1. Antysemityzm: 1
  2. Czas: 1
  3. Dar: 1
  4. Kobieta: 1
  5. Kochanek: 1
  6. Mężczyzna: 1
  7. Miłosierdzie: 1
  8. Miłość: 1 2 3 4 5 6 7 8 9
  9. Młodość: 1
  10. Nadzieja: 1
  11. Pies: 1
  12. Pożądanie: 1
  13. Przebranie: 1
  14. Przemoc: 1
  15. Przyjaźń: 1
  16. Szaleństwo: 1
  17. Zdrada: 1

Uwspółcześnienia:

Pisownia łączna/rozdzielna, np.: nie stracony -> niestracony; nie mieszkanych -> niemieszkanych.

Dostosowano interpunkcję do współczesnych zasad, pozostawiając zapis emocjonalny, wykrzykniki i pytajniki wstawiane w funkcji przecinków w środku zdania. Uwspółcześniono pisownię wielką literą po wykrzyknikach i pytajnikach.

Poprawiono błędy źródła: krnąbne -> krnąbrne; wyginany -> wygnany; Ześ -> Żeś; Nie idzie zatem -> Nie idzie za tym; nieomieszkam -> nie omieszkam; Cóż to zo kondel -> Cóż to za kondel; zbesławienia -> zbezsławienia;

William ShakespeareDwaj panowie z Weronytłum. Stanisław Koźmian

OSOBY

  1. Książę — ojciec Sylwii
  2. Walencjo — pan z Werony
  3. Protej — pan z Werony
  4. Antonio — ojciec Proteja
  5. Turio — śmieszny współzawodnik Walencja
  6. Eglamur — towarzysz Sylwii
  7. Śpiech — sługa Walencja
  8. Lanca — sługa Proteja
  9. Pantino — sługa Antonia
  10. Gospodarz
  11. Bandyci
  12. Julia
  13. Sylwia
  14. Lucetta — służebna Julii
  15. Pachołki, muzykanci

Scena w Weronie, Mediolanie i na pograniczu mantuańskim.

AKT PIERWSZY

SCENA PIERWSZA

Rynek w Weronie. Wchodzi Walencjo i Protej.

WALENCJO

1

Przestań odradzać, miły mój Proteju.

Młodość, MiłośćDomowa młodzież ma rozum domowy.

Gdyby nie miłość, która twe dni młode

Do lubych[1] wejrzeń kochanki przykuła,

5

Ja bym cię raczej chciał mieć towarzyszem,

Byś poznał dziwy świata za granicą,

Zamiast tu w domu, tkwiąc w gnuśnym[2] ospalstwie[3],

Marnować młodość próżniactwem bez celu.

Lecz ty się kochasz — kochaj! Szczęść ci Boże,

10

Szczęść i mnie, kiedy miłość mię[4] przemoże.

PROTEJ

Chcesz gwałtem jechać? Bądź więc zdrów, Walencjo!

Twego Proteja pomnij[5], gdy w podróży

Ujrzysz rzecz jaką rzadką i ciekawą.

Chciej, bym był twego szczęścia uczestnikiem,

15

Gdy szczęście spotkasz — a w ciężkich trafunkach[6],

Jeżeli kiedy w przygodę[7] popadniesz,

Troskę twą świętym polecaj mym modłom,

Gdyż bogomodlcą[8] będę twym, Walencjo.

WALENCJO

Czy się w miłosnej za mnie modląc księdze?

PROTEJ

20

Modląc się w księdze, którąm umiłował[9].

WALENCJO

W płytkiej powieści o głębokim szale,

Jako[10] Leander[11] przepłynął Hellespont[12]?

PROTEJ

Treść to głęboka głębszych jeszcze uczuć,

Bo mu wezbrała miłość za trzewiki.

WALENCJO

25

Prawda. A tyś w niej zabrnął aż za buty,

Choć Hellespontu nigdyś nie przepłynął.

PROTEJ

Co, aż za buty? Chceszże[13] szyć mi buty?

WALENCJO

Nie chcę, bo zbyłeś[14] buty…

PROTEJ

Co?

Miłość, SzaleństwoWALENCJO

30

Czci zbyłeś,

Że się tam kochasz, gdzie wzgardę za jęki —

Wstręt za dreszcz westchnień — dwadzieścia bezsennych,

Mdłych, czczych masz nocy za jeden błysk szczęścia.

Wygrasz — to może klęską twa wygrana;

35

Przegrasz — to straszne zdobywasz męczarnie;

Bądź co bądź, albo rozumem szał kupisz,

Albo szałowi twój rozum ulegnie.

PROTEJ

Więc z twych założeń wnosisz, żem szaleniec.

WALENCJO

Więc z położenia pono[15] nim zostaniesz.

PROTEJ

40

Miłość wyśmiewasz, jam przecież nie miłość.

WALENCJO

Miłość twym władcą, bo tobą wskroś włada,

A ten, co w jarzmo[16] tak się dał głupocie,

Mniemam, że w poczet mędrców się nie wpisze.

PROTEJ

Lecz wieszcze mówią, że jak w najkraśniejszym

45

Pączku tkwi żrący robak, tak i żrąca

Miłość w umysłach najwznioślejszych mieszka.

WALENCJO

I wieszcze mówią, że jak robak ścina

Co najrychlejsze pączki, nim rozkwitną,

Tak miłość młode i wątłe umysły

50

Zmienia w szaleństwo, kalecząc je w pączku,

W samym zawiązku niszcząc ich zieloność

I piękne przyszłych owoców nadzieje.

Lecz po cóż tracę czas, by radzić tobie,

Co jesteś tkliwej żądzy zwolennikiem.

55

Bądź zdrów raz jeszcze. Ojciec mię po drodze

Czeka, by ujrzeć, jak wsiądę na barkę.[17]

PROTEJ

I ja, Walencjo, tam cię odprowadzę.

WALENCJO

Luby Proteju, nie. Tu się rozstańmy.

Do Mediolanu donoś mi przez listy

60

O twym w zalotach szczęściu i o wszystkim,

Co się tu zdarzy w mej nieobecności,

A ja cię również nawiedzę moimi.

PROTEJ

Wszech ci powodzeń życzę w Mediolanie.

WALENCJO

Tyleż ci w domu, za czym[18] już cię żegnam.

Odchodzi.

PROTEJ

65

On sławę ściga, ja miłość. Przyjaciół

On swych opuszcza, by im chlubę przynieść,

Ja siebie, swoich, wszystko — dla miłości.

Tyś mię zmieniła, Julio, tyś przyczyną,

Że czas mój trwonię, żem ustał w naukach,

70

Że z rad przychylnych, ze świata szyderca,

Tracę w snach płonnych[19] hart duszy i serca.

Wchodzi Śpiech.

ŚPIECH

Szczęść ci, Proteju. Gdzie mój pan, czy nie wiesz?

PROTEJ

Wraz[20] szedł na barkę wsiąść do Mediolanu.

ŚPIECH

Więc wsiadł już, ręczę sto przeciw jednemu.

75

Jam istny baran, żem w tył podał barki.

PROTEJ

Często tak baran zabłąka się w tyle,

Skoro się pasterz oddali na chwilę.

ŚPIECH

Stąd więc wywodzisz, że mój pan pasterzem,

A ja baranem.

PROTEJ

80

Tak, tak, rzecz to znana.

ŚPIECH

Więc moje rogi są jego rogami,

Czyli[21] śpię w nocy, czy się budzę z rana.

PROTEJ

Głupia odpowiedź i godna barana.

ŚPIECH

To jeszcze silniej dowodzi, żem baran.

PROTEJ

85

Prawda, jak również, że twój pan pasterzem.

ŚPIECH

O nie, zaprzeczyć temu mogę pewną okolicznością.

PROTEJ

To sęk, gdyż ja ci tego inną dowiodę.

ŚPIECH

88

Pasterz szuka barana, a nie baran pasterza, lecz ja mego pana szukam, a mój pan mię nie szuka, stąd widać, żem nie baran.

PROTEJ

89

Baran dla paszy chodzi za pasterzem, pasterz dla strawy nie chodzi za baranem. Ty gwoli[22] twym zasługom chodzisz za twym panem, twój pan według[23] zasług nie chodzi za tobą, stąd więc jesteś baranem.

ŚPIECH

90

Jeszcze jeden taki dowód, a zabeczę: bee!

PROTEJ

91

Lecz słuchaj, czyś mój list Julii doręczył?

ŚPIECH

92

A jużci[24], panie; ja, zgubiony baran, list twój oddałem onej[25], wytrefionemu[26] barankowi, a ona, wytrefiony baranek, mnie, zgubionemu baranowi, nic za trud nie dała.

PROTEJ

93

Brak mi tu pastwiska dla tak licznej trzody baranków.

ŚPIECH

94

Jeśli brak, a grunt przeciążony, to ją lepiej wybrakuj.

PROTEJ

95

Znów się zgubiłeś, raczej tobie marsz do kata.

ŚPIECH

96

Co, masz dukata? O, mniej dukata starczy mi za to, żem list nosił.

PROTEJ

97

Nie rozumiesz; do kata znaczy: do oprawcy.

ŚPIECH

Ej, z dukata w oprawcę — to mała poprawa,

Nie bierz listów od gacha[27], co tak mało dawa[28].

PROTEJ

100

Lecz czyż po odebraniu mego pisma nie skinęła, nie rzekła nic?

ŚPIECH

potakując głową
101

Po nim.

PROTEJ

102

Nic i po nim, to razem będzie nicponiem.

ŚPIECH

103

Nie zrozumiałeś mię, panie, jam ci mówił, że skinęła. Ty się pytasz, czy po odebraniu tego pisma nie skinęła, nie rzekła nic. Po nim, odpowiadam, jużci[29] nie przed nim.

PROTEJ

104

Co społem[30] wzięte, staje się nicponiem.

ŚPIECH

105

Teraz więc, gdyś w składaniu tyle zażył trudów, weź to za twe trudy.

PROTEJ

106

Nie, tobie się to należy za wręczenie listu.

ŚPIECH

107

No, widzę, że cierpliwie muszę cię znosić.

PROTEJ

108

Jak to znosić mię musisz?

ŚPIECH

109

Nosząc twój list uczciwie, a za trud niczego nie otrzymując prócz nazwania nicponiem.

PROTEJ

110

Dalibóg[31], rączy masz dowcip.

ŚPIECH

111

A jednak twej opieszałej kieski dognać nie może.

PROTEJ

112

No, no, otwórz twą tajemnicę pokrótce. Cóż ona rzekła?

ŚPIECH

113

Otwórz twą kieskę, aby twój pieniądz i moja tajemnica mogły się razem objawić.

PROTEJ

114

Masz więc za twój trud. Cóż rzekła?

ŚPIECH

115

Zaprawdę mniemam, panie, że jej zdobyć nie zdołasz.

PROTEJ

116

Co, czyś tyle z niej wydobył?

ŚPIECH

117

Mnie się nic, panie, nie udało z niej wydobyć, nic, ani nawet jednego dukata za wręczenie listu. A ponieważ ona tak twardą była względem mnie, com wyznanie twego serca jej przyniósł, bodaj czy również twardą się nie okaże tobie, gdy ci wyjawi swoje[32]. Nie dawaj jej żadnego zadatku, chyba kamienie, gdyż ona twarda jak stal.

PROTEJ

118

Cóż, nic więc nie rzekła?

ŚPIECH

119

Nic, ani nawet: „Weź to za twe trudy”. Dzięki ci, że chcąc wydać się hojnym, dałeś mi dydka[33], więc, wet za wet, noś sam twe listy na przyszłość. Za czym idę polecić cię memu panu.

PROTEJ

120

Idź, by ochronić barkę od rozbicia,

Gdyż, niosąc ciebie, zatonąć nie może.

Czeka cię bowiem suchsza śmierć na lądzie.

Muszę innego wyprawić posłańca.

Może mych Julia czytać nie raczyła

125

Słów, otrzymanych tak niegodną pocztą.

Wychodzą w przeciwne strony.

SCENA DRUGA

Ogród przy domu Julii. Wchodzi Julia i Lucetta.

JULIA

Lecz mów, Lucetto, gdyśmy teraz same,

Czyli[34] mi radzisz poddać się miłości?

LUCETTA

Czemu nie, pani, byle ulec bacznie.

JULIA

Z całej nadobnej[35] rzeszy zalotników,

130

Którzy codziennie słówka do mnie mierzą,

Kogoż miłości najgodniejszym sądzisz?

LUCETTA

Racz ich nazwiska wymienić, a prostym,

Płytkim mym sądem myśl ci mą otworzę.

JULIA

Cóż o nadobnym sądzisz Eglamurze?

LUCETTA

135

Choć mąż wymowny, postać gładka[36], miła,

Nie byłby dla mnie, gdybym tobą była.

JULIA

Jak ci się bogacz Merkacjo podoba?

LUCETTA

Majątek śliczny, lecz mierna osoba.

JULIA

Jakaż o tkliwym Proteju twa rada?

LUCETTA

140

O Boże, jakiż szał nad nami włada!

JULIA

Co? Skąd gniew taki jego imię rodzi?

LUCETTA

Przebacz mi, pani, to wstyd, czy się godzi,

Bym ja, tak nędzne, tak liche stworzenie

Śmiała przymawiać takich panów cenie?

JULIA

145

Sądź i Proteja, innych osądziwszy.

LUCETTA

Więc: z tylu zacnych, mniemam, najpoczciwszy.

JULIA

Racja?

LUCETTA

Nie inna jak racja kobieca:

Tak sądzę o nim, bo tak o nim sądzę.

JULIA

150

I chcesz, bym jemu dała miłość moją?

LUCETTA

Tak, gdy ci nie strach, że ją stracisz marnie.

JULIA

On jeden z wszystkich nie błagał mnie zgoła[37].

LUCETTA

Jak on cię kocha, żaden tak nie zdoła.

JULIA

Ta małomówność drobną miłość zdradza.

LUCETTA

155

W ogniu tłumionym najdzielniejsza władza.

JULIA

MiłośćKto nie objawia miłości, nie kocha.

LUCETTA

MiłośćGłośną przed ludźmi tylko miłość płocha[38].

JULIA

Chciałabym jego znać myśli.

LUCETTA

Przeczytaj

160

To pismo, pani.

JULIA

„Do Julii”. Od kogo?

LUCETTA

To list pokaże.

JULIA

Mów, kto ci go wręczył?

LUCETTA

Paź to Walencja, wysłan[39] przez Proteja,

165

Szedł ci go oddać, jam się nawinęła

I przebacz, żem go w twym imieniu wzięła.

JULIA

No, na mą skromność! wybornaś[40] stręczarka[41].

Tyż to[42] śmiesz płoche przechowywać pisma,

Na moją młodość zmawiać się, knuć spiski?

170

Śliczny to urząd, wierz mi, wzniosła godność,

A tyś urzędnik na to miejsce właśnie.

Weź stąd to pismo, pamiętaj je zwrócić

Lub mi się więcej nie pokaż na oczy.

LUCETTA

Lepszej wart płacy ten, co miłość krzepi[43].

JULIA

175

Odejdź!

LUCETTA

Byś mogła rozmyślić się lepiej.

Wychodzi.

JULIA

Trzeba mi było list przejrzeć przynajmniej!

Teraz wstyd byłby przyzwać ją na powrót

I w błąd ją kusić, który tuż zgromiłam.

180

Jakaż niezdara, że wiedząc, żem dziewczę,

Gwałtem mi listu przed oczy nie wparła.

„Nie” — mówi dziewczę przez skromność, a pragnie,

Aby natrętnik[44] w tym słówku „tak” słyszał.

Wstyd! Jakże chwiejną jest ta głupia miłość!

185

Zadraśnie mamkę, jak krnąbrne niemowlę,

I wnet w pokorze rózgę ucałuje.

Jakżem stąd szorstko wygnała[45] Lucettę,

Właśnie gdym chętnie mieć ją tu pragnęła!

W jakiż gniew srogi zmarszczyłam me czoło,

190

Gdy wewnątrz radość wiodła serce w uśmiech!

Teraz mą karą przyzwać znów Lucettę

I za grzech przeszły błagać przebaczenia.

Oho! Lucetto!

Lucetta powracając, upuszcza list.

LUCETTA

Czego pani żąda?

JULIA

195

Dają już obiad?

LUCETTA

O, gdyby już dano!

Byś mogła na nim stępić ząbki, które

Na mnie tak ostrzysz.

Podnosi list.

JULIA

Cóżeś tam podjęła[46]

200

Tak troskliwie?

LUCETTA

Nic.

JULIA

Więc przecz[47] się schylałaś?

LUCETTA

By podjąć papier, co mi wypadł z ręki.

JULIA

Więc papier niczym?

LUCETTA

205

W niczym mię nie tyczy.

JULIA

Ten, kogo tyczy, niech go sobie szuka.

LUCETTA

Kogo on tyczy, tego nie oszuka,

Byle tłumacza fałszywego nie miał.

JULIA

Pewnie gach jakiś pisze ci wierszami.

LUCETTA

210

Bym je należną wyśpiewała nutą.

Daj, daj mi nutę. Wszak ton przybrać umiesz.

JULIA

Podobne bzdurstwa[48] niezgodne z mym tonem.

Zanuć je na ton: „Rączy błysk miłości”.

LUCETTA

Nader to ciężkie na tak rączą nutę.

JULIA

215

Ciężkie? Alboż to nie fuga[49] na głosy?

LUCETTA

Prosta melodia, wyśpiewaj ją solo.

JULIA

A czemuż nie ty?

LUCETTA

Dla mnie za wysoko.

JULIA

No, daj twą piosenkę.

Usiłuje porwać list. Lucetta spiesznie ukrywa go za plecami i ucieka.
220

Nie chceszże, filutko[50]?

Goni ją.

LUCETTA

Nie zmieniaj tonu, gniewaj się, a śpiewaj,

Julia ją chwyta.

Chociaż mi nie w smak ów twój ton poprzedni.

JULIA

Nie w smak? A czemu?

Szczypie ją.

LUCETTA

Bo major[51] zbyt ostry.

JULIA

225

Sporna filutko!

LUCETTA

Zbyt w mdły minor[52] spadasz,

Psujesz harmonię zbyt cienkim dyszkantem[53],

A dla niej tenor[54] konieczny w tej piosnce.

JULIA

Tenor ty głuszysz twym niesfornym basem[55].

LUCETTA

230

Tak, bo basuję[56] wciąż w sprawie Proteja.

JULIA

Takim paplarstwem[57] nie chcę się już trapić.

Oto masz koniec i z tym na dobitkę.

drze list w kawałki

Precz, precz mi z oczu! Zostaw tu te świstki.

Czyż cię na złość mi palce do nich świerzbią?

LUCETTA

235

Niby się gniewa, a byłaby rada[58],

Gdyby ją taki drugi list rozzłościł.

Odchodzi.

JULIA

Czemuż i na ten złościć się nie mogę!

Przebrzydłe ręce! żeście zedrzeć śmiały

Słowa tak lube. Zjadliwe szerszenie!

240

Wy, które miodem karmiąc się tak słodkim,

Wbijacie żądła w pszczoły, co go dają,

Każdy papierek przeproszę całusem.

Patrz, napisane: „Dobra Julio!” Gdzie tam,

Niedobra Julio! W pomście za niewdzięczność

245

Ciskam twe imię na ostre kamienie,

Wzgardliwie depcząc twą przekorną dumę.

Patrz dalej: „Protej miłością zraniony”.

O biedne imię! me łono[59] jak łoże

Utuli ciebie, aż rana się zgoi.

250

Lecz niech ją tkliwy wprzód ten całus zbada.

Znów powtórzone: „Protej” — dwa, trzy razy.

Ucisz się, wietrze, nie porwij ni słowa,

Aż znajdę każdy listek z tego listu

Krom[60] własnej nazwy. Tę niech wicher jaki

255

Na stromą, straszną, przepaścistą skałę

Niesie i stamtąd w wściekłe morze strąci.

Patrz, w jednym wierszu dwakroć[61] jego imię:

„Nieszczęsny Protej, Protej zakochany,

Do lubej Julii”. To zaraz odedrę,

260

A jednak szkoda, gdyż on z mym tak pięknie

Kojarzy swoje żałosne imiona.

Razem je złożę. Teraz się całujcie,

Ściskajcie, swarzcie[62] i róbcie, co chcecie.

Wchodzi Lucetta.

LUCETTA

Już obiad gotów. Ojciec pani czeka.

JULIA

265

Idźmy więc, idźmy.

LUCETTA

Mająż[63] tu te świstki

Zostać jak plotki, by co wygadały?

JULIA

Unieś je raczej, jeśli je poważasz.

LUCETTA

Gdym ci je niosła, uniosłaś się na mnie.

270

Jednak je zbiorę, by tu nie przeziębły.

JULIA

Widzę, masz do nich pociąg nieprzeparty.

LUCETTA

Mów, pani, co chcesz, jeżeli co widzisz.

I ja też widzę, choć sądzisz, żem ślepa.

JULIA

Idźmy już, proszę.

Wychodzą.

SCENA TRZECIA

Komnata w domu Antonia. Wchodzi Antonio i Pantino.

ANTONIO

275

Powiedz, Pantino, jakąż ważną sprawą

Mój brat tak długo trzymał cię w krużganku?

PANTINO

O swym bratanku, twym synu, Proteju,

Prawił[64].

ANTONIO

Cóż o nim?

PANTINO

280

Dziwił się, że, panie,

Marnować młodość pozwalasz mu w domu,

Gdy inni ludzie mniejszego znaczenia

Ślą po zaszczyty synów za granicę;

Jednych na wojnę w zapasy z fortuną[65],

285

Drugich, by gdzieś tam wyspy odkrywali,

Innych na skrzętne w naukach wszechnice[66].

A do każdego lub wszystkich tych zajęć

Mówił, że syn twój Protej jest sposobny[67],

I prosił, abym na ciebie nalegał,

290

By więcej czasu już nie tracił w domu;

Wielki mu zarzut zostałby na przyszłość,

Gdyby za młodu nie odbył podróży.

ANTONIO

Niewiele na to nalegać ci trzeba,

Na co kowałem[68] przez cały ten miesiąc.

295

Dobrzem rozważył, ile czasu traci

I jak nie może doskonałym zostać,

Chyba że świat go dozna i wyuczy.

Bo doświadczenie trudem się nabywa,

A doskonali szybkim biegiem czasu.

300

Więc gdzież go posłać, powiedz, gdzież najlepiej?

PANTINO.

Wszakże wiesz, panie, że jego towarzysz,

Młody Walencjo, bawi przy cesarzu[69],

Na jego dworze monarszym.

ANTONIO

Wiem dobrze.

PANTINO

305

Słusznie byłoby tam go wysłać, panie.

Tam się w turniejach, w grach rycerskich wprawi,

Pozna się z szlachtą, gładkich mów nasłucha,

Tam z bliska ujrzy każdy zawód godny

Jego młodości i krwi znakomitej.

ANTONIO

310

W smak mi twa rada, dobre zdanie dajesz;

Jakoż na dowód, ile w nim smakuję,

Ujrzysz natychmiast pełne wykonanie,

Gdyż co najśpieszniej, jak nagłość wymaga,

Na dwór cesarski wyprawię Proteja.

PANTINO

315

Racz mnie posłuchać: jutro don Alonso,

Z innymi pany[70] zacnego imienia,

Wyjeżdża złożyć hołd swój cesarzowi

I woli jego służby swe polecić.

ANTONIO

Dobra drużyna, z nią Protej pojedzie.

Wchodzi Protej, czytając list.
320

Ot i on w porę, zaraz z nim pogadam.

PROTEJ

Luba miłości! i słowa, i życie!

Tu jest jej ręka, pośrednik jej serca,

Tu ślub miłości, zakład[71] jej honoru.

O, gdyby nasi ojcowie zechcieli

325

Przyklasnąć naszej skłonności i nasze

Szczęście zatwierdzić wspólnym przyzwoleniem!

O boska Julio!

ANTONIO

Cóż to za list czytasz?

PROTEJ

Wybacz mi, panie, to jest od Walencja

330

Parę słów czułej pamięci. Przyjaciel,

Co się z nim widział, oddał mi je właśnie.

ANTONIO

Pozwól list przejrzeć, dowiedzieć się nowin.

PROTEJ

Nie ma w nim żadnych. Donosi mi tylko,

Jak szczęśnie[72] żyje, jak jest ulubionym

335

I zaszczycanym co dzień od cesarza[73]

I jak mię pragnie mieć wspólnikiem w szczęściu.

ANTONIO

Powiedz mi, jakżeś przyjął to życzenie?

PROTEJ

Jak syn zależny od twej woli, panie,

A nie od jego życzeń przyjacielskich.

ANTONIO

340

Z jego życzeniem ma wola się zgadza.

Nie dziw się, nie dziw, że tak nagle działam,

Co chcę, to będzie — i na tym jest koniec.

Jam postanowił, że czas jakiś spędzisz

Razem z Walencjem na dworze cesarza,

345

Jaką on pomoc odbiera od swoich,

Takie zasiłki będziesz miał ode mnie:

Więc się przygotuj, gdyż jutro odjedziesz.

Nie ma wymówki, bom ja nieugięty.

PROTEJ

Panie, tak prędko wybrać się nie zdołam.

350

Dzień lub dwa jeszcze racz się zastanowić.

ANTONIO

Czego brak będzie, wyśle się za tobą.

Nie mów mi więcej ni słowa o zwłoce.

Jutro wyjedziesz. Pójdź, Pantino, pomóż,

Zajmij się co tchu wyprawą Proteja.

Antonio i Pantino odchodzą.

PROTEJ

355

By się nie sparzyć, unikałem ognia

I wpadłem w morze, w którym utonąłem.

Bałem się ojcu pokazać list Julii,

By się miłości mojej nie sprzeciwił,

A on wyciosał z mej własnej wymówki

360

Najtwardszą moim pragnieniom zaporę.

Jakżeż ta wiosna miłości podobna

Do zmiennej ranka kwietniowego chwały:

Raz się wychyli słońce w pełnej krasie[74]

I znów wnet chmura pochłonie blask cały.

Wraca Pantino.

PANTINO

365

Panie Proteju, pójdź, ojciec cię woła.

Pójdź, bo mu śpieszno, staw się na rozkazy.

PROTEJ

Muszę, więc serce poddaje się zgoła,

A jednak mówi „nie” po tysiąc razy.

Wychodzą.

AKT DRUGI

SCENA PIERWSZA

Ulica w Mediolanie. Wchodzi Walencjo i Śpiech. Walencjo upuszcza rękawiczkę.

ŚPIECH

Twa rękawiczka, panie, patrz.

WALENCJO

370

Ja własne

Noszę na rękach lub przy mej osobie.

ŚPIECH

Więc może twoja, gdyż także osobna.

WALENCJO

Daj, niech obejrzę… Teraz moja… Dzięki!

Luba ozdobo jej anielskiej ręki!

375

Ach, Sylwio, Sylwio!

ŚPIECH

Madam[75] Sylwio, madam Sylwio!

WALENCJO

377

Co ty robisz, śmiałku?

ŚPIECH

378

Wołam, bo inaczej ona nie usłyszy.

WALENCJO

379

A któż ci kazał ją przyzywać?

ŚPIECH

380

Własna twa godność, panie, albom cię nie zrozumiał.

WALENCJO

381

Zawsześ[76] zanadto pośpieszny.

ŚPIECH

382

A jednak niedawno co dostałem po uszach, żem był powolnym[77] zanadto.

WALENCJO

383

Mniejsza o to. Powiedz mi, czy znasz Sylwię?

ŚPIECH

384

Czy tę, w której się kochasz?

WALENCJO

385

I skądże ty wiesz, że ja się kocham?

ŚPIECH

386

Zaiste[78] po szczególnych tych znakach: Naprzód[79] uczyłeś się tak jak Protej załamywać ręce, niby jaki malkontent, lubować w miłosnej piosnce jak szczygieł, chodzić samotnie jak człowiek tknięty zarazą, wzdychać jak student, kiedy abecadło zgubi[80], płakać jak młode dziewczę, gdy starą babkę pochowa, pościć jak skazany na dietę, nie spać jak sknera z obawy złodzieja[81], wyć żałośnie jak żebrak w Dzień Zaduszny. Dawniej zwykł byłeś[82], kiedyś się śmiał, piać jak kogut, gdyś chodził, stąpałeś jak lew, gdyś pościł, to tylko zaraz po obiedzie, gdyś smutnie spoglądał, to jeno[83] wtedy, gdyś nie miał pieniędzy. A teraz całkiem przeistoczyła cię kochanka, tak że gdy spojrzę na cię[84], zaledwie wystawić[85] sobie mogę, żeś ty mój dawny pan.

WALENCJO

387

I czyż to wszystko spostrzec można we mnie?

ŚPIECH

388

Wszystko to widać bez ciebie.

WALENCJO

389

Beze mnie? To być nie może.

ŚPIECH

390

Bez czy przez ciebie, to jedno, bo bez ciebie nie byłoby takiego dudka[86] jak ty na świecie, a tyle opiłeś się tych szaleństw, że one wszystkie przez ciebie przezierają jak brudna woda przez szklane naczynie[87], tak że każde oko, co na cię spojrzy, staje się doktorem, by robić spostrzeżenia nad twą chorobą.

WALENCJO

391

Lecz powiedz, znasz ty moją Sylwię?

ŚPIECH

392

Czy tę, w którą tak wlepiasz oczy, gdy siedzi przy wieczerzy?

WALENCJO

393

Czyś i to spostrzegł? O niej samej mówię.

ŚPIECH

394

Nie znam jej, panie.

WALENCJO

395

Jak to? Znasz ją po moim spozieraniu[88], a jednak jej nie znasz?

ŚPIECH

396

Nie dziw, bo tak strasznie namalowana.

WALENCJO

397

To tyś malowany, że nie widzisz jej piękności.

ŚPIECH

398

Widzę, aż nadto dobrze!

WALENCJO

399

Co aż nadto?

ŚPIECH

400

Że nie tak piękna, jak ją malujesz.

WALENCJO

401

Owszem, wszędzie wyróżnia się pięknością nad wszelką miarę, a jej uprzejmości są bez liczby[89].

ŚPIECH

402

Nie przeczę, bo pierwsza wyróżowana, a drugie wyrachowane.

WALENCJO

403

Jak to wyróżowana? Jak to wyrachowane?

ŚPIECH

404

Bo żeby się wydać piękną, tyle kładzie różu, iż nikt na jej piękność rachować[90] nie może.

WALENCJO

405

Czyż mię za nic rachujesz[91]? Przecież ja tak wysoko jej wdzięki cenię.

ŚPIECH

406

Tyś jej nie widział, odkąd w cenie tak strasznie spadła.[92]

WALENCJO

407

Od jakże dawna tak strasznie się zmieniła?

ŚPIECH

408

Od czasu jak ją pokochałeś.

WALENCJO

409

Jam ją pokochał od pierwszej chwili i zawsze ją piękną widzę.

ŚPIECH

410

Jeśli ją kochasz, to jej widzieć nie możesz.

WALENCJO

411

A to jakim sposobem?

ŚPIECH

412

Bo miłość jest ślepa. O, gdybyś miał moje oczy lub gdyby twe własne posiadały przenikliwość, z jaką dawniej zwykłeś był[93] drwić z Proteja, że chodził bez podwiązek.

WALENCJO

413

Cóż bym wtedy obaczył[94]?

ŚPIECH

414

Twe dzisiejsze szaleństwo, a jej straszną zmianę. Gdyż on, że się kochał, nie miał oczu, by pończochę podwiązką okręcić, a tobie, że się kochasz, brak oczu nawet do włożenia pończochy na nogę.

WALENCJO

415

Więc i ty może się kochasz, chłopcze, gdyż dziś rano nie miałeś oczu do oczyszczenia mych trzewików.

ŚPIECH

416

Prawda, zanadtom się zakochał[95] w poduszce. Dzięki ci, żeś mię skropił za mą miłość, teraz bowiem mogę śmielej przyganiać twojej.

WALENCJO

417

Koniec końców, stoję w jarzmie miłości.

ŚPIECH

418

Wolałbym, żebyś usiadł i pozbył się jej co prędzej.

WALENCJO

419

Wczoraj wieczór kazała mi napisać wiersze do jakiejś osoby, którą kocha.

ŚPIECH

420

I tyś napisał?

WALENCJO

421

Napisałem.

ŚPIECH

422

Koślawe pewnie.

WALENCJO

423

Nie, chłopcze, wysadziłem się[96], ilem tylko zdołał. Cyt! Oto ona.

Sylwia wchodzi ze służącą.

ŚPIECH

Śliczne jasełka! O przepyszna lalko!

425

Teraz on zacznie tłumaczyć jej ruchy.

WALENCJO

Tysiąc ci razy dobry dzień, ma pani.

ŚPIECH

na stronie

I dobry wieczór. Dalej, milion komplementów!

SYLWIA

Walencjo, służko, tobie dwa tysiące.

ŚPIECH

na stronie

On jej winien dać odsetkę[97], a tu ona mu ją daje.

WALENCJO

430

Jakeś kazała[98], list ci napisałem

Do jakiejś tajnej osoby bez nazwy.

Nader mi przykrą byłaby ta praca,

Gdyby nie moja powinność dla pani.

SYLWIA

Dzięki ci, służko[99], jak mistrz się spisałeś.

WALENCJO

435

Lecz wierz mi, pani, niełatwo to przyszło.

Nie wiedząc bowiem, komu list przeznaczasz,

Kładłem na oślep same ogólniki.

SYLWIA

Może zbyt cenisz taki ogrom trudów?

WALENCJO

Nie — gdyć[100] się przyda, napiszę ci, pani,

440

Racz tylko kazać, tysiąc razy więcej.

Jednak…

SYLWIA

Zwrot piękny! Zgaduję następstwo:

„Jednak nie powiem”, „jednak nie dbam o to”,

Jednak list zabierz, jednak dzięki tobie,

445

W czym znak, że więcej trudzić cię nie będę.

ŚPIECH

A jednak będziesz — a jednak, a jednak…

WALENCJO

Co, pani? Czyż ci to się nie podoba?

SYLWIA

I owszem, wiersze zgrabnie napisane;

Lecz że niechętnie, przeto[101] weź je sobie —

450

Weź, proszę.

Podaje mu list.

WALENCJO

Pani, one są dla ciebie.

SYLWIA

Tak, tyś na moją napisał je prośbę,

Lecz ja ich nie chcę, dla ciebie są one.

Znacznie w nich więcej chciałabym tkliwości.

Bierze list.[102]

WALENCJO

455

Jeżeli zechcesz, napiszę ci inne.

SYLWIA

A gdy napiszesz, przeczytaj je za mnie.

Wszystko to jedno, czy cię wzruszą, czy nie.

WALENCJO

Jeśli w nich sobie podobam[103], cóż potem?

SYLWIA

W podobnym razie, weź je za twą pracę.

460

Za czym, mój służko, dobry dzień ci życzę.

Wychodzi.

ŚPIECH

O żarcie niepojęty! Któż cię zbada, zmierzy?

Skrytyś jak nos na twarzy lub kurek na wieży.

Mój pan wzdycha, a ona, widząc trwożną postać,

Sama uczy, jak z ucznia ma jej mistrzem zostać.

465

Trudno o lepszy koncept[104] w tak nagłej potrzebie,

Gdyż pan mój, list ten pisząc, pisał sam do siebie.

WALENCJO

467

Cóż tam sam z sobą rozumujesz?

ŚPIECH

468

Nic, tylko sobie rymuję. Tobie, panie, cały rozum zostawiam.

WALENCJO

469

Ku czemu?

ŚPIECH

470

Ku usposobieniu się na posła od Sylwii.

WALENCJO

471

A do kogo?

ŚPIECH

472

Do ciebie samego. Ona bowiem umizga się[105] do ciebie pod przenośnią.

WALENCJO

473

Pod jaką przenośnią?

ŚPIECH

474

Przenosząc wyrazy listu na ciebie samego.

WALENCJO

475

Przecież do mnie nie pisała?

ŚPIECH

476

Na cóż miała pisać, kiedy cię nastroiła, żeś sam do siebie napisał. A co, czy trudno ci jeszcze rozwiązać serię zagadnień, które ci zadała?[106]

WALENCJO

477

Wierz mi, że trudno.

ŚPIECH

478

Któż by ci na serio wierzył? Lecz czyś na serio od niej żadnego przy tym zadaniu nie dostał zadatku?

WALENCJO

479

Nie, gdyż mię odprawiła z kwitkiem.

ŚPIECH

480

Prawda, bo z listem.

WALENCJO

481

Z listem, który napisałem do jej przyjaciela.

ŚPIECH

482

A którym skwitowała się z tobą, więc na tym koniec, i kwita.

WALENCJO

483

Oby to jeszcze na gorsze nie wyszło.

ŚPIECH

Już i tak, ręczę, nie lada zgorszenie:

485

„Na częste twoje listy, ona, choć im rada,

Przez skromność lub brak czasu nic nie odpowiada.

Zresztą, aby posłaniec nie odkrył jej myśli,

Niech kochanek odpowiedź sam do siebie kryśli[107]”.

Mówię jak z druku, bom to w druku znalazł.

490

Lecz nad czym dumasz? Panie, czas na obiad.

WALENCJO

491

Jam już po obiedzie.

ŚPIECH

492

Ej, posłuchaj, panie, chociaż miłość jest kameleonem, a przeto może żyć powietrzem[108], jam człowiek, żywię się potrawami, mięsa potrzebuję. Nie bądź jak twoja kochanka. Daj się poruszyć.

Odchodzą.

SCENA DRUGA

Ulica w Weronie obok domu Julii. Protej i Julia na ławie pod drzewami.

PROTEJ

O luba Julio, uzbrój się w cierpliwość.

JULIA

Muszę, gdyż na to innej rady nie ma.

PROTEJ

495

Wrócę niechybnie, skoro tylko zdołam.

JULIA

Wrócisz tym prędzej, gdy się nie odwrócisz.

Ten upominek zachowaj od Julii.

Daje mu pierścionek.

PROTEJ

Zróbmy zamianę, weź ten za twe śluby.

JULIA

Niech ją zatwierdzi pocałunek luby.

PROTEJ

500

Oto ma ręka, że wiernym ci będę,

A gdy mię znajdzie w dniu godzina taka,

W której, o Julio, nie westchnę do ciebie,

Niech mię następna za moją niepamięć

Udręczy jaką straszliwą przygodą.

505

Ojciec mię czeka. Nie proś. Toń już nagli,

Lecz nie toń łez twych, ta, owszem, gotowa

Tu mię zatrzymać dłużej, niż mi wolno.

Bądź zdrowa, Julio!

Uścisk; Julia odchodzi zapłakana.

Poszła, nic nie mówiąc!

510

MiłośćPrawdziwa miłość milczeniem przemawia,

Bo prawdę piękniej zdobi czyn niż słowo.

Wchodzi Pantino.

PANTINO

Czekają na cię, już wszystko gotowe.

PROTEJ

Idę. Rozstanie odjęło nam mowę.

Wychodzi.

SCENA TRZECIA

Tamże. Ulica. Wchodzi Lanca, wiodąc na sznurku psa, którego przywiązuje do drzewa.

LANCA

514

Oj, caluteńka godzina upłynie, nim płakać przestanę. Wszystek ród Lanców odznacza się właśnie tą samą wadą. Jam też moją cząstkę w spadku dostał, jako syn wytrawny, i jadę z panem Protejem na dwór cesarski. Nie ma na świecie tak twardego stworzenia jak ten pies mój, Krab. Moja matka szlocha, ojciec utyskuje, siostra beczy, nasza dziewka wyje, kotka załamuje łapki, zgoła, cały dom w strasznej rozpaczy, a jednak ten dzikiego serca kondel[109] ani jednej łzy nie uronił. AntysemityzmTo kamień, głaz prawdziwy, nie ma w nim więcej litości niż w psie jakim. Żyd nawet byłby płakał, patrząc na nasze rozstanie.[110] Co mówię, ślepa moja babka, rozstając się ze mną, oczy wypłakała. Ot, przedstawię wam, jak to było.

zdejmuje buty
515

Niech ten trzewik będzie moim ojcem. Nie, ten lewy trzewik będzie moim ojcem. Nie, nie, ten lewy trzewik jest moją matką. Nie, ani tak, ani owak być nie może. A jednak tak jest, tak jest, bo ma gorszą podeszwę. Ten dziurawy trzewik jest więc moją matką, a ten moim ojcem. Niech mię piorun trzaśnie, jeśli tak nie jest.

kładzie buty na ławie
516

Teraz, panie, ta laska jest moją siostrą, bo, zważ dobrze, biała jak lilia, a smagła jak trzcina. Ten kapelusz jest Hanką, naszą dziewką[111]. Ja zaś jestem psem. Nie, pies jest sam sobą, a jam także pies, o! Pies jest mną, a i ja jestem sam sobą — wyśmienicie, wyśmienicie! Teraz przychodzę do ojca: „Ojcze, twoje błogosławieństwo!” Teraz niech trzewik od wielkiego płaczu nie rzeknie ni słowa. Teraz należy mi uściskać ojca, ale on wciąż ryczy.

całuje jeden but
517

Teraz idę do matki, o! gdyby mogła przemówić, ale ona z obłąkania jak drewno. Przecież pocałuję ją

całuje drugi but
518

Tak, to ona, to mojej matki oddech, czy tędy, czy owędy. Teraz zbliżam się do mej siostry. Słuchaj, jak jęczy. A przez ten cały czas pies ani jednej łzy nie roni, ani jednego słówka nie przemawia. A patrz, jakim strumieniem po tym pyle płyną łzy moje!

Wchodzi Pantino.

PANTINO

519

Spiesz się, śpiesz, Lanco, prędzej na barkę. Twój pan już odpływa. Będziesz go musiał chyba czółnem i wiosłem gonić. Cóż ci to, czego płaczesz, człowieku? Prędzej, mazgaju, nie pieść się, bo jeśli tu dłużej guzdrać się będziesz, woda cię odpłynie[112], i na nic ci się to pieszczenie nie zda.

LANCA

520

Tak, tak, zgadłeś, to jest razem[113] i pies, i szczenię, i na nic mi się nie zda, więc nie dbam, jeśli je stracę, bo to najnieczulsze[114] pies-szczenię, jakie kiedy u człowieka piszczało na sznurku.

PANTINO

521

Co znaczy najnieczulsze pieszczenie?

LANCA

522

A jużci to moje pies-szczenię na sznurku, ten mój pies Krab.

PANTINO

523

Głupiś, jam mówił, że jeśli się tu dłużej z sobą pieścić będziesz, stracisz przyjazną toń[115] na wodzie, tracąc tę toń, stracisz podróż, tracąc podróż, stracisz swego pana, a tracąc pana, stracisz swą służbę, a tracąc… Cóż to się znaczy, czemu mi gębę zatykasz?

LANCA

524

Bo się boję, żebyś nie stracił języka.

PANTINO

525

Gdzieżbym miał go stracić?

LANCA

526

W tak długich jak te gadkach.

PANTINO

527

Co? w gatkach?

LANCA

528

Stracić toń i podróż, i pana, i służbę, i pieszczenie, i szczenię!

spuszcza psa ze sznurka
529

To za wiele, mój bracie. O, gdyby rzeka do dna wyschła, zdołałbym ją napełnić moimi łzami. Gdyby wiatr ustał, moje westchnienia pognałyby łódkę.

PANTINO

530

Ruszaj mi zaraz, gamoniu! Kazano mi co tchu cię przyzwać.

LANCA

531

Możesz sobie przezywać mię, jeśli śmiesz.

PANTINO

532

A co, nie pójdziesz mi stąd?

LANCA

533

Kiedy trzeba, to trzeba, więc pójdę.

Odchodzą.

SCENA CZWARTA

Mediolan. Komnata w pałacu książęcym. Walencjo i Sylwia siedzą razem, rozmawiając; za Walencjem Śpiech; Turio, cudacznie ubrany, obserwuje ich z daleka.

SYLWIA

534

Służko[116] mój!

WALENCJO

535

Pani moja!

ŚPIECH

536

Patrz, panie, Turio na ciebie się marszczy.

WALENCJO

537

To z miłości, chłopcze.

ŚPIECH

538

Ale nie ku tobie.

WALENCJO

539

A więc ku mej pani.

ŚPIECH

540

Byłoby dobrze, gdybyś go przetrzepał.

Wychodzi.

SYLWIA

541

Służko, tyś w złym humorze.

WALENCJO

542

Zaiste, pani, tak się wydaję[117].

SYLWIA

543

Czyż wydajesz się tym, czym nie jesteś?

WALENCJO

544

I to być może.

TURIO

545

Tak czynią obłudnicy.

WALENCJO

546

Tak i ty czynisz.

TURIO

547

Czymże się zdaję, czym bym nie był w istocie?

WALENCJO

548

Mądrym.

TURIO

549

Jakiż na odwrót masz dowód, że nim nie jestem?

WALENCJO

550

Twoją głupotę.

TURIO

551

Przez cóż widzisz moją głupotę?

WALENCJO

552

Szacując cię po twej szacie, widzę twą głupotę przez twą chudą kapotę, więc jesteś kaput[118].

TURIO

553

Przecież ona dubeltowa[119].

WALENCJO

554

Więc dubeltowa i twa głupota.

TURIO

555

Ważysz się to mówić?

SYLWIA

556

Co, Turio, ty się zżymasz[120], mienisz się na twarzy?

WALENCJO

557

Wybacz mu, pani, gdyż on jest rodzajem kameleona.

TURIO

558

Który miałby większą ochotę krwi twojej skosztować niż żyć twoim powietrzem.

WALENCJO

559

Czy tak powiedziałeś?

TURIO

560

Tak, i już na ten raz kończę.

WALENCJO

561

Dobrze wiem o tym, że zawsze prędzej kończysz, niż poczynasz.

SYLWIA

562

Tęgi słów nabój, panowie, i szybko wystrzelony.

WALENCJO

563

W istocie, pani. Dziękujemy dawcy.

SYLWIA

564

Któż nim jest, służko?

WALENCJO

565

Ty sama, luba pani, boś ty dała ognia. Turio cały swój dowcip pożycza z twoich oczu i to, co pożycza, wydaje przez grzeczność w twoim towarzystwie.

TURIO

566

Jeśli, mospanie[121], w sporach ze mną słowo za słowo wydawać będziesz, prędko zrobię twój dowcip bankrutem.

WALENCJO

567

Niewątpliwie, mospanie, posiadasz niemały słów zapas, ale zdaje mi się, brak ci wszelkiej innej monety dla twych pachołków, bo widać po ich liberii, aż do gołego wytartej, że tylko gołymi słówkami ich żywisz.

SYLWIA

568

Dość już, panowie, dość tego; oto mój ojciec nadchodzi.

Wchodzi Książę z listem w ręku.

KSIĄŻĘ

Liczne, snadź[122], córko, masz tu towarzystwo.

570

Walencjo, ojciec twój w dobrym jest zdrowiu.

Cóż na list powiesz, pełen dobrych nowin,

Od twoich z domu?

WALENCJO

Mą wdzięczność mieć będzie

Każdy, co stamtąd radość mi przyniesie.

KSIĄŻĘ

575

Znasz don Antonia? Wszak on tobie rodak?

WALENCJO

Znam, mości książę, znam go doskonale,

Mąż wielkich zalet i pełen wziętości[123].

A sława jego równa się zasłudze.

KSIĄŻĘ

Wszak on ma syna?

WALENCJO

580

Syna, który godzien

Ojca znaczenie i cześć odziedziczyć.

KSIĄŻĘ

Czy znasz go dobrze?

WALENCJO

Jak siebie samego,

Gdyż, od dzieciństwa zawsze towarzysze,

585

Wspólnieśmy nasze spędzali godziny.

Ale ja byłem pustym sowizdrzałem[124],

Co, dary czasu marnując, nie umiał

Młodość w anielską odziać doskonałość.

Przeciwnie Protej, bo tak mu na imię,

590

Z dni swych korzystał, odniósł plon bogaty.

Jego wiek młody, doświadczenie stare,

Na czole wiosna, ale sąd dojrzały.

Zgoła — gdyż jego przymiotom nie zrówna

Żadna z tych pochwał, które tu mu daję —

595

Mąż to skończony[125] z postaci i z duszy,

Z całą okrasą[126], co szlachcica zdobi.

KSIĄŻĘ

Zaprawdę, jeśli twoje słowa stwierdzi[127],

Godzien miłości jakiej cesarzowej,

Godzien być rajcą[128] jakiego cesarza.

600

Otóż ten młodzian do mnie przybył właśnie

Z zaleceniami od wielu magnatów,

I tu czas jakiś przepędzić zamyśla.

Mniemam, że niezła dla ciebie nowina.

WALENCJO

Z wszystkich mych życzeń spełnia się najmilsze.

KSIĄŻĘ

605

Więc wedle[129] zasług chciejcie go powitać.

Tobie to, Sylwio, tobie, Turio, mówię,

Walencja bowiem zachęcać nie trzeba.

Idę, by gościa przysłać wam niebawem.

Książę odchodzi.

WALENCJO

To młodzian, który, jak mówiłem pani,

610

Miał przybyć ze mną, ale mu kochanka

Zamknęła oczy w krysztale swych spojrzeń.

SYLWIA

Znać[130], że je teraz uwolniła z więzów,

Biorąc na wierność jaki zakład inny.

WALENCJO

One są pewnie jej więźniami zawsze.

SYLWIA

615

Więc musi ślepym być, a jeśli ślepy,

Jakżeż do ciebie znaleźć drogę zdołał?

WALENCJO

Wszak miłość miewa dwadzieścia par oczu.

TURIO

Mówią, że miłość nie ma oczu wcale.

WALENCJO

Na takich, jak ty, Turio, miłośników,

620

Miłość się w lichy przedmiot nie wpatruje.

Turio wychodzi.

SYLWIA

Dajcie już pokój. Oto on nadchodzi.

Wchodzi Protej.

WALENCJO

Witaj mi, drogi Proteju. Stwierdź[131], pani,

Szczególną łaską powitanie gościa.

SYLWIA

Zacność rękojmią dobrego przyjęcia,

625

Jeśli to młodzian, o którym tak często

Wieści pragnąłeś.

WALENCJO

On sam, luba pani.

Niech społem ze mną będzie sługą twoim.

SYLWIA

Zbyt licha pani na takiego sługę.

PROTEJ

630

Bynajmniej. Jam to zbyt niegodny sługa,

Niewart spojrzenia tak dostojnej pani.

WALENCJO

O brak godności przestańcie się spierać.

Odtąd go, pani, uważaj twym sługą[132].

PROTEJ

Wierność mą chlubą, innej nie mam zgoła.

SYLWIA

635

Wierności nigdy nie brakło nagrody,

Więc miłym gościem bądź niegodnej pani.

PROTEJ

Krom ciebie każdy, kto by tak rzekł, zginie.

SYLWIA

Żeś miłym gościem?

PROTEJ

Nie, żeś ty niegodna.

Wchodzi Pachołek, Turio powraca.

PACHOŁEK

640

Pani, twój ojciec pragnie mówić z tobą.

SYLWIA

Idę na rozkaz.

Pachołek wychodzi.

Pójdź, pójdź, Turio, ze mną.

Witaj raz jeszcze, witaj, nowy sługo.

Teraz pomówcie o sprawach domowych,

645

A gdy skończycie, dajcie znać o sobie.

PROTEJ

Oba się stawim[133] do twych usług, pani.

Sylwia, Turio i Śpiech odchodzą.

WALENCJO

A więc mi powiedz, jak się mają nasi?

PROTEJ

Twoi wybornie, ściskają cię wszyscy.

WALENCJO

A twoi?

PROTEJ

650

Wszystkich zostawiłem zdrowych.

WALENCJO

Jakżeż twa luba? Jakżeć[134] miłość sprzyja?

PROTEJ

Mych spraw miłosnych tyś nierad[135] był słuchać.

Wiem, że nie lubisz rozmów o kochaniu.

WALENCJO

Ach, mój Proteju, jam mój żywot zmienił,

655

Odbył pokutę za wzgardę miłości.

Srogo mię skarał jej duch samowładny

Gorzkimi posty, pokutnymi jęki[136],

Żarem łez w nocy, dreszczem westchnień we dnie;

Bo miłość, mszcząc się, żem nią wprzód pogardzał,

660

Sen z ujarzmionych mych oczu wygnała

I nad własnego serca utrapieniem

Kazała czuwać. O luby Proteju,

Możnym jest władcą miłość i tak srogo

Mię udręczyła, iż wyznać ci muszę,

665

Że żadna boleść nie zrówna jej karom,

A jej poddaństwu żadna rozkosz w świecie.

Teraz, prócz o niej, innych rozmów nie znam

I mogę śniadać, jeść obiad, wieczerzać

I spać na samym tylko słowie: miłość.

PROTEJ

670

Dość łatwo los twój z twych oczu wyczytać.

Toż[137] było bóstwo, które tak uwielbiasz?

WALENCJO

Tak, ona właśnie. Powiedz, czyli[138] nie jest

Niebios aniołem.

PROTEJ

Nie, lecz ziemskim cudem.

WALENCJO

675

Nazwij ją boską.

PROTEJ

Nie chcę jej pochlebiać.

WALENCJO

Więc mnie pochlebiaj. Miłość z pochwał rada.

PROTEJ

Kiedym był chory, tyś mi gorzkie dawał

Lekarstwo, teraz przyjm[139] takież ode mnie.

WALENCJO

680

Prawdę więc o niej powiedz. Gdy nie boska,

Chciej ją przynajmniej uznać czymś najwyższym,

Królową ziemi nad wszystkie stworzenia.

PROTEJ

Krom mej kochanki.

WALENCJO

Luby! krom niczyjej,

685

Chyba miłości chcesz mojej uchybić.

PROTEJ

Wszakże mam prawo dać własnej pierwszeństwo?

WALENCJO

Ja ci pierwszeństwo nadać jej pomogę:

Bo ją ozdobi ten wysoki zaszczyt,

Że będzie suknię mej pani unosić,

690

By pocałunku rąbkowi przypadkiem

Mizerna ziemia nie skradła, a dumna

Tak wielkim szczęściem, nie przestała rodzić,

Gardząc kwiatami, tym przepychem lata,

I srogiej zimy nie zmieniła w wieczność.

PROTEJ

695

Cóż to za szumne, Walencjo, przechwałki?

WALENCJO

Wybacz, Proteju, co mówię, jest niczym

Przy niej, co wszelką wartość w nic obraca.

Jedyna w świecie!

PROTEJ

Więc zostaw jedyną.

WALENCJO

700

Ni za świat cały. Moją jest, mą własną.

Jam tak bogaty tym drogim klejnotem

Jak mórz dwadzieścia, chociażby ich piasek

Był z samych pereł, skały szczerym złotem,

Woda nektarem. Wybacz, że, zajęty

705

Własną miłością, mniej myślę o tobie.

Mój rywal, głupiec, tylko stąd jej ojcu

Miły, że dobra ma wielkie, a sknera,

Poszedł z nią, muszę więc pognać za nimi,

Bo wiesz, że miłość jest pełną zazdrości.

PROTEJ

710

Kochaż[140] cię ona?

WALENCJO

Kocha, jam się skrycie

Już z nią zaręczył; co więcej, już mamy

Godzinę ślubu oraz plan ucieczki

Zręcznie wybrany; mam drabkę[141] ze sznura,

715

By wejść w jej okno; zgoła wszystkie środki

Ku memu szczęściu przyjęte, gotowe.

Dobry Proteju, pójdź do mej komnaty,

By mi w tej sprawie dopomóc twą radą.

PROTEJ

Sam idź tam naprzód, wnet złączę się z tobą.

720

Muszę do portu biec, by na ląd dostać

To, co z mych rzeczy naglej[142] mi potrzebne,

A potem zaraz pośpieszę ci służyć.

WALENCJO

Czy ani chwili nie stracisz?

PROTEJ

Nie stracę.

Walencjo wychodzi.
725

Jak jeden płomień tłumi płomień drugi

Lub jak gwóźdź siłą inny gwóźdź wypiera,

Tak i pamiątka mej dawnej miłości

Uszła, gdym ujrzał nagle przedmiot nowy.

Z jejże[143] to liców czy z Walencja pochwał,

730

Z jej cudnej krasy czy z mej niestałości,

Wnikł[144] we mnie obłęd, że tak w myślach błądzę?

Piękna — i Julia piękna, którą kocham,

Nie, którąm kochał[145], gdyż ma miłość spełzła

I jak kształt z wosku, stawiony przy ogniu,

735

Traci ślad wszystek tego, czym wprzód była.

Coś i ma przyjaźń dla Walencja stygnie.

Już mu nie sprzyjam, jak zwykłem był[146] sprzyjać.

Za wiele jego dziewicę miłując,

Nie dziw, że w nim się miłuję tak mało.

740

Jakżeż z namysłem będę szalał za nią,

Gdy bez namysłu tak ją czcić poczynam.

Ledwie jej obraz przemknął się przede mną,

A we mnie światło rozumu już przyćmił,

Cóż gdy się wpatrzę w pełną doskonałość,

745

Nie znajdę rady, bym nie oślepł zgoła.

Błędny mój pociąg, gdy zdołam, ukrócę

Lub, by ją posiąść, mam sposób w mej sztuce.

Odchodzi.

SCENA PIĄTA

Ulica w Mediolanie blisko przystani; w pobliżu piwiarnia. Wchodzi Śpiech i Lanca z psem.

ŚPIECH

748

Na uczciwość, Lanco, całym cię sercem witam w Mediolanie.

LANCA

749

Nie kłam, luby młodziku, gdyż mię całym sercem nie witasz. Zawsze mi się widzi, że póty człowiek niestracony, póki nie wisi, ani też gdziekolwiek całym sercem powitany, póki pewna kwota nie brzęknie i szynkarka nie powie: „witaj”.

ŚPIECH

750

Ej, ty szalona pałko, nie bój się, zaraz z tobą pójdę „Pod Wiechę”, gdzie za jedną pięciogroszówkę znajdziesz tysiąc powitań. Lecz wprzód powiedz mi, jakże twój pan rozstał się z panną Julią?

LANCA

751

Zaprawdę, jak się wprzód zwarli na serio, tak się potem w żarcie nader grzecznie rozstali.

ŚPIECH

752

Ale czy ona pójdzie za niego?

LANCA

753

Nie.

ŚPIECH

754

Czemu? To może on się z nią ożeni?

LANCA

755

I to nie.

ŚPIECH

756

Więc cóż, czy się rozpadli?

LANCA

757

Gdzie tam. Oboje caluteńcy jak ryba.

ŚPIECH

758

Jakżeż przeto z nimi sprawa stoi?

LANCA

759

Oto tak: kiedy z nim dobrze stoi, to i z nią stoi dobrze.

ŚPIECH

760

Jakiż ty osieł[147], nic z ciebie dostać nie mogę ani dostać[148] do znaczenia twych konceptów.

LANCA

761

Jakiż ty bałwan, że nie możesz. Patrz, ta moja pałka zawsze dostać zdolna.

ŚPIECH

762

Czy w tym, co mówisz?

LANCA

763

I w tym także, co robię. Spójrz, jakkolwiek się na niej oprę, ona i mi zawsze dostoi[149].

ŚPIECH

764

Widzę, widzę, równie jak i ty dostojna.

LANCA

765

Wszystko to jedno, bo co mi dostać zdolne, gdy się opieram, to może i dostać do znaczenia w tym, co mówię.

ŚPIECH

766

Ale żart na stronę, czy będzie co z tego małżeństwa?

LANCA

767

Mego psa się spytaj. Jeśli ci powie „tak”, to będzie, jeśli powie „nie”, to będzie, jeśli machnie ogonem i nic nie powie, to także będzie.

ŚPIECH

768

Stąd więc wniosek, że bądź co bądź, a będzie.

LANCA

769

Takiej tajemnicy nigdy się ode mnie nie dowiesz, chyba przez przypowieść.

ŚPIECH

770

Rad jestem, że i tak się jej dowiem. Lecz, Lanco, co powiesz na to, że mój pan stał się wiernym poplecznikiem miłości.

LANCA

771

Jam go inszym[150] nigdy nie znał.

ŚPIECH

772

Jak co?

LANCA

773

Jak wierutnym[151] ulicznikiem, właśnie jak o nim powiadasz.

ŚPIECH

774

Czemu przekręcasz, kapcanie[152].

LANCA

775

Przecież, dudku, nie o tobie, ale o twoim panu to mówię.

ŚPIECH

776

Powtarzam ci, że mój pan stał się zapalonym kochankiem.

LANCA

777

A cóż mi do tego? Nie dbam, choćby się i spalił w miłości. Jeśli chcesz pójść ze mną na wódkę, to dobrze. Jeśli nie, toś jest Hebrajczykiem, Żydem i niegodny zwać się chrześcijaninem.

ŚPIECH

778

A to czemu?

LANCA

779

Bo nie posiadasz nawet tyle chrześcijańskiej miłości, aby pójść z chrześcijaninem na ochrzczoną[153] wódkę. Co, czy pójdziesz?

ŚPIECH

780

No, jestem już na twe usługi.

Wychodzą do piwiarni.

SCENA SZÓSTA

Wchodzi Protej.

PROTEJ

idąc powoli ku przystani

Złamię przysięgę, gdy Julię porzucę,

Złamię przysięgę, wielbiąc piękną Sylwię,

Strasznie ją złamię, krzywdząc przyjaciela.

Władza, co w pierwszą wiodła mię przysięgę,

785

Do tej potrójnej dopuszcza mię zdrady.

Jak przysięgałem na miłości rozkaz,

Tak na jej rozkaz dziś się odprzysięgam,

Więc gdyś w tym grzeszna, luba kusicielko,

Nastręcz wymówkę skuszonemu słudze.

790

Wprzód czciłem gwiazdę, dziś słońce. Wszak wolno

Rozmyślnie zrywać nierozmyślne śluby?

Na nic i dowcip[154], gdy brak silnej woli,

Aby dowcipem złe na dobre zmienić.

Wstydź się, wstydź, płochy, zelżywy[155] języku,

795

Zwać złem tę, której wszechwładztwu składałeś

Tak często przysiąg serdecznych tysiące.

Przestaję kochać, choć przestać nie mogę,

Lecz tam przestaję, gdziem kochać powinien.

Tracę mą Julię i Walencja tracę,

800

Ale inaczej straciłbym sam siebie;

A gdy ich stracę, przez tę stratę zyskam

Sylwię za Julię, siebie za Walencja.

Wszakżem sam sobie droższy niż przyjaciel,

Gdyż własna miłość najpierwsza ze wszystkich.

805

Ach, świadkiem niebo, co Sylwii wdzięk dało,

Iż przy niej Julia czarną Etiopką[156].

Że Julia żyje, zapomnę przez pamięć,

Jako umarła już ma miłość ku niej.

Będę za wroga uważał Walencja,

810

Walcząc o Sylwię jak o droższy przedmiot.

Dziś już bym nie mógł zostać wiernym sobie,

Gdybym nie użył zdrady przeciw niemu.

Wszak on tej nocy ma drabką ze sznura

Do boskiej Sylwii dostać się przez okno.

815

I jam w tym spisku, z nim, ja, współzalotnik!

Otóż natychmiast dam wiedzieć jej ojcu

O ich tak skrycie zmówionej ucieczce.

On, zdjęty gniewem, wypędzi Walencja,

Bo swoją córkę Turiowi przeznacza.

820

Gdy tamten ujdzie, mdłe[157] Turia zabiegi

Wnet zręczną sztuką skrzyżuję. Miłości!

Przyśpiesz mą sprawę, daj mi skrzydła rącze,

Jak dałaś dowcip, co te sidła plącze.

Odchodzi.

SCENA SIÓDMA

Werona. Pokój w domu Julii. Julia studiuje mapę, Lucetta szyje.

JULIA

Poradź, Lucetto, pomóż, dziewczę lube,

825

Na wieczną nawet miłość cię zaklinam.

Wszak tyś tablicą, na której me wszystkie

Myśli spisane jawnie i wyryte.

Naucz mię, podaj sposób niezawodny,

Jak mam przedsięwziąć bez ujmy w honorze,

830

Podróż za moim najdroższym Protejem.

LUCETTA

Niestety, droga nużąca i długa.

JULIA

Szczerze pobożny pielgrzym się nie znuży,

Gdy wątłym krokiem przemierza królestwa,

Tym mniej ta, której miłość skrzydła daje,

835

Gdy przy tym przedmiot pogoni tak drogi

I takich boskich przymiotów jak Protej.

LUCETTA

Lepiej się wstrzymaj, wnet Protej powróci.

JULIA

Wiesz, że wzrok jego pokarmem mej duszy.

Użal się głodu, który przecierpiałam,

840

Tak długo łaknąc drogiego pokarmu.

MiłośćO, gdybyś znała drażliwość miłości,

Prędzej byś ogień szła zapalać śniegiem

Niż żar miłości zagaszać słowami.

LUCETTA

Nie chcę ja gasić płomienia twych uczuć,

845

Lecz chcę zbyteczną wstrzymać ognia wściekłość,

By nie rozgorzał nad krańce rozumu.

JULIA

Tym silniej płonie, im silniej tamujesz.

Potok, co bieży[158] z uroczym szelestem,

Jeśli wstrzymany, szaleje bez miary;

850

Lecz kiedy w biegu nic mu nie przeszkadza,

Po tęczowanych[159] słodko gra kamykach,

I każde ziółko w pielgrzymce dognane

Wdzięcznym fal swoich pocałunkiem chwyta.

A tak się wijąc, w igraszkach ochoczy,

855

Licznymi skręty [160] w dzikie morze kroczy.

Więc puść mię, błagam, nie wstrzymuj mię w biegu.

Będę cierpliwa jak łagodny strumień,

Każdy krok ciężki będzie mi igraszką,

Aż mię ostatni połączy z kochankiem.

860

Tam przy nim spocznę jak po długich trudach

Błogosławiona dusza pośród raju.

PrzebranieLUCETTA

Lecz w jakim chceszże wybrać się ubiorze?

JULIA

Nie jak kobieta, bo zalotnych ludzi

I zajść swawolnych[161] chciałabym uniknąć.

865

Luba Lucetto, wybierz mi strój taki,

Jaki skromnemu paziowi przystoi.

LUCETTA

A zatem, pani, musisz obciąć włosy.

JULIA

Nie. Ja w jedwabne zwinę je warkocze,

Sztucznie je kryjąc splotami ze wstążek.

870

Wszakże fantazja ujdzie młodzianowi,

Nawet starszemu, niż jakim ja będę?

LUCETTA

Jakimże krojem mam ci spodnie zrobić?

JULIA

To tak przystaje jak: „Powiedz jegomość

Jakiej spódnicę chcesz mieć objętości?”

875

Zrób je, Lucetto, jak ci się podoba.

LUCETTA

A więc ci trzeba zrobić je z fartuszkiem[162]?

JULIA

Wstydź się, Lucetto, krój to niestosowny.

LUCETTA

Niewarte szpilki spodnie bez fartuszka.

Gdyż ten niezbędny do wpinania szpilek.

JULIA

880

O, jak mię kochasz, wybierz mi, Lucetto,

Co znajdziesz[163] składnym i najprzyzwoitszym.

Lecz powiedz, dziewczę, jak mię świat osądzi

Za przedsięwzięcie tak płochej podróży?

Nader się lękam, czy mnie nie oczerni.

LUCETTA

885

Jeśli tak myślisz, zostań lepiej w domu.

JULIA

Nie, nie zostanę.

LUCETTA

Więc się oszczerstw nie bój,

Idź, a gdy Protej twą podróż pochwali,

Skoro cię ujrzy, mniejsza, czy na razie

890

Kto ją tu zgani. Lecz wielce się trwożę,

Że i on wcale rad ci tam nie będzie.

JULIA

Ze wszystkich trwóg mych najmniejsza to trwoga.

Tysiące przysiąg, ocean łez jego

I niezmierzonej miłości świadectwa

895

Ręczą, że Protej przyjmie mnie z radością.

LUCETTA

U zwodzicieli[164] zwykłe to przybory[165].

JULIA

Podli, co biorą je ku podłym celom!

Lecz Protej zrodzon[166] pod wpływem gwiazd szczerszych.

W nim słowo ślubem, przysięga wyrocznią,

900

Miłość prawością, myśli nieskalane,

Łzy — serca posły przeczyste, a serce

Tak zdrad dalekie jak niebiosa ziemi.

LUCETTA

Proś niebios, abyś takim go znalazła.

JULIA

O, jak mię kochasz, nie czyń mu tej krzywdy.

905

Nie podejrzewaj tak jego stałości.

Wielbiąc go, stań się mej miłości godną.

Lecz teraz ze mną pójdź do mej komnaty,

By spisać wszystko, co mi wziąć należy,

I w pożądaną podróż mię opatrzyć[167].

910

Wszystko, co moje, twojej zdaję straży:

Sprzęty, majątek i mą dobrą sławę.

Za to mię tylko wypraw stąd najspieszniej.

Pójdź, nic już nie mów, lecz zwiń się co żywo[168],

Gdyż mię ta zwłoka wielce niecierpliwi.

Odchodzą.

AKT TRZECI

SCENA PIERWSZA

Pałac Księcia w Mediolanie. Wchodzi Książę, Turio i Protej.

KSIĄŻĘ

915

Proszę cię, Turio, zostaw nas na chwilę,

Gdyż coś tajnego mamy do narady.

Turio wychodzi.

Mów więc, Proteju, czego chcesz ode mnie?

PROTEJ

To, co ci odkryć mam, łaskawy książę,

Prawem przyjaźni winien bym zataić;

920

Lecz kiedy wspomnę na twe hojne łaski,

Tak niegodnemu jak ja użyczone,

Wdzięczność mię nagli, by ci to wyjawić,

Co by mi żaden skarb świata nie wydarł.

Wiedz, godny książę, że dzisiejszej nocy

925

Mój druh Walencjo ma wykraść twą córkę.

Sam mi się zwierzył z uknutego spisku.

Wiem, żeś Turiowi dać ją postanowił,

Choć go twa luba córka nienawidzi.

Lecz gdyby ci ją skradziono w ten sposób,

930

Wiele by zmartwień zatruło twą starość.

Więc z obowiązku wolę przyjaciela

Skrzyżować skrycie powzięte zamiary,

Niż tając spisek, zwalić na twą głowę

Ogrom utrapień. Tym trzeba zapobiec,

935

Aby w za wczesny grób cię nie wtrąciły.

KSIĄŻĘ

Dzięki, Proteju, za prawą troskliwość,

W zamian, do usług masz mię, póki żyję.

Te ich miłostki jam często spostrzegał,

Kiedy mniemali, że spałem głęboko.

940

I jużem nieraz zamyślał Walencja

Z jej towarzystwa i dworu wykluczyć,

Lecz by nie zgrzeszyć mylnym podejrzeniem

I nie ohydzić[169] niewinnie człowieka

(Porywczość, jakiej jam się chronił zawsze[170]),

945

Wciąż go uprzejmym przyjmowałem wzrokiem,

By snadniej[171] odkryć, co mi tu objawiasz.

Jaka zaś moja w tym bojaźń, posłuchaj:

Świadom, jak łacno[172] zwieść młodość niebaczną,

Co noc zamykam Sylwię w wyższej wieży,

950

Od której zawsze klucz chowam przy sobie,

Przeto nikt stamtąd wykraść jej nie zdoła.

PROTEJ

I na to, książę, wynaleźli sposób.

On ma się dostać w okno jej komnaty,

By ją sprowadzić po drabce ze sznura.

955

W tej chwili właśnie poszedł po tę drabkę

I tędy będzie wracał z nią niebawem.

Tu więc, gdy zechcesz, będziesz mógł go schwytać.

Lecz, dobry panie, zrób to tak przebiegle,

By mojej zdrady nikt się nie domyślił,

960

Bo nie nienawiść ku przyjacielowi,

Lecz mi ma miłość ku tobie kazała

Odkryć ten spisek.

KSIĄŻĘ

Na mą cześć, on nigdy

Wiedzieć nie będzie, żeś mi dał wskazówkę.

PROTEJ

965

Żegnam cię, książę. Walencjo nadchodzi.

Protej oddala się. Wchodzi Walencjo w płaszczu i w butach z cholewami.

KSIĄŻĘ

Gdzież to, Walencjo, gdzie tak bieżysz spiesznie?

WALENCJO

Wybacz mi, książę, czeka mię posłaniec,

Co ma me listy zabrać do przyjaciół,

Więc tak mi spieszno, by mu je doręczyć.

KSIĄŻĘ

970

Czy bardzo ważne?

WALENCJO

Ich treścią jeno, żem jest w dobrym zdrowiu,

Szczęsny z pobytu na tym świetnym dworze.

KSIĄŻĘ

Nic więc nagłego. Zostań ze mną chwilę.

Chciałbym o sprawach, co mię blisko tyczą,

975

Pomówić z tobą, lecz sekret zachowaj.

Pewnie wiesz o tym, żem pragnął połączyć

Z mą córką mego przyjaciela Turio.

WALENCJO

Wiem dobrze, książę. Zaiste bogaty,

Zaszczytny związek. Młodzian pełen przy tym

980

Cnót, zasług, zalet i przymiotów godnych

Takiej małżonki jak twa piękna córka.

Czyż jej nie możesz nakłonić ku niemu?

KSIĄŻĘ

Nie mogę. Dzika, posępna, przekorna,

Dumna, uparta, krnąbrna, samowolna,

985

Ni w niej miłości jak w dziecku serdecznym,

Ni w niej bojaźni jak w uległym ojcu[173].

Mamże[174] ci wyznać? Ta Sylwii wyniosłość,

Gdym przejrzał, miłość mą odjęła od niej.

I jakom tuszył[175], że życia ostatek

990

Spędzę na łonie jej pieszczot dziecięcych,

Tak teraz pojąć żonę postanawiam,

A córkę wygnać; niech, kto chce, ją weźmie

I niech uroda za posag jej starczy,

Gdyż ona ni mnie, ni mych dóbr nie ceni.

WALENCJO

995

I cóż w tej sprawie, książę, żądasz po mnie[176]?

KSIĄŻĘ

Jest w Mediolanie dziewczę, które kocham,

Cóż począć, kiedy wzdragliwe[177], wybredne

I całą starca wymowę ma za nic.

Więc chciałbym teraz wziąć ciebie za mistrza,

1000

Bom już od dawna zapomniał umizgów[178],

Przy tym dziś czasu ukształcenie[179] inne.

Podaj mi sposób, w jaki mam się sprawić,

By zwrócić na się[180] słoneczne jej oko.

Kobieta, Mężczyzna, Miłość, DarWALENCJO

Skłoń ją darami, jeśli słów nie ceni,

1005

Gdyż niemy klejnot prędzej swą niemową[181]

Wzruszy kobietę niż przelotne słowo.

KSIĄŻĘ

Słałem już dary, ale nimi gardzi.

WALENCJO

Znak to u kobiet, że pragną tym bardziej.

Poślij jej inne. Nie dbaj, że się wzdraga.

1010

Żywsza tam miłość, gdzie zrazu zniewaga.

Jeśli się zmarszczy, to nie ze złej chęci,

Lecz że cię w miłość gwałtowniejszą nęci.

Choć wpada w gniewy, nie uważaj[182] na nie,

Dziewczę szaleje, gdy samo zostanie.

1015

Cokolwiek rzeknie, w jednym trwaj sposobie,

Gdyż „Daj mi pokój[183]”, nie znaczy „Idź sobie”.

Schlebiaj, chwal, wynoś, wielb jej wdzięki, zgoła,

Choć twarz jej czarna, mów, że twarz anioła.

Niewart mężczyzną zwać się, kto nie umie

1020

Zdobyć kobiety, schlebiając jej dumie.

KSIĄŻĘ

Lecz tę, o której tu mówię, rodzina

Jednemu z zacnych młodzieńców przyrzekła

I tak surowo strzeże ją przed ludźmi,

Że nikt w dzień do niej przystępu nie znajdzie.

WALENCJO

1025

Więc przystęp do niej trzeba znaleźć w nocy.

KSIĄŻĘ

Lecz drzwi zamknięte, a klucz w dobrej pieczy[184],

Tak że i w nocy nikt do niej nie dojdzie.

WALENCJO

To fraszka — wszakże można wejść przez okno.

KSIĄŻĘ

Tak jej komnata wysoko nad ziemią.

1030

A mur tak stromy, że nie dając życia

Na szwank widoczny, nikt się nań nie wdrapie.

WALENCJO

Drabką misternie ze sznura splecioną,

Z dwoma zgiętymi hakami do rzutu,

Łacno i wieżę drugiej Hero zdobyć,

1035

Jeśli odwagi Leandrowi nie brak.

KSIĄŻĘ

A więc mi poradź, jako dzielny młodzian,

Gdzie by to można dostać takiej drabki?

WALENCJO

Powiedz mi naprzód, kiedy chcesz jej użyć?

KSIĄŻĘ

Dzisiejszej nocy, gdyż miłość jak dziecię

1040

Drży do wszystkiego, co się jej nadarzy.

WALENCJO

Na siódmą mogę drabki się wystarać.

KSIĄŻĘ

Lecz zważ, sam jeden chcę podjąć wyprawę,

Więc jakżeż drabkę zanieść tam najskładniej?

WALENCJO

Będzie tak lekka, panie, że ją zdołasz

1045

Zanieść pod płaszczem jakiejkolwiek miary.

KSIĄŻĘ

Płaszcz tej długości co twój czyż się przyda?

WALENCJO

Czemu nie, książę.

KSIĄŻĘ

Więc mi płaszcz twój pokaż.

Tej samej miary muszę inny dostać.

WALENCJO

1050

Płaszcz jakikolwiek przyda się ku temu.

KSIĄŻĘ

Nie wiem, jak w płaszczu wydawać się będę.

Więc proszę, pozwól wprzód mi swój przymierzyć.

Cóż to za liścik? Do kogo?

Zrywa płaszcz Walencja; drabinka i list wypadają na ziemię.

„Do Sylwii”?

1055

A tu? Tu przyrząd wraz do mej wyprawy.

Na ten raz pieczęć ośmielę się złamać.

Książę czyta

„Co noc się myśli moje ku Sylwii unoszą.

O, czemuż ja, co skrzydła daję im w tę drogę,

Tak cicho, lekko wzlatać, by gościć z rozkoszą,

1060

Gdzie one próżno goszczą, ja, ich pan, nie mogę?

W twoje przeczyste łono tulą się me posły[185],

A ja król, król ich, skoro wzlecieć im pozwolę,

Klnę własne łaski, które w tyle łask je wzniosły,

Bo jakżeż rad bym posiąść szczęsną sług mych dolę.

1065

Klnę siebie, że im dając zbyt swobodne wodze,

Wpuszczam w gród, gdzie sam pragnę stanąć na załodze[186]”.

A tu co dalej?

„Sylwio, dziś cię oswobodzę!”

Ślicznie — i oto już drabka do dzieła.

1070

Co? Faetonie[187] — boś ty syn Meropsa…

Co? Czy kierować chcesz niebios rydwanem,

By świat zapalić w zuchwałym szaleństwie?

Sięgasz po gwiazdy, że świecą nad tobą?

Precz, podły wtręcie, zbyt śmiały służalcze —

1075

Uśmiechy[188] twymi łaś się równym sobie!

Moja ci raczej względność[189] niż twa wartość

Daje przywilej, byś z życiem stąd uszedł.

Wdzięcznym bądź za to więcej niż za wszystkie,

Wszystkie — zbyt liczne — łaski, com zlał[190] na cię.

1080

Lecz jeśli będziesz ociągał się dłużej

W mym państwie, niźli czasu na to trzeba,

By mój dwór w rączym pośpiechu opuścić,

Gniew mój, przez Boga! przekroczy o wiele

Mą dawną miłość ku córce i tobie.

Walencjo rzuca się do jego stóp.
1085

Precz! słuchać nie chcę twych próżnych wymówek,

Wraz stąd uciekaj, gdy cenisz twe życie.

Książę odchodzi.

WALENCJO

Ach! śmierć, śmierć raczej niż życie w męczarniach!

Śmierć jest wygnaniem od siebie samego;

A Sylwia mną jest, więc, wygnany od niej,

1090

Tracę sam siebie. Zabójcze wygnanie!

Jakiż blask blaskiem, gdy Sylwii nie widzę,

Rozkosz rozkoszą, gdy jej nie ma przy mnie?

Chyba, obecną sobie wystawiając,

Będę żył cieniem jej boskich powabów,

1095

Jeśli przy Sylwii nie będę z wieczora.

Już śpiew słowika zda mi się bez dźwięku,

Jeśli w dzień Sylwii mojej nie obaczę,

Dla moich oczu już i dnia nie będzie.

Ona mym życiem i mój byt się kończy,

1100

Gdy czarujący jej wpływ zaprzestaje

Karmić mię, tulić, oświecać, ożywiać.

Nie ujdę śmierci, uchodząc przed srogim

Księcia wyrokiem. Umrę, gdy zostanę,

Lecz stąd uchodząc, uciekam od życia.

Wchodzi Protej i Lanca.

PROTEJ

1105

Goń, goń, goń, chłopcze, wynajdź mi go zaraz.

LANCA

1106

Oho! oho!

PROTEJ

1107

Cóżeś tam spostrzegł?

LANCA

1108

Właśnie rodaka, którego gonimy, każdy bowiem włosek na jego głowie jest włoskiem.

PROTEJ

1109

Czy to Walencjo?

WALENCJO

1110

Nie.

PROTEJ

1111

Któż więc, czy duch jego?

WALENCJO

1112

I to nie.

PROTEJ

1113

Cóż więc?

WALENCJO

1114

Nic.

LANCA

1115

Czyż nic może gadać? Panie, mamże uderzyć?

PROTEJ

1116

W kogo chcesz uderzyć?

LANCA

1117

W nic.

PROTEJ

Nie waż się, ty chamie!

LANCA

Cóż to szkodzi w nic uderzyć? Pozwól, panie.

PROTEJ

1120

Mówię, daj pokój. Słówko, mój Walencjo.

WALENCJO

Dziś uszu nie mam i dla dobrych nowin,

Gdyż złych tak wiele już je ogarnęło.

PROTEJ

Więc me nowiny pokryję milczeniem —

Złe bowiem, smutne i przykro dźwięczące.

WALENCJO

1125

Może umarła Sylwia?

PROTEJ

Nie, Walencjo.

WALENCJO

Prawda. Już w Sylwii raju nie Walencjo.

Czyż mnie się już wyrzekła?

PROTEJ

Nie, Walencjo.

WALENCJO

1130

Gdy się wyrzekła, jużem nie Walencjo.

Jakież twe wieści?

LANCA

Książę obwieścił, żeś pan wygnany.

PROTEJ

Żeś ty wygnany od Sylwii, ode mnie,

Co cię tak kocham. Oto wieści moje.

WALENCJO

1135

Dość tym nieszczęściem już się nakarmiłem.

Z nadmiaru mógłby powstać przesyt we mnie.

Lecz czyż wie Sylwia, że jestem wygnany?

PROTEJ

Wie i w ofierze, by wyrok przebłagać

(Gdyż nieodzowny[191] — w pełnej stoi mocy),

1140

Wylała morze roztopionych pereł,

Łzami przezwanych. Na klęczkach w pokorze

Zrosiła nimi srogie ojca stopy,

Tak w porę białe załamując ręce,

Jakby tam właśnie pobladły z boleści.

1145

Lecz ni wzniesione ręce jej przezrocze[192],

Zgięte kolana, westchnienia żałosne,

Głębokie jęki, ni łzy srebrnopłynne

Zdołały wzruszyć nieczułego ojca.

Umrze Walencjo, jeśli da się schwytać.

1150

Przy tym jej prośby tak go rozjątrzyły,

Gdy o twój powrót błagała pokornie,

Że do ścisłego więzienia ją wtrącił,

Gorzko jej grożąc, że zeń już nie wyjdzie.

WALENCJO

Dość, chyba słowo następne, co rzekniesz,

1155

Ma moc zjadliwą, by odjąć mi życie.

O! wtedy, błagam, zagrzmij nim w me ucho,

Jak requiem[193] dla mej boleści bez granic.

PROTEJ

Przestań narzekać, na co nie masz rady,

Lecz szukaj rady w tym, na co narzekasz.

1160

Wszelkiego dobra czas ojciec i piastun.

Gdybyś tu został, nie ujrzysz twej lubej,

A zwłoka może pozbawić cię życia.

Kochanek, NadziejaPielgrzymim kijem kochanków: nadzieja.

Z nią idź, nią zwalczysz myśli rozpaczliwe.

1165

Daleki — możesz gościć tu listami.

Te składać będę, jeśli mi je zwierzysz[194],

Na mlecznobiałym łonie twej kochanki.

Walencjo wstaje.

Teraz nam czasu brak na skargi same,

Pójdź, przeprowadzę cię przez miasta bramę.

1170

Nim się rozstaniem, rozbierzem obszernie

Wszystko, co spraw twych miłosnych się tyczy.

Jak Sylwię kochasz, pójdź, i choćbyś wcale

Nie dbał o siebie, uchodź przed nieszczęściem.

WALENCJO

Każ memu chłopcu, Lanco, gdy go ujrzysz,

1175

Pośpieszyć za mną do północnej bramy.

PROTEJ

Ruszaj po niego, Lanco. Pójdź, Walencjo.

WALENCJO

O droga Sylwio! Nieszczęsny Walencjo!

Walencjo i Protej odchodzą.

LANCA

1178

Żem głupiec, to prawda, a jednak mi nie brak rozumu, by poznać, że mój pan trochę hultaj. Jeśli hultaj, wszystko to jedno, czy trochę, czy cały. Jeszcze się taki człowiek nie urodził, co by wiedział, że i ja się kocham, a przecież kocham się na zabój. Czwórka koni nie wyciągnęłaby tego sekretu ze mnie ani też tego, kto jest tym ktosiem, w kim się kocham. A jednak tym ktosiem jest kobieta. Lecz jaka kobieta, tego sam nie wiem. A jednak to dziewczyna mleczarka. A jednak nie dziewczyna, gdyż już kumoszki na chrzcinach miewała. Jednak dziewczyna, bo jest dziewką u swego pana i służy mu za najem. Więcej ona posiada przymiotów niż jaka taksica, co już wiele na prostonożną chrześcijankę[195].

wyjmuje papier
1179

Oto kotalok[196] jej zdolności. Imprimis[197]: „może dźwigać i przynieść”. Wszak i koń więcej nie zdoła. O nie, koń tylko dźwiga, ale przynieść niczego nie potrafi, więc ona lepsza od kobyły. Item[198]: „umie doić krowy”. Zważ dobrze, co to za wyborna cnota w dziewce z czystymi rękoma.

Wchodzi Śpiech.

ŚPIECH

1180

Jak się masz, sinior[199] Lanco, jakie wieści u waszmości?

LANCA

1181

Wasz nie na moście, ale już na morzu.

ŚPIECH

1182

Jak widzę, nie pozbyłeś się dawnej przywary, zawsze słowa przekręcasz. Pytam, jakie wieści w twoim papierze?

LANCA

1183

Najczarniejsze ze wszystkich, jakieś kiedykolwiek słyszał.

ŚPIECH

1184

Jakżeż czarne, człowieku?

LANCA

1185

Czarne jak atrament.

ŚPIECH

1186

Dajże mi je przeczytać.

LANCA

1187

Idź sobie, ośla głowo, wszak ty czytać nie umiesz.

ŚPIECH

1188

Kłamiesz, bo umiem.

LANCA

1189

Poczekaj, zaraz cię wypróbuję. Powiedz mi: kto cię pouczył?

ŚPIECH

1190

Kto mię począł? Jużci syn mego dziadka.

LANCA

1191

Nieprawda, głupi nygusie[200], bo to córka twej babki[201]. A więc się okazało, że czytać nie umiesz.

ŚPIECH

1192

Ty mię, dudku, wypróbuj na twym papierze.

LANCA

1193

Masz

daje mu list
1194

i niech ci święty Mikołaj szczęści.

ŚPIECH

1195

Imprimis: „Umie doić krowy”.

LANCA

1196

Bez wątpienia, tęgo doić umie.

ŚPIECH

1197

Item: „Warzy dobre piwo”.

LANCA

1198

Stąd przysłowie: Jakiegoś sobie piwa nawarzył, takie wypij.

ŚPIECH

1199

Item: „Sporo szyje”.

LANCA

1200

To jakbyś powiedział: sporą ma szyję.

ŚPIECH

1201

Item: „Umie podrabiać pięty w pończochach”.

LANCA

1202

Przewyborna rzecz dla wiercipięty. Nie będzie potrzebował nadrabiać miną kolo niej, kiedy ona zdoła mu pięty podrabiać.

ŚPIECH

1203

Item: „Umie prać i chędożyć[202]”.

LANCA

1204

Szczególna cnota, gdyż wtedy nie będzie potrzeba ani prać jej, ani chędożyć.

ŚPIECH

1205

„Umie prząść na kołowrocie”.

LANCA

1206

Byle tylko z kołowrotu nie umarła, sama sobie wyprzędzie na życie.

ŚPIECH

1207

Item: „Posiada wiele cnót bezimiennych”.

LANCA

1208

Jeśli dzieci bezimiennych, to rzecz inna, bo te, nie znając swoich ojców, są bezimiennymi niecnotami.

ŚPIECH

1209

Więc teraz idą jej niecnoty.

LANCA

1210

Jej cnotom na pięty następując.

ŚPIECH

1211

Item: „Nie trzeba jej całować, póki na czczo, a to z przyczyny jej oddechu”.

LANCA

1212

Mniejsza o to, tę wadę można naprawić śniadaniem. Czytaj dalej.

ŚPIECH

1213

Item: „Słodką ma buzię”.

LANCA

1214

To nagradza za kwaśny oddech.

ŚPIECH

1215

Item: „Śpiąc, gada przez sen”.

LANCA

1216

I to ujdzie, byle tylko nie spała, gadając.

ŚPIECH

1217

Item: „Powolna jest w mowie”.

LANCA

1218

Jakiż to łotr, co śmiał to położyć między przywary? Powolność w mowie jest jedyną cnotą kobiety. Proszę, wymaż to stąd, a umieść powyżej jako główną cnotę.

ŚPIECH

1219

Item: „Próżną jest”.

LANCA

1220

Także wymaż, wszakże to spadek po Ewie i odjętym być jej nie może.

ŚPIECH

1221

Item: „Nie ma zębów”.

LANCA

1222

Tym lepiej, bo ja kromkę lubię.

ŚPIECH

1223

Item: „Klnie jak jędza”.

LANCA

1224

Wtedy to najlepsze, że nie ma zębów, by kąsać.

ŚPIECH

1225

„Często trunek przechwala”.

LANCA

1226

Jeżeli trunek dobry, powinna go chwalić. Jeżeli ona nie będzie chwalić, to ja będę, bo dobre rzeczy chwalić należy.

ŚPIECH

1227

Item: „Zbyt jest hojną”.

LANCA

1228

W mowie nie, gdyż tam napisano, że w niej za powolna. Workiem nie zdoła, bo ja go dobrze chować będę. A w innym jeszcze względzie, mogłoby być, ale temu nie poradzę. Czytaj dalej.

ŚPIECH

1229

Item: „Ma więcej włosów niż rozumu, więcej wad niż włosów, a więcej pieniędzy niż wad”.

LANCA

1230

Zatrzymaj się tu. Muszę ją mieć. Dwa czy trzy razy była ona moją i nie moją w tym ostatnim paragrafie. Powtórz go raz jeszcze.

ŚPIECH

1231

Item: „Ma więcej włosów niż rozumu”.

LANCA

1232

Więcej włosów niż rozumu. Być to może. Zaraz tego dowiodę. Solniczka obejmuje sól, a więc jest większą od soli. Włosy, które rozum pokrywają, znaczą więcej niż rozum, gdyż w większym kryje się mniejsze. Cóż dalej?

ŚPIECH

1233

„I więcej wad niż włosów”.

LANCA

1234

To rzecz przerażająca. O, gdyby tego tu nie było!

ŚPIECH

1235

„I więcej pieniędzy niż wad”.

LANCA

1236

Dość już, jedno to słówko wszystkie wady czyni miłymi. Więc ją sobie wezmę, a jeśli z tego wyniknie małżeństwo, gdyż nic na świecie nie jest niepodobne[203]

ŚPIECH

1237

Cóż wtedy?

LANCA

1238

Wtedy ci powiem, że twój pan czeka na ciebie u północnej bramy.

ŚPIECH

1239

Na mnie?

LANCA

1240

Na głupca, jakim jesteś. Jeśli kiedy czekał na kogo innego, to niezawodnie na mądrzejszego od ciebie człowieka.

ŚPIECH

1241

Mam iść do niego?

LANCA

1242

Nie iść, ale biegnąć, boś tak długo tu mitrężył, że tylko biegnąc co tchu, zdołasz się sprawić.

ŚPIECH

1243

Czemużeś mi tego prędzej nie powiedział? Niech cię tam z twymi miłosnymi listami!

Wybiega.

LANCA

1244

Dostanie teraz basy[204] za to, że mój list czytał. Gamoń bez wychowania, co w cudze sekrety wgląda! Pójdę z nim, aby się nacieszyć cięgami, które ten chłopiec otrzyma.

Wychodzi.

SCENA DRUGA

Komnata w pałacu książęcym. Wchodzi Książę i Turio.

KSIĄŻĘ

1245

Nie trwóż się, Turio, Sylwia cię pokocha

Teraz, gdy z ócz[205] jej Walencjo wygnany.

TURIO

Odkąd wygnany, ona mię unika

Z coraz dotkliwszą wzgardą i szyderstwem,

Tak że rozpaczam, bym ją posiadł kiedy.

KSIĄŻĘ

1250

Słaby to wycisk[206] miłości, jak postać

Wykuta w lodzie. Dość godziny ciepła,

By kształt straciła i w wodę stajała.

Wnet czas zamarzłe stopi Sylwii myśli

I zatrze pamięć o niecnym Walencju.

Wchodzi Protej.
1255

Cóż, czy, Proteju, wedle mych rozkazów

Już się twój rodak oddalił?

PROTEJ

Już, książę.

KSIĄŻĘ

Strasznie mą córkę martwi to rozstanie.

PROTEJ

Troskę tę, książę, wkrótce czas umorzy.

KSIĄŻĘ

1260

Tak i ja myślę. Turio temu przeczy.

Dobry sąd, który o tobie powziąłem

(Boś dał, Proteju, dowody zacności)

Do bliższej z tobą nagli mię narady.

PROTEJ

Skoro się, książę, sprzeniewierzę tobie,

1265

Niech cię oglądać, niech i żyć przestanę.

KSIĄŻĘ

Wiesz, jakbym chętnie pragnął uskutecznić

Małżeństwo między mą córką a Turiem.

PROTEJ

Wiem, mości książę.

KSIĄŻĘ

I mniemam, żeś świadom,

1270

Jak wręcz przeciwną ona jest mej woli.

PROTEJ

Była nią, póki gościł tu Walencjo.

KSIĄŻĘ

Nie, wciąż się krnąbrnie upiera przy swoim.

Cóż zrobić, iżby Walencja me dziewczę

Mogło zapomnieć, a Turia pokochać?

PROTEJ

1275

Najlepszy sposób oczernić Walencja,

Zadać[207] mu zdradę, tchórzostwo, ród niski,

Trzy wady wielce kobietom obmierzłe[208].

KSIĄŻĘ

Gotowa mniemać, że to wymysł złości.

PROTEJ

Gotowa, gdyby jego wróg to mówił.

1280

Więc niech to wskaże dowolnie ktoś taki,

Co w jej mniemaniu jest mu przyjacielem.

KSIĄŻĘ

Więc ty się musisz podjąć tej obmowy.

PROTEJ

Podjąć się tego nie mógłbym bez wstrętu.

Zbyt to niegodny urząd[209] dla szlachcica,

1285

Zwłaszcza gdy własny przyjaciel ofiarą.

KSIĄŻĘ

Gdzie dobrym słowem nie zdołasz mu pomóc,

Tam mu twa potwarz nigdy nie zaszkodzi.

Przynieść ci ujmy ten urząd nie może,

Gdyż cię przyjaciel prosi, byś go przyjął.

PROTEJ

1290

Przemogłeś, panie, jeśli tylko trzeba,

Bym jej nagadał na jego niekorzyść,

Niedługo potrwa jej miłość ku niemu.

Lecz gdy jej miłość odsnuję z Walencja,

Nie idzie za tym, że Turia pokocha.

TURIO

1295

Więc odwijając od niego jej miłość,

By tej nie splątać, nie zmarnować, na nic,

Staraj się przewić ją na moją cewkę[210].

Łacno to zdziałasz, wynosząc mię tyle,

O ile wartość Walencja poniżysz.

KSIĄŻĘ

1300

Rzecz tę, Proteju, śmiało ci zwierzamy,

Zwłaszcza że dobrze wiemy od Walencja,

Żeś jest miłości stałym zwolennikiem.

Niezdolnym złamać nagle twoją wiarę

I zmienić duszę. Na tej to rękojmi

1305

Dam ci tam przystęp, gdzie z Sylwią obszernie

Będziesz mógł radzić. Choć zła, gniewna, smutna,

Przyjmie cię chętnie przez wzgląd na Walencja,

Tam twą namową zdołasz ją nakłonić

W miłość dla Turia, wzgardę dla Walencja.

PROTEJ

1310

O ile zdołam, nie omieszkam spełnić.

Ale ty, Turio, nie dość ostro działasz.

Zastaw lep na nią, schwyć serce ponętą

Rzewnych sonetów, których składne rymy

Niech będą pełne najgorętszych przysiąg.

KSIĄŻĘ

1315

Wielka poezji nieborodnej władza!

PROTEJ

Śpiewaj, że składasz na ołtarz jej wdzięków

Twe łzy, westchnienia i serce w ofierze,

Pisz, póki starczy atrament, gdy wyschnie,

Rozwiedź[211] go łzami. Objaw w tkliwym wierszu

1320

Dzielność twych uczuć. Drgały wieszcze struny

Mężnego serca na Orfeja[212] lutni,

Której dźwięk złoty zmiękczyć stal i głazy,

Przyswajał rysie, kazał lewiatanom[213]

Opuszczać głębie i pląsać na piaskach!

1325

Po tych posępnych i rzewnych elegiach[214]

Sprowadź wśród nocy dobraną orkiestrę

Pod okno lubej. Zgódź muzykę z treścią

Twych tęsknych trenów. Głucha nocy cisza

Podniesie urok skarg słodkich a smętnych.

1330

Inaczej zgoła nie zyskasz jej serca.

KSIĄŻĘ

Widać z twych nauk, żeś świadom, co miłość.

TURIO

Spełnię twą radę wraz dzisiejszej nocy,

A więc, mój wodzu, najmilszy Proteju,

Pójdźmy niebawem do miasta, by wybrać

1335

Jak najbieglejszych w muzyce artystów.

Mam już i sonet, który mi posłuży,

By dać początek twej wybornej radzie.

KSIĄŻĘ

Przeto, panowie, do dzieła!

PROTEJ

Wybaczysz, książę, jeśli po wieczerzy

1340

Zaraz pójdziemy wykonać nasz zamiar.

KSIĄŻĘ

Idźcie natychmiast. Już ja wam wybaczę.

Wychodzą.

AKT CZWARTY

SCENA PIERWSZA

Droga biegnąca przez las. Trzej bandyci z łukami i strzałami w ręku czyhają w gąszczu. Zbliża się Walencjo i Śpiech.

PIERWSZY BANDYTA

Hej! Baczność, bracia! Podróżny się zbliża.

DRUGI BANDYTA

Choćby dziesięciu, wręcz uderzcie na nich.

Wchodzą Walencjo i Śpiech.

TRZECI BANDYTA

Stój! Oddaj wszystko, złóż, co masz przy sobie,

1345

Lub cię zmusimy siąść, by cię obszukać.

ŚPIECH

Już po nas, panie. To są owe łotry,

Których się wszyscy podróżni tak boją.

WALENCJO

O przyjaciele!…

PIERWSZY BANDYTA

Nie, my wrogi[215] twoje.

DRUGI BANDYTA

1350

Wstrzymaj się nieco. Wprzód go wysłuchajmy.

TRZECI BANDYTA

Gdyż, na mą brodę, przyzwoity człowiek.

WALENCJO

Wiedzcie, że mało mam do postradania.

Jestem człowiekiem znękanym niedolą,

Moim bogactwem ta odzież uboga.

1355

Jeśli ją z mego ciała zewleczecie,

Weźmiecie cały mój skarb i chudobę[216].

DRUGI BANDYTA

Dokąd dążysz?

WALENCJO

Do Werony.

PIERWSZY BANDYTA

Skąd przybywasz?

WALENCJO

1360

Z Mediolanu.

TRZECI BANDYTA

Długoś tam bawił?

WALENCJO

Szesnaście miesięcy,

I mógłbym dłużej był zostać, lecz w drogę

Nagle mi zaszła przekorna fortuna.

PIERWSZY BANDYTA

1365

Co, czyś wygnany?

WALENCJO

Wygnany!

DRUGI BANDYTA

A za co?

WALENCJO

Ciężko to wyznać. Zabiłem człowieka,

Zgon jego dotąd wielce opłakuję,

1370

Lecz padł z mej ręki w szlachetnym spotkaniu,

Nie podłą zdradą lub niecnym podejściem.

PIERWSZY BANDYTA

Nie martw się, jeśli zginął w taki sposób.

Lecz czyś wygnany za tak drobną winę?

WALENCJO

Za nią, i wyrok zdał mi się łagodny.

PIERWSZY BANDYTA

1375

Umiesz języki?

WALENCJO

Zysk ten odniosłem z podróży za młodu,

Inaczej byłbym często w złej przygodzie.

TRZECI BANDYTA

Na łysą czaszkę opasłego mnicha,

Co z Robin Hoodem włóczył się, przysięgam,

1380

Że on wart zostać królem naszej szajki.

PIERWSZY BANDYTA

Wart, więc słuchajcie.

ŚPIECH

Panie, przystań do nich.

To jakiś zacny gatunek rabusiów.

WALENCJO

Cicho! ty głupcze!

DRUGI BANDYTA

1385

Najpierw nam powiedz: maszże co przed sobą?

WALENCJO

Nic prócz nadziei w trafunkach fortuny.

TRZECI BANDYTA

I z nas, wiedz o tym, są szlachtą niektórzy,

Dzikimi szały bezrządnej[217] młodości

Wyparci z koła poważanych ludzi.

1390

Jam oto został wygnany z Werony,

Żem uknuł spisek, by wykraść dziewicę,

Dziedziczkę blisko z księciem spokrewnioną.

DRUGI BANDYTA

A ja z Mantui za to, że w zapędzie

Przeszyłem serce pewnego młodziana.

PIERWSZY BANDYTA

1395

I ja za równie błahe wykroczenia.

Ale do rzeczy. Tak szczerze ci nasze

Wyznajem winy, raz, by wytłumaczyć

Nasz grzeszny żywot, po wtóre[218], że widzim,

Jak dzielna postać zdobi cię, a wreszcie,

1400

Że znasz języki i żeś pełen zalet,

Jakich potrzeba naszemu rzemiosłu.

DRUGI BANDYTA

Właśnie że jesteś, jak i my, wygnańcem,

Więc przede wszystkim pytamy się ciebie,

Chciałżebyś[219] zostać naszym jenerałem[220]

1405

I czyniąc cnotę z potrzeby, żyć z nami

W tej dzikiej puszczy?

TRZECI BANDYTA

Cóż powiesz na to? Chceszże przystać do nas?

Zgódź się i zostań dowódcą nam wszystkim.

My ci hołdować, słuchać cię będziemy,

1410

Kochać jak wodza i króla naszego.

PIERWSZY BANDYTA

Lecz umrzesz, jeśli naszym hołdem wzgardzisz.

DRUGI BANDYTA

Umrzesz, byś z naszej nie chełpił się prośby.

WALENCJO

Więc ją przyjmuję i żyć będę z wami,

Byleście nigdy krzywd nie wyrządzali

1415

Słabym niewiastom i biednym wędrowcom.

TRZECI BANDYTA

Nie, my się brzydzim tak podłymi czyny[221].

Pójdź, wraz do naszej zawiedziem cię rzeszy

I wszystkie nasze bogactwa ci wskażem.

One, wraz z nami, są na twe rozkazy.

Wychodzą.

SCENA DRUGA

Mediolan. Mur z furtką za pałacem Księcia. Kawałek ogrodu oddziela mur od wieży; na zewnątrz zadrzewiona dróżka. Noc księżycowa. Protej otwiera furtkę i wchodzi do ogrodu.

PROTEJ

1420

Wprzód Walencjowi jam się sprzeniewierzył,

A teraz Turia również krzywdzić muszę,

Gdyż pod pozorem, że za nim przemówię,

Znalazłszy przystęp, własną wiodę miłość.

Lecz piękna Sylwia zbyt prawa, zbyt święta,

1425

Bym ją lichymi mógł przekupić dary[222].

Kiedy niezłomną przysięgam jej wierność,

Rzuca mi w oczy, żem zdradził Walencja.

Kiedy jej wdziękom korne[223] składam hołdy,

Każe mi pomnieć, jakim wiarołomstwem

1430

Stargałem miłość Julii ślubowaną.

Lecz mimo wszystkich gwałtownych jej szyderstw,

A i najmniejsze grobem jest nadziei,

W miarę jej wzgardy ma miłość się wzmaga

I jak szczeniątko wciąż łasi się do niej.

Wchodzi Turio i muzykanci.
1435

Otóż i Turio. Idźmyż pod jej okno

Zbudzić jej ucho muzyką wieczorną.

TURIO

Jużeś, Proteju, wczołgał się przed nami?

PROTEJ

MiłośćWiesz, miły Turio, że miłość w zabiegach

Wczołgać się musi tam, gdzie wejść nie może.

TURIO

1440

Lecz tuszę sobie, że nie tu twa miłość.

PROTEJ

Tu, gdyż inaczej byłbym stąd daleko.

TURIO

Czy Sylwię kochasz?

PROTEJ

Sylwię, lecz dla ciebie.

TURIO

Więc dzięki tobie. Teraz instrumenty

1445

Nastrójmy. Rześko do dzieła za chwilę!

Na uboczu ukazuje się Gospodarz z Julią przebraną po męsku.

GOSPODARZ

1446

Cóż to, mój młody gościu, zda mi się, żeś alkoholiczny[224]. Czemu? powiedz, proszę.

JULIA

1447

Jużci temu, mój gospodarzu, że wesołym być nie mogę.

GOSPODARZ

1448

No, musisz nam być wesołym. Zaprowadzę cię, gdzie usłyszysz muzykę i ujrzysz młodziana, o którego się wypytujesz.

JULIA

1449

Lecz czyż głos jego usłyszę?

GOSPODARZ

1450

Usłyszysz niezawodnie.

JULIA

1451

To właśnie muzyką mi będzie.

Słychać muzykę.

GOSPODARZ

1452

Słuchaj, słuchaj.

JULIA

1453

Jestże on między nimi?

GOSPODARZ

1454

Jest, ale cicho, słuchajmy.

śpiew
1455

Czym jest Sylwia? W czym jej siła,

Że jej sławą brzmi świat cały?

Dobra, piękna, mądra, miła,

Nieba jej te wdzięki dały,

By wielbioną wszędzie była.

1460

A jak piękna, tak i tkliwa,

Gdyż uroda siostrą cnoty.

Miłość w oczy jej przybywa,

By uleczyć się z ślepoty.

Uleczona, w nich spoczywa.

1465

Więc w niej sławny wzór niewieści.

Sylwia wszystko ćmi swą chwałą.

Mdły świat w sobie nic nie mieści,

Co by z nią się równać śmiało.

Wijmy wieńce ku jej cześci!

GOSPODARZ

1470

Cóż to? Smutniejszyś teraz, niż wprzód byłeś? Co ci jest? Czyż ci muzyka nie sprzyja?

JULIA

1471

Mylisz się, to muzykant mi nie sprzyja.

GOSPODARZ

1472

A to czemu, mój piękny młodzieniaszku?

JULIA

1473

Bo gra fałszywie, ojcze.

GOSPODARZ

1474

Jak to? Czy gra fałszywie na strunach?

JULIA

1475

Owszem, a jednak tak fałszuje[225], że targa mego serca struny.

GOSPODARZ

1476

Snadź czułe masz ucho.

JULIA

1477

O! chciałbym być głuchym, gdyż czułe ucho tłumi serce moje.

GOSPODARZ

1478

Widzę, że nie lubisz muzyki?

JULIA

1479

Wcale nie, kiedy tak rozdziera.

GOSPODARZ

1480

Słuchaj, jaka luba w melodii zmiana.

JULIA

1481

Właśnie to ta zmiana mię razi.

GOSPODARZ

1482

Chciałżebyś, aby zawsze jedno grali?

JULIA

Tak, jeden jedno zawsze grać powinien.

Lecz czyliż[226] Protej, o którym mówimy,

1485

Często odwiedza dostojną tę panią?

GOSPODARZ

1486

Powtórzę ci, co mi Lanca, jego sługa, powiedział: kocha ją nad wszelką miarę.

JULIA

1487

Gdzież jest Lanca?

GOSPODARZ

1488

Po swego psa poszedł, bo mu pan kazał zanieść go jutro w podarku tej oto kochance.

JULIA

1489

Cicho! Usuńmy się na bok! Towarzystwo się rozchodzi.

Kryją się za krzakiem.

PROTEJ

1490

Nie bój się, Turio, przemówię tak zręcznie,

Że powiesz o mnie: „To mistrz w przebiegłości”.

TURIO

1492

Gdzież się spotkamy?

PROTEJ

1493

Przy źródle świętego Grzegorza.

TURIO

1494

Bądź zdrów.

Wychodzi Turio i muzykanci. Sylwia ukazuje się w oknie u góry.

PROTEJ

1495

Mej pięknej pani życzę dobry wieczór.

SYLWIA

Za tę muzykę dzięki wam, panowie.

Któż to się ozwał?

PROTEJ

Człowiek, którego mogłabyś po głosie

Wnet poznać, gdybyś serce jego znała.

SYLWIA

1500

Protej, jak mniemam.

PROTEJ

Tak, miła pani, jam Protej, twój sługa.

SYLWIA

Jakaż twa wola?

PROTEJ

By ująć twą wolę.

SYLWIA

Zaraz ją ujmiesz, gdyż ma wola taka,

1505

Żebyś do domu co tchu spać pośpieszył.

Chytry, fałszywy, wiarołomny zdrajco!

Czyż mię tak płytką, bezrozumną sądzisz[227],

Iżbym się dała podejść twym pochlebstwom,

Tobie, coś twymi śluby[228] zwiódł tak wielu?

1510

Wróć, wróć i skruchą przebłagaj kochankę.

Ja zaś na bladą tę królową nocy[229]

Przysięgam, że twych nigdy próśb nie przyjmę,

I gardzę hołdem twym niecnym i tobą.

Nawet niemało już sobie wyrzucam,

1515

Że na rozmowie z tobą czas tu trwonię.

PROTEJ

Przyznaję, luba, żem kochał dziewicę,

Lecz ta umarła.

JULIA

ŚPIECH

na stronie

Fałsz by się odkrył, gdybym się ozwała.

Bogiem a prawdą, dziewczę to nie w grobie.

SYLWIA

1520

Niech i tak będzie. Jednak twój przyjaciel,

Walencjo, żyje. Żem mu zaręczona,

Sam wiesz najlepiej. Jakże nie wstyd tobie

Krzywdzić go zwrotem twych zabiegów ku mnie?

PROTEJ

Słyszę, że również umarł i Walencjo.

SYLWIA

1525

Wystawże sobie[230], żem i ja umarła.

Bądź bowiem pewien: z nim w grobie ma miłość.

PROTEJ

Pozwól mi, luba, wygrzebać ją z ziemi.

SYLWIA

Idź na grób Julii, wywiedź zeń jej miłość

Albo przynajmniej pochowaj w nim swoją.

JULIA

na stronie
1530

Tego nie słyszy.

PROTEJ

Jeżeli, pani, twe serce tak twarde,

Za miłość przecie racz mi dać twój portret,

Ten portret, który wisi w twej komnacie.

Doń będę gwarzył[231], doń wzdychał i płakał,

1535

Bo gdyś innemu oddała istotę

Twą rzeczywistą, jam jest tylko cieniem,

Więc będę wiernie i twój cień miłował.

JULIA

na stronie

Gdyby był ciałem, zdradziłbyś go pewnie

I w cień przemienił, jakim teraz jestem.

SYLWIA

1540

Wzdrygam się, panie, zostać twym bożyszczem;

Lecz gdy obłudzie twej właśnie przystało

Uwielbiać cienie, czcić kształty ułudne,

Dostaniesz portret, możesz jutro przysłać.

Zatem śpij dobrze.

PROTEJ

1545

Jako śpią nędzarze,

Których z porankiem czeka rusztowanie.

Protej wychodzi.

JULIA

Pójdziemyż już stąd? Słuchaj, gospodarzu!

GOSPODARZ

Jak mi Bóg miły, spałem tak głęboko.

JULIA

Powiedz mi, proszę, gdzie Protej nocuje?

GOSPODARZ

1550

Jużci w mym domu. Wszak to już dzień prawie?

JULIA

Nie, jeszcze nie dzień, lecz nigdym tak długiej,

Tak ciężkiej nocy nie spędził na jawie.

Wychodzą.

SCENA TRZECIA

Taż sama. Wchodzi Eglamur.

EGLAMUR

Oto godzina, którą naznaczyła

Sylwia, bym przyszedł poznać jej życzenia,

1555

Bo w jakiejś ważnej chce mnie użyć sprawie.

Pani, ho! pani!

Sylwia ukazuje się w oknie u góry.

SYLWIA

Któż tam mię wzywa?

EGLAMUR

Sługa i przyjaciel,

Który się stawia na twoje rozkazy.

SYLWIA

1560

Przyjm, Eglamurze, tysiące: dzień dobry.

EGLAMUR

I tyleż życzę tobie, zacna pani.

Tak tu raniutko, zgodnie z twym rozkazem,

Przychodzę, pani, dowiedzieć się, w jakiej

Łaskawie pragniesz użyć mię posłudze.

SYLWIA

1565

O Eglamurze, wiem, żeś zacny człowiek,

Nie przecz, przysięgam, że to nie pochlebstwo,

Waleczny, mądry, czuły, wykształcony.

Wszak jesteś świadom, jak silnym uczuciem

Ku wygnanemu Walencjowi pałam,

1570

I jak mię ojciec nagli w śluby z Turiem,

Pyszałkiem, którym ma dusza się brzydzi.

I ty znasz miłość. Słyszałam twe słowa,

Że ból ci żaden tak serca nie przeszył,

Jak gdy ci wierna umarła kochanka,

1575

Na której grobie przysiągłeś bezżeństwo.

Otóż podążyć pragnę do Walencja,

Do Mantui, kędy[232], jak słyszę, przebywa.

A że w tę stronę drogi niebezpieczne,

Żądam zacnego towarzystwa twego

1580

I na twą wiarę i honor się zdaję.

Gniewem mię ojca nie strasz, Eglamurze,

Lecz zważ mą boleść, zważ boleść niewiasty,

Pomnij na słuszny powód mej ucieczki,

Gdyż przed bezbożnym chcę umknąć zamęściem[233],

1585

Jakie tak srogo świat i niebo chłoszcze.

Wzywam więc ciebie z całej serca głębi,

Tak pełnej smutków jako morze piasku,

Byś mi w tej drodze raczył towarzyszyć.

Gdy nie chcesz, ukryj, com ci tu zwierzyła,

1590

Bym się w tę podróż mogła puścić sama.

EGLAMUR

Twe troski, pani, budzą litość we mnie,

A że znam dobrze cnotliwe ich źródło,

Chętnym ci sercem towarzyszyć będę,

Tak mało dbając, cokolwiek mię spotka,

1595

Jak wiele wszelkich życzę ci powodzeń.

Kiedy chcesz w drogę?

SYLWIA

Dziś wieczór o zmierzchu.

EGLAMUR

Gdzież cię mam spotkać?

SYLWIA

U mnicha Patryka,

1600

W celi, gdzie pragnę świętą odbyć spowiedź.

EGLAMUR

Możesz być pewną, że cię nie zawiodę.

Tymczasem, pani, dobry dzień ci życzę.

Oddala się ścieżką.

SYLWIA

Ja ci nawzajem, dobry Eglamurze.

Sylwia zamyka okno.

SCENA CZWARTA

Taż sama, po sześciu godzinach. Wchodzi Lanca z psem i rzuca się pod krzak, jęcząc.

LANCA

1604

PiesKiedy pies, co ma człowiekowi służyć, zacznie jak kondel płatać mu figle, zważ dobrze, jaka to wtedy bieda. Oto ten, któregom od szczenięcia wychował, ten, któregom uratował od wody, gdy troje czy czworo jego ślepych braciszków i siostrzyczek topiono! Wymusztrowałem go tak, że każdy bez wahania mógłby powiedzieć: „I ja bym psa tak musztrował”. Otóż poszedłem ofiarować go pani Sylwii w podarku od mego pana, lecz zaledwie wstąpiłem na próg jadalnego jej pokoju, aż tu on smyk do jej półmiska i caps za udo kapłona[234]. Cóż to za niecna rzecz, kiedy kondel nie umie się dobrze w każdym towarzystwie zachować! Takiego chciałbym mieć, co by, że tak rzeknę, podjął się być psem prawdziwym, być, że tak powiem, psem do wszystkiego. Gdybym nie miał więcej niż on dowcipu i gdybym nie był wziął[235] jego winy na siebie, nie wątpię, że byłby wisiał, byłby dyndał, jakem człowiek, osądźcie sami. Wpada mi pod stół księcia, między trzy czy cztery dobrze wychowane pieski. Jeszcze nie wyszła, żeby nie skłamać, jedna marna chwilka, aż tu go już wszyscy w pokoju poczuli. „Precz z psem!” — rzecze jeden. „Cóż to za kondel?” — rzecze drugi. „Wypędzić go kijem!” — rzecze trzeci. „Powiesić go!” — rzecze książę. Znając już ten zapach, domyśliłem się od razu, że to mój Krab, i co tchu zbliżam się do człowieka, który psy ćwiczy. „Przyjacielu — ozwę się — chceszże tego psa wyćwiczyć?” „A jużci” — odpowiada. „Strasznie byś go skrzywdził — ozwę się znowu — gdyż to ja zrobiłem, o czym wiesz”. A wtem on bez dalszych ceregielów[236] zaczyna mię chłostać i z pokoju wypędza. Znalazłżebyś[237] wielu panów, co by tak nadstawili plecy za sługę swego? Nie dość, klnę się, żem już siedział w dybach[238] za placki, które pokradł. Gdyby nie ja, czekał go stryczek. Jużem stał i na pręgierzu[239] za gęsi, które podusił. Inaczej, byłby dyndał. Teraz ty o tym ani wspomnisz! Ale ja pamiętam i ową sztuczkę, którąś mi wypłatał przy pożegnaniu z panią Sylwią. Czyżem ci nie kazał, abyś dobrze na mnie zważał, niczego nie robił, czego ja nie robię. A kiedyżeś to mię widział, żebym nogę podnosił i skrapiał spódniczkę szlachcianki. Widziałżeś mię kiedy, żebym takich figlów się dopuszczał?

Wchodzi Protej i Julia.

PROTEJ

1605

Zwiesz się Sebastian? Dość mi się podobasz.

Wkrótce też w pewnej użyję cię sprawie.

JULIA

W czymkolwiek zechcesz, spełnię, ile zdołam.

PROTEJ

Tuszę, że spełnisz.

do Lancy

A ty, podły chamie,

1610

Gdzieżeś to przez te dwa dni się wałęsał?

LANCA

1611

Dalibóg, panie, byłem u pani Sylwii z psem, którego kazałeś zanieść jej w podarunku.

PROTEJ

1612

I cóż ona na mój klejnocik mówi?

LANCA

1613

Z przeproszeniem, ona mówi, że twój pies jest kondlem, i kazała ci powiedzieć, że taki podarek wart chyba kondlich dzięków.

PROTEJ

1614

Przecież psa mego przyjęła.

LANCA

1615

Gdzie tam, nie przyjęła. Oto go na powrót tu przyprowadziłem.

PROTEJ

1616

Tyś więc jej tego ode mnie ofiarował?

LANCA

1617

Tego panie, gdyż tamtą wiewiórkę skradli mi chłopcy hycla na rynku. Musiałem więc jej ofiarować własnego, a że on jest jakie dziesięć razy od twego większym, stąd też podarunek tym większy.

PROTEJ

Idź precz stąd sobie, ruszaj psa odszukać

Lub mi się więcej na oczy nie pokaż.

1620

Precz, mówię. Czyliż na przekór mi stoisz,

Gapiu, co wiecznie nabawiasz mię wstydu?

Lanca odchodzi.

W moją cię służbę wziąłem, Sebastianie,

Częścią, że brak mi, jak widzisz, pachołka,

Który by umiał roztropnie się sprawić,

1625

Gdyż tamten gamoń niewart zaufania,

A główniej jeszcze, że twarz twa i układ[240]

Świadczą, iż wyższe, jeśli się nie mylę,

Masz wychowanie, prawość i zdolności.

Dla nich to, pomnij, przyjmuję cię w służbę.

1630

A teraz biegnij, weź ten pierścień z sobą

I pani Sylwii go oddaj. O szczerze

Ta mię kochała, której był podarkiem!

JULIA

Lecz tyś nie kochał, gdy jej dar porzucasz.

Może umarła?

PROTEJ

1635

Nie. Mniemam, że żyje.

JULIA

Niestety!

PROTEJ

Czemuż powiadasz: niestety?

JULIA

Litość mię nad nią przejmuje do głębi.

PROTEJ

I skądże powód twej litości nad nią?

JULIA

1640

Gdyż mi się zdaje, że ona tak silnie

Kochała ciebie, jak ty Sylwię kochasz.

Ona czci tego, co o niej zapomniał,

Ty tę uwielbiasz, co nie dba o ciebie.

Szkoda, że miłość tak wiąże na opak.

1645

Więc myśląc o tym, westchnąłem: Niestety!

PROTEJ

Razem z pierścieniem oddaj jej ten liścik.

Oto jej pokój. Powiedz jej, że proszę,

By mi przysłała portret obiecany.

A gdy to sprawisz, wróć do mej komnaty,

1650

W której mię znajdziesz smutnym i samotnym.

Protej odchodzi.

JULIA

Jakżeżby mało niewiast wzięło na się

Takie poselstwo! Ach! biedny Proteju,

Zrobiłeś lisa pasterzem twych jagniąt.

Nie, jam to biedna, bo przecz się lituję

1655

Nad tym, co całym sercem mną pogardza!

On, że ją kocha, więc dla mnie ma wzgardę;

Ja, że go kocham, dlań litość mieć muszę.

Ten mu pierścionek dałam przy rozstaniu,

By tym troskliwiej pomnił na mą miłość.

1660

A teraz muszę, nieszczęśliwy poseł,

Wymagać, czego nie pragnę otrzymać,

Nieść dar w nadziei, że spotka odmowę,

I sławić prawość godną zbezsławienia[241].

Dowiodłam, ilem mu wierną kochanką,

1665

Ale mu wiernym sługą być nie mogę,

Chyba się zdrajcą stając samej sobie.

Jednak przemówię za nim, lecz tak zimno,

Jak (niebo świadkiem) pragnę, by nie wygrał.

Wchodzi Sylwia ze służącą.

Dzień dobry pani, zaprowadź mię, proszę,

1670

Tam, gdzie by można mówić z panią Sylwią.

SYLWIA

I cóż byś rzekł jej, gdybym ja nią była?

JULIA

Jeśli nią jesteś, błagam o cierpliwość,

Byś wysłuchała to, z czym tu przychodzę.

SYLWIA

Któż cię przysyła do mnie?

JULIA

1675

Pan mój, Protej.

SYLWIA

Och! on przysyła po portret.

JULIA

Tak, pani.

SYLWIA

Urszulo, przynieś wizerunek z góry.

do Julii

Oddasz go panu i powiesz ode mnie,

1680

Że Julia, której zmiennik[242] zapomina,

Komnacie jego przystałaby godniej

Niżeli cień ten.

JULIA

Racz, nadobna pani,

List ten przeczytać… Lecz wybacz, jam inne

1685

Oddał ci, pani, pismo przez pomyłkę,

Oto list, który miałem tobie wręczyć.

SYLWIA

Na tamten spojrzeć pozwól mi raz jeszcze.

JULIA

Nie mogę, wybacz.

SYLWIA

Więc masz, weź go sobie.

1690

Lecz ani spojrzę na list twego pana.

drze list

Wiem, że nadziany mnóstwem próżnych zaklęć

I pełen nowych przysiąg, które starga

Tak łacno, jak tu rozdzieram ten papier.

JULIA

On ci zarazem przysyła ten pierścień.

SYLWIA

1695

Wstyd dlań tym większy, że go mnie przysyła,

Bom tysiąc razy słyszała, jak mówił,

Że go od Julii dostał przy rozstaniu.

Lecz choć go zhańbił swym palcem zdradzieckim,

Nie zadam Julii takiej krzywdy moim.

JULIA

1700

Za to ci ona dziękuje.

JULIA

Co mówisz?

JULIA

Że ci dziękuje za współczucie dla niej.

Biedna dziewica! Zbyt ją pan mój krzywdzi.

SYLWIA

Czy znasz ją?

JULIA

1705

Prawie tak dobrze jak siebie.

Jak mi Bóg miły, myśląc o jej troskach,

Mało sto razy gorzko już płakałem.

SYLWIA

Czyż ona mniema, że nie wróci do niej?

JULIA

Mniema, i w tym to powód jej boleści.

SYLWIA

1710

Wszak jest nadzwyczaj piękną?

JULIA

Była piękniejszą, niźli jest obecnie,

Póki wierzyła, że ją pan mój kocha,

Mogła, mym zdaniem, sprostać ci w urodzie,

Lecz odkąd zgoła lustra zaniedbała,

1715

I odrzuciła słońcochronną maskę,

Powietrze ścięło róże na jej licach

I tak zwarzyło białość lilii na nich,

Że teraz niemniej ode mnie pożółkła.

SYLWIA

Jakże wysoka?

JULIA

1720

Prawie mego wzrostu;

Bo gdy dawano zwykłe widowiska

W Zielone Świątki, na prośbę młodzieży

Przyjąłem rolę kobiety na siebie

I w pani Julii przebrałem się suknię.

1725

Ta, zdaniem wszystkich, tak mi przystawała,

Jak gdyby na nią brano miarę ze mnie.

Stąd wiem, że Julia niemal mego wzrostu.

Wtedym[243] to z ócz jej strumień łez wycisnął,

Bo grałem rolę żałosną Ariadny[244],

1730

Wyrzekającej na Tezeuszowe

I wiarołomstwo, i niecną ucieczkę.

W żywej grze mojej tyle łez wzbierało,

Że biedna pani, wzruszona do głębi,

Gorzko płakała, a jam całą duszą,

1735

Jak życie kocham, podzielał jej smutek.

SYLWIA

Wdzięczność ci winno, miły mój młodzianie,

Biedne, samotne, opuszczone dziewczę.

I mnie twe słowa aż do łez wzruszają,

Przyjm mą sakiewkę, weź ten dar w nagrodę,

1740

Że lubej pani tak serdecznie sprzyjasz.

Bądź zdrów.

JULIA

Złoży ci dzięki, gdy ją poznasz kiedy.

Sylwia odchodzi.

Zacna to pani, tkliwa i nadobna!

Tuszę, że Protej względów jej nie zyska,

1745

Gdy miłość Julii taką cześć w niej budzi.

O jakżeż miłość zwodzi sama siebie!

Oto jej portret. Niech mu się przypatrzę.

Myślę, że gdybym taki ubiór wdziała,

Twarz ma byłaby równie jak jej piękną,

1750

A jednak malarz nieco jej pochlebił,

Chyba że nazbyt ja pochlebiam sobie.

Jej włosy jasne, moje szczerozłote.

Jeśli on widzi w tym całą różnicę,

Przywdzieję włosy takiej jak ta barwy.

1755

Jej oczy modre jak szkło. Również moje.

Lecz czoło niskie, a moje tak wzniosłe.

Jakiż w niej urok, cóż go w niej ujmuje,

Czym bym go również ująć nie zdołała,

Gdyby nie ślepym była miłość bóstwem.

1760

Pójdź, cieniu, podnieś cień ten, to twój rywal!

Martwy obrazie, on cię będzie wielbił,

Całował, kochał, świętą czcią otaczał.

Gdyby był rozum w jego bałwochwalstwie,

Mnie zamiast ciebie stawiłby na ołtarz.

1765

Jednak ci sprzyjam przez wzgląd, że w tej pani

Przyjaźń znalazłam. Inaczej, przez Boga,

Twe niewidzące wydarłabym oczy,

By cię już Protej nie zdołał miłować.

Odchodzi z obrazem.

AKT PIĄTY

SCENA PIERWSZA

Mediolan. Klasztorne podwórze. Wieczór. Eglamur czeka na Sylwię.

EGLAMUR

Miłość, CzasSłońce poczyna złocić zachód niebios,

1770

I już godzina prawie, w której z Sylwią

W mnicha Patryka celi zejść się miałem.

Przyjdzie, jak rzekła. Kochankowie bowiem

Tylko uprzedzać godzinę umieją,

Sam nawet pośpiech ostrym nagląc bodźcem.

1775

Otóż i ona. Dobry wieczór pani.

Wchodzi Sylwia.

SYLWIA

Amen, o, amen! Dobry Eglamurze,

Śpieszmy ku furtce klasztornego muru,

Lękam się bowiem, że szpiegi mię tropią.

EGLAMUR

Nie bój się. Nie ma stąd trzech mil do lasu.

1780

Ujdziem, jeżeli dotrzem tam zawczasu.

Wychodzą.

SCENA DRUGA

Komnata w pałacu Księcia. Turio, Protej i Julia (jako Sebastian).

TURIO

I cóż, Proteju, Sylwia na me prośby?

PROTEJ

Wprawdziem ją, panie, znalazł łagodniejszą,

Lecz w twej osobie upatruje wady.

TURIO

Nogi za długie?

PROTEJ

1785

Nie, lecz nader szczupłe.

TURIO

Przywdzieję buty, co je zaokrąglą.

JULIA

na stronie

Ostrożną miłość któż znagli ostrogą?

TURIO

Cóż o mej twarzy powiada?

PROTEJ

Że biała.

TURIO

1790

Kłamie, filutka, bo mam twarz czarniawą.

PROTEJ

Wszak perły białe, a dawnym przysłowiem:

„Często niewieście Murzyn perłą zda się”.

JULIA

na stronie

Perłą, co perły z jej oczu wyciska.

Lepiej oślepnąć niż się w nim zaślepić.

TURIO

1795

Jakżeż się moja mowa jej wydaje?

PROTEJ

Źle, kiedy mówisz o wojnie.

TURIO

Lecz dobrze,

Gdy o pokoju i miłości mówię?

JULIA

na stronie

A jeszcze lepiej, gdy dajesz jej pokój.

TURIO

1800

I cóż o mojej odwadze powiada?

PROTEJ

Och, o tym, panie, zupełnie nie wątpi.

JULIA

na stronie

Miałażby wątpić, znając twe tchórzostwo?

TURIO

I cóż o moim urodzeniu mówi?

PROTEJ

Mówi, że świetnym słyniesz pochodzeniem.

JULIA

na stronie
1805

Prawda, bo zszedłeś z szlachcica na głupca.

TURIO

Czyż dobrze zważa na własności moje?

PROTEJ

Litość ją bierze nad nimi.

TURIO

A czemu?

JULIA

na stronie

Że taki jak ty osieł je posiada.

PROTEJ

1810

Żeś je zastawił.

JULIA

Patrzcie, oto książę.

Wchodzi Książę.

KSIĄŻĘ

Jakież, Proteju, jakżeż się masz, Turio?

Kto z was ostatni widział Eglamura?

TURIO

Nie ja.

PROTEJ

1815

I nie ja.

KSIĄŻĘ

Widzieliście Sylwię?

PROTEJ

Ani jej także.

KSIĄŻĘ

A zatem uciekła,

Snadź do Walencja. Wzięła Eglamura.

1820

Trudno już wątpić. Zszedł ich mnich Wawrzyniec,

Gdy pokutując, wędrował po lesie.

Dobrze go poznał i jej się domyślał.

Lecz nie był pewnym, gdyż ją kryła maska.

Prócz tego miała wieczór się spowiadać

1825

W Patryka celi, ale tam nie przyszła,

Wszystko to zda się stwierdzać jej ucieczkę.

Więc proszę, czasu nie trwońcie w naradach,

Lecz żywo na koń i zjedźcie się ze mną

Przy pochyłości u podnóża góry,

1830

Na mantuańskiej drodze, którą zbiegli.

Śpieszcie się, mili młodzianie, i za mną!

Książę odchodzi śpiesznie.

TURIO

Otóż rzecz śliczna być krnąbrną dziewczyną,

Szczęście ją ściga, a ona umyka!

Mną gna chęć zemsty ku Eglamurowi

1835

Raczej niż miłość ku niebacznej Sylwii.

Wychodzi.

PROTEJ

Mnie wiedzie raczej ma miłość do Sylwii

Niźli zawziętość na jej towarzysza.

Wychodzi.

JULIA

Ja zaś tam śpieszę skrzyżować tę miłość,

Nie szkodzić Sylwii, co przez miłość zbiegła.

Wychodzi

SCENA TRZECIA

Las. Sylwia i bandyci.

PIERWSZY BANDYTA

1840

Pójdź, bądź cierpliwą. Musimy cię stawić

Przed naszym wodzem.

SYLWIA

Tysiąc mię klęsk innych

Już nauczyło, jak tę znieść cierpliwie.

DRUGI BANDYTA

Ruszaj z nią prędzej.

PIERWSZY BANDYTA

1845

Gdzież jest młodzieniec, co jej towarzyszył?

TRZECI BANDYTA

Rącze ma nogi, a więc nas przegonił,

Lecz go ścigają Mojżesz i Waleriusz.

Ty ją w zachodnią stronę lasu zawiedź,

Tam znajdziesz wodza. My ruszym za zbiegiem.

1850

Umknąć nie może, knieja obsadzona.

PIERWSZY BANDYTA

Pójdź, niech do groty wodza cię zawiodę.

Nie bój się, nie bój, on prawą ma duszę

I nie obejdzie się niecnie z kobietą.

SYLWIA

O mój Walencjo, dla ciebie to znoszę.

Wchodzą do lasu.

SCENA CZWARTA

Inna część lasu. Zbliża się Walencjo.

WALENCJO

1855

W człowieku zwyczaj wnet przechodzi w nałóg.

W tej ciemnej puszczy, w niemieszkanych gajach

Lżej mi niż w ludnych i kwitnących miastach.

Tu siedzieć mogę samotny, bez świadków,

I śpiewać moje nieszczęścia i smutki

1860

Zgodnie z rzewliwym słowika kwileniem.

O ty, co w moim zwykłaś mieszkać łonie,

Zbyt długo domu pustką nie zostawiaj,

By gmach nie począł chylić się w ruinę

I bez pamiątki[245], czym wprzód był, nie runął.

1865

Twą obecnością podeprzyj mię, Sylwio!

Twego pasterza pociesz, nimfo luba!

Słychać wrzawę

Cóż to za zgiełki, jakaż tu dziś wrzawa?

To bracia moi, których wola prawem,

Za jakimś biednym polują wędrowcem.

1870

Choć mię kochają, nieraz mi zbyt trudno

Wstrzymać ich w porę od zelżywych gwałtów.

Ustąp, Walencjo. Któż to tam nadchodzi?

Walencjo usuwa się na bok. Wchodzi Protej, Sylwia i Julia.

PROTEJ

Jam tę usługę oddał tobie, pani

(Choć twego sługi poświęceń nie cenisz),

1875

Stawiając życie, by cię wydrzeć temu,

Co byłby zgwałcił twój honor i miłość.

Racz mi w nagrodę dać jedno spojrzenie.

Mniejszego daru żądać niepodobna,

I jestem pewien, że mniej dać nie możesz.

WALENCJO

na stronie
1880

Snem mi się zdaje, co widzę i słyszę,

Miłości! daj mi cierpliwość, bym zdołał

Wstrzymać się chwilę.

SYLWIA

O, jakżem nieszczęsna!

PROTEJ

Byłaś nieszczęsną, pani, nimem przybył[246],

1885

Lecz mym przybyciem szczęście ci wróciłem.

SYLWIA

Tym nieszczęśliwszam[247], żeś się zbliżył do mnie.

JULIA

na stronie

I ja, ilekroć do ciebie się zbliża.

SYLWIA

Gdyby mię porwał jaki lew zgłodniały,

Lżej by mi było dać się pożreć bestii,

1890

Niż Protejowi zawdzięczać ratunek.

Świadkiem bądź niebo, jak Walencja kocham,

Jego mi życie tak drogie jak dusza,

A również tyle (więcej nikt nie zdoła)

Gardzę Protejem zmiennym, wiarołomnym.

1895

Więc idź precz, dłużej nie nalegaj na mnie.

PROTEJ

W jakiż bym hazard[248], choćby wiódł w śmierć samą,

Za jedno lube nie pobiegł spojrzenie?

Miłość tu znosi klątwę znów stwierdzoną,

Że nie kochacie tych, co dla was płoną.

SYLWIA

1900

Tej, co cię kocha, ty nie kochasz pono.

Wspomnij na Julię, twą pierwszą kochankę.

Tyś jej ślubował tysiącami przysiąg

Niezłomną wiarę. Wszystkie te przysięgi

Zepchnąłeś w zdradę, by się zwrócić do mnie.

1905

Straciłeś wiarę, chyba że dwie miałeś,

Gorsze od jednej. Lepiej żadnej nie mieć

Niźli podwójną. Zacnemu dość jednej.

Wszakżeś i przyjaźń zdradził.

PROTEJ

Któż w miłości

1910

Dba o przyjaciół?

SYLWIA

Wszyscy prócz Proteja.

Pożądanie, PrzemocPROTEJ

O, gdy łagodny duch tkliwych wyrazów

Żadną już miarą zmiękczyć cię nic może,

Zbrojną cię ręką jak żołnierz zdobędę,

1915

Spełniając miłość wbrew prawom miłości.

Przymuszę.

SYLWIA

Nieba!

PROTEJ

chwytając ją

Ulegniesz mej żądzy!

WALENCJO

Łotrze, precz z ręką zuchwałą i sprośną[249]!

rzucając się na niego
1920

Ty przyjacielu złej mody!

PROTEJ

Walencjo!

WALENCJO

Niczym przyjaciel bez wiary i serca

(Dziś takim każdy). Przyjaźń, ZdradaZwiodłeś me nadzieje,

Zdradny[250] człowieku! Ledwiem zdołał własnym

1925

Uwierzyć oczom. Gdybym dziś śmiał twierdzić,

Że mi choć jeden pozostał przyjaciel,

Ty byś zaprzeczył. Komuż teraz ufać,

Gdy prawa ręka własne zdradza łono?

Żal mi, że odtąd wierzyć ci nie mogę

1930

I świat z twej winy obcym poczytuję.

Najgłębsza rana z przyjacielskiej dłoni.

Przeklęty czasie, w którym dłoń ta rani

Srożej niż zemstą wrogowie zagrzani!

PROTEJ

Jakże mię zbrodnia i wstyd upokarza!

1935

Wybacz, Walencjo; jeśli żal serdeczny

Jest dostatecznym okupem obrazy,

Tu ci go składam. O ilem wykroczył,

O tyleż cierpię.

WALENCJO

Przyjmuję ten okup.

1940

I znów cię zacnym uznaję człowiekiem.

MiłosierdzieKto nie przebacza skruszonym, ten nie jest

Z nieba ni z ziemi. Te rozbraja skrucha,

Gniew w Bogu koi żal kornego ducha,

Więc by ci przyjaźń z całą wrócić siłą,

1945

Wszystko ci zdaję, co mym w Sylwii było.

JULIA

mdlejąc

O ja nieszczęsna!

PROTEJ

Baczcie na pachołka.

WALENCJO

Cóż to ci, chłopcze, co ci jest, figlarzu?

Patrz w oczy, gadaj.

JULIA

1950

Pan mój mi rozkazał

Złożyć ten pierścień w ręce pani Sylwii,

A jam z niedbalstwa nie sprawił rozkazu.

PROTEJ

Gdzież jest ten pierścień, chłopcze?

JULIA

oddaje pierścień

Ten tu właśnie.

PROTEJ

1955

Niech mu się przyjrzę. Wszak to pierścień, który

Dałem był Julii.

JULIA

dając inny pierścień

Wybacz, jam się zmylił.

Ten, ten jest pierścień, któryś posłał Sylwii.

PROTEJ

Lecz skądże tamten masz? Wszakżem go Julii

1960

Dał przy rozstaniu.

JULIA

Mam od Julii samej,

I sama Julia dziś tu z nim przybywa.

PROTEJ

Jak to? Julia?

JULIA

Patrz, widzisz tę przed sobą,

1965

Co była celem wszystkich twoich przysiąg

I co je w głębi serca przechowała,

A tyś to serce przebił tyle razy.

Niech cię, Proteju, ta suknia zapłoni[251].

Wstydź się, żem wdziała strój nieprzyzwoity,

1970

Jeśli przebranie wstydzić miłość może.

Bo skromność mniejszą poczytuje plamą,

Kiedy kobieta zmienia strój odzienia,

Niż gdy mężczyzna swoje serce zmienia.

PROTEJ

Prawda, mężczyzna byłby doskonałym,[252]

1975

Gdyby miał stałość, lecz go błąd ten jeden

Przez wszystkie grzechów prowadzi koleje.

Niestałość — ledwie pocznie, już się chwieje.

Wszystko, czym urok lica Sylwii darzy,

Teraz wabniejszym[253] widzę w Julii twarzy.

WALENCJO

1980

Podajcie ręce. Niech mam szczęście w trwałą

Złączyć je zgodę. Ciężko ściska serce

Widok kochanków w tak długiej rozterce[254].

PROTEJ

Świadcz, niebo, iżem osiągnął[255] na wieki

Wszystkie życzenia.

JULIA

1985

I ja również moje.

Bandyci przywodzą Księcia i Turia.

BANDYCI

Zdobycz, o! zdobycz!

WALENCJO

Stójcie, to nasz książę.

Wita cię, książę, człowiek z łask wyzuty,

Wita wygnaniec Walencjo.

KSIĄŻĘ

1990

Walencjo!

TURIO

Tam widzę Sylwię, a Sylwia jest moją.

WALENCJO

Usuń się, Turio, lub cię na śmierć chwycę,

Nie wkraczaj w mojej wściekłości granice,

Nie zwij jej twoją, bo jeśli raz jeszcze…

1995

Już cię Mediolan więcej nie obaczy.

Tak oto ona. Lecz się tknąć jej nie waż.

Biada ci, jeśli nawet dmuchniesz na nią!

TURIO

Ja, ja, Walencjo, nie dbam o nią wcale.

Szaleńcem mienię tego, co naraża

2000

Życie za dziewczę, które go nie kocha.

Więc się jej zrzekam. Niechaj będzie twoją.

KSIĄŻĘ

Tym wyrodniejszy i podlejszy jesteś,

Że tyle o nią podjąwszy zabiegów,

W tak nierycerski porzucasz ją sposób.

2005

Jak czczę mych przodków, tak twoją, Walencjo,

Dzielność podziwiam, uznając cię godnym

Nawet miłości jakiej cesarzowej.

Wszystkie me dawne zapominam żale,

Znoszę spór wszelki, na dwór cię przyzywam.

2010

W miarę twych zasług żądaj stanowiska,

A ja w te słowa podpiszę: Walencjo,

Tyś zacny młodzian, z szlachetnego rodu,

Więc weź twą Sylwię, boś na nią zasłużył.

WALENCJO

Dzięki ci, książę, spełniasz szczęście moje.

2015

A teraz błagam, byś przez wzgląd na córkę

Udzielił łaski, o którą mam prosić.

KSIĄŻĘ

Przez wzgląd na ciebie dam, cokolwiek żądasz.

WALENCJO

Oto wygnańcy, których los dzieliłem,

Mężowie pełni wysokich przymiotów.

2020

Racz im przebaczyć, co tu nabroili,

Oraz z wygnania nakaż ich odwołać,

Gdyż poprawieni, łagodni i sprawni,

I zdatni, książę, do ważnych poruczeń[256].

KSIĄŻĘ

Przemogłeś. Wszystkim wraz z tobą przebaczam.

2025

Ty rozrządź nimi, bo znasz ich zdolności.

Pójdźmy i wszystkie zakończmy niesnaski

Uciechą, pompą i świetnymi gody[257].

WALENCJO

A w ciągu drogi ośmielę się, książę,

Nieraz cię naszą rozśmieszyć rozmową.

2030

Cóż byś na przykład sądził o tym paziu?

KSIĄŻĘ

Snadź skromny chłopiec[258]. Patrz, jak się rumieni!

WALENCJO

Skromniejszy, ręczę, niż chłopcu przystało[259].

KSIĄŻĘ

Cóż przez te słowa rozumiesz?

WALENCJO

Jeżeli zechcesz, opowiem po drodze.

2035

Często cię zdziwią dzieje przygód naszych.

Pójdź, pójdź, Proteju. Za karę usłyszysz

Jawnie odsnuty wątek twych miłostek.

Potem dzień mego ślubu będzie twoim,

Jeden dom, uczta, jedno wspólne szczęście.

Wychodzą.

Przypisy

[1]

luby (daw.) — miły, przyjemny, kochany. [przypis edytorski]

[2]

gnuśny — leniwy, niechętny działaniu. [przypis edytorski]

[3]

ospalstwo (daw.) — ospałość, skłonność do ciągłego spania. [przypis edytorski]

[4]

mię — daw. forma D. i B. zaimka w pozycji nieakcentowanej, analogiczna np. do cię; dziś: mnie. [przypis edytorski]

[5]

pomnieć (daw.) — pamiętać, przypominać sobie. [przypis edytorski]

[6]

trafunek (daw.) — traf, przypadek. [przypis edytorski]

[7]

przygoda — tu: nagłe zdarzenie, niebezpieczeństwo. [przypis edytorski]

[8]

bogomodlca (daw.) — modlący się do Boga. [przypis edytorski]

[9]

którąm umiłował — konstrukcja z ruchomą końcówką czasownika; inaczej: którą umiłowałem. [przypis edytorski]

[10]

jako (daw., gw.) — jak. [przypis edytorski]

[11]

Leander i Hero (mit. gr.) — tragiczni kochankowie, mieszkający po przeciwnych brzegach cieśniny Hellespont. Hero z woli rodziców została kapłanką Afrodyty i mieszkała na wieży w Sestos, po europejskiej stronie cieśniny; Leander mieszkał w Abydos, na przeciwległym brzegu. Zakochani umówili się, że Leander będzie każdej nocy przypływał do Hero wpław przez Hellespont, po czym powracał nad ranem do swego miasta. By wskazać drogę ukochanemu, Hero zapalała lampę na wieży. Pewnej burzliwej nocy lampa zagasła, miotany przez fale Leander zgubił drogę i utonął. Kiedy Hero zobaczyła jego wyrzucone na brzeg ciało, rzuciła się z wieży. [przypis edytorski]

[12]

Hellespont — cieśnina między Półwyspem Bałkańskim a Azją Mniejszą, łącząca Morze Egejskie z morzem Marmara, ob. Dardanele. [przypis edytorski]

[13]

chceszże — konstrukcja z partykułą -że; znaczenie: czy chcesz. [przypis edytorski]

[14]

zbyć (daw.) — stracić. [przypis edytorski]

[15]

pono (daw., gw.) — ponoć, podobno. [przypis edytorski]

[16]

jarzmo — rodzaj prymitywnej uprzęży dla bydła roboczego, przen.: niewola. [przypis edytorski]

[17]

Czeka, by ujrzeć, jak wsiądę na barkę — w sztuce Mediolan to port, do którego można dopłynąć z Werony; w rzeczywistości Mediolan leży w głębi lądu, ok. 150 km od wybrzeża M. Śródziemnego; trasa morska z Wenecji musiałaby okrążać cały Płw. Apeniński (ponad 2000 km), podczas gdy lądem oba miasta dzieli ok. 300 km. [przypis edytorski]

[18]

za czym (daw.) — po czym; więc, zatem, wobec tego. [przypis edytorski]

[19]

płonny (daw.) — jałowy, nic nieznaczący. [przypis edytorski]

[20]

wraz (daw.) — zaraz. [przypis edytorski]

[21]

czyliczy z partykułą -li. [przypis edytorski]

[22]

gwoli czemuś a. komuś (daw.) — dla, z powodu czegoś a. kogoś. [przypis edytorski]

[23]

według — tu daw.: w związku z czymś, z powodu czegoś. [przypis edytorski]

[24]

jużci (daw. gw.) — oczywiście, pewnie. [przypis edytorski]

[25]

onej (daw.) — tej. [przypis edytorski]

[26]

trefiony (daw.) — ufryzowany, ułożony w loki. [przypis edytorski]

[27]

gach (daw.) — kochanek, zalotnik. [przypis edytorski]

[28]

dawa (daw.) — daw. forma 3 os. lp cz.ter.; dziś: daje. [przypis edytorski]

[29]

jużci (daw., gw.) — oczywiście, pewnie. [przypis edytorski]

[30]

społem (daw.) — wspólnie, razem. [przypis edytorski]

[31]

dalibóg (daw.) — doprawdy, słowo daję; wykrzyknienie podkreślające prawdziwość wypowiedzi. [przypis edytorski]

[32]

bodaj czy również twardą się nie okaże tobie, gdy ci wyjawi swoje — w późn., wyd. popr. tłumaczenie na: „bodaj, czy również twardą się nie okaże tobie, gdy jej wyjawisz swoje”. [przypis edytorski]

[33]

dydek (daw.) — drobna moneta. [przypis edytorski]

[34]

czyli — konstrukcja z partykułą -li w funkcji wzmacniającej; analogiczna do: czyż. [przypis edytorski]

[35]

nadobny (daw.) — ładny, pełen powabu. [przypis edytorski]

[36]

gładki (daw.) — urodziwy, piękny. [przypis edytorski]

[37]

zgoła — całkiem, zupełnie. [przypis edytorski]

[38]

płochy (daw.) — lekkomyślny; niestały. [przypis edytorski]

[39]

wysłan — wysłany (daw. krótka forma przym.). [przypis edytorski]

[40]

wybornaś — skrócenie od: wyborna [jeste]ś. [przypis edytorski]

[41]

stręczarka — stręczycielka. [przypis edytorski]

[42]

tyż to — konstrukcja z z partykułą -że, skróconą do -ż; znaczenie: czy to ty. [przypis edytorski]

[43]

krzepić — wzmacniać. [przypis edytorski]

[44]

natrętnik — natręt. [przypis edytorski]

[45]

Jakżem stąd szorstko wygnała — przykład konstrukcji z ruchomą końcówką czasownika; inaczej: jakże stąd szorstko wygnałam. [przypis edytorski]

[46]

podjąć — tu: podnieść. [przypis edytorski]

[47]

przecz (daw.) — dlaczego, po co. [przypis edytorski]

[48]

bzdurstwo (daw.) — bzdura, głupstwo, drobiazg. [przypis edytorski]

[49]

fuga — utwór polifoniczny, w którym różne głosy (a. instrumenty) kolejno przejmują temat muzyczny. [przypis edytorski]

[50]

filutka (daw.) — żartownisia. [przypis edytorski]

[51]

major (muz.) — skala majorowa, durowa. [przypis edytorski]

[52]

minor (muz.) — skala minorowa, molowa. [przypis edytorski]

[53]

dyszkant — wysoki, piskliwy głos. [przypis edytorski]

[54]

tenor (muz.) — w dawnej muzyce chóralnej jeden z czterech głównych rodzajów głosu ludzkiego, wyższy od basu, ale niższy od sopranu i altu. [przypis edytorski]

[55]

bas (muz.) — najniższy z rodzajów głosu ludzkiego. [przypis edytorski]

[56]

basować (daw.) — potakiwać, schlebiać. [przypis edytorski]

[57]

paplarstwo (daw.) — paplanina. [przypis edytorski]

[58]

rad (daw.) — zadowolony; chętny, przychylny. [przypis edytorski]

[59]

łono — tu: pierś. [przypis edytorski]

[60]

krom (daw.) — oprócz. [przypis edytorski]

[61]

dwakroć — dwukrotnie, dwa razy. [przypis edytorski]

[62]

swarzyć się (daw.) — dyskutować, rozmawiać; kłócić się. [przypis edytorski]

[63]

mająż — konstrukcja z partykułą -że; znaczenie: czy mają. [przypis edytorski]

[64]

prawić (daw.) — mówić, opowiadać. [przypis edytorski]

[65]

fortuna — los. [przypis edytorski]

[66]

wszechnica (daw.) — uczelnia, uniwersytet. [przypis edytorski]

[67]

sposobny (daw.) — odpowiedni, nadający się; uzdolniony w danym kierunku. [przypis edytorski]

[68]

kować (daw.) — kuć. [przypis edytorski]

[69]

Młody Walencjo, bawi przy cesarzu — jednak w dalszej części sztuki Walencjo przebywa na dworze księcia, a nie cesarza. [przypis edytorski]

[70]

pany — dziś popr. forma N. lm: panami. [przypis edytorski]

[71]

zakład (daw.) — zastaw, rękojmia; por.: zakładnik. [przypis edytorski]

[72]

szczęśnie (daw.) — szczęśliwie. [przypis edytorski]

[73]

jest (…) zaszczycanym (…) od cesarza — dziś: jest zaszczycany przez cesarza. [przypis edytorski]

[74]

krasa — uroda, piękno. [przypis edytorski]

[75]

madam (ang., z fr. madame, od ma dame: moja damo) — pani. [przypis edytorski]

[76]

zawsześ — skrócenie od: zawsze [jeste]ś. [przypis edytorski]

[77]

żem był powolnym — dziś raczej: żem był powolny (że byłem powolny). [przypis edytorski]

[78]

zaiste (daw.) — partykuła podkreślająca prawdziwość zdania. [przypis edytorski]

[79]

naprzód — wcześniej, po pierwsze, przede wszystkim. [przypis edytorski]

[80]

wzdychać jak student, kiedy abecadło zgubi — w późn. wyd. popr. tłumaczenie na: „wzdychać jak żaczek, kiedy abecadło zgubi”. [przypis edytorski]

[81]

z obawy złodzieja — dziś: z obawy przed złodziejem. [przypis edytorski]

[82]

zwykł byłeś — daw. forma czasu zaprzeszłego; dziś: zwykłeś (dawniej, wcześniej). [przypis edytorski]

[83]

jeno (daw.) — tylko. [przypis edytorski]

[84]

na cię (daw.) — dziś por.: na ciebie. [przypis edytorski]

[85]

wystawić sobie (daw.) — wyobrazić sobie. [przypis edytorski]

[86]

dudek (daw., pot.) — głupek. [przypis edytorski]

[87]

one wszystkie przez ciebie przezierają jak brudna woda przez szklane naczynie — w późn. wyd. popr. tłumaczenie na: „one wszystkie przez ciebie przezierają jak mocz przez szklany nocnik”. [przypis edytorski]

[88]

spozierać (daw.) — spoglądać. [przypis edytorski]

[89]

bez liczby — tu: bez liku, niezliczone. [przypis edytorski]

[90]

rachować na coś (daw.) — dziś: liczyć na coś. [przypis edytorski]

[91]

rachować za coś (daw.) — uważać za coś. [przypis edytorski]

[92]

Tyś jej nie widział, odkąd w cenie tak strasznie spadła. — w późn. wyd. popr. tłumaczenie na: „Tyś jej nie widział, odkąd się tak strasznie zmieniła”. [przypis edytorski]

[93]

zwykłeś był — daw. forma czasu zaprzeszłego; dziś: zwykłeś (dawniej, wcześniej). [przypis edytorski]

[94]

obaczyć (daw.) — zobaczyć. [przypis edytorski]

[95]

zanadtom się zakochał — przykład konstrukcji z ruchomą końcówką czasownika; inaczej: zanadto się zakochałem. [przypis edytorski]

[96]

wysadzać się (daw.) — starać się, zwł. nadmiernie. [przypis edytorski]

[97]

odsetka (daw.) — procent od kwoty; dziś tylko w lm: odsetki. [przypis edytorski]

[98]

Jakeś kazała — przykład konstrukcji z ruchomą końcówką czasownika; inaczej: jak kazałaś. [przypis edytorski]

[99]

służka (daw.) — zdr. od sługa; stosowane bez względu na płeć osoby. [przypis edytorski]

[100]

gdyć — skrócenie od: gdy ci. [przypis edytorski]

[101]

przeto (daw.) — więc, zatem. [przypis edytorski]

[102]

Bierze list — zapewne mowa o Walencju; w oryginale nie ma tutaj didaskaliów. [przypis edytorski]

[103]

podobać sobie w czymś (daw.) — mieć w czymś upodobanie; gustować w czymś. [przypis edytorski]

[104]

koncept — pomysł. [przypis edytorski]

[105]

umizgać się (daw.) — zalecać się. [przypis edytorski]

[106]

czy trudno ci jeszcze rozwiązać serię zagadnień, które ci zadała? — w późn. wyd. popr. tłumaczenie na: „czy trudno ci jeszcze rozwiązać to żartobliwe zadanie, które ci zadała?”. [przypis edytorski]

[107]

kryślić (daw.) — kreślić, pisać. [przypis edytorski]

[108]

miłość jest kameleonem, a przeto może żyć powietrzem — staroż. autor rzym. Pliniusz stwierdził, że kameleony nie jedzą ani nie piją jak inne stworzenia, lecz odżywiają się samym powietrzem (Historia naturalna, VIII 51); ta cecha wyróżniała kameleony wśród innych stworzeń w średniowiecznych bestiariuszach, powoływano się na nią także później. [przypis edytorski]

[109]

kondel (daw.) — kundel. [przypis edytorski]

[110]

Żyd nawet byłby płakał, patrząc na nasze rozstanie — odzwierciedlone panujące w epoce Szekspira uprzedzenia o moralnej niższości Żydów w porównaniu z chrześcijanami, tu: o braku współczucia. [przypis edytorski]

[111]

dziewka (daw.) — dziewczyna; służąca. [przypis edytorski]

[112]

woda cię odpłynie — dziś: woda ci odpłynie; tu w znaczeniu: skończy się sprzyjający żegludze przypływ, a zacznie odpływ. [przypis edytorski]

[113]

razem (daw.) — zarazem, jednocześnie. [przypis edytorski]

[114]

najnieczulsze — dziś: najbardziej nieczułe. [przypis edytorski]

[115]

toń — tu: stan morza, pływ. [przypis edytorski]

[116]

służka (daw.) — zdr. od sługa; tu: kawaler pozostający na usługi damy. [przypis edytorski]

[117]

tak się wydaję — takim się wydaję; na takiego wyglądam. [przypis edytorski]

[118]

kaput (pot., ndm) — koniec, przepadło; przepadł, zginął. [przypis edytorski]

[119]

dubeltowy — podwójny; tu: z dwóch warstw tkaniny. [przypis edytorski]

[120]

zżymać się — gniewać się, oburzać się; reagować niecierpliwie. [przypis edytorski]

[121]

mospan (daw.) — forma grzecznościowa, skrót od: mości pan (miłościwy pan), równoważna dzisiejszemu zwrotowi pan. [przypis edytorski]

[122]

snadź — widocznie, zapewne, najwyraźniej. [przypis edytorski]

[123]

wziętość — powodzenie, popularność. [przypis edytorski]

[124]

sowizdrzał — człowiek niepoważny. [przypis edytorski]

[125]

skończony — tu: doskonały. [przypis edytorski]

[126]

okrasa (daw.) — ozdoba, upiększenie. [przypis edytorski]

[127]

stwierdzić — tu: potwierdzić. [przypis edytorski]

[128]

rajca — tu: doradca. [przypis edytorski]

[129]

wedle (daw., gw.) — według. [przypis edytorski]

[130]

znać — widać; widocznie. [przypis edytorski]

[131]

stwierdzić (daw.) — umocnić, wzmocnić. [przypis edytorski]

[132]

uważaj twym sługą — dziś popr.: uważaj za twego sługę. [przypis edytorski]

[133]

Oba się stawim — dziś: obaj się stawimy. [przypis edytorski]

[134]

jakżeć — skrócenie od: jakże ci. [przypis edytorski]

[135]

nierad (daw.) — niechętny. [przypis edytorski]

[136]

Gorzkimi posty, pokutnymi jęki — dziś popr.: gorzkimi postami, pokutnymi jękami. [przypis edytorski]

[137]

toż — zaimek to z partykułą -że, skróconą do -ż; znaczenie: czy to. [przypis edytorski]

[138]

czyli — konstrukcja z partykułą -li w funkcji wzmacniającej; analogiczna do: czyż. [przypis edytorski]

[139]

przyjm — dziś popr.: przyjmij. [przypis edytorski]

[140]

kochaż — przykład konstrukcji z partykułą pytającą -że, skróconą do -ż; znaczenie: czy kocha. [przypis edytorski]

[141]

drabka (reg., pot.) — drabina. [przypis edytorski]

[142]

naglej — bardziej nagle; tu: pilnie. [przypis edytorski]

[143]

jejże — przykład konstrukcji z partykułą wzmacniającą -że; znaczenie: właśnie jej. [przypis edytorski]

[144]

wnikł — dziś popr.: wniknął. [przypis edytorski]

[145]

którąm kochał — przykład konstrukcji z ruchomą końcówką czasownika; inaczej: którą kochałem. [przypis edytorski]

[146]

zwykłem był — daw. forma czasu zaprzeszłego; dziś: zwykłem (dawniej, wcześniej). [przypis edytorski]

[147]

osieł (daw.) — dziś popr.: osioł. [przypis edytorski]

[148]

dostać — tu: dosięgnąć. [przypis edytorski]

[149]

dostać — tu: wytrwać stojąc, nie ustąpić, utrzymać pozycję. [przypis edytorski]

[150]

inszy (daw., gw.) — inny. [przypis edytorski]

[151]

wierutny — prawdziwy, całkowity, odznaczający się daną cechą (zwykle negatywną) w najwyższym stopniu. [przypis edytorski]

[152]

kapcan (z jid.) — niedołęga, niezdara. [przypis edytorski]

[153]

ochrzczone (pot.) — o wódce, piwie itp.: rozcieńczone wodą, zwykle w lokalu, bez ujawniania klientom. [przypis edytorski]

[154]

dowcip (daw.) — inteligencja, spryt, rozum. [przypis edytorski]

[155]

zelżywy (daw.) — obraźliwy. [przypis edytorski]

[156]

przy niej Julia czarną Etiopką — w czasach Szekspira za piękne uważano tylko blondynki o jasnej skórze; śniada, ciemna cera uchodziła za brzydką. [przypis edytorski]

[157]

mdły (daw.) — słaby. [przypis edytorski]

[158]

bieżyć (daw.) — biec, śpieszyć, iść. [przypis edytorski]

[159]

tęczować (daw.) — mienić się barwami tęczy. [przypis edytorski]

[160]

skręty — dziś popr. forma N. lm: skrętami. [przypis edytorski]

[161]

swawolny (daw.) — niezbyt przyzwoity, nieskromny, niemoralny. [przypis edytorski]

[162]

z fartuszkiem — tj. z przednią klapą zasłaniającą rozporek (w oryg. jest codpiece: mieszek). [przypis tłumacza]

[163]

znaleźć coś jakimś (daw.) — uznać coś za jakieś; ocenić jako. [przypis edytorski]

[164]

zwodziciel (daw.) — ten, który zwodzi. [przypis edytorski]

[165]

przybory — daw. narzędzia do czegoś a. ozdoby, przybranie; tu przen.: metody, sposoby. [przypis edytorski]

[166]

zrodzon — zrodzony (daw. krótka forma przym.). [przypis edytorski]

[167]

opatrzyć (daw.) — zaopatrzyć, przygotować. [przypis edytorski]

[168]

co żywo (daw.) — jak najszybciej. [przypis edytorski]

[169]

ohydzić (daw.) — obmierzić, zohydzać; hańbić. [przypis edytorski]

[170]

Porywczość, jakiej jam się chronił zawsze — porywczość, jakiej unikałem zawsze. [przypis edytorski]

[171]

snadnie (daw.) — łatwo. [przypis edytorski]

[172]

łacno (daw.) — łatwo. [przypis edytorski]

[173]

Ni w niej bojaźni jak w uległym ojcu — w późn. wyd. popr. tłumaczenie na: „Ni w niej bojaźni winnej przecież ojcu”. [przypis edytorski]

[174]

mamże — konstrukcja z partykułą pytającą -że; znaczenie: czy mam. [przypis edytorski]

[175]

tuszyć (daw.) — mieć nadzieję. [przypis edytorski]

[176]

żądasz po mnie — dziś: żądasz ode mnie. [przypis edytorski]

[177]

wzdragliwy — dziś: wzdragający się; niechętny do zrobienia czegoś. [przypis edytorski]

[178]

umizgi (daw.) — zaloty. [przypis edytorski]

[179]

ukształcenie (daw.) — ukształtowanie; wykształcenie. [przypis edytorski]

[180]

na się — dziś: na siebie. [przypis edytorski]

[181]

niemowa (daw.) — niemożność mówienia, niemota. [przypis edytorski]

[182]

nie uważaj — tu: nie zważaj, nie zwracaj uwagi. [przypis edytorski]

[183]

dać komuś pokój — dziś: dać komuś spokój. [przypis edytorski]

[184]

piecza — opieka. [przypis edytorski]

[185]

posły — dziś popr. lm: posłowie. [przypis edytorski]

[186]

stanąć na załodze — dziś: stanąć jako załoga. [przypis edytorski]

[187]

Faeton (mit. gr.) — syn boga słońca Heliosa oraz Okeanidy Klimene, której mężem był śmiertelnik, król Etiopii, Merops. Na prośbę Faetona Helios pozwolił mu przez jeden dzień powozić rydwanem słońca. Kiedy Faeton ruszył w drogę, okazało się, że nie potrafi kontrolować koni, które poniosły i zjechały z ustalonej tresy. Ponieważ światu groziło spalenie, Zeus zmuszony był zabić Faetona piorunem. [przypis edytorski]

[188]

uśmiechy — dziś popr. forma N. lm: uśmiechami. [przypis edytorski]

[189]

względność (tu daw.) — okazywanie względów, przychylności; wspaniałomyślność. [przypis edytorski]

[190]

zlać łaski na kogoś — dziś raczej: obsypać kogoś łaskami. [przypis edytorski]

[191]

nieodzowny — tj. nieodwołalny. [przypis tłumacza]

[192]

przezroczy (daw.) — przezroczysty. [przypis edytorski]

[193]

requiem (łac.) — odpoczynek; wieczny odpoczynek, modlitwa za zmarłych. [przypis edytorski]

[194]

zwierzyć (daw.) — powierzyć. [przypis edytorski]

[195]

Więcej ona posiada przymiotów niż jaka taksica, co już wiele na prostonożną chrześcijankę — w późn. wyd. popr. tłumaczenie na: „Więcej ona posiada przymiotów niż jaki wyżeł, co już wiele na prostą chrześcijankę”. [przypis edytorski]

[196]

kotalok — zniekszt.: katalog. [przypis edytorski]

[197]

imprimis (ang. z łac.) — przede wszystkim, po pierwsze. [przypis edytorski]

[198]

item (łac.) — również; ponadto. [przypis edytorski]

[199]

sinior (wł.) — pan. [przypis edytorski]

[200]

nygus (daw. pot.) — leń, człowiek wymigujący się od pracy. [przypis edytorski]

[201]

bo to córka twej babki — w późn. wyd. poprawiono tłumaczenie na: „bo syn twej babki”. [przypis edytorski]

[202]

chędożyć (daw.) — doprowadzać do czystości, porządku; sprzątać; chędożyć kogoś: o mężczyźnie: odbywać stosunek seksualny z kimś. [przypis edytorski]

[203]

niepodobne (daw.) — nieprawdopodobne, niemożliwe. [przypis edytorski]

[204]

basy (daw.) — cięgi, razy. [przypis edytorski]

[205]

ócz (daw.) — dziś popr. forma D. l.mn: oczu. [przypis edytorski]

[206]

wycisk (daw.) — coś, co zostało wyciśnięte a. wyleciało, wyprysło na zewnątrz. [przypis edytorski]

[207]

zadać zdradę — zarzucić zdradę. [przypis edytorski]

[208]

obmierzły — budzący wstręt lub niechęć. [przypis edytorski]

[209]

urząd (daw.) — obowiązek, powinność, funkcja. [przypis edytorski]

[210]

cewka — tu: szpulka do nawijania przędzy lub nici. [przypis edytorski]

[211]

rozwiedź — tu: rozcieńcz. [przypis edytorski]

[212]

Orfej, dziś: Orfeusz (mit. gr.) — niezrównany tracki śpiewak i poeta, swoim śpiewem uspokajał dzikie bestie i poruszał nawet rzeczy nieożywione. [przypis edytorski]

[213]

Lewiatan (bibl.) — legendarny potężny potwór morski. [przypis edytorski]

[214]

elegia — utwór liryczny o tematyce żałobnej, pożegnalnej. [przypis edytorski]

[215]

wrogi — dziś popr. forma M. lm: wrogowie. [przypis edytorski]

[216]

chudoba (daw.) — dobytek. [przypis edytorski]

[217]

bezrządny (daw.) — anarchiczny; nieporządny; nierządny. [przypis edytorski]

[218]

wtóry (daw.) — drugi. [przypis edytorski]

[219]

chciałżebyś — konstrukcja z partykułą -że; znaczenie: czy chciałbyś. [przypis edytorski]

[220]

jenerał (daw.) — dziś popr.: generał; tu ogólnie: dowódca. [przypis edytorski]

[221]

czyny — dziś popr. forma N. lm: czynami. [przypis edytorski]

[222]

dary — dziś popr. forma N. lm: darami. [przypis edytorski]

[223]

korny — pokorny. [przypis edytorski]

[224]

alkoholiczny — przekręcone: melancholiczny (w oryg.: allycholly, zamiast melancholy). [przypis edytorski]

[225]

Owszem, a jednak tak fałszuje — w późn. wyd. poprawiono tłumaczenie na: „O, nie, a jednak tak fałszuje”. [przypis edytorski]

[226]

czyliżczy z partykułą pytającą -li i wzmacniającą -ż; znaczenie: czyż. [przypis edytorski]

[227]

sądzić kimś, czymś (daw.) — uważać za kogoś, za coś. [przypis edytorski]

[228]

śluby — dziś popr. forma N. lm: ślubami. [przypis edytorski]

[229]

blada (…) królowa nocy — księżyc. [przypis edytorski]

[230]

wystawić sobie (daw.) — wyobrazić sobie. [przypis edytorski]

[231]

gwarzyć (daw.) — mówić, powiadać; prowadzić poufałą rozmowę, gawędzić. [przypis edytorski]

[232]

kędy (daw.) — gdzie, dokąd, którędy. [przypis edytorski]

[233]

zamęście (daw.) — zamążpójście, małżeństwo (dla kobiety). [przypis edytorski]

[234]

kapłon — kastrowany kogut, tuczony na mięso. [przypis edytorski]

[235]

gdybym nie był wziął — przykład użycia czasu zaprzeszłego, wyrażającego czynność wcześniejszą niż opisana czasem przeszłym lub, jak w tym przypadku, niezrealizowaną możliwość; dziś: gdybym nie wziął. [przypis edytorski]

[236]

ceregielów — dziś popr. forma D. lm: ceregieli. [przypis edytorski]

[237]

Znalazłżebyś — konstrukcja z partykułą -że; znaczenie: czy znalazłbyś. [przypis edytorski]

[238]

dyby — kłoda z otworami na ręce i nogi więźnia. [przypis edytorski]

[239]

pręgierz — słup, do którego daw. przywiązywano winowajców w celu publicznego wymierzenia im kary. [przypis edytorski]

[240]

układ (daw.) — ułożenie, sposób zachowania się. [przypis edytorski]

[241]

zbezsławienie — pozbawienie sławy, zniesławienie. [przypis edytorski]

[242]

zmiennik (daw.) — człowiek zmienny w uczuciach. [przypis edytorski]

[243]

Wtedym to (…) wycisnął — przykład konstrukcji z ruchomą końcówką czasownika; inaczej: wtedy to (…) wycisnąłem. [przypis edytorski]

[244]

Ariadna (mit. gr.) — królewna kreteńska zakochana w Tezeuszu, pomogła mu wydostać się z labiryntu Minotaura, dając mu kłębek nici do zaznaczenia drogi powrotnej; Tezeusz obiecał ją poślubić i zabrał ze sobą w drogę powrotną do Aten, lecz porzucił śpiącą na wyspie Naksos. [przypis edytorski]

[245]

pamiątka (daw.) — pamięć o czymś, wspomnienie. [przypis edytorski]

[246]

nimem przybył — konstrukcja z ruchomą końcówką czasownika; inaczej: nim przybyłem. [przypis edytorski]

[247]

nieszczęśliwszam — skrócenie od: nieszczęśliwsza [jeste]m. [przypis edytorski]

[248]

hazard (daw.) — niebezpieczeństwo. [przypis edytorski]

[249]

sprośny (daw.) — występny; bezwstydny. [przypis edytorski]

[250]

zdradny (daw.) — zdradziecki. [przypis edytorski]

[251]

zapłonić (daw.) — zaczerwienić, oblać rumieńcem. [przypis edytorski]

[252]

Prawda, mężczyzna byłby doskonałym — w późn. wyd. zweryfikowano tłumaczenie, wstawiając przed tym wersem powtórzenie słów Proteja po Sylwii: ”Niż gdy mężczyzna swoje serce zmienia…”. [przypis edytorski]

[253]

wabny (daw.) — dziś: powabny, pociągający. [przypis edytorski]

[254]

rozterka (daw.) — spór, konflikt. [przypis edytorski]

[255]

iżem osiągnął — konstrukcja z ruchomą końcówką czasownika; inaczej: iż osiągnąłem. [przypis edytorski]

[256]

poruczenie — powierzenie komuś zaufanemu wykonania czegoś. [przypis edytorski]

[257]

gody — dziś popr. forma N. lm: godami. [przypis edytorski]

[258]

Snadź skromny chłopiec — w późn. wyd. popr. tłumaczenie na: „Wiele ma wdzięku”. [przypis edytorski]

[259]

Skromniejszy, ręczę, niż chłopcu przystało — w późn. wyd. popr. tłumaczenie na: „Na pewno więcej, niż chłopcu przystało”. [przypis edytorski]

Zamknij
Proszę czekać…