This work is not covered by copyright and is a part of the public domain, which means that it can be used, published and distributed. If there are any additional copyrighted materials provided with this work (such as annotations, motifs etc.), those materials are licensed under the Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 license.
Text based on: Juliusz Słowacki, Liryki i powieści poetyckie, wyd. Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 1974
Publikacja zrealizowana w ramach projektu Wolne Lektury (http://wolnelektury.pl). Reprodukcja cyfrowa wykonana przez Bibliotekę Narodową z egzemplarza pochodzącego ze zbiorów BN.
Edited and annotated by: Katarzyna Kwiatkowska, Marta Niedziałkowska, Aleksandra Sekuła.
1Atesso!…
Jestem… alem uciekała,
Bo mię ta dziwna pieśń… w otchłanie niosła.
Wszak wiesz, żem z tobą razem zmartwychwstała
5I razem z tobą znów różana rosła;
Wszak wiesz… gdzie oliw czarny gaj i skała,
I srebrne, ogniem ozłocone wiosła;
Wszak wiesz… ta chata nasza bez zapory,
To falerneńskie wino[2]… i amfory…
10I w ścianach różne marmuru odłamy,
I strumień, co tam w takt lutniowy ciecze…
Wszak ty pamiętasz: bywało, czytamy,
A ja Eschyla[3] tobie rym kaleczę,
A gdzieś daleko… na Pnyksie[4], u bramy,
15Słońce, na tańca piryjskiego[5] miecze
Wzięte, przez liście cytryn się przeciska
I w oczy nasze zamyślone błyska…
O! ten sen mię[8] ściga…
Jesteś jak nimfa Echo[12]…
30Nimfa Echo.
I poleciałam gdzieś na jakąś górę,
Nad którą słońce w krwi, księżyc w zaćmieniu,
Męka, co całą męczyła naturę,
40I krzyż na słońca czerwonym pierścieniu,
A ja… w te śmierci otchłanie ponure
Na moich skrzydeł tęczowych promieniu
Lecąca… jako dziś… patrz, upior[15] blady,
Ja, pierwsza z różnych piękności Hellady.
45UrodaCzemu nie patrzysz na mnie? o! czy żal ci
Mojego włosa, pełniejszego łona
I ducha tego, co jak czarę kształci
Pierś i pięknością oblewa ramiona?
Teraz patrz — wiatr mi kształt spokojny gwałci;
50Gdy zadrżysz, jestem ja sama wzruszona,
Oczy się moje jak szafir krysztalą,
Rany na nogach i rękach się palą…
Rany twe płoną — widzę — szafir nocy
Ma z twoich strasznych ran cztery pochodnie.
55Pal się! Nie mogę żadnej dać pomocy,
Tylko to powiem, że przez krew i zbrodnie
Szukałem ciebie rosnąc w piękność mocy,
Która po twojej trzyma niezawodnie
Najpierwsze miejsce u samego Boga…
60On wie, że w moim duchu nie miał wroga.
Lecz ty aż teraz jak krzyż zapalony
CierpieniePrzyszłaś, kiedy ja wichrem nieszczęść zbity
I tak jak sztandar kulami zniszczony,
I tak jako hełm Hektora[16] — bez kity,
65I tak jak harfa, co straciła tony,
I tak jako trup w grobowcu odkryty,
Na bezlitośne[17] wystawiony wzroki
I tak widzący swój zgon jak proroki —
Walę się w prochu. Gdzie byłaś, siostrzana
70Duszo, kiedym ja cierpiał? Czy pod krzyżem,
Z tęczowych twoich skrzydeł oberwana,
Śmiałaś się, gdym ja stutysięcznym spiżem
Na świecie imię obwoływał Pana,
Odrodzenie przez grób, ŚmierćA sam, spędzany zawsze skrzydłem chyżem
75Śmierci, musiałem nędzny grób rozrywać
I sam przychodzić, i znów odlatywać?…
Gdzie byłaś, gdym tu nareszcie za karę
I za ostatni los — z potęgą słowa
Wstał słysząc w duchu jakieś wieki stare,
80Których ogromna szmerność podgrobowa?
85W dzieciństwie twoim samotna, a potem
Musiałam z większą liczbą mar przychodzić,
Cicha, gwiazdowym uwieńczona złotem,
Smętna, że duszy twojej rozpogodzić
Nie mogłam. Przestań już pamięci lotem
90W dawnych się wiekach twoją myślą rodzić.
Patrz, jak w stygmatach piękna w górne sfery
Lecę, ran niosąc zapalonych cztery.
Tam głębszy szafir — spod słońca korony
Na trzech obłokach niby lekkiej zorzy,
100Jak jaka srebrna lampa zawieszony,
Pali się miesiąc, liczba gwiazd się mnoży,
Wyiskrza szafir, zda się — jak stal pryśnie,
Coś w nim od słońca jaśniejszego błyśnie.
Siostro! twe rany mocniej się płomienią,
A z twoich oczów[19] wesołość wylata
I szaty twoje się jak tęcze mienią,
115I pierś wzniesiona, i skrzydli się szata.
Nie leć! te słońca ciebie opierścienią
Jak powój, który kolumnę oplata,
I tam zostaniesz, statui starożytnej
Podobna — śród słońc złotych — przy błękitnej.
120O, nie zostanę! bo w tej gwiazd powodzi
Ona się zniża i z duchami swemi[20],
I na miesiącu swym na ziemię schodzi,
Bo zapragniona jest znowu na ziemi;
Oto więc na swej półmiesięcznej łodzi
125Płynie, rękami sypiąca złotemi[21]
Litośną[22] miłość… dawno tak widziana
Na wyspie Patmos przez świętego Jana[23].
Patrzaj na ciemne, szmaragdowe lasy —
Zniżyła się tam i rzuca spod siebie
130Dwa wielkie tęczy rozwiniętej pasy,
Które się od niej zaczęły na niebie.
Przychodzą nowe na świat Pańskie czasy,
Niechaj umarły swych umarłych grzebie!
A ty nie maż ust światowym piołunem,
135Ale tej łaski Pańskiej bądź zwiastunem!
To nic, jam pobladł… duch mój jest otchłanią
145Tęsknot i musi strzec się własną mocą;
Ciemność, ŚwiatłoCzuję, że gdybym ja poleciał za nią
Tam, gdzie te światła całą ziemię złocą,
Byłbym jak jedna z gwiazd, co się tumanią
I przez tęczowe jej rąbki migocą,
150I już… już własnej twarzy mieć nie mogą,
A ja tu czekam w ciemności…
Żaden duch nie jest bez przyjaciół własnych,
Żaden głos nie jest bez ech — poza światem.
155Raz ja nad Ikwą po mych łąkach jasnych
Błądząc, znudzony błękitem i kwiatem,
Bo mi w pamięci koral twych ust krasnych,
Co perły takim obwodzi szkarłatem,
Jaśniej się palił — i twoje oblicze
160Skrzyło jak słońce myśli tajemnicze,
Znudzony, że mój głos tu nie pomaga
Ludziom w niewoli, ogień serca pije,
A ciągłej szczęścia ofiary wymaga
I ciągle serca mego jadłem żyje,
165A tu, na świecie, inna jakaś waga
Waży wypadki,Wino, Anioł, Kondycja ludzka człek podłością tyje
I spity winem, pieśń, co aniołowie
Dają, za pościel kładzie i węzgłowie[25],
185Ciało, Duch, Dusza, DzieckoJa byłem wtenczas dziecię, lecz do gliny
Kiedy wejdziemy my, straszniejsi z duchów,
To mamy straszne w dzieciństwie godziny,
Gdzie duch bez żadnych więzów i łańcuchów
Ma ostrzeżenie. W mogilne doliny
190Chodziemy[26] chętnie — niby dla podsłuchów —
A duchy wtenczas rozmawiają z nami
Same lub tylko natury ustami.
Polak, Polska, ŻałobaOtóż i wtenczas w myślach moich zamęt,
Zwątpienie było, rozpacz nad zabitą
195Polską… „Gdzież — rzekłem — jest taki sakrament,
Co by w niej, martwej, chodził siłą skrytą
Jak krew żyjąca?” — ŁzyTaki był mój lament,
Który me oczy wnet zamienił w sito
Siejące perły łez. A wtem od Boga
200Przyszła nauka wielka i przestroga.
Ptak, Dziecko, Ojciec, MatkaSkrzypnęła czegoś jedna stara belka
I poruszyła gniazdo jaskółczychy,
Z gniazda wypadła ptaszyna niewielka,
Bez pierza, mały, zimny trupek, lichy,
205Więc potem tego dziecka rodzicielka
I ojciec w domek przylecieli cichy,
Prosto do gniazda, do swojego kątka,
I nie znalazłszy swojego dzieciątka
Ale oboje… ŚmierćŚmierć tak była świeża,
Tak niespodziana, taką zda się zdradą
Niebios, że ojciec, matka nie dowierza,
220Owszem, przy dziobku jeszcze mu żer kładą,
Dziobkami ciałka próbują i pierza,
A ono z główką wyciągniętą, bladą,
Z początkiem tylko dziecięcych skrzydełek
Leży jak srebrny na herbie orzełek.
225Więc — o niewiaro cudna, rodzicielska,
O długie, piękne tych serc niepokoje,
O cudna myśli w ptaszkach, już anielska! —
Za skrzydła wzięli dzieciątko oboje
I wyżej, niż tam brzoza, nimfa sielska,
230Rozrzuci swoje girlandowe zwoje,
Podnieśli… myśląc, że w nim lot roznieci
Życie, że z dziobków puszczone poleci!
Tak połączone przez biały dyjament[27]
Stało nade mną w niebie biedne stadło.
235Potem je może zdjął rozpaczy zamęt,
Bo upuścili dziecko… a te spadło,
A oni siedli nad nim znów i lament
Taki podnieśli, że mi lice bladło,
Serce bolało, tak jak dzisiaj boli,
240Bo coś tam dla mnie jest w tej paraboli.
Ojczyzna, TrupO tak! nim ja w śmierć ojczyzny uwierzę,
Chociażby jak trup w grobie leżąc zbrzydła,
Potargam wprzódy ją pieśnią za pierze,
Porwę ją wprzódy na pieśniane skrzydła,
245Porwę ją z ziemi, tak jak wicher bierze,
Stargam łańcuchy wszystkie, wszystkie sidła,
Podniosę w niebo, aż gdzie Pan Bóg świeci,
Puszczę… jeżeli żywa — to poleci.
Cóż ty mię smucisz tym pięknym widokiem
Tęcz i błękitów? Za mną inna strona
I duchy, co się na pieśń zbiegły tłokiem,
260Od których była już ogniem czerwona,
Ich tchem trująca, tętniąca ich krokiem.
Dobranoc! harfiarz wasz posępnie kona!
Klnie wam i kona… Precz, straszydła stare!
O siostro! odpędź ode mnie tę marę!
265W powietrzu widzę trzy…
Patrz! za cerkiewnym, o! tym bohomazem
Powietrze całe się wydaje złotem.
270Zapewneś przyszedł od duchów z rozkazem?
DźwiękAlbo mi lirą powiedz, albo grzmotem!
Tak zwykle gadał — gdy mu się podoba,
To w jęku głosy te połączy oba.
Teraz nie mówi nic, lecz stoi srogi
275I zda się, twarz mi swoją w pamięć wraża;
A tamten — patrzaj, tak piękny jak bogi —
Który wygląda także na harfiarza,
Ale instrument ma bardzo ubogi,
Sam widać był tej harfie za stolarza —
280Dziwna!… rybie w niej srebrzą się ościenie
I labradorskie Sybiru kamienie.
Struny, podobne do starych badylów —
Pod palcem tego ducha drżą spróchniałe.
A co? czy dobrze na niej panna Nilów
285Grała wywiodłszy[28] ciebie gdzieś na skałę
Kamczatki, kędy jasne róże gilów
Latały słuchać, gdy jej rączki białe
W powietrze pełne mgieł, duchów i szronów
Lały z tej harfy girlandami tonów?
290O, powiedz, jakie ci sny o młodości
I o twej miłej ojczyźnie wyjęczał
Jęk tej źle z renów ostruganej kości
I tej dziewczyny głos, który wyręczał
Anioła-stróża, a ty — o litości! —
295W oczy jej patrzał czyste, u nóg klęczał,
A drugą myśli połową pieśń mijał,
Palił dom, ojca w płomieniach zabijał.
Powiedz, czy w harfie tej dziś jest żałośny[29]
Tego dziecięcia jęk i skarga cicha?
300Czy ty pomiędzy aniołami głośny
Tą harfą? Czy ci ręka nie usycha?…
Patrz… ten duch, niegdyś tak mało litośny
Temu dziewczyny sercu, teraz wzdycha
I lirnikowi palcem pokazuje,
305Jakby chciał mówić: „Patrzaj, on to czuje!”
Precz, bladzi! — i ten trzeci, co nad głowy
Wyciąga ręce i nad wami trzyma
Swój wielki, bardzo ciężki krzyż cynowy,
Niech mię nie prosi łzawymi oczyma!
310Obraz świataStary świat skonał, nie zaczął się nowy.
Dla takich duchów jak wy — miejsca nie ma!
Lećcie i w nową zorzę się rozpłyńcie,
I bądźcie nowi duchem — albo gińcie!
Precz z nimi — nudzą mego ducha, łamią:
Ten swój sybirski instrument przynosi,
325ŁzyA dziś muzycy tak na strunach kłamią
Czucie, że serce pęka, łza cię rosi,
A oni — jako stawy zaszłe szlamią[30] —
Przez nerwy sączą żółtą krew. Kto głosi,
Że pieśnią do łez poruszy słuchaczy,
330Ten musiał wprzódy zwariować z rozpaczy.
Nie tak, pamiętasz, my… Najokropniejsze
Godziny nasze przeszły w takiej ciszy…
…………………………………………………
…………………………………………………
335…………………………………………………
…………………………………………………
A oto wyszedł — jakby Rafaela
Tarcza okryta różnym malowaniem —
Księżyc i zagrał pierwszą pieśń wesela
340Wyszedłszy świecić przed samym zaraniem,
A z niego wielki miecz płomienny strzela —
Nazwany w niebie niebieskim nazwaniem —
Przed którym zadrzy[31] i fałsz, i pokusa,
Chrystus, WizjaLecz nikt nie dźwignie miecza — prócz Chrystusa!
345On na nim ręce skrwawione położy,
Potem podniesie i trzy razy mieczem
Niebiosa całe rozetnie, otworzy;
Wtenczas my, duchy, pod gwiazdy ucieczem,
Bo z nieba wyjdzie na ziemię duch boży,
350A my z tej ziemi mgły i chmury zwleczem,
By się spotkała jej twarz z bożą twarzą;
Wtenczas się słońce i gwiazdy przerażą.
Świętych zobaczysz pańskich w jednej stronie,
Podobnych chmurze słonecznej, Maryja
355Stać będzie w słońcu, na złotym wrzecionie
Kręcąc jako ta, która tęcze zwija;
Anioł, SzatanA po tych tęczach aniołowe konie
Będą latały, a szatan jak żmija
Będzie je straszył wielkim dymu kłębem
360I językowym je zhuka trójzębem.
Anioł, ŚwiatłoWtenczas na niebie wyjdzie anioł blady
370Z lampą olejem napełnioną smolnym
I rzeknie: „Gdzie są ciał i kości składy,
Abym je palił lampy ogniem wolnym?”
To mówiąc pójdzie i różne gromady
Trupów oświetli, i ogniem okólnym
375Lampy stosy ciał będzie oczerwieniał,
A ciągle idąc, strach i miejsce zmieniał.
Miejsce, gdzie przejdzie, będzie zwane drogą
Poszukiwania, na kształt czarnej szramy.
Polska, Matka BoskaA idąc anioł ów nadepce nogą
380Grób — i wykrzyknie: „Rola Halcedamy![33]
Tutaj się ludzie kąpać duchem mogą,
Ale zamknięte są już srebrne bramy
I dzień tu biały powróci nieskoro[34]!”
To mówiąc, lampę rzuci w krwi jezioro.
385I znów się stanie noc, i z końców obu
Świata płacz wielki pójdzie jak z bożnicy;
ZmartwychwstaniePotem aniołki od świętego żłobu,
Jak białe róże od Bogurodzicy,
Sypiąc się rzekną: „Czas ci wstawać z grobu!
390Wstań bez korony złotej i zbroicy,
Płomieniem serca świecąca od łona,
Wstań, jakąś była w grobie położona!”
A wtenczas mgła się ze słońca usunie
I ta, co była w słońcu, znów odkryta,
395Rzeknie; wy słońce w jej znajdziecie trunie[35]
I stratowany miesiąc przez kopyta.
Niech tak na zorzy pokaże się łunie
Piękna, jak piękna leżała zabita!
Niechże tak chwałę wskrzeszenia opowie —
400Z księżycem u nóg, ze słońcem na głowie.
Potem się w pierwsze bicie serca wsłucha
I rzeknie z wielkim uśmiechem: „O Panie!
Nie z ciała jestem wskrzeszona, lecz z ducha,
Niech mi się jako służebnicy stanie!…”
405………………………………………………….
………………………………………………….
………………………………………………….
………………………………………………….
Słońce, Kwiaty, WzrokTak nieraz stojąc szary majster cechu —
410Z chorągwi jednej sklepienie uczyni
Dla trzystu ludzi, albo gdy na blechu[36]
Rozciągnie płótno dobra gospodyni;
Tysiące kwiatków nie widzi uśmiechu
Słońca i oczu efeskiej bogini,
415Ale się muszą poddać — z tą nadzieją,
Że płótna wkrótce słońcem wysrebrnieją
I będą zdjęte. Jestem z liczby kwiatów
Podobrusowych, często słyszę, ślepy,
Nade mną jakieś kruszenie się światów,
420Szczepienie duchów nowych w stare szczepy,
Pszczelny brzęk niby naszych antenatów
Idących pomóc. Lecz że ja do rzepy
Płonącą świeczkę włożę pisząc wiersze,
Nie widzę, abym widział światy szersze.
425Zawszeż ta bojaźń o nabyte skarby
Pracami wieków? zawszeż nieujęcie
Twojej tęczowej myśli w żadne karby?
Zawszeż ci błoto cielesne na wstręcie?
Gdybyś mógł stopić twoje wszystkie farby
430W jednym miłości bożej dyjamencie
I zostać chwilę w czystym bezkolorze,
Miałbyś zeń potem wszystkie ognie boże,
Przedlotem ducha światy byś wyminął,
Wiedział o niebie, nim się inny dowie.
435Mrówko! nie będziesz ty przeze mnie słynął:
Ja ci się strzaskam jak piorun na głowie,
Ja, z którąś dawniej ty jak łabędź płynął,
Kiedyś był nowy i sił nie miał w słowie,
Teraz, gdyś wylał ducha z serca krzykiem,
440Mam cię, niższego, moim niewolnikiem!
Nie drgaj mi jako struna, co chce pęknąć,
Bo mi nie pękniesz, lecz będziesz jak struna,
Która gdy rani, to krwią musi zmięknąć…
Lecz tobie strachu trzeba… Patrz, tam łuna
445I księżyc, co chce jak umarły jęknąć,
Taki boleśny! Tam morze i truna,
Którą prowadzą fal czerwonych nogi;
Patrzaj!… w trumnie ten, co prostował drogi.
Dusza, Kondycja ludzka, Obraz świata, ZaświatyCzy widzisz żagli tych trumnianych bicie
450W opiekielnione złymi duchy fale?
Piekło, Ciało, CzynBo się nie siarką wy bez fal palicie,
A piekło nie jest w niebie ani w skale,
Lecz jest to duchów do ziemi przybicie
I krzyż, i po ciał władzy gorzkie żale,
455I czas powrotu do ciał niewiadomy,
I czyn, co w piersiach grzmi jak puste gromy.
475Duch, Religia, PrzemianaPatrzaj: znów jasna na stolicy siada
I od Łotyszów dawny piorun bierze,
A drugi jej grom z dala odpowiada —
To Rzym… to klątwa… to straszne przymierze
Z trupami… Łączcie prawice do prawic,
480O, ducha teraz, Boże! — i błyskawic!
Straszna, milcząca, powiedz!… Więcem nie miał
Grzechu[37] bijąc ten fałsz w Chrystusa słowie,
Co siły bożej nie pił i nie wziemiał,
I z świątyń Pańskich uczynił pustkowie,
485A w zmartwychwstania dzień wielki oniemiał
Jak człowiek, co wie prawdę, lecz nie powie,
I tak się chował pod wypadków połę,
Jak chłop, co w piekle myśli wozić smołę?
Od czasu jako zaprzestał soborów
I gwałt uczynił duchowi w tej przerwie,
Sobory były ze słońc i kolorów,
500Tam gdzie najczęściej przy męczeńskim ścierwie,
Pod szubienicą, z kruków i upiorów
Była girlanda. Teraz wiatr się zerwie,
Który kolumny kościoła okręci —
Te wszystkie, których nie podparli święci —
505I zniszczy… Oto wielkie rozwidnienie
Ducha rozlewa się. Ojczyzna, PtakO, Jeruzalem
Ubrana w żywe błękitu promienie
Schodzi, a mur — jej perłą, wał — koralem.
Pierwszy duch, który słońce zrobił cieniem
510Dla ziemi, a tę dla słońca opalem,
Już urodzony… chór na ziemi zbiera,
Czuje go kamień i morze, i sfera.
Biedni to teraz; widzę ich, jak stoją:
O swej ojczyźnie zadumani, w bieli,
515O swej ojczyźnie tylko ziemskiej roją,
A przez nią będą tylko tak lecieli
Jako żurawie, co słońce rozdwoją
Girlandą długą… i gdzieś w mglistej bieli
Znikają… Dziecko zniknieniem zasmucą,
520Ale chłop stary wie, że z wiosną wrócą.
Poeta i natchnienie — tytuł nadany przez badacza twórczości Juliusza Słowackiego, Antoniego Małeckiego, historyka literatury i filologa.
pirryjski taniec — obrzędowy taniec wojenny, wykonany wg mit. gr. po raz pierwszy przez Atenę po bitwie z gigantami.
coś (…) wiatry wypuścił na Fryga — chodzi o wichry, które Odyseusz dostał zamknięte w worku, rozwiązanym przedwcześnie przez jego towarzyszy, przez co okręt Odysa został znów wypchnięty na morze.
farsalska wojna — przełomowa bitwa pod Farsalos między Cezarem a Pompejuszem w wojnie domowej w 48r. p.n.e.
miłość (…) przez świętego Jana — chodzi o objawienie, którego doznał na wyspie Patmos św. Jan, autor Apokalipsy.
rola Halcedamy — pole Halcedama, Pole Krwi, kupione przez arcykapłanów za judaszowe srebrniki po jego samobójstwie.