1. Bieda: 1 2 3
  2. Bogactwo: 1 2
  3. Bogini: 1 2 3 4
  4. Bóg: 1 2 3 4 5 6
  5. Brat: 1
  6. Broń: 1 2 3
  7. Burza: 1 2 3
  8. Cierpienie: 1 2 3
  9. Czary: 1
  10. Czas: 1 2
  11. Dar: 1 2
  12. Duch: 1 2
  13. Duma: 1
  14. Głód: 1 2
  15. Głupiec: 1
  16. Głupota: 1
  17. Gniew: 1
  18. Gospodarz: 1 2 3
  19. Gość: 1 2 3 4 5 6
  20. Grób: 1
  21. Imię: 1 2 3 4
  22. Kara: 1 2 3
  23. Kłamstwo: 1 2 3 4 5
  24. Kobieta: 1 2 3
  25. Kondycja ludzka: 1 2 3 4
  26. Los: 1 2 3 4
  27. Lud: 1
  28. Łzy: 1 2 3 4
  29. Małżeństwo: 1 2
  30. Maszyna: 1
  31. Matka: 1 2 3 4 5 6 7
  32. Mądrość: 1
  33. Mężczyzna: 1
  34. Miłość: 1
  35. Młodość: 1 2 3
  36. Modlitwa: 1 2
  37. Morderstwo: 1
  38. Narkotyki: 1 2
  39. Niebezpieczeństwo: 1
  40. Niewola: 1
  41. Nuda: 1
  42. Obcy: 1
  43. Odwaga: 1 2
  44. Ofiara: 1 2 3 4
  45. Ogród: 1
  46. Ojciec: 1 2 3 4 5 6
  47. Omen: 1 2 3 4 5
  48. Opieka: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11
  49. Pamięć: 1 2
  50. Pan: 1
  51. Pies: 1
  52. Plotka: 1
  53. Podróż: 1 2 3
  54. Podstęp: 1 2 3 4 5 6 7 8
  55. Poeta: 1 2
  56. Poezja: 1
  57. Pogrzeb: 1
  58. Pojedynek: 1
  59. Pokora: 1
  60. Pokój: 1
  61. Pokusa: 1
  62. Polowanie: 1
  63. Pomoc: 1
  64. Porwanie: 1
  65. Potwór: 1 2
  66. Pożądanie: 1
  67. Praca: 1 2
  68. Proroctwo: 1 2 3 4 5 6 7 8 9
  69. Prośba: 1 2 3
  70. Przekleństwo: 1 2
  71. Przemiana: 1
  72. Przemoc: 1
  73. Przysięga: 1 2 3 4
  74. Radość: 1
  75. Rodzina: 1
  76. Seks: 1
  77. Sen: 1 2 3
  78. Siła: 1 2
  79. Sława: 1 2 3 4
  80. Słowo: 1
  81. Sługa: 1 2 3
  82. Smutek: 1 2 3 4 5 6
  83. Sport: 1 2 3
  84. Starość: 1 2
  85. Strach: 1 2
  86. Syn: 1 2 3 4 5 6
  87. Szlachcic: 1
  88. Ślepiec: 1
  89. Śmiech: 1 2
  90. Śmierć: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13
  91. Śpiew: 1 2 3
  92. Tajemnica: 1 2 3 4
  93. Taniec: 1
  94. Tęsknota: 1 2 3
  95. Trup: 1 2
  96. Ucieczka: 1 2 3
  97. Uczta: 1 2
  98. Walka: 1 2 3 4
  99. Wiatr: 1 2
  100. Wierność: 1
  101. Wina: 1 2
  102. Wino: 1 2
  103. Władza: 1
  104. Zabawa: 1 2
  105. Zdrada: 1 2
  106. Zemsta: 1 2 3 4 5 6 7 8 9
  107. Zwierzę: 1
  108. Zwycięstwo: 1 2
  109. Żałoba: 1 2 3
  110. Żebrak: 1 2
  111. Żona: 1 2
  112. Życie: 1

Ortografię i interpunkcję dostosowano do obecnie obowiązujących norm. Zmiany są stosunkowo nieznaczne, ponieważ starano się zachować archaiczny charakter tłumaczenia Siemieńskiego. Usunięto tzw. e pochyłe mię -> mnie Z nim płynąc! -> Z nim płynąć (bł. źródła)

HomerOdysejatłum. Lucjan Siemieński

Pieśń pierwsza

Zgromadzenie bogów. Rady Ateny dla Telemacha

1

Muzo! Męża wyśpiewaj, co święty gród Troi

Zburzywszy, długo błądził i w tułaczce swojej

Siła[1] różnych miast widział, poznał tylu ludów

Zwyczaje, a co przygód doświadczył i trudów!

5

A co strapień na morzach, gdy przyszło za siebie

Lub za swe towarzysze stawić się w potrzebie,

By im powrót zapewnić! Nad siły on robił,

Lecz druhów nie ocalił: każdy z nich się dobił

Sam, głupstwem własnym. Czemuż poświęcone stada

10

Heliosowi[2] pojadła niesforna gromada?

Za karę bóg też nie dał cieszyć się powrotem.

Jak było? Powiedz, córo Diosa[3], coś o tem!

Wszyscy inni, uszedłszy srogiego pogromu,

Krwawych burz i bitw morskich, wrócili do domu;

15

Jego tylko, serdecznie do swoich, do żony

Tęskniącego, trzymała w skale wydrążonej

Nimfa Kalypso, z bogiń najcudniejsza kształtem,

Pragnąca go małżonkiem przy sobie mieć gwałtem.

ZemstaA nawet kiedy nastał w czasów kołowrocie

20

Ów rok, iż z woli bogów o prędkim powrocie

Do Itaki mógł myśleć, to jeszcze i wtedy

Nie ujrzał swoich, końca nie widział swej biedy.

Zgoła wszystkim niebianom żal było tułacza;

Posejdon[4] sam mu tylko mściwy nie przebacza

25

I wciąż, póki nie wrócił do dom, ścigał w tropy.

Szczęściem bóg ten był odszedł aż na Etyjopy

Zamieszkujące ziemi rubieże ostatnie,

A rozpadłe w dwóch ludów połowice bratnie:

Z tych jedni wschód, a zachód drudzy zamieszkali;

30

A gdy ci hekatombę[5] sutą wyprawiali

Z byków i kóz, Posejdon godował[6] wraz z nimi.

Wina, Zemsta, GłupotaPodonczas Zeus[7] olimpski ze zgromadzonymi

W pałacu swym bogami zasiadł i w te słowa

Mówił on, rodu bogów i ludzkiego głowa,

35

Że myśl jego Ajgistem[8] gładkim[9] zaprzątniona,

Którego zabił Orest[10], syn Agamemnona[11].

Więc o nim myśląc, tak się ozwał w bogów radzie:

Kondycja ludzka„Że też to na karb niebian człowiek wszystko kładzie,

Co dozna złego; chociaż sam swoją głupotą,

40

Idąc wbrew Przeznaczeniu, ugrzęza w to błoto!

Toż i ninie[12] Ajgistos, w przekór wyrokowi,

Czyż nie porwał małżonki Agamemnonowi

I nie przywłaszczył sobie, a wracającego

Męża czyliż nie zabił? Wszakżem go od tego

45

Długo naprzód hamował, grożąc srogą karą

Przez czujnego Hermesa[13], aby żadną miarą

Nie ważył się zabijać ani brać mu żony,

Gdyż przez Oresta Atryd[14] będzie odemszczony,

Gdy ten w lata dojrzeje, zatęskni do swoich.

50

Tak go przestraszył Hermes, lecz napomnień moich

Nie słuchał twardy Ajgist; swoje zrobił gwałtem,

Aż dziś za wszystkie grzechy zapłacił ryczałtem”.

Więc na to mu Atene rzekła sowiooka:

„Ojcze, o mój Kronidzie[15]! Cześć tobie wysoka,

55

Że on zdrajca wziął karę słuszną za swe zbytki:

Oby tak każdy ginął, jak on zbrodniarz brzydki!

Za to serce się kraje, gdy na myśl mi przydzie

Ów nasz dzielny Odysej, co tyle lat w biedzie,

Siedzi tam udręczony, tęskniący za domem,

60

Na ostrowiu lesistym, wkoło mórz ogromem

Oblanym, kędy[16] nimfa mieszka tam urodna,

Córa Atlasa[17], morze znającego do dna,

Barkiem dźwigającego wielkie słupy[18] one,

Na których wisi z ziemią niebo zawieszone.

65

Ona to stęsknionego tułacza wciąż trzyma,

Czaruje go pochlebstwem, pieszczotą, oczyma,

By się wyrzekł Itaki. On się nie wyrzeka,

I byle dym itacki ujrzeć choć z daleka,

Już by umarł bez żalu! Ciebież to nie wzrusza,

70

O mój Olimpski! Za nic masz Odyseusza

Tyle ofiar nam danych pod Troją, gdzie nawy[19]

Argejskie[20] stały? Zeusie! Bądźże nań łaskawy!”

ZemstaOdpowiedział jej na to Kronid gromowładny:

„Jakiż to z ust twych wyraz wymknął się nieskładny?

75

I jaż bym Odyseja w pamięci zagubił

Najmędrszego, co tyle obiat[21] składać lubił

Nam nieśmiertelnym, panom na niebie szerokiem?

Li[22] Posejdon go ściga zemstą krok za krokiem

Nieubłaganą za to, że mu tam Kyklopa[23]

80

Polyfema oślepił, najduższego chłopa,

Mocnego jak bóg który w Kyklopów czeredzie;

Więc, że Polyfem z nimfy Toosy ród wiedzie,

Córki Forkisa, morskich strażnika pustkowi,

Co w pieczarze poddała się Posejdonowi,

85

Gdzie ją napadł — z tych przyczyn Posejdon wre złością

I nie zabić Odysa, ino przeciwnością

Chce go znękać, w powrocie do dom mu przeszkadzać.

Na to sposób: na wiecę[24] bogów pozgromadzać

I powrót mu zapewnić. Posejdon gniew złoży;

90

Sam on nic nie podoła przeciw sile bożej,

Gdy wszyscy nieśmiertelni na niego powstaniem”.

Na to Atene[25] z takim ozwała się zdaniem:

„Ojcze Kronidzie! Władco władnących mocarzy!

Jeśli na wiecu bogów ten wyrok przeważy,

95

Żeby Odys powrócił do ojczystych śmieci,

To pchnijmy argobójcę Hermesa, niech leci

Tam, na ostrów[26] Ogygii, i niech nimfie onej

Pięknowłosej oznajmi wyrok niecofniony

O powrocie Odysa do dom i bez zwłoki.

100

Ja tymczasem obrócę na Itakę kroki,

W synu ducha poostrzę, rozbudzę w nim żywy

Ogień męstwa, by zaraz na koło Achiwy

Bujnokędziorne[27] zwołał, a tych zalotników

Odprawił — czy już nie dość baranów i byków

105

Krętorogich mu zjedli? Potem pchnę mołojca[28]

Do Sparty i na Pylos[29] piaszczysty. Niech ojca

Tam szuka i pozbiera o nim różne wieści,

Przy tym wśród ludzi sławy nabędzie i cześci”.

To rzekłszy podwiązała złociste sandały

110

Pod stopki sobie; nimi ponad morskie wały,

Ponad bezbrzeżne stepy buja z wiatru wiewem.

W dłoń pochwyciła oszczep z ciężkim długim drzewem

o miednym[30] grocie; tłumy mężów nim obala,

Gdy ją, córę strasznego ojca, gniew zapala.

115

I tak zbiegła ze szczytów Olimpu, aż wreszcie

Stanęła u bram zamku Odysa, tam w mieście

Itace, w ręku oszczep dzierżąca spiżowy,

Niby tafijskie[31] książę: Mentes, gość domowy.

Więc przed gankiem ujrzała dziarskich zalotników,

120

Igrających wesoło ciskaniem kamyków,

I na skórach tych wołów, co sami pobili,

Porozwalanych. W dworze rojem się kręcili

Keryksi[32], czeladź: jedni mieszali na poły

W kraterach[33] wino z wodą; owi tarli stoły

125

Smokliwymi[34] gąbkami; ci nieśli zastawy

I rozdzielali mięsne biesiadnym potrawy.

Gościa zoczył Telemach podobien do bożka,

Siedzący tam śród gachów[35]; wżdy[36] myśl jego gorzka,

Bo ciągle obraz ojca stał mu przed oczami:

130

Oby wrócił, ład zrobił raz z tymi gachami

I wypędził ich z domu! to i cześć odzyska,

I jak pierwej — zawładnie u swego ogniska.

O tym siedząc śród gachów myślał, aż Palladę[37]

Ujrzawszy, pobiegł do wrót szybko, choć nierade[38]

135

Serce w nim, że gościowi tak długo kazano

U wrót czekać. Więc ścisnął przez gościa podaną

Prawicę, a odjąwszy mu z niej włóczń spiżową,

Przemówił doń i takie rzucił lotne słowo:

„Rozgość się, cudzoziemcze; w domu moim witaj!

140

Zjedz co wprzódy, a potem o co zechcesz pytaj”.

To rzekłszy szedł — a Pallas za nim. Gdy tak w dwoje

Wstąpili na wysokie zamkowe pokoje,

Wzięty oszczep w osobnym postawił skarbczyku,

Opierając go o słup, gdzie innych bez liku

145

Odysowych oszczepów stało w ładnym szyku.

Zaś samą w krześle sadził i roboty drogiej

Kobierzec jej podesłał, nożnik[39] dał pod nogi,

Obok niej na chędogiej[40] sam zasiadłszy ławie,

Lecz daleko od gachów, by gość przy tej wrzawie

150

Niesfornej tłuszczy obiad mógł spokojnie spożyć,

A też, by się z myślami o ojcu otworzyć.

Służebna wraz przyniosła w nalewce[41] złocistej

Na srebrnej misie wodę i lała zdrój czysty

Jej na ręce; stół gładki postawiła przed nią;

155

A z spiżarni różnego jadła niepoślednio

Zniosła skrzętna szafarka, toż chlebne pieczywo;

Potem krajczy podawał przeróżne mięsiwo

W kopiastych misach, kubki postawił przed nimi,

A keryks[42] je dolewał: wciąż były pełnymi.

160

Już rzesza butnych gachów weszła do świetlice,

Długim rzędem zasiadła stołki i ławice;

Keryksi wodę do rąk nosili, a chlebne

Kosze na stół stawiały dzieweczki służebne,

Pachołcy w czasze wino leli zielonawe —

165

I wszyscy się rzucili rękoma na strawę;

A najadłszy, napiwszy do syta, marzyli

Rozkosznicy o nowej dla się krotochwili[43].

Do pląsów ich ochota i do piosnek brała,

Bez czego by się żadna uczta nie udała.

170

Więc keryks dał cytarę[44] Femiowi do ręki,

Co umiał najsławniejsze wywodzić piosenki;

A choć mu wobec gachów śpiewać się nie chciało,

Brząknął w struny i dumę[45] zanucił wspaniałą.

Wtenczas Telemach, schylon ku Atenie głową,

175

Rzekł z cicha, by nie doszło do nich jedno słowo:

„Miły gościu! Co-ć powiem, niech cię nie pogniewa:

Patrz, jak gawiedź przy śpiewkach i pląsach używa,

Bezkarnie trawiąc mienie po wielkim człowiecze,

Którego białe kości deszcz w polu gdzieś siecze

180

Lub nie grzebione ciało liżą morskie fale.

UcieczkaO, gdyby niespodzianie stanął tu w swej chwale,

Każdy by z nich bez targu za dobrych nóg dwoje

Zrzucił z siebie ten ciężar złota i te stroje.

Lecz snadź[46] rodzaj ten śmierci był mu przeznaczony,

185

I nic go już nie wskrzesi! A choć i w te strony

Czasem wieść się zaplącze o jego powrocie,

Lecz któż by wierzył baśniom! — A teraz się do cię

Zwracam, byś ciekawości mojej też dogodził.

Z jakiegoś ludu, miasta? Mów mi, gdzieś się rodził?

190

Jakeś się dostał? Czyjże okręt do Itaki

Przywiózł cię? Co za jedne te twoje flisaki[47]?

Bo przecież się tu dostać nie mogłeś piechotą.

Jedno[48] by prawdę wiedzieć, zapytuję o to.

Pierwszyś to raz w Itace? Czy też ongi może

195

Bywałeś tu za ojca mojego w tym dworze,

Kiedy się doń zjeżdżało siła[49] zacnych osób,

A on wszystkich w gościnny podejmował sposób?”

Na to mu sowiooka[50] córa Diosowa

Rzekła: „Wszystko, co-ć powiem, prawda aż do słowa.

200

Mentes jestem, Anchiala mienię się być synem,

A sam władam żeglownych Tafijotów[51] gminem.

Teraz tutaj przybyłem; mam liczną osadę[52]

I do obcojęzycznych ludów morzem jadę,

By za towar żelazny kupić miedź w Temezie.

205

Od miasta podal stoi okręt, co mnie wiezie,

W zatoce Rejtron, u stóp Nejonu leśnego.

Chlubię się, żem był nieraz gościem ojca twego.

Możesz o to Laerta spytać, twego dziadka;

Staruch pono do miasta zagląda dziś z rzadka,

210

Samotnie doganiając na wsi dni ostatka,

Przy starce[53], co go karmi strawą i napitkiem,

Gdy w wieczór wróci do dom zmordowany zbytkiem

Łażenia, jak dzień długi, śród winnicznych wzgórzy.

Otóż słysząc, że ojciec twój wraca z podróży,

215

Tu-m zaszedł. Że go nie ma? Snadź[54] szkodzą mu bogi;

Bo przecież umrzeć nie mógł Odysej nasz drogi.

Pewnie na jakiej wyspie, wkoło oceanem

Oblanej, gdzieś tam kiśnie pod twardym tyranem

Lub śród dziczy, co gwałtem trzyma go w niewoli.

220

ProroctwoOtóż chciałbym o jego powróżyć ci doli

Z tych przeczuć, jakie w duszę wlali mi niebianie:

Być może, iż co powiem, nareszcie się stanie;

Acz-em nie wieszcz i z lotu ptaszego nie wróżę,

To wiem, że wnet się skończą te jego podróże:

225

Wróci nasz tułacz, wróci w własny próg domowy;

A choćby go trzymały żelazne okowy,

Wyłamie się, ucieknie; wszak nie bity w ciemię!…

O jednej tylko prawdzie, proszę, oświeć-że mnie:

Tyżeś-to w tej osobie własny syn Odysów[55]?

230

Podobieństwa w nim wiele masz z oczu i rysów.

Widywałem go nie raz, nie dwa, jeszcze wprzódy,

Nim pod Troję popłynął na boje i trudy

Z herojami Achai, co tam popłynęli.

Odtądeśmy z Odysem już się nie widzieli”.

235

Ojciec, MatkaNa to roztropnie odrzekł Telemach młodziutki:

„Dowiedz się, gościu, z ust mych prawdy bez ogródki:

Że on jest ojcem moim, tak matka powiada.

Ja nie wiem. Tej pewności nikt z nas nie posiada.

Wolałbym jednak synem być po szczęsnym człeku,

240

Co by we własnym gnieździe sędziwego wieku

Dopędzał. Lecz tu u nas mówią pospolicie,

Że ten najnieszczęśliwszy z ludzi dał mi życie”.

Na to mu sowiooka tak odpowiedziała:

„Z woli bogów niepróżna ród twój czeka chwała,

245

Jeśli Penelopeja takiego ma syna!

UcztaWprzód jednak rzeknij prawdę: jaka to przyczyna

Tych godów i hałasów? Co to wszystko znaczy?

Czy stypa, czy wesele? Bo przecież inaczej

Zwykła uczta wygląda. Patrząc na te gbury

250

Szumiące, jakby dwór ten nogami do góry

Przewrócić chcieli, każdy przy zdrowym rozumie

Wszedłszy tu, zapomniałby języka w tym tłumie”.

Więc roztropny Telemach jął[56] mu się spowiadać:

„Cudzoziemcze! Jak widzę, pragniesz mnie wybadać.

255

Słuchajże! Ongi dom ten cnotą, dostatkami

Słynął, póki on jeszcze przebywał tu z nami.

Ojciec, SynAlić mąż wielki z bogów przekornych wyroku

Znikł ze świata, w bezślednym[57] gdzieś ukrył się mroku.

Ja sam może bym jego tak nie płakał zgonu,

260

Pamięć, SławaGdyby był legł z drugimi na polach Ilionu[58]

Lub na ręku przyjaciół skończył już po wojnie.

Wtenczas przynajmniej ludy achajskie przystojnie

Pamięć by bohatera uczciły mogiłą —

Moje imię z nim razem w prawnukach by żyło.

265

Ale on srogim harpiom[59] dostał się w zdobyczy;

Bez widu, słychu przepadł. A syn cóż dziedziczy?

Łzy i ból. Nie dość, że już płaczę nieboszczyka,

Los mnie jeszcze innymi kolcami dotyka:

Ilu władyków bowiem panuje w tej stronie

270

Na lesistym Zakincie, Samie, Dulichionie[60],

I wszyscy, co na skalnej Itace rej wodzą,

Zalecają się matce mojej, dom nasz głodzą.

Ona zaś ni odmawia, ni spełnić się śpieszy

Tych ślubów! A tymczasem od drapieżnej rzeszy

275

Dobytek mój pożarty; wkrótce i mnie schłoną!”

Na to, że była gniewem Atene wzburzoną,

Rzekła: „Przebóg! O, jakże nam tu nie dostaje[61]

Twojego ojca! Zaraz starłby w proch tę zgraję,

Niechby przybył i we drzwiach tej izby się zjawił

280

W hełmie, ze szczytem[62], kopie dwie ku nim nastawił,

Taki, jakim go pierwszy-m raz poznał przed laty

W domu u nas, gdzie wesół hulał, chwat nad chwaty,

Z Efyry gdy od Ila wracał Mermeryda[63],

Dokąd jeździł okrętem myśląc, że mu wyda

285

Do zatrucia pierzastych strzał mordercze trutki;

Wżdy Ilos dać mu nie chciał, z tej jedno[64] pobudki,

Że mu strach było ściągnąć za to bogów karę;

Więc dał mu je mój ojciec, lubiąc go nad miarę.

Otóż gdyby się Odys naraz zjawił taki,

290

Gardła by, klnąc żeniaczkę, dały te junaki!

Lecz w tajnych dotąd losach zapisane stoi,

Czy on wróci, czy pomści, czy nie, krzywdy swojej

W tym tu miejscu. Więc tobie najpierw przykazuję,

Abyś precz z domu wymiótł te rozpustne szuje.

295

O mój chłopcze! Do słów mych przywiąż udział żywy:

Zaraz jutro na wiecę powołaj Achiwy[65],

Przemów do nich; na świadki wezwij bogów w niebie;

Gachom rozkaż, by każdy powracał do siebie,

A matce — jeśli pragnie drugiego małżeństwa —

300

Niech powraca do domu ojca, do rodzeństwa;

Tam wesele jej sprawią, dadzą sute wiano,

Jak przystoi wyprawiać córę ukochaną.

PodróżTobie zaś radzę, jeśli rada moja waży:

Uzbrój łódź, weźmij z sobą dwudziestu wioślarzy

305

I ruszaj, byś o ojcu mógł dostać języka

Tak z ludzkiego posłuchu, jak od posłannika

Zeusowego, co każdą wieść roznosi lotem.

Wstąp do Pylos, wypytaj Nestora[66], a potem

W Sparcie da ci Menelaj[67] nowin rozmaitych.

310

Ostatni on z Achiwów wrócił miedziokrytych.

Gdy się dowiesz, że ojciec zdrów wraca z podróży,

To choćbyś jak był smutny, wycierp rok, nie dłużej,

Tutaj w domu. Przeciwnie, jeżeli doprawdy

Już on nieżyw — to wrócisz tu na wyspę zawdy[68]

315

kurhan[69] mu usypiesz, stypę jak należy

Sprawisz, i matce męża poszukasz w młodzieży.

A gdy wszystko to spełnisz, jak na cię przystało,

Wtedy obejrz się dobrze, myślą zważ dojrzałą,

Jak byś mógł zalotniki wytracić w tym dworze

320

Bądź fortelem, bądź wstępnym bojem. O, niebożę!

Trzeba ci już dziecięce porzucić zabawy.

Czyś nie słyszał, do jakiej Orest doszedł sławy

Między ludźmi, że zgładził Ajgista, mordercę,

Który mu ojca zabił? I tyś, moje serce,

325

Wzrostem, kształtem wybujał:Sława co umiesz, czas dowieść,

Aby późny potomek z dzieł twych uplótł powieść.

Lecz już mi trzeba wracać na okręt w zatoce;

Czeladź[70] się oddaleniem moim gdzieś kłopoce.

Pamiętaj, com ci mówił, chłopcze, myśl o sobie!”

330

Młodziuchny mu Telemach odrzekł w tym sposobie:

„Gościu mój! Mówisz do mnie iście tak serdecznie,

Jakby ojciec do syna; zachowam to wiecznie.

Przecież zaczekaj kęsek, choć w drogę ci pilno;

Wykąp się wprzód, dla duszy weź strawę posilną,

335

Abyś idąc na okręt powracał wesoły,

Obdarzon upominkiem, jakim przyjacioły

Wzajem się obdarzają”.

Atene mu na to:

„Nie zatrzymuj mnie; dłuższa zwłoka dla mnie stratą.

340

Dar, który mi przeznaczasz, przyjmę za powrotem,

Bym go zawiózł do domu i również klejnotem

Cennym ciebie obdarzył”.

I Zeusowa córka

Rzekłszy to, sowiooka, w powietrze wprost furka

345

Niby ptaszę skrzydlate, do piersi chłopięcej

Wlawszy siłę i męstwo, że odtąd goręcej

Niż wpierw myślał o ojcu. Uczuć miotan mnóstwem,

Domyśliwał się w duchu, że rozmawiał z bóstwem…

Teraz boskie pacholę do gachów wróciło,

350

Gdzie śpiewał sławny gęślarz. W izbie cicho było,

Słuchali — a on śpiewał powrót opłakany

Spod Troi od Ateny[71] na Greków zesłany.

Kiedy w górne komnaty doszedł śpiew ponury

Do uszu Penelopy, Ikariosa córy,

355

Śpiesznie zbiegła po schodach na dolne pokoje,

Wżdy nie sama, przy sobie miała panien dwoje,

I gachom się zjawiła postać cnej matrony

Stojąca w progu izby wysokosklepionej,

Na lica zapuściła z głów namiotkę[72] cienką,

360

Z lewej i prawej miała służebną panienkę,

I do boskiego piewcy rzekła, płacząc rzewnie:

Śpiew, Tęsknota„Femiu! Ty innych pieśni więcej umiesz pewnie,

Co ludzi, bogów sławią, a u piewców słyną.

Więc jedną z takich zabrzmij; a oni niech wino

365

Piją milcząc. Tej nie chcę tylko pieśni jednej.

Taką boleścią serce przenika mnie biednej

Już i tak udręczonej tym płaczem ustawnym

Po małżonku, w Helladzie i na Argos[73] sławnym”.

PoezjaTelemach odrzekł na to: „Matko ukochana!

370

Za cóż-eś na miłego pieśniarza zdąsana?

Czy że śpiewa, jak czuje? Nie on winien temu,

Raczej Zeusa obwiniaj, że daje każdemu

Mistrzowi takie tylko, jak sam chce, natchnienia.

Nie wiń go, że nam śpiewa Greków utrapienia.

375

Azaliż nie tej pieśni słuchamy najchętniej,

Co czymsić nowym w sercu słuchacza odtętni?

Raczej ty się do pieśni nastrój w duszy swojej.

Przecież nie sam to Odys nie wrócił spod Troi

— Tylu innych herojów przepadło bez wieści.

380

Lepiej wróć do się, pilnuj roboty niewieściej,

Wrzeciona i krosienek. Naganiaj, by żwawo

Dziewczęta pracowały. Rozkaz mężów sprawą,

A i moją. Jam przecież pan tutaj we dworze”.

I cofnęła się matka w zdumionej pokorze

385

Mądrą synowską mowę rozważając w sobie,

A wszedłszy do swych komnat da folgę[74] żałobie,

Pamięć męża rzewnymi oblewając łzami,

Póki Pallas jej powiek nie potrzęsła snami.

W ciemnej izbie znów wrzawę wszczęli zalotnicy.

390

Każdy z nich rad się dobrać do niej, do łożnicy.

Lecz Telemach słowami powściągnął zbytników:

„Matki mej zalotnicy, niechajcie tych krzyków!

Nie lepiej-ż przy tych godach zażyć krotochwili,

I takiego pieśniarza nie stokroć-że milej

395

Słuchać, kiedy boskimi dźwięki nas czaruje?

Jutro w rynku[75] na wiecę wszystkich powołuję,

By obwieścić mój rozkaz krótko, węzłowacie:

Fora ze dwora! Innych schadzek czy nie macie,

Gdzie byście swój lub cudzy zjadali dobytek?

400

PrzekleństwoLecz jeśli na tym rozkosz wasza i pożytek,

Aby mi nie zostawić w domu kęsa chleba,

To i mnie zjedzcie! Zaklnę nieśmiertelne nieba,

A może Zeus te psoty równym spłaci płatem,

I wszyscy gardło dacie na miejscu tu, na tem!”

405

Tak mówił. Oni wargi przygryźli. Skąd taka,

Dziw im, wzięła się buta dziś u Telemaka?

Więc Antinoj, Eupejta syn, nabrał go z góry:

„Pewnie cię, Telemachu, nauczył bóg który

Tak hardo się odzywać tutaj w naszym gronie?

410

Obyś tylko w Itace nie dał mu, Kronionie[76],

Panować, choć na niego władza spada z ojca!”

Na to mu wręcz odcięła roztropność mołojca:

„Antinoju! Czczej sprzeczki z tobą nie prowadzę,

Lecz jeśli Zeus ją da mi, to wezmę tę władzę.

415

Alboż to zostać królem masz za rzecz tak podłą?

Zaprawdę nic w tym złego: otworzy się źródło

Dochodów, zbogaciejesz i sam wzrośniesz w cześci.

Przecież achajskich kniaziów niemało się mieści

Na tej wyspie, bądź młodych, bądź w starym już wieku,

420

Aby to berło wzięli po wielkim człowieku.

Dla mnie dość, żebym dom mój utrzymał spokojnie

I sługi, które Odys wziął łupem na wojnie”.

Eurymach, syn Polyba, na to się ozowie:

„O tym, mój Telemachu, rozstrzygną bogowie,

425

Kto na przyszłość itackim ma władać ostrowem[77].

Ty dzierż swoje i panuj w ognisku domowym.

A póki mężów stanie w tym naszym zakątku,

Nikt by nie śmiał cię gwałtem ograbiać z majątku.

Jednak chciałbym o gościa tego spytać — powiedz,

430

Co zacz? Z jakiej to ziemi wziął się ten wędrowiec?

Gdzie ród jego? Dziedziczne kędyż leżą włości?

Czy o powrocie ojca przywiózł wiadomości?

Czy też we własnej sprawie tu go co przygnało?

Czemu naraz[78] gdzieś przepadł, a do nas nieśmiało

435

Zbliżał się? Z twarzy przecież wyglądał szlachetnie”.

Na to roztropny młodzian Telemach odetnie:

„Eurymachu! Już ja się ojca nie spodziewam!

I przestałem już wierzyć wieściom, choć je miewam.

We wróżby też nie wierzę. Choć tam matka pyta

440

Sprowadzanego często o przyszłość wróżbita.

Ten zaś gość znał mojego rodzica za młodu,

Zwie się Mentes, Anchiala syn, z bitnego rodu.

Dziś żeglownym Tafijcom włada berłem błogim”.

Tak mówił przeczuwając, że ten gość był bogiem.

445

I gachy znów śpiewkami, wesołymi skoki

Szaleli, aż wieczorne zbliżyły się mroki.

A gdy już czarne mroki zapadły i chłody,

Każdy poszedł się wyspać do swojej gospody.

Telemach do sypialnych również szedł pokoi,

450

W gmachu z pięknym widokiem; ten w podwórzu stoi.

A szedł zakłopotany szukać snu, do łóżka;

Przed nim z smolnym łuczywem szła dobra staruszka

Eurykleja, Opsowa córka. Opsa spłodził

Pejsenor. Gdyż Laertes, kiedy w kupno wchodził

455

Swych włości, razem o nią zawarł był ugodę

I za dwadzieścia wołów kupił dziewczę młode,

Które to w domu chował w pańskiej uczciwości.

Wżdy[79] nigdy jej nie dotknął, bojąc się zazdrości

Żony swej. Teraz ona świeciła łuczywem

460

Telemachowi; sercem kocha go pieściwem,

Gdy jeszcze od dziecięcych niańczyła go latek.

On, skoro drzwi otworzył do swoich komnatek,

Siadł na pościeli, zrzucił z siebie chiton[80] miękki

I roztropnej staruszce oddał go do ręki;

465

A ta, złożywszy gładko fałdzik przy fałdziku,

Zawiesiła przy łóżku na ściennym gwoździku,

Po czym wyszła, drzwi srebrnym przyciągła pierścieniem,

Zasuwkę zasunęła szarpnąwszy rzemieniem[81].

On noc całą w wełnianym puchu ócz nie mruży;

470

Pallas radziła podróż: myślał o podróży.

Pieśń druga

Zgromadzenie mieszkańców Itaki. Wyjazd Telemacha

Gdy świt różanopalcą urodził Jutrzenkę,

Syn Odysa się z łoża porwał, wdział sukienkę[82]

Chędogą, a przez ramię zawiesił miecz srogi,

Pięknymi postołami[83] białe opiął nogi

475

I wyszedłszy z komnaty, jak niebianin śliczny,

Wydał rozkaz keryksom, aby okoliczny

Lud kędziornych Achiwów na wiecę zwołali;

Więc na głos ich Achaje zewsząd się ściągali.

A gdy już powołani gromadnie się znidą[84],

480

Wstąpił pośród nich, w ręku ze spiżową dzidą,

Wżdy nie sam, lotnych chartów parę miał przy sobie.

Pallas taki nadała blask jego osobie,

Że lud wszystek się cieszył z młodzieńca widoku;

Zasiadł prestoł[85] ojcowski; starce[86] cofli kroku.

485

Heroj Ajgyptios zaczął rzecz przed zgromadzeniem.

Był to zgarbiony starzec mądry doświadczeniem,

Którego syn Antifos z Odysem w wyprawie

Na Ilion[87] koniorodny pociągnął, i w nawie

Jednej z nim pożeglował, kopijnik wyborny,

490

Lecz go Polyfem w jamie rozdarł[88] — na wieczorny

Kąsek sobie ów złośnik chłopaka zostawił.

Krom[89] niego, miał trzech innych: Eurynomos bawił[90]

Z zalotnikami; doma[91] dwaj gospodarzyli —

Przecież syna, co zginął, płakał każdej chwili.

495

Więc stary płacząc tak się ozwał do słuchaczy:

„Itakanie! Niech słucha, kto mnie słuchać raczy.

Nie było u nas sejmów ni żadnej narady,

Odkąd cny Odys wywiódł pod Troję osady[92];

Któż więc zwołał nas ninie[93]? Kto miał powód jaki?

500

Zrobiłaż to starszyzna czy nasze junaki?

Czyżby który wieść dostał, że wracają nasi?

Niechaj mówi, co słyszał, ciekawość ugasi.

A może jaką sprawę publiczną chce wnosić?

Zawsze czyn to szlachetny, i niech mu Zeus dosyć

505

Darów nasypie, ile serce jego żąda!”

Telemach z słów tych wróżbę pomyślną przegląda,

A nie mogąc dosiedzieć, wpadł w pośrodek tłoku,

Żądny słowa. Wtem keryks Pejsenor, na oku

Mając go, zaraz berło podsunął do ręki;

510

On zwrócił się do starca i na znak podzięki

Rzekł:

„Cny starcze, ów sprawca wnet ci się przedstawi:

Jam was zwołał w najcięższym smutku, co mnie dławi.

Lecz o powrocie naszych nie wiem nic takiego,

515

Co bym mógł wnieść do ludu tu zgromadzonego,

Tym mniej o pospolitej kraju radzić rzeczy;

Ino powiem o sobie. BiedaDom mój się niweczy

Podwójną klęską. Naprzód stradałem rodzica:

Pod berłem jego niegdyś kwitła ta ziemica;

520

A teraz znowu cierpię nad domem w upadku —

Lada chwila, a koniec mienia i dostatku!

Matkę moją obsiadła rzesza zalotników;

Wszystko to syny naszych przedniejszych władyków,

A każdy od jej ojca Ikariosa stroni —

525

Przecież, żeby prosili, dałby sute po niej

Wiano i rękę temu, kogo sam wybierze.

Wtomiast[94] woleli u nas obrać sobie leże,

Rznąć z naszych obór woły, owce, kozy tłuste

Na biesiady, ognistym winem swą rozpustę

530

Skrapiać i wszystko chłonąć — a nie ma nikogo,

Kto by jak Odys plagę odwrócił tę srogą.

Ja jej sam nie odwrócę; sił nie mam na tyle

I nie wiem, czy odwagą podołam ich sile.

Oj, dałbym sobie radę, gdyby sił po temu!

535

Co się święci, znieść trudno i najcierpliwszemu.

Dom mój do szczętu złupion! Ujmijcież się przecie

Krzywd mych, jeśli się wstydać sąsiadów nie chcecie

Dokoła mieszkających; wszak was bogi mściwe

Mogłyby skarać za ich gwałty niegodziwe.

540

Za nie się Zeus olimpski, za nie Temis[95] nasza

Pomści, co ludzkie rady wspiera lub rozprasza!

Pofolgujcie mi, błagam! Czyż mało wam na tem,

Że własne utrapienie moje dla mnie katem?

Miałżeby kiedy Odys, rodzic mój poczciwy,

545

Umyślnie was obrazić, pancerne Achiwy,

Że na mnie wetujecie swe dawne obrazy

I podszczuwacie gachy? Wolałbym sto razy

Widzieć dom mój, dobytek, przez was pochłonięty:

W tym nieszczęściu ocalić można by choć szczęty;

550

Bo dopóty bym chodził od chaty do chaty

Krzycząc: «Wróćcie, co moje!», aż bym odbił straty,

Gdy ninie[96] tylko zgryzot poicie mnie jadem!”

ŁzyRzekłszy to o ziem cisnął berło; łzy mu gradem

Z ócz się polały. Lud się łez jego litował:

555

Wszyscy wkoło milczeli i nie występował

Nikt z gromiącą pogróżką przeciw jego mowie,

Tylko syn Eupejtesa, Antinoj, tak powie:

„Chłopcze ostrojęzyczny, wyrwałeś się hardo

Z potwarzą; chcesz nas okryć wstydem i pogardą.

560

Cóż zalotnicy złego-ć zrobili? Gdzie wina?

Raczej w twej matce, chytrej niewieście, przyczyna.

Wszak trzy lata minęły, a na czwarty ma się,

Jak zalotnych Achiwów czczą nadzieją pasie;

Wszystkim coś obiecuje; tym, owym majaczy

565

Słodkimi konszachtami, lecz myśli inaczej.

PodstępNa taką się jej dowcip zdobył niespodziankę,

Że umyślnie w swej izbie cienką, długą tkankę[97]

Nałożyła i rzekła do zalotnej młodzi:

— Jeśli wam po Odysie o mą rękę chodzi,

570

To pokąd nie dokończę tej szaty, nie prędzej

Ślub być może — bo żal by marnować mi przędzy.

Sztukę tę dla Laerta przeznaczam, gdy stary

Usnąwszy niezbudzonym snem pójdzie na mary;

Nie chcę, by mnie achajskie ganiły kobiety,

575

Gdyby on, pan tak wielki, leżał nieokryty.

Tak mówiła, i wszyscy wierzyli mądrosze[98].

Odtąd w dzień przy krosienkach tkała tam po trosze,

Lecz w noc przy żagwiach[99] pruła, co we dnie utkała,

I tak nas przez trzy lata wciąż oszukiwała.

580

Gdy czwarty rok przyniosły pór odmienne lica,

Przez jedną z pokojówek wyszła tajemnica.

Wpadamy — na gorącym uczynku schwytana,

Pruła to czasu nocy, co utkała z rana.

Więceśmy ją zmusili dokończyć tej pracy;

585

A zatem ogłaszamy wręcz, wszyscy junacy,

Dla twojej wiadomości i zgromadzonego

Ludu: Wyślij precz matkę! Niech sobie jakiego

Męża wybierze sama lub ojciec wybierze.

Bo jeśli ma nas długo trzymać w poniewierze

590

I liczyć na swój dowcip, dany od Pallady[100],

Tworzenia ślicznych tkanin, wybiegów i zdrady,

O czym-to nie słyszano nigdy za lat dawnych,

Acz w Achai bywało tyle niewiast sławnych:

Taka Alkmen[101] i Tyro[102], więc Mykene[103] cudna —

595

Wżdy żadna tak w swej sztuce nie była obłudna

Jak Penelopa. Chytrość nabawi ją szkody,

Bo póty łupić będziem twe mienie i trzody,

Dopóki nie przestanie trwać w swoim uporze,

Jakim ją niebo natchło. Dla niej uróść może

600

Sława stąd — wżdy majątek przepadnie do licha.

A jeśli wśród Achiwów nie znajdzie żenicha[104],

Żaden z nas nie ustąpi krokiem z tego domu,

Ani do swoich, ani narzuci się komu!”

MatkaRoztropny mu Telemach na to wręcz odpowie:

605

„Matkę wygnać to w mojej nie mieści się głowie,

Wygnać dawczynię życia, co mnie wykarmiła —

Czy tam ojciec mój żyje, czy go śmierć zabiła!

Trudno mi także spłacić Ikariowi wiano[105],

Gdybym tak samowolnie wygnał ukochaną.

610

Oj, dałby mi on za to! A gorzej demony[106]

Pomściłyby się, jeśli klątwa wypędzonej

Wezwie Erynie[107]; ludzie by mną pogardzali!

Nigdy syn z domu swego matki nie oddali.

A jeśli wam ta mowa moja serca bodzie,

615

To precz z dworu! Na innej osiąść wam gospodzie,

Gdzie byście swój lub cudzy zjadali dobytek!

Lecz jeśli na tym rozkosz wasza i pożytek,

Żeby mi nie zostawić w domu kęsa chleba,

To i mnie zjedzcie! Zaklnę nieśmiertelne nieba!

620

A wtedy Zeus te psoty równym spłaci płatem[108],

I wszyscy gardło dacie na miejscu, tu, na tem…”

Tak rzekł. A OmenZeus, szerokogrzmiący pan błękitu,

Zesłał dwa orły k'niemu lotem z góry szczytu.

Zrazu oba bujały z wiatrami po niebie

625

Rozpostartymi skrzydły, blisko obok siebie,

Dopiero gdy zawisły nad zgiełkliwym rynkiem,

Nuż trzepotać się w miejscu i kręcić się młynkiem,

Topiąc w te czaszki tłumu złowrogie oczyska.

Biły się szponmi, pierze drąc z karku i pyska —

630

W końcu przez gmachy miejskie wionęły na prawo.

Lud się dziwił patrzący na tę bójkę krwawą,

I sam się w duchu pytał, co znaczą te dziwy,

Gdy Haliterses zabrał głos, witeź sędziwy,

Syn Mastora, nad niego nie znajdzie wróżbita,

635

Z lotu ptaków on przyszłe losy wie i czyta;

Więc wobec sejmujących to otworzył zdanie:

Proroctwo„Co wam powiem, słuchajcie słów mych, Itakanie!

Choć, co powiem, najwięcej w zalotniki mierzy.

Im to grozi zagłada! Kto chce, niech mi wierzy.

640

Odyseja co ino nie widać z powrotem;

Już on gdzieś niedaleko i rozmyśla o tem,

Jak by gachom zgotował śmierci ukaranie.

Przy nich się niejednemu po skórze dostanie

Z okolicznych mieszkańców Itaki górzystej;

645

Więc trzeba ich hamować — wniosek oczywisty.

Albo niech sami siebie wezmą w tęgie kluby[109],

A to ich uratuje od niechybnej zguby.

Doświadczony ja wróżbit, co mówię, nie myli,

A czy się już nie spełnia wróżba onej chwili,

650

Kiedy Argów pod Troję odpływały nawy,

A i Odys należał z nimi do wyprawy —

Że po wielu przygodach on sam bez drużyny,

Od swoich nie poznany, wróci do rodziny

Aż po latach dwudziestu. Wszystko to się stanie”.

655

Eurymach, syn Polyba, zgromił to gadanie,

Mówiąc: „Starcze! Idź do dom! ot, wróżyłbyś lepiej

Synom swym, czej[110] się jakie licho ich nie czepi.

Umiem ja niż ty trafniej wróżyć z takich znaków,

Któż nie wie, że pod słońcem lata dużo ptaków,

660

Choć nie wszystkie coś wróżą! Odys dawno w ziemi

Gdzieś spoczywa; a ciebie z wróżbami twojemi

Niechby licho porwało! Nie bajałbyś tyle

Przepowiadając rzeczy drażniące niemile,

Jątrzące Telemacha serce i tak gniewne,

665

Żeby jakim kubanem[111] ujął cię zapewne.

Lecz wiedz, starcze — a wróżba ta ziści się pono:

Jeśli tego chłopaka, mimo doświadczoną

Starość chciałbyś do burdy podbuntować jakiej,

Tedy krok ten zuchwały da mu się we znaki.

670

Niech co chce robi, gachom nic zrobić nie może,

Za to tobie pokutę nałożym, nieboże,

Tak twardą, że ci nigdy nie wyjdzie z pamięci.

Ty zaś, mój Telemachu, słuchaj dobrej chęci

I rady: Matkę przymuś, niech wraca do ojca!

675

On jej sprawi wesele, wyda za mołojca

I córze ukochanej da przystojne wiano.

Inaczej Achajczyki nigdy nie przestaną

Pożądać Penelopy. Czyż boim się kogo?

Telemach nam nie straszny, choć gada tak srogo.

680

Nawet nas wróżby twoje, staruchu, nie straszą,

Na wiatr rzucone. Wzgardęś tylko zyskał naszą.

Zatem do szumnych biesiad wracamy, i w domu

Nigdy ładu nie dojdziesz, dopóki z nas komu

Ręki matka nie odda. Owoż tak jak pierwej

685

Dobijać się o rękę jej będziem bez przerwy

I nikt z nas w inne progi pewno nie zawita,

Choćby była niejedna do wzięcia kobieta”.

Na to roztropny młodzian Telemach odpowie:

„Słuchaj mnie, Eurymachu! Słuchajcie, gachowie!

690

O nic was tu nie błagam, bo i słów nie staje,

Gdy o tym wiedzą bogi i wszystkie Achaje.

Statek mi tylko dajcie z dwudziestą osady,

A puszczę się na morze szerokie na wzwiady:

Będę w Sparcie, a pierwej w piaszczystym Pylosie,

695

Aby się o rodzica coś wywiedzieć losie;

Może od kogo z ludzi lub od posłannika

Zeusowego dostanę o ojcu języka.

Gdy się dowiem, że żyje i wraca z podróży,

To jeszcze nań poczekam tęskny rok najdłużej

700

Tutaj w domu; przeciwnie, jeżeli doprawdy

Już on nieżyw, powrócę na tę wyspę zawdy,

I kurhan mu usypię, stypę jak należy

Sprawię, i matce męża poszukam w młodzieży”.

To rzekł i usiadł młodzian. Mentor powstał zatem.

705

Cnego on Odyseja był druhem i bratem;

Odys mu na odjezdnem dał pieczę majątku,

Przykazał posłuszeństwo — a on strzegł porządku.

Więc w dobrej wierze starzec takie otwarł zdanie:

„Co powiem, posłuchajcie słów mych, Itakanie!

710

Władza, LudŹle to, kiedy pan, w ręku którego jest władza,

Ma serca prawość, dobry, poddanym dogadza;

Przeciwnie, złym być winien, okrutnym zbytnikiem,

Kiedy pamięć boskiego Odysa już w nikim

Tu u ludu nie żyje, chociaż nam królował

715

Łagodnym berłem i nas jak ojciec miłował.

Mniej przeto za złe biorę zalotnej czeredzie,

Że w chytrym zaślepieniu pusty żywot wiedzie,

Szarpiąc mienie Odysa; za to kiedyś szyje

Dadzą, dziś się łudzący, że Odys nie żyje.

720

Atoli reszcie gminu za złe mam, że siedzi

Niemy i nawet słowem nie karci gawiedzi;

Liczniejszy, a tej garstki nie okiełzna drobnej”.

Na to syn Euenora Lejokrit rzekł złobny[112]:

„Mentorze! Podżegaczu! Głupstwa pleciesz w szale;

725

Lud szczujesz na nas. To ci się nie uda wcale,

Żebyś liczbą miał wydrzeć nam zaszczyt biesiady!

Sam Odysej podobno nie dałby nam rady,

Gdyby tutaj się zjawił i naszych sokołów

Brał się rugować z dworu od godowych stołów.

730

Nie ucieszyłoby to nawet jego żony,

Choć spragnionej do męża. Padłby porażony

Ciosem wnet, zaczepiając silniejszych liczebnie.

Widzisz więc, żeś się z mową wyrwał niepotrzebnie.

Dość tego, idźcie do dom, każdy do swej pracy.

735

Telemacha tam w drogę wyprawią już tacy,

Jak Mentor, Haliterses — oni, co od ojca

Datującą się przyjaźń mają dla mołojca.

Lubo[113] sądzę, że z nami posiedzi on dłużej,

Łowiąc wieści, i tej tam zaniecha podróży”.

740

Tak rzekł — i dał odprawę wiecującej rzeszy.

Rozprószyły się tłumy, każdy do się śpieszy,

Zalotni zaś na dworzec Odysa wtargnęli.

Telemach na brzeg morski poszedł i w topieli

Ciemnych, wód umył ręce, Ateny wzywając:

745

„Bóstwo, Ty, które wczoraj dom nasz nawiedzając

Rozkazałaś mi łodzią puścić się na morze

Za wieścią o mym ojcu zgubionym, co może

Wraca do nas: lecz zamiar psują mi Achiwi,

A najbardziej gachowie gwałtowni i chciwi”.

750

Tak się modlił. Wtem Pallas stanęła na jawie,

Mentorowi podobna w głosie i postawie,

I do młodziana rzekła uskrzydlone słówko:

„Na przyszłość, Telemachu, nie trwóż, nie drwij główką!

Jeśliś po ojcu dostał moc i serce dzielne,

755

Którym słowa i czyny siał on nieśmiertelne,

Tedy podróż ta dla cię nie będzie daremną,

Lecz jeśli w żyły swoje wziąłeś krew nikczemną

I Odys z Penelopą ciebie nie spłodzili —

Nigdy nie dopniesz tego, co chcesz, chęć omyli.

760

Zaprawdę, mało synów, co się w ojców wdali,

Mniej lepszych, a moc takich, co podli i mali.

Więc gdy nadal nie stchórzysz i nie podrwisz głową,

Ani całkiem utracisz mądrość Odysową,

Tedy na pewne tuszę[114], żeć dzieło uwieńczy;

765

A tym, co gachy robią, gardź, niech cię nie dręczy.

Głupcom tym sprawiedliwość ni mądrość nieznana;

Nie przeczuwają śmierci, a już zgotowana

Wisi nad nimi; wszyscy na jeden raz padną,

Więc twój wyjazd nie trafi na przeszkodę żadną;

770

Ja bowiem, jako z ojcem miałem przyjaźń dawną,

Jadę z tobą i łódź ci przysposobię spławną.

Tymczasem wracaj do dom, z gachami się zadaj,

Podróżną żywność gromadź, w naczynia układaj,

Wino w dzbany, a mąkę, co chłopom moc daje,

775

Pakuj w wory skórzane. Ja zaś sobie zraję[115]

Tam i sam między ludem nieco ochotnika.

A że w morskiej Itace wiele się spotyka

Tak starych, jak i nowych na wybrzeżu łodzi,

Więc wybiorę najlepszą; gdy się nałagodzi

780

I opatrzy, wraz spuścim łódź na pełną wodę”.

Tak rzekła Kronionowa córa. Chłopię młode

Na głos bogini rusza śpiesznymi krokami

Ku domowi, po drodze bijąc się z myślami.

W domu zastał tłum gachów, jak sobie w najlepsze

785

W dziedzińcu kozy łupił, smalił tłuste wieprze.

Aż oto i Antinoj ze śmiechem ku niemu

Pomknął, ścisnął za rękę i rzekł po swojemu:

„Telemachu wymowny, zagorzała głowo!

Nie gorsz się postępkami naszymi ni mową.

790

Jedz, pij razem tu z nami, tak samo jak wprzódy,

A o podróż Achajom zostaw wszystkie trudy:

Łódź ci dadzą, wioślarzy, byś w boskim Pylosie

Prędzej się mógł dowiedzieć coś o ojca losie”.

Roztropny mu Telemach na to odpowiedział:

795

„Nigdy bym, Antinoju, przy godach nie siedział

Z zuchwalcami, by z nimi zażyć krotochwile!

Czyż wam mało, gachowie, żeście mi już tyle

Przetrawili majątku, pókim był dziecięciem?

Dziś, gdym podrósł i własnym zrozumiał objęciem,

800

Co świat gada — a piersi męskie duch rozpiera —

Zobaczę, czy nie przyjdzie na was straszna Kera[116],

Bądź do Pylos[117] pojadę, bądź zostanę z wami.

Wżdy jadę! Ta się podróż, jak tuszę[118], uda mi,

Choćby na cudzej łodzi, bo swego okrętu

805

Ni flisów nie mam, przez was złupiony do szczętu”.

To rzekł i rękę umknął z jego dłoni zdradnej,

A gachy, sposobiące w izbie stół biesiadny,

Drwili zeń; ów i drugi językiem szermował,

Aż jakiś tam pyszałek z tym się wysforował:

810

„Coś Telemach się bierze do nas nie na żarty!

Pewnie oprawców z Pylos albo też ze Sparty

Zmówi na nasze gardła, gorąco kąpany!

Może też do Efyry, w ów kraj wychwalany,

Kopnie się po mordercze, z ziół dobyte trutki,

815

I do wina nam wmiesza? Oj, żywot nasz krótki!”

Po nim znów inny śmiałek tak się naigrawa:

„Kto wie, czy mu na dobre wyjdzie ta wyprawa,

I czy go, jak Odysa, nie pochłoną wały[119]?

Uważcie, jaki kłopot byłby stąd niemały:

820

Trzeba by się spuścizną dzielić i dom ładzić,

Żeby matkę z małżonkiem nowym w nim osadzić”.

Tak mówili, gdy młodzian w wysokosklepienne

Skarbce zaszedł ojcowskie, gdzie miedź, złoto cenne

W kupach leżały; w skrzyniach suknie pochowane,

825

W łagwiach[120] oliwa wonna; toż dzbany gliniane

W rząd, o ścianę oparte, stały z winem starem,

Tym najsmaczniejszym, niemal że boskim nektarem

Odysa, jeśli tenże trudy i przygody

Złamie i kiedyś wróci do własnej zagrody.

830

Sklepy te drzwi warowne zamykały szczelnie

Na dwie kłódki[121]. Szafarka w nich krząta się dzielnie

Dzień i noc, pańską własność mająca w dozorze,

Eurykleja Opsówna — Ops po Pejsenorze.

Telemach ją do sklepu[122] zwołał i rzekł: „Nuże,

835

Matulu! Nalej winem gliniane mi kruże[123],

Wystałym i najlepszym, jakie ma piwnica,

Krom tego, co je chowasz dla mego rodzica,

Gdyby kiedyś powrócił do nas w zdrowia pełni.

Nalej takich dwanaście i zatkaj najszczelniej;

840

Toż Tajemnicaw miechy gęstoszyte mąki mi nabierzcie —

Dość będzie cienko mlonej nabrać miar dwadzieście;

Wżdy o tym nic nie trzeba mówić do ostatka.

Sami to wszystko zróbcie; a w wieczór, gdy matka

Pójdzie sobie na górę i spać się układnie,

845

Będę mógł te przybory powynosić snadnie[124],

Gdyż wyjeżdżam do Sparty; lecz pierwej w Pylosie

Chciałbym się o ojcowskim coś dowiedzieć losie”.

To rzekł, a Eurykleja łzami się zalewa,

Głośno łkając, w te słowa k'niemu się odzywa:

850

„Synku! Cóż znowu do cię przystąpiło? Za czem

Miałbyś gdzieś w świat za oczy puszczać się tułaczem,

Panicz, jedynak? Kiedy nie ma wątpliwości,

Odysej daleko złożył swoje kości!

A oni, gdy odjedziesz, nastąpią-ć na życie,

855

I aby twój majątek posiąść, zgładzą skrycie.

Ot! Siedź lepiej na swoim! Nikt cię stąd nie goni

Szukać strachu i burzy na bezdennej toni”.

Matka, Syn, Tajemnica, PrzysięgaNa to rzekł jej Telemach, roztropne pacholę:

„Nie trap się, nianiu! Boską spełniam tylko wolę.

860

Wżdy przysiąż, że mej matce nie powiesz, co robię

Aż w jedenastej albo aż w dwunastej dobie,

Chyba gdyby kto doniósł lub mnie zawołała;

Nie chciałbym, by się łzami psuła jej płeć biała”.

To rzekł. Ona na wielkie bogi mu przysięgła,

865

A przysiągłszy, największym zaklęciem się sprzęgła.

I wino jęła[125] toczyć wraz w kruże gliniane,

Mąkę zsypywać w miechy gęsto zeszywane.

On zaś poszedł do izby, gdzie gachów biesiada.

Teraz na inny fortel bierze się Pallada:

870

Wziąwszy kształt Telemacha obiegła dokoła

Ulice miasta, wszystkim przykazując zgoła,

Kogo tylko spotkała, by gdy noc zapadnie,

Nie omieszkał przy łodzi stawić się gromadnie;

W końcu zaś u Nemona, co go Fronios rodzi,

875

O łódź prosiła, on jej nie odmówił łodzi.

Zgasło światło Heliosa, mrok poczernił szlaki;

Bogini łódź na morze pchnęła i wszelaki

Sprzęt zniosła, bez którego żaden nie wybieży

Okręt na morze; potem podal[126] od wybrzeży,

880

Aż do ujścia zatoki, łódź tę podprowadzi

I napomnienia daje zebranej czeladzi.

Sen, WinoZnowu na inny fortel Pallada się wzięła:

Śpiesznie w dworzec boskiego Odysa wionęła

I tam gachom snem słodkim zaprószyła oczy,

885

Że niejeden z pijących, gdy go sen zamroczy,

Czaszę z ręki upuścił. Więc się zataczając

Na spoczynek do miasta poszli, nie mieszkając[127].

Wtedy Zeusowa córa o oczach błękitnych

Wywoła Telemacha z głębi komnat szczytnych[128],

890

Mentorowi podobna i z głosu, i twarzy:

„Telemachu, tam garstka pancernych wioślarzy

Czeka już; brak im ciebie tylko, a odpłyną.

Spieszmy się, by z wyjazdem nie spóźnić się ino!”

To wyrzekła Atene i śpiesznie szła przodem;

895

On za boginią równym też podążał chodem.

A gdy tak do korabiu doszli, co w przystani,

Czekali kędzierzawi flisy tam zebrani.

Do nich więc świętej mocy Telemach rzekł: „Ano!

Chodźcie, mili, po żywność już przygotowaną

900

U mnie w domu… Przed matką cała rzecz ukryta;

Krom starki jednej, żadna nic nie wie kobieta”.

Rzekł — i przodem podążył; oni za nim w ślady

Znieśli żywność do łodzi burtownej[129] na składy,

Ustawiając w tym szyku, jak rozkaz im dany,

905

Aż i sam wszedł na pomost, przez nią poprzedzany.

Pallas siadła u steru, a tuż przy bogini

Siadł Telemach. Więc linę odczepiwszy, inni

Weszli także na statek i zasiedli ławy.

Atene im wiatr zaraz zesłała. łaskawy:

910

Zefir[130] wiejący czuby fal czarniawych gładzi.

Telemach wciąż do miłej przemawiał czeladzi,

By śpiesznie ład czyniła; więc robią, co każe:

Sosnowy maszt wbijają w drążonym ligarze[131],

Wyprostowują, z dołu biorą w mocne sznury,

915

I na rzemieniach żagle podciągną do góry.

Jakoż płótna wiatr nadął, i wełny[132] z łoskotem

Bijąc o boki nawy, gdy nurt pruła lotem,

Coraz śpieszniej ją gnały po wodnym odmęcie.

A tak, gdy umocnili sprzęty na okręcie,

920

Wnieśli po sam czub winem napełnione czary,

Z nich bogom nieśmiertelnym zlali część ofiary;

Najwięcej zaś Atenie obiat się dostało.

Bogini z nimi była do rana, noc całą.

Pieśń trzecia

Wydarzenia w Pylos

Wybiegł Helios z jeziora promiennej pościeli

925

Na spiżowy strop nieba. I już dniem się bieli

Dla bogów i dla ludzi ziemia karmicielka,

Gdy do Pylos przybyli. Murów moc tam wielka

W grodzie Neleja[133]! Właśnie lud dawał ofiarne,

Zabijane na brzegu morskim, byki czarne[134]

930

Posejdonowi. Dziewięć ław było zajętych,

Po pięćset w każdej; dziewięć byków też zarżniętych

Przed każdą. Bogu na cześć udźce popalono

I skosztowano trzewiów. Nawa w chwilę oną

Przybijała do lądu. Flisy żagiel stroczą[135],

935

A statek przycumują, i wszyscy wyskoczą

Na brzeg wraz z Telemachem, którego prowadzi

Bogini jasnooka i z cicha tak radzi:

„Teraz, chłopcze, już nie czas chować wstydne lica,

Gdyś się puścił na morze odszukać rodzica,

940

Czy go ziemia gdzie grzebie, czy co z nim się stało;

Przeto do rycerskiego Nestora[136] idź śmiało.

Zobaczym, jaką radą on ciebie wspomoże,

Pewna, że nie okłamie — on kłamać nie może”.

Na to znowu roztropny Telemach odpowie:

945

„Jakże pójdę i jak się pokłonię królowi?

Niewprawnym w gładkie słowa, a będąc młokosem

Wstyd mi obcesem pytać starca z białym włosem”.

Błękitnooka rzekła mu na to Pallada:

„Nie trwóż się: trochę serce przez ciebie zagada,

950

Trochę natchnie bóg który. Bo tak z różnych rzeczy

Wnoszę, żeś jest u bogów w osobliwej pieczy”.

To powiedziawszy Pallas pośpieszyła przodem,

A za nią wraz Telemach zdążał raźnym chodem.

Do ław przyszli — starszyzna pylijska w nich siedzi,

955

Nestor z synami; pełno krząta się gawiedzi:

Ci piekli mięso, inni na rożny je kładli.

Ujrzawszy gości hurmem przeciw nim wypadli,

Podali ręce, gwałtem ciągnęli przybyłych.

Syn Nestora, Pejsistrat, pierwszy gości miłych

960

Witał: wziąwszy za ręce, do jadła prowadził

I na piasku, na skórach miękkich ich posadził

Przy swym ojcu i bracie swoim Trasymedzie.

Przed każdym trzewiów nakładł, toż z czaszą wyjedzie

Złotą, nalał w nią wina i taką przemową

965

Uczcił błękitnooką córkę Diosową:

„Módl się, gościu, do bóstwa nad słonymi wody!

Jemu gwoli[137], jak widzisz, sprawiamy te gody;

Gdy zaś spełnisz libację[138], jak obyczaj każe,

Towarzyszowi swemu ku takiej ofiarze

970

Podaj czasz z winem słodkim. Wszak on bogów chwali:

Bo jakżeby się ludzie bez bogów ostali?

Lecz że młodszy od ciebie, a mój równolatek,

Więc pierwej ciebiem poczcił, jego na ostatek”.

To rzekłszy, w rękę dał jej czaszę pełną wina.

975

Ujęło to Atenę, że od niej zaczyna:

Widać młodzian roztropny i chowan w karności —

Zatem tak się modliła do mórz wszechmocności:

„Usłysz mnie, Lądowstrzęsco! Usłysz, Posejdonie!

Czej[139] cię szczerą modlitwą do życzeń mych skłonię:

980

Najpierw daj Nestorowi, synom jego sławę,

Mężom pylijskim pokaż oblicze łaskawe

Za pyszną hekatombę, daną-ć z taką częścią,

A nam dwom daj powrócić do dom z dobrą wieścią

I cel osiągnąć naszej podróży w te kraje!”

985

Po tej prośbie i drugą spełnia, bo oddaje

Telemachowi czaszę podwójną[140], złocistą.

I syn Odysa zmówił modlitwę strzelistą.

Gdy właśnie z rożnów zdjęto pieczone mięsiwa,

Każdy kęs dostał; uczta była to prawdziwa:

990

Kto spragniony się napił, kto głodny nasycił.

Gereński[141] witeź[142], sławny Nestor, rzecz pochwycił:

„Teraz wolno mi spytać przybyłych tu gości,

Kto są — bo już podjedli sobie do sytości.

Mówcie, co wy za jedni? Skąd morzem płyniecie?

995

Czy dla handlu, czyli też błądzicie po świecie,

Ot tak sobie, łotrzyki[143], postrach tych wybrzeży,

Narażający głowy własne dla grabieży?”

Wraz roztropny Telemach tak odparł bez mała,

A odważnie, bo ducha Atene mu wlała,

1000

Żeby pytał o ojca, a czej na ślad wpadnie,

I żeby się sam młodzian pokazał też ładnie:

„O Nestorze, Achiwom przodkujący w sławie!

Pytasz nas, skąd jesteśmy? Zaraz ci objawię:

Z Itaki podnejońskiej po mokrej wód fali

1005

W sprawie własnej, nie ludu, tuśmy się dostali,

Szukać wieści o ojcu mym, boskim Odysie,

Lecz nie wiem, czy ją schwycić kiedy uda mi się.

Wszak on niegdyś, zarówno jak ty i jak twoi,

Bywał w jednej wyprawie i zburzył gród Troi.

1010

Wiadomo zaś o innych, którzy się tam bili,

Gdzie i jak głowy swoje w boju położyli;

Alić Kronion śmierć jego skrył tak, że ochota

Opuszcza poszukiwać, kędy zbył żywota:

Czy na lądzie od wrażych mężów on zabity,

1015

Czy utonął w zhukanych falach Amfitryty[144]?

Przeto błagam cię, kornie do kolan się kłonię,

Powiedz, co wiesz! Czy byłeś sam przy jego zgonie?

Czy też słyszałeś o tym od podróżnych ludzi?

Tylko niech twoja litość próżno mnie nie łudzi!

1020

Mów prawdę, bez ogródki, jak widziały oczy.

Błagam cię! Jeśli niegdyś do usług ochoczy

Ojciec mój ci dopomógł czynem albo mową

Pod Troją, gdzie i głodno było, i niezdrowo,

W imię zasług zaklinam, mów prawdę prze bogi!”

1025

Na to mu bohaterski Nestor:

„O mój drogi!

Kiedyś mi już przypomniał te biedy i znoje,

Które-śmy przebywali przyszedłszy pod Troję —

Bądź w korabiach[145] po ciemnej tłukąc się otchłani,

1030

Za łupem przez Achilla[146] wciąż gnani a gnani,

Bądź gdyśmy dobywali ów gród Pryjamowy —

Najmężniejsi z Achiwów dali tam swe głowy:

Tam legł Ajas[147], ów witeź jak Ares waleczny;

Tam Achilles, tam Patrokl[148], druh jego serdeczny,

1035

Boskiej rady młodzieniec; tam i syn mi zginął,

Antiloch[149], chłopiec dziarski, szlachetny — a słynął

Wśród Achiwów oszczepem i rączością biegu.

Lecz to kęs tylko nieszczęść długiego szeregu!

Bo gdzież śmiertelnik, co by zrachował je kiedy!

1040

Choćbym pięć, sześć lat duszkiem opowiadał biedy

Wycierpiane pod Troją, końca byś nie czekał,

Lecz zmęczony do domu czym prędzej uciekał.

Przez lat dziewięć fortelów, zdrad używszy siła[150],

Nic my nie zrobili; moc boża ich zbiła.

1045

W wojsku naszym Odysej w podstępy obfity

Nie miał równego sobie, nie w ciemię on bity!

Wszystko zwietrzył, wymyślił, ten twój ojciec wielki —

Jeśliś tylko syn jego? Wżdy jak dwie kropelki

Podobnyś doń, i mową. Dziw mi nie do wiary,

1050

Żeby młodzian tak dobrze mówić mógł jak stary.

O, wtenczas my z Odysem trzymali się w zdaniu,

Czy to na radzie wodzów, czy ludu zebraniu,

Jedna myśl nas roztropna wiodła i ostrożna,

Byle Grekom dać zysku najwięcej jak można.

1055

A gdy w końcu Pryjamów gród upadł na pował[151],

Zeus tedy straszny powrót do domu zgotował

Argejcom. Że nie każdy był cny i roztropny

Między nimi, stąd wielu spotkał los okropny

Przez zawziętość Zeusowej córy[152] jasnookiej,

1060

Co w dwóch synach Atreja[153] wznieciła szeroki

Rozbrat. Obaj zwołują walne zgromadzenie

Wbrew zwyczaju, bo dzienne już gasły promienie;

I gdy Grecy nietrzeźwe łby z sobą przynieśli,

Oni nuż im dowodzić, dlaczego się zeszli.

1065

Menelaps achajskim radził towarzyszom

Przez morskie grzbiety wracać k'ojczystym komyszom[154];

Agamemnon to ganił, radząc rzesze zbrojne

Trzymać w miejscu, a palić hekatomby hojne,

Aby gniew obrażonej odwrócić bogini.

1070

Szaleniec! Wiedział przecież, że próżno to czyni,

Bo gniew bogów nieprędko daje się przebłagać.

Więc brew w brew, ostrym słowem zaczęli się smagać,

Co pancerni Grekowie słysząc, skoczą z wrzawą

Dzieląc się w dwa obozy: na lewo i prawo.

1075

Noc przespali, w zburzonych sercach złe zamiary

Knując wzajem, gdy na nich Zeus gotował kary.

Skoro świt, pół nas sudna[155] zepchnęło na morze

Znosząc w nie sprzęt, kobiety[156], wszystko co kto może.

Drugie pół się zostało Greków na wybrzeżu

1080

Przy swym Agamemnonie, narodów pasterzu.

My pod czas brzeg obiegłszy pełnymi żaglami

(Któryś z niebian wód przestwór wygładził przed nami),

Płyniem tak do Tenedu[157]. Tam obiatę bogi

Wzięły sutą; lecz Zeus nam przeciął morskie drogi

1085

Posyłając na Greki drugą niezgód chmurę,

Że zaraz się zwróciły wstecz sudna[158] niektóre

Pod wodzą Odyseja, tej przemyślnej głowy,

Snadź[159] aby przyjść do łaski Agamemnonowej.

Widząc to, z mymi sudny pierzchłem niemieszkanie[160];

1090

Czułem, że tu coś złego chcą spłatać niebianie,

Pierzchnął i syn Tydeja[161], pociągnąwszy drugich;

W końcu płowy Menelaj dognał nas, gdy w długich

Naradach w Lesbie[162] radzim, którędy nam płynąć

Do dom? Czy skalny Chios[163] powyżej ominąć

1095

W kierunku Psyrii[164] — wtedy Chios mieć będziemy

Z lewej — gdy zaś od Chios niżej się weźmiemy,

Zawsze wichrów Mimasu zarwać nam potrzeba.

Więc modlim się do boga, by znak nam dał z nieba,

Którędy? On nam kazał tam wprost na Eubeę[165]

1100

Zmykać, w skok zmykać, nim się morze rozszaleje.

Wnet też wiatr nadął żagle; pędzimy co mocy

Po rybim tym gościńcu, aż o późnej nocy

Do Gerajstu[166] zawiniem. Wraz byczych pośladków

Palimy dużo bogom, za tę bez przypadków

1105

Przebytą drogę. Właśnie dzień czwarty nie mijał,

Jak Tydyd Diomedes[167] do portu zawijał

W Argos, razem ze swymi. Ja, do Pylos dalej

Płynąc z wiatrem, który mi bogowie zesłali,

Przybyłem, o mój synu, bez wieści wszelakiej,

1110

Nie wiedząc, kto z nich żyje, a kto umarł taki…

Jednak tyle, co mogłem, w domu zakopany,

Schwycić, opowiem wiernie bez żadnej odmiany.

Najpierw więc Myrmidońcy[168] dostali się do dom

Szczęśliwie — syn Achilla dowodził tym rodom.

1115

Również i Filoktetes[169] Pojasa syn sławny.

Toż Idomeneus[170] przywiódł do Krety huf sprawny,

Ocalon w bojach, żaden nie padł mu w podróży.

Ojciec, Syn, ZemstaLecz pewnie o Atrydy powrocie coś dłużej

Słyszałeś, w swoim kącie siedzący za światem:

1120

Jak Ajgist[171] nieszczęsnego zgładził, był mu katem,

Za co mściwym odwetem odebrał karanie.

Dobrze, gdy po zabitym ojcu syn zostanie.

Syn też jego na zbójcy krzywdę powetował,

Zgniótł Ajgista, który mu ojca zamordował.

1125

Ty zaś, chłopcze, z postawy zuch i nie ułomek,

Dzierż się ostro, a późny uczci cię potomek”.

Na to mu wręcz roztropny odpowiedział młodzian:

„Nestorze, blaskiem chwały w Achai przyodzian!

Srogą zaprawdę zemstę wziął on. Jego chwała

1130

Szeroko rozbrzmi, w pieśniach wnuków będzie brzmiała.

O, czemuż i mnie bogi tych sił nie użyczą,

Abym mógł zetrzeć gachów zuchwałość zbrodniczą,

Co mnie swymi psotami dzień w dzień gorzej pieką.

Ale cóż! Takie szczęście ode mnie daleko!

1135

Nie miał go ojciec, nie mam i ja, cierpmy dłużej”.

Na to mu stary Nestor z Gereny odwtórzy:

„Kochanku! Kiedyś o tę rzecz potrącił w mowie,

Słyszałem, że twą matkę obsiedli gachowie

I w domu na złość tobie psoci lada chłystek.

1140

Powiedz, czy dobrowolnie to znosisz, czy wszystek

Lud cię nie lubi, widząc, żeś karą dotknięty?

Któż wie, czy on nie przyjdzie, nie zetrze natręty[172]

Bądź sam, bądź pomoc dadzą przyjazne Achiwy?

Bogini, PomocŻebyś to ty u Zeusa modrookiej dziewy

1145

Wpadł w łaskę, jak nasz Odys. O, jakżeż oń dbała

Tam pod Troją, gdzie reszta Achiwów marniała.

Wierz mi, nigdym nie widział, żeby bóstwo komu

Tak jak jemu sprzyjało i tak po widomu.

Niechby cię też Atena wzięła pod swe skrzydła,

1150

Niejednemu by z gachów żeniaczka obrzydła”.

Więc Telemach mu na to: „Starcze, zbyt to wiele,

Coś rzekł, bo się nie spełni nigdy — mówię śmiele.

I dziw mi, że nadzieją łudzisz się tak błogą;

Bogowie, choćby chcieli, nic tu nie pomogą”.

1155

Na to Atene, córa ozwie się Zeusowa:

„O chłopcze! Z ust twych jakież wymknęły się słowa!

Bóg i tym, co najdalej, kiedy chce, pomaga.

Śmierć, LosKtóż nie rad by z ojczyzny, gdzie go nędza smaga,

Bodaj i najpóźniejszym powrotem się cieszyć,

1160

Niż wróciwszy za wcześnie śmierć sobie przyśpieszyć,

Jak ów król, co gdy wrócił w miły próg domowy,

Padł od zdrajcy Ajgista i swej białogłowy!

Lecz śmierci przeznaczenia bogowie nie mogą

Odwrócić od najdroższej głowy, od nikogo,

1165

Jeśli w sen wieczny czarna pogrąży godzina”.

Na te słowa Telemach tak się wraz odcina:

„Mentorze, już nie mówmy o tym, dość my smutni…

On nigdy już nie wróci! Bogowie okrutni

Od dawna wyrok śmierci wydali na niego!

1170

Wżdy Nestora zapytać mam o coś innego.

Wszak on i sprawiedliwość, i mądrość posiada,

I, jak mówią, trzy wieki ludzkie[173] ludom włada.

Przeto mam go za obraz bóstwa na tej ziemi.

Nestorze Neleido[174]! Prawdę powiedzże mi,

1175

Jak zginął Agamemnon, król szeroko władny?

Gdzie był wtedy Menelaj, przez jakiż szkaradny

Podstęp Ajgist tęższego od siebie mógł zabić?

Nie stałoż się to w Argos? Może dał się zwabić

W obce miejsce i tam mu nastąpił na zdrowie?”

1180

Zagadnion tak rycerski Nestor mu odpowie:

„Najchętniej, o mój synu, powiem prawdę całą.

Uważ, a łatwo pojmiesz, co by się to stało,

Gdyby Atryd Menelaj wracając spod Troi,

Żywym zastał Ajgista i w mocy miał swojej!

1185

Nikt by jego był trupa nie nakrył mogiłą,

Psy by i dzikie ptactwo w sztuki roznosiło

Leżącego za miastem gdzieś tam w polu gołym,

Żadna Achajka jednej łzy by nad warchołem

Nie zroniła. Bo gdyśmy na bój głowy nasze

1190

Nieśli, on siedział w Argos, bujnym w końską paszę,

I Agamemnonowi bałamucił żonę.

Zrazu mu Klytajmestra za umizgi[175] one

Okazała pogardy wiele i obrazy

Jako pani roztropna i całkiem bez zmazy.

1195

Był tam pieśniarz, któremu mąż idąc w bój krwawy

Kazał przy niej odbywać straż małżeńskiej sławy,

Lecz że bóg jej nie bronił od tych samołówek[176],

Więc Ajgist piewcę wywiózł na pusty ostrówek

I wydał go drapieżnym ptakom na pożarcie,

1200

Potem ją na swój dworzec wprowadził otwarcie,

Gdzie obiatował[177] bogom woły i barany,

A złotem, pawołoką[178] zdobił świątyń ściany,

Przez wdzięczność, że mu sztuczka udała się trudna.

Wtenczas od brzegów Troi właśnie nasze sudna[179]

1205

Niosły mnie z Menelajem, przyjaciół do zgonu.

Lecz gdy do attyckiego przylądu, Sunionu,

Dążym na Menelaja okręcie, bez duszy

Padł sternik — Feb go z swojej tak ustrzelił[180] kuszy[181],

W chwili, gdy w ręku trzymał rudel okrętowy.

1210

Sławny to sternik, Frontis, syn Onetorowy,

Co okręt umiał z każdej wyprowadzić burzy.

Więc Menelaj, choć spieszył, zabawił się dłużej,

Aby sługę pochować, jak chce obrzęd święty.

Wreszcie i on za nami ruszył swe okręty

1215

Przez ciemne wody, dotarł przylądka Malei[182]

Lecz tam piorunny Zeus go nawiedził z kolei

Smutną żeglugą, zesłał wichry, niepogody,

Aż w góry niebotyczne spiętrzyły się wody.

Słowem rozprószył nawy, część zagnał ku Krecie,

1220

Gdzie nad Jardanem siedzą Kydońcy, jak wiecie,

Gdzie od granic Gortyny[183] z wód czarnej przepaści

Strzela skała i piersią odpiera napaści

Bałwanów, które Notos[184] wprost na Fajstos[185] wzdyma —

A głaz drobny potęgę wód tych w ryzie trzyma.

1225

Tam zagnał ich najwięcej, ludzie ocaleli,

Sudna rozbite poszły na dno tej gardzieli.

Lecz pięć naw z Menelajem o błękitnej prorze[186]

Do Egiptu aż zagnał prąd wichru i morze.

A kiedy on po obcych ziemiach tak się włóczył,

1230

Złote skarby zgromadził, płodami objuczył,

Wtenczas Ajgistos zabrnął w zbrodnie niesłychane:

Zabił Atrydę, jarzmem obciążył poddane

I przez lat siedm w Mykenie[187] jak król rozkazywał.

W ósmym dopiero Orest z Aten, gdzie przebywał,

1235

Wrócił na jego zgubę i w zbójcy Ajgiście

Pomścił śmierć swego ojca, potem uroczyście

Wyprawił pogrzeb matce, szkaradnej kobiecie,

I jej gachowi[188], żertwą[189] uczcił należycie.

W tym dniu właśnie Menelaj wrócił wojowniczy

1240

W korabiach pełnych złota i innej zdobyczy.

Toż i ty niezbyt długo baw w dalekich krajach,

Kiedyś swój tam majątek przy onych hultajach

W domu liszył[190], bo oni rozdrapać go mogą

W twej niebytności. Podróż przypłaciłbyś drogo!

1245

Z tym wszystkim do Meneli[191] radzę jechać tobie.

On po długiej włóczędze powrócił na dobie[192]

Z stron zapadłych, skąd człowiek rzadko ma nadzieję

Wrócić, gdy go zapędzą prądy i zawieje,

Hen! za morza, skąd nawet potrzebują ptaki

1250

Przez rok lecieć. Taki to zapadły kraj, taki!

Ty zaś, jeśli chcesz płynąć, śpieszże się do łodzi;

Chcesz lądem? Każdy z synów moich ci wygodzi[193],

Da wóz i konie, jeszcze zawieźć cię gotowy

Aż do Lakedajmony[194] tej Menelajowej.

1255

Prośże go, proś na wszystko, niechaj szczerze gada;

Kłamać pewno nie skłamie, łepak[195] to nie lada”.

Tak mówił — a już słońce gasło w-nocnym mroku;

Na to rzekła Atena o błękitnym oku:

„Zaprawdę, starcze, z ust twych mądre słowa płyną.

1260

Lecz krajcie no ozory i mięszajcie wino,

By uczcić bogów, głównie uczcić Posejdona

Przed snem obiatą; pora bowiem już spóźniona;

W ciemnościach światła zgasły; pofolgujmy godom,

Niepięknie prażnikować[196] długo, pójdźmy do dom”.

1265

Tych słów córy Zeusowej wszyscy usłuchali,

Keryksowie im wody na ręce nalali;

A pachołcy, gdy wina w kratery naleją,

Rozdają je czaszami, obchodząc koleją,

W końcu spalą ozory, libację stojący

1270

Spełnią; a gdy już napój rozgrzał ich gorący,

GośćAtena z Telemachem (postać jego cudna!)

Wybiera się na nocleg do swojego sudna;

Lecz Nestor nie zezwalał i karcił słowami:

„Ani Zeus nie dopuści, ni bogowie sami,

1275

Abym was mógł na okręt odprawić w tej chwili.

Czyż ja to hołysz[197] jaki albo żebrak? Czyli[198]

Nie stać mi już na płaszcze, okrycia wełniane

Dla gości, kiedy u mnie są podejmowane?

Nie troszcz się; tu nie braknie nakrycia ni płaszcza,

1280

Jażbym pozwolił, żeby syn Odysów zwłaszcza

Szedł na statek? Rzecz taka nigdy się nie stanie,

Pókim żyw, a i po mnie dość synów zostanie,

Aby w domu umieli gości przyjąć pięknie”.

Na to Zeusowa córa modrooka rzeknie:

1285

„Cny starcze! Dobrze mówisz; Telemach ci wierzy

I usłucha twej rady, bo tak się należy;

Pójdzie z tobą i w twoich komnatach wypocznie,

Ja zaś muszę na okręt udać się niezwłocznie,

Pokrzepić towarzysze, zarządzić człowiekiem.

1290

Bo ja tam na okręcie jeden starszy wiekiem;

Inni poszli z przyjaźni ku nam, chłopcy młodzi;

Żaden z nich Telemacha wiekiem nie przechodzi.

A tak przenocowawszy tam, na ciemnej nawie,

Skoro świt się do zacnych Kaukonów[199] wyprawię,

1295

By od nich ściągnąć różne tam należytości.

Ty zaś gościa, którego zamek twój ugości,

Wypraw wozem do Sparty; niech go z synów jaki

Zawiezie, a każ rącze zaprząc im rumaki”.

Tak mówiła Atena. Gdy wtem niespodzianie

1300

Wionął orzeł, tłum wszystek w podziwieniu stanie.

Zdumiał się i sam starzec patrząc na to dziwo,

Ujął dłoń Telemacha i rzekł mową tkliwą:

Bogini, Opieka„Tuszę[200], że z ciebie kiedyś zrobi się mąż tęgi;

Gdy nad chłopcem już krążą niebieskie potęgi.

1305

Czyś baczył, że nikt inny nie mógł być przy tobie,

Tylko Diosa córa we własnej osobie?

Tak sama się i ojcem twym opiekowała.

O sprawże to, bogini! Spraw, niech spłynie chwała

Na mnie, na moje dzieci, miłą połowicę;

1310

Za to dam ci roczniaczkę, gładką jałowicę.

Co jeszcze byka nie zna, jarzma ani troszki —

Tęć dam w ofierze, złotem każę okuć rożki”.

Tak błagał, a modlitwa doszła do Ateny,

I sławny rycerz Nestor, staruszek z Gereny,

1315

Swoich synów i zięciów otoczony kołem,

Szedł na zamek; a kiedy przybyli tam społem,

Rzędem zajęli krzesła, wspaniałe siedzenia.

Starzec znowu lał w krater dla ich pokrzepienia

Wonne wino, staraniem szafarki chowane

1320

Lat jedenaście, pierwszy raz co odetkane.

Ten napój starzec miesza i obiatę czyni

Egidowładcy[201] córze, Palladzie bogini.

Gdy spełnił, a już każdy napił się do woli,

Wszyscy się spać do gospód rozeszli powoli

1325

Krom Telemacha. Tego syna przyjaciela

Nestor w zamku zatrzymał, łoże mu wydziela

Pysznie rzeźbione w jednym z przewiewnych przysionków[202].

Tuż przy nim spał Pejsistrat; z rodziny tej członków

On jeden w zamku mieszkał, jako nieżonaty.

1330

Sam zaś Nestor wysokie zajmował komnaty

Wraz z królową, zdobiącą małżeńską łożnicę.

Ledwo Jutrzenka krasne wychyliła lice

Z mroku świtu, już Nestor rzucił senne łoże;

Wyszedł i siadł na białych kamieniach[203] na dworze,

1335

Co stały przed pałacu wchodowymi drzwiami

Lśniące jakby oliwą. Dawnymi czasami

Siadywał tam Neleus, człowiek bożej rady,

Lecz zmarł; w podziemny Hades przeniósł się cień blady.

Teraz siadł Nestor. Posoch[204] trzymała prawica.

1340

Pasterza mężów. Syny ujrzawszy rodzica:

Echefron, Stratios, Persej, wybiegli co żywo,

Toż Aretos, Trasymed zdążał nieleniwo;

Nareszcie i szóstego nie zabrakło brata,

Bo oto i najmłodszy przybiegł, Pejsistrata.

1345

Ci zaraz Telemacha przy ojcu uprzejmie

Posadzili, a Nestor taką rzecz podejmie:

„— Żwawo, dzieci! Spełnijcie duszy mej pragnienie;

Chciałbym się przypodobać bogini Atenie,

Gdyż na tym tam prażniku[205] na cześć Posejdona

1350

Widocznie oczom moim zjawiła się ona.

Niech który w pole skoczy, wolarzowi każe

Przywieść tutaj jałówkę, którą dam w ofiarze.

Drugi do Telemacha łodzi bież i sprowadź

Wszystką czeladź — dwóch zostaw, ci mogą pilnować.

1355

Do Laerka złotnika pobieży mi trzeci,

By złotem róg jałówki okuł. Reszta dzieci

Zostanie z nami, każdy będzie tu potrzebnym,

Czy jadło przysposobić, czy kazać służebnym

Znieść tutaj stołki, drzewo, dzbany z świeżą wodą”.

1360

Rzekł — wszystko się rozbiegło. Jałówkę już wiodą

Z pola, a z Telemacha przybyła też łodzi

Jego drużyna. Również i złotnik nadchodzi,

Niosąc ze sobą wszystkie narzędzia, mistrz tęgi,

Tak młotek, jak kowadło i krzywe obcęgi

1365

Do misternej roboty. Na ten obrzęd święty

Zbiegła i Pallas. Nestor złotnikiem zajęty

Dał mu złota, a sztukmistrz złotem okuł rogi

Jałówce, więc boginię cieszy dar ten drogi.

Echefron, Stratios dzierżą za róg jałowicę,

1370

Aretos z komnat wyniósł kwiecistą[206] miednicę

Pełną wody, a w lewej miał ziarna jęczmienne

W króbce[207]. Już Trasymedes wzniósł ramię wojenne

Zbrojne w topór nade łbem jałoszki ofiarnej.

Perseusz w misę zbierać miał strumień krwi czarnej.

1375

Ojciec ręce umywszy miotał jęczmień święty,

A na ogień skręt sierści z łba krowie wycięty.

OfiaraA kiedy się pomodlił i nasiał jęczmienia,

Wraz[208] przystąpił Trasymed i siłą ramienia

Palnął — aż topór ugrzązł w karku, przeciął żyły

1380

I powalił ofiarę. Z krzykiem się modliły

Wszystkie córki, synowe, obok Eurydyki

Żony Nestora, córy Klimena władyki.

Syny, za łeb jałoszkę dźwignąwszy, trzymali,

Aż dorżnął ją Pejsistrat. Czarna krew się wali

1385

I duch cielsko opuścił. Rąbiąc ją w kawały

Wyjmują polędwicę i dwakroć w tłuszcz biały

Obwinąwszy, jak zwyczaj, nałożą wysoko

Drobniejszymi gnatami, z kapiącą posoką.

Starzec je tak na stosie spalił, winem polał

1390

Ciemnym, a synów orszak ofiarę okolał

Z pięciozębnymi widły[209]. Spaliwszy te mięsa,

Trzewia do ostatniego aż spożywszy kęsa,

Resztę w drobniejszych sztukach na rożny nawlekli

I takowe przy ogniu obracając piekli.

1395

Tymczasem Telemacha, ślicznego młodziana,

Kąpała Polykasta, panienka sudana[210],

Najmłodsza z Nestorówien, a po wziętej wannie

Namaściwszy oliwą odziała starannie

Piękną szatką i w chiton[211] miękki otuliła…

1400

Gdy wszedł, jasność od niego jak od bożka biła.

Szedł więc i przy pasterzu mężów siadł Nestorze…

Już z rożnów zdjęto mięso upieczone w porze,

I rzucili się wszyscy na biesiadę oną;

Lecz poważniejsze tylko krzątało się grono

1405

Około wina, które z krateru czerpali

I biesiadnikom w złotych czarach podawali.

Aż zgaszono pragnienie, nasycono głody.

Wtedy gereński starzec krzyknął:

„Kto tam młody,

1410

Niech skoczy, długogrzywe konie tu przywiedzie,

Do kolasy założy, bo nasz gość odjedzie!”

Tak rzekł. Synowie rozkaz spełniają w tej chwili:

Piorunem do kolasy konie założyli,

A szafarka w nią chleba i wina nakładła,

1415

Toż wybornych łakoci królewskiego jadła.

Wskoczył tedy Telemach na rydwan zaprzężny.

Rzeszowódca Pejsistrat, Nestora syn mężny,

Obok niego usiadłszy lejce schwycił w dłonie,

Klasnął z bicza, i lotem puściły się konie

1420

Pólmi, od grodu Pylos coraz dalej mknące,

Dzień cały szarpiąc jarzmo kark ugniatające.

Nareszcie zaszło słońce, cień poczernił szlaki,

Gdy do zamku Diokla, do Feraj junaki

Wraz przybyli. Orsiloch, syn Alfejosowy

1425

Zrodził tego Diokla. Nocleg tam gotowy

Znaleźli, i gościnne przyjęcie im dano.

Ze wschodzącą nazajutrz Jutrzenką rumianą

Znów wyjechali obaj w zaprzężnej kolasie

Przez bramę; aż w przedsionkach turkot rozlega się.

1430

Z klaskiem bicza koniki ruszyły z ochotą,

Między pszeniczne łany mkną i mkną, aż oto

U kresu drogi dzielne stanęły rumaki.

Właśnie Helios się schował, cień poczernił szlaki.

Pieśń czwarta

Wydarzenia w Sparcie

Wąwozami wjechawszy w gród Lakedajmony,

1435

Skręcili wprost na zamek, kędy mąż sławiony,

Menelaj, huczne sprawiał wesele dla syna

I dla córki. Tę oddał, choć jego jedyna,

Synowi Achillesa[212], wojów gromiciela.

Z nim ją bowiem zaręczył w Troi przed lat wiela,

1440

A niebianie złączyli parę k'sobie skłonną.

Właśnie ją dziś odesłał koleśno i konno

W sławny gród Myrmidonów. Dla syna zaś swego

Wziął w Sparcie Alektora córę. Syna tego

Megapentesem zowią — chłop silnej prawicy —

1445

A miał go w starych latach z jednej niewolnicy,

Gdyż Helenę bogowie zrobili bezpłodną,

Odkąd powiła córkę Hermionę, godną

Ze złotą Afrodytą równać się w piękności.

Tak więc Menelaj w gronie przyjaciół i gości

1450

W komnatach swego zamku hucznie biesiadował.

Był tam i cudny pieśniarz, co swojej wtórował

Pieśni na gęśli, i dwaj skoczkowie tam byli,

Co na miarę tej pieśni w środku się kręcili.

Zaś Telemach z Nestora synem przed wrotyma[213]

1455

Pierwszymi, co do zamku wiodły, konie wstrzyma.

Spostrzegł ich Eteonej, sługa przywiązany

Do Atrydy, i poznał, że to ktoś nieznany.

Prędko więc na pokoje bieżał z wieścią nową,

Przybliżył się do pana i rzekł lotne słowo:

1460

„Jacyś tam obcy ludzie, o mój jasny panie!

Jest ich dwóch; wyglądają iście jak niebianie!

Rozkaż, czy wyprząc konie mamy im, czy dalej

Odprowadzić[214], by indziej gościny szukali?”

Gospodarz, GośćMenelaj tym oburzon rzekł: „Synu Boety

1465

Eteoneju! Gadasz, jak gdyby to nie ty,

Tylko dziecko, co głupie powtarza wyrazy!

Czyż to my gościnności ludzkiej tyle razy

Nie doznali obadwa przed naszym powrotem?

Zeus mógłby znów nas karać, gdyby zabyć[215] o tem.

1470

Śpiesz się więc wyprząc konie i dać im wygody,

A tych gości zaprosić na weselne gody”.

Tak rzekł, a ten z komnaty wybieżał i zwołał

Innych sług, zabierając po drodze, co zdołał.

Z nimi wyprzągłszy konie, pomęczone oba,

1475

Wwiódł do stajen i mocno przywiązał u żłoba.

Owsa im zmieszanego z jęczmieniem wsypano,

Po czym wóz postawiono pod błyszczącą ścianą,

A gości na królewskie wiedziono komnaty.

Oni z podziwem patrzą na terem[216] bogaty;

1480

Bowiem jako blask słońca, księżyca miganie

Oczom się ich wydało Atrydy mieszkanie.

A gdy widokiem oczy i serca napaśli,

Do łazien myć się w wannach gładkich obaj zaszli;

Tam ich dziewki umyły, namaściły rączo,

1485

Oblókłszy w chiton z wełny, okrywszy opończą[217].

To odbywszy, szli zasiąść przy Atrydzie krzesła.

Zaraz jedna z służebnic złoty kubek wniesła,

A w nim wodę; tę lejąc do miednicy srebrnej

Na ręce, przysunęła im stolik potrzebny.

1490

Poważna też szafarka z zapasy różnymi

Przybywszy, te przysmaki stawiła przed nimi,

A krajczy na kopiastych misach wniósł pieczyste

I inne mięsa, czasze podał też złociste.

SzlachcicWtem Atryd płowowłosy[218] obudwóch powitał:

1495

„Cni goście! Jedzcie smacznie; potem będę pytał,

Gdy się już posilicie, coście to za jedni?

Ród wasz, jak się domyślam, wcale niepośledni,

Idzie od królów, co to z Zeusa się wywodzą,

Z podłej bowiem krwi tacy, jak wy, się nie rodzą”.

1500

To rzekł i sam im podał tłusty comber[219] wołu

Pieczonego — a był to przysmak jego stołu —

Więc do zastawionego dobrali się jadła.

A najadłszy, napiwszy, gdy już chęć odpadła,

Do swego towarzysza, nachylony głową,

1505

Telemach mu na ucho mówił takie słowo:

Bogactwo„Patrzaj no, Nestorydo, patrzaj, serce moje,

Jakim blaskiem spiżowym sieją te pokoje!

Co tu złota, bursztynu[220], srebra, słoniej[221] kości!

Nie wiem, czy jest świetniejszy dwór Olimpskiej Mości.

1510

Nieprzebrane bogactwa! Aż mi ćmią się oczy”.

Snadź domyślił się Atryd, o czym rzecz się toczy

Między nimi, bo na nich zawołał: „Hej, młodzi!

Niech nikt śmiertelny z Zeusem w zapasy nie chodzi,

Bowiem wieczne są jego dostatki i dwory.

1515

Ze mną rzecz inna; każdy, kto chce, mógłby zbiory

Moje przesadzić[222] lub nie; chociaż się niemało

W ośmioletniej zamorskiej włóczędze zebrało,

Kiedym Fenicję, Egipt, Cypr, a nawet strony

Etyjopskie zwędrowal — Eremby[223], Sydony[224],

1520

Toż Libię, gdzie jagnięta z rożkami się rodzą,

A owce w ciągu roku trzykroć z płodem chodzą.

Bogactwo, SmutekMają tam gospodarze, mają i pasterze

Mięsa dość, brodzą niemal i w mleku, i w serze,

Bo jak rok długi, ciągle doją się maciorki.

1525

Otóż gdym się tam ganiał i ładował worki

Złotem, tutaj tymczasem brata mi zabito

Skrycie, podstępem, w zmowie z nikczemną kobietą!

Jakoż mi to dziedzictwo obmierzłe się stało.

Wolałbym mieć z tych skarbów trzecią cząstkę małą,

1530

Byle żyli ci męże, co na polach Troi

Legli podal[225] od Argos, przyjaciele moi.

Jakkolwiek po nich tęsknię i myślami wodzę,

Przecież po żadnym serce nie płacze tak srodze

Jak po jednym; odbiega sen i chęć do jadła,

1535

Gdy o nim myślę. Komuż cięższa dola padła

Niż Odysowi? Nadeń któż więcej biedował?

Los go stworzył do cierpień samych; mnie zachował

Do smutków po przepadłym, który gdzieś się kryje,

A nie wiemy, czy żyje jeszcze, lub nie żyje.

1540

Pewnie stary Laertes co dzień po nim płacze,

Toż mądra Penelopa, i to nieboraczę

Syn Telemach, którego przy piersi zostawił”.

Mówiąc to w taką rzewność gościa swego wprawił,

Że łza w rzęsach zawisła z wspomnieniem rodzica:

1545

Jakoż w płaszcz purpurowy ukrył smętne lica,

Z czego odgadł Menelaj zaraz, kto on taki,

I w głębi duszy sposób układał dwojaki:

Bądź dać mu się wypłakać za straconym ojcem,

Bądź wprzódy o tej rzeczy pogadać z mołojcem.

1550

Owoż gdy to roztrząsał w ducha tajemnicy,

Weszła Helena z wonnej wychodząc świetlicy[226],

Jak Artemida zbrojna w pęki strzał pierzaste.

Zaraz z krzesłem misternym podbiegła Adraste;

Alkippe jej kobierzec miękki podesłała,

1555

Filo koszyczek niosła — Helena go miała

Od Alkandry, Polyba żony, co za dawnych

Lat żył w Tebach[227] egipskich, bogactwami sławnych;

On to dwie srebrne wanny, trójnogów[228] po parze,

Talentów[229] dziesięć złotem Meneli dał w darze.

1560

Helenie się od żony dostał dar bogaty:

Złota kądziel i koszyk ów podługowaty

Z srebra plecion, a złotą obciągnion obwódką.

Filo go postawiła przed nią tuż, bliziutko,

A w tym koszyku motków przędzy było pełno,

1565

Na wierzchu była kądziel z fijołkową wełną.

Helena więc usiadłszy wsparła nogi obie

Na podnóżku, pytając męża w tym sposobie:

„Czy wiemy, Menelaju, jaki ród tych gości,

Co przyszli w domu naszym szukać gościnności?

1570

Mylęż się lub nie mylę — lecz czuję to przecie,

Że dwóch mężczyzn, dwóch kobiet nie spotkałam w świecie

Tak podobnych do siebie — dziw to niesłychany! —

Jak ten oto młodzieniec, u nas tu nie znany,

Z Telemachem, Odysa synem, podobniutki.

1575

Pamiętam, on przy piersi był wtedy malutki,

Kiedy z wami, Achiwy, w kraj daleki Troi

Odys szedł krew przelewać gwoli hańby mojej”.

Na to płowokędziorny odrzekł jej Atryda:

„To, co z domysłów mówisz, mnie prawdą się wyda:

1580

Takie ręce i nogi, tak oczy patrzące

Miał Odys, a i takie włosy się kręcące.

Toż gdym przed chwilą wspomniał tu Odyseusza

I mówił, jakie trudy niezłomna ta dusza

Zniosła dla mnie, aż oto łza mu z oka kanie[230],

1585

I w purpurowym płaszczu ukrył pomieszanie”.

Na to mu Nestoryda Pejsistrat powiedział:

„Atrydo Menelaju! Królu! Ot, byś wiedział,

Że to syn Odyseja, syn jego prawdziwy;

Lecz boi się uchybić, przeto tak wstydliwy

1590

I nie chce, kiedy mówisz, przerwać obcesowo,

Taką mu radość wlewa boskie twoje słowo.

Mnie tutaj posłał Nestor, ten ojciec mój drogi,

Abym mu towarzyszył w domu twego progi,

Gdzie ojca przyszedł szukać tak w słowie, jak w czynie;

1595

Bo dziecko cierpi dużo, gdy ojciec mu zginie,

A sierotę opuszczą przyjaciele domu,

Jak Telemacha. Ojca nie ma on, nikomu

Nie chce się ująć za nim, by odwrócić ciosy”.

Na to znów Menelaos odrzekł płowowłosy:

1600

„Prze bogi! Toż mym gościem syn wielkiego męża,

Co za mnie w tylu bitwach dobywał oręża!

Jam go chciał za powrotem nad wszystkie Achiwy

Osypać, gdyby morzem powrót nasz szczęśliwy

Obudwom był zachował Zeus, bóg gromowładny.

1605

W Argos miałem mu miasto, dwór zbudować ładny,

A z Itaki dobytek i syna sprowadzić

I ludność stamtąd zabrać i w mieście osadzić,

Wyprzątnąwszy najbliższe, co berłu mojemu

Podlega. Jakże by to sprzyjało częstemu

1610

Widywaniu się z sobą, by ten węzeł święty,

Który nas łączył, nigdy nie był już rozcięty,

Chyba śmiercią, gdy obu wtrąci w cień ponury.

Lecz szczęścia tego bóg mi pozazdrościł który,

Gdy jemu do powrotu pozamykał wrota”.

1615

SmutekTo rzekł, i wszystkich rzewna objęła tęsknota;

W płacz Helena Argejka, a córa Kroniona[231];

W płacz Telemach; Meneli źrenica zwilżona

Także łzą; łza się kręci w oku Pejsistrata,

Bo w duszy cień mu stanął Antilocha, brata,

1620

Co go syn zamordował Eosy świetlanej[232]!…

O nim myślał i mówił, choć niezagabany[233]:

„Atrydo! Ciebie Nestor w najmądrzejszych rzędzie

Zawsze kładł i obstawał tak w domu, jak wszędzie.

Gdziekolwiek między nami rzecz[234] o tobie była;

1625

Przeto powiem ci szczerze, że mi się zmierziła

Ta płaczliwa wieczerza: wszak i jutro wstanie

Słońce dla nas. AŚmierć, Żałoba, Pamięćczkolwiek bynajmniej nie ganię,

Kiedy kto opłakuje swego nieboszczyka.

Zaszczyt też to jedyny, co zmarłych spotyka.

1630

Że po nich włosy strzygą[235] i łzy leją żywi.

Wszak i jam brata stradał. znali go Achiwi;

Był jeden z lepszych, pewnie znałeś go choć trocha.

Jam go nie znał; lecz wszyscy chwalą Antilocha[236].

Że do biegu i kopii[237] był nieporównany”.

1635

Na to mu Menelaos odrzekł: „Mój kochany!

Mówisz dobrze, już lepiej i mędrzec nic powie.

Nie zawsze się tak uda nawet i starcowi.

Po takim ojcu nic dziw, że syn mówi k'rzeczy.

Zaraz poznać krew męża, którego w swej pieczy

1640

Zeus miał i błogosławił mu od urodzenia.

Toż w małżeństwie, i teraz łaski swej nie zmienia.

Gdy starość jego w takie pociechy ubierze

Jak syny mądre, sławne oszczepem szermierze.

Zabądźmy więc na teraz tych płaczów i nędzy;

1645

Lepiej pobiesiadować. Hej! Dajcie co prędzej

Wody na ręce; jutro czas upatrzym sobie

Pomówić z Telemachem o naszej żałobie”.

Rzekł — i Asfalion[238] ręce wodą mu polewał,

Gorliwie on Atrydę swego obsługiwał.

1650

Po czym wszyscy obsiedli zastawną biesiadę.

NarkotykiWtem Helena skoczywszy do głowy po radę

Pijącym przymieszała czar taki[239] do wina,

Że gniewów, smutków, zgryzot przeszłych zapomina,

Kiedy kto pokosztuje z zaprawnego[240] kruża.

1655

W dzień ten nigdy łza w oku nie stanie mu duża,

Choćby drogiego ojca i matkę pochował;

Nigdy, choćby kto miednym[241] mieczem zamordował

Brata mu albo syna, przed jego obliczem —

Taki to czar był, napój niezrównany z niczem!

1660

Dostała go Helena od Tona małżonki,

Polydamny, w Egipcie, gdzie ziemia korzonki

Osobliwe wydaje na leki lub trutki:

Toż każdy tam znachorem nie z innej pobudki,

Tylko że zna te leki — istny ród Pajona[242].

1665

Jakoż czar przymieszawszy, rozkazała ona

Podawać go i w słodkiej ozwała się mowie:

„Atrydo Menelaju! A i wy, synowie

Mężnych ojców! Zeus zwykle rozdaje na przemian

Raz złe, raz dobre, jako pan wszechwładny ziemian;

1670

Przeto mając przed sobą tę oto wieczerzę,

Jedzcie i gwarzcie, ja wam za to coś powierzę.

Nie myślę wszystkich bojów z początku do końca

Wyliczać, w których walczył Odys, nasz obrońca,

Tam na ziemi trojańskiej, dla Greków tak wrażej.

1675

Raz on sam się umyślnie poranił po twarzy,

A zarzuciwszy łachman jakiegoś tam ciury,

W sam rój swych nieprzyjaciół wkradł się w miasta mury

I udawał żebraka. Któż by podejrzewał

W nim hetmana, co z Greki na nawach przybywał?

1680

Tak więc wszedł między Trojan i był niepoznany —

Jam go jedna poznała mimo tej odmiany;

Ciągnę z niego — na próżno! Wykręty miał chytre.

Lecz gdy w łaźni go skąpię i oliwą wytrę,

Szaty dam i przysięgnę na wszystkie świętości,

1685

Nie pierw rozgłosić w mieście o jego bytności,

Póki nie wróci do naw i namiotów greckich —

Dopiero mi się zwierzył z zamiarów zdradzieckich.

Potem łbów on trojańskich siła z karku zrzucił

I dostawszy języka, cało do swych wrócił.

1690

W Ilijonie płacz niewiast rozległ się żałośny,

Tylko jam się cieszyła — bo już mi nieznośny

Stał się pobyt wśród cudzych; płakałam jak dziecię

Po domu; złorzeczyłam samej Afrodycie[243],

Że mnie od swoich w obcą zagnała tu stronę,

1695

Matkę córce, mężowi z łoża biorąc żonę;

A mąż ten i rozumem, i kształtem wyborny!”

Na to jej Menelaos rzekł płowokędziorny:

„Zaprawdę, powieść twoja, Heleno, jest szczera[244].

Znało się niejednego w życiu bohatera

1700

Czyny i myśl — po świecie daleko bywałem —

Lecz takiego, jak on był, nigdy nie spotkałem

Męża, który by nosił serce tak niezłomne.

Dość, gdy niebezpieczeństwa i śmiałość przypomnę,

Kiedyśmy wszyscy wodze w koniu wydrążonym

1705

Siedzieli, jak wiszący grom nad Ilijonem.

Wtedy tyś przyszła. Pewnie zły duch ci to szeptał,

Co chciał, żeby Trojanin pobił nas i zdeptał.

Przyszłaś — Deifob[245] przyszedł, pomnę, z tobą społem:

Trzykroć naszą kryjówkę obeszliście kołem;

1710

Macałaś[246], wyzywałaś różnymi imiony

Wodzów greckich, udając głos każdego żony.

W środku konia jam siedział, Tydyd[247], Odys trzeci;

Wtem słyszymy, a z zewnątrz twój głos nas doleci.

Obaśmy się zerwali, wyskoczyć gotowi

1715

Z tej kryjówki i boki rozsadzić koniowi

Lub odezwać się na głos, lecz Odys nas wstrzymał;

Pohamował i innych, choć ten, ów się zżymał…

Antiklos tylko gwałtem chciał dać znak o sobie,

Lecz Odys go pochwycił zaraz w bary obie,

1720

Gębę zatkał… Przytomność ta nas ocaliła.

Szczęściem Atene z miejsc tych cię uprowadziła”.

Jemu na to Telemach z odpowiedzią śpieszy:

„Atrydo Menelaju, boski wodzu rzeszy!

Tym przykrzej, że mąż taki, chociaż w piersi nosił

1725

Z spiżu serce, od śmierci on się nie wyprosił!

Lecz czas nam do łożnicy, spoczynek już zda się:

A pokrzepienie w samym znajdziemy wywczasie”.

To rzekł. Helena zwoła swoje służebnice;

Każe w przysionku wnosić wspaniałe łożnice,

1730

Purpurowe podściółki, znów kobierce dziane,

I do przykrycia płaszcze sposobić wełniane.

One wyszły, trzymając płonące pochodnie,

I zwinęły się żwawo, ścieląc im wygodnie.

Keryks[248] zaś Telemacha i syna Nestora

1735

Odprowadził, i spali tam w przysionku dwora.

Zaś Atryda spał wewnątrz zamkowych pokoi

Przy najpiękniejszej z niewiast, przy Helenie swojej.

Gdy na niebie różane zbudziły się zorze,

Grzmigłos[249] Menelaj naraz porzucił swe łoże.

1740

Wdział szaty, a przez ramię zawiesił miecz srogi,

A i w kształtne postoły[250] opiął jasne nogi;

I wyszedłszy z swych komnat, piękny jak bóg który,

Usiadł przy Telemachu i pytał go z góry:

„Po co, powiedz, przybyłeś w te odległe strony

1745

Przez morskich wód obszary, do Lakedajmony?

W sprawie ludu, czy swojej przybyłeś? Mów szczerze!”

Więc roztropny młodzieniec po nim głos zabierze:

„Atrydo Menelaju, władco ludów boski!

Przyszedłem tu o ojcu pozbierać pogłoski.

1750

Dobytek mój zniszczony, spustoszone łany,

Wrażych gości dom pełen, biją mi barany,

Biją kozy, rżną stada ciężkonogich byków

Te gachy mojej matki, hurma najezdników.

Przeto błagam cię, nisko do kolan się kłonię:

1755

Powiedz mi, co o ojca mojego wiesz zgonie?

Byłżeś świadkiem? Czy jaki mówił ci wędrowiec?

On się rodził, by cierpiał, wiem ja to — lecz powiedz

Po prostu, bez ogródki, jak widziały oczy.

Błagam cię! Jeśli kiedy do usług ochoczy

1760

Ojciec mój ci usłużył czynem albo mową

Pod Troją, gdzie i głodno było, i niezdrowo,

W imię zasług zaklinam, powiedz wszystko wiernie”.

Na to rzekł Menelaos, wzruszon niepomiernie:

„O bogi! Czyżby w łoże bohatera tacy

1765

Wedrzeć się mieli tchórze podli i ladacy[251]?!

Podobnie w lwiej komyszy, jeśli złoży łania

Parę młodych, co ledwo nawykły do ssania,

A sama w góry pójdzie na bujne pastwisko,

Lew tymczasem wróciwszy w swoje legowisko

1770

Z obudwóch tych jelonków zrobi parę łyków —

To samo od Odysa spotka tych nędzników!

Czej[252] mu kiedyś Zeus-ojciec, Atene, Apollo,

W tej postaci jak niegdyś na Lesbie pozwolą

Stanąć, gdy szedł w zapaśny bój z Filomelidem[253]

1775

I Achiwom dał triumf, jego zgniótł ze wstydem —

Niechby się w tej postaci przed gachami zjawił.

Odsądziłby od żony i wszystkich podławił.

To zaś, o co mnie pytać przyszedłeś na dobie,

Bez ogródki, jak było, wręcz opowiem tobie,

1780

Wszystko, co boski staruch[254] kiedyś mi powiedział.

Nic z tego nie zataję, wszystko będziesz wiedział.

W Egipcie tam, acz bardzo do domu się rwałem,

Bogi mnie zahaczyły za to, że nie dałem

Powinnych[255] ofiar. Źle jest bogów ważyć lekko!

1785

Tam wśród morza ostrówek leży, niedaleko

Od ujścia rzeki, Faros[256] ludzie go nazwali;

Od rzeki leży na dzień żeglugi, nie dalej,

Zwłaszcza gdy wiatr pomyślny żegludze tej sprzyja.

Jest tam przystań, i żaden okręt jej nie mija,

1790

By nabrać świeżej wody i dalej pruć fale.

W przystani tej dwadzieścia stałem dni, gdyż wcale

Wiatru dobrego-m nie miał, by puścić okręty

I przerzynać się nimi przez morskie odmęty.

Wnet by nam było jadła i serca nie stało,

1795

Aż z bóstw jedno z tej cieśni nas wyratowało.

Była to Ejdotea, córka Proteusza,

Władcy mórz, którą widok nędzy mojej wzrusza.

Ona, gdym się raz odbił od mego narodu,

Co rozległ się po wyspie, trapiony od głodu,

1800

Szukać jadła lub ryby na wędę tam łowić —

Ona zbliży się do mnie, by wdzięcznie pozdrowić,

I rzekła. — Jestżeś dziecko czy człek lekkomyślny,

Czy też leniuch już taki, aby na umyślny

Głód się skazać i nie móc rzucić wyspy nagiej,

1805

Nim twoich ludzi reszta odbieży odwagi? —

Na to jam odpowiedział w tych słowach bogini:

— Jeśliś bóstwem, niech twoja mądrość mnie nie wini,

Bo tu z chęci nie siedzę i pewnie bym śpieszył,

Gdybym był względem bogów coś tam nie nagrzeszył.

1810

Przeto mów — nieśmiertelnym tajnego nic nie ma —

Który bóg na tej wyspie w uwięzi mnie trzyma,

I w jaki sposób mógłbym odpłynąć do domu? —

Tom rzekł; ona pochwyci prędko: — Jeśli komu,

Li[257] tobie, cudzoziemcze, prawdę całą powiem:

1815

Tu włada morski staruch nad onym ostrowiem,

Proteusz, bóg egipski, co morskich wód łona

Zna wszystkie, najwierniejszy sługa Posejdona.

Choć mój ojciec, rzecz skrytą o nim ci udzielę:

Dostań go w swoje ręce przez pewne fortele,

1820

A on ci wskaże drogę, da środki niechybne,

Byś mógł doma powrócić przez te szlaki rybne…

Przy tym wielkie u Zeusa ma on zachowanie[258].

Gdybyś go chciał zapytać, wywróżyć ci w stanie,

Co złego lub dobrego zaszło w twoim gnieździe,

1825

Kiedyś tu do nas w swojej zapędził się jeździe.

To rzekłszy, odpowiedzi mojej pilnie słucha;

Więc mówię: — Wskaż, jak złapać morskiego starucha,

Aby się nie wyśliznął, widząc mnie z daleka.

Niełatwo da się bożek pochwycić przez człeka. —

1830

Tak mówiłem; boginka zaś odpowiedziała:

Gościu mój! Tobie prawda należy się cała;

Więc gdy słońce w południe szczyt nieba dogoni,

Niemylnie bożek morski wypływa z wód toni,

Pod wiatru tchnieniem odzian w bałwan skędzierzony,

1835

I spać idzie w pieczarze w skale wydrążonej;

Plemię zaś Halosydny[259], rój pletwistych foków[260],

Z wód wyszedłszy zalega z obu jego boków

I morskimi wyziewy zasmradza powietrze.

Ja cię tam zaprowadzę, skoro świt się przetrze,

1840

I umieszczę wraz z nimi. Teraz rzeczą twoją

Trzech z okrętów wziąć chłopów, co się nic nie boją,

Bo ten staruch fortele ma zadziwiające:

Naprzód idzie rachować foki w rząd leżące,

A gdy je tak obejrzał i zliczył piątkami,

1845

Sam kładzie się jak pastuch pomiędzy owcami.

Jakoż gdy obaczycie, że usnął na dobre,

Powstać, w bary go schwycić żylaste i chrobre

I dzierżeć! On się będzie wymykał na próżno —

Bo czarownik, przywdzieje na się postać różną:

1850

Co na ziemi, co w wodzie lub co w ogniu żyje —

Śmiało tylko, a cisnąć, chociaż jak się wije!

Lecz gdy do was zagada w postaci tej samej

Jak leżał snem zmorzony w głębi onej jamy,

Wtedy puszczaj starucha, bo już się ukorzy,

1855

I pytaj: który z bogów na ciebie się sroży

I jak przez rybne szlaki wrócisz w swoje strony? —

To powiedziawszy, w bałwan wskoczyła spiętrzony,

Ja zaś na brzeg piaszczysty szedłem, gdziem miał łodzie,

I tysiąc dziwnych myśli duszę mi przebodzie.

1860

Gdym stanął przy mych nawach, tam, u wód zwierciadła,

Nastąpiła wieczerza; wonna noc zapadła

I na szumiącym brzegu legliśmy pokotem.

A gdy poranna Zorza zbudziła się potem,

Chodziłem wzdłuż wybrzeża nad morską roztoczą

1865

I modliłem się bogom. Z moich — trzech ochoczo

Poszło za mną, a każdy zuch wielki i cięty.

Tymczasem Ejdotea pornąwszy[261] odmęty

Morskie wyniosła stamtąd cztery focze skóry

Świeżo zdjęte; zasadzkę obmyśliła z góry;

1870

I dla każdego dołek wygrzebawszy w piasku,

Siadła nas oczekując. Zszedłem ją o brzasku.

Ona w doły nas kładzie i skórą okrywa.

Czatujemy — lecz męka była to straszliwa!

Bo z fok tłustych okropnie dusił tran smrodliwy:

1875

W sąsiedztwie tych potworów nie dotrwa nikt żywy!

Lecz boginka sposobik znalazła w potrzebie:

Dała wąchać ambrozję[262] używaną w niebie;

Jej wonie brzydki wyziew zupełnie rozwiały;

I w cierpliwym czekaniu przeszedł ranek cały.

1880

Tymczasem stada foków wyłaziły z wody

I rzędem na wybrzeżu kładły się jak kłody.

W południe boski staruch z ciemnych wód łożyska

Wyszedł, policzył foki, obejrzał je z bliska.

Nas również za potwory liczył, a o zdradzie

1885

Nic się nie domyślając, obok fok się kładzie.

Naraz rwiemy się z wrzaskiem; opasujem śmiele

Bożka ramiona. Lecz on ma swoje fortele:

Najprzód lew się zeń zrobił grzywiasty, a z tego

W rysia się zmienił, w dzika, w smoka skrzydlatego,

1890

Już drzewem w obłok strzelił, już jak woda płynął.

Dzierżym go, bo ramieniem każdy go owinął,

Aż i zdał się nareszcie, choć miał takie czary,

I zapytał mnie, głosem zwyczajnym, ten stary:

— Który ci to poradził z niebian, mój Atrydzie,

1895

Żebyś mnie wziął podstępem? Mów, o co ci idzie? —

To rzekł staruch — jam na to jemu odpowiedział:

— Kryjesz się niepotrzebnie, jakbyś sam nie wiedział,

Że tak długo na wyspie siedzę tu bezludnej,

Głowę tracąc, by z matni wydobyć się trudnej.

1900

Przeto mów, nieśmiertelnym każda rzecz wiadoma:

Jak przez rybny gościniec mógłbym wrócić doma? —

Powiedziałem — i on też z odpowiedzią śpieszył:

— Nie wiesz-li, żeś Zeusowi i bogom nagrzeszył,

Skąpiąc im hekatomby na samym odjeździe,

1905

Byś rychło i szczęśliwie stanął w własnym gnieździe?

Póty bowiem nie ujrzysz — wyrok niecofniony —

Ni rodziny, ni domu, ni kochanej żony,

Póki w Egipt nie wrócisz i nad brzegiem rzeki

Nie zjednasz hekatombą u bogów opieki,

1910

U bogów tych tam w niebie; błagaj je obiatą[263],

Oni podróż pomyślną morzem dadzą-ć za to. —

Staruch skończył, mnie serce aż krajał ból srogi,

Gdy mi kazał się wracać do Egiptu z drogi

Tak daleko i morzem takim niebezpiecznym!

1915

Jednak w mej odpowiedzi nie byłem mu sprzecznym:

— Dobrze, mój starcze, woli twojej się dogodzi,

Tylko mów czystą prawdę, bo o nią mi chodzi:

Mów, czy wszyscy Achiwi bez szwanku wrócili,

Ci, których my z Nestorem w Troi zostawili,

1920

Czy też umarł z nich który czasu tej żeglugi,

Czy wśród swoich, gdy wrócił z tej wojny tak długiej? —

To rzekłem, a w odpowiedź takiem słowa schwytał:

— Czemu mnie o to pytasz? Lepiej byś nie pytał,

Żebym, co wiem, wygadał; bo gdy ci odsłonię,

1925

I łzami się zalejesz, i załamiesz dłonie.

Słuchaj! Wielu z nich żyje, wielu już ubyło:

I tak, dwóch, co knemidnym[264] Grekom hetmaniło,

Śmierć znalazło w powrocie; ty staczałeś bitwy.

Jeden gdzieś tam odprawia znów morskie gonitwy,

1930

Ajas z swymi okręty dno morskie zgruntował.

Zrazu wprawdzie Posejdon rozbitka ratował

Z toni morskich w pobliżu gyrejskiej opoki[265],

I na wrogu Pallady może by wyroki

Straszne się nie spełniły, gdyby w chełpie[266] swojej

1935

Nie był bogom nabluźnił, że się ich nie boi.

Lecz Posejdon usłyszał bluźnierstwo pyszałka;

W srogą pięść schwycił trójząb, i spadła ta pałka

Na skałę Gyry, która pękła w dwa kawały:

Pół zostało, pół drugie odszczypanej skały

1940

Runęło wraz z Ajasem, który bluźnił niebu;

Wzburzony go ocean schłonął bez pogrzebu.

Tak skończył Ajas, wodą zalawszy się słoną.

Twój brat przed tej bogini mstą nienasyconą

Uszedł wprawdzie na sudnach, broniła go Hera,

1945

Lecz gdy już do przylądka Malei dociera,

Porwała go wichura i niosła z okręty

Jęczącego, daleko, w wielkich mórz odmęty,

Ku wybrzeżom, gdzie Thyest[267] żył czasy dawnymi,

Potem Ajgist, syn jego — w ostatni krańc ziemi.

1950

Tu już myślał, że jego nieszczęścia się skończą,

Gdyż bóstwa odwróciły wicher, a on rączo

Gnał do dom. Oj, radośnież na ziemię ojczystą

Wyskoczył, ucałował, skropił łzą rzęsistą,

I poił się widokiem znanej okolicy.

1955

Aż wtem stróż go dopatrzył z wysokiej strażnicy,

Gdzie go Ajgist osadził, dwa talenty w złocie

Przyrzekł, gdy o Atrydy da mu znać powrocie,

I rok cały wartował, by niespodziewanie

Nie wpadł, bo byłby sprawił wielkie krwi rozlanie.

1960

Jakoż pobiegł na zamek, dał znać Ajgistowi;

Ten fortelem Atrydę sprzątnąć postanowi:

Dwudziestu chłopów dobrał, ukrył w głębi dworu,

A gody kazał sprawić sute, dla pozoru;

Sam zaś Agamemnona i konno, i woźno

1965

Jechał witać, zasadzkę uknuwszy nań groźną.

Więc gościa tak ufnego w dom zaprosił sobie

I z nim godując, zarznął jak wołu przy żłobie[268].

Nikt z ludzi Atrydowych nie wyszedł tam cało,

Nikt z Ajgistowych; wszystko się wymordowało. —

1970

Skończył, a we mnie serce pękało na ćwierci.

Siadłem, głośno szlochając i wzywając śmierci

Jak zbawienia; Heliosa nie znosiłem blasku.

A gdym się tak wypłakał, ból wytarzał w piasku,

Znowu do mnie przemówił ów staruch wróżebny:

1975

— Pohamuj łzy, Atrydo; ten płacz niepotrzebny,

Doli swej nie naprawisz łzami. Raczej siły

Zbierz, byś prędzej powrócił do ojczyzny miłej.

Może zbójcę zastaniesz, a może już katem

Stał się dla niego Orest; pogrzebiesz go zatem. —

1980

Tak gdy mówił, męskiego w pierś wpędził mi ducha.

I w serce bólem strute wstąpiła otucha,

Żem pytał, chcąc co więcej usłyszeć od niego:

— Już wiem, co dwóch spotkało; jakiż los trzeciego?

Czy go żywcem na morskim pustkowiu kto trzyma?

1985

Nie taj mi smutnej prawdy. Mów, czy go już nie ma? —

To rzekłem, a z ust starca wyszła mowa taka:

— Trzeci to syn Laerta, gniazdem mu Itaka.

Widziałem go na jednej wyspie; płakał rzewnie

Tam, u nimfy Kalypsy; nie puszcza go pewnie

1990

Ta pani, choć po domu w tęsknicy się skwarzy,

Bo na pustce tej nie ma łodzi ni wioślarzy,

Żeby się przez fal grzbiety mógł dostać do siebie.

Lecz, Menelaju, Zeusa kochanku, dla ciebie

Śmierci wyroku nie ma w Argos koniorodnym.

1995

Bogowie cię siedliskiem kiedyś uczczą godnym:

Poślą na kraniec ziemi, w Elizejskie Pola[269],

Gdzie rudy Radamantys mieszka. Tam cię dola

Czeka błoga: bo życie lekko tam upływa,

Nigdy śniegu, zamieci, nawałnic nie bywa;

2000

Ciągle miły tam Zefir dmucha od zachodu,

Ocean[270] go posyła; w skwar użycza chłodu.

Tam pójdziesz, bo Helena jest małżonką twoją;

O ciebie, zięciu Zeusa, bogi bardzo stoją. —

To rzekłszy wraz się rzucił w szumiące głębiny,

2005

A ja szedłem do łodzi z garstką mej drużyny.

Po drodze myśli grały w wzburzonej mi duszy,

A gdym przyszedł, gdzie stała łódź moja na suszy,

Zgotowano wieczerzę; noc zapadła potem,

I spać my polegali na brzegu pokotem.

2010

Nazajutrz, gdy rumiane zbudziły się zorze,

Jęli my się spychania naw na święte morze;

Nuż maszty wbijać, żagle rozpinać na nawach —

Sami wreszcie w nie wszedłszy, rzędami na ławach

Usiądziem, w sine nurty bijemy wiosłami.

2015

Tak do rzeki Ajgyptos[271] syconej deszczami

Przypłynąwszy, złożyłem stuwolną ofiarę

I bogi-m zbłagał, co mnie skazały na karę;

Nareszcie pamięć brata uczciłem mogiłą.

Tego więc dopełniwszy, miałem odtąd miłą

2020

Drogę do dom; bo wiatry pomyślne mi wiały

I szybko do ojczyzny żagle nasze gnały.

Ty zaś na moim dworze baw jeszcze w gościnie,

Póki dni jedenaście, dwanaście nie minie;

Wtedy sam cię odeślę, uczczę podarunkiem,

2025

Dam toczony rydwanik, trzy konie z rynsztunkiem,

Przy tym misterną czaszę, byś z niej obiatował

Bogom, a o mnie pamięć stateczną zachował”.

Na to mu tak roztropny młodzian odpowiedział:

„Nie nalegaj, Atrydo, bym dłużej tu siedział!

2030

Zaprawdę, i rok cały przesiedziałbym chętnie

Bez tęsknoty do domu, tak mi tu ponętnie

Słuchać twych pogawędek i różnych powieści,

Że radość stąd zaledwie w sercu się pomieści.

Lecz moi towarzysze, których-em zostawił

2035

W Pylos, stęskniliby się, gdybym dłużej bawił.

Co zaś do upominku, przyjmę jaki taki

I schowam; jedno[272] nie wiem, po co do Itaki

Brałbym konie; twych stajen są one okrasą,

Tu w równiach potrzebniejsze i dobrze się pasą

2040

Na koniczu[273], ostryżu, orkiszu[274], pszenicy,

Na wąsatych jęczmionach, gdy w mojej ziemicy

Nie ma ni takich równin, ni pastewnych błoni;

Itaka dla kóz tylko, nie dla chowu koni.

Jednak ją lubię; zgoła na żadnym ostrowie

2045

Chów koni, dla łąk braku i dróg, nie odpowie:

Z wszystkich najmniej skalista Itaka”. Gdy skończył,

Grzmigłos Menelaj uśmiech do swych słów dołączył

I mówił gładząc ręką młodzieńca po głowie:

w „Dobra krew w tobie, chłopcze; znać to w każdym słowie.

2050

Podarunki ci zmienię chętnie; stać mnie na to:

W mym skarbcu jest wszystkiego suto i bogato,

Łatwo się najpiękniejszy podarek wybierze.

Myślę o tym misternej roboty kraterze

Z srebra kutym z obwódką złotą — sławnym dziele

2055

Hefajsta. Król Sydonu[275] lat temu już wiele

Fajdim mi go darował, gdy czasu podróży

Wstąpiłem doń w gościnę — niechże tobie służy”.

Tak tam obaj gwarzyli z sobą.

2060

A tymczasem

Przed zamkiem Odysowym gachowie z hałasem

Zabawiali się, kręgi[276] ciskając i groty

Na majdanie, gdzie często broili pustoty[277].

Zaś Antinoj, Eurymach, jak bożkowie jacy

2065

Siedzieli, wodze gachów, najtężsi junacy.

Wtem Noemon, syn Fronia, przystąpił k'siedzącym,

Zagabnął Antinoja słowem pytającym:

„Czy wiesz co, Antinoju, lub nie wiesz nic o tem,

Kiedy z Pylos Telemach będzie tu z powrotem?

2070

Wziął mi łódź, a łódź teraz mnie samemu zda się,

Bo mam jechać na łąki w Elis[278], gdzie się pasie

Moich dwanaście klaczy z mulnymi źrebaki;

Jednego z nich sprowadzić chciałem do Itaki”,

Ci zdumieli się słysząc, że w Pylos Nelejskie

2075

Odprawił się Telemach — pewni, że go wiejskie

Zatrzymują uciechy wśród trzód i pasterzy!

Na to Antinoj, chociaż wieści tej nie wierzy:

„Mów prawdę: kiedy odbił? Skąd wziął towarzyszy?

Czy ochotników, dworską czeladź, czy przybyszy

2080

Nabrał na tę wyprawę tak zręcznie ukrytą?

Opowiedz z szczegółami, wiedzieć trzeba mi to.

A czy biorąc od ciebie statek gwałtu użył?

Czy dobrowolnie dałeś, kiedy cię odurzył?”

Na to Noemon tak mu całą rzecz tłumaczy:

2085

„Sam łódź dałem i nikt by nie zrobił inaczej,

Proszony od człowieka będącego w smutku;

Trudno jest taką prośbę zostawić bez skutku.

Poszli też z nim najtęższe zuchy naszej młodzi;

Nad wszystkimi jest sternik Mentor — on dowodzi

2090

Okrętem lub bóg jaki, bo miał bożka postać.

Lecz dziw mi, kędy mógł on nazad[279] się tu dostać,

Odpłynąwszy do Pylos? Jam go spotkał wczora”.

To rzekł i w dom ojcowski powrócił.

Jak zmora

2095

Gniew siadł na butnych duszach obu zalotników.

Wraz kazali zaniechać igraszek i krzyków

Gachom, których zwoławszy posadzili wkoło.

Antinoj, syn Eupejta, rzekł im niewesoło:

„Przebóg! Wielkiego dzieła dokonał zuchwale

2100

Telemach, bo odjechał. Nie marzyłem wcale,

By ten zamiar się udał. Uszedł — zażartował!

Dzieciuch ma okręt; młódź nam najtęższą zwerbował!

Brońże nas, Zeusie! Wzmógł się i zacznie nas trapić;

Ale nim nas podepce, daj mu pierwej skapieć[280]!

2105

Lecz łodzi mi potrzeba z dwudziestoma chwaty:

Będzie wracał — ja sam się wyprawię na czaty,

Stanę między Itaką a Samos[281], w przesmyku;

Za to szukanie ojca zapłacisz, młodziku!”

Jego mowie przyklasło gachów zgromadzenie

2110

I rzuciło się tłumem w zamkowe podsienie.

Prędko do Penelopy doszły te posłuchy,

Jakie tam zdrady knuli w skrytości złe duchy.

Wydał ich Medon, keryks, który był za ścianą,

Gdy na dziedzińcu o tej zdradzie rozmawiano.

2115

Wraz też wieść tę chwyciwszy zaniósł do królowej.

Ona, gdy próg przestąpił, zagabła go słowy:

„Keryksie, z czymże pyszni ślą cię tu junacy:

Czy z rozkazem do niewiast Odysa, by pracy

Zaniechały, a dla nich warzyły wieczerzę?

2120

O, niech się już ta zgraja nigdy tu nie zbierze

I niech już kęs ostatni nasyci te gardła.

Wszak codzienna hulanka do reszty pożarła,

Co tylko miał Telemach! Któż za lat dziecinnych

Nie słyszał z was od ojców, albo i od innych,

2125

Jak Odysej dla ludu był wylanym[282] zawsze;

Że jak czyny, tak słowa miał dlań najłaskawsze

I nikogo nie skrzywdził; choć królów rozkoszą,

Gdy jednych w proch ścierają, drugich z prochu wznoszą.

Lecz mój Odys za ślepym nie szedł urojeniem.

2130

Tylko u was niedobrze dzieje się z sumieniem,

Gdy za tyle dobrodziejstw niewdzięczność zapłatą”.

Cny i roztropny Medon rzekł pani swej na to:

„Królowo! Zło to wielkie, lecz może być gorzej.

Do gorszego ta zgraja gachów się przyłoży,

2135

Knując spiski; niech Zeus nas od tego zachowa!

Od nich w niebezpieczeństwie syna twego głowa

Może popaść w powrocie, gdyż powiem otwarcie,

Że do Pylos pojechał, a miał być i w Sparcie,

By się zwiedzieć o ojcu”.

2140

Rzekł — a pod nią nogi

Zatrzęsły się, drży serce, usta ściął ból srogi,

We łzach oczy pływały — co słowo, to łkała,

Aż w końcu ochłonąwszy tak mu powiedziała:

„Mów, Medonie, i na co jemu te podróże?

2145

Co go zmusza na okręt wsiadać, krajać duże

Obszary tymi końmi, co fal depcą grzbiety —

By nawet imię zgasło z nim razem, niestety!”

Odrzekł jej na to Medon, ów keryks roztropny:

„Nie wiem, czy bóg go natchnął, czy sam był pochopny[283]

2150

Do jazdy, by się zwiedzieć o ojcu w Pylosie,

Znaleźć go, lub o jego wiecznie zwątpić losie”.

To rzekłszy, w Odysowe pośpieszył mieszkanie.

Królową smutek przygniótł, że nie jest już w stanie

Ani usiąść na krzesłach — w izbie ich niemało —

2155

Tylko upaść na progu na poły omdlałą

I zawodzącą płaczem. Dokoła niej panny

Zbiegły się zewsząd, wszczęły lament nieustanny

Wszystkie, co w domu służą, młode i podżyłe[284].

A Penelopa rzekła łkając: „Panny miłe!

2160

Wiecie wy, że mnie jedną w świecie z niewiast mnóstwa

Wybrały na ofiarę nieszczęść same bóstwa.

Naprzód stradałam męża. Lew to był prawdziwy,

Każdą cnotą górował nad wszystkie Achiwy.

Teraz mi jedynaka wicher porwał z domu,

2165

Bez sławy — i odjechał matkę po kryjomu.

Nieszczęsne! Czy mogłyście mieć serce ze skały

I nie zbudzić mnie ze snu, kiedyście wiedziały,

Że syn mój w noc odpływa na czarnym okręcie?

Gdybym była odgadła takie przedsięwzięcie,

2170

Jego serce łzom matki by się nie oparło —

Zostałby — lub odjechał w domu mnie umarłą.

A teraz mi starego sługi wołać żwawo,

Doliosa, co go ojciec dał mi był z wyprawą.

Dziś pilnuje on sadu; niech śpiesznie doniesie

2175

Laertowi o wszystkim, co u nas dzieje się.

Może on nam da radę jaką w tej niedoli,

Przemową ich powściągnie od onej swawoli

Spikniętej[285] tak na niego jak Odysa plemię”.

Na to jej Eurykleja niańka: „Zabij-że mnie,

2180

O córko! — rzekła — mieczem wywlecz ze mnie duszę,

Lub zostaw żywą. Wszystko powiedzieć ci muszę.

Wiedziałam o odjeździe, wina i żywności

Dałam w drogę, przysięgłam na wszystkie świętości

Wpierw nie pisnąć ci, aże dwanaście dni minie;

2185

Chyba byś zatęskniła bardzo po twym synie,

Lub kto zdradził wyjazdu jego tajemnicę.

Bo on nie chciał, byś ciągłą łzą szpeciła lice.

Teraz radzęć, weź kąpiel, oblecz białe szaty

I z pannami do górnej udaj się komnaty.

2190

Tam pomódl się do córy wielkiego Diosa.

Ona mu z głowy strącić nie da ani włosa,

Byleś smutnego starca nie smuciła bardziej.

Bogi na Arkejsjada ród[286] nie są tak twardzi;

Przyjdzie taki, co gmachu tego szczyt[287] podeprze,

2195

I na te żyzne łany przyjdą czasy lepsze”.

Ta mowa żal jej koi, z łez osusza oczy,

Królowa po kąpieli w białe się obłóczy

Szaty. Idzie do komnat, grono niewiast przy niej —

Święty jęczmień ma w króbce[288] — modli się bogini:

2200

„Córo egidowładcy, usłysz mnie, niezłomna!

Niegdyś w tym samym zamku mąż mój — czyś niepomna

Jak żertwował[289] ci tłuste woły i barany!

Pomnij to i nie dopuść, by ginął kochany

Syn mój — natomiast zetrzyj gachy darmozjady!”

2205

Mówiąc szlochała; płacz jej doszedł do Pallady.

Tymczasem gachy w izbie wszczęli zgiełk okrutny,

A któryś z tej gawiedzi krzyknął, młokos butny:

„Snadź się już do wesela sposobi królowa,

A nie wie, że na gardło synaczka jej zmowa”.

2210

Tak gwarzyli nie wiedząc, co tam bóg przeznaczy;

Wtem Antinoj przemówił do rzeszy junaczej:

„Powstrzymajcie języki wasze, o szaleni!

Nie wiecież, że tu w domu możem być zdradzeni?

Milczkiem stąd się wynosić i brać się do dzieła,

2215

Na które jednogłośna zgoda już stanęła”.

Rzekł — i dwudziestu chłopów najtęższych wybierze,

Z nimi szedł do okrętu na morskie wybrzeże,

A tam zepchnąwszy okręt, gdzie głębsze odmiały[290],

Wbili maszt, pociągnęli w górę żagiel biały;

2220

W pochwy skórzane[291] wioseł nawlekli rząd długi;

Różnych oręży zwinne naniosły im sługi.

A gdy okręt już gotów, Antinoj z drużyną

Wsiadł nań; zjedli wieczerzę, a w nocy odpłyną…

Penelopa w komnatach górnych jak tam padła

2225

W rozżaleniu, tak nie chce napitku ni jadła,

Tylko wciąż o niewinnym przemyśliwa synie:

Czy ujdzie śmierci? Czy też od gachów on zginie?

Jak lew w tłum ludzi wpadłszy rzuca się z rozpaczą

Tam i sam, a tu łowcę zewsząd go osaczą…

2230

Tak jej myśl się rzucała, póki w snu ramiona

Nie padła, od wewnętrznych trwóg wyswobodzona.

Teraz się Atenaja wzięła myśli nowej.

Stwarza widmo podobne córce Ikariowej

Iftimie, i tej samej, co ona, piękności,

2235

Której mąż Eumelos miał swe posiadłości

Blisko Feraj. Bogini postać tę udaną

Śle na Penelopeję spłakaną, znękaną,

Aby łzy jej otarła, zdjęła ból kamienny.

Widmo wemkło się szparką zasuwki rzemiennej,

2240

Stanęło u głów śpiącej i tak szepce z bliska:

„Ty śpisz, Penelopejo, a serce ból ściska.

Wierz mi — nie chcą w rozkoszach żyjący niebianie

Twoich łez i żałoby. Syn twój wkrótce stanie

Tu w domu. Wszak on bogom nie zawinił niczym”.

2245

Penelopeja marom wyrwana zwodniczym,

Co ją snem kołysały, rzekła jak na jawie:

„Siostro, skąd tu się wzięłaś? Nie pamiętam prawie,

Kiedy byłaś w mym domu. Mieszkam tak daleko!

A teraz mi powstrzymać każesz łzy, co cieką,

2250

Jęk stłumić, chociaż boleść duszę mi rozdziera.

I to mnie, co straciłam męża, bohatera,

Lwie serce, górujące cnotą ponad Greki.

Mnie, kiedy mój jedynak, dziecko bez opieki,

Dom opuszcza i leci w świat nie znany sobie!

2255

W cięższej niż po Odysie widzisz mnie żałobie

Po tym chłopcu, tak strach mi, aby tam co złego

Wśród obcych lub na morzu nie spadło na niego,

Bo źli ludzie czyhają i zabić gotowi

Na drodze, kiedy wracać będzie ku domowi”.

2260

Na to odpowiedziało blade widmo siostry:

„Ukój się, ja ci wyrwę z serca kolec ostry.

Twój syn ma towarzyszkę, a takiej, jak ona,

Zazdrościłby niejeden, bo niezwyciężona.

Jest nią Pallas, twych cierpień ona się lituje,

2265

Posłała mnie do ciebie i to ci zwiastuję”.

Na to jej Penelopa tę odpowiedź dała:

„Jeśliś bóstwem, z boginią jeśliś rozmawiała,

To mów mi co o losie biednego małżonka!

Czy żyje? Czy ogląda jeszcze promień słonka?

2270

Lub nieboszczyk już poszedł do cieniów siedliska?”

Blade zaś widmo siostry te słowa jej ciska:

„Tego mówić nie mogę, czy po świecie chodzi,

Czy zmarł na dobre — próżna gadanina szkodzi”.

Rzekło widmo i szparą zasuwki jak tchnienie

2275

Wymkło się i rozwiało… A wtem i zbudzenie

Przyszło na Penelopę. Zrywa się z pościeli

Z wielką ulgą na sercu — bo już dzień się bieli —

A sny o rannym doju zwykle są prorocze.

Gachy tymczasem krają wód morskich roztocze

2280

Na Telemacha głowę niosąc cios morderczy. —

Jest tam skała na morzu, co w przesmyku sterczy,

Dzielącym od itackiej wyspy Samos skalną;

Zwie się Asteris. Przystań z obu stron ma walną,

Gdzie żeglarze się chronić lubią skołatani.

2285

Owoż łódź gachów w tej tam skryła się przystani.

Pieśń piąta

Tratwa Odyseusza

Eos z łoża ślicznego Titona[292] gdy wstała,

Na bogów i na ludzi zdrój światła wylała,

A na wiecu zasiedli niebianie zebrani,

Śród nich Zeus, pan wszystkiego, wszyscy mu poddani.

2290

Atenie na myśl przyszły Odysa cierpienia,

Ninie[293] jeńca Kalypsy, i do zgromadzenia

Rzekła:

„Ojcze Kronidzie, wy bogowie inni!

Odtąd króle na tronach już by nie powinni

2295

Być łagodni, łaskawi, dobrzy, sprawiedliwi,

Lecz wściekli zapaleńcy, okrutni i mściwi,

Kiedy już zapomniały o Odysie boskim

Ludy, choć nimi rządził berłem tak ojcowskim.

On na wyspie u nimfy Kalypsy tam siedzi,

2300

Jeńcem trzyman, i smutną dolą swą się biedzi;

Do domu utęskniony, o powrocie marzy,

A tam ani okrętów nie ma, ni wioślarzy,

Co by go chcieli przewieźć przez morskich fal grzbiety.

Teraz mu jedynaka zabić chcą, niestety,

2305

W drodze do domu; właśnie o ojcowskim losie

Jeździł się dowiadywać w Sparcie i Pylosie”.

Odpowiedział jej na to Kronid chmurowładny:

„Jakiż to z ust twych wyraz wymknął się nieskładny?

Wszak sama uradziłaś, że gdy Odys wróci,

2310

Krwawym odwetem gachów zuchwalstwo ukróci.

Raczej nad Telemachem czuwać ci należy,

By bez szwanku dopłynął do swojej macierzy,

A gachy z tej zasadzki wrócili jak zmyci”.

Potem się do Hermesa zwrócił i pochwyci:

2315

„Hermeju! O mój synu! Gończe doświadczony!

Nieś nimfie pięknowłosej wyrok niecofniony,

Że Odys wrócić musi, mąż wielki cierpieniem,

Wrócić, nie wsparty boskim ni ludzkim ramieniem.

Na tratwie wątłej, bity od wichru i prądu,

2320

W dni dwanaście do Scherii dostanie się lądu,

Gdzie mieszka lud Feaków niebianom pokrewny:

Tam go przyjmą jak bożka, a stamtąd już pewny

Przewóz znajdzie okrętem na Itakę swoją,

Tam miedzi, złota dadzą, w szaty go ustroją,

2325

Że bogatszy powróci, niż gdyby łup wzięty

W Ilijonie do domu zawiózł był nietknięty.

Ujrzy swe przyjacioły, zamek swój wysoki,

Swoje pola ojczyste — bo tak chcą wyroki”.

Rzekł — a zwinny Hermejas[294] wnet się puścił w czwały:

2330

Już sobie stopy opiął w niebiańskie sandały

Złotolśniące; on nimi ponad wód rozlewem,

Ponad lądów ogromem buja z wiatru wiewem.

Wziął i posoch; posochem[295] tym śmiertelnych oczy,

Czyje chce, ze snu budzi albo też snem mroczy.

2335

Dzierżąc go, Argobójca szparkim sunął lotem,

Na Pierii[296] stanął — k'morzu spuszczając się potem,

Szybował nad powierzchnią, podobien rybitwie,

Co nad odmętem zatok, w ustawnej[297] gonitwie

Za rybkami, we fali nieraz skrzydło zmoczy:

2340

Tak i Hermejas bujał po wodnej roztoczy.

Do wyspy[298] się zbliżając leżącej daleko,

Z wód wychynął i lądem posuwał się lekko

Aż do wielkiej pieczary, boginki siedliska,

Kalypsy długowłosej, którą u ogniska

2345

Samą siedzącą zastał. Z dala już powiewek

Niósł po wyspie zapachy od płonących drewek

Żywicznych cedru. Głos jej wdzięczną brzmiał piosenką,

Gdy chodząc wkoło krosien, suwała czółenko.

Tę pieczarę maiły różnych drzew gaiki,

2350

To woniące cyprysy, topole, osiki;

W ich liściach długoskrzydlny ptak nocą się skrywa:

Sowa, krogulec, morska wrona też krzykliwa,

Co tak rada się pluskać u przybrzeżnej wody.

Wino rozkosznolistne pięło się na wschody

2355

Głazów sklepiennych, gronne zwieszając jagody.

Z czterech krynic[299] srebrzyste biegły tam poniki[300],

To razem, to rozpierzchłe tam i sam w wężyki.

Miękkie łąki się słały, przetykane kwiatem

Fijołków i opichu[301]. Na miejscu tu, na tem,

2360

Bóg nawet by się cieszył i stanął jak wryty.

Toż i gończy[302] Hermejas, widokiem podbity,

Stanął i w one wszystkie wpatrywał się czary,

A potem wszedł do pięknej sklepionej pieczary.

Poznała go bogini Kalypso od razu:

2365

Bóstwo nie zapomina twarzy i wyrazu

Innego boga, choćby mieszkał gdzie najdalej.

Lecz Odysa nie zastał. Odys tam się żali

Siedząc nad brzegiem morza, gdzie zwykle siadywał;

Darł serce westchnieniami, łzami się zalewał,

2370

Wzrok topiąc ciągle w morze pustynne przed sobą.

Kalypso wraz się gościa zajęła osobą,

W promienne[303] krzesło sadzi i tak się odzywa:

„Hermes, z złotym posochem[304] bożek, tu przybywa!

Gość taki! Po raz pierwszy zajrzał w me siedlisko!

2375

Mów, czego żądasz? Na twe usługi tu wszystko,

Co tylko w mocy mojej lub co jest możliwe;

Zbliż się tylko, przyjęcie znajdziesz tu życzliwe”.

Tak mówiła, trzymając przed bożkiem puchary

Z ambrozją[305], do niej miesza różowe nektary[306].

2380

A on jadł i popijał, Zeusowy ten goniec.

Gdy już głód swój nasycił, skrzepiony, na koniec

Mówił do niej te słowa:

„Po co tu przychodzę,

Bogini, pytasz boga? Woli twej dogodzę

2385

I o całej tej sprawie zdam rachunek czysty:

Z Zeusa rozkazu jestem, więc nie osobisty

Cel mnie przygnał. Bo któżby na pustynię wodną

Puszczał się, gdzie miast nie ma, co by boga godną

Umiały czcić obiatą lub świetnym stuwołem[307]?

2390

Zresztą wiesz, że i bogi muszą kornym czołem

Bić przed piorunnym Zeusem, pełnić rozkaz jego.

Zeus mi rzekł, że u siebie masz najbiedniejszego

Z tych herojów, co dziesięć lat burzyli Troję,

A w dziesiątym, gdy z łupem wracali już w swoje

2395

Siedziby, tak zgniewali Atenę, że wściekła

Wciąż ich w podróży wichrem i burzami siekła.

Owóż gdy utonęło wszystko, co z nim było,

On ocalał, a morze tu go wyrzuciło.

Przeto rozkaz przynoszę: wypuść go bez zwłoki!

2400

On daleko od swoich nie umrze. Wyroki

Przeznaczyły mu druhów powitać i ściany

Zamku swego oglądać i ojczyste łany”.

Tak mówił, a boginię strach ogarnął na te

Wyrazy, więc mu słowa rzuciła skrzydlate:

2405

Bóg, Miłość, Kondycja ludzka, Zemsta— „Bogowie! Okrutniejsi od ludzi jesteście,

Za złe mając nam, każdej bogini niewieście,

Jeśli sobie za męża znajdzie śmiertelnika…

I tak: różana Eos z Orionem[308] gdy zmyka,

Póty bogami zemsta miota nieustanna,

2410

Aż w Ortygii[309] Artemis, złototronna panna,

Chyłkiem podszedłszy, cichą zabiła go strzałą.

Znowu kiedy z Jasjonem Demetrze się chciało

Użyć pieszczot na skibie trzykrotnie zoranej —

Sprawka ta doszła Zeusa — a on rozgniewany

2415

Rozmachniętym piorunem Jasjona ustrzelił.

Teraz w oczy was kole, że łoże tu dzielił

Ze mną człowiek, któregom wydarła z rąk śmierci,

Gdy łódź jego bóg gromem roztrzaskał na ćwierci

W środku mórz, a on sam się z falami borykał,

2420

Dzierżąc belkę, bo druhów już mu popołykał

Morski gardziel. Rozbitek dążył więc do lądu,

I tu był wyrzucony od burzy i prąciu.

Przyjęłam go, okryłam opieką serdeczną,

Przyrzekłam nieśmiertelność i młodość dać wieczną;

2425

Darmo! Kiedy Kroniona woli tej wszechwładnej

Oprzeć się nie potrafi nawet z bogów żadny.

Zeus każe mu stąd jechać — to niech sobie płynie

Mokrym pustkowiem; lecz ja tego nie uczynię,

Bym go wysłała, flisów nie mając ni łodzi,

2430

Co by go przewieźć mogły przez morskie powodzi.

Chyba radą go wesprę: tego nie utaję,

Niech bezpiecznie w ojczyste powraca się kraje”.

Na to jej argobójczy odpowiedział goniec:

„Wyprawże go natychmiast, pomnąc, jaki koniec

2435

Spotkałby cię od gniewu Kronida żałośny”.

To powiedziawszy odszedł Hermes wieścionośny.

Nimfa, słysząc ten wyrok Kronionowej woli,

Poszła szukać Odysa onej sprawie gwoli.

On siedział tam na brzegu płacząc; jego oczy

2440

Nie osychały od łez; a pobyt uroczy

Truła ciągła tęsknica, bowiem do bogini

Serce stracił, a chociaż nocą sypiał przy niej,

To gwałt był, lecz nie z jego, a tylko z jej strony.

Na urwisku więc siedział w dzień osamotniony

2445

Serce trapiąc westchnieńmi, lamenty, żałobą,

Wzrok topiąc ciągle w morze pustynne przed sobą.

Teraz rzekła bogini, zbliżywszy się k'niemu:

„Biedny mój! Wnet się skończą te smutki, bo czemu

Miałbyś żywot swój skwasić? Wszak jestem gotową

2450

Stąd cię puścić. Więc tratwy zajmiesz się budową:

Rąb wielkie drzewa; miedzią gdy pospajasz tramy[310],

Dasz pokład z desek; my zaś chleba, wody damy

I czerwonego wina, byś nie umarł z głodu,

Damy wiatr dobry, suknie chroniące od chłodu.

2455

Mocna tratwa wytrzyma bijące bałwany,

I ty bez szwanku wrócisz do ziemi kochanej,

Jeśli bogi pozwolą, co w niebie tam siedzą,

A mocniejsi ode mnie, niż ja więcej wiedzą”.

To rzekła, a Odysej stał wszystek zdrętwiały.

2460

Po chwili z ust mu takie słowa wyleciały:

„Coś innego w zanadrzu swoim chowasz pono,

Gdy chcesz, bym w tratwie przebył otchłań niezmierzoną

Strasznych mórz, kędy nawet i wielkimi sudny[311]

I przy wietrze pomyślnym przejazd bywa trudny;

2465

Na tratwę, wbrew twej woli, nie wstąpiłbym nogą,

Chybabyś mi przyrzekła pod przysięgą srogą,

Że w tym nie ma podrywki[312] na zgubę mą żadnej”.

Bogini śmiechem zbyła ten posąd szkaradny

I ręką pogładziwszy rzekła doń te słowa:

2470

Przysięga„Szpakamiś ty karmiony[313], nie od kształtu głowa,

Gdy w każdym słowie wietrzysz jakby cel ukryty.

Lecz świadkiem bądź mi, ziemio! Świadkiem nieb błękity,

Stygu[314] wodo podziemna! — Straszna to przysięga,

Przed nią nawet i bogów zgina się potęga —

2475

Więc przysięgam, że zgubić nie pragnę ja ciebie,

Tylko myślę i mówię, jak bym sama siebie

Ratować chciała, będąc w takim położeniu:

Twego chcę dobra, czystą czuję się w sumieniu

I litości mam wiele w sercu niezależnym”.

2480

Rzekłszy to nimfa krokiem pośpieszyła bieżnym

Przodek biorąc[315]; a Odys szedł w tropy bogini,

I nimfa wraz z kochankiem stanęła w jaskini.

Każe siąść Odysowi w tym samym prestole[316],

Gdzie Hermes siedział; przed nim co żywo na stole

2485

Stawi jadło, napitek, zwykłą ludzką strawę,

A sama wprost Odysa zajęła też ławę;

Więc służebne ambrozję i nektar podały

I wzięli się palcami spożyć te kordiały[317];

A gdy się już najedli, napili do syta,

2490

Boginka głos zabrała i tak go zapyta:

„Zacny mój Laertydo, przemądry Odysie,

Zatem chcesz jak najprędzej z wyspy wymknąć mi się

I wrócić do ojczyzny? Szczęśliwej ci drogi!

Lecz żebyś mógł przewidzieć, jakie los złowrogi

2495

Przeznacza ci opały, nim staniesz u celu,

Zostałbyś w tej pieczarze ze mną, przyjacielu,

I nieśmiertelność przyjął, jakkolwiek stęskniony

I niecierpliwy pragniesz powrócić do żony,

Od której pośledniejszą[318] nie jestem ja przecie

2500

Ni wzrostem, ni urodą. Czyż marnej kobiecie

Rzecz podobna mnie, bóstwu, chcieć urodą sprostać?”

Na to on, nie chcąc dłużnym odpowiedzi zostać:

„Uśmierz gniew — rzekł — o nimfo! Jaż bym to nie wiedział,

Że między Penelopą a tobą jest przedział?

2505

Że się równać nie może z twym wzrostem, urodą?

Prosta to śmiertelniczka, a tyś wiecznie młodą!

Mimo to tęsknię do niej; tęsknię coraz więcej,

Aby się dnia powrotu doczekać najpręcej;

Choćby mnie bóg znów jaki pogrążył w bałwany,

2510

Zniosę mężnie, w cierpieniach jam wypróbowany.

Tylem już przebył, takie przechodził katusze

Na wojnie i na morzu, że i to znieść muszę!”

Rzekł to — wtem zaszło słońce i nastał mrok szary…

Oboje pod sklepienia weszli tej pieczary,

2515

Rozkoszując miłością spali obok siebie.

A gdy różana Eos błysnęła na niebie,

Odys w chlajnę[319] i chiton[320] odział się, a ona

Także wstała, w fałdzistą szatę obleczona

Z lśniącej tkanki[321]; więc biodra ująwszy w pas złoty,

2520

Pod namiotką[322] ukryła włosów bujne sploty —

I myśli, jak Odysa wyprawić na morze.

Jakoż dała mu topór; ostrze w tym toporze

Podwójne a spiżowe; mocna w nim osada,

Gładkim trzonkiem oliwnym[323] ręka dobrze włada;

2525

Dodała i siekierę; więc spiesznymi kroki

Wiodła go na kraj wyspy, kędy bór wysoki

Sokorów[324], olch i jodeł z wyniosłymi szczyty

Daje towar już wyschły, na łódź wyśmienity;

A wskazawszy mu miejsce, kędy był las stary,

2530

Powróciła Kalypso do swojej pieczary.

PracaI Odys ścinał drzewa — praca szła mu sporo[325];

Dwadzieścia zwalił; topór gałęzie ciął z korą,

A siekiera równała pod sznur one dyle[326].

Aż Kalypso mu świdry przyniosła za chwilę:

2535

Wiercił dziury, toż belki ze sobą szykował,

I tak tratwę wziął w kluby i gwoźdźmi ją skował.

Jak wielki spód korabiu, co go cieśla biegły

W duży obwód założy, tak równie rozległy

Był i statek Odysa przezeń budowany.

2540

Dał też pomost, o boczne oparłszy go ściany;

Nakrył burtą, ochroną od fal dostateczną,

W środku wzniósł maszt i reją opatrzył poprzeczną,

A dla kierunku rudel[327] zrobił na ostatku.

Wićmi zaś z wikla[328] boki obwarował statku

2545

Od fal napaści. Na dno narzucał do łodzi

Różnych ciężarów. Już też boginka nadchodzi

Niosąc płótna; z nich żagle uszył ręką zwinną;

Jedną liną maszt związał, do żagla dał inną,

I drągami łódź zepchnął w święte wody słone.

2550

Gdy w dniu czwartym te prace były pokończone,

Więc go w piątym boginka wysyła już w drogę.

Wykąpawszy go, w szatki odziewa chędogie,

Łagiew[329] wina ciemnego, drugą wody świeżej,

Lecz większą, śle na statek; toż wór pełen spyży[330]

2555

Zapaśnej na tę podróż i inne przysmaki.

W końcu zsyła mu wietrzyk powiewem jednaki.

Rad z wiatru, heroj żagiel rozpiął, i był wzdęty.

Siadł u steru i biegle przez ciemne odmęty

Łódź kierował. Nie przyszła nigdy nań drzemota;

2560

W Plejady, w nie śpiącego wciąż patrzał Boota[331],

Toż w Niedźwiadka zwanego Wozem; gwiazda ona

Bowiem w miejscu się kręci, patrząc wciąż w Oriona,

A w morzu się, jak inne, nigdy nie zanurzy.

Nimfa z nim się żegnając, tę gwiazdę w podróży

2565

Kazała mieć na oku wciąż po lewej stronie.

I tak dni siedemnaście pruł bezbrzeżne tonie,

W następnym ujrzał góry feackie w oddali,

Gdyż Feacy[332] najbliżej tych tam stron mieszkali;

I te góry on widział jak tarczę zamgloną.

2570

ZemstaWłaśnie od Etyjopów, gdzie go tak raczono,

Wracający Posejdon, ze Solimskiej Góry

Ujrzał, jak Odys płynął, i wnet gniewu chmury

Wybiegły mu na czoło; wstrząsł się i sierdziście[333]:

„Oho! — rzekł. — Coś innego bogi oczywiście

2575

Myślą zrobić z Odysem; znać, żem nie był z nimi!

Bo już się do Feaków zbliża, gdzie z długimi

Nędzami swych przeznaczeń kończąc, do Itaki

Wróci; lecz czekaj! Jeszcze dam ci się we znaki!”

BurzaRzekł i bałwany wzruszył; chmur zgromadził nawał,

2580

Trójzębem rozkaz wiatrom, jakie są, wydawał,

Aby dęły zaciekle; w tuman ląd i morze

Gęsty obwinął — że się stała noc na dworze.

Zerwał się i dął Euros[334], Not[335], toż Zefir[336] wściekły,

Toż mrożący Boreasz[337], i przestwór wód siekły.

2585

A w Odysie zadrżało serce, drżą kolana;

Westchnąwszy w sobie rzekła dusza nie złamana:

„Biada mi! Czegóż ja tu nie dożyję jeszcze!

Nimfy słowa, jak widzę, sprawdzają się wieszcze:

Gdy przed powrotem do dom, mówiła, że w biedzie

2590

Będę wielkiej na morzu. Ot, do tego idzie!

Cóż tu chmur na niebieskie strony Zeus napędza!

Jak morze wzdyma! A jak wichr każdy by jędza

Szaleje! Teraz pewnie kres mój ostateczny!

Trzy, cztery kroć szczęśliwszy każdy Grek waleczny,

2595

Co legł pod Troją, walcząc za swoje Atrydy!

Czemużem nie legł z nimi? Czemu ostrzem dzidy

Nie przepędził mnie który, kiedym bronił trupa

Pelida, a mnie grotmi parła Trojan kupa!

Byłbym pogrzeb miał piękny, w Achai bym słynął,

2600

Gdy teraz taką nędzną śmiercią będę ginął!”

Mówił to — wtem spiętrzony bałwan się nań rzucił

Wściekle, z góry w łódź lunął, zakręcił, przewrócił,

A i jego z pomostu zmiotło; ster mu z pięści

Wyrwało, a masztowe drzewo, na dwie części

2605

Zgruchotane, runęło wichrem, co szaleje

I co jednym podmuchem zdarł żagiel i reje.

Długo nurzał się w głębi Odys, choć co siły

Chciał wzbić się ponad wały[338], które go topiły.

Lecz darmo! Od Kalypsy suknie dane darem,

2610

Nasiąknąwszy, ciągnęły na dno swym ciężarem.

Przecież wybił się na wierzch: morską wodę usty

Wypluł — z czaszki się lała całymi upusty.

Wżdy w tej trwodze o tratwie nie zapomniał wcale:

Dopadł do niej, przez wzdęte przebiwszy się fale,

2615

I od śmierci niechybnej był uratowany.

Tam i sam statkiem jego miotały bałwany;

Jak Boreasz w jesieni suche osty miecie

Polem, a te, splątane, trzymają się przecie:

Tak i tratwą wichura tu i owdzie miota;

2620

Boreasz ją na pastwę posyła do Nota,

Eur cisnął Zefirowi, by ją ścigał dalej.

Widząc to, Leukotea[339] nad nim się użali;

Jest nią Ino[340], Kadmosa[341] pięknostopna dziewa,

Wpierw ludzką znała mowę, a teraz przebywa

2625

W morskich toniach, gdzie cześć ją jak bóstwo otacza.

Otóż się użaliwszy biednego tułacza

W postaci wodnej kurki z topieli pomknęła,

Siadła na tratwie, ludzką mową mówić jęła:

Opieka„Biedny! Pewnieś obraził boga, Ziemiowstrzęscę

2630

Posejdona, że klęskę zsyła ci po klęsce;

Jednak on cię nie zgubi, choć w zemście okropny.

Rób tylko, co ci powiem, jeśliś człek roztropny:

Ciśń te suknie, a tratwę zdaj na wolę burzy;

Potem skocz w wodę i płyń jak możesz najdłużej

2635

Ku lądowi Feaków; tam pomoc ci dadzą.

Ot przepaska! Nią opasz piersi — pod jej władzą

Świętą możesz się nie bać śmierci, choć jak bliskiej;

A tak, kiedy rękoma namacasz brzeg niski,

Odwiąż ją i od brzegu podal rzuć tą szmatą

2640

W toń morską, a twarz odwróć, byś nie patrzał na to”.

Rzekłszy, boginka dała mu przepaskę świętą.

Sama zaś odleciała znów na falę wzdętą

Podobna kurce wodnej i znikła pod wodą.

Więc boski tułacz Odys zdumiał się przygodą,

2645

A westchnąwszy pomyślał sobie w duchu dzielnym:

„Biada mi! Jeśli sprawa z jakim nieśmiertelnym,

Co mnie znowu chce podejść, bym rzucił ten statek?

Wżdy[342] nie usłucham; bowiem, niech raz ziemi płatek

Ujrzę w dali, to pewno znajdę tam zbawienie.

2650

Tak zrobię; to najlepsze i tego nie zmienię.

Więc dopóki wiązanie mocno trzyma belki,

Póty dotrwam i udar[343] zniosę, choć jak wielki;

Lecz jeśli łódź bałwany na cząstki roztłuką,

Wpław pójdę i tą może ocalę się sztuką”.

2655

Gdy to umysłem w sercu ważył na dwie strony,

Lądowstrzęsca Posejdon słał nań wał spiętrzony;

Ogrom jego rósł nad nim i lunął nań z góry.

A jako wicher plewy rozmiata i wióry

Z kupy, i tu i owdzie po polu je pędzi,

2660

Tak rozmiótł jego tratwę. Odysej krawędzi

Belki uczepion, siedział jak na koniu na niej.

Z darowanych przez nimfę wyzuł się ubrani,

Pierś obwiązał przepaską daną z napomnieniem;

Potem w nurt skoczył, fale rozcinał ramieniem

2665

I raźnie płynął.

Widzi to morskich bóg toni,

Chmurnie głową potrząsa i te słowa roni:

„Płyńże, płyń! Przez te wały przebijaj się w trudzie,

Póki się nie dostaniesz między zbożne ludzie.

2670

Myślę, że ci tą biedą dałem się we znaki!”

To rzekłszy biczem zaciął grzywiaste rumaki

I do Ajgaj[344] wnet przybył, gdzie miał gmach wspaniały.

Wtem Atenę już inne myśli podleciały:

Nagle wiatry, co dęły, naraz w kluby bierze,

2675

Ucisza je i każe iść na swoje leże.

Li[345] Boreasza pędzi, by wiał jego drogą

I fale łamał przed nim, póki na ląd nogą

Feacki on nie wstąpi, ocalon z rozbicia.

Tak przez dwa dni, dwie straszne noce, broniąc życia

2680

Od fal napaści, z morzem bił się bez ustanku.

Aż gdy w dniu trzecim Zorza zeszła o poranku,

Naraz wiatr ucichł; niebios pogodne błękity

Odbijała wód szyba, a on, falą wzbity

W górę, mógł już wyraźnie brzeg lądu rozpoznać.

2685

Radość to, jakiej dziatwa może tylko doznać,

Gdy jej ojciec, gorączką śmiertelną trapiony,

Już, już kona, okrutnie męczon przez demony,

Naraz wraca do zdrowia; niebo gwoli dzieci

Uzdrawia go. Toż radość w oczach mu zaświeci,

2690

Gdy ujrzał ląd i lasu rąbek. Więc dołoży

Rąk i nóg, by do brzegu dobił się tam skorzej.

Lecz na odległość, w jakiej głos człowieczy sięga,

Huk go doszedł; fal morskich tłukła tak potęga

O skalisty brzeg mocą bijąc niesłychaną,

2695

Aż kipiało, ląd białą obryzgując pianą.

Nie ma tam ni przystani, ni lichej zatoki,

Jedno[346] brzeg straszny, rafy, wiszące opoki.

W Odysie aż się serce wstrzęsło, nogi drżały;

Więc westchnąwszy, tak myślał w głębi duszy śmiałej:

2700

„Biada mi! Zeus zaledwie we mnie wlał otuchę

Ląd wskazując, gdym morską przebrnął zawieruchę,

Aż tu wybrnąć z tej toni już nie wiem którędy:

Zębate skały sterczą, wre i kipi wszędy

Wściekły żywioł — przede mną brzegu gładka ściana,

2705

A głębia wciąż niezmierna i nie zgruntowana

Nogami, aby dobrnąć i łapać się brzegu,

Jeśli wprost pójdę, bałwan pochwyci mnie w biegu

I o skalistą ścianę rozbije na trzaski.

A nużbym ją wyminął i szukał, gdzie płaski

2710

Brzeg się ściele, albo też jaka przystań głucha?

Aż drżę! Może mnie znowu porwać zawierucha

I odrzucić daleko na rybne przestwory,

Lub czart jaki napędzi na mnie te potwory,

Żywione tam w otchłaniach świętej Amfitryty[347].

2715

Wiem-ci ja, że Posejdon to mój wróg zabity[348]!”

Gdy tak rozważa w sercu i na rozum bierze,

Wał potężny nim rzucił o skalne wybrzeże;

Kości by mu zgruchotał i skórę zdarł z ciała,

Gdyby Atene myśli mu tej nie poddała,

2720

Że się obojgiem ramion o skałę owinął

I uwisł, póki bałwan z rykiem go nie minął,

Czym na razie się zbawił, lecz bałwan z powrotem

Oderwał go, na pełne morze rzucił potem.

A jak polip, wyrwany z miejsc, gdzie był wrośnięty,

2725

Ma żwirem i głazami oblepione pręty:

Tak do skały przylepła z dwóch rąk uczepionych

Zdarta skóra, i Odys wśród tych fal spiętrzonych

Byłby pewnie utonął w przekór przeznaczeniu,

Lecz Pallas myśl ratunku dała w okamgnieniu.

2730

Jakoż wychynął na wierzch wełn, co o brzeg biły,

I wzdłuż płynąc, spoglądał, czy gdzie ląd pochyły

Nie pokaże się albo jaki port zaciszny.

I tak dotarł do ujścia jakiejś rzeki pysznej.

Więc w tym miejscu mógł łatwo przybić już do lądu,

2735

Bo i skał tu nie było ni wiatru, ni prądu.

Otóż ujrzawszy rzekę, tak się modlił w duszy:

Modlitwa„Ktokolwiek jesteś, panie, błagam, niech cię wzruszy

Dola moja! Posejdon topi mnie zawzięty!

Przecież i wobec bogów człek taki jest święty,

2740

Co błaga o ratunek w ostatniej potrzebie —

Ja się do rzeki twojej tulę i do ciebie.

Zlituj się, władco, pieczy twej polecam siebie!”

To rzekł — i bóg zhukane fale pohamował,

Wodę przed nim wygładził, a jego ratował

2745

Wciągając na brzeg. Fale ze sił go wyssały,

Bo mu ręce opadły, nogi pod nim drżały;

W każdym członku obrzmiałość; z ust mu woda słona

I z nosa wybuchała; pierś tchu pozbawiona.

Omdlał więc; od zmęczenia upadł jak skostniały —

2750

Lecz gdy westchnął i siły znowu mu wracały,

Odwinął z piersi oną przepaskę zbawienną

I cisnął poza siebie w tę słoność bezdenną.

Prąd ją porwał i uniósł; przepaskę tę chwyta

Już czekająca Ino. Więc z rzeki koryta

2755

Wyszedł Odys, w sitowie padł, i macierz ziemię

Całując, westchnął, jakby z duszy zrzucał brzemię:

„Biada mi! — rzekł. — Co cierpię! Co jeszcze mnie czeka,

Jeżeli mnie nad rzeką noc już niedaleka

Zaskoczy! Ten szron mroźny, wilgne rosy nocne

2760

Do szczętu zjedzą ciało, i tak już niemocne,

Gdyż od rzeki wiatr zimny dąć będzie o świcie.

Lecz gdybym tam, na wzgórka zarosłego syczycie,

Układł się w gęstwi, mrozu bezpieczen rannego

I zwątlenia, a zażyć mógł tam snu smacznego,

2765

To znów strach, by drapieżne zwierze mnie nie zjadły”.

Te myśli mu do smaku snadź[349] lepiej przypadły,

Bo wszedł w las, co obrastał wzgórek, położony

Tuż nad wodą. Tam znalazł kierz[350] gęsto-zielony

Z płonki i owocnego splecion oliwnika.

2770

Nigdy przezeń wilgotny wiatr się nie przemyka,

Nigdy pod nim słoneczny upał nie dokuczy;

Sklepień tych nie przebije deszcz ulewnej tuczy[351],

Taki gąszcz tam. Odysej wpełznął zgięty nisko

I rękami jął[352] mościć z liści legowisko

2775

Szerokie, bo tam liścia leżało tak dużo,

Że dwóch, trzech ludzi skryć się mogłoby przed burzą

Lub śnieżycą, chociażby szalała najsrożej.

Patrząc na swoje łoże, rad był tułacz boży;

Legł więc w środku i liścia nagarnął na siebie.

2780

Jak ten, co pod popiołem szarym żar zagrzebie

W pustym polu, gdzie blisko nie mieszka nikt z ludzi,

Ma zarzewie i już się po ogień nie trudzi:

Tak i Odys się w liściach zagrzebał po uszy.

Atenea mu słodkim snem oczy zaprószy,

2785

By po srogim zmęczeniu wstał rześki i lekki:

Sen nasławszy, znużone zwarła mu powieki.

Pieśń szósta

Przybycie Odyseusza do Feaków

Usypiał boski tułacz Odys; sen już spada

Twardy na złamanego trudem. Wraz[353] Pallada

Idzie w grodziec Feaków, leżący precz dalej.

2790

Przedtem oni w szerokiej Hyperii[354] mieszkali,

Gdzie wojenne Kyklopy[355] mając za sąsiady,

Wciąż nękanych od pewnej ratując zagłady,

Wywiódł ich Nausitoos[356], on, bogom podobny,

I osadził na Scherii, kędy kraj zasobny,

2795

A od ludzi daleki; miasto zamknął w tyny[357],

Zbudował domy, chramy, grunt rozdał na gminy —

Lecz Kerą[358] zwalon, zstąpił w Hadesa podziemie.

Dziś mądry król Alkinoj wziął w rządy to plemię.

Zatem Pallas Atene w jego dworzec dąży,

2800

A powrót Odyseja na myśli jej ciąży.

Szła prosto; do panieńskich komnat się przemyka,

Gdzie córka Alkinoja śpi, piękna Nausyka,

Boginiom równa wzrostem a wdzięczna jak one.

Niepośledniej urody dwie dziewy uśpione

2805

Leżały tam przy odrzwiach błyszczących podwoi.

Pallas jak lekki powiew do łóżka dziewoi

Przemknie się, do głów schyli, coś do niej przygwarza,

Wziąwszy na się kształt córki Dymasa żeglarza,

Druhny jej najmilejszej i jej równolatki —

2810

I mówiła bogini odziana w kształt gładki:

Praca„Oj, Nausyko! Toż z ciebie leniuszek nie lada!

Drogie szatki, bielizna precz brudem przypada,

A wesele za pasem! Miejże co pięknego

Dla drużbów, co-ć powiodą do pana młodego,

2815

A i dla się — bo zwykle strój czysty u ludzi

Zyszcze imię, w rodzicach ucieszenie budzi.

Dalej zatem do prania! Wyprzedź ranne zorze!

By raźniej poszła praca, każda ci pomoże,

Ja pierwsza. Raj panieński się kończy; wszak swaty

2820

Ociebie już zachodzą od młodzi bogatej

I przedniejszej, bo przecież ród twój niepośledni!

Nuże! Poproś rodzica pierw, nim się rozedni,

Aby ci kazał muły zaprząc w wóz drabiaty;

Nałożysz nań sukienki, przepaski, makaty.

2825

Jechać będzie wygodniej: pieszo zbolą nogi;

Przecież pralnie[359] od miasta taki kawał drogi”.

To powiedziawszy Pallas sowiooka wraca

Znowu na szczyt Olimpu, do bogów pałaca,

Gdzie nigdy burza nie grzmi, deszcz ścian nie obija,

2830

Śnieżna zamieć nie prószy — tylko się przewija

Nieustanna pogoda, ni to namiot lity:

Tam bogom raj wesela płynie niepożyty;

Tam wróciła Atene napomniawszy śpiącą.

Wstała Jutrznia, poświatą swą złotem kapiącą

2835

Budząc Nausykę. Panna swoim snom się dziwi,

Prędko z komnat do komnat bieży, by co żywiej

Rodzicom opowiedzieć. Zastała rodzice:

Matka przy ogniu siedzi, wkoło służebnice,

I lekuchnym wrzecionem krasną wełnę skręca;

2840

Z ojcem zbiegła się w progu; właśnie go książęca

Walna rada wzywała, i szedł zasiąść w radzie;

Zabiegła mu i w uszy taką prośbę kładzie:

„Dobry tato, każ dla mnie zaprząc wóz, a długi,

Z wartkimi koły; pilno mi jechać do strugi

2845

Prać bieliznę; bo tyle już jej się zebrało!

Wszak i tobie przystoi bieliznę mieć białą,

Gdy siadasz w zgromadzeniu dostojnych Feaków.

Wszak i doma jest pięciu dorodnych junaków,

Dwóch żonatych, trzech jeszcze chłopiąt już niemałych,

2850

Twych synów; ci chcą zawsze chodzić w szatach białych

Na pląsy, a wszystkiemu radź tu, moja główko!”

Tak mówiła, a wtrącić wstydno jej by słówko

O weselu. Lecz ojciec domyślił się tego

I rzekł: „Nie bronię-ć, córko, ni mułów, ni czego;

2855

Natychmiast niech parobcy wóz zaprzęgną mułmi,

Wysoki, wyplatany i z wartkimi kółmi”.

To rzekłszy krzyknął; czeladź[360] przyskoczyła żwawo:

Wóz koleśny[361] wytoczon stoi przed wystawą;

Wiodą muły; zaprzężna idzie w dyszel para.

2860

Nausykaa z komory znosi co niemiara

Cienkich szat i bielizny, wóz naładowywa;

Matka zaś pełny koszyk smacznego pieczywa

I jarzynek tka w rękę; była i łagiewka[362]

Skórzana z winem w drogę (na wóz siadła dziewka);

2865

O dzbanuszku z oliwą matka też pamięta,

By wyszedłszy z kąpieli ona i dziewczęta

Miały czym się namaścić. Ot! już wzięła wodze,

Biczem klasła w powietrzu. Z turkotem po drodze

Pokłusowały muły, ciągnąc ciężar z panią,

2870

Wżdy nie samą; i dziewki siedziały tuż za nią.

Owoż gdy przyjechały nad brzeg ślicznej rzeki,

Gdzie w cembrzyny kamienne sączą się poniki[363]

Wód nieprzebranych, miejsca dla praczek wygodne,

Prędko muły wyprzęgą i puszczą swobodne

2875

Na paszę w słodką trawę, co z taką rozkoszą

Wyściela brzegi rzeki. Potem z woza znoszą

Bieliznę i po sztuce w ocembrzone wody

Kładą, depcąc nogami[364], piorą na wyprzody.

Wypłukawszy do plamki wszystko jak należy,

2880

Rozpościerają rzędem wzdłuż ciepłych wybrzeży

Nad morzem, kędy fale gładki żwirek ścielą.

Skończywszy, wraz się chłodzą zdroistą kąpielą,

Oliwą maszczą członki, potem na trawniku

Siądą do smacznej strawy, a szatki w wietrzyku

2885

Niech schną tymczasem. ZabawaGdy tak spożyły łakotki,

Staną do piłki, z głowy odrzucą namiotki[365].

Pustującym[366] piosenkę zaśpiewa królewna,

Rzekłbyś, że z Artemidą[367]-łowczynią pokrewna,

Co przez bór Erymantu[368] lub Tajget[369] ugania

2890

Rada, gdy z rąk jej padnie odyniec lub łania;

A nimfy, pól mieszkanki, pod pani swej bokiem

Pustują wkoło; Leto[370] cieszy się widokiem,

Że nad wszystkie celuje[371] wzrostem i obliczem,

I snadno poznać, czym jest w orszaku dziewiczym:

2895

Owo tak rej wśród swoich królewna prowadzi.

Lecz kiedy o powrocie do dom już coś radzi,

Zaprzęga muły, suche już składa odzieże,

Wtedy Pallas-Atene na sposób się bierze,

By Odysej się zbudził, zobaczył dziewicę

2900

I przez nią był wprowadzon w Feaków stolicę.

Więc ku dziewkom rzucona piłka z rąk Nausyki

Leci, cel swój omija i pada w głąb rzeki,

A one w śmiech i wrzaski. Odys ze snu rwie się,

Usiadł — strwożone serce te myśli mu niesie:

2905

„Biada mi! Do jakichże dostałem się krajów?

Między dzicz nieochajną[372] i kupę hultajów,

Czy też między gościnny lud do cnót nałożon?

A toż co za niewieści wrzask? Niby dziwożon,

Co rade zamieszkują skał wierzchy wyniosłe

2910

I źródła rzek, i łęgi trawami zarosłe.

Blisko gdzieś tu żyć muszą mówiące istoty:

Dalej! Zobaczmyż tedy, skąd one chichoty?”

To powiedziawszy Odys wypełznął na raku[373]

Z gęstwi, silną prawicą z najgrubszego krzaku

2915

Liściastą gałąź udarł, by nią okryć ciało.

I tak sunął jak górski lew, kiedy zuchwało

Kroczy w deszcz, zawieruchę; we łbie gorą ślepie,

Aż przydybie gdzieś bydło, trzodę owiec w stepie

Albo w boru jelenia, a gdy głód doskwiera,

2920

Dusić drobną chudobę[374] do obór się wdziera:

Otóż tak szedł Odysej ku pannom — nie żeby

Nie zważał na swą nagość, ale szedł z potrzeby.

Straszny im zdał się morskim owalany błotem!

Widząc go, wszystkie w nogi i na wzgórek potem;

2925

Jedna Nausyka stoi. Atene jej tchnęła

Męską odwagę w duszę, członkom strach odjęła.

Nie rusza się i czeka. Odysej sam nie wie,

Czy ma paść do nóg wdzięcznie patrzącej nań dziewie,

Czyli[375], jak stał, z daleka wznieść prośbę pochlebną

2930

O pokazanie drogi i odzież potrzebną.

Ta myśl w ciężkim kłopocie przyszła mu wybornie;

Więc jako był, z daleka, pochlebnie, pokornie

Błagał o przebaczenie, aż do nóg jej padnie

I zaczął rzecz swą prawić mądrze i układnie:

2935

„Błagam cię, czyś jest bóstwem, czy panną śmiertelną!

Jeśliś jedną z tych bogiń w niebiesiech udzielną,

Tedy zdasz mi się córą wielkiego Kroniona,

Z Artemidy kibicią[376] i wzrostem jak ona;

A jeśliś jest śmiertelną mieszkanką padołu,

2940

Błogosławiony ojciec z twą matką pospołu,

Błogosławieni bracia! Jakże im gdzieś rośnie

Serce przy tobie! Jak się rozpływa radośnie,

Gdy w skocznym korowodzie ujrzą twoją postać!

Lecz szczęściu oblubieńca cóż mogłoby sprostać,

2945

Jeśli za hojne wiano[377] zawiezie cię do dom?

Różnym ja się, przeróżnym napatrzył narodom,

A równej nie znam tobie. Cześć i podziw razem!

Niegdyś widziałem w Delos, przed żertwiennym[378] głazem

Feba, latorośl palmy[379]: jak ty w górę strzela —

2950

Bom się i tam zapędził także z ludu wiela

W tej tułaczce, gdzie zbieram same łzy i znoje —

I stałem w podziwieniu przed nią, jak tu stoję:

Ziemia nigdzie też palmy nie wydała takiej!

Owoż równe zdumienie i podziw jednaki

2955

Ima[380] mnie, gdy ci objąć ze czcią chcę kolana:

Tak wielka moja nędza, iście niesłychana.

Wczoraj po dniach dwudziestu jam z morzem się rozstał;

Dni bowiem tyle rwał mnie prąd, a wicher chłostał

Wciąż od wyspy Ogygii, aż z demoniej psoty

2960

Wyrzuconym jest tutaj na nowe kłopoty.

Dużo jeszcze mam cierpieć, dużo z bogów woli!

ProśbaA choć ty się ulituj! Po długiej niedoli

Ciebie pierwszą spotykam; wszak i duszy żywej

Nie znam, zamieszkującej ten gród i te niwy.

2965

Wskaż mi drogę do miasta; okryj nagie ciało,

Choćby płachtą z bielizny! — i to by się zdało —

MałżeństwoA bogi cię najmilszą opatrzą nagrodą:

Dadzą-ć męża i domek, przenajświętszą zgodą

Pobłogosławią! Skarb to najcenniejszy w świecie,

2970

Gdy małżonka z małżonką zgodna miłość splecie,

Duch jeden włada domem; wróg na to się krzywi,

Cieszą druhy! A oni nad wszystkich szczęśliwi!

Białoramienna panna w te ozwie się słowa:

Los, Cierpienie„Widno, żeś człek niepodły ani miałka głowa.

2975

Darmo! Woli Zeusowej[381] nikt się nie wybiega,

I czy pan, czy chudzina losowi podlega;

Od niego padł i tobie; znoś z pokorą brzemię!

A teraz, kiedyś nogą wstąpił w nasze ziemie,

Okryjem cię, niczego-ć nie będzie brakować,

2980

Co tylko obcy tułacz może potrzebować,

Do miasta wskażę drogę, dam ludu nazwisko:

My, Feaki, tę ziemię zamieszkujem wszystką;

Jam córka Alkinoja; wyższego tu nie ma:

On władzy i potęgi w ręku berło trzyma!”

2985

To rzekła i na dziewki zawoła z daleka:

„Stójcie już, stójcie! Za cóż uciekać od człeka?

Czy myślicie, że do nas jako wróg przychodzi?

Zaprawdę, nie urodził się ani urodzi

Taki, co by nieprzyjaźń wniósł do naszych progów

2990

I spokój zmieszał. Wszak my, kochani od bogów,

Siedzimy na odludziu, w krąg morzem oblani,

Prawie na krańcu świata, nikomu nie znani.

Ugościć raczej trzeba przybysza, gdy bieda

Aż tu go zapędziła. Wszak dziećmi Kronida[382]

2995

Są tułacze. Dar mały często uszczęśliwi:

Sam tu, dzieweczki! Gość nasz niechaj się pożywi;

I wykąpać go trzeba w rzece, gdzie zaciszna”.

Na jej głos dziewki wrócą, i idą z niepyszna

Prowadzić Odyseja w cienisty brzeg rzeki,

3000

Posłuszne rozkazaniu swej pani, Nausyki.

Więc chiton przygotują i inne sukienki[383];

W złotej bańce oliwy podadzą też miękkiej

I każą do kąpieli iść mu kryształowej.

Na to rzecze Odysej: „Miłe białogłowy!

3005

Ustąpcie kęs[384] na stronę: sam sobie poradzę;

Z barków sól spłuczę, ciało oliwą wygładzę;

O, bo też dawno takiej wygódki pragnąłem!

Lecz się kąpać nie mogę przy was żadnym czołem[385],

Moja nagość mnie wstydzi przed płcią pięknowłosą”.

3010

To rzekł — one ustąpią i pani doniosą.

Boski tułacz obmywa sól morską w strumieniu,

Na grzbiecie, na oboim przyschłą mu ramieniu;

Ze skroni gęsty namuł zgarnia do ostatka;

A gdy po łaźni przyszła oliwa nań gładka,

3015

Wdział szatki w podarunku od panny mu dane,

I wraz[386] Pallas-Atene — cudo niesłychane! —

Wzrost mu daje i młodość; bujny kędzior z głowy

Rozsypie mu na barki, by kwiat hiacyntowy.

A jako cienkim złotem srebro się obleka

3020

W ręku ucznia Hefajsta[387], umnego złotnika,

Co z kruszcu tworzy dziwy — w takie same czary

Obleka go bogini; i piękny bez miary

Poszedł na brzeg nadmorski i siadł w swojej krasie.

Ujrzawszy go, królewna wielce zdziwiła się;

3025

Więc po cichutku prawi do drużyny swojej:

„Słuchajcie no, dziewczęta! Tak mi się coś roi,

Że nie wszystkich on bogów gniewem obarczony,

Kiedy w błogosławione nasze zabiegł strony.

Z początku zdawał mi się człowiek dość codzienny,

3030

A teraz jak bóg który, niebianin promienny.

O, gdyby mi się trafił mąż, co by mu sprostał,

Z młodzi naszej!… Lub gdyby on sam moim został!

Ależ jadło, napitek co tchu mu zanieście!”

Na rozkaz pani żwawo kopną się niewieście[388]:

3035

Niosą jadło i napój zastawiają przed nim;

A Odysej zajadał i pił z niepoślednim

Łakomstwem, bo nic w ustach nie miał już od dawna.

Teraz Nausyka inną robotą zabawna[389]

Włożyła na wóz szatki poskładane zręcznie,

3040

Ochocze muły w dyszel zaprzęgła i wdzięcznie

Zachęca Odyseja, i z wozu tak prawi:

„Cudzoziemcze, ku miastu zbieraj się, a żwawiej!

Zawiodę cię do dworu, gdzie ojciec mój stary;

Tam poznasz i przedniejsze feackie bojary[390].

3045

Acz sam zdasz się roztropny, przyjm rady ostrożne:

Póki szlak idzie polem między łany zbożne,

Póty razem z dziewkami pośpiesznym pochodem

Będziecie szli za wozem; ja pojadę przodem.

Lecz kiedy wjedziem w gród nasz tynem ogrodzony,

3050

Znajdziesz przystań wyborną z obojej tam strony

Wąskiej grobli; koraby na warsztatach swoich

Leżąc tam, zawalają drogę z stron oboich.

Jest też przy Posejdona chramie[391] plac szeroki,

Wymoszczony płytami ciosanej opoki,

3055

Gdzie się przysposabiają we wszystko okręty,

W płótno żaglowe, w liny, wiosła, inne sprzęty.

U Feaków łuk, kołczan nie na wiele służy;

Za to maszty i wiosła, korab do podróży —

W to im graj! To ich duma mknąć po modrej fali!

3060

PlotkaLecz przy tym są złośliwi, pewnie by wyśmiali

Gdzie nas z boku; u gminu nietrudno o baśnie,

I widząc nas, zły język mógłby mówić właśnie:

— Jakiż obok Nausyki przybylec się kręci?

Skąd go wzięła? Oj, z tego coś się nam wyświęci!

3065

Czy nie okręt zaniesion do brzegu tu jaki

Nam go przyniósł? Wszak goście u nas rzadkie ptaki!

Pewniej to bożek który zeszedł na wezwanie

Modłów jej aż tam z nieba, i przy niej zostanie.

Najpewniej, że gdzieś sama jeździła daleko

3070

I znalazła małżonka; boć wiemy, jak lekko

Waży sobie zaloty feackich paniątek! —

Tak by ludzie gadali; pozór daje wątek

Do obmów i ja sama zganiłabym w innej,

Gdyby się z uległości rodzicom powinnej[392]

3075

Wyłamawszy, przed ślubem z mężczyzną zadała.

Lecz słuchaj mojej rady, chcesz, by się udała

I ojciec mój w ojczyste odprawił cię progi:

Gdy więc gaj topolowy ujrzysz podle drogi,

Poświęcony Atenie — w gaju strumyk dzwoni,

3080

Niżej futor[393] i sady ojcowskie wśród błoni,

A stamtąd już do miasta nie dalej nad staje[394]

Tam więc usiądź, gdzie miły chłodek ronią gaje,

I czekaj, póki w mieście i domu nie staniem.

Lecz skoro drogę naszą wymierzysz czekaniem,

3085

Pośpieszaj w gród Feaków i pytaj — rzecz twoja —

O mieszkanie mojego ojca, Alkinoja.

A nietrudno ci będzie; lada żak[395] najmniejszy

Wskaże ci, bo z feackich dworów najpyszniejszy

Dwór mego ojca, nawet różni się w strukturze.

3090

A gdy się tam dostaniesz i wnijdziesz w podwórze,

przebiegniesz wielką izbę[396] — dalej masz na stronie[397]

Komnatę mojej matki; przed nią ogień płonie:

Ona kręcąc wrzeciono z purpurową wełną

Siedzi o słup oparta; przy niej kobiet pełno.

3095

Tam również i mój ojciec przed ciepłym kominem

Siedzi jak bóg na tronie i krzepi się winem.

Tego pomiń, wprost tylko matce do nóg padnij,

Jeśli chcesz dnia powrotu doczekać się snadniej,

Choćbyś na końcu świata gdzie mieszkał najdalej.

3100

Bo skoro ona nędzy twojej się użali,

Bądź pewny z przyjacioły mieć prędką uciechę,

Witać pola rodzinne i ojczystą strzechę”.

Tak mówiła królewna i nagli do biegu

Muły błyszczącym biczem. Więc od rzeki brzegu

3105

Kopnęły zrazu kłusem, potem mniej się śpieszą;

By zaś Odys z dziewkami mógł nadążyć pieszo,

Toczy się wóz ni prędko, ni nadto powoli.

Słońce już gasło, kiedy do gaju topoli

Przybyli — więc Odysej usiadł w świętym gaju;

3110

Nuż modlić się Atenie, jak to miał w zwyczaju:

„Choć raz usłysz mnie, córo Diosa wszechwładna!

Nie wysłuchana jeszcze z gorących próśb żadna,

Odkąd na ląd mnie cisnął groźny Burzywoda.

Spraw, spraw, niechaj feacki lud rękę mi poda!…”

3115

Tak się modlił. Atene słyszy skargi rzewne,

Lecz się mu nie objawia; boi się zapewne

Brata swojego ojca. Gniewu on nie złoży,

Aż póki w dom nie wróci Odysej nasz boży.

Pieśń siódma

Odyseusz przychodzi do Alkinoosa

Tak się tam modlił Odys losem bity srodze,

3120

Gdy pannę rącze muły uniosły po drodze

W miasto wiodącej. Jakoż przed dwór okazały

Ojcowski gdy zajedzie, muły się wstrzymały

U pierwszej bramy. Bracia, piękni jak niebianie,

Wybiegli wszyscy razem na jej powitanie

3125

I muły wyprzęgali, i wyprane szaty

Z wozu znosili. Panna do swojej komnaty

Szła wprost, gdzie ogień stara nieciła już niańka,

Eurymedusa, ongi apejrejska branka.

Z Apejry[398] w łódź feacką przed laty porwana

3130

I przywieziona tutaj na dar godny pana,

Dostała się królowi, co Feakom włada,

Za którym jak za bogiem lud wszystek przepada;

Wyniańczyła mu córkę białą jak lilija —

Teraz warząc wieczerzę, przy ogniu się zwija.

3135

OpiekaWięc Odys się do miasta zbierał, gdy bogini

Atene czuwająca nad nim mgłę uczyni

I schowa go, by z dumnych Feaków tam który,

Spotkawszy go, nie złajał lub nie spytał z góry.

Co zacz? A więc gdy w miejskie wchodził już ulice,

3140

Zabiegła mu Atene sowiooka, lice

Wziąwszy na się dzieweczki młodej, z dzbankiem w dłoni;

A gdy stanęła przed nim, on ozwał się do niej:

„Dzieweczko, wskaż mi, proszę, w tym mieście nieznanem,

Gdzie tu dwór Alkinoja, co tutaj jest panem?

3145

Jam człek cudzy[399] i nędzarz srodze nieszczęśliwy,

Z dalekich krain idę, więc i duszy żywej

Nie znam pomiędzy ludźmi tu mieszkającymi”.

ObcyNa to rzekła Atene z oczami lśniącymi:

„Chcesz, dziadku, to ci wskażę, kędy[400] idzie ścieżka

3150

Do dworu; tam w bliskości i ojciec mój mieszka.

Idź za mną, wżdy ostrożnie, ja cię poprowadzę;

W nikogo nie patrz, z nikim nie gadaj, tak radzę.

Na przybysze tutejszy mieszkaniec zawzięty.

Obcy nigdy tu nie był gościnnie przyjęty.

3155

Lud ten puszy[401] mnogością żeglujących łodzi,

Po morzu wciąż upędza i daleko chodzi;

Bo lądotrzęs[402] Posejdon dał im dar już taki,

Że ich nawy jak myśli lotne lub jak ptaki”.

Powiedziawszy to Pallas szła przed nim co żywo,

3160

A Odysej jej śladem zdążał nieleniwo.

Więc żeglownych Feaków uszedł jakoś wzroku,

Gdy samym środkiem miasta przerznął się w ich tłoku,

Straszna bowiem i pięknie trefiona[403] bogini

Ćmi ich oczy i wkoło niego mgłę uczyni.

3165

A Odysej się dziwił korablom[404] w przystani:

Moc ich taka! Toż placom, gdzie męże zebrani,

I długim murom miejskim w ostrokół warownym,

I wszystkiemu się dziwił dziwem niewymownym.

A tak gdy przed królewski szczytny dworzec[405] przyszli,

3170

Atene jasnooka ozwie się w tej myśli:

„Oto, dziadku wędrowny, dwór, o który pytasz,

Masz przed sobą; tu w kole biesiadnym powitasz

Władyki tego kraju — wszystko ród Zeusowy.

Idź prosto, nie trwóż sobą i nie trać nic głowy.

3175

Śmiały idzie przebojem i przeto wygrywa,

Mniejsza, czy cudzoziemcem do obcych przybywa.

Wszedłszy tam, naprzód panią pozdrowić się godzi;

Zwie się Arete; z jednych rodziców pochodzi,

Co mąż jej, bo Posejdon Nauzyta, ich dziada,

3180

Spłodził na Periboi, jak o tym wieść gada —

Najpiękniejszej kobiecie, a najmłodszej córze

Króla Eurymetona, co to chłopy duże

Giganty[406] rządził, które do szczętu wygubił,

A i sam zginął. Otóż Posejdon ją lubił,

3185

Z nią miał syna Nauzyta, władcę tych Feaków,

Który to znowu spłodził dwóch dziarskich junaków,

Reksenora z Alkinem. Wżdy pierwszy żył mało,

Bo po godach weselnych Feb[407] zabił go strzałą

I jedna tylko po nim została dziewoja

3190

Arete, a dziś żona króla Alkinoja.

Mąż ją czci; żadna w świecie bardziej nie uczczona

Trzymająca rząd domu mężowskiego żona —

A tę cześć tak serdeczną odbiera bez zmiany

Od samego Alkina, od dziatwy kochanej,

3195

Od ludu, co bożyszczem nazywa ją swojem,

Że gdy w mieście ją ujrzy, pcha się do niej rojem.

Bo to i rozum piękny, i dowcip tej pani:

Umie radzić, przejednać tych, co pogniewani.

I jeśli na ciebie okiem popatrzy łaskawem,

3200

Toś wygrał i przyjaciół obaczysz niebawem,

I wrócisz w progi własne do rodzinnej ziemi”.

Rzekłszy to córa Zeusa z oczyma sowiemi

Rzuciła smugi[408] Scherii rozkosznej i lotem

Minąwszy mórz pustkowia i Maraton[409] potem,

3205

Przebiegając w Atenach ulice i place,

Weszła w Erechteusza[410] zamczyste pałace.

Odys w królewskie gmachy podążył w tej dobie[411]

I długo stał przed nimi i rozważał sobie,

Czy ma nogą przestąpić pański próg spiżowy,

3210

Gdzie jak promień słoneczny lub blask księżycowy

Wnętrze komnat pałało. Ściany, wyłożone

Miedzią, biegły to w jedną, to w drugą znów stronę,

Od progu w głąb i głębiej; wkoło gzyms niebieski;

Wewnątrz w każdej świetlicy drzwi ze złotej deski;

3215

Próg miedny[412] odrzwia srebrne dźwigał, a sklepienie

Ze srebrnej belki. U drzwi też złote pierścienie,

MaszynaPsy złote i psy srebrne z obu stron podwoi,

Co je Hefajstos[413] ukuł, ten mistrz w sztuce swojej,

Leżały — rzkomo[414] Stróże domu swego pana;

3220

Ani śmierć, ani starość stróżom tym nie znana.

Od progu w głąb i głębiej, w rząd poustawiane

Pod ścianami szły stołki; na stołkach zaś dziane

Kobierce, ręką niewiast misternie wyszyte.

Tam siadają feackie pany znamienite

3225

Jedząc, pijąc; nie zbywa nigdy im na niczem.

Na podstawach dokoła z młodzieńczym obliczem

Stały złote posągi trzymając kagańce[415]

Gościom przyświecające przy nocnej hulance.

Pięćdziesiąt tam niewolnic krzątało się w dworze.

3230

Te obracały żarna, mieląc płowe zboże,

Inne przy krosnach, kądziel znowu przędły inne,

Jak liście na topoli, wciąż w ruchu, wciąż czynne,

Zbijały pasma tkanin mocno, aż z warsztatów

Tkackich tłustość ściekała. Bo jak tęższych chwatów

3235

Nad Feaki do morskich wypraw nie ma w świecie,

Tak dowcipem nie sprosta feackiej kobiecie

Żadna inna w tkaninach misternej roboty:

Atene im wyłącznie dała te przymioty.

OgródZa dziedzińcem sad duży ciągnął się od brony,

3240

Czteromorgowy, wkoło płotem ogrodzony,

Kędy drzewa wysokie i kwieciem okryte

Rodzą granaty, gruszki, jabłka smakowite,

Słodkie figi. Toż drzewa oliwne tam były,

Przez rok cały tak zimą, jak latem rodziły,

3245

Bo w ciepławym zefirze, co tam wciąż powiewa,

Jeden owoc się kluje, drugi już dojrzewa,

Jabłko idzie po jabłku, gruszkę gruszka spycha,

Figa figę, i owoc zawsze się uśmiecha.

Widać tam i winnicę, bujną w winogrona,

3250

Część jej duża na upał słońca wystawiona,

Ażeby schły jagody; więc jedne w kosz biorą,

Drugie tłoczą. Wiośnianki[416] dochodzą niesporo[417].

Tu kwiat ledwie, tam już się rumienią jagody.

Za sadami warzywne leżały ogrody,

3255

Grzędy ziół wonnych, kwiatów pstrokatych bez liku.

Są dwie krynice. Jedna wije się w poniku[418]

Przez sady, druga pańskie podwórze obmywa

— Z niej wody na potrzebę lud miejski używa.

Taka to nad królewskim domem łaska bogów!

3260

Długo Odys tułaczy stał zdumion u progów.

A gdy wszystkiemu w duszy dość się nadziwował,

Próg przekroczył i w wnętrze komnat tych wstępował.

Tam feackich bojarów[419] zastał godujących

I ostatnią z czasz winnych obiatę lejących

3265

Na cześć Argosobójcy. Zwykle biesiadnicy

Robią to, aby smaczny sen znaleźć w łożnicy.

Boski Odysej izbę prędkim mierzył krokiem,

Od Ateny[420] odziany leciuchnym obłokiem,

Aż dopadł Alkinoja — siedział przy Arecie,

3270

ProśbaI gdy Odysej dłońmi kolana jej splecie,

Naraz zeń święty obłok zsunął się ze wszystkiem

I w izbie zmilkli goście — zdumieni zjawiskiem,

Patrzali na przybysza. On wniósł prośbę, którą

Miał w tych słowach: „Areto, Reksenora córo!

3275

Błagam twego małżonka, ciebie i tych gości,

Ja tułacz — niechaj bogi dadzą wam w pełności

Zdrowia, szczęścia, by jeszcze i na wasze dziatki

Godność od ludu dana spadła i dostatki —

Przez litość wrócić do dom pomóżcie mi prędzej!

3280

Długo, długo się tułam w sieroctwie i nędzy”.

To rzekł i na ognisku wraz usiadł w popiele[421]

Przy ogniu. Goście zmilkli, chociaż ich tam wiele.

Aż wreszcie przerwał ciszę mąż najstarszy laty,

Siwy Echenej, w słowa wymowne bogaty.

3285

Dawnych wieków pamiętny, znał obyczaj stary,

Więc się zaraz odezwał mądrze i do miary:

„Ej! Nie godzi się, królu, bo to nie w zwyczaju,

By w popiele siadywał gość z cudzego kraju.

Czekając na twój rozkaz, chowamy milczenie;

3290

A zatem podnieś gościa, na srebrne siedzenie

Posadź tu obok z nami. Keryksom[422] każ w kruże[423]

Wino lać, cześć oddamy bogu, co grzmi w górze:

Wszak pod jego opieką stoją nieszczęśliwi;

A klucznica z spiżarni gościa niech pożywi”.

3295

Wzruszyła się tą mową Alkinoja dusza.

Powstał i niezłomnego dłoń Odyseusza

Wziąwszy, podniósł z popiołu, posadził przy sobie

Na miejscu Laodama, co gościa osobie

Musiał ustąpić, chociaż ojca ukochanek.

3300

Służebna na srebrzystej misie złoty dzbanek

Pełny wody przyniosła i ręce nią zmyła

Gościowi, po czym gładki stół mu przystawiła.

Potem skrzętna klucznica przyniosła mu chleba

I rozmaitych potraw z spiżarni, co trzeba,

3305

A boski tułacz Odys jadł i spijał głodny.

Do keryksa tak mówił Alkinoj, pan godny:

„Pontonoju, lej wino gościom, rozdaj kruże,

Aby obiatę[424] bogu złożyć, co grzmi w górze

I wszystkich nieszczęśliwych pod skrzydła swe bierze”.

3310

Rzekł, i Pontonoj wino po pełnym kraterze

Znowu gościom podawał. A tak gdy ofiary

Każdy część wylał i sam napił się do miary,

Przemówił znów Alkinoj do wszystkich, co byli:

„Posłuchajcie, kniaziowie i władycy mili!

3315

Mówię do was, co serce podaje do głowy:

Podjadłszy idźcie do dom na sen wywczasowy.

Jutro więcej starszyzny zwołamy na koło,

Aby obcego gościa uraczyć wesoło,

A przy tym obiatami zjednać sobie bogi

3320

I obmyślić, jak wróci ten człek w swoje progi,

Aby wolen tułaczych niewygód i trosek[425]

Z pomocą naszych ludzi do rodzinnych wiosek

Dostał się. A już mniejsza, czy drogi stąd kawał,

Aż gdy stanie na miejscu — niech się tam rozlicza

3325

Z wyrokami przeznaczeń, jakie tajemnicza

Nić mu snuje przez twarde prządki[426] uprzędziona,

Kiedy na świat dziecięciem wyszedł z matki łona.

Lecz jeśli to zbieg z nieba który nieśmiertelny,

To znak, że bogi mają jakiś cel oddzielny.

3330

Zwykle bowiem w widomej postaci się jawią,

Zasiadają wraz z nami, jedzą, piją, bawią,

Zwłaszcza jeśli ich sutym uczcimy prażnikiem[427],

Lub też zszedłszy się w drodze z samotnym pątnikiem[428],

Biorą kształt ludzki, chętnie kumają się z nami,

3335

Toż z grubymi[429] Kyklopy albo z Gigantami[430]”.

GłódNa to mądry Odysej odpowiedział skromnie:

„O Alkinoju! Nie myśl, proszę cię, tak o mnie.

Przecieżem do żadnego niepodobien boga,

Ani wzrostem, ni kształtem, chudzina uboga.

3340

Lecz jeśli kogo znacie z chodzących po świecie

Najnieszczęśliwszym, to mnie równać z nim możecie.

A i więcej bym cierpień naliczył i biczy,

Którymi wyrok bogów ćwiczył mnie i ćwiczy.

Wżdy pozwólcie, niech zjem co, choć w oczach łza stoi.

3345

Nic głodnego żołądka pono nie ukoi.

— Głód największym tyranem, ciągle się napiera[431]

Nie dbając, czy ból jaki duszę ci rozdziera.

Że mi się serce kraje, nic to mu nie szkodzi:

Jeść! Pić! co chwila woła żołądek, ten złodziej!

3350

I wszystko, com wycierpiał na starość i z młodu,

Zapominam, dopóki nie napasę głodu…

Więc błagam was, władycy, gdy ranek zaświta,

Wyprawcie mnie do domu biednego rozbita[432]!

Zniósłszy tyle już życia nie żal by mi było,

3355

Gdybym ujrzał włość moją, dworzec, czeladź miłą!”

To rzekł i jego mowie przytuszą[433] książęta

— Odesłać go do domu rzecz słuszna i święta.

Więc wylawszy obiatę, gdyż sami dość pili,

Na smaczny wypoczynek do dom podążyli.

3360

Boski Odysej w izbie pozostał godowej,

Obok króla posadzon i obok królowej,

Gdy służebne ze stołów sprzątały naczynia.

Więc rzekła doń Arete, ta biała kniahinia[434],

Poznawszy na nim chiton[435] i piękny odziewek,

3365

Który sama utkała z pomocą swych dziewek —

Zagabnęła go lotnym słowem w tym sposobie:

„Gościu! Pozwól, żeć jedno zapytanie zrobię:

Coś zacz? Skąd się tu wziąłeś? Czemu w tym ubiorze?

Mówiłeś wżdy, że-ć na ląd wyrzuciło morze?”

3370

Na to jej mądry Odys dał taką odpowiedź:

„Trudno mi od początku robić całą spowiedź

Tych bied, jakimi bogi ścigają mnie srodze,

Jednak twej ciekawości, królowo, dogodzę.

Stąd daleko na morzach jest ostrów[436] niewielki,

3375

Zwan Ogygią, siedziba srogiej zwodzicielki,

Kalypso pięknowłosej, a córki Atlasa.

Każdy bóg jej unika, człek tam nie popasa;

Mnie tylko nieboraka demon zagnał do niej,

Kiedy piorun Zeusowy na pełnych mórz toni

3380

Roztrzaskał mi łódź moją. W dom mnie swój przyjęła,

Gościnnie nakarmiła, potem wmawiać jęła,

Że mi da nieśmiertelność, a z nią młodość wieczną —

Lecz się broniłem od niej odmową stateczną.

Siedem lat mnie trzymała — i nieraz łza padła

3385

Na ambrozyjne[437] szatki, które na mnie kładła.

A gdy ósme już lato nadeszło w lat toku,

Sama nagli na odjazd. Nie wiem, czy z wyroku

Zeusa, czy że jej serce doznało odmiany,

Dość, że na wątłej tratwie, wićmi powiązanej,

3390

Wysłała mnie, żywnością, winem i odziewkiem

Niebiańskim opatrzywszy; i ciepłym powiewkiem,

Dmącym na jej rozkazy, gnała mnie przez wody.

Całe dni siedemnaście płynąłem bez szkody,

W osiemnastym ujrzałem zarosłych gór czuby

3395

Tej tu ziemi — i widok weseli mnie luby!

Biedny! Nie przeczuwałem, jak srogie opały

Zgotował mi Posejda gniew zapamiętały.

Jakoż wnet rwącym wichrem pomieszał mi szlaki:

Wzdął wielkie morze, bałwan cisnął na mnie taki,

3400

Żem na tratwie od strachu wzdychał i dygotał,

Aż wichr wpadając na nią do szczętu zgruchotał.

Wpław poszedłem i ramion użyłem za wiosła,

W końcu mnie wieja[438] z falą na wasz brzeg doniosła.

Alić tam, gdym wychynął, bałwanem porwany,

3405

Byłbym się w proch roztrzaskał o brzeżnych skał ściany;

Tyle, żem się w czas[439] cofnął i przylądek z dala

Opłynąwszy, na rzekę trafiłem; jej fala

Cichszą, brzeg płaski, bez skał, do wyjścia dogodny.

Wyszedłszy, bez tchu padłem. Gdy nastał mrok chłodny,

3410

Zaraz brzegi strumienia opuściwszy, w głuche

Krze zalazłem, zgarniając na się liście suche,

A ległszy, sen mi długi zesłał bóg w tej dobie.

Zmordowany, pod kołdrą liścia spałem sobie

Przez noc całą, poranek przeszedł i południe,

3415

Młodość, MądrośćI dopierom się ocknął, kiedy słońce cudnie

Zaczynało zapadać. Spojrzę k'brzegom morza:

Tam igrały dziewczęta — między nimi hoża

Córa twa, istne bóstwo, dzieliła zabawę.

Ją więc błagam, i serce znalazłem łaskawe.

3420

Przyjęła mnie, nad podziw, nad wiek swój sędziwa,

Choć wiek młody zazwyczaj nieroztropny bywa.

Ona i jeść mi dała, i wino ogniste,

I obmyła w strumieniu, i w te szatki czyste

Oblokła. Ot i szczerą zrobiłem ci spowiedź”.

3425

Na to mu Alkinoos taką dał odpowiedź:

„Gościu! Wżdy[440] córka moja za to sprawę zda mi,

Że-ć nie odprowadziła tu z swymi dziewkami:

Przecieżeś się o pomoc naprzód uciekł do niej?”

Na to odrzekł Odysej: „O, niechże bóg broni,

3430

Królu, żebyś naganiać miał to dziecko złote.

Właśnie że mnie ze sobą wziąć miała ochotę,

Jednom się temu oparł z wstydu i bojaźni,

Czy mój widok twojego gniewu nie podrażni:

Obcy człowiek tak łatwo w podejrzenie wpada!”

3435

Alkinoos mu na to tak wręcz odpowiada:

„Przecież, gościu, krwią serce nie kipi tak u mnie,

By o nic wrzało: gniew mój hamuję rozumnie.

Obyż za sprawą Zeusa, Ateny i Feba

Mąż jak ty, i jakiego właśnie mi potrzeba,

3440

Trafił się dla mej dziewki, a dla mnie za zięcia!

Zostałby zawsze z nami. Ręka jej do wzięcia,

Wiano sute, dom, włości — wszystko wziąłbyś po niej.

Lecz gwałcić cię ja nie chcę. O, niech nas bóg broni

Od takiego postępku! Wiedz, że na jutrzejszy

3445

Dzień twój odjazd naznaczam, nie żaden późniejszy.

A teraz spać się połóż, niech cię sny kołyszą!

One przez ciche morze ci potowarzyszą.

Popłyniesz w kraj swój do dom, i gdzie chęć powieje,

Choćby nawet i dalej gdzie poza Eubeę[441],

3450

Co ma leżeć najdalej, jak mówią ci, którzy

Z Radamantysem[442] w tej tam bywali podróży,

Wożąc go do Tityosa[443] z Gai zrodzonego —

Na tę drogę im dosyć było dnia jednego:

Bez trudu i na powrót do dom go odwieźli.

3455

Sam zobaczysz i przyznasz, że wcale[444] są nieźli

I tęgo wyćwiczeni ci moi żeglarze,

Sudnami[445] bujający po wodnym obszarze”.

Słowa te Odys przyjął jak wieszczbę radosną

I tę modlitwę usty jął odmawiać głośno:

3460

„Ojcze Zeusie! Spraw, żeby Alkinoj mógł ino[446]

Spełnić to, co obiecał. A iście nie zginą

Jego czyny i sława pójdzie po rozłogach[447],

A ja przecie w ojczystych raz ujrzę się progach!”

Gdy taką między sobą rozmowę tam toczą,

3465

Białoramienna pani dziewkom swym ochoczo

Słać kazała dla gościa pod wystawą[448] łóżko,

Wymościć je prześliczną z czerwieni poduszką;

Na to kobierce, płaszcze znów na to wełniane

Dać do przykrycia. Dziewki z tym powyprawiane

3470

Wybiegły z izby, sobie pochodniami świecą;

A gdy się uporały dla gościa z łożnicą,

Wróciły, zapraszając Odysa w te słowa:

„Gościu! Idź spać: łożnica czeka cię gotowa”.

Słysząc to rad był Odys, że sobie wypocznie,

3475

I na miłe wywczasy[449] udał się niezwłocznie.

Tak złożył boski tułacz głowę do snu skłonną

Na łożu, pod wystawą[450] szczytną, echem dzwonną.

Zaś Alkinoj spał wewnątrz zamkowych pokoi

Przy zdobiącej małżeńskie łoże żonie swojej.

Pieśń ósma

Pobyt Odyseusza u Feaków

3480

Ledwo rumianopalca rankiem błysła Zorza,

Święta moc Alkinoja porwała się z łoża.

Wstał i Odysej, grodów burzyciel on gracki,

I obaj z Alkinojem szli na plac feacki

W niewielkiej od okrętów leżący oddali;

3485

Tam na gładkich kamieniach obaj posiadali.

Atenea tymczasem i chwili nie traci.

Gród przebiega w keryksa[451] dworskiego postaci,

Przemyślna, chcąc zapewnić powrót Odysowi.

Kogo spotka, każdemu takie słowo powie:

3490

„Nuże! Spieszcie feackie kniazie i władyki

Na plac zborny[452] wysłuchać przybylca supliki[453],

Co niedawno zawitał w dom króla Alkina,

Morzem wyrzucon, kształtem bogów przypomina”.

Tak rzekła, ciekawością serca rozpłomienia —

3495

I wnet się zapełniły na placu siedzenia

Tłumem ludu. Zdziwione patrzały gromady

Na syna Laertesa, co sztuką Pallady

Miał czoło i ramiona w boski blask ubrane,

I wzrost dłuższy, i rysy prawie młodociane,

3500

By Feaki zachwycił swą wdzięczną postawą

I ze szermierskich igrzysk wyszedł z czcią i sławą,

Bo do nich go na próbę wyzwą Feakowie.

A gdy już plac okryło ludu wielkie mrowie,

Zagaił je Alkinoj następnymi słowy:

3505

„Władycy, kniazie, ludu feackiego głowy!

Mówię do was, co serce szepcze mi w skrytości:

Człek zachoży[454], mnie nie znan, w domu moim gości;

Nie wiem — z zapadnej[455] przyszedł, czy od wschodniej strony?

Dość, że prosi, by do dom mógł być odprawiony.

3510

Wyprawmyż go, jak zwyczaj, w tę podróż niezwłocznie,

Bo nikt obcy, co pod mym dachem tylko spocznie,

Nie trapi się czekaniem, by mógł jechać dalej.

Ot byśmy ciemny okręt z najnowszych wybrali

I spuścili na morze; dobrać młodych flisów,

3515

Pięćdziesięciu dwóch, znanych z dawniejszych popisów,

A gdy do ławic wiosła raz przymocujecie,

Wrócicie na ląd, w moim teremie[456] podjecie

Sobie na drogę. Wszystko znajdzie się na razie.

Rozkaz ten dla mołojców — zaś berłowi kniazie,

3520

Jacy są, pójdą ze mną i w zamkowej sali

Gościa naszego będziem wraz podejmowali.

Niech się nikt nie wymawia. Przyzwać mi pieśniarza

Demodoka; pieśń jego cudnie się wydarza

I weseli. On serce z boga ma natchnione”.

3525

Rzekł — i sunął samopierw; za nim uberlone

Kniazie szli. Keryks pobiegł dać znać pieśniarzowi.

Flisów pięćdziesiąt i dwóch, wszyscy doborowi,

Jak król kazał, ruszyło na brzeg wód pustynnych,

Gdzie na wybrzeżu okręt leżący wśród innych

3530

Zepchnęli spiesznie w morza co głębsze odmiały,

Maszt wbili, zawiesili nad nim żagiel biały,

Toż wiosła powprawiali w tulejki skórzane,

Żagl rozwiną — i wszystko sprawnie wykonane.

Więc zaciągnąwszy okręt na głębię w przystani,

3535

Poszli, do Alkinoja teremu zwołani.

Już w dziedzińcach, przysionkach, izbach się roiło

Od gości; dużo starych i młodych tam było.

Król dał skopów[457] dwanaście na godowe stoły,

Osiem świń białokływych i dwa ciężkie woły.

3540

Te łupią i już warzą biesiadne potrawy.

Poeta, ŚlepiecWszedł i keryks, z nim pieśniarz wesołej zabawy,

Muzy kochanek, dobrem i złem obdarzony:

Bo mu wzrok wziąwszy, dała dar śpiewu pieszczony.

Więc Pontonoj w srebrzystym sadził go krzesełku,

3545

Pod filarem, pośrodku ucztujących zgiełku;

Dźwięczną formingę[458] upiął na kołku, powyżej

Głów Demodoka; wziął go za rękę i zbliży,

By ją zmacał — a przed nim na stoliku kosze

I czasz wina postawił, aby pił po trosze.

3550

Biesiadnicy wraz stoły godowe zasiedli,

A gdy się już do syta napili, najedli,

Muza piewcę natchnęła sławić cnych heroi.

Więc z pieśni rozsławionej aż do nieb podwoi

Wybrał spór Odyseja z Achillem[459] Pelidą,

3555

Ongi, gdy na bankiecie bogów z sobą idą

W zapasy na języki, ku uciesze żywej

Agamemnona, że się skłóciły Achiwy.

Bowiem ten znak Apollon wskazał mu wyrokiem,

Gdy kamienny próg Pyto[460] przestąpił był krokiem,

3560

Aby pytać wyroczni. Jakoż od tej pory

Greków z Trojany straszne powaśniły spory

W moc wyroków Zeusowych.

Śpiew, ŁzyGdy tę pieśń zaśpiewał

Demodok, w tejże chwili Odysej się zrywał,

3565

Ręką by chwycić za płaszcz fałdny, purpurowy,

I twarz sobie nim zakryć, ściągnąwszy od głowy,

Bo nie chciał łez Feakom pokazać, jak ronił.

A gdy pieśniarz pieśń swoją do końca wydzwonił,

Prędko łzę starł i zsunął płaszcz z głowy i twarzy,

3570

Wziął czasz, podwójną bogów obiatą obdarzy;

A gdy pieśniarz znów zaczął, pobudzon przez gości,

Uradowany śpiewem przecudnej piękności

Odysej znowu głowę w płaszcz skrył, by nikomu

Nie dać poznać, że łzami płakał po kryjomu.

3575

Alkinoj tylko odgadł jego pomieszanie

Siedząc obok i słysząc głębokie wzdychanie.

Więc się król do swych gości tak ozwał na razie:

„Dość my się, dość, feackie władyki i kniazie,

Przy tej wspólnej biesiadzie już naweselili

3580

Dźwiękiem gęśli, wtórzącej godom tym najmilej;

Sport, SławaTeraz pójdziem szermierek popróbować różnych.

By gość nasz miał co dodać do przygód podróżnych

I opowiadać doma, jak słyną Feaki

Z gonitw, skoków, zapasów i walk na kułaki”.

3585

Rzekł i wyszedł, a za nim wyszła gości rzesza.

Keryks dźwięczną formingę[461] na kołku zawiesza,

A pieśniarza za rękę wyprowadza z sali,

Wiedzie drogą, po której kniaziowie zdążali,

Idący na szermierskie patrzeć się igrzyska.

3590

I szli tak wśród wielkiego gminu zbiegowiska

Aż na plac. Tam w zapasy z sobą wystąpili

Co najprzedniejsi z paniąt, zaraz się schwycili.

Akroneos, Okyalos, dalej Elatreus,

Nautej, Prymnej, Anchialos, z nimi Eretmeus,

3595

Anabesinoj, Pontej, Prorej wyzwał Thona,

Amfial, syn Polineja, co zrodzon z Tektona

I Euryal waleczny jak Ares, bóg wojny;

Toż Naubolides wzrostem, kształtem tak przystojny

Jak żaden, chyba tylko Laodam jedyny.

3600

Wreszcie Alkinoosa dziarskie, rosłe syny:

Laodamas, toż Halios, Klytonej, w zawody

Spróbują, kto do mety dobiegnie z nich wprzódy:

Od miejsca aż do kresu wytknięto im gony.

Kopną się, i biegł z nimi polem kurz wzniecony.

3605

Alić wszystkich Klytonej pozostawił w tyle:

Jak dwa muły sprzęg wołów prześcigną[462], o tyle

On swych braci przegonił i przypadł do celu.

W twardych zapasach siłę sterało tam wielu!

Zaś Euryjal szermierzy[463] co najlepszych pobił;

3610

Amfijal najbujniejszy skok ze wszystkich zrobił;

W miotaniu kręgiem[464] jeden Elatreus miał szczęście;

Laodamas najkrzepszy z wszystkich był na pięście.

Gdy widok tych tam igrzysk serca już nasycił.

Syn Alkina Laodam te słowa pochwycił:

3615

Siła, Bieda„Sam tu, moi! Spytajcie ot gościa, czy zna się

Na szermierce? Czy szermierz? Kształtem zacny, zda się,

Bo te lędźwie, te łydy, te żylaste bary,

Kark gruby, pierś wypukła mówią, że chłop jary[465]

I ognisty — lecz widać, że zjadła go nędza;

3620

Woda morska to ponoś najzjadliwsza jędza

I najtęższego chłopa naraz z nóg obala”.

Na to wyszła odpowiedź ta z ust Euryjala:

„Trafnieś rzekł, Laodamie: jeśliś tak ochoczy,

Idź sam do niego, powtórz mu to samo w oczy”.

3625

Więc gdy syn Alkinoja usłyszał zachętę,

Przedarł się do Odysa przez tłumy ściśnięte:

Sport„Gościu! Pójdź z nami, w szrankach spróbuj się! — powiada —

Jeśli umiesz; lecz pewnie tyś szermierz nie lada.

Jakaż piękniejsza sława człeka wyżej wzbije,

3630

Niż gdy rąk i nóg siłą przeciwnika zbije?

Więc spróbuj, i te myśli chmurne strząśnij z duszy.

Odeślem cię niebawem — okręt twój wyruszy

Przygotowan w przystani, czeladź też gotowa”.

Na to przebiegły Odys odparł mu w te słowa:

3635

„Czemu mnie wyzywacie? Czy z urągowiska?

Moje troski mi bliżej niźli te igrzyska,

Bom się dużo nacierpiał, i tak się wciąż biedzę,

Że jeśli w zgromadzeniu waszym tutaj siedzę,

To wciąż rwę się do domu i błagam w tęsknocie

3640

Króla i lud: niech radzą o moim powrocie”.

Na to Euryjal tak mu z przekąsem odrzecze:

„Zaprawdę, tobie z oczu nie patrzy, człowiecze.

Byś się znał na szermierskich, szlachetnych zabawach.

Z tych-eś raczej, co żywot swój trawią na nawach[466]:

3645

Możeś patron okrętu, włóczęga kupczący,

Stróż ładugi[467], towary sam dozorujący

Łapigrosz! Wcale miny nie masz na szermierza”.

Odysej na to wzrokiem ukośnie go zmierza:

„Nie znam cię, lecz źle mówisz, jak młokos zuchwały!

3650

Wiedz, że bogi nie wszystko na raz wszystkim dały.

Tak urodę, jak rozum, jak wymowę świetną,

Toż niejeden, co postać wziął lichą i szpetną,

Otrzymał z łaski bogów taki dar mówienia,

Że gmin się nim zachwyca, gdy bez zająknienia

3655

Tnie wdzięcznie i po prostu — podziwia go mnóstwo,

Idącego przez miasto tłum wita jak bóstwo!

Inny znów, chociaż kształtem niebianom podobny,

Nie potrafi się w sposób wysłowić nadobny.

Toż i ty, taki śliczny, że nawet bogowie

3660

Piękniejszego nie stworzą, a pustki masz w głowie:

Głupim słowem aż do dna rozdarłeś mi serce,

Choć mogę ci zaręczyć, żem nie fryc[468] w szermierce,

Jakeś twierdził. Jam niegdyś z pierwszymi się mierzył,

Pókim młodości mojej i ramionom wierzył.

3665

Dzisiaj troski przysiadły; cierpiałem zbyt wiele

W bitwach z ludźmi, toż morskie zjadły mnie topiele.

Lecz i dziś niezłomnego znajdziesz zapaśnika

We mnie: tak mnie twa mowa boli i dotyka”.

Sport, ZwycięstwoRzekł to — i jak był w chlajnie, wstał i wziął do ręki

3670

Krąg ciężki i nabity, i nie tak maleńki

Jak te, które Feakom służą do zabawy.

Zamłyńcował nim, cisnął szparko z ręki prawej,

Aż warknął — i aż głowy pochylą Feaki

Do ziem, te zawołane na morzach flisaki —

3675

Tak głaz huczał, i dalej poza metę padnie,

Puszczon z ręki. Atene, gdzie upadł, znak kładnie

I — przemieniona w człeka ku niemu się zwraca:

„Cudzoziemcze! I ślepy, co rękami maca,

Znalazłby głaz twój: z wszystkich najdalej on leży,

3680

Nie zmieszany z innymi. O, niech się nie mierzy

Nikt tu z tobą! Zwycięstwo zawsze jest przy tobie!”

Tak rzekła, a Odysej cieszył się sam w sobie,

Że tu, wśród obcych, znalazł kogoś tak chętnego;

Weselszy też do tłumu rzekł zgromadzonego:

3685

„Dalejże! Kto dorzuci, gdzie ja? Wnet krąg drugi

Puszczę, może przeleci przestwór równie długi.

Do każdej walki, kto ma serce i ochotę,

Pojedynek, OpiekaSłużę. Wystąpcie! Zmazać trzeba mi sromotę[469].

Czy na pięści, na siłę, wyścigi — przyjmuję.

3690

Krom[470] Laodama, z każdym sił mych popróbuję;

On mój opiekun, z takim nikt się nie boryka.

Zaiste, ja takiego miałbym za nędznika,

Który by dobrodzieja, co go przyhołubił

Na czużynie[471], w bój wyzwał — sam on by się zgubił.

3695

Zresztą każdemu stanę, nie pogardzę nikim

I na siłę się zmierzę z każdym przeciwnikiem.

Nie myślcie, że szermierka obca dla mnie sztuka;

Umiem przecież cięciwę napinać u łuka.

Już ja mojego człeka najpierwszy ustrzelę

3700

W kupie wrogów, chociażby towarzyszów wiele

Stało przy mnie i groty na wroga miotało.

Li Filoktet[472] nade mną miał wyższość niemałą,

Gdy pod Troją w rzucaniu strzał my się ćwiczyli,

Lecz kto inny mnie sprostać niech się i nie sili.

3705

Słowem — każdy, kto żyje i chleb je na świecie.

Z herojami przeszłości nie równam się przecie

— Jam nie Herakles ani Eurytos[473] z Ojchali —

Bo ci łucznicy niemal bogom wyrównali.

Toteż Eurytos nagle zmarł, nim w jego progi

3710

Starość weszła — Apollon zastrzelił go srogi

Za wyzwanie, by z sobą o lepsze strzelali.

Niż inny strzały, oszczep umiem posłać dalej;

Tylko w pieszych gonitwach może Feakowie

Pobiliby mnie wreszcie, bom ja sterał zdrowie

3715

W burzach morskich, łódź moja zbyt skąpo żywności

Miała z sobą; dlatego zwątlały mi kości”.

Rzekł — oniemieli wszyscy i nastała głusza,

Gdy Alkinoj tak mówił do Odyseusza:

„Mile nam jest, mój gościu, słuchać twej spowiedzi.

3720

Znać to, że dzielność męska w piersi twojej siedzi,

Boś się wzburzył, gdy mąż ten ubódł cię w tym kole.

Nikt już twojej szermierskiej sławy nie ukole,

Kto ma trochę oleju i gada też k'rzeczy.

Zatem słuchaj, co-ć powiem, i miej to na pieczy,

3725

Byś powtórzył przed mężmi, gdy zasiędziesz kiedy

W zamku swym pośród żony, dzieci, sług czeredy.

A wspomnisz nasze cnoty, wiekopomne dzieła,

Które nam łaska bogów z naddziadów natchnęła:

Że w zapasach na pięście nie szukamy sławy,

3730

Li w gonitwach, w żegludze słyniem z wielkiej wprawy;

Kochamy się w biesiadach, pląsach, gęśli graniu,

W zmianie stroju, toż w łaźniach i odpoczywaniu.

Dalejże! Popiszcie się, feaccy skoczkowie!

Gość nasz swojej drużynie kiedyś to opowie

3735

Za powrotem do domu, jacy to my, jacy

Żeglarze, skorochody[474], skoczki i śpiewacy!

Niech poskoczy tam który, formingę przyniesie

Dla Demodoka; u mnie gdzieś tam znajduje się”.

Tak mówił Alkinoos; keryks pobiegł śpieszno

3740

Do zamku po formingę dźwięczną a ucieszną.

Teraz dziewięciu stróżów[475] powstało z swej ławy:

Lud ich wybrał, im oddał porządek zabawy;

Ci do pląsów szeroki plac przysposobili.

Keryks z dźwięczną formingą wrócił się po chwili;

3745

Demodok wszedł do środka, a tam stały grona

Dziarskiej młodzi, co w pląsach ślicznie wyćwiczona

Puszczała się w tan boski. Odys patrzał z boku,

Dziwiąc się nóg miganiu w leciuchnym poskoku.

Zdrada, SeksGęślarz w struny uderzył. Pieśnią znamienitą

3750

Śpiewał on Aresową[476] miłość z Afrodytą[477]:

— Jak się raz z sobą zeszli w Hefajsta komorze;

Co Ares jej nadawał, nim mu splamił łoże.

Jak do Hefajsta Helios[478] przybiegł i obwieścił,

Że widział, jak małżonkę jego Ares pieścił.

3755

PodstępHefajstos, gdy wieść przykra doszła jego ucha,

Wszedł do kuźni, a ziejąc zemstą z głębi ducha

Na pień wstawił kowadło, jął[479] kuć takie pęto,

Co by go nie zerwano i nigdy nie zdjęto.

A skuwszy na Aresa te zgubne okowy,

3760

Wszedł do sypialni swojej i swej białogłowy

I łowczą sieć rozwiesił wkoło popod ścianę.

Inne znowu z pułapu szły ponapinane,

Cieniutkie, jak pajęcze, nikt ich nie dostrzeże,

Nawet bóg sam, tak sztuczne były te więcierze[480].

3765

W taką więc samołówkę osnuwszy łożnicę

Udał, że idzie Lemnu[481] nawiedzić stolicę,

Którą z wszystkich swych grodów najwięcej miłował.

Niepróżno złotolejcy[482] Ares nań czatował,

Bo gdy spostrzegł, że Hefajst oddalił się z domu,

3770

On do mieszkania mistrza wpełznął po kryjomu

Palon żądzą ku pięknej Kyterze[483]. Zaś ona

Tylko co powróciwszy od ojca Kroniona

Siedziała w swej sypialni. Ares wpadł tam do niej

I rzekł, rękę bogini ściskając w swej dłoni:

3775

Podstęp„Pójdź, o luba, do łoża w uściski rozkoszy!

Hefajsta nie ma, on nas pewnie tu nie spłoszy,

Bo u dzikich Sintijów bawi się na Lemnie”.

Tak mówił — a ją łoże ciągnęło przyjemnie.

Więc poszli i zasnęli. Aż wtem na nich zleci

3780

Cała matnia misternych Hefajstowych sieci,

Że się ruszyć ni dźwignąć nie mogło z nich żadne.

Więc poniewczasie pęta zobaczyli zdradne.

Wkrótce przybył i bożyc ów chromy na nogi,

Co nie doszedłszy Lemnu zawrócił się z drogi.

3785

Helios[484] ich wyszpiegował i pobiegł doń z wieścią.

On też wrócił, a serca targany boleścią

I gniewem rozjuszony, stanąwszy u progów

Krzyczał wzywając w pomoc wszystkich z nieba bogów:

„Ojcze Zeusie, bogowie szczęśliwi i wieczni!

3790

Pójdźcie tu się przypatrzyć, co płodzą wszeteczni,

Jak mnie, chromego człeka, Zeusowa Kipryda[485]

Oszukuje, z tym łotrem pieści się… ohyda!

Czemu? Bo prostonogi i przystojnych liców,

A ja krzywy[486]. Nie moja wina, lecz rodziców…

3795

O bodajby mnie nigdy byli nie spłodzili!

Patrzcie-no, jak się w moim łożu rozgościli

I rozkoszują. Serce aż pęka mi z żalu!

Ostatni to raz ona przy swoim chabalu[487].

A choć się tak związali, chętka ich porzuci

3800

Do schadzek, niechże leżą we dwójkę okuci,

Aż jej ojciec mi odda, com zapłacił za nią,

Gdym narzeczony słębił[488] tę bezwstydną panią.

Ślicznać ona, ni słowa, lecz gamratka[489] szczera!”

ŚmiechTak rzekł — a bogów orszak w dom jego się zbiera:

3805

Wszedł Posejdon lądotrzęs, Hermes wieści zwiastun,

Toż Apollon, dalekonośnej kuszy[490] piastun.

Z bogiń żadna nie przyszła — wstyd im tej swawoli…

A więc stanęli we drzwiach bogi, dawce doli —

I śmiech ogromny napadł niebian tam zebranych,

3810

Gdy ich sztuką Hefajsta widzą powiązanych.

I gwarzył jeden z drugim — tak gwarzyli oni:

„Złe nie płuży[491], powolny rączego dogoni,

Kiedy Hefajst Aresa, co jest znany przecie

Za najchyższego z bogów tam, w olimpskim świecie,

3815

Złapał sztuką, choć chromy. Masz, cudzołożniku!”

Takie były rozmowy na bogów sejmiku.

PożądanieWtem Apollon pytanie do Hermesa wniesie:

„A tyż, gończe i synu Diosa, Hermesie!

Chciałżebyś w takie twarde dostać się powicie,

3820

By pieszczotek przy złotej zażyć Afrodycie?”

Na to Hermes odpowiedź już miał na języku:

„Bodajby tak się stało, mój celny łuczniku!

Niechby trzykroć mnie gęstsze pęta omotały,

Niechby bogów i bogiń zbiegł się Olimp cały

3825

Na ten widok, to jeszcze spałbym przy tej złotej!”

To rzekł, a w gronie bogów wszczęły się chychoty.

Li[492] Posejdon się nie śmiał, on prośbą szturmował

Hefajsta, by z tych więzów Aresa rozkował,

Mówiąc do niego, słowa posyłał skrzydlate:

3830

Przysięga„Uwolń go, ręczę za nim. Na bogi się, na te

Powołuję. On da ci, jaką chcesz zapłatę”.

Na to mu bożek ognia na dwie nóg kulawy:

„Daj pokój, Posejdonie, nie właź do tej sprawy!

Nędzna poręka, która ręczy za nędznikiem.

3835

Cóż bym robił z olimpskim, jak ty, poręcznikiem[493],

Jeśli Ares od długu i oków ucieknie?”

Ziemiowstrzęsca Posejdon na to mu odrzeknie:

„ — Hefajście! Gdyby Ares raz zwolnion z okowy

Uciekł ci, dług za niego jam spłacić gotowy”.

3840

Na to znów chromy bożek: „A, to inna sprawa.

Nie ufać słowu nie mam ni czoła, ni prawa”.

Rzekłszy to Hefajst pęta zdjął z nich rąk swych siłą.

A oni zmiarkowawszy[494], że pęto zwolniło,

Wyskoczyli wraz z łoża. Ares w trackie kraje[495]

3845

Pognał, ona do Cypru, tam, w pafijskie gaje,

Gdzie ma wonny żertwiennik[496], leci uśmiechnięta.

Tam ją kąpią Charyty[497], tam ją maści święta

Oliwa, jaką bogi maszczą się wieczyste.

I w szatki ją obloką cudowne i czyste. —

3850

Tak śpiewał boski piewca. Odys duszą całą

Radował się tej pieśni, z nim się radowało

Serce feackie, dzielni cieszą się żeglarze.

Taniec, ZabawaA wtem król Haliosowi z Laodamem w parze

Kazał pląsać: nikt w tańcu im by dwom nie sprostał.

3855

Owoż jeden i drugi piłkę w ręce dostał

Ukraszoną, misternej Polyba roboty.

Pierwszy, wznak się wygiąwszy, popod chmur namioty

Cisł ją w górę; zaś drugi w poskoku się rzucił,

W lot ją schwytał wprzód jeszcze, nim na ziemię wrócił.

3860

Pokazawszy na piłce te sztuki tak wielkie,

Zaczęli pląsem deptać ziemię karmicielkę

I przeginać się różnie. Młódź sypła oklaski

W krąg stojąca, i pochwał podniosły się wrzaski.

Więc do Alkina boski Odysej tak powie:

3865

„Sława ci, Alkinoju! Cześć tobie, królowi!

Mówiłeś, że świat nie ma równych twym tancerzy.

Zdumion przyznaję: sława tobie się należy”.

Świętą moc Alkinoja gładka mowa cieszy,

Toż zwrócił się tym słowem do feackiej rzeszy:

3870

Dar„Słuchajcie mnie, feackie władyki, kniaziowie!

Jak widzę, gość ten siła rozumu ma w głowie.

Piękny mu upominek jakiś dać wypada.

Gdy więc dwunastu kniaziów co przedniejszych włada

W państwie mym, ja trzynasty jeszcze się przyłożę;

3875

Niech każdy z nas na suknię i chiton[498] się zmoże

I na złota talencik dla gościa w ofierze.

Znieścieże to na kupę — on z sobą zabierze

I z sercem ucieszonym pójdzie na biesiadę.

Euryjal też od siebie mógłby go za zwadę

3880

Nieprzystojną tak słowem, jak datkiem przeprosić”.

Rzekł i wszystkim ten pomysł podobał się dosyć,

Bo wnet każdy keryksa[499] po dary wyprawił,

A Euryjal królowi tak swą rzecz przedstawił:

„Szerokowładny królu, mocarzu Alkinie!

3885

Chętnie ja się dla gościa, jak każesz, przyczynię.

Miecz mu dam w upominku: srebrne on ma jelce[500],

A pochw z kości słoniowej, błyszczącą się wielce

Świeżą rzeźbą, a sądzę, że dar znamienity”.

I miecz srebrnymi gwoźdźmi dokoła nabity

3890

Dał Odysowi, mówiąc te słowa skrzydlate:

SłowoCześć ci, ojcze wędrowny! Jeśli mi rogate

Słówko się wymkło, niechże na wiatry poleci,

A tobie bóg pozwoli dom, żonę i dzieci

Ujrzeć znowu, po biedzie w tułaczce przebytej!”

3895

Więc Odysej mu na to: „Szczęśliwym bądź i ty,

Druhu mój! Błogosławieństw spodziewaj się z nieba,

I oby za tym mieczem tęsknić ci nie trzeba[501],

Któryś mi w upominku z dobrym słowem wmiesił[502]”.

I miecz srebrnogwoździsty przez ramię przewiesił.

3900

Słońce zaszło, przybywa darów coraz więcej;

Keryksi je na zamek odnoszą książęcy,

Gdzie syny[503] Alkinoja, przyjmujący datki

W ręce swe, składali je u stóp zacnej matki.

Zaś Alkinoj wiódł z sobą resztę zgromadzenia

3905

Na dwór swój, gdzie zasiadło wspaniałe siedzenia.

I świętej mocy Alkin tak rzekł do Arety:

„Kochanko! Najśliczniejsze znieś mi tu sepety[504]

I włóż w nie płaszcz i chiton czyściutko uprany;

Postaw na ogniu z wodą kociołek miedziany,

3910

Aby gość, się skąpawszy, obejrzeć mógł one

Upominki, przez zacne Feaki zniesione,

I weselszy wieczerzał przy formingi dźwięku.

Jeszcze mu ten pucharek złoty, co ma w ręku,

Daruję; każdym razem o mnie niech wspomina,

3915

Ilekroć na cześć bogów strząśnie cząstkę wina”.

Król to rzekł — zaś Arete służebnicom każe

Prędko trójnożny kocieł postawić na żarze.

I one wraz kąpielne wstawiły naczynie,

Wlały wodę, podłożą drewek — i obwinie

3920

Płomień boki; wnet syczy kociołek rozgrzany.

Już królowa gościowi sepet darowany

Wyniosła z swej komory i kładła do skrzynki

Złota, szaty feackie, piękne upominki;

Zaś od siebie płaszcz z pysznym włożyła chitonem,

3925

I mówiła do niego słowem uskrzydlonem:

„Obejrzyj dobrze wieko; węzeł zawiąż mocny,

By kto w drodze nie ukradł, gdy zaśniesz w czas nocny

Słodkim snem, na twym ciemnym okręcie płynący”.

Gdy to usłyszał Odys, tułacz biedujący,

3930

Wraz wieko przywarł, węzeł zadzierzgnął misterny;

Od Kirki mial ten węzeł sztuczny[505], nieotwierny.

Weszła klucznica, sprasza gościa do kąpieli

Ciepłej w wannie. Ten widok serce mu weseli;

Dawno on już kąpieli nie miał tak wybornej,

3935

odkąd rzucił pieczarę Kalypsy kędziornej,

Bo tam nań jak na bożka chuchano ustawnie[506].

Więc go dziewki wymyły, namaściły sprawnie,

W piękne szatki oblokły, dały płaszcz z chitonem.

Wyszedł z łaźni z pijących połączyć się gronem.

3940

Nausykaa w sklepionej izbie u podwoi

Stała tam, siejąc boski blask piękności swojej,

I w Odysową postać wpatrując się z dziwem,

Zaczepiła go, słowem przemówiła żywem:

„Bywaj zdrów, cudzoziemcze! Do dom gdy wrócicie,

3945

Wspomnijcie czasem o mnie: winniście mi życie”.

Na to mądry Odysej do niej się odzywa:

„O Nausiko! Królewska córo urodziwa!

Niech mi Zeus, gromowładny mąż Hery[507], dozwoli

Do dom wrócić, raz skończyć pasmo mych niedoli,

3950

A będę cię tam wielbił modłą nieustanną

Jak bóstwo: tyś mi życie ocaliła, panno!”

To rzekł — i obok króla usiadł on Alkina.

Właśnie mięso krajano i mieszano wina,

Gdy wszedł keryks, prowadząc przy sobie pieśniarza

3955

Demodoka, którego lud wielce poważa,

I posadził go w środku o filar wspartego.

PoetaOdys rzekł do keryksa — gdy sztuk wieprzowego

Tylko co urżnął grzbietu, sobie wziął niemało,

A kawałek, słoninką co obrosły białą,

3960

Podał: „Ten kąsek zanieś tam Demodokowi;

Powiedz mu, że gość smutny sam go wnet pozdrowi.

Wszak, gdzie tylko na ziemi ludzie zamieszkują,

Pieśniarzy cześć otacza, wszyscy ich miłują;

Bo to Muzy uczniowie i jej ulubieńce”.

3965

To rzekł, i keryks mięso w Demodoka ręce

Włożył, a ten przysmakiem tym się uradował.

Tymczasem tłum biesiadny hucznie biesiadował;

A gdy się najedzono, napito do syta,

Zaraz do Demodoka Odys się przypyta:

3970

„Demodoku! Ja-ć[508] wyżej nad śmiertelnych cenię;

Czy Muza, czy Apollon[509] dał ci to natchnienie,

Żeś tak dokładnie nasze Achiwy wyliczył,

Gdzie byli, co robili, i jak los ich ćwiczył.

Nuże dalej, zaśpiewaj o koniu drewnianym,

3975

Przez Epeja z Ateną wspólnie zbudowanym,

Jak do Troi wprowadził Odys zdradnie dzieło

Pełne zbrojnych, od których to miasto runęło.

Jeśli i to porządkiem opowiesz mi jeszcze,

Tedy wszystkim ja ludziom, jacy są, obwieszczę,

3980

Że to bóg, bóg cię natchnął nieśmiertelnym pieniem!”

To rzekł; a gęślarz boskim nuż śpiewać natchnieniem:

Jak jedni, na burtowne wsiadłszy już okręty

Odbijali, gdy obóz trawił pożar wszczęty;

Jak inni razem z sławnym Odysem Achaje

3985

W koniu siedzą, przez Trojan oblężeni zgraje,

Bo wróg sam tego konia wciągnął był do grodu:

A tak, gdy Podstęp, Walka, Zwycięstwowkoło mnóstwo radziło narodu

Nad tym koniem, trojakie dając o nim zdanie:

Raz, aby gmach wydrążny dać na porąbanie;

3990

Znów, by z murów zamkowych strącić go na skały

Lub dla bogów zachować pomnik okazały —

Co się też wkrótce spełnić miało w rzeczy samej,

Bo Troi przeznaczeniem runąć, jeśli w bramy

Swe puści konia, w którym tylu tam heroi

3995

Greckich siedziało, skrytych na zagładę Troi.

Dalej śpiewał, jak Grecy po mieście hulali,

Gdy się z brzucha zdradnego konia wysypali,

Jak na mury zamkowe leźli ci i owi,

Jak Odys w Deifoba dworzec, Aresowi

4000

Podobien, wpadł z Atrydą Menelem we dwójkę,

Jak twardą mu tam przyszło z wrogiem stoczyć bójkę,

Jak go zmógł, bo Atene wsparła go ramieniem.

ŁzyTak śpiewał boski piewca. Odys z rozrzewnieniem

Słuchał go; łzy mu z powiek lunęły nawałem.

4005

Jak zawodzi niewiasta nad mężowskim ciałem,

Zabitym pod murami, co je piersią bronił,

By dzień hańby od dzieci i miasta odgonił;

Ona widząc, jak z śmiercią męczy się, jak kona,

Obejmuje go, wyje — a tu rozjuszona

4010

Kupa wrogów włóczniami plecy jej okłada

I wlecze w jasyr[510], gdzie ją trud czeka i biada,

Gdzie ból rozpaczy krasę z lic kwitnących wyssie:

Taki ból łzy wyciskał i tobie, Odysie!

Aleś się przed drugimi z tymi łzami chował,

4015

I tylko Alkinoos jeden coś miarkował

Obok siedząc, gdy łkanie doszło uszu jego;

Zatem tak się do grona ozwał biesiadnego:

„Posłuchajcie, co powiem, władycy i kniazie!

Demodokos niech śpiewać przestanie na razie;

4020

Jego pieśni nie wszystkim przypadły do smaku,

Bo odkąd wieczerzamy przy boskim śpiewaku,

Odtąd nasz gość ustawnie i wzdycha, i jęczy;

Domyślam się, że w duszy jakiś go ból dręczy.

Więc nie śpiewaj! Tu wszyscy, gość i gospodarze,

4025

Wesołymi być winni, tak obyczaj każe.

Wszak dla zacnego gościa jest i ta biesiada,

Te dary, okręt — zgoła, co dusza dać rada.

Bo każdy brata widzi w tułaczu znękanym,

Kto nie jest całkiem z uczuć litości obranym.

4030

ImięWięc też wykrętnym słowem nie wywodź mnie w pole

I mów mi czystą prawdę, tę najlepiej wolę.

Mów, jakim cię nazwiskiem zwie ojciec i matka,

Mieszkaniec okoliczny i twoja czeladka?

Przecież nikt bez nazwiska po świecie nie chodzi:

4035

Czy to pan, czy chudzina, ma je, gdy się rodzi.

Każdy, co go powiła macierz, ma nazwisko.

Jakże zwiesz naród, jak kraj, jak własne siedlisko,

Jeśli chcesz w zgadującej myśl odpłynąć nawie?

Feakom bo sterników nie potrzeba prawie

4040

Ni steru, co gdzie indziej jest w każdym okręcie:

Nasze same zgadują myśl pana i chęcie,

Trafią w najdalsze kraje, znajdą wszystkie grody

Wśród mgieł i nocy czarnych, a lecą przez wody

Morskie najchyżej. Również nie mamy obawy,

4045

By burza potopiła i potłukła nawy.

Mam to jeszcze od ojca mego nieboszczyka,

Nauzyta, że Posejdon wciąż na nas się wścieka

O tę śmiałą odwózkę gości w ich tam strony,

Za co kiedyś nasz okręt dobrze opatrzony,

4050

A do dom wracający, strzaska na roztoczy

Morskiej, a gród nasz górą ogromną zamroczy.

Tak wróżył starzec — czy zaś Posejdon to zrobi,

Lub nie? zależy, jak go serce usposobi —

A więc proszę, mów prawdę gołą jak należy:

4055

Gdzieś bywał i do jakich dotarłeś rubieży?

Nazwij ludy i miasta, które zwędrowałeś,

Gdzie łotrów, a gdzie gburów, a gdzie dzicz spotkałeś?

Gdzie znowu lud gościnny, bogów miłujący?

Śmierć, SławaMów, czemu płaczesz? Czemuś zawsze wzdychający,

4060

Gdy usłyszysz o Grekach lub Ilionu losach?

Nie poradzisz — zginęli! Wyrok ten w niebiosach

Padł na nich, aby w pieśniach pokoleń ożyli.

Czy i tobie tam kogo z twych bliższych zabili

Pod Troją? Teść twój może lub zięć dali głowy,

4065

Ludzie zacni, a z takich, co po krwi rodowej

Najdrożsi nam bywają? A możeś też stracił

Przyjaciela, co-ć szczerą wzajemnością płacił?

O! taki druh szlachetny, z dawna doświadczony,

Nie mniejszej bywa ceny, co i brat rodzony”.

Pieśń dziewiąta

Opowiadania u Alkinoosa. Przygoda z Kyklopem

4070

Na to przemądry Odys rzekł mu: „O Alkinie!

Potężny, najsławniejszy królu w tej krainie!

ImięZaprawdę pieśń ta serce do głębi przeszywa,

I ten pieśniarz cudownie, ni bóg jaki, śpiewa.

Do wielkich też rozkoszy życia ja to liczę,

4075

Gdy u ludu tchnie szczęściem wesołe oblicze,

Gdy w zamku godowników[511] zasiada rząd długi

I słucha dźwięku gęśli, a kręcą się sługi

Z mięsiwami i chlebem, a leją cześniki[512]

Z krużów wino, roznosząc między biesiadniki.

4080

Ma to dla mnie, jak rzekłem, powab niezrównany.

Ależ ty chciałeś poznać los mój opłakany.

Czy na to, bym znów płakał nad sobą, tułaczem?

Od czegóż by tu zacząć, a skończyć ci na czem,

Kiedy tyle bied spadło na mnie w tym ucisku?

4085

Więc ci powiem, boś pytał, o moim nazwisku,

By kiedyś, jeśli ujdę dnia zguby ostatniej,

Łączył nas w oddaleniu nawet węzeł bratni:

Jam jest Odys Laertyd[513], z fortelów mych znany,

U ludzi pod niebiosa prawie wysławiany.

4090

Mieszkam zaś na Itace jasnej — nad nią czołem

Sterczy leśny Neriton[514]; liczne wyspy kołem

Obsiadły ją i leżą jedna blisko drugiej,

Jak: Same, leśny Zakynt, Dulichionu smugi[515].

Itaka ku północy czub swój stromo jeży,

4095

Inne k’jutrzni i słońcu w morzu legły wyżej.

Skała to, lecz młodzieży dostarcza ognistej

Nie znam też nic milszego nad ten kąt ojczysty…

RodzinaMogła długo mnie trzymać Kalypso, bogini,

W grocie swej, chcąc, bym brał ją, mężem został przy niej.

4100

Mogła ajajska[516] Kirka przez chytrość i czary

Pod małżeńskie w swym zamku ciągnąć mnie kotary,

Lecz gra się nie udała, byłem nieugięty…

Ojczyzna, ojciec, matka — skarb wielki i święty

Takim nawet, co mają włości i dostatki

4105

W obcej ziemi, daleko od ojca i matki.

A więc słuchaj: opowiem powrót nieszczęśliwy

Spod Troi, jak mnie trapił Zeus swoimi gniewy.

Z Ilionu ku Kikonom zagnan wieją wściekłą,

Zburzyłem Ismar, gród ich; mężów się wysiekło,

4110

A łup wzięty w dobytku i brankach kazałem

Między nas wszystkich równym rozrzucić podziałem,

Po czym mówię do naszych: — Umykać co duchu! —

Lecz głupcy radom moim nie dali posłuchu,

I nuż wino lać w siebie i rznąć u wybrzeży

4115

Kozy, owce i woły zajęte w grabieży.

Tymczasem niedobitki pomoc u sąsiednich

Wziąwszy sobie Kikonów, chłopów na schwał przednich

I bitnych a ćwiczonych w rzemiośle dwojakiem,

Bo każdy bić się umiał konno i pieszakiem[517],

4120

Ci zatem, w takiej liczbie jak na wiosnę liście,

Wpadli na nas o brzasku. Tu już oczywiście

Ociężała nad nami gniewem ręka boża.

Bój się wszczął przy okrętach, tuż u brzegu morza,

I miednymi[518] oszczepy kłuto się nawzajem.

4125

Póki słońce na niebie, póty się nie dajem,

Bo choć oni liczniejsi, siły równe obie;

Lecz gdy słońce zniżone stanęło na dobie

Wyprzęży wołów[519], wtenczas wróg nas parł nawałą.

Achiwi się cofnęli, naszych napadało

4130

Dość. Z każdej nawy sześciu zabito pancernych —

My reszta uszli cało tych rąk ludożernych.

ŻałobaZ ciężkim na duszy smutkiem płynęliśmy dalej:

Bo choć trwoga minęła, żal tych, co zostali.

Odbijając od lądu o tym pamiętano,

4135

By każdego imiennie trzykroć wywołano,

Który, zabit od wroga, na polu się wala;

BurzaGdy wtem na nasze nawy przyszła sroga fala:

Pędził ją Borej[520], wolą wzburzon chmurowładną.

I mgły gęste wraz[521] na ląd i na morze padną,

4140

Z nieba noc się stoczyła, a nasze okręty,

Aż maszty się pokładły, tak mkną przez odmęty.

Wichr w żagle wpadłszy rwał je na troje, na czworo;

Lecz z obawy wywrotu zwijamy je skoro

I wiosłując z mozołem, dopychamy łodzie

4145

Do brzegu, gdzie dwie doby na tej niepogodzie

Staliśmy, ciągłą pracą i smutkiem już zbici.

W dniu trzecim, gdy rumiana Eos nam zaświeci,

Dźwignąwszy maszty, żagiel zawiesiwszy biały,

Siedzimy w nawach, które wiatr i sternik gnały,

4150

A jam w powrót szczęśliwy nie tracił nadziei.

Lecz prąd morski płynących około Malei,

Toż Borej[522] — jak nas schwycą, tak w przeciwną stronę

Od Kyterów odrzucą. Więc przez wody słone

Dni dziewięć wciąż pędzony wichry zajadłemi,

4155

Aż w dziesiątym nareszcie dobiłem do ziemi

Lotofagów, co lotos[523] jedzą. Na wybrzeże

Wysiadłszy, zapas wody każdy z nas nabierze,

Po czym-eśmy przy statkach do obiadu siedli;

A gdy się towarzysze napili, najedli,

4160

Wyprawiłem ich na ląd, by dokładnie wiedzieć,

Jaki lud chlebojedny mógł w tej ziemi siedzieć.

NarkotykiDwóch ludzi, keryks trzeci, razem trzech wysłańców

Poszło i wnet spotkało gromadę mieszkańców.

One zaś Lotofagi jakby z przyjaciółmi

4165

Obeszli się z naszymi — częstują ich ziółmi

Lotosu, tak iż który skosztował tej strawy,

Wracać nie chciał, o celu zapomniał wyprawy,

Tylko by w Lotofagów rad zostać ziemicy,

Jeść lotos i rodzinnej wyzbyć się tęsknicy.

4170

Kazałem więc przemocą zbiegów ująć w pęta;

I choć rzewnie płakali, przywlec na okręta,

Gdzie do ław ich przykuto. Innych zaś z drużyny

Zapędziłem na pokład, dla prostej przyczyny,

By który się lotosu nie dorwał i potem

4175

Wyrzekał się powrotu. Jakoż wszyscy lotem

Do wioseł się rzucili i zająwszy ławy,

Toń rybną bili wiosłem — i pomknęły nawy.

Stamtąd-eśmy płynęli, płynęli wciąż smutni,

Aż do ziemi Kyklopów. Łotrzy to okrutni,

4180

Gdyż całkiem się spuściwszy na opatrzność bożą,

Nie pracują nic w roli, ni sieją, ni orzą.

Nie orany, nie siany grunt tam nader płodny,

Daje jęczmień, pszenicę, winograd dorodny,

Gdyż deszczyk Diosowy często tam przepada.

4185

Zresztą wieców nie znają, prawo tam nie włada.

Kyklop zwykle w jaskiniach, na gór samym szczycie

Mieszka, i rozkazuje jak pan swej kobiecie

I dzieciom, zaś o drugich nie ma troski żadnej.

Wprost przystani ostrówek ciągnie się tam ładny.

4190

Od gniazd kyklopskich ani blisko, ni daleko,

Zarosły, a pod chaszczów buja tam opieką

Mnóstwo kóz dzikich, stopą ludzką nie płoszonych;

Bo łowiec[524], co zwykł w kniejach brodzić niezmierzonych

Lub drapać się po skałach, omija ostrówek,

4195

Toż i rolnik, a pasterz nie wpędza swych krówek.

Nikt też pustką stojącej wyspy nie posiada:

Ludzi nie ma, kóz tylko chodzą po niej stada.

Łodzi czerwonodzióbych Kyklopy nie znają

Ani też zręcznych cieślów u siebie chowają

4200

Do budowania statków żeglownych, któremi

Jeździliby przez morze do różnych miast ziemi,

Jak bywa między ludźmi, że jedni po drugich

Jeżdżą, ważąc się morskich podróży, tak długich:

Tacy by tę wysepkę, gdzie rodzi się wszystko,

4205

Przemienili cudownie w wygodne siedlisko.

Wszak tam łąk wzdłuż wybrzeży ciągnie się niemało

Miękuchnych, tam by wino jak raz się udało;

Orka łatwa, i pewno nie jednym zachodem

Żniwa by się odbyły, bo grunt tłusty spodem.

4210

Przystań dobra, bez liny żeglarz się obchodzi,

Kotwicy nie zarzuca, nie cumuje łodzi,

Bo ta stoi bezpiecznie, aż póki żeglarzy

Potrzeba nie przynagli lub wiatr, co się darzy.

Wyż przystani jest źródło bijące z kamienia;

4215

Przejrzyste jego wody gaj topól ocienia.

Tam lądujem. Bóg któryś powiódł nas tą drogą

W ćmę nocną, gdy najlepsze oczy nic nie mogą,

Bowiem mgła na okręty spadła — nawet z góry

Księżyc nam nie przyświecał, schowany za chmury.

4220

Nikt więc tego ostrowu nie widział na oczy,

Jak nie widzi tej wełny[525], co k'lądu się toczy,

Dopiero kiedy o brzeg wytnie nawy bokiem.

Przybiwszy, zwiniem żagle, potem jednym skokiem

Jesteśmy już na ziemi, gdzie przy huku fali

4225

Snem-eśmy aż do boskiej Jutrzenki przespali.

Nazajutrz, gdy świt zrodził Jutrzenkę różaną,

Przebiegamy wzdłuż, w poprzek, wyspę nam nie znaną.

I wnet nimfy, Zeusowe córy, kozie stada

Nagnały nam: dla głodnych posiłek nie lada.

4230

Więc skoczym na okręty po łuki, po strzały,

Toż oszczepy, i na trzy dzielim się oddziały.

Strzelamy. — Bóg szczęśliwe zdarzył polowanie:

Jak dwanaście naw miałem, tak się im dostanie

Po sztuk dziewięć na każdą; dla mnie zaś samego

4235

Wybrano sztuk dziesiątek. Więc nic już dnia tego

Nie robim, tylko głód nasz sycim tą zwierzyną;

Od rana do wieczora w czaszach krąży wino.

A mieliśmy na statkach przechowane duże

Zapasy czerwonego napoju, bo w kruże

4240

Każdy go nabrał sobie, gdyśmy rabowali

Gród Kikonów. Tak pijąc, w niewielkiej oddali

Widzim skały kyklopskie: wychodzą z nich dymy,

Głosy ludzkie i owiec beczenie słyszymy.

A gdy słońce zapadło i noc przyszła potem,

4245

Na brzegu, falą bitym, legliśmy pokotem

Do snu, aż zaświtała Jutrzenka różowa.

Zbudziłem towarzyszy i rzekłem te słowa:

— Zostańcie, towarzysze wy drudzy, ja płynę

Na mej łodzi i moją zabieram drużynę,

4250

Aby dotrzeć do skał tych i zbadać, kto taki

Siedzi w nich: czy dzicz jaka, jakie hajdamaki[526]

Drapieżne, z praw świętością w wiecznej nieprzyjaźni,

Czy lud gościnny, w bożej żyjący bojaźni —

Tak rzekłem i na pokład wsiadam, zaś czeladzi

4255

Każę linę odwiązać; statek się obsadzi;

A oni, posiadawszy na ławach rzędami,

Słoną toń morza biją raz po raz wiosłami.

Gdyśmy się już z kyklopskim zrównali wybrzeżem,

Na samym końcu lądu pieczarę spostrzeżem,

4260

Co obrosła chaszczami lauru, gdzie kóz trzoda

I owiec nocleg miewa; jest tam i zagroda,

Zrobiona z brył ogromnych, ze skał w ziemię wbitych,

Także i z gonnych[527] sosen, z dębów niepożytych.

Tam to mieszkał wielkolud, który swoje stada

4265

Sam pasie, nie widuje żadnego sąsiada

I znać nie chce, więc żyje tylko sam ze sobą.

Karmiąc własne swe serce chytrością i złobą[528].

Potwór to był szkaradny; równego pachołka

Nie znaleźć między ludźmi: do góry wierzchołka,

4270

Obrosłego borami, porównać go raczej,

Co nad garby wystrzelon, z dala już majaczy.

Dałem rozkaz czeladzi tej, co zostać miała

Na pokładzie, by statku czujnie pilnowała;

A sam chwatów dwunastu dobrawszy wychodzę.

4275

Wziąłem też z sobą bukłak z winem mocnym srodze,

Które Maron Ewantycz[529] był mi podarował,

Kapłan Feba (Ismarem Feb się opiekował),

Bośmy mu w tym rabunku ni dziatek, ni żony

Nie wycięli; chronił go bugaj[530] poświęcony

4280

Febowi, w którym mieszkał. Za to dał mi darem

Siedem talentów złota, obdarzył pucharem

Ze srebra najczystszego. Jakby nie dość na tych

Darach — dał wina krużów dwanaście uchatych:

Boski kordiał, o którym nie wiedział nikt w domu

4285

Z służebnych ludzi, tak go trzymał po kryjomu,

Li on wiedział i żona, i jedna z szafarek;

Toż gdy się nim chciał raczyć, napełniał pucharek

I takowy wlewając w stągiew wody czystej,

Jeszcze miał napój myszką trącący, ognisty,

4290

Co, byle cię zaleciał, łechtał podniebienie.

Tegom wina wziął w bukłak, przy tym pożywienie

W biesagi[531], na przypadek, gdyż mi coś mówiło

W duchu, że przyjdzie spotkać człeka z straszną siłą

I gbura, który żadnych praw nad sobą nie ma.

4295

Weszliśmy więc w pieczarę, ale w niej olbrzyma

Już nie było: snadź trzody pognał na pastwisko.

My tymczasem w tym gnieździe przetrząśliśmy wszystko.

Jakie tam serów kosze! Co jagniąt, koźlątek

Po chlewach! Każde miały osobny swój kątek:

4300

Tu starki, tu jagnięta, a tam średniolatki,

Odgrodzone osobno; wszędzie gwałt serwatki

Po saganach i skopkach, w które podój zbierał.

Widząc to, każdy z druhów srodze się napierał,

Bym dał im nabrać serów i drapnąć. Znów drudzy

4305

Chcą na okręt gnać z obór ten dobytek cudzy,

Potem rozwinąć żagle i umykać cwałem.

Puszczam to mimo uszu — czemuż nie słuchałem!

Chciało mi się go poznać, być jak gość podjętym —

Lepiej było się nigdy nie spotkać z przeklętym!

4310

Rozpaliliśmy ogień, obiatę składamy.

Gomółek coś podjadłszy czekamy, czekamy —

Aż oto wrócił z trzodą, dźwigając straszliwą

Wiązań drzew wysuszonych, na kuchnię paliwo,

I cisnął pod pieczarą z łoskotem. My w strachu

4315

Pokryli się po kątach podziemnego gmachu.

On tymczasem w głąb jamy zapędzał maciory

Przeznaczone do doju, a zaś do obory,

Będącej tam w podwórku na zewnątrz pieczary,

Zamknął kozły i tryki[532]; potem, wziąwszy w bary

4320

Głaz ogromny, zawalił nim do jamy wniście[533].

I dwadzieścia dwa wozy, mocne oczywiście,

Czterokoleśne, tego nie dźwigłyby głazu,

Którym on otwór jamy zawalił od razu!

Siadłszy potem, jął owce i kozy beczące

4325

Doić lub pod nie sadzać jagnięta, ssać chcące.

Co gdy sprawił, połowę nabiału przeznacza

Na twaróg, który w gęstych koszach sam wytłacza;

Resztę trzyma w saganach, aby napój chłodny

Mógł mieć na podoręczu, gdy spragnion lub głodny.

4330

A gdy tak z swą robotą uporał się pięknie,

Rozniecił ogień, a nas spostrzegłszy, tak rzeknie:

— Co za jedni? I skąd tu morzem przybywacie?

Czy za kupią[534]? Czy szczęścia na morzu szukacie

Niby morskie łotrzyki, co to słoną wodę

4335

Prują sobie na zgubę, a drugim na szkodę? —

Tak rzekł olbrzym, a serce tłukło się nam z trwogi

Na ryk mowy i widok postaci tej srogiej.

Przecieżem się na słowo zdobył: — My Achiwi

Spod Troi wracający — rzekłem — nieszczęśliwi!

4340

Siłaśmy burz na wodzie doznali w przeprawie,

Zbici z drogi, nie możem do dom trafić prawie.

Cóż robić? Z woli Zeusa ten los nam przypada!

My spod Agamemnona króla, on nam włada,

Pan wielkiej sławy; równej nie ma nikt na świecie,

4345

Gdyż zdobył gród potężny, wyciął na pomiecie[535]

Ludów tyle. My wszakże do stóp ci się kłonim

Błagając, byś nas przyjął (bo kędyż się schronim?)

I opatrzył twych gości, jak obyczaj każe.

Bój się bogów! Nie odmów, gdy proszą nędzarze!

4350

Zeus mści się krzywdy gościa, skargę jego słyszy,

On podróżnemu w drodze zawsze towarzyszy! —

Tak rzekłem. Jędzon[536] na to tę odpowiedź da mi:

— Głupiś, alboś z daleka przyszedł, że bogami

Chcesz mnie straszyć i radzić, bym im cześć oddawał:

4355

Kyklop nigdy na niebie pana nie uznawał,

Nigdy żadnych bóstw świętych. My lepsi niż oni.

Strach przed Zeusem twej głowy pewnie nie obroni

Ani twych towarzyszy; o gniew ten nie stoję;

Jeśli mi chętka przyjdzie zjeść was, zrobię swoje.

4360

A tymczasem mów, kędyś zostawił swą nawę?

Czy blisko, czy daleko? zdaj mi wierną sprawę! —

Chytrze mówił. Jam przecież zrozumiał podrywkę[537]

I naprędce podobnąż ułożyłem śpiewkę:

— Lądowstrząsacz Posejdon, on to mi na skały

4365

Tych brzegów okręt rzucił i strzaskał w kawały,

Bo od morza wichr straszny ciągle na nas pędził.

Mnie tylko i mych druhów od śmierci oszczędził. —

Tom rzekł, a jędzon milcząc jął oczyma strzelać

I ręce wyciągnąwszy tam, gdzie stała czeladź,

4370

Dwóch pochwycił i o ziem cisnął jak szczenięty,

Aż z czaszek mózg na ziemię bryznął rozpryśnięty;

On zaś, w sztuki podarłszy ciała, na wieczerzę

Pożarł je jak lew górski, a nawet się bierze

Do trzewiów, szpik wysysa i ogryza kości.

4375

Na ten widok do Zeusa tam na wysokości

Wznosim ręce i stoim jak spiorunowani.

Lecz olbrzym, gdy w kałduna[538] utopił otchłani

Ludzkie mięso i mleko, którym je zalewał,

Jak długi między trzodą legł i odpoczywał.

4380

Wtedy w sierdziste serce myśl wpada mi taka:

Nuż podejdę, a z pochew dobywszy tasaka

W pierś go pchnę, gdzie osierdzie leży przy wątrobie?

Lecz niechałem, o innym myśląc już sposobie,

Gdyż wszyscy byśmy śmierci stali się ofiarą,

4385

Niezdolni tego głazu ruszyć żadną miarą,

Którym on był zawalił otwór do swej jamy.

Więc wzdychając porannej Zorzy wyglądamy.

Kyklop, gdy zórz porannych zabłysła pochodnia,

Rozniecił ogień, doił, jak zwyczaj miał co dnia,

4390

Owce i kozy, matkom podsadzał jagnięta;

Zgoła gdy już robota była uprzątnięta,

Dwóch ludzi znów mi porwał, sprawił do śniadania,

A zżarłszy ich, swą trzodę z jaskini wygania.

Jak nic głaz ów odsunął i znowu zastawił:

4395

Rzekłbyś, że się z pokrywką u kołczana bawił.

I wielkolud gwizdając poszedł z trzodą swoją

W góry. A mnie tysiączne zamiary się roją

Do zemsty; byle pomoc dała mi Pallada!

Z wszystkich jednak najlepszą ta zdała się rada:

4400

Pod obórką znalazłem drzewo jakieś duże,

Z oliwnika ucięte; snadź, nim zeń wystruże

Maczugę, chciał wysuszyć i rzucił ten kawał,

Który nam się na oko tak spory wydawał,

Jak na brzuchatej, gnanej dwudziestoma wiosły

4405

Łodzi z ciężką ładugą bywa maszt wyniosły.

Drąg ten, długości masztu, grubości masztowej

Uciąłem był na sążeń — zachęcając słowy

Mych ludzi, aby kół ten do gładka siekierą

Ociosali; do czego rączo się zabierą.

4410

Jam zaś koniec zaciosał i w ognistym żarze,

Ażeby hartu nabrał, osmalić go każę.

Po czym ożóg ten w mierzwę[539] przed wzrokiem Kyklopa

Skryłem, albowiem mierzwy pełna była szopa.

Schowawszy, wzywam czeladź, by losem ciągnęła,

4415

Którym z nich padnie ze mną zabrać się do dzieła

I ożóg wbić mu w ślepie, zawiercić co siły,

Gdy spać będzie. I losy na czterech trafiły,

Których sobie życzyłem — ja sam byłem piąty.

O mroku wrócił Kyklop w domowe zakąty,

4420

Kozy swoje i owce wygnał w głąb jaskini,

Matki razem z trykami, co zwykle nie czyni,

I w wewnętrznej zagrodzie nic nie pozostawił:

Coś wietrzył lub bóg który na to go naprawił.

Głaz uchylon, gdy z paszy wracały bydlęta,

4425

Teraz spuścił, i brama szczelnie już zamknięta.

Zasiadł więc i jął kozy i owce beczące

Doić lub pod nie sadzać jagnięta ssać chcące.

Z pracą gdy się uporał prędko, znowu bierze

Dwu naszych i sporządza sobie z nich wieczerzę.

4430

PodstępWidząc to, jam się zbliżył doń o kroków parę

I rzekłem, niosąc w ręku wina pełną czarę:

— Pij, Kyklopie! Po mięsie ludzkim wino służy!

Pij duszkiem! — Tego wina miałem zapas duży

Na statku, lecz w rozbiciu dla ciebiem ocalił

4435

Ten bukłak, abyś mojej biedy się użalił

I odesłał do domu. Lecz cóż! Tobą miota

Gniew taki, że nikomu nie przyjdzie ochota

Z śmiertelnych próg twej jamy przestąpić bezpiecznie.

Oj, Kyklopie! Tyś ze mną obszedł się niegrzecznie! —

4440

Tak rzekłem; on wziął czaszę, wychylił do spodu,

I smakując, o drugą prosił tego miodu:

— Nalej jeszcze i gadaj, jak cię zowią, brachu,

Abym wet za wet mógł cię ugościć w mym gmachu.

Wiedz jednak, że i nasza ziemia także rodzi

4445

Winogrady, a boży deszczyk tu przechodzi

Dość często, więc jeść mamy, ile sobie życzym:

Lecz ambrozja i nektar przy twym winie niczym! —

Imię, PodstępTo mówił, a jam pełną podał mu ochotnie,

I tak trzykroć nalaną pił głupiec trzykrotnie.

4450

Lecz gdy mocniej ów napój jął mu łeb zawracać,

Zacząłem pochlebnymi słowy z lekka macać:

— Chcesz wiedzieć? Więc ci powiem, jakie miano noszę;

Toż wzajem o gościniec obiecany proszę.

Nikt[540] — to moje nazwisko; Niktem woła matka,

4455

Woła rodzony ojciec i woła czeladka. —

Rzekłem — a na to jędzon[541] odrzekł: — Słuchaj, bratku!

Nikt zjedzon będzie; jednak zjem go na ostatku,

A tych tam pierwej pożrę — ot, masz podarunek! —

Ledwo rzekł, runął na wznak: powalił go trunek.

4460

Grzbietem tarzał się w kurzu; sen ciężki kamieniem

Przygniótł go, z paszczy wino lało się strumieniem,

Mięs kęsy wycharkiwał gardłem pijaczysko.

Wraz też kół wydobywszy, wsadziłem w ognisko

Ostrzem, a serca druhów krzepiłem, by który

4465

W samej chwili działania nie wlazł gdzie do dziury.

Już też i kół oliwny, acz mokry, w tym żarze

Rozgrzał się, i na ostrzu płomień się pokaże.

Więc wyciągam go szybko; przy mnie moje zuchy

Stali tuż, i bóg jakiś dodał im otuchy,

4470

Bo razem pochwyciwszy, Kyklopowi w oko

Wbili go. Jam na ożóg wdrapał się wysoko

I kręcił — tak, jak świder okrętową belkę,

Gdy jeden nim kieruje, a drudzy za szelkę

Z dołu ciągną — on leci pędem wirującym:

4475

Tak i my tym ożogiem jak żar pałającym

Wiercim w ślepiu, aż ostrze krwią się zakurzyło;

Rzęsy, brew szczotkowatą zarzewie spaliło,

Wszystkie włókna trzeszczały, skwarząc się w źrenicy.

Jako kowal siekierę okutą w kuźnicy

4480

Kładzie w wodę do hartu, straszny syk powstaje,

Przez co mistrz swej robocie trwałą dzielność daje:

Tak syczało kyklopskie oko pod ożogiem.

Srodze zawył, aż wyciem odtętniła srogiem

Pieczara. My ze strachu wleźli w kąt głęboko.

4485

Kyklop z oka kół wyrwał zbryzgany posoką

I od siebie precz cisnął w zajadłej wściekłości,

I jął[542] na gwałt Kyklopy wołać, co w bliskości

Mieszkali po pieczarach skał wietrznych. Ci, owi

Usłyszawszy krzyk wielki, w pomoc Kyklopowi

4490

Przybiegli, i jaskinię obiegłszy dokoła,

Pytali, co się stało i po co ich woła:

— Polyfemie! co tobie, że w tej nocy ciemnej

Tak wyjesz i nam spędzasz z powiek sen przyjemny?

Czy ci jaki śmiertelnik skoty twoje kradnie?

4495

Czy samego morduje gwałtem albo zdradnie? —

Polyfem na to z jamy tak im odpowiada:

— Nikt mnie zdradą morduje! To nie gwałt, lecz zdrada! —

Oni na to: — Jeżeli ciebie tu w jaskini

Nikt zdradą nie morduje, ni gwałtu nie czyni,

4500

Toś chory z Zeusa woli[543], nic ci nie pomożem.

Módl się do ojca twego, który włada morzem[544].

Tak mówili i poszli. Serdecznie się śmiałem,

Że zmyślonym nazwiskiem tak ich oszukałem.

Tymczasem jęcząc z bólu, stękając bez przerwy,

4505

Kyklop wrota namacał, i lekko jak pierwej

Podniósł głaz, usiadł w bramie i szukał, rękami,

By się który nie wymknął z naszych wraz z owcami.

Miał on mnie za wielkiego głupca oczywiście.

Nuż ja łeb sobie łamać, jak tu znaleźć wyjście,

4510

By mych druhów i siebie wydobyć z tej toni,

A jedna myśl za drugą jak goni, tak goni:

UcieczkaGra o życie. Jakiegoż zażyć tu fortelu?

Znalazłem go, i lepszym zdał mi się od wielu.

W jamie były tam tryki wełniste, kudłate,

4515

Wypasione a rosłe i kasztanowate;

Te powiązałem wiklą wyjętą z barłogu,

Na którym sypiał Kyklop, wróg ludziom i bogu.

Po trzy związałem z sobą: człeka niósł środkowy,

Dwa boczne miały bronić ukrytej tam głowy;

4520

Trzy zatem niosły druha jednego pod sobą.

Jam zaś sobie upatrzył capa[545], co ozdobą

Był trzody; temu na grzbiet zarzuciwszy ręce,

Tułowiem się pod jego wełnisty brzuch skręcę,

A dłoń w kudły-m omotał. Radzi z wynalazku,

4525

Z biciem serca czekamy zórz porannych brzasku.

Gdy już dzień zwiastowały blaski różowawe,

Ruszyły naprzód samce, by lecieć na trawę,

Jarki[546] zaś po obórkach dawały znać bekiem,

Że ich wymiona przez noc powzbierały mlekiem.

4530

Wtedy okrutny jędzon, choć z bólu się wścieka,

Siadł w progu; macał pilnie grzbiet każdego tryka,

Lecz ani się domyślał, żem ja popod brzuchy

Wełnistych tryków moje popodsadzał druhy!

Za trzodą szedł cap z wolna na samym ostatku,

4535

Krom kudłów mnie, człowieka, dźwigał on w dodatku.

Jędzon go, jak poprzednio macając po grzbiecie,

Rzekł doń: — O mój koziołku, nie choryś ty przecie?

Dziś wybiegasz ostatni, a zawsze, bywało,

Tyś pierwszy na pastwisko gnał przed trzodą całą,

4540

Za trawką, kwiatkiem, zawsześ pierwszy szedł do wody;

Przed innymiś się śpieszył w wieczór do zagrody,

A teraz ty ostatni! Jakże cię obchodzi

To moje oko, które wydarł mi ten złodziej,

Co mnie winem upoił, ten Nikt z swą hołotą!

4545

Nie ujdzie mi, te pięści łotra jeszcze zgniotą!

Żebyś ty mówić umiał jak ja, capku miły,

Powiedziałbyś, gdzie one zbóje się pokryły.

O, czemuż go nie trzymam! Jakżebym go cisnął

O ziem, aż po tych ścianach mózg by się rozprysnął!

4550

I kalectwo to, które ten Nikt, ten morderca

Zadał mi, stokroć lżejsze byłoby dla serca!

Tak rzekł Kyklop i capa wraz puścił na paszę.

Gdy uszedł dobry kawał, zaraz się odpaszę

Od mego capa; również robię i z drugimi.

4555

Więc gdyśmy się ujrzeli naraz bezpiecznymi,

Zajmujemy te spasłe i udziaste tryki

I pędzim je na okręt krętymi przesmyki.

Widząc nas wracających, z radości aż skaczą

Nasi w nawie, zgubionych za to rzewnie płaczą;

4560

Alem ich wnet uciszył, dając znać na migi,

Że to nie czas, i każę w okręt na wyścigi

Ładować naszą zdobycz wełnistą i dalej

Odbijać precz od lądu. Co gdy wykonali,

Zasiedli długie ławy i robiąc wciąż wiosły

4565

Rozbijali te ciemne fale, co nas niosły.

Więc w odstępie, że jeszcze głos mógł dolatywać,

Zacząłem z nawy mojej Kyklopa wyzywać:

— Ej, Kyklopie! Nie tchórz to, jak widzisz, niebożę,

Ten, któremuś ty druhów pożarł w ciemnej norze!

4570

Przecież raz na cię przyszło, zbrodniarzu bez sromu,

Coś śmiał podróżnych gości zjadać w własnym domu!

Za to Zeus cię ukarał, karzą inne bogi. —

Na to rozżarł się jeszcze srożej Kyklop srogi:

Sam czub wyniosłej góry urwał; cisnął skałą,

4575

Lecz dalej poza okręt padła — szło o mało,

A byłby koniec rudla strzaskał nam — aż morze,

Które ciśnięta skała do gruntu rozporze,

Buchło w górę bałwanem; a ten nas do lądu

Parł gwałtem, okręt nie mógł przemóc tego prądu.

4580

Alić ja, w garść żerdzisko chwyciwszy ogromne,

Odsadzę się od brzegu, drużynę upomnę,

By się miała do wioseł, bo tu śmierć nas czeka.

Ledwiem znak dał, wiosłują potężnie człek w człeka.

Gdyśmy się dwakroć dalej na pełne[547] wybili,

4585

Chcę znów łajać Kyklopa, lecz mnie obskoczyli

I za ręce trzymają, i proszą druhowie:

— Szaleńcze! Ty chcesz jątrzyć gbura? Co ci w głowie?

Dopiero pocisk jego nawę naszą pędził

Ku brzegom, gdzie śmierć pewna! Ot-byś nas oszczędził,

4590

Bo gdy jędzon[548] słóweczko choć jedno usłyszy,

Strzaska belki, łby strzaska twoich towarzyszy

Tą skałą, gdyż w rzucaniu mistrz to doskonały! —

Te mowy mego ducha przecież nie złamały,

Gdyż, zwrócon do Kyklopa, tak mu słowy grożę:

4595

— Kyklopie! Jeśli kiedy człowiek (co być może)

Spyta cię, kto ci oko wybił, kto tak sprawny,

Powiedz mu: Odyseusz, grodoburca[549] sławny,

Co mieszka na Itace, oka mnie pozbawił! —

Tak krzyczałem. On wyjąc ze skał do mnie prawił:

4600

Proroctwo— Biada mi! Stara wróżba spełnia się nade mną!

Przed czasy wieszcz tu mieszkał, który przyszłość ciemną

Zgadywał, syn Euryma, Telem jego miano,

A był rosły i piękny; więc się udawano

Do niego, by odkrywał tajniki przyszłości:

4605

Tak wróżbił on Kyklopom do późnej starości.

On i mnie, co się ziszcza, wywróżył dokładnie,

Że jakiś tam Odysej oślepi mnie zdradnie.

Czekałem więc na męża groźnego wejrzenia,

Dużego wzrostu, siły potężnej ramienia —

4610

Aż tu karzeł, nikczemny człeczyna się zjawił,

I ten, winem spoiwszy, oka mnie pozbawił.

Zbliż się tu, Odyseju! Gościniec[550] dam tobie,

U Posejdona powrót bezpieczny wyrobię!

Posejdon ojcem moim, on z tego się chlubi,

4615

On jeden wzrok mi zwrócić mógłby, gdyż mnie lubi,

On tylko, a nie żaden bóg lub dusza żywa. —

Skończył — jam odparł na to: — O, czemuż mi zbywa

Na tej mocy, bym z ciebie wywlec mógł nikczemny

Duch i żywot i w Hades zapędził podziemny?

4620

Mówię ci szczerą prawdę, jak prawdą jest i to,

Że Posejdon nie wprawi oka, co-ć wybito! —

Modlitwa, ZemstaJam rzekł, a on wyciągnął do gwiazd obie dłonie

I tak się do mórz władcy modlił: — Posejdonie!

Usłysz mnie, Ziemiotrzęsco, usłysz, czarnogrzywy[551]!

4625

Jeślim syn twój, a tyś jest rodzic mój prawdziwy,

I Ścigaj tego Odysa, zakaż nieść go wodom

Do Itaki, i nigdy niech nie wróci do dom!

A choćby przeznaczenie oglądać mu dało

Ziemię ojców, dom własny i w nim pozostałą

4630

Rodzinę, to najpóźniej, po tułaczce długiej,

Jak nędzarz, bez nikogo z drużyny, bez sługi,

Na niewłasnym okręcie niech wróci do domu

I zastanie we własnym gnieździe pełno sromu! —

Modlił się, i Posejdon dał ucho tym modłom.

4635

Kyklop zaś podniósł większy niż wprzód skały odłom,

Cisnął nim zamaszyście co sił, wżdy przesadził:

Pocisk padł za okrętem; omal nie zawadził

O rudel, byłby strzaskał sam koniec; wtem morze,

Które ciśnięta skała aż do dna rozporze[552],

4640

Bałwanem nas na pełne gnało, a tak gnani,

Zabiegliśmy nareszcie do dobrej przystani.

Zawinąwszy więc znowu na ostrów[553], gdzie łodzi

Naszych reszta została, gdzie czas tęskno schodzi

Mym druhom czekającym powrotu z wyprawy,

4645

Stanęliśmy przy wyspie u piaszczystej ławy,

A wysiadłszy ze statku na pobrzeże kręte,

Wysadzamy tam skoty Kyklopowi wzięte

I dzielim, by wziął każdy równą część zdobyczy.

Lecz ogół towarzyszy z góry sobie życzy,

4650

Abym onego capa dla siebie zachował:

Przetom go na wybrzeżu zaraz obiatował

Wszechwładnemu Zeusowi, panu tego świata,

I spaliłem mu lędźwie. Lecz moja obiata

Wzgardzona! Zeus zamierzył pogrążyć w odmęty

4655

I wierną mi drużynę, i lotne okręty!

Na wybrzeżu dzień cały siedzimy do mroku,

To przy mięsnej biesiadzie, to przy winnym soku;

Lecz gdy słońce zapadło, a noc przyszła potem,

Do snu na brzegu morza legliśmy pokotem.

4660

Nazajutrz, wraz z Jutrzenką zbudzony różową,

Idę na okręt, wzywam czeladź okrętową,

By co prędzej od lądu odczepiała liny.

I już nie brak nikogo z mej wiernej drużyny,

Już i ławy zasiadła długimi rzędami,

4665

I rozbijała ciemną toń morza wiosłami.

Stamtąd dalej, wciąż dalej płyniem, nieszczęśliwi;

Trapi nas strata druhów, cieszy, żeśmy żywi”.

Pieśń dziesiąta

Przygody u Ajola, Lajstrygonów, Kirki

„Przybywamy do wyspy Ajolii, zagnani

Wiatrem. Syn Hippodata[554], Ajol[555] mieszkał na niej.

4670

Był to przyjaciel bogów i od nich[556] kochany.

Pływającą tę wyspę strzegą w okręż[557] ściany

Spiżowych wałów, nie mniej i pobrzeżne skały.

Dzieci miał on dwanaście, które się chowały:

Sześć ślicznych cór i synów też sześciu. Z synami

4675

Pożenił swoje córy, braci ze siostrami.

Więc przy ojcu i matce siedziały te stadła

W wonnych gmachach, gdzie stoły gięły się od jadła

I napitku, a fletni odgłos brzmiał w przysionkach.

Tak we dnie; a zaś w nocy męże przy małżonkach

4680

Śpią w łożach, zaścielonych pięknymi makaty[558].

Wszedłem wtedy w to miasto, potem w ich komnaty,

Gdzie przez miesiąc gościłem. Ajol rozpytywał

O Ilion, nasze nawy, czym przygody miewał

W podróży; jam wyprawy opowiadał dzieje,

4685

Wszystkie na lądzie, morzu przebyte koleje.

WiatrWreszcie, gdym o odprawę prosił do podróży,

Nie odmówił i zapas dał na drogę duży,

Toż z dziewięcioletniego byka miech skórzany,

W którym prąd wściekłych wiatrów leżał jak spętany,

4690

Zeus bowiem wszystkie wiatry dał pod jego strażę,

Że gdy chce, je ucisza albo dąć im każe.

Miech ten on sam zawiązał taśmą srebrnolitą,

By wiatr nie mógł się wymknąć szczelinką ukrytą.

Mnie zaś w drogę wiać kazał tylko Zefirowi,

4695

Nieść nawy i podróżnych prosto ku domowi.

Lecz inaczej się stało, gdyż niebezpieczeństwo

Ściągnęliśmy na siebie przez własne szaleństwo.

Dziewięć dni, dziewięć nocy gdy tak fale prujem,

W dziesiątym już i ziemię ojców odgadujem.

4700

Już i ogień strażniczy[559] widać, miga w dali —

Gdy wtem mnie znużonego mocny sen powali:

Sam bowiem ster trzymałem, nie dając nikomu

Wyręczyć się, by pewniej zapłynąć do domu.

Aż tu między drużyną ten, ów podejrzywa,

4705

Że w tym miechu skarb jakiś wielki się ukrywa,

Dany mi od Ajola, że w dom wiozę zbiory.

I takie między nimi były rozhowory[560]:

— Dziwna rzecz, jak on lubion, jak uczczony wszędzie

W każdym kraju i miejscu, gdziekolwiek przybędzie!

4710

Już z Ilionu on wywiózł wielkie kosztowności,

A my, cierpiąc z nim równe trudy i przykrości,

Wracamy do dom z niczym: taka nasza dola!

Teraz znów upominek dostał od Ajola,

Dar przyjaźni. Więc pokąd trwa jego drzemota[561],

4715

Zobaczym, ile w miechu ma srebra i złota. —

Tak prawili, i zgubna zwyciężyła rada:

WiatrSkoro miech rozwiązali, srogi wichr wypada,

Rwie okręty, zapędza precz na pełne morze,

Daleko od ojczyzny. Wtem oczy otworzę,

4720

Cucę się i niezłomny sercem myślę sobie,

Czy mam skoczyć z okrętu, zginąć w mokrym grobie,

Czy cios ten znieść spokojnie i żyć? Więc zważywszy,

Zniosłem go — i na pokład padłem twarz zakrywszy,

A tak orkanem gnane wróciły okręta

4725

Znów do Ajolii. Nuż w płacz moje niebożęta!

Wysiedliśmy na brzegi i wody nabrano,

Potem tuż przy okrętach obiad zgotowano,

A gdy strawą, napitkiem duch się w nas rozbudzi,

Wziąwszy z sobą keryksa[562] i jednego z ludzi,

4730

Ruszyłem wprost do zamku. Tam widzę Ajola,

Jak siedzi przy biesiadzie i jak go okolą

Grono dzieci i żona. PrzekleństwoWięc w zamkowe progi

Sunę i w progu siadam. Oni pełni trwogi

Pytają: — Co tu robisz? Jakież cię demony

4735

Trapią? Wszak przez nas hojnie byłeś opatrzony

Na podróż, byś do swojej mógł wrócić rodziny! —

Tak prawią, a ja na to: — Nie z mojej to winy,

Lecz z druhów, jam był usnął, oni mnie zgubili!

W was nadzieja — ratujcie, przyjaciele mili! —

4740

Myślałem, że ich ujmę przez pochlebne słowo,

Lecz milczeli; li Ajol zgromił mnie surowo:

— Precz stąd, precz mi z tej wyspy, poczwaro obrzydła!

Nie godzi się ugaszczać ni brać pod me skrzydła

Takiego, co ścigany zemstą wielkich bógów!

4745

Tyś ich gniewem obciążon: wynoś się z mych progów! —

Rzekł i wzdychającego precz wypędził z domu.

Co zrobić? Płyniem dalej, smętni, pełni sromu.

Wioślarzom dłoń opada, serce im omdlewa,

Widzą błąd swój, pomocy nikt się nie spodziewa.

4750

Sześć dni i tyleż nocy tłuczem się po wodzie,

W siódmym przy lajstrygońskim[563] stanęliśmy grodzie

Lamos, gdzie krzykiem pastuch pastucha ostrzega,

Że wraca lub że z trzodą na paszę wybiega.

Tutaj, kto by spać nie mógł, brałby dwie nagrody,

4755

Raz jako pastuch bydła, znów jak pastuch trzody;

Bowiem dzienne i nocne blisko leżą pasze.

Znalazły tam wyborną przystań nawy nasze:

Skał niebotycznych ściana przystań tę zamyka

I tylko wąskim wnijściem okręt się przemyka,

4760

Gdzie dwie skały ogromne z dwóch stron w morze wbiegły.

Tam zawinęły nawy i przystań zaległy,

Jedna tuż obok drugiej linami do lądu

Przywiązane: gdyż nigdy nie bywa tam prądu

Wełn[564] wielkich albo małych, wody gładko stoją.

4765

Jam tylko do przystani nie wszedł z nawą moją

I zewnątrz ją upiąłem cumą do opoki.

Potem wdarłem się na wierzch skały, skąd szeroki

Widok był — lecz pustynia przede mną tak dzika,

Że nie ma ani śladu bydła lub rolnika;

4770

Widać tylko, jak z ziemi dym słupem się wije.

Więc wysłałem na zwiady spytać, kto tam żyje?

Jacy ludzie, jedzący chleb z ziarna bożego?

Dwóch wybrałem, keryksa dodałem trzeciego.

Ci poszli i trafili na drogę, po której

4775

Wozy z drzewem spuszczano w miasto z wielkiej góry.

Pod miastem dziewczę oni napotkali młode,

Córę lajstrygońskiego Antifa, jak wodę

Schodziła brać w Artakii szemrzącej krynicy;

Bowiem stąd biorą wodę mieszkańcy stolicy.

4780

Zbliżywszy się więc do niej, witali pytaniem:

Kto tu król i pod czyim ten lud panowaniem?

Ona im dwór ojcowski wskazała w oddali.

Tam wszedłszy, w onym domu kobietę zastali

Ogromną jak grzbiet góry — strach padł na nich blady.

4785

Ta, gdy małżonka swego wywołała z rady,

Przyszedł Antif; ci wietrzą, jaki los ich czeka,

Gdyż porwał i od razu zjadł jednego człeka,

Dwaj zaś drudzy uciekli co żywo na nawy.

Antif w mieście narobił zaraz strasznej wrzawy;

4790

Na ten ryk Lajstrygony kupami wielkimi

Wypadli; to nie ludzie, lecz prawie olbrzymi.

Ci lecą z brzegu staczać skał srogie kawały

Na dół, kędy okręty nasze w porcie stały;

I straszny na okrętach zrobił się tam zamęt,

4795

Naw gruchotanie, mężów konających lament.

Wróg ich ciała ponizał jak ryby na tyki,

By pożreć. — A jam podczas tej zabijatyki

Skoczył i miecz od boku wyrwawszy szeroki,

Odciąłem linę, którą okręt do opoki

4800

Był przywiązan: na czeladź naglę, aby żwawo

Wiosłowała, bo wszyscy przypłacim to krwawo.

I okręt rączo pomknął — tak śmierci się boją.

Spod wiszarów[565] wywiodłem przecież nawę moją

Na pełne, kędy wróg nas nie oskoczy snadno;

4805

Za to inne okręty wszystkie poszły na dno!

Żeglujemy więc dalej smutni, nieszczęśliwi —

Trapi nas strata druhów, cieszy, żeśmy żywi.

Więc u wyspy Ajai stajem. Mieszka na niej

Kirka, pięknokędziorna, gadająca pani,

4810

Złowrogiego Ajeta[566] rodzona siostrzyca.

Obojgu ojcem Słońce, co ziemi przyświeca,

Matką jej Persa, którą Okeanos rodzi.

Tam cichutko pod brzegi okręt nasz podchodzi

I zawija: bóg któryś użyczył pomocy.

4815

Na brzegu wypoczniemy przez dwa dni, dwie nocy,

Bośmy pracą zmęczeni, a niedolą zbici.

Lecz w trzecim, gdy różana Jutrzenka zaświeci,

Biorę oszczep, a mieczem przypasan do boku

Wyszedłem na szczyt skały i patrzę, czy oku

4820

Nie zjawi się człek jaki lub głos jego schwycę.

I kiedym tak z wiszaru[567] patrzał w okolicę,

Ujrzałem, jak słup dymu z ziemi się podnosił

Poza lasem: tam Kirka mieszka, z tegom wnosił.

I zaraz rozważałem w głębi mego ducha,

4825

Czy mam dotrzeć do miejsca, gdzie ten dym wybucha.

Więc gdy się z niepewnymi myślami szamocę,

Stanęło, że wprzód zajrzę do nawy w zatoce,

By drużynę nakarmić i w kraj wysłać szpiegów[568].

Z tą myślą gdym do morskich przybliżał się brzegów,

4830

Jakiś bóg się zlitował mego utrapienia

I zesłał mi z ogromnym porożem jelenia,

Co przybiegł, wyskoczywszy z leśnego czaharu[569],

By w strudze z słonecznego ochłodzić się skwaru.

W lot go też ugodziłem przez sam środek krzyży:

4835

Grot miedziany przepędzon brzuchem wyszedł niżej;

Rycząc wił się, dopóki nie skonał, zabity.

Oparłszy się oń nogą, grot, którym przeszyty,

Wywlokłem i rzuciłem tuż obok zwierzyny,

Sam zaś nad strugą gibkiej naciąwszy wikliny,

4840

Ukręciłem powróseł sążnistych kilkoro,

I wiążę srogiej bestii do kupy nóg czworo;

A zarzuciwszy na się, dźwigałem na grzbiecie,

Wspierając krok oszczepem, gdyż ciężar to przecie

Nie lada, aby jeden człowiek mu podołał.

4845

Więc doniósłszy do nawy, towarzyszy-m zwołał

I tak do nich mówiłem:

— Druhowie kochani!

LosChoć niedola nas głobi[570], to nikt do otchłani

Hadesa pójść nie pójdzie wpierw, nim go dosięże

4850

Dzień przeznaczeń. Więc ducha nie tracić nam, męże!

I póki na tym statku co pić i jeść mamy,

Uważajmy, a głodnej śmierci[571] się nie damy. —

Rzekłem, a oni mojej usłuchali mowy.

Na brzegu morskim wszystkie odkryły się głowy,

4855

Podziwiają jelenia tuszę, wzrost wysoki,

A kiedy go na wszystkie oglądnęli boki,

Ręce sobie umyli i strawę biesiadną

Sporządzali. Tak przez dzień, aż gdy mroki padną,

Używamy na mięsie i na słodkim winie.

4860

A kiedy słońce zaszło, ziemię noc obwinie,

Spać się kładziem na brzegu, bitym morską falą.

Nazajutrz, skoro krasne zorze się rozpalą,

Zwołuję ich na radę i tak się ozowię:

— Słuchajcie, nieszczęść moich wspólnicy, druhowie

4865

Nikt z nas nie wie, gdzie wieczór, gdzie poranne zorze:

Nikt nie wie, kędy Helios chowa się pod morze

I gdzie wschodzi. Dlatego myślmy o sposobie,

Co począć? Choć sposobu nie widzę na dobie[572].

Właśnie z szczytu wiszarów[573] widziałem na oczy,

4870

Że to wyspa, w niezmiernej wód morskich roztoczy

Pływająca, nizina równa, pośród której

Widziałem, jak za borem dym wił się do góry. —

Gdym to rzekł, wszyscy smutni i jakby z nóg ścięci,

Gdyż Antif lajstrygoński stanął im w pamięci,

4875

Nie mniej Kyklop łakomy na mięso człowiecze.

Nuże w płacz, łza rzęsista po twarzach im ciecze;

Lecz te łzy woli mojej złamać nie zdołały.

Wraz pancerną drużynę dzielę w dwa oddziały

I dowódców wyznaczam. Nad jednym oddziałem

4880

Sam byłem, zaś nad drugim Eurylocha[574] dałem.

I losujemy z sobą, wstrząsając spiżowy

Szyszak, z którego wypadł los Eurylochowy.

Ten dwudziestu dwóch wziąwszy, ruszył w drogę dalej,

Płacząc po nas, bo żal im nas, cośmy zostali.

4885

Zamek Kirki znaleźli w dolinie prześlicznej,

Cały z ciosu, wyniesion nad kraj okoliczny;

Lecz Zwierzę, Czarywilków, lwów spotkali ćmę[575] pod zamku bokiem:

Kirka je tak przyswoić umiała ziół sokiem.

Toteż one potwory na drużynę naszą

4890

Nie rzuciły się, owszem, kornie się im łaszą,

Jako psy, gdy gospodarz kęski im rozdaje

Po skończonej biesiadzie. Takież obyczaje

Mają tu lwy i wilki, chociaż ich paszczęka

Zawsze straszna, i każdy potwora się lęka.

4895

Wszedłszy zatem w dziedziniec pani pięknowłosej,

Doleciały ich z komnat jakieś dźwięczne głosy:

To śpiew Kirki; śpiewając na krosnach wyszywa

Dzieło cudne: cudowną praca bogiń bywa.

Wtem Polites do swoich tak rzekł (chłop to dzielny,

4900

Przed innymi miał u mnie szacunek rzetelny):

— Bracia! Tutaj ktoś żyje i przy krosnach śpiewa

Śliczne pieśni, aż echo po zamku odbrzmiewa.

Bogini czy niewiasta — wołajmy, niech gada! —

Tak rzekł, i wołać na nią poczęła gromada.

4905

Jakoż się promieniste otwarły podwoje,

Ona wyszła, w komnaty zaprosiła swoje.

I, głupcy, w próg jej weszli wszyscy, krom jednego

Eurylocha; ten został zwietrzywszy coś złego.

Ona gości swych sadza w krzesła, stół zastawia

4910

Serami, a miód złoty z mąką im przyprawia,

Toż i wino pramnejskie[576]; lecz durzące zioła

Miesza w nie, by o domu zapomnieli zgoła.

Więc gdy zjedli, wypili, Kirka ich dotyka

Różdżką — i do świńskiego zapędza karmnika.

4915

Bowiem łby ich, szczecina, kwiczenie, kształt cały

Były świńskie; li człecze mózgi im zostały.

Smutnie w chlewach leżącym rzuciła bogini

Żołądź, bukiew[577], derenie, zwykły karm dla świni.

Euryloch przypadł zdyszan do czarnego statku,

4920

O tym, jaki ich spotkał, donosząc przypadku;

Lecz i słowa wybełtać[578] nie mógł, mimo chęci,

Taki ból gardło ścisnął: łza się tylko kręci

W oczach mu, co świadczyło o mocy cierpienia.

Długo go wypytujem, wreszcie z osłupienia

4925

Wyszedł i wypowiedział, co ich tam spotkało:

— Cny Odysie! Twej woli zadosyć się stało.

Bór przeszedłszy, w dolinie znaleźliśmy śliczny

Dworzec[579] z ciosu[580], z widokiem na kraj okoliczny.

Ktoś w nim mieszkał, bo śpiewy przy krosnach słyszano:

4930

Bogini czy niewiasta? Więc na nią wołano.

Wyszła, we drzwiach stanąwszy do komnat zaprasza,

I próg jej przekroczyła głupia gawiedź nasza.

Jam został, gdyż mi w niesmak szły te zaprosiny;

A tak naraz straciłem wszystkich z mej drużyny:

4935

Próżnom czekał i czekał, żaden nie powrócił! —

Skończył, a jam co żywo na siebie zarzucił

Miedny miecz, srebrnokuty, łuk ze strzał sajdakiem[581].

I każę się tym samym poprowadzić szlakiem.

Ale on się oburącz u kolan mych wiesza

4940

i te lotne wyrazy roniąc z łkaniem miesza:

— O! nie wleczże mnie z sobą, ty boski Odysie!

Czuję, że sam nie wrócisz, że nie uda ci się

I tamtych wyprowadzić. Uchodźmy bez zwłoki!

Uchodźmy, nim nas straszne dosięgną wyroki! —

4945

Tak błagał, a ja tymi słowy go odprawię:

— Chcesz zostać, Eurylochu, to cię i zostawię,

Jedz i pij tu przy nawie na lądu krawędzi;

Ja sam idę, konieczność jakaś mnie tam pędzi. —

Rzekłem, i precz odszedłem od brzegu i łodzi.

4950

Tak idąc, sama droga w dolinę przywodzi,

Gdzie był dwór czarownicy Kirki. Już podchodzę

Pod zamek, kiedy Hermes[582] zjawił się na drodze

Z złotą laską i w kształty młodzieńcze przyodzian;

Wyglądał jak w rozkwicie pierwszym piękny młodzian.

4955

Więc rękę mi podawszy, tymi zagadł słowy:

— Dokąd to, nieszczęśliwcze, dążysz przez parowy

Po nieznanym gościńcu? U Kirki tam siedzą

Ludzie twoi zamknięci w chlewach, z świńmi jedzą.

Czy może chcesz ich odbić? Ej! prędzej być może,

4960

Że nie wskórasz, i z nimi zamkną cię, niebożę.

Lecz nic to! Ja z tej biedy wybawię-ć koniecznie,

Dam ci czar, z którym możesz iść do niej bezpiecznie,

Gdyż moc jego od ciebie oddali cios wszelki.

Jednak wyucz się pierwej zdrad tej zwodzicielki:

4965

Choć w jadło wmiesza trutkę, choć wino zaprawi,

Przemienić cię nie zdoła, to ziółko cię zbawi

Od zdradzieckich jej czarów. Weź przestrogę drugą:

Gdyby cię Kirka chciała dotknąć różdżką długą,

Dobądź wraz wiszącego u boku bułata[583],

4970

Rzuć się na nią i pogroź, że ją miecz rozpłata.

Zlęknie się i nuż wabić zacznie do łożnicy —

Ty się nie droż i kładź się w łóżko czarownicy,

Byś i druhów wybawił, i sam był podjęty,

Lecz niechaj wprzódy bogom wykona ślub święty,

4975

Że już ci czarodziejskich sideł nie chce stawić,

Aby rozbrojonego męskiej siły zbawić. —

Tak rzekł Hermes i ziółko pokazał mi one

Z ziemi wyrwane, dziwną mocą obdarzone:

Korzonki miało czarne, kwiat białości mleka,

4980

Moly zwie się u bogów. Dotąd nie ma człeka,

Który by je wykopał. Wszystko w mocy bożej!

Po czym Hermes do górnych olimpskich przestworzy

Pognał przez leśny ostrów; jam w zamek się kwapił[584]

I w drodze się myślami sprzecznymi wciąż trapił.

4985

Wreszciem stanął pod bramą wiodącą w mieszkanie

I wołam; snadź[585] ją moje dobiegło wołanie,

Gdyż wyszła i drzwi jasne otwarła przede mną.

Zaprosiła — więc wszedłem, lecz z trwogą tajemną.

Posadziła mnie w krześle z srebrnymi gwoździami,

4990

Postawiła podnóżek zaraz pod nogami,

W złotej czaszy wyniosła wino zielonkawe.

Już soków czarodziejskich wlała w nie przyprawę,

Częstowała; jam wypił — lecz nie czułem zmiany —

Po czym różdżką mnie dotknie: — Precz, zaczarowany! —

4995

Rzekła — ruszaj do chlewa leżeć na barłogu

Wraz z tamtymi! — Jam na to polecił się bogu,

Miecza-m dobył i obces rzuciłem się do niej,

Grożąc, że ją zabiję. Ona się nie broni,

Tylko z krzykiem przestrachu i zgięta we dwoje

5000

Błagała, dłońmi stopy obejmując moje:

— Ktoś jest? Z jakiego ludu? Który kraj cię rodzi?

Dziwno mi, że mych czarów moc tobie nie szkodzi,

Gdyż nikogo z śmiertelnych ten napój nie szczędził,

Ktokolwiek aby kroplę przez zęby przepędził.

5005

O, zaprawdę, ty w piersi masz serce ze spiży!

Czyś ty nie Odys? Pomnę, co mi on bóg chyży

Z złotą laską powiadał, że i tu zawinie

Lotny okręt, że na nim Odysej przypłynie

Wracający spod Troi. Jeśli tak, to schować

5010

Tobie miecz — lepiej w łożu obojgu kosztować

Słodyczy i miłością łączyć się wzajemnie,

Bym ufność miała dla cię, a tyś ufał we mnie. —

Tak mówiła — jam na to twardo: — Rzecz nielekka

Żądać, Kirko, miłości ode mnie, od człeka,

5015

Któremuś przemieniła druhów w nierogate[586],

A teraz mnie samego wabisz w tę komnatę

Do łożnicy, ażebym bezbronny, w pieszczotach

Zbył dzielności, zapomniał o rycerskich cnotach.

Do łożnicy mnie żadną nie wciągniesz potęgą;

5020

Nie dam ci się, bogini! Póki pod przysięgą

Nie zaręczysz, że nic mnie złego tu nie czeka.

Rzekłem, a ona przysiąg żądanych nie zwleka…

I kiedy uroczyste śluby bogom czyni,

Wtedy wszedłem w wspaniałą łożnicę bogini.

5025

Na dworze czarodziejki cztery śliczne panny

Kręcą się przy bogini w służbie nieustannej.

Ród ich boski, córami są źródeł i gajów[587]

I świętych wpadających do morza ruczajów.

Jedna z nich krzesła mości, z wierzchu ścieląc cenne

5030

Purpurowe kobierce, a na spód płócienne.

Druga do pysznych siedzeń przysuwa stoliki

Szczerosrebrne, ustawia złociste koszyki —

W krużu srebrnym znów wino miesza trzecia dziewa

I napój weselący po czarkach rozlewa.

5035

Czwarta wodę przyniosła i ogień rozżarzy

Pod trójnogiem, gdzie woda na kąpiel się warzy,

A gdy się ta w miedniku[588] dobrze już zagrzeje,

Nimfa w wannę mnie sadza, strumień wody leje,

Łagodnie mi obmywszy głowę i ramiona,

5040

Aż członkom powróciła krzepkość ich wrodzona.

Po tej łaźni znów miękką oliwą wyciera,

Chlajnę[589] na mnie zarzuci, w chiton[590] mnie ubiera

I prowadzi w komnatę do srebrnego krzesła

Z podnóżkiem i w nie sadza. Teraz znowu wniesła

5045

Służebna na miednicy nalewkę złocistą,

Z której lała na ręce moje wodę czystą.

Gdym się umył, stoliczek gładki mi przystawi,

A za nią i klucznica z Chlebami się zjawi,

Stawia misy przekąsek, jakie ma spiżarnia

5050

I jeść każe. Lecz wstręt mnie do jadła ogarnia,

I w głębokiej zadumie siedzę tak bezwładny.

Kirka zaraz spostrzegła, żem potrawy żadnej

Rękami ani ruszył, tylko w myślach tonę.

Więc zbliża się i słowa mówi uskrzydlone:

5055

— Czemuś to jak mruk siedział u stołu, Odysie?

Tu masz wino, przysmaków pełno w każdej misie,

A tyś nie tknął, i czemu? Porzuć próżną trwogę,

Przysięgłam ci na bogi, więc zdradzić nie mogę. —

Tak mówiła. Jam na to: — Niech cię to nie dziwi,

5060

Kirko, że człek, co w sercu sprawiedliwość żywi,

Za nic strawy nie dotknie i ust nie napoi,

Póki wolnymi braci nie obaczy swojej.

Chcesz-li przeto, bym jadła skosztował i wina,

Wypuść ich, niech tu stanie przede mną drużyna. —

5065

Rzekłem; a ona z różdżką czarodziejską w dłoni

Wyszła, pootwierała chlewy i wygoni

Dziewięcioletnie wieprze z każdego karmniku,

Druhy moje; ci Kirkę obiegli wśród kwiku,

Ona zaś do każdego, tak jak stali kołem,

5070

Poszła i czarodziejskim wraz dotknęła ziołem.

Zaraz szkaradnej szczeci zbyły się ich ciała,

Skutku onych uroków, jakie im zadała.

Znów ludźmi są jak pierwej, tylko odmłodnieli,

Urośli, i na twarzach dziwnie wypięknieli.

5075

Od razu mnie poznali, ściskali za ręce,

I nuż w płacz, lecz z radości po tak ciężkiej męce.

Płacz w zamku się rozlega — Kirka płacze z nimi,

Potem do mnie się zbliża, słowy mówiąc tymi:

— O przemądry Odysie, słuchaj rady mojej!

5080

Idź nad morze, gdzie okręt twój w zatoce stoi,

Niech go zaraz na suche wciągną wysypisko[591],

Potem w dołach zakopią sprzęt, ładugę wszystką,

W końcu ty z pozostałą czeladzią wróć razem. —

Tak rzekła; jam posłuszny poszedł za rozkazem

5085

Śpiesznie do naszej nawy, co stała w przystani,

I zastałem tam druhów, co stali zebrani

W kupę, i narzekali, że im życie zbrzydło.

Tak w zagrodzie cielęta — kiedy z paszy bydło

Powraca do obory na noc — rwą się z klatek[592],

5090

Pędzą i przypadają z bekiem do swych matek:

Podobnie moje druhy, skoro mnie obaczą,

Przypadają i do mnie tuląc się, w głos płaczą.

Wżdy nie smutku, radości były to oznaki;

Iście, jakby przeniosło ich co do Itaki,

5095

W kraj rodzinny, gdzie każdy rodził się i chował.

Chórem krzyczą, jam ledwo ich słowa zmiarkował:

— O nasz boski! Twój powrót tyle nas weseli,

Jakbyśmy już na naszej Itace stanęli.

Lecz mów! Jaki los spotkał naszych towarzyszy? —

5100

Tak wołali; jam odparł, gdy się zgiełk uciszy:

— Wpierw łódź naszą wyciągnąć na to wysypisko,

Potem w doły pochować, co w łodzi jest, wszystko.

A kiedy się to zrobi, zbierać się bez zwłoki,

Iść za mną, gdyż pójdziemy na dworzec wysoki

5105

Bogini; towarzyszy waszych tam ujrzycie

Jedzących i pijących: wesołe im życie. —

Rzekłem — i na mój rozkaz każdy iść gotowy,

Li[593] Euryloch takimi odwodził ich słowy:

— Gdzie to iść mamy? Jakaż pokusa was pędzi

5110

W zamek Kirki na zgubę? Ona nie oszczędzi

Żadnego; wszystko zmieni w lwy, wilki i wieprze,

Przemienionych wraz zmusi służyć jej w najlepsze,

Obchodzić wkoło zamek, wartować pod bramą.

A czyż tam u Kyklopa w jamie nie to samo

5115

Spotkało tych, co oślep z Odysem tam leźli?

Przez jego to szaleństwo biedni śmierć znaleźli! —

Skończył, a jam się w duchu łamał z przedsięwzięciem:

Mam-li z pochew obnażyć miecz ostry i cięciem

Łeb mu strącić z tułowia — o, niechajże spadnie,

5120

Choć to bliska krew moja! Lecz tu mnie opadnie

Drużyna; dłoń wstrzymuje i błaga słowami:

— Witeziu[594]! Rozkaż tylko, on nie pójdzie z nami,

Zostawim go przy łodzi na piasek wciągniętej,

A ty prowadź nas, wodzu, w Kirki zamek święty! —

5125

Tak mówili i ze mną ruszyli szeregiem.

Euryloch, nierad zostać sam jeden nad brzegiem,

Poszedł także; snadź zląkł się gniewów moich gromu.

Tymczasem pozostałych druhów w swoim domu

Ugaszczała boginka; do łaźni ich wzięto,

5130

Namaszczono oliwą, pięknie ogarnięto

W chlajny, w chitony. A tak zeszliśmy ich w chwili,

Gdy w biesiadnej komnacie jedli, wino pili.

Po wzajemnych uściskach, gdy każdy przygody

Opowiedział już swoje, nuż płakać w zawody,

5135

Aż zamek się rozlegał wzdychaniem i płaczem.

Wtem bogini się do mnie zbliżyła cichaczem

I rzekła: — Cny Odysie, przebiegły i sławny!

Przestańcież już raz jęczeć, rzućcie płacz ustawny[595];

Wiem ile bied znieśliście, prując słone wody,

5140

I wiem, jakie na ziemi wróg wam zadał szkody;

A że u mnie nie zbywa na mięsie i winie,

Krzepcie się, a duch dzielny do piersi wam wpłynie.

Taki sam, jak był ongi, gdy ojczyste skały

Żegnaliście. Dziś każdy mdły[596] i osowiały,

5145

Tylko burz, nędz minionych karmi się widziadły,

A wesołości nie zna — cierpienia was zjadły. —

Tak rzekła i skłoniła wszystkich nas ku sobie.

Więc rok cały, jak doba idzie tuż po dobie,

Przy winie, smacznej strawie siedzim tam gościną.

5150

Lecz gdy Hory[597] obiegną krąg roku i miną,

Wiele przeszło księżyców, dni minęło wiele,

Wyzwali mnie na tajne słówko przyjaciele:

— Niebaczny! Mógłżeś zabyć[598] o ojczyźnie drogiej,

Jeśli los ci przeznaczył żywym wrócić w progi

5155

Twego zamku i smugi rodzinne powitać? —

Tą mową męskie serce umieli tak schwytać,

Że gdy z słońca zachodem cień okrył nas szary,

Jam z Kirką wszedł pod pyszne łożnicy kotary

I błagałem pokornie, ściskając kolano:

5160

— Bogini! Spełń raz świętą przysięgę mi daną,

Że do dom nas odprawisz: tęskni mi drużyna;

Dzień w dzień łzami, żalami powrót przypomina,

Ilekroć twarz odwrócisz lub nie jesteś z nami. —

Tak rzekłem, a bogini tę odpowiedź da mi:

5165

— Bystrogłowy Odysie! Nie chcę ja was dłużej

Zatrzymywać u siebie, lecz wprzód do podróży

Innej się przygotujcie: trzeba wam z kolei

Zwiedzić gmachy Hadesa[599], kraj Persefonei[600],

Gdzie z duszą tebańskiego pogadasz wróżbity,

5170

Ślepego Tejresjasza[601] — duch to znamienity!

Persefona mu z życiem nie wzięła rozumu,

I on jeden jest mądrym wśród mar czczego[602] tłumu. —

Po tej mowie na serce padł mi smutek wielki;

Siadłem, płacząc, na łóżku, i jak zbawicielki

5175

Wzywam śmierci, niech zaraz wtrąci mnie w noc wieczną!

A gdym łzami ukoił tę boleść serdeczną,

Dopiero się na taką odpowiedź odważę:

— O Kirko! Któż mi drogę przez morze pokaże?

Któż żywy do Hadesu mógł dopłynąć w nawie? —

5180

Takem rzekł, ona na to odparła łaskawie:

— O mój mądry Odysie! Niech cię nie obchodzi,

Kto ma być w tej żegludze przewodnikiem łodzi!

Maszt tylko zatknij, podnieś z żaglem białym reje

I czekaj, aż z północy dobry wiatr powieje.

5185

Z nim płynąć! Gdy ocean przemkniesz niezbrodzony,

Natrafisz na brzeg płaski, gdzie gaj Persefony

Pełen olsz, topól gonnych[603] a i wierzb jałowych[604].

Tam z okrętem na głębiach stań oceanowych,

A sam idź w gmach Hadesa. Podwójnym korytem,

5190

W nurt Acheronu[605], Pyriflegeton[606] z Kokytem[607],

Co z Stygu[608] wody bierze, wpadają u skały,

Gdzie z ogromnym łoskotem łączą się ich wały.

OfiaraCny Odysie! W pobliżu onej tam opoki

Dół wykopiesz na łokieć długi i szeroki.

5195

Nad dołem czyń obiatę zmarłym: niech weń ścieka

Jedna tam zlewka miodu przaśnego i mleka[609],

Druga wina, a trzecia wody, mąki białej,

Potem ślubuj, by cienie zmarłych cię słyszały:

Że gdy wrócisz, w Itace dasz na stos żertwienny

5200

Jałowicę bez skazy i inny dar cenny;

A na cześć Tejresjasza — że pod nóż ofiarny

Pójdzie najlepszy z trzody baran, całkiem czarny.

A gdy dostojne mary przegłaszczesz zaklęciem,

Zarzniesz im czarną owcę wraz z czarnym koźlęciem,

5205

Łbami ku Erebowi[610], oblicze zaś swoje

Odwrócisz w górę rzeki; i niebawem roje

Duszyczek nieboszczyków zaczną się tam znęcać.

Ty zaś swoją czeladkę masz słowy zachęcać,

Niech w lot obie owieczki miednym nożem ścięte

5210

Obłupi, na stos rzuci i potęgi święte

Hadesa, Persefony wezwie, bijąc czołem.

Ty zaś miecza dobywaj i groź ostrzem gołem

Marom zmarłych, by do krwi nie lazły rozlanej

Wpierw, nim przyjdzie Tejresjasz przez cię wywołany.

5215

Wnet też stanie przed tobą, o pasterzu ludów!

Ów prorok, i wywróży, ile jeszcze trudów

Czeka cię, wskaże drogę, usunie przeszkody,

Byś mógł wrócić do domu przez te słone wody. —

Skończyła, a gdy z brzaskiem Zorzy Noc uciekła,

5220

Zaraz mnie w miękką chlajnę[611] i chiton[612] oblekła,

Siebie zaś srebrnolitą przyodziawszy szatką,

Powłóczystą i cienką, spięła kibić[613] gładką

Złotym pasem misternej złotniczej roboty,

I pod zasłoną skryła bujnych włosów sploty.

5225

A jam z izby do izby biegł przez gmach zamkowy,

Śpiącą jeszcze drużynę tymi budząc słowy:

— Wstawajcie wy, słodkimi snami kołysani!

Zbierać się! Taki rozkaz naszej boskiej pani. —

Tak rzekłem, do posłuchu kłoniąc moje chwaty,

5230

Lecz i tu się bez smutnej nie obyło straty,

Gdyż Głupiec, ŚmierćElpenor, najmłodszy z druhów, dzieciuch prawie

Głowy tępej, a z wrogiem nietęgi w rozprawie

Spać był poszedł osobno na zamkowe szczyty,

Aby chłodu tam zażyć, gdyż winem był spity.

5235

Usłyszawszy on łoskot i zgiełk w dolnym gmachu

Zerwał się i zapomniał w tym pierwszym przestrachu

Znaleźć wschody[614], zejść po nich bez żadnej mitręgi,

Lecz prosto z dachu skoczył i połamał kręgi —

Dusza poszła do Hadu rozstawszy się z ciałem.

5240

Więc gdy całą drużynę przy sobie już miałem,

Wyruszam i tak mówię idąc: — Przyjaciele!

Nie myślcie, że nam droga do domu się ściele,

Do ziemi ojców. Kirka każe w inne strony

Płynąć nam, w kraj Hadesa[615], srogiej Persefony,

5245

By tam z duszą pogadać wieszcza Tejresjasza[616]. —

SmutekSłysząc to, lamentować pocznie wiara nasza

I nuż tarzać się w kurzu, nuż z głowy rwać włosy.

Ale mnie nie złamały ich płaczliwe głosy.

Więc od nawy stojącej u morskiej przystani

5250

Idziemy wszyscy smutni, ponurzy, spłakani.

Szła i Kirka z koziołkiem i barankiem czarnym,

A wiążąc je u łodzi — sama cieniem marnym

Gdzieś wionęła. Nie dojrzy oko śmiertelnika

Bóstwa, gdy niewidome[617] robi się i znika”.

Pieśń jedenasta

U zmarłych (Nekyja)

5255

„Przybywszy nad brzeg morza łódź tam zostawioną

Spychamy najpierw z brzegu w boską otchłań słoną.

Maszt dźwignion już białymi odął się żaglami,

Więc owce na łódź bierzem, a nareszcie sami

Wsiadamy; zasmuceni lejem łzy żałoby.

5260

Wtem od lądu na okręt nasz błękitnodzioby

Kirka wiatr nam nasłała; żagle już nadyma

Ten przewodnik żeglugi, jak lepszego nie ma.

Rączo też sprzęt zniesiony w nawie porządkujem

I zdani na wiatr dobry i ster, morze prujem

5265

Pełnym żaglem; przez cały dzień szparko się płynie

Do zachodu, gdy szlaki wodne noc obwinie.

Tak dotarłszy do samych oceanu krańcy,

Widzim kraj. Kimmeryjscy siedzą w nim mieszkańcy[618].

Którzy w mgle i ciemnicy brodzą ustawicznej:

5270

Nigdy bowiem nie spojrzy na nich Helios[619] śliczny,

Ani kiedy na niebo ugwieźdzone wkracza,

Ani kiedy ku ziemi ze szczytów się stacza;

Zawsze też lud ten nędzny w grubej nocy brodzi.

Więc wywlókłszy łódź na brzeg, wybieramy z łodzi

5275

Obie owce, i ruszym brzegiem oceana

W tę stronę, co od Kirki była nam wskazana.

OfiaraTam Euryloch, Perimed dzierżą owce obie

Ofiarne, a jam miecza dobył i nim robię

Dół w ziemi, jeden łokieć szeroki i długi;

5280

Dokoła libacyjne[620] zmarłym leję strugi:

Najpierw sam miód i mleko, potem słodkie wino,

W końcu wodę zmieszaną z mąki odrobiną.

I ślubowałem marom zmarłych, że gdy stanę

W Itace, wraz jałówkę dam im nieskalanę

5285

Na żertwę[621] i na stosie spalę coś cennego;

Tejresjaszowi nadto zabiję czarnego

Barana, co rej wodzi w całej mej oborze.

PokoraA gdym tak cienie zmarłych przebłagał w pokorze,

Onym owcom pokornym podciąłem gardziele,

5290

I krew w ten dół ściekała. DuchWnet duszyczek wiele

Tam się złazić poczęło z Erebu[622] otchłani.

Młode pary, toż starce latami złamani,

Panieneczki miłością młodocianą strute,

Widma dzielnych witeziów[623] oszczepami skłute,

5295

Pozabijane w boju, w pokrwawionej zbroi.

Cały ten tłum do dołu ciśnie się i roi.

Wrzeszcząc tak, że aż przestrach blady mnie owionie.

Więc czym prędzej drużynę do pracy nagonię

I każę obie owce, co leżą zarznięte,

5300

Obłupić, dać na ogień, potem strasznie święte

Moce takoż Hadesa[624], jak i Persefony[625]

Błagać. Sam zaś, dobywszy miecz mój wyostrzony,

Wysunąłem się, broniąc marom nieboszczyków

Krwi tej lizać, nim brzmienie wyrocznych tajników

5305

Tejresjasz mi objawi, gdy nań przyjdzie pora.

Lecz pierwsza przyszła do mnie dusza Elpenora.

On bowiem nie pogrzebion w ziemi do tej chwili.

W domu Kirki my zwłoki jego zostawili,

Nie opłakane, ani nawet pogrzebione —

5310

Inne sprawy myśl naszą rwały w inną stronę.

Widząc go, jam zapłakał, litością się kruszę,

I zagabałem[626] tymi słowy biedną duszę:

— Mówże, jakeś się dostał w te ciemne przestwory?

Nogi-ż niosły cię prędzej niż mnie okręt skory? —

5315

Takem pytał; on na to mówił płacząc rzewnie:

— O przemądry Odysie! Jakiś demon pewnie

Zdradził mnie, a zgubiło wina nadużycie,

Żem zapomniał, zaspany na zamkowym szczycie,

Znaleźć wschody, zejść po nich bez żadnej mitręgi,

5320

I prosto-m z dachu skoczył, łamiąc kark i kręgi,

Aż dusza ze mnie poszła w ten mrok hadesowy.

TrupBłagam cię, klnę na wszystkie najdroższe ci głowy,

Na małżonkę, na ojca, co-ć chował i bawił,

Na syna Telemacha, coś w domu zostawił,

5325

Że gdy, jak wiem, opuścisz kraj Persefonei

I powrócisz na nawie do wyspy Eei,

Więc sobie zaraz wspomnij, że tam moje ciało

Nie pogrzebione w zamku Kirki się zostało.

Nie dajże mu się walać, nim odjedziesz w drogę,

5330

Gdyż gniew bogów na głowę twoją ściągnąć mogę.

GróbPrzeto spal mnie w tej zbroi, którą się nosiło,

Złóż popioły nad morzem i nakryj mogiłą.

Niech o mnie nieszczęśliwym wieki wspomną sobie!

Zrób to wszystko i zatknij wiosło na mym grobie,

5335

Którem z towarzyszami dzierżył, gdym był żywy.

Tak mówił, a jam na to: — O mój nieszczęśliwy!

Wszystko, co tylko żądasz, wypełnię najchętniej. —

W ten sposób rozmawiając, obaj stoim smętni:

Ja po jednej, miecz trzymam i przystępu bronię

5340

Do krwi tej, a duch smutny po drugiej był stronie.

MatkaNiebawem cień mej matki ku mnie się pomyka,

Dusza to Antiklei[627], córy Autolyka[628].

Żyła ona, gdym z domu szedł pod Ilion święty.

Jej widok łzy wycisnął, tak byłem przejęty,

5345

A jednak ją odpędzam mieczem od rozlanej

Krwi, choć z żalem, nim przyjdzie wieszczek wywołany.

I oto już się dusza Tejresjasza jawi

Z posochem[629] złotym w ręku. Poznał mnie i prawi:

— O synu Laertesa, Odysie, i czemu

5350

Świat rzuciłeś i słońcu uciekłeś jasnemu,

Aby widzieć umarłych i grozy siedlisko?

Zejdź na bok albo miecz swój nastawion spuść nisko,

Niech się krwi tej napiję i przyszłość wygadam. —

Tak rzekł, jam się usunął i do pochew wkładam

5355

Mój miecz srebrnogwoździsty. Wieszcz czarnej posoki

Napił się i jął[630] przyszłe obwieszczać wyroki:

— Cny Odysie! ty wrócić chciałbyś na okręcie

Do domu — lecz bóg jeden stoi ci na wstręcie[631];

ProroctwoOd gniewu Ziemioburcy nikt się nie wymiga:

5360

Tyś mu syna oślepił — więc zemstą cię ściga.

A jednak wrócisz kiedyś w domowe pielesze;

Hamuj tylko sam siebie i druhów twych rzeszę,

Bo gdy przez rozhukane burzą morskie szlaki

Przybijesz łodzią swoją do wyspy Trinakii,

5365

Ujrzysz tam jałowice tuczne na rozłogu,

Pasące się na chwałę słonecznemu bogu[632].

Jeślibyś je oszczędził, pomny mej przestrogi,

Może byś wrócił kiedy z trudem w ojców progi.

Lecz jeśli nie oszczędzisz, zginą twoi męże,

5370

Zginie okręt, acz ciebie zguba nie dosięże.

Przecież późno, jak nędzarz wrócisz, bez drużyny,

Cudzym statkiem, a w domu zastaniesz ruiny,

Zuchwalców, co twe mienie i dostatek trwonią,

Co za twoją małżonką podarkami gonią.

5375

Lecz ty przyjdziesz, ukrócisz harde zalotniki:

Naprzód chytrym fortelem pomieszasz im szyki,

Potem miecz twój w krwi gachów[633] po jelce[634] się zbroczy.

Co gdy spełnisz, weź wiosło, idź z nim w świat za oczy

Szukać ludzi, którzy nic o morzu nie wiedzą,

5380

Którzy nieosoloną strawę zwykle jedzą,

Długowioślanych łodzi też nie znają wcale

Ni wioseł, istnych skrzydeł muskających fale.

Lecz abyś się nie zmylił, określę dokładnie:

Jeśli ktoś w obcej ziemi, widząc cię, zagadnie,

5385

Że na barkach łopatę dźwigasz, złóż to brzemię

I wygładzone wiosło natychmiast wbij w ziemię,

A sam do Posejdona módl się; mórz władyka

Niech ma obiatę[635] z kozła, toż z wieprza i byka.

Po czym wrócisz i bogom dasz hojne ofiary,

5390

Zamieszkującym niebios niezmierne obszary,

A wszystkim po kolei. Na koniec przez morze

Przyjdzie śmierć, aby lekko, gdy starość cię zmoże[636],

Zabrać z sobą, z pośrodka narodu i drużby

Przez cię uszczęśliwionej. Niemylne to wróżby! —

5395

Trup, ProroctwoSkończył wieszcz, a jam na to odrzekł: — Starcze miły,

Taki los już mi pewnie bogi naznaczyły;

Lecz powiedz, szczerej prawdy dowiedzieć się muszę:

Tam oto mej nieboszczki matki widzę duszę,

Siedzącą nad krwi strugą: milczy, i synowi

5400

Ani w oczy popatrzy, ani słowa powie.

Cóż robić, o mój królu, żebym był poznany? —

Powiedziałem, a na to rzekł wieszcz wywołany:

— Jak zrobić? — Rzecz to łatwa; zaraz dam ci sposób:

Pozwól tylko tym marom nie żyjących osób

5405

Krwi tej liznąć, a każda powie, co ma na dnie;

Lecz gdy wzbronisz, zamilknie i w głębiach przepadnie. —

Tak mówił duch Tejresja i gdy mi nawróżył,

Znowu się w ciemne gmachy Hadesu zanurzył.

Jam został sam nad dołem; minął czas niedługi,

5410

Aż przyszła matka moja pić z tej krwawej strugi,

Poznała mnie i smutną powitała mową:

— Synu! Jakżeś się dostał w tę noc hadesową,

Kiedyś żyw? Wam żyjącym strach patrzeć na one

Srogie rzeki wałami[637] wzdętymi pędzone!

5415

Najbardziej na Okean[638], którego nie zbrodzi

Nikt a nikt pieszo, chyba w wydrążonej łodzi.

Czyś ty się tu zabłąkał, wracając ze swymi

Na okręcie spod Troi drogami błędnymi?

Czy dotąd nie widziałeś ni domu, ni żony? —

5420

Tak pytała; jam na to, do głębi wzruszony:

— O matko! Jam z potrzeby wszedł w te kraje blade,

By ducha Tejresjasza zapytać o radę.

Jeszczem ani w Achai[639] nie był, ni w Itace,

A tylko na włóczędze ciągłej żywot tracę,

5425

Odkąd z Agamemnonem pod tabunną[640] Troję

Wyszedłem staczać krwawe z Trojanami boje.

Lecz mów mi szczerą prawdę, o matko kochana!

W jakiż sposób napadła cię śmierć nieprzespana?

Zjadła-ż ciebie choroba? Czy łucznica ona,

5430

Artemis, lekką strzałę wbiła ci do łona[641]?

Mów o ojcu, o synu moim, co zostali:

Czy godność moją dzierżą, czyli też ją zdali

Komu z mężów, zwątpiwszy, czy żyję na świecie?

ŻonaPowiedz, co tam małżonka moja myśli przecie?

5435

Siedzi-ż jeszcze przy synu i z nim gospodarzy?

Czy poszła za którego z achajskich mocarzy? —

Tak pytałem, a matka rzekła w odpowiedzi:

— Ona zawsze stateczna sercem, dotąd siedzi

W zamku twym, gdzie dni wszystkie wśród tęsknej żałoby

5440

Płyną jej, a na płaczach schodzą nocne doby.

Godności twej nikt nie wziął, a królewskie włości

Telemach zawsze trzyma, uprawia w cichości;

Czasem na ucztę sprasza, jak czynić należy

Temu, który najwyższą władzę w kraju dzierży,

5445

A sam bywa zapraszan. Ojciec, TęsknotaRodzic twój na łanie

Osiadł sobie i w mieście nigdy nie postanie.

Łoże jego nie świeci makatą tam żadną

Ni chlajnami[642]; na zimę ma izbę czeladną,

W której sypia; zazwyczaj na ziemi w popiele

5450

Kładnie się przy ognisku i łachman podściele;

W łagodniejsze zaś lato i jesień owocną

Rad chodzi po winnicach sypiać porą nocną,

Kędy sobie ze suchych liści łoże mości.

A nim zaśnie, wciąż duma o losów srogości

5455

Sprzysiężonych na ciebie, i w serce się wpija

Nowy ból, a lat ciężar do reszty zabija.

Matka, Smutek, ŚmierćTak i mnie schnącą z żalu śmierć w końcu zabrała.

Synu! Mnie nie zabiła Artemidy[643] strzała,

Co tak niespodziewanie i lekko przeszywa;

5460

Mnie nie zjadła choroba, co duszę wyrywa

Z ciała bólem żartego, tylko, drogie dziecię,

Ciągła tęskność po tobie wyssała mi życie. —

Tak rzekła. DuchWe mnie drżała chęć niepowściągniona

Marę matki nieboszczki pochwycić w ramiona:

5465

Trzykroć chciałem ją objąć myśląc, że przygarnę,

Trzykroć umkła[644] mi z ręku i znikła jak marne

Senne widmo, a serce i rwie się, i goni

Tym gwałtowniej. Więc rzekłem tymi słowy do niej:

— O matko! Nie broń-że mi rozkoszy uścisku!

5470

Czemuż się nie uściskać w tym cieniów siedlisku!

Niechby serca strapione w łzach zmieszanych razem

Ulgę sobie znalazły. A może obrazem

Złudnym tak Persefona przede mną majaczy,

Bym poznał całą bezdeń mej nędzy tułaczej? —

5475

Rzekłem, a matka słowy zakwili tkliwemi:

— Synu! Najnieszczęśliwszy z ludzi na tej ziemi!

Nie zwiodła cię tym widmem groźna Persefona[645],

Lecz takim jest człek każdy, gdy życia dokona,

Kiedy ciała i kości z sobą nic nie sprzęga;

5480

Wszystko strawi płomieni niszcząca potęga,

Odkąd z białymi kośćmi życie się rozbrata,

A dusza, jak sen lekka, w otchłanie ulata.

Teraz na świat powracaj i w pamięci żywej

Chowaj to! Kiedyś żonie opowiesz te dziwy. —

5485

Gdyśmy tak rozmawiali, przyszły z różnej strony

Dusze niewiast, wypełzłe z krain Persefony,

Wszystko żony i córy mężów wielkiej sławy.

Cienie te obstąpiły dokoła dół krwawy.

Widząc to przemyśliwam, jak pytać po jednej,

5490

I na trudność ten sposób zdał się odpowiedny,

Żem wydobył miecz długi, wiszący u boku,

I wzbroniłem duszyczkom pić we krwi potoku.

Więc po jednej puszczałem, o miano rodowe

Pytając. Takem poznał te mary grobowe.

5495

Pierwsza pomknęła na mnie Tyro urodziwa,

Zacnego Salmoneja córą się nazywa,

A Kreteja małżonką. Ta czasy dawnymi

Kochała się w Enipie, z wszystkich rzek na ziemi

Najpiękniejszej, i często biegła na wybrzeże

5500

Enipu. Więc Posejdon na się postać bierze

Tego bożka i w rzeki wirowym zakręcie

Napadł ją — ona w boskie gdy wpadła objęcie,

Z obu stron buchła w górę fala purpurowa

I wzdąwszy się sklepieniem przed ludźmi ich schowa.

5505

Z miłosnego uścisku gdy panna się cuci,

Dłoń jej ściska i takie słowa bożek rzuci:

— Chwała ci za ten uścisk rozkoszy jedyny.

Rok nie przejdzie, a dzielne urodzisz mi syny.

Z niebiany dzielić łoże jest błogosławieństwem.

5510

Opiekuj się jak matka tych chłopiąt maleństwem,

A teraz idź do domu, nie mów nic przed nikim,

Żeś była z Posejdonem, wielkim mórz władnikiem[646]! —

Rzekł i wskoczył, a fala nakryła go wzdęta.

Tyro zaszedłszy w ciążę powiła bliźnięta:

5515

Peliasa i Neleja. Tak jeden jak drugi

Wyszli z czasem na dzielne Kronionowe sługi.

Pelias siedział na Jolku, sławnym z owiec chowu,

A Nelej na Pylosie[647]. Innych synów znowu

Powiła Kretejowi ta królewska żona,

5520

Jak Ajsona z Feresem, toż Amytaona.

Po niej jam Antiopę[648] ujrzał krasawicę[649],

Chełpiącą się, że z Zeusem dzieliła łożnicę,

Że dała mu Amfiona i Zeta, co z czasem

Siedmiobramny gród Tebów wznieśli, murów pasem

5525

Obwiedli; gdyby bowiem murów tych nie było,

Nie mogliby obronić Tebów własną siłą.

Po niej przyszła Alkmena[650], żona Amfitriona,

Którą Zeus pochwyciwszy w miłosne ramiona,

Spłodził z nią Heraklesa, męża serca lwiego.

5530

Jawi się i Megara[651], córka zuchwałego

Krejona, za mąż dana Amfitryjonidzie,

Co słynął niezłomnością.

Matka, Syn, WinaWraz i matka idzie

Edypa, Epikasta[652], sławna strasznym czynem,

5535

Gdyż w obłędzie dzieliła łoże z własnym synem,

Co ojca swego zabił. Bóstwa im na psotę

Przed ludźmi kazirodną wykryły sromotę.

Choć Edyp w pięknych Tebach Kadmejami rządził

Wyrok bogów na pasmo zgryzot go osądził.

5540

Ona zaś w Hades poszła, gdy z rozpaczy wielkiej

Uwisła w zadzierzgniętym powrozie u belki,

A tak na syna głowę zwaliła te nędze,

Jakich skrzywdzonej matce dostarczyły jędze.

Widziałem także Chloris[653], piękność znamienitą,

5545

Drogimi podarkami Neleja podbitą.

Ona z cór Amfionowych, który w Orchomenie,

Grodzie Miniów[654] panował, najmłodsze stworzenie;

Jako pani Pylosu, a Neleja żona

Powiła mu dzielnego Nestora, Chromiona,

5550

Potem Periklimena. W końcu przyszła Pera,

O którą rój sąsiednich kniaziów się napiera,

Lecz Nelej li takiemu da ją, jeśli jaki

Znajdzie się, co u króla Ifikla z Filaki

Stado krów krętorogich uwiedzie spod straży —

5555

Sęk twardy, jednak pewien wieszczek się odważy

I rusza — ale bóstwa snadź[655] mu nie sprzyjały,

Gdyż schwytan przez pastuchy jęczał czas niemały

W więzach — i tak dni wiele przesiedział zamknięty.

Aż gdy rok dobiegł kresu, kazał zdjąć mu pęty

5560

Król Ifiklos w nagrodę, że wieszczek objawił

Przyszłość mu. Snadź tak Kronion wolą swoją sprawił.

Brat, ŚmierćPo niej żona Tyndara Leda[656] się zjawiła.

Ta mężowi dwóch dziarskich chłopaków powiła:

Kastora, co najdziksze ujeżdżał rumaki,

5565

Polydeuka, co bił się sławnie na kułaki.

Obadwaj dotąd żyją w karmiącej nas ziemi,

Gdyż pod ziemią uzacnił ich Zeus przed innymi.

Dzień przeżywszy mrą w drugim, i tak wciąż koleją

Mrąc i żyjąc, jak bogi w chwale swej jaśnieją.

5570

Ifimedę[657] Aleja żonę też widziałem —

Pyszną, że się Posejdon kochał w niej z zapałem —

Dwa syny mu powiła, lecz ci zmarli młodo:

Otosa i Efialta, głośnych swą urodą,

Gdyż ród ludzki przerośli ciał swoich długością,

5575

A krom[658] Oriona nikt im nie sprostał pięknością;

W dziewięciu bowiem leciech mierzyły ich bary

Dziewięć łokci[659], a znowu dziewięć sążni[660] miary

Miał z nich każdy co najmniej od czuba po stopy.

Nie darmo samym bogom groźnymi te chłopy

5580

Stali się, chcąc przebojem w olimpijskie progi

Wtargnąć i roznieść wojny, mordy i pożogi —

I spełniliby, gdyby nie ich wiek zielony…

Lecz syn Zeusa z prześlicznej Lety urodzony

Obu grotem ustrzelił, nim jeszcze puch młody

5585

Zasiał się i zacienił im skronie i brody.

Po niej nadeszła Fedra[661], Prokris[662] i Ariadna[663],

Ta zgubnego Minosa córa dziwnie ładna,

Którą ongi Tezeusz, gdy z Krety ostrowu[664]

Chciał do Aten uwozić, zbył swego połowu,

5590

Gdyż na wysepce Dii Artemis ją grotem

Swym ubiła, jak świadczył Dyjonizos o tem.

Więc Majra[665] i Klymene, toż pełna sromoty

Przyszła i Erifyle[666], co za stroik złoty

Sprzedała swego męża.

5595

Już mi niepodobna

Wszystkie zwać po imieniu, opisać z osobna

Te sławnych bohaterów i dziewki, i żony,

Bo i nocy by brakło, zwłaszcza że spóźniony

Czas nagli do spoczynku; a czy się położę

5600

Tam w łodzi, z towarzyszmi, czy gdzie tu, w komorze,

Łasce waszej i bożej podróż mą oddałem”.

Skończył, a w zgromadzeniu naraz oniemiałem

Nastała uroczysta cisza w izbie ciemnej.

Wtem ozwał się Arety głos białoramiennej:

5605

„Jakże wam się wydaje mąż ten, o Feaki?

Przy tym wzroście i kształcie ciała rozum taki!

On gość mój — ależ wolno uczcić go każdemu.

Po cóż naglić z odprawą? Lepiej potrzebnemu[667]

Tułaczowi nie skąpić, kiedy z łaski nieba

5610

Każdy z was chowa skarby większe, niż potrzeba”.

Na to do zgromadzonych starzec siwogłowy

Echeneos się zwrócił i rzekł tymi słowy:

„Mężowie! Do serc waszych mowa ta przypada;

Mądrze radzi królowa, słuchać ją wypada,

5615

Lecz prawo do rozkazu służy li królowi”.

Na to mu Alkinoos tym słowem odpowie:

„Com przyrzekł, to i spełnię, pókim żyw i czuję,

I póki tym żeglownym Feakom panuję.

Lecz gość nasz, choć mu do dom tak śpieszno, niech z nami

5620

Choć do jutra zabawi[668]; ja się z podarkami

Tymczasem dlań uwinę. Na jego odprawie

Nam tu wszystkim zależy, najwięcej mej sławie,

Jako temu, co włada i stoi na czele”.

Na to odparł mu Odys obfity w fortele:

5625

„O potężny Alkinie, królu pełny chwały!

Choćbyście mnie zmusili siedzieć tu rok cały,

Bylem powrót miał pewny, sute opatrzenie,

Przystałbym[669]. To by nawet podniosło znaczenie

Wracającego do dom, a z mieszkiem niepróżnym.

5630

Nie umiano by sobie rady dać z podróżnym

W Itace: z taką cześcią byłbym tam witany”.

Na to Alkin: „Odysie! Choć jak gość nieznany

Wszedłeś tu, jednak sądząc z postaci i twarzy,

Nie patrzysz[670] na oszusta z rzędu tych nędzarzy,

5635

Jakich po chleborodnej ziemi moc się kręci,

I trzeba czy nie trzeba, kłamią bez pamięci.

Lecz ty i słowem wdzięczny, duszą nieobłudny,

Wieszcza krojem w powieści opowiadasz cudnej

Wojsk argejskich niedolę i twą osobistą.

5640

Otóż wyznaj mi szczerze, niech wiem prawdę czystą:

Czy ci się oni boscy męże pokazali,

Coś z nimi szedł pod Ilion, co tam głowy dali?

Teraz noc długa, bardzo długa — a do spania

Jeszcze nie czas, więc ciągnij swe opowiadania

5645

I do boskiej Jutrzenki; mnie to nie unuży,

Choćbyś przygód swych powieść przewlókł jak najdłużej”.

CzasNa to odrzekł mu Odys: „O królu Alkinie!

Bohaterze, którego sława wszędy słynie!

Jest czas i na gawędy, jest czas i na spanie;

5650

Lecz gdy chcesz, abym dalej mówił, niech się stanie

Tobie gwoli: opowiem ową dolę smutną

Mych przyjaciół, co śmiercią zginęli okrutną,

Bo choć uszli pod Troją krwawego pogromu,

Śmierć znaleźli z rąk niewiast z powrotem do domu.

5655

Owoż, gdy na skinienie groźnej Persefony

On tłum cieniów niewieścich zniknął rozpierzchniony,

Widziałem, jak Atrydy[671] duch przyszedł posępny,

A z nim pomknął i orszak duchów nieodstępny

Tych wszystkich, co w Ajgista[672] zamku dali głowy.

5660

Ledwo krwi się tej napił cień Agamemnonowy,

Wraz[673] mnie poznał, w głos łzami zaszlochał rzewnymi,

Ręce ku mnie wyciągnął, chcąc przygarnąć nimi;

Lecz darmo! Już z nich siła życia uleciała,

Dająca niegdyś gibkość członkom jego ciała!

5665

Na ten widok serdeczne łzy mi się polały

I usta moje tymi słowy go witały:

— Sławny synu Atreja, o Agamemnonie!

Któż cię wtrącił w te śmierci nieprzespane tonie? —

Czy Posejdon cię zabił wśród morskiej przeprawy,

5670

Nasyłając orkany i wichry na nawy?

Czyliś na lądzie zabit od wrażych warchołów,

Gdyś im zajmował[674] stada baranów i wołów?

Czy gdy w żon swych i grodu stawali obronie?

Takem mówił. On na to odpowiedział: — O nie!

5675

Nie, Laertio Odysie, w fortele obfity,

MorderstwoJam z ręki Posejdona nie zginął zabity,

On nie nasłał orkanów ni wiatrów, gdym płynął,

Anim od wrażych ludzi na lądzie nie zginął:

Jeno[675] Ajgist, ten wspólnik mej występnej żony,

5680

Śmierć mi zadał. W gościnę przezeń zaproszony,

Byłem zabit na godach jako wół u żłobu.

Moich zaś towarzyszów, również bez sposobu

Obrony, zarzynano jakby wieprzów trzody,

Które w gościnnym domu zwykle rzną na gody

5685

Czy weselne, czy inne, czy na wielkie święto.

Musiałeś nieraz widzieć, jak to ludzi rznięto

W pojedynkach lub w bitew zaciętych natłoku,

Ale wszystko to niczym przy onym widoku,

Kiedy to wkoło stołów zastawnych i kruży[676]

5690

Wiliśmy się po ziemi w krwi czarnej kałuży.

Wtenczas srodze mnie przeszył jęk córki Pryjama,

Kasandry[677]: Klytajmestra[678] dławiła ją sama

Przy mnie, już konającym. Jam wzniósł ręce obie

I za miecz schwycił; ona wydarła, i sobie

5695

Precz poszła. Nawet powiek moich nie przywarła,

Gdym skonał, ani szczęk mych, otwartych do garła!

KobietaNie wiem, czy obrzydliwsze na świecie jest zwierzę

Nad kobietę, gdy w taką zbrodnię się ubierze,

Jak w oną, na małżonku własnym dokonaną.

5700

Jam marzył, że gdy wrócę, radość niespodzianą

Sprawię dzieciom, czeladce, wszystko mnie powita.

Alić ta przeniewiercza zbrodniarka kobieta

Nie tylko sama siebie, lecz rodzaj niewieści

Zbezcześciła, te nawet, co warte są cześci! —

5705

Skończył, a jam mu na to: — Och! Sroży się, sroży

Od dawna nad plemieniem Atreja gniew boży!

Zeus za narzędzie zguby niewiastę obiera —

Wszak przez oną Helenę tylu już umiera,

A przez tę Klytajmestrę i tyś żywot stradał! —

5710

Tak rzekłem. On mi na to znowu odpowiadał:

— O, nigdy nie poddawaj się pod rząd kobiecy!

Z czułości jej nie zwierzaj żadnej tajemnicy!

Udziel coś, a rzecz ważną w sobie zamknij szczelnie.

Lecz ciebie twa małżonka nie zdradzi bezczelnie,

5715

Bo szlachetność i zacne mieszkają pochopy[679]

W sercu Ikariosowej córy, Penelopy.

Kiedyśmy szli na wojnę, tyś ją kobieciną

Młodą w domu zostawił, u piersi z chłopczyną,

Który dziś już w poważnych mężów wstąpił grona.

5720

Ojciec go wracający przyciśnie do łona

I syn szczęśliwy ojcu rzuci się w objęcia!

Mnie nawet żona moja widokiem dziecięcia

Oczu napaść nie dała, zgładziła mnie wprzódy!

Ale powiedz mi szczerze, szczerze, bez obłudy!

5725

Czyś co o mego syna nie zasłyszał losie,

Bądź w Orchomenie[680], bądź też w piaszczystym Pylosie,

Bądź w Sparcie na Atrydy Menelaja dworze?

Gdyż mój Orest[681] na ziemi żyw jeszcze w tej porze. —

Tak pytał; jam mu na to: — Atrydo! Daremnie

5730

Chcesz mnie zbadać, gdyż nic się nie dowiesz ode mnie:

Bo nie wiem, a na próżno gadać nie przystało. —

Gdy nas dwóch tak na przemian z sobą rozmawiało,

Mieszając w nasze smutki łzę rzewną co chwila,

Pomknęła ku nam dusza Pelida[682] Achilla,

5735

Za nią dusza Patrokla[683] z Antilocha[684] duszą,

Wreszcie Ajas[685], co kształtem i olbrzymią tuszą

Wszystkie gasił Danaje — Achilla nie liczę.

Owóż duch Ajakidy[686] od razu oblicze

Poznał moje i taką powitał mnie mową:

5740

— Laertiado Odysie! O zuchwała głowo!

Na jakiż czyn się zrywasz, większy niźli wszystko,

Coś zrobił! Po co wszedłeś w to zmarłych siedlisko,

Gdzie z ludzi tylko cienie mdławe i bezwiedne?

Tak mówił, jam mu słowo posłał odpowiedne:

5745

— O Achillu! Ty chwało i ozdobo nasza!

Przyszedłem tutaj gwoli[687] wieszcza Tejresjasza,

By wróżył, czy rodzinną Itakę zobaczę!

Dotąd bowiem wciąż życie pędziłem tułacze,

I nogą nie postawszy w Achai ni w domu.

5750

Śmierć, ŻycieLecz z twym szczęściem, Achillu, czy można się komu

Równać z nas? Jak bóg czczony byłeś ty na ziemi,

A dziś, będąc w Hadesie, trzęsiesz umarłemi;

Przeto nie masz ty czego na swój zgon narzekać. —

Rzekłem; on z odpowiedzią nie dał na się czekać:

5755

— Odysie! Ty chcesz w śmierci znaleźć mi pociechę?

Wolałbym do dzierżawcy iść pod biedną strzechę

Na parobka, i w roli grzebać z ciężkim znojem,

Niż tu panować nad tym cieniów marnych rojem!

Lecz mów mi, co słyszałeś o grackim mym synie:

5760

W domu-ż siedzi, czy w boje chodzi, męstwem słynie?

StarośćToż mów, jakie o wielkim Peleju masz wieści?

Czy Myrmidony zawsze chowają go w cześci?

Czy Hellada i Ftyja[688] czci mu swej uwleka,

Że stary, a na ręce i nogi kaleka?

5765

O, czemuż ja nie taki, jak niegdyś bywało,

Gdym żył i na trojańskim polu błyszczał chwałą,

I w obronie Achiwów wycinał narody!

Obym na jedną chwilę znów silny i młody

Stał się i naraz w domu zjawił się rodzica!

5770

Starłaby tych zuchwalców synowska prawica,

Którzy śmieli królewskiej uwłaczać mu cześci! —

Tak Achilles. Jam na to: — Żadnej, żadnej wieści

Nie miałem o Peleju; ale słuchajże mnie,

Opowiem ci o synu twym Neoptolemie

5775

Wiele rzeczy ciekawych, których byłem świadkiem,

Gdyż ja sam go przywiozłem własnym moim statkiem

Ze Skyros[689] do pancernych Achiwów pod Troję.

Tam on w radach wojennych zwykle słowo swoje

Rzucał pierwszy; przemawiał i mądrze, i zdrowo;

5780

Li[690] Nestor go pobijał lub ja sam wymową.

A gdy przyszło na miecze rozprawiać się krwawo,

WalkaNigdy nie został w tyle pomiędzy czerniawą[691],

Ino szedł naprzód, męstwem nad innych górował;

Siła też wrogów w boju obalił na pował[692].

5785

Wszystkich tych nie policzę, z nazwisk nie wymienię,

Których, broniąc Danajów, posłał między cienie.

Li wspomnę Eurypyla[693], co go miednym grotem

Przebódł wskroś, bohatera, z nim dużo pokotem

Ktejców o ziem powalił — sprawka to kobieca;

5790

Nigdym nie widział człeka wabniejszego lica

Niż Eurypyl; li Memnon[694] piękniejszy od niego.

Potem kiedyśmy w konia wleźli drewnianego,

Co go Epej wyciosał, a mnie dozór dano,

Kiedy ma być zamkniętą, kiedy otwieraną

5795

Ta kryjówka, mieszcząca książęta i wodze,

OdwagaNiejeden tam z Achiwów na los płakał srodze

I dygotał ze strachu, lecz u twego syna

Nie widziałem łzy jednej; nic go nie ugina,

Bo ni razu z bojaźni nie zbladł mu rumieniec.

5800

Przeciwnie, nieraz prosił mnie ten zapaleniec,

Bym go puścił z kryjówki; za oszczep miedziany,

Za miecz chwytał i rwał się wysiekać Trojany.

W końcu, gdyśmy Pryjamów[695] wzięli gród wysoki,

On łupów i podarków nawiązawszy w troki,

5805

Oddalił się na okręt, i żadną już strzałą

Ani mieczem draśnięty, z walk tych wyszedł cało,

Co dziw! Bo Ares[696] w bitwie ślepe sypie cięcia! —

Rzekłem, a duch Achilla, ajackiego księcia[697],

Na asfodelu[698] mroczną łąkę się oddalił,

5810

Uradowan, żem syna męstwo tak wychwalił.

Inne zaś, co tam były, nieboszczyków cienie

Stały smutne, na swoje płacząc przeznaczenie;

DumaA tylko cień Ajasa, syna Telamona,

Stał podal[699]. Jego postać srodze zachmurzona

5815

Przez to, żem go w zapasach przemógł i nagrodą

Wziął zbroję Achillesa[700], którą głosów zgodą

W dank[701] dali mi Trojańce i Pallas-Atene,

A Tetys[702] przeznaczyła za zwycięstwa cenę.

Było lepiej mi nigdy zwycięzcą nie zostać,

5820

Niżby miała pod ziemię pójść ta wielka postać

Ajasa, co nad Greków wzrósł takimi czyny,

Że tylko go Achilles prześcigał jedyny.

Więc zagabłem[703] Ajasa, witając serdecznie:

— O synu Telamona! A czybyś miał wiecznie

5825

Gniewać się i po śmierci o zbroję, coś stracił,

Którą tylu klęskami Grek potem opłacił?

Bo z tobą, kiedyś runął, ty baszto warowna!

Jak po śmierci Achilla, żałość niewymowna

Ogarnęła Achiwów: wciąż płaczą za tobą!

5830

Wszystkiego Zeus nawarzył; on to swoją złobą[704]

Trapił wojska danajskie i ciebie tu wpędził.

Lecz zbliż się do mnie, królu! Rad[705] bym pogawędził,

Zbliż się, już byś to z serca stary gniew wyrzucił! —

Rzekłem; on milczał. Po czym k'Erebu się zwrócił

5835

I odszedł, ginąc w tłumie martwych nieboszczyków.

Może byłbym od niego dobył co z tajników

Lub wzajem on ode mnie, lecz właśnie pragnąłem

Poznać dusze, co przyszły i stały nad dołem.

Syn Zeusa, boski Minos[706], wpadł w oko najpierwej.

5840

Siedzący z złotym berłem sądził on bez przerwy

Dusze zmarłych. Te stojąc, siedząc z obu boków

W bramie gmachu Aisa[707], słuchały wyroków.

Po nim znów olbrzymiego Oriona[708] ujrzałem.

Na łące asfodelu pędził on nawałem

5845

Zwierzynę wszystką, jaką w kniejach pozabijał,

Gdy żył i w ręku pałką spiżową wywijał.

KaraWidziałem i Tityosa[709], syna Gai świętej —

Zalegał dziewięć stajań[710] leżąc rozciągnięty.

Dwa sępy, jeden z prawej strony, drugi z lewej,

5850

Choć ich spędzał, spod skóry darły z niego trzewy.

Kara za Leto[711], Zeusa boską nałożnicę,

Którą on był znieważył, gdy ta okolicę

Panopej[712] przechodziła, do Pyto w podróży.

KaraWidziałem i Tantala[713]. Staw widziałem duży,

5855

Kędy stał zanurzony aż po samą brodę.

Choć pić chciał, nie mógł ust swych zanurzyć w tę wodę,

Bo ilekroć się schylił, by jej nabrać usty[714],

Tylekroć uciekała, ino się grunt pusty

Został pod nim, wysuszon przez duchy złowrogie.

5860

Nad nim i drzew gałęzie wisiały rozłogie[715],

Pełne jabłek rumianych, słodkich fig i gruszek,

Toż granatów, oliwek, lecz byle staruszek

Wspiął się, aby rękami uszczknąć owoc który,

Wichr się zrywał, gałęzie podbijał do góry…

5865

KaraSyzyfa takżem widział, i to w strasznych mękach;

Ogromną bryłę skały dźwigał on na rękach

I wtaczał ją na górę z mordęgą niemałą,

Podsadzając się pod nią, a gdy się zdawało,

Że ją wtoczył już na szczyt, skręcała się skała

5870

I z łoskotem piorunu znów na dół spadała,

A on znów ją pod górę wtaczał. Krwawym potem

Członki jego okryte, twarz kurzem i błotem.

Po czym Heraklesowe widmo tuż przy dole

Stanęło, on sam bowiem siedział w bogów kole

5875

Na niebiańskiej biesiadzie z Hebą[716] na pieszczocie.

Wkoło widma, mar roje, ni to ptaków krocie

Spłoszonych, wciąż szeleszczą… On jak noc ponury

Stal z łukiem i napinał bełt[717] nastrzępion pióry,

Groźnie patrząc i gotów grot miotać za grotem,

5880

Przez pierś jego pas wisiał rzemienny, a złotem

Rżniętym w cudne figury zdobny i łyszczący:

Był tam niedźwiedź, odyniec, lew groźnie patrzący,

Toż szermierki i bitwy, rzezie krwi niesyte,

Dość, że kto dzieło takie stworzył znamienite,

5885

Niech się już o piękniejsze nie kusi daremnie!

Herakles wraz[718] mnie poznał, gdy się wpatrzył we mnie,

I tak do mnie przemówił jego cień markotny:

Los, Cierpienie— O synu Laertesa, Odysie obrotny!

Czy i ciebie tak samo okrutny los gniecie,

5890

Jak mnie nękał, gdym jeszcze na jasnym żył świecie?

Syn ja Zeusa, a nędze były mym udziałem,

Wysługiwać się chłopu podłemu[719] musiałem,

Który mnie robotami obarczał twardymi:

Kazał mi po psa[720] chodzić aż tutaj w głąb ziemi,

5895

Myśląc, że w drodze zginę od samego strachu.

Jam przecież wyprowadził psa z Aisa[721] gmachu,

Bo Hermes[722] i Pallada[723] szli tam razem ze mną… —

Rzekłszy to zaraz odszedł w Hadesu głąb ciemną.

Jam został oczekując, czy się nie pokaże

5900

Kto z dawnych bohaterów lub też inne twarze,

Z którymi by się rada spotkać dusza moja;

Pragnąłem Tezeusza[724], a z nim Pejritoja[725].

Lecz się zaczęły ściągać takie mar gromady,

A i z takim łoskotem, że mnie lęk zdjął blady;

5905

Bałem się Persefony, czy ta z swej czeluści

Potwornego łba Gorgi[726] na mnie nie wypuści.

Więc-em pobiegł na okręt, napędził drużynę,

By wsiadała, cumową odczepiła linę.

Ta, rozkazom posłuszna, rzuciła się w pędy

5910

I przy wiosłach ław długich wnet zasiadła rzędy;

A okręt zrazu prądem mknął po oceanie,

Potem z wioseł pomocą — w końcu wiatr powstanie”.

Pieśń dwunasta

Syreny, Skylla i Charybda, bydło Heliosa

„Skoro okręt nasz prądy oceanu minął

I na bezkresny przestwór wód morskich wypłynął,

5915

Pędzim k'wyspie Ajai, gdzie Eos się rodzi,

Gdzie mieszka z swym orszakiem i gdzie Helios wschodzi;

A stanąwszy u brzegu przy piaszczystej ławie,

Wysiadamy z okrętu, znużeni w przeprawie,

Spać się kładziem i śpimy do jutrzenki świtu.

5920

PogrzebRankiem, gdy zrumieniła Eos[727] strop błękitu,

Pchnąłem do zamku Kirki część druhów, by zwłoki

Elpenora przynieśli tu nad brzeg zatoki.

Potem drzew naścinawszy na wzgórku nad morzem

Ze łzami i żalami na stosie go złożem.

5925

A gdy trupa i oręż ogień strawił razem,

Sypiem nad nim mogiłę, nakrywamy głazem,

A na wierzchu mogiły zatykamy wiosło.

Wszystko, cośmy zrobili, prędko się doniosło

Do Kirki. O powrocie już uwiadomiona,

5930

Sama wnet przyszła strojna; za nią panien grona

Niosły czerwone wino, kołacze, mięsiwa.

Bogini przystąpiwszy, do nas się odzywa:

— Wy żywi, a w umarłych chodziliście kraje!

Śmierć dwukrotna! Na jednej inny poprzestaje.

5935

Oj, wy śmiałki! A nuże, syćcie wasze głody,

Godujcie; za to jutro, gdy wstanie dzień młody,

Dalej w drogę! Ja sama powiem, jak i kędy[728],

Byście znów przez szaleństwo nie popadli w błędy

Ani w niebezpieczeństwo na wodzie lub ziemi —

5940

Rzekła i nam dodała serca słowy temi.

Jakoż przez ten dzień wszystek, nim słońce zapadło,

Wyprawiliśmy stypę: piło się i jadło.

Lecz kiedy już wieczorna nadeszła godzina,

A spać legła przy cumach korabnych drużyna,

5945

Wtenczas z sobą mnie na bok odwiodła bogini,

Usiadła na trawniku, jam też siadłszy przy niej,

Opowiadał jej całą podróż szczegółowie[729].

Na co mi boska Kirka w tych słowach odpowie:

— Kiedyś tak wszystko sprawił, posłuchać ci zda się,

5950

Co powiem i co bóg sam przypomni ci w czasie.

Ty w kraj Syren zajedziesz, czarownic, co zdradzą

Tych wszystkich, jacy tylko o nie tam zawadzą.

Szaleniec, kto się zbliży i Syren tych śpiewy

Usłyszy! On nie ujrzy nigdy, póki żywy,

5955

Ni małżonki, ni dziatek, ni ziemi rodzinnej:

Tak go sczaruje śpiew tych Syren słodkopłynny,

Które siedzą na łące, a wkoło nich gnaty

Ludzkie leżą stosami i ciał wyschłych szmaty.

Ty je mijaj, i zalep uszy towarzyszy

5960

Woskiem miodnego plastru! Niech żaden nie słyszy

Głosu ich; lecz jeżeli sam byłbyś ciekawy

Posłuchać, to powrozem każ do masztu nawy

Przywiązać się a mocno, za nogi i ręce,

A wtedy się przysłuchaj dwóch Syren piosence.

5965

Lecz gdybyś się wyrywał, wołał, by zdjąć pęty,

To masz być jeszcze mocniej powrozem ściśnięty.

Gdy tak szczęśliwie miniesz Syrenie pobrzeże,

Nie wytykam[730] ci drogi. Czy okręt obierze.

Drogę w prawo lub w lewo, sam rozważysz sobie,

5970

Która lepsza. Ja tylko opiszę ci obie:

Na jednej z wód wyłażą skał stromych urwiska,

Wzdęty wał Amfitryty[731] o nie się rozpryska.

Skały te zowią bogi w swej mowie: błędnymi

Żaden ptak ni gołąbka nie przemknie nad nimi

5975

Z ambrozją, którą niesie dla ojca Kroniona,

Żeby od gładkiej skały nie była schwycona,

Lubo[732] Zeus, gwoli liczby, zawsze nową stwarza.

Tutaj niechybna zguba czeka na żeglarza:

Ciała ludzkie i belek okrętowych szczęty

5980

Schłoną albo płomienie, albo mórz odmęty.

Jeden li tylko okręt Argo, sławion wszędy,

Gdy wracał od Ajeta, mógł się przemknąć tędy —

Lecz te rafy i Argo[733] by nie oszczędziły,

Gdyby nie pomoc Hery[734] — Jazon[735] był jej miły.

5985

Dalej są dwie opoki[736]: jednej szczyt się jeży

Aż w niebiosa, a na nim gruby obłok leży,

Co nie znika ni latem, ni czasu jesieni;

I ten szczyt się nie złoci od słońca promieni.

Nań się wdrapać lub zejść zeń — nie w ludzkiej to sile,

5990

Choćby kto rąk dwadzieścia a i nóg miał tyle;

Głaz bowiem jak ociosan, gładki z każdej strony.

We środku ma jaskinię; otwór jej zwrócony

Ku ciemnościom Erebu[737]. Więc oną jaskinię

Okręt twój, Odyseju, niechaj tak ominie,

5995

By z pomostu w ten otwór żadna nie doniosła

Strzała, ciśnioną ręką łucznika z rzemiosła.

PotwórW tej jamie Skylla siedzi, słychać ją z daleka;

Skomli jakby miot szczeniąt i jak one szczeka.

Okropna to poczwara, i nikt jej widoku

6000

Nie zniesie; sam bóg nawet nie dotrzyma kroku.

Łap dwanaście szkaradnych jest u tej bestyi,

I sześć szyj wyciągniętych, a na każdej szyi

Łeb sprośny, w paszczy zębów trzy rzędy, a przy tym

Gęstych, a chropoczących przeraźliwym zgrzytem.

6005

Zwykle na dnie pieczary leży tułów spory,

A łby tylko wystawia z głębi onej nory,

I łapczywie czatując w paszcze swoje chwyta

Delfina, psa i wszystko, co ma Amfitryta

W swoim państwie podwodnym, wszystko, co się zdarzy,

6010

Nie pochlubił się dotąd nikt z tylu żeglarzy,

By nie miał od niej szkody; każda jej paszczeka

Zwykle z łodzi unosi jednego człowieka.

Blisko od niej zobaczysz drugą taką skałę,

Lecz niższą, bo przerzucisz przez nią każdą strzałę.

6015

Jest tam figowe drzewo ze skały zwieszone,

Pod nim groźna Charybda łyka morze słone;

Trzykroć w dzień je wyrzuca, trzykroć wciąga w siebie.

A gdy wciąga, o! niechże nie będzie tam ciebie!

Już by i sam Posejdon nie mógł cię ratować.

6020

Pamiętaj, Odyseju, łódź swoją sterować

Najbliżej popod Skyllę, gdyż większym jest zyskiem

Sześciu ludzi utracić niż zginąć ze wszystkiem. —

OdwagaSkończyła, a jam na to tak jej odpowiedział:

— Boginio! chciej odsłonić prawdę! Niechbym wiedział,

6025

Czy uchodząc Charybdy łakomego garła,

Mógłbym Skyllę ukarać, że moich pożarła? —

Tom mówił, a bogini rzekła tymi słowy:

— Ty byś i Skyllę wyzwać na rękę gotowy;

Ty byś się porwał, śmiałku, i na same bogi.

6030

Bo przecież nieśmiertelnym jest ten potwór srogi:

Nie da on ci się zabić, i nic go nie złamie.

Jeden środek: uciekać: na nic silne ramię…

Jeśli staniesz pod skałą, by wydać bój Skylli,

Ona sześć łbów powtórnie z czeluści wychyli

6035

I drugich sześciu porwie. Śpiesznie więc przepływaj

Koło niej, a boginkę Kratais przyzywaj,

Matkę Skylli, co życie dała tej szkaradzie.

Ta ją wstrzyma, i odtąd nie będzie na zdradzie.

Dalej ostrów[738] Trinakii trafisz: tam na łące

6040

Do boga słonecznego stada należące

Pasą się; jest stad siedem owczych, siedm wołowych,

A w każdym po pięćdziesiąt; nigdy liczba owych

Nie zwiększa się, nie zmniejsza. Dwie nimfy je pasą:

Lampetia z Faetusą[739], obie cudne krasą.

6045

Helios je miał z Neajrą. O swe córki dbała

Matka, gdy już podrosły, daleko wysłała

Aż na ostrów Trinakii, by trzody ojcowskie

I woły ciężkorogie pasły dziewy boskie.

ProroctwoJeśli, na powrót pomny, oszczędzisz te trzody,

6050

To wrócisz, chociaż nędzarz, do swojej zagrody.

Lecz jeśli je naruszysz, twój okręt z drużyną

Zginąć musi — ty ujdziesz, ale cię nie miną

Nieszczęścia, i choć wrócisz do dom i rodziny,

To późno, biedny bardzo, sam jeden, jedyny. —

6055

Tak mówiła. Wtem jutrznia zabłysła na niebie.

Kirka mnie pożegnawszy odeszła do siebie;

Ja na okręt zwołałem czeladź rozpierzchnioną,

Kazałem, by od brzegu liny odczepiono.

A gdy wszyscy zasiedli rzędem długie ławy,

6060

Wiosłami pruć zaczęli morski nurt słonawy.

Wtem od ziemi na okręt nasz modrawodziobny

Wiatr pociągnął, nasłany od Kirki nadobnej,

Pięknowłosej bogini, przewodnik żeglugi.

Ład zrobiwszy na nawie, płyniemy czas długi

6065

Milczący, nieruchomi, na wiatr i ster zdani.

W końcu tak się ozwałem:

— Druhowie kochani!

Nie jednemu ni kilku zwierzam się wybranym

Z przeznaczeniem, od Kirki mnie przepowiedzianym,

6070

Lecz wszystkim chcę obwieścić, jaką przyszłość wróży;

Czy zginiem, czy szczęśliwie powrócim z podróży?

Najpierw radzi bogini na śpiewy zwodzące

Głuchym być owych Syren, co siedzą na łące.

Mnie jednemu li[740] wolno słuch mieć dla ich śpiewu,

6075

Lecz trzeba mnie przywiązać k'masztowemu drzewu

I spętać powrozami za nogi i ręce,

Bym nie drgnął; lecz jeżeli owe więzy skręcę

Lub zawołam: Puszczajcie! — odmówcie posłuchu

I mocniejszymi pęty skrępujcie co duchu[741]. —

6080

Tak więc część przepowiedni zwierzyłem drużynie.

Okręt nasz, gnany wiatrem, pod ostrów podpłynie

Dwóch Syren, a wtem naraz wiatr ucichł i wodne

Fale się wygładziły jak niebo pogodne:

Któryś bóg je uciszył. Poskoczyli nagle

6085

Towarzysze na nogi, aby zwinąć żagle

I na dnie łodzi złożyć; po czym rozbijano

Nurt wiosłami, aż morze pokryło się pianą.

Jam wtedy miednym nożem krąg wosku na części

Krajał drobno i gniótł z nich gałki w silnej pięści;

6090

Wosk prędko stał się miękki, już samym gnieceniem,

Już rozgrzany gorącym Heliosa promieniem;

Co zrobiwszy, każdemu zalepiłem słuchy[742].

Potem do mnie się wzięto; związali mnie druhy

Do masztu powrozami za nogi i barki

6095

I wziąwszy się do wioseł, gnali okręt szparki.

A gdyśmy się zbliżyli do wyspy tej brzegu,

Pokusa, ŚpiewSyreny, widząc nawę gnaną w pełnym biegu,

Pieszczonymi głosami śpiew zawiodły taki:

— Zbliż się, chlubo Achiwów, Odysie z Itaki!

6100

Zbliż do lądu! Posłuchaj, jak śpiewamy cudnie!

Nikt tu jeszcze na czarnym nie przemknął się sudnie[743],

Żeby się nie zatrzymał na dźwięk naszych pieni;

Owszem, wszyscy śpiewaniem tym rozweseleni,

Oświeceni mądrością płyną sobie dalej.

6105

Wiemy, co niegdyś Grecy, Trojanie doznali

Nieszczęść, z bogów naprawy, na Ilionu polach,

Wiemy o wszystkich ziemskich dolach i niedolach. —

Tak śpiewały, a we mnie już żądza się budzi

Słuchać jeszcze tych śpiewów; więc mrugam na ludzi,

6110

By przyszli mnie rozpętać. — Okręt pędzi chyżo.

Wtem Euryloch, Perimed do mnie się przybliżą

I przywiążą do masztu silniej powrozami.

Tymczasem wyspa Syren została za nami,

Już ich głosu i śpiewu prawie nikt nie słyszy.

6115

Więc wosk z uszu odlepiał każdy z towarzyszy,

A i mnie z onych pętów też oswobodzili.

Minąwszy zatem wyspę, ujrzałem w tej chwili

Jakby dym i wełn[744] wielki łamiący się z grzmotem,

Aż z rąk wiosła wypadły ze strachu i potem

6120

Same biły się z falą; a nawa jak wryta

Wraz stanęła, bo nikt się do wioseł nie chwyta.

Widząc to, cały pomost przebiegłem i mową

Taką cuciłem martwą czeladź okrętową:

— Bracia! Tyle już nieszczęść przeszliśmy i znamy!

6125

Nic tu nie ma gorszego niż wtenczas wśród jamy

Kyklopskiej, kiedy kamień zawalił nam wniście.

Jednak stamtąd — pamięta każdy oczywiście —

Jakem wywiódł was głową chytrą a przezorną.

Nuże, chłopcy! Co każę, wykonać mi sforno[745]!

6130

Wszyscy niech chwycą wiosła, rzędem zajmą ławy

I wiosłują co siły. Może Zeus łaskawy

Sprawi, że nas ucieczka od śmierci uchroni.

Ty zaś, sterniku, który ster nawy masz w dłoni,

Omijaj — a przestrogę wyryj sobie w głębi —

6135

Owe dymy i wiry, gdzie morze się kłębi,

A bierz się popod skałę, bo gdybyś przypadkiem

Skręcił tam, koniec z nami byłby i ze statkiem. —

Skończyłem. Oni rozkaz natychmiast spełnili;

Lecz o nieuniknionej nie rzekłem nic Skylli,

6140

Aby drużyna moja, gdyby śmierć spostrzegła,

Zbiwszy się w trwożną kupę, wioseł nie odbiegła.

Już też i ja, niepomny na rozkaz surowy

Dany od Kirki, chciałem na bój być gotowy.

Jakoż zbroję-m wdział na się, dwa oszczepy w obie

6145

Ręce-m wziął, i stanąłem na okrętu dziobie,

Pewien, że potwór, z skalnej wypadłszy komyszy[746],

Stąd zacznie mi porywać moich towarzyszy.

Lecz nigdziem go nie zoczył, choć w szczelinach skały

Aż do znużenia oczy go moje szukały.

6150

Pod strachem wpłynęliśmy w przesmyk, gdzie szła droga:

Tu nam groziła Skylla, tam Charybda sroga,

Co bezdenną paszczęką słoną wodę żłopie,

A kiedy ją wyrzuca, jak w kotła ukropie

Kipiała ona kołbań[747] i białymi piany

6155

Po szczyt obryzgiwała obu skał tych ściany;

A znów gdy słoną topiel wciągała do garła,

Skały się trzęsły, kołbań do dna się rozwarła,

Aż widać było mułu czarnego pokłady.

Struchleli na ten widok; przestrach zdjął ich blady,

6160

Bo już śmierć nieochybna przed oczami stała.

Potwór, ŚmierćWtenczas Skylla wypadłszy sześciu nam porwała

Z nawy, a wszystko chłopcy i silne, i żwawe.

Owoż gdym się obejrzał na druhów i nawę,

Ujrzałem ręce, nogi w powietrzu drgające

6165

Nad sobą, i ich głowy na mnie wołające:

— Odysie! raz ostatni wyjękli biedacy.

Na brzegu z długą żerdką siedzący rybacy

Rybom zdradliwą pastwę rzucają do toni,

Wbitą na róg wołowy[748]; rybki idą do niej

6170

I trzepocące na brzeg porwane są wędką:

Z takim oni trzepotem śmigli w otwór prędko,

Gdzie ten smok żreć ich począł, a w najsroższej męce

Krzycząc, do mnie błagalnie wyciągali ręce.

Nigdym okropniejszego nie spotkał widoku

6175

W burzach morskich i w przygód przeróżnych natłoku.

Wymknąwszy się z Charybdy i Skylli przesmyku,

Przybyliśmy do wyspy bożej, gdzie bez liku

Heliosowego bydła na łąkach się pasa;

Moc owiec i jałowic rogatych tam hasa,

6180

Że kiedym był na morzu podal[749], już się dało

Słyszeć, jak tam w zagrodach to bydło ryczało.

Zaraz na pamięć przyszły i te słowa wieszcze

Wróżbity Tejresjasza, nie mniej inna jeszcze,

Od ajajskiej bogini dana mi przestroga,

6185

Abym unikał wyspy słonecznego boga.

Więc ze ściśnionym sercem rzekłem: — Przyjaciele!

Uważajcie, co powiem, wróżby wam udzielę,

Którą duch Tejresjasza dał mi, a i onych

Rad dobrych, od ajajskiej Kirki udzielonych,

6190

Żeby z dala omijać dla nas niebezpieczny

Ostrów, gdzie stada swoje trzyma bóg słoneczny:

Jakieś bowiem nieszczęście wielkie nas tam czeka.

Więc, chłopcy, opłyniemy ten ostrów z daleka. —

Tak rzekłem; oni smutnie pozwieszali głowy;

6195

Lecz Euryloch gniewnymi napadł na mnie słowy:

— Okrutny! Puszysz[750] siłą: ciebie z nóg nie zwali

Trud żaden, członki twoje ukute ze stali.

Przeto drużynie, zbitej pracą i niewczasem,

Nie dasz wysiąść, pokrzepić się snem i popasem

6200

Tam, na ziemi oblanej wodą, i w uporze

Każesz ominąć wyspę, aby w nocnej porze

Tłuc się po mglistym morzu, nie wiedzieć gdzie, po co?

Przecież najsroższe wichry najzwyklej dmą nocą,

Gdzież się skryjem? Jak pewnej możemy ujść śmierci,

6205

Jeżeli burza przyjdzie, a nawą zawierci

Bądź Not[751] wściekły, bądź Zefir[752]? W takiej zawierusze

Wbrew bogów woli giną okręty i dusze.

Poddajmy się więc nocy, nie będzie na zdradzie;

Wieczerzę przyrządzimy tutaj na pokładzie,

6210

A rano znowu wsiędziem pruć bezbrzeżne wody. —

Rzekł Euryloch i drudzy przyklaśli do zgody.

Lecz jam zwietrzył od razu, że bies sprawę gmatwa;

Więc rzekłem: — Eurylochu! PrzysięgaZaprawdę, rzecz łatwa

Przemóc[753] mnie, kiedy wszyscy idą na przekorę.

6215

Dobrze, lecz wprzód przysięgę od was tu odbiorę,

Że jeśli na tej wyspie na stada traficie

Jałowic albo owiec, ni jawnie, ni skrycie

Nikt się na nie nie targnie. Głód nas tu nie zmorzy:

Kirka nas opatrzyła w żywność z łaski bożej. —

6220

Rzekłem, oni przysięgę świętą wykonali,

Że bydła nie tkną. Zatem nie płynąc już dalej,

Zawinęliśmy w przystań wydrążoną nawą

Nie opodal wód słodkich, i drużyna żwawo

Wyskoczyła, wieczerzę na brzegu przyrządza.

6225

A gdy się już nasyci zgłodniała ich żądza,

Nuż opłakiwać pamięć drogich towarzyszy,

Których Skylla wciągnęła do swoich komyszy;

Aż nareszcie, spłakani, krzepiącym snem zasną.

Trzy części nocy przemkło i gwiazdy już gasną,

6230

Gdy oto chmurowładny Zeus wzbudził wichurę,

Pędzącą zewsząd chmury, że aż w jedną chmurę

Ląd zawinął i morze, i spadła ciemnica[754].

O świcie, gdy Jutrzenka wstała krasnolica,

Wciągnęliśmy łódź naszą w wydrążenie skały,

6235

Gdzie nimfy swoje pląsy i zebrania miały,

Po czym zwoławszy swoich, rzekłem do gromadki:

— Dość żywności i wina jest tu, moje dziatki.

Przeto wara od bydła! Nuż licho się czepi!

Tych jałowic i owiec nie tykać najlepiej,

6240

Bo to własność Heliosa te stada na łące;

Groźny pan, słuch ma dobry, oczy wszechwidzące. —

Rzekłem; oni uznali moc mego zakazu.

Odtąd Not cały miesiąc dął nam, i ni razu

Inny wiatr okrom Eura[755] i Nota nie wiewał.

6245

Więc dopóki zapasy każdy rad spożywał,

To i bydła nie tykał, bo i nie czuł głodu;

Lecz gdy żywność w okręcie wybrano do spodu,

Rozbiegły się po wyspie zgłodniałe biedaki

Łowić, co do rąk wpadło, czy ryby, czy ptaki.

6250

Jam rad samosam[756] chadzał, modły gorącemi

Prosić bogów o powrót rychły do mej ziemi.

A gdym raz się od moich odbił i w ustronie

Zaszedł ciche, umyłem, jak się godzi, dłonie,

I do bogów olimpskich pobożniem się korzył,

6255

A te mi sen zesłały, i sen mnie był zmorzył.

Wtenczas właśnie Euryloch nawiązał sieć zdrady:

— Towarzysze niedoli! — rzekł. — Słuchać mej rady!

Zaprawdę, śmierć dla człeka każda niedogodna,

Lecz żadna tak okropna nie jest, jak śmierć głodna[757].

6260

Dalej więc! co najlepsze byki z paszy spędźmy

I bogom nieśmiertelnym obiatę poświęćmy.

A kiedyś, do Itaki gdy wrócim ojczystej,

Cześć powinną[758] odbierze ten bóg promienisty,

Chram[759] mu wzniesiem, ozdoby sprawim złotolite.

6265

Lecz jeśli się pogniewa o bydło pobite

I nasz okręt wraz z nami na zgubę przeznaczy,

A bogi mu pomogą, to wolałbym raczej

Od razu morską wodą zalać sobie duszę,

Niż w tej pustce na długie skazać się katusze. —

6270

Skończył; Ofiara, Biedaoni zgodnymi wtórząc mu okrzyki

Nuż spędzać Heliosowe na obiatę byki,

Które w pobliżu nawy chodziły po trawie,

Szerokołebne, z wszystkich najpiękniejsze prawie.

Spędzone otoczyli, bóstw potęgi święte

6275

Wezwali, mietli listki na dębie uszczknięte,

Gdyż jęczmienia nie mieli. Owoż gdy skończono

Modły, bydła nabito, ze skór obłupiono;

Wycięte udźce, tłuszczem dwukrotnie spowite,

Nieociekłymi ze krwi mięsami nakryte,

6280

Wraz z trzewiami w ofiarnym skwarzyli płomieniu,

Lecz że wina zabrakło, wody k'pokropieniu

Użyto. Więc na stosie gdy udźce zgorzały,

Resztę mięsiw na mniejsze krajano kawały

I wkładano na rożny.

6285

Wtem z drzemoty mojej

Zbudziwszy się, poszedłem ku morskiej ostoi[760],

A zbliżając się k'nawie dwakroć owioślonej,

Zalatywał mnie dymek ofiary spalonej.

Struchlałem i tę skargę zaniosłem do nieba:

6290

— Ojcze Zeusie! Wy, bogi! Zguby mej wam trzeba,

Że mnie snem zmorzyliście, aby ci niegodni,

Nie widząc mnie, bezecnej dokonali zbrodni. —

Wtem Lampetia w powiewnym wionęła rańtuchu[761],

Do Heliosa wiadomość zanosząc co duchu

6295

O bykach porzezanych. Wstrząsł się Promienisty

I wołał wrząc od gniewu: — Zeusie wiekuisty!

I wy wszyscy bogowie! Mścijcie się okrutnie

Na drużynie Odysa! Zuchwałe te trutnie

Wycięli moje stada, na które patrzałem

6300

Z lubością, gdy na gwiezdne błękity wjeżdżałem

Lub gdym z niebios się staczał ku ziemskiej krawędzi.

Bóg, GniewJeśli kara za rozbój łotrów tych oszczędzi,

Zejdę w mroki Hadesu świecić nieboszczykom! —

Na to Zeus, chmur i wiatrów przewodzący szykom:

6305

— Heliosie! Świeć jak zawsze bogom tu na niebie,

I ziemi, która ludzi wykarmia przez ciebie,

Wnet ja na ten ich okręt piorun cisnę z góry

W mórz środkowiu[762] i okręt strzaskam w drobne wióry! —

Rzecz tę wiem od Kalypsy, onej krasawicy,

6310

A jej z tym się Hermejas zwierzył w tajemnicy.

Przyszedłszy więc do nawy i morskiego brzegu,

Jąłem[763] ostro strofować wszystkich po szeregu.

OmenLecz cóż począć? Porznięte leżały bydlaki!

Niebawem i złowróżbne zjawiły się znaki:

6315

Skóry same pełzają, na rożnach mięsiwa

Ryczą, a i surowe rykiem się odzywa.

Sześć dni tak używali na mięsie zbytniki,

Heliosowi najlepsze pozjadawszy byki.

Lecz Zeus Kronion gdy zesłał siódmy dzień z kolei,

6320

Nagle wiatr ustał, srogiej nie było już wiei.

Wsiadamy więc, sterujem na morze otwarte,

Maszt już dźwignion i jasne żagle rozpostarte.

Gdy za nami Trinakii został smug[764] zielony,

Nie widzim nic krom nieba i wód z żadnej strony.

6325

Burza, ŚmierćWtedy Zeus ciemnomodrym nad nimi obłokiem

Zwiesił się, i noc była na morzu głębokiem.

Okręt ledwo się ruszał. Zachodni wiatr zadął

Wściekłym gwizdem i zmącił do dna wody padół;

On to liny masztowe zdarł jednym napadem,

6330

I maszt się zwalił; w środek posypał się gradem

Wszystek sprzęt; maszt o tyły okrętu zawadził,

Łeb strzaskał sternikowi, z pomostu go zsadził,

Że jak nurek w głąb pornął, a zgniecione ciało

Duch opuścił. — Wtem nagle nad nami zagrzmiało!

6335

Piorunem Zeus padł w okręt z łoskotem; wstrząśnięcie

Od góry aż do spodu czuć było w okręcie,

Toż siarki zapach. Wszystka z pomostu drużyna

Zmieciona, wpadła w morze; szamocąc się wspina,

I znowu się zanurza, niby morskie wrony.

6340

Bóg im nie dał powrócić, żywot ich skończony!

Jam biegał po okręcie, póki bałwan wielki

Nie odarł żebr[765] do spodniej przyprawionych belki,

Która sama bujała, aż drzewo masztowe

Spadło na nią. Przy maszcie linę surowcowę[766]

6345

Postrzegłszy, maszt ten z wręgą[767] do kupy związałem,

Wsiadłem okrak, i wzdętym falom się oddałem.

Wkrótce już wiatr zachodni stracił pęd gwałtowny,

Lecz wtomiast Not[768] się zerwał; mnie strach niewymowny

Ogarnął, bym w Charybdy nie wpadł wir bezdenny.

6350

Tak płynąłem noc całą, aż póki brzask dzienny

Nie odkrył tu Charybdy, a owdzie skał Skylli.

Charybda słone morze łykała w tej chwili,

Co widząc, figowego jąłem[769] się konaru.

Uczepion jak nietoperz, nie mogłem z wiszaru[770]

6355

Nóg oprzeć ani ciału ulżyć oczywiście,

Bo korzenie daleko, a gałęzi kiście

Szły w górę — całą kołbań[771] ocieniała figa.

Więc wisiałem czekając, pokąd nie wyrzyga

Wir na powrót tej wręgi, a czekałem właśnie

6360

Niecierpliwie i długo, jak ten, który waśnie

Sądził między młodzieżą zebraną w agorze

I głodny śpieszył do dom o wieczornej porze:

Tyle zeszło, nim wręgę kołbań wyrzuciła.

Zebrawszy się więc w kupę, skoczyłem co siła

6365

I padłem tuż przy drewnach, które woda niosła;

A dosiadłszy ich, rąk mych użyłem za wiosła.

Lecz Skyllim już nie spotkał — o dzięki wam, bogi!

Inaczej nigdy śmierci nie uszedłbym srogiej.

Tak dni dziewięć się tłukłem, aż dziesiątej nocy

6370

Przybiłem do Ogygii[772] przy boskiej pomocy,

Gdzie mieszka pięknowłosa Kalypso, bogini.

Gościnnie tam przyjęty, długom bawił przy niej.

NudaLecz po co opowiadać przygody wam znane,

Wczoraj w tej tu świetlicy już opowiadane

6375

Tobie i twej małżonce? Mam nieco odrazy,

By jedną rzecz, już znaną, powtarzać dwa razy”.

Pieśń trzynasta

Odyseusz odpływa od Feaków i przybywa do Itaki

Tak opowiadał Odys. Słodkie zachwycenie

Oniemiło siedzące w izbie zgromadzenie;

Li Alkinoj głos zabrał i rzekł tymi słowy:

6380

„Jeśliś raz nogą wstąpił w zamek mój spiżowy[773],

Tuszę[774], że już nieszczęście nie dojmie ci chłostą,

Bez burz groźnych i przygód do dom wrócisz prosto.

Wy zaś, sąsiedzi moi, co o każdej porze

Przywykliście na moim gromadzić się dworze,

6385

By słuchać piewców pieśni, pić wino czerwone,

Posłuchajcie, co powiem: w skrzyni tej złożone

Mieszczą się dla naszego gościa piękne szaty,

Misterne złote sprzęty i inny bogaty

Dar, zniesiony przez różne feackie panięta.

6390

Lecz nie dość — niech on szczodrość naszą popamięta:

Każdy da mu kociołek i trójnóg w dodatku,

Zresztą lud nam powróci koszt tego wydatku,

Gdyż na jednego ciężar byłby to niemały”.

Te słowa Alkinoja w myśl wszystkim trafiały.

6395

Więc każdy na spoczynek pośpieszał do siebie,

Lecz gdy Eos różana zabłysła na niebie,

Każdy śpieszył na okręt i niósł miedne[775] sprzęty,

Które sam Alkinoos w mocy swojej świętej

Przyjmował i pod ławą ustawiał w rząd długi,

6400

By zawadą nie były flisom do żeglugi.

Potem poszli na zamek godować[776] u stołu;

Alkinoj kazał zarznąć na ofiarę wołu,

Aby dla gościa zjednać chmurnego Kroniona

Spaliwszy lędźwie, stypa suto obchodzona

6405

Wesoło się odbyła, gdyż z ust Demodoka

Pieśń zabrzmiała, natchnieniem i myślą wysoka.

Lecz Odys często okiem na słonko spoglądał,

Czy nie zaszło, gdyż bardzo domu już pożądał.

Jak oracz, który chodząc za pługiem dzień cały,

6410

Popędza czarne ciołki[777], a patrzy zgłodniały

W słońce i rad[778], gdy zniknie za krańcem zachodnim,

Pośpiesza na wieczerzę, aż nogi drżą pod nim:

Tak i Odys rad wielce był z słońca zachodu

I wraz do zebranego zwrócił się narodu,

6415

A właściwie do króla mówił słowy temi:

„Sławny królu Alkinie! Okraso tej ziemi!

Libację[779] odprawiwszy, puśćcie mnie już w drogę

I żegnajcie! Mam wszystko, czego pragnąć mogę:

Pewny odwóz, cennego mnóstwo podarunku,

6420

Snadź[780] niebo błogosławi, bym już bez frasunku[781]

Wierną żonę obaczył i przyjaciół drogich,

A wy, których zostawiam, doznajcie chwil błogich

Przy małżonkach i dziatwie! Wszystko niech wam płuży[782]:

Pomyślności tej wyspy niech nic nie zachmurzy!”

6425

Tak rzekł witeź. Tę mowę wszyscy mu chwalili,

Mówiąc, że go odprawić wypada tej chwili.

Więc keryksa[783] wezwała święta moc Alkina:

„Pontonoju! W te kruże namieszasz nam wina

I podasz je każdemu. My Zeusa na niebie

6430

Wezwiem, gościa wyprawim, niech wraca do siebie!”

Tak kazał, a Pontonoj w krużach pomieszane

Wino czerpał, roznosił, a kniazie zebrane

Nie ruszając się z miejsc swych, bóstwom, co mieszkają

Na niebie, cząstkę wina z pucharów strząsają.

6435

Po czym wstał boski Odys z pucharem bliźniakiem[784]

I kładąc go Arecie do rąk, słowem takiem

Do królowej przemówił: „Królowo! żyj w zdrowiu,

Póki śmierć przeznaczona ludzkiemu pogłowiu

Na starość cię nie zmoże. Żegnaj mi, królowo!

6440

Opływaj zawsze w szczęście i słodycz domową

Razem z dziećmi, z twym ludem, małżonkiem królewskim!”

Rzekł witeź i za progi odszedł krokiem rześkim.

Alkinoj pchnął keryksa w trop za odchodzącym,

By nie błądził za statkiem u brzegu stojącym.

6445

Areta zaś wysłała trzy służebne dziewki:

Jedna niosła wyprany chiton i odziewki[785],

Druga niosła zamkniętą z podarkami skrzynię,

Trzecia nie zapomniała o jadle i winie.

A gdy przyszli do statku u morskich wybrzeży,

6450

Przewoźnicy te dary mieszczą jak należy

W wnętrzu statku: toż napój i żywność zniesiono;

Posłanie dla Odysa także wymoszczono

Z wojłoków[786], prześcieradeł, na pokładzie statku,

Przy rudlu[787], by spokojnie mógł spać. Na ostatku

6455

On wszedł i na posłaniu milcząc się położył.

Każdy flis zajął ławę, wiosło do rąk włożył,

Przewleczoną przez kamień już odjęto linę[788],

I wiosła wraz zaczęły pruć morską głębinę.

Odysowi sen słodki wnet spadł na powieki,

6460

Sen, jak śmierć nieprzespany, lecz przyjemnie lekki.

Podróż, SenA jako na równinie czwórka dziarskich koni

Sadzi w górę kopytem, gdy ją bicz pogoni,

I w okamgnieniu znika w szerokim przestworze —

Tak ich okręt się wspinał, dziobem porąc morze

6465

Kipiące spiętrzonymi bałwanami wokół

I pędził takim lotem, że nawet i sokół

Nie byłby go dogonił, choć najchyższy z ptaków.

Niósł tego po mórz toni ów okręt Feaków

Męża mądrości bożej do ojczyzny drogiej,

6470

Którego uporczywie nękał los złowrogi

W tylu bojach i w długiej tułaczce po wodach.

Spał teraz i zapomniał o swoich przygodach.

Z zejściem gwiazdy[789], świecącej najjaśniej w błękicie,

Co zwykle rannej Eos zwiastuje przybycie,

6475

Dobijali do wyspy nad samym świtaniem.

Pod Forkysa[790], morskiego starucha, wezwaniem

Jest tam przystań w Itace: dwie groźne opoki

Sterczą u wnijścia, niby wrota tej zatoki,

Odpierające fale, które burza pędzi

6480

W przystań; więc tuż u cichej wybrzeża krawędzi

Nie cumowanych łodzi stoi rząd spokojny.

Wyżej, gdzie brzeg, tam rośnie oliwnik[791] w liść strojny;

Jest i ciemna pieczara oliwnika blisko:

Boginek Najadami[792] zwanych w niej siedlisko.

6485

Wewnątrz dzbany i garnki dwuuszne tam stoją,

Pszczoły w nich robią miody, jak w ulach się roją.

Są i narzędzia tkackie, kamienne warsztaty:

Boginki purpurowe na nich dzieją szaty;

Środkiem bije zdrój żywy; po bokach dwa wchody:

6490

Jeden, północny, ludziom służy do wygody;

Od południa — ten święty; stopa śmiertelnika

Przestąpić go nie może, bogom się odmyka.

W tę przystań, przewoźnikom znaną, łódź gdy wpadła

Rozpędzona, połową tułowiu aż siadła

6495

Na brzegu, tak ją parła wioślarzów[793] tych siła.

Teraz, gdy z ław drużyna na brzeg wyskoczyła,

Nuże Odysa dźwigać z nawy, na pościeli

Purpurowych kobierców, prześcieradeł bieli;

I złożywszy na piasku w śnie pogrążonego,

6500

Znosiła potem dary, zebrane dla niego

Przez feackie panięta z natchnienia Ateny.

Więc pod pniem oliwnika sprzęt niemałej ceny

Złożono podal drogi, by kto przechodzący

Nie wziął czego, nim Odys przebudzi się śpiący,

6505

Po czym nazad[794] odbili.

Lecz u Posejdona

Dawny gniew na Odysa zawrzał w głębi łona,

Więc rzekł, wolę Zeusową badając w tym względzie:

„Czyż ja, ojcze Kronidzie, tutaj w bogów rzędzie

6510

Mogę cześć mieć, jeżeli człek o mnie nie stoi,

Jak te Feaki? Ród to przecie ze krwi mojej.

Jam tuszył[795], że ten Odys nacierpi się dużo,

Nim wróci do ojczyzny, a byłbym go burzą

Niejedną bił w przeprawie do domu z powrotem.

6515

Wszakżeś sam na to przystał i sam radził o tym!

A oni go przewieźli śpiącego okrętem

Bezpiecznie do Itaki, opatrzyli sprzętem

I złotym, i spiżowym i cienkimi szatki!

Większe ma, niżby z Troi wywiózł był dostatki,

6520

Gdyby z łupem tam wziętym powrócił bez szkody”.

Na to odrzekł mu władca chmur i niepogody:

„O mój ty ziemioburco! Mówisz nie do rzeczy,

Nikt tu z niebian powinnej czci tobie nie przeczy.

Bo któż by śmiał ujmować czci najstarszej głowie[796]?

6525

Lecz jeśli z sił swych butni jacyś tam ludkowie

Robią-ć ujmę — do zemsty masz otwarte pole:

Jak czujesz i jak sam chcesz, ukarz ich swawolę”.

ZemstaNa to znowu Posejdon: „O mój chmurowładny!

Co mówisz, ja bym zrobił bez odwłoki żadnej.

6530

Wżdy[797] nie chciałbym zasłużyć na gniew twój, bo groźny.

Więc tylko wracający ten okręt przewoźny

Feacki na otwartym morzu tak uderzę,

Że to im chęć przewózki na zawsze odbierze.

W końcu miasto ich zamknę w krąg wielkimi góry”.

6535

Odparł mu na to Kronion gromadzący chmury:

„Kochanku! Myśl ta dobra zda się mnie samemu.

Z miasta patrzeć tam będą ku wracającemu

Z Itaki okrętowi… Ty go zamień w skałę,

Kształtu nawy, czym sprawisz zdziwienie niemałe,

6540

A w końcu gród im opasz stromych gór łańcuchem”.

Na te słowa Posejdon ziemioburca duchem

Biegł do Scherii feackiej i tam zaczajony

Czekał, aż ku brzegowi wiosłami pędzony

Okręt się zbliżył — wtedy Posejdon wyskoczył,

6545

Palnął weń pięścią z góry, na dno morskie wtłoczył —

Już w skałę obrócony… a sam pognał dalej…

Na brzegu między sobą wtenczas rozprawiali.

Feakowie. Z nich każdy wiosłem sławnie włada.

Więc ten i ów tak mówił do swego sąsiada:

6550

„Biada nam! Ktoś nasz okręt wstrzymał w pełnym biegu,

Jak wracał, w żywe oczy widzieliśmy z brzegu!”

Tak pytali nie wiedząc, z jakiego powodu,

Aż król do zebranego przemówił narodu:

„Biada mi! Dziś się spełnia los przepowiedziany.

6555

Wiem od ojca, że Posejd, na nas rozgniewany

Za przewożenie ludzi bezpiecznymi nawy,

Ma kiedyś wracający z podobnej wyprawy

Okręt nasz na błękitnociemnej wód roztoczy

Zatopić, a to miasto górami otoczy.

6560

Tak przepowiedział rodzic — więc wszystko się stanie!

A zatem radzie mojej dajcie posłuchanie:

Nie przewoźmy nikogo, choćby w nasze bramy

Jaki tułacz zawitał. Na ofiary damy

Posejdonowi byków dwanaście bez skazy.

6565

Może się ulituje, zapomni urazy

I miasta nam grzbietami gór nie pozamyka”.

Tak rzekł, i każdy w strachu na ofiarę byka

Przysłał i wszyscy stojąc dokoła ołtarza

Błagali Posejdona, wielkich mórz mocarza,

6570

Za ludu feackiego władcą i książęciem.

Właśnie Odysej ze snu zerwał się ocknięciem

Na rodzinnej swej ziemi, lecz jej nie poznawał,

Bo odkąd ją opuścił, ubiegł czasu kawał.

Przy tym mgłą był opasan, którą nań nasłała

6575

Atena, Zeusa córa — ta bowiem go chciała

Zmienić do niepoznania, podmówić, by ani

Żona go nie poznała, ni właśni poddani,

Póki by nie ukarał gachów za ich gwałty.

Więc w oczach jego wszystko brało inne kształty,

6580

Tak wijące się ścieżki, jak szklące zatoki,

Tak drzewa gęstolistne, jak strome opoki.

On zerwawszy się patrzeć w swe ojczyste smugi[798],

Wzdychał ciężko, po bokach dłonią raz i drugi

Macnął się, i tak mówił słowy żałosnemi

6585

„Biada mi! Gdzie, do jakiej dostałem się ziemi?

Czy tu mieszka dzicz sama, żyjąca z grabieży?

Czy też naród gościnny, który w boga wierzy?

Gdzie podziać moje skarby? Gdzie i mnie samemu

Schronić się w tej nieznanej krainie? O, czemu

6590

Od Feaków odszedłem! Tam inny król[799] może

Byłby mi dał przytułek gościnny w swym dworze

I odesłał do domu. Gdzież ten skarb podzieję?

Tu przecież nie zostawię, skradliby złodzieje…

Ty ich ukarz, o Zeusie! Obrońco jedyny,

6595

Co patrzysz w ludzkie sprawy, a karzesz ich winy!

Lecz trzeba się obliczyć, czy nie zachwycili

Co z mych skarbów, gdyż z łodzią tak prędko odbili”.

Tak mówił i rachował złoto i nalewki[800],

I trójnogi[801], i cienko tkane przyodziewki:

6600

Nic nie brakło. Więc smutny i jak błędny chodził

Ponad morzem, wciąż wzdychał i płaczem zawodził

Po ojczyźnie.

Wtem drogę zaszła mu Pallada:

Miała postać mołojca, pastuszka od stada,

6605

Wątława, niby rodu królewskiego dziecię;

Dwakroć ją owijało na barkach okrycie,

W ręku oszczep, na nogach zaś miała postoły[802].

Odys do niej się zbliżył, spotkaniem wesoły,

I młodzieńca lotnymi słowy zagabywa:

6610

„Witam cię, o mój miły! Pierwsza duszo żywa,

Którą tutaj spotykam. Nie bądźże mi wrogiem:

Broń mnie i mego mienia! Tyś mi niemal bogiem;

Tak cię błagam, kolana ściskam twe w pokorze!

Chciej powiedzieć otwarcie, jeśli to być może:

6615

Jaki lud tutaj siedzi? Jak się ten kraj zowie?

Czy na jakim górzystym jestem tu ostrowie?

Czy na lądzie, co w morze językiem się wrzyna?”

Na to mu odpowiedział on piękny chłopczyna:

„Lub niemądryś, lub bardzo przychodzisz z daleka,

6620

Że się o kraj ten pytasz. Przecież nie ma człeka,

Co by o nim nie wiedział. Kraj to wcale[803] znany,

I tym, którzy mieszkają tam, od wschodniej ściany,

I tym, co od zachodu, gdzie słońce zagasa.

Kraj to skalny, rumakiem nikt tu nie pohasa.

6625

A choć równin tu nie ma, urodzajna gleba

Daje wyborne wino i dostatek chleba,

Bo rosy są obfite, ziemię deszczyk zrasza,

A dla bydła i kózek wyborna tu pasza;

W lasach drzewo wszelakie, zawsze szumią zdroje.

6630

Sława tej tu Itaki dobiega pod Troję,

A mówią, że ta Troja bardzo stąd daleko!”

Gdy skończył, wraz na sercu zrobiło się lekko

Odysowi, że stanął na ziemi ojczystej,

O czym miał z ust Ateny dowód oczywisty;

6635

A więc lotnymi słowy tak ozwał się potem,

Lecz prawdy nie powiedział, gdyż chytrym obrotem

Chciał jej oczy zaprószyć, wykrętnik[804] przebiegły:

KłamstwoDaleko stąd, za morzem, na Krecie rozległej

Słyszałem o Itace. Teraz tu przybyłem

6640

Z skarbami, drugie tyle dzieciom zostawiłem,

Zmuszon uchodzić, bowiem przeze mnie zabity

Był syn Idomeneja, biegun[805] znamienity,

Orsiloch, który sławnych szybkobiegów Krety

Zwyciężał nóg chyżością w wyścigach do mety.

6645

Chciał mnie on z moich łupów wziętych w Troi grodzie

Obedrzeć — jam ich gwoli[806] na ziemi i wodzie

Przecież tyle napaści, tyle burz wytrzymał!

Mścił się, żem z jego ojcem pod Troją nie trzymał

Jak sługa i że na bój sam z drużyną chodzę.

6650

Otóż z drugim, gdy z pola powracał, przy drodze

Zasiadłem, i w pierś wbiłem miedny grot oszczepu.

Nikt nas żywy nie widział, bo już z niebios sklepu[807]

Noc się czarna spuściła; zabiłem go skrycie.

A kiedym mu tak grotem miednym wywlókł życie,

6655

Wprost na okręt Feników[808] poszedłem, co stali

W porcie, i ubłagałem, że mnie obiecali

Za dobry okup przywieźć bądź na brzeg pyloski,

Bądź pod Epejów rządy do Elidy boskiej.

Alić na ich zmartwienie, burzą napadnięci,

6660

Szlak zgubili, lecz zdradzić nie mieli mnie chęci.

Więc zbłąkani, przybyli z trudem w porze nocnej

W tę przystań, a choć wszystkim dokuczał głód mocny,

Nikt wieczerzy nie warzył, bo skoro wybiegli

Na ląd wszyscy z okrętu, zaraz do snu legli;

6665

Jam zmęczon usnął także, snem przyjemnym zdjęty.

Oni tymczasem z nawy wynieśli mi sprzęty

I na piasku, gdzie spałem, złożyli, a potem

Okrętem do Sydonu[809] odbili z powrotem.

Sam zostałem i żałość zdjęła mnie głęboka”.

6670

KłamstwoUśmiechnęła się na to Pallas sowiooka:

„Ej! byłby to nie lada gracz, skryty a szczwany,

Kto by cię wywiódł w pole! Sam bóg od wygranej

Odstąpiłby zapewne. Porzuć te wybiegi!

Nie kryj się, kiedyś wrócił na ojczyste brzegi,

6675

I nie kłam! Tyś to lubił od małego chłopca.

Lecz dajmy temu spokój; sztuka to nie obca

Nam dwojgu. Ty dowcipem[810] i wymową płynną

Najpierwszyś między ludźmi; jam u bogów słynną

Z przebiegłości; a jednak córy Kronionowej[811],

6680

Ateny, tyś nie poznał, choć nieraz twej głowy

W niejednej niebezpiecznej broniła przygodzie:

Przez nią miłość zyskałeś w feackim narodzie.

I dziś przyszłam, już aby pomówić, co z tymi

Skarby zrobić, od paniąt feackich danymi

6685

Tobie na drogę do dom, z mojego natchnienia,

A oznajmić ci przy tym, jak wiele zmartwienia

Czeka cię w zamku twoim. TajemnicaPrzecierp te boleście

I nie zwierz się nikomu z mężów lub niewieście,

Żeś z tułaczki powrócił. Znoś, choćby najciężej

6690

Znieść ci przyszło, obelgę każdą od tych męży”.

Na to przebiegły Odys:

„Żaden człowiek żywy

Nie poznałby cię, bóstwo, choć jak przenikliwy!

Bowiem często odmienną postać bierzesz na się.

6695

Wiem jednak, że łaskawą byłaś mi w tym czasie,

Gdym z Argiwami[812] mury Ilionu szturmował;

Lecz gdyśmy gród Pryjamów zburzyli na pował,

A z powrotem bóg nasze porozpraszał łodzie,

Nigdym cię już nie widział i w żadnej przygodzie

6700

Nie przyszłaś na mój okręt pomóc mi lub bronić…

Więc mi przyszło z rozpaczą w sercu światem gonić,

Póki bóstwa się doli mojej nie użalą!

Raz tylko u Feaków, gdziem był rzucon falą,

Słowyś mnie pokrzepiła i do ich stolicy

6705

Prowadziłaś mnie sama… Na imię rodzicy[813]

Twojego cię zaklinam! Powiedz, bo nie wierzę,

Żem już w skałach Itaki! Pewnie to wybrzeże

Jakie inne, ty sobie żarty stroisz ze mnie,

Puszczasz tuman[814] i chcesz, bym uwierzył daremnie.

6710

Mów, mów! czy już na ziemi stanąłem rodzinnej?”

Na to Atene: „Zawsześ ten sam a nie inny:

Niezmienny i stateczny; dlatego przy tobie

Jestem w każdym nieszczęściu i o każdej dobie,

Boś mężny i ostrożny, a rozum masz duży.

6715

Kto inny wracający z tak długiej podróży

Jakżeby do dom spieszył, do żony, do dziatek —

A ty nie pytasz nawet o ich los i statek,

Pierwej nim się przekonasz o małżonki cnocie,

Która na zamku siedzi samotna w tęsknocie

6720

I łzami się zalewa dzień i noc nieboga,

Nigdy też nie wątpiłam, czując, że ta błoga

Chwila przyjdzie, gdy wrócisz, lecz sam, bez drużyny.

Zerwać zaś z Posejdonem nie chciałam z przyczyny,

Że to brat mego ojca. Gniewem on zażarty

6725

Przeciw tobie za syna, i wzrok mu wydarty.

Pójdź! Pokażę-ć Itakę, abyś nabrał ducha:

Tu zatoka Forkysa[815], morskiego starucha,

Na jej krańcu oliwnik[816] rozłożysty, stary.

Stamtąd blisko jest wejście do miłej pieczary

6730

Poświęconej boginkom zwanym Najadami.

W tej pieczarze ty ongiś czciłeś obiatami[817]

Hojnymi te boginki… A tam patrz, wysoki

Neriton, co obrosłe lasem dźwiga boki”.

Rzekła i mgły rozwiała: świat widny był wkoło.

6735

Boski tułacz na kraj swój poglądał wesoło,

Całował żywicielkę ziemię, i do góry

Wzniósłszy ręce, modlił się:

„O Zeusowe córy!

Boginki tego źródła! Już wierzyć przestałem,

6740

Że was kiedy obaczę! A więc sercem całem

Witajcie! Wnet ja dary złożę wam ofiarne,

Jeśli zwycięska Pallas odwróci dni czarne,

Żyć pozwoli i syna widzieć mi pozwoli!”

Na to rzekła Atenea: „Niech cię już nie boli

6745

Głowa o to! Troskami nie obciążaj duszy!

Wżdy prędko skarby twoje, gdzie ich nikt nie ruszy,

W cieniu świętej jaskini ukryć nam wypada,

A co dalej masz począć, wynajdzie się rada”.

Taki rzekła Atenea i pod sklepy ciemne

6750

Weszła, by zbadać wewnątrz przechody tajemne.

Więc Odysej przenosił tam feackie dary:

Szaty cienkie, spiż trwały, toż złote puchary

Na schowek; po czym córa egidnego[818] boga

Odłamem skały wnijście zamknęła od proga.

6755

A tak siadłszy oboje w oliwnika cieniu,

Radzili o zupełnym gachów wytępieniu.

Pierwsza Atene wszczęła takie rozhowory:

„Boski synu Laerta! Myślże od tej pory,

Jak masz położyć rękę na wszetecznych gachach,

6760

Co lat trzy gospodarzą jak chcą w twoich gmachach,

A żonę twą ślubnymi podarkami kuszą.

Ona zaś, lubo[819] w tobie żyje całą duszą,

Wszystkim robi nadzieję, każdemu swą rękę

Obiecuje, lecz w sercu inną ma piosenkę”.

6765

Strach, OpiekaNa to Odys rzekł do niej: „O, biada mi! biada!

We własnym moim domu czyha na mnie zdrada!

Jak Atryd Agamemnon[820] padłbym tam zabity!

Dzięki tobie wiem wszystko, i zamach odkryty.

Teraz radź: jaką gachom mam wymierzyć karę?

6770

Stój przy mnie, krzep mi ducha i obudzaj wiarę,

Jak ongi, gdyśmy Ilion burzyli. O, gdyby

Takeś mi pomagała, mógłbym bez pochyby

Na trzystu nawet wrogów rzucić się bezpiecznie!

Z twą pomocą, o święta, wygram ostatecznie”.

6775

Na to rzekła Atene o błyszczącym oku:

„Pomoc dam, zawsze znajdziesz mnie przy swoim boku,

Gdy się weźmiesz do sprawy. Już dziś widzieć mogę,

Jak niejeden krwią zbryzga i mózgiem podłogę

Z tej zgrai, co twe mienie i dobytek trwoni,

6780

PrzemianaLecz wprzód zmienię twą postać, aby nikt, ni oni

Nie poznali, kto jesteś: skurczę piękne członki,

Z głów postrącam ci jasnych kędziorów pierścionki,

Na grzbiet łachman narzucę, byś pozór miał wstrętny,

Ten wzrok, taki iskrzący, zmienię w mdły i smętny.

6785

I staniesz przemieniony przed tą gachów zgrają,

Ni cię żona, ni syn twój, ktoś jest nie poznają.

Naprzód jednak Eumaja masz widzieć, pastucha;

On trzody świń twych pasie, człek dobrego ducha,

Przywiązany, o tobie zawsze rad wspomina,

6790

Kocha Penelopeję i twojego syna.

Znajdziesz go, jak tam pasie trzodę świń niemałą

U źródła Aretusy, pod Koraksu skałą,

Gdzie to pożywna żołądź i czarne są wody,

Od których porastają w słoninkę te trzody.

6795

Wkręć się tam, zaprzyjaźnij i pytaj o wszystko.

Ja do Sparty, gdzie dziewcząt uroczych siedlisko,

Pośpieszam; twego syna stamtąd tu nagonię:

U Menelaja bawi on w Lakedajmonie,

Myśląc, że się o tobie coś pewnego dowie”.

6800

Na to przebiegły Odys bogini odpowie:

„Czemuś mu nie odkryła, coś wiedziała przecie?

Czy żeby na nieszczęścia narazić mi dziecię

I włóczęgę, gdy w domu zgraja go objada?”

Na to błyszczącooka odparła Pallada:

6805

„Nie trujże sobie serca turbacją[821] daremną;

On tę podróż w kraj cudzy odbywał wraz ze mną.

Chciałam, by sławy nabył. Nic mu nie zagraża,

Siedzi w zamku Atrydy, swego gospodarza,

I w rozkoszach opływa. Jest wprawdzie zasadzka:

6810

W ciemnej łodzi na niego czyha młódź junacka

I w powrocie do domu ma go zamordować,

Ale nic z tego; pierwej przyjdzie nam pochować

Pod ziemię niejednego z tych gachów zbytnika”.

Rzekło bóstwo, i z lekka różdżką go dotyka:

6815

W mig się członki skurczyły, postać w dwoje zgięta,

Płowy włos spadł ze skroni, skóra obwiśnięta

Na wychudłych piszczelach, jak u starców bywa,

A iskrzące się piękne oko we mgle pływa.

Miasto[822] szat chiton został z siermięgą na grzbiecie,

6820

Brudne, dziurawe, w dymie wędzone rupiecie[823].

Ogromną także skórę jelenią, bezwłosną,

Zarzuciła bogini na tę postać sprosną;

Dała kostur, biesagi[824], z plecionym rzemieniem,

Do noszenia, lecz zdarte już długim noszeniem.

6825

Po tej zmowie oboje poszli w swoje strony:

Pallas po Telemacha do Lakedajmony.

Pieśń czternasta

Odyseusz u Eumajosa

Odysej od przystani piął się ścieżką w górę

Przez wyżyny lesiste, aż do miejsca, które

Wskazała mu Atena, gdzie ów pastuch siedzi,

6830

Dbalszy o pańskie dobro niż reszta gawiedzi.

Zastał go, jak na progu siedział wśród zagrody,

Która tu zbudowana dla trzodnej wygody

Na wyżynie, skąd patrzy naokół widziana;

Wybudował ją pastuch pod niebytność pana,

6835

Bez wiedzy Laertesa, bez pani rozkazu.

Wzniósł mury, ogrom głazu stosując do głazu,

Otarnił, a wańczosy[825] wkoło dębowemi

Obwiódł, jeden przy drugim wbijając do ziemi,

W środku obejścia chlewów dwanaście zbudował

6840

Obok siebie, w nich na noc trzodę pilnie chował.

Pięćdziesiąt ryjów w każdej zamykał oborze,

Zwykle same maciory; wieprze śpią na dworze,

Lecz ich szczupło, gdyż liczbę zmniejszały codziennie

Szumne gachów biesiady, na które niezmiennie

6845

Musiał dostarczać wieprzów z najgrubszą słoniną —

Więc sztuk trzysta sześćdziesiąt w zapasie miał ino[826];

Przy nich zaś na podwórzu odprawiały wartę.

Ręką jego karmione cztery psy zażarte.

Właśnie krajał on sobie z byczej tęgiej skóry

6850

Chodaki, a pastuchów tu i owdzie w góry

Powyprawiał: trzech poszło paść nierogaciznę,

Czwarty pognał do miasta jakby za pańszczyznę

Wypasionego wieprza dla zamkowej rzeszy;

Przysmak ten serca gachów nie lada ucieszy.

6855

Wnet Odyseja czujne sobaki[827] spostrzegły

I szczekając opadły; lecz on człek przebiegły:

Od razu siadł na ziemi, kij na bok odłożył.

Jeszczeż by tej obelgi na śmieciach swych dożył!

Kiedy widział to pastuch, poskoczył za wrota

6860

Tak żywo, że mu z ręku wypadła robota,

I nuż krzyczeć, kamieńmi odpędzać sobaki.

I odpędził, a gościa przyjął w sposób taki:

„Co tylko cię nie zjadły te psiska, mój dziadku!

Oj! Byłożby zmartwienie, a i wstyd w dodatku,

6865

Jakbym nie dość goryczy miał w sercu znękanem!

Małoż człek się napłacze za zginionym panem?

A tu co dzień najtłustsze posyłaj im świnie

Na stoły, kiedy tamten gdzieś tam z głodu ginie

I tuła się w obczyźnie między ludem dzikim,

6870

Jeśli żyw i słonecznym cieszy się promykiem.

Pójdź więc za mną, mój dziadku, do chaty was proszę,

Abyś chlebem i winem skrzepił się po trosze,

A powiedz mi, skąd jesteś, jakieś przeżył straty?”

Rzekłszy to, boski pastuch powiódł go do chaty,

6875

Posadził, z chrustu wiązki zrobiwszy podnóże,

Na rozciągniętej koziej od sypiania skórze,

Szerokiej i kosmatej. Odys się ucieszył

Z gościnnego przyjęcia i ze słowem śpieszył:

„Przyjacielu! Zeus da ci, da każdy bóg inny

6880

Wszystko, czego sam pragniesz, żeś taki gościnny!”

GośćA tyś mu, Eumaju, odparł słowem takim:

„Grzech byłby i biedniejszym niźli ty żebrakiem

Gardzić i w próg nie puszczać. Tułacz czy ubogi,

Jest pod Zeusa opieką. Datek, choć niedrogi,

6885

Lecz szczery, nam przystoi, otrokom[828] służebnym,

Drżącym ciągle, a zwłaszcza pod jarzmem haniebnym

Tych młokosów. Tamtemu nie dali niebianie

Wrócić do dom. U niego miałem zachowanie[829]:

On byłby mnie osadził na chlebie łaskawym,

6890

Jaki dobrzy panowie dają sługom prawym —

Chatę, kawałek ziemi i żonę serdeczną

Za ich pracę; a pracę bóg wspiera stateczną,

Jak i mnie powierzoną zawsze błogosławił.

Pan mój pewnie nie z próżnym byłby mnie zostawił —

6895

Lecz zginął! Niechby raczej przepadł ten ród wraży

Heleny! Przezeń tylu padło już mocarzy!

Bo i on poszedł krzywdy Atrydowej mścić się

Pod Ilion koniorodny, z Trojanami bić się”.

Rzekłszy to objął chiton[830] kawałkiem rzemyka,

6900

I tak do prosięcego poskoczył chlewika,

Wybrał parę i zarżnął, jak trzeba przyładził,

Osmalił i pokrajał, i na rożny wsadził.

A upiekłszy nad ogniem, gdy mięso skwarczało,

Podał. Odysej mąką posypał je białą,

6905

On zaś w kubek drewniany nalawszy mu wina,

Siadł naprzeciw i gościa jeść prosząc, rzecz wszczyna:

„Jedz, mój gościu, prosiątko — nie stać nas na lepsze.

Na dwór pański dla gachów idą karmne wieprze.

Te gachy zatwardziałe boga się nie boją,

6910

Uwzięli się bezprawia broić i wciąż broją.

Czyż niebo może patrzeć na takich zbytników?

Wszak i napadających na brzegi łotrzyków,

Chociaż Zeus na ich sprawki pogląda przez szpary,

Gdy do dom zrabowane uwożą towary —

6915

Nieraz myśl o odwecie naprawdę zatrwoży.

Ale ci choć ich przestrzegł zapewne głos boży

O karze, jaka spadnie na te dziewosłęby,

Najechawszy dom cudzy, łakomymi gęby

Chłoną wszystkie zasoby, dobytek domowy;

6920

I dzień, noc, które z łaski miewamy Zeusowej,

Nie jedną, nie dwie obiat sprawia ta drużyna;

Na te hulanki nie wiem skąd już starczy wina.

On przecież na dziedzictwie siedział tu niemałym,

Możniejszym był od władców, co na lądzie stałym

6925

I na Itace siedzą. Na jego majątek

Takich panów by trzeba w kupę zbić dziesiątek.

Zaraz ci to wyliczę: w stepach się wypasa

Aż dwanaście stad wołów, tyleż kóz tam hasa,

Świń tyle, owiec tyle, pod okiem najętych

6930

Lub poddańczych skotarzy[831]. Tu zaś razem wziętych

Mamy trzód jedenaście kozich na ostrowie.

Pasą je z poczciwości znani pastuchowie;

Lecz z nich każdy codziennie daje na ich gody

Najlepszą, najtłuściejszą sztukę z całej trzody.

6935

Ja zaś tu świnie chowam, nie leniąc dozoru,

I co najtłustsze wieprze odstawiam do dworu”.

Tak rzekł — a on łakomie mięsiwa zajadał,

Pił wino, milczał; gachom śmierć już zapowiadał.

Lecz gdy się już nasycił, winem skrzepił ducha,

6940

Kubek, co sam zeń pijał, nalał mu pastucha

I podał napełniony, a Odys takowy

Wdzięcznie przyjął i tymi przemówił doń słowy:

„Któż to był, co cię kupił? Powiedz, przyjacielu!

Kto ten pan tak potężny, bogatszy od wielu,

6945

Co za cześć Atrydową zginął, jak słyszałem

Z ust twych? Bardzo być może, że takiego znałem.

Nazwij go: bóstwa w niebie, wiedzieć muszę przecie,

Czym go spotkał! Jam dużo włóczył się po świecie”.

Na to mu odpowiedział pastuch, wódz pasterzy:

6950

„Nie myśl, starcze, że żona albo syn uwierzy

W to, co o nim donoszą przybłędy podróżne;

Tacy bowiem za kłamstwa i pochlebstwa próżne

Chcą gościnne przyjęcie wyłudzić w swej biedzie.

Toż gdy który włóczęga do Itaki przyjdzie,

6955

Prosto sunie do pani i bajki jej gada;

Ona go podejmuje, o szczegóły bada,

Wzdycha za każdym słowem, łzy jej strugą cieką,

Jak zwyczaj u żon, którym mąż zginął daleko.

I ty mógłbyś jej bajkę zanieść tak uwitą,

6960

Za co by cię chitonem[832] i chlajną[833] okryto.

Ależ on, jej małżonek, dawno już umarły,

A psy i ptaki ciało z kości mu obżarły

Lub zjadły ryby morskie, a kilka piszczeli,

Na brzeg rzuconych, gdzieś tam na piasku się bieli.

6965

Nie ma go! Swych przyjaciół zostawił w żałobie,

Mnie w największej! Bo Pan, Sługa, Tęsknota, Imięgdzież bym znalazł pana sobie

Tak dobrego? Chociażbym szukał w okolicach,

Choćbym i do dom wrócił, osiadł przy rodzicach,

Gdziem się rodził, gdziem pod ich okiem się wychował!

6970

Toć nie żal mi ich tyle, acz bym się radował

Witać ich i rodzinną obaczyć krainę;

Lecz tylko po Odysie z tęsknoty aż ginę.

Nawet lękam się jego wymawiać nazwisko,

Tak zawsze dla mnie dobre było to panisko;

6975

Tylko zwę go mym drogim, choć nie jest tu z nami”.

Na to tułaczy Odys odparł mu słowami:

„Przyjacielu! Trwasz, widzę, w zwątpiałym uporze,

I nawet nie przeczuwasz, że on wrócić może.

Lecz jam gotów przysięgą za prawdę zaręczyć:

6980

Odys wróci! Wiadomość masz mi tę odwdzięczyć,

Skoro tylko on w domu własnym stanie nogą:

Odziejesz mnie chitonem i chlajną chędogą.

Lecz wziąć bym nie wziął naprzód, acz jestem człek biedny,

Albowiem w oczach moich frymark[834] to ohydny

6985

Tych oszustów, co z biedy kłamią jak najęte!

Świadkiem Zeus mi i bogi, ten stół i to święte

Ognisko Odysowe, przy którym się chronię,

Że wszystko się to spełni, co ci tu odsłonię:

W tym roku niezawodny powrót Odysowy!

6990

Ledwie miesiąc ten przejdzie, a nastanie nowy,

Wróci do dom, ukarze szajkę rozwydrzoną,

Co się znęca nad synem jego i nad żoną”.

Tyś, pastuchu Eumaju, tak mu odrzekł na to:

Smutek„Nie ucieszysz się, starcze, za tę wieść zapłatą,

6995

Bo Odys już nie wróci! Winem się pokrzepiaj,

A mówmy o czym innym — i już nie zaczepiaj

O niego, gdyż mi serce od żalu się ściska,

Jeśli kto mego pana wspomni choć z nazwiska.

Dajmy pokój przysięgom! Czyż nie życzę sobie,

7000

By on wrócił? Toż życzy i żona w żałobie,

Życzy stary Laertes, życzy syn sierota.

Oj! Ten śliczny Telemach to moja zgryzota!

Bogi mu jakby drzewku w górę poróść dały;

Jam marzył, że ojcowskiej dopędzi on chwały,

7005

Że wzrostem i powagą zrówna mu oblicza.

Lecz czy kto z ludzi, czy też jakaś tajemnicza

Władza miesza mu rozum: wyrwało się chłopię

Szukać ojca w Pylosie[835], kiedy tu na tropie

Stoją gachy czatując, gdy powróci z drogi,

7010

By boski szczep Arkejsja[836] wyciąć co do nogi.

Lecz dość tego — a chłopię czy głową nałoży,

Czy też ujdzie, od woli zawisło[837] to bożej.

Mów mi raczej, mój dziadku, coś o twojej nędzy,

A szczerze opowiadaj, bym wiedział co prędzej:

7015

Ktoś jest? Z jakiego kraju? Skąd twój ród pochodzi

Z kimeś tu do Itaki przybył? W jakiej łodzi?

I z jakiego narodu byli te flisaki?

Bo przecież przyjść nie mogłeś pieszo do Itaki!”

Na to rzekł mu Odysej, do wybiegów wprawny:

7020

„Wszystko to ci opowiem szczerze, w prawdzie jawnej.

Lecz choćby zapas jadła mieć tu na czas długi,

Huk wina, a robotę dzienną zdać na sługi,

A tu siedzieć przy stole w tym cichym szałasie:

Przeminąłby rok cały, i jeszcze w tym czasie

7025

Nie skończyłbym powieści o nędzach tej doli,

Pod jaką dusza moja jęczy z bogów woli.

KłamstwoZ rozległej jestem Krety. Rodzic mój imiona[838]

Znaczne miał; wielu synów powiła mu żona,

I po pańsku się chował szczep ten pracowity

7030

W domu jego. A jam zaś rodził się z kobiety

Kupnej, lecz Hylakowy Kastor, co mnie spłodził.

Równie z prawymi syny ze mną się obchodził.

Lud wielbił go jak boga, kochał bez wyjątku

Gwoli władzy i synów dziarskich, i majątku.

7035

Ale prędko go zmiotła w Hadesu krainy

Śmierć okrutna. Więc butne zaraz potem syny

Los rzucili o podział puścizny ojcowskiej.

Mnie się mało dostało: dom z kawałkiem wioski.

Mimo to wziąłem żonę z bogatego rodu.

7040

Podbitą cnotą moją, bom karny był z młodu

I do boju zuch wielki. Lecz przeszło to wszystko!

Dziś jestem, jakbyś patrzał na gołe ściernisko.

Tak nędza mnie zgnębiła i dziś jeszcze gnębi.

Wprawdzie Ares z Ateną męstwo w ducha głębi

7045

I moc dzielną mi dali. Nieraz, gdym dobrany

Huf zasadził, by napad zrobić niespodziany,

To nigdy nie postała w duszy myśl o śmierci,

Ino pierwszy-m wypadał i rąbał na ćwierci

Każdego, kto przede mną uciec był niezdolnym!

7050

Bitwy-m lubił, lecz za to gospodarstwem rolnym

I domem się brzydziłem i dzieci wychowem,

A tylko na pokładzie żyłem okrętowym,

W bitw zgiełku, świstu grotów i kopij[839] warczących

I innych okropności zgrozą przejmujących.

7055

Lecz darmo! Tom ukochał, co bóg wlał do duszy —

Ten to lubi, a inny czym innym się puszy.

Dobrze wprzód, nim Achiwy wyciągli pod Troję,

Dziewięć razy wodziłem zbrojne nawy moje

Na ludy oddalone, i z łupem wracałem.

7060

Biorąc zeń co najdroższe, i potem znów brałem,

Co losem przysądzono. A tak rosłem w mienie,

Żem u wszystkich na Krecie był we czci i cenie.

Lecz gdy Zeus nas do onej pobudził wyprawy,

W której to tylu mężów znalazło zgon krwawy,

7065

Mnie kazano pod llion prowadzić okręty

Z królem Idomenejem[840]; chciałem przez wykręty

Wyprosić się, lecz ludu zląkłem się wyroków.

My Achiwi[841] tam dziewięć biliśmy się roków;

W dziesiątym, Pryjamowe rozwaliwszy grody,

7070

Gdyśmy do dom wracali, uniosły nas wody

I w tę, i ową stronę z bożego zrządzenia.

Mnie zaś Zeus na najsroższe zachował strapienia.

Bom ledwo miesiąc w domu przy dzieciach, małżonce

I mych skarbach zabawił, już przygód łaknące

7075

Serce mnie do Egiptu rwało. W ziemie one

Chciałem wpaść wziąwszy druhów i łodzie wioślone.

Więc zbroję dziewięć statków, lud się do mnie garnie.

Sześć dni tym ochotnikom otwarłem spiżarnię,

Częstowałem ich hojnie, a porżnięte woły

7080

Szły bogom na ofiarę i dla nich na stoły.

W siódmym, od brzegów Krety gdy odbiły łodzie,

Z dobrym wiatrem północnym suniem się po wodzie

Lekko, jak gdyby z prądem, że się w żadnym sudnie[842]

Nic nie psuło, a zdrowie ożywiało cudnie

7085

Gnanych wiatrem pomyślnym i ręką sternika.

Po dniach pięciu egipska witała nas rzeka.

W nią wpłynąwszy jam kazał zastanowić nawy,

A dziarskim towarzyszom tej naszej wyprawy

Kazałem naw pilnować i trzymać się brzegów,

7090

Na wzgórza zaś pobliskie wysłałem był szpiegów.

Ale ci nieposłuszni w ślepej zuchwałości

Napadli na egipskich kilka pięknych włości,

Żony w jeństwo[843] pobrali z dziatwą niedorosłą,

A mężów w pień wysiekli! Gdy się to doniosło

7095

Do miasta, rankiem tłumy i konno, i pieszo

Migocąc miedną[844] zbroją na ratunek spieszą

I okrywają pola… Kronion gromowładny

Zesłał na mą drużynę popłoch bezprzykładny,

Żaden bowiem wrogowi już nie stawił czoła.

7100

Więc włóczniami wykłuto ściśniętych dokoła,

Innych żywcem pojmanych w jarzmo powleczono,

Mnie zaś Zeus taką myślą zapalił szaloną —

(O losie! Niechbym raczej głowę był położył

Tam w Egipcie, a nieszczęść późniejszych nie dożył!),

7105

Że zaraz pięknie kuty szlem[845] mój z głowy zdjąłem,

A cisnąwszy z bark tarczę o ziem z włócznią społem,

Szedłem wprost do rydwanu króla i kolana

Objąwszy całowałem. Serce tego pana

Wzruszyło się, przebaczył, wziął do wozu swego

7110

I od wrogów zasłaniał mnie szlochającego,

Gdyż każdy we mnie mierzył grotem nastawionym,

Chcąc zabić — taka wściekłość była w tłumie onym.

On mnie bronił, bo wiedział, że Zeus nie przebacza

Żadnej krzywdzie spełnionej na głowie tułacza.

7115

Siedm lat tam przesiedziałem. Hojne zewsząd datki

Tak płynęły, że prędko urosłem w dostatki.

Lecz gdy się na rok ósmy z kolei zabrało,

Przyszedł do mnie Fenijczyk[846], szalbierz jakich mało,

Który już niejednego obdarł aż do nici,

7120

I namówił na podróż z sobą do Fenicji,

Gdzie ów oszust miał własny dom i posiadłości.

Jakoż rok korzystałem z jego gościnności,

Lecz gdy się wypełniły dni, miesiące roku,

A rok drugi się zaczął w Hor krążącym toku,

7125

Do Libii[847] mnie pociągnął ze sobą na nawie,

Chytrze zwąc pomocnikiem w towarów dostawie,

A właściwie chciał za mnie wziąć tam okup suty.

Wsiadłem z nim mimo woli podejrzeniem truty.

Szedł nasz okręt północnym wiatrem żartko[848] gnany

7130

Ponad Kretą. Lecz zdrajca wnet będzie skarany,

Gdyż ledwie z oczu zginął wyspy smug zielony,

Nic nie widzim krom[849] nieba i wód z żadnej strony.

Wtedy Zeus ciemnomodrym nad nami obłokiem

Zwiesił się i noc była na morzu szerokim,

7135

A wtem piorun Zeusowy padł w nawę, wstrząśnięcie

Od góry aż do spodu czuć było w okręcie,

I woń siarki — aż wszystka z pomostu drużyna

Zmieciona wpadła w morze, szamocząc się wspina

I znowu się zanurza niby morskie wrony —

7140

Bóg im nie dał powrotu — żywot ich skończony.

Wtenczas Kronion[850], gdym biegał wystraszon i zbladły,

Dał mi maszt zdruzgotanej nawy, w morze spadły,

Pochwycić, bym od pewnej ratował się zguby.

Wsiadłem nań, i tak prułem wzdętych fal przeguby

7145

Przez dni dziewięć; dziesiątej nocy wyrzucony

Byłem na brzeg tesprocki[851] przez bałwan spiętrzony.

Gdzie Fejdon, król Tesprotów, miał o mnie staranie

Za darmo. Syn to jego znalazł mnie był w stanie

Omdlałym i skostniałym; zajął się rozbitkiem,

7150

W dom ojca zaprowadził, i gościnnym zbytkiem

Podjąwszy, obdarował szatkami pięknemi,

Też chitonem[852] i chlajną[853]. Otóż w tej tam ziemi

Słyszałem o Odysie. Fejdon utrzymywał,

Że go wracającego do dom podejmywał.

7155

On mi nawet pokazał jego skarb niezmierny,

Złoty, miedny, żelazny, roboty misternej,

Dany mu do schowania: a tyle tam było,

Że i dziesięć pokoleń z tych bogactw by żyło.

Sam zaś Odys, jak twierdził, odszedł do Dodony[854],

7160

Ażeby się dowiedzieć, co dąb poświęcony

Kronionowi o losach jego mu nagada:

W jaki sposób, w Itace stanąć mu wypada?

Czy ukradkiem, w przebraniu? Czy w własnej postaci?

Otóż raz mi się Fejdon zaklął przy libacji,

7165

Że okręt gotów stoi, gotowe flisaki,

Co Odysa przywiozą prosto do Itaki.

Lecz jam wprzódy wyjechał. Właśnie w te tu strony

Na pszeniczny Dulichion[855] statek wyprawiony

Miał mnie odwieźć do króla Akasta; wyraźnie

7170

Tak nakazał flisakom, lecz ci nieprzyjaźnie

Naprzeciw mnie stanęli, chcąc zniszczyć ze szczętem:

Bo gdy się oddalili od brzegów okrętem,

Nuż grozić mi niewolą! Był to bunt otwarty;

Wnet też byłem z chitonu i chlajny obdarty.

7175

Ten łachman i opończę na grzbiet mi rzucono,

Jak widzisz, połataną i podziurawioną.

Pod wieczór do itackich przybywszy wybrzeży,

Byłem związan w okręcie przez onych szalbierzy

Powrozami, zaś oni na brzegi wysiedli

7180

I wieczerzę naprędce uwarzoną jedli.

UcieczkaLecz bóg mi dał rozwiązać z łatwością te pęty[856].

Przytwierdziwszy do głowy ten łachman zwinięty,

Zsunąłem się po gładkim rudlu w samo morze

I zaraz się piersiami na wodzie położę,

7185

I wiosłując rąk dwojgiem; gdym upłynął kawał

I okręt już daleko za mną pozostawał,

Rzuciłem się do lądu zarosłego lasem

I przycupłem; a oni biegali tymczasem

Szukać mnie, zadyszani, lecz się wnet spostrzegli,

7190

Że na darmo, bo nazad[857] do nawy pobiegli,

Aby odbić. Bogowie czuwali nade mną:

Skryli mnie i w tę ustroń zawiedli przyjemną,

Gdzie mądry człowiek mieszka w wieśniaczym szałasie.

Widzę z tego, że życie moje na coś zda się”

7195

Na to mu pastuch Eumaj: „Gościu nieszczęśliwy!

Powieść twoja w mym sercu wzbudziła ból żywy!

Ileż cierpień w tułactwie swoim doświadczyłeś!

Przecież w jedno nie wierzę, i w tym się zmyliłeś,

Coś mówił o Odysie. Starcze! Co-ć się roi[858],

7200

Że kłamiesz tak bezwstydnie? Wiem ja, jak rzecz stoi

Z powrotem mego króla: ściga go gniew bogów.

Dlatego i pod Troją nie padł z ręki wrogów,

Ani na ręku krewnych w powrocie z wyprawy,

Gdyżby mu Achiwowie wznieśli pomnik sławy,

7205

A na syna by takie zaszczyty stąd spadły…

Lecz on zniknął bez sławy, Harpie[859] go ukradły!

Ja tu siedzę z mą trzodą, w mieście gościem rzadkim

Bywam, cna Penelopa chyba mnie przypadkiem

Każe wołać do siebie, zwłaszcza gdy się zdarzy

7210

Poseł z wieścią; takiego i młodzi, i starzy

Obsiadają dokoła, pytają o wszystko:

Tak ci, którym na sercu stracone panisko,

Jak owi, którzy radzi mienie jego trwonić.

Lecz mi zbrzydło już dłużej za wieściami gonić,

7215

Gość, KłamstwoOdkąd jeden Etolczyk zwiódł mnie tak niegodnie:

Włóczęga ten, gdzieś krwawą popełniwszy zbrodnię,

Zabiegł do mej zagrody. Przyjąłem uczciwie,

A on mi rozpowiadał, że Odysej żywie,

Że na Krecie go widział u Idomeneja,

7220

Jak łódź naprawiał, którą strzaskała mu wieja,

Że zapewne tu stanie na jesień lub lato

Nawą pełną drużyny i w skarby bogatą.

Przeto, starcze, jeżeli bóg cię tu sprowadził,

Niechbyś pochlebnym kłamstwem uszu mi nie gładził.

7225

Nie za to też zyskałeś cześć i miłość moję,

Lecz żeś biedny, że Zeusa rozgniewać się boję”.

Na to te słowa wyszły z ust Odyseusza:

„Zaprawdę, w tobie siedzi podejrzliwa dusza.

Jeśli u ciebie niczym przysięga i słowo,

7230

Więc taką między sobą zwiążem się umową

A na świadków przyzywam tu olimpskie bogi:

Że jeśli twój król wróci i wstąpi w te progi,

Ty mnie w chiton i chlajnę przyodziejesz piękną

I wyślesz na Dulichion, dokąd mi tak tęskno;

7235

Przeciwnie; jeśli król twój nie ma już powrócić,

Każesz mnie swym pastuchom z szczytu skały zrzucić

Na postrach dla włóczęgów za język ich lżywy”.

Na to odrzekł Eumajos, świniopas poczciwy:

„Gościu mój! Tożbym sobie na imię zarobił

7240

I na cześć między ludźmi! Tożbym sam się dobił,

Gdybym cię w dom przyjąwszy serdecznie, gościnnie,

Potem dał zabić, życia zbawił cię niewinnie!

Mógłżebym czystą myślą modlić się Kronidzie?

Lecz oto czas wieczerzać — wnet czeladź się znidzie

7245

I razem w tym szałasie zasiądziem do stołu”.

Takie z sobą rozmowy toczyli pospołu.

Pastuchy z chlewną trzodą nadeszli po chwili

I zaraz ją do chlewów na noc zapędzili:

I po obórkach pełno rechtania i kwików.

7250

Po czym Eumajos do swych tak rzekł pomocników:

„Co najspaśniejszą świnkę wybierzcie mi, chłopcy!

Użyjem i my sami, użyje gość obcy.

Czy mało namartwiły nas te kływe[860] wieprze,

Gdy pracę naszą tamci zjadali w najlepsze!”

7255

Rzekł, i srogą siekierą jął rąbać polana.

Pięćroczna karmna locha do izby przygnana

Stanęła przy ognisku. Pastuch o ofierze

Nie zapomniał dla niebian: pobożnym był szczerze.

Jakoż z łba świni wyrwał szczeć i w ogień rzucił

7260

Dla bogów, i z modlitwą do nich się obrócił

Prosząc, by Odys z długiej powrócił podróży.

Po czym wziął odszczypany dębu kawał duży,

Palnął w łeb i powalił, zaraz ją dorznięto,

Rozpłatano, a pastuch w skórę obrośniętą

7265

Tłuszczem kładł pierwociny mięsiw z różnych części,

Zawinął, i jęczmienną mąkę sypiąc z pięści,

Dał resztę wziąć na rożny i upiec na żarze.

Gdy pieczeń na stolnicy złożyli kucharze,

Przystąpił cny świniopas sam krajać mięsiwa,

7270

Bo chce być sprawiedliwym i zawsze nim bywa:

Więc w siedm części pokrajał; modlitwy odprawił

I dla Nimf i Hermesa część jedną odstawił,

Resztę dla biesiadników, zaś w jednym kawale

Grzbiet wieprzowy gościowi wydzielił wspaniale

7275

I uradował pana swego tym przysmakiem.

Więc zwrócił się doń Odys i rzekł słowem takiem:

„Oby Zeus cię ukochał jak ja, dobry człecze,

Że mną biednym nie gardzisz!”

Na to mu odrzecze

7280

Boski pastuch Eumajos: „O gościu mój biedny,

Pożywaj, na co stać nas; to nasz chleb powszedny.

BógBóg daje i bóg bierze podług woli swojej;

Na jego wszechmocności przecież ten świat stoi”.

Rzekł i mięs pierwociny spalił; winem zlanem

7285

Bogi uczcił i wino postawił ze dzbanem

Przed grodoburcą, który swej misy pilnował.

Chleby krajał Mesaulios. Eumajos go chował

Kupionego za własne, w króla niebytności

Bez wiedzy Laertesa i samej jejmości,

7290

A kupił go od Tafiów za część swego mienia.

Teraz do gotowego zasiedli jedzenia.

A gdy jadłem, napitkiem się już nasycono,

Mesaulios sprzątnął chleby, a biesiadne grono

Syte mięsem i chlebem do snu się zabrało.

7295

Noc była bezksiężycna, czarna, z góry lało

Dżdżem ulewnym, wilgotne świstały zefiry.

Odys chcąc wypróbować, czy pastuch dlań szczery,

Czy własną da mu chlajnę, lub też każe komu,

By mu swojej odstąpił, jak grzeczny pan domu,

7300

Rzekł: „Słuchaj, Eumajosie, i wy kłońcie uszy!

Coś o sobie opowiem. Gdy kto łeb zaprószy,

Choć rozumny, to gotów głośno wyśpiewywać

I śmiać się do rozpuku, skakać, wygadywać,

Aż z ust wymknie się wróbel, a powróci wołem.

7305

Lecz mnie skończyć wypada, kiedy raz zacząłem.

Oj, czemuż ja nie młody, i nie zuch ten samy,

Jak wtenczas, gdym się skradał pod Ilionu bramy!

Hufce Odys prowadził z Menelajem razem,

I ja trzeci, co za ich stało się rozkazem.

7310

Podkradłszy się pod miejskie warownie wyniosłe,

Obsaczamy je wkoło, a w bagna zarosłe

Trzciną układł się każdy, w pancerz swój zakuty.

Nadeszła noc burzliwa, Boreasz[861] dął luty[862]

I mroził aż do kości; śnieg płatami padał

7315

I na pawężach[863] naszych biały szron osiadał.

Inni, oprócz chitonów chlajnami okryci

Pod pawężmi na grzbietach, spali jak zabici.

Jam zaś chlajnę[864], niebaczny, zostawił w obozie

Towarzyszom, nie myśląc o tym nocnym mrozie,

7320

I wyszedłem z pawężą, jasnym pasem spięty.

Lecz już o trzeciej straży tak byłem zziębnięty,

Żem trącił Odyseja, śpiącego koło mnie,

Łokciem, a on, obudzon, słuchał mnie przytomnie.

Podstęp, Opieka— Boski Odysie! — rzekłem — źle się ze mną dzieje,

7325

Przyjdzie życiem nałożyć, od zimna drętwieję.

Nie mam chlajny, bies jakiś skusił mnie zapewne,

Żem wybrał się tak lekko, więc i duszę ziewnę. —

Rzekłem, a on wnet skoczył po rozum do głowy,

Jako zawsze do rady i boju gotowy;

7330

Więc nachylon, te słowa szepnął mi do ucha:

— Nie gadaj! nuż cię który z Achiwów podsłucha! —

I na ręku się wsparłszy: — Towarzysze mili! —

Wołał głośno — proroczy sen miałem w tej chwili:

Od okrętów my naszych poszli za daleko.

7335

Niechże który ochotnik kopnie się, a lekko,

Spytać Agamemnona, narodów pasterza,

Czyby nie mógł nam więcej przysłać tu żołnierza? —

Na to podniósł się Toas, syn Andrajmonowy,

I na ziemię zrzucając swój płaszcz purpurowy

7340

Poskoczył do okrętów. Jam porwał płaszcz jego,

Okrył się nim, i spałem aż do dnia białego. —

Gdybym tak jak i ongi młody był i żwawy,

Pewnie by na mnie pastuch więcej był łaskawy

I dał chlajnę przez pamięć i cześć bohatera.

7345

A żem nędzarz, więc każdy mną dziś poniewiera”.

Na to pastuch Eumajos odparł: „W tej powieści,

Mój staruszku, niemało dobrego się mieści:

W niczem-eś nie przesadził, a dopiąłeś celu.

Więc okrycie tu u nas znajdziesz, przyjacielu,

7350

I resztę, co-ć potrzebnym w twoim biednym stanie

Na tę noc; ale jutro chodź sobie w łachmanie,

Bo chlajnów i chitonów zapas tu nieduży,

Zbytnich nie ma: każdemu jeden tylko służy.

Lecz jeśli syn Odysów wróci tu dostojny,

7355

O chlajnę i o chiton możesz być spokojny,

On cię nawet odeśle, gdzie zechcesz, nieboże”.

Rzekłszy to wstał i zaczął słać dla niego łoże

Przy ognisku, rozpostarł kozie i baranie

Skóry, a gdy Odysej legł na to posłanie,

7360

On mu dał do nakrycia swą chlajnę kudłatą

I zawiesistą, która służyła mu na to,

Że się nią przyodziewał zawsze w zmiennej porze,

Gdy słota albo zimny wicher dął na dworze.

Spoczął tedy Odysej. Przy nim tuż na ziemi

7365

Pokładli się parobcy, ale pasterz z niemi

Spać nie myślał: o trzodę swoją on troskliwy,

Wybierał się do obór. Odys był szczęśliwy

Z tego sługi, co chociaż w domu pana nie ma,

Dba o jego dobytek i taki ład trzyma.

7370

Więc się zbierał, miecz ostry przewiesił z ramienia,

Wdział chlajnę, która chroni go od przeziębienia,

Na tę jeszcze zarzucił skórę z dużej kozy,

W dłoń wziął oszczep i ludziom, i psom do pogrozy,

I wyszedł spocząć bliżej białokływej trzody,

7375

Pod wiszarem[865] ustronnym, czasu niepogody.

Pieśń piętnasta

Telemachos przybywa do Eumajosa

Poszła Pallas-Atene w gród Lakedajmony,

Kędy syn Odyseja siedział zabawiony,

Naglić go, bo mu do dom wracać wielka pora.

Zastała Telemacha, jak z synem Nestora

7380

Spali obaj w przysionkach Menela[866] teremu[867].

Li[868] Pejsistrat wczasowi poddał się sennemu,

Bo Telemach już nie spał. On przez całe noce

Nie sypia, tak się myślą o ojcu kłopoce.

Więc Atene doń rzekła, stając u wezgłowi:

7385

„Nie siedź tu, Telemachu, i śpiesz ku domowi!

Odbiegłeś od majątku, w zamku twoim siedzą

Wyuzdane zuchwalce, a nuż wszystko zjedzą

I mieniem się podzielą? Wrócisz poniewczasie!

Więc Menelę grzmigłosa błagaj, niech nie pasie

7390

Dłużej cię, a odsyła, byś mógł zastać doma

Matkę cną, gdyż jej własny ojciec[869] się nie sroma[870],

Toć i bracia, nastawać na nią, by wybrała

Na męża Eurymacha, któremu stąd chwała,

Że hojny i od innych bogatsze wniósł wiano.

7395

Nie dajże, by ci z domu jaki skarb zabrano;

Wiesz przecie, co niewiasta w sercu swoim chowa:

Z kim pójdzie, temu wszystko oddać już gotowa,

A o dziatwę swą pierwszą i o nieboszczyka,

Miłego niegdyś, nie dba, serce im zamyka.

7400

Przeto wracaj ład zrobić, zdać rządy domowe

Na wiernej i roztropnej służebnicy głowę,

Nim z ręku bożych weźmiesz zacną połowicę.

Niebezpieczeństwo, OpiekaLecz jeszcze mam ci zwierzyć jedną tajemnicę:

Zasiedli na cię z gachów najtęższe junaki,

7405

W cieśninie, która dzieli Samos od Itaki,

I chcą cię w drodze zabić, nim do dom powrócisz.

Lecz ty podal[871] od wysep łódź swoją odrzucisz,

A nocą płynąć będziesz. Bóg, który cię broni

I strzeże, dobrym wiatrem żagiel twój pogoni.

7410

Wszakże dotarłszy brzegów itackich już blisko,

Odeślij łódź do miasta i drużynę wszystką,

A sam do Eumajosa udaj się, pastucha,

Co trzodę twoją pasie, człek dobrego ducha.

Tam noc spędzisz, a jego wyprawisz w te tropy

7415

Z wiadomością od ciebie do cnej Penelopy,

Żeś już wrócił z Pylosu i cało, i zdrowo”.

Tak rzekła i na górę poszła Olimpową.

Wtem Telemach obudził uśpionego błogo

Pejsistrata, i mówił trącając go nogą:

7420

Podróż, Gospodarz, Gość„Zbieraj się, Nestorydo, i śpiesz do kolasy

Zaprząc konie! Przed nami droga, nie wywczasy”.

Na to mu odpowiedział Nestoryd: „Co? Tobie

Chce się jechać? Lecz z jazdy ponoś nic na dobie;

Któż wyjeżdża w noc ciemną? Czekaj blasku zorzy,

7425

Niech pierwej podarunki w rydwanik nam włoży

Menelaj, syn Atreja — z męstwa świat go sławi —

Niech nas grzecznymi słowy pożegna, odprawi;

Przybysz bowiem rad chowa pamięć gospodarza,

Co go przyjmie gościnnie i hojnie obdarza”.

7430

Rzekł, i rychło Jutrzenka w złotym błyska stroju.

Nadszedł też Menelaos, on grzmiący głos w boju,

Co z łoża od kędziornej Heleny wstał boku.

Gdy go zoczył Telemach, jął w jednym poskoku

Nadziewać na się chiton świetny, a ramiona

7435

Okryła mu szeroka szata narzucona.

Potem wyszedł mołojec na jego spotkanie,

I syn Odysa mówił, gdy przy nim już stanie:

„Atrydo Menelaju! Boski władco rzeszy!

Odeślij mnie do ziemi ojców! Mnie się śpieszy:

7440

Pragnąłbym dzisiaj jeszcze puścić się w tę drogę”.

Na to odparł Menelaj: „Zaprawdę nie mogę

Zatrzymywać cię dłużej, Telemachu, u mnie,

Gdy tak tęsknisz do domu. Gospodarz, GośćWiem, jak nierozumnie

Robią ci gospodarze, co męczą swych gości

7445

Zbytkiem przynuk[872] lub zbytkiem jawnej oziębłości.

Środek dzierżę, gdyż jedno i drugie niemiłe:

Czy kto gościa wypędza, czy trzyma na siłę.

Chce gość jechać — odsyłam, chce zostać — więc goszczę.

Czekajże, niech ci wprzódy kolasę wymoszczę

7450

Pięknymi podarkami, abyś patrzał na nie,

A niewiastom rozkażę przyrządzić śniadanie.

Sute, z wszystkich zapasów, w jakie dom obfity.

Cel podwójny osiągnę, bo uczczę zaszczyty,

A i ciało nakarmię. Potem już możecie

7455

Jechać sobie i brodzić po bezbrzeżnym świecie”.

Na to taką odpowiedź dał mołojec hoży:

„Atrydo Menelaju, wychowanku boży!

Śpieszy mi się do domu, bo gdy odjeżdżałem,

Nikt nie był, aby oko miał nad mieniem całem.

7460

A nuż syn szukający ojca sam przepadnie?

Lub w zamku kto tymczasem skarb mi jaki skradnie?”

Na te słowa Menelaj, głosem w boju grzmiący,

Kazał żonie i dziewek czeredzie służącej

Spiesznie stoły zastawić domowym zapasem.

7465

I Boetycz Etonej[873] zjawił się tymczasem,

Tylko co z łóżka wstawszy; mieszkał on tuż blisko.

Jemu kazał Menelaj rozpalić ognisko

I piec mięso; ten rozkaz prędko był spełniony.

Po czym zeszedł do skarbca, który był sklepiony;

7470

Lecz nie sam, bo z Heleną szedł i z Megapentem[874].

Gdy w sklep weszli, kosztownym zapełniony sprzętem,

Atryd wybrał podwójny puchar z tych, co stały,

A Megapencie kazał krater srebrny cały

Nieść w ręku, zaś Helena szła skrzynie otwierać,

7475

I w szatach przez się dzianych jęła tam przebierać.

Z tych jedną wydobyła: szata to fałdzista,

Połyskująca ni to gwiazda promienista;

Leżała też na spodzie. Po czym wszyscy troje

Do Telemacha poszli przez świetlic podwoje,

7480

A stanąwszy już przed nim, rzekł płowy Menela:

„Niechaj ci, Telemachu, w powrocie udziela

Swej opieki Zeus Kronid, piorunny mąż Hery!

Tymczasem z mego skarbca ten podarek szczery

Racz wziąć, co najpiękniejszy i najdroższy miałem.

7485

Także kruż cudnie rzeźbion dla ciebie wybrałem.

Srebrny z złotym okrajkiem[875], Hefajst go wykował,

A Fajdim, król Sydońców, niegdyś mi darował,

Gdym z powrotem doń wstąpił. Więc niechże ci służy!”

DarPo tych słowach Atryda[876] dał mu puchar duży,

7490

Podwójny, a Megapent wniósł on srebrnolity

Kruż, i przed nim postawił. Helena płaszcz szyty

Ręką swą wniosła także, krasą niezrównana,

I — „Przyjm darem ode mnie — rzekła do młodziana —

Tę szatę z rąk Heleny; chowaj ją starannie

7495

Do wesela, gdy staniesz przy wybranej pannie.

Tymczasem daj ją matce, ona ci przechowa.

A teraz zdrów mi bywaj! Droga twoja głowa

Szczęśliwie niech powraca w ojców swoich progi!”

Rzekła — a on z radością przyjął ten dar drogi.

7500

Wnet Pejsistrat, podarki pozbierawszy liczne,

W kolasie je ustawił, dziwiąc się, jak śliczne.

Zaś płowy Menelaos do gotowej sali

Wszystkich z sobą zaprosił. Gdy pozasiadali

Zastawione tam rzędem ławice i krzesła,

7505

Zaraz jedna z służebnic złoty dzbanek wniesła

Z wodą do rąk; tę lała im do misy srebrnej;

Przed każdym postawiła stoliczek potrzebny.

Poważna też szafarka z zapasy różnymi

Przyszła, i te przysmaki stawiła przed nimi.

7510

Syn Boetów pokrajał i rozdał pieczyste,

Megapent zaś lał wino w puchary złociste.

Więc do mis się rzucono po niedługiej chwili;

A gdy głód nasycili, pragnienie zgasili,

Jął Telemach z Nestora synem jarzmo wkładać

7515

Na rumaki i w krasną kolasę już wsiadać,

A wsiadłszy, ruszył w bramne sklepienie dudniące.

Atryd sam odprowadzał te odjeżdżające

Goście z kielichem w ręku po brzegi nalanym,

By odjezdną libację spełnić roztruchanem[877].

7520

Więc zachodząc im drogę, rzekł: „Bywajcie zdrowi,

Mołojcy! A pokłońcie się tam Nestorowi

Ode mnie: on był dla mnie jak ojcem rodzonym,

Gdyśmy się tam, Achiwi, bili pod Ilionem”.

Na to odparł Telemach: „O ty mężu boży!

7525

Co każesz, to się wszystko dokładnie przedłoży,

Skoro na miejscu staniem. Obym tak z powrotem

Mógł ojca zastać w domu i mówić mu o tem,

Jak mnie tu ugościło przyjęcie łaskawe,

Jak sute upominki dano na odprawę!”

7530

OmenGdy to mówił, wtem orzeł mignął z prawej strony[878];

Dużą, białą gęś dworską pochwycił on w szpony

I z nią leciał, a za nim z wrzaskiem tuż, tuż goni

Zgraja chłopów i kobiet. Orzeł blisko koni

Skręcił w prawo i wionął. Widok niespodziany

7535

Ucieszył i otuchą napełnił młodziany,

Aż Menelę Pejsistrat zagabnął słowami:

„Pomyśl-no, władco ludów, czy znak ten za nami,

Czy za tobą[879], i komu wróżbę niebo zsyła?”

A właśnie go ta wróżba już zastanowiła,

7540

Bo myślał, co by wnosić miał z tej tajemnicy,

Gdy go ubiegł w tym dowcip[880] pięknej połowicy:

„Wieszczę wam! Posłuchajcie, co mi wlali w duszę

Bogowie, a co wkrótce spełni się, jak tuszę[881]:

Orzeł po łup przyleciał i gęś uniósł białą

7545

W te skały, gdzie i gniazdo ma, i dziatwę małą;

Tak Odysej po długiej tułaczce i biedzie

Kiedyś w próg swego zamku jako mściciel przyjdzie,

Lub już przyszedł i gachom śmierć już zapowiada”.

Więc Telemach jej na to: „Oby ten, co włada

7550

Niebem, Hery małżonek piorunny, to sprawił!

Niech się ziści, a będę cię jak bóstwo sławił!”

Rzekł i zaciął rumaki; lotnymi kopyty

Wpadły w miasto, po równi cwałują odkrytej

Przez dzień cały; gdy ciemny mrok poczernił szlaki,

7555

Do zamku Dioklesa przybyli junaki.

Ojcem jego Orchiloch, syn Alfeuszowy.

U Diokla tam w Ferach i nocleg gotowy

Znaleźli, i gościnne przyjęcie im dano.

Ze wschodzącą nazajutrz Jutrzenką różaną,

7560

Zaprzągłszy, jadą dalej w przekrasnej kolasie

Przez bramę, aż w przysionkach turkot rozlega się.

Tak pędząc, wóz ich prędko tę drogę przemierzył

Do Pylos. Wtem Telemach druhowi się zwierzył:

„Nestorydzie[882]! Mam prośbę, lecz chcę wiedzieć, czy mi

7565

Jej nie odmówisz? Wszak my z dawna pobratymi

Przez ojców naszych przyjaźń; równe nasze lata,

A ta podróż tym ściślej jeszcze nas pobrata.

Otóż wstrzymaj wóz, proszę, gdzie okręt mój czeka;

Tam wysiądę. Twój stary — sprawa z nim nielekka —

7570

Gotów by mnie nie puścić, gościć bez ustanku,

Kiedy mnie tak się śpieszy; zrób to, mój kochanku!”

Rzekł, a Nestoryd w duchu już wszystko obliczył,

Aby spełnić najlepiej, co sobie druh życzył.

I ta rada najlepszą zdała się w tej mierze,

7575

Że skręcił zaraz końmi nad morskie wybrzeże

I na pokład okrętu jął wynosić dary

Dane od Menelaja, te złote puchary

I te szaty, a nagląc rzekł skrzydlate słowo:

„Śpiesz na okręt i zbieraj czeladź okrętową;

7580

Zwiń się, nim w zamku stanę i ojcu zdam sprawę.

Już czuję, jaką przyjdzie odbyć z nim przeprawę:

Starzec to popędliwy; sam on tutaj wpadnie,

Naciśnięty przez niego nie wymkniesz się snadnie[883].

Już go widzę, jak przyjdzie i zmiesza ci szyki”.

7585

Powiedziawszy to, zaciął grzywiaste koniki,

Przez gród Pylu przejechał, stanął przed mieszkaniem.

Telemach zaś na swoich wołał z naleganiem:

„Ładzić[884] nawę, a żywo, towarzysze mili!

Wsiadać i dalej w drogę, nie traćmy ni chwili!”

7590

Posłuszni, rozkaz jego wykonali pędem,

Do wioseł się rzucili i zasiedli rzędem.

Gdy był gotów, na tylnym okrętu pokładzie

Jął odprawiać ofiarę Atenie Palladzie.

Wtem stanął przed nim jakiś przychodzień z daleka,

7595

Z Argos, skąd aż tu uciekł, zabiwszy tam człeka.

Wieszczkiem był i potomkiem po Melampie owym,

Co ongi mieszkał w Pylu, słynnym owiec chowem,

Bogaczu, co rozliczne dwory miał i włości,

Lecz się przeniósł gdzie indziej, gwoli[885] zuchwałości

7600

A i pychy Neleja, gdyż ten pan zuchwały

Zagrabił mu majątek i trzymał rok cały.

On tymczasem na zamku Filaka zamknięty

Srodze cierpiał, dźwigając sromotne tam pęty[886],

Przez córę Neleusa i zaciekłość oną,

7605

Jaką mściwa Erynna[887] zatruła mu łono.

A jednak uszedł Kery[888] — bowiem z łąk Filaki

Woły pognał do Pylos i zemścił się taki[889]

Na Neleju, za pychę jego — i dla brata

Przyprowadził małżonkę. Sam w inny kąt świata

7610

Poszedł i osiadł w Argos koniorodnej ziemi,

Gdzie los go zrobił władcą nad ludy licznymi,

i Tam pojął sobie żonę, zamek wybudował,

Dwóch synów, Antifata, Mancja się dochował.

Antifat Oiklesa spłodził, a ten synem

7615

Szczycił się Amfiarajem[890], który trząsał gminem;

A choć go Zeus[891] egidny[892] i Feb[893] swą miłością

Darzyli — on się przecież nie cieszył starością,

Lecz zmarł w Tebach z powodu przeniewierstwa żony.

Alkmeon[894] i Amfiloch z niego był zrodzony,

7620

Mancjos miał Polifejda synem i Klejtosa;

A tego mu porwała różana Eosa

Gwoli jego krasoty[895], by zasiadał z bogi.

Polifejdzie Apollo nadał przymiot drogi

Wieszczenia — i był wieszczem między żyjącymi

7625

Pierwszym po Amfiaraju, gdy zeszedł z tej ziemi;

Potem do Hyperei przeniósł się z powodu

Waśni z ojcem — i z wieszczb swych słynął śród narodu.

Był to właśnie syn jego zwan Teoklimnesem,

Który do Telemacha przystąpił obcesem,

7630

Gdy ten stojąc u burty lał z wina obiatę[896],

Zagabł[897] go ów i słowa posłał mu skrzydlate:

„Mój druhu! Ty, jak widzę, ofiarą zajęty;

Więc, zaklinam cię na nią i na cel jej święty,

Na twoją głowę własną i czeladzi twojej,

7635

Że mi odpowiesz prawdę szczerą, jak przystoi:

Ktoś jest? Z jakiego kraju? Rodzina twa jaka?”

Więc otrzymał odpowiedź wraz od Telemaka:

„Cudzoziemcze! Usłyszysz mowę niekłamaną:

Itaka mą ojczyzną, Odys — ojca miano.

7640

Oby żył! Lecz on dawno smutną śmiercią zginął!

Przetom go na okręcie tym szukać popłynął,

By się zwiedzieć o losie drogiego rodzica”.

Na to mu Teoklymen rzekł pięknego lica:

„I jam tułacz bez ziemi, bom w rodzinnej stronie

7645

Zabił kogoś, co w Argos hodującym konie

Miał krewnych i przyjaciół, używał czci wielkiej;

Więc uchodząc odwetu ich ręki mścicielki,

Tu zabiegłem, na żywot już skazan tułaczy.

Błagam cię, weź mnie z sobą, a błagam w rozpaczy:

7650

Zabiją mnie — co tylko nie widać pogoni”.

Na to roztropny młodzian: „O, niechże bóg broni,

Abym cię z łodzi wypchnął! Gdy chcesz z nami płynąć,

Wsiadaj! Dzieląc się z tobą, nie damy ci zginąć”.

Tak witając przybysza, wziął mu z rąk spiżowy

7655

Oszczep, i ten na pomost złożył okrętowy;

Sam potem wszedł do środka nawy owioślonej,

Siadł u burty, a przy nim usiadł zaproszony

Teoklymen. Już jedni łódź odcumowali,

Drudzy ład robiąc wewnątrz nawy się krzątali;

7660

Telemach ich naganiał, więc robią, co każe.

Sosnowy maszt zatknąwszy w drążonym ligarze[898],

Wyprostowali, w mocne ujęli go sznury,

I na rzemieniach żagle podciągli do góry.

Zaraz im wiatr pomyślny zesłała Pallada:

7665

Z szumem lecąc z obłoków, wiatr na okręt wpada,

Po słonej go powierzchni pędzi jak w zawody,

Że wnet Kruny[899] ominą i Chalkisu[900] wody.

Słońce zgasło, dokoła szlaki poczerniały —

Telemacha do Fejów[901] wiatry już zagnały.

7670

Stamtąd mijając Elis, gdzie władną Epeje,

Mknął ku kolczastym wyspom[902], a w duchu truchleje,

Myśląc, czy śmierci ujdzie, czy głową nałoży.

Podczas[903] siedział Odysej, a z nim pastuch boży,

W zagrodzie; wśród czeladzi wieczerzą się krzepił.

7675

Gdy zjedzono, wypito, witeź[904] znów zaczepił

Słówkiem, by Eumajosa doświadczyć w potrzebie,

Azali[905] go jak gościa dłużej tu u siebie

Zatrzyma, czy do miasta odprawi dla zbytu.

Żebrak„Czy wiesz co, Eumajosie? — rzekł. — Jutro do świtu

7680

Zbieram się iść do miasta po żebranym chlebie;

Nie chcę dłużej ciężarem być dla was i ciebie.

Tylko radą mnie opatrz i daj mi na drogę

Przewodnika, gdyż w mieście sam sobie pomogę.

Łażąc tędy owędy po prośbie, obaczę,

7685

Czy w zysku da kęs chleba rzemiosło żebracze.

Nawet w zamek Odysa chciałbym się odważyć,

Z Penelopą o różnych wieściach coś pogwarzyć,

Zetknąć się też i z pyszną rzeszą zalotniczą:

Z mnóstwa potraw na stole może coś użyczą.

7690

Jeśli służby mej zechcą, najzręczniej się sprawię.

Ależ słuchaj! I dobrze rozum, co-ć wyjawię:

Oto z łaski Hermesa, co wdziękiem pięknoty

I pomyślnością ludzkie zwykł wieńczyć roboty,

Nie sprosta mi nikt w służbie pilnej — to rzecz pewna:

7695

Umiem ogień rozpalić, suche łupać drewna,

Lać wino, mięso krajać i obracać rożny —

Zgoła wszystko, co od sług wymaga pan możny”.

Zmartwion tym, wraz mu odrzekł boski nasz pastucha[906]:

„Gościu mój! Jakaż znowu ugryzła cię mucha,

7700

Że się chcesz na niechybne nieszczęście narazić?

Po cóż ci między gachy wyuzdane włazić,

Których gwałty już biją w nieb żelazne stropy!

Oj! Nie takie im służą przecie, jak ty, chłopy,

Jedno w chlajny, chitony przystojne ubrane,

7705

Młodziki gładkolice, wonne, uczesane:

Tacy służą do stołów toczonych, chędogich[907],

Gnących się od win, mięsiw i od chlebów mnogich.

Zostań z nami, twa bytność nikomu nie wadzi,

Ani mnie, ni żadnemu z naszej tu czeladzi:

7710

Niech tylko syn Odysa jedyny powróci,

Chlajnami, chitonami całego zarzuci,

I odeśle, gdzie sercem pragniesz być i głową”.

Na to cierpiciel Odys odrzekł taką mową:

„Obyś ty, Eumajosie, był tak miły bogu,

7715

Jak mnie jesteś, za litość nad nędzą w barłogu

I przytułek mi dany! Los różnie uciska,

Lecz najsrożej, gdy człeku nie da przytuliska,

A wzgardę, poniewierkę co dzień musi przeżyć,

By tylko krzyk głodnego żołądka uśmierzyć!

7720

Lecz gdy chcesz, bym na jego poczekał przybycie,

To mi też coś o ojcu i matce powiecie

Odyseja; on ponoś, wychodząc na boje,

Już dobrze podstarzałych zostawił oboje,

Żyją-ż oni? Słoneczne świecą-ż im promienie?

7725

Czy zmarli, hadesowe zamieszkują cienie?”

Wódz pasterzy, Eumajos, tak mu odpowiedział:

Ojciec, Żałoba„Z ust mych prawdę usłyszysz, wszystko będziesz wiedział.

Laertes dotąd żyje, choć boga wciąż prosi,

By śmierć zesłał na niego; życia już nie znosi,

7730

Odkąd utrata syna serce mu rozdarła

I odkąd mu małżonka[908], cna pani, umarła.

Z płaczu przyszła nań starość wczesna i przygniata;

Ona także z tęsknoty po synie[909] ze świata

Zeszła śmiercią okropną. O! Niech tak nie kończy

7735

Nikt dobry, kto mnie kocha, z kim przyjaźń mnie łączy!

Dopóki ona żyła, choć smutkiem przybita,

Dopóty wszystkim dla mnie była ta kobieta.

Szukałem jej, rozmawiał — bom chował się przecie

Z długoszatną Ktimeną[910] jak własne jej dziecię,

7740

Z tą ostatnią jej córką, panną urodziwą;

I była ona matką dla mnie nie mniej tkliwą.

Ktimena gdy dorosła, jam chłopak był jary —

Wydano ją do Same, a bogate dary

Wzięto za nią. Wraz matka chiton mi chędogi[911]

7745

A i chlajnę sprawiwszy, toż sandał na nogi,

Wysłała na wieś, coraz kochała mnie czulej.

Dziś już nie mam nikogo, nikt mnie nie przytuli!

Za to pracy mej jakoś błogosławią nieba:

Mam co jeść i pić, gościa przyjmę jak potrzeba,

7750

Lecz od mojej dziedziczki nic mi już nie spadnie,

Ani datek, ni słowo, odkąd domem władnie

Ta zgraja najezdników. A sługom tak miło

Mówić z panią czasami, jak to dawniej było,

Przetrącić coś z jej łaski, zapasik wziąć w pole,

7755

Bo to zniewala sługi i słodzi ich dolę…”.

Na to przemyślny Odys rzekł mu: „Czy być może!?

Toś ty dzieckiem był wtenczas, kiedyś tu niebożę

Odbił się od rodziców, od rodzinnej ziemi?

Ależ jak się to stało? Proszę, powiedz-że mi!

7760

Czy miasto, gdzie rodziców miałeś i rodzinę,

Wrogowie najechawszy zburzyli w perzynę?

Czy cię od krów i owiec rabusie porwali

I zawlókłszy na okręt aż tutaj sprzedali

Komuś, który za ciebie zapłacił sowicie?”

7765

Na to pastuch Eumajos: „Kiedy tak prosicie,

Gościu mój, to odpowiem na pytanie wasze.

Siedźcie sobie, a pełną wychylajcie czaszę.

Noc długa i wywczasu[912] może kto chce zażyć —

A kto nie chce, przyjemnie może noc przegwarzyć.

7770

Nikt cię tu nie przymusi do spania — sen długi

Wadzi zdrowiu. A jeśli tam jeden lub drugi

Kwapi się[913] już do łóżka, to niech się położy.

Za to jutro o rannej zbudziwszy się zorzy,

Po śniadaniu, wraz trzodę na paszę wywiedzie.

7775

My zaś sobie tu w dwójkę zasiadłszy, sąsiedzie,

Jeść będziem i popijać, i szukać osłody

W zwierzeniach się z niejednej minionej przygody.

Bo taki, co się tułał i nędz zaznał wiele,

Lubi czasami grzebać w tych cierpień popiele.

7780

A więc ci to opowiem, o coś pytał, druhu.

Jest wyspa Syria, może wiesz o niej z posłuchu,

Leży w górze Ortygii, na słońca zwrotniku,

Niewielka, ale żyzna. Owiec tam bez liku

I bydełka, i winnic, i zboża się chowa,

7785

Głód nie znany i nigdy zaraza morowa

Biedne ludzie nie trapi[914], lecz gdy wiek zgrzybiały

Przyjdzie na nich, Artemis ze swoimi strzały,

Toż Apollon ów łucznik pojawia się boży,

Strzelają i strzał cichy nieznacznie umorzy.

7790

Na wyspie dwa są miasta, kraj ma dwie połowy,

Nad obiema był królem syn Ormenidowy

Ktesios, mój ojciec, bogom z wejrzenia podobny.

Raz więc okręt Feników, a lud to sposobny

Do żeglugi, lecz chytry, przywiózł był towary

7795

Świecideł rozmaitych. W domu zaś mój stary

Miał Fenijkę wysmukłą i ładną kobietę,

Ręcznych robót świadomą. Feniki te skryte

I chytre ją uwiodły. Jeden z nich, gdy prała,

Przyczepił się tam do niej. Miłość się wplątała.

7800

Bo na miłość niewiasta najłatwiej się łowi,

Choćby która i wstrętną była niewstydowi.

Więc ją pytał: — Skąd rodem? Z jakiej okolicy? —

Ona mu opisała dom swego rodzicy:

— Miejscem moim rodzinnym Sydon śpiżolśniące,

7805

Arybas ojcem, skarbów liczy na tysiące.

Lecz mnie Tafije skradli, gdym biegła przez pole,

Łotrzyki, tu przywieźli, sprzedali w niewolę

Do domu mego pana, za pieniądz gotowy. —

Na to rzekł ów, co skryte miewał z nią rozmowy:

7810

— Może byś chciała z nami wrócić, panno miła,

Byś rodziców i gniazdo własne obaczyła?

Bo rodzice twe żyją i w dobrym są stanie. —

Niewiasta tę odpowiedź dała na pytanie:

— Zgoda, byle mi twoi poprzysięgli święcie,

7815

Że mnie do dom odstawią całą na okręcie. —

Rzekła, oni przysięgli, że ją tam odwiozą,

Wszyscy najświętszych ślubów związali się grozą,

A ona znów związała ich takimi słowy:

Porwanie— Milczeć! Niech nikt z załogi nie śmie okrętowej,

7820

Choć słówkiem mnie zaczepić, czyli[915] mnie tam w mieście,

Czy przy krynicy spotka, czy gdzie bądź nareszcie,

Bo mógłby kto podpatrzeć i donieść do dworu,

A starzec podejrzliwy chwyci się pozoru,

Uwięzi mnie, wam zada co najsroższe kary,

7825

Sza! zatem, a tymczasem skupujcie towary,

A okręt nasz ładugę swoją już dostanie,

Niech który tę wiadomość da mi niemieszkanie[916],

Ja zaś schwycę co tylko znajdzie się pod ręką,

Za przewóz wam zapłacę lepiej niż podzięką,

7830

Bo przy mnie syn się chowa mojego tam pana,

Wcale[917] bystra chłopczyna, do mnie przywiązana,

Pójdzie ze mną na okręt — możecie zań duży

Okup dostać, gdziekolwiek trafi się w podróży. —

Tak rzekła i do dworu odeszła z powrotem.

7835

Fenicjanie rok jeszcze siedzieli tam potem,

Skupując do okrętu zewsząd towar mnogi.

A gdy statek ładowny gotów był do drogi,

Zaraz jeden z nich przyszedł do onej kobiety

Na dwór mojego ojca, człek w ciemię nie bity.

7840

Bo naszyjnik wziął z sobą złoty, bursztynowy.

Zbiegły się wraz z mą matką wszystkie białogłowy

Oglądać, obmacywać misterne noszenie,

A nareszcie targować. Wtem on dał skinienie

Umówione i odszedł wprost do nawy swojej,

7845

Ona zaraz mnie wzięła, wywiodła z pokoi,

Lecz w przysionku spostrzegłszy złote roztruchany[918],

Gdyż był tam do biesiady stół przygotowany

Dla gości, co z mym ojcem poszli na agorę —

Więc w zanadrze schowała trzy puchary spore

7850

I wyszła, a ja za nią biegłem niemyślący.

Helios zgasł, szlaki sczernił mrok już padający,

Gdyśmy się do nadmorskiej przystani dostali,

Gdzie Feniki z ładownym okrętem czekali

Gotowi do wyjazdu na mokre przestworze.

7855

Nas zabrawszy wiatr dobry wyniósł ich na morze

Zesłany od Kroniona. Tak sześć dni i nocy

Płyniem, lecz gdy dzień siódmy nastał z bożej mocy,

Artemis białogłowę oną strzałą zdradną

Przeszyła, aż z łoskotem padła w okręt na dno

7860

Jak rybitwa. Z pomostu zrzucono jej ciało,

Żer rybom i morsukom, mnie nic nie zostało

Krom smutku, a tymczasem nie wstrzymany w biegu,

Gnan wiatrem okręt dobił itackiego brzegu,

Gdzie mnie Laertes kupił z własnej swej skarbony.

7865

W taki sposób ujrzałem pierwszy raz te strony”.

Na to wyszła odpowiedź z ust Odyseusza:

„Jakże mnie, Eumajosie, do żywego wzrusza

Powieść twoja! Tyś w życiu nacierpiał się tyle!

Przecież Zeus obok przykrych dał ci dobre chwile,

7870

Jeśliś po tych przygodach znalazł przytulisko

W domu zacnego człeka, który dał ci wszystko,

Który ci hojnie strawę i napitek dawał,

Że mogłeś żyć wygodnie. A ja, świata kawał

Obleciawszy, ot nędzarz, staję tu przed tobą”.

7875

Podobne rozhowory[919] wiedli jeszcze z sobą,

A potem się przespali krótko, bo różowa

Jutrzenka wnet zabłysła.

Zaś Telemachowa

Czeladź, żagle zwinąwszy na owym noclegu,

7880

Maszt spuściwszy wiosłami dopchała do brzegu

Statek. Kotwicę rzuci, linami przytroczy,

I na brzeg falą bity ochoczo wyskoczy,

Aby strawę uwarzyć, pić ogniste wino.

Kiedy się tak z obiadem i napitkiem zwiną,

7885

Wraz roztropny Telemach rzekł do swej czeladzi:

„Wy odpłyńcie, do miasta łódź się odprowadzi,

Ja zaś skoczę tu na wieś do moich pasterzy,

A gdy wszystko obejrzę, wrócę o wieczerzy,

I nazajutrz, za wierne usługi w tej drodze,

7890

Sutą mięsną i winną ucztą was nagrodzę”.

Na to rzekł Teoklymen, mąż z boskim wejrzeniem:

„Gdzież pójdę? Czyja strzecha będzie mi schronieniem?

Czy mnie przyjmie kniaź który na skalnej Itace,

Czy mam iść wprost na twoje lub matki pałace?”

7895

Roztropny mu Telemach odrzekł: „W każdym innym

Przypadku dom nasz byłby dla ciebie gościnnym

I miałbyś tam wygodę, lecz dziś o przyjęciu

Nie myśleć; mnie tam nie ma, a matka w zamknięciu

Ciągle siedzi, a w izbie gaszej[920] też nie bywa,

7900

Tylko w górnych komnatach na krosnach wyszywa.

Wskażę ci więc, do kogo możesz iść bezpiecznie:

Do Eurymacha pójdziesz, ten przyjmie cię grzecznie.

On teraz na Itace ma miru[921] najwięcej,

Mąż dzielny, on o matkę moją najgoręcej

7905

Się dobija, po berło Odysowe sięga.

Nie wiem, jak go osądzi olimpska potęga,

I czy nań przed weselem nie padnie cios krwawy!”

OmenGdy to rzekł, jastrząb wionął mu od ręki prawej;

W szponach darł on gołębia, ten Feba ptak[922] chyży,

7910

Z góry się posypała siła piór i pierzy

Pomiędzy Telemachem a łodzią padając.

Widział to Teoklymen, i odprowadzając

Na stronę Telemacha, by nie był słyszany,

Za dłoń go ścisnął, i rzekł: „Od boga[923] zesłany

7915

Ten jastrząb przelatywał po twojej prawicy:

Był to ptak przeznaczenia, pełny tajemnicy.

Wieszczy on, że w Itace nigdy nie postanie

Inny ród, li przy twoim będzie panowanie”.

Na to roztropny młodzian: „O gościu mój miły!

7920

Oby się słowa twoje w przyszłości ziściły!

Ja bym cię podarkami obsypał, ugościł,

Iżby twojego szczęścia każdy ci zazdrościł!”

Rzekł i przyzwał Pejraja[924]; z wszystkiej on drużyny

Odznaczał się wiernością, towarzysz jedyny:

7925

„Klytia synu, Pejraju! Ty w drodze do Pylu

Zawsześ spełniał mój rozkaz, lepszyś był od tylu,

Więc zabierz z sobą do dom obcego tu człeka,

Ugość go, poczcij grzecznie, i niech na mnie czeka”.

Na to odrzekł mu Pejraj, sławny kopii miotem:

7930

„Choćbyś się, Telemachu, opóźnił z powrotem,

To go przyjmę, i wdzięczen będzie za przyjęcie”.

Rzekłszy, skoczył na okręt i kazał w okręcie

Brać się wioseł, cumowną odwiązywać linę,

Aż gotową do jazdy zgromadził drużynę.

7935

Telemach zaś, postoły[925] zawdziawszy na nogi,

Leżący na pomoście wziął w garść oszczep srogi

Z miednym grotem. Flisacy linę odwiązali,

Statek odbił, ku miastu popłynęli dalej,

Jak im kazał Telemach, Odysa syn młody,

7940

Którego niosły nogi do onej zagrody,

Gdzie mnogość trzód się chowa, które pastuch strzeże,

Mąż zacny, panom służy i wiernie, i szczerze.

Pieśń szesnasta

Telemachos rozpoznaje Odyseusza

Odys wstał z Eumajosem o porannej chwili,

Przy ogniu roznieconym strawę przyrządzili

7945

I pasterzy wysłali z trzódmi na pastwiska;

A wtem nadszedł Telemach. Zawsze czujne psiska

Łaszą się, nie szczekając. Nie uszło to wzroku

Odysa; słyszał także chód męskiego kroku.

Więc się lotnymi słowy ozwał do pasterza:

7950

„Ktoś tu idzie; zapewne jakiś druh się zbliża

Lub znajomy; pies żaden na niego nie szczeka,

Lecz się łasi; stąpanie słyszałem z daleka”.

Ledwo skończył, a we drzwiach syn jego kochany

Zjawił się. Skoczył k'niemu pastuch, tak zmieszany,

7955

Że mu dzban, w którym wino miał pomieszać z wodą,

Z ręki wypadł, gdy podbiegł witać postać młodą

Swego pana. Całował głowę mu i oczy,

I ręce, aż po licu starca łza się toczy.

Iście tak ojciec syna tuli w swym objęciu,

7960

Gdy z obczyzny mu wraca po latach dziesięciu

Jedynaczek, co tyle trosek[926] go kosztował.

Tak samo Telemacha ściskał i całował

Wierny pastuch, jak gdyby nieboszczyka witał,

I łkając, tymi słowy lotnymi go pytał:

7965

„Tyżeś to, światło moje, Telemachu miły?!

Gdyś odjeżdżał do Pylos[927], oczy me zwątpiły,

Czy cię kiedy już ujrzą. Pójdźże tu, kochanku,

Przyjrzę ci się, nacieszę, patrząc bez ustanku

W ciebie, wracającego z dalekiej żeglugi.

7970

Tyś tak rzadko nawiedzał twe trzody i sługi,

Siedząc w mieście! Zapewne siedziałeś tam gwoli[928]

Onych gachów[929] zbytników, świadek ich swawoli?”

Na to roztropny młodzian odrzekł: „Dobry tatku,

Ot mnie masz, gdy umyślnie, a nie zaś z przypadku

7975

Przyszedłem cię odwiedzić i spytać, co robi

Matka moja: czy w domu jeszcze? Czy już zdobi

Łoże innego męża Odyseja żona?

A łożnica po ojcu mym osierocona

Pustką-ż stoi pajęczyn li nakryta siatką?”

7980

Wódz pasterzy Eumajos na to: „Z twoją matką

Zawsze jedno: niezłomna na zamku swym siedzi

Odpierając napaści; dzień i noc się biedzi

I usycha w tęsknicach, łzami wciąż zalana”.

Rzekłszy to, włóczń spiżową odjął z rąk młodziana,

7985

A ten, gdy próg kamienny do izby przestąpił,

Zaraz ojciec Odysej z miejsca się ustąpił,

Lecz go Telemach wstrzymał:

„Gościu! Siedź, gdzieś siedział!

Jest tu miejsce i dla mnie. Ten człek będzie wiedział,

7990

Kędy mnie w swej zagrodzie najlepiej posadzić!”

I Odys usiadł znowu — a pastuch jął[930] ładzić[931]

Siedzenie z miękkich liści, kożuchem nakryte,

Na którym to paniątko siadło znamienite.

Eumajos wraz[932] im przyniósł mięsa misę całą

7995

Pieczonego, co wczoraj z wieczerzy zostało.

Zwinnie kosz pełny chlebów postawił wśród stołu,

W kruż bluszczowy[933] lał wino i wodę pospołu

I naprzeciw Odysa sam już zasiadł ławę.

Jakoż jęli spożywać zastawioną strawę,

8000

A gdy jadła, napitku mieli już do syta,

Tymi słowy Telemach pastucha zapyta:

„Powiedz, tatku, skąd gość ten u ciebie się zjawił?

Jaki okręt do naszej wyspy go dostawił

I z jakiego to kraju są jego flisaki?

8005

Bo przecież przyjść piechotą nie mógł do Itaki”.

Na to boski Eumajos: „Chcesz wiedzieć, mój synku,

Więc ci opowiem, prawdę czystą, bez przyczynku.

On powiada, że z Krety pochodzi rozległej,

Że nogi jego siła[934] grodów już obiegły,

8010

Gdyż na żywot tułaczy niebo go skazało.

Teraz mu się z tesprockiej nawy ujść udało

Tu, do mojej zagrody. Opiece go twojej

Oddaję; od tej chwili pod skrzydłem twym stoi”.

Roztropny mu Telemach na to odpowiada:

8015

„Wbiłeś mi, Eumajosie, w serce sęk nie lada!

Jakże tego przychodnia w domu mym umieszczę,

Sam młody i ramieniem nie dość silny jeszcze,

By się komu obronić, kto by mnie znieważył?

Co zaś matki się tyczy, tom już zauważył,

8020

Że jej serce się waha, dzieli się na dwoje:

Nie wie, czy ma prowadzić gospodarstwo moje,

Szanować pierwsze łoże, u ludu być czczoną,

Czy pierwszego z Achiwów onych zostać żoną,

Co goszczą w naszym zamku, a który się stara

8025

O jej rękę i darów składa co niemiara?

Ale tego przychodnia, że jest gościem twoim,

Piękną chlajną, chitonem uczciwie przystroim,

Damy mu i postoły[935], i miecz obosieczny,

I gdzie go serce ciągnie, odjedzie bezpieczny.

8030

Chcesz-li go zaś u siebie zatrzymać na dłużej,

To przyślę mu odziewek, przyślę zapas duży

Żywności, by nie ciężył tobie ni czeladzi.

Lecz włazić między gachy, tego mu nie radzi

Zdrowy rozum: bo nużby zuchwałe te trutnie

8035

Pohańbili mi człeka? Zgryzłbym się okrutnie;

Jeden przeciw gromadzie takiej nic nie wskóra,

Choćby największy siłacz — przy niej zawsze góra”.

Ozwał się na to Odys, cierpiennik niezłomny:

„Pozwól i mnie dorzucić jeden wyraz skromny.

8040

Jakże mi serce rwie się, gdy wszystko to słyszę,

Co mówicie o gachów zuchwalstwie i pysze

Tam na zamku, na przekór tobie, cny młodzianie!

Powiedz, czyś im sam uległ, czy też Itakanie

Uwzięli się na ciebie, podszczuci przez bogów?

8045

A możeś w braciach swoich znalazł teraz wrogów?

W braciach, na których człowiek spuszcza się[936] najwięcej

W bitwie, a zwłaszcza, kiedy w boju najgoręcej.

O! gdybym tak był młodym, jak mam w piersi ducha,

Lub gdybym był Odysa synem, tego zucha,

8050

Lub nim samym (o, niechby z włóczęgi po świecie

Wrócił już! a że wróci, mam nadzieję przecie),

To choćby łeb mi z karku miał strącić z nich który,

Obces[937] w Odysowego zamku wpadłbym mury

I zuchwałej tej tłuszczy dałbym się we znaki!

8055

Niechby silniejsi liczbą zmogły mnie junaki,

To na własnych mych śmieciach wolałbym dać gardło,

Niż patrzeć, jak hultajstwo to się rozpostarło,

Jak przychodniem pomiata, a dziewki służebne

Wlecze w pańskie komnaty na te gry haniebne,

8060

Wino toczy, zapasy domu marnotrawi,

Hulanką, pijatyką bawi się a bawi”.

Roztropny mu Telemach na to odpowiedział:

„Wszystko to ci opowiem, przychodniu, byś wiedział.

Ani mi lud itacki nienawiścią płaci,

8065

Ani w tym razie wina pochodzi od braci,

Którym człek podczas bitwy zwykł ufać najwięcej,

Tylko że z woli Zeusa ten nasz szczep książęcy

Stoi jednym potomkiem: Arkejsjos miał syna

Jedynaka, Laerta; ten, dziś starowina,

8070

Miał jednego Odysa; a Odys mnie spłodził

Jednego — i odjechał, ledwom się urodził.

Słodkich pieszczot ojcowskich zaznałem ja mało!

Stąd dom jego aż tylu wrogów najechało:

Bo ilu tu władyków siedzi w naszej stronie,

8075

Czy na leśnym Zakincie, Samie, Dulichionie,

Czy na skalnej Itace włada i rej wodzi,

Każdy, chcąc ślubić matkę moją, dom mój głodzi.

Ona zaś ni odmawia, ni spełnić się śpieszy

Tych ślubów, a tymczasem od drapieżnej rzeszy

8080

Dobytek mój marnieje; wkrótce i mnie zjedzą.

Lecz jak się to tam skończy, bogi tylko wiedzą!

Śpiesz więc, tatku, i donieś matce Penelopie,

Że z Pylos w dobrym zdrowiu wróciło jej chłopię.

Ja tymczasem zaczekam, aż będziesz z powrotem;

8085

Krom[938] niej, nikomu z onych Achiwów nic o tem

Nie mów; wielu z nich bowiem skrycie na mnie godzi”.

Więc Eumajos mu na to: „Już wiem, o co chodzi

I rozumiem, dlaczego dajesz tę przestrogę:

Jednak prawdę mi szczerą powiedz: czy ja mogę

8090

Z wiadomością tą skoczyć zachodem za jednym

I do starca Laerta? Któż by się nad biednym

Nie użalił! Choć dotąd jadły go zgryzoty

Po synu — w pole chadzał, dozierał roboty,

Chętka mu przychodziła nawet i nierzadko,

8095

Że jadł i pił przy jednym stole z swą czeladką.

Lecz odkąd ty do Pylos puściłeś się w nawie

Jak słychać, już nic nie je i nie pije prawie.

A w pole nie wychodzi, lecz jęczy i wzdycha

Jak mruk siedząc, aż ciało do kości przysycha”.

8100

Na to rzekł mu Telemach: „Przykro mi i boli —

Lecz zostawmy Laerta własnej jego doli.

Gdyby ludziom szło wszystko gładko, od życzenia,

Ja bym wpierw powrót ojca wybrał bez wątpienia.

Śpiesz się tedy z poselstwem i prosto, na boki

8105

Nie zbiegając do niego, wrócisz tu bez zwłoki.

A tylko matce szepniesz, niech chyłkiem wyprawi

Klucznicę, ta starcowi całą rzecz wyjawi”.

Rzekł i naglił, a pastuch postoły nakłada

I pośpiesza do miasta. Widziała Pallada,

8110

Jak Eumajos wychodził z wrót onej zagrody;

Więc zbiegła, kształt przybrawszy przecudnej urody

Smukłej dziewki, w misternych ćwiczonej robotach,

I stanęła, że widzieć mógł ją tam we wrotach

Sam Odysej. Telemach nie widział bogini:

8115

Bóstwo komu chce zwykle widzialnym się czyni.

Otóż krom[939] Odyseja i psy ją spostrzegły:

Skomląc, lecz nie szczekając, po kątach przyległy.

Wtem ona nań mrugnęła — on spostrzegł mruganie.

I przeszedłszy dziedziniec stanął przy parkanie,

8120

A gdy od niej był blisko, Atena mu powie:

„Laertiado Odysie! Możesz już synowi

Odkryć się, a i wspólną odbyć z nim naradę,

Aby stanąwszy w mieście, zgotować zagładę

Krwawą tym zalotnikom. Teraz się oddalę,

8125

Lecz przyjdę wam pomagać: do bitwy się palę!”

Rzekłszy to, wraz dotknęła go laską złocistą,

I już w mig przyobleczon w chiton, chlajnę czystą

Stał Odys; wrócił dawny jego wzrost wspaniały,

Ślady bladej starości[940] naraz poczerniały,

8130

Wypełniły się czerstwą[941] młodością jagody[942],

W ciemne uwił się skręty włos srebrzystej brody.

Spełniwszy to, odeszła. Odys przemieniony

Gdy wrócił do szałasu, ujrzał go zdumiony

Syn i wzrok spuścił myśląc, że na boga patrzy,

8135

I tak się doń odezwał:

„Teraz ty inaczej

Wyglądasz, mój przychodniu, niż wpierw cię widziałem:

Inne suknie, i zmiana jakaś w tobie całym.

Zaprawdę, tyś jest bogiem, mieszkasz w górnym niebie!

8140

Zmiłuj się! Wnet obiatą hojną uczczę ciebie,

Dam ci złotą ofiarkę. Zmiłuj się nad nami!”

Ojciec, SynBoski Odys takimi odparł mu słowami:

„Jam nie bóg, i nie mogę równać się z niebiany.

Jam twój ojciec, twoimi łzami opłakany,

8145

Dla któregoś wycierpiał tyle, duchem mężnym

Opierając się łotrom na nasz dom sprzysiężnym”.

Rzekłszy to, pocałował syna; łza po licach

Mu pobiegła, choć długo więził ją w źrenicach.

Ale syn, choć go widział, uwierzyć nie zdołał,

8150

Że to ojciec, i trwożny do niego zawołał:

„Tyś nie ojciec mój, Odys! To zły duch zapewne

Zwodzi mnie, bym się martwił, łzy wylewał rzewne.

Gdy człek nigdy rozumem dokazać nie może

Tego cudu, widocznie jest w tym ramię boże,

8155

Żeby w mgnieniu przemieniać starce na młodziany.

Przed chwilą był dziad z ciebie, okryty w łachmany,

Teraz bożek, mieszkaniec niebieskiego gmachu”.

Odys mu odpowiedział: „O mój Telemachu!

Przerażać się i dziwić tobie czyż przystoi,

8160

Kiedy własny twój ojciec przed tobą tu stoi?

Innego się Odysa nie spodziewaj widzieć:

Jam jest ten, co się długo miał błąkać i biedzić,

By po latach dwudziestu wrócił w kraj ojczysty.

Bóg, Kondycja ludzka, Młodość, StarośćSprawa to Atenei, mojej oczywistej

8165

Opiekunki, gdyż ona jak chce mnie przemienia.

Tylko co byłem żebrak odarty z odzienia,

Teraz masz mnie mołojcem, w stroju ślicznie lśniącym.

Łatwo bóstwom, w szerokim niebie mieszkającym,

Bądź w proch zetrzeć człowieka, bądź stawić na szczycie!”

8170

Powiedziawszy to, usiadł. Młodzianek w zachwycie

Do serca cisnął ojca, łez wylewał strugi.

Rozbolał się, rozrzewnił, tak jeden, jak drugi.

Obaj głośno szlochali, kwiląc jakby ptaki,

Jastrzębie albo sępy, kiedy im chłopaki

8175

Z gniazd wydrą nieudolne do lotu pisklęta:

Tak kwiliły, zawodząc, oba niebożęta,

Że i słońce by zaszło, oni nie przestali,

Gdyby syn nie zapytał:

„Wyście się dostali

8180

Na jakim tu okręcie? I jakie flisaki

Przywieźli cię, mój ojcze, do naszej Itaki?

Przecież to niepodobna[943], byś przyszedł piechotą!”

Więc mu odrzekł Odysej!

„Gdy mnie pytasz o to,

8185

Bez ogródki najczystszą prawdę ci wyjawię:

Feaki mnie na swojej odwieźli tu nawie.

Zwykle, kto ich się prosi, odwożą każdego,

Więc i mnie tak odwieźli przez morze, śpiącego,

Aż na brzegi itackie; podarek bogaty

8190

W miedzi, w złocie mi dali i prześliczne szaty.

Wszystkom z rozkazu bogów przechował w jaskini,

Tu zaś jestem na rozkaz Ateny bogini,

By się tobą naradzić, jak by znieść[944] te wrogi.

Powiedz mi, ilu ich tam? Czy poczet ich mnogi?

8195

Chcę wiedzieć, co za jedni i skąd te zuchwalce?

Muszę się wprzód namyślić dobrze o tej walce,

Czy sami, bez pomocy przyjaciół, uderzem,

Czyli[945] też nam wypadnie związać się przymierzem?”

Więc roztropny Telemach rzekł doń tymi słowy:

8200

„Ojcze! Wciąż o twej sławie słyszałem bojowej,

O ramieniu do kopii, o głowie do rady —

Lecz czyś nie rzekł za wiele i nie bez przesady,

Aby we dwóch się porwać na ten tłum siłaczy?

Gdyby ich tam dziesiątek, dwa nawet — cóż znaczy!

8205

Ale bo to gromada! Policz sam ich siły,

Jakie z sąsiednich wysep na dom się zwaliły:

Z Dulichionu pięćdziesiąt i dwóch dziarskiej młodzi,

I sześciu pacholików, co koło nich chodzi;

Z Same dwudziestu czterech; z Zakintu leśnego

8210

Dwudziestu masz Achajów; dodajmy do tego

Dwunastu Itakanów, wszystko kwiat młodzieży;

Medon keryks[946] i pieśniarz do nich też należy;

Okrom nich dwaj krajczowie służą im przy stole.

Gdybyśmy takiej kupie w zamku dali pole,

8215

Kto wie, czy miasto[947] zemsty klęska nas nie czeka!

Radziłbym przeto w pomoc przybrać więcej człeka;

Pomyśl raczej, kto mógłby poprzeć nas ramieniem?”

Odparł mu na to Odys, niezłomny cierpieniem:

„Zważ na każde me słowo, niech darmo nie pada!

8220

Czyż mało, gdy nas wesprą Kronion i Pallada?

Czy chcesz może lepszego szukać sprzymierzeńca?”

Na to wyszła odpowiedź taka z ust młodzieńca:

„Wielkie masz pomocniki, ojcze mój, nie przeczę,

Siedzące tam w obłokach, bo losy człowiecze

8225

I bożyszcz spoczywają w ich wszechmocnej dłoni!”

Odysej znów mu na to: „Bądź pewien, że oni

Nie zostawią nas samych w tej potrzebie krwawej,

Kiedy na zamku naszym przyjdzie do rozprawy

I bój będzie rozstrzygał między mną a nimi.

8230

Ty zaś pójdziesz z jutrzenki brzaskami pierwszymi

Do miasta i zabawisz gachy pogawędką;

Ja z pastuchem po tobie nadejdę tam prędko

W postaci znędzniałego żebraka i dziada.

A jeśli mnie lżyć pocznie w zamku ta gromada,

8235

To znoś obrazę moją, choćby ci zuchwali

Za nogi mnie z własnego domu wywlekali

Lub ciskali czym na mnie; znośże to statecznie.

Jednak wprzód możesz słówkiem napomnieć ich grzecznie,

Aby się hamowali; lecz wzgardzą przestrogą,

8240

Wiem o tym — bo dnia śmierci swojej ujść nie mogą.

Jeszcze jedno: a niech to zostanie przy tobie.

Gdy rajczyni[948] Atene podda mi na dobie[949]

Myśl swą tajną, natychmiast skinę głową na cię…

Co widząc, wraz oręże, jakie w izbie macie,

8245

Powynosisz i zamkniesz tam w górnym skarbczyku.

Gachy, gdy się spostrzeżą, wraz narobią krzyku.

Ty im mów, żeś te bronie na miejsce osobne

Z dymu wyniósł, bo już się stały niepodobne

Do tych, co po odjeździe Odysa zostały,

8250

Od kopcia ogniowego, tak bardzo sczerniały.

Mów, co większa, że Kronid[950] szepnął ci do duszy,

Że o zwadę nietrudno, gdy się łeb zaprószy,

A do zwady dojść może i do krwi przelania.

To by gody zepsuło, nie mniej jak starania

8255

O rękę Penelopy — wszak pociąg do męży

Ma żelazo… Lecz dla nas zostaw z tych oręży

Dwa miecze, dwa oszczepy, dwie tarcz z byczej skóry,

By je chwycić, gdy przyjdzie napaść na nich z góry.

Pewnie ich Zeus[951] z Ateną oślepią na razie.

8260

Lecz ty jeszcze o jednym pamiętaj zakazie.

Jeśliś syn mój, szlachetne masz w sercu zarzewie,

To, że Odys powrócił, niech żywy nikt nie wie,

Nawet Laertes, nawet zacny nasz pastucha;

Niech to nie dojdzie nawet Penelopy ucha.

8265

Nas dwóch wie tylko — bowiem zbadać nam wypada

Dworskie dziewki, parobki; ten, ów coś wygada,

I dowiemy się, kto nam wiernym sercem służy,

A kto zdradza i przeciw twej władzy się burzy”.

Więc Telemach w tych słowach ojcu odpowiedział:

8270

„Odtąd poznasz mnie lepiej, ojcze! będziesz wiedział,

Jakim jestem; żem nie płoch[952] ani też ladaco.

Wszakże wątpię, czy prośba ta przyda się na co

Nam obydwom. Zważ ino, jaki by czas długi

Trzeba chodzić z osobna wypytywać sługi

8275

I podglądać, co robią, kiedy ci bez sromu

Marnotrawią w najlepsze mienie twego domu.

Zmacać umysły niewiast — zgoda! to rzecz inna

Wiedzieć, która nas zdradza, a która niewinna.

Lecz po czeladnych izbach chodzić, badać czeladź,

8280

Dziś nie pora, na później możemy to przelać,

Chyba żeć Zeus egidny[953] inaczej ostrzegał”.

Na takich rozhoworach[954] dzień dla nich ubiegał.

Tymczasem do itackiej przystani zawinął

Okręt, którym Telemach z Pylosu przypłynął.

8285

Druhowie, gdy w głębokiej przystani stanęli,

Zaraz wyciągać nawę na suchy brzeg jęli.

Służba wnet wypróżniła, czym okręt ładowny.

Do Klytia upominek zniesiono kosztowny.

Już i keryks[955] na zamek Odysów[956] wysłany

8290

Z wieścią do Penelopy, o syna stroskanej,

Że już wrócił, lecz na wsi został, tylko lodzi

Kazał płynąć do miasta. Wiadomość złagodzi

Smutek jej i łzy otrze stęsknionej niebodze.

Jego pastuch Eumajos spotkał był po drodze,

8295

I obydwaj wiadomość jedną jej przynieśli.

A tak, kiedy w królewski zamek obaj weszli,

Keryks wobec zebranych białogłów tak prawił:

„Królowo! Twój syn wrócił, na wyspie się zjawił!”

Po nim pastuch przystąpił i mówił z królową:

8300

Wszystko, co mu syn zlecił, oddał słowo w słowo,

A gdy się ze wszystkiego, co przyniósł, pozwierzał,

Wracając do trzód swoich, z wrót zamku wybieżał.

Przeraziło to gachy; trwogi cień ponury

Padł na nich — przed zamkowe zaraz wyszli mury,

8305

Posiadali i radzić zaczęli u bramy.

Eurymach, syn Polyba, rzekł im: „Otóż mamy!

Telemach odbył podróż, dokonał rzecz śmiałą;

Nie sądziliśmy nigdy, by mu się udało.

Dalej więc! Łódź najchyższą wyprawić na morze

8310

Z tęgimi wioślarzami! Niech pędzi, co może,

I tamtych[957] uwiadomi, by wracali do dom”.

Tak rzekł; wtem Amfinomos twarz zwrócił ku wodom

Tam w zatoce, i nawę ujrzał w pełnym biegu,

Z żaglem zwisłym, wiosłami pędzoną do brzegu.

8315

Śmiechem parsknął, i mówił do drużyny swojej:

„Nie trzeba już posyłać; okręt w porcie stoi.

Bóg ich natchnął widocznie lub też sami oni

Widząc żagiel, nie mogli dopaść go w pogoni”.

Zerwali się gachowie i poszli gromadnie

8320

Na brzeg, gdzie łódź na suszę wyciągnąwszy snadnie[958],

Dali sługom wypróżnić ładowne jej boki.

Stamtąd potem na rynek[959] skierowali kroki

I zrobiwszy tam koło, innych nie wpuścili

Ani starych, ni młodych, by z nimi radzili.

8325

Antinoj, syn Eupejta, tak rzekł zgromadzonym:

„Dziw mi, jak on się wymknął sidłom zastawionym?

Snadź bóstwa go ostrzegły; przecież z szczytu wzgórzy

We dnie go śledził poczet czuwających stróży,

A w noc lotny nasz okręt wciąż po morzu krążył

8330

Do rana, by Telemach uciec nam nie zdążył

I śmierć poniósł. Lecz widać, że bóstwa go strzegą,

Kiedy do dom powócił. Co bądź, tu śmierć jego

Musimy przygotować — już się nie wyśliźnie!

Bo dopóki on żyje, nikt z nas ani liźnie

8335

Tego, czego tak pragniem. Dzieciak to układny

I zna się się chytrościach; a jaki poradny!

Zresztą i lud nie całkiem sprzyja nam jak wprzódy.

Zabić go, nim achajskie na wiec zwoła ludy:

Ręczę, że niezadługo chwila ta nastąpi.

8340

Wtenczas gniewem wybuchnie, przeciw nam wystąpi,

Winiąc o skrytobójstwa zamach, choć chybiony;

Gwałt ten przez wszystkich zgoła bywa potępiony.

To złe na nas się skrupi: z ojczyzny wypędzą

I każą na obczyźnie łamać się nam z nędzą.

8345

A więc pierwej go zgładźmy, gdzie bądź w ręce wpadnie,

Czy na wsi, czy tu w mieście, a potem przykładnie

Podzielim się majątkiem. Matce się przeznaczy

Zamek oraz mężowi, którego wziąć raczy.

Jeśli wam rada moja nie w smak, przyjaciele,

8350

A chcecie, by Telemach żył na swym udziele

Dziedzicznym, po-ojcowskim — to nie wiem, dlaczego

Siedzimy tu taborem, chłonąc mienie jego?

Czyż nie słuszniej, by każdy wprost ze swego domu

Podarki jej posyłał? Ona musi komu

8355

Dać pierwszeństwo i pojąć, kogo bóg wybierze!”

Tak mówił, lecz nikt głosu nie zabrał w tej mierze,

Li[960] Amfinom krótkimi odezwał się słowy,

Syn Nisosa, potomek ze krwi Aretowej,

Który tu z pszenicznego przybył Dulichiona,

8360

Czoło gachów. Mowami jego zachwycona

Nawet i Penelopa — mąż niepospolity!

Wstał on i tak przemówił:

„Potępiam ten skryty

Zamach na Telemacha, towarzysze moi!

8365

Kto zgładza szczep królewski, boga się nie boi.

Raczej nam wolę bogów wpierw poznać wypada;

Jeśli na to zezwoli nieśmiertelna rada,

Wtedy sam go zabiję, każdy zabić może;

Lecz nie wolno uprzedzać nam wyroki boże”,

8370

Zgromadzeni te słowa przyjęli ze smakiem

I w zamek Odyseja ruszyli orszakiem,

A przyszedłszy, rząd krzeseł zajęli junaki.

Wtem w głowie Penelopy powstał zamiar taki,

Żeby samej wystąpić przed zuchwałych gachów;

8375

Doniósł bowiem jej Medon, świadomy zamachów,

Jakie niebezpieczeństwo grozi głowie syna.

Zeszła do nich, a za nią panienek drużyna.

Gdy stanęła przed nimi postać jej wspaniała,

W progu szczytnie sklepionej izby się wstrzymała

8380

I na lice namiotkę[961] zapuściwszy z głowy,

Łajała Antinoja donośnymi słowy:

„Ty szalbierzu, warchole! Choć wszyscy cię cenią

I co najlepszym w rzędzie rówienników mienią

Tak rozumem, jak mową — lecz bajka to taka!

8385

OpiekaMów! Dlaczego chcesz śmiercią zgładzić Telemaka

I pomiatasz nieszczęściem, które bóg ma w pieczy?

Grzeszy, kto jest przyczyną niedoli człowieczej!

Czyś zapomniał, jak ojciec twój, przez lud ścigany,

Skrył się u nas? Bo srodze był lud rozgniewany

8390

Za to, że z tafijskimi związał się łotrzyki

I Tesproty rabował, nasze sojuszniki.

O, tak! Chcieli go zabić, wypruć mu wnętrzności,

Mienie zniszczyć, zagrabić wielkie posiadłości!

Lecz Odys pohamował tłumy rozjuszone.

8395

Ty w odwet chcesz mu zniszczyć mienie, porwać żonę,

Syna mu zamordować, mnie na śmierć zasmucić!

Przestań, przebóg! i drugich staraj się odwrócić”.

Syn Polyba, Eurymach, odparł jej w te słowa:

„O mądra Penelopo, córo Ikariowa!

8400

Pociesz się, twoja żałość niech się ułagodzi:

Taki się nie urodził ani nie urodzi,

Co by śmiał Telemacha pozbawić żywota;

Pókim żyw, póki dzienna świeci mi jasnota,

Ręczę ci, że wykonam pogróżkę niemarną:

8405

Z takiego bym wytoczył oszczepem krew czarną.

Czczę ja pamięć Odysa: on to mnie, bywało,

Sadzał na swych kolanach, i dziecinę małą

Karmił mięsem, i wino podawał mi w czaszy.

Przeto twojego syna z wszystkiej młodzi naszej

8410

Najbardziej kocham. Niechże śmierci się nie lęka

Od nas, gachów — chyba go dotknie boża ręka”.

Tak ją cieszył, a w duchu stał mu już na zdradzie.

Ona odeszła do swych pokojów na gadzie[962]

Opłakiwać małżonka — i długo płakała,

8415

Aż Atene ją słodkim snem ukołysała.

Wieczorem do Odysa i do jego syna

Wrócił pastuch. W szałasie była krzątanina

Przy obiacie ze świeżo zarzniętym prosięciem,

Gdy przed chwilą Atene weszła i dotknięciem

8420

Różdżki znów Odyseja w starość i łachmany

Przyoblekła, ażeby nie był on poznany

Od pastucha[963], który by natychmiast biegł w tropy

Donieść o tym, co widział, wprost do Penelopy,

I wydał tajemnicę.

8425

Więc syn Odysowy,

Ujrzawszy Eumajosa, powitał go słowy[964]:

„Wracasz, mój ty poczciwcze! Co tam słychać w mieście?

Czy już gachy z zasadzki powrócili wreszcie?

Czy jeszcze na mój przejazd czatują w przesmykach?”

8430

Na to odrzekł mu pastuch; „Nic o tych zbytnikach

Nie wiem; a gdym przechodził miasto, nie pytałem

Nikogo, tylko pilnie na zamek pognałem,

By panią uwiadomić i wrócić tu wcześnie.

Idąc, keryksa-m spotkał, jak również niósł śpiesznie

8435

Wiadomość od twych druhów posłaną do matki.

Oprócz tego, a oczy własne mam za świadki,

Kiedym wzgórek Hermesa tuż pod miastem mijał,

Ujrzałem lotny okręt, jak w przystań zawijał,

A na pokładzie stali wszystko tędzy chłopi,

8440

I było tarcz tam dużo i dwoistych kopij:

Zdaje się, że to oni; choć może w tym nie ma

Nic pewnego”.

Gdy skończył, Telemach oczyma

Zerknął na swego ojca nieznacznie, z uśmiechem,

8445

By nie spostrzegł Eumajos. I zaraz z pośpiechem

Jęli znowu przy ogniu przyrządzać jedzenie.

Wnet ochocze do stołu siadło zgromadzenie,

A jadłem i napitkiem pokrzepiwszy siły,

Szli spocząć, i każdego przytulił sen miły.

Pieśń siedemnasta

Telemachos wraca do miasta Itaki

8450

Ledwo z mroków różana jutrzenka wystrzeli,

Telemach, syn Odysów, zerwał się z pościeli;

Białe stopy w postoły ozuł i wnet potem

Kopię[965] w dłoń przystającą wziął z dwusiecznym grotem[966],

I pastuchowi myśl swą odchodząc tłumaczył:

8455

„Tatku! Idę do miasta, bym matkę obaczył,

Bo ona — o, wiem ja to! — trapi się i wzdycha;

U niej z ustawnych płaczów oko nie osycha,

Póki mnie nie obaczy. Ty zaś za rozkazem

Moim pójdziesz do miasta z tym biedakiem razem,

8460

Żeby sobie tam żebrał; ten i ów mu przecie

Da kęs chleba, łyk wina. Mnie bieda zbyt gniecie,

Żebym brał sobie na kark każdego biedaka;

Lecz jeżeli pogniewa kogo mowa taka,

Tym-ci gorzej dla niego; ja prawdy się trzymam”.

8465

Na to odrzekł Odysej: „Ja też chęci nie mam,

Drogi mój, tutaj siedzieć dłużej między wami.

Łatwiej w mieście niż na wsi; niejeden coś da mi

I z łaski nie odmówi żebrakowi strawy.

Za stary ja już na wieś i do pracy krwawej,

8470

Bym robił, co się panu mojemu podoba;

Ty idź, a my z pastuchem wnet ruszymy oba.

Lecz wprzód chciałbym się ogrzać; cieplej też na dworze

Zrobi się, bo ten łachman ogrzać mnie nie może;

Chłód zdrowiu wadzi, a stąd do miasta daleko”.

8475

Tak mówił, a Telemach i szybko, i lekko

Z zagrody wybiegł, myśląc o zagładzie gachów.

Niebawem, gdy już stanął u wspaniałych gmachów,

Drzewce oparł o słupek i wraz próg kamienny

Przekroczywszy, był w izbie wysokosklepiennej.

8480

Eurykleja piastunka najpierw go zoczyła,

Gdy ozdobne siedzenia skórami mościła,

Więc z płaczem k'niemu biegła; inne służebnice

Rzuciły się też za nią całować mu lice

I ręce, i panicza witać po kolei.

8485

Wtem z komnat wyszła postać cnej Penelopei

Podobna Artemidzie[967], złotej Afrodycie[968].

Ta objąwszy w ramiona syna łzą obficie

Zrosiła, w oba oczy, lice całowała

I głośno łkając tymi słowy go witała:

8490

„Wracasz mi, Telemachu, wracasz, mój jedyny!

Zwątpiłam, czy cię ujrzę — wszak z twojej to winy,

Żeś wbrew woli matczynej popłynął do Pylu[969]

Dla odszukania ojca tam, po latach tylu.

Opowiedz, coś w tej drodze widział? Jakie wieści?”

8495

Na to rzekł Telemach: „Nie budź mych boleści,

Matko moja! Żal próżny serce by mi skrwawił!

Po cóż! Kiedym od pewnej śmierci się wybawił.

Raczej wykąp się, schludnie przyodziej sukienki,

A zebrawszy w komnatę górną twe panienki

8500

Ślubuj dać wszystkim bogom sowitą ofiarę,

A może Zeus na gachy ześle słuszną karę.

Ja sam idę na rynek za owym przybyszem,

Który w tej tam podróży był mym towarzyszem;

Lecz go naprzód wysłałem na łodzi z drużyną,

8505

Zleciwszy Pejrajowi, by go wziął gościną

W dom swój, z czcią podejmował, aż wrócę do miasta”.

Tak rzekł — a woli syna powolna[970] niewiasta

Poszła wziąć kąpiel, w szatki przyoblec się czyste,

Ślubować hekatomby bogom uroczyste,

8510

Jeśli Zeus da jej odwet za gwałt wycierpiany.

I Telemach zamkowe opuszczał już ściany

Z kopią w dłoni; tuż za nim biegły lotne pieski.

Atenea nań urok rozlała niebieski,

Że gdy szedł, gmin się dziwił postaci uroczej.

8515

Wnet też butny tłum gachów do niego się tłoczy,

Grzecznie wita, lecz w sercu knuje same zdrady.

Telemach przeszedł mimo[971] tej gaszej gromady

I kędy Haliterses, Antif, Mentor stary,

Od ojca przyjaciele, a z nim dobrej wiary,

8520

Siedzieli, tam się zwrócił, siadł przy nich na ławie.

Ci go wypytywali o wszystko ciekawie.

Nadszedł wreszcie i Pejraj, kopijnik jak mało,

Prowadząc z sobą gościa. Tego wypadało

Powitać, i Telemach biegł już ku gościowi,

8525

Gdy Pejraj w drogę wchodząc rzekł Telemachowi:

„Przyślijże dziewki dworskie do mojej tam chaty

Niech zabiorą złożony u mnie sprzęt bogaty,

Dar Meneli”.

Telemach na to mu odrzuci:

8530

„Przyjacielu! sam nie wiem, jak się to obróci.

A nuż by mnie w tym domu zuchwalce napadli

I zabiwszy, majątek między siebie skradli?

Wolę, byś ty go użył, niżeli z nich który.

Lecz jeśli na mnie padnie łupić ich ze skóry,

8535

To odnieś, bym wesoły więcej się ucieszył”.

Rzekł i zabrawszy gościa w zamek wraz pośpieszył.

A kiedy już do komnat mieszkalnych wstąpili,

Obaj z siebie chitony na krzesła rzucili:

Zaraz weszli do łaźni, w wygładzone wanny,

8540

Gdzie oliwą wytarłszy ich służebne panny

Przyoblekły w chitony[972] i chlajny[973] wełniane.

Po czym szli zająć miejsca im przygotowane.

Wnet też jedna z dzieweczek wniosła w złotym dzbanie

Wodę do rąk umycia i lała ją na nie

8545

W podstawioną miednicę, stoliczek przed nimi

Przysunąwszy. Klucznica przyszła z przeróżnymi

Przysmaki, swoich gości hojnie częstująca.

A Penelopa, we drzwiach świetlicy siedząca,

Pochylona na krześle przędła cienkie nici.

8550

Tymczasem smacznym jadłem każdy rad się syci,

A gdy się już najedli, napili do syta,

Tak mądra Penelopa ozwie się i spyta:

„Synu! Mamże do siebie na górę tam wrócić

I znowu się na łoże łzami zlane rzucić,

8555

Które wylewam, odkąd wraz z Atreja syny

Mąż mój poszedł na Ilion? Czemuż, mój jedyny

Nie chcesz, nim się tu zejdą ci zuchwali gburzy,

Opowiedzieć o ojcu, coś słyszał w podróży?”

Na to odparł Telemach, mówiąc tymi słowy:

8560

„Opowiedzieć ci wszystką prawdę jam gotowy:

Najpierw my do Nestora, ten rzeszom przywodzi,

Do Pylosu zabiegli. Przyjął mnie najsłodziej

Starzec na swoim dworze; był dziwnej czułości,

Jakby ojciec dla syna, co po niebytności

8565

Długiej do dom powraca: tak dla mnie był dobrym

Wraz z dzielnymi synami. A jednak o chrobrym[974]

Odysie nic nie słyszał od ludzi w tym czasie,

Czy żyje, czy nie żyje. Więc w pięknej kolasie

Rumakami zaprzężnej słał mnie do Atrydy

8570

Menelaja, sławnego w boju rzutem dzidy.

Poznałem tam Helenę, przez którą Trojanie

I Argowie wycierpieć mieli niesłychanie.

Menelaj grzmigłos pytał mnie zaciekawiony,

Co mogło mnie przypędzić do Lakedajmony.

8575

Opowiedziałem prawdę całą najdokładniej,

A on na to zawołał: — Bogowie wszechwładni!

Tożby w łoże człowieka tak mężnego serca

Miałby wnęcić się podły i tchórzliwy wdzierca!

Tak samo miot swój drobny łania się odważa

8580

Złożyć gdzie w legowisku lwa, pustyń mocarza,

I odbieżawsży małe, szuka sobie trawy

Po górach i dolinach — a wtem lew z wyprawy

Wraca i ssący pomiot podusi szkaradnie:

Tak samo i Odysej kiedyś na nich spadnie…

8585

Ojcze Zeusie! Ateno! Febie-Apollinie!

Sprawcie, jak ongi w Lesbu bogatej krainie,

Kiedy on się w zapasy wziął z Filomelidem

I o ziem przeciwnika zwalił z jego wstydem,

A uciechą Achiwów — niechby w tej postawie

8590

Zalotnicy ujrzeli Odysa na jawie!…

Krótki byłby ich żywot — swaty w gardle kością —

Lecz na to, o coś pytał z taką ciekawością,

Dam niełżywą[975] odpowiedź i w szczerości ducha

Powtórzę, com z ust słyszał morskiego starucha,

8595

I z jego przepowiedni dam słowo po słowie:

Jak smutnego witezia widział na ostrowie

U Kalypsy, bogini — jak gwałtem go trzyma,

A on rwie się do domu; lecz próżno się zżyma,

Bo tam nie ma ni człeka zdolnego do wiosła,

8600

Ni łodzi, by po grzbiecie morskim go przeniosła. —

Tak mi mówił Menelaj on oszczepomiotny.

Sprawiwszy to, wracałem; bogowie mi lotny

Wiatr na okręt zesłali, podróż się udała”.

Skończył — a ze wzruszeniem matka go słuchała,

8605

Gdy boski Teoklimen podjął po nim słowo:

„Małżonko Laercjada, o cna białogłowo!

Nie dosyć on tam widział, jest coś więcej jeszcze,

Ja ci nic nie ukryję i przyszłość wywieszczę.

Świadkiem Zeus mi, to święte Odysa ognisko,

8610

Stół gościnny, gdziem tułacz znalazł przytulisko —

Że Odys jest w ojczyźnie, bądź gdzie skryty siedzi,

Bądź ukradkiem ruiny domu swego śledzi,

I już się przyspasabia na gachów wycięcie.

To wszystko mi objawił, gdym był na okręcie,

8615

Znak niemylny — jam wskazał go Telemachowi”.

Na to mu Penelopa rozumna odpowie:

„Oby to, coś rzekł, gościu, stało się w istocie!

Jakżeż bym gościnnością i darami w złocie

Nagrodziła! Szczęśliwym człekiem by cię zwano”.

8620

W ten sposób tam o różnych rzeczach rozmawiano.

Gachy zaś, zgromadzone w podwórzu zamczyska,

Bawili się ciskaniem oszczepu i dyska

Na miejscu zwykłych igrzysk pięknie brukowanym.

Lecz kiedy na południu z bydłem pospędzanym

8625

Z łąk wracali skotarze[976], wiodąc je za sobą,

Rzekł do nich keryks[977] Medon, który swą osobą

Miał mir[978] u zalotników i z nimi godował:

„Panowie, niechby każdy tym grom już folgował[979]

I do izby powracał obiad przygotować,

8630

Bo ten w porze właściwej lepiej zwykł smakować!”

Na te słowa gachowie z swych miejsc się schwycili,

A gdy obszerną izbę sobą napełnili,

Porzucawszy chitony na krzesła i stołki

Nuże rzezać barany i tuczne koziołki,

8635

Także i karmne wieprze, toż ze stada wołu

Dla siebie na biesiadę.

Odysej pospołu

Z Eumajosem do miasta byli na wychodzie,

Gdy do niego rzekł pastuch, gospodarz w zagrodzie:

8640

„Przychodniu! Ty do miasta masz iść niemieszkanie[980],

Bo tak pan mój rozkazał, a więc się tak stanie.

Wszakże ja bym cię wolał stróżem mieć w oborze,

Jedno[981] pana się boję, złajałby mnie może;

Rzecz przykra połajanie pańskie ciągle znosić.

8645

A więc w drogę! Już nawet dnia ubiegło dosyć,

Nierad bym cię narazić na chłodek wieczorny”.

Na to mu odpowiedział Odysej przezorny:

„Pojmuję i rozumiem, jako za rozkazem

Aż do samego miasta masz ze mną iść razem.

8650

Więc chodźmy, tylko w rękę daj jakie kijisko

Do podparcia, bo pewnie na ścieżkach tam ślisko!”

Rzekł i na grzbiet zarzucił łatami świecące

Biesagi, co wisiały na lichej plecionce,

A Eumajos mu w rękę włożył kostur spory;

8655

I tak wyszli obydwaj, a na straż obory

Zostały psy i czeladź. Prowadził więc króla,

A ten, jak dziad żebrzący, we dwoje się skuła,

I wlecze się o kiju, okryty w łachmany.

Owoż krocząc po ścieżce kamieńmi zasianej,

8660

Weszli w miasto; stanęli u cembrzyn krynicy

Misternych, gdzie brał wodę mieszkaniec stolicy.

Itak, Nerit, Polyktor[982] wznieśli ową studnię,

Którą wilgoć lubiące topole przecudnie

Ocieniały dokoła, a chłodny ze skały

8665

Zdrój tryskał. Nieco wyżej ołtarzyk był mały,

Poświęcony boginkom[983]; przechodzień tam stawał

I cześć obiatowaniem boginkom oddawał.

Syn Doliosa Melantios właśnie szedł od wody,

Pędząc z dwoma pastuchy samo czoło trzody,

8670

Najpiękniejsze koziołki, dla gachów na kuchnię.

Ten ledwie ich obaczył, grubiaństwem wybuchnie

Obelżywym, aż serce zawrzało w Odysie:

„Nicpoń wiedzie nicponia! To podoba mi się!

Zawsze znajdzie swój swego i z nim się pobrata!

8675

Gdzież to z tym pasibrzuchem wleczesz się u kata,

Z tym dziadygą, co godom wesołość odbiera,

We drzwiach staje i odrzwia plecyma wyciera

Na okruchy łakomy, a wstręt ma do mieczy?

Daj mi go! Straż nad stajnią oddam jego pieczy,

8680

Będzie mi ją zamiatał, kozom nosił trawę,

Na serwatce utuczy cielsko chuderlawe.

Ale że to pędziwiatr, więc nie wiem, czy zechce

Rąk do pracy przyłożyć — takim się nic nie chce,

Jedno łazić z wsi do wsi po chlebie żebraczym.

8685

Więc się stanie, co powiem — sami to zobaczym…

Że jeśli on tam wlezie w progi Odysowe,

Mołojcy grad podnóżków sypną mu na głowę,

A niejeden zawadzi o żebro włóczęgi”.

Tak mówił i mijając zadał mu raz tęgi,

8690

Nogą w biodro kopnąwszy. Odys stał jak wryty

I z ścieżki nie ustąpił. Tylko w głębi skryty

Zamiar ważył; czy ma wziąć zuchwalca na kije,

Czy podniósłszy go w górę, łeb o ziem rozbije?

Lecz się przemógł i zniósł to. Pastuch zaś nakiwał

8695

Zuchwalcowi i wzniósłszy dłonie, bogów wzywał:

„O boginki źródlane, o córy Zeusowe!

Jeżeli dawniej Odys lędźwie niejałowe

Z kóz i jagniąt najlepszych żertwował wam zawsze,

To spełńcie moją prośbę, bądźcie mi łaskawsze:

8700

Niechby witeź nasz wrócił, a bóg mu pomagał!

On by za to pyszalstwo dobrze cię wysmagał;

Nie dworowałbyś więcej, ty miejski włóczęgo,

A strzegł trzody, ginącej pastuchów mitręgą[984]”.

Na to koziarz Melantios dał odpowiedź taką:

8705

„I ty śmiesz odszczekiwać mnie, chytra sobako?

Jeszcze ja cię z Itaki na wioślanej łodzi

Wywiozę, sprzedam komu; zysk mi to nagrodzi.

Oby Apollon z łuku tak na pewno mierzył

Lub Telemach, na zamku uśmiercon, dziś nie żył,

8710

Jak to pewna, że Odys dawno leży w ziemi”.

Rzekł i odszedł; ci za nim szli kroki wolnemi.

On zaś śpieszył na zamek w królewskie pokoje,

Gdzie wszedł i w gronie gachów zajął miejsce swoje

Naprzeciw Eurymacha, z którym rad przestawał.

8715

Wraz służba przed nim mięsa postawiła kawał,

Chleb klucznica. Zajadał. A właśnie w tej chwili

Boski pastuch z Odysem na zamek wchodzili.

Dźwięk drążonej formingi rozlegał się w ciszy;

Stanęli: pieśń Femiosa gędźbie towarzyszy.

8720

Wtem rzekł Odys, pastucha chwytając za ramię:

„To pewnie dwór Odysa; sam widok nie kłamie.

Łatwo poznać z wszystkiego, co uderza oko:

Gmach tutaj ponad gmachem piętrzy się wysoko,

Szczytny mur blankowany obiega dokoła

8725

Otaczając dziedziniec, a brama od czoła,

O podwójnych wrzeciądzach, mocno go zamyka.

Dwór to najdumniejszego godny śmiertelnika.

Co większa, gody widzę i liczne zebranie

Mężów; woń zalatuje, i formingi[985] granie

8730

Słyszę — obejść się bez niej mogłażby biesiada?”

Na to pastuch Eumajos te słowa powiada:

„Zgadłeś; widać, że rozum masz w każdym przypadku.

Lecz pomyśl, co nam począć wypadnie, mój dziadku:

Czy ty wnijdziesz tam pierwszy w progi ci nie znane,

8735

Prosto pomiędzy gachy, a ja tu zostanę —

Czy też tutaj poczekasz, a ja pierwej wnidę.

Wżdy niedługo, bo nużby wpadłbyś w jaką biedę,

Zobaczyłby cię który i cisnął kamieniem?

Radzę więc ten przypadek brać z zastanowieniem”.

8740

Na to odrzekł Odysej, cierpiciel niezłomny:

„Miarkuję[986] i rozumiem, co chcesz, rad twych pomny.

Idź więc pierwszy: ja tutaj zostanę na dworze;

Do bicia i pocisków już ja nawykł może.

Umiem cierpieć, bo wielem wycierpiał na wojnie

8745

I na morzu: więc zniosę i ten cios spokojnie.

GłódGłód najtrudniej jest znosić, gdy żołądek krzyczy;

On nas tyle nabawia cierpień i goryczy,

Przezeń na mórz pustkowie uzbrojone nawy

Wyprawiają, by zbierać na wrogach łup krwawy!

8750

PiesKiedy taki rozhowor[987] wiódł Odys z pastuchem,

Pies leżący tam blisko łeb podniósł, strzygł uchem.

Był to Argos[988], którego sam Odys wychował,

Lecz nie użył, gdyż wcześniej on był pożeglował

Pod Troję. Potem chłopcy go na polowanie

8755

Brali w góry na kozy, zające i łanie.

Teraz leży wzgardzony, gdy nie stało pana,

Na kupie, co spod mułów i krów wyrzucana

Zalega koło bramy; gnojem tym nawożą

Parobcy pola pańskie i pożytek mnożą.

8760

Na nim to leżał Argos, jedzon przez robactwo.

Lecz skoro bliskość pana zwietrzyło biedactwo,

Pokiwało ogonem tuląc uszy obie,

Chciałoby się doczołgać, sił nie miało w sobie.

Uważał to Odysej i łzę uczuł w oku;

8765

Otarł ją, by nie widział pastuch, co stał z boku.

„Dziwna rzecz, Eumajosie — Odys mu powiada —

Jak ten pies na barłogu pięknym jest nie lada!

Z tym kształtem czy i rączość łączył? Szedł na łowy?

Czy też to ot zwyczajny sobie pies stołowy,

8770

Jakich dużo na dworcach trzymają panowie?”

Na to pastuch Eumajos te słowa odpowie:

„Ten pies to własność męża dawno już zgasłego.

Trzeba ci było widzieć kształt i rączość jego

Wtenczas, kiedy na Ilion Odys szedł z wyprawą!

8775

Zdziwiłbyś się psa tego siłą i postawą.

Przed nim nie mógł zwierz żaden umknąć, tak był rączy:

Wpadłszy na trop, wciąż trzymał, niezrównany gończy.

Teraz zbiedniał; pan jego przepadł gdzieś daleko,

Więc mu źle pod niedbałych służebnic opieką.

8780

Niewola, SługaBo to tak z tą czeladzią — niech pan nie napędza,

Zaniedba obowiązku, rąk sobie oszczędza.

Zeus wszechmocny odziera człowieka z połowy

Cnej poczciwości, odkąd ten bierze okowy”.

To powiedziawszy, odszedł w głąb pysznych podwoi,

8785

Do izby, kędy świetny tłum gachów się roi;

Tymczasem Argos w śmierci pogrążył się mroku,

Gdy ujrzał swego pana po dwudziestym roku.

Postrzegł boski Telemach wpierw niźli kto drugi,

Jak pastuch wszedł do izby, i zaraz na mrugi[989]

8790

Przywołał go do siebie. Ten powiódł oczyma,

A widząc próżny stołek, dla siebie zatrzyma.

Był to stołek, na którym krajczy zwykle siadał,

Kiedy pieczeń rozbierał i gościom nakładał.

Do stołu Telemacha szybko go przystawił

8795

I siadł naprzeciw pana. Wnet keryks[990] się zjawił,

Nałożył mu mięsiwa, chleb podał z koszyka.

Wkrótce się i Odysej do izby przemyka:

Istny dziadek żebrzący, obciążony laty,

Pełzł o kiju, okryty w łachmany i łaty,

8800

I siadł na jaworowym progu, oparł głowę

O misternie rzeźbione odrzwia cyprysowe,

Które cieśla przyciosał do miary jak trzeba.

Zaś Telemach z pięknego kosza bułkę chleba

Wyjął i mięs nabrawszy, co garść objąć może,

8805

Przywołał Eumajosa i rzekł mu: „Niebożę,

Weź to, zanieś dziadkowi, i poradź, niech wkoło

Obejdzie gachów. Żebrak powinien mieć czoło[991]

Prosić o miłosierdzie: wstydem nic nie zyska!”

Wysłuchawszy to, pastuch przez tłum się przeciska

8810

Do progu, gdzie był Odys, i rzekł doń: „Mój dziadku,

Telemach ci to przysłał z tą radą w dodatku,

Byś poszedł między gachy i każdego prosił:

Nie wypada, by żebrak wstydem się unosił”.

Na to wołał Odysej: „Wszechwładny Kronidzie!

8815

Błogosław Telemacha! Niech wszystko mu idzie

K'woli życzeń, a z ludźmi będzie najszczęśliwszy!”

Tak rzekł, datek w garść przyjął, potem go złożywszy

U nóg swoich na torbie starej połatanej,

Pożywał, a pieśniami brzmiały zamku ściany.

8820

Lecz gdy skończył, a boski pieśniarz przerwał śpiewy,

A w izbie podniósł wrzawę tłum gachów zgiełkliwy,

Wtedy Odysej ujrzał przed sobą Palladę,

Ta go skłoniła obejść biesiadną gromadę

I pozbierać od gachów stołu odrobiny,

8825

Gdyż po tym pozna winnych i tych, co bez winy —

Co jednak nie przeszkadza, że głowy ich padną,

Szedł więc w kolej i prośbą błagał ich układną

I rękę tak wyciągał jak zwykle żebraki.

Każdy dał coś z litości, lecz taki owaki

8830

Nuż się dziwić i pytać: skąd on, jak się zowie?

Na to koziarz Melantios mówił w tej osnowie:

„Słuchajcie, dziewosłęby[992] o rękę królowej!

Widok tego przybysza dla mnie nie jest nowy;

Widziałem, jak go świniarz prowadził przez drogę,

8835

Lecz co zacz i skąd rodem, powiedzieć nie mogę”.

Wtem Antinoj łajaniem napadł na pastucha:

„Mów, hultaju, po co nam tego pasibrzucha

Sprowadziłeś? Czy nie dość mamy tu tych mętów,

Takich biesiadopłochów[993], żebrzących natrętów?

8840

Czy-ć jeszcze nas tu mało, aby twego pana

Majątek zjeść z kretesem, żeś tego gałgana

Przyprowadził tu z sobą?”

Na to pastuch: „Szpetny

Język twój, Antinoju, chociaż ród tak świetny.

8845

Któż by obcych przybyszów sprowadzał do siebie?

A jeśli ich sprowadza, to w ważnej potrzebie

Lub dla dobra ogółu: na przykład lekarza,

Cieślę, wróżbitę albo boskiego pieśniarza,

Który pieśnią nam serca krzepi i weseli.

8850

Takich tylko się bierze, gdzie bądź by się wzięli,

Lecz dziadków nikt umyślnie nie ciągnie w swe progi.

Wszakżeś ty na Odysa sługi nader srogi,

Od innych sroższy; dla mnie tyś najsroższy może.

Jednak mało dbam o to, dopóki w tym dworze

8855

Penelopa i syn jej śliczny władną nami”.

Roztropny mu Telemach rzekł na to słowami:

„Przestań już tę szermierkę prowadzić daremnie,

Antinoj, wiesz, jak umie dociąć nieprzyjemnie

Językiem i jak tamtym głowy poprzewracał”.

8860

Rzekł i do Antinoja mowę swą obracał:

„Pięknie dbasz o mnie, pięknie, jakby ojciec wtóry,

Jeśli tego przechodnia za zamkowe mury

Chcesz grubiaństwem wypłoszyć. O, niechże bóg broni!

Raczej opatrz go, hojnej nie pożałuj dłoni.

8865

Ni ja, ni matka moja, ni kto bądź z czeladzi

Za złe-ć tego nie weźmie: owszem, będą radzi.

Lecz darmo! To uczucie obce sercu twemu;

Wolisz sam zjeść niż kęsek ustąpić drugiemu”.

Ofuknął go Antinoj, tą mową dotknięty:

8870

„Co tam gadasz, młokosie butny i nadęty!

Gdyby on tyle kęsów nazbierał w tym tłoku,

Tobyśmy się zwolnili odeń na ćwierć roku”.

To rzekłszy spopod stołu wyciągnął podnóżek,

Na którym nogi wspierał; trząsł nim wśród pogróżek.

8875

Lecz inni za to hojnie tkali w wór dziadowski

To mięsiwa, to chleby, i już Odys boski

Chciał wrócić i na progu zasiąść z jadłem swojem,

Gdy się ozwał stanąwszy tuż przed Antinojem;

„Daruj mi co, mój miły! Sądząc cię z postawy,

8880

Tyś nie prostak: wyglądasz mi jak książę prawy.

Toż się pokaż szczodrzejszym dla mnie niż ci drudzy,

A ja pójdę cię sławić wszędy, gdzie lud cudzy.

Ongi i jam był szczęśliw: miałem dom i grzędę,

I dostatki — i nieraz takiego przybłędę

8885

Opatrzyłem, bądź głodny był lub bez okrycia.

Rój sług w domu i wszystko, co szczęściem jest życia,

Miałem — a sławą bogactw kwitła moja dola.

Lecz Zeus Kronion mnie zniszczył; dziej się jego wola!

Skusiło mnie z łotrzyki związać się morskimi

8890

I na Egipt, na pewną zgubę ruszyć z nimi.

Tam stanąwszy, gdy kotwie rzucono na rzece,

Wraz najczujniejszą baczność mym ludziom polecę,

Zabraniam ani na krok nie odbiegać statku,

Szpiegów na bliższe wzgórza wysłałem w ostatku;

8895

Ale ci, nieposłuszni, w ślepej zuchwałości

Napadli na egipskich kilka pięknych włości,

Żony w jeństwo pobrali z dziatwą niedorosłą,

A mężów w pień wysiekli. Gdy się to doniosło

Do miasta — rankiem tłumy i konno i pieszo

8900

Migając miedną[994] zbroją na odsiecz im spieszą

I okrywają pola. Kronion gromowładny

Zesłał na mą drużynę popłoch bezprzykładny.

Żaden bowiem wrogowi już nie stawił czoła —

Więc włóczniami wykłuto ściśniętych dokoła,

8905

Innych żywcem pojmanych do robót skazano,

A mnie zaś przejezdnemu panu darowano.

Był nim Dmeter, syn Jara, król w Kiprze władnący.

Stamtąd tu się dostałem biedny i cierpiący”.

Antinoos mu na to głosem rzekł donośnym:

8910

„A czy nas bies opętał tym dziadem nieznośnym?…

Precz od stołu! Tam możesz na środku stać sobie!

Ruszaj! Bo Cypr i Egipt gorzkim ja ci zrobię.

A jaki dziad natrętny! Wszystkim lezie w oczy;

Każdy mu nieoględnie, co ma, w torbę tłoczy.

8915

Nie w miejscu taka szczodrość i politowanie;

Gdy się cudze rozdaje, z kupy co zostanie?”

Cofając się Odysej rzekł mu: „O bogowie!

Z tą szlachetną postacią nieszlachetnyś w mowie!

Snadź[995] ze swego i szczypty soli byś żałował,

8920

Kiedyś przy cudzym stole siedząc nie darował

Biednemu ani kęska, choć stosy przed tobą”.

Na to Antinoj większą rozpalił się złobą[996];

Ponuro nań spojrzawszy rzekł słowa skrzydlate:

„O! co teraz, nie ujdziesz cały z izby, za te

8925

Zuchwalstwa obraźliwe, włóczęgo plugawy!”

I cisnąwszy podnóżkiem, trafił go w bark prawy

Blisko karku; lecz Odys stal wryty jak skała:

Gwałtowna moc pocisku nic go nie zachwiała.

Li głową kiwał myśląc, jak wrogów tych zmiecie.

8930

Wrócił na próg i usiadł, a z torbą rupiecie

Rzucił przed się, i tymi do gachów rzekł słowy:

„Słuchajcie, dziewosłęby do ręki królowej,

A powiem wam, co serce w usta mi nasuwa:

Nie zasmuca to bardzo ni duszy zatruwa,

8935

Jeżeli kto w obronie mienia i zagrody

Krew przelał za swe bydło albo owcze trzody;

Lecz Antinoj mnie pobił za ten brzuch zgłodniały,

O który tak się trapi ludzki ród nasz cały.

Lecz jeśli dla skrzywdzonych jest bóg, są Erynny[997]

8940

Strzały śmierci przed żeństwem ubić cię powinny!”

Na to rzucił Antinoj odpowiedź zelżywą:

„Jedz i siedź tam lub z dworu wynoś się co żywo,

Nim mołojce wywloką-ć za ręce i nogi,

I zdarłszy z ciebie skórę, wyrzucą za progi!”

8945

Tak mówił, a ta mowa wszystkich innych gniewa;

Wreszcie któryś z tej gaszej rzeszy się odzywa:

Żebrak, Bóg„Źleś zrobił, Antinoju, ciskając w nędzarza.

Nużby to był niebianin, jak nieraz się zdarza,

Że bóg przybrawszy postać wędrownego dziada

8950

Grody, włości przebiega i naocznie bada

Zbrodnie ludzkie i cnoty bogobojnej duszy?”

Tak mówili, lecz on to puścił mimo uszy[998].

Choć wzburzył Telemacha serce czyn szkaradny,

Potrząsał tylko głową milcząc, a łzy żadnej

8955

Nie uronił, lecz myślał o gachów zatracie.

Dowiedziała się o tym w swej górnej komnacie

Penelopa — i rzekła do białogłów grona:

„Obyż weń tak ugodził pocisk Apollona!”

Klucznica Eurynome rzekła zaś do pani:

8960

„O! jeśli modły nasze spełnią się, to ani

Jeden z nich nie doczeka brzasku jutrzni złotej!”

Penelopa jej na to: „Matko, te niecnoty

Wstrętne są sercu memu; każdy z nich złe płodzi,

Lecz Antinoj od wszystkich gorszy, jak śmierć chodzi.

8965

Tam w izbie właśnie biedak przybyły z daleka

Szedł po prośbie do wszystkich, bo mu głód dopieka —

I każdy dał coś w torbę, gdy w kolej obchodził,

A zły Antinoj w ramię stołkiem go ugodził”.

Tak mówiła królowa, w panien licznym kole

8970

Siedząca w swej komnacie. Tymczasem na dole

Odysej się pożywiał. Onę zaś chęć zdjęła

Przywołać Eumajosa, i tak doń zaczęła:

„Śpiesz co żywo, niech do mnie przyjdzie ten podróżny:

Chcę z nim mówić, o szczegół wypytać go różny;

8975

Może on co o chrobrym zasłyszał Odysie

Lub go spotkał; bywalcem w świecie wydał mi się”.

Na to odrzekł Eumajos, świniopas poczciwy:

„Niechby mu dali pokój tylko te Achiwy,

Zdziwiłby cię: tak prawi pięknie i rozumnie.

8980

Już on trzy dni, trzy noce przedtem siedział u mnie,

Dokąd przybył, uciekłszy z okrętu obcego,

A jeszcze opowiedzieć nie mógł mi wszystkiego.

A jak patrzym w pieśniarza, kiedy pieśń swą śpiewa

Od bogów mu natchnioną, że pierś ci rozgrzewa,

8985

I jak ty byś rad słuchać wciąż i w każdym czasie:

Tak ten przybysz powieścią bawił mnie w szałasie.

Z Odysem, jak mi mówił, miał stosunek dawny

Po ojcu; a na Krecie mieszkał, kędy sławny

Ród Minosa. Więc stamtąd ścigan bez wytchnienia,

8990

Dobił się do nas, straszne przeszedłszy zmartwienia.

O Odysie też słyszał, a między innemi,

Że stąd blisko na bujnej, na tesprockiej ziemi

Żyje, i skarby wiezie, bogaty ogromnie”.

Na to mu Penelopa rzekła: „Idź, i do mnie

8995

Przyprowadź go na górę: niech sam opowiada!

A niech w dziedzińcu gachów pustuje[999] gromada,

Czy tu w izbie; to nie dziw, że tacy weseli.

Dobytek ich bezpieczny, z nimi się nie dzieli

Nikt spiżarnią i winem — chyba swej czeladzi

9000

Coś tam dają. Lecz za to na nasz dom są radzi

I co dzień tu przychodzą — żaden dzień nie minie —

Na rzeź brać nasze woły, barany i świnie,

I wyprawiać biesiady, chlać wino rumiane

Bez pamięci — aż wszystko będzie zmarnowane!

9005

Oj! Takiego jak Odys nie mamy nikogo,

On by tylko mógł plagę oddalić złowrogą.

Oby wrócił, we własnym ukazał się domu:

Wraz z synem spadłby na nich podobien do gromu”.

Gdy to mówi, Telemach naraz głośno kicha[1000],

9010

Aż się w izbach rozległo; ona się uśmiecha

I pastuchowi słowa posyła skrzydlate:

„Idź i sprowadź przychodnia tu w moją komnatę.

Czyś baczył, jak on kichnął, kiedym to wyrzekła?

Znak jawny, że swym cieniem śmierć gachy oblekła!

9015

Padną wszyscy, przeznaczeń spełnią się wyroki!

Jeszcze jedno — lecz w piersi ukryj to głębokiej:

Jeśli poznam, że człek ten mnie nie oszukuje,

Chitonem go i piękną chlajną obdaruję”.

Eumajos wysłuchawszy mówiącą królowę

9020

Poszedł i do Odysa zwrócił lotną mowę:

„Penelopa cię wzywa, ojcze mój podróżny!

Z serca pragnie, nie gwoli ciekawości[1001] próżnej,

Pytać się o małżonka, po którym w żałobie.

A gdy pozna, żeś ufność wzbudził jej ku sobie,

9025

Da ci chlajnę i chiton; a właśnie-ć potrzeba

Przyodziewku, gdyż łatwiej u ludzi kęs chleba

Wyżebrać i nakarmić żołądek zgłodniały”.

Odpowiedział mu Odys, w nieszczęściu wytrwały:

„Chętnie wszystko opowiem i prawdę wynurzę

9030

Rozumnej Penelopie, Ikariowej córze,

Bom go znał, bo z nim równa przypadła mi dola.

Jednak straszy mnie więcej tych gachów swawola

I zuchwałość, w żelazny strop nieba bijąca.

Ot, teraz, za cóż tamten tak mnie w bark potrąca,

9035

Przechodzącego izbę bez żadnej złej myśli?

A Telemach lub drudzy czy mi w pomoc przyszli?

Powiedz więc Penelopie: choć słyszeć mnie pragnie,

Niech cierpliwie poczeka, aż słońce się nagnie

Do zachodu; o mężu wtenczas jej opowiem,

9040

Usiadłszy przy ognisku. Lichą odzież bowiem

Mam na sobie — wszak o tym najlepiej wiesz pono”.

Skończył, a pastuch odniósł wszystko, co mówiono.

Penelopa go widząc, jak wchodził w jej progi,

Rzekła: „Czemuż sam wracasz, gdzie jest ten ubogi?

9045

Czy się lęka zuchwalców lub czegoś się boi?

Może wstyd mu? Żebrakom wstyd ten nie przystoi”.

Na to odrzekł Eumajos, przywódca pasterzy:

„Myśl co chcesz, lecz ten człowiek mówi jak należy,

Że butnym gwałtownikom nierad włazić w oczy.

9050

Czekaj więc, aż się Helios[1002] do morza zatoczy.

Dla cię samej, o pani, lepiej to wypadnie:

Sam na sam z nim pomówisz i wybadasz snadnie[1003]”.

Na to mu Penelopa: „Snadź[1004] u tego człeka,

Kto bądź on, rozum dobry i głowa nielekka;

9055

Bo też nigdzie na ziemi, gdzie ludzie mieszkają,

Nie spotkać się z zuchwalszą i złośliwszą zgrają”.

Boski pastuch szedł prosto po rozmowie onej

Między gachów, gdzie tłum ich siedział zgromadzony,

I rzekł do Telemacha po cichu, do ucha,

9060

Z obawy, że go który z tych gachów podsłucha:

„Już odchodzę, mój drogi, do trzód, do zagrody,

By w twym i mym dobytku nie było tam szkody;

Ty zaś tutaj we dworze na wszystko uważaj,

A najlepiej na siebie: nic się nie narażaj,

9065

Gdyż Achiwi na jakiś zamach się sposobią.

Oby Zeus ich wygubił, nim złego coś zrobią!”

Rzekł mu na to Telemach, młodzieniec przezorny:

„Dobrze, tatku, lecz na mrok poczekaj wieczorny,

A jutro nam tu hojne dostawisz obiaty;

9070

Ja zaś z bożą pomocą wyjdę tu bez straty”.

To powiedział, a pastuch znów siadł w krześle swojem.

A gdy się już uraczył jadłem i napojem,

Poszedł do swej zagrody i trzódek z powrotem.

Świetlice i przysionki wciąż brzmiały łoskotem

9075

Śpiewów i pląsów gości bawiących się w dworze,

Bo wieczór już się zbliżał, gasły dzienne zorze.

Pieśń osiemnasta

Walka na pięści Odyseusza z Irosem

Wtem nadszedł zwykły żebrak, w mieście dobrze znany,

Gdyż żebrał tam od dawna, żarłok zawołany,

Wiecznie głodny i opój, przy tym niedołężny,

9080

Wątłej siły — na oko chłop rosły i mężny.

Nazywał się Arnajos; tak zwała go matka,

Irosem zaś przezwała uliczna czeladka,

Gdyż często do posyłek dawał się on użyć.

On to wszedł i Odysa chcąc z domu wykurzyć,

9085

Począł go lżyć słowami, grubiaństw mu nie szczędził:

„Precz mi stąd, jeśli nie chcesz, abym cię przepędził!

Patrzaj, jak każdy z gości na mrugi[1005] mi każe

Wywlec cię, a ja przecież na to się nie ważę;

Precz zatem, albo zmusisz dołożyć kułaka!”

9090

Odys zaś rzekł, ukosem zmierzywszy żebraka:

„Nigdym cię nie obraził uczynkiem ni słowem;

Nie zajrzę[1006], choć z najsutszym odejdziesz obłowem:

Ten próg obu nas zmieści. Tobie nie przystoi

Zazdrościć cudzych datków! Znać to z miny twojej,

9095

Żeś dziad, jako ja, taki. A komu bóg szczęści,

Ten bogaty; więc po cóż wyzywasz na pięści?

Choć ja stary, lecz gniewu nie umiem hamować:

Mógłbym pierś ci lub gębę juchą[1007] zafarbować

I nazajutrz przyszedłbym siedzieć tu w spokoju;

9100

Ty zaś już byś nie wrócił pewno po tym boju

Siadywać popod drzwiami dworu Laertiada!”

Na to mu z wściekłą złością Iros odpowiada:

„Co ten żebrak językiem i kłapie, i kłapie

Jak baba przy kominie! Ojże, jak cię złapię,

9105

Kułakami obłożę, aż wyskoczą usty

Wszystkie zęby z paszczęki, ty kabanie[1008] tłusty!

Opasz się[1009] — przy tych świadkach wychodź na kułaki!

Zobaczym, czy młodemu oprze się dziad taki!”

Tak kłócili się z sobą w drzwiach, na progu lśniącym

9110

Dziady, mierząc się wzajem wzrokiem pałającym.

Świętej mocy Antinoj usłyszał ich kłótnię

I rzekł do towarzyszy, śmiejąc się okrutnie:

„Nigdyśmy jeszcze takiej nie mieli zabawy,

Zsyła nam ją widocznie jakiś bóg łaskawy,

9115

Uwierzycie-ż, że Iros z tym drugim przybłędą

Wyzwali się na pięści i wnet się bić będą?

Chodźmy szczuć ich nawzajem”.

Gachy parskli śmiechem

I zerwawszy się z krzeseł, skoczyli z pośpiechem,

9120

Aby kołem otoczyć te obdarte dziady;

I Antinoj tak mówił do gachów gromady:

„Słuchajcie mnie, druhowie! Widzicie tam ano

Kozią kiszkę, krwią zsiadłą i tłuszczem nadzianą,

Jak się smaży na węglach dla nas do wieczerzy?

9125

Owoż wygrywający jeden z tych szermierzy

Może przyjść, wybrać kiszkę podług woli swojej

I zawsze jadać z nami. Lecz już nie postoi

W tych progach odtąd inny z natrętnych żebraków!”

Te słowa Antinoja ujęły junaków.

9130

Chytrze im na to Odys rzekł: „O przyjaciele!

Jam już stary, jam w życiu bied doznał tak wiele!

Mogę-ż z młodszym się mierzyć? Cóż robić, gdy trzeba?

Głodny zniesie i kije dla kawałka chleba.

Więc zgoda! Wprzódy jednak każdy z was przysięgnie,

9135

Że mnie zdradliwą pięścią wśród walki nie sięgnie,

Ażeby Irosowi dopomóc w wygranej”.

Rzekł, i wszyscy przysięgli, a gdy wymaganej

Uroczystej już zadość stało się przysiędze,

Telemach pośród rzeszy rzekł w świętej potędze:

9140

„Przychodniu! Jeśli sił ci starczy i odwagi,

Wyrzuć go, od Achiwów nie bój się zniewagi.

Kto by cię wyciął, miałby z nami do czynienia;

A jak mniemam, jednego sposobu myślenia

Wraz ze mną, gospodarzem, są rozumne głowy

9145

Antinoj i Eurymach”.

Do tej jego mowy

Przychylili się wszyscy. Odysej tymczasem

W pół się opiął z łachmanów ukręconych pasem,

Odsłaniając potężne uda, bark szeroki,

9150

Pierś, ramiona żylaste — gdy lekkimi kroki

Zbiegła k'niemu Atene i postać mu całą

Zolbrzymiła. W podziwie wszystko nań patrzało,

Aż niejeden się zwrócił mówiąc do sąsiada:

„Iros licha napytał! Oj, będziesz mu biada!

9155

Patrz — staruch jakie uda odsłonił potężne!”

Irosowi zaś serce tłukło się niemężne,

Lecz mu pachołcy gwałtem, choć jak się szamotał,

Pas włożyli. Na całym ciele on dygotał.

Więc Antinoj go łajał słowami bez braku:

9160

„Po coś ty się urodził, chełpliwy junaku,

Kiedy trzęsiesz się wszystek przed staruchem onym,

Bezsilnym, cierpieniami żywota zjedzonym?

Zapowiadam ci tedy, i to cię nie minie,

Że jeśli on silniejszy, pokona cię ninie[1010],

9165

Wsadzę cię na łódź czarną, wyślę na ląd stały

Do Echeta[1011] — a złośnik to zapamiętały,

Ma zwyczaj, kogo złapie, kaleczyć okrutnie;

Więc niechybnie i tobie nos i uszy utnie,

A wyrwany człon męski psom da, aby zjadły”.

9170

Rzekł, a wszystkimi członki drżał Iros wybladły,

Wleczon w szranki. Więc obaj wznieśli już ramiona,

Lecz Odysowi myśl ta przyszła rozdwojona:

Czy ma go palnąć z góry, ducha zeń wypędzić,

Czy na ziemię zwaliwszy, życie mu oszczędzić?

9175

To ostatnie za lepsze w tym razie uznaje;

Inaczej podejrzewać mogliby Achaje.

Więc obaj wpadli na się, Iros w prawe ramię

Uderzył Odyseja, a ten mu kość łamie,

Palnąwszy w kark pod uchem, aż krew buchła z gęby.

9180

Z krzykiem runął na piasek, dzwoniły mu zęby,

Nogi ziemię kopały. Gachowie weseli

Wznieśli ręce i wraz się do rozpuku śmieli.

Zaś Odys go za nogę przez całe podwórze

Przewlókłszy aż do bramy, posadził przy murze,

9185

Opierając plecyma, w garść mu kostur włożył,

Mówił doń, i lotnymi słowami dołożył:

„Siedźże tu, abyś świnie i psy stąd odganiał,

A biednym, gdy tu przyjdą, wstępu nie zabraniał,

Inaczej co gorszego spotka cię, nędzniku!”

9190

Powiedziawszy to, torbę z łatami bez liku

Znów wdział na grzbiet, a torba na sznurku wisiała,

I tak wrócił na próg swój. Aż tu zgraja cała

Gachów, śmiejąc się wdzięcznie, szła doń z powitaniem:

„Oby Zeus i bogowie hojnym zmiłowaniem

9195

Dali-ć wszystko, co pragniesz, Zeus pewnie wysłucha

Za to, żeś nas od tego zbawił pasibrzucha,

Którego do Echeta wnet wyszlem na łodzi —

Król ten ludziom okrutny i jemu dogodzi!”

Tak życzyli. Odysej wielce się radował

9200

Z tych życzeń, zaś Antinoj już mu przygotował

Sporą kiszkę: krwią była i tłuszczem nadziana.

Amfinom dał dwa chleby, po czym z roztruchana

Złotego przepijając, te słowa doń rzecze:

„Pozdrowienie ci, stary, nieznany człowiecze!

9205

Obyś lepszą miał dolę choć na przyszłe lata:

Brzemię wielkiej niedoli teraz cię przygniata”.

Odrzekł mu na to Odys, mąż w fortele płodny:

„Amfmomie! Tyś ojca swojego syn godny,

Bo masz rozum, a sława dobiegła aż do mnie,

9210

Że Nisos Dulicheński bogaty ogromnie

I poważan u swoich — takiego rodzica

Będąc synem i ciebie uprzejmość zaleca.

Więc słuchaj, a co powiem, niech pamięć zatrzyma:

Kondycja ludzkaNic słabszego od człeka na ziemi tej nie ma;

9215

Słabszy od wszystkich istot, co po świecie chodzą,

Nie myśli, że weń kiedyś nieszczęścia ugodzą,

Póki bóg daje dzielność i dobrych nóg parę.

Lecz gdy bóstwa nań spuszczą cierpienia za karę,

To choć z opornym wstrętem, znosi je, jak umie;

9220

Taka bowiem jest zmienność w tym ludzkim rozumie.

Jak zmiennymi bywają dnie, które Zeus zsyła.

I mnie ongi szczęśliwsza gwiazda też świeciła,

Alem wiele nabroił ufny w moc ramienia,

W plecy ojca i braci mojego plemienia.

9225

Niech więc człowiek od zbrodni ucieka jak może,

A co bóstwa mu dają, przyjmuje w pokorze.

Snadź i tu strasznie broją gachy rozwydrzone

Trawiąc cudzy dobytek, znieważając żonę

Męża, który już może jest w drodze z powrotem,

9230

I tylko go nie widać. Radzę myśleć o tym,

Żebyś się z nim nie spotkał — i wynieść się z bogiem,

Bo gdy wróci na wyspę, stanie przed swym progiem —

Nie obejdzie się w murach tego tu mieszkania

Między nim a gachami oj! bez krwi przelania”.

9235

Rzekł — i strząsnąwszy bogom wychylił do spodu

Czaszę — i oddał w ręce pasterza narodu,

A ten odchodził z głową na piersi zwieszoną

Zasępiony — coś złego przeczuwał on pono…

Przecież zguby nie uszedł… Pallas go w swe pęty

9240

Omotała — padł włócznią Telemacha pchnięty!

Więc wróciwszy znów zajął dawne swe siedzenie.

Wtem Atene, bogini, wzbudziła natchnienie

W sercu Penelopei, Ikariosa córy,

Że gachom się ukaże, znijdzie do nich z góry,

9245

By serca gachów żądzą na nowo rozpalić,

A w małżonku i synie dla się cześć ustalić

Większą jeszcze, niż miała. Z uśmiechem udanym

Rzekła więc swym niewiastom, wkoło niej zebranym:

„Eurynomo! Jam nigdy nie pragnęła bardziej,

9250

Niż teraz, iść tam do nich, choć nimi się gardzi:

Gdyż synowi mam szepnąć coś, co go ocali,

Aby się od tych gachów trzymał jak najdalej,

Bo choć w ustach tych słodycz, w sercach siedzi zdrada!”

Eurynome klucznica na to odpowiada:

9255

„Roztropne twoje słowo! Mówisz wyśmienicie!

Idź więc i powtórz mu to wszystko, moje dziecię!

Lecz wprzód opłucz się, namaść maściami wonnymi:

Nie lza[1012] z twarzą spłakaną stawać tam przed nimi.

Łzami popsułaś sobie kwitnące jagody[1013]

9260

A przecie syn twój wyrósł, doczekał się brody:

Takim jest, jak u bogów sobieś wymodliła!”

Penelopa jej na to: „Eurynomo miła!

Nie troskaj się ty o mnie i nie radź z przyjaźni,

Abym ciało maściła i poszła do łaźni.

9265

Wszak bogi mnie olimpscy dawno oduczyli

Dbać o płci mej ozdoby, jak raz od tej chwili,

Kiedy mąż mój odpłynął. Owszem, Hippodamię

I Autonoe przyzwij, niech mi dadzą ramię,

Gdy tam pójdę, bo wstydem spłonęłabym cała,

9270

Gdybym się sama jedna gachom ukazała”.

Na ten rozkaz z komnaty wybiega klucznica

Wołać panny i pośpiech każdej z nich zaleca.

Lecz bogini Atene myśl powzięła inną:

Penelopie zesłała drzemkę dobroczynną;

9275

Sen ją zmorzył i padła już ubezwładniona

W krzesło, i już bogini tchnęła jej do łona

Boski czar, aby wzbudzić w Achiwach zdumienie.

Jej lice w ambrozyjne ubrała promienie —

Kytera[1014] z takich wdzięków wieniec ma uwity,

9280

Kiedy w pląsy się puszcza ze swymi Charyty[1015].

Przy tym wzrost jej i postać dała okazałą,

W bielsze niż kość słoniowa oblokła ją ciało.

Co sprawiwszy, bogini znikła. A tymczasem

Pięknoramiennych panien dwie wpadło z hałasem

9285

Do świetlicy. Z snów słodkich ocknięta królowa,

Przetarłszy dłońmi oczy, wyrzekła te słowa:

„Mnie smutną ukołysał sen słodki tak błogo!

Oby Artemis[1016] śmiercią tak samo niesrogą

Zabiła mnie tu zaraz, bym w żalu ustawnym

9290

Nie marniła[1017] żywota po mężu mym sławnym,

Który cnót blaskiem gasił achajskich herojów”.

Powiedziawszy to, zeszła z swych górnych pokojów;

Nie sama: dwie panienki tuż przy sobie miała.

Więc gdy się zgromadzonym gachom ukazała,

9295

Wstrzyma się w świetnym progu świetlicy sklepionej,

Na twarz od głowy spuszcza srebrzyste zasłony,

A dwie panny stanęły po każdym jej boku.

Gachom nogi zadrżały, tyle w niej uroku,

I każdy chciałby łoże podzielać królowej.

9300

A wtem ona do syna rzekła tymi słowy:

„Synu mój! Coś twój umysł i wola się chwieje!

Małym będąc, robiłeś większe mi nadzieje,

A teraz, kiedyś podrósł, wyszedł na młodziana,

I każdy w tobie widzi całą gębą pana,

9305

Nawet obcy się dziwią twej dziarskiej postaci —

Czemuż zdrowy rozsądek u ciebie nie płaci?

Jakąż zgrozę spełniono tu w twej obecności?

Tyżeś dał sponiewierać jednego z twych gości?

Jak to? Gość, który w domu naszym się znachodzi[1018],

9310

Obelgi miałby doznać? O! to nie uchodzi!

Na ciebie hańba spadnie, ludzie tobą wzgardzą!”

Na to roztropny młodzian: „Matko! O, i bardzo

Twoje to oburzenie czuję i rozumiem,

A chociaż od dobrego złe odróżnić umiem,

9315

Mogę-ż w każdym zdarzeniu iść drogą rozsądku,

Gdy mnie tak oszołomił wróg pełen zawziątku[1019],

Owe gachy spiknięte, a mnie nikt nie broni?

Nawet o bój Irosa gniewają się oni,

Że go przybysz mocniejszy powalił pod siebie.

9320

Spraw-że, ojcze Kronionie, Ateno i Febie,

Abyśmy gachy mogli podławić tak samo,

Iżby łby pozwieszali, jak ot ten pod bramą

Iros zbity, że członkiem nie rusza już żadnym,

Kiwa się jak pijany uczynion bezwładnym,

9325

I na nogi nie wstanie, by dolazł do domu —

Tak wszystek na nic starty od tego pogromu”.

O tym z sobą mówili — i po tej rozmowie

Tak się do Penelopy Eurymach ozowie:

„O mądra Penelopo! Gdyby cię widziano,

9330

To wszyscy z jazyjskiego Argos[1020] jutro rano

Zbiegliby się achajscy tutaj zalotnicy

Na gody: bo gdzie równej tobie krasawicy[1021]

Co by ci kształtem, wzrostem, rozumem sprostała?”

Mądra mu Penelopa tak odpowiedziała:

9335

„Eurymachu! Mnie bóstwa wdzięków mych i krasy

Pozbawiły od dawna; jeszcze w owe czasy,

Gdy z Argami małżonek mój poszedł pod Troję;

Niechby wrócił, mnie nędzną wziął pod skrzydła swoje,

Dopieroż bym jaśniała sławą mej piękności!

9340

Teraz jęczę, na ciągłe wydana przykrości,

Odkąd on mnie na brzegu przed samym rozstaniem

Wziął za rękę i słowa te rzekł z pożegnaniem:

— Nie wszyscy ci pancerni męże, droga żono,

Którzy idą na Ilion, powrócą tu pono.

9345

Bo i Trojańcy w boju dzielnie, jak słyszałem,

Robią kopią, miotają z łuków celnym strzałem,

Toż lotnym toczą koniem, a dziarskie to zwierzę

Zwykło dawać zwycięstwo w chwiejnym bitwy wirze.

Przeto nie wiem, czy bóg mnie stamtąd przyprowadzi,

9350

Czy tam liszy[1022]? Więc głowa twoja niech tu radzi:

W domu miejże o ojcu, o matce staranie

Jak dotąd, a tym więcej, jeśli mnie nie stanie.

Gdy zaś syn nasz dojrzeje, wyjdzie na człowieka,

Idź za mąż — twoja nad nim skończy się opieka. —

9355

Tak mówił, i już teraz spełni się to wszystko:

Idzie noc, w której wstrętne dla mnie weselisko

Czeka mnie z woli Zeusa ciężko nawiedzoną.

A jednak gorszym bólem przeszywa mi łono

Ten zwyczaj niebywały między zalotniki.

9360

Dawniej, kto się dobijał uczciwej podwiki[1023],

Córy ojca możnego, wysadzał się na to,

By dom zasilać wołmi, trzodą nierogatą,

A narzeczonej hojne upominki składać;

Nie śmiał cudzego mienia marnować i zjadać”.

9365

Tak rzekła, a w Odysie cieszyła się dusza,

Że im dary wyłudza i oczy zaprósza

Słodką mową, choć w sercu myślała inaczej.

Antinoj, syn Epeja, tak jej to tłumaczy:

„O córo Ikariosa, cna Penelopejo!

9370

Przyjm tylko te podarki, które wraz pośpieją[1024]

Znieść Achiwy; odmówić nie mogłabyś przecie,

My zaś nie ustąpimy z miejsc tych za nic w świecie,

Póki mężem twym który Achiw nie zostanie”.

Mowa ta w zgromadzeniu znalazła uznanie.

9375

W skok też keryksów do dom po podarki słano:

Od Antinoja szatę cudnie wyszywaną

Przyniesiono, dwanaście w niej złotych pętliczek;

Od Eurymacha przyszedł piękny naszyjniczek

Szczerozłoty, z bursztynem, co jak słońce lśniący;

9380

Od Eurydama parę kolców wniósł służący:

Misternej to roboty, trójgwiezdne wisiory;

Zaś od Pejsandra, syna króla Polyktory,

Łańcuch jej przyniesiono na szyję ozdobny.

Zgoła każdy z nich złożył podarek osobny.

9385

Znów wróciła do górnych komnat boska pani,

A panny upominki niosły dane dla niej.

Gachy zaś do swych pląsów i śpiewek wrócili,

Aż i wieczór ich zastał na tej krotochwili[1025].

A gdy wesołych nocne ogarnęły cienie,

9390

W izbie wnet w trzech kagańcach wzniecili płomienie

Świecące im dokoła, w które pęk smolaków

I drzazg, miedzią naciętych z wysuszonych pniaków,

Narzucali na ogień. Służebne zaś panny,

Gdy gasnął, rozniecały ogień nieustanny.

9395

Do nich to boski Odys zwrócił swoją mowę:

„Nieobecnego pana dziewki Odysowe!

Idźcie stąd, przy królowej siedzieć wam w komnacie.

Tam wasze miejsce; panią rozweselać macie

Albo kręcić wrzeciono, lub też czesać wełnę.

9400

Ja zaś o tych kagańcach staranie zupełne

Chcę tu mieć, choć do rannej zostaliby zorzy.

Do trudów jam nawykły, mnie to nie umorzy”.

Dziewki w śmiech i po sobie zerknęły z ukosa,

Aż Melanto, rumiana córeczka Doliosa,

9405

Pod okiem Penelopy od dziecięcych latek

Wyrósłszy, jak jej własny pieszczony gagatek

(A jednak obojętna na płacz opiekunki,

Tajemne z Eurymachem miewała stosunki),

Ona więc na Odysa napadła i łaje:

9410

„Przybłędo! Tobie we łbie klepki nie dostaje,

Że na noc do gospody albo ciepłej kuźni[1026]

Nie idziesz; a tu wlazłeś, gdzie panowie różni

A dostojni się bawią, a tak hardo przy tym

Gadasz tu! Znać po tobie, że musisz być spitym

9415

Lub frant[1027] jesteś. Widocznie przez ciebie coś gada:

Czy pycha z pokonania Ira, tego dziada?

Waruj się[1028], by ktoś tęższy nie wyzwał na rękę!

Nuż trafisz na pięść twardą: zgruchocze ci szczękę

I za progi wyrzuci, oblanego juchą!”

9420

Gniewnie spojrzał Odysej i wraz odparł sucho:

„Ej, nie bresz[1029]! Bo Telemach, niech powiem mu słówko —

Patrz, tam stoi — a w puch cię zrąbie, pokojówko!”

To rzekł i tak przestraszył białogłowy one,

Że z izby precz uciekły jakby oparzone,

9425

W przekonaniu, że Odys nie żartował z nimi.

On zaś przed kagańcami stał zapalonymi

I ogień utrzymywał; lecz inne w nim wrzały

Myśli, które niebawem czynem stać się miały.

Atene, znów folgując gachom, choć zbyt hardzi,

9430

Podszczuła ich do szyderstw, ażeby tym bardziej

Rozjątrzyć na nich duszę Odysa, już wściekłą.

Jakoż mu Eurymacha słowo dość dopiekło,

Które rzekł, aż parsknęła śmiechem ich gromada:

„Słuchajcie, dziewosłęby królowej! — powiada —

9435

A ogłoszę, co z głębi do ust mi się ciśnie:

Jakiś bóg tego człeka przysłał tu umyślnie;

Bo ta jasność w tej izbie, jeśli wzrok nie zwodzi,

Nie od ognia, od jego łysiny pochodzi”.

Po czym się do Odysa zwracając: „A nużby

9440

Wziąć ciebie za parobka? Czy zdasz się do służby

Gdzie tam na wsi? A dobrym mytem[1030] bym nagrodził:

Sadziłbyś cień dające drzewa, płoty grodził,

Strawę, wino dostaniesz, co dzień będziesz syty,

Przyzwoicie obuty i dobrze okryty.

9445

Aleś ty do niczego! Bąki tylko zbijać!

Leniuch! Po okolicy wolisz się uwijać

I pakować w żarłoczny kałdun chleb dziadowski!”

Na to mu odpowiedział Odysej, mąż boski:

„Trzeba nam, Eurymachu, pójść o zakład z sobą!

9450

Kiedy dzień bywa długi, tak wiosenną dobą,

I na łące z kosami obydwaj stanąwszy,

Spróbować się na kośbę, nic w usta nie wziąwszy,

Od świtu aż do nocy, ciągle w pracy krwawej,

Póki by sianożęci starczyło i trawy.

9455

Albo niechbym miał w pługu tęgich wołów parę,

Zażywnych, mocnych, równą trzymających miarę,

Jednolatek, do orki co się już wprawiły,

Łan przy tym, gdzie by lemiesz snadno krajał bryły:

Zobaczyłbyś, czy umiem orać proste skiby!

9460

Lub żeby bóg dał wojnę, poszedłbym bez chyby[1031],

Zbrojny tarczą i dwoma oszczepami w dłoni,

I hełmem pięknie kutym ze spiżu na skroni —

A widząc mnie na harcu i zawsze na przedzie,

Nie urągałbyś memu brzuchowi i biedzie.

9465

Ale pychą nadęty, z sercem nieużytem,

Mniemasz się być potęgi i dzielności szczytem,

Że siedzisz wśród tej zgrai odwagi wątpliwej.

O! gdyby na swą ziemię wrócił Odys żywy,

Wnet te drzwi, choć szerokie i stoją otworem,

9470

Zmykającemu ciasnym byłyby wątorem[1032]!”

Na te słowa zawrzało serce w Eurymaku,

Gniewnie spojrzał i rzekł doń: „Dam ci ja, żebraku!

Zaraz weźmiesz zapłatę za harde gadanie

I za mężów dostojnych nieuszanowanie.

9475

Czyżeś wińskiem się upił, czy tak ze zwyczaju,

Co ślina ci przyniesie, bajesz, hardy baju?

Czy ci łeb się zawrócił, żeś zbił Ira, dziada?”

Rzekłszy, chwycił za stołek — wżdy Odys przypada

Do kolan Amfinoma, chroniąc się pocisku

9480

Eurymacha; zaś stołek, lecąc, trafił w ścisku

Cześnika w prawą rękę, aż mu dzban z łoskotem

Wypadł, a on sam na wznak przewrócił się potem.

Gachowie na to wszczęli tumult w izbie całej,

I mówili — ich słowa wkoło obiegały:

9485

„O! bodaj ten włóczęga pierwej kark był skręcił,

Nim przyszedł do Itaki i do nas się wnęcił,

By wzniecić taki rozruch! My się tu kłócimy

O dziada! Czy już nigdy spokojnie nie zjemy?

Snadź górę u nas wzięła niezgoda przeklęta!”

9490

Wtem Telemach głos zabrał i rzekła moc święta:

„Szalejecie, to nie dziw: sytych i opiłych

Jakiś demon podszczuwa do kłótni niemiłych;

Więc po tłustej wieczerzy iść wam spać do domu,

Kto ma chęć, gdyż nie bronię siedzieć tu nikomu”.

9495

To rzekł, a oni wargi przygryźli w podziwie,

Że tak mówił stanowczo i tak natarczywie —

Gdy Amfinom do tłumu rzekł zgromadzonego,

Nisa syn, z Aretiadów rodu królewskiego:

„O druhowie! Telemach sprawiedliwie gada!

9500

Niech się nikt nie obraża ani z nim ujada!…

Ani też napastuje tego wędrownika,

Ni bądź kogo tu w domu Odysa władnika!

A teraz lejcie wino ofiarne w te czasze:

Bogom strząśniem i pójdziem spać na leże nasze.

9505

Ten zaś człowiek zachoży[1033] niechaj tu zostanie;

Telemach o swym gościu będzie miał staranie”.

Skończył, a mowie jego przyklasnęła rzesza.

Tymczasem Mulios wodę z winem w krater miesza;

On, wiernek[1034] Amfinoma i keryks z Dulichu,

9510

Wszystkim wino podawał po pełnym kielichu.

Strząsnąwszy kilka kropel w cześć bogom, gachowie

Pili wino, dające wesołość i zdrowie.

Więc obiata spełniona, pragnienie zgaszone

Iposzli na spoczynek, każdy w swoją stronę.

Pieśń dziewiętnasta

Odyseusz rozmawia z Penelopą. Rozpoznanie przez Eurykleję

9515

Został się boski Odys z Ateną w świetlicy,

Ważąc, jaką by śmiercią padli zalotnicy,

Po czym do Telemacha rzekł skrzydlate słowa:

„Te bronie Aresowe syn mój niech pochowa;

A gdy gachy zagabną, kędy[1035] się podziały,

9520

Odpowiesz im łagodnie: Oręże rdzewiały

W dymie, więc je wyniosłem, bo jakaż różnica

Od onych zostawionych przez mego rodzica,

Gdy odpływał pod Troję! Dym je zeszkaradził.

Zresztą zapewne jakiś bóg mi to poradził,

9525

By je wynieść — o zwadę nietrudno przy winie.

A nuż się pokłócicie, a nuż krew popłynie

Z wielką dla waszych biesiad a z większą obrazą

Dla królowej — wszak mężów przyciąga żelazo”.

To rzekł Odys. Ojcowskie syn pełniąc rozkazy

9530

Przywołał Eurykleję i rzekł te wyrazy:

„Niańko droga, zatrzymaj swe dziewki w komorze,

Ja tymczasem ojcowską broń wezmę i złożę

Gdzie w skarbczyku, bo tutaj dymem okapciały.

Ojca w domu nie było, jam dzieciuch był mały,

9535

Więc pochowam je w miejscu od dymu bezpiecznym”.

Na to mu Eurykleja: „Przecież raz statecznym

Zaczynasz być, mój synu; rozum ci przychodzi,

Aby domem i mieniem władać jak się godzi.

Dobrze, lecz któż poświeci tobie o tej porze,

9540

Jeśli mi każesz dziewki zatrzymać w komorze?”

Roztropny jej Telemach na to odpowiedział:

„Ot ten człek: czy na darmo u mnie by tu siedział,

Gdy go żywię? Niech robi, a rąk nie zakłada”.

Tak rzekł do niej, a widać nie na próżno gada,

9545

Bo co prędzej za sobą drzwi izby zamknęła,

A Odysej wnet z synem wzięli się do dzieła,

Przenosząc hełmy, kopie z grotami ostrymi,

Toż wypukłe pawęże[1036]. Atene przed nimi

Szła z pochodnią, co taki wkoło blask roznieca,

9550

Że aż Telemach zagadł swojego rodzica:

Bóg„Ojcze, ten widok w wielkie wprawia mnie zdumienie —

Wszystkie ściany i każde rzeźb tych zagłębienie,

Toż gonnych[1037] słupów rzędy, te sosnowe belki,

Pałają w moich oczach jakby pożar wielki —

9555

Czy tu bóg jaki, niebios mieszkaniec się zjawił?”

Na to przemyślny Odys mówiąc tak odprawił:

„Milczałbyś i skrył w sobie to, co cię zdumiewa —

Bo już taki u niebian obyczaj tam bywa.

Idź się połóż, ja tutaj pozostanę nieco.

9560

Zejdzie tu twoja matka, służebne się zlecą —

I wypytywać będzie głosem rozrzewnionym”.

Więc Telemach z łuczywem odszedł zapalonym

Precz z izby na spoczynek do świetlicy swojej,

Gdzie zwykle snu zażywa, gdy się w dzień uznoi.

9565

Jakoż legł i jutrzenki oczekiwał świętej.

Odys zaś w wielkiej izbie tym był zaprzątnięty

Wraz z Ateną, jak wyciąć do nogi tych wrogów.

Penelopeja z górnych schodziła już progów,

Podobna z Afrodytą złotą, ubóstwioną,

9570

Przy ogniu krzesło dla niej własne postawiono,

Srebrem, kością słoniową misternie obite

Ręką cieśli Ikmalia, a skórą nakryte,

Z podnóżkiem przytwierdzonym, aby oprzeć stopę;

Owoż w wspaniałym krześle siadła Penelope.

9575

Wnet i białoramienne zbiegły się tam dziewki

Sprzątać stoły i chleby, puchary, nalewki[1038]

Rozrzucone po izbie, resztki gaszej stypy.

Z kagańców żar wytrzęsły na ziem, świeże szczypy

W nie wetknęły, by ciepło było tam i jasno.

9580

Wtem znów mową napadła Odysa napastną

Melanto:

„Cóż, przybłędo? Nocy nam spokojnej

Nie dasz i wciąż się kręcisz; jakbyś nieprzystojny

Zamiar miał — fora z dwora! Wszakże po wieczerzy?

9585

Wynoś się, bo ta głownia plecy twoje zmierzy”.

Mądry Odys w nią wlepił spojrzenie ponure:

„Za co mi znów, niecnoto, załazisz za skórę?

Czy za to, żem niemłody? Czy żem tak obdarty?

Czy że mnie do żebraczki zmusza los uparty?

9590

Przecież to przeznaczenie biednych i tułaczy!

Niegdyś i jam był szczęśliw, i żyłem inaczej

W moim zamku, i często przychodniów wspierałem:

Co za jedni i skąd są, nigdy nie pytałem.

Było u mnie sług wiele, były mnogie włości

9595

I co do zbytku służy i okazałości.

Ale wszystko mi odjął bóg w swej woli świętej!

Pamiętaj i ty, dziewko, że twoje ponęty,

Którymi tak się chełpisz, mogą spełznąć snadnie.

A nuż gniew twej królowej kiedy na cię spadnie

9600

Albo Odysej wróci? Wszystko stać się może.

Jeśli zginął i w tym tu nie zjawi się dworze,

Za to syn jego żyje i Feb go zaszczyca

Łaską swą! On wie przecież, co tutaj kobieca

Rozpusta dokazuje, majacząc zdradziecko.

9605

Telemach w domu swoim to pan, nie zaś dziecko”.

Penelopa słuchała, gdy mówił, aż wreszcie

Gniewem wybuchła przeciw zuchwałej niewieście:

„O bezwstydna ty suko! Sprawki mi twe znane,

Wkrótce one twą głową będą ukarane.

9610

Wiedziałaś, boś co tylko słyszała ode mnie,

Że się mam z tym podróżnym widzieć potajemnie

I pytać o małżonka opłakiwanego”.

Potem zaś do klucznicy rzekła: „Wnieś dla niego,

Eurynomo, krzesełko zasłane baraniem

9615

Runem, aby w nie siadłszy, swym opowiadaniem

Odpowiadał na różne pytania zadane”.

Rzekła, i wraz klucznica przyniosła rzezane

Piękne krzesło, nakryte kożuchem baranim.

Boski cierpiciel Odys zaraz usiadł na nim,

9620

Zaś królowa podjęła rozhoworu[1039] wątek:

„Obcy człeku! Przed wszystkim spytam na początek:

Coś zacz? I w jakiej ziemi twe gniazdo ojczyste?”

Na to odrzekł Odysej: „Królowo! Zaiste

Nie wiem, czy kto jest taki na ziemskim przestworze,

9625

Kto by-ć ganił! Twej sławie nic sprostać nie może,

Jak sławie tego króla, co cześć bogom składa,

Co rozlicznym narodem dzielnych mężów włada

I sprawiedliwość pełni. Jemu ziemia czarna

Rodzi owoc, pszeniczne i jęczmienne ziarna,

9630

Mnoży trzody, a morze ryb daje do syta;

Pod mądrym panem ludu pomyślność zakwita.

Lecz w tym domu o rzeczy rozpytuj mnie inne,

A nie o ród mój ani o miejsce rodzinne,

Jeśli nie chcesz boleścią serca mi zakrwawiać,

9635

Gdybym miał obraz nieszczęść już przebytych wznawiać.

W cudzym domu te skargi zresztą, te łzy rzewne

Nie przystoją, i w gorsze popadłbym zapewne,

Bo ty sama lub twoje rzekłyby kobiety:

— Nie darmo ten człek płacze; on musi być spity”.

9640

Roztropna Penelopa odrzekła mu na to:

„Powiem ci, że woń cnoty, urodę bogatą

Wydarli mi niebianie odtąd, gdy na Troję

Szli Argeje[1040], a z nimi Odys, szczęście moje.

Niechby on był powrócił i żył razem ze mną,

9645

Sławą bym zajaśniała nie taką nikczemną!

Dziś z tęsknoty usycham, a różnych klęsk mnóstwo

Wciąż zsyła na mnie jakieś nieprzyjazne bóstwo.

Ilu bowiem władyków mieszka w tej tu stronie

Na lesistym Zakyncie, Samie, Dulichionie

9650

I tych, którzy w słonecznej Itace rej wodzą —

Wszyscy drą się do ręki mojej i dom głodzą,

Przeto mało się troskam o biednych żebrzących

Lub cudzych, lub keryksów[1041] ludowi służących;

Jedno[1042] pamięci męża łzy moje poświęcam

9655

I ciągle się natrętnym zalotom wykręcam,

Aż niebo mnie natchnęło myślą wybiegliwą,

Żem na krosnach w mej izbie cieniutkie przędziwo

Nałożyła, by utkać ogromną oponę[1043],

I tak rzekłam do gachów: — Chcecie mieć za żonę

9660

Mnie, wdowę po Odysie, młodzi oblubieńcy!

To czekajcie ze ślubem ni dłużej, ni więcej,

Aż się zwinę z zaczętą na krosnach robotą!

Przędza wniwecz by poszła — a mnie idzie o to,

Aby miał piękny całun Laertes mój stary,

9665

Gdy go w czarnej godzinie śmierć weźmie na mary.

Toż szydziłyby ze mnie achajskie kobiety,

Gdyby pan taki wielki leżał nie okryty. —

Tak rzekłam wybiegliwie, i zmiękły ich serca.

Odtąd dniem pracowałam około kobierca,

9670

Porąc[1044] nocą przy żagwiach, com we dnie utkała.

Takem ich przez trzy roki wciąż oszukiwała.

Lecz gdy czwarty przyniosły pór odmienne lica,

Wyszła przez suki-dziewki na wierzch tajemnica.

Wpadli gachy, groźnymi jęli lżyć mnie słowy,

9675

I zmusili dokończyć. Całun był gotowy!

Dłużej mi niepodobna wesela odkładać —

Cóż począć? Już rodzice zaczęli napadać

Na mnie, abym szła za mąż, i syn mój się krzywi

Widząc, jak go tu niszczą. Lecz to mnie nie dziwi:

9680

Zmężniał i sam dziedzicznym mieniem władać może,

Byłeś ty go swą łaską wspierał, Zeusie, boże!

Lecz powiedz mi, kto jesteś? Skąd ród twój pochodzi?

Przecież nie dąb bajeczny, ni kamień cię rodzi[1045]?”

Bystroumny[1046] Odysej odrzekł jej to słowo:

9685

„Laertiady Odysa zacna białogłowo!

Toż koniecznie chcesz o mym rodzie się dowiedzieć?

Słuchaj więc, lubo[1047] z góry muszę cię uprzedzić,

Że to boli, rozjątrza serca przeszłe blizny

Każdemu, co lat wiele nie widział ojczyzny,

9690

Co, jak ja, przewędrował ziem i grodów tyle!

Lecz gdy pytasz, do twoich życzeń się przychylę.

Kreta, wyspa śród morskiej rzucona otchłani,

Żyzna, pełna uroków — a siedzą tam na niej

Roje luda, a liczy dziewięćdziesiąt grodów.

9695

Moc tam różnego szczepu i mowy narodów.

Są Achaje[1048], Kydony[1049], Dory[1050] bujnogrzywe,

Pelazgi[1051], toż Kreteńcy, tubylcy właściwe.

KłamstwoNa wyspie jest gród Knossos[1052], wielki i stołeczny,

Gdzie lat dziewiątek władał Minos, druh serdeczny

9700

Zeusowy, a rodziciel ojca mego, którym

Był Deukalion; ja byłem jego synem wtórym,

Pierwszym zaś Idomenej[1053]. Ten z Atreja syny

Poszedł gród Ilionu rozwalać w perzyny.

Ja zaś, młodszy, Ajtona nosiłem nazwisko.

9705

Tam poznałem Odysa, i w przyjaźń z nim bliską

Zaszedłem, bo na brzegi Krety wicher srogi

Sudna[1054] jego był rzucił, zbite z swojej drogi

Od przylądku Malei… Zatem na kotwicy

U Amnisy[1055] on stanął, kędy w okolicy

9710

Pieczara Ejlejtyi[1056] — schroniony przed burzą

W tej niedobrej przystani cierpiał jeszcze dużo.

Ledwo przybył, natychmiast do miasta pośpieszył,

Aby z Idomenejem, druhem swym, się cieszył.

Lecz już dziesiąty czy dzień jedenasty minął,

9715

Jak Idomenej w sudnach pod Troję odpłynął.

Jam więc gościa zaprosił w dom mój, jak przystoi,

I hojniem udarował ze spiżarni mojej.

Krom tego towarzysze na nawach będące

Lud opatrzył dostawą tak w winie, jak w mące,

9720

Jak w wołach, aby w drodze nie zaznali głodu.

Dni dwanaście mieliśmy tego tam narodu;

Bowiem Borej[1057], wiatrobóg, ciągle morze wzdymał,

I wiał, że człek na nogach ledwo się utrzymał.

W trzynastym, gdy wiać przestał, odbili Achaje”.

9725

Takie prawdopodobne gadał on jej baje,

Lecz słuchająca żona w łzach topniała wszystka.

Jak na górach Zefirem zwiane zasypiska

Śniegu zwykle roztapia rankiem Eur ciepławy:

Tak roztapiał jej śliczne lica potok łzawy,

9730

Co płynął po małżonku, tuż przy niej siedzącym.

Dla Odysa płacz żony był rozdzierającym;

Oczy jego, jak z rogu, lub żelaza ryte,

Nieruchome, chowały w sobie łzy ukryte.

Więc gdy ona ten potok żalów swych wylała,

9735

Wszczęła znowu rozmowę i odpowiedziała:

„Gościu mój! Chcę cię spytać o szczegóły różne:

Czyś naprawdę ugaszczał te druhy podróżne

Wraz z mym mężem u siebie, jak to z ust twych słyszę?

Mówże, jak on wyglądał, i jak towarzysze?

9740

I jakie mąż mój suknie wtedy miał na sobie?”

Odparł wtedy Odysej: „Ciężko mi na dobie

Przypomnieć, jak wyglądał i jakie miał szaty,

Gdyż się to działo niemal przed dwudziestu laty,

Kiedy płynąc pod Ilion był w naszym ostrowie.

9745

Jednak wszystko opowiem, com zatrzymał w głowie:

Boski Odys miał chlajnę[1058] czerwienną, wełnianą,

Podbitą, a na złotą pągwicę[1059] spinaną

Dwupętliczną. Misterna rzeźba była na niej:

Pies w przednich łapach trzymał jelonka od łani,

9750

Który drgał w tym uścisku. Cudownej robocie

Dziwowali się wszyscy, że tak wyszła w złocie;

Zwłaszcza psu, jak się w zwierzę dławione wpatrywał,

I jelonkowi, jak się z jego łap wyrywał.

Widziałem też i chiton na nim: ta sukienka

9755

Jak łuska na cebuli suchej była cienka,

A miękka, a białości jako słońce ćmiącej.

Wtedy on w oczach niewiast był zachwycający.

Dodam jeszcze, a słowa rozważ sobie moje,

Że nie wiem, czy Odysej z domu wziął te stroje,

9760

Czy też jaki przyjaciel dał mu na okręcie,

Czy kto obcy, chcąc gościa uczcić na przyjęcie,

Bo dużo miał życzliwych ten mąż niezrównany!

Jam mu także darował piękny miecz miedziany,

Płaszcz podwójny z czerwieni, toż chiton mu dałem.

9765

Ze czcią odprowadziwszy do naw, pożegnałem.

Był jeszcze przy nim keryks[1060] podeszłego wieku.

I o tym ci opowiem także coś człowieku:

Garbaty, smagłej cery, włos miał kędzierzawy,

Zwał się Eurybat; Odys go z druhów wyprawy

9770

Najwięcej cenił, że był podobien mu duchem”.

Skończył. Ona spłynęła nowym łez wybuchem,

Słysząc, jak każdy wiernie był odmalowany.

A gdy ból jej się ulżył, łzami wykąpany,

Wszczęła znowu rozmowę, zadając pytanie:

9775

„Gościu! Choć miałam dla cię wpierw politowanie,

To odtąd tutaj miłość czeka cię i chwała.

Szaty, któreś opisał, jam sama mu dała,

Poskładane w mym schowku, i złotą zaponą[1061]

Ozdobiłam. Lecz nigdy nie ujrzę go pono.

9780

Jak nie ujrzą powrotu pana ot te progi!

W złej godzinie odpłynął Odysej mój drogi

Pod Troję tę przeklętą i znienawidzoną!”

Na to odrzekł jej Odys: „Czcigodna matrono

Laertiady Odysa! Ależ zdrowie szanuj,

9785

Nie psuj pięknej urody, nad smutkiem zapanuj

I nie płacz tak ustawnie[1062]! Łez twych ja nie ganię:

Każda małżonka płacze, gdy męża nie stanie,

Towarzysza młodości, z którym miała dziatki.

A choć Odys jak bożek był śliczny i gładki,

9790

To się ukój i słuchaj mojej opowieści.

A są to najprawdziwsze, jakiem zebrał, wieści

O powrocie twojego męża, który ninie[1063]

Blisko stąd siedzi w żyznej Tesprotów krainie

I wiezie do ojczyzny bogactwa niezmierne,

9795

Darem mu darowane. Za to druhy wierne

I nawy potonęły, leżą w wód odmęcie

Po odjeździe z Trynakii — bo ich Zeus zawzięcie

I Helios, za wyrżnięte byki, gniewem ścigał —

Morze wszystkich schłonęło, nikt się nie wymigał.

9800

On sam tylko na wrędze falami niesiony

Dostał się był w feacki kraj błogosławiony,

Gdzie go ze czcią, jak bóstwo jakie, przyjmowano,

Hojnie obdarowano i odesłać chciano

Do ojczystej Itaki. Gdyby na to przystał,

9805

Dawno byłby już w domu, lecz on nie korzystał

I gdzie indziej się rzucił, aby skarby zbierać;

Bo Odys jak nikt z ludzi tak umiał wyszperać

Każdy zysk — łepak[1064] sławny do takich obrotów.

Oto jest, co mi gadał Fejdon, król Tesprotów,

9810

Przysięgając przy czaszy obiatnej najwięcej,

Że łódź czeka, flisacy czekają najęci,

Co go mają odwozić do rodzinnej ziemi.

Mnie zaś wprzódy wyprawił z nawy tesprockiemi,

Które właśnie wysyłał na Dulichion pszenny.

9815

Pokazał mi też Fejdon Odysa skarb cenny,

Złożony w domu króla; tych bogactw tam było

Tyle, żeby i dziesięć pokoleń z nich żyło.

Sam zaś Odys, jak mówił, miał się do Dodony

Odprawić, by usłyszał, co dąb poświęcony

9820

Kronionowi o losach jego mu nagada,

W jaki sposób w Itace stanąć mu wypada:

Czy jawnie w swej postaci? Czy w przebraniu, skrycie?

Więc żyje w dobrym zdrowiu, i wnet go ujrzycie

Tutaj; a on rad skończy te długie podróże

9825

I wśród swoich zostanie. Będzie tak, jak wróżę!

Świadkiem bóg mi najwyższy, świadkiem to ognisko

Odysowe, przy którym mam dziś przytulisko,

Że się rzeczy tak spełnią, jak tobie je wieszczę!

Odys wróci, a wróci w ciągu roku jeszcze,

9830

Gdy ten miesiąc się skończy, a zaświeci nowy!”

Roztropna Penelopa odrzekła mu słowy:

„Oby się twe spełniły, gościu, obietnice!

A tak cię udaruję, przyjaźnią zaszczycę,

Że każdy, kto cię spotka, zazdrością zapała.

9835

Lecz już wiem, co się stanie — jakbym przeczuwała:

Ani Odys nie wróci, ni ciebie w te strony

Odeślą, bo ten dom nasz już osierocony:

Nie ma w nim Odyseja! Gdy ten gospodarzył,

I gościa przyjąć umiał, i hojnie obdarzył.

9840

Wy zaś, dziewki! słać łoże, myć gościowi nogi!

Piękne wnieść tu poduszki, kołdry! Niech sen błogi

Aż do porannej zorzy trzyma go w pościeli!

A jutro dać mu kąpiel, wymaścić w kąpieli,

By odświeżon mógł razem z Telemachem śniadać

9845

W tej tu izbie! Lecz wara na niego napadać!

Kto by śmiał go znieważyć, ciężko pożałuje,

I niech mi się na oczy już nie pokazuje!

A ty gościu, pomyśleć mógłbyś, że rozumem

I sercem nie góruję ponad niewiast tłumem,

9850

Gdybym cię nie mytego i w lichej odzieży

Częstowała. Nasz żywot krótką metę mierzy,

A kto serce ma twarde i w czynach okrutny,

Takiemu życzą wszyscy, by żywot miał smutny,

A jeszcze i po śmierci przekleństwo go ściga.

9855

Lecz kto myśli poczciwie i przed złem się wzdryga,

Tego sławę po świecie roznoszą przechodnie,

Krocie ust powtarzają, że umiał żyć godnie”.

Na to jej bystrogłowy Odys odpowiada:

„Wierzaj mi, o czcigodna żono Laertiada,

9860

Żem już odwykł od kołder i miękkiej pościeli,

Odkąd z śnieżnych gór Krety na morskiej topieli

Przyszło mi w długodziobym okręcie się wędzić.

Pozwól więc, jak mam zwyczaj, i tę noc przepędzić;

A spędziłem ich wiele na nędznej pościółce,

9865

Tęskniący ku Jutrzence, złotej przyjaciółce!

Mycie nóg, które każesz — także niepotrzebne,

Nie zniósłbym, aby panny myły mnie służebne!

Za nic nóg mych dotykać żadnej nie pozwolę.

Jeśli masz jaką starkę[1065] stateczną, to wolę,

9870

Co by tak nieszczęśliwą w życiu jak ja była —

Tej bym nie bronił, niechby nogi mi umyła”.

Na to mu Penelopa: „O gościu mój drogi!

Żaden z tylu podróżnych, wchodzących w te progi,

Rozumem ci nie sprostał: wszystko w tobie wyższe

9875

I wszystko takie mądre, co z twoich ust słyszę.

Mam ja tu jedną starkę, przywołam staruchy —

Niańczyła mego męża, niemowlę w pieluchy

Owinęła, jak tylko matka je powiła.

Wątła jest, lecz twe stopy jeszcze by umyła.

9880

Przybliż się, Euryklejo, i usłuż starcowi!

On w latach twego pana. Mój Odys — któż to wie? —

Może tak samo sterał jak ty ręce, nogi?…

Nic bardziej nie starzeje ludzi niż los srogi!”

Rzekła, a cna staruszka, twarz ukrywszy w dłoni,

9885

Ozwie się żałośliwym głosem i łzy roni:

„Oj! Nieszczęsneż to dziecko! Bóg się tak rozsrożył

Przeciw niemu, choć sercem on bogom się korzył.

Nikt z ludzi pobożnością nie wyrównał jemu:

Nikt więcej lędźw' nie spalił bogu piorunnemu

9890

W nadziei, że się błogiej starości doczeka,

A i własnego syna wychowa na człeka!

A teraz dnia powrotu zaprzeczył mu zgoła!

Może mu tam w obczyźnie kobiety bez czoła

Urągały, gdy chodził po żebraczym chlebie,

9895

Jak te suki, co, gościu, urągały z ciebie,

Że już — bojąc się szyderstw — nie chcesz, by ci stopy

Którakolwiek z nich myła. Ja zaś Penelopy,

Pani mej, rozkaz spełnię, służyć ci gotowa

Najczęściej, choćby pani nie rzekła ni słowa:

9900

Taką litością serce ku tobie wezbrało.

Lecz wprzódy chcę się spytać: Przez nasz dom niemało

Przesunęło się biednych, przecież twarzy rysem

Ni głosem nie był żaden, tak jak ty, z Odysem

Podobniutki!”

9905

Jej na to rzekł Odysej: „Matko!

Od tych, którzy nas znali, słyszałem nierzadko,

Że wielkie podobieństwo jest pomiędzy nami.

Więc to prawda, i wzrok twój wcale cię nie mami”.

Tak rzekł, a starka miednik[1066] wraz przyniosła śliczny

9910

Do nóg mycia, i wlała w niego zdrój kryniczny,

Przymieszawszy coś wrzątku. Odys przy ognisku

Usiadł, lecz się odwrócił w ciemność od połysku,

Bowiem pomyślał sobie, że przy tym nóg myciu

Blizna, jaką ma, łatwo podpadnie odkryciu.

9915

Starka zaś, przystąpiwszy, poczęła myć pana,

I zaraz ją poznała. Blizna ta zadana

Niegdyś białym kłem dzika, jeszcze w owym czasie,

Gdy bywał w odwiedzinach na górskim Parnasie[1067]

U Autolyka[1068], ojca matki swej rodzonej.

9920

Ten ze zręcznych kradzieży wielce był wsławiony;

A tej sztuki sam Hermes za to go wyuczył,

Że go dymkiem koźlątek i jagniąt wciąż tuczył

Żertwując mu ich lędźwie. Hermes tym ujęty

Osłaniał te szalbierstwa i jego wykręty.

9925

Właśnie się ów Autolyk w Itace znachodził,

Kiedy córka mu zległa i wnuk się narodził.

Eurykleja złożyła na kolanach dziada

Dziecię pod koniec uczty i tak doń powiada:

„Autolyku, ot wnuk twój — daj mu jakie imię.

9930

Wnukaś pragnął, od ciebie niech więc miano przyjmie”.

I Autolyk tak mówił do córy i zięcia:

„Drodzy moi, wynajdę imię dla dziecięcia;

A ponieważ z niewiasty i mężmi skłócony

Sierdząc się na ród ludzki w waszem przybył strony —

9935

Więc zwijmy go Odysem:[1069] sierdzistym zwę wnuka.

A kiedyś, gdy wyrośnie, niechże mnie poszuka

W parnaskich górach, w mojej ojczystej siedzibie,

A ja mu w upominkach hojnych nie uchybię”.

Więc później, gdy się wybrał po te upominki,

9940

Autolyk gościa witał, Autolyka synki

Dłoń mu bratnią podali, przyjęli uprzejmie;

Niemniej i Amfitea[1070] z czułością obejmie

Swego wnuka, całując w oczy, w oba lica.

Autolyk dziarskim synom krzątać się zaleca

9945

I sposobić biesiadę. Ci rozkaz spełniają,

Ciągną pięcioletniego ciołka, zarzynają,

Drą ze skóry, na ćwierci rąbią, te znów sieką

Na drobniejsze kawały, na rożnach je pieką

Ponad żarem i gościom rozdają pieczenie.

9950

Tak dzień cały, aż słońca zagasły promienie,

Cieszyli się u wspólnej rodzinnej biesiady.

Lecz po słońcu, gdy ziemię owinął mrok blady,

Spać poszli i snów słodkich krzepili się darem.

O jutrzence, gdy błysła już na niebie szarym,

9955

Autolyka synowie zebrawszy psów złaje[1071]

Na łów ciągną. I Odys do wyprawy staje.

Pną się w góry Parnasu skroś leśnych zarośli —

A gdy do smaganego wiatrem szczytu doszli,

Wyszedł Helios z Okeanowej[1072] toni sennej,

9960

I ziemia zajaśniała w swej szacie promiennej.

Wtenczas łowcy w głęboki spuścili się parów,

Psy puszczono do kniei; za tropem ogarów

Autolyka synowie jedną ławą idą,

Lecz Odys ich poprzedzał, długą wstrząsał dzidą,

9965

Jakoż srogi odyniec miał tam swoją knieję —

Gąszcz taka, że ją wiater nigdy nie przewieje,

Ani słońce przewierci, ni przemoczą słoty,

Tak gałęzie gęstymi związały się sploty

Ponad suchymi liśćmi tego legowiska.

9970

Polowanie, WalkaSnadź chód mężów, psów hałas zwierz posłyszał z bliska,

Bo z gęstych chaszczów naraz porwał się, wyskoczył,

Szczeć najeżył, ślepiami iskrzącymi toczył

I tak wyszedł na łowców. Odys był na przodzie,

Więc pewny, że oszczepem wskroś dzika przebodzie,

9975

Posunął się na niego. Dzik zwinniej się sprawił

I goleń zwyż kolana srodze mu rozkrwawił

Krzywym kłem, który mięsa wydarł z niej kawałek,

Lecz kości nie naruszył; alić Odys śmiałek

Tak odyńca w łopatkę prawą pchnął dzirytem,

9980

Że grot przeszedł na wylot — dzik runął ze zgrzytem

O ziem i dech wyzionął. Syny Autolyka

Obstąpili dokoła rannego od dzika,

Obwiązując mu ranę, a krew, co tryskała,

Zamówiono. Więc do dom czym prędzej wracała

9985

Ta wyprawa łowiecka, gdzie Autolyk stary

Z synami miał oń pieczę i hojnymi dary

Opatrzywszy odesłał zdrowego młodziana

Do kochanej Itaki. Tam uradowana

Matka i ojciec syna drogiego powrotem

9990

Nuż pytać go o wszystko, by mówił im o tem,

Jak otrzymał tę bliznę. On im opowiadał,

Że mu w kniei odyniec białym kłem ją zadał,

Gdy polował w Parnasie z synmi Autolyka.

Właśnie starka tę bliznę pod dłonią spotyka,

9995

A poznawszy, jak miała nogę jego w ręku,

Tak puściła — ta w miednik upadła i brzęku

Narobiwszy, naczynie z wodą przechybnęła[1073].

Ona trwogą zadrżała, radością spłonęła,

Głos jej zastygł, a łzy się cisną; lecz wzruszenie

10000

Przeszło — i już podbródek głaszcząc mu pieszczenie,

Rzekła: „Synu! Tyś Odys!… Jam ciebie, mój panie,

Nie mogła pierwej poznać, aż ot, po tej ranie”.

I w stronę Penelopy wzrok jej promieniący

Znać dawał, że to mąż jej, Odys wracający

10005

Lecz królowa na migi te nie uważała.

Gdyż Atene gdzie indziej myśl jej skierowała.

TajemnicaWtem Odys starkę chwycił za gardło, i k'sobie

Przyciągając, rzekł do niej: „Ej, matko, co tobie?

Chcesz mnie zgubić? A przecież tyś mnie własnym mlekiem

10010

Wykarmiła — i kiedy po świecie dalekim

Nabiedowawszy, wracam do ojczystej ziemi,

Dwudziestoletni tułacz pomiędzy obcemi!

Więc jeśli-ć pozwolili poznać mnie bogowie,

To milcz! I niech się o mnie nikt w zamku nie dowie!

10015

Bo inaczej — a groźby dotrzymam ja święcie,

Gdy z łaską bożą gachów nastąpi wyrżnięcie,

Wezmę się do występnych dziewek, łby im skręcę,

I tobie nie daruję, i ciebie poświęcę”.

Na to mu Eurykleja, zacna białogłowa:

10020

„O, jakież to, mój synu, z ust twych wyszły słowa?

Wiesz przecie, jakem silna, niezłomna w sumieniu!

Tajemnicę tę zamknę w sobie jak w kamieniu.

Li[1074] dodam, a to, proszę, schowaj w głębi duszy:

Kiedy boska moc twoja gachów tych pokruszy,

10025

Wydam ci, byś ukarał, te wszystkie służebne,

Co dom ten zbezcześciły przez sprawki haniebne”.

Na to odrzekł jej Odys, on w ciemię nie bity:

„Po co masz mi wydawać, matko, te kobiety?

Ja każdą sam podpatrzę i, co warta, zważę;

10030

Tylko sza! A ufajmy, że bóg złe ukarze”.

Rzekł witeź, a staruszka z izby się wymyka

Po wodę, gdyż się dawna wylała z miednika.

A gdy pan był umyty, namaszczon oliwą,

Poszedł siąść, gdzie płomieniem buchało łuczywo,

10035

By się ogrzać, a bliznę ukryć pod łachmany.

I Odys od królowej był znów zagabany:

„Gościu mój! Chcę się spytać jeszcze o rzecz drobną,

Bo się już na spoczynek udamy podobno,

Lubo[1075] tym, którzy cierpią, sen powiek nie skleja.

10040

Mnie z bożego dopustu cierpienie zabija;

W dzień mam niby rozrywkę i utulam płacze,

Gdy mej własnej roboty i sług moich patrzę;

Lecz w nocy, gdy spać pójdą moi domownicy,

Leżę w łóżku, w bezsennej wiję się tęsknicy,

10045

A boleść mi wyciska z serca jęk żałosny.

Podobnie kwilić zwykła na początku wiosny

Zielonawa Aedon[1076], córa Pandarewa,

Ukryta w gęstych splotach liściastego drzewa,

Opłakująca pieśnią na różne odmiany

10050

Ityla — a ten Ityl to syn jej kochany,

I syn króla Zetosa. Matka w zaślepieniu

Zabiła go swą ręką. — W takim rozdwojeniu

I jam jest, i już nie wiem, jak sobie poradzić:

Czy mam zostać przy synu, majątek gromadzić,

10055

Sługi moje i świetność zachować w tym dworze,

Dbać o sławę, małżeńskie czcią otaczać łoże?

Czy z goszczących tu w zamku mam sobie młodzieńca,

Co hojne dary złożył, wziąć za oblubieńca?

Póki syn mój był dzieckiem, w głowie miał zielono,

10060

Z miłości dlań nie chciałam drugiego być żoną

I opuścić to gniazdo; lecz dziś, kiedy wiekiem

Dojrzał i już zupełnym zrobił się człowiekiem,

Sam pragnie, bym się z tego wyniosła mieszkania,

Gdzie gach dobytek jego i mienie roztrwania.

10065

Lecz powiedz mi, co znaczy ten sen, który miałam:

Dwadzieścioro ja gęsi w podwórzu chowałam,

Jadły one pszenicę, wodę piły w stoku;

Widok tych gęsi miłym był mojemu oku.

Wtem z gór orzeł nadleciał, miał dziób, szpony krzywe,

10070

Gęsiom szyje poskręcał — i padły nieżywe,

Pozabijane. Orzeł wionął znów w błękity,

A jam przez sen płakała. Zbiegły się kobiety

Pięknowłose, tam, z miasta, cieszyć rozszlochaną

Po mych gęsiach. Wtem orła z powrotem ujrzano,

10075

Jak się spuścił i usiadł na belce u strzechy,

I głosem ludzkim rzekł mi te słowa pociechy:

— O córo Ikariosa, próżne twe zmartwienie!

To nie sen, to prawdziwe z nieba objawienie:

Tymi gęśmi są gachy, tym orłem ja byłem,

10080

A twym małżonkiem jestem; to ja powróciłem,

Aby wszystkie te gachy wyciąć co do nogi! —

Mówił orzeł; mnie zaraz opuścił sen błogi;

Wyjrzę na dwór: są gęsi, żadna nie zabita;

Dziobały swym zwyczajem pszenicę z koryta”.

10085

Na to odrzekł jej Odys: „Pewnie nikt inaczej

Tego ci snu, królowo, już nie wytłumaczy,

Niż sam Odysej, kiedy zapowiedział słowy,

Że wszystkich zalotników w zamku padną głowy”.

Penelopa mu na to rzekła: „Gościu miły!

10090

SenI sen bywa niekiedy ciemny i zawiły,

I nie zawsze się prawdzą naszych snów majaki;

Bo, jak mówią, do krain sennych wchód dwojaki:

Bramą z kości słoniowej i bramą rogową.[1077]

Więc sny z pierwszej idące plotą to i owo,

10095

A ich wróżby kłamliwe zawsze nas zawodzą;

Za to sny, co przez bramę rogową przechodzą,

Iszczą się i nie mylą ludzi, co śnią nimi.

Lecz mój sen nic wspólnego nie ma z ostatnimi,

Acz bardzo bym pragnęła tych tam wróżb ziszczenia!

10100

Jeszcze jedną rzecz ważną mam ci do zwierzenia.

Jutro straszny dzień dla mnie: przyjdzie dom Odysów

Rzucić, gdyż jutro daję pole do popisów.

Przez dwanaście toporów, rzędem w ziemię wbitych,

Odys niegdyś bełt[1078] puszczał, i było przeszytych

10105

Uch dwanaście, a strzelał na odstęp daleki.

Owoż mym dziewosłębom zadam trud nielekki:

Ten, który łuk potrafi napiąć dłonią silną

I przez topory strzałę przepędzić niemylną,

Otrzyma rękę moją, a ja to siedlisko,

10110

Gdzie mi pierwszego męża przypomina wszystko,

Opuszczę — lecz tęskniąca sercem, nawet we śnie!”

Na to Odys rzekł do niej: „Rozkaz wydaj wcześnie,

Laertiady Odysa najzacniejsza żono,

By się do tych zapasów w zamku sposobiono.

10115

Bo Odys pierwej wróci, jeżeli już wraca,

Nim ów łuk, chociaż każdy z gachów go obmaca,

Jeden napnie i strzałą przeszyje topory”.

Penelopa mu na to: „Gościu! Jeśliś skory

Siedzieć tu ze mną w izbie, to siedź sobie dłużej,

10120

I rozmawiaj: bezsenność wcale mnie nie nuży.

Lecz człeku sen potrzebny, kiedy mu jest dany,

Każda rzecz ma swą porę i swoje odmiany:

Na tej ziemi bogowie tak postanowili.

Ja zatem do mych komnat odchodzę w tej chwili

10125

Aby spocząć na łożu, wciąż łzami wilżonem,

Odkąd Odys mój poszedł walczyć pod Ilionem

Obrzydłym, co wspomnieniem samym rani srodze

Idę więc na spoczynek, ty zaś na podłodze

Ściel tu sobie, lub łóżko wniosą ci gotowe”.

10130

Rzekła odchodząc w górne komnaty zamkowe,

Nie sama, lecz swych panien gronem otoczona.

A gdy się tam ujrzała pośród niewiast grona,

Znowu w płacz po Odysie, i tak wciąż płakała,

Aż Atena ją słodkim snem ukołysała.

Pieśń dwudziesta

Wypadki przed rzezią zalotników

10135

Odys w podsieniu do snu słał sobie posłanie:

Na spód skóry wołowe, a na wierzch baranie

Z tych skopów, które gachy pojadły łakome;

Chlajnę mu do przykrycia dała Eurynome.

I legł witeź, lecz nie spał, zamyślony o tym,

10140

Jak by gachy wygubił. Wtem z pustym chychotem

Z komór wybiegły dziewki, takie, co zwyczajne

Zadawać się z gachami, miewać schadzki tajne.

Słysząc Odys ich śmiechy ważył w głębi duszy,

Czy się zerwie i wszystkie do jednej pokruszy,

10145

Czy im jeszcze dozwoli na bezwstyd zbrodniczy

Raz ostatni? I serce w piersiach mu skowyczy

Jak u suki, co szczeniąt pilnując swych szczeka,

I zaczepia każdego przechodniego człeka.

Tak w nim wrzało i byłby na nie wraz uderzył,

10150

Ale bijać się w piersi poryw ten uśmierzył:

„Cierp, serce, przecię nieraz gorsześ przecierpiało,

Jak z Kyklopem, gdy szarpał żywcem druhów ciało!

A jednak to się zniosło — wyszedłem z tej matni,

Pewien, że przyszedł na mnie w życiu dzień ostatni”.

10155

Tak mówił i ukajał w głębi burze duszne,

Serce się ukoiło rozkazom posłuszne.

On tylko wił się ciągle w bezsennym ucisku,

Jak ten, co postawiwszy kiszkę na ognisku,

Nadzianą krwią i tłuszczem, przewraca co chwila,

10160

Bo prędzej usmażona prędzej go posila:

Tak i on z boku na bok ciągle się przewracał,

Myśląc, jak by te gachy naraz powytracał.

Lecz ich tylu, on jeden!… Wtem z nieba Pallada

Zbiegła doń; kształt przybrawszy panny, i powiada

10165

Stanąwszy u głów jego (tak mówiło dziewczę):

„Czemu czuwasz, a nie śpisz, ty mój nieszczęśliwcze?

Przecież jesteś w swym zamku, z żoną pod tym dachem

I z najlepszym, jaki jest, synem Telemachem!”

Na to jej odpowiedział Odys, mądra głowa:

10170

„Bogini! To, co mówisz, prawda, ani słowa!

Lecz ja z myślami mymi mam niemałą mękę,

Jak się wziąć do tych gachów, jak wyzwać na rękę

Sam jeden, a ich taka schodzi się gromada?…

Lecz większy jeszcze grozi kłopot mi i biada,

10175

Że gdy z bożą pomocą gachy w pień wysiekę,

Rozważ: gdzie mam się podziać, gdzie znaleźć opiekę?”

Na to mu sowiooka Atene odpowie:

„Dziwnyś! Wszak druhom zwykle ufają druhowie,

Choć śmiertelni i pomóc niezdolni w potrzebie.

10180

Jam przecież nieśmiertelna, jam broniła ciebie

W każdej przygodzie. Uważ mowy mojej wątek:

Choćby różnojęzycznych hufców pięćdziesiątek

Obskoczył mnie i ciebie, chcąc zabić oboje,

To w końcu ty ich trzody pognałbyś jak swoje.

10185

Uśnij więc: ta bezsenność wyniszcza ci siły,

Uśnij! Twoje cierpienia niemal się skończyły”.

To powiedziawszy, snem mu potrzęsła powieki;

I wnet boginię w Olimp unosił pęd lekki.

Skoro sen go utulił, rozwiązał mu członki

10190

I troski spędził.

Za to ócz jego małżonki

Sen nie kleił. Siedząca na łożu, w łzach cała,

Gdy już wszystkie boleści serca wypłakała,

Taką modlitwą błaga Artemis boginię:

10195

Córo Zeusa, Artemis! O, ugódź mnie ninie

Strzałą twą! Smutny żywot wydrzyj z mego łona,

Lub ześlij na mnie wicher, którym uniesiona

W tumany mgieł zawalnych padnę gdzie na brzegu

Okeanu, co ziemię okrąża w swym biegu!

10200

Zeszlij wichr jak na owe Pandarea córy,

Co zbawione rodziców skrzydłem tej wichury

Sierotami zostały. Afrodyta boska

O te panny-sieroty jak matka się troska,

Przynosi im wonnego miodu, wina, mleka;

10205

Hera wdziękiem nad wszystkie niewiasty obleka;

Artemis wzrost im daje i kibić układa;

Misternych robót sama uczy je Pallada.

Potem, gdy Afrodyta szła w Olimp wysoki

Wyjednać tam weselne dla dziewic wyroki

10210

U Zeusa piorunnego, który to przenika,

Co szczęściem lub nieszczęściem ma być śmiertelnika —

Wtenczas Harpie wykradły jej te wychowanki

I obrzydłym Eryniom oddały w poddanki.

Oby mnie tak bogowie z tego świata wzięli,

10215

Lub zabiła Artemis! Wolę to niżeli

Chuć nasycać lubieżną prostego Achiwy —

Wolę, żeby mi w oczach stał mój Odys żywy,

A ja z nim się zapadła w ponure podziemie.

Zaprawdę lżej się znosi takich cierpień brzemię,

10220

Kiedy na narzekaniu i łzach dzień przechodzi,

A noc wszystkie boleści słodkim snem łagodzi.

Bo ledwo senność błoga powieki przyprószy,

Równie złe jak i dobre wymiata ci z duszy.

Lecz demon co noc na mnie sny okropne zsyła —

10225

Czułam męża — spał przy mnie; postać jego była

Taka jak na odjezdnem, a ja ucieszona

Mniemałam tulić męża, nie marę, do łona”.

Tak mówiła. Wtem promień błysł złotej Jutrzenki,

I doszły usz Odysa te płacze i jęki;

10230

Zamyślił się, bo ciągle snuły się widziadła,

Że ona przy nim stoi, i kto jest, odgadła.

Jakoż chiton i skóry służące za łoże

Zwinął wraz i na stołku położył w komorze,

A na podwórze wyniósł li skórę wołową

10235

I wzniósłszy w górę ręce, błagał moc Zeusową;

„Ojcze Zeusie! Tyś skazał mnie na trud i nędzę,

A dziś rodzinie wracasz po długiej włóczędze;

Spraw, niech słowem wróżebnym ozwą się te ściany,

A z nieba znak widomy niech będzie mi dany!”

10240

OmenTak błagał witeź. Zeus go wysłuchał istotnie:

Z świetlanego Olimpu piorun naraz grzmotnie

Wypuszczony z obłoku. Odys rad był wielce

Z tego znaku, gdy z miejsca, gdzie królewskie mielce[1079]

Stały blisko, mielcarka przesłała mu wróżbę.

10245

Przy żarnach bab dwanaście pełniło tam służbę

Mieląc jęczmień, pszenicę dla męży na strawę,

Lecz wszystkie spać już poszły w pracy więcej żwawe

Krom[1080] jednej, co, najsłabsza, mąkę mełła jeszcze;

Ta zatrzymawszy żarna rzekła słowo wieszcze:

10250

„Ojcze Zeusie, władnący ludźmi i bogami!

Tęgo zagrzmiałeś z nieba, choć nigdzie nad nami

Nie ma chmury; zapewne znak dajesz dla kogo.

Wysłuchajże mej prośby i pociesz niebogą!

Oby nigdy już więcej ten gaszy tłum nie siadł

10255

Tu, w zamku Odysowym, do rozpustnych biesiad,

Na które mleć im mąkę muszę, mdła[1081] kobieta!

Niechby się raz ostatni najedli do syta!”

Usłyszawszy Odysej tę wieszczbę mielcarki

I ten grzmot, już był pewny, że skręci im karki.

10260

Tymczasem inne dworskie służebne się zbiegły

I stos drew na ognisku płomieniem zażegły[1082].

Toż i boski Telemach ze snu się ocucił,

Przywdział szaty, przez ramię świetny miecz zarzucił,

Pięknymi postołami białe opiął nogi,

10265

Do ręki wziął z miedzianym grotem oszczep srogi

I rzekł do Euryklei, w progu stojąc: „Nianiu,

Myślałaś też o jadle, o miękkim posłaniu

Dla tego tam przychodnia? Czyś też nie myślała?

Albowiem matka moja, choć taka wspaniała,

10270

Często się zapomina i lada hultaje

Przyjmuje, a uczciwym przystępu nie daje”.

Na to mu Eurykleja wymówkę uczyni:

„Niewinnej matki swojej niechże syn n