dziewicy,

w lustrze topi błysk źrenicy.

Włosów wonnych aureola

jej przecudną twarz okola[114].

W czarnoksięskich zmagań walce

1710

prężą się jej zwinne palce…

Kreślą dziwne jakieś znaki:

koła, węże i zygzaki.

Rozchylone krwawe wargi

szepcą groźby, szepcą skargi.

1715

Szemrzą wciąż tą samą nutką:

— Mów, co dzieje się z Sobótką!

Lustro, CzarownicaOwe prośby i rozkazy

wróżka siedm wyrzekła razy.

I zbudziła moc zaklętą,

1720

na pieczęci siedm zamkniętą!

Ze zwierciadła tafli szklistej

trysnął iskier snop ognisty.

Lustro głośno zachrapało

i wyrzekło z miną gniewną:

1725

— Cóż się tam, u licha, stało?

Czego budzisz mnie, królewno?

— Przez czarodziejstw moc zwycięską,

moc magiczną, czarnoksięską,

rozkazuję tobie krótko:

1730

Mów, co dzieje się z Sobótką!

Czeka chwilę Cud-dziewica —

Lustrow lustrze tworzy się mgławica.

Lustro sapie, mruczy, stęka,

a wtem pieczęć siódma pęka

1735

i na czystym szkle bez skazy

ukazują się obrazy.

Mkną po tafli zwierciadlanej,

barw tysiącem malowanej.

Jakby w bajce, jakby w kinie

1740

wszystko widać w tej godzinie.

A co więcej… w nocnej ciszy

Cud-królewna głosy słyszy.

Z lustra głosy płyną do niej

jak w najlepszym gramofonie.

1745

Wszystko, wszystko, co się plecie

na dalekim, ludzkim świecie —

wszystko, co by wiedzieć chciała,

widzi, słyszy wróżka biała.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

1750

Płynie księżyc coraz bladszy

Cud-królewna w lustro patrzy.

Rozdział IX. Co zobaczyła wróżka w czarnoksięskim zwierciadle

W domku majstra u przedmieści,

co się bieli hen, daleko —

słychać głośny płacz niewieści;

1755

to z majstrowej ócz[115] łzy cieką.

Choć spóźniona już godzina,

nikt nie zasiadł do wieczerzy;

płacze matka u komina,

krając chleba bochen świeży.

1760

Jeśli jeszcze i noc zleci

i nie wrócą się do domu

jej najmilsze, słodkie dzieci?

komu chleb ten odda? komu?

Bochen wypadł z drżącej dłoni,

1765

twarz ukrywszy w brzeg fartucha,

matka łzy bolesne roni

i znów czeka, i znów słucha.

Od południa czeladnicy,

mąż i sąsiad jaki taki

1770

wciąż szukają w okolicy,

czy nie trafią na ślad jaki[116]?

PijaństwoAż pan majster, strapion srodze,

poszedł szukać drogich dzieci

do gospody — co przy drodze

1775

wielkich liter złotem świeci.

„Tu jest wiszynk pot ko Gutkiem

gdzie spżedają Piw o Zwódkiem”.

Ojcu snuło się po głowie,

że się tam o dzieciach dowie,

1780

zaczem w kącie zasiadł ciszkiem[117],

trąbiąc kielich za kieliszkiem.

I tak martwił się głęboko:

— Furdum, burdum, mocium panie!

Aż mgłą zaszło jego oko

1785

i — rozległo się chrapanie.

Gdy tak w zgiełku i hałasie

majster Tydzień śpi, aż miło,

spójrzmy z wróżką, co w tym czasie

w domu jego się zdarzyło.

1790

W ciągłej pracy, w ciągłym ruchu

drepce zacna Imć Niedziela.

Teraz piernat[118] niesie z puchu

i na łóżku go rozściela.

Aż jęknęła: — Dobry Boże!

1795

i ty Matko, Mario święta!

Daj niech się już tak nie trwożę,

Niech się znajdą me pisklęta!

To błagalnie wznosi dłonie:

— O Antoni z Padwy święty[119]!

1800

Ty niebieski nasz patronie!

Spraw w Twej łasce niepojętej

niech odnajdę moją zgubę!

Niech się wrócą dziatki lube,

a ja ku Twej wiecznej chwale

1805

biednym oddam me korale!

I nie mogąc przyrzec więcej,

chwyta w dłonie piernat z pierza

i w bolesnej serca męce

puch pobija w takt pacierza.

1810

(I tu, widno jak na dłoni,

Święty pomógł jej Antoni).

Bo wtem… Co to? Wielki Boże!

Słychać jakiś kwik u bramy

i znajomy głos na dworze

1815

pisnął cienko: — Chciem do mamy!

Butka? dzieci? Matka blednie,

takie szczęście nią owładło[120],

że w radości swej bezwiednie

biegnie, ciągnąc — prześcieradło!

1820

Wtem trzasnęły drzwi z łoskotem

i przed drżącą z szczęścia[121] matką

zakurzone, zlane potem

staje… krągłych prosiąt stadko.

Panno święta! O anieli!

1825

a dziateczki zgodną gamą

jak nie kwikną ku Niedzieli:

— Krum, krum, mamo! mamo! mamo!

A prosiątko z minką Butki

już za szyję matkę dusi,

1830

ryjek tuli okrąglutki,

piszcząc: — Butka u mamusi!

Drgnęło serce dobrej matki,

już nie patrzy, już nie pyta

ani dociec chce zagadki,

1835

tylko ściska, tylko wita.

Tylko tuli upojona

świńskie ryjki, świńskie łebki

i powtarza ich imiona,

i całuje w ryjki, w ślepki…

1840

Twarz jej liże sześć ozorków;

słychać piski, słychać śmiechy,

a ogonki u rozporków

kręcą młyńca w znak uciechy!

Przygarnąwszy wszystkie społem

1845

niby kokosz swe pisklęta,

matka sadza je za stołem,

błogim szczęściem wskroś przejęta.

Toż kwik rozległ się w izdebce,

gdy im wniosła z kaszą mleka.

1850

Dziatwa krząka, mlaska, chłepce,

aż jej płyn po ryjkach ścieka.

I majstrowa sama nie wie,

gdy tak tłoczą się przy misie,

czy w pokoju jest, czy w chlewie?

1855

czy jej wszystko tylko śni się?

Wtem głos Butki się podniesie

(małą pchają wciąż do ściany),

— Pseciez Butce tez jeść chce się,

dosyć macie juz, gałgany!

1860

Matka oczom swym nie wierzy,

bo prosiątka w tej minutce

odskakują od wieczerzy,

robiąc miejsce małej Butce.

A Sobótka, niczym dama,

1865

łebkiem kiwa im łaskawie:

— Jak się dobze najem sama,

to tloseckę wam źośtawie.

Chodźcie ź Butką papać ptaski,

chodźcie plędko, gawlonaski!

1870

Na to z kąta popod ławą

para ptasząt kształtu kruka

wyskakuje na stół żwawo

i dziobami w miskę stuka.

To naprawdę nie do wiary!

1875

Ze zdumieniem matka patrzy —

— Czy to sen jest? czy to czary?

mówcie, dzieci, co to znaczy?

Na to dziatwa wszczyna kłótnię,

wszystkie drą się, krzyczą naraz

1880

i tak plotą bałamutnie[122],

taki robią zgiełk i hałas,

że majstrowa nic nie słyszy,

jakby tartak miała w głowie,

aż znów Butka ich uciszy:

1885

— Niech najlepiej Śloda powie!

Cud naprawdę, co się dzieje:

na głos małej wieprzków stadko

ryjki zwiera i… niemieje!

patrząc w Butkę z miną rzadką.

1890

Tylko świnka z noskiem Środy

na kolanach matki siada

i niezwykłe ich przygody

Imć Niedzieli opowiada.

Jak gawronki dwa spotkali,

1895

którym obdarł kot ogonki,

jak ubranka potargali

i do wróżki szli przez łąki;

jak za wielką złotą bramą

zostawili Butkę samą

1900

i tak się o Butkę bali,

że przez mur się w sad dostali

i owoców widząc tyle,

przystanęli tam na chwilę…

Tu wstyd zdławił małą świnkę

1905

i jąkając się, powiada:

— Gdyśmy zjedli odrobinkę,

przyszła jakaś pani blada

i… i strasznie się złościła,

i… i w świnki nas zmieniła…

1910

Raptem Butka sprawiedliwa

potok słów przerywa Środzie:

— To jest plawda nieplawdziwa,

tak nie było w tym oglodzie!

Oni ładny bal źrobili,

1915

wsystko zjedli, polamali,

takie, mamo, glube byli,

bo tak stlaśnie się napchali.

Wlóźka baldzo się maltwila,

dobze ze ich nie wybila,

1920

bo mnie nić nie źośtawili,

tylko wsystko poniscyli!

Próżno dziatwa Butkę straszy,

chce jej przerwać, kwiczy, tupie —

Butka z ryjkiem pełnym kaszy

1925

kończy: — Oni baldzio głupie!

I z pogardą dzieci zmierzy…

Na to banda w bek uderzy.

Płacze gorzko i majstrowa…

Jezu Chryste, co się dzieje!?

1930

Na toż ona dzieci chowa,

by wyrosły z nich złodzieje?

I swawolą ich przejęta

rzekła do nich we łzach cała:

— Cudza własność to rzecz święta,

1935

słuszna kara was spotkała.

Ach, mówiłam nieraz, dziatki,

kto nie słucha ojca, matki,

ten psiej skóry słuchać musi,

bo go diabeł zawsze skusi.

1940

Ot i przyszła kara Boska,

teraz kształty prosiąt macie —

i tu nagle się zatroska:

— Jak ja was pokażę tacie?

Wzmógł się na to płacz dziateczek:

1945

szlocha matka z twarzą zbladłą,

a że wszystkim brak chusteczek,

więc łzy leją — w prześcieradło.

Czarodziejski pierścieńPotem chciała Środa dalej

opowiedzieć o pierścieniu,

1950

lecz nie dało się to wcale —

bo po ciężkiem odetchnieniu

małe licho, mrużąc oczy,

rzekło: — Telaz Butka syta,

niech juz Śloda nie tlajkocy,

1955

Butka będzie spać i kwita!

A sio! dość juz macie kaski,

idźcie na piec, gawlonaski!

Ledwie rzekła to dziecina,

Środa zdanie w pół ucina,

1960

a na piecu dwa gawronki

roztaczają swe ogonki.

Próżno matka prosi, pyta,

bractwo stoi oniemiałe,

a Sobótka jak zabita

1965

śpi — zwiesiwszy uszka małe.

Lęk ogarnął Imć majstrową,

skłopotaną chyli głowę

i zgarnąwszy stadko razem,

przed ołtarzyk z dziećmi zmierza,

1970

by jak co dzień przed obrazem

klęknąć z nimi do pacierza.

I drży z trwogi, czy zła siła

serc jej piskląt nie zmieniła?

Lecz po chwili z ulgą widzi

1975

(choć ich łkanie rwie jej duszę),

że się dziatwa psot swych wstydzi,

że uklękła w wielkiej skrusze

i że w myśli litanijki[123]

szepce, we łzach kąpiąc ryjki.

1980

Więc dodaje malcom ducha:

— Kto zamyśla o poprawie,

tego pewnie Bóg wysłucha

i przebaczy mu łaskawie.

Może wam i karę skróci —

1985

śpijcie, drogie niebożęta!

Może tatko dziś nie wróci…

Wejrzyj na nie, Panno święta!

Z tej pociechy wielce rada

banda biednych, małych świnek

1990

wkrótce w słodki sen zapada,

nos wetknąwszy w puch pierzynek.

Z Butką trudu jest najwięcej —

ani drgnęła jej powieka,

kiedy wziąwszy ją za ręce,

1995

matka z niej sukienki zwleka.

Sapie przy tym tak szczęśliwie,

że majstrowa ją przyciska

i całuje w pyszczek tkliwie…

Wtem, gdy na nią patrząc z bliska,

2000

rysów szuka swej dziecinki,

Czarodziejski pierścieńwidzi — że pierścionek złoty

pulchną łapkę małej świnki

wężowymi objął sploty.

Znów niepokój matkę ściśnie;

2005

smutnie patrzy na Sobótkę:

Czyżby mała lekkomyślnie

skradła komu tę błyskotkę?

Boże drogi! Boże miły,

co te smyki nabroiły!

2010

Z wolna pierścień drżącą dłonią

ściąga — kładzie pod obrazem,

gdzie Padewski się Antonio

chyli, z dobrych ócz wyrazem.

Lecz gdy wraca od łóżeczka,

2015

w którym szósta śpi świneczka,

raptem oczy słoni ręką,

bo ujrzała przez okienko,

że ptak jakiś w pierścień wlepia

dwa świecące, krągłe ślepia.

2020

Szybko, krzyża czyniąc znaki,

zatrzaskuje okiennicę;

mary to? czy wilkołaki?

wszędzie dziwy, tajemnice…

Lecz już zgadnąć się nie sili,

2025

czego chce ten opętaniec?

Wzdycha, nisko głowę chyli

i odmawia swój Różaniec[124].

Gdy tak klęczy na podłodze,

zadrzemało się niebodze.

2030

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

PijaństwoWtem do uszu Imć Niedzieli

dobiegł jakiś głos z gościńca,

majster, ile sił w gardzieli,

śpiewa, laską czyniąc młyńca:

2035

Pije Kuba do Jakuba,

Jakub do Michała,

Pijesz ty, piję ja,

Kompanija[125] cała!

Matka porwie się na nogi,

2040

szybko w światło lampy dmucha,

bo już majster wchodzi w progi,

wyśpiewując z miną zucha:

A kto nie wypije,

tego we dwa[126] kije:

2045

łupu-cupu po kożuchu!

Tego we dwa kije!

Tu się majster w animuszu[127]

w izbę wtoczył w kapeluszu.

Ledwie jednak spojrzał wkoło,

2050

poznał swoją połowicę,

zdjął kapelusz, otarł czoło

i strapiło mu się lice[128].

— Oj, żonusiu, oj, Niedziółko,

tak i chodzę, chodzę w kółko.

2055

A tu niby księżyc świeci,

a ja szukam, szukam dzieci,

tak i chodzę, chodzę, chodzę,

a tam świeci się przy drodze,

i wypiłem kieliszeczek

2060

tak za zdrowie mych dziateczek,

i za twoje, mamo, zdrowie…

I… i szum mam teraz w głowie!

Jeden duży i dwa małe

i zalałem troszkę pałę[129].

2065

Widzisz, żonciu, to nie dziwy,

gdy kto[130] taki nieszczęśliwy!

Tu pan majster w głos zaszlocha,

toć on dziatki z serca kocha!

— Cyt, cyt, Tydziu… drogi, miły,

2070

Bóg wysłuchał prośby matki,

dzieci nasze powróciły,

troszkę tam zniszczyły szatki,

różne przejścia miały, tatku,

bo zbłądziły na ostatku.

2075

Wielki z tego był ambaras,

tylko… stygnie nam wieczerza;

chodź, opowiem wszystko zaraz…

Ciągnie majstra do alkierza.

Ale majster szczęśliw wielce

2080

ręce składa: — A wisielce!

Moje małe, drogie smyki!

Jutro, tego, dam im wnyki[131];

jutro, tego, będzie lanie,

furdum, burdum, mocium panie!

2085

Ale dzisiaj, panie tego,

ucałuję raz każdego!

Żona go za połę chwyta:

— Nie, nie Tydziu, chodźże ze mną,

ujrzysz dzieci, gdy zaświta,

2090

teraz przecież w izbie ciemno.

Zrobisz rwetes[132], zrobisz hałas

i pobudzisz dziatki zaraz!

I gwałtowną czując trwogę,

dłońmi mu zagradza drogę.

2095

Ale majster ją odpycha:

— Duszko moja, cóż, u licha,

cóż takiego im się stanie,

choć ich zbudzę, mocium panie?

Pocałuję raz każdego,

2100

raz przytulę ich do serca.

Przeciem ojciec, panie tego,

a nie żaden ludożerca!

O straszliwej męki chwila!

Widzi matka, jak się schyla

2105

i jak wielkie swe wąsiska

w puch poduszki białej wciska.

Pocałował — bez hałasu;

ale zamiast lic atłasu

na buziakach swych dziewczynek

2110

wyczuł ostry włos szczecinek.

Czyżby go zamroczył trunek?…

Drugi składa pocałunek

i znów, rzecz to niepojęta,

w usta kłuje szczeć[133] przeklęta.

2115

Szybko się do chłopców zwraca,

po poduszkach dłońmi maca

i z okropnym strachem w duszy

czuje świńskie ryjki, uszy,

świńskie karczki, świńskie brzuszki

2120

ułożone na poduszki.

Otulone i nakryte

śpią prosięta jak zabite.

Wtedy krzyknął majster: — Żono!

Uczyniłaś rzecz szaloną!

2125

Odkądże ci się zachciewa

mieć za dzieci świnie z chlewa!

Precz mi z łóżka, precz, prosiaki,

ja się wam tu dam we znaki!

I gniew taki w majstrze zbiera[134],

2130

że pierzynki z malców zdziera,

a że w głowie okowita[135]

szumi — nóż ze stołu chwyta.

Z nożem leci do Sobótki!

LustroJeden błysk jak mgnienie krótki

2135

i… coś hukło[136] na kształt gromu,

aż się wstrząsła chatka cała…

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

CzarownicaTo w królewny szklanym domu

wiotka postać się zachwiała —

2140

o marmury lustro jękło

i w sto części się rozpękło,

a królewna na kobierce

padła, dłońmi cisnąc serce.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

2145

KrukI już nie wie wróżka biała,

że ocalił jej maleńką

kruk — co szybciej niźli strzała

przez wyrwane wpadł okienko.

KrukŻe zakrakał na pułapie

2150

tuż nad głową jej dziecięcia

Czarodziejski pierścieńi pierścionek dzierżąc w łapie,

w głos wymówił te zaklęcia:

Kruk„Na usilne me żądanie,

Cud-królewny rozkazanie,

2155

zanim pamięć słów uleci,

niech się świnki zmienią w dzieci!”.

Że na wronki skinął potem

i że znikli z piór łopotem.

Nie wie też, że majster biedny

2160

krzyża zrobił ruch bezwiedny,

że ujrzawszy czarne ptaki,

nóż wypuścił z drżącej dłoni,

myśląc, że to są majaki,

że mu wódka w uszach dzwoni…

2165

Bo gdy spojrzał znów na łoże

ujrzał małe swe niebożę,

jak zwinięte na kształt kulki

śpi podparte rączynami

i owite w biel koszulki

2170

razem z Środą i chłopcami.

Wtedy z twarzą łzami zlaną

padł przed żoną na kolano,

krzycząc: — Nigdy, żono luba,

nie zaleję więcej czuba!

2175

A Niedziela rozrzewniona

czule wzięła go w ramiona.

Po czym mąż i żona społem[137]

z rozjaśnionym klękli czołem

i pobożne wznieśli pienie

2180

za dziateczek ocalenie.

A gdy wreszcie z klęczek wstali,

znów serdecznie się ściskali

i pokładli się z kolei

pełni szczęścia i nadziei.

2185

Cyt… usnęła majstrów para,

Słychać jeno tyk zegara.

Rozdział X. Jaki gość nawiedził domek państwa majstrów i co w snach Butki wyczytał

Śpią Imć Tydzień i Niedziela,

postulały dziatki oczy;

noc nad domkiem się rozściela,

2190

noc ciemnością izbę mroczy.

Drży płomyczek lampki słaby,

płynie letniej nocy gwara,

gdzieś kumkają sennie żaby —

w izbie słychać tyk zegara.

2195

Wtem na jego białej tarczy

poruszyła się wskazówka…

W pudle głośno coś zawarczy

i wyskoczy ptasia główka.

Kuku! kuku! kuku! drze się

2200

aż się głos po izbie niesie;

wykukała północ z śmiechem[138]

i w głąb skryła się z pośpiechem.

Coś w zegarze głucho trzasło[139]

i… światełko lampki zgasło.

2205

CzarownicaWtedy nagle, w wnętrzu[140] chaty

zapachniały cudnie kwiaty

i spłynęła w nocną ciszę

z niewidzialnych dłoni grajka

pieśń — co tuli i kołysze,

2210

pieśń czarowna niby bajka.

Pieśń, co barwę bierze z tęczy,

pieśń, co pąki róż rozchyla,

co na strunach serca dźwięczy

i na skrzydłach gra motyla.

2215

Pieśń, co koi i weseli —

Z pieśnią spływa — pani w bieli.

Sunie jasna i przeźrocza[141],

lekka, cicha i powiewna,

jak pachnący kwiat — urocza,

2220

kryształowa Cud-królewna.

Uśmiechnięta czule, słodko

lice chyli nad Sobótką.

Wolno bierze ją w ramiona

i na brzegu łoża siada,

2225

i przytula ją do łona,

i najdroższe liczko bada.

Miękkie włosy pięknej wróżki

oplatają niby wieńce

Butki plecki, Butki nóżki,

2230

całe ciałko jej dziecięce.

W złocie włosów jak w kolebce

śpi najmilsza jej dziewuszka;

wróżka tuli ją i szepce

w bijącego takt serduszka:

2235

Butko maleńka,

słodka dziecino,

przyszłam do ciebie

cichą godziną.

Przyszłam do ciebie,

2240

ptaszku maleńki,

by ci wyszeptać

słowa podzięki.

Za twoją sprawą,

dzidziusiu miły,

2245

wszystkie me więźnie[142]

w dom[143] powróciły.

Już mi ich smutek

serca nie truje,

więc się radosna

2250

i wolna czuję.

I chodzić będę

w wonnym ogrodzie,

i snuć marzenia

w cichym zachodzie,

2255

że nauczone

na twym przykładzie

przybiegną dziatki

igrać w mym sadzie.

Przez złote wrota

2260

jak szczęścia gońce

wbiegną i wniosą

radość i słońce!

I pusty pałac

rozdzwoni echem,

2265

dziecięcym gwarem,

dziecięcym śmiechem.

I zamyślone

utoną oczy

w dziecięcej duszy

2270

toni przeźroczej…

Aż znów odlecą

ptaszęta złote

i w dal poniosą

moją tęsknotę…

2275

Tak w różowe Butki uszka

cichym głosem szemrze wróżka

i znów garnie ją, i tuli

w woniejących włosów luli.

Czymże cię, Butko

2280

wdzięczna, nagrodzę?

Czymże dzieciństwa

lata osłodzę?

Dni twych minionych

niech pamięć wskrześnie[144],

2285

marzenia twoje

ukaż mi we śnie.

Za hart twój, Butko,

za twoje męstwo

wszystko, co[145] pragniesz,

2290

dam ci maleństwo.

Czarodziejski pierścieńW pierścień zdobną, lekką ręką

nad jej czółkiem krąg zatoczy

i przygarnie znów maleńką,

i w zamknięte patrzy oczy.

2295

Lecz nie może u dzieciny

snów rozplątać gmatwaniny,

bo każdziutkie jej życzenie

znika — niby oka mknienie[146].

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

2300

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Parę łyżek miodu w garnku —

nieskończona kiedyś bajka —

jakaś lalka na jarmarku —

piernik w kształcie Mikołajka —

2305

znalezione jajko kurki —

jakieś szkiełko, jakieś sznurki —

rzemiennego sprzączka paska —

jakiś guzik, strzęp obrazka…

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

2310

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

(Skarby, które chłopcy mali

zwykle Butce wydzierali).

To w jej snach się teraz kręci,

to jedynie ma w pamięci.

2315

CzarownicaPatrzy wróżka zadumana —

Butka śmieszy ją i wzrusza;

jakże-bo[147] skomplikowana

jest małego dziecka dusza!

Lecz te strzępki, te błyskotki,

2320

toć to rzeczy bez znaczenia…

Czyż nie znajdzie u Sobótki

większych pragnień lub marzenia?

Wtem spostrzegła, że różowa

buźka dziecka się uśmiecha,

2325

ustka szepcą jakieś słowa,

w całym ciałku drży uciecha.

Gdzieś chcą biegnąć małe nóżki,

w włosów plącząc się atłasie,

a rozwarte jej paluszki

2330

coś uchwycić pragną, zda się.

(To w ogródek — co malutki

wyrósł nagle wkoło Butki

i owocem ciężkim gnie się,

sen tłuściutką Butkę niesie).

2335

Biegnie, biegnie za morelką,

za brzoskwinią, za jabłuszkiem,

to znów gruszkę goni wielką

z smakowitym[148], kraśnym brzuszkiem.

Już się zdaje, że dzieweczka

2340

w buzi słodycz soku czuje,

tak jej drobne drżą usteczka,

tak języczkiem coś smakuje.

Ale obraz w dal ucieka!

Wokół Butki głucha pustka,

2345

żal twarzyczkę jej powleka,

w podkóweczkę zgięła ustka

i z wyrazem smutku, nudy —

śpi cichutko — tak jak wprzódy.

CzarownicaZa to twarz królewny biała

2350

niby zorza zróżowiała,

bo wyraźnie teraz widzi

za czym tęskni małe dzidzi.

Na buzieńkę swej dzieciny

pocałunków spada gradem…

2355

W dołek wkłada ją pierzyny

i uchodzi — duchów śladem.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Pierwsze kury pieją w dali.

2360

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Lampka się jak pierwej pali,

a w mrok izby przez okienko

zaglądają: świt z jutrzenką.

Rozdział XI. W którym marzenie Sobótki zamienia się w rzeczywistość

Słońce stało już wysoko,

2365

gdy dźwignęła się z pościeli,

przecierając senne oko,

postać zacnej[149] Imć Niedzieli.

Co to? Siódma już godzina?

Skądże jej się tak zaspało!

2370

Tu z wysiłkiem przypomina,

co w wczorajszym[150] dniu się stało.

Co to było? Wielki Boże!

Czy to prawda, czy sen może?

Aż uwierzyć trudno prawie,

2375

że to działo się na jawie…

Okiem rzuca na posłanie:

śpią najmilsze jej dziateczki;

a tu leży ich ubranie —

zdarte suknie[151] i majteczki.

2380

Toż ją znowu czeka praca!

Co za dziury! co za dziury!

Suknie bada i przewraca,

czoło jej zaległy chmury.

Oj, przebrały smyki miarę!

2385

Już majstrowej nic nie wzruszy,

niech dostaną dobrą karę,

niech im ojciec da za uszy.

Niech pocierpią raz dziateczki,

skoro nie ma na nie rady…

2390

A wtem zbladła… nuż z wycieczki

pozostały inne ślady?

Imć majstrową przeszły dreszcze;

dłonią sięga w głąb pierzynek

i… wyciąga — ciepłe jeszcze

2395

skórki sześciu małych świnek.

Szybko, modląc się po cichu,

po drabinie w górę pnie się

i do skrzyni, co na strychu,

dowód hańby dziatek niesie.

2400

Wielka w niej wezbrała ulga,

gdy zapadło wieko skrzynki,

i pośpiesznie w dół się kulga[152],

jakby za nią gnały… świnki!

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

2405

A tymczasem, tak jak co dnia,

hałas zerwał się na dole;

to dziateczki Imć Tygodnia

rozpoczęły już swawolę.

Tu poduszka w górę lata,

2410

aż się sypie wkoło pierze,

ten warkocze siostrom splata,

tych dwóch się za czuby bierze.

Zgiełk przerwało wejście matki;

oj, surową ma dziś minę.

2415

W rękach trzyma ich manatki

i… rzemienną dyscyplinę.

Wszystkie rzeczy te w paradzie[153]

na zydelku[154] majstra kładzie.

Pospuszczały główki zuchy;

2420

nikt nie śmieje się, nie szepce,

słychać brzęk lecącej muchy…

makiem zasiał w ich izdebce.

Czy nie boskie to skaranie?

Jak zamówił, będzie lanie!

2425

Lecz że ojciec jeszcze chrapie,

banda matkę w krąg otoczy;

każdy ją za szyję łapie,

każdy jej zagląda w oczy.

— Mamo! mamciu! rybko! kiciu!

2430

ocal dzieci przed kłopotem,

nie zbroimy nigdy w życiu,

tylko nie mów ojcu o tem[155]!

— Daj, mateczko, szatki inne!

Czwartek chlipnie, Piątek jęknie —

2435

I na prośby ich dziecinne

serce matki jak wosk mięknie.

Takie miłe te nicponie[156]!

Tyle rączek ją oplata,

tak się tulą, garną do niej…

2440

Niech tam! suknie im wyłata.

I poczciwa Imć Niedziela

nowe szatki im rozdziela.

Toż to radość! toż to pycha!

Duszą dziatki Imć majstrową,

2445

aż z radości każdy prycha,

przywdziewając suknię nową.

Właśnie był to dzień świąteczny;

(zwykle w święto uroczyste

każdy stara się być grzeczny

2450

i mieć twarz i ręce czyste).

Grzeczne są i majstrów dzieci.

Chłopcy gęste mają miny[157]

każdy pozór ma waszeci[158]

od nóg bosych do czupryny!

2455

Mała Butka z miną hardą

kręci się jak krągła kulka,

bo wspaniałą swą kokardą

oczarować chce ojczulka.

— Tato! — krzyczy — na śniadanie!

2460

Wśtawaj tato, mocium panie! —

I w zamknięte drzwi alkierza[159]

piąstką raz po raz uderza.

Lecz się próżno Butka trudzi:

majstra — nic dziś nie obudzi.

2465

Urażona tym dziecina

już odbiegła do okienka,

po krzesełku się wyspina[160]

i w otwartym oknie klęka.

Aż tu w rączki jak nie klaśnie,

2470

jak nie krzyknie, jak nie wrzaśnie,

jak nie piśnie jak najgłośniej:

— Patscie, patscie, co tam lośnie!

Oglód, oglód mój malutki!

Oglód psysed do Sobótki!

2475

Mamo! mamo! dzieci! dzieci!

I jak piłka na dwór leci.

Zatupały dziatek pięty,

wzniósł się ciemny obłok kurzu;

pędzą — a tu świat zaklęty

2480

czar roztoczył na podwórzu.

Sad prześliczny, karłowaty,

z owocami przepysznemi[161],

raptem wkoło białej chaty

wyrósł — niby grzyb spod ziemi.

2485

Patrzą dzieci, matka patrzy,

wśród gałązek coś szeleści…

To na korze od szkła gładszej

złoty napis wszystkim wieści:

Czarownica„Za szlachetność jej serduszka

2490

Butce w dani składa — wróżka”.

Matka Butkę w pół porywa,

łez potokiem twarz jej zlewa,

upojona i szczęśliwa

w czarodziejskie patrzy drzewa

2495

i krzyż znacząc nad jej czołkiem,

woła: — Butko! tyś aniołkiem!

Piszczą dzieci, szlocha matka,

biegnie ta i ta sąsiadka,

pędzą dziewki, czeladniki,

2500

„Hurra!”, drą się uliczniki.

Każdy gapi się i pyta,

każdy złoty napis czyta.

A maleńka bohaterka

to na sad swój z dumą zerka,

2505

to na gałąź ponad daszkiem,

gdzie gawronek z gawronaszkiem

dziobem kręcą w lewo, w prawo,

kracząc Butce: — Brrrawo! brrrawo!

Słysząc tyle zgiełku, wrzawy

2510

majster rzucił też posłanie

I wychylił nos ciekawy,

i zakrzyknął: — Mocium panie!

i z ust mu wypadła fajka…

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

2515

I skończona moja bajka.

Przypisy

[1]

imć (daw.) — skrócona forma grzecznościowego „jej/jego miłość”, „jej-/jegomość”. [przypis edytorski]

[2]

duchem (daw.) — szybko, bez zwłoki. [przypis edytorski]

[3]

chwat (daw.) — ktoś dzielny, odważny, zaradny. [przypis edytorski]

[4]

antałek — beczułka na wino lub piwo. [przypis edytorski]

[5]

cal — jednostka miary (2,54 cm) dziś używana już tylko w krajach anglosaskich. [przypis edytorski]

[6]

trzewik (daw.) — but. [przypis edytorski]

[7]

wieść prym — być w czymś pierwszym, przewodzić. [przypis edytorski]

[8]

toż — tu: przecież. [przypis edytorski]

[9]

gagatek — ziółko, ananas. [przypis edytorski]

[10]

mocium panie (daw.) — zniekształcona forma grzecznościowego „miłościwy panie”. [przypis edytorski]

[11]

bez mitręgi — bez zwłoki. [przypis edytorski]

[12]

basarunek (daw.) — lanie. [przypis edytorski]

[13]

na toż (daw.) — po to. [przypis edytorski]

[14]

waćpan (daw.) — forma skrócona od „waszmość pan”. [przypis edytorski]

[15]

waść (daw) — skrócona forma grzecznościowego „wasza miłość”. [przypis edytorski]

[16]

duszko (daw.) — zwrot wskazujący na serdeczne uczucia wobec drugiej osoby (dziś powiedzielibyśmy: „skarbie”, „kochanie”). [przypis edytorski]

[17]

nadto — tu: za bardzo. [przypis edytorski]

[18]

dyscyplina — tu: rózga. [przypis edytorski]

[19]

traktament (daw.) — tu: sposób potraktowania. [przypis edytorski]

[20]

dziatki (daw.) — dzieci. [przypis edytorski]

[21]

przycupły — dziś popr.: przycupnęły. [przypis edytorski]

[22]

było strachu trocha (daw.) — było strachu trochę. [przypis edytorski]

[23]

strapienie — zmartwienie, kłopot. [przypis edytorski]

[24]

wdawać się — tu: zadawać się. [przypis edytorski]

[25]

z szkrabami — dziś popr.: ze szkrabami. [przypis edytorski]

[26]

z śmiechem — ze śmiechem. [przypis edytorski]

[27]

przecie (daw.) — przecież. [przypis edytorski]

[28]

Wiwat — okrzyk radości. [przypis edytorski]

[29]

kontusz (daw.) — staropolski strój męski. [przypis edytorski]

[30]

roztargać się — tu: podrzeć się, rozedrzeć się. [przypis edytorski]

[31]

hajdawery (daw.) — szerokie spodnie. [przypis edytorski]

[32]

zaczem (daw.) — dlatego, skutkiem tego. [przypis edytorski]

[33]

ambaras (daw.) — kłopot. [przypis edytorski]

[34]

do dom — dziś popr.: do domu. [przypis edytorski]

[35]

gdzie — dziś popr.: gdzieś. [przypis edytorski]

[36]

ócz — dziś popr.: oczu. [przypis edytorski]

[37]

pokotem — jedno obok drugiego, razem. [przypis edytorski]

[38]

gawron był i wrona — gawron i wrona to dwa różne gatunki ptaków, choć oba należą do rodziny krukowatych. [przypis edytorski]

[39]

nastawia — dziś popr.: nadstawia. [przypis edytorski]

[40]

łapie — zarówno wrony, jak i gawrony mają raczej nogi i pazury niż łapy. [przypis edytorski]

[41]

mores — karność. [przypis edytorski]

[42]

basy (daw.) — lanie. [przypis edytorski]

[43]

dzierlatka — tu: gatunek skowronka. [przypis edytorski]

[44]

skroić kurtę (daw.) — obić kogoś. [przypis edytorski]

[45]

zawracać się — dziś popr.: zawrócić, wrócić. [przypis edytorski]

[46]

popod (daw.) — pod. [przypis edytorski]

[47]

kto — tu dziś popr.: ktoś. [przypis edytorski]

[48]

nuż (daw.) — wyraz niepewności, podejrzliwości. [przypis edytorski]

[49]

jakie — dziś popr.: jakieś. [przypis edytorski]

[50]

podwoje — wielkie, dwuskrzydłowe drzwi. [przypis edytorski]

[51]

kto — tu dziś popr.: ktoś. [przypis edytorski]

[52]

co — tu dziś popr.: coś. [przypis edytorski]

[53]

hurmem (daw.) — wszyscy razem, kupą. [przypis edytorski]

[54]

pięście — dziś popr.: pięści. [przypis edytorski]

[55]

wyspina — dziś popr.: wspina. [przypis edytorski]

[56]

junak — śmiałek, odważny chłopak. [przypis edytorski]

[57]

pacierz — dawniej także jednostka czasu (tyle, ile trzeba, żeby odmówić chrześcijańską modlitwę Ojcze nasz). [przypis edytorski]

[58]

parobek — dawniej robotnik, którego zatrudniano do pracy w gospodarstwie. [przypis edytorski]

[59]

zmilkły — dziś popr.: zamilkły. [przypis edytorski]

[60]

pisły — dziś popr.: pisnęły. [przypis edytorski]

[61]

dzióbły — dziś popr.: dziobnęły. [przypis edytorski]

[62]

ze czcią — dziś popr.: z czcią. [przypis edytorski]

[63]

winograd (daw.) — winorośl. [przypis edytorski]

[64]

wyroić — tu: wyobrazić sobie. [przypis edytorski]

[65]

z zdziwioną — dziś popr.: ze zdziwioną. [przypis edytorski]

[66]

jeno (daw.) — tylko. [przypis edytorski]

[67]

kraśny (daw.) — tu: czerwony. [przypis edytorski]

[68]

chichotek — dziś popr.: chichotków. [przypis edytorski]

[69]

krygi (daw.) — przesadne, przerysowane ruchy. [przypis edytorski]

[70]

zgniewana — dziś popr.: zagniewana. [przypis edytorski]

[71]

wrzasła — dziś popr.: wrzasnęła. [przypis edytorski]

[72]

wprzódy (daw.) — wcześniej, najpierw. [przypis edytorski]

[73]

cieką — dziś popr.: ciekną. [przypis edytorski]

[74]

krużganek — otwarty korytarz wokół dziedzińca (czyli podwórza) dużej budowli. [przypis edytorski]

[75]

mikrob — najmniejszy organizm żywy. [przypis edytorski]

[76]

karlik — tu: mały skrzat, karzełek. [przypis edytorski]

[77]

kędy (daw.) — tu: gdzie. [przypis edytorski]

[78]

pierwej (daw.) — najpierw. [przypis edytorski]

[79]

utseć nosa — dziś raczej: wytrzeć nos; wyrażenie „utrzeć nosa” ma współcześnie inne znaczenie: 'dać komuś nauczkę'. [przypis edytorski]

[80]

zadźwięknąć (daw.) — zadźwięczeć. [przypis edytorski]

[81]

przypiecek — w starych domach siedzisko wokół pieca. [przypis edytorski]

[82]

pomadka — tu w zn.: miękki cukierek. [przypis edytorski]

[83]

wykrzyk (daw.) — okrzyk. [przypis edytorski]

[84]

przycupła — dziś popr.: przycupnęła. [przypis edytorski]

[85]

z swawolnym — dziś popr.: ze swawolnym. [przypis edytorski]

[86]

czeladnik — rzemieślnik, który przestał być uczniem, ale jeszcze nie jest majstrem. [przypis edytorski]

[87]

snać, snadź (daw.) — widać, widocznie. [przypis edytorski]

[88]

do tata — dziś popr.: do taty. [przypis edytorski]

[89]

klasła — dziś popr.: klasnęła. [przypis edytorski]

[90]

ciżma (daw.) — miękki bucik. [przypis edytorski]

[91]

skonfundowany — tu: zawstydzony. [przypis edytorski]

[92]

z złotą — dziś popr.: ze złotą. [przypis edytorski]

[93]

jaskrawie — dziś popr.: jaskrawo. [przypis edytorski]

[94]

hołupiec, hołubiec — figura taneczna w tańcach ludowych. [przypis edytorski]

[95]

basałyk (daw.) — psotne dziecko. [przypis edytorski]

[96]

bagatela — tu: nic ważnego. [przypis edytorski]

[97]

pan dobrodziej (daw.) — zwrot grzecznościowy. [przypis edytorski]

[98]

Tatarzy — nazwa ludów tureckich; w XV–XVII wieku Tatarzy najeżdżali tereny należące wówczas do Polski, rabowali bogactwa i uprowadzali mieszkańców. [przypis edytorski]

[99]

rękę skinie — dziś raczej: ręką skinie. [przypis edytorski]

[100]

wzbudzić — tu w dawnym znaczeniu: zbudzić. [przypis edytorski]

[101]

jękły — dziś popr.: jęknęły. [przypis edytorski]

[102]

bęcwałek — głuptasek. [przypis edytorski]

[103]

szczebiota — dziś popr.: szczebiocze. [przypis edytorski]

[104]

opłakuje — prawdopodobnie błąd autorki albo zecera, wydaje się bowiem, że powinno być: opłakują (dzieci). [przypis edytorski]

[105]

krumkają — dziś popr.: chrumkają. [przypis edytorski]

[106]

wisus (daw.) — urwis. [przypis edytorski]

[107]

pisły — dziś popr.: pisnęły. [przypis edytorski]

[108]

kusy — krótki; tu: bez ogona. [przypis edytorski]

[109]

jękła — dziś popr.: jęknęła. [przypis edytorski]

[110]

co — tu dziś popr.: coś. [przypis edytorski]

[111]

kobierzec — gruba tkanina, którą ozdabiano ściany lub przykrywano podłogi. [przypis edytorski]

[112]

z ścian — dziś popr.: ze ścian. [przypis edytorski]

[113]

siedm — dziś popr.: siedem. [przypis edytorski]

[114]

okola — dziś popr.: okala. [przypis edytorski]

[115]

ócz — dziś popr.: oczu. [przypis edytorski]

[116]

jaki — dziś popr.: jakiś. [przypis edytorski]

[117]

ciszkiem (daw.) — po cichu. [przypis edytorski]

[118]

piernat — tu: materac. [przypis edytorski]

[119]

Antoni z Padwy święty — Antonii Padewski, właśc. Fernando Martins de Bulhões (1195–1231), święty Kościoła katolickiego i patron rzeczy zgubionych. [przypis edytorski]

[120]

owładło — dziś popr.: owładnęło. [przypis edytorski]

[121]

z szczęścia — dziś popr.: ze szczęścia. [przypis edytorski]

[122]

bałamutnie — tu: mętnie, niejasno. [przypis edytorski]

[123]

litania — rodzaj modlitwy. [przypis edytorski]

[124]

Różaniec — tu: modlitwa w Kościele katolickim. [przypis edytorski]

[125]

kompanija — dziś popr.: kompania. [przypis edytorski]

[126]

we dwa — dziś popr.: w dwa. [przypis edytorski]

[127]

w animuszu — pobudzony, energicznie. [przypis edytorski]

[128]

lice (daw.) — lico, twarz. [przypis edytorski]

[129]

zalać (…) pałę (pot.) — upić się. [przypis edytorski]

[130]

kto — tu dziś popr.: ktoś. [przypis edytorski]

[131]

wnyki (daw.) — lanie. [przypis edytorski]

[132]

rwetes — hałas, zamieszanie. [przypis edytorski]

[133]

szczeć — szczecina. [przypis edytorski]

[134]

zbiera — dziś popr.: wzbiera. [przypis edytorski]

[135]

okowita (daw.) — wódka. [przypis edytorski]

[136]

hukło — dziś popr.: huknęło. [przypis edytorski]

[137]

społem (daw.) — razem. [przypis edytorski]

[138]

z śmiechem — dziś popr.: ze śmiechem. [przypis edytorski]

[139]

trzasło — dziś popr.: trzasnęło. [przypis edytorski]

[140]

w wnętrzu — dziś popr.: we wnętrzu. [przypis edytorski]

[141]

przeźrocza (daw.) — przezroczysta. [przypis edytorski]

[142]

wszystkie me więźnie — dziś popr.: wszyscy moi więźniowie. [przypis edytorski]

[143]

w dom — dziś popr.: do domu. [przypis edytorski]

[144]

niech pamięć wskrześnie — dziś popr.: niech się pamięć wskrzesi. [przypis edytorski]

[145]

co — tu dziś popr.: czego. [przypis edytorski]

[146]

oka mknienie — dziś raczej: oka mgnienie. [przypis edytorski]

[147]

jakże-bo — dziś popr.: jakże. [przypis edytorski]

[148]

z smakowitym — dziś popr.: ze smakowitym. [przypis edytorski]

[149]

zacny — prawy, godny zaufania i szacunku. [przypis edytorski]

[150]

w wczorajszym — dziś popr.: we wczorajszym. [przypis edytorski]

[151]

suknie — tu daw.: ubrania. [przypis edytorski]

[152]

kulgać się (z ros.) — turlać się, toczyć. [przypis edytorski]

[153]

w paradzie — tu: uroczyście. [przypis edytorski]

[154]

zydel (daw.) — stołek. [przypis edytorski]

[155]

tem — dziś popr.: tym. [przypis edytorski]

[156]

nicpoń — urwis. [przypis edytorski]

[157]

gęste mają miny (daw. przen.) — są pewni siebie lub takich udają. [przypis edytorski]

[158]

waszeć (daw.) — tytuł grzecznościowy; mieć pozór waszeci: wyglądać jak wielki pan. [przypis edytorski]

[159]

alkierz (daw.) — mała sypialnia. [przypis edytorski]

[160]

wyspina — dziś popr.: wspina. [przypis edytorski]

[161]

przepysznemi — dziś popr.: przepysznymi. [przypis edytorski]

Zamknij
Proszę czekać…