1. Anioł: 1
  2. Błądzenie: 1
  3. Ciało: 1
  4. Czyściec: 1 2
  5. Duch: 1
  6. Dusza: 1 2 3
  7. Dziecko: 1 2
  8. Dziewictwo: 1
  9. Kobieta: 1 2 3
  10. Kobieta demoniczna: 1
  11. Kondycja ludzka: 1
  12. Krew: 1
  13. Księżyc: 1
  14. Kwiaty: 1
  15. Łzy: 1 2
  16. Miłosierdzie: 1
  17. Miłość: 1 2 3 4 5
  18. Modlitwa: 1 2
  19. Nienawiść: 1
  20. Oko: 1
  21. Państwo: 1
  22. Pielgrzym: 1
  23. Pozory: 1 2
  24. Prawo: 1
  25. Przekleństwo: 1
  26. Przemiana: 1 2 3
  27. Raj: 1
  28. Rozum: 1
  29. Sen: 1 2
  30. Serce: 1
  31. Strój: 1
  32. Szlachcic: 1
  33. Śmierć: 1
  34. Śpiew: 1
  35. Światło: 1
  36. Świt: 1
  37. Upadek: 1
  38. Uroda: 1
  39. Wiedza: 1
  40. Własność: 1
  41. Zaświaty: 1
  42. Zazdrość: 1 2
  43. Zemsta: 1
  44. Zło: 1

Dante AlighieriCzyściectłum. Julian Korsak

Pieśń I

1

(Wstęp. Katon. Przygotowania. Wejście.)

Do żeglowania przez weselsze wody

Zwraca ster łódka mego genijusza[1],

Straszne za sobą zostawiając brody.

5

Chcę śpiewać drugie królestwo, gdzie dusza

Czyści się z grzechu przed swym wniebowzięciem.

Zmartwychwstań, pełna poezyjo życia[2]!

O święte Muzy! gorącym zaklęciem

Tu was przyzywam, ja, wasz od powicia!

10

Niech Kalijope[3] wtóruje mej pieśni,

Głosem, co w rozpacz biedne wpędził sroki[4].

Jasne wschodniego szafiru obłoki,

Zlane z błękitem powietrznej przezroczy,

Aż do najpierwszej sfery sięgającej[5],

15

Oswobodzone z martwej piekieł cieśni,

Rozweseliły moją pierś i oczy.

Już piękna gwiazda, co w nas miłość budzi[6],

Ryb w jej orszaku blask chłodno świecący

Gasi; wschód cały w jej uśmiechu płonie.

20

Ku drugiej osi gdy spojrzę na prawo,

Samoczwart gwiazdy świeciły jaskrawo[7],

Jakie widziała pierwsza para ludzi.

W ich blasku niebios rozedniało błonie:

Prawdziwieś wdowi, o septentryjonie[8],

25

Boś pozbawiony widoku gwiazd takich!

Gdym wzrok odrywał od tych gwiazd czworakich

Ku innej osi, gdzie wóz gwiazdy zniknął,

Patrzę, aż przy mnie starzec jeden stoi[9].

Powagą ruchów, sędziwością lica

30

Poszanowaniem dziwnym mnie przeniknął;

Więcej by nie mógł czuć syn dla rodzica.

Broda mu długa, jak włos głowy biała

Dwoistą miotłą na piersi spadała,

Blask, co od czterech świętych gwiazd się roi,

35

Tak mi oświecił jego postać całą,

Jakby już przed nim samo słońce stało.

Starzec tak mówił, trzęsąc brodą białą:

«Kto wy? i jak wy z wiecznego więzienia

Uszliście ślepym korytem strumienia[10]?

40

Kto wam prostował, kto oświecał drogi?

Jakeście śmieli przez wieczne ciemnoty

Przestąpić piekieł zakazane progi?

Czy już otchłani prawo jest złamanem[11],

Że potępieni wchodzicie w me groty?»

45

Wódz mi zalecał i gestem, i słowy,

Abym go uczcił pochyleniem głowy,

Spuszczonym wzrokiem i niższym kolanem.

I mówił: «Ja tu nie jestem sam z siebie,

Na prośbę pani mieszkającej w niebie

50

Stałem się jego przewodnikiem, sługą.

Chcesz, jam twej woli posłuszny poddany.

Skąd i jak idziem? mówić o tym długo.

Jeszcze nie dogasł jego dzień ostatni;

Lecz tak w swych błędów zawikłał się matni,

55

Że mu niewiele chwil życia zostało.

Jak wyżej rzekłem, byłem doń posłany,

Aby go zbawić; odtąd wciąż z nim chodzę:

Już potępionych widział tłuszczę całą,

Teraz chcę jemu pokazać po drodze

60

Tych, co się czyszczą tu pod twoją strażą.

Jak tu on zaszedł, słowa nie wyrażą;

Moc z góry wiodła nas przez to rozdroże,

Dość, że cię widzieć tu i słyszeć może.

Ułomna jego dusza, lecz szlachetna,

65

Szuka wolności, która jak jest miła,

Ty wiesz, boć dla niej śmierć gorzką nie była.

Świadczy Utyka twą oponą krwawą,

Która w dzień wielki zabłyśnie tak świetna[12]!

Nieodwołane dla nas wieczne prawo,

70

On żyw, mnie Minos w swe kręgi nie tłoczy,

Ja jestem z kręgu, gdzie lśnią skromne oczy

Twej wiernej Marcji, której miłość cicha,

O święte serce! wciąż do ciebie wzdycha[13].

O! przez jej miłość błagamy z pokorą,

75

Pozwól nam zwiedzić twych królestw siedmioro,

Za co jej moje dziękczynienie zrobię,

Jeśli pozwolisz tam mówić o tobie».

On odpowiedział: „Tak oczyma memi

Marcję kochałem, pókim był na ziemi,

80

Że wszystkie łaski, ledwo pomyślała,

Co mieć pragnęła, już ode mnie miała.

Teraz gdy mieszka za rzeką jej dusza,

Za krańcem piekła, jej los mię nie wzrusza

Z powodu, który jest prawem dla cieni[14],

85

Odkąd wyszedłem z piekielnej przedsieni.

Jeśli szle ciebie Niebieska Królowa,

Po co te słodkie i pochlebne słowa?

Dość rzec jej rozkaz, a ja ci odpowiem.

Idź więc i wiotkim opasz go sitowiem[15],

90

Brud mu zmyj z twarzy, aby jak przystoi

Wszedł za aniołem do rajskich podwoi[16].

Jest mała wyspa, tam, tam, nieco w dali,

O której brzegi wciąż bije prąd fali,

Gdzie tylko rośnie sitowie i trzcina,

95

A grunt jej cały jest miękki i grząski.

Bo jakaż z twardą łodygą roślina

Ubrana w kruche liście i gałązki,

Przed szturmem wodnym gnie się i odgina?

Nie powracajcie, radzę wam, tą stroną,

100

W tej chwili oto, podnosząc się, słońce

Wskaże pod górę ścieżki mniej nużące,

Jej pochyłością łagodniej skłonioną».

Tak rzekł i zniknął: nic nie mówiąc wstałem

I w oczy wodza mojego spojrzałem.

105

Wódz rzekł: «Mój synu, posłuchaj mej rady,

Wracajmy nazad, a idź w moje ślady,

Bo tam, uważam, pochyłość tej błoni

Aż do swych krańców wyraźnie się kłoni».

Ranną godzinę już goniła zorza,

110

Z dala widziałem blask i drżenie morza.

Płaszczyzną pustą szliśmy nie bez trwogi,

Jako podróżny szukający drogi.

Widziałem rosę walczącą ze słońcem,

Ta w cieniu góry skryta przed gorącem

115

Parą nie mogła wznieść się ponad błonie.

Mistrz mój na trawach złożył obie dłonie,

Łzy, DuszaOdgadłem zamysł i łzą, co przecieka

Z duszy skruszonej przez oczy człowieka,

Spłukane lic mych daję mu jagody.

120

W ten czas mistrz krytą pod piekła zasłoną

Ujrzał mej twarzy barwę przyrodzoną.

I wnet przyszliśmy nad brzeg pusty wody,

Co nie widziała snadź nigdy żeglarzy,

Którym powrócić na ziemię się marzy.

125

Tam on stosownie do starca rozkazu

Dla mnie ze trzciny pas zrobił do razu:

O dziwo! trzcina znów rosła pozioma,

Tam nawet, gdzie ją wyrywał rękoma.

Pieśń II

129

(Oddział I. Przedczyściec. Przewoźnicy. Kassela[17].)

130

Słońce w pół drogi do swojego kresu[18],

Już na sam zenit weszło południka,

Pod którym święta Jeruzalem leży.

Przeciwległymi noc idąca tory,

Trzymając Wagę wychodzi z Gangesu,

135

Lecz ta ku słońcu z jej rąk się wymyka:

Przeto gdzie byłem, gdzie dzień błysnął biały,

Ze zbytku wieku pięknej Aurory

Biało-różowe jagody zżółkniały.

Jeszcześmy stali wśród morskich wybrzeży,

140

Jak ten, co myśląc o podróży swojej,

Myślą już idzie, ciałem w miejscu stoi.

Oto, jak ranna przybliża się zorza,

Mars sczerwieniały zapada do morza

Owiany mgłami, tak przez mgłę rozwisłą

145

Anioł, ŚwiatłoBłysnęło światło: — oby jeszcze błysło[19]!

Nigdy tak szybko cień się nie prześliźnie

Od skrzydeł ptaka po wodnej płaszczyźnie.

I nim zwróciłem oczy pytające

Na mego mistrza, to światło wschodzące

150

Ponad wodami rosło coraz wyżej;

Naprzód zbielały oba światła końce,

Skąd potem inna białość błysła niżej.

Mistrz stał w milczeniu z pochylonym czołem:

Z pierwszej białości gdy skrzydła wybłysły,

155

Z drugiej gdy szata mignęła rozwiana,

Poznał żeglarza po białej sukience

I woła: «Klękaj, padaj na kolana,

Patrz, boży anioł! składaj obie ręce,

Odtąd z niejednym spotkasz się aniołem.

160

Patrz, jak ludzkimi on gardzi przemysły,

Bez żaglu, wiosła, tylko skrzydeł dwoje,

A do tych brzegów płynie z tak daleka!

Prosto ku niebu wzniósł skrzydeł oboje,

Patrz, jakim piórem świeci przeźroczystym,

165

Krając powietrze pierzem wiekuistym,

Co się nie zmienia jako włos człowieka».

Już ptak niebieski, widzę, skrzydłem błyska,

Migoce ku nam piórami jasnemi,

Aż moje oczy, znieść nie mogąc z bliska

170

Takiego blasku, opadły ku ziemi.

On lekką łódką, co zdało się, chodzi

Po fal wierzchołkach, do brzegu się zbliża:

Niebieski sternik stał pełen wesela,

Na twarzy jego była wypisana

175

Zdaje się cała szczęśliwość niebiana!

Więcej sta duchów siedziało w tej łodzi.

Kiedy z Egiptu szedł lud Izraela[20]:

Wszyscy społecznie, z zachwytu wyrazem

Ten psalm tak wzniosły śpiewali zarazem.

180

Anioł ich żegnał świętym znakiem krzyża,

Każdy co żywo do brzegu się kinął,

On jak przypłynął, tak, lekki, odpłynął:

Tłum wysadzony na brzeg przez anioła,

W przerwach ciekawie poglądał dokoła,

185

Jak ten, co widzi rzecz obcą wzrokowi.

Już słońce siało dzień po bożym świecie,

Słoneczna strzała trafnie celująca

Ze środka nieba Koziorożca strąca[21].

Z przybyłych duchów nas i ci, i owi

190

Podnosząc czoła zagadli rozmową:

«Drogę do góry wskażcie nam, gdy wiecie[22]».

I odpowiedział Wirgili w te słowo:

«Może myślicie, że to miejsce znamy

Jak wy, my obcy tutaj przybywamy,

195

Na chwil niewiele przyszliśmy przed wami,

Tak nużącymi i złymi drogami,

Że tędy lubo znużeni bezdrożem,

Jakby igraszką dojść pod górę możem».

Duchy spostrzegłszy po moim oddechu,

200

Że jak żyjący oddycham piersiami,

Zbladły zarazem, widząc rzecz tak dziwną!

Jak posła, gałąź gdy niesie oliwną[23],

Ciekawe tłumy jak wałem otoczą,

On co tchu śpieszy, lecz zamiast pospiechu

205

W nacisku zgrai nieraz krok zatrzyma;

Tak ciekawymi mierząc mnie oczyma,

Duchy wkoło mnie cisną się i tłoczą,

Zapominając drogi oczyszczenia.

Wystąpił jeden i ku mnie uprzejmie

210

Wyciąga ręce, zda się, że obejmie,

Chcę z nim zamienić moje uściśnienia.

O cienie! kształt wasz to mara znikoma[24],

Trzy razy chciałem go objąć rękoma,

Trzy razy próżne opadły na piersi.

215

Podziw snadź w mojej twarzy się malował,

Bo się uśmiechnął cień i cofnął kroku;

Widząc, że jeszcze jam za nim szlakował,

Abym stał w miejscu, ze słodyczą w oku

Rzekł do mnie — wtenczas, kto on był, poznałem[25],

220

By ze mną mówił, prosiłem z zapałem

I odpowiedział: «Gdzież są od nas szczersi?

Ja kocham ciebie, tak jak niegdyś w ciele,

Niemniej i teraz wyzwolony z ciała,

Lecz gdzie i po co wędrujesz tą drogą?»

225

— «Ja, mój Kasselo, tu tylko przychodzę,

Abym, gdzie mieszkam, wypoczął po drodze;

Lecz ty gdzieś czasu zmarnował tak wiele[26]

A on: «Stąd żadna krzywda się nie stała;

Ten, co w łódź bierze kiedy chce i kogo,

230

Długo spóźniając tu moją wędrówkę,

W sprawiedliwości miał woli wskazówkę.

Od trzech miesięcy on zbierał, zaiste,

Duchy tych, którzy przez modły strzeliste

Zstąpić tu chcieli z miłosierdziem bożem[27].

235

I mnie podobnież, gdy stałem nad morzem

W miejscu, gdzie z jego wodami się spotka,

Staje się słona fala Tybru słodka[28],

Jak najuprzejmiej zaprosił do łodzi.

Jeszcze on lata nad ujściem tybrowym,

240

Bo tam codziennie tłum się duchów schodzi,

Co nie zstępują na dno Acheronu».

A ja: «Jeśli tu rządzon prawem nowym,

Nie zapomniałeś miłosnej piosenki,

Jaką koiłeś mego serca męki

245

Po tyle razy, o pociesz jej nutą

Duszę w swym ciele troskami zatrutą!»

Cień jął pieśń śpiewać słowiczego tonu:

«Miłość, co mówi do mojego ducha[29]»

Z taką słodyczą dla serca i ucha,

250

Jeszcze mi w duszy drży to jego pienie!

Mój wódz, ja, wszystkie obecne tam cienie,

Otoczyliśmy śpiewaka dokoła,

W stan zachwycenia pogrążeni błogi,

Zapominając celu naszej drogi.

255

Wtem stanął starzec szlachetny i woła[30]:

«Leniwe duchy! jak wasz chód niespory,

Czy licha pieśni wstrzymuje was władza[31]?

Śpieszcie pod górę, by pozbyć się kory,

Co Bogu wniknąć w rdzeń waszą przeszkadza!»

260

A jak gołębie w porze zbożobrania,

Zapominając zwykłego gruchania,

Spokojnie żer swój biorą podle wioski;

Lecz gdy coś nagle ich w polu wystraszy,

Na trwogę w skrzydła uderzą od paszy,

265

Bo już ich kole bodziec większej troski:

W takim popłochu zatopione w śpiewie

Ku brzegom duchów śpieszyły gromady,

Jak ten, co bieży, ale gdzie? sam nie wie.

My niemniej spiesznie biegliśmy w ich ślady.

Pieśń III

270

(Tacy, co umarli w klątwie kościelnej. Manfred.)

Gdy uciekając w rozsypce przez pole,

Znowu ku górze zwracały się cienie,

Tam gdzie pociąga rozum naszą wolę[32];

Ja się zbliżyłem do wodza wiernego,

275

Czyżbym tę podróż mógł odbyć bez niego?

On zda się czegoś żałował jak grzechu[33];

O czysta duszo! jak lada zboczenie

Goryczą bodzie twe czułe sumienie!

Gdy zwolnił pochód nagłego pośpiechu,

280

Co odejmuje ruchom ich powagę,

Myśl moja śmielej zwróciła uwagę

I oczy moje w stronę owej góry,

Co szczytem w niebo wznosi się nad chmury.

W czerwonym ogniu za mną słońce stało,

285

Przede mną tylko swój promień łamało,

Bo mu na wstręcie było[34] moje ciało.

Gdy tam mój jeden cień na ziemię padał,

Myśląc, że byłem rzucony w pół drogi.

Oczyma za się obracałem z trwogi[35].

290

Mój pocieszyciel, co mój przestrach zbadał,

Przemówił do mnie: «Co roisz w tej dobie?

Myślisz, że, wódz twój, nie jestem przy tobie.

Ciało me, którym cień słałem po polu,

Gdzie teraz wieczór, leży w Neapolu[36].

295

Jeśli przede mną cień teraz nie pada,

Cóż za dziw, spojrzyj na niebios sklepienia,

Gdzie jedno światło drugie nie zacienia.

Jak ciała wasze, my treścią czującą

Czujem podobnie ból, chłód i gorąco:

300

Jak to się robi, Bóg nam odkryć nie chce.

Głupi, którego rozum pycha łechce,

Że nieskończoność tajemnicy zbada,

Jak się treść jedna ze trzech osób składa.

Rodzaju ludzki, przestań na twym Quia[37],

305

Gdybyś mógł zbadać tajnie wszystkie nieba,

O! czyżby była konieczna potrzeba,

Aby przeczysta rodziła Maryja?

Tak wielu żądza niezaspokojona[38]

Jest wiekuistą karą ich żywota

310

Wiekuistego! To mówiąc, Platona

Stoi mi w myśli duch i Arystota[39],

I wielu innych». Mistrz zamilkł i czoło

Schyliwszy w ziemię, patrzał niewesoło.

Przyszliśmy w końcu pod góry podnoże,

315

Widzim, że idąc przez jej skał bezdroże,

Najszybsza stopa nic nam nie pomoże.

Znane z dróg ciasnych genueńskie skały[40]

Przy nich jak schody szerokie się zdały:

Wstrzymując krok swój, mistrz ozwał się: «Kto tu

320

Zgadnie, gdzie głaz ten swą pochyłość stoczy?

Któż by śmiał iść tam bez skrzydeł do lotu?»

Gdy mistrz, spuściwszy oczy w ziemię, stoi,

Z troską szukając drogi w myśli swojej,

A ja wzrok w głazy utkwiłem sterczące:

325

Na lewo duchy spostrzegłem idące,

Schodziły ku nam, a jednak, o dziwo!

Zdało się, stały, snadź tak szły leniwo.

Mówię do mistrza: «Podnieś twoje oczy,

Patrz, oto rada schodzi nam w potrzebie,

330

Jeśli nie możesz jej wysnuć sam z siebie».

A mistrz spojrzawszy weselszą powieką,

Rzekł: «Z wolna idą, zachodźmy z ich strony,

Lepsza nadzieja błyska ci w tej chwili».

Duchy te były od nas tak daleko,

335

Choć z tysiąc kroków jużeśmy zrobili,

Jak kamień ręką procnika rzucony.

Nad brzeg spadzisty tłum się duchów cisnął,

Stanął, jak gdyby na skale zawisnął.

«Wybrane duchy» przemówił Wirgili:

340

«Na słodki pokój zaklinam wezwaniem,

Które was wszystkich jest oczekiwaniem,

Mówcie, na górę kędy się dostaniem?

Gdzie spad pochylszy głazów i kamieni?

Smutno czas tracić temu, kto go ceni».

345

A jak gdy owce wychodzą z zagrody[41],

Jedna, dwie i trzy, a trzoda w tej chwili

Stoi nieśmiała, na dół głowy chyli,

Gdy pierwsza bieży, drugie lecą pędem,

Z przodu stojące naczekują rzędem,

350

Cierpliwie znosząc nacisk całej trzody:

Tak z tej gromady szczęśliwej biegł żwawo

Ku nam duch pierwszy, dość skromny postawą.

Lecz gdy spostrzegli, że ode mnie w prawo,

Jak od żyjącej w swym ciele istoty,

355

Łamiący światło cień wpadał do groty,

Za pierwszym ciżbą wstrzymali się całą,

Sami nie wiedząc, co się przed nim stało.

— «Choć niepytany, całe wasze grono

Ręczę mym słowem, cień, co się powleka

360

Po ziemi, to cień żywego człowieka.

Zamiast podziwu uwierzcie mi lepiej,

Snadź go w tej drodze moc niebieska krzepi»

Wódz rzekł; a duchów szlachetna gromada:

«Przodem przed nami idźcie!» odpowiada,

365

Dając nam znaki dłonią odwróconą[42].

Jeden duch do mnie rzekł słowami temi:

«Spojrzyj, przypomnij, znałeś mię na ziemi».

Spojrzałem, świecił włosami jasnemi[43],

W ruchach, w postawie zacność niepowszedna,

370

A kresą na wpół rozcięta brew jedna.

«Nie znam cię, panie!» odrzekłem z pokorą.

«Patrz!» tu na piersi wskazał ranę sporą,

Potem z uśmiechem mówił: «Od Manfreda

Pozdrów mą córkę, jak wrócisz na ziemię,

375

Matkę dwóch króli, jej królewskie plemię

Zna Sycylija, zna i Aragonia.

Prawda z ust twoich wieści skłamać nie da.

Gdy pierś mi przebił dwa razy miecz wroga,

Skonałem z wiarą w miłosierdzie Boga.

380

Grzech mój był wielki, lecz bożej dobroci

Nieogarnione, tak wielkie ramiona

Wszystkich obejmą, kto się do nich zwróci.

Gdyby z Konsency pasterz przez papieża

Wysłany proch mój polować jak zwierza,

385

Chciał widzieć w Bogu twarz jego miłości,

Dziś Benewentu szaniec przedmostowy

Jeszcze by dźwigał mój pomnik grobowy.

Teraz deszcz bieli, wiatr suszy me kości

W dolinie Werdy, gdzie mnie najniegodniej

390

Rzucił pod klątwą zgaszonych pochodni[44].

Modlitwa, Przekleństwo, Zaświaty, Dusza, CzyściecWygnane klątwą miłosierdzie boże

Powraca czasem, gdy nadzieja w duszy

Jeszcze zielona i kwiat wydać może.

Wprawdzie, kto w klątwie świętego kościoła

395

Umiera, choć go żal na końcu skruszy,

Dojść na wierzchołek tej skały nie zdoła:

Odkąd go kościół od siebie odrzuci,

Trzydzieści razy iść będzie i wróci,

Jeśli modlitwa drogi mu nie skróci.

400

Jeśli chcesz radość przywrócić mej twarzy,

Objaśń mą córkę na wiarę pielgrzyma[45],

Jak mię widziałeś i co mię tu trzyma.

Bo tu modlitwa wasza wiele waży».

Pieśń IV

404

(Tacy, co dopiero na łożu śmiertelnym pokutę czynili. Belakwa[46].)

405

Kiedy rozkoszy skutkiem czy boleści

Jedna z władz naszych żywo się porusza,

W tej władzy cała zatapia się dusza,

Na inne zda się nie zwraca uwagi:

Stan ten wewnętrzny wykrywa błąd nagi,

410

Co w nas dusz tyle, ile władz jest, mieści[47].

Gdy wzrok lub ucho łechcące przedmioty

Pochłoną całą treść naszej istoty,

Dla tej przyczyny czas, co nam ucieka,

Niepostrzeżony mija dla człowieka.

415

Bo z nich jest jedna władzą, która słucha,

A druga trzyma całego nam ducha;

Pierwsza jest jakby związana, ta wolna.

Co rad sprawdziłem własnym doświadczeniem,

Słuchając rozmów duchów z zachwyceniem.

420

Już słońce stopni pięćdziesiąt ubiegło[48],

A moje oko tego nie postrzegło,

Aż gdy doszliśmy punktu, idąc z wolna,

Gdzie duchy gronem całej swojej trzody

Do nas wołały: «Oto wasze schody!»

425

Wieśniak, gdy winne grona ściemni lato[49],

Często nie szersze, ciernią rosochatą

Przejście zamyka, jak między skałami

Ścieżka, po której z mistrzem szliśmy sami,

Gdy duchy w tyle zostały za nami.

430

Skałę pod Noli, górę Bismantowa[50],

Przejść dla podróżnych pieszo rzecz nienowa

Ale tam lecieć trzeba było górą,

Mieć wielkiej żądzy i skrzydło, i pióro,

By zdążyć za tym, co kojąc mą trwogę,

435

Budził nadzieję, torował mi drogę.

Wiódł nas jar wąski w skali rozszczepany[51],

Nas z każdej strony ściskały jej ściany.

Ścieżka dla stopy zbyt śliska i stroma

Radziła nogom pomagać rękoma.

440

Gdyśmy już byli na błoniu odkrytem,

«Mistrzu mój,» rzekłem, «gdzie jest twoja droga?»

A on: «Niech kroku nie cofa twa noga;

Idź ciągle za mną, pod tej skały szczytem

Jak iść i kędy, dostaniem języka».

445

A tam szczyt skały obłoków dotyka,

Wierzchu jej oko nie doścignie, zda się:

Bok jej był prostszy niż narysowana

Od pół do środka linia na kompasie.

Mdlejąc od trudu krzyknąłem w zapale:

450

«Zwróć się, mój ojcze! patrz, drżą mi kolana!

Jeden zostanę, gdy nie wstrzymasz kroku».

— «Gdy iść nie możesz, czołgaj się po skale!»

Rzekł, głaz wskazując sterczący z jej boku[52].

Mistrz tak mię słowa połechtał ostrogą,

455

Że śladem za nim pod głaz przypełznąłem,

Głaz, co tę górę opasywał kołem.

Tam razem oba siedliśmy znużeni,

Skąd najpierw szliśmy na wschód obróceni,

Bo szlak przebyty mierzyć okiem błogo!

460

Naprzód w dół, potem spojrzałem na słońce,

Blask z lewej strony na nas rzucające.

Wirgili widząc, żem się mocno zdziwił,

Że wóz słoneczny od nas tor swój skrzywił,

Schylony więcej pod biegun północy[53],

465

Rzekł: «Gdyby Kastor i Polluks był bliżej

I gdyby oba szli razem w orszaku

Tego zwierciadła wiekuistej mocy,

Co rzuca blask swój i wyżej, i niżej;

Widziałbyś cały okrąg zodyjaku

470

Zarumieniony blisko Niedźwiedzicy,

Gdyby nie zbaczał z swojej starej drogi.

Wyobraź sobie, chcąc pojąć te słowa,

Że święty Syjon i góra czyśćcowa,

Graniczą wspólną widnokręgu miedzą,

475

Choć na półkulach różnych obie siedzą.

Tor Faetona, jak przez nieb rozłogi

Błądził wóz jego, mógłbyś w okolicy

Widzieć zarazem tej i drugiej góry,

Gdyby go oczom nie zakryły chmury,

480

Jeśli rzecz zgłębisz rozwagą nieciasną».

— «Mistrzu, twój wykład jasności jest wzorem,

Czegom nie widział, widzę teraz jasno,

Że ten wyższego ruchu krąg środkowy,

Przez astronomów zwany ekwatorem[54],

485

Pomiędzy zimą wciąż krąży a słońcem.

I z tej przyczyny, co wiem z twojej mowy,

Krąży na północ od góry czyśćcowej,

Gdy od Hebreów ten krąg jest widziany

W stronie południa, co zieje gorącem.

490

Lecz jeśli łaska, wodzu mój kochany,

Mów, droga nasza jak idzie wysoko?

Wierzchu tej góry nie dościga oko».

A on: «Ma taką własność jej wyżyna[55]:

Wstęp pierwszy po niej z trudem się poczyna,

495

Lecz idąc dalej w miarę trud ci zmniejszy.

Gdy krok twój rzeźwy poczujesz i lżejszy,

Gdy ci jej stromość zda się tak łagodną,

Że jako łódka pochyłością wodną,

Będziesz tak szybko śliznął się jej ścianą,

500

Natenczas staniesz u kresu twej drogi:

Tam ciebie czeka wypoczynek błogi,

A miej, co mówię, za rzecz niekłamaną».

Mistrz kończył mówić, a wtem głos od razu

Od skał odbity te słowa wyrzucił:

505

«Siądźcie, znużonym odpocząć przystoi».

Widzę, na lewo sterczał kawał głazu,

Co zszedł z uwagi i mistrza, i mojej.

Gdyśmy tam przyszli, o, któż mi uwierzy,

Widziałem duchy, które w cieniu skały,

510

Wzdłuż wyciągnięte na głazie leżały,

Jak stać niechcący przez lenistwo leży.

Z nich jeden zgięty jak trzcina złamana[56],

Rękoma oba objąwszy kolana,

Siedział, trzymając na nich twarz schyloną.

515

«Mistrzu mój!» rzekłem: «daj jeden krok wsteczny

Patrz, ten duch więcej zda się być niedbały,

Niżby w lenistwie miał siostrę rodzoną».

Duch spojrzał na nas, wzrok ukosem toczy,

Niżej swych kolan podniósł na nas oczy

520

I rzekł: «Idź wyżej, jeśliś tak waleczny!»

Poznałem ducha, choć brakło oddechu

W znużonej piersi, podszedłem do niego;

Wtedy od kolan podniosła się głowa,

Leniwiec ledwo wyjąkał te słowa:

525

«Czy uważałeś, dlaczego tu łamie

Słońce swój promień o twe lewe ramię?»

Na gest, na słowa ducha leniwego

Przygryzłem usta skłonione do śmiechu.

«Belakwa!» rzekłem, «czy tu czekasz kogo?

530

Czy moc dawnego trzyma cię nałogu,

Że i tu tobie próżnować tak błogo?»

On: «Iść pod górę nie braknie mi woli,

Lecz do pokuty dojść mi nie pozwoli

Tam boży anioł siedzący na progu.

535

Za niebem tyle tu mi lat żyć trzeba,

Ile tam w życiu przeżyłem bez nieba[57].

Bo odłożyłem, lenistwem zatruty,

Na kres ostatni żal mojej pokuty.

Chyba, że serce tam w łasce żyjące,

540

Przyszle[58] tu za mną modlitwy gorące;

Bo tu daremny pacierz mego ducha

Lub jaki inny, gdy niebo nie słucha».

Wirgili pnąc się po skałach wysoko,

Wołał: «Chodź za mną, widzisz jak dotyka

545

Idące słońce łuku południka.

A noc swym płaszczem nakrywa Maroko[59]».

Pieśń V

547

(Tacy, co w ostatniej chwili pragnęli łaski bożej, za późno. Kassero. Buonkonte[60].)

«Śpiesząc za wodzem rzuciłem te cienie,

Gdy oto jeden palcem mnie wytyka,

550

Wołając za mną, tak przerwał milczenie.

«Patrzcie, na lewo od tego grzesznika

Słońce się łamie i cień przed nim ściele[61],

Jakby tu chodził jeszcze w żywym ciele».

Na głos ten zwracam oczy i widziałem,

555

Jak wszyscy na mnie patrzali w tej chwili

I na złamane światło moim ciałem.

«Co tak się troskasz?» rzekł do mnie Wirgili,

«Czy tyle szepty ich u ciebie ważą?

Idź prędzej za mną, zostaw ich, niech gwarzą.

560

Bądź jak ta wieża, którą nie zachwieje

Wiatr, co wciąż po niej ślizgając się wieje:

Bliski ujęcia cel wymyka z dłoni,

Gdy w nas bezładnie myśl za myślą goni,

Gwałtowność jednej osłabia myśl drugą».

565

«Idę!» odrzekłem, nie myśląc zbyt długo[62],

Twarz mi rumieniec lekki zapłomienia,

Co robi wstyd nasz godnym przebaczenia.

Wtem pochyłością góry nowe duchy

Sunąc się rzędem, leniwymi ruchy,

570

Wiersz w wiersz śpiewały idąc Miserere.

Lecz gdy postrzegły żywą twarzy cerę,

Promień o moje łamiący się ciało,

Nie psalm, lecz jedno przeciągłe O brzmiało.

Od nich jak posły dwaj ku nam bieżeli,

575

Z dala wołając: «Mówcie, kto jesteście?»

A mistrz: «Tym, co was posłali, odnieście,

Że ciało jego jest prawdziwym ciałem.

Jeśli, by jego cień widzieć, stanęli,

Ja myślę, na to już odpowiedziałem.

580

Lepiej niech cześć mu oddadzą w pokorze,

Bo on dość drogim dla nich stać się może[63]».

Nigdy tak szybko w sierpniową noc jasną

Z chmur meteory spadają i gasną,

Jak te dwa duchy do swoich wrócili

585

I do nas z swoją gromadą gonili,

Jak jeźdźców rota, gdy naciera cwałem.

Wirgili mówił: «Duchy całą rzeszą

Snadź z jakąś prośbą do ciebie tak spieszą.

Ty idź, a na głos mówiącego ducha

590

Przechodząc tylko nadstawuj mu ucha.

— «O! wstępujący na górę zbawienia,

Z ciałem tym samym, coś wziął z urodzenia[64]

Wołali idąc, «zahamuj tu kroku,

Może znajomych znajdziesz w tym natłoku,

595

Od nich żyjącym chciej zanieść nowiny.

Gdzie to? o postój, nasz gościu jedyny!

Wszyscyśmy śmiercią gwałtowną pomarli,

Przy śmierci padła na grzeszników trwoga

I w blasku wiary oczyśmy zawarli[65].

600

I żałujący w przebaczeniu błogiem,

Wyszliśmy z życia już w pokoju z Bogiem,

I płoniem żądzą oglądania Boga!

— «Nie przypominam» rzekłem «was w tej dobie,

Szlachetne duchy! ale w waszym gronie

605

Kto chce, niech prosi, co mogę, ja zrobię.

W imię pokoju, co i mnie grzesznika

Ciągnie iść śladem tego przewodnika,

Za tym pokojem z świata w świat ja gonię!

— «O! bez zaklęcia my ufamy tobie» —

610

Mówił z nich jeden, «jeśli ci pozwoli

Możność wykonać czyn twej dobrej woli.

Gdy kiedy zwiedzisz me rodzinne strony,

Kraj położony w pobliżu Ankony,

Zechciej tam za mnie pomodlić się w Fano,

615

Abym zmył duszę grzechami zmazaną.

Jam się urodził w tym mieście, lecz rana,

Z której krew, co mnie żywiła, wylana,

W Antenorydzie była mi zadana[66].

Tam Este, w którym złość przeciw mnie wrzała

620

Więcej niżeli sprawiedliwość chciała,

W skok w pogoń za mną płatne wysłał zbiry.

O, gdybym uciekł w okolice Miry[67],

Byłbym tam jeszcze, gdzie pierś dysze sporo.

Przy Oryjako zagrzęziony w bagno

625

Padłem i z żył mych trysło krwi jezioro».

Drugi duch mówił: «Jak twe chęci pragną

Dojść co najprędzej na szczyt tej opoki,

Tak skróć modlitwą mój ucisk głęboki.

Jam Buonkonte, starszy syn Gwidona[68].

630

Lecz w Montefeltro ni Joanna żona,

Nikt się nie modli tam za mnie na ziemi,

Dlatego dotąd przebywam tu z niemi».

«Jakaż przygoda» rzekłem «niezgadniona

Z pól Kampaldino przeniosła twe łoże,

635

Że nikt twych kości wyszukać nie może?»

Duch mówił dalej: «U stóp Kasentinu,

Gdzie Archiano z śniegów Apeninu

Żywą krynicą spada przy klasztorze

I w falach Arna bezimienny ginie,

640

Przyszedłem z grotem uwięzłym w mej szyi

I tam, krwią z rany brocząc po dolinie,

Skonałem w ustach z imieniem Maryi.

Co powiem, odnieś ludziom prawdę całą;

Gdy ducha mego przyjął anioł boży,

645

»Ty mi go bierzesz?« tak szatan się sroży.

»Gdy duszę jedną odkupił łzą małą,

Do mnie należy jego trupie ciało«.

Wiesz, gdy wilgotna mgła pierzchnie ku słońcu,

Owiana chłodem w podobłocznej sferze,

650

Na ziemię deszczem opada na końcu[69].

Ten, co obmyśla zło stale i szczerze,

Z pojętną wolą i na cudze szkody

W chmurach pobudza wichry, niepogody[70],

Ledwo dzień zagasł, był tam i ćmy czarne

655

Na Protomagno narzucił dolinę.

Z gór Apeninu ciemność się stoczyła,

Opadły chmury powodzią ciężarne,

To, czego sucha ziemia nie wypiła,

Spłynęło w jary lub w jezior kotlinę.

660

Jak wielka rzeka strumień Archiano

Do rzek królowej biegł falą wezbraną[71],

Głazy i drzewa unosząc w swym biegu.

I skrzepły trup mój leżący przy brzegu,

Porwany leciał z powodzią w przegony:

665

Krzyż na mej piersi pobożnie złożony

W chwili, gdy boleść skonania uczułem,

Rozbiła fala; do Arna wrzucony,

Trup do dziś leży zasuty jej mułem».

— «Znużony trudem twej pielgrzymki długim,

670

Kiedy wypoczniesz wróciwszy na ziemię,»

Mówił duch trzeci z kolei po drugim,

«Chciej mię przypomnieć, jam Pia; w Sijenie[72]

Jam urodzona, zginęłam w Maremie[73];

O czym wie dobrze, lat przedtem niewiele,

675

Ten, co ślubując mi wiarę w kościele,

Sam ze mną ślubne zamienił pierścienie».

Pieśń VI

677

(Sordello. Poeta biada nad losem Italii.)

Gdy od gry w kości grono graczy wstaje,

Przegrani długo jeszcze poza stołem

680

Próbują rzutów, z nachmurzonym czołem

Złorzecząc w myśli doświadczonej doli;

Lecz szczęśliwego tłum wkoło otacza[74]:

Ten go spotyka, ten staje przy boku,

Ten się pamięci i łasce poleca;

685

On wszystkich słucha — temu dłoń podaje,

Na tego spojrzy, temu coś obieca,

Ale jak może, umyka powoli:

Tak i ja byłem na kształt tego gracza,

I chcąc się z duchów wydostać natłoku,

690

Obietnicami ich prośby zbywałem.

Tam Beninkasa z Arezzo widziałem[75],

Co poległ z Dżina zuchwałego dłoni:

Tam był Cione[76], co sam śród pogoni

Wroga spadł z konia i utonął w rzece.

695

Frydryk Novello[77] błagał tak dalece,

Że mi z litości łzy musiały pociec.

Toż ów Pizańczyk, co go płacząc ojciec,

Pokorą wiary tak przemógł swe serce,

Że syna swego uściskał mordercę[78].

700

Tam hrabia Orso[79], który jak się skarży,

Zniósł kaźń nie z winy swojej, lecz z potwarzy,

Za co dziś ciężkie sumienia wyrzuty

Pani Brabantu koi w łzach pokuty.

Gdym się uwolnił od tych wszystkich, którzy

705

Prosili tylko, aby za nich prosić,

Iżby w tych miejscach nie cierpieli dłużej

I mogli wieczne osiągnąć wesele,

Rzekłem do mistrza: «Ucz mię, co mam wnosić?

Ile pamiętam, rzekłeś w twoim dziele,

710

Że prośba niebios wyroków nie wzrusza[80],

A tu mię o to każda prosi dusza.

Czyż więc nadzieja ich ma być daremna,

Czy tylko dla mnie myśl twa była ciemna?»

A mistrz mi na to: «I myśl moja jasna,

715

I ich nadzieja bynajmniej nie myli.

Rzecz tylko zdrowo rozważyć potrzeba.

Iści się bowiem, nie zmienia sąd nieba,

Gdy miłość za nich spełni w jednej chwili,

Co spełnić miała ich tu męka własna,

720

W owych zaś czasach, gdym ja myśl mą głosił,

Grzech nie mógł cudzym gładzić się pacierzem.

Bo i proszący, i ten, za kim prosił,

Nie byli z Bogiem złączeni przymierzem.

Lecz przestań zgłębiać myśli tajemnicze,

725

Aż ci to powie ta, której oblicze

I twój ci umysł, i prawdę rozjaśni,

Chcę mówić — aż cię spotka Beatrycze.

Ujrzysz ją wkrótce na szczycie tej góry,

Gdzie jako słońce wiosenne bez chmury,

730

Wieczną pogodą i weselem świeci».

—«O! wodzu!» rzekłem, «idźmy tam co skorzej[81],

Nic już nie czuję trudu, com czuł pierwej[82],

A cień, jak widzę, dłużeje od wzgórzy».

A mistrz: «Ujdziemy dziś, ile ujść możem,

735

Bo chcąc czy nie chcąc iść musim bez przerwy,

Lecz snadź wprzód słońce zgaśnie za tym wzgórzem

I z drugiej strony znów wejdzie na nowo,

Nim dojść zdołamy na sam szczyt tej góry.

Lecz oto patrzaj! duch jakiś ponury,

740

Samotny, ku nam spogląda surowo.

On nam najbliższą wskazać może drogę[83]».

— «Duchu lombardzki!» rzekłem — «ile mogę

Wnosić z twej twarzy i dumy w spojrzeniu,

Gdyś patrzał ku nam». — On na to ni słowa

745

Nie odrzekł wzajem i tylko w milczeniu

Spoglądał na mnie jak lew, gdy spoczywa.

Mistrz się też k'niemu[84] zbliżył i odzywa

Pytając drogi, jeśliby ją wiedział.

Lecz on i na to nic nie odpowiedział

750

I twarz wciąż była dumna i surowa.

Aż sam nas w końcu spytał, ktośmy byli,

Z jakiego kraju i miasta. Wirgili

Zaczął: «Mantua…[85]», lecz zaledwo zdołał

Wyrzec to słowo; ów duch nieznajomy

755

Porwał się z miejsca, gdzie stał nieruchomy,

Skoczył ku niemu: — «Mantua twym krajem?

Jam jest Sordello, twój ziomek!» zawołał

I obaj czule ściskali się wzajem.

O! Italio! kraju nieszczęśliwy!

760

Łodzi bez steru śród burzy straszliwej!

Z królowej morza i ozdoby lądu,

Dziś niewolnico, gospodo nierządu!

Na samo imię kraju piękna dusza

Ściska się ziomka, współczuciem się wzrusza.

765

A żywi twoi synowie, choć siedzą

W społecznych murach lub granicząc miedzą

Chleb swój powszedni z jednej niwy jedzą,

Gryzą się wzajem obyczajem zwierza!

Rzuć tylko okiem w krąg twego nadbrzeża

770

A potem zajrzyj w głąb twojego łona!

Jest li w nim cząstka, co krwią niezbroczona?

I cóż ci nada, że dla cię wędzidło

Z mądrych praw swoich Justynian ukował,

Z praw, co świat bierze za wzór i prawidło[86],

775

Gdy nie masz jeźdźca, co by nim kierował[87]?

O! gdybyś dobrze czuła i pojęła,

Co ci potrzeba i co Bóg ci mówi,

Sama cezara za pana byś wzięła!

A teraz, patrzaj, jako się narowi

780

Motłoch, nie czując lejca ni ostrogi.

Lecz ty Albrechcie, germański cezarze[88]!

Ty, coś opuścił ten lud, co dziś z drogi

Zbacza bez ciebie: niebo cię ukarze

W następcach twoich, żeś wespół z twym ojcem

785

Łupem się tylko chcąc indziej spanoszyć,

Dozwolił wrogom piękny kraj spustoszyć,

Kraj, co był rajskim waszych państw ogrojcem.

Przyjdź i spójrz teraz, człowieku bez serca,

Spójrz na Montekich i na Kapuletów,

790

Na ród Monaldich i na Pilipisków,

Przyjdź twych przyjaciół bronić od sztyletów

I od publicznych ich krzywd i ucisków.

Patrz! jak bezpieczny rząd w Santafiorze!

Słuchaj! jak Roma we wdowiej żałobie

795

Dzień i noc płacze i woła ku tobie!

Jak wszędzie wszyscy kochają się z duszy[89]!

A gdy już litość wzruszyć cię nie może,

Niech cię przynajmniej wstyd twej chwały wzruszy!

O! Zbawicielu świata! coś na ziemi

800

Umarł na krzyżu za nas! gdzież w tej porze

Snadź[90] od nas oczy odwróciłeś boskie,

Dla grzechów naszych? Czy też tylko może

W przeznaczeń twoich głębi tajemniczej,

Której nie przejrzeć oczyma ludzkiemi,

805

Dobro ze złego wywieść jest twym celem?

Że tak dopuszczasz, aby kraje włoskie

Gnietli tyrani! a lada stronniczy

Przewódca tłumu już był zwan Marcellem!

Państwo, Prawo, PrzemianaO! Florencyjo! tyś zapewne rada

810

Z tej mowy mojej! bo czyż ona tyczy

Ludu twojego — co tak pięknie gada!

Gdzie indziej czują sprawiedliwość w duszy,

Lecz w czynach tylko lub w radzie ją głoszą;

U ciebie wszyscy na ustach ją noszą,

815

Jeden drugiemu wciąż nią trąbi w uszy.

Gdzie indziej stronią urzędów publicznych,

Niepewni swoich czy sił, czy przymiotów:

U ciebie każdy na najwyższe gotów;

Wszystko wie, umie, wszystkiego dokaże!

820

Byle miał głosy wyborców ulicznych!

Ciesz się więc, ciesz się, chełp się sama sobą,

Ty tak cnotliwa, wierna i bogata!

Czy prawdę mówię — skutek to okaże.

Ateny, Sparta, te starego świata

825

Prawodawczynie, cóż są obok z tobą,

Co tyle nowych praw tworzysz bez liku

I tak je cienko przędziesz w twojej radzie,

Że coś zaledwo sprzędła w październiku,

Jak nić pajęcza rwie się w listopadzie!

830

Przypomnij tylko, na twoją zaletę,

Ileś to razy zmieniła w tym czasie

Prawa, zwyczaje, ubiór i monetę;

Sam twój rząd nowym wciąż jest — lub być zda się

I jeśli jasno widzisz sama w sobie,

835

Zaprawdę jesteś jak ów bliski śmierci,

Co ulgi znaleźć nie może w chorobie,

W łożu swym tylko miota się i wierci.

Pieśń VII

838

(Tacy, którzy zajęci sprawami politycznymi zaniedbali pokuty. Łąka kwiecista. Rudolf i inni monarchowie.)

Gdy witające uściski, objęcia,

840

Czule trzy, cztery razy powtórzyli,

Sordello jednym w tył cofnął się krokiem,

«Kto jesteś?» spytał z wzruszeniem głębokiem.

— «Wprzódy nim dusze godne wniebowzięcia

Na wierzch tej góry zaczęły wędrować[91],

845

Oktawian Cezar kazał mnie pochować

W uczciwym grobie; ja jestem Wirgili,»

Mówił, «dla nieba umarłem na wieki,

Nie z winy grzechu, lecz żem nie miał wiary».

Jak ten, którego rzecz dziwna uderzy,

850

Widzi i patrzy jak na widmo mary,

Woła: jest, nie jest! na końcu uwierzy,

Takim Sordello był w ciągu rozmowy;

Podszedł, pokornie w dół spuścił powieki

I Wirgiliusza objął za kolana,

855

Jak gdy uściska sługa swego pana[92].

— «Chlubo Latynów!» mówił, «skarbie nowy

Siły, bogactwa, wdzięku naszej mowy,

Mojej ojczyzny celu wiecznej cześci,

Jakaż zasługa czy łaska sprawiła,

860

Że oto witam poetę wielkiego!

O! jeślim godnym słyszeć cię w tej chwili,

Mów, z piekła idziesz, i z kręgu jakiego?»

«Przeszedłem tutaj,» tak mówił Wirgili:

«A wciąż niebieska prowadzi mię siła;

865

Nie, żem co zdziałał, że nic nie zdziałałem,

Straciłem widok ogniska słońc Słońca[93],

Za którym tęsknisz ty z takim zapałem,

A które z wieści za późno poznałem.

Jest miejsce smutne, nie męki bez końca,

870

Tylko ciemności, gdzie skargi, cierpienia

Nie brzmią jak jęki, lecz tchną jak westchnienia

Tam z niewinnymi mieszkam niemowlęty,

Którym zmaz ciała nie obmył chrzest święty:

Tam społem mieszkam z takimi istoty,

875

Co się w trzy święte nie ubrały cnoty[94],

Choć w innych cnotach ćwiczyły się pilnie.

Wskaż, jeśli możesz, błagam cię usilnie,

Kędy dojść prościej do czyśćcowej bramy?»

A on: «My stałych tutaj miejsc nie mamy[95].

880

A wolno tylko posuwać nam nogę,

Tu w krąg i wyżej; wszędzie, gdzie iść mogę,

Jako przewodnik rad wskażę ci drogę.

Lecz patrz, dzień w swoim nachyla się biegu,

Iść tam wysoko i nocą nie radzę[96],

885

Lepiej pomyśleć o dobrym noclegu.

Tu od nas w prawo zebrane są duchy

W pustym ustroniu, kąt cichy i głuchy;

Jeśli się zgadzasz, do nich zaprowadzę,

A będziesz rad z ich uprzejmej gościny.

890

— «Jak to?» mistrz mówił, «czy w nocne godziny,

Nie wolno wchodzić na skał tych wyżynę?

Czy siłę traci w noc stopa idąca?»

Sordello wodząc swój palec po ziemi,

Rzekł: «Tu nie przejdziesz stopami twojemi

895

Tej jednej kreski po zachodzie słońca.

Tutaj gdy ciemność tę górę okoli,

Niemożność iścia[97] hamuje chęć woli.

Trudno iść nocą na same jej szczyty,

Póki widnokrąg dzień trzyma ukryty».

900

Natenczas mistrz mój jakby zadziwiony:

«Prowadź nas» mówił «do owej zachrony,

Gdzie nas ma spotkać uprzejma gościna».

I szliśmy; blisko leżała dolina,

Wklęsłością swoją w bok skały werznięta.

905

«Tam krok wstrzymamy naszego pochodu,»

Duch rzekł, «tam będziem czekać słońca wschodu».

Wiodła nas ścieżka pochyła i kręta,

Schodząc w dolinę krańcem jej wybrzeży,

Złoto i srebro, rubinu czerwieni,

910

Szafiru barwa, blask szmaragdu świeży,

Zgasły wszech kruszców połysk i kamieni

Przy tej doliny kwiatach i zieleni[98];

Jak wszelka małość przy wielkości znika.

Nie tylko pędzel natury bogaty

915

Tę grotę w zioła malował i kwiaty;

Ziejąc tysiącem zapachów dolina

Nieznanych woni lubością przenika.

Widziałem duchy, pomiędzy kwiatami

Siedząc nuciły pieśń: Salve Regina.

920

«Wprzódy nim słońce zapadnie przed nami,»

Rzekł Mantuańczyk, który nas prowadził,

«Zstąpić tam do nich ja bym wam nie radził.

Tu z brzegu stojąc na tych skał urwisku,

Widzieć będziecie ich gesta i twarze

925

Lepiej niż w grocie, w ich tłumnym nacisku.

Ten duch, co patrzeć sam na siebie każe,

Siedząc najwyżej, troską sfrasowany,

Co ust do chóru pieśni nie otwiera,

Był cesarz Rudolf; Italiji[99] rany

930

Mógł jeszcze leczyć, z których dziś umiera[100]:

A teraz długi czas upłynie, długi,

Nim ją do życia powróci kto drugi.

Duch, którym Rudolf rad wzrok swój napawa,

To był Ottokar, królewski wielmoża!

935

A rządził krajem, skąd płynąc Mołdawa

Wpada do Elby, a Elba do morza.

On był od pieluch większym wojownikiem

Niźli syn jego Wencesław brodaty,

Co płodził nierząd ze swymi gamraty.

940

Ten płaskonosy[101], co z dobrym Henrykiem[102]

Jakieś poufne prowadzi rozmowy,

Umarł zmykając przed swym przeciwnikiem,

Na wstyd i skazę liliji herbowej;

Patrz, jak pierś tłucze z zgryzoty i bólu!

945

Patrz, drugi wzdycha, i na pięść swej dłoni

Jak na wezgłowie skroń poważnie kłoni;

Widząc wcielone zło w Filipie królu,

Nad każdym jego bolejąc złym czynem,

Smucą się oba, ów zięciem, ten synem.

950

Patrz, to Piotr mężny, Karol Orlonosy[103],

Słuchaj, jak nucą pieśń zgodnymi głosy!

Pierwszy był sławnym królem za żywota;

Gdyby ten drugi młodzieniec od młodu[104]

Tron odziedziczył ojca, jeszcze cnota

955

Szłaby bez przerwy od rodu do rodu.

Jakub z Frydrykiem, drudzy spółdziedzice,

Posiedli tylko ojcowskie stolice,

Lecz przykład z ojca ich do cnót nie budzi:

Tak chce sąd boży, rzadko prawość ludzi

960

Ze szczepu nową latoroślą strzela,

Bóg prawość tylko proszącym udziela.

Choć Orlonosy, jak Piotr, co z nim śpiewa,

Cześć otrzymali dobrego wspomnienia,

Jednak Prowensal skarży, że z nasienia

965

Jego tak wiele złych kłosów dojrzewa;

Bo mąż Konstancji miał więcej zalety[105]

Niż Beatrycy mąż i Margarety[106].

Patrz, skromny w życiu, a wielki na tronie,

Angielski Henryk siedzi sam na stronie[107]:

970

Uradowany, że Anglicy wzrośli

Pod cieniem godnej szczepu latorośli.

A ten, co rzuca spojrzenie ponure,

I siedząc niżej wznosi oczy w górę[108],

To markgraf Wilhelm, po którego stracie,

975

Spokojnych rządów płaczą w Montferracie.

Pieśń VIII

976

(Wieczór w dolinie książęcej. Trzy gwiazdy. Wąż. Malaspina.)

Była godzina, w której żeglarzowi

Tęsknota serca pamięć dnia odnowi[109],

Gdy do przyjaciół mówi: Bądźcie zdrowi!

980

Godzina, w której oko łzy nie wstrzyma,

Płynącej z duszy nowego pielgrzyma,

Gdy dzwon wieczorny słyszy niespodzianie

Smutnie dzwoniący jak na dnia skonanie:

Gdy ja na śpiewy mało dając ucha,

985

Spostrzegłem w tłumie stojącego ducha,

Co dłonią błagał tłum o posłuchanie.

Duch złożył, podniósł w górę ręce obie,

Patrzając na wschód, jak gdyby w tej dobie

Mówił do Boga: Tyś mój Pan na niebie!

990

Te lucis ante, z jego ust pieśń brzmiała[110]

Pobożnie, taką słodką nutą wiała,

Że myślą, duszą wyszedłem sam z siebie.

Za nim tłum duchów całym chórem nucił

Ten hymn i oczy na gwiazdy wywrócił.

995

Tu, czytelniku, utkwij w prawdę oczy,

Zasłona lekka, przejrzysz w jej przeźroczy[111].

Widziałem potem, ta duchów gromada,

Myślą w pobożnym tonąc rozmyślaniu,

Patrzała w niebo; jak w oczekiwaniu

1000

Stała milcząca, pokorna i blada.

A potem z góry do skalnych rozdołów,

Dwóch zstępujących widziałem aniołów,

Z dwoma mieczami, jak z ognia kowane,

Tak płomieniste, lecz ostrza złamane.

1005

Jak liście w pączkach ich szaty zielone,

Zielonym pierzem ich skrzydeł wzruszone

Spływając z tyłu igrały z wiatrami.

Jeden z nich stanął blisko ponad nami,

A drugi zstąpił na brzeg przeciwległy.

1010

Tak stał tłum duchów między aniołami.

Oczy włos jasny ich łatwo postrzegły,

Lecz po ich twarzy zbłądziło spojrzenie,

Jak siła słabnie przez swe natężenie.

«Z Maryi kręgu,» rzekł Sordello, «oni

1015

Przychodzą trzymać straż wkoło tej błoni

Od węża, który ma przyjść w okamgnieniu».

Ja nic nie wiedząc, jaką przyjdzie drogą,

Spojrzałem za się i skolały[112] trwogą

Na mistrza wiernym wsparłem się ramieniu.

1020

Znów rzekł Sordello: «Gdzie są duchy owe,

Zejdźmy i z nimi zawiążem rozmowę;

Tu ciebie widzieć będzie im przyjemnie».

Zstąpiłem na dół trzy kroki, zda mi się,

Gdy wtem duch jeden wpatrywał się we mnie,

1025

Snadź[113] chciał mię poznać po twarzy zarysie.

Już tam powietrze tonęło w swym ciemnie,

Lecz jeszcze między jego a mym okiem,

Dość przyświecało wątpliwym półzmrokiem.

I cień szedł do mnie, ja szedłem do cienia:

1030

«Miło mi, Nino[114]! nie w grzeszników rzędzie,

Witać tu ciebie, tak zacnego sędzię!»

Gdyśmy skończyli czułe pozdrowienia,

On pytał: «Czy już czas upłynął długi,

Jak tu przybyłeś przez dalekie wody?»

1035

— «Zaiste, szedłem przez smutne przechody,

Nim pod tą górą stanąłem o świcie.

Choć w sobie noszę jeszcze pierwsze życie,

Nabywam drugie wędrując tą drogą».

On i Sordello, ledwom odpowiedział,

1040

W tył się cofnęli jak rażeni trwogą.

Jeden do mistrza zwrócił się, a drugi

Do ducha, który w głębi groty siedział.

«Chodź, patrz, Konradzie!» wołał, «co za dziwo!

Patrz, co Bóg zdziałał przez łaskę prawdziwą».

1045

Potem rzekł do mnie: «Przez wdzięczność szczególną,

Coś winien Temu, który w tajemnicę

Tak dobrze ukrył swą arcykrynicę,

Że nam wprost do niej dojść samym nie wolno!

Gdy nazad morze przepłyniesz olbrzymie,

1050

Powiedz mej córce, Joannie na imię,

Niechaj w tym miejscu za mną się przyczyni,

Gdzie wysłuchani są wszyscy niewinni[115].

Wątpię, jej matka czy jeszcze mnie kocha,

Wdowią zasłonę już zrzuciła płocha[116].

1055

Przez nią wiem, ile kobiece kochanie

Trwać może, jeśli wzrok i dotykanie

Żaru jej uczuć często nie poddyma.

Znany herbowy wąż w Medyjolanie[117]

Czy jej nagrobne okrasi marmury

1060

Świetniej niżeli mój kogut z Gallury?»

Kiedy to mówił, czytałem oczyma

Prawą żarliwość z całej jego twarzy,

Co na dnie serca, miarkując się, żarzy.

Gdy wzrok mych oczu pod gwiazdy się wznosi.

1065

Tam gdzie leniwiej po niebie się wloką,

Jak części koła najbliższe od osi.

Wódz mówił: «Co ty widzisz tam wysoko?»

A ja: «Poglądam na trzy światła spore,

Od których w ogniu cały biegun gore[118]».

1070

Mistrz: «Cztery gwiazdy, coś widział dziś rano,

Zstąpiły niżej, jak idzie ich droga,

A te trzy weszły w kolej im wskazaną».

Sordello mistrza za rękę pociągnął,

Mówiąc: «Czy widzisz tam naszego wroga?»

1075

I wskazujący doń palec wyciągnął.

W ujściu doliny jest małe wydroże,

Jak otwór w starym i nadgniłym drzewie

Na skroś otwarty, tam leżał wąż, może

Ten sam, co podał gorzki owoc Ewie.

1080

I zły gad pełznął trawami, kwiatami,

Czasem na grzbiet swój błyszczący łuskami

Zawracał głowę, liżąc się jak zwierze,

Gdy chce językiem lizać swe pacierze.

Stojąc wylękły i prawie bez duchu,

1085

Nie mogłem widzieć, a dziś nie wyrażę,

Jak się ruszyły te niebieskie straże.

Lot ich odgadłszy po powietrza ruchu,

Gdy w nim szumiało ich zielone pierze,

Wąż uciekł w jamę, aniołowie potem

1090

Na miejsce równym spuścili się lotem.

Cień, co się zbliżył do sędziego Nina[119],

Wciąż patrząc na mnie, tak mówić zaczyna:

«Pochodnia, co tu przyświeca twej doli[120],

Niech tyle wosku znajdzie w twojej woli,

1095

Ile go tobie do światła potrzeba,

Wejść na tę górę, z tej góry do nieba.

Udziel mi, jeśli masz jakie nowiny

Znad Magry, byłem panem tej krainy,

Nazwisko moje Konrad Malaspina.

1100

Kochałem krewnych bez ziemskiej zawiści,

Czułą miłością, która się tu czyści».

— «Kraj twój,» odrzekłem, «obcy dla mej stopy,

Lecz któż nie słyszał o nim śród Europy?

Sława, przez którą dom się twój podnosi,

1105

Rozgłasza panów i ziemię ich głosi,

Że kto tam nie był, już ją poznał z wieści:

Klnę się, jak pragnę wejść na wierzch tej góry,

Ród twój nie zbacza od dziedzicznej cześci[121],

Tej sławy, jaką winni twe naddziady

1110

Hojnej kieszeni, hartowi swej szpady.

Taką moc nałóg ma dobrej natury,

Kiedy wódz świata złe daje przykłady,

Którymi ludzie obłąkać się mogą,

On idzie prosto i gardzi złą drogą».

1115

A on: «Idź teraz, wprzód nim słońce z drogi

Siedm razy zejdzie pod Barana rogi,

To grzeczne zdanie z cukrowymi słowy

Większym ci ćwiekiem wbije się do głowy,

Jakie bądź kiedy z drugich ust wyjść może,

1120

Jeśli się sądy nie zawieszą boże».

Pieśń IX

1121

(Dante we śnie przeniesiony przed bramę właściwego czyśćca. Otrzymuje absolucję i wchodzi. Łucja. Siedem P.)

Starożytnego kochanka Tytona[122],

Uchodząc z objęć swego nałożnika,

Już białym rąbkiem w wschodniej wiała bramie:

1125

Dyjamentami swe czoło natyka,

Na podobieństwo kształtu skorpiona,

Który ogonem jako żądłem bodzie.

Tam, gdzieśmy byli, już noc w swym pochodzie

Dała dwa kroki, a za trzecim krokiem

1130

Z obwisłych skrzydeł potrząsała mrokiem.

Włócząc proch z sobą wzięty po Adamie,

Snem zwyciężony przyległem na trawie,

Gdzie nas samopięć[123] siedziała drużyna.

Była to bliska przedświtu godzina,

1135

Gdy smutnie kwilić jaskółka zaczyna[124],

Godzina, w której wyzwolony prawie

Duch nasz od ziemskich myśli, dziennej troski,

W swoich widzeniach jest nieledwo boski.

Widziałem we śnie, orzeł złotopióry

1140

Wisiał pod niebem i skrzydła otwierał,

Jakby się spuścić na ziemię zabierał.

Zda się, tam byłem, skąd on niespodzianie

Wzniósł Ganimeda w niebieskie zebranie[125].

Myśliłem sobie: może ten król ptaszy

1145

W tym miejscu tylko rój lataczów straszy?

Wkrótce z łoskotem spadł jak piorun z chmury

I w sferę ognia uniósł mię zarazem:

Żar piekł mię jakby gorącym żelazem,

Aż sen mój cały znikł z swoim widziadłem.

1150

Nie mniej Achilles drżał, gdy przebudzone

Oczy obracał w tę i ową stronę,

Kiedy śpiącego skradłszy od Chirona,

Na Scyros matki zaniosły ramiona,

Gdzie jego bystre wyśledziły Greki[126]:

1155

Jak ja zbudzony tam drżałem i zbladłem,

Gdy sen w popłochu pierzchnął z mej powieki.

Mój wódz ode mnie stał tam niedaleki.

Słońce już weszło od dwóch godzin może,

Zwrócony twarzą patrzałem na morze.

1160

Mistrz mówił: «Hamuj próżne niepokoje,

Jużeśmy przyszli w bezpieczną ostoję[127].

Tu zbierz, wytężaj wszystkie siły twoje.

Patrz, oto czyściec! wał, co go zamyka,

W skale otwiera drzwi dla podróżnika.

1165

W chwili, gdy przedświt brzask dzienny spotyka,

Gdy w śnie na kwiatach twa dusza marzyła,

Przyszła niewiasta do mnie i mówiła:

»Jestem Łucyja[128], pozwól mi wziąć jego,

Ulżę mu drogi, zaniosę sennego«.

1170

Sordello został wśród duchów gromady,

Ona szła wyżej, ja za nią w jej ślady.

Gdy dzień zaświtał, oto pod tym głazem

Złożyła ciebie niebieska istota,

Piękne jej oczy wskazały te wrota,

1175

Ona i sen twój zniknęły zarazem».

Jak człowiek walką znużony wątpienia,

Gdy widzi prawdę, strach w pokój zamienia,

Tak się zmieniłem; gdym ochłonął z trwogi,

Wódz mię prowadził na wyższe skał progi.

1180

Mój czytelniku, zwróć uwagę wcześniej,

Niech cię nie dziwi, że treść mojej pieśni

Podnosząc, do niej dostrajam jej nutę.

Podszedłszy bliżej, ciekawością ginę,

Zrazu widziałem jak w murze szczelinę,

1185

Był to wprost otwór, drzwi w skale wykute[129]:

Gdy mi wyraźniej odnosił wzrok wierny

Bliższe przedmioty, widziałem trzy stopnie,

Nad nimi siedział milczący odźwierny.

Patrzeć mu w oczy nie miałem odwagi,

1190

A w jego ręku połyskał miecz nagi[130],

Odbitym blaskiem wzrok raził okropnie.

Niemy odźwierny przemówił nareszcie:

«Stąd gdzie stoicie, mówcie, kto jesteście?»

A mistrz: «Niewiasta, niebieska istota,

1195

Nam powiedziała: idźcie, oto wrota!»

Odźwierny mówił łagodnymi słowy:

«Oby krzepiła ona wasze kroki,

Idźcie po stopniach tej mojej opoki!»

Szliśmy przez stopień pierwszy marmurowy,

1200

Biały i gładki, patrząc prostopadle,

W nim się przejrzałem cały jak w zwierciadle[131].

Drugi był z głazu ciemniejszego kuty,

Jakby pożarem wzdłuż i w szerz rozkłuty.

Trzeci był, zda się, z porfirowej bryły,

1205

Jak krew czerwony, gdy wytryska z żyły.

Ten odźwiernemu służył za podnóże,

Sam zaś na progu siedział z dyjamentu.

Promienny wieniec skroń jego okola,

Przez stopnie wiodła moja dobra wola.

1210

Mistrz mówił: «Proś go, korzystaj z momentu,

Drzwi te otworzyć pokora ci może.

I do stóp świętych upadłem w pokorze.

Trzy razy w piersi uderzywszy moje,

Mówiąc «Przez litość otwórz te podwoje!»

1215

On ostrzem miecza śmignąwszy w półkole,

Siedem P krwią mi wypisał na czole

I rzekł: «Tam idąc, zmaż wszystkie litery».

Jak popiół lub jak ziemia upalona

Podobnej barwy kryła go opona

1220

I wnet dwa klucze dobył spod jej poły,

Jeden był złoty, drugi srebro-szczery[132].

Wprzód białym, w kolej żółtym wiercił zamek,

Aż drzwi wzruszone zaszczękły od klamek.

Czułem się w sobie rzeźwy i wesoły.

1225

— «Jeden z tych kluczów gdy źle wierci piorem,»

On mówił, «drzwi te nie staną otworem:

Jeden z tych kluczów jest droższy, lecz drugi

Wymaga sztuki i nauki długiej,

Albowiem zamku sprężynę odgina.

1230

Piotr mi je dając, tak mnie upomina:

»Lepiej z pomyłką otwieraj drzwi święte[133],

Niż gdybyś trzymał drzwi te wciąż zamknięte,

Niech tylko grzesznik do stóp mych upada«».

I pchnąc do środka drzwi święte, powiada:

1235

«Idźcie! niech w posłuch pójdzie rada szczera,

Ten już wstecz idzie, kto się w tył obziera[134]».

Drzwi kute z twardych i dźwięcznych metali

Na swych wrzeciądzach skrzypnęły z łoskotem[135]

Jak drzwi tarpejskie pod Cezara młotem,

1240

Kiedy Metella od nich odegnali,

Aby wypróżnić skarb ładowny złotem.

Wchodząc, słyszałem, zda się, słodkie psalmy,

W kolej śpiewano: Ciebie, Boże, chwalmy[136]!

Lecz psalm chór pieniem zagłuszał zmieszanem

1245

Jak gdy w kościelnej uroczystej ciszy

Grzmi pieśń swą nutę żeniąca z organem,

Raz ucho słyszy, to znów słów nie słyszy.

Pieśń X

1248

(Oddział II. Krąg I. Dumni.)

Kiedyśmy za próg już przeszli drzwi święte,

1250

Których tak rzadko próg otworem stoi[137],

Z powodu ludzi złej woli, co roi,

Że najprostszymi widzi drogi kręte,

W ich dźwięku czułem, że były zamknięte.

Gdybym tam do nich obrócił me oczy,

1255

Gdzież jest wymówka takiej winy godna[138]?

I szliśmy środkiem rozkłutej opoki,

Co nam z obu stron zwężała swe boki,

To roztaczała jako fala wodna,

Gdy o brzeg trąci, a potem odskoczy.

1260

«Tu» wódz rzekł «trzeba nieco użyć sztuki,

Tam i sam szersze stopą kreśląc łuki,

Idźmy, gdzie głębsze ma skała wydroże».

Ta troska nasze tak spóźniła kroki,

Że zachodzący księżyc o tej porze

1265

Już do snu głowę skłonił na swe łoże,

Wprzód nim wyszliśmy z wąskiej rozpadliny.

Lecz gdyśmy przyszli na plac otworzysty,

Tam, gdzie ma góra bok więcej spłaszczony,

Oba niepewni drogi, ja znużony,

1270

Staliśmy chwilę na jej płaskim sklepie,

Pustym i dzikim jak droga na stepie.

Z brzegu otchłani do wyższej drożyny,

Która po skałach pięła się wysoko,

Był plac jak na wzrost człowieka troisty;

1275

W lewo, na prawo, ile mogło oko

Sięgać, widziałem, płaski głazu kawał

Równoodlegle od skały wystawał.

Wnętrzna[139] z białego marmuru jej ściana

Prosta, pod samo jej ostrze ściosana,

1280

Płaskorzeźbami wciąż była rzezana,

Na wstyd arcydzieł natury i dłuta[140].

Anioł, co zstąpił na ziemskie padoły[141]

Z wieścią pokoju, którego wespoły

Świat we łzach wzywał przez tak długie lata,

1285

A który niebo otworzył dla świata;

Tam postać tego anioła wykuta

Taką dyszała prawdą i naturą,

Że się nie zdawał być niemą figurą,

Każdy by przysiągł, że on mówił: Ave[142].

1290

Bo i Tej snycerz tam wyrył postawę,

Co wymodliła klucze, aby niemi

Wszechmocną miłość otworzyć na ziemi,

Tam wyraziły jej postać, jej lica,

Odpowiedź: Otom Pańska służebnica!

1295

Wiernie jak pieczęć woskowa tablica.

«Niech w jednym punkcie twoja myśl nie tonie,»

Słodki mistrz mówił, mając mię na stronie,

Tuż blisko siebie, gdzie nam serce bije.

Podszedłem patrzeć, widziałem Maryję;

1300

Potem zachodząc z drugiej mistrza strony

Widziałem w rzeźbie drugą historyję,

Z bliska w niej topiąc wzrok mój zachwycony.

Tam rydwan byków sprzężajem ciągniony

Wiózł arkę świętą; śmierć tego uderza,

1305

Komu jej straży sam Bóg nie powierza[143].

Lud bieżał tłumem przed arką przymierza,

Siedmiu chórami dwa mi zmysły kłóci,

Między Tak, nuci, i Nie, on nie nuci.

I dym kadzideł w podobne złudzenie

1310

Wtrącił dwa zmysły, wzrok i powonienie,

Taka w nim prawda była rzeczywista!

Od długiej sukni z połą zachyloną,

Wodząc rej tańca pokorny Psalmista[144]

Przed ową urną biegł błogosławioną,

1315

A był tam wyższym i niższym od kroli.

Z okien pałacu szydna twarz Micholi

Nań poglądała wzdłuż ulicy miasta,

Jak pełna wzgardy i smutku niewiasta.

Z miejsca, gdzie stałem, stopy oderwałem,

1320

By bliżej widzieć historyję nową,

W której utkwiłem me oczy z zapałem.

Tam uwieczniony rzeźbą marmurową

Był ten, którego cnotami ujęty,

Z piekła wymodlił duszę Grzegorz święty

1325

Imperatora rzymskiego Trajana[145].

Przy tręzlu jego rumaka w żałobie

Stała tam wdowa łzami upłakana;

Cezar tłum wielki jeźdźców miał przy sobie,

A złote orły nad cezara głową

1330

Grały z wiatrami. Wdowa nieszczęśliwa

Wśród tłumu zda się w te słowa odzywa:

— «Zemścij się, panie, syna mi zabito,

Serce mi pęka». A cezar: «Kobieto,

Czekaj, nim z wojny powrócę». A ona,

1335

Jak ten, którego bodzie boleść żywa,

— «Jeśli nie wrócisz? umrę niezemszczona».

A on: «Namiestnik mój w imię cezara

Ukoić twoją zemstę się postara».

A ona: «Dobro bez twojej zasługi

1340

Spełni się, jeśli spełni je kto drugi».

On w końcu: «Biorę w posłuch twoją radę;

Abym powinność spełnił, nim odjadę,

Chce sprawiedliwość, wstrzymuje mię litość».

Ten, co przenika wszystkich rzeczy skrytość,

1345

W usta ich wkładał te nam nowe słowa,

Bo gdzież na ziemi dziś jest taka mowa?

Podczas gdym wzrok mój nasycał łakomy

Wizerunkami tak wielkiej pokory.

Tym chętniej, gdy ich sztukmistrz nam znajomy,

1350

Poeta szepnął: «Duchów korowody

Ciągną tu z dala, lecz ich krok niespory[146];

Oni na wyższe nas wprowadzą schody».

Wzrok mój nowości oglądania chciwy,

Oczy ku niemu zwrócił nieleniwy.

1355

Zważ czytelniku raz jeden i drugi,

Jak z bożej woli tu płacą się długi.

Nie uważając na formę męczeństwa,

Myśl, jaka palma czeka ich zwycięstwa;

Że czas ich kary słusznej a koniecznej

1360

Nie przejdzie kresu za sąd ostateczny.

Począłem: «Mistrzu, widzę cieniów ruchy,

Lecz wątpię, czy to rzeczywiste duchy,

Tak mi ich w oczach mgli się wizerunek[147]».

Mistrz do mnie: «Ciężki ich kary warunek

1365

Tak ich do ziemi nagina i tłoczy,

Że zrazu o nich zwątpiły me oczy.

Lecz patrzaj bystro, własnymi oczami

Poznasz te zgięte duchy pod głazami,

A sąd twój zgadnie mąk ich tajemnicę.

1370

O dumni, nędzni, słabi chrześcijanie!

W których pojęcia tak mdły ognik świeci,

Jak błahe wasze w swój postęp ufanie.

Czyż nie widzicie, żeśmy gąsienice,

Poczwarki, z których lęgnie się i tworzy

1375

Anielski motyl, motyl, który leci

Bezbronny na sąd, przed majestat boży.

Waszych rozumów na cóż ślepa buta

Zadziera głowę na obraz koguta,

Kiedy z was każdy jest płaz urodzony,

1380

Robactwo, jego płód niedonoszony!

Jak zamiast gzymsów widzimy figury[148]

Dach dźwigające wystały nad mury,

Gdy w skurczu z piersią stykając kolano,

Budzą w nas litość boleścią udaną,

1385

Tak wykrzywione w postaci szkaradne,

Szły duchy, twarze ku ziemi zwiesiwszy:

Wprawdzie nierówno głaz ich barki gniecie,

Podług ciężaru, co kto niósł na grzbiecie;

Jeden w swej męce bodaj najcierpliwszy,

1390

Skarżąc, zdało się, mówił: «Ja upadnę!».

Pieśń XI

1391

(Ojcze nasz. Malarz. Oderisi i inni.)

«Ojcze nasz, niebem nieobjęty twojem,

Przez miłość, z jakąś ukochał głęboko

Pierwsze istoty, co są tam wysoko,

1395

Święć się Twe imię przez wszelkie stworzenie,

Moc, mądrość Twoja przez ich dziękczynienie:

Przyjdź Twe Królestwo, gdy to z swym pokojem

Nie znijdzie do nas, nasz duch mdły, o Boże!

Sam doń o własnej sile dojść nie może.

1400

Jak aniołowie ofiarę Ci w niebie

Robią z swej woli, śpiewając Hosannę,

Oby tak ludzie robili dla Ciebie!

Dziś nam, błagamy, daj powszechną mannę[149],

Bez której na tej pustyni żywota

1405

Wstecz idzie, kto się więcej naprzód miota.

Jak winy drugich przebaczamy sami,

Ty na karb łaski policz nasze długi,

Przebacz, a nie patrz na nasze zasługi.

Spraw, nasza wola tak ułomna, oby

1410

Starego wroga uniknęła proby!

Zbaw ją od złego, niech z pokus powstanie.

A tę ostatnią modlitwę, o Panie!

Nie mówim za nas, tu złe nas nie mami,

Lecz za tych, którzy zostali za nami».

1415

Modląc się za się i za nas zarazem,

Szły duchy, każdy ugięty pod głazem,

Podobne temu, co w śnie marząc mniema,

Że dźwiga ciężar barkami obiema.

A idąc, mdlały z trudu i żałości,

1420

W krąg pierwszym gzymsem, co górę okola,

By się oczyścić z światowych ciemności.

Jeśli tam za nas modlą się tak szczerze,

Słusznie tu za nich słać modły, pacierze,

Tym, których dobrą zasadę ma wola.

1425

Trzeba im pomóc obmywać te plamy,

Jakie tam wszyscy ze świata wnaszamy;

Aby te dusze, już lekkie i czyste,

Mogły ulecieć pod kręgi gwiaździste.

— «Prawo i łaska ulżą wam zaiste[150],

1430

I wasze skrzydła lekkie, jako trzeba,

Podług żądz waszych wzniosą was do nieba.

Wskażcie, skąd prędzej na schody dojść można.

Gdzie ścieżka do nich jak najmniej bezdrożna.

Bo mój towarzysz wędrując tą skałą,

1435

Ze krwi i kości Adamowe ciało

Dźwigając, za mną sunie krok powoli

Po złomach skał tych, mimo dobrej woli».

Zgodnie do wodza mojego przemowy,

Nie wiem, duch jaki odrzekł tymi słowy:

1440

«Brzegiem na prawo wstępujcie tu z nami,

Znajdziecie przejście pomiędzy skałami,

Którędy może iść człowiek żyjący.

Gdyby nie kamień na barkach ciężący,

Co mi do ziemi twarz i czoło chyli,

1445

Spojrzałbym, może poznałbym w tej chwili

Tego, co nie chce zwać się po imieniu,

By litość jego wzbudzić w mym cierpieniu.

Z możnych Toskanów ja byłem Latynem,

Aldobrandeska pierworodnym synem.

1450

Nie wiem, czyś kiedy znał nasze nazwisko?

Z mych antenatów pełen próżnej chluby,

Wzbiłem się w pychę, a pycha nie wierzy,

Że pochodzimy ze wspólnej macierzy.

Gardziłem ludźmi, z nikim ani blisko,

1455

Ta wzgarda była przyczyną mej zguby.

Jak mię w Maremmie zabito zdradziecko,

W Kampognatiko powie lada dziecko.

Jestem Omberto[151], grzech mój w oczach stoi,

Pychą zginąłem ja i wszyscy moi.

1460

Za grzech ten ciężar zgina barki moje,

Aż nim tą karą Boga zaspokoję.

Czegom nie robił między żyjącymi,

Tu robię teraz między umarłymi».

Słuchając jego w dół zwiesiłem głowę.

1465

Wtem drugi, nie ten, co uciął rozmowę,

Ledwo się zwrócić pod ciężarem zdołał,

Spojrzał, mnie poznał, po imieniu wołał,

Z męką trzymając wzrok we mnie utkwiony;

Szedł obok drugich cały pochylony.

1470

— «Ty Oderisi[152]?» rzekłem doń, «O, chlubo

Ziemi Urbino, jak cię witać lubo!

Zaszczycie sztuki pod nowym nazwaniem,

Co zwą w Paryżu: illuminowaniem».

—«Bracie» rzekł: «teraz Franczesko z Bolony[153]

1475

Kość, papier barwi w świetniejsze kolory.

On wieńcem chwały promienieje wszystek,

Z której mi został ledwo mały listek.

W życiu do pochwał nie byłbym tak skory,

Bom chciał prześcignąć drugich pędzla prace;

1480

Tej dumy cło tu pogrobowe płacę.

Byłaby jeszcze nie tu moja droga,

Gdybym się w końcu nie zwrócił do Boga.

O jakżeś marna, ludzkiej władzy chwało!

Roślino wiotka, z krasą krótkotrwałą,

1485

Szybko zieloność z jej wierzchołka znika,

Gdy barbarzyństwa czasów nie dotyka.

Pierwszy z malarzy Cimabue, oto,

Blask jego sławy przygasza Giotto[154].

Tak Gwido wydarł drugiemu Gwidowi

1490

Palmę nadania prawa językowi[155]:

A może gdzieś już narodził się trzeci,

Co spędzi obu i w gniazdo ich wleci.

Bo rozgłos świata, to poświst wichrowy,

Który przychodzi z strony tej i owej,

1495

Wiejąc imieniem raz tym, znowu innym.

Kondycja ludzka, ŚmierćO czybyś większą przyodział się chwałą,

Kładąc w grób wiekiem potyrane ciało,

Czy mrąc na ustach z szczebiotem dziecinnym?

Mów, będziesz więcej mieć imię błyszczące,

1500

Nim lat przeżyjesz jakie trzy tysiące?

Wiek ten z wiecznością porównany zda się

Krótszym niż jedno okamgnienie w czasie,

Do księżycowej porównane jazdy,

Na niebie bodaj najleniwszej gwiazdy[156].

1505

Ten, co krok ciężki sunie przez kamienie,

Wśród Włoch miał głośne imię bohatera[157].

Dziś o nim ledwo kto wspomni w Sijenie.

Będąc jej władcą, syt świetnych wawrzynów,

Pod Montaperto pobił florentynów,

1510

O których wtenczas tak dumną stolicę

Dzisiaj targ robią jak o nierządnicę.

O! wasza chwała to trawa zielona,

To, co jej barwę daje i odbiera,

Pod słońcem wzrosła, w słońcu upalona».

1515

Ja na to: «Pełne prawdy twoje słowa

Szczepią w mym sercu niemałą pokorę,

Wielką mą pychę ty uniżasz w porę:

Kto on, o którym nadmienia twa mowa?»

— «To Prowencano! zwykły pychą błądzić,

1520

Jak samodzierżca chciał Sijeną[158] rządzić:

I odkąd jemu śmierć zamknęła oczy,

Bez odpoczynku jak kroczył, tak kroczy.

Taką monetą tu swe długi płaci

Ten, co za wiele śmiał wznieść się nad braci».

1525

A ja: «Jeżeli dochodzące duchy

Kresu dni swoich bez żalu i skruchy

Stoją na dole, iść wyżej nie mogą,

(Chyba zbawienne modły im pomogą,)

Aż nim czas równy ich życiu upłynie,

1530

Skądże mu wolno iść po tej wyżynie?»

«Za dni swej chwały» cień rzekł «on w Sijenie

Sam z dobrej woli na rynku przyklękał,

Żebrząc jałmużny, wstydu się nie lękał[159],

Aby wykupić więźnia przyjaciela,

1535

Którego Karol więził od lat wiela,

I czuł w swych żyłach wszystkich pulsów drżenie!

Dość mówić o tym; ciemne są me słowa,

Lecz wkrótce myśl, co pod nimi się chowa,

Postępkiem ziomków twoich oświecony,

1540

Ujrzysz wyraźnie spod tych słów zasłony.

Czyn ten wycofał z woli niebios Pana

Z krańców czyśćcowych duszę Prowencana».

Pieśń XII

1543

(Ku kołu II. Obrazy u wyjścia. Anioł zdejmuje z czoła poety pierwsze P.)

Jak pług ciągnące woły równym ruchem,

1545

Nim słodki mistrz mię nie ostrzegł słowami,

Krok w krok stąpałem z tym przygiętym duchem[160].

Lecz kiedy rzekł mi: «Rzuć go a idź dalej,

Bo tu jest dobrze żaglem i wiosłami

Gnać, ile można, swą łódkę po fali».

1550

Wyprostowałem całe moje ciało,

Jako chcącemu iść prędzej przystało,

Choć myśli miałem przygięte w tej chwili[161]:

I szliśmy szybko, ja i mistrz Wirgili,

Dowodząc oba, jak lekcyśmy byli[162]!

1555

W końcu rzekł do mnie: «Spuść na dół twe oczy,

A lżej ci będzie wędrować tą drogą[163],

Widząc grunt, jakim twoja stopa kroczy».

Jak nad sklepioną kościołów podłogą

Dla przedłużenia umarłych pamięci

1560

Płaskorzeźbami wyrażają groby

Zeszłych ze świata popiersia osoby;

Obraz ich w sercach pobożnych żal budzi,

Rozpamiętując pamięć zmarłych ludzi,

Często nam w oczach, aż łza się zakręci:

1565

Tak droga między otchłanią i górą

Wzrok mój nęciła niejedną figurą,

A każda z stokroć większym życiem kuta

I podobieństwem podług sztuki dłuta.

Widziałem tego, co piękniej stworzony

1570

Od wszystkich stworzeń, które z nim na głowę

Spadały z nieba jak skry piorunowe[164].

Tam Bryjareusz leżał z drugiej strony[165],

W pierś Jowiszowym grotem ugodzony;

Przytłaczał ziemię swoim skrzepłym ciałem.

1575

Wokoło ojca stoją Mars, Pallada,

W ich ręku jeszcze broń tryumfu świeci,

Patrzą, jak olbrzym na proch się rozpada.

U stóp Babelu Nemroda widziałem[166],

Stał, poglądając jako obłąkany

1580

Na tłum narodów w Sennarze zebrany.

Niobe! wzrok mi zabiegł łzą gorącą,

Pośród tej drogi widząc cię płaczącą

Między siedmiorgiem twych umarłych dzieci[167].

Saulu! tam własny miecz w twe piersi wbity,

1585

Jak na Gilboe; odtąd gór tych szczyty

Schną niezwilżane ni rosą, ni deszczem[168].

Arachne! jak tam tyś wyschła i zwiędła!

Widziałem ciebie zmienioną w pająka[169],

Smutny po niciach twych się krosien błąka,

1590

Któreś, niestety, na swą zgubę sprzędła.

Twój, Raboamie, strach mię wstrząsał dreszczem,

Gdy tam uciekasz jak zbieg w twym rydwanie,

Nim cię lud własny skazał na wygnanie.[170]

Rznięta marmuru wyrażała szyba,

1595

Jako Alkmeon własną matkę zmusza

Przypłacić drogo zgon Amfiarausza[171];

Jako synowie wściekli Sanheriba[172]

W świątyni głowę ojcowi ucięli

I samotnego trupa odbieżeli[173];

1600

Jak Asyryjczyk, gdzie go popłoch niesie,

Pierzchał po zgonie twym, Holofernesie!

I Cyrus dłutem był rznięty w marmurze,

Od Massagetów zabity królowej;[174]

Ta zda się mówi do odciętej głowy:

1605

«Tyś krwi łaknęła, we krwi cię zanurzę».

Widziałem Troję w gruzach i w popiele:

O Ilijonie dumny! jak niewiele

Miejscaś tam zajął w płaskorzeźby ramach,

W dymie twych gmachów i w skruszonych bramach.

1610

Arcymistrz pędzla i dłuta do razu

Snadź[175] tam malował i dłutował z głazu

Wszystkie postaci tak pełne wyrazu.

Żywi jak żywi, zmarli jak umarli,

Wszyscy się zdali, gdy ich depcąc nogą

1615

Z schylonym czołem szedłem ową drogą.

Wy, coście w pysze swe głowy zadarli,

Synowie Ewy! nie zniżajcie czoła,

Idąc, niech duma, co was tak unasza,

Ujrzy na końcu, jak zła droga wasza!

1620

Już wkoło góry uszliśmy niemało,

I słońce wyżej ponad nami stało,

Czego zajęty wzrok nie dostrzegł zgoła:

Kiedy idący ciągle wprzód tą skałą

Rzekł: «Podnieś głowę, a idź sporszym krokiem,

1625

Patrz, oto ku nam idzie anioł gończy,

Szósta dnia sługa już swą służbę kończy[176].

Uczcij go całą osobą i wzrokiem,

Niech go z pokorą dusza twoja wita,

Myśl, że dzień taki więcej nie zaświta».

1630

Nie ciemną dla mnie zdała się ta mowa,

Korzystaj z czasu, chciał rzec przez te słowa.

Biało odziana szła piękna istota,

Twarz jej jak gwiazda poranna migota.

Anioł otworzył ramiona, a potem

1635

Wpół otworzonem powiał skrzydłem złotem,

Mówiąc: «Tu chodźcie, oto bliskie schody,

Tu oczyszczeni idą jak na gody».

Jak odpowiedzieć niewielu jest w stanie

Na tak urocze i święte wezwanie!

1640

Przecz ludzie wzlatać tam wyżej stworzeni,

Spadają lada wiatrem potrąceni?

Anioł wprowadził nas w skały wydroże,

Przy wejściu skrzydłem uderzył mię w czoło;

I przyrzekł podróż lekką i wesołą.

1645

Jak na tę górę stopa łatwiej wschodzi,

Gdzie święty kościół i krzyż, godło boże,

Nad florenckimi panują murami[177];

Bo ściana góry porznięta schodami,

W czasach szczęśliwszych, gdy obyczaj stary

1650

Szanował wagi, rachunki i miary,

Tak się przez schody pochyłość łagodzi

Stoczona z kręgu drugiego opoki,

Choć ją z obu stron ściska głaz wysoki.

Gdyśmy wchodzili w skał ciasne wąwozy,

1655

Z uroczych głosów zabrzmiał śpiew w mym uchu:

Błogosławieni są ubodzy w duchu[178].

O jak te ścieżki różne od piekielnych!

Gdy tu wchodzimy wśród pieśni weselnych,

Tam pośród jęków i okrzyków zgrozy.

1660

Ledwo wstąpiłem na te schody święte,

Zda się, że ciało było ze mnie zdjęte,

Stokroć lżej po nich szedłem niż płaszczyzną.

— «Mistrzu, mów, jaki tu ciężar spadł ze mnie,

Że mi tak lekko stąpać i przyjemnie?»

1665

On odpowiedział: «Gdy skrzydło anioła

Wszystkie P w końcu zetrze z twego czoła[179],

W ślad dobrej woli stopy się poślizną,

Nie czując trudu, jaki teraz znoszą,

Im wyżej, z większą wstępując rozkoszą».

1670

Na wzór rzecz jakąś na głowie niosących,

Którą, nie mogąc domyśleć się sami,

Podejrzewają z gestów przechodzących;

Domysł co prędzej chcąc sprawdzić rękami,

Póty szukają, aż nim rąk ich czynność

1675

Wypełni wiernie ich oczu powinność;

Zaraz do czoła sięgnąłem palcami[180],

I gdy znalazłem mniej jedną literą,

Jakimi anioł me czoło naznaczył,

Ten, co gest nowy zauważać raczył,

1680

Wódz mój radością uśmiechnął się szczerą.

Pieśń XIII

1681

(Koło[181] II. Zazdrośni. Sapia.)

Na wierzchu schodów byliśmy, gdzie skała

Drugim wypustem górę zamykała,

Kędy wstępując czyszczą się grzesznicy.

1685

Tam jako pierwszy jest krąg wkoło góry,

Wzwyż podniesiony, bez żadnej różnicy,

Tylko łuk jego prędzej się zagina[182].

Tam płaskorzeźbą rzezane figury

Nie nęcą oczu, a oczu uwaga:

1690

Brzeg równy, droga jednostajnie naga,

A barwa skał jej ołowianosina.

Wódz mówił: «Jeśli będziem czekać kogo[183],

Aby zapytać, jaką tu iść drogą,

Czas nazbyt długą zmitrężymy zwłoką».

1695

Na koniec w słońce zatopił swe oko,

Środek swych ruchów wsparł na prawej nodze

I cały lewą obrócił się stroną.

«O słodkie światło[184]! pod którym ja wchodzę

Na nową drogę z ufnością natchnioną,

1700

Prowadź nas» mówił «tym kręgiem, jak trzeba.

Ty świat ogrzewasz i świecisz nam z nieba,

Jeśli przyczyna jaka nie zawadzi,

O! niech twój promień zawsze nas prowadzi».

Przestrzeń, co milą zwą na tym padole,

1705

Przeszliśmy szybko zbrojni w czynną wolę.

I oto czułem, jak ku nam bieżeli,

Bo nie widziałem, duchy czy anieli?

Mówiąc, wzywając uprzejmie, by społem

Ucztować z nimi za miłości stołem[185].

1710

Głos pierwszy lecąc szeleścił słowami:

Vinum non habent[186] i przeszedł za nami,

Wtórząc te słowa jak dźwięk echa długi.

Nim ścichł, przechodził, wołając, głos drugi:

«Jam Orest[187]!» i znikł jak pierwszy w tej chwili.

1715

«Czyje to głosy, skąd ich echo leci?»

Gdym pytał, lecąc przemówił głos trzeci:

«Miłujcie bliźnich, co wam źle robili[188]».

Dobry mistrz mówił z słodyczą oblicza:

«Krąg ten biczuje, smaga grzech zawiści[189],

1720

Dlatego Miłość potrząsa sznur bicza.

Wędzidło grzechu dźwięk wydaje inny,

Dźwięk ten posłyszysz, gdzie tej zmazy winny

W pokucie duch się przebaczeniem czyści.

Teraz w tę stronę wytężaj spojrzenie,

1725

A ujrzysz duchy leżące na skale,

Każdy o ścianę jej leży oparty».

I czujne oczu podwoiłem warty,

Patrzałem bystrzej i widziałem cienie,

Jak głaz sinymi okryte płaszczami.

1730

Gdy coraz dalej i dalej stąpałem,

«Maryjo! módl się za nami!» słyszałem;

Potem wołali: «Pietrze i Michale!

I wszyscy święci, módlcie się za nami!»

Gdzieżby był człowiek tak zimnym kamieniem,

1735

Co by się moim nie wzruszył widzeniem?

Bo gdy patrzałem z bliska na te duchy,

Widząc wyraźniej ich rysy i ruchy,

Z boleści łzą mi nabiegła źrenica.

Ciało ich kryła licha włosiennica,

1740

Jeden na drugim opierał mdłe ciało,

A wszyscy byli podpierani skałą.

Jak ślepi co dzień łaknąc manny z nieba,

Siedzą przy kruchcie i wołają: chleba,

Jeden na drugim zwisłą głowę trzyma;

1745

By litość w sercu poruszyć człowieka,

Żebrzą nie tylko słowem, lecz oczyma,

Gdzie jej skra niemniej żywe ognie nieci;

A jako słońce dla ślepych nie świeci

Równie tym cieniom, o których się mówi,

1750

Niebo odmawia światła ich wzrokowi[190].

Cieniów tych drutem sposzyta[191] powieka,

Jako dzikiemu robią sokołowi[192],

Gdy niepowolny na łowca[193] wołania.

Myśląc, że drugim obelgę zadajem,

1755

Widząc ich, od nich niewidziani wzajem,

Stanąłem twarzą wprost do poradnika.

On, co chcę mówić, gdy milczę, przenika,

Rzekł, nie czekając mojego pytania:

«Mów, lecz twe słowa w trzeźwe ujmij pęta».

1760

Wirgili z wolna szedł z tej strony drogą,

Skąd łatwo w przepaść uśliznąć się nogą,

Bo droga żadnym zrębem niezamknięta.

A cienie zasię[194] z drugiej były strony,

Tak ich bolało druciane sposzycie,

1765

Że łzy z ich oczu lały się obficie.

— «O! pewni» rzekłem do nich obrócony,

«Oglądać światłość wiekuiście boską,

Co waszej żądzy jedyną jest troską!

Niech Łaska na karb drugiego cierpienia

1770

Rozproszy męty waszego sumienia[195].

O, niechaj przez nią waszych myśli rzeka,

Czysta i jasna jako zdrój przecieka!

Mówcie (czym rozkosz sprawicie mi wielką),

Czy między wami spotkam duszę włoską?

1775

Bo widok ziomka współczucie w nas wzrusza».

— «Bracie! z nas każda jest obywatelką[196]

Bożego miasta; chcesz mówić, czy dusza

Jest między nami, która od powicia

Wśród Włoch odbyła swą pielgrzymkę życia?»

1780

Taką odpowiedź słyszeć mi się zdało.

Trochę wprzód, w miejscu nie nazbyt odległem,

Tym więcej prawdę jej uczułem całą.

Widziałem, jeden z tłumu, co tam siedzi,

Zdawał się czekać mojej odpowiedzi.

1785

Gdy kto zapyta, po czym to postrzegłem,

On stał jak ślepy z podniesioną brodą.

«Duchu,» mówiłem «co z tą ślepą trzodą

Sam się poniżasz, abyś wyżej siedział,

Jeśli tym jesteś, co mi odpowiedział,

1790

Mów, jaki kraj twój, jakie twoje miano?»

— «Byłam Sienką,» niewiasta odrzekła:

«Brud mego życia tu czyszczę z drugimi,

Żebrząc o Łaskę łzami gorącymi.

Byłam niemądrą, choć Sapią mię zwano[197].

1795

W nieszczęściu drugich czułam radość piekła,

Gdybyś nie myślał, że ja ciebie zwodzę,

Słuchaj, zawiścią jak szalałam srodze!

Już łuk dni moich zniżał się powoli,

Wtenczas, gdy moi ziomkowie przy Kolii

1800

Stanęli zbrojno wobec swego wroga;

Prosiłam o to, co Bóg chciał, u Boga[198];

Za danym hasłem gdy bitwę zaczęli,

Nasi złamani wśród bitwy pierzchnęli,

Gnani w ucieczce; widząc takie łowy,

1805

Z radości szał mię opanował nowy:

Wołałam wodząc oczyma po niebie,

»Teraz, o Boże, nie lękam się ciebie!«

Tak kos zdradzony ciepłym dniem zimowym,

Śpiewa, nie myśląc o zamrozie nowym.

1810

Przy schyłku życia nad grobowym progiem,

Chciałam w pokoju pojednać się z Bogiem:

Jeszcze by dług mój nie zmniejszył się może

Pokutą, gdyby nie Piotr Petinagno[199],

Który litością nad mym grzechem zdjęty,

1815

Codziennie wołał na modlitwie świętej:

»O, nad grzesznicą ulituj się, Boże!«

Lecz skąd twe chęci tak nas badać pragną?

Kto jesteś? zda się otwarte masz oczy,

Gdy mówisz, głos twój pełny i uroczy».

1820

«Oczy me» rzekłem «tu poszyją druty[200],

Lecz nie na długo; bo kaźń tej pokuty

Prędko mą duszę z tej skazy oczyści,

Mało zgrzeszyłem spojrzeniem zawiści.

Więcej mnie trwoży tu, pod tą opoką

1825

Noszących wielkie ciężary katusza,

Jak one ciężą, czuje moja dusza».

Duch: «Kto wprowadził ciebie tak wysoko,

Ciesząc powrotu wiarą nadaremną?»

Ja: «Ten, co milczy i stoi tu ze mną.

1830

Ja żyję, naucz mię, duchu wybrany,

Czy chcesz, bym jeszcze stopy śmiertelnemi

Zwiedził dla ciebie twój kraj ukochany?»

Duch rzekł: «To słyszeć dla mnie rzecz tak nowa,

Widać, że ciebie Bóg w swej łasce chowa;

1835

Więc mi dopomóż modlitwą na ziemi.

Na święte imię zaklinam cię Pańskie,

Gdy kiedy wstąpisz na ziemie toskańskie,

Chciej przed moimi oczyścić mię z brudu.

Tam ich zobaczysz wśród próżnego ludu[201],

1840

Co swe nadzieje wiatrami karmione

Utkwił jak kotew w porcie Talemone.

Więcej on straci, jak ci, co szukali

Dyjany w piasku zagrzebanej fali;

Lecz jeszcze więcej stracą admirali».

Pieśń XIV

1845

(Gwido del Duka i Renier de Kalboli. Przeciw Florencji i Pizie.)

«Nie wiesz, kto wkoło naszej góry kroczy,

Wprzód nim śmierć jemu dała polot chyży,

Co jak chce, mruży i otwiera oczy?»

«Wiem, że tu idą jacyś dwaj przychodnie;

1850

Kto on, ja nie wiem: ty, co stoisz bliżej,

Aby rad odrzekł, zapytaj łagodnie».

Tak wsparte jeden na drugim dwa duchy,

Ode mnie w prawo między sobą gwarzą.

Jeden z nich bliższy, z podniesioną twarzą[202],

1855

Rzekł do mnie: «Duchu, co w ciele zamknięty

Idziesz ku niebu jak wpół wniebowzięty,

Pociesz nas, nie bądź naszym prośbom głuchy,

Mów, skąd i ktoś jest? widna łaska boża,

Jaka twą duszę w tobie uwielmoża,

1860

O tyle sobą nas tu zachwyciła,

Jak chce rzecz nowa, co nigdy nie była».

A ja: «Przez środek Toskaniji[203] płynie

Niewielka rzeka, co krynicą małą

Ledwo się sączy z góry Falterona[204],

1865

A stumilowym ujściem nieznużona.

Przy jej wybrzeżu oblokłem się w ciało.

Mówiąc, kto jestem, rzekłbym słowa marne,

Bo imię moje jeszcze dość nie słynie[205]».

Duch odpowiedział, ten co pierwszy pytał:

1870

«Jeślim rozmowy twojej myśl wyczytał,

Pod jej zasłoną widzę rzekę Arnę».

A drugi rzekł doń: «Dlaczego nazwisko

Ukrył tej rzeki jak na pośmiewisko?»

Cień zagadnięty na to odparł żywo:

1875

«Nie wiem, lecz żadne nie będzie w tym dziwo,

Gdy takiej rzeki nazwisko zaginie.

Bo od jej źródła, kędy Apeniny,

Od których morzem odcięte Peloro[206],

Toną w powietrzu jako obłok siny,

1880

Aż do jej kresu, gdzie powraca szkody

Zrządzone morzu przez ubytek wody,

Jaką zeń chmury w dni słoneczne biorą,

Wszyscy od cnoty stronią jak od węża,

Tak lud w tym kraju zły nałóg zwycięża!

1885

Tam ludzie tak swą naturę zmienili,

Jakby się Cyrcy karmią[207] utuczyli.

Pośród tych wieprzów[208], o wspomnieć bolesno!

Godnych przeżuwać chyba żołędź leśną,

Nie owoc dany na pokarm człowieka,

1890

Zrazu nurt wąski toruje ta rzeka,

W kolej zstępując korytem pochyłem,

Spotyka małe kundle, które warczą,

Więcej niż siły na ich wark wystarczą:

Ze wzgardą do nich obraca się tyłem

1895

I szybko płynie; im bystrzej przecieka

Ta nieszczęśliwa i przeklęta rzeka

Wita psy, co się mianują wilkami;

Potem głębszymi werznięta brzegami,

Spotyka lisy, co chytrzy i zdradni

1900

Odwietrzą łatwo przynętę w zapadni.

Rad prorokuję, choć wobec słuchacza,

W korzyść mu pójdzie widzieć obraz czasu,

Jaki duch prawdy przede mną roztacza.

Widzę synowca twego, bohatera[209],

1905

Który tych wilków staje się myśliwcem;

Rzęże jak bydlę, ścierw ich kupczy żywcem,

Biorąc im życie sobie cześć odbiera.

Wychodzi krwawy ze smutnego lasu[210],

Który od dzisiaj wyschłych aż do rdzeni

1910

Drzew i za tysiąc lat nie zazieleni».

Jak na wieść smutną proroczego ducha,

Miesza się, blednie twarz tego, co słucha,

Z jakiej bądź strony nań godzi nieszczęście:

Podobnie drugi cień, który, jak sądzę,

1915

Ażeby słuchać, ku nam się obrócił,

Wyraźnie w twarzy mieszał się i smucił,

Pocierał czoło i zaciskał pięście,

Gdy te do niego dochodziły słowa.

Postać drugiego i pierwszego mowa,

1920

Wiedzieć, kto oni, wzbudziła mą żądzę.

Modląc się prawie błagałem ich o to:

Przeto duch pierwszy jął mówić z ochotą:

«Ty chcesz to wymóc na mojej osobie,

Czegoś nie zrobił dla mnie; lecz gdy w tobie

1925

Znak bożej łaski tak widomie pała,

Dla cię nie będą skąpe usta moje:

Gwido del Duka tu przed tobą stoję;

Krew niegdyś we mnie tak zawiścią wrzała,

Że gdybym spotkał wesołość człowieka,

1930

Widziałbyś bladość, jak mą twarz powleka.

Patrz, z mojej siejby jaką żnę tu słomę!

Zazdrość, ZemstaPrzecz w to, o ludzie, kłaść serce łakome,

Gdzie jedno dobro, łechcąc wasze chcenia,

Drugiego dobra pragnie wyłączenia?

1935

Szlachcic, UpadekPatrz, Rinieri, skarb Kalbolich domu,

Spadek cnót jego nie dany nikomu.

Przebóg! Nie tylko ich następcy sami

Pomiędzy morzem a Apeninami[211]

Tak znikczemnieli, że tam ziemia dzika,

1940

Pasożytnymi pokryta chwastami,

Dziś by zawiodła nadzieje rolnika.

Gdzież jest Arigo, gdzie Piotr Trawersaro[212]?

Romański szczepie! jak twą szlachtę starą

Ty znikczemniłeś; gdzie jej blask obaczę?

1945

Kowal w Bolonii, a Fosko w Faency[213],

Wykluty z ziarka drobnego, nic więcej,

Z pniów swych puszczają gałęzie rodowe.

O Toskańczyku! nie dziw się, że płaczę,

Gdy przypominam sławne rody owe.

1950

Gwidona z Prato, Ugolina d'Azzo[214],

Co żyli z nami: o rodowa skazo!

Ich potomkowie bodajby nie byli

Dziedzictwo cnót ich tak marnie strwonili.

Płaczę, gdy wspomnę rycerze i damy,

1955

Ich gry, turnieje, jakich dziś nie mamy:

W piersi, gdzie wrzała miłość i zalotność,

Dziś tylko chłodna gnieździ się przewrotność.

Czemuś nie runął, zamku Brettinaro[215],

Odkąd twe pany bez skazy poległy,

1960

By się nie zbrukać jak ścian twoich cegły!

W Bagnokawallo gmach stoi bezdzietny,

Nikczemnych hrabiów płodzi Kastokaro[216].

Dziś Ugolina z Fantoli ród świetny

Bezpiecznie może świecić na cześć ziomków,

1965

Bo już zepsutych nie wyda potomków,

Idź, Toskańczyku, gdzie cię żądza niesie,

Dziś więcej płakać mi jak mówić chce się,

Tak wasz kraj serce zakrwawił mi srodze».

Byliśmy pewni, że te słodkie duchy

1970

Z miłością śledzą wszystkie nasze ruchy,

Skazówką dla nas było ich milczenie[217].

Podczas gdy jedni szliśmy po tej drodze,

Jak piorun, gdy się chmura z chmurą zetrze,

Spadł głos z wysoka, mówiąc przez powietrze:

1975

«Kto bądź mię spotka, powinien mię zabić[218]

I znikł jak gromu dalekiego grzmienie.

Gdy w naszym uchu hałas jął się słabić[219],

Głos drugi zagrzmiał z tak wielkim łoskotem,

Jakby raz po raz huczał grzmot za grzmotem:

1980

«Jestem Aglaurą zastygłą kamieniem[220]

Tuląc się z trwogą do poety boku,

W tył, a nie naprzód posunąłem kroku[221].

Powietrze, głos ten gdy przebrzmiał z daleka,

Wkoło nas cichym dyszało milczeniem.

1985

Wódz mówił: «Oto masz twarde wędzidło,

Które by swoim żelazem powinno

Zawściągać[222], trzymać w granicach człowieka.

Lecz wam przynęta tak drażni myśl czynną,

Że wróg, co z dawna z tej krewkości szydzi,

1990

Was jako wędą przyciąga w swe sidło.

Przeto wędzidła hart i napomnienie

Tracą moc swoją przez lekceważenie.

Niebo kołując nad głowy waszymi

Was pięknościami pociąga wiecznymi,

1995

A jednak wasze oko lgnie do ziemi:

Za to was chłosta On, co wszystko widzi!»

Pieśń XV

1997

(Drugie P znika. Krąg III. Gniewni w dymie. Widzenie łagodności. Wieczór.)

Ile od świtu do godziny trzeciej

Upłynie czasu, nim sfera obleci

2000

Jak żywe dziecko zawsze igrająca[223];

Snadź tyle czasu zostało dla słońca

Ubiec nad czyśćcem kres dziennego toru:

Tu była północ, tam gwiazda wieczoru[224].

Promienie na nas w samą twarz padały,

2005

Bośmy obeszli krąg góry obwodu,

Kierując nasze kroki do zachodu.

Gdym poczuł, jak mi upaliła czoło

Światłość daleko większa jak słoneczna[225],

Na tę rzecz nową zdumiałem się cały,

2010

Z trwogi oczyma zataczając wkoło.

Wzwyż nad powieki wzniosłem obie ręce,

Robiąc dla oczu zasłonę naprędce,

Kędy się jasność łamała zbyteczna.

Jak w przeciwległe wznosi się przestrzenie

2015

Promień odbity w wodzie lub zwierciadle,

Pod jednym kątem wznosząc się, jak zstąpił;

Wtedy gdy kamień spada prostopadle,

Jak uczy sztuka nas i doświadczenie:

Tak byłem rażon[226] światłością tajemną,

2020

Która swój promień odbiła przede mną,

Aż wzrok mój przed nim w głąb oka ustąpił.

«Jaka to światłość, ojcze, co me oko»,

Rzekłem, «jak strzałą przebija głęboko,

Zda się wprost ku nam pomyka się bliżej?»

2025

«Nie dziw się» odrzekł, «że widok uroczy

Niebieskich gońców jeszcze lśni twe oczy.

Goniec ten wzywa, by człowiek szedł wyżej.

Na światło, co go znieść wzrok twój nie zdoła,

Patrzeć z rozkoszą przywykniesz powoli,

2030

Ile ci czuć ją natura pozwoli».

Kiedyśmy byli już blisko anioła:

«Idźcie!» rzekł pełen anielskiej pogody;

«Od dwóch poprzednich tu mniej strome schody[227].

Jużeśmy zeszli z kręgu, gdy za nami

2035

Misericordes beati śpiewano[228],

I: «Bądź tu, duszo zwycięzcy, wesoła[229]

Mój wódz, ja, szliśmy samotni schodami:

A idąc krokiem dość sporym[230], myślałem

Z jego słów korzyść wyciągnąć żądaną.

2040

Więc go zaszedłem z boku i spytałem:

«Co duch romański chciał rzec, mówiąc ciemno

O dobrach, które zawiścią wzajemną

Jedne od drugich wyłączać się rade?»

A wódz: Własność, Zazdrość, Miłość, Duch«On teraz zna niebezpieczeństwo

2045

Grzechu, co ściągnął nań czyśćca męczeństwo:

Potępia zawiść, duchową szkaradę,

Która was brudem tak powszednim kali[231],

Aby mniej drudzy na ten grzech płakali.

Bo gdy lgną wasze żądze i nadzieje

2050

Do tych dóbr, z których część każda maleje

Gdy się ich całość na wielu rozrzuca,

Zawiść wzdychaniem morduje wam płuca.

Gdybyście w niebo wznieśli żądze wasze,

Które na ziemi lada fraszka drażni,

2055

W sercach by takiej nie było bojaźni.

Bo tam kto więcej mówi: Oto nasze!

Ten większą cząstkę posiada z dóbr ducha,

W nim miłosierdzie większym ogniem bucha».

— «Twych odpowiedzi ja łaknę bez końca,»

2060

Rzekłem, «bo duch mój trawi myśl wątpiąca.

Jakżeby mogło dobro podzielone

Więcej bogacić licznych posiadaczy,

Niż gdyby było w jednostce skupione?»

A mistrz: «Twej myśli ruch zawsze ślimaczy,

2065

Tkwi w rzeczach ziemskich, w ciasnym kółku chodzi,

Ze światła prawdy w niej się ciemność rodzi.

Najwyższe dobro i niewysłowione

Spada, gdzie miłość ku niemu drży cała,

Jak schodzi promień do jasnego ciała,

2070

Gdzie większy zapał większym blaskiem pała.

Duch ile więcej ukochał miłośnie,

O tyle wieczna jego wartość rośnie;

Tam dusz społecznych im większe zebranie,

Tym większa jest ich miłość i kochanie;

2075

Jak jedna drugą szyba zwierciadlana,

Treść kochającą odbija kochana.

Jeśli za skąpo twoją żądzę sycę,

Jeśli głód czują twoje myśli czynne,

Tam wyżej wkrótce twoja Beatryce

2080

Ukoi żądzę tę i wszystkie inne[232].

Postępuj dalej, bo co prędzej warto

Pięć plam ci zetrzeć, jako dwie już starto[233],

A które łzami Bóg zmywać pozwolił».

Gdy chciałem mówić: «Tyś mnie zadowolił»,

2085

Wszedłem w krąg inny; oczy moje głodne

Widzieć przedmioty oglądania godne

Skazały moje usta na milczenie.

Tam śniły mi się sny zachwycające[234]:

W świątyni ludu widziałem tysiące,

2090

Niewiasta stojąc w drzwiach domu bożego,

Z słodyczą matki mówiła: «Dlaczego,

Mój synu, ty nam nie wracasz do domu,

Płacząc my ciebie szukamy dzień trzeci[235]».

Gdy zmilkła, znikło me pierwsze widzenie,

2095

Potem się druga zjawiła niewiasta,

ŁzyW cieniu jej rzęsów[236] kropla wody świeci,

Ta, jaką czasem z oczu ból wyciska,

Draśnięty wielkim gniewem przeciw komu.

Łkając mówiła: «Jeśliś ty pan miasta[237],

2100

Które jak nazwać spór wiedli bogowie,

A skąd ognisko wszystkich nauk błyska:

O Pizystracie! Skarż śmiałe ramiona,

Co naszą córkę tuliły do łona».

Pan ten łaskawy i pełen słodyczy,

2105

Z pogodną twarzą odrzekł białogłowie:

«Zaiste, skargi twej zasada płocha,

Cóż zrobim temu, który źle nam życzy,

Gdy potępiamy tego, co nas kocha?»

Potem widziałem, ludzie rozsrożeni,

2110

Którym gniew piersi jak zarzewiem pali,

«Ukamienować młodzieńca!» wołali[238].

«Ukamienujem,» każdy w tłumie krzyczy.

Młodzian padając pod gradem kamieni,

Nim wpół zgiętego cios ostatni dobił,

2115

Oko, Modlitwa, MiłosierdzieWciąż ze swych oczu drzwi do nieba robił;

I przebaczając ślepą wściekłość wroga,

Za prześladowców modlił się do Boga,

W postaci takiej, co litość porusza.

Do rzeczywistych przedmiotów gdy dusza

2120

Zeszła z tych widzeń, co zewnątrz jej były[239],

Poznałem, gdy się zmysły rozbudziły,

Że treść mych złudzeń nie była fałszywa.

Mój wódz, co na mnie mógł patrzeć w tej chwili

Jak na człowieka, co ze snu się zrywa:

2125

«Czego się słaniasz?» mówił mi, «co tobie?

Zamknąwszy oczy, tyś uszedł z pół mili,

BłądzenieChwiejąc się na wzór nocnego błąkacza,

Co się od wina lub od snu zatacza».

«Ojcze mój,» rzekłem, «powiem prawdę całą,

2130

Co mi się w duszy jak w śnie przywidziało,

Kiedy pode mną drżały nogi obie».

A wódz: «Sto masek włóż na twoje lica,

Wszystkie twe myśli przejrzy ma źrenica.

Twoje widzenia na to objawione

2135

Były w twym duchu, byś serce spragnione

Rzeźwił słodkimi wodami pokoju,

Z wiekuistego jakie płyną zdroju.

Jam ciebie zgoła nie pytał: co tobie?

Jako ten, który tylko widzi okiem,

2140

Przestaje widzieć, gdy trupem legł w grobie[240].

Chciałem ci nadać więcej ruchów żywych,

Tym środkiem trzeba pobudzać leniwych,

Którzy się lenią dnia użyć przed zmrokiem».

Przez ten zmrok szliśmy bez szlaku i toru,

2145

Patrząc daleko, ile mogły oczy,

Przeciw błyszczącym promieniom wieczoru;

Dym jak noc czarny wprost ku nam się toczy;

Z wolna kłębami sunął się na wietrze,

Nie było miejsca stanąć gdzie w uboczy[241],

2150

A mroczył wzrok nasz i czyste powietrze.

Pieśń XVI

2151

(Marko Lombardo mówi o dwu słońcach. Dantego zapatrywania polityczne.)

Ciemność piekielnej nocy pozbawionej

Gwiazd i księżyca, grubszej, o nie kłamię!

Na wzrok nie mogła narzucić zasłony,

2155

Jak dym, co wtenczas skrył nas w swej omroczy[242]:

Gryzące dymy zamykały oczy.

Wódz podszedł do mnie i podał mi ramię.

Jak ślepy, aby nie zbłąkać się z drogi

Lub o głaz ostry nie obrazić nogi,

2160

Krok w krok za swoim przewodnikiem kroczy:

Podobnie szedłem w tym straszliwym ciemnie,

Wciąż nasłuchując, co mi wódz mój powie;

Wódz mówił: «Strzeż się, nie odchodź ode mnie».

Słyszałem głosy, jak słowo po słowie

2165

Śpiewały, żebrząc łaski i pociechy:

«Baranku Boży, który gładzisz grzechy!»

Od słów tych zwrotkę poczynając śpiewu.

— «Słyszę li duchów głosy uroczyste?» —

A mistrz: «Głos duchów ty słyszysz, zaiste,

2170

Tu one węzeł rozwiązują gniewu».

— «Przerzynający nasze dymy, witaj!

Ktoś jest? Gdy mówisz, widzę z twojej mowy,

Czas jeszcze liczysz na bieg księżycowy?»

Tak rzekł głos jeden; więc mistrz mówił do mnie:

2175

«Odpowiedz jemu uważnie a skromnie;

I kędy tu nam iść wyżej, zapytaj».

A ja: «Czyszczące swą zmazę stworzenie,

By pięknym, obym ja czci takiej dożył!

Wrócić do Tego, który ciebie stworzył:

2180

Dziwy posłyszysz, chciej tylko iść ze mną».

— «Pójdę, o ile pozwoli to ciemno»,

Duch odpowiedział, «a jeśli zaćmienie

Dymu obłąka ślad naszego kroku,

Zbliżym się głosem w niedostatku wzroku».

2185

— «Tam wyżej niosę ciało skazitelne,

A tu przyszedłem przez kręgi piekielne,»

Rzekłem, «a jeśli łaska niebios Pana

Daje mi widzieć blask swojego dworu

I dojść tam drogą niezwykłego toru,

2190

Podróż w dzisiejszych czasach niesłychana[243]!

Nie kryj mi twego przedśmiertnego miana

I czy tu idę dobrze, mów zarazem,

Słowa twe będą naszym drogoskazem».

— «Mnie, Marka, matka ma w Lombardii zległa[244],

2195

Mądrość ma była w sprawach świeckich biegła,

A prawość moja, cnota z cnót jedyna,

Do której nikt dziś łuku nie napina.

Chcąc iść tam wyżej, prosto idź opoką»,

Duch odpowiedział i dodał po chwili:

2200

«Przyczyń się za mną będąc tam wysoko!»

A ja: «Na wiarę prośba cię nie zmyli,

Ale wątpieniem myśl się moja gmatwa[245],

A jej dwoistość zgodzić rzecz niełatwa;

Gdy twoje zdanie obecne rad godzę

2205

Ze zdaniem, co gdzieś słyszałem po drodze.

Więc świat bez cnoty, w swoich sądach zmienny,

Jak mi powiadasz, a złością brzemienny:

Chciej tę przyczynę wyłuszczyć tak jasno,

Abym mógł drugich oświecić przez ciebie,

2210

Ten jej na ziemi, drugi szuka w niebie».

Duch tchnął boleścią w głębokim westchnieniu

I tak jął mówić po krótkim milczeniu:

«Bracie, świat ślepy, zdradzasz mową własną,

Że stamtąd idziesz: wy, którzy żyjecie,

2215

W niebie szukacie wszech przyczyn na świecie,

Jakby rzecz każda, jak wielka, tak mała,

Koniecznie z jego woli się ruszała:

Gdyby tak było, w złu, co was okala,

Mogłaby zginąć wasza wolna wola.

2220

Sprawiedliwości czyżby było zadość

Za złe czuć boleść, a za dobro radość!

Niebo skłonności szczepi w sercu ludzi,

Nie mówię, wszystkie; z nieba światło macie,

Przez co od złego dobro odróżniacie,

2225

I wolną wolę; zrazu bój ją trudzi,

W pierwszym natarciu gdy się skłonność budzi:

Lecz wykarmiona dobrze w sercu męża,

Złamie wpływ sfery i wszystko zwycięża.

Jako wolnymi tylko Arcysiła

2230

Zarządza wami, jej natura boska

Na własny obraz w was duszę stworzyła,

Której opieką sfera się nie troska.

Więc gdy świat błędem obecność[246] porywa,

Przyczyna błędu wewnątrz was spoczywa:

2235

Przejrzyj tę prawdę w słów moich powłoce.

Bo z ręki tego wymyka się dusza,

Który ją w duchu jak swoje kochanie

Pieści, kołysze naprzód, nim się stanie

Podobna dziecku, co ledwo się rusza,

2240

Śmiejąc się, płacząc, igra i szczebioce.

Dusza prostaczka i nic niewiedząca

Prócz że ją miłość stworzyła bez końca,

Zwraca się do niej jako kwiat do słońca.

Zrazu ku dobrom znikomym się kłoni,

2245

Zwiedziona, za ich błyskotkami goni,

Jeśli przewodnik jej albo wędzidło

Nie nakierują gdzie indziej jej skrzydło.

Przeto wędzideł było nam potrzeba,

Prawa i króli, co by z wyżyn nieba

2250

Społecznych grodów mogli widzieć wieże[247].

Prawa są, lecz któż z miłością je strzeże?

Pasterz idący na czele swej trzody,

Przeżuwać może karmę rozmaitą,

Lecz nierozkłute jego jest kopyto[248].

2255

Dlatego cała trzoda nań pogląda[249],

Czy jej przewodnik nasyca swe głody

Rzeczami, jakie żre sama żarłocznie,

I tym się karmiąc nic więcej nie żąda,

Tak zły kierunek świat zepsuł widocznie,

2260

Lecz nie naturę waszą, co odtrąca

Zło nieustannie pragnące jej szkodzić.

Rzym, co ulepszył ludy, miał dwa słońca[250],

Przez które były oświecone, droga,

Co przez świat idzie, a druga do Boga.

2265

Lecz z dwóch słońc jedno już drugie zaćmiło:

Z laską pasterską miecz spoił się siłą[251],

I jedno z drugim nie mogą się zgodzić,

Bo tak złączone nie boją się wzajem.

Nie wierzysz? Pomyśl, po czym kłos poznajem;

2270

Każdą roślinę poznasz po jej ziarnie.

W kraju Lombardów, jak pamięć ogarnie,

Każdy był prawym, dzielnym wojownikiem,

Nim się zatliły kłótnie z Fryderykiem[252].

Dziś tam bezpiecznie ten wchodzi do domu,

2275

Co by wprzód nie mógł być gościem dla sromu[253].

O! trzech tam jeszcze żyje po staremu,

W których wiek stary przygania nowemu:

A im leniwo, zda się, cieką lata,

Nim Bóg ich wezwie do lepszego świata.

2280

Ci starce, Konrad Palazzo z Gerardem,

Gwido, którego Frank zowie Lombardem[254].

Jak rzekłem wyżej, o! źle się sprzymierza

W kościele rzymskim miecz z laską pasterza;

Kiedy dźwignieniem[255] dwóch rządów się strudził,

2285

Wpadł w błoto, siebie i swój ciężar zbrudził».

«Mój Marko!» rzekłem, «smutnych czasów świadku,

Obraz ich jasno przez twe słowa świeci;

Teraz pojmuję, dlaczego od spadku

Usunął Mojżesz Lewitowe dzieci[256].

2290

Lecz ten Gerardo, ów mędrzec z przydomka,

O którym słyszeć tak miło z ust ziomka,

Kto on? przygana tego wieku żywa,

Ta zgasłych rodów ruina sędziwa!»

A Marko odrzekł: «Albo twoja mowa

2295

Zwodzi mię, albo kuszą mię twe słowa,

Gdy mówiąc ze mną zdajesz się, Lombardzie,

Sam nic nie wiedzieć o dobrym Gerardzie.

Ten mu przydomek rad każdy nadaje,

Pomnąc cnót pełną jego córkę Gaję[257].

2300

Bóg z tobą! żegnam, nie mogę iść dalej.

Patrz, już wokoło dym przestaje buchać,

Już świt bieleje i ogniem się pali,

Anioł w tej chwili zstępuje tu z nieba,

Przed jego przyjściem odejść mi potrzeba».

2305

To rzekł i więcej już nie chciał mię słuchać.

Pieśń XVII

2306

(Widzenia obrazów gniewu. Krąg IV. Gnuśni chrześcijanie w szybkim pędzie. Wieczór. Moralny podział czyśćca.)

Przypomnij sobie, czytelniku miły,

Jeśli cię kiedy w Alpach mgły zgęszczone

Nagle wilgotnym obłokiem nakryły,

2310

Patrzałeś jak kret przez skórzaną błonę;

Mgła zaś gdy rzadziej swoje kłęby zwija,

Przez nią słoneczny blask słabo przebija;

A wyobrazisz, jak ja mimochodem

Ujrzałem słońce przed jego zachodem.

2315

Tak równo z wodzem gdy stanąłem w kroku,

Na koniec z dymu wyszedłem obłoku

W chwili, gdy góry tej poziomsze skały[258]

Promienie dla się zmarłe pożegnały.

Imaginacjo! czasem tak daleko

2320

Skrzydło twe z sobą człowieka porywa[259],

Że on nie słyszy, nie widzi powieką,

Jak wkoło niego z tysiąc trąb przegrywa.

Cóż cię ożywia, gdy nie bodą zmysły?

Oto ożywia cię promień wybłysły

2325

Aż z wysokości nieba, gdzie się tworzy,

Schodząc sam przez się albo z woli bożej.

Synobójczyni widziałem oblicze[260]

Którą żal w piórka przyodział słowicze,

Ptak, co swą boleść tak rozkosznie kwili!

2330

Duch mój sam w siebie zebrał się w tej chwili,

Nic nie przyjmując z zewnętrznego świata:

Fantazja moja, co pod gwiazdy lata,

Spadła obrazem aż na krzyż Hamana,

Którego dumą twarz napiętnowana;

2335

Przy nim widziałem króla Ahaswera,

Tuż stała żona królewska Estera

I Mardocheusz, twarz pełna pogody,

W słowach i w czynach mąż prawy, bez zmazy.

Gdy z ócz mych prysły te oba obrazy,

2340

Jak bańka z braku, co ją tworzy, wody,

Wtem przystąpiła płacząca dziewica

Na tło mych widzeń i ku mnie swe lica

Zwraca, i mówi: «Czemu, o królowo!

Gniew ciebie w ziemię zakopał surową?

2345

Siebie zabiłaś, nie chcąc córki zgubić,

Jednak tyś twoją Lawinię zgubiła[261].

Matko! mnie więcej boli twa mogiła

Niż tego, który pragnął mię zaślubić».

SenSenne powieki gdy blask draśnie we dnie,

2350

Sen wnet się łamie, lecz nim się dokruszy,

Jeszcze się ślizga po marzącej duszy.

Podobnie moje widzenia wokoło

Pierzchając znikły, gdy mi twarz i czoło

Drasnęło światło większe niż powszednie.

2355

Spojrzałem za się, chcąc widzieć, gdzie byłem,

Gdy głos przemówił: «Wstępujcie na schody!»

I w ten głos całą uwagę utkwiłem.

Czułem się skorszym[262] i lżejszym niż wprzódy

I niecierpliwą wolą cały drżałem,

2360

Aż w mówiącego twarzą w twarz spojrzałem.

Lecz jak powieki nasze mruży słońce

Kształt swój zbytecznym swym blaskiem kryjące,

Tak blask tę siłę odebrał wzrokowi.

— «Oto jest boży anioł», mistrz mój mówi:

2365

«Co nas prowadzi tędy nieproszony,

A sam się kryje w blasku swej zasłony.

On robi z nami, co człowiek na ziemi

Na wzór ten robić powinien z bliźniemi:

Bo ten, kto prośby proszącego czeka,

2370

Widząc potrzebę, nie śpieszy z pomocą,

Nie licz na serce takiego człowieka.

Bądźmy posłuszni anioła wezwaniu,

Szybko te schody szczeblujmy[263] przed nocą,

Bo je przejdziemy chyba na zaraniu».

2375

Tak wódz mój mówił i w szyję opoki

Ku schodom nasze zwróciliśmy kroki.

Pierwszy ich stopień gdym dotknął stopami,

Poczułem jakby od skrzydeł powiewu

Wiatr na mym czole[264]; głos mówił za nami:

2380

«Błogosławieni, co wolni od gniewu!».

Promienie słońca uchodząc przed nocą,

Wstawały proste z brzegów widnokręga[265],

Patrzą, już gwiazdy tu i tam migocą.

Odwago moja, gdzie jest twa potęga?

2385

Myślałem w sobie, bo czułem, jak nogi

Mdlały pode mną na pośrodku drogi[266].

Z mistrzem stanąłem, przebiegłszy te schody,

Jak łódź zaryta na mieliźnie wody.

W tym nowym kręgu natężałem ucha,

2390

Chcąc coś posłyszeć, była cisza głucha:

Potem do mistrza mówiłem w te słowa:

«Z jakiej się czyści duch obrazy Boga

Tu, gdzie jesteśmy? gdy spoczywa noga,

Niech się z letargu przebudzi twa mowa» .

2395

A mistrz: «Tu miłość leniwa łzy leje,

Płacząc lenistwa dobrego uczynku.

Tu ruch jest żywszy leniwego wiosła.

Lecz prawda jaśniej w tobie rozednieje,

Zwróci myśl do mnie, aby ci przyniosła

2400

Dojrzały owoc z tej chwili spoczynku.

MiłośćO! bez miłości Stwórca i stworzenie

Nigdy nie byli[267]: jest w ludziach wrodzona

I dobrowolna miłość, ty wiesz o tym:

Miłość przyrodna[268], błędem nieskażona,

2405

A druga błądzi występnym przedmiotem,

To przez zbyt silne, to zbyt mdłe pragnienie.

O ile prądy tej miłości płyną

Ku pierwszym dobrom lub z widoków względnych

Kierujem pociąg jej do dóbr podrzędnych,

2410

Miłość nie będzie zła swego przyczyną.

Lecz gdy ku złemu obraca się cała

Lub gdy za dobrem w żądz swoich pogoni

Więcej, jak trzeba, lub leniwiej goni,

Wtenczas stworzenie przeciw Stwórcy działa.

2415

Stąd miłość wasza, zważ głębszym myśleniem,

Jest i cnót wszystkich, i błędu nasieniem,

Za którym idzie zasłużona kara.

Miłość, NienawiśćA jako miłość przyciągać się stara

Przedmioty, które zajęła zbawieniem,

2420

Wszystkie stworzenia czuć i kochać zdolne

Żyją od własnej nienawiści wolne.

Jak swego bytu istota osobna

Pojąć nie może i żyć w rozłączeniu

Z Arcyistotą, tak w każdym stworzeniu

2425

Nienawiść Stwórcy jest rzecz niepodobna.

Miłość, Pozory, ZłoPodział ten jeśli dość jasny poznamy,

Że przeciw bliźnim jest zło, co kochamy.

Miłość ta źródło mając w waszej glinie,

W trojaki sposób ze wnętrza was płynie.

2430

Ten chce się podnieść upadkiem sąsiada,

Bo na nim zrąb swej wielkości zakłada;

Drugi się lęka, że cześć, władzę straci,

Gdy jego bliźni szczęśliwszy od braci;

Przyczyna jego smutku i goryczy

2435

Jest w tym, że jemu przeciwieństwa życzy.

Trzeci obrazą swej krzywdy wybucha,

Zemstę jej cicho warzy w głębi ducha.

Ta błędna miłość trojakiej natury

Kaja się w niższych trzech kręgach tej góry.

2440

Jeszcze o jednej miłości rzec chciałem,

Co szuka dobra ze ślepym zapałem.

Każdy po ciemnie ugania omackiem

Za jakimś dobrem jak dziecko za cackiem;

Każdy dla tego mniej więcej z wytrwaniem,

2445

By je posiadać, upędza się za niem.

Gdy cię pociąga miłość zbyt leniwa

Ku dobru, w którym duch wiecznie spoczywa,

Krąg ten, jeżeli żal szczery cię skruszy,

Miejscem pokuty będzie dla twej duszy.

2450

Jest inne dobro, błyskotne z daleka,

Które nie robi szczęśliwym człowieka,

Zwodna[269] szczęśliwość! bo jego treść marna

Nie jest owocem z dóbr wieczystych ziarna.

Miłość ujęta dóbr wiotkich więzami,

2455

Czyni pokutę w trzech kręgach nad nami.

Lecz jak ten podział trojaki jest jasny,

Zamilknę, wydasz o nim sąd twój własny».

Pieśń XVIII

2458

(O miłości. Cienie. Opat Albert.)

Rozumowanie skończył mistrz uczony,

2460

I bystro na mnie patrzał, czy rad byłem;

Ja nowym jeszcze pragnieniem drażniony,

Milczałem zewnątrz, a wewnątrz mówiłem:

«Może go zbytkiem zapytań morduję[270]».

Lecz ten prawdziwy ojciec, gdy chęć całą

2465

Odkrył, co serce z bojaźni skrywało,

Mówiąc sam, skłonił przemówić doń śmiało.

«Mistrzu, twym światłem do tyla się krzepi

Wzrok mój, że jasno myśl twych słów pojmuję,

Proszę, mój ojcze, w jaśniejszej przeźroczy

2470

Pokaż tę miłość, do której przyczyny

Odnosisz wszelkie dobre i złe czyny».

«Zwróć ku mnie» mówił «przenikliwe oczy.

Twego rozumu, a ujrzysz błąd lepiej

Tych, co chcą drugich prowadzić, choć ślepi.

2475

Serce, MiłośćSerce, stworzone z skłonnością kochania[271],

W czym upodoba, za tym się ugania

W chwili, gdy czuje pociąg podobania.

Pojęcie wasze, co w lot wszystko łowi,

Schwycony przedmiot przedstawia duchowi:

2480

W nim takim blaskiem ten przedmiot pozłaca,

Że wprost ku niemu dusza się obraca:

I gdy się wznosi doń z żywą skłonnością,

Jest przyrodzoną ta skłonność miłością,

Która przez rozkosz z wami się tak splata.

2485

I jako płomię, co w powietrze wzlata[272],

Spełniając ślepą swej natury wolę,

Gdzie się przepala dłużej w swym żywiole,

Tak nakłoniona poddaje się dusza

Żądzy, ten bodziec duchowy porusza

2490

Serce człowieka nieustannym biciem,

Nim rzecz kochana stanie się użyciem.

Widzisz, jak prawdzie błąd kłamstwo zadaje,

Twierdząc, co dłużej zbijać niepotrzebna,

Że każda miłość jest w sobie chwalebna.

2495

Treść jej, być może, dobrą mu się zdaje;

Że wosk jest dobry, czyś przyznać gotowy,

Że dobrym każdy jest odcisk woskowy?»

«Jasno mi rozum przy świetle twej mowy»,

Odpowiedziałem «wytłumaczył miłość,

2500

Lecz sam uwięznął[273] w zwątpienia zawiłość.

Bo jeśli miłość w nas ostrzem swych grotów

Ugadza[274] z łuku zewnętrznych przedmiotów,

Żadnej zasługi dusza mieć nie może,

Czy idzie prosto, czy schodzi w rozdroże».

2505

Mistrz: «Ile zdolna rozumu potęga,

Punkt ten objaśnię, dalej on nie sięga,

Czekaj, aż dojdziesz sam do Beatrycy[275],

Bo wiara klucz ma od tej tajemnicy.

Każdy duch z treści swojej niewcielony,

2510

Różny od ciała, jednak z nim złączony,

Zamknięty w sobie ma własność szczególną,

Której nam uczuć i dowieść nie wolno:

Lecz się objawia przez skutki i czyny

Jak przez zielony liść życie rośliny.

2515

Człowiek nic nie wie, skąd się w nim lgnie miłość,

Jaka pociągów pierwszych jest pochyłość,

Które podobnie są w nas jako w pszczole,

Dla miodobrania latającej w pole.

Ta pierwsza wola, co skłonność prowadzi,

2520

Ni do pochwały jest, ni do zganienia.

Więc gdyby wszystko zlać w tę arcywolę,

Macie wrodzony przymiot, który radzi,

Który stać winien w progu przyzwolenia.

Rozum jest gruntem, skąd dla was wypływa

2525

Powód zasługi, zasługa prawdziwa,

Podług jak waszej panując krewkości,

Uprawnia dobre albo złe skłonności.

Mędrcy zgłębiając treść rzeczy aż do dna,

Przyznali, że jest ta wolność przyrodna[276],

2530

I jako owoc swoich myśli kwiatu,

Księgę morału zostawili światu.

Przypuśćmy, miłość, co iskrą z was błyska,

Że z konieczności wynika ogniska,

Lecz w was jest władza, co ją, gdzie chce, kłoni.

2535

Szlachetny przymiot, który Beatryce

Zwie wolną wolą; jej ci tajemnicę

Ona rozwiąże, z tobą mówiąc o niej».

KsiężycKsiężyc jak w północ, wznosząc się powoli,

Coraz nam rzadsze pokazywał gwiazdy,

2540

Idąc przez obłok to ciemny, to biały,

Jak pieczęć w ogniu czerwienił się cały.

Księżyc przebiegał tor słonecznej jazdy

W chwili, gdy widział Rzym już zachodzące

Między Sardynią a Korsyką słońce.

2545

Ten, przez którego gródek Pietoli[277],

Więcej od miasta Mantuanów słynny,

Ciężar z mych myśli zdjął mistrz dobroczynny.

W rzeczy wywodach przeglądając jaśnie,

Byłem jak człowiek marzący, gdy zaśnie:

2550

Lecz z tej senności zbudziły mię duchy,

Bieżąc za nami gwałtownymi ruchy.

Jak niegdyś Asop widziała w Achai

Bezładny pochód szalejącej zgrai,

Kiedy Tebanie z pochodniami w nocy

2555

Idąc, Bachusa wzywali pomocy;

Równie w tym kręgu szybkimi krokami

Biegli, swym biegiem wiatr czyniąc za nami,

Ci, których gnała miłość dobrej woli[278].

Gdy nas tłum duchów na końcu okoli,

2560

Dwa pierwsze duchy wołały ze łzami:

«Szybko na górę pobiegła Maryja[279].

Cezar pod grodem marsylskim nie leżał[280],

Szybko namioty obozowe zwija,

Jak błysk piorunu do Hiszpanów bieżał».

2565

Drugie wołały: «Miłość czas tak ceni,

Nie traćmy czasu przez brak jej płomieni,

Żarliwość w dobrym łaskę zazieleni».

— «O duchy, których żarliwość gorąca

Dziś wynagradza może w roztargnieniu

2570

Waszą ostygłą chęć w dobrze czynieniu,

Oto żyjący, wierzcie, was nie zwodzę,

Chce na tę górę wejść przed wschodem słońca.

Najbliższe przejście wskażcie nam po drodze».

Tak mówił wódz mój, a jeden z gromady

2575

Duch odpowiedział: «Idźcie w nasze ślady.

My śpieszym nie chcąc nic stracić na czasie,

Przebacz, że wola nas wstrzymać nie może,

Gdy ci nasz pośpiech niegrzecznością zda się.

Byłem opatem w zenońskim klasztorze[281],

2580

A Rusobrody panował w tej dobie,

Z bólem łagodne jego królowanie

Rozpamiętują dzisiaj w Mediolanie.

O! już ten stoi jedną nogą w grobie,

Który zapłacze, że w miejsce pasterza,

2585

Synowi zwierzchność klasztoru powierza,

Który miał ciała budowę kaleką,

A rozum jeszcze więcej wykrzywiony,

A był ze złego związku urodzony».

Czy na tym zmilkła ucięta rozmowa,

2590

Nie wiem, bo duch był ode mnie daleko:

Rad zatrzymałem w pamięci te słowa.

On, moja tarcza, moc w każdej potrzebie,

Przemówił do mnie: «Obróć się tam twarzą,

Patrz, jak dwa duchy idąc koło ciebie,

2595

Bodą lenistwo słowami i gwarzą:

Lud, co przez morze suchą przeszedł nogą[282],

Ciężko lenistwem zgrzeszywszy przed Panem,

Nie złożył swoich kości nad Jordanem.

Ci się niemęską znikczemnili trwogą,

2600

Co Eneasza w pół drogi odbiegli,

Gdy sycylijski piękny ląd postrzegli».

Kiedy sprzed oczu zniknęły te cienie,

Jedna za drugą biegły myśli czynne,

A z tych się snuły nowe myśli inne;

2605

I tak wirując nieustannym kołem,

Nieznacznie w senne zlały się marzenie,

Aż rad zamknąłem oczy i usnąłem.

Pieśń XIX

2608

(Widzenie rozkoszy doczesnych i łaski. Krąg V. Skąpcy i marnotrawcy. Piąty poranek drogi. Czwarte P znika. Papież Hadrian V.)

W godzinie, kiedy gasnące dnia żary,

2610

Wystygłe zimnem ziemi lub Saturna,

Księżycowego już nie grzeją chłodu:

Gdy geomanta[283] swoje szczęście czyta

W gwieździe, co jemu wybłyska od Wschodu

W chwili przedświtu, nim zorza bezchmurna

2615

Rozwidni wkrótce gościniec nieb szary;

Kobieta, Kobieta demoniczna, Przemiana, Pozory, ŚpiewPrzyśniła mi się zajękła[284] kobieta[285],

Z odciętą ręką, wzrok jej zezem pada,

Krzywa, a twarz jej jak tynk muru blada.

Patrzałem na nią, a jak słońce ciepłe

2620

Ożywia członki nocnym chłodem skrzepłe,

Wzrok mój jej język rozwiązał, jej ciało

Z wolna zagrzewał, prostował ją całą

I zarumieniał trupio blade lica,

Jak gdy miłości wzrok czuje dziewica.

2625

Tak rozwiązany język dźwięcznie nucił,

Dziś bym ją słuchać z trudnością porzucił.

«Jestem» śpiewała: «ta syrena słodka,

Którą gdy żeglarz wędrujący spotka,

Staje wśród morza i nadstawia ucha,

2630

Z taką rozkoszą mojej pieśni słucha!

Śpiew mój z pół drogi Ulissesa zwrócił,

Rzadki odchodzi, kto wszedł w progi moje,

Rzadki się trzeźwi, kogo ja upoję».

Jeszcze syrena ust swych nie zamknęła,

2635

Gdy przy mnie święta niewiasta stanęła[286],

A pragnąc pierwszą zmieszać swą pogardą,

«Kto ta kobieta?» zapytała hardo.

Wirgili z cześcią[287] w swym sercu poczętą

Podszedł i patrzał na niewiastę świętą.

2640

A ta, gdy pierwszą za piersi schwyciła,

Darła jej szatę, jej brzuch mi odkryła,

Skąd do mnie buchnął taki swąd w tej chwili,

Aż się zbudziłem; a dobry Wirgili

Mówił z słodyczą nad wszelkie wyrazy:

2645

«Już cię wołałem najmniej ze trzy razy,

Wstań, idźmy szukać w tych skałach przechodu».

Wstałem, już kręgi pozłacał blask wschodu

Tej świętej góry; dzień świtał wesoło,

Gdy szedłem, słońce miałem poza sobą.

2650

Idąc za wodzem schyliłem me czoło,

Podobny temu, co dźwiga na głowie

Myśli tysiące, a swoją osobą

Udaje ścięty łuk mostu w połowie[288].

Kiedym posłyszał: «Idźcie, tu iść trzeba!»

2655

Słowa te wiały melodyją z nieba;

Ten, który mówił, jak łabędzia białe

Otworzył skrzydła i prowadził w skałę.

Z obu stron twarda ścisnęła nas góra.

Musnął mi czoło wstrząsając swe pióra[289],

2660

«Ci, którzy płaczą» rzekł, «błogosławieni,

Łzy ich pociecha w wesele zamieni[290]».

— «Po co tak w ziemię spuszczasz twe spojrzenie?»

Przemówił wódz mój, gdy anioł skrzydłami

Cicho w powietrzu wznosił się nad nami.

2665

A ja: — «Tak ściga mię nowe widzenie,

Wtrąca w niepokój, zachodzi mi drogę,

Że odeń myśli oderwać nie mogę».

— «Starą guślarkę» rzekł «widziałeś z bliska,

Co w niższych kręgach tyle łez wyciska.

2670

Widziałeś, człowiek przez jakie pochopy

I środki od niej oderwać się może[291].

Dość o tym: w ziemię zarywszy twe stopy,

Spojrzyj w niebiosa, na te cuda boże,

Jakimi wzrok twój przynęca król wieczny,

2675

Tocząc tak wielki po nich krąg słoneczny».

Jak sokół naprzód nogom się przygląda,

Nim na głos łowca[292] podniesie swe oczy,

A potem skrzydła do lotu roztoczy,

Polować zdobycz, której tak pożąda:

2680

Tak ja, o ile rozszczepia się skała

Dla stopy, aby po niej wzwyż stąpała,

Szedłem bez przerwy długą szyją lochu,

Aż do piątego kręgu; tam widziałem

Leżące duchy twarzami do ziemi[293],

2685

Płacząc, mówiły, zda się, słowy temi:

«Ach! dusza moja przylgnęła do prochu[294]».

I tak wzdychały piersiami całemi,

Że ledwo uchem kilka słów schwytałem.

— «Wybrani Pańscy! w których sprawiedliwość

2690

Z nadzieją słodzi waszych mąk dotkliwość,

Wskażcie, jak dalej iść na wyższe stopnie».

— «Gdy przychodzicie nie leżeć tu z nami[295],

Lecz pielgrzymując tej góry kręgami

Tylko szukacie drogi; więc roztropnie,

2695

Idąc półkolem jak krąg zatoczony,

Od brzegu prawej trzymajcie się strony».

Poeta pytał, a duch odpowiedział;

Z tych słów poznałem, że duch i połowy

Wieści, skąd idę i dokąd, nie wiedział.

2700

Ja do ócz mistrza obróciłem oczy,

Mistrz na chęć moją przyzwolił ochoczy,

Czym ośmielony poszedłem do ducha,

Którego z pierwszej poznałem przemowy,

Mówiąc: «Gdy we łzach dojrzewa twa skrucha,

2705

Bez której żaden duch z grzechu nie wstanie,

O zawieś dla mnie twe większe staranie.

Powiedz, kim byłeś? skąd na skał tych szczycie,

Wszyscy grzbietami do góry leżycie?

Może chcesz, bym się przyczynił za tobą,

2710

Tam, skąd tu wchodzę żyjącą osobą».

A on: — «Dlaczego nie twarzą, jak trzeba,

Ale tu leżym grzbietami do nieba,

Dowiesz się o tym; lecz wprzódy wiedz, oto

Byłem ja niegdyś następcą Piotrowym[296]!

2715

Przy Kiawari piękna rzeka płynie,

Imię jej dało tytuł mej rodzinie:

W miesiąc poczułem, w tak niedługim czasie,

Jak ciężko chodzić w płaszczu barankowym

Temu, kto nie chce zaszargać go w błoto:

2720

Ciężar mu inny jak puch lekki zda się.

Skrucha ma była, niestety, leniwa!

Będąc pasterzem chrześcijańskich ludów,

Poznałem, marność życia jak fałszywa,

Jak marny jego cel starań i trudów;

2725

Widziałem, jak tam troska sercem miota,

Nie mogąc wyżej wznieść się, moją duszę

Zatliłem żądzą wiecznego żywota.

Aż do tej chwili, z wstydem wyznać muszę,

Grzech ją łakomstwa odwracał od Boga,

2730

Za co, jak widzisz, kara jej tak sroga!

Z grzechu chciwości tak czyszczą się duchy,

Tu dopełniając czyn poczętej skruchy:

W czyśćcu ich bodaj największe katusze.

Jak w ziemskich rzeczach zatopione oko,

2735

Spojrzeć ku niebu nie mogło wysoko,

Chce sprawiedliwość, abyśmy naszemi

Oczyma lgnęli jak krety do ziemi.

Jak w nas łakomstwo miłość dobra studzi,

W zawiązku morząc współczucie dla ludzi,

2740

Grzech ten gładzimy w sprawiedliwej męce.

Więźnie, związani za nogi i ręce,

Nim się gniew boży przebłaga widomie,

Póty tu będziem leżeć nieruchomie».

Ukląkłem, jeszcze nim mówić zacząłem,

2745

Duch poczuł uchem znak uszanowania:

«Co ciebie» mówił «tak do ziemi skłania?»

A ja: — «Sumienie moje słusznie radzi

Przed majestatem twym uderzyć czołem».

«Wstań, bracie!» mówił «wyprostuj kolana,

2750

Ja, ty i drudzy z społecznej czeladzi,

Wszyscyśmy słudzy jedynego Pana.

Jeśli pojąłeś z Ewangelii świętej,

Tekst: Neque nubent w tych słowach zamknięty,

On ci zrozumieć moją myśl posłuży[297].

2755

A teraz odejdź, nie chcę, byś stał dłużej;

Obecność twoja przerywa łzy ducha,

W których dojrzewa, jak mówiłeś, skrucha.

Jest tam Aglaja, domu mego chwała[298],

Dobra z natury, jeśli ją do winy

2760

Nie wciągnie przykład zły naszej rodziny,

Ona mi jedna krewna pozostała».

Pieśń XX

2762

(Hugo Kapet. O godności papieża.)

Naprzeciw lepszej woli nie bez szkody

Wola bój toczy; przeto dając ucha,

2765

Kosztem mej chęci, zgodnie z chęcią ducha,

Wpół suchą gąbkę wydobyłem z wody[299].

I szliśmy z wodzem miejscem w skale wolnym[300],

Jak gzymsowaniem wąskim i okolnym;

Bo duchy łzami, co z ich ócz spadały,

2770

Miękcząc zło, które owładło świat cały[301],

Na dłuż zajęły brzeg drugi tej skały.

Bądź, starożytna wilczyco, przeklęta[302],

Chciwsza w twym głodzie nad wszystkie zwierzęta.

O niebo! które swym ruchem, jak zda się,

2775

Wszystko, co ziemskie, odmieniasz nam w czasie.

Mów, pożądany, o, kiedyż się zjawi,

Co tę wilczycę spłoszy lub zadławi?

A szliśmy wolnym i mierzonym krokiem,

Na cienie bacznym poglądałem okiem,

2780

Bolejąc nad ich płaczem i żalami.

«Słodka Maryjo!» głos jęknął przed nami[303],

Jakby rodzącej niewiasty jękami.

Głos dalej mówił: «Ty byłaś ubogą,

Ile ze żłobu ludzie sądzić mogą,

2785

W którym złożyłaś twój ciężar tak święty!»

Głos potem dodał: «Fabrycjusz nad złoto

Przeniósł ubóstwo ożenione z cnotą[304]».

W tych słowach czułem urok niepojęty.

Więc krok mój naprzód pomknęła chęć nowa,

2790

By poznać ducha, co mówił te słowa.

Duch się unosił jeszcze nad szczodrotą

Biskupa z Miry, co ubogie panny

Wspierał, by wiodły żywot nienaganny[305].

«Duchu, co mówisz tak dobrze!» do niego

2795

Rzekłem, «kim byłeś, powiedz, i dlaczego

Tu jesteś jeden, co w pamięć bogaty,

Tak zasłużone odnawiasz pochwały?

Nie będą słowa twoje bez zapłaty,

Jeśli powrócę kończyć krótkie życie,

2800

Które do kresu swojego tak leci!»

— «Odpowiem tobie», duch mówił w zachwycie;

«Nie dla pomocy, darmo jej życzycie[306],

Lecz że tak rzadka łaska w tobie świeci

Przed śmiercią jeszcze, gdy w ciele twa dusza.

2805

Byłem ja ziarnem drzewa, które cały

Świat chrześcijański swym cieniem zagłusza,

Że rzadko owoc tam znajdziesz wystały[307].

Gdyby poczuli swą moc Flandryjczycy,

Piorun ich zemsty ujrzałbym niedługo.

2810

Co oby zdarzył Ten, co wszystkich sądzi!

Nazwisko moje było Kapet Hugo[308],

Zrodzeni ze mnie Filipy, Ludwicy,

Ród mój bez przerwy ziemią Franków rządzi.

Syn ubogiego w Paryżu rzeźnika,

2815

Gdy dawnych króli szczep usychał stary,

Prócz latorośli jedynej, Ludwika,

Który na pośmiech chodził w sukni szarej,

Odważnie rządu pochwyciłem wodze.

Tłum mnie przyjaciół wiódł po nowej drodze

2820

I syna na tron wprowadziłem wdowi,

Z krwi jego wyszli pomazańce nowi.

Póki prowanckie[309] wiano w moim domu,

Z krwi mej nie zdjęło przyrodnego sromu,

Zła, znacząc mało, nie robił nikomu.

2825

Potem gdy w moc swej potęgi uwierzył,

Kłamstwem i gwałtem na przemian grabieżył;

W chwili, gdy skruchą sumienie swe koił,

Ziemie Normandów, Gaskonów przyswoił.

Karol wszedł do Włoch[310], a w żalu i skrusze

2830

Ściął Konradyna[311] i Tomasza duszę[312]

Posłał do nieba w pokucie i skrusze.

Przyjdzie czas wkrótce, co na włoskie pola

Od Franków wpędzi drugiego Karola[313].

Pozna go lepiej włoska ziemia wasza:

2835

Bez broni, tylko sam włócznią Judasza

Zręcznie szermując przy waszej niezgodzie,

Pierś Florencyji na wylot przebodzie.

Ale tam zamiast cudzych ziem zaboru,

Na grzech zarobi i stratę honoru,

2840

Grzech, co mu zgoła ciężaru nie zmniejszy,

Że na sumieniu wyda się mu lżejszy.

Trzeci, co wyszedł jak więzień z okrętu[314],

Widzę, jak córkę przedaje bez wstrętu,

Jako kupczący korsarz niewolnice.

2845

Łakomstwo! gdzież są twej chuci granice?

Jeśliś do tyla w mojej krwi zawrzało,

Że targ śmie robić o swe własne ciało.

Lecz gdyby przyszłe, przeszłe i dzisiejsze

Zło w twoich oczach wydało się mniejsze,

2850

Widzę w Anagni, jak w bojowym szyku

Franków sztandary wieją lilijami,

Więźnia Chrystusa w jego namiestniku[315].

Lud po raz drugi z niego szatę zdziera,

Biczuje groźbą i na nowo poi

2855

Octem i żółcią; widzę, jak umiera

Pomiędzy dwoma żywymi łotrami.

Widzę nowego Piłata z Zachodu,

Co krwią duchowną nie nasyca głodu

I bez wyroku kościoła stolicy

2860

Jej bojowników obnaża z kapicy[316].

O Panie! kiedyż doczekam się twojej

Zemsty, co skryta w chmurze tajemnicy,

Gniew twój łagodzi i osładza w niebie?

Com o jedynej rzekł oblubienicy

2865

Świętego Ducha, co skłoniła ciebie

Zasięgnąć moich objaśnień i rady,

Póki dzień świeci, modlimy się do Niej[317];

Lecz gdy noc zmrokiem tę górę osłoni,

Rozpamiętujem przeciwne przykłady:

2870

Pigmaliona żarłoczność do złota[318],

Ile zła przez nią zbroił ten niecnota.

Nędzę Midasa, głupią chciwość jego,

Achana kradzież łupów przy Jerycho[319],

Który do dzisiaj swoją duszą lichą

2875

Zda się czuć żądło gniewu Jozuego.

Rozpamiętujem los Helijodora[320],

Jak był końskimi zdeptany kopyty,

Ananijasza[321] i Polimnestora».

Wtem zagrzmiał okrzyk aż pod niebo wzbity:

2880

«Krassusie! skarbów łakomych niesyty,

Gdy ci Partowie złoto w usta leli,

Mów, jaki złota smak był w twej gardzieli?»

«Czasem ten głośno, drugi ciszej gada,

Podług zapału, w jaki, mówiąc, wpada.

2885

W dzień nie ja jeden[322], naszem gronem całem

Rozpamiętujem o cnotach z zapałem,

Lecz tu głos drugich nie wpadł ci do ucha».

Ledwośmy tego pożegnali ducha,

Skwapliwe naprzód pomykając kroki,

2890

Góra aż do dna zadrżała opoki[323];

Poczułem w sobie mimowolne drżenie,

Jako idący człowiek na stracenie.

Zaiste Delos nie drżał tak wstrząśniony[324],

Gdy został gniazdem położnym Latony[325],

2895

Nim porodziła dwoje oczu nieba

W jednym połogu, Dyjanę i Feba,

Potem ze wszystkich stron potężnym krzykiem,

Śpiew: Gloria Deo in excelsis szumiał,

O ilem słowa w tym krzyku zrozumiał,

2900

Najbliżej odeń stojąc na mą trwogę:

«Nie bój się» mówił mistrz do mnie zwrócony:

«Póki ja jestem twoim przewodnikiem.»

Tam nieruchomi, jak ci pastuszkowie,

Którym nucili śpiew ten aniołowie[326],

2905

Staliśmy póty, aż chwiejące skałą

Trzęsienie ziemi z tym śpiewem ustało.

I szliśmy dalej w naszą świętą drogę,

Patrząc na cienie leżące na skale,

Co znów szerzyły swe powszednie żale.

2910

Nigdy, o jeśli pamięć mię nie myli,

Nieświadom rzeczy, nie drżałem tak cały,

Aby ją poznać, zbadać, jak w tej chwili.

W nagłym pochodzie pytać go nie śmiałem,

A sam w treść rzeczy spojrzeć nie umiałem

2915

Tak zamyślony szedłem i nieśmiały.

Pieśń XXI

2916

(Krąg V. Dlaczego góra się zatrzęsła. Stacjusz.)

Pragnienie, co się nigdy nie ugasza,

Chyba tą wodą, o którą stroskana

Samarytanka błagała u Pana[327],

2920

Bodło mię; ledwo krok sunąłem nogą.

Politowaniem wzruszał obraz żywy

Za grzechy nasze zemsty sprawiedliwej.

I oto, pióro co pisze Łukasza[328],

Jak niespodzianie dwom idącym drogą

2925

Jawił się Chrystus z grobu zmartwychwstały,

Cień się pokazał i szedł poza nami.

Patrząc na stopy leżących wzdłuż skały[329];

Niepostrzeżony, nim tymi słowami

Przemówił: «Bracia moi, pokój z wami!»

2930

Nagleśmy oczy za się obrócili,

Gestem go wzajem pozdrowił Wirgili,

I mówił: «Witaj pozdrowieniem twojem,

Obyś w królestwo prawdy wszedł z pokojem,

Co mnie na wieczne wygnanie skazało[330]».

2935

«Jak to?» duch mówił, «Cóż wasz pośpiech znaczy,

Gdy was tam wyżej Bóg przyjąć nie raczy.

Kto was prowadził tak wysoką skałą?»

A mój mistrz: «Znaków gdy ujrzysz niemało,

Jakimi Anioł znaczył go na czole[331],

2940

Przyznasz mu prawo być w wybranych kole,

Że przed nim niebios rozemknie się brama.

Lecz gdy mu życia nić niedoprzędzioną

Prządka nie zwiła jeszcze na wrzeciono,

Więc jego dusza, wspólna siostra nasza,

2945

Wejść by nie mogła tak wysoko sama,

Bo jej piór lot nasz jeszcze nie podnasza.

Przeto wyszedłem z piekielnej otchłani,

Za wyższą wolą wskazywać mu drogę.

I wskażę, ile znam i znać ją mogę[332].

2950

Lecz, proszę, powiedz, dlaczego w tej chwili

Trzęsła się góra i dlaczego na niej,

Z wierzchu do stóp jej, które płucze morze,

Krzyknęły duchy w jednym wielkim chorze».

To mówiąc, spotkał jak w igle Wirgili

2955

Ucho mej żądzy; czułem, jak koleją

Głód mi pragnienia łagodził nadzieją.

Duch rzekł: «Ta góra od świata początku

Rządzi się prawem wiecznego porządku,

Wolna od wszelkich zaburzeń natury[333].

2960

Hałasu tego powód był jedyny,

Że duszę niebo przyjęło z tej góry.

Tu nie ma żadnej przygodnej przyczyny.

Deszczowe, śnieżne i gradowe chmury,

Szrony, co rosę na powietrzu mrożą,

2965

Za trzystopniowym progiem się nie tworzą.

Tu chmur nie widzim, błyskawic i tęczy,

Co zmienia u was barwę swych obręczy,

Tu suchy wyziew za próg nie przenika

Zajęty stopą bożego klucznika.

2970

Być może, niżej zrąb tej góry świętej

Mniej więcej wstrząsa przyczyna podziemna;

Czemu jej wyżyn wiatr w ziemi zamknięty[334]

Nie zachwiał nigdy, to zagadka ciemna.

Góra ta drżeniem wtenczas się porusza,

2975

Gdy oczyszczona ze zmaz wstaje dusza

I wzlata wyżej, głośno, potem ciszej,

Jej wniebowzięciu ten krzyk towarzyszy[335].

Wola jest tylko próbą oczyszczenia,

Dusza gdy siebie ze swych zmaz wyzwoli,

2980

Wola ją bodzie, że swój pobyt zmienia[336];

Tak duch używa sprawiedliwej woli.

Duch rad by zbliżyć chwilę wyzwolenia,

Lecz żądza skruchy na to nie przyzwoli;

Bo sprawiedliwość, jaką się tu rządzą,

2985

Chce po grzeszniku, aby z równą żądzą,

Jak lgnął do grzechu, tęsknił do pokuty.

Ja, com lat pięćset i więcej przykuty

W mękach przeleżał, gdyście tu wkroczyli,

Oto, zaiste, poczułem w tej chwili

2990

Tę wolną wolę lepszego pobytu.

Dlategoś słyszał od góry tej szczytu

Do jej podnóża takie drżenie skały,

Krzyk, z jakim duchy cześć Panu śpiewały,

Aby je prędzej wziął do swojej chwały».

2995

Tak mówił: a jak milsze ochłodzenie

Czujem w napoju, im większe pragnienie,

Czułem, to mówiąc, jak rzeźwił me chcenie.

A wódz mój: «Widzę was łowiące sieci,

Jak z nich wyzwala siebie, kto w nie wleci;

3000

Widzę, dlaczego drży ta góra święta

I przez co wasza radość jest poczęta.

Lecz mów, kim byłeś? Na tej skały bryle

Dlaczego wieków przeleżałeś tyle?»

— «Gdy dobry Tytus był z nieba wybrany[337],

3005

By w Jeruzalem wśród dymiących zgliszczy,

Krwi przez Judasza zemścił się przelanej,»

Duch odpowiedział «żyłem w one lata,

Świecąc tytułem, który wobec świata

I trwa najdłużej, i najwięcej błyszczy[338].

3010

Kiedym się wstawił słodkimi pieśniami,

Mnie, Tolozana, spotkał tryumf w Rzymie,

Tam skronie moje wieńczono laurami:

Lecz promień wiary nie świecił mi jeszcze.

Na ziemi noszę Stacyjusza[339] imię;

3015

Śpiewałem Teby, a potem Achilla,

Lecz wielki przedmiot znużył mię do tyla,

Żem padł w pół drogi pod drugim ciężarem.

Zapał mój spotkał to ognisko wieszcze,

Którego grzał się iskrami i żarem[340].

3020

O Eneidzie mówię, która długo

Była mi matką poezyi drugą;

Bez niej myśl moja, co z niej pokarm ssała,

I jednej drachmy wagi by nie miała.

Gdybym z Wirgilim żył w spółczesnej porze,

3025

O rok tu jeden, choć wola mi wzbrania,

Rad bym przedłużył czas mego wygnania».

Mistrz na mnie spojrzał ze wzroku wyrazem

Takim, co milcząc, «milcz» mówił zarazem[341].

Wola choć wiele, lecz nie wszystko może:

3030

Śmiech jak płacz, jeśli go skłonność w nas budzi

Lub doń zewnętrzny przedmiot usposobi,

Woli najszczerszych nie usłucha ludzi.

Jam się uśmiechnął, jak ten, co znak robi:

Cień to postrzegłszy zamilkł w tym momencie

3035

I patrzał bystro oczyma w me oczy,

Gdzie skłonność duszy widna jak w przeźroczy.

I rzekł: «O, gdybyś oczyszczony z grzechu

Spełnił z twym dobrem wielkie przedsięwzięcie!

Lecz za co twarz twą przebiegł błysk uśmiechu?»

3040

Na obie strony chwiałem się jak trzcina,

Ów każe milczeć, ten mówić zaklina,

Westchnąłem, kłopot mój pojął Wirgili.

Mnie pojmujący mówił mistrz tej chwili:

«Mów, odpowiadaj, patrz, on cały w uchu!»

3045

— «Może się dziwisz, starożytny duchu,

Żem się uśmiechnął?» rzekłem «Nie sądź krzywo,

Ciebie zadziwi jeszcze większe dziwo.

Ten, co prowadzi mię do raju progów,

Patrz, oto stoi duch Wirgilijusza[342];

3050

Od niego twoja uczyła się dusza

Śpiewać potężnie i ludzi, i bogów.

Wierz, mego śmiechu był powód niewinny,

Nie podejrzewaj, powód ten, nie inny;

Wobec mojego wodza twe pochwały

3055

Same z lic moich uśmiech wywołały».

Stacyjusz zgiął się jak trzcina pochwiana,

Chcąc mego mistrza objąć za kolana.

A mistrz: «Stój, bracie, czyn twój jest złudzeniem

Bo i ja jestem takim jak ty cieniem».

3060

A duch powstając: «Tu poznać masz porę,

Jaką miłością ja do ciebie gorę!

Gdy mimo nasze próżności niemałe,

Chciałem uścisnąć cień jak ciało stałe».

Pieśń XXII

3064

(Stacjusz i Wirgiliusza Ekloga 4. Krąg VI. Żarłocy, głodni, leżący pod drzewem życia. Piąte P znikło.)

3065

Wprowadzający nas w krąg szósty góry,

Znak z mego czoła zmazawszy skrzydłami,

Już był odleciał anioł białopióry.

W sprawiedliwości zatopionych cieni,

Zwróconych do niej wszystkimi żądzami

3070

Cały chór mówił nam: «Błogosławieni[343]»

I na tym słowie «łaknący» głos słodki

Zamilkł, i reszty nie domówił zwrotki.

Po schodach, czując większą lekkość ruchów,

Bez trudu szedłem śladem lekkich duchów.

3075

Wirgili zaczął: «Miłość w głębi ducha

Zatlona cnotą, gdy na zewnątrz bucha,

W lot drugą miłość swą iskrą zapala.

Odtąd gdy do nas zszedł cień Juwenala

W przedsień piekielną i skłonność twą dla mnie,

3080

W słowach strzelistych objawił niekłamnie,

Takie spółczucie poczułem ku tobie,

Jakiegoś nie czuł ku obcej osobie,

Że z tobą spieszno iść mi po tej skale.

Jeślim mój język rozwiązał za wiele,

3085

Przebacz mi, odtąd jako przyjaciele

Nawzajem z sobą mówmy poufale.

Mogłali[344] zgrzeszyć łakomstwem twa dusza,

Którą zmysł piękna zachwyca i wzrusza

Tak ukształcony przez ciebie?» Te słowa

3090

Wzbudziły lekki uśmiech Stacyjusza.

Wtem odpowiedział: «Szczerość mię nie drażni,

Widzę w niej drogi znak twojej przyjaźni.

Zaiste, pozór rzeczy mylny bywa,

Bo nam zakryta przyczyna prawdziwa:

3095

Zaiste, mniemasz, co zdradza twa mowa,

Żem był do ziemi łakomstwem przykuty,

Może z powodu miejsca mej pokuty?

Jam się łakomstwem brzydził za żywota[345],

Czasu tysiąca księżyców za mało,

3100

By zmyć pokutą jego plamę całą.

I gdyby żądz mi nie hamował z góry

Wiersz twój gromiący brud ludzkiej natury:

»Czegóż nie zbroi chciwość głodna złota[346]

Musiałbym toczyć głazy wpół schylony[347],

3105

Z potępieńcami biegając w przegony.

Wtenczas postrzegłem, że rozrzutnym szałem

Często zanadto dłoń mą otwierałem[348]:

I żalem, skruchą, w modlitwach przyczynnych,

Grzech ten zgładziłem jak i wiele innych.

3110

Ileż głów łysych z grobów się podniesie

W straszny dzień Sądu tych, co zapomnieli,

Że grzech ten skruchą z swej by duszy zdjęli,

Bądź w ciągu życia, bądź przy jego kresie.

Wiedz, te dwa grzechy, których względna sprzeczność

3115

Łączy je z sobą przez ich ostateczność,

Tu jad swój tracą już na całą wieczność.

Więc jeśli w jednym kręgu z łakomcami,

Duch się mój czyścił pokutą i łzami,

To się trafiło przez grzech mój przeciwny».

3120

A sielskich wierszy rzekł śpiewak[349] przedziwny:

«Gdyś bratnich wojen piał śpiew uroczysty,

A w nim Jokasty żal, smutek dwoisty[350],

Z dźwięków, jakimi przez twe usta brzmiała

Poważna Klio, ani mogłem wnosić,

3125

Że ci wśród wiernych Wiara miejsce dała,

Bez której dobrze czynić to nie dosyć.

Gdy prawdę mówisz, powiedz, światłość jaka

Tak rozproszyła twe dawne ciemności,

Że swoją łódkę z morskich nawałności

3130

Rad skierowałeś do łodzi rybaka[351]

A on: — «Tyś pierwszy we mnie zapał wzniecił

Chodzić w twe ślady drogą ścieżek nowych

I pić ze źródeł jak ty parnasowych;

Pierwszyś w miłości bożej mię oświecił.

3135

Ty jak ów byłeś, co latarkę w nocy[352]

Niesie za sobą, sam żadnej pomocy

Nie ma z jej światła, lecz za nim idącym

Oświeca drogę blaskiem migającym.

Odkąd wyrzekłeś: »Świat się nasz odmładza,

3140

Z nieba wiek złoty, nowe ludzi plemię

Z sprawiedliwością zstępują na ziemię«.

Przez ciebie, gdy mnie duch twój wieszczy krzepi,

Byłem poetą i chrześcijaninem.

Lecz mój rysunek gdybyś widział lepiej,

3145

Pędzel ten zarys farbą naprowadza.

Już ziarno wiary słowami i czynem,

Po całej ziemi, aż po świata krańce

Sieli wiecznego królestwa posłańce.

Jak w twojej wieszczbie, widząc, że duch wieje,

3150

W tym, co kazali nowi kaznodzieje,

Stałem się pilnym ich słowa słuchaczem;

Przed ich świętością padłem na kolana.

A gdy je ścinał miecz Domicyjana[353],

Łzy moje z krwią ich mieszałem i płaczem.

3155

Niosłem im pomoc, życie ich niewinne

Kazało zbrzydzić wszystkie sekty inne.

Wprzód nim pieśń moja wojujące Greki

Zaprowadziła nad tebańskie rzeki[354],

Chrzest już przyjąłem, lecz dla głupiej trwogi

3160

Długo pozornie czciłem fałszu bogi.

Za tę oziębłość z górą cztery wieki

Biegałem ciągle, nie zażywszy wczasu,

Po kręgu czwartym: ty, coś zdjął zasłonę

Ćmiącą mym oczom dobro nieskończone;

3165

Ponieważ mamy jeszcze dosyć czasu,

Jeśli wiesz, powiedz, cień Terencyjusza[355],

Plauta, Warrona, gdzie, czy potępieni?

Po jakim kręgu ich błąka się dusza?»

— «Oni, ja, Persy, wiele innych cieni,

3170

Mieszkamy razem» rzekł wódz «z ślepym Grekiem[356],

Którego Muzy karmiły swym mlekiem

Dłużej od wszystkich; jest krąg w piekle wielki,

Tam często gwarzym, wlekąc czas w tęsknotach,

O pięknej górze, o jej chłodnych grotach,

3175

W których mieszkają nasze karmicielki[357].

Symonidesa cień, Anakreona

I wielu Greków mieszka w kręgu owym,

Którzy zdobili skroń liściem laurowym.

Tam są wsławione twej Muzy pieśniami

3180

Smutna Izmena, mężna Antygona,

Deidamia ze swymi siostrami[358]».

Zamilkli oba, Stacyjusz, Wirgili,

Przebiegłszy schody w krąg oczy zwrócili:

Cztery dnia sługi odeszły, a piąta

3185

Stojąc przy wozie służebna się krząta[359],

Kierując dyszla wierzch zapłomieniony.

A wódz mój mówił: «Ja myślę, że teraz

Prawej od brzegu trzymajmy się strony,

Obchodząc górę, tak szliśmy już nieraz».

3190

Zwyczaj ten był więc naszym drogoskazem

I szliśmy dalej z mniejszym utrudzeniem,

Śmielsi drugiego ducha przyzwoleniem.

Z tyłu ja, cienie po przedzie szły razem,

A z ich rozmowy czerpałem naukę,

3195

Poznając głębiej poezyi sztukę.

Rozmowę słodką przerwał widok drzewa[360],

Którego owoc wonny i uroczy

Na środku drogi nęcił nasze oczy.

Jak jodła wierzchem, co w niebo powiewa,

3200

Stopniowo zwęża gałęzi koronę;

Drzewo to rosło od ziemi zwężone,

Aby nikt, myślę, nie czepiał się po niem.

Jak strumień z góry wytryska nad błoniem,

Z głazu, co nasze zamykał nam iście,

3205

Tryskała wilgoć i dżdżyła na liście.

Dwaj się poeci ku drzewu zbliżyli,

Wtem głos ze środka liści zaświergoce:

«Nie wam pożywać te piękne owoce!»

Znów głos w te słowa zaszumiał po chwili:

3210

«Maryja więcej troszczyła się o to[361],

Jak przyjąć gości sproszonych na gody,

Niż o swe usta łaknące, któremi

Modli się w niebie za grzesznych na ziemi.

Dawne Rzymianki słynące prostotą

3215

Lubiły napój ze zdrojowej wody[362],

Daniel stołem królewskim pomiata[363],

I jako mędrzec zasłynął skroś świata.

Pierwszy wiek świata był piękny jak złoto,

Żołądź najmilszym pokarmem o głodzie,

3220

Pragnący znalazł nektar w czystej wodzie.

Miód i szarańcza karmiły Chrzciciela

W puszczy[364] bezludnej; stąd jego tak zgodnie

Wielkim i sławnym zwał lud Izraela,

Co z Ewangelii poznałeś dowodnie[365]».

Pieśń XXIII

3225

(Cienie. Foreze Donati mówi o rozpuście niewiast florenckich.)

Gdy między gęste i zielone liście

Wciskałem oczy, podobny chłopcowi

Co z próżnowania w lesie ptaszki łowi,

Wódz mój jak ojciec zbliżył się i mówi:

3230

«Idź, synu, daru chwili źle nadużyć,

Tu trzeba czasu użyteczniej użyć[366]».

Zważywszy radę mądrą rzeczywiście,

Ku mędrcom krok mój zwróciłem i oczy,

Idąc ich śladem lekki i ochoczy.

3235

Oto słyszałem i płacz, i śpiewanie:

Psalm «Usta moje otwórz mi, o Panie[367]

Pobudzał we mnie radość i cierpienie.

«Co za głos» rzekłem: «Brzmi w żałosnym echu?»

A mistrz: «Być może, nowe idą cienie,

3240

Tu rozwiązywać węzeł swego grzechu».

Zamyślonego obyczaj pielgrzyma,

Gdy nieznajomych spotyka podróżnych,

Zwraca się do nich, lecz się nie zatrzyma;

Tak orszak cieniów niemych i pobożnych,

3245

Szybkim za nami postępując krokiem,

Szedł, a przechodząc rzucał na nas okiem.

A cienie były straszliwej chudości,

Źrenica ciemna, w twarz głęboko wpadła,

Pod skórą widne zarysy ich kości.

3250

Nie sądzę, aby na swojej osobie

Miał więcej suchą Erizychton skórę[368],

Gdy wewnątrz głodu upaleniem gore.

Oto był takim, pomyśliłem w sobie,

Lud, gdy wychodził przez zgliszcza i dymy,

3255

Tracąc zburzonej gród Jerozolimy[369],

Gdzie matka z głodu własne dziecko zjadła.

Oczy ich były jak wklęsłe pierścienie,

Z których wyjęto błyszczące kamienie.

Kto w twarzach ludzkich przywykł czytać OMO[370]

3260

Złożyłby z lic ich głoskę M widomą.

Któż by uwierzył, jeśliby sam wprzódy

Nie wiedział skutku owoców i wody

Drażniących żądze cierpieniem tak żywym?

Nie mogąc znaleźć sam przyczyny na to,

3265

Na twarze kryte łuską trędowatą,

Na taką chudość patrzałem z podziwem.

Cień jeden oczy z jam czaszki wywrócił

I spojrzał na mnie; potem z ust wyrzucił

Te słowa: «Jakąż łaską Bóg mię darzy!»

3270

Nie mógłbym nigdy jego poznać z twarzy,

Wyschły jak trzaska, poznałem po głosie;

Iskra przeze mnie przebiegła, zdało się,

I przy jej świetle zdołałem wydostać

Z dna mej pamięci Forezego postać[371].

3275

— «Nie zważaj» błagał «na ten trąd tak suchy.

Na brak wyraźny ciała w mej osobie,

Lecz nie odmawiaj, mów, kto jest przy tobie?

Jakie dwa ciebie prowadzą tu duchy?»

— «Kiedy nad tobą umarłym płakałem,

3280

Nie mniej bolesne łzy» odpowiedziałem

«Leję nad twoim tak zmienionym ciałem.

Powiedz, dla Boga, co się z tobą stało,

Co tak cię nagle z ciała rozebrało?

Póki z podziwu myśli nie wyzwolę,

3285

Milczę; źle mówi, kto ma inną wolę».

A duch: «Tajemna siła z wiecznej rady[372]

Schodzi w tę wodę i w rdzeń tego drzewa,

Które za nami oto stoi z dala;

Przez nią ja jestem tak chudy i blady.

3290

Ten lud szkieletów, który płacząc, śpiewa,

Będąc bez miary posłusznym swej gębie,

Tu się uświęca przez głód i pragnienie.

Woń, co z owoców i wody wynika,

Rozwiana wiatrem wzdłuż tego trawnika,

3295

Jadła, napoju w nas żądzę zapala.

Chodząc tu w kółko po skały tej zrębie

Nieraz poczujem mękę, mękę mówię,

Gdy powinienem był rzec: pocieszenie.

Bo wola, która iść przez to pustkowie

3300

Do tego drzewa bodzie nasze siły,

Jest tą, co bodła Chrystusa rzec: »Eli[373]!«,

Gdy nas wyzwalał krwią ze swojej żyły».

A ja: «Foreze, od dnia, gdy z pościeli

Śmiertelnej w lepsze tu życie wstąpiłeś,

3305

Pięciu lat spełna jeszcze nie przeżyłeś.

Jeśli się w tobie kończy grzechu władza

Wprzód, zanim w ciebie wsiąknęła głęboko

Boleść zbawienna, co nas jedna z Bogiem:

Jak tu zaszedłeś jeszcze tak wysoko?

3310

Myśliłem spotkać cię za czyśćca progiem,

Tam niżej, gdzie czas czasem się nagradza[374].

A on: «Winienem czułej Nelli mojej[375],

Że słodki piołun boleści mię poi;

Jej łzy, westchnienia i pobożne modły

3315

Z miejsc, gdzie duch czeka, prędzej mię wywiodły.

Kobieta, StrójTym milsza Bogu moja dobra wdowa,

Że wśród zepsucia ślub swój wiernie chowa.

W dzikich sardyńskich górach, ile pomnę,

Niewiasty więcej wstydliwe i skromne

3320

Niż tam, gdzie Nella łzy leje w żałobie[376].

Czegóż chcesz, bracie? Oto powiem tobie,

W duchu już widzę czas przyszły na ziemi,

Z którym obecna godzina się zleje,

Gdy z ambon gromić będą kaznodzieje,

3325

Głośne z bezwstydnych strojów florentynki,

Co rade świecić piersiami nagiemi[377].

Kto Saracenki zmuszał lub Turczynki

Aż przez zakazy świeckie lub duchowne,

Ażeby stroje nosiły stosowne?

3330

Gdyby bezwstydne zgadły wieszczym duchem,

Jaki gniew nieba ściąga ta rozpusta,

Już by do wycia otworzyły usta.

Gdy się nie mylę, ich lament posłyszę

Wprzód nim twarz dziecka pokryje się puchem,

3335

Które dziś do snu pieśń mamki kołysze.

Lecz mów, kto jesteś? O, nie bądź nam głuchy!

Widzisz, nie jeden ja, lecz wszystkie duchy

Patrzą w to miejsce z ciekawym zapałem,

Gdzie stojąc słońce zakrywasz swym ciałem».

3340

A ja: «Gdy sobie przypomnisz, jakimi

Byliśmy oba spół żyjąc[378] na ziemi,

To przypomnienie myślami smutnymi

Duch twój obciąży jako smutek ciągły[379].

Ten oto mędrzec z tego życia lasu

3345

Mnie wyprowadził, gdy onego czasu

Tego brat wschodził na niebie okrągły[380]».

I pokazałem słońce: «on zaiste,

Do rzeczywiście zmarłych zstąpił ze mną,

Wiódł mię przez noc ich głęboką i ciemną;

3350

Wodzi przez kręgi i schody łamane

Tej góry, która, któż by się nie zdziwił?

Tak was prostuje, was, których świat skrzywił,

On mnie prowadzi w wyższe okolice,

Tam, kędy spotkam moją Beatrycę:

3355

Wtenczas bez niego sam jeden zostanę.

Tak mi powiadał oto on, Wirgili

(Palcem wskazałem idącego skałą).

Drugi jest cieniem, dla którego w chwili,

Gdy się rozstawał z waszą rzeszą całą,

3360

Wasze królestwo po wszech kręgach drżało».

Pieśń XXIV

3361

(Papież Marcin IV i inni. Przedostatnie P znika z czoła.)

Gdy tak wciąż idziem i wciąż rozmawiamy,

Szliśmy wypustem granitowej ściany,

Szybko jak okręt dobrym wiatrem gnany.

3365

A zmarłych zda się po dwa razy cienie,

Wiedząc, żem żywy, przez oczu swych jamy

Pokazywały swoje zadziwienie.

«Ten cień» mówiłem «z naszego powodu,

Snadź[381] w niebo swego nie nagli pochodu[382].

3370

Mów, gdzie Pikarda[383]? Mów, gdy łaska twoja,

W tłumie, co na mnie zwraca wzrok tak głodny,

Czy jest choć jeden mąż uwagi godny?»

Foreze mówił: «Piękna siostra moja

I taka dobra! Duch jej w zachwyceniu

3375

Cieszy się w raju tryumfu koroną».

I dodał potem: «Tu nam nie wzbroniono

Wzajem nazywać siebie po imieniu,

Tak podobieństwo nasze głód sfałszował».

Wskazując palcem: «Patrz, jak wyschły głodem

3380

Buonadżunta, z miasta Lukki rodem.

Patrz, ten najchudszy, jakby z krzyża zdjęty,

W ramionach swoich trzymał kościół święty[384],

Frank ten węgorze warzył w słodkim winie,

Nie myślił, kładąc je żywcem w naczynie,

3385

Że będzie takim postem pokutował».

Koleją wielu po imieniu woła,

Z nazwanych żaden ani zmarszczył czoła.

Widziałem między tylu żarłokami

Ubalda, jak żuł powietrze zębami,

3390

Bonifacego, co na uczty, gody,

Arcybiskupie marnował dochody[385].

Markiza z Forli, co z pełnego dzbana

Pragnienie gasił do zmroku od rana[386].

Podobny temu, co w tłumie rad bada,

3395

Kto jemu więcej do serca przypada,

Wybrałem sobie znajomego z Lukki[387]:

On imię jakiejś wyjąkał Gentuki

Gardłem zranionym przez ogień suchotny.

«Duchu,» doń rzekłem «jeśliś tak ochotny

3400

Rozmawiać ze mną, gdy ci głos nie drażni

Wyschłej gardzieli, chciej mówić wyraźniej».

Duch zaczął mówić: «Niewiasta zrodzona,

Której lic jeszcze nie kryje zasłona,

Przez nią podobasz mieszkać w moim mieście;

3405

Z tą przepowiednią pójdziesz tam nareszcie.

Jeśli co błędnie usta moje mruczą,

Przyszłe wypadki same cię pouczą.

Lecz mów, azali w tobie nie widzimy

Tego, co wydał na świat nowe rymy,

3410

Gdzie na początku jest wiersz: »Piękne panie!

Co pojmujecie tak żywo kochanie[388]«?»

A ja: «Gdy miłość natchnie mego ducha,

Co myśl z jej mowy wewnętrznej podsłucha,

Co ona mówi, ja tylko to piszę[389]».

3415

«O bracie!» rzekł on «z tego, co ja słyszę,

Postrzegam węzeł, co poetów tylu

Zatrzymał z dala od twojego stylu,

Zwłaszcza Notera, mnie i Guitona[390].

Spod pióra twego tryska pieśń natchniona,

3420

Kogo natchnienia lot wyżej porywa,

Dwóch stylów z sobą ten nie porównywa».

Rad w sobie, zamilkł[391]: jak jeden za drugim

Ptak zimujący nad brzegami Nilu

Zrywa się, leci, ciągnie pasem długim,

3425

Tak wszystkie duchy, wszystkie, co tam były,

Zwracając twarze swój pochód nagliły,

Lekkie zarazem chudością i wolą.

Jak biegącemu[392] gdy nogi zabolą,

Znużony swoich spółbiegaczów rzuca,

3430

Zanim odetchną zmordowane płuca:

Tak i Foreze za trzodą szczęśliwą,

Z tyłu, opodal szedł za mną leniwo,

I mówił do mnie: «Kiedyż cię zobaczę?»

— «Nie wiem,» odrzekłem «jak żyć będę długo,

3435

Lecz w chęci rad bym tu pielgrzymkę drugą

Odbyć co prędzej: bo moja kraina,

Gdzie pędzą życie z dnia na dzień tułacze,

Smutna jest, bliska grozi jej ruina».

«Idź!» rzekł «już widzę zwierzę, jak Donata[393],

3440

Ogonem wlecze w otchłań zatracenia,

Gdzie żadnym grzechom nie ma przebaczenia.

Koń jak wiatr pędzi, kurz trupem zamiata,

Wstrząsł się, trup wagą swojego ciężaru

Okaleczały runął w przepaść jaru.

3445

Tym sferom krążyć maluczko po niebie,

(I spojrzał w niebo) aż sam ujrzysz z trwogą

To, co me słowa jaśniej rzec nie mogą.

Czas w tym królestwie drogi, żegnam ciebie!

Idąc tak we dwóch, choć się chętnie dzielę

3450

Z tobą mym czasem, tracę go za wiele».

Jak kiedy jazda na jazdę naciera,

Jeździec rycerskim uniesion zapałem,

Z szeregu naprzód pomyka się cwałem,

I cześć pierwszego natarcia odbiera;

3455

Foreze od nas wielkim skoczył krokiem.

Jam tylko z dwoma pozostał na drodze,

Oba tak wielcy w poezyi wodze[394]!

Gdy już nie mogłem doścignąć go okiem,

Tak jak ścigałem myślą jego słowa,

3460

Spostrzegłem, oto stała jabłoń nowa,

Pełna owoców; a duchów gromada

Tworząc ruchome koło drzewa wieńce,

Z krzykiem ku liściom wyciągała ręce;

Jak małe dzieci próżnych pełne chęci,

3465

Gdy je nadzieja podarunku nęci,

Każde swe prośby strzeliste przekłada;

Proszony od nich, nic nie odpowiada,

Tylko nad nimi trzyma cacko w dłoni

Drażniąc ich żądze jak owoc jabłoni.

3470

Od tego drzewa duchy w skok odbiegły,

Jak gdyby swego błędu nie postrzegły;

Pod jabłoń głuchą na ich łzy i prośby

Myśmy podeszli: — «Ani kroku bliżej!

Przechodźcie dalej, jabłoń jest tam wyżej,

3475

Z której owocu skosztowała Ewa,

Ta latoroślą jest tamtego drzewa[395]».

Liść szumiał głosem, nie wiem czyjej, groźby.

Samotrzeć szliśmy, krocząc bliżej strony,

Gdzie brzeg był skały więcej podniesiony.

3480

«Pomnijcie» mówił głos «na płód nieczysty

Z chmury poczęty, o piersi dwoistej,

Co po pijanu[396] napadł Tezeusza[397].

Miękkość Hebreów niech zgrozą porusza,

Czerpaniem wody z potoku zdradzona,

3485

Gdy w Madyjanie grzmiał miecz Gedeona[398]».

Tak wyższym brzegiem kamiennych pokładów

Idąc, słuchałem dość licznych przykładów

Grzechu obżarstwa; jego plagi srogiej.

Potem wychodząc na pośrodek drogi,

3490

Na tysiąc kroków szliśmy zamyśleni,

Milcząc i tonąc w domysły wątpliwe.

«Gdzie to idziecie, myśląc, wszyscy troje?»

Głos rzekł; ja czoło uchyliłem moje,

Jak robią w strachu zwierzęta lękliwe;

3495

Chcąc wiedzieć, kto to był, podniosłem głowę.

Nigdy szkło w ogniu tak się nie czerwieni,

Nie więcej błyszczą roztopy kruszcowe,

Jako duch, który tak kończył przemowę:

«Tędy, gdy chcecie, idźcie w imię Boga,

3500

Tędy idących do pokoju droga».

A widok jego pozbawił mię wzroku.

Ku mistrzom moim przybliżyłem kroku,

Jak człowiek uchem pytający ciszy,

Idzie w kierunku głosu, jaki słyszy.

3505

Jako majowy powiew, poseł zorzy,

Wonią traw, kwiatów przewiewa świat boży,

Taki wiatr, czułem, uderzył mi w czoło,

Poczułem lekkie poruszenie skrzydła[399],

Pióra wiejące wonnością kadzidła.

3510

I głos poczułem mówiących wokoło:

«Błogosławieni, łaska boża z tymi,

Których krew w sercu zbytkiem żądz nie dymi.

Co tyle łakną powszedniego chleba,

Ile rozsądnie głód nasycić trzeba».

Pieśń XXV

3515

(W drodze do kręgu VII. Rozprawa o powstaniu duszy, o śmierci i cieniach. Krąg VII. Rozpustnicy wśród płomieni i burzy.)

Była godzina niecierpiąca zwłoki,

Bo ustąpiły kręgu południka

Noc dla Skorpiona, a słońce dla Byka[400].

Jak robi człowiek naglący swe kroki,

3520

Co bądź napotka, idzie swoją drogą,

Jeśli potrzeba, bodzie go ostrogą.

Jakeśmy weszli w sklepiony loch skały,

Jeden za drugim, bo w chwili przechodu

Nas rozdzieliła zbytnia ważkość schodu.

3525

Jak chęć latania czując bocian mały,

Podnosi skrzydła, to spuszcza koleją,

Gdy te już gniazda porzucić nie śmieją[401]:

Tak zapytania chęć we mnie paliła,

To zapalała siebie, to gasiła,

3530

Ażem poruszył wargą, jak gotowy

Człowiek przemówić gorącymi słowy.

A chociaż szliśmy dość szybko tą razą[402],

Ojciec mój rzekł mi: «Puszczaj strzałę słowa,

Widzę nagiąłeś łuk aż po żelazo».

3535

Wtedy ja usta otworzyłem śmiało:

— «Jak można schudnąć, tam gdzie was nie bodzie

Potrzeba łaknąć pokarmu o głodzie?»

A mistrz: «To dla cię zaiste rzecz nowa,

Lecz gdybyś żywiej w swej myśli przedstawił,

3540

Jak się trawiło Meleagra ciało[403],

W miarę jak ogień suche drewno trawił;

Gdybyś uważał, jako w jednym czasie,

Ledwo twa postać po zwierciadle wionie,

Cały twój obraz w jego szkle już tonie,

3545

Co było twardym, wnet ci miękkim zda się[404].

Oto przeze mnie Stacyjusz[405] wezwany

Raczy lekarzem być na twoje rany».

Stacjusz: «Jeśli widzisz być koniecznym,

Bym wobec ciebie o karaniu wiecznym[406]

3550

Rozprawiał przed nim, niech to mię wymówi,

Że, uczeń, nie śmiem zaprzeczać mistrzowi».

A do mnie: «Synu, słuchaj, moje słowo

Na twe pytanie rzuci światłość nową.

Dziecko, Krew, PrzemianaKrew niewypita przez spragnione żyły[407],

3555

Która zostaje jak zbytnia[408] potrawa,

Gdy syty ucztą gość od stołu wstawa,

Przeczysta, w sercu bierze treść tej siły,

Która ukształca wszystkie członki wasze

Jak ta, co wsiąkać w te członki stworzona,

3560

Krąży po żyłach. A lepiej strawiona

Schodzi w część ciała, którą tu w mym rymie

Lepiej przemilczeć niż nazwać na imię.

Stamtąd kroplami na krew drugą wpływa

Drugiej istoty, w przyrodzoną czaszę.

3565

Tam wspólny pociąg dwie treści ożenią,

Jedną skłonioną przyjmować wrażenia,

A drugą działać, gdy ta oddziaływa.

Wtenczas ojcowska krew działać zaczyna,

Zrazu tężejąc, w kolej treść stężałą

3570

Ożywia jako mające żyć ciało.

Krew rodzicielska swoją treścią czynną,

Kiedy już duszą staje się roślinną

I żyć, i rosnąć pocznie jak roślina,

(Lecz z tą różnicą, gdy ta jest już w brzegu,

3575

Tamta na drogę wchodzi w pełnym biegu),

Zrazu tak działa, że już się mocuje

Jak morska gąbka rusza się i czuje;

I wnet rozwija dane przyrodzeniem

Władze człowieka, których jest nasieniem.

3580

Szerzy się, to się rozciąga, mój synu,

Siła, co z serca rodzica pochodzi,

A skąd natura skład członków wywodzi.

Lecz dalszy rozwój zważając jej czynu,

Jak ten zwierzokrzew mający żyć mlekiem,

3585

Jak ssące zwierzę, staje się człowiekiem,

Nie widzisz jeszcze; oto jest punkt główny,

Gdzie mędrszy od cię wpadł w błąd niewymowny[409];

Umysł od duszy oddzielając w błędzie,

Że widnym jego nie było narzędzie.

3590

Otwórz twe serce, bo doń z prawdą dążę.

Dziecko, Dusza, CiałoGdy już tkań mózgu w płodzie się zawiąże,

Stwórca, któremu swój twór uznać miło,

Wesół się zwraca i zstępuje z góry

Ku arcydziełu takiemu natury,

3595

Tchnie weń duch nowy, który z taką siłą

Czynność mózgową jeszcze pół roślinną

Łączy, zespala ze swą treścią czynną,

Aż jedna dusza z nich się przeobraża,

Ta żyje, czuje i siebie rozważa.

3600

Gdybyś ze słów mych sąd pogodził sprzeczny

I mniej się dziwił, zważ upał słoneczny,

Który złączony z sokami, co płyną

Z winnej jagody, przemienia się w wino.

Z prządki wrzeciona gdy nić życia rwie się,

3605

Wnet z ciałem rozwód bierze dusza nasza[410],

Z sobą co ludzkie, co boskie, unasza;

Czujące władze krzepną w tym momencie,

Lecz za to pamięć, wola i pojęcie

Bystrzej działają i w szerszym zakresie.

3610

Dusza z doczesnych na ziemi noclegów,

Z natchnienia woli, tej skazówki nieba,

Schodzi cudownie do jednego z brzegów,

Tam wieść odbiera, kędy iść jej trzeba.

Gdy wstąpi w miejsce swego pomieszkania,

3615

Ją opromienia siła kształtowania,

Zarówno czynna gdy żyła w swym ciele.

A jak powietrze, gdy mży obłok dżdżysty,

Chłonąc od słońca odblask promienisty,

W rozlicznych barwach tęcz maluje wiele;

3620

Podobnie kędy zatrzyma się dusza,

Otaczająca ją w krąg atmosfera,

Kształt, jaki na niej wyciśnie, przybiera.

A jak z ogniska buchające płomie[411]

Za ruchem jego w ślad idzie widomie,

3625

W kierunku duszy nowy kształt się rusza.

A że kształt tylko jest wyobrażeniem

Samego ducha, zowiemy go cieniem:

Dusza przez związek ze swym kształtem ścisły

Urządza wszystkie aż do wzroku zmysły.

3630

Dlatego kiedy chcemy, rozmawiamy,

Śmiejem się, płaczem i głośno wzdychamy,

Co mogłeś słyszeć, idąc w krąg tej góry.

Według żądz naszych, jak słabiej lub żywiej

Czujem boleści żądło jadowite,

3635

Cień bierze na się kształty rozmaite;

Toć jest przyczyna, co ciebie tak dziwi!»

Już do ostatniej przyszliśmy tortury[412],

Zwracając w prawo krok nagłym zawrotem,

Szliśmy już innym zajęci przedmiotem.

3640

Tam z brzegu góry płomień słupem buchał[413],

Z brzegu otchłani wiatr na płomień dmuchał,

A wiatr wciąż płomień odpychał uparty;

Więc trzeba było od strony otwartej

Iść nam osobno i szedłem strwożony,

3645

Tu mając ogień, otchłań z drugiej strony.

Mistrz mówił: «Trzymaj krótko wodze wzroku,

Tu łatwo, idąc, uśliznąć się w kroku!»Dziewictwo

«Deus clementiae[414]» przez płomie wiejące,

Słyszałem, głosów śpiewało tysiące,

3650

Nie mniej płomienne jam oczy obrócił,

Widziałem duchy przez ogień idące,

Dlategom patrzał, myśl ważąc na dwoje,

To na ich stopy, to na stopy moje.

Z ostatnią hymnu dośpiewaną głoską

3655

Chór w głos wykrzyknął: «Virum non cognosco[415]».

Potem chór wolniej, coraz ciszej nucił.

Hymn ten skończywszy, chór zakrzyknął cały:

«Dyjana[416] z gajów wygnała Helicę[417],

Wenery jadem zatrutą dziewicę».

3660

Na koniec w kolej śpiewano pochwały

I żon, i mężów czystego żywota,

Co żyli, jak chce małżeństwo i cnota.

I to jest ciągłym ich zajęciem zda się,

Nim z nich rdzy płomień nie opali w czasie,

3665

Nim z ran czyśćcowych przez takie to leki

Ostatnią ranę wygoją na wieki.

Pieśń XXVI

3667

(Krąg VII. Wieczór. Poeci prowansalscy.)

Jeden za drugim gdy szliśmy w krąg skały,

Mistrz dobry mówił często na pół z trwogą:

3670

«Strzeż się, ostrożnym bądź moją przestrogą».

Słońce padało mi na prawe ramię[418],

Opromieniony słońcem zachód cały

Błękit swój zmienił w jeden obłok biały.

Tłum dusz idących widząc, że się łamie

3675

Od mego cienia blask więcej czerwony[419],

Na to zjawisko poglądał zdziwiony.

I o mnie z tego powodu mówiły.

W kolej duch ducha pytał na przemianę:

«Ten cień ma, zda się, ciało nieudane[420]

3680

Sprawdziwszy domysł, do mnie się zbliżyły,

Strzegąc się jednak, by nie zejść tak w stronę,

Gdzie by nie mogły być ogniem palone.

«O ty za dwoma idący na końcu,

Nie przez lenistwo[421], może przez pokorę,

3685

Mów, bo pragnieniem i ogniem ja gorę.

Twych słów pragniemy całą naszą trzodą,

Arab nie tęskni tak za chłodną wodą.

Mów, jak twym ciałem robisz mur ku słońcu,

Że promień jego skroś ciebie nie wierci,

3690

Jak gdybyś jeszcze nie wstąpił w sieć śmierci?»

Jeden duch do mnie tak przemówić raczył.

Ja bym się przed nim jasno wytłumaczył,

Gdyby mię nowy przedmiot nie zahaczył.

Środkiem zajętej drogi przez płomienie

3695

Szły drugie, pierwsze wymijając, cienie[422],

Co mię wtrąciło w podziw i zwątpienie.

I ci, i owi gdy się spotykali,

Przechodząc mimo wzajem się ściskali,

Uweseleni z krótkiego uścisku.

3700

Tak mrówek czarne roty na mrowisku

Gdy się spotkają, stykając nos z nosem,

Snadź[423] sobie wzajem zadają pytania,

O swoich łupach, drogach między wrzosem.

Cienie te kończąc czułe powitania,

3705

Każdy nim odszedł i biegł, ile zdołał,

Każdy na przemian wniebogłosy wołał:

Jeden: «Sodoma, Gomora!» wykrzyka[424],

A drugi woła: «Pazyfae w skórę[425]

Wstąpiła ciołki[426] i jak bydlę gore

3710

Lubieżną żądzą, drażniąc upał byka.

A jak lecące naprzeciw żurawie,

Jedne w kraj piasków, drugie w góry lodu[427],

Jedne z bojaźni słońca, drugie chłodu,

Mijają siebie w nadpowietrznej wrzawie;

3715

Podobnie w ogniu obie duchów trzody,

Szły, odchodziły ciągłymi przechody,

A każda płacząc, swoją piosnkę śpiewa

Znów pierwsze duchy słuchać mię gotowe,

Podeszły do mnie zawiązać rozmowę.

3720

Widząc, jak pragną słów moich napoju,

Mówiłem: «Duchy, z których się spodziewa

Każdy dojść kiedyś do źródła pokoju,

Ani zielone, ni jeszcze przejrzałe[428],

Jako widzicie, członki moje całe

3725

Tu noszę z sobą, z krwią i kością całą.

Idę tam wyżej, by przestać być ślepym;

Tam czeka na mnie łaskawa niewiasta,

Łaską jej idę do bożego miasta.

Oto dlatego w świecie waszym śmiało

3730

Wlokę na sobie to śmiertelne ciało.

Największą z żądz swych ukójcie w radości,

Oby was niebo pod swym wielkim sklepem,

Bez dna i brzegów, a pełne miłości,

Raczyło przyjąć za swych wiecznych gości!

3735

Lecz mi powiedzcie sami, kto jesteście,

I ci, co idą za wami w płomieniu,

Bym was mógł jeszcze spisać po imieniu».

Góral raz pierwszy będąc w wielkim mieście,

Błądzi jak zwierzę wypłoszone z boru;

3740

Nie tak się wielkim zdziwieniem zapala

Na widok miasta dziki wzrok górala,

Jako te duchy, sądząc z ich pozoru.

Lecz kiedy z trwogi ochłonęły swojej,

Która się szybko w wyższych sercach koi,

3745

Tak odpowiedział znajomy głos cienia:

«Błogo ci, jeśli na korzyść sumienia

Przychodzisz do nas szukać doświadczenia.

Duchy, co przeszły w naglonym pośpiechu,

Czyszczą w tym ogniu skazę tego grzechu,

3750

Za który Cezar szydną[429] Gallów mową

Wśród swych tryumfów zwany był: Królową[430].

Krzycząc: »Sodoma!« czerwienią swe lica,

A ich wstyd siłę płomienia podsyca.

Nasz grzech podwójny był przeciw naturze;

3755

Lecz żeśmy wstydu potargawszy pęta,

Szli za krewkością żądzy jak zwierzęta,

Na hańbę naszą, kiedy się tu znidą

Nasze dwie trzody, tej imię wzywamy,

Co się bydlęciem stała w jego skórze.

3760

Wiesz, jakie czyścim tu brudy i plamy;

Jeżeli nasze nazwiska chcesz wiedzieć,

Ja nie mam czasu, nie mogę powiedzieć.

Imię zaś moje Gwinicelli Gwido[431],

A tu się czyszczę, bom w żalu i skrusze

3765

U kresu życia oddał Bogu duszę».

Gdy sam się Gwido nazwał po imieniu,

Mój wzór i lepszych ode mnie poetów,

Miłosnych pieśni i dźwięcznych sonetów,

Nie słysząc, milcząc, szedłem w zamyśleniu,

3770

Patrząc na niego; lecz że stał w płomieniu,

Płomień buchając coraz to goręcej,

Ostrzegł, ażebym nie zbliżał się więcej.

Gdym się napatrzył, tak patrząc nań długo,

«Odpłacę» rzekłem «moją ci posługą»,

3775

Z zaklęciem, jakie obudza w nas wiarę

I w oświadczeniu drugich, i w ofiarę.

On rzekł: «Głęboko wryły się twe słowa

W mą duszę, nawet nie zmaże ich Lete:

Lecz jeśli prawda rządzi twym mówieniem,

3780

Mów, za co zdradzasz słowem i spojrzeniem,

Żeś na byłego tak łaskaw poetę?»

A ja: «Dopóki trwa współczesna mowa,

Pamięć w niej słodycz twych rymów przechowa».

— «Patrz,» mówił «ten cień z postaci surowy»

3785

(Tu wskazał palcem idącego ducha[432])

«Lepszym był swojej mowy robotnikiem.

Pisząc rymowym i prozy językiem,

Prześcignął wielu: rój głupców zaczyna

Wynosić nadeń imię Simmussyna;

3790

Pozwól im bajać, wiatr im ten lub owy,

Hałas, nie prawda, zawraca im głowy,

Sąd ich rozumu i sztuki nie słucha.

Z podobną wrzawą Guitona dawniej[433]

Wznosili w niebo ci krytycy sławni,

3795

Aż w końcu zdrowszym sądem czytelników

Prawda zgłuszyła chwalców i krytyków.

Teraz jeżeli masz przywilej z nieba,

Z którym ci wolno stanąć przed klasztorem,

Gdzie jest sam Chrystus zakonu przeorem,

3800

Zmów tam: Ojcze nasz! tyle tylko trzeba

Dla mnie w tym świecie, gdzie pokutą śpieszym

Gładzić grzech przeszły, a więcej nie grzeszym».

Duch potem miejsca chcąc ustąpić może

Drugiemu, który za nim szedł w pokorze,

3805

Zniknął w płomieniu, gdzie? oczy nie zgadną,

Jak ryba w wodzie, kiedy idzie na dno.

Widząc cień palcem wskazany, do cienia

Podszedłem mówiąc: «Dla twego imienia

Znajdziesz w mym sercu miejsce honorowe».

3810

A cień uprzejmie tak zaczął przemowę:

«Tak się mi twoja cała osoba[434],

I twe pytanie grzeczne podoba,

Że kryć się nie chcę, milczeć nie mogę.

Arnold me imię, wciąż po kolei

3815

Płacząc, to nucąc, idę w swą drogę:

Patrząc w mą przeszłość łzą się zalewam;

Gdy spojrzę w przyszłość okiem nadziei,

Idąc co spieszniej, wesoło śpiewam.

Ty, co dla wiecznych ducha korzyści,

3820

Idziesz, nie czując chłodu, gorąca,

Tam, gdzie cię wzywa Moc wszechmogąca,

Wspomnij, że moja dusza cierpiąca».

Tak rzekł i zniknął w ogniu, co ich czyści.

Pieśń XXVII

3824

(Pochód przez ogień do raju. Noc, Sen Dantego o Lei i Racheli. Wirgiliusz odchodzi.)

3825

Punkt, skąd promienie pierwsze słońce miota

Na Jeruzalem, na krwawe Golgota[435],

(Kiedy nad Ebro stoi Waga złota

W samym zenicie, a Gangesu fale

Grzeją się, płynąc w południm[436] upale,)

3830

Punkt ten był wtenczas zajęty przez słońce;

Więc dla nas nikło dnia światło gasnące,

W chwili, gdy anioł zjawił się wesoły.

Na zewnątrz ognia wystając na poły,

Stał i: Beati mundo corde śpiewał,

3835

A z piersi głosu strumienie wylewał.

Potem: «Iść wyżej nie wolno wam, duchy,

Póki was płomień nie ugryzie zrazu;

Idźcie w płomienie, biada, kto jest głuchy

Na pieśń, co śpiewa z bożego rozkazu».

3840

Tak mówił anioł: stojąc blisko niego,

Takem się uląkł głosu potężnego,

Jakby kto grzebał mnie za życia w grobie.

Patrząc na ogień wzniosłem ręce obie,

Myśl wystraszona wciąż wyobrażała

3845

W ogniu, com widział, gorejące ciała.

Wtem do mnie oba wodze się zwrócili:

«Synu, tu nie ma śmierci!» rzekł Wirgili,

«Tylko jest męka czasem określona.

Jeśli, przypomnij, nie zdjęła mię trwoga,

3850

Gdym cię na barki wsadził Geryjona[437],

Czegóż się lękać będąc bliżej Boga?

Gdybyś lat tysiąc stał wśród tych płomieni,

Jednego włosa żar ci nie wyleni[438].

Sprawdź to, co mówię, próbą doświadczenia,

3855

Połę twej sukni przytknij do płomienia.

Śmiało, przez ogień bezpieczna twa droga».

Lecz ja pomimo przekonania w duchu,

Stałem jak wryty w ziemię głaz, bez ruchu.

Upór mój z mojej czytając źrenicy,

3860

Wirgili do mnie rzekł trochę zmieszany:

«Jeden mur tylko, wierzaj, mój kochany,

Przedziela ciebie tu od Beatrycy[439]».

Jak na głos: «Tisbe!» Pyram konający[440]

Otworzył oczy i obraz jej mżący

3865

Widział pod morwą, która odtąd nowe

Jęła owoce rodzić rubinowe;

Głos mego wodza, czułem, jak mi kruszy

Kamienny upór wspomnieniem imienia,

Co zawsze iskrą wybłyska z mej duszy.

3870

Wódz potrząsł głową, mówiąc: «Czyliż mamy

Stać tu, tak blisko będąc raju bramy?»

Wtem się uśmiechnął jak matka troskliwa,

Co dziecka upór jabłkiem pokonywa.

I wszedł przede mną w pośrodek płomienia,

3875

A Stacyjusza, który nas rozdzielał

W tej drodze, prosił, aby mię ośmielał

Idąc w krok za mną i robił zasłonę[441].

W tym ogniu usta tak czułem spalone,

Że chętnie piłbym szkło warem stopione,

3880

Takim upałem płomień mię dogrzewał.

A mistrz mnie ciesząc wesół i ochoczy,

O Beatrycze wciąż rozmowę toczy,

I mówił: «Zda się, już widzę jej oczy!»

Głos nas prowadził i nad nami śpiewał;

3885

Wyszliśmy z ognia na schody odkryte.

Benedicti Patris mei, venite![442]

Głos mówił z światła takiego, co przemógł

Wzrok mój, że dłużej nań patrzeć już nie mógł.

«Zniża się słońce!» mówił, «blisko zmroku,

3890

Nie zatrzymujcie, lecz przyśpieszcie kroku,

Nim jeszcze zachód nie jest zaczerniony».

Ścieżka przez skałę szła od wschodu strony,

Więc przerywałem przed sobą w tę stronę

Promienie słońca niskie i zniżone[443].

3895

Jeszcześmy szczebli przebiegli niewiele,

Zgadłem po moim cieniu, jak się ściele,

Że już za nami zagasał blask słońca.

I nim widnokrąg od końca do końca

Noc osiągnęła sieciami ciemnoty,

3900

Każdy z nas, jakby zmrok do snu już morzył,

Jak stał, na szczeblu swoim się położył;

Iść dalej brakło siły, nie ochoty.

Jak głodne kozy, wesołe i śmiałe,

Rwąc trawę skaczą ze skały na skałę,

3905

A w żar południ leżąc przy strumieniu,

Spokojnie żują, albo w groty cieniu:

A pasterz, stojąc na swej lasce wsparty,

Od zwierza trzyma wokoło nich warty;

I jako pasterz w noc u drzwi zagrody,

3910

Czuwa, by zwierz mu nie rozegnał trzody;

Ja byłem kozą, oni pasterzami,

Skały zagrody naszej ostrokołem.

Przez błękit widny pomiędzy skałami

Widziałem gwiazdy jaśniejsze daleko[444]

3915

Od tych, co widzim śmiertelną powieką.

Tak rozważając i patrząc usnąłem

Snem, który często ma wieści uprzednie

O tym, co być ma, jakby przepowiednie.

Sen, Kobieta, UrodaW godzinie, myślę, gdy Wenus płomienna[445]

3920

Ogniem miłości od wschodu przez chmurę

Pierwsze promienie rzucała na górę,

Przyśniła mi się cudna mara senna:

Niewiasta młoda idąca przez błonie,

Zbierała kwiaty, to wieńce z nich wiła,

3925

A śpiewającą pieśnią tak mówiła:

«O! jeśli wiedzieć chce ciekawość czyja,

Kto jestem? powiedz, nazywam się Lia[446],

Że idąc, gdzie mię woń kwiatów owionie,

Wszędzie wyciągam moje białe ręce,

3930

Aby je uszczknąć dla siebie na wieńce.

Chcąc się podobać przed zwierciadłem sobie,

Tu zbieram kwiaty i wieńce z nich robię;

Lecz moja siostra Rachela dzień cały

Siedzi i patrzy w zwierciadeł kryształy:

3935

Ona swe piękne lubi widzieć oczy,

Ja pracę rąk mych, lubię strój uroczy;

Ją poglądanie, mnie czyn zadowolą».

Świt, PielgrzymJuż brzask, dnia goniec, powietrze przeniknął,

(Dla wracających tym milszy pielgrzymów,

3940

Blisko ich kraju, gdy rodzinne pola

Brzask ten oświeci, kłąb rodzinnych dymów[447]).

Ciemność pierzchała, a z nią sen mój zniknął.

Czyściec, Rozum, Wiedza, Kwiaty, RajWstałem, przede mną wstali mistrze moi:

«Ten słodki owoc[448], za którym wciąż ludzie

3945

Po tylu drzewach gonią w takim trudzie,

Dzisiaj zupełnie twój głód zaspokoi».

Wirgili do mnie mówił tymi słowy.

Żadne kolędne, podarek gotowy,

W pociesze słowom takim nie wyrówna.

3950

A chęć iść wyżej tak była gwałtowna,

Że z każdym krokiem stóp moich łoskotu,

Czułem, jak rosły mi skrzydła do lotu.

Gdy całe schody przeszliśmy pod nami,

Najwyższy stopień dotknąwszy stopami,

3955

Wirgili mówił, wzrok utkwiwszy we mnie:

«Ogień mający czas i ogień wieczny[449]

Widziałeś synu; to kres ostateczny

Drogi przebytej z tobą tak przyjemnie,

To punkt, za którym nic widzieć nie mogę.

3960

Aż tu mój rozum wskazywał ci drogę[450],

Teraz sam musisz próbować sił własnych,

Za przewodniczkę obierz własną wolę;

Ty już wyszedłeś z dróg stromych i ciasnych.

Patrz, oto słońce błyszczy na twym czole,

3965

Patrz, krzewy, trawy kwiatem szachowane

Same z tej ziemi wschodzą niezasiane

Nim ci radością błysną piękne oczy,

Co przyjść do ciebie znagliły mię łzami,

Tymczasem siadaj, chodź między kwiatami,

3970

Niech cię pieszczota ich woni otoczy.

Odtąd nie słuchaj mych rad i rozmowy,

Masz wolnej woli sąd prosty i zdrowy:

Byłby zaiste w tym błąd rozumowy,

Gdybyś nie działał, jak chce twoja wola;

3975

Więc koronuję cię na twego króla[451].

Pieśń XXVIII

3976

(Oddział III. Raj ziemski. Szósty poranek podróży. Gaj. Strumień. Matylda.)

Żądny obejrzeć wewnątrz i wokoło

Wdzięk boskiej, wonnej i gęstej dąbrowy[452],

Co łagodziła blask dnia porankowy,

3980

Z niecierpliwością rzuciłem brzeg skały[453]

I szedłem z wolna przez pole i z wolna,

Aż mię owiała woń kwiatów okolna.

Powietrze słodkie musnęło mi czoło,

Niezmienne, świeże jak powiew majowy[454];

3985

Liście drżeć skore w tym lubym powiewie,

Wszystkie się na wstecz w tę stronę skłaniały.

Gdzie pierwszy cień swój rzuca góra święta.

Jednak zagięte gałęzie i chrusty

Tak nie zboczyły od liniji[455] prostej,

3990

Ażeby na ich wierzchołkach ptaszęta

Przestały śpiewać i ćwiczyć się w śpiewie.

Wesołe siedząc i nucąc na drzewie,

Witały ranek pomiędzy liściami,

Mieszającymi swój szmer z ich pieśniami.

3995

Taki szmer szumi na pola i lasy,

Z gałęzi sosen nad brzegiem Chiassy[456],

Kiedy dmie Eol duszące Siroko[457].

Choć z wolna idąc, w las wszedłem głęboko,

Aż w leśnych błędach gubiło się oko.

4000

I oto krok mój w chaosie zadumień

Nie mógł iść dalej, zatrzymał mię strumień[458],

Którego drobne fale w lewą stronę

Zginały trawy przy nim urodzone.

Najczystsze wody po ziemi rozlane

4005

Byłyby mętne z wodą porównane,

Która nie kryje żadnej rzeczy na dnie:

Chociaż jej przeźrocz cień osłania wieczny,

Przez który księżyc i promień słoneczny

Do jej fal jasnych nigdy się nie wkradnie.

4010

Stanąłem, oczy za strumień posłałem,

Drzew rozmaitość podziwiać z zapałem.

I tam (jak przedmiot gdy się zjawi nowy,

Każdą myśl inną wywietrza nam z głowy),

Widziałem damę[459], po kwietnych zieleniach

4015

Idąc, nuciła i kwiaty zbierała,

Jakimi łąka jej drogę dzierzgała.

«Ty, co się grzejesz w miłości promieniach,

O piękna!» rzekłem: «jeśli z lic twych zgadłem,

Zbliż się do zdroju, śpiewaczek królowo,

4020

Abym, co śpiewasz, mógł słyszeć twe słowo.

Ty przypominasz mi ową dolinę,

Z której porwano piękną Prozerpinę[460],

I chwilę, gdy ją straciła jej matka

A ona świeżość wiośnianego kwiatka».

4025

Gdy tanecznica skoczne kręgi toczy,

Sama na sobie obraca się długo,

Zaledwo jedną mknie stopą przed drugą:

Tak się na kwiatach lotem błyskawicy

Zwróciła ku mnie, podobna dziewicy,

4030

Która w dół spuszcza swoje skromne oczy.

Ona odmową prośby mej nie drażni,

Tak blisko smugiem podeszła murawy,

Żem mógł jej słowa słyszeć najwyraźniej.

Ledwo stanęła nad pięknym strumieniem,

4035

Tam, gdzie nadbrzeżne w nim kąpią się trawy,

Już mię darzyła oczu podniesieniem.

Wątpię, czy żywszym spod rzęsów[461] promieniem

Wenus błysnęła, czując ból od strzały,

Gdy ją niebacznie ranił syn jej mały.

4040

Z prawego brzegu wciąż się uśmiechały

Jej usta do mnie, kwiaty, jakie zrywa,

Bez nasion rodzi ta ziemi szczęśliwa.

Strumień nas dzielił ledwo o trzy kroki,

Lecz Hellespontu rozdąsana fala,

4045

Gdzie most Kserksesa w swe tonie zawala[462],

(Dla dumy ludzkiej dziś jeszcze wędzidło),

Tak Leandrowi nie była obrzydłą,

Gdy między Sestos a Abidos pływa[463]:

Jako był dla mnie ten strumień głęboki,

4050

Który natenczas mój przechód zapierał,

A sam przede mną swych wód nie otwierał.

«Jesteś» mówiła «tu jeszcze gość nowy,

Może mój uśmiech, coś dostrzegł z daleka,

W miejscu wybranym na gniazdo człowieka,

4055

Dziwi cię, wzbudza jakieś podejrzenie?

Lecz światło z psalmu: »Boś ucieszył, Panie«[464],

W zmroku twej myśli wejdzie jak zaranie.

Ty, coś mię prośbą wyzwał do rozmowy,

Gdy chcesz ode mnie o czym innym wiedzieć,

4060

Przyszłam gotowa tobie odpowiedzieć,

Wszelkich zapytań rozwiązać zwątpienie».

— «Woda,» mówiłem «szelest tej dąbrowy,

Z jedną mi rzeczą nie godzą się dziwnie,

O której naprzód słyszałem przeciwnie[465],

4065

I nową wiarę wyzywa do boju».

— «Powód tej rzeczy gdy objaśnię lepiej,»

Rzekła, «rozproszę mgłę, co ciebie ślepi.

On arcydobro[466], gdy zrąb świata złożył,

Człowieka dobrym i dla dobra stworzył:

4070

Jako zadatek wiecznego pokoju

Dał mu to miejsce; człowiek z własnej winy

Krótkie, nie długie liczył tu godziny;

Uczciwe śmiechy i słodkie wesele

Na łzy wymienił i smutków tak wiele!

4075

Aby wyziewy, co z wody i ziemi

Wznosząc się w chmury stają się ciepłemi[467],

Nie przyczyniły człowiekowi wojny,

Góra ta w niebo wznosi wierzch spokojny

I żadna burza jej skał nie dotyka

4080

Od punktu, w którym na drzwi się zamyka.

Więc jak powietrze po koła obwodzie

Wiruje pierwszym ruchem popychane[468],

Jeśli to koło zniskąd[469] nieprzerwane:

Skał tych wyżynę ruch podobny bodzie,

4085

Choć od burz wolna w tym eterze czystym;

Kołysze las ten szumem uroczystym,

Dlatego właśnie, że jest gęstolistym.

I tymże ruchem kwiaty kołysane

Sycą powietrze swej treści przymiotem[470],

4090

Powietrze wzajem wirowym obrotem

Kołując wonne ich treści rozwiewa,

I wasza ziemia, o ile jest godna

Płodniejszej strefy, ile sama płodna,

Kwiaty, rośliny, rozmaite drzewa

4095

Zapładza[471], krzewi dla bożego ludu.

I tam, zaiste, żadnego w tym cudu

Nie będziesz widział, jeżeli roślina

Bez widnych nasion kiełkować zaczyna.

Wiedz, tu, gdzie jesteś, że ta święta rola

4100

Różne nasiona w swym łonie zespola[472],

Że rodzi takie owoce i kwiecie,

Jakich nie uszczknął nikt na waszym świecie.

Woda, co widzisz, nie tryska z tej żyły,

Którą tumany i deszcze poiły,

4105

Jak zdrój, co wzbiera nad brzegi i ginie;

Ona z krynicy wiekuistej płynie

I z woli bożej kruż[473] napełnia cały,

Ile wylewa przez te dwa kanały.

Pierwszy, z którego wszyscy piją radzi,

4110

Ma moc, że zaraz pamięć grzechu gładzi;

Drugi powraca żywe przypomnienie

Dobrodziejstw ducha i jego zasługi.

Ten zwie się Lete, a Eunoe drugi[474],

On wtenczas działa, kto pił wód tych dwoje[475].

4115

Smak jego wody jest nad wszystkie zdroje:

Choć masz, zaiste, dość syte pragnienie,

Z szczególnej łaski dam przydatek nowy,

Wierząc, że tobie nie braknie ochoty,

Słuchać, co powiem nad zakres rozmowy.

4120

Poeci dawniej śpiewając wiek złoty[476],

Stan jego błogi, może w swoim czasie

Marzyli o tym miejscu na Parnasie.

Tu szczep człowieka wzrósł czysty, bez plamy,

Tu wieczna wiosna, tu wszelkie owoce,

4125

Nektar, o którym wciąż ich pieśń świegoce,

O którym ludzie tak wiele bajali».

Wtem się zwróciłem do poetów moich

I uśmiech z lic ich widziałem oboich[477],

Z jakim ostatnich objaśnień słuchali:

4130

Potem zwróciłem wzrok do pięknej damy.

Pieśń XXIX

4131

(Pochód zwycięski prawdziwego Kościoła objawia się na przeciwnym brzegu strumienia.)

Jak zakochana, co słodką rozmową

Albo przegrawką[478] swoją pieśń przeplata,

Ona tak zwrotkę zanuciła nową:

4135

Beati, quorum tecta sunt peccata[479].

Potem jak nimfy samotnie błądzące

W cienistych gajach, brzegami potoków,

Ta szuka cienia, ta chce widzieć słońce,

Ona szła z wolna przeciw rzeki biegu;

4140

Według niej szedłem drugą stroną brzegu.

Jeszcześmy może nie uszli stu kroków,

Gdy oba brzegi swój zakręt złamały

W sposób, żem na wschód obrócił się cały.

Krótko tak szliśmy przeciw wschodu słońca,

4145

Gdy piękna dama do mnie się zwróciła,

«Mój bracie, patrzaj i słuchaj» mówiła.

Wtem las jak wielki, od końca do końca

Blask nagły przebiegł; złudzona źrenica

Kazała wierzyć, że to błyskawica.

4150

Lecz gdy ta szybko przepada jak wschodzi,

A blask ten coraz żywsze ognie niecił,

Którymi w końcu cały las oświecił[480],

Mówiłem w myśli: «Skąd ten blask pochodzi?

W powietrzu jasnym słodkie wiały śpiewy,

4155

Wtedy ja z dobrej żarliwości ducha

Jąłem wyrzekać na zuchwałość Ewy;

Bo tam, gdzie ziemia i gdzie niebo słucha,

Jedna niewiasta, ledwo że wyrosła,

Już być pod jakąś zasłoną nie zniosła:

4160

A gdyby pod tą została zasłoną,

Mógłbym i prędzej, i dłużej zaiste

Uciech tych słodycz czuć niewysłowioną.

Wielkim zadatkiem uciech kołysany

Wiecznych, mających trwanie rzeczywiste,

4165

Gdy szedłem z wolna i cały zmieszany,

Powietrze jakby ogniem zapalone

Buchnęło światłem przez liście zielone:

Dźwięk słodki, cośmy słyszeli już wcześniej,

Stał się wyraźną, czystą nutą pieśni.

4170

O! jeślim cierpiał dla was, święte panny[481],

Głód, chłód, bezsenność i trud nieustanny,

Waszej pomocy ja tu wezwać muszę;

Niechaj Helikon zaleje mi duszę,

Niech Uranija[482] z sióstr swych gronem całem

4175

Łaskawie mojej pieśni nie zaprzeczy,

Włożyć w rym trudne do pojęcia rzeczy.

Zdało się, złotych siedem drzew widziałem[483],

Będąc złudzonym zbyt wielką przestrzenią,

Pomiędzy nami a nowym przedmiotem:

4180

Lecz gdy do tyla zbliżyłem się potem,

Że przedmiot zmysłom kłamiący złudzeniem

Zaprzestał zwodzić oczy oddaleniem,

Władza, co wiąże z rozumem rozmowę,

Rzeczywistością rozwiała błąd cały:

4185

Widzę, świeczniki złotem się promienią,

Słyszałem, głosy: «Hosanna!» śpiewały.

Z świeczników w sklepy niebios[484] lazurowe

I czyste biła światłość więcej lśniąca

Niż w północ w środku pełni od miesiąca[485].

4190

Pełen podziwu, gdzie stał mój Wirgili,

Zwróciłem oczy, lecz i on w tej chwili

Odrzekł mi nie mniej zadziwionym wzrokiem[486].

Znów na wysokie spojrzałem świeczniki,

Które szły do nas powolniejszym krokiem,

4195

Niźli do ślubu idzie panna młoda.

«Przecz» rzekła dama «w te złote ozdoby

W te żywe światła tak wraziłeś oczy,

Że nic nie widzisz, kto za nimi kroczy?»

I jakby z tyłu szły ich przewodniki,

4200

Widziałem w bieli ubrane osoby[487],

A taka białość, jaka szat ich była,

Nigdy na ziemi oczom nie świeciła.

W lewo błyszczała taka jasna woda[488],

Gdyby źrenica gdzie indziej zwrócona

4205

Mogła w nią spojrzeć, moja lewa strona

Jak we zwierciadle w niej by się odbiła.

Gdy już doszedłem, gdzie z tym gronem całem

Dzielił mię tylko wąski nurt potoku,

Chcąc lepiej widzieć, zatrzymałem kroku.

4210

Przodem idące płomienie widziałem

I jak powietrze w tyle malowały

W barwiste pręgi, które pozór miały

Pędzlów[489] ciągnących na dłuż linijami:

Gdy w górze błyszczał łuk z siedmiu pręgami,

4215

Jakimi dla nas zdobi niebo czasem

Słońce swym łukiem, księżyc swoim pasem.

Gdy te sztandary już nikły w oddali,

Jakby ich pochód wódz urządził biegły,

W przedziałach świecznik każdy postępuje

4220

O dziesięć kroków od siebie odległy[490].

Pod pięknym niebem, które opisuję,

Dwudziestu czterech starców szło parami[491],

W wieńcach z liliji, a wszyscy śpiewali:

«Między córkami Adama zrodzona,

4225

Piękna, na wieki bądź błogosławiona[492]

Gdy z brzegów kwieciem i murawą słanych

Odeszły dalej stopy tych wybranych,

Jak wschodzą gwiazda za gwiazdą i gorą,

W ślad za starcami szło znów zwierząt czworo[493];

4230

A liść zielony każde wieńczył zwierze,

A każde miało aż skrzydeł sześcioro,

A mnóstwem oczu pokryte ich pierze.

Oczy Argusa tak by przenikliwe

Miały spojrzenia, gdyby były żywe.

4235

Na opisanie kształtów ich postaci

Rymów oszczędna moja pieśń nie traci;

Trudno być datnym, daruj czytelniku,

Kto ma przed sobą wydatków bez liku.

Ezechijela[494] czytaj, jego karty

4240

Tak je malują, jak widział widzeniem

Ze stref dalekich lodowatej ziemi

Idących z wichrem, śniegiem i płomieniem.

Jak są w tych księgach, tam były takiemi,

Prócz liczby skrzydeł, o których rzekł ciemno;

4245

Jan, co mu przeczy, w tym zgadza się ze mną.

Pomiędzy czworgiem zwierząt plac otwarty

Wóz tryumfalny zamykał, toczony

Na swych dwóch kołach, gryf był doń wprzężony[495].

Gryf w niebo wznosił swoje skrzydła długie[496],

4250

Przez pas środkowy, przez trzy i trzy drugie,

A wszystkie siedem bez szkody przecinał:

Wierzch skrzydeł niknął, tak je wzwyż rozpinał

Gryf, gdzie był ptakiem, w części swego ciała

Miał członki złote, w innych się mieszała

4255

Z barwą czerwoną barwa srebra biała[497].

Wozem tak pięknym nie woził Rzym stary,

Tryumfatory swoje i cezary:

Przy nim ubogim byłby rydwan słońca,

Który zbłąkany zgorzał od gorąca

4260

Na prośbę Ziemi, jej modlitwy tkliwej:

Tak chciał Jowisza wyrok sprawiedliwy!

A trzy niewiasty z prawej wozu strony

Biegły, krąg wiążąc tańcem zatoczony[498];

Jedna tak była czerwona z wejrzenia,

4265

Ledwo ją mógłbyś ujrzeć wśród płomienia.

Druga zielona, jakby jej budowa

Ciałem i kością była szmaragdowa;

A trzecia biała jak śnieg spadły świeżo.

Niewiasta biała na przemian z czerwoną,

4270

Zda się wodziły tańcujące grono;

Na pieśń z nich trzeciej w takt różny nuconą,

Tancerki wolniej albo prędzej bieżą[499],

W lewo od wozu, poza jego kołem,

Tanecznym kręgiem przemykały społem

4275

Cztery niewiasty całe w czerwień strojne[500],

Taktem z nich jednej mierząc kroki swoje,

Tej, co na czole miała oczu troje.

W ślad za tym chórem, który pokazałem,

Idących z tyłu dwóch starców widziałem[501],

4280

Chód ich poważny, spojrzenia spokojne.

Pierwszy, wielkiego uczeń Hipokrata,

Co od natury wziął pociąg i wzory,

Jak darzyć zdrowiem najmilsze jej twory.

Drugi gdzie indziej, zda się, myślą lata,

4285

Miecz jego ostry błyszczał tak daleko,

Ażem się uląkł, choć stałem za rzeką.

W kolej szli czterej pokornej postaci[502]:

A za orszakiem swych w Chrystusie braci

Poważny starzec szedł jeden i śpiący;

4290

Lecz we śnie twarz miał bystrą i natchnioną[503].

Siedmiu ostatnich, jako pierwsze grono

Równe ubrani; w tym różnica cała,

Że głów równianka[504] nie wieńczyła biała,

Lecz róże, kwiaty barwy gorejącej[505].

4295

Przysiągłbyś patrząc z daleka oczami,

Że płomień już ich pali nade brwiami.

Gdy wóz przede mną zatoczył się kołem,

Grzmot dał się słyszeć; wszyscy, co szli społem,

Jak gdyby iść im zakazano dalej,

4300

Ze świecznikami swój pochód wstrzymali.

Pieśń XXX

4301

(Pochód staje. Beatrycze, jeszcze zasłoniona[506], mówi o Dantego miłości ku niej i sprzeniewierzeniu się jej: główna myśl Boskiej komedii, analogicznie do pieśni II Piekła.)

Kiedy pierwszego ten siedmiogwiazd nieba[507],

(Który nie wschodzi, nigdy nie zachodzi

I nie znał innej chmury prócz zasłony

4305

Przez grzech na jego światłość narzuconej,

Który świat uczył, jak żyć i strzec trzeba

Swych powinności, jak nasz sterem łodzi

Zręcznie obraca[508], że łódź w port swój wchodzi),

Wstrzymał swój pochód; ci, co pierwej przyszli[509]

4310

Przed gryfem, oczy zwrócili i myśli

Do wozu jako do swego pokoju.

Jeden z tych starców jak niebieski goniec

Potężnym śpiewem wykrzyknął na koniec,

Trzy razy wtórząc[510]: — «Przyjdź w godowym stroju,

4315

Oblubienico! rzuć cedry libańskie!»

I wszyscy po nim koleją nucili.

Jak szybko w sądny dzień błogosławieni

Powstaną z grobów, nucąc alleluja

Odzyskanymi na koniec głosami;

4320

Tak na śpiew starców z wozu tejże chwili

Ze stu posłańców wieczności powstało[511]:

«Błogosławiony! który w imię Pańskie [512]

Przychodzisz», wszyscy rzekli zachwyceni.

Gdy krzyk ten wzleciał i w powietrzu buja,

4325

Potem wzwyż wkoło rzucając kwiatami:

«Sypcie lilije pełnymi garściami».

Widziałem przedświt, jak wschodnią część całą

Niebo rumieni, a ile wzrok sięga,

Stroi pogodą resztę widnokręga[513].

4330

Widziałem, z cieniów jak wybłyska słońce,

Rannymi mgłami blask swój łagodzące

W sposób, że mogłem na to świata oko

Poglądać długo; tak w nim zatopiony

Przez obłok kwiatów, dziw nad wszystkie dziwy!

4335

Co z rąk anielskich wznosił się wysoko,

A potem spadał na wóz i wokoło,

Świętą niewiastę postrzegłem szczęśliwy[514].

Twarz jej świeciła spod białej zasłony,

Oliwny wieniec oplatał jej czoło,

4340

Płaszcz wiał z jej ramion jak szmaragd zielony,

Suknia czerwona jako płomień żywy.

Duch mój, co z dawna i długo odwykał

Podziwem, trwogą drżeć w jej obecności,

Poznał ją łatwo bez pomocy oka

4345

I poczuł dawnej potęgę miłości

Przez skryty pociąg, jaki z niej wynikał.

Ledwo przez oczy tajemniczy skutek

Poczułem siły, co jak błysk z wysoka

Jeszcze zraniła mię w dzieciństwie mojem;

4350

W lewą zwróciłem[515] oczy z niepokojem[516],

Jak małe dziecko, co bieży i łowi

Matkę za rękę, czując strach lub smutek,

Aby te słowa rzec Wirgiliuszowi:

«Każda krwi kropla drży we mnie i pali,

4355

Poznaję ślady dawnego płomienia[517]».

Lecz już Wirgili znikł i był w oddali,

Wirgili, wódz mój i ojciec zarazem,

Który skłoniony jej słodkim rozkazem,

Aż tu mię przywiódł dla mego zbawienia[518].

4360

Nawet raj ziemski po takim rozstaniu

Nie zmniejszył smutku; w łez moich wezbraniu

Twarz chociaż rosą omyta czyśćcową,

Z goryczy płaczu sczerniała na nowo.

— «Dante! że ciebie porzucił Wirgili,

4365

Czegóż masz płakać? płacz hamuj tej chwili,

Łzy twe zachowaj na ból innej rany[519]».

A jak admirał dbały o cześć flagi

Sam robi przegląd swej floty zebranej,

Nowotnym[520] majtkom dodając odwagi,

4370

Patrzy, jak wiążą kotew[521] do powrozu;

Tak, gdy na brzmienie mojego imienia

Jam się odwrócił, a które tu wzmienia

Pieśń przez konieczność; z lewej strony wozu,

Już z uprzedniego znajoma widzenia,

4375

Pośród aniołów godowego koła

Stała niewiasta i ku mnie bez przerwy

Z tej strony rzeki swe oczy zwracała,

Chociaż zasłona, spadając z jej czoła,

Gęsto dzierzgana liściami Minerwy

4380

Większą część rysów jej twarzy skrywała;

Z gestem pogardy jak gniewna królowa,

Mówiła dalej, jak mówca, co chowa

Na koniec mowy najgorętsze słowa:

— «Patrz, a mnie poznasz, jam jest Beatryce!

4385

Jak śmiałeś wstąpić na tę górę żywy,

Tu, kędy mieszka tylko duch szczęśliwy?»

Na jasne wody spuściłem źrenice,

Lecz je po chwili podniosłem od wody,

Patrząc w nią, wstyd mi czerwienił jagody[522].

4390

Jak matka dziecku, tak ona surową

Wydała mi się, choć pełna słodyczy,

Czułem w pieszczocie jej słów jad goryczy.

Ona umilkła, a wzwyż nad jej głową

Poczęli nagle śpiewać aniołowie:

4395

«W tobiem ja, Panie, położył nadzieję[523]

Aż psalm na wierszu ucięli w połowie!

«Tyś mię postawił na miejscu przestronnem».

Jak śnieg na górach osiwiałych szronem,

Co od północy grodzą ziemię włoską,

4400

Gdy tchnie słowacki wiatr, nagle twardnieje[524],

Potem promieniem rozmiękczony słońca

Płynie jak świeca w ogniu topniejąca;

Podobnie stałem z suchymi oczyma,

Przed posłyszeniem pieśni, której nuta

4405

Zawsze wtór nutom sfer niebieskich trzyma.

Gdy się wsłuchawszy w melodyję boską,

Pojąłem w końcu, że ta pieśń współczuta

Zdradza współczucie ich nad moją troską

Większe, niż gdyby powiedzieli: «Siostro!

4410

Dlaczego z nim się obchodzisz tak ostro?»

Lód, co me serce owiał chłodem mrozu,

Z zakrzepłym bólem, oczyma, ustami,

Topniejąc płynął westchnieniem i łzami.

Lecz ona w prawą obrócona[525] z wozu,

4415

Rzekła do istot litościwych nieba:

«Wasze w dniu wiecznym tak wielkie czuwanie,

Że wam nie kryje ni noc, ni zaspanie

Jednego kroku, co zrobi stulecie

Pielgrzymujące po doczesnym świecie.

4420

Z większym staraniem i dłuższą daleko

Dam wam odpowiedź, jak dla was potrzeba,

Aby mię pojął płaczący za rzeką;

By błąd i boleść w nim jak dwa ciężary

Na jednej szali były jednej miary.

4425

Nie tylko wpływem wielkich sfer i słońca,

Co każde ziarno prowadzą do końca,

Według gwiazd biegu; lecz przez łaski boże,

Których deszcz w duszę wsiąkając głęboko,

Lotne jej treści wznosi tak wysoko,

4430

Że się wzrok do nich przybliżyć nie może,

On był w swym życiu nowym tak szczęśliwy[526],

Że wszelki nałóg prawy i godziwy

Mógłby w nim skutki wyrodzić cudowne.

Ale zły siewca ma plony nierówne,

4435

Grunt złą uprawą często chwasty kryły,

Im więcej w sobie ma rodzajnej siły.

Czas jakiś, póki, a był to czas błogi,

Moje dziecinne świeciły mu oczy,

Wodziłam jego na tor prostej drogi:

4440

Ale stanąwszy w progu mej młodości,

Gdy z ciała w życie wstąpiłam duchowe,

On mnie zapomniał dla innych piękności.

Gdy duch mój w piękność rósł i cnoty nowe,

W nim ciągle płowiał mój obraz uroczy.

4445

Potem samochcąc zszedł na drogi krzywe,

Gonić dóbr ziemskich obrazy kłamliwe,

Co swych obietnic dotrzymać nie mogą.

Daremnie jego przez sny i natchnienia

Chciałam odwołać w przeszłość dlań tak błogą,

4450

On spadł tak nisko! z środków wyczerpnionych[527]

Pozostał jeden dla jego zbawienia,

Dać jemu poznać męki potępionych.

Dlatego otchłań zwiedziłam głęboką

Śmierci i grzechu! o czym wiecie sami,

4455

By skłonić wodza prośbami i łzami,

Aby wprowadził jego tu wysoko.

Przedwieczny zakaz boży przez poetę

Byłby złamanym, gdyby przeszedł Letę

I chciał kosztować takich wód do syta,

4460

Nie zapłaciwszy łzami skruchy myta[528]».

Pieśń XXXI

4461

(Dante spowiada się przed Beatrycze. Zanurza się w strumieniu i przekracza go. Beatrycze zdejmuje zasłonę.)

«Ty, który stoisz poza świętą rzeką[529]»,

Tymi mówiła Beatrycze słowy,

Zwracając do mnie samo ostrze mowy,

4465

A której cięcia tak bolą i pieką.

«Mów, czy to prawda[530]? wielkie oskarżenie,

Spowiedzią twoje oczyszczaj sumienie».

Stałem zmieszany, ze zbytku wzruszenia

Głos mój, nim wyszedł, stracił siłę brzmienia.

4470

Czekała trochę, potem tak mówiła:

«Mów, nie myśl długo, twych błędów wspomnienia

Jeszcze ci woda Lety nie zgładziła».

Strach tak potężnie głos we mnie zatłumiał[531],

Że ledwom ciche Tak wymówić umiał,

4475

Że trzeba było patrzeć okiem umieć,

Chcąc po ust ruchu jego dźwięk zrozumieć.

Majdan[532] gwałtownie gdy naciągnie ręka,

Zarazem struna i łuk cały pęka,

Strzała mniej szybko dobiega do celu;

4480

Takem złamany był od wrażeń wielu,

Tyle wzdychałem i płakałem tyle,

Że głos w swym przejściu spóźnił się o chwilę.

Wtem ona: «Kiedy iskrę po iskierce

Wciąż dorzucając do twych żądz niewinnych,

4485

Miłością dobra zatliłam twe serce,

Po którym żądza nie widzi dóbr innych;

Mów, jaki łańcuch lub przekop głęboki

Na drodze dobra zatrzymał twe kroki,

Żeś musiał stracić nadzieję iść dalej?

4490

Jakie korzyści i jakie pieszczoty

Urzekły ciebie, że wstyd cię nie pali

Ciągle uganiać tak błędne przedmioty?»

Westchnąłem gorzko, usta zmordowane,

Jąkając słowa krótkie i urwane,

4495

Ledwo dość miały sił do odpowiedzi.

Płacząc, mówiłem: «Obecne rozkosze

Dawny mój zapał studziły po trosze,

Odkąd twarz twoja skryła się przede mną».

A ona: «Szczerym bądź w twojej spowiedzi,

4500

Nie zmniejszysz winy, tłumacząc ją ciemno,

Gdy ją skroś widzi oko spowiednika.

Wiedz, gdy wyznanie grzechu się wymyka

Ze skruszonego żalem ust grzesznika,

Tu kamień młyński z wiekuistej rady

4505

W obrocie swoim tępi ostrze szpady[533].

Jednak chcąc wstydu oszczędzić dla ucha

I gdybyś potem uznając rzecz marną,

Słuchać mógł syren z większym hartem ducha[534],

Słuchaj, a odsuń wszelkie łez twych ziarno.

4510

Tam ciało moje w mogile zamknięte

Mogłoby natchnąć cele życia święte;

Nigdy natury albo sztuki dzieło

Większą rozkoszą ciebie nie natchnęło,

Jak moje piękne, gdzie żył duch mój, ciało,

4515

A które teraz w proch się rozsypało.

Gdy przez śmierć moją arcyrozkosz taka

Znikła dla ciebie, czyż piękność czasową

Po mojej mogłeś pożądać na nowo?

Na pierwszy postrzał kłamliwych słodyczy

4520

Tyś był powinien wzrok zatopić w niebie,

Wiedzieć, że stamtąd ja patrzę na ciebie,

Ja, duch wcielony w byt już niezwodniczy.

Nie powinieneś był zwyczajem ptaka

Spuszczać twych skrzydeł, by czekać ran nowych

4525

Z oczu dziewczyny lub z jej ust różowych[535],

Lub od uciechy równie krótkotrwałej.

Ptak dziecię czeka na dwa, trzy wystrzały,

Lecz w oczach ptaka, co z dawna porosły

W pierze i pióra, może mieć lot wzniosły,

4530

Daremnie łowiec nastawuje sieci.

Darmo łuk ciągnie, strzała nie doleci».

Jak gdy do winy przyznają się dzieci,

Milczą i prosto stoją przed starszemi,

Tylko ich oczy wstyd spuszcza do ziemi;

4535

Podobnie stałem, a ona tak pocznie:

«Gdy mnie słuchając bolejesz widocznie,

Podnieś twą brodę[536], boleść, co cię tłoczy,

Poczujesz żywiej patrząc w moje oczy».

Dąb czerstwy z mniejszym upada oporem

4540

Przed huraganem albo pod toporem,

Jak ja podniosłem brodę z jej rozkazu[537]:

Gdy twarz przez brodę, całość przez część zowie,

Słów gorzkich żądło poczułem do razu.

W chwili, gdym moje podnosił źrenice,

4545

Przestali rzucać kwiaty aniołowie,

Wzrok mój nieśmiały padł na Beatrycę

Patrzącą w gryfa postać promienistą,

W jednej osobie z naturą dwoistą.

Choć pod zasłoną stała poza rzeką,

4550

Od siebie samej piękniejsza daleko

I tym piękniejsza, że wdziękami swemi

Drugich piękności nie ćmiła na ziemi.

Żal jął boleśnie piec mię jak pokrzywą,

Żem ją zapomniał, kochając tak żywo,

4555

Dla marnych uciech, światowej głupoty.

W serce me żądło ukłuło zgryzoty,

Padłem omdlały; co się we mnie działo,

Ona, przyczyna, znała boleść całą.

Potem zewnętrzne gdym odzyskał zmysły,

4560

Nade mną stała ta samotna dama,

Której mi oczy uprzednio zabłysły[538].

I jakby biorąc mię w swoją opiekę,

«Wstań, wstań,» mówiła «a idź za mną dalej».

Po same usta wciągnęła mię w rzekę,

4565

Ręką mnie wlokąc za sobą, a sama

Jak lekka łódka szła lekko po fali.

Gdyśmy do brzegu szczęśliwego przyszli:

«Oczyść mię!» słodki psalm dźwięczał przez chwilę[539],

Słodyczy nuty pióro nie określi.

4570

Głowę mą piękna objęła kobieta

I zatopiła mnie w wodę o tyle,

Żem się przez usta jej napił do syta.

Tak skąpanego przedstawiła z wody

Czterem tancerkom przecudnej urody[540],

4575

Które mię swymi oplotły rękami,

Mówiąc i nucąc zgodnymi głosami:

«Tu nimfy, w niebie jesteśmy gwiazdami;

Pierwej nim przyszła na świat Beatryce,

Nas przeznaczono na jej służebnice[541].

4580

My zaprowadzim ciebie przed jej oczy;

Gdybyś ich światła mógł znieść ogień żywy,

Oto na stronie stoi niewiast troje[542],

Które wzrok mają więcej przenikliwy,

Ich wzrok zaostrzy mdłe spojrzenie twoje».

4585

Tak głosem brzmiącym jako śpiew uroczy,

Zarazem wszystkie śpiewając mówiły:

Mnie przed popiersiem gryfa postawiły[543],

Gdzie Beatrycze stała ku nam twarzą.

I rzekły: «Nie szczędź wzroku, bo tu z nami

4590

Przed znajomymi stoisz szmaragdami,

Skąd już ci miłość ciskała swe strzały».

Wtem żądz tysiące, co jak skry się żarzą,

Wzrok mój w promiennych oczach zatapiały,

Które bez przerwy na gryfa patrzały[544].

4595

Jak słońce w szklannych lub wodnych przeźroczach,

Postacią jedną, to drugą widomie

Gryf się promienił w Beatrycy oczach[545].

Zważ, czytelniku, moje zadziwienie,

Gdy gryf, widziałem, stojąc nieruchomie,

4600

Sam się przekształcał w swój obraz obfity:

Podczas gdy pełna wesela i trwogi

Dusza ma pokarm kosztowała błogi,

Który nas sycąc pobudza łaknienie.

Snadź[546] z wyższych szczebli znowu trzy kobiety

4605

Zstąpiły na brzeg lekkimi stopami,

Na wzór aniołów z tańcem i pieśniami.

Pieśń była taka: «Pojrzyj, Beatryce,

Twój wierny patrzy w twe święte źrenice,

Przeszedł mil tyle, aby cię oglądać.

4610

Przez łaskę, jeśli możem łaski żądać,

Odsłoń mu usta, niech twą piękność drugą

Pozna na końcu, nie kryj jej tak długo[547]

O! ty, światłości blasku wiekuistej,

Kto pił z Parnasu studni przeźroczystej,

4615

A pijąc ciągle, zbladł, wysechł z pragnienia;

Któż by nie zadrżał bojaźnią tajemną,

Ważąc się kreślić ciebie, gdy przede mną,

Gdzie sfer melodią niebo się ocienia,

W powietrzu jasnym, spod kwiatów obłoku,

4620

Siebie odkryłaś, błysnęłaś mi w oku!

Pieśń XXXII

4621

(Widzenie się z Beatrycze — połączenie z łaską bożą. Pochód zwraca się na prawo, ku drzewu poznania. Rydwan pozostaje tu — Chrystus i Święci znikają. Beatrycze zstępuje. Widzenie dziejów widomego walczącego Kościoła.)

Tak były moje oczy wytężone,

Dziesięcioletnie gaszące pragnienie[548],

Że inne zmysły wtrąciły w uśpienie;

4625

Oczy jak murem z dwóch stron zasłonione[549],

Na wszystko inne patrzyły bez troski:

Tak silnie uśmiech mojej pani boski

Ciągnął mnie do się dawnymi sieciami.

Wtenczas twarz moją gwałtownie rękami

4630

Zwracały w lewo nimfy i mówiły:

«Oczy się jego zanadto wpatrzyły[550]».

Stan przykry, jaki czujem w naszym oku,

Gdy uderzona powieka przez słońce

Wzrok mruży, na czas[551] pozbawił mię wzroku.

4635

Lecz wzrok przed światłem gdy wypoczął małem[552]

(Mówię, równając do wielkiej światłości,

Od której gwałtem oczy oderwałem),

Spostrzegłem w prawą zastępy idące

Okrytych wieczną chwałą bojowników,

4640

Twarzą ku słońcu i siedmiu świeczników,

Jak pod zasłoną swojego obozu,

Bojowym szykiem postępując rota,

Zwraca się, kędy jej sztandar migota[553];

Tak cały zastęp królestwa wieczności,

4645

Co szedł przed wozem, przeciągał pochodem,

Nim wóz na prawą zawrócił[554] się przodem.

Niewiasty stają tuż przy kołach wozu,

A gryf wóz święty targnął siłą całą,

Choć na nim żadne pióro nie zadrżało.

4650

Dama, co dla mnie w bród ze mną szła rzeką,

Stacyjusz[555] i ja szliśmy niedaleko

Za kołem, które łuk mniejszy pisało[556],

I szliśmy wielką, dziś pustą dąbrową,

Przez błąd wierzącej w poradę wężową,

4655

Pieśnią aniołów mierząc swoje kroki.

Gdyśmy do tyla zaszli w las głęboki.

Jak na potrójny rzut strzały w strzelnicę,

Z wozu zstąpiła na dół Beatryce.

Wtem «Adam! Adam!» szmer zamruczał głuchy,

4660

Wszyscy pień drzewa otoczyli suchy,

Z liści i kwiatu z dawna obnażony[557];

Czub drzewa tylko liściami[558] odziany,

Wzwyż rozszerzając obwód swej korony[559]

Mógłby zadziwić leśne Indiany.

4665

«Dwoisty gryfie, bądź błogosławiony!

Że nie rozdarłeś dziobem tego drzewa[560]:

Słodki smak jego, lecz Adam i Ewa

Czuli, jak jadem paliło ich trzewa[561]

Wokoło drzewa tłum szemrał tym śpiewem,

4670

Gryf odpowiadał na ten szmer w te słowa:

«Tak się nasienie wszelkiej prawdy chowa».

I zaraz po tej uciętej przemowie,

Wóz pod to drzewo, po swych liściach wdowie[562],

Zatoczył dyszlem i rzucił pod drzewem,

4675

Z którego wóz ten zrobiony był rdzeni[563].

A jak rośliny nasze, gdy stojące

Za znakiem Ryby wyiskrza się słońce[564],

Z nią blaski wspólnych mieszając promieni,

Nim swe rumaki, co ogniami zieją,

4680

Pod inną gwiazdą zaprzęże koleją,

Zmieniają barwy i kwiatem pęcznieją;

Tak odzyskując barwy aż z wierzchołka,

Bledsze od róży, żywsze od fiołka,

Bezlistne drzewo odżyło na nowo[565].

4685

Wtenczas tłum śpiewał jakąś pieśń godową,

Nuty tej pieśni na ziemi nie brzmiały,

A ja nie mogłem dosłuchać jej całej.

Gdybym mógł skreślić, jak bajarz uroczy

Uśpił bajaniem Argusowe oczy[566],

4690

Którym czuwanie zbytnie jest przestrogą,

Bo wzrok ich czujny kosztował tak drogo!

Jak malujący malarz według wzoru,

Skreśliłbym sen mój barwą słów doboru;

Maluj, kto sen mój pędzlem uosobisz,

4695

Ja schodzę w moment, który wspomnieć miło,

Gdy światło snu mi zasłonę przebiło,

Gdy do mnie krzyknął głos: «Wstań! co ty robisz?»

A jak na Tabor woń jabłoni luba[567],

Której owocu aniołowie chciwi

4700

Bez przerwy w niebie ucztują szczęśliwi,

Znęciła Piotra, Jana i Jakuba,

Gdzie przed niebieskim blaskiem wywróceni,

Wstali na słowo, co z grobowych cieni

Budzi umarłych i wtenczas widzieli

4705

Jak Eliasz, Mojżesz w obłokach zniknęli;

I jak ich mistrza, który w niebo wzlata,

Czerwona z białą zmieniła się szata;

Taki głos ze snu przetarł mi źrenice.

Widzę nade mną stoi pochylona,

4710

Pełna współczucia niewiasta[568], to ona,

Co mnie pod skrzydłem swej czułej opieki,

Przeprowadziła dnem letejskiej rzeki.

Z trwogą ją pytam: «Gdzie jest Beatryce?»

— «Patrz, ona siedzi na korzeniach drzewa[569],

4715

Co świeżym liściem i kwieciem powiewa;

Patrz, jakie grono otacza ją kołem,

Drudzy ku niebu z gryfem lecą społem,

I nucą pieśnie, których nut słodycze

Coraz to słodsze, więcej tajemnicze».

4720

Jaki był dalszy ciąg jej odpowiedzi,

Ja nie wiem, bo już w mych oczach błysnęła

Ta, co uwagę całą pochłonęła.

Na ziemi nagiej Beatrycze siedzi,

Jakby dla straży wozu gryf ją rzucił,

4725

Gdy pod to drzewo wóz dyszlem zawrócił.

Siedem nimf wieńcem wokoło niej stoi[570],

A każda świecznik trzyma w dłoni swojej,

Który podmuchu wiatrów się nie boi.

— «Dziś gaj ten zwiedzasz jako gość znikomy,

4730

Nim wstąpisz ze mną w wieczności przybytek,

Jak obywatel tej niebieskiej Romy,

Gdzie Chrystus pierwszym jest obywatelem!

A więc na świata grzesznego pożytek,

Ten wóz szczególniej zrób uwagi celem;

4735

Abyś wróciwszy, farbami żywemi

To, co widziałeś, opisał na ziemi».

Tymi mówiła Beatrycze słowy.

Chętnie jej rozkaz wypełnić gotowy,

Gdzie chciała, oczy zwróciłem i myśli.

4740

Tak szybko ogień jasnych prąg[571] nie kryśli[572],

Gdy piorunowa wyrzuca go chmura,

Jak na to drzewo spadł ptak jowiszowy[573],

Zakrakał dziko i nastrzępił pióra,

Korę i liście, kwiat, co się rozwijał,

4745

Z zielonych pączków swym dziobem obijał

I z całej siły uderzył piersiami

W pośrodek wozu, wóz wrył się kołami,

Zgiął się jak okręt tłuczony falami.

Lis długo, długo pełznąc niewidzialny[574],

4750

Ukradkiem wskoczył na wóz tryumfalny,

Chudy, snadź łaknął tuczniejszego chleba.

Lecz moja pani zgromiła go srogo,

Uciekł, choć z głodu ledwo iść mógł drogą.

Orzeł, widziałem, spadł z zachodniej strony

4755

I wóz, gdy odeń krzywe podniósł szpony,

Zostawił swoim piórem upierzony.

Wtem głos przemówił wychodzący z nieba

Jak głos, co z piersi zbolałej wychodzi:

«Zły jest ładunek twój, o moja łodzi!»

4760

Między kołami wozu w mgnieniu oka

W ziemi się przepaść rozwarła głęboka,

Wychodzącego z niej widziałem smoka[575],

Który ogonem na skroś wóz przeszywa:

Potem jak osa, gdy żądło wyrywa,

4765

Cofając ogon zarwał wozu kawał,

Idąc, rad z łupu uśmiechać się zdawał.

Wóz uszkodzony jak rodzajna niwa,

Którą puszyste okrywają zioła,

Okrył się pierzem z piór ptaka cezarów.

4770

Czystą być mogła myśl jego zamiarów;

Pióra przykryły dyszel, oba koła,

W tak krótkim czasie, że dłużej westchnienie

Z ust półotwartych wyrywa cierpienie.

Z tak przekształconej tej świętej budowy

4775

Z różnych jej części wyglądały głowy;

Z dyszla trzy tylko, tych rogi bawole,

Gdy czterem sterczał jeden róg na czole[576].

Któż taki potwór mógł widzieć[577] w naturze?

Pewna jak twierdza na wysokiej górze

4780

Na wóz, widziałem, siadła wszetecznica;

Piersią pół nagą świecąc przez koszulę,

Wokoło siebie wodziła oczyma.

Przy niej stał olbrzym, wzrok bystry olbrzyma

Poglądał na nią z trwogą podejrzaną,

4785

Snadź[578] aby jemu branki nie porwano.

Kiedy niekiedy ściskali się czule.

Dziki zalotnik spostrzegłszy jej lica

Zwrócone ku mnie, widząc jak z uboczy

Chciwe i błędne obracała oczy,

4790

Chłostał ją rózgą aż do stóp od głowy.

Gdy tak w nim zawiść żar gniewu zagrzewa,

W skok wóz potworny odwiązał od drzewa

I precz daleko ciągnął w głąb dąbrowy,

Która jak puklerz swoją gęstwą ciemną

4795

Brankę i zwierzę[579] zakryła przede mną.

Pieśń XXXIII

4796

(Beatrycze i inne niewiasty powstają, Beatrycze prorokuje ocalenie Kościoła i przywrócenie ładu bożego. Eunoe i zanurzenie się w niej. Zakończenie.)

Deus, venerunt gentes: na przemianę,

Zmieniając w kolej chór swój z każdą zwrotką,

To trzy, to cztery głosy nimf dobrane,

4800

Płacząc, poczęły psalmodyję słodką[580].

A Beatrycze, wzdychając, jej słucha,

Współczuciem łez ich zmieniona i drżąca;

Rzekłbyś, Maryja pod krzyżem stojąca,

Niewiele więcej była od niej blada.

4805

Lecz gdy spostrzegła, że mówić wypada,

Powstała prosta, z żarliwości ducha

Zaczerwieniona jak ogień, mówiła:

«Siostry, maluczko już mnie tu widzicie,

Maluczko zasię, a znów mnie ujrzycie[581]».

4810

Wszystkie sióstr siedm przed się postawiła,

Damę, mnie, mędrca, który został z nami[582],

Za sobą, tylko znak dając gestami.

Tak szła i prawie za dziesiątym krokiem,

Gdy oczy moje przebiła swym okiem,

4815

Rzekła spokojna: «Chodź sam bliżej, śmiało,

A stań tak do mnie zwrócony w połowie,

Abyś mógł słyszeć, gdy do cię przemówię».

Gdym stanął przy niej, jak mi stać przystało,

«Bracie,» mówiła, «tak idąc, dlaczego

4820

Nie śmiesz mi zadać pytania jakiego?»

Jak ten, co nie śmie wyjść z pewnych obrębów

Przyzwoitości przed swoim zwierzchnikiem,

Mówiąc, nie może przez pokory zbytek,

Żywego słowa wyrwać spoza zębów,

4825

Począłem jąkać nieśmiałym językiem;

«Pani, znasz lepiej sama mój pożytek».

A ona: «Wstydem nie czerwień twej twarzy,

Abyś nie mówił jak człowiek, gdy marzy.

Wiedz, że spód wozu strzaskany przez smoka

4830

I był, i nie jest zarazem dla oka[583],

Lecz żeby grzesznik nie roił, jak roi,

Że bożą zemstę potrawą ukoi[584].

Orzeł, co tyle ronił piór, nie będzie

Zawsze bezdzietny! Choć wóz w ślepym błędzie

4835

Złudzony piór tych ozdobą zwodniczą,

Stał się potworą, a potem zdobyczą.

Bo widzę jasno przyszłość tajemniczą,

Pomimo przeszkód, co się nagromadzą,

Już idą gwiazdy, które czas sprowadzą,

4840

Gdy wszetecznicę i jej spółgrzesznika

Liczba, co pięćset, pięć, dziesięć zamyka[585],

Zesłana z nieba, jak proch marny zniszczy.

Może ta wróżba jak Sfinks lub Temida[586],

Niezrozumiałą i ciemną się wyda,

4845

Bo miesza rozum światłem, co zbyt błyszczy:

Lecz wam rozwiążą węzeł tej zagadki

Najady, które wcielą się w wypadki,

Plaga ich trzody ocali i zboża[587].

Zapisz i odnieś żyjącym te słowa,

4850

Których dni kresem jest deska grobowa:

Przeze mnie bowiem mówi prawda boża.

Pomnij, spisując wiernie te wyrazy,

Nie zakryć drzewa, które wobec ciebie

Już znieważonym było po dwa razy.

4855

Kto bądź je łamie, a z liści obnaża,

Bluźnierstwem czynu ten Boga obraża,

Bo On to drzewo stworzył świętym w niebie[588]

Na swój użytek. Przeto pierwsza dusza

Za grzech, co z niego zjeść owoc pokusza[589],

4860

W mękach i żądzy przez lat pięć tysięcy

Oczekiwała Tego najgoręcej,

Który ukarał jej płoche łaknienie

Na sobie samym przez śmierć i cierpienie[590].

Duch twój śpi, jeśli zrozumieć niezdolny,

4865

Że dla przyczyny to drzewo szczególnej

Tak jest wyniosłe, a wierzch swój zieloną,

Coraz to szerszą rozwija koroną.

Jeżeli duch twój jak w Elsy strumieniu[591]

Nie okamieniał w daremnym myśleniu:

4870

Jeśliś nie splamił szperaniem twej głowy

Ducha, jak Pyram krwią owoc morwowy,

Wtenczas zrozumiesz z pożytkiem dla siebie

Myśl rządów Boga na ziemi i w niebie

W zakazie, jakim to drzewo otoczył.

4875

Lecz gdy grzech rozum do tyla zamroczył,

Że ciebie razi słów mych światłość nowa;

Chcę, abyś w sercu wszystkie moje słowa

Jeśli nie spisał, to choć odmalował:

Jak pielgrzym kij swój, z którym pielgrzymował,

4880

Ubrany w palmy na pamiątkę chowa».

A ja: «Jak odcisk na wosku pieczęci,

Pieczęć twa w mojej zostanie pamięci:

Lecz za co wznosisz lot słów tak wysoko,

Że najbystrzejsze nie dojrzy ich oko?»

4885

—«Abyś» mówiła «poznał, w jakiej szkole

Styrałeś[592] myśli po próżnym mozole,

I abyś jasno widział w świetle nowem,

Ile nauka jej zgodna z mym słowem[593],

I że od bożych dróg droga człowieka

4890

Jest tak jak ziemia od nieba daleka».

— «Nie przypominam,» jej odpowiedziałem,

«Czym się oderwał od cię sercem całem,

Nic nie wyrzuca głos mego sumienia».

— «Twoja niepamięć przestaje być grzechem;

4895

Przypomnij sobie,» mówiła z uśmiechem,

«Wszakżeś niedawno pił z Lety strumienia.

A jak po dymie poznajemy płomie,

To zapomnienie dowodzi widomie,

Że twoja wola ze ślepych popędów

4900

Mogła popełnić wiele innych błędów.

Odtąd me słowa pokażą się nago,

Abyś je tępą mógł pojąć uwagą».

Świetniejsze w blasku i wolniej idące

Już przez południk przechodziło słońce,

4905

Który się zmienia podług ruchu ziemi.

Gdy siedem niewiast wstrzymały swe iście[594],

Jako podróżna w drodze karawana,

Nową przeszkodą nagle zatrzymana;

Doszedłem kresu, gdzie cień rzuca mroki,

4910

Jakie przez czarne gałęzie a liście

Zielone, wiatrem kołysane jodła

Rzuca na chłodne alpejskie potoki.

Jakby szedł Eufrat i Tygrys przed niemi

Z jednej krynicy, tak mi się wydało,

4915

I jeden z drugim z wolna się rozdziela,

Jak gdy przyjaciel żegna przyjaciela.

«O światło!» rzekłem, «człowieczeństwa chwało,

Jaka to woda, co z jednego źródła

Płynąc, na dwa się ramiona rozwiodła?»

4920

Ona: «Matyldy proś, niechaj ci powie».

A piękna dama w ten głos się ozowie[595],

Jak chcący z siebie zrzucić winę całą;

«Nie zapomniałam o tym jemu kazać[596],

Słów mych zdrój Lety nie mógł w nim wymazać».

4925

A Beatrycze: «Snadź[597] większe staranie,

Które tak często nam pamięć porywa,

Robi, że pomrok duch jego zakrywa.

Że jego okiem widzieć nie jest w stanie.

Lecz patrz, Eunoe tu płynie po łące[598],

4930

W nim jego siły orzeźwij mdlejące».

A jako piękna i łagodna dusza,

Co się z pomocą nie ociąga długo,

Robiąc swawolę drugiej woli sługą;

Tak piękna dama wnet ruszyła kroku

4935

I mnie prowadząc z sobą do potoku,

Łagodnie rzekła: «Idź» do Stacyjusza.

Gdybym mógł w większej jak teraz przestrzeni

Popuścić pióro, wierz, mój czytelniku,

Pochwał tej wody spisałbym bez liku,

4940

Słodszej od wszystkich i rzek, i strumieni;

Lecz gdym zapisał karty przeznaczone

Na tę pieśń drugą[599], a sztuki wędzidło

Lot mój hamuje, więc opuszczam skrzydło.

Wyszedłem z wody, przez jej treści zdrowe

4945

Tak odnowiony jak rośliny nowe,

W gałązkach, w liściach nowych odnowione;

Gdy nie tu jeszcze koniec mojej jazdy,

Czysty i gotów wylecieć pod gwiazdy.

Przypisy

[1]

genijusza — geniusza; tu: forma wydłużona (zgodna z daw. wymową) dla zachowania rytmu jedenastozgłoskowca.

[2]

Zmartwychwstań (…) poezjo — Poeta w pierwszej części swojej Komedii, to jest w Piekle, Muz nie przyzywa, bo poezja nie śpiewa grzesznikom umarłym śmiercią wieczną. Ona należy do życia, które tylko w żywej chęci i w trosce wyzwolenia się od grzechu w całej pełni rozkwita. Dlatego to w Czyśćcu po raz pierwszy poeta wzywa Muzy, a szczególnie Kaliope, jako muzę epopei.

[3]

Kalijope — Kaliope; tu: forma wydłużona (zgodna z daw. wymową) dla zachowania rytmu jedenastozgłoskowca.

[4]

Głosem, co w rozpacz biedne wpędził sroki — Córki Pireusa, króla macedońskiego, dumne z biegłości gry swojej na lutni, wyzwały Muzy grać z sobą o lepsze; zwyciężone w tej nierównej walce, za karę uległy przeobrażeniu w skrzeczące sroki.

[5]

do najpierwszej sfery — Planeta księżyc według pojęć astronomicznych Ptolomeusza.

[6]

gwiazda, co w nas miłość budzi (…) — Na początku wiosny wstępuje słońce w znak zodiakowy Barana, którego konstelacja Rybą zwana poprzedza, a w którym stoi Wenus poprzedzająca Słońce, od jego mocnego światła przyćmiona. Stanowisko, jakie w tej chwili zajmuje ta gwiazda, oznacza zbliżający się poranek.

[7]

Samoczwart gwiazdy świeciły jaskrawo — Tu poeta przez te cztery gwiazdy alegorycznie wyobraża cztery cnoty kardynalne, jakimi są: roztropność, sprawiedliwość, siła woli i umiarkowanie.

[8]

septentrion — północ.

[9]

starzec jeden — Katon, rodem z Utyki, który z natchnienia wolnej woli przebił sam siebie, widząc zagrożoną przez Cezara swobodę rzeczypospolitej rzymskiej. Niejednemu z czytelników może wyda się dziwactwem, że Dante poganina i jeszcze samobójcę robi strażnikiem czyśćca. Dante ze szczególną był czcią dla starożytnych i obywatelskich cnót Katona. Któż w końcu godniejszym był trzymać straż nad tą świętą Górą, jak szlachetny Katon, którego życie bez skazy najwydatniej odbijało w sobie cztery cnoty kardynalne, o jakich nadmieniliśmy wyżej.

[10]

ślepy strumień — ten sam, jaki przez poetów wychodzących z piekła, słyszanym był tylko, ale nie widzianym.

[11]

otchłani prawoEx inferno nulla est redemptio: z piekła nie ma żadnego wyzwolenia.

[12]

w dzień wielki zabłyśnie tak świetna — Przez „dzień wielki” poeta wyraża Sąd Ostateczny.

[13]

Marcja — żona Katona.

[14]

jej los mię nie wzrusza z powodu, który jest prawem dla cieni — Myśl prawa, o którym nadmienia tu poeta, a którym w czyśćcu rządzą się cienie, domyślać się każe, że kto sam szuka zupełnego wyzwolenia ducha z niewoli grzechu albo drugich na tę zbawienną drogę wprowadza, musi naprzód wszystkie pamiątki i wspomnienia rozkoszy i słodyczy, jakich w nieswobodnym stanie, to jest w niewoli grzechu, używał, zostawić za sobą.

[15]

sitowie — czyli nadwodna trzcina, godło cierpliwości i pokory; dwa warunki konieczne do zupełnego wyzwolenia się od grzechu.

[16]

aby (…) wszedł za aniołem do rajskich podwoi — Aniołowie, z którymi spotykać się będziemy na górze czyśćcowej, są narzędziami Boga: oni w sercu pragnącym poprawy i dobra, śledzą nasze zamysły i zamiary i stopniami prowadzą nas coraz wyżej z padołu grzechu na górę oczyszczenia.

[17]

Kassela — też: Casella.

[18]

Słońce w pół drogi (…) zżółkniały — Tu poeta wyobraża sobie na kuli ziemskiej cztery główne punkty, których południk równie daleko każdy od siebie jest odległym, to jest: Jeruzalem, Ebro, górę czyśćcową i Ganges. Odległość jednego południka od drugiego nie przechodzi 19 stopni geograficznych: a zatem Jeruzalem i góra czyśćcowa leżą od siebie o 180 stopni, czyli o całą połowę obwodu kuli ziemskiej; więc Jeruzalem i góra czyśćcowa z sobą są przeciwległe. Dalsze ich punkty pograniczne, jakimi stykają się z sobą, mają wspólny widnokrąg, a słońce, w chwili kiedy idąc na zachód, dotyka ich wspólnego pogranicza, dla Jeruzalem zachodzi, a przeciwnie postępując na wschód, wschodzi dla góry czyśćcowej. Dwa drugie punkty, Ganges i Ebro, leżą pod pierwszymi odległe od siebie o 180 stopni, od Jeruzalem zaś i góry czyśćcowej o 90 stopni, które słońce w przeciągu sześciu godzin przebiega. Tak więc słońce, kiedy względem południka Jeruzalem stoi bliżej zachodniego widnokręgu, względem południka góry czyśćcowej posuwa się na wschód. Wtedy znika barwa biała i różowa jutrzenki, które zastępuje barwa żółta jako poprzedzająca wschód słońca. Lecz nad Gangesem położonym o 90 stopni ku wschodowi, słońce o sześć godzin pierwej już zaszło: tam jest teraz noc zupełna. Noc bowiem na początku wiosny przyprowadza z sobą konstelację Wagę, w którą wstępując słońce na początku jesieni, o sześć godzin później wschodzi. W tym czasie gwiazda Waga wymyka się z rąk nocy, ponieważ w dzień razem ze słońcem stoi na niebie.

[19]

Błysnęło światło: oby jeszcze błysło — Tym zjawiskiem światła, które poeta życzy sobie po raz drugi oglądać, jest anioł, sługa boży, posłannik jego świętej woli, który dusze po śmierci ciała w miejsce oczyszczenia prowadzi.

[20]

Kiedy z Egiptu szedł lud Izraela — Początek to jest 114 psalmu Dawidowego.

[21]

Słoneczna strzała (…) Koziorożca strąca — Konstelacja zwana Koziorożec, odległą jest od konstelacji Barana w stronie zachodniej o 19 stopni, a w chwili kiedy słońce wchodzi w znak tej ostatniej, Koziorożec stoi na samej wysokości południka.

[22]

Drogę do góry wskażcie nam, gdy wiecie — W drugiej pieśni Piekła widzieliśmy, że poeta chwiejący się i wątpiący, zachęcony tylko słowami Wergiliusza, odważa się na koniec na tę podróż tajemniczą, ażeby poznać grzeszników w miejscu ich kary pośmiertnej. W 10 wierszu tejże pieśni w Dancie i Wergiliuszu objawia się podobne zwątpienie. Albowiem sam rozum, którego symbolem jest Wergiliusz, bez pomocy wiary i jej objawienia, nie czuje się dość silnym, ażeby mógł zarazem i poznać grzechy, i z grzechów się oczyścić. Podobne zwątpienie wyrażają tu przechodzące dusze, na nowym stanowisku, w jakim po raz pierwszy znajdują się.

[23]

posła, gałąź gdy niesie oliwną — Jeszcze za czasów Danta trwał ten starożytny obyczaj, że posłowie pokoju przychodzili z gałązką oliwną w ręku.

[24]

O cienie! kształt wasz to mara znikoma (…) — Kilka wierszy następnych są naśladowaniem znajomych pięknych trzech wierszy z Eneidy Wergiliusza księgi VI: „Ter conatus eram collo dare brachia circum,/ Ter frustra comprensa manus effugit imago./ Par levibus ventis volucrique simillima somno”.

[25]

kto on był, poznałem — Cień tu pokazujący się jest to Kassela, sławny śpiewak, muzyk, nauczyciel muzyki Danta i serdeczny jego przyjaciel. Do wielu piosenek Danta pisał on muzykę.

[26]

gdzieś czasu zmarnował tak wiele — Kassela na początku jubileuszu postanowionego w roku 1300 przez papieża Bonifacego VIII w Rzymie, na którym znajdował się i Dante, zszedł z tego świata. Poeta, który swą pielgrzymkę poetyczno-religijną rozpoczął na początku wiosny tegoż roku, zapytuje, dlaczego on o trzy miesiące później tu przychodzi, ponieważ ten czas ubiegły między jego śmiercią a początkiem oczyszczenia się z grzechu uważa za stracony. Jak i gdzie w tym przeciągu czasu znajdują się dusze, poeta wyraźnie nie oznaczył.

[27]

którzy przez modły strzeliste zstąpić tu chcieli z miłosierdziem bożem — To jest: ci wszyscy, którzy korzystali z łaski i odpustów przywiązanych do jubileuszu w Rzymie w miesiącu grudniu 1300 roku, na który liczono zebranych około 200 000 tysięcy pielgrzymów z różnych krajów i krańców chrześcijańskiego świata.

[28]

nad morzem w miejscu, gdzie (…) staje się słona fala Tybru — Port Ostia blisko Rzymu.

[29]

Miłość, co mówi do mojego ducha — Początek jednej z najpiękniejszych pieśni miłosnych Dantego.

[30]

Wtem stanął starzec szlachetny (…) — Tym starcem szlachetnym jest Katon, strażnik czyśćcowy.

[31]

Leniwe duchy (…) Czy licha pieśni wstrzymuje was władza — Zwykle kiedy z jednego stanu duchowego przechodzimy w drugi, pierwszy, który porzucamy z jego nałogami, skłonnościami i pamiątkami, niełatwo kładziemy z pamięci naszej. Tak i Dante na drodze nowych usiłowań szuka pociechy i umocnienia się w pieśni Kasseli, który jako mistrz w swojej sztuce, chętnie udziela przyjacielowi żądaną odeń pociechę. Lecz Katon, który sam swojej Marcji w tym miejscu przypominać nie może (patrz pieśń 1 w. 85), strofuje duchy, że dla marnej uciechy z pieśni o wysokim celu swojej drogi zapominają.

[32]

Tam gdzie pociąga rozum naszą wolę — Rozum często bodzie nas przypomnieniem popełnionych błędów i grzechów i tym bodźcem pociąga nas do oczyszczenia się ze zmaz grzechowych. Po raz pierwszy na wierzchołku góry czyśćcowej, po zupełnym wyzwoleniu się duszy z więzów grzechowych przez uzupełnioną pokutę i obmyciu tego przypomnienia w rzece Lety to przypomnienie przestaje nas dręczyć.

[33]

On zda się czegoś żałował jak grzechu — Sam Wergiliusz, tu jako symbol ludzkiego rozumu, pociągnięty z innymi duchami uciechą słuchania pieśni i zapominając na chwilę włożonego nań obowiązku przewodnictwa, wstydzi się zarazem i swojego błędu, i bezpośredniego jego następstwa, to jest spiesznej ucieczki.

[34]

na wstręcie było — być na wstręcie czemuś a. komuś: stanowić przeszkodę.

[35]

Gdy tam mój jeden cień na ziemię padał (…) Oczyma za się obracałem z trwogi — Dante, któremu ciemności piekła nie pozwalały dostrzec i rozróżnić cienia Wergiliusza, teraz mając słońce za sobą, po raz pierwszy przestraszony spostrzega, że tylko swoim ciałem jeden cień ściele po ziemi, i mniema, że jest opuszczonym od swojego przewodnika, którego cienia nie widzi.

[36]

Ciało me (…) leży w Neapolu — Wergiliusz umarł w Brindisi, a pogrzebionym był w Neapolu

[37]

quia (łac.) — dlaczego?; skąd to pochodzi?

[38]

Tak wielu żądza niezaspokojona (…) — Tu poeta nadmienia o mędrcach starożytnych, jak Platon i Arystoteles, między którymi sam się znajduje w sieni piekielnej, którym do zupełnej szczęśliwości braknie tylko wiary.

[39]

Arystot — Arystoteles.

[40]

Znane z dróg ciasnych genueńskie skały — W oryginale wspomina poeta dwa przejścia najtrudniejsze w skalistych górach Genui: Lerici i Turbia. Pierwszy krok na drodze prowadzącej do zupełnego wyzwolenia duszy od zmaz grzechowych zwykle jest trudny. Rozum sam o własnej sile, niekierowany wiarą po tej drodze postępuje jak zbłąkany podróżny, krokiem chwiejącym się i niepewnym.

[41]

Wybrane duchy (…) jak gdy owce wychodzą z zagrody — W piekle widzieliśmy duchy pogrążone w wiecznym grzechu, w ciągłej między sobą walce i nienawiści wzajemnej; tu przeciwnie, widzimy duchy łączące się z sobą miłością, jedną i wspólną chęcią oczyszczenia się od zmaz grzechowych. Zaiste, miłość jest pierwszym owocem usiłowań tych, którzy chcą postąpić dalej na drodze poprawy moralnej. Samo to porównanie duchów do owiec wychodzących z zagrody pełne jest prawdy i dziwnie plastyczne.

[42]

Dając nam znaki dłonią odwróconą — Znak odwróconą dłonią wskazuje tym, którym się ten znak daje, ażeby nie szli wprost naprzód, lecz obchodząc dłuższą drogą, pewniej doszli do punktu, do którego iść zamierzyli.

[43]

świecił włosami jasnemi (…) — Cieniem tym jest Manfred z domu Hohenstaufów, piękny, waleczny i goniący za rozkoszami życia król neapolitański. Będąc w ciągłych zatargach ze stolicą świętą, uderzony został klątwą kościelną. W bitwie pod Benewentem, gdzie się rozstrzygały losy jego i jego państwa, zwalczony przez Karola Walezego, sprzymierzeńca Klemensa IV, sam dobrowolnie szukał śmierci: dwa razy raniony w pierś i czoło poległ śmiercią walecznych. Karol, wódz Francuzów, jako będącemu pod klątwą kościoła, odmówił mu honorów pogrzebowych: lecz żołnierze francuscy, litościwsi od swojego wodza, oceniając męstwo zmarłego, sami z pól przyległych znosili kamienie na pomnik dla niego i przy szańcu mostowym Benewentu zwłoki jego z wojskowymi honorami pogrzebali. Potem z rozkazu arcybiskupa z Kosency zwłoki jego odgrzebano i wyrzucono na pograniczu Abruzzo: tam przy powtórzeniu formuły klątwy kościelnej w dolinie, którą przepływa rzeka Werda, po raz drugi był pogrzebionym.

[44]

wiatr suszy me kości (…) gdzie mnie (…) rzucił pod klątwą zgaszonych pochodni — W średnich wiekach, zwyczajem z dawna przyjętym w kościele przy chowaniu ciał umarłych, którzy za życia ulegli klątwie kościoła, nie odprawiano żadnych modlitw za ich dusze, a księża w znak, że umarły wyłączonym jest od oglądania światła wiary, gasili nad zwłokami jego świece i pochodnie.

[45]

Konstancja — córka Manfreda, urodzona z pierwszej jego żony Beatrycze, żona Piotra, króla Aragonii.

[46]

Belakwa — też: Belacqua.

[47]

błąd (…) co w nas dusz tyle, ile władz jest, mieści — Poeta zbija tu bezbożne zdanie tych, którzy utrzymują, że człowiek ma duszę zbiorową, to jest czującą i myślącą. Koncylium ósme w kanonie XI tak o tym mówi: „Apparet quondam in tantum impietativenisse, ut hominem duas animas habere impudente dogmatizent”.

[48]

Już słońce stopni pięćdziesiąt ubiegło — Trzysta stopni, na jakie cała kula ziemska jest przedzielona, słońce pozornie w ciągu 24 godzin, a zatem 15 stopni na godzinę przebiega. Gdy słońce już 50 stopni przebiegło, w Wielkim Tygodniu przed Wielkanocą, w którym poeta począł swoją tajemniczą pielgrzymkę, była godzina 9 i pół.

[49]

Wieśniak (…) ciernią rosochatą przejście zamyka — We Włoszech ścieżki prowadzące na góry porosłe winnicami w porze, gdy winogrona dojrzewają, wieśniacy broniąc je od szkody, grodzą chrustem cierniowym. Porównanie trafne i dość obrazowe.

[50]

Noli — port genueński; Bismantowa — wysoka góra przy Reggio.

[51]

rozszczepany — dziś: rozszczepiony.

[52]

głaz wskazując sterczący z jej boku — Czytelnik chcący mieć dokładne wyobrażenie o podróży poety na górę czyśćcową, niech sobie wyobrazi, że góra czyśćcowa ma kształt koniczny [kształt koniczny — stożkowaty; red. WL] i kręgi też same jak otchłań piekielna, tylko w kształcie odwrotnym: to jest, gdy kręgi piekła coraz węższe w dół schodzą, te przeciwnie zwężają się stopniowo idąc coraz wyżej pod górę.

[53]

Że wóz słoneczny od nas tor swój skrzywił (…) — Poeta tu od Jeruzalem przez punkt środkowy ziemi na drugą półkulę ziemi w myśli swojej przeciąga linię, na której końcu leży góra czyśćcowa. Widzimy więc poetę już na południowej półkuli, z której słońce pokazuje się patrzącym w stronie północnej. W znak zodiakowy Bliźniąt, Kastora i Polluksa wstępuje słońce: („to zwierciadło wiekuistej mocy”) 21 maja, gdzie już o dwa znaki zodiaku pochyla się bliżej do północy.

[54]

ekwator — równik.

[55]

Ma taką własność jej wyżyna (…) idąc dalej w miarę trud ci zmniejszy — W chwili, kiedy człowiek na początku jakiegoś wielkiego przedsięwzięcia zmierza oczyma duszy cel, do którego ma dążyć, cel ten wydaje się mu tak daleki, tak trudny do osiągnienia, że powątpiewa i traci nadzieję, ażeby kiedykolwiek mógł dojść do niego. Ale rozum doń mówi, że trudność z każdym krokiem zrobionym naprzód wyraźnie się zmniejsza, a im bliżsi jesteśmy pożądanego celu, czujemy, jak sam trud staje się na koniec rozkoszą.

[56]

wyciągnięte na głazie leżały, jak stać niechcący przez lenistwo leży (…) — Poeta wstępuje w krąg leniwców duchowych. Pierwszy z nich, którego tu spotyka, jest Belakwa sławny mistrz instrumentów muzycznych, lutni i cytry, które lubił zdobić pięknymi rzeźbami: sam muzyk i Danta, jako lubiącego muzykę, przyjaciel.

[57]

Za niebem tyle tu mi lat żyć trzeba, ile tam w życiu przeżyłem bez nieba — Ci, co do ostatniego kresu życia żal i pokutę za grzechy odkładają, nim się dostaną na górę czyśćcową, tak długo muszą czekać, aż się czas ich życia ziemskiego wypełni.

[58]

przyszle (daw.) — dziś popr. forma: przyśle.

[59]

dotyka (…) słońce łuku południka, a noc swym płaszczem nakrywa Maroko — Kiedy na górze czyśćcowej, którą, jak można sobie wyobrazić, umieścił poeta między południową Ameryką a Nową Holandią, jest południe: w Jeruzalem musi być północ, a w Maroko dniem i nocą ciemność bez przerwy.

[60]

Buonkonte — też: Buonconte.

[61]

na lewo od tego grzesznika słońce się łamie i cień przed nim ściele — Ponieważ cienie stoją po lewej stronie od poety, widzimy, że on idzie na zachód w chwili, kiedy słońce świeci od północy. Tak na pozór drobnymi szczegółami, poeta zawsze objaśnia czytelnika, w jakim kierunku idzie w swoją drogę.

[62]

Bliski ujęcia cel wymyka z dłoni, gdy w nas bezładnie myśl za myślą goni (…) — Powtórzenie tu jest przypomnienia, że cel ważnego przedsięwzięcia ciągle trzeba mieć na oku, nie rozpraszać myśli na mniej znaczące przedmioty, ażeby przez to sił potrzebnych do osiągnienia pożądanego celu nie osłabić.

[63]

ciało jego jest prawdziwym ciałem (…) on dość drogim dla nich stać się może — Ponieważ Dante, jako sam żyjący, powróciwszy między żyjących, krewnym i przyjaciołom tych duchów o ich losie w czyśćcu może opowiedzieć i prosić, ażeby modlitwą przyczynną czas ich oczekiwania przed bramą czyśćcową skrócili.

[64]

Z ciałem tym samym, coś wziął z urodzenia — To jest z ciałem rzeczywistym, a nie pozornym, jakim wnet po śmierci oblekają się dusze.

[65]

oczyśmy zawarli — zawarliśmy oczy.

[66]

rana (…) w Antenorydzie była mi zadana — Cień tu mówiący jest Jakub z Kassero, obywatel z miasta Fano; markgraf Azzo d'Este przy Oriaco w okolicy Padwy, dawniej zwanej Antenorydą od Antenora, założyciela Padwy, zamordować go rozkazał.

[67]

Mira — tak zwana okolica blisko Padwy.

[68]

Jam Buonkonte, starszy syn Gwidona — Buokonte syn Gwidona z Montefeltro, gibelin, poległ w bitwie pod Kampaldino, w której zwycięski oręż gwelfów stronnictwo jego pobił i rozproszył.

[69]

gdy wilgotna mgła pierzchnie ku słońcu (…) na ziemię deszczem opada na końcu — Poeta według fizyki Arystotelesa przypuszcza, że mgła podnosząc się do chłodnej sfery powietrza, zgęszcza się i spada na ziemię deszczem i śniegiem.

[70]

Ten, co obmyśla zło (…) w chmurach pobudza wichry, niepogody — Według teologów średniowiecznych szatani mają moc sprowadzać burze, deszcze i grady; św. Augustyn, w rozdziale VIII. De civitate Dei, mówi: „Omnis transformatio corporalium rerum, quae fieri potest per aliquam Tirtutem naturalem, per daemonem fieri potest”.

[71]

Do rzek królowej — Do rzeki Arno.

[72]

w Sijenie — w Sienie; tu: forma wydłużona (zgodna z daw. wymową) dla zachowania rytmu jedenastozgłoskowca.

[73]

jam Pia (…) zginęłam w Maremie — Pia, żona Nello della Pietra. Mąż posądzający ją o cudzołóstwo zamknął ją w zamku Maremmy, gdzie wkrótce z grasującej choroby powietrznej umarła.

[74]

Gdy od gry w kości grono graczy wstaje (…) szczęśliwego tłum wkoło otacza — To porównanie wiernie wziął poeta z gwarliwego życia ludu włoskiego po domach szulerskich i szynkach.

[75]

Beninkasso z Arezzo — będąc namiestnikiem podesty w Sienie, z urzędu swego kazał ściąć głowy brata i synowca Dżina za uliczne rozboje; Dżino zajątrzony zemstą, przebił go puginałem.

[76]

Cione de Tarlati — z możnej familii Aretinów, gdy konno doganiał drugiego obywatela imieniem Bostati, ażeby go zabić, koń w cwale uniósł go do rzeki i wraz jeźdźcem utonął.

[77]

Novello — syn hrabi Gwidona z Baitifole, zamordowany był przez jednego z członków rodziny Bostoli.

[78]

Toż ów Pizańczyk (…) syna swego uściskał mordercę — Pizańczyk Gwido degli Storingiani, zamordowany przez swojego wroga. Ojciec jego bogobojny, który jak mnich zamknął się od świata w klasztornej celi, z wielką spokojnością umysłu przyjął wiadomość o śmierci syna, nadto jeszcze, nie idąc za popędem powszedniej zemsty włoskiej, a wypełniając literalnie zasadę ewangeliczną: „przebaczaj nieprzyjaciołom”, sam zabójcy syna swojego rękę z pokorą całował.

[79]

hrabia Orso (…) zniósł kaźń nie z winy swojej, lecz z potwarzy — Kto był ten hrabia Orso, komentatorowie Dantego milczą o nim. Piotr Brosse: sekretarz i ulubieniec króla Francji Filipa Pięknego. Fałszywie oskarżony przez królową, że godził na jej cześć małżeńską, wyrokiem królewskim skazany był na szubienicę.

[80]

rzekłeś w twoim dziele, że prośba niebios wyroków nie wzrusza — Wzmianka tu jest wiersza Wergiliusza z jego Eneidy księgi VI: „Desine fata deum flecti sperare precando”.

[81]

skorzej — szybciej, prędzej.

[82]

aż cię spotka Beatrycze (…) Nic już nie czuję trudu, com czuł pierwej — Wspomnienie Beatrycze obudza w poecie większą żarliwość pośpiechu podróży. Beatrycze wspomniana tu jest wyraźnie nie jako kochanka młodości poety, ale przewodniczka do mądrości bożej: jest tu symbolem teologii, jest zarazem figurą historyczną i alegoryczną.

[83]

duch jakiś ponury (…) lombardzki — Sordello, jeden z lepszych Prowansji poetów, znakomity uczony, urodził się w Mantui. Dumę z uznania swojej wartości okazuje jeszcze przed bramą czyśćcową: widać, że jeszcze nie dźwigał ciężarów, pod którymi uginają się dumni, będący już za tą bramą, a które najlepiej dają uczuć dumnym, jak pycha ziemskiej sławy jest czcza i znikoma.

[84]

k'niemu (daw.) — ku niemu; do niego.

[85]

Mantua — rodzinne miasto Sordella i Wergiliusza. Na to urocze słowo Sordello zapomina na chwilę o swojej dumie i nieznajomego jako ziomka uściska. To spotkanie daje powód Dantemu z gorzką ironią wyrzekać na Włochy, wspólną ich ojczyznę, szarpaną wewnętrzną niezgodą i wojną domową.

[86]

Italio (…) wędzidło z mądrych praw swoich Justynian ukował (…) nie masz jeźdźca, co by nim kierował — Cóż pomaga, że Justynian nadał jej prawa, kiedy żaden rządzący i rządzony nie jest w duchu moralnie obowiązany ich wykonania ściśle przestrzegać.

[87]

Co ci potrzeba i co Bóg ci mówi, sama cezara za pana byś wzięła — Tu Dante jako gibelin ostro przygania gwelfom, że zamiast oddać cesarzowi, co jest cesarskiego, według przykazania ewangelicznego, zapalają wojnę domową, ubiegając się o bezkarne swobody rzeczypospolitych włoskich.

[88]

Albrechcie, germański cezarze — Cesarz Albrecht, syn Rudolfa Habsburskiego, równie jak jego ojciec, zanadto uwikłany w zawiłe sprawy Niemiec i Szwajcarii, na Włochy mało zwracał uwagi; z czego korzystając Bonifacy VIII, osobisty jego nieprzyjaciel, gruntował swoje wszechwładztwo na półwyspie włoskim.

[89]

Jak wszędzie wszyscy kochają się z duszy (…) — Czytelnik tu i w następnych wierszach, aż do końca tej pieśni łatwo dojrzy żądło gorzkiej ironii głęboko na kraj swój zajątrzonego serca poety.

[90]

snadź (daw.) — zapewne, widocznie, prawdopodobnie.

[91]

nim dusze godne wniebowzięcia na wierzch tej góry zaczęły wędrować — Gdy według zasad świętego Kościoła żadna dusza błogosławioną być nie mogła, nim Chrystus śmiercią krzyżową zgładził grzechy świata, do tego czasu dusze nie wstępowały na górę czyśćcową, która tym tylko, co na nią wstępują, drogę błogości wiecznej zapewnia.

[92]

pokornie (…) jak gdy uściska sługa swego pana — Sordello zapomina o swojej dumie poetycznej w chwili, kiedy widzi stojący wobec siebie cień Wergiliusza.

[93]

Straciłem widok ogniska słońc Słońca — Tym Słońcem Słońc jest Pan Bóg, którego światłości oglądanie udziałem jest wiernych błogosławionych.

[94]

trzy święte cnoty chrześcijańskie — Wiara, Nadzieja i Miłość. Mniemanie poety, że komu choć jednej z tych cnót braknie, ten nie jest prawdziwym chrześcijaninem, znajdziemy wyraźniej objawione w jego Raju w pieśni XX; i że ci nawet, co chrztu nie przyjęli, a byli wzorem wszystkich tych trzech cnót zarazem, mogą być błogosławionymi.

[95]

My stałych tutaj miejsc nie mamy — Ci, którzy żal i pokutę za grzechy odłożyli na kres swój ostateczny, a z przyczyn przygodnych nie otrzymali dostatecznego przebaczenia win swoich przez żal i pokutę, błądzą bez stałego miejsca pobytu wokół bramy czyśćcowej.

[96]

Iść tam wysoko i nocą nie radzę — To miejsce teologowie wykładają przez słowa Zbawiciela zapisane w Ewangelii św. Jana, w. 12 i 15: „Idźcie podczas, gdy macie światło, ażeby ciemność was nie ogarnęła. Kto chodzi w ciemności, sam nie wie, gdzie idzie”.

[97]

iście — chód; neol. od. czas. iść.

[98]

Zgasły wszech kruszców połysk i kamieni (…) przy tej doliny kwiatach i zieleni — Blask drogich kruszców i kamieni symbolicznie oznacza osoby zajmujące wysokie szczeble w społeczeństwie na ziemi, które poeta spotyka przed bramą czyśćcową w oczekiwaniu na jej otwarcie. Dolina ta bogato ubrana kwiatami symbolicznie tę myśl wyraża: że wielmożni ziemscy, książęta i ludzie prywatni, co blaskiem przepychu są otoczeni, o jeden krok do rzeczywistego duchowego celu jeszcze naprzód nie postąpili. Dlatego to zgodnymi głosami śpiewają pieśń: Salve Regina, ażeby co prędzej z tego przepychu kwiatów i kamieni, przypominającego im blask ich ziemski, do mąk oczyszczających ze zmaz grzechowych dojść mogli.

[99]

Italiji — Italii; tu: forma wydłużona (zgodna z daw. wymową) dla zachowania rytmu jedenastozgłoskowca.

[100]

cesarz Rudolf — ojciec Albrechta cesarza, któremu przyganiał poeta w pieśni uprzedniej, w apostrofie swojej do Włoch.

[101]

płaskonosy — Filip III, król francuski, zwany Płaskonosym, syn świętego Ludwika.

[102]

Henryk — Henryk z Nawarry, teść Filipa Pięknego, prowadzi rozmowę z Filipem III, oba zasmuceni niecnotami Filipa Pięknego, króla Francji.

[103]

Piotr mężny, Karol Orlonosy — Piotr III, król aragoński, i Karol I, król obojga Sycylii i hrabia Prowansji.

[104]

ten drugi młodzieniec — Najmłodszy z synów Piotra III, który nie brał żadnego udziału w następstwie po ojcu, a dwaj starsi bracia, Jakub i Fryderyk podzielili się państwem ojcowskim.

[105]

Konstancja — żona Piotra III, władcy Aragonii.

[106]

Beatrycze i Margareta — córki Beranżera, hrabi Prowansji.

[107]

angielski Henryk — Henryk III, syn Ryszarda, król angielski. Edward, syn jego, który panował między rokiem 1272 a 1307, był mądrym prawodawcą i mężnym wojownikiem.

[108]

I siedząc niżej wznosi oczy w górę — Według ziemskiego porządku hierarchicznego, pierwsze miejsce i tu zajmują cesarze, potem królowie, niżej pod nimi siedzi markgraf Wilhelm z Montferratu, po którego zgonie zatliła się wojna domowa między jego synami a mieszkańcami Aleksandrii.

[109]

Była godzina, w której żeglarzowi tęsknota serca pamięć dnia odnowi (…) — Poeta opisuje tu zmrok wieczorny. W następnych wierszach czytelnik niech przypomni sobie, co w uprzedniej pieśni powiedziano o świetle i ciemności.

[110]

Te lucis ante terminum — Od tych słów poczyna się hymn św. Ambrożego śpiewany w kościele na nieszporach i w ostatnich kanonicznych godzinach, przed snem, gdy wierni błagają Boga, ażeby wszystkich wierzących w święty Kościół Chrystusowy od nocnych widziadeł i pokus ustrzegł.

[111]

Zasłona lekka, przejrzysz w jej przeźroczy — Myśl ukryta pod zasłoną prawdy jest następna: Nie światło, ale nocna ciemność grozi nam niebezpieczeństwem; ponieważ zakrywa przed nami wroga i nam pod fałszywym go obrazem przedstawia. W ciemności pokazuje się nam wąż kusiciel, który, jeślibyśmy go w dzień biały widzieli, obudziłby tylko w nas wstręt i grozę. Ale i w nocy nie może on nam szkodzić, jeśli sami uznamy, że jesteśmy w ciemności; jeśli z wierzącą i pełną nadziei duszą oczekujemy przyjścia nowego światła z myślą wzniesioną do nieba. Z wysokości nieba widzimy zstępujących do nas aniołów stróżów, których blasku oko nie znosi, lecz których moc tajemnicza zemdloną duszę podnosi i umacnia. Dostrzegamy w ich ręku miecz sprawiedliwości, przeznaczony bronić dobrych, a złych karać. A w chwili, kiedy w świadomości błędów naszych przerażeni jesteśmy nim, ten pokazuje nam nadłamane ostrze miłosierdzia, które wobec szczerego usiłowania przyszłej poprawy wszystkie przeszłe błędy nam przebacza.

[112]

skolały — dziś: skołowaciały.

[113]

snadź (daw.) — zapewne, widocznie, prawdopodobnie.

[114]

Nino — rodem z miasta Pizy, sędzia obwodu Gallury w Sardynii. Był on krewnym Ugolina; przez niego wygnany z Pizy, połączył się z stronnictwem Gwelfów florenckich i wojował ze swoim rodzinnym miastem. Z tego powodu lękać się musiał poeta, ażeby go nie zastał w kręgu piekielnym między zdrajcami swego kraju.

[115]

w tym miejscu (…) gdzie wysłuchani są wszyscy niewinni — Święty Jan mówi: „Deus peccatores non audit”.

[116]

Wdowią zasłonę już zrzuciła (…) — Wdowa sędziego Nina powtórnie poszła za mąż. Mężem jej drugim był Galeazzo Viskonti, który w herbie familijnym miał węża, a herb Gallury koguta. Nino niezadowolony z postępowania żony swojej, która wkrótce po owdowieniu ponowiła zamęście, nadmienia Dantemu, ażeby nie do niej, ale do córki jego Joanny udał się z prośbą o modlitwę, która by tu czas jego oczekiwania skróciła.

[117]

w Medyjolanie — w Mediolanie; tu: forma wydłużona (zgodna z daw. wymową) dla zachowania rytmu jedenastozgłoskowca.

[118]

trzy światła spore, od których w ogniu cały biegun gore — Przez te trzy gwiazdy symboliczne poeta wyobraża trzy cnoty duchowe: Wiarę, Nadzieję i Miłość. Podczas gdy cztery gwiazdy, jakie widział o świcie porannym (to jest cztery cnoty światowe), teraz wieczorem głęboko za widnokrąg zapadły, w zastępstwie ich te trzy gwiazdy zabłysły, ażeby ciemności nocne oświecić. Alegoria jasna i dość przeźroczysta. Roztropność, sprawiedliwość, odwaga i umiarkowanie jako symboliczne gwiazdy pokazują się nam rano, w chwili kiedy pomocy ich światła do działania w życiu rzeczywistym potrzebujemy. Ale kiedy dzień zagasa i czynność tych gwiazd ustaje, wtedy w miejsce ich wschodzą: Wiara, Nadzieja i Miłość, jedyne trzy gwiazdy, które swoim dobroczynnym światłem nas pocieszają i krzepią, ażebyśmy z nowym przedświtem dnia następnego cztery wzwyż wymienione cnoty światowe uznali na nowo i wiernie je strzegli, i pielęgnowali.

[119]

Cień, co się zbliżył do sędziego Nina — Cień, który tu przemawia do poety, jest ojcem markiza Marcelego Malaspiny, który w roku 1307 wygnanemu poecie ofiarował w swym domu gościnny przytułek. W ostatnich wierszach tej pieśni przepowiedziane jest wygnanie poety i gościnność Malaspiny dla wygnańca. Magra, rzeka płynąca przez dolinę Lunigiany, która była w obrębie posiadłości Malaspiny.

[120]

Pochodnia, co tu przyświeca twej doli — Poeta nadmienia tu o łasce bożej, która go oświeca, o czym w pierwszych dwóch pieśniach Piekła nas obszerniej objaśnił.

[121]

cześci — dziś popr. forma D.lp: czci.

[122]

Starożytnego kochanka Tytona — Poeta przez obraz alegoryczny Tytona i Aurory mówi, że tam, gdzie był, na drugiej półkuli, niedawno północ już przeszła. Przeto słońce krążące około ziemi, według owoczesnych pojęć astronomicznych, będąc przeciwległe z nocą, niewiele jeszcze zboczyło od południka, pod którym leży Jeruzalem; i że jutrzenka pokazywała się z dala na krańcach wschodu z pierwszej półkuli.

[123]

samopięć (daw.) — sam z pięcioma towarzyszami; w sześciu.

[124]

przedświtu godzina (…) gdy smutnie kwilić jaskółka zaczyna — Przypomnienie mitologiczne przemiany Prokne w jaskółkę.

[125]

Ganimedes — Ganimeda, pięknego królewicza, z wierzchołka góry Idy porwał Jowisz w postaci orła na podczaszego Olimpu.

[126]

Achilles — syn Tetydy i Peleusa. Gdy mu w kolebce wróżono, że zginie pod Troją, matka troskliwa i zafrasowana tą wróżbą, uprowadziła go przebranego za dziewczynę na wyspę Scyros do króla Likomeda, ażeby wychowywał się wespół z królewskimi córkami. Lecz Ulisses wyśledził jego schronienie i uprowadził go do Greków, którzy pod ten czas oblegali Troję.

[127]

Jużeśmy przyszli w bezpieczną ostoję — Poeta jak w piekle bez własnego współdziałania przeszedł przez Acheron i tu podobnież przychodzi do bramy czyśćcowej wprost przez bezpośrednie działanie łaski i oświecenie boże. Podobną koleją przechodzi każdy człowiek.

[128]

Łucja — symbol oświecenia łaską bożą.

[129]

drzwi w skale wykute — Wrota, drzwi prowadzące wyzwalającą się z grzechu duszę na górę oczyszczenia.

[130]

siedział milczący odźwierny (…) w jego ręku połyskał miecz nagi — Dobrodziejstwa Wiary tych tylko być mogą wyłącznym udziałem, w których serca pokorne a wierzące rzeczywiście przez oświecenie łaską bożą wniknęły; oświecenie, jakiego ludziom dobrej i czystej woli, pragnącym podnosić duch swój coraz wyżej, nigdy nie zabraknie. Kto bez tej dobrej i czystej woli zbliża się do bramy czyśćcowej, tego uderzy miecz anioła odźwiernego, błyszczący jak błyskawica; ten według zasługi na jej progu przyjętym będzie jako fałszywy obłudnik.

[131]

przejrzałem cały jak w zwierciadle — Kto ze skaz swoich błędów oczyścić się pragnie, ten musi najpierw sam w sobie widzieć swoje błędy jasno jak w zwierciadle; albowiem po ich bliższym poznaniu i uznaniu w ślad idzie skrucha, a za nią przebaczenie. Dlatego to święty Kościół postanowił, ażeby komunię świętą czyli ucztę pojednania się człowieka z Bogiem poprzedzała spowiedź, której symbol widzimy tu u drzwi czyśćcowych, kiedy poeta uklęknąwszy z pokorą, trzy razy bijąc się w piersi robi w duchu ciche wyznanie skruchy: „Parce mihi! peccavi, graviter peccavi!” Pierwszy stopień, co do tych drzwi prowadzi, jest z marmuru białego, którego szyba gładka jak zwierciadło odbija postać wpatrującego się weń człowieka: symbol samopoznania swoich błędów, szczerości żalu i utwierdzenia ducha łaską bożą. Drugi stopień jak od pożaru wzdłuż i wszerz rozkłuty symbolem jest żalu skruszonego serca w chwili, gdy błędy swoje uznaje. Trzeci stopień porfirowy barwy krwawej, to symbol krwi przejednania wylanej przez Zbawiciela, którą gładzi grzechy świata. Na tym symbolu jak na zrębie stoi cała budowa Chrystusowego Kościoła, a z kolei i jego duchowna władza; Kościoła postanowionego słowem bożym opoka, której bramy piekieł nie przemogą, twarda jak ów próg z diamentu. Siedem P (początkowa litera Peccatum, to jest grzechu), anioł znaczący mieczem na czole pokornego i żałującego za grzechy, zarazem ostrzega i przypomina skruszonemu grzesznikowi siedem grzechów głównych, jakich pokusom człowiek ułomny ulec może. Odzież odźwiernego anioła bramy czyśćcowej szara jak popiół symbolem jest pokory, która szczególnie kapłanom, w ciągłym ich duchowym rozważaniu znikomości rzeczy ludzkich i marnych blasków światowych, przystoi.

[132]

Jak popiół (…) podobnej barwy kryła go opona (…) złoty, drugi srebro-szczery — Tylko pokorny, sługa sług (servus servorum), jak się przez pokorę chrześcijańską tytułuje papież, głowa Kościoła, nosić może te dwa klucze; złoty jako symbol duchownej godności i władzy powierzonej mu od Boga, srebrny jako symbol świętej nauki teologicznej, która powinna być z tą najwyższą godnością zespolona, ażeby był zdolnym w każdym czynie swoim ją objawić i wyłożyć drugim.

[133]

Lepiej z pomyłką otwieraj drzwi święte (…) — Święte i pełne miłosierdzia bożego upominanie, jakim Piotr św. zaleca łagodność obok całej surowości kapłanom sprawującym urząd Chrystusa Pana na ziemi w chwili, kiedy pokora i skrucha kołacą do bramy łaski.

[134]

już wstecz idzie, kto się w tył obziera — Kto raz wstąpił w bramę oczyszczenia, ten powinien sercem i myślą pożegnać się z tym wszystkim, co za sobą zostawia. Z tym zastrzeżeniem ażeby się w tył nie obzierać, wprowadza odźwierny pielgrzymów w bramę czyśćcową, ażeby bez przerwy postępując drogą poprawy, doszli pewniej do kresu swojej podróży, to jest do wiekuistego dobra.

[135]

Drzwi (…) na swych wrzeciądzach skrzypnęły z łoskotem — Ponieważ rzadko tylko szczera skrucha staje przed tymi drzwiami, więc i rzadko te drzwi stoją otwarte i tak ciężko chodzą na skrzypiących wrzeciądzach, jak te, co prowadziły do skarbca rzymskiego, a które Cezar, pomimo oporu trybuna Metella, kazał wyłamać.

[136]

śpiewano: Ciebie, Boże, chwalmy — Dusze wewnątrz czyśćca, poza jego bramą będące, opiewają hymn pochwalny św. Ambrożego, dziękując Bogu, że ich samych i dwóch poetów w miejsce oczyszczenia wprowadzić raczył.

[137]

drzwi święte, których tak rzadko próg otworem stoi — Kto wchodzi przez tę bramę, ten pewnym jest zbawienia; ale krewkość ułomna i chęć nie zawsze czysta są przyczyną, że się ona dla niewielu otwiera.

[138]

Gdybym tam do nich obrócił me oczy, gdzież jest wymówka takiej winy godna — Tu poeta przypomina przestrogę odźwiernego, ażeby wchodząc w tę bramę, za siebie nie patrzeć.

[139]

wnętrzny — wewnętrzny.

[140]

Wnętrzna z białego marmuru jej ściana — Początek drogi przez rozpadlinę skały jest przykry i ciężki, ale kto pierwszą trudność przełamał, przełamie i następne, aż walka na koniec dla walczącego stanie się rozkoszą. Tę ideę wielkiego moralnego znaczenia, poeta często i z upodobaniem nie na jednym miejscu swojego poematu rozwija. W każdym kręgu czyśćcowym przy wejściu spotykamy się z przykładami cnót rozmaitych, które swoim przeciwieństwem odpowiadają błędom, z jakich dusze w nim się czyszczą; a przy wyjściu z każdego kręgu z przykładami samych występków i ich następstw, to jest kary. Pierwsze poeta zwać będzie biczami, które powinny napędzać dusze do ich naśladowania, ażebyśmy w tych cnotach ćwicząc się sami od przeciwnych im występków czyści być mogli; te ostatnie nazwie poeta wędzidłem, które nas powinno powściągać, ażebyśmy w przedstawione nam występki jako przykład samowolnie nie wpadli. W tym kręgu, w którym pokutują dumni, spotykamy na wstępie ryte w marmurze obrazy pokory.

[141]

Anioł, co zstąpił na ziemskie padoły z wieścią pokoju — Anioł Gabriel, który zwiastował Maryi, że ona porodzi Zbawiciela.

[142]

Ave — Zdrowaś! pozdrowienie anielskie.

[143]

śmierć tego uderza (…) Bóg nie powierza — Usa Lewita zapomniał przykazania, ażeby Lewici nie dotykali arki przymierza, i chciał ją podtrzymać w chwili, gdy wóz ciągnący arkę groził wywrotem: za co bezpośrednio padł na miejscu rażony nagłą śmiercią.

[144]

Wodząc rej tańca pokorny Psalmista (…) — Król Dawid, prowadząc arkę przymierza, w długiej wełnianej sukni idąc przed nią, tańcował, nie zważając na szyderstwo Micholi, córki Saula, szydzącej z niego, że bez względu na królewską powagę puszczał się w taniec wobec zebranego ludu; na co on odpowiedział: „Chciałbym być jeszcze niższym, a to w sposób, ażebym sam siebie poniżonego widział w oczach moich”. I zaiste, był mniejszy jak król, ponieważ tak pokorny wmieszał się między lud własny, i zarazem większy od króla, ponieważ jako sługa boży przez pokorę znalazł łaskę u Boga.

[145]

Z piekła wymodlił duszę (…) Trajana — Legenda, jakiej nie zapisała historia, powiada, że Trajan jadący na wyprawę wojenną, wśród ulicy Rzymu zatrzymanym był przez pewną wdowę z prośbą, ażeby się zemścił śmierci zamordowanego jej syna. Trajan proszącej wdowie tak odpowiedział: że wstrzyma swój pochód wojenny, o ile potrzeba będzie czasu do ukarania mordercy, ażeby jej łzom i sprawiedliwości zadosyć się stało. Święty Tomasz z Akwinu powiada, że Papież Grzegorz Wielki czytając życie Trajana, tak się wzruszył tym rysem łagodności i sprawiedliwości cesarza, że poszedłszy do kościoła i przed ołtarzem uklęknąwszy, gorącą modlitwą wyzwolenie cesarza jako poganina z potępienia u Boga wymodlił. Legenda jeszcze dodaje, że Grzegorz Wielki rzeczywiście Trajana z piekła wymodlił, z tym jednak zastrzeżeniem z nieba, ażeby się odtąd za żadnego niewiernego poganina nie modlił.

[146]

niespory — mały, wolny.

[147]

wątpię, czy to rzeczywiste duchy — W tym pierwszym, a zatem najobszerniejszym kręgu, dumni i pyszni czyszczą się ze swojej winy i wielkimi ciężarami przytłoczeni prawie do ziemi w krąg górę obchodzą. Jak za życia, nie czując ciężaru swojej wielkiej pychy, z zadartą i wysoko podniesioną głową chodzili, teraz przeciwnie, czując ten ciężar pychy, przygięci do ziemi z pokorą idą i uznają w duchu, jak marną jest ludzka pycha i rozkosz z niej wynikła.

[148]

zamiast gzymsów (…) figury — Zwane w języku architektonicznym kariatydami

[149]

Dziś nam, błagamy, daj powszechną mannę — Przez powszednią mannę rozumie tu poeta nie chleb powszedni, o który modlimy się na ziemi, ale ożywienie, pokrzepienie ducha łaską bożą, bez czego żaden postęp duchowo-moralny nie jest możebny.

[150]

Prawo i łaska ulżą wam zaiste — Prawo surowość swoją łagodzi łaską, gdy łaska boża za przyczyną strzelistej modlitwy wiernych skraca czas pokuty dusz w czyśćcu będących. Jeszcze tu myśl jedną nasuwa uwagę: że Wergiliusz, który w piekle był wszystkowiedzącym, tu, w czyśćcu, często cieniów zapytuje, gdzie iść i kędy? Bo rozum, którego on jest symbolem, może tylko poznać istotę rzeczywistą grzechu, może i powinien nas prowadzić na drogę oczyszczenia; lecz jako przewodnik po tej drodze, sam jest chwiejącym się i niepewnym siebie, a tylko Wiara objawiona najpewniejszą jest przewodniczką naszą do zupełnego zbawienia. Przeto tych, których wiara, dlatego że są w czyśćcu, jest nieomylną, pyta o drogę.

[151]

Omberto — hrabia z Santafiore, syn Aldobrandeska; dla swojej bezmiernej pychy w takiej był nienawiści u ludu sieneńskiego, że w okolicy Maremmy zwanej Kampognatiko został zamordowany.

[152]

Oderisi z Gubio — sławny miniaturzysta, mieszkał za czasów Danta w Bolonii, a tak był dumny ze swego pędzla, że wszystkimi spółczesnymi malarzami pogardzał.

[153]

Franczesko Bolończyk — późniejszy malarz miniatur.

[154]

Cimabue (…) Giotto — Dwaj współcześni sławni malarze za czasów Danta.

[155]

Gwido wydarł drugiemu Gwidowi palmę nadania prawa językowi — Gwido Kawalkante prześcignął Gwidona Gwinicella jako poeta i jako gramatyk zasługą skreślenia prawideł mowy ludowej. Tym trzecim, który dwóch pierwszych ma spędzić z gniazda ich sławy, któż właściwiej być może jak sam Dante, rzeczywisty geniusz i twórca mowy poetycznej we Włoszech.

[156]

księżycowej (…) najleniwszej gwiazdy — Najleniwszy planeta według systemu Ptolemeusa jest księżyc, który najmniejszą przestrzeń obiega w tymże samym czasie, w jakim gwiazdy stałe daleko większą przestrzeń przebiegają

[157]

Wśród Włoch miał głośne imię bohatera (…) w Sijenie — Wzmianka ta jest o Salwanim, jednym z wodzów Sieny w bitwie nad rzeką Arbią pod Monteaperto, w której Gwelfów florenckich na głowę pobito.

[158]

Sijeną — Sieną; tu: forma wydłużona (zgodna z daw. wymową) dla zachowania rytmu jedenastozgłoskowca.

[159]

Sam z dobrej woli na rynku przyklękał, żebrząc jałmużny (…) — Jeden z przyjaciół Salwaniego uwięziony był przez Karola, księcia francuskiego. Salwani, nie mogąc sam złożyć żądanego zań okupu, nie wstydził się na rynku sieneńskim żebrać i wyciągać rękę po jałmużnę, ażeby z takim upokorzeniem zebraną jałmużną swojego przyjaciela z więzienia wykupić. Tym czynem tak szlachetnym obudził dla siebie wielkie współczucie w Sienie. Cień ten przepowiada w końcu Dantemu, że wkrótce na wygnaniu sam doświadczy, jak to wiele kosztuje wyciągać rękę po grosz wyżebrany!

[160]

Krok w krok stąpałem z tym przygiętym duchem — Czytelnik niech sobie przedstawi ducha zginającego kark dumny pod ogromnym ciężarem i krok w krok z nim idącego poetę, który dobrowolnie ku ziemi się nachylił, ażeby nie stracić żadnego słowa wychodzącego z ust tego, który mówi, i o ile można bez przerwy w oczy mu zaglądać, a przyzna, jak tu Dante ten ruchomy obraz tak niewielu słowami po mistrzowsku odmalował.

[161]

myśli miałem przygięte w tej chwili — Dowiemy się niżej, że poetę jego sumienie ostrzega, ażeby tego kręgu i ciężarów, jakie w nim dźwigają najwięcej się lękał.

[162]

jak lekcyśmy byli — Poeta szedł lekko, bo czuł, że się pozbył głównego swego grzechu, to jest dumny.

[163]

Spuść na dół twe oczy, a lżej ci będzie wędrować tą drogą — Wizerunki pychy leżą na wspak wywrócone na skale, rozum więc radzi, ażeby im lepiej się przypatrzyć, spuścić w dół oczy, czyli stać się pokornym.

[164]

piękniej stworzony od wszystkich stworzeń, które z nim (…) spadały z nieba — Lucyfer i zbuntowane anioły, których Bóg dla ich pychy strącił z nieba.

[165]

Briareusz — olbrzym sturamienny, walczący w wojnie miedzy Tytanami a bogami.

[166]

Nemrod — przez dumę budował wieżę Babel z myślą wzniesienia jej aż do nieba.

[167]

Niobe — córka Tantala, żona Amfiona, matka siedmiorga dzieci, naigrawała się z Latony jako matka dumna licznym potomstwem, że ta tylko dwoje, syna i córkę, urodziła. Latona przez zemstę pozabijała jej dzieci: a Niobe z boleści macierzyńskiej ciągle łzy lejąc, na koniec skamieniała.

[168]

Saul — zwyciężony przez Filistynów na górze Gilboe, z rozpaczy przebił się mieczem. Dawid opłakujący śmierć syna, przeklął to miejsce, mówiąc: „Góry Gilboe, niech odtąd ani rosa, ani deszcz was nie odwilżą”.

[169]

Arachne — gdy przez dumę walczyła w sztuce przędzenia z Palladą, bogini zagniewana tkaninę jej rozdarła i Arachne, która z rozpaczy życie sobie odebrała, przemieniła w pająka.

[170]

Raboam — syn Salomona; gdy lud jego błagał, ażeby mu ulżył publicznych ciężarów, odpowiedział: „mój ojciec chłostał was biczem, ja was chłostać będę skorpionami”. Wnet cały Izrael wypowiedział mu posłuszeństwo i namiestnika jego ukamienował, czym król przestraszony na wozie uciekł do Jeruzalem.

[171]

Amfiarausz — wieszczek tebański, Alkmeon: syn jego.

[172]

Sanherib — dumny król asyryjski, zmuszony odstąpić od oblężenia Jeruzalem; w odwrocie jego Bóg przez swego anioła całe jego wojsko wytracił. Sam zaś w Niniwie, będąc na modlitwie w Świątyni, przez własnych synów haniebnie był zamordowanym.

[173]

odbieżeć kogoś — opuścić (odchodząc).

[174]

Cyrus — król perski, w wojnie z Massagetami, ludem scytyjskim, zabity. Tamiris, królowa Massagetów, gdy ciało Cyrusa na placu bitwy znaleziono, kazała głowę mu odciąć i mówiąc słowa wymienione w wierszu Dantowskim, głowę królewską wrzuciła do kadzi krwią nalanej.

[175]

snadź (daw.) — zapewne widocznie, prawdopodobnie.

[176]

szósta dnia sługa — To jest szósta godzina, licząc od wschodu słońca. Musiało być wtenczas samo południe, bo poeta swoją pielgrzymkę pozaświatową rozpoczął w sam Wielki Tydzień przed Wielkanocą.

[177]

Gdzie święty kościół i krzyż (…) nad florenckimi panują murami — Na wierzchołku góry ponad Florencją wznosi się kościół św. Miniata. Do kościoła prowadzą w boku góry wycięte schody, które poeta porównywa z przejściem przez skały czyśćcowe.

[178]

Błogosławieni są ubodzy w duchu — Tekst z Ewangelii św. Mateusza, gdzie Chrystus Pan mówi: „Błogosławieni ubodzy w duchu (to jest pokorni), albowiem ich jest królestwo niebieskie”.

[179]

skrzydło anioła wszystkie P w końcu zetrze z twego czoła — pierwsze P (peccatum), grzech pychy oznaczające już znikło z czoła poety, odkąd anioł dotknął mu czoło skrzydłem swoim. Inne litery pozostałe mniej wyraźny ślad zostawiły, albowiem gdy od pychy wyzwoleni jesteśmy, ze wszystkich innych grzechów łatwiej jest nam się oczyścić.

[180]

Zaraz do czoła sięgnąłem palcami — Pozbycie się jakiej bądź złej skłonności nie objawia się jako wypadek wyraźny i określony, ale raczej jest skutkiem długiej rozwagi, wewnętrznej walki; aż na koniec tajemniczym tryumfem dobrej woli, niewyraźnie jak noc do porannego zmroku, a zmrok do dziennego światła, na jaw wychodzi. Dlatego poeta nie uważa, że pierwsze P za powiewem anielskiego skrzydła zniknęło.

[181]

koło — krąg czyśćca.

[182]

Tylko łuk jego prędzej się zagina — Ponieważ góra czyśćcowa zwęża się pod swój wierzchołek w kształcie piramidalnym, przeto każdy jej krąg wyższy opisuje łuk coraz to mniejszy.

[183]

Jeśli będziem czekać kogo (…) czas nazbyt długą zmitrężymy zwłoką — Nie powinniśmy koniecznie oczekiwać na zewnętrzny powód, ażeby moralnie postępować coraz dalej; z wnętrza nas samych ten pociąg powinien wychodzić, który przez światło z nieba tylko się w nas rozwija.

[184]

O słodkie światło — Patrz przypisek o świetle w pieśni VII. Światło występuje tu zamiast anioła, który, jak niżej widzieć będziemy, prowadzić będzie poetę na wyższe kręgi tej góry.

[185]

wzywając uprzejmie, by społem ucztować z nimi z miłości za stołem — W tym kręgu czyszczą się dusze z grzechu zawiści. Dlatego przeciwnych cnót temu grzechowi poeta przykłady przytacza.

[186]

Vinum non habent (łac.) — Wina nie mają: słowa Maryi do Zbawiciela, gdy zapraszała go na gody kananejskie, chcąc przed nim uniewinnić gościnny kłopot gospodarza (Ewangelia świętego Jana).

[187]

Jam Orest — Wspomnienie pełnej poświęcenia się przyjaźni Oresta dla Piladesa.

[188]

Miłujcie bliźnich, co wam źle robili — Słowa Chrystusa Pana według Ewangelii św. Mateusza.

[189]

biczuje (…) grzech zawiści — O biczu smagającym zawiść i wędzidle, patrz przypisek w pieśni X.

[190]

Niebo odmawia światła ich wzrokowi — Zawiść za życia ślepą jest na własne szczęście i często zezem na szczęście cudze spogląda.

[191]

sposzyty — zszyty.

[192]

drutem sposzyta powieka, jako dzikiemu robią sokołowi — Myśliwi chcąc ułagodzić dzikość sokoła i prędzej przyuczyć go do łowów, na czas jakiś zawiązują mu oczy.

[193]

łowca — dziś popr. forma D.lp: łowcy.

[194]

zasię — dziś: zaś.

[195]

Niech Łaska (…) rozproszy męty waszego sumienia (…) — Męty sumienia, z powodu których widzi grzech niejasno.

[196]

z nas każda jest obywatelką bożego miasta — Odpowiadają, że na ziemi nie ma żadnej ojczyzny, że ludzie na niej żyją tylko czasowo jako pielgrzymi. Obywatelami jesteśmy tylko bożego miasta, to jest nieba.

[197]

Byłam niemądrą, choć Sapią mię zwano — W oryginale jest gra słów z imienia i ze znaczenia wyrazu: Sapia to jest: mądra. Ta Sapia urodzona w Sienie, zaplątana wypadkami wojny domowej mieszkała na wygnaniu w Kolii. Gdy tam florentczycy sieneńczyków pobili, nie mogła ukryć wielkiej radości z porażki ziomków swoich, których nienawidziła.

[198]

Prosiłam o to, co Bóg chciał, u Boga — To się stało, o co ona prosiła: nie dlatego, że się o to modliła, ale że w tym była taka boża wola.

[199]

Petinagno — pobożny pustelnik, którego modlitwom winna była Sapia, że nie stała dłużej pod bramą czyśćcową dla spóźnionej za życia pokuty.

[200]

Oczy me (…) tu poszyją druty — Tu poeta wyznaje, że nie jest zupełnie wolnym od grzechu zawiści, a jednak czuje, że najwięcej ciąży na jego duszy grzech pychy.

[201]

na ziemie toskańskie (…) wśród próżnego ludu — Poeta ludowi Sieny przyznaje więcej próżności od wszystkich ludów włoskich: a to mniemanie wspiera następnym przykładem. Gdy Sieneńczycy zamek i port Talemone przy Maremmie leżący zdobyli, roili sobie, że za pośrednictwem tego portu rozwiną wielką potęgę morską z poniżeniem flagi genueńskiej i pizańskiej. Ci zaś, co spodziewali się być admirałami tej floty, całe swoje mienie stracili popierając zamiar próżności osobistej i narodowej, że Siena stanie się pierwszą potęgą morską. Lecz te próżne nadzieje, jak zamki na lodzie, budowane były na jakiejś, według gminnego podania mającej być rzece pod murami miasta, nazywanej Diana, którą nadaremnie z wielkim kosztem w ziemi odkopywali.

[202]

z podniesioną twarzą rzekł — Zwykły obyczaj ślepych w chwili, kiedy mają do kogoś mówić.

[203]

Toskaniji — Toskanii; tu: forma wydłużona (zgodna z daw. wymową) dla zachowania rytmu jedenastozgłoskowca.

[204]

Niewielka rzeka (…) się sączy z góry Falterona — Rzeka Arno wypływa z góry Falterona, jednej z tworzących pasmo gór apenińskich; o sto mil od swojego źródła wpada do morza.

[205]

imię moje jeszcze dość nie słynie — Dante już w roku 1300 słynął jako poeta i pisarz wielu pism prozą pisanych. Że się tu ze swojej sławy nie chlubi, zapewne musiał być pod przykrym wrażeniem widoku ciężarów, pod którymi widział ugięte duchy, co zgrzeszyły przez dumę.

[206]

Pelorum — przedgórze sycylijskie, według zdania geologów, wnoszących z pokładów ziemi, przez zatop morski od lądu Włoch oddzielone.

[207]

karmia — dziś popr.: karma; jedzenie.

[208]

Pośród tych wieprzów (…) — Poeta wyrzeka tu na zepsucie swojego czasu i kraju: ile razy w tej treści podnosi głos strofujący, zawsze jest niewyczerpany i nieubłagany. Przez pogardę wieprzami nazywa mieszkańców Kassentino; kundlami warczącymi mieszkańców z Arezzo; wilkami florentczyków; a lisami pizańczyków dla wrodzonej ich chytrości i zdrady. Czarownica Cyrce przemieniła towarzyszów Ulissesa w wieprze.

[209]

Widzę synowca twego, bohatera, który (…) staje się myśliwcem — Gwido del Duka, cień tu mówiący, rodem z Bretinaro, rozmawia z Rinierem de Kalboli, rodem z Forli, którego synowiec Fulcieri w roku 1300 był podestą florenckim. Przeciągnięty do stronnictwa Gwelfów czarnych wielu ze stronnictwa Gwelfów białych uwięził i na śmierć skazał.

[210]

Wychodzi krwawy ze smutnego lasu — Przez ten las poeta rozumie Florencję.

[211]

pomiędzy morzem a Apeninami — Oznaczenie granic Romanii.

[212]

Arigo (…) Piotr Trawersaro — O tych dwóch komentatorowie wspominają tylko tyle, że byli waleczni i odważni w boju;

[213]

kowal w Bolonii, a Fosko w Faency — Pierwszy był Lambertucio, który z kowala stał się wielkim panem; drugi także pochodzący z gminu, człowiek cnotliwy i własną zasługą uszlachcony.

[214]

sławne rody Gwidona z Prato, Ugolina d'Azzo — Tu wspomina świetne rody, od których ich potomkowie odrodzili się.

[215]

Brettinaro — teraz przezwany Bertinoro, zamek w Komanii.

[216]

Bagnokawallo i Kastokaro — miasta romańskie.

[217]

te słodkie duchy (…) ich milczenie — Duchy w tym miejscu oczyszczenia, gdzie tylko miłością i ciągłym dążeniem do wiekuistego dobra płoną, wskazywać będą poetom prawdziwą drogę i ostrzegać, ażeby z niej nie zboczyli. Dlatego ich milczenie jest nieomylną wskazówką dla wędrujących po kręgu czyśćcowym.

[218]

Kto bądź mię spotka, powinien mię zabić (…) — Tu następują przykłady działania zawiści jako wędzidło, ażeby nim ten występek zawściągać. Każdy, kto mię spotka, powinien mię zabić: słowa wyrzeczone przez Kaina po zabiciu z zawiści brata swego Abla (Mojżesz, księga 1 rozdz. 4).

[219]

jął się słabić — zaczął słabnąć.

[220]

Aglaura — córka Cekropsa, zazdroszcząc szczęścia swojej siostry Hersy, że ją Merkury pokochał, za karę zawiści zamieniona była w kamień. Owidiusz w Przemianach [Metamorfozach] swoich w księdze 2, tak o niej mówi: Sed genuum junctura riget, frigusque per ungues/ Labitur…/ Sic letalis hiems paulatim in pectora venit.

[221]

W tył, a nie naprzód posunąłem kroku — Troska nigdy nas o krok jeden rzeczywiście nie posunie naprzód, tylko oświecona rozwaga. Bez niej każdy niepokój wstecz nas cofa. Dlatego to w następnych, tę pieśń kończących wierszach Wirgiliusz (czyli jego symbol rozumu) ze stanowiska powagi swojej daje naukę moralną.

[222]

zawściągać — dziś popr.: powściągać.

[223]

Ile od świtu (…) zawsze igrająca — Przez sferę, którą porównywa do dziecka ciągle igrającego, poeta według owoczesnych pojęć astronomicznych wyobraża całą budowę nieba ze wszystkimi ciałami niebieskimi. Poetyczne wyrażenie początkowych sześciu wierszy tej pieśni w treściwej prozie dałoby się tak wyrazić: do zachodu słońca jeszcze zostawało dnia trzy godziny.

[224]

Tu była północ, tam gwiazda wieczoru — „Tu była północ”, to jest we Włoszech, gdzie poeta pisał; „tam gwiazda wieczorna”, to jest w czyśćcu, przez który przechodził.

[225]

Światłość daleko większa jak słoneczna — Światłość anioła mocniejsza była od światła słonecznego, gdy to prosto w samą twarz padało, a w oryginale: per mezzo il naso. Pierwsza światłość padała z góry na czoło poety, jako ze sfery najwyższej. Znaczenie samo z siebie dość jasne.

[226]

rażon — skrócona forma przymiotnika: rażony.

[227]

Od dwóch poprzednich tu mniej strome schody — Już po zrobieniu pierwszego kroku w miejscu oczyszczenia z grzechów, droga zdaje się być coraz mniej dla nas przykra i mniej stroma.

[228]

Misericordes beati — Słowa Chrystusa Pana według Ewangelii Św. Mateusza: „Błogosławieni miłosierni, albowiem oni dostąpią miłosierdzia”.

[229]

Bądź tu, duszo zwycięzcy, wesoła — Słowa ewangeliczne stosujące się do tych, którzy grzechu zawiści przez oczyszczenie się pozbyli.

[230]

spory — duży; szybki.

[231]

kalić — dziś popr.: kalać.

[232]

Tam wyżej wkrótce twoja Beatryce ukoi żądzę tę i wszystkie inne — Tu potrzeba przypomnieć, że Wirgiliusz symbolicznie rozum, a Beatrycze mądrość bożą przedstawia, do której dojść możemy tylko przez wiarę: sam rozum nie ma takiej siły światła, ażeby nim mógł wszystkie tajemnice pozaświatowe objaśnić.

[233]

Pięć plam ci zetrzeć — Plamy, czyli kresy wycięte w figurę litery P, która oznacza grzech (peccatum).

[234]

Tam śniły mi się sny zachwycające — Tu następują w obrazach przykłady cnót łagodności, przeciwne występkowi gniewu. Że te obrazy przedstawiają się we śnie poety, myśl ta oznacza stan ciemny, jakby marzący, w jaki nas gniew wtrąca.

[235]

Mój synu (…) płacząc my ciebie szukamy dzień trzeci — Matka Boska spotkała małego Jezusa w kościele jerozolimskim, szukając go we łzach przez trzy dni, według Ewangelii św. Łukasza.

[236]

rzęsów — dziś popr. forma: rzęs.

[237]

miasto — [tu:] Ateny, którymi zarządzał Pizystrat z wielką łagodnością. Młody Grek, jak mówi Valerius Maximus, córkę władcy ateńskiego publicznie pocałował. Żona Pizystrata skarżyła przed mężem na tę zniewagę ich krwi i stanowi wyrządzoną; co na to odpowiedział Pizystrat, wiemy ze słów tekstu.

[238]

«Ukamienować młodzieńca!» wołali — Ukamienowanie św. Szczepana.

[239]

dusza zeszła z tych widzeń, co zewnątrz jej były — Wprawdzie co poeta widział, było to marzeniem, ale nie czczym domysłem. Wewnątrz duszy poety w całej prawdzie przedstawił się w tej chwili obraz łagodności. A tylko wewnętrzny w nas pogląd przygotowywa naszą wolę do dobrego czynu. Człowiek wtenczas postępuje naprzód, kiedy uwagę ducha na zewnątrz obróci. Dlatego rozum zachęca poetę, ażeby postępował dalej, bo widział dobrze, co się w nim działo.

[240]

Jam ciebie zgoła nie pytał (…) legł w grobie — To jest, pytał nie jak człowiek widzący tylko zmysłem widzenia, który się przez śmierć rozwiązuje.

[241]

Nie było miejsca stanąć gdzie w uboczy — Poeta nie miał gdzie skryć się przed dymem, bo jak przypominamy sobie opis góry czyśćcowej, dość wąski wypust okalający górę, z jednego brzegu otoczony próżną przestrzenią i przepaścią, a drugim brzegiem przytykający do stromej i gładkiej ściany góry, nie nastręczał żadnego schronienia od dymu.

[242]

Ciemność piekielnej nocy (…) w swej omroczy — W dymie najgęstszym i najczarniejszym czyszczą się cienie ze zmazy zapędnego gniewu. Dym jest skazówką ognia, który nie grzejąc i nie świecąc, zamracza oczy i duszę; tenże sam dym oddziela i wyrzuca z siebie ogień, aby ogrzewał i oświecał. Z tego się wyjaśnia, dlaczego winni gniewu niepowściągliwego zarazem w dymie i grzech swój uznają, i z niego się czyszczą.

[243]

podróż w dzisiejszych czasach niesłychana — Ponieważ tylko z czasów starożytnych mamy opowiedzianych kilka przykładów mężów, którzy za życia zstąpili do królestwa umarłych. Zarazem tu jest wyraźne i pełne ironii zastosowanie do czasów spółczesnych poecie.

[244]

Mnie, Marka, matka ma w Lombardii zległa — Marko Lombardo, szlachcic wenecki, przyjaciel Dantego, człowiek pełen osobistych przymiotów i zalet, ale zbyt skory do porywczego gniewu.

[245]

wątpieniem myśl się moja gmatwa — Poeta sam jest przekonanym, że świat w zło opływa. To, co w pieśni XIV Gwido del Duka powiadał, i to, co mu teraz Marko mówi, w tym przekonaniu jeszcze więcej go utwierdza. Ale tym żarliwiej pragnie wiedzieć, czy to zepsucie świata skutkiem jest zepsutej woli naszej, czy koniecznym następstwem naprzód obmyślanego przejrzenia z nieba.

[246]

obecność — tu: teraźniejszość.

[247]

Społecznych grodów (…) wieże — Wieże, symbol obowiązków społecznych.

[248]

Pasterz idący na czele (…) kopyto — Tym pasterzem jest najwyższy pasterz duchowny, to jest papież. Tu Dante miał na myśli Bonifacego VIII, którego często razi ostrzem satyrycznym. Poeta cytuje tu prawo Mojżesza, w księdze 3, rozdz. 11, gdzie mówi: „Wszelkie bydlę, które ma rozdzielone kopyto, a przeżuwa, jeść będziecie”. Teologowie rozmaite symbole z tych słów wywodzili: przez przeżuwanie rozumieli mądrość, przez rozdwojone kopyto dobre obyczaje. Zdaje się, że poeta jako tu gromiący chciwość duchownych pasterzy, przez nierozdzielone kopyto chciał wyrazić, że pasterze radzi nauczają z ambony, ażeby drudzy skarby swe rozrzucali, a sami często przeciw zasadom ewangelicznym zaciśnioną pięść mają na datki dobroczynne. Cały zaś wykład tego miejsca zamyka się w tym krótkim sensie moralnym: jaki pasterz taka trzoda.

[249]

poglądać — dziś popr.: spoglądać; patrzeć.

[250]

Rzym (…) miał dwa słońca — Dwa słońca: cesarz i papież.

[251]

Z laską pasterską miecz spoił się siłą — Miecz: symbol władzy świeckiej, laska pasterska: symbol władzy duchownej. Dante godząc spory i zatargi od lat dwustu z górą trwające w wiekach średnich na szkodę świata chrześcijańskiego między teologami kościoła a mężami stanu średniowiecznego państwa, myśl pojednawczą w traktacie swoim De Monarchia krótko i jasno rozwija: Scilicet summo pontifice, qui secundum revelata humanum genus produceret ad vitam aeternam; et imperatore, qui secundum philosophica documenta genus humanum ad temporalem felicitatem dirigeret.

[252]

kłótnie z Fryderykiem — Fryderyk I, cesarz rzymsko-niemiecki.

[253]

dla sromu (daw.) — z powodu wstydu, hańby.

[254]

Konrad Palazzo z Gerardem, Gwido — O tych trzech mężach komentatorowie Boskiej komedii nadmieniają tyle tylko, że byli to ludzie zacni i szlachetni. Jeden z tych, Gerard da Camino, protektorem był poetów prowansalskich.

[255]

dźwignienie — dziś popr.: dźwignięcie, podźwignięcie.

[256]

od spadku usunął Mojżesz Lewitowe dzieci — Pokolenie Lewi nie otrzymało żadnej części przy rozdziale ziemi Kanaan, którą inne pokolenia Izraelskie podzieliły się między sobą. Bo Mojżesz je wybrał i przeznaczył, aby sprawowało urząd kapłaństwa. Z tej zasady Mojżeszowej wychodząc, Dante utrzymuje, że duchowni nie powinni brać żadnego udziału w posiadłościach ziemskich.

[257]

cnót pełną jego córkę Gaję — Gaja, córka Gerarda, o którym wyżej z pochwałą mówi poeta, była poetką i słynęła z nauki, cnót i piękności.

[258]

tej poziomsze skały — bardziej poziome w stosunku do tej skały.

[259]

Imaginacjo (…) skrzydło twe z sobą człowieka porywa — Poeta apostrofując imaginację wprowadza widzenie, jakie w następnych wierszach opowiada, i zarazem objaśnia cudowne zjawisko, jak fantastyczna imaginacja, niepobudzona żadnym zmysłowym wrażeniem, nas samych porywa w świat niewidzialny za pośrednictwem niebieskiego światła, jakie bezpośrednio z własnej woli albo z woli Bożej nam jakiś przedmiot szczególnie oświeca.

[260]

synobójczyni (…), którą żal w piórka przyodział słowicze — Tu następują przykłady zgubnego działania gniewu. Prokne, według mitologii starożytnej, nakłoniła swojego męża Tereusza, gdy jechał do Aten, ażeby z nią wespół wziął w drogę siostrę jej, Filomelę. Gdy Tereusz w czasie tej podróży zgwałcił Filomelę, chcąc ukryć tę zbrodnię, odciął jej język, ażeby ten o jego występku nie rozgadał. Filomela za pośrednictwem chustki zawiadomiła siostrę, co się z nią stało. Prokne zapalona gniewem za krzywdę wyrządzoną jej siostrze zabiła syna swego, Itysa, i ciało jego uwarzone na półmisku mężowi podała. Gdy Tereusz dowiedziawszy się o tym, chciał ją zabić, Prokne ubłagała bogów, że ją zamienili w jaskółkę, a siostrę jej w słowika.

[261]

Lawinia — córka Amaty, która się powiesiła z gniewu i rozpaczy, mniemając, że Eneasz zabił Turnusa, narzeczonego jej córki, i sam jej córkę chciał porwać (Eneida, księga XII).

[262]

skorszy — szybszy; bardziej ochoczy.

[263]

szczeblować — iść po stopniach (szczeblach); wstępować po schodach.

[264]

Poczułem jakby od skrzydeł powiewu wiatr na mym czole — Wiatr, jaki poeta poczuł na swoim czole, pochodził od skrzydła anioła, który tym skrzydłem znowu jedno P zmiótł z jego czoła.

[265]

widnokręga — dziś popr. forma: widnokręgu.

[266]

nogi mdlały pode mną na pośrodku drogi — Tu poeta poczuł znużenie: bo światło, które jedno nas umacnia i daje wytrwanie w dążeniu naszym do wiekuistego dobra, już znikło.

[267]

bez miłości Stwórca i stworzenie nigdy nie byli (…) — Poeta w następnych wierszach przedstawia nam obraz moralnej budowy czyśćca, jak w pierwszej części swojej Boskiej komedii, w Piekle, w pieśni XI przedstawił obraz moralny piekła. Całą budowę moralną czyśćca rozwija na tle zasady następującej: miłość jest dwojaka, naturalna czyli instynktowa i duchowa, która ze współdziałania woli naszej wolnej wynika. Pierwsza jest mimowolna, ale za to pewniejsza swojego celu i przedmiotu. Druga albo wybiera przedmiot fałszywy, albo za przedmiotem rzeczywistym ugania się bez miary, zbyt leniwo, to zbyt żarliwie. Jeżeli miłość duchowa ukocha pierwszy przedmiot i najgłówniejszy, jakim jest niebieskie dobro, a goni zarazem za drugim dobrem, to jest za szczęściem ziemskim z miarą i rozwagą, wtedy prowadzi nas do cnoty; w przeciwnym razie prowadzi do występku, przez co gwałt czyni samemu Stwórcy, który nas do dobra i szczęścia przeznaczył. Źle kierowaną miłość, jaka nas do zawiści lub nienawiści prowadzi, człowiek może zwrócić przeciw samemu sobie albo przeciw Bogu: ponieważ taka miłość będzie zupełnie przeciwna pociągowi nam wrodzonemu, zaszczepionemu w dusze nasze przez samego Boga. Miłość złego szkodzi bliźnim naszym; ona prowadzi nas do pychy, do zawiści i do wściekłego gniewu. Miłość ta, z której czyszczą się duchy w trzech pierwszych kręgach, błądzi w wyborze przedmiotów. Dalej na wyższych kręgach czyścić się będą tacy, których miłość nie umiała zachować miary i rozwagi, a najpierw ci, co w miłości pierwszego dobra, to jest w miłości Boga nie dosyć żarliwi, a potem ci, co w dążeniu do ziemskiego dobra zanadto żarliwymi byli. Taki jest wykład zasady poety o miłości podwójnej, instynktowej i duchowej: dopełnienie dalszego rozwoju tej zasady zostawujemy własnej przenikliwości i sądowi czytelnika.

[268]

przyrodny — przyrodzony, wrodzony.

[269]

zwodny — dziś: zwodniczy.

[270]

mordować — tu: męczyć.

[271]

Serce stworzone z skłonnością kochania (…) — Wirgiliusz na prośbę Danta, ażeby mu jaśniej wyłożył treść, istotę miłości, która obudzona zewnętrznym wrażeniem, jest zarazem celem naszej zasługi i naszego potępienia, rozwija dalej zasadę miłości, której wykład rozpoczął w pieśni uprzedniej. Według wykładu samego tekstu, miłość jest to skłonienie duszy naszej do przedmiotu, jaki obudza w niej żądzę upodobania. Z tej żądzy wynika tęsknota do posiadania upodobanego przez miłość przedmiotu. Miłość ta, ponieważ jej zasada w duszy naszej w ogólności jest dobrą, sama przez się jest ni złą, ni dobrą. Tajemniczym sposobem rodzące się w nas pojęcie, a z niego kiełkująca skłonność nasza nie uniewinniają fałszywej miłości; ponieważ oprócz tych dwóch bodźców mamy daną sobie od Boga siłę, która nam radzi, a którą czujemy w sobie, i władzę iść za jej radą przeciw naszej skłonności. Rozum więc i wolna wola pierwszymi są bodźcami zasługi i potępienia wszelkich ludzkich czynności.

[272]

jako płomię, co w powietrze wzlata — Aż pod sferę księżycową, gdzie według fizyki owoczesnej, jeden ze czterech żywiołów, to jest ogień, ma swoją sferę własną.

[273]

uwięznął — dziś popr. forma: uwiązł.

[274]

ugadza — dziś popr. forma: godzi.

[275]

Beatrycze — [tu:] Teologia, nauka wiary objaśniająca rzeczy będące poza granicą władzy rozumu.

[276]

przyrodny — przyrodzony, wrodzony.

[277]

Ten, przez którego gródek Pietoli więcej od miasta Mantuanów słynny — Wirgiliusz, który według domysłu wielu starożytników urodził się w okolicy, gdzie teraz stoi mała mieścina Pietola na ziemi mantuańskiej.

[278]

Biegli (…) ci, których gnała miłość dobrej woli — W tym kręgu ci się czyszczą, którzy za życia ziemskiego nie dosyć żarliwie za pierwszym dobrem gonili. Lenistwo ducha czyszczą przez szybkość, z jaką ten krąg oczyszczenia przebiegają.

[279]

Szybko na górę pobiegła Maryja — W niższych kręgach tej góry objawiają się obrazy cnót przeciwnych występkom, jakie w nich się czyszczą, przez obrazy, płaskorzeźby, sny i głosy. W tym kręgu są ci, którzy za życia ziemskiego przez lenistwo duchowe na przykłady tych cnót nie dawali żadnego baczenia: dlatego tu swoim przyśpieszonym biegiem oznaczają duchową żarliwość do prędszego oczyszczenia skaz grzechowych, z jakimi po śmierci tu przyszli. Maryja według Ewangelii św. Łukasza po zwiastowaniu wstała i śpiesznie poszła w góry.

[280]

Cezar pod grodem marsylskim nie leżał — Gdy Pompejusz z Włoch umknął, Cezar postanowił wojska Pompejusza obozujące w Hiszpanii zniszczyć wstępnym bojem. Zostawiwszy więc silną załogę przy oblężeniu Marsylii, sam z wybrańszymi legiami, nie tracąc chwili, a łamiąc cierpliwie zawady, jakie mu natura i nieprzyjaciel na każdym kroku w jego pochodzie stawiły, nie spuszczając z oka głównego celu, niespodzianie wpadł do Hiszpanii i pobił dwóch wodzów Pompejuszowych, Afraniusa i Petrejusa.

[281]

Byłem opatem w zenońskim klasztorze — Cień tu mówiący jest to Albert, uprzednio za panowania Fryderyka I, zwanego Rusobrodym, wyniesiony na urząd opata w jednym z klasztorów Werony. Albert della Scala niedługo przed swoją śmiercią z pogwałceniem ustawy zakonnej swojego syna nieślubnego, o którym poeta mówi, że był duchem i ciałem kaleką, przemocą narzucił za opata temuż klasztorowi.

[282]

Bodą lenistwo słowami (…) sycylijski piękny ląd postrzegli — Tu następują przykłady złych następstw lenistwa duchowego. Żydzi, którzy po przejściu Morza Czerwonego wymarli wszyscy aż do Jozuego i Kaleba, nim doszli do ziemi obiecanej, za karę lenistwa w wypełnieniu przykazań bożych. Przykład drugi. Trojanie, którzy zmęczeni trudami, jakie wycierpieli pod przewodnictwem Eneasza, opuściwszy swojego wodza, sami w Sycylii pozostali.

[283]

geomanta (…) gościniec nieb szary — Geomancja, tak zwana sztuka wróżenia z punktów na piasku lub na papierze. Tu, według słów poety, geomanta oznacza punkt na niebie, który jeśli się zetknie w godzinie zmroku po zachodzie słońca z gwiazdą stojącą najbliżej od Wodnika, staje się dla niego wróżbą wielkiego szczęścia, to jest, fortuna major.

[284]

zajękły — jąkający się.

[285]

zajękła kobieta — W następnych kręgach czyszczą się cienie tych, którzy w ziemskim swoim życiu za fałszywym dobrem zbyt żarliwie gonili. Niewiasta, jaka tu się przedstawia, symbolem jest, według jednych komentatorów, kłamstwa; według innych, fałszywego dobra. Kto na nią okiem czystym, wolnym od namiętności pogląda, ten ją widzi tak, jak ją tu poeta maluje. Ale kiedy namiętność pogląda na nią, obleka się ona we wdzięki, jakie nikną wtedy, kiedy ją prawda z jej fałszywych uroków obnaży i w rzeczywiście szpetnej nagości oczom patrzącego pokaże.

[286]

przy mnie święta niewiasta stanęła — Tu prawda w postaci świętej niewiasty przemawia do Wirgiliusza, to jest do rozumu, ażeby go objaśnić, jakie jest fałszywe szczęście: i obnażając w oczach jego larwę kłamstwa, pokazuje mu ją w rzeczywistej jej postaci.

[287]

cześcią — dziś popr. forma: czcią.

[288]

swoją osobą udaje ścięty łuk mostu w połowie — Obraz dziwnie plastyczny, przedstawiający człowieka, który głęboko zamyślony, głową i wyższą częścią ciała pochylony naprzód postępuje drogą.

[289]

Musnął mi czoło wstrząsając swe pióra — Tu znika znowu jedno P z czoła poety, w chwili, kiedy z grzechu lenistwa ku rzeczywistemu dobru oczyszcza się.

[290]

Ci, którzy płaczą (…) błogosławieni — Słowa z Ewangelii św. Mateusza, rozdz. 7, w. 4.

[291]

człowiek (…) od niej oderwać się może — Wtedy tylko wolnym być można od pokusy fałszywej szczęśliwości, jeśli się kto jej rzeczywistej postaci z uwagą przypatrzy.

[292]

na głos łowca — dziś popr. forma D.: na głos łowcy.

[293]

Leżące duchy twarzami do ziemi — W chwili, kiedy poeci zamierzają wstąpić na krąg wyższy, gdzie się czyszczą chciwcy i łakomcy, Wergiliusz jako symbol rozumu w krótkich słowach zagrzewa poetę, ażeby spojrzał na niebo, które swoim ogromem upokarzając ziemię i wszystko, co jest na niej, tym samym zdolne jest w duszy łakomcy bezmierną jego pożądliwość dóbr doczesnych zawstydzić i zawściągnąć [dziś popr.: powściągnąć; red. WL]. Chciwcy leżą tu twarzą obróceni do ziemi, w której skarbach całe swoje pożądanie zawarli. W tęsknocie swojej, ażeby swobodnie spojrzeć choć raz ku niebu, czyszczą się z grzechu chciwości. Trafnie i stosownie oznaczony stosunek kary do rodzaju grzechu.

[294]

dusza moja przylgnęła do prochu — Psalm 112 w oryginale po łacinie: Adhaesit pavimento anima mea.

[295]

Gdy przychodzicie nie leżeć tu z nami — Cień tu mówiący mniema, że drugi cień z nim rozmawia, i dlatego wskazuje mu inną drogę na przypadek, jeśliby był wolnym od grzechu chciwości i w tym kręgu z tej skazy czyścić się potrzebował.

[296]

Byłem ja niegdyś następcą Piotrowym (…) rodzinie — Papież Adrian V, z domu Fiesków, hrabiów z Lavagna, od rzeki tegoż nazwania, jaka płynie przez ziemie genueńskie miedzy Siestri a Kiavari.

[297]

Neque nubent — Słowa z Ewangelii św. Mateusza, gdzie mówi, że przy zmartwychwstaniu ani mężów, ani żon nie będzie, ale wszyscy będą jako aniołowie boży w niebie. Przez co ewangelista oznacza, że wszyscy w niebie równi będą sobie w życiu wiecznym.

[298]

Aglaja — krewna Adriana V, żona markiza Malaspiny, protektora poety.

[299]

Naprzeciw lepszej woli (…) Wpół suchą gąbkę wydobyłem z wody — W oryginale: Trassi dell'aqua non sazzia la spugna przez to plastyczne porównanie poeta wyraża myśl następną [dziś: następującą; red. WL]: celem pokutującego tu ducha Adriana V jest oczyszczenie się ze zmazy grzechu chciwości; cel ten był ważniejszym od celu poety. Dlatego jedna wola musiała, jako zwalczona, lepszej drugiej woli ustąpić.

[300]

szliśmy (…) miejscem w skale wolnym — Miejsce wolne do przejścia, to jest, niezajęte przez duchy w tym kręgu pokutujące.

[301]

zło, które owładło świat cały — Złem, jakie cały świat owładło, jest chciwość, którą poeta już w pieśni pierwszej Piekła jako ziarno wszystkich innych występków uważa.

[302]

przeklęta wilczyca — często poeta pod tym nazwaniem przedstawia nam grzech chciwości czyli łakomstwa (Patrz pieśń I Piekła, w 101).

[303]

głos jęknął przed nami (…) — Tu następują przykłady sławnego i z pokorą chrześcijańską znoszonego ubóstwa, jakie jeden z duchów pokutujących tu wychwala.

[304]

Fabrycjusz nad złoto przeniósł ubóstwo ożenione z cnotą — Fabrycjusz, Rzymianin głośny z surowości zasad moralnych. Jako poseł Rzymu do króla Epiru nie uląkł się groźby i wzgardził drogimi królewskimi darami.

[305]

Biskupa z Miry (…) nienaganny — Mikołaj święty, będąc biskupem Miry, trzy młode dziewczęta, które ich ojciec, zmuszony ubóstwem, chciał puścić na targ niewstydu, pieniądzmi uposażył, przez co wyrwał je z przepaści zepsucia i niewoli osobistej.

[306]

Nie dla pomocy, darmo jej życzycie — Duch tu pokutujący członków swojej rodziny widzi tak zepsutych, że na ich przyczynne modlitwy w skróceniu czasu swojej pokuty nic nie liczy.

[307]

wystały — dojrzały.

[308]

Kapet Hugo — Tu poeta wprowadza Hugona, wielkiego księcia Francji, Orleanu i Burgundii, założyciela panującej familii Kapetów, ażeby całą żółć swojego gniewu przeciw Kapetom poruszyć, z których krwi pochodził jego główny nieprzyjaciel.

[309]

prowancki — dziś popr. forma: prowansalski.

[310]

Karol wszedł do Włoch — Karol, książę francuski, brat św. Ludwika.

[311]

Konradyn — ostatni z rodziny Hohenstaufów.

[312]

Tomasz — Święty Tomasz z Akwinu.

[313]

drugi Karol — Karol Walezy, brat Filipa pięknego, króla Francji.

[314]

Trzeci, co wyszedł jak więzień z okrętu (…) córkę przedaje bez wstrętu — Karol II, król sycylijski, w bitwie morskiej przez admirała floty aragońskiej wzięty w niewolę i wypuszczony na wolność. Wydał za mąż córkę swoją Beatrycze za zgrzybiałego starca, markgrafa Azzona VI, od którego, jak mówią, wziął uprzednio w zarękę umowy niemałe pieniądze.

[315]

Widzę (…) Więźnia Chrystusa w jego namiestniku — Bonifacy VIII, papież, uwięziony w Anagni przez Nogareta i Stefana Kolonów, naczelnych wodzów wojsk Filipa Pięknego, którego poeta nazywa nowym Piłatem.

[316]

Jej bojowników obnaża z kapicy — Napomknienie ironiczne o zniesieniu zakonu templariuszów we Francji przez tegoż króla.

[317]

modlimy się do Niej — Do oblubienicy świętego Ducha, to jest do Maryi.

[318]

Pigmaliona żarłoczność do złota — Pigmalion, który zabił swojego krewnego Sycheusza, ażeby jego skarby zagarnął.

[319]

Achana kradzież (…) jaki złota smak był w twej gardzieli — Achan i następnie Heliodor, Polimnestor i Krassus wspomnieni tu jako przykłady ukaranego łakomstwa.

[320]

Helijodora — Heliodora; tu: forma wydłużona (zgodna z daw. wymową) dla zachowania rytmu jedenastozgłoskowca.

[321]

Ananijasza — Ananiasza; tu: forma wydłużona (zgodna z daw. wymową) dla zachowania rytmu jedenastozgłoskowca.

[322]

nie ja jeden (…) rozpamiętujem o cnotach z zapałem — Tu jest odpowiedź na zapytanie poety na początku tej pieśni, dlaczego on jeden tylko rozpamiętuje cnoty ubóstwa?

[323]

Góra aż do dna zadrżała opoki — Przyczyna tego wypadku objaśniona będzie w pieśni następnej.

[324]

wstrząśniony — dziś popr. forma: wstrząśnięty.

[325]

Delos (…) został gniazdem położnym Latony — Latona, unikając zawiści Junony, schroniła się na wyspę Delos, gdzie Jowiszowi w jednym połogu urodziła dwoje bliźniąt, Dianę i Feba, to jest księżyc i słońce. Trzęsienie ziemi poprzedziło ten wypadek.

[326]

Gloria Deo in excelsis (…) ci pastuszkowie, którym nucili śpiew ten aniołowie — Pasterze, którzy pierwsi objawili narodzenie Chrystusa Pana i pierwsi słyszeli z nieba śpiew aniołów w tych słowach: «Chwała Bogu na wysokościach» (Św. Łukasz, rozdz. 2).

[327]

Pragnienie, co się (…) ugasza (…) tą wodą, o którą (…) Samarytanka błagała u Pana — Pragnienie wiedzy, nauczenia się czegoś nowego. Samarytanka prosiła Zbawiciela: „Panie, daj mi tej wody, abym nie pragnęła” (Ewangelia św. Jana, rozdz. 4, w. 15).

[328]

pióro co pisze Łukasza (…) jawił się Chrystus — św. Łukasz ewangelista w rozdz. 24 opowiada, jak się Chrystus pokazał dwom młodzieńcom idącym do Emaus.

[329]

Cień (…) patrząc na stopy leżących wzdłuż skały — Cień z pokutujących tu błędów zaledwo oczyszczony pogląda jeszcze na cienie leżące tu na skale: to jest, rozważa i błędy swoje, z jakich tylko co się wyzwolił, i skutki tychże błędów.

[330]

królestwo prawdy (…) co mnie na wieczne wygnanie skazało — Wergiliusz jako poganin wejść do nieba nie może, ponieważ rozum bez wiary objawionej i łaski oświecającej sam o swojej sile nie jest mocen podnieść się do nieba.

[331]

znaków (…) jakimi Anioł znaczył go na czole — Znaki liter P (peccatum, grzech) wycięte na czole poety mieczem anioła przy wejściu jego do czyśćca.

[332]

drogę (…) wskażę, ile znam i znać ją mogę — Rozum, czyli jego symbol, Wergiliusz, prowadzić będzie poetę do kresu, do jakiego iść mu dozwolono.

[333]

Ta góra od świata początku (…) od wszelkich zaburzeń natury — Za bramą czyśćcową opisaną w pieśni IX poczyna się wieczny porządek; przed nią zaś jeszcze ziemski porządek panuje. Tylko namiętność i grzech, buntując się przeciw prawom porządku, sprowadzają przygodne wypadki w świecie moralnym. Tam, gdzie ich nie ma, panuje niezmienne prawo, jak poza obłokami sklepi się niebo wiecznie błękitne.

[334]

wiatr w ziemi zamknięty — Według owoczesnej fizyki z wyziewów ziemi powstają wiatry.

[335]

Jej wniebowzięciu ten krzyk towarzyszy — Dusze według praw wiecznych oczyszczające się ze zmaz grzechowych i wolne od namiętności i pokusy tychże grzechów, muszą cieszyć się szczęściem drugich, chociażby i same w tym szczęściu nie brały udziału.

[336]

Dusza (…) swój pobyt zmienia — Grzech wstecz nas pociąga, dopóki się go zupełnie nie pozbędziem. Aż dotąd stara skłonność wstecz odciąga najlepszy zamiar. W chwili zupełnego wyzwolenia od grzechu czujemy się w sobie rzeczywiście wolnymi i wtedy objawia się w nas stała, już niechwiejąca się wola wstąpienia na wyższe stanowisko moralne. Dlatego to ta wola żądania lepszego pobytu jest nieomylną skazówką i dowodem zupełnego oczyszczenia ze zmazy grzechowej.

[337]

kim byłeś (…) — Publiusz Stacjusz, duch tu mówiący, był współczesnym z Tytusem, zdobywcą Jerozolimy, który umarł w 81 roku po Chrystusie. Stacjusz, jeszcze będąc młodzieńcem, przybył do Rzymu, swoim talentem poetycznym zwrócił na siebie uwagę dworu i łaskę Domicjana pozyskał. Głównym jego dziełem jest Tebaida, w której zdobycie Teb opiewał; z drugiego dzieła pod tytułem Achilleida pozostał tylko ułamek; śmierć poety przerwała tę pracę, albowiem umarł w 31 roku swojego życia. Dante mylnie nazywa go Tolozanem; zapewne za jego czasów jeszcze nie było wiadomym, że Stacjusz urodził się w Neapolu.

[338]

tytułem, który wobec świata i trwa najdłużej, i najwięcej błyszczy — Tytuł poety.

[339]

Stacyjusza — Stacjusza; tu: forma wydłużona (zgodna z daw. wymową) dla zachowania rytmu jedenastozgłoskowca.

[340]

to ognisko wieszcze, którego grzał się iskrami i żarem — Z tych słów wnosić można, jakiej powagi i czci bezwarunkowej używała Eneida Wirgiliusza w średnich wiekach.

[341]

Mistrz na mnie spojrzał (…) — W scenie zapełniającej koniec tej pieśni byłoby daremnym szperaniem szukać symbolicznego znaczenia. Ale za to czytelnik może podziwiać prawdę i piękność poetyczną, za pośrednictwem których Dante umiał ożywić swoją nieśmiertelną epopeję życiem dramatycznym.

[342]

Wirgilijusza — Wirgiliusza (właśc. Wergiliusza); tu: forma wydłużona (zgodna z daw. wymową) dla zachowania rytmu jedenastozgłoskowca.

[343]

Błogosławieni (…) łaknący — Słowa z Ewangelii św. Mateusza: „Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości”. Tu, w przejściu z kręgu pokutujących łakomców do kręgu pokutujących żarłoków, to przypomnienie słów Chrystusowych jest stosowne i w miejscu właściwym wspomniane.

[344]

mogłali — czy mogła (daw. forma czasownika z partykułą li).

[345]

Jam się łakomstwem brzydził za żywota — Jak w piekle łakomcy i rozrzutnicy w jednym kręgu są karani, podobnie i w czyśćcu jedni i drudzy pokutują społem w jednym kręgu. I rozrzutników dręczy jak chciwców pragnienie złota, z tą tylko różnicą, że pierwsi zwykle tego pragną, czego sami zatrzymać nie umieją.

[346]

Czegóż nie zbroi chciwość głodna złota — Tu Stacjusz oświadcza wdzięczność za ten wiersz Wirgiliusza: Quid non mortalia pectora cogis,/ Auri sacra fames! (Eneida, księga III).

[347]

toczyć głazy wpół schylony — Patrz Piekło, pieśń VII.

[348]

zanadto dłoń mą otwierałem — Przez dłoń zanadto otwartą poeta plastycznie wyraża wadę marnotrawstwa.

[349]

sielskich wierszy (…) śpiewak — Wergiliusz jako autor Bukolik i Georgik; sielski: związany tematyką wiejską.

[350]

bratnich wojen (…) Jokasty żal, smutek dwoisty — Wzmianka wojen tebańskich, w których synowie Jokasty Eteokles i Polinik wzajem siebie zamordowali.

[351]

swoją łódkę (…) skierowałeś do łodzi rybaka — Do łodzi św. Piotra, czyli do św. Kościoła Chrystusowego.

[352]

Pierwszyś w miłości bożej mię oświecił (…) w nocy — Wergiliusz, chociaż sam poganin, obudził wszakże iskrę wiary w duszy Stacjusza przez następne wiersze, które poeta niżej dosłownie w tekście przytacza. Magnus ab integro saeclorum nascitur ordo,/ (…) rodeunt Saturnia regna,/ Iam nova progenies coelo dimittitur alto. Cześć wysoka, jakiej zażywał Wergiliusz w pierwszych wiekach chrześcijaństwa, jeszcze więcej w wiekach średnich dała powód do uważania tych wierszy za rzeczywistą przepowiednię przyjścia Zbawiciela i przyszłego odkupienia światła.

[353]

Domicyjana — Domicjana; tu: forma wydłużona (zgodna z daw. wymową) dla zachowania rytmu jedenastozgłoskowca.

[354]

nim pieśń moja (…) Greki (…) zaprowadziła — To jest, kiedy pisałem Tebaidę.

[355]

Terencyjusza — Terencjusza; tu: forma wydłużona (zgodna z daw. wymową) dla zachowania rytmu jedenastozgłoskowca.

[356]

ślepy Grek — tu: Homer.

[357]

nasze karmicielki — Muzy.

[358]

Izmena (…) Antygona (…) Deidamia — Osoby wzmiankowane w poemacie Tebaida.

[359]

piąta stojąc przy wozie służebna się krząta — Piąta dnia służebnica, to jest, piąta godzina poranna, licząc od wschodu słońca. W tej chwili nie było jeszcze południa, a słońce podnosiło się coraz wyżej.

[360]

drzewo — W tym kręgu czyszczą się żarłocy. Poznamy ich bliżej w następnej pieśni, wychudłych i zmienionych. Jeżeli przypomnim sobie, że kształt i postać cieniów stan wewnętrzny ich duszy wyraża (patrz przypisek do pieśni III Piekła, w. 34), nietrudno będzie wyciągnąć z tego sens moralny, że bezmierne pożądanie ziemskiego pokarmu wtrąca duszę w stan najsmutniejszy, odciąga ją od wyższych dążeń, od rzeczywistego duchowego życia. Symbolem tego rzeczywistego użycia jest to drzewo, którego wonnych i pięknych owoców pokutujący za obżarstwo wciąż daremnie łakną. Zwężony od ziemi kształt tego drzewa, a stopniowo rozszerzający swoje gałęzie coraz wyżej i przezroczysta rosa, jaka jego liście nieustannie odświeża, odkrywa jasno moralno-religijną alegorię, jakiej sam czytelnik łatwo się domyśli.

[361]

głos w te słowa zaszumiał (…) — Tu poeta pod figurą drzewa przedstawia przykłady cnót przeciwnych grzechowi obżarstwa. Pierwszym przykładem jest Maryja, Matka Boska, która Chrystusa na godach w Kanie nie dla siebie o wino prosiła, ale powiedziała: „Oni wina nie mają” (Św. Jan, rozdz. 2 w. 3).

[362]

Dawne Rzymianki słynące prostotą lubiły napój ze zdrojowej wody — Walerius i Maximus mówi, że w czasie, kiedy w Rzymie starożytnym dobre obyczaje panowały, matrony rzymskie brzydziły się winem, ażeby nie zgrzeszyć niepowściągliwością.

[363]

Daniel stołem królewskim pomiata — Daniel prorok, będąc małym chłopięciem, przypuszczony był do stołu i wina królewskiego na dworze Nabuchodonozora. Ale on z trzema innymi spółdworzanami wina ze stołu królewskiego nie pijał, ażeby nieczystym napojem ust nie pokalać. Za co im Bóg w nagrodę dał bystry rozum i mądrość. Daniel zadziwiał szczególnie jasnym i proroczym snów wykładem.

[364]

puszcza — pustynia; daw. określenie miejsca opustoszałego, bezludnego.

[365]

Miód i szarańcza karmiły Chrzciciela (…) co z Ewangelii poznałeśEwangelia św. Marka, rozdz. 1, w. 6.

[366]

Tu trzeba czasu użyteczniej użyć — Tu poeta przypomina, że spoczynek w kształceniu się moralnym jest rzeczą naganną. Stać w miejscu jest toż samo, co wstecz się cofać. Poprzednie porównanie trafnie tę myśl objaśnia.

[367]

Usta moje otwórz mi, o Panie — Psalm Dawida, 51 w. 17.

[368]

Nie sądzę, aby (…) miał więcej suchą Erizychton skórę — Erizychtona Ceres, której ubliżył wyraźną jej czci pogardą, ukarała głodową gorączką; na koniec głodem strawił sam siebie (Patrz Przemiany Owidiusza, księga 8 w. 877).

[369]

lud gdy wychodził (…) tracąc (…) gród Jerozolimy — Podczas oblężenia i zburzenia Jerozolimy przez Tytusa.

[370]

w twarzach ludzkich przywykł czytać OMO — Według zdania niektórych fizjonomistów można czytać w rysach naszej twarzy, słowo omo, tak rozłożone, że dwa o jest to dwoje oczu, a litera M formuje się z wydatnych zarysów powiek, nosa i policzków tym wyraźniej, im więcej twarz jest chuda. Omo, od słowa łacińskiego homo, człowiek. Porównanie zaś powyższe pierścieni, z których wyjęto kamienie, do wpadłych oczu dziwnie jest trafne i prawdziwe.

[371]

Foreze — tyle tylko wiemy o nim, że pochodził z familii Donatów, a zatem spokrewniony był i z Dantem.

[372]

tajemna siła — To jest tęsknota do rzeczywistego duchowego życia, jakiego żarłocy zatopieni przez ciąg swojego życia w fałszywym użyciu nigdy doświadczać nie mogą.

[373]

EliEli lamma sabathani. Słowa wyrzeczone przez Chrystusa umierającego na krzyżu.

[374]

Myśliłem spotkać cię (…) tam niżej — Tam niżej, to jest przed bramą czyśćcową, gdzie oczekują ci, którzy za późno za swoje grzechy czynili pokutę.

[375]

czułej Nelli mojej — Nella, skrócenie słowa Annela, imienia żony Forezego.

[376]

w dzikich sardyńskich górach (…) niewiasty więcej wstydliwe i skromne niż tam — W okolicy górzystej wyspy Sardynii za czasów Dantego mieszkańcy, a szczególnie kobiety, odznaczały się dzikością i bezwstydem obyczajowym. Podobny zarzut robi poeta swoim florentynkom, między którymi po śmierci męża swojego żona Forezego mieszkała.

[377]

z ambon gromić będą kaznodzieje (…) florentynki — Niewiasty florenckie za czasów Dantego tak się nosiły krótko i bezwstydnie, że potrzeba było użyć zakazów kościelnych i świeckich, ażeby chodziły w stroju mniej kasanym, a skromności płci swojej przyzwoitym. Ten środek obostrzający stroje kobiet skutkował do tyla, że potem florentynki stanikami pierś i szyję aż pod brodę zakrywały.

[378]

spół żyjąc — żyjąc wspólnie, razem.

[379]

Gdy sobie przypomnisz, jakimi byliśmy oba — Widać z tego wiersza, że Foreze był nieodstępnym towarzyszem Danta na wielu ucztach i biesiadach.

[380]

brat wschodził na niebie okrągły — Księżyc, którego poeta nazywa bratem słońca.

[381]

snadź (daw.) — zapewne, widocznie, prawdopodobnie.

[382]

Ten cień (…) nie nagli pochodu — Tu poeta wprowadza przerwaną rozmowę na końcu poprzedniej pieśni o Stacjuszu.

[383]

Pikarda — siostra Forezego. Obszerniejszą o niej wiadomość znajdzie czytelnik w przypisku do pieśni III Raju.

[384]

ten najchudszy (…) postem pokutował — Papież Marcin IV, rodem Francuz, w mieście Tours urodzony. Poeta mu przygania, że węgorze złowione w bolseńskim jeziorze przed uwarzeniem żywe kazał topić w słodkim winie, ażeby tym rodzajem śmierci tej ryby nadać jej smak więcej wytworny.

[385]

Ubalda (…) Bonifacego — Ubald della Pila i Bonifacy, arcybiskup z Imoli, oba sławni smakosze i żarłocy.

[386]

Markiza z Forli, co (…) pragnienie gasił do zmroku od rana — Podanie mówi o tym markizie: gdy mu doniesiono, że o nim okolicznie powiadają, że ciągle zabawia się kuflem i pije: z uśmiechem na to odpowiedział: „dlaczegóż ci sami nie mówią zarazem, że ja mam ciągłe pragnienie”.

[387]

Wybrałem sobie znajomego z Lukki — Buonadżinta rodem z Lukki, wspomniany wyżej w tej pieśni, był, jak się później dowiemy, dość miernym poetą. On przepowiada Dantemu, że kiedyś, będąc wygnańcem, odwiedzi miasto Lukkę i tam wpadnie mu w oczy młoda dziewczyna na imię Gentuka, w której się zakocha.

[388]

Piękne panie! co pojmujecie tak żywo kochanieDonne ctiavete intelleto d'amore. Od tego wiersza poczyna się jedna pieśń Danta na cześć Beatrycze (Patrz Vita Nuova).

[389]

Gdy miłość natchnie mego ducha (…) ona mówi, ja tylko to piszę — Dante ze zwykłą sobie treściwością stylu w tych kilku wierszach zamknął główne prawidła estetyki. Poeta mówi tu nie tylko o tej miłości egotycznej, jaka natchnęła poetów miłosnych, lecz i o miłości wyższej, powszechnej i duchowej, z której wynika potęga i urok wszystkich sztuk pięknych, bo w dziełach natchnionych tylko tą miłością duchową widzimy rzeczywisty odblask wiekuistego piękna i wiekuistej prawdy, że Dante nie szedł ubitym torem poetów spółczesnych, ale więcej zwracając się do natury, tworzył w poezji styl nowy, pełen mocy, wdzięku i prawdy, to miejsce najdowodniej nas poucza.

[390]

Notera (…) i Guitona — Notar i Guitone, spółcześni Dantemu, oba nędzne wierszoklety.

[391]

Spod pióra twego tryska pieśń natchniona (…) Rad w sobie, zamilkł — Tu jeden komentator robi dowcipną uwagę, że takiego poetę, który wobec wyższego od siebie poety z pokorą wyznaje swoją niższość i nieudolność i rad jest w sobie, chyba tylko w czyśćcu spotkać można.

[392]

biegący — dziś popr. forma: biegnący.

[393]

widzę zwierzę, jak Donata ogonem wlecze w otchłań zatracenia — Korso Donati, naczelnik stronnictwa gwelfów czarnych, krewny Forezego, który był gwelfem białym, przez podburzony lud florencki ściągnięty z konia i zamordowany w roku 1308. Poeta, mając go za bezbożnika, w imaginacji swojej uwiązawszy Korsa Donatiego do ogona końskiego, wlecze go prosto do piekła.

[394]

wodze — dziś popr. forma: wodzowie.

[395]

jabłoń (…) z której owocu skosztowała Ewa — Drzewo wiadomości, które spotkamy aż na wierzchołku tej góry, w raju ziemskim. A więc: rzeczywiście pełna wiadomość będzie wam dalej, tam, wyżej udzielona; lecz to, co tu widzicie, jest tylko jej objawem.

[396]

po pijanu — dziś popr.: po pijanemu; tu: forma skrócona dla zachowania rytmu jedenastozgłoskowca.

[397]

płód nieczysty z chmury poczęty, o piersi dwoistej, co po pijanu napadł Tezeusza — Centaury z dwoistą piersią konia i człowieka, potwory urodzone z Iksjona, który zamiast Junony chmurę uścisnął. Gdy Pirytous, przyjaciel Tezeusza, obchodził wesele z Hipodamią, na te ślubne gody i Centaurów zaprosił. Ci winem zagrzani grozili porwaniem oblubienicy: wszczął się bój naprawdę i Tezeusz odparł ich napad.

[398]

Gdy w Madyjanie grzmiał miecz Gedeona (…) — Gdy Gedeon ciągnął z wojskiem na Madianitów, rozkazał jemu Pan Bóg, ażeby tych tylko brał z sobą na wojnę, którzy ręką ze źródła Harod wodę czerpać będą: tych zaś, którzy przyklękną nad źródłem dla wygodniejszego czerpania wody, ażeby za sobą zostawił. Z całego wojska trzystu tylko to próbę umiarkowania wytrzymało. I tych trzystu zwyciężyło niepoliczone wojsko Madianitów (Księga Sędziów, rozdz. 7).

[399]

wiatr, czułem (…) lekkie poruszenie skrzydła — Skrzydło anioła, który w tej chwili zjawił się, znowu starło znak z czoła poety; znak grzechu, z którego czuł się być oczyszczonym.

[400]

ustąpiły kręgu południka noc dla Skorpiona, a słońce dla Byka — Według tu oznaczonego miejsca, jakie zajęły na południku gwiazdy zodiaku, w tej chwili na górze czyśćcowej była godzina druga po południu.

[401]

Jak chęć latania czując bocian mały (…) zapytania chęć we mnie paliła — Poeta przez głębokie uszanowanie dla swojego mistrza chwieje się, czy ma go zapytać lub nie. Stan ten wewnętrznej niepewności przez to obrazowe porównanie oddany jest po mistrzowsku.

[402]

tą razą — dziś popr. forma: tym razem.

[403]

Jak się trawiło Meleagra ciało — Parki przy urodzeniu Meleagra uradziły, że on dopóty żyć będzie, póki pewien kawał drewna w ogniu się nie spali. Matka Meleagra, mając ciągle na myśli tę smutną dla jej syna przepowiednię, ten kawał drewna jak najdroższy klejnot wciąż strzegła. Lecz gdy Meleager na łowach kaledońskich braci swojej matki zamordował, matka rozgniewana to tajemnicze drewno wrzuciła w ogień; i nim to drewno przepaliło się w płomieniu, syna jej podobnież wewnętrzny ogień strawił. Tym przykładem Meleagra uczy Wergiliusz Dantego, że jak Meleager za zrządzeniem wyższych potęg bez cielesnego spółdziałania w popiół się obrócił, tak i cienie, chociaż tu pokarmu nie potrzebują, mogą chudnąć i niszczeć; zwłaszcza że cień, czyli pozorne ciało, jako obraz odbity od zwierciadła, przedstawia tylko objaw duszy z jej cierpieniami.

[404]

Co było twardym, wnet ci miękkim zda się — To jest: co było trudno ci pojąć, odtąd łatwe zrozumiesz.

[405]

Stacyjusz — Stacjusz; tu: forma wydłużona dla zachowania rytmu jedenastozgłoskowca.

[406]

o karaniu wiecznym — W oryginale: La vendetta eterna, wieczna zemsta, czyli kara boża za grzechy, z jakich czyszczące się duchy poeta w tej pieśni opisuje.

[407]

Krew niewypita przez spragnione żyły — Tu poeta w ciągu następnych kilkudziesięciu wierszy, z poglądu czystej syntezy wykłada szeroko swoją teorię fizjologiczną o kształceniu się człowieka w żywocie macierzyńskim, najpierw jako materii, począwszy od embrionu, potem koleją przechodzi od formacji tkanki mózgowej, do kształcenia się w niej jego władz umysłowych i duchowych. Nie ma potrzeby zwracać tu uwagi czytelnika, jak poeta suchy wykład ścisłej nauki umiał ubarwić językiem poetycznym, zachowując przy poetycznym wysłowieniu całą ścisłość i treściwość wykładu naukowego. Jeszcze przed Dantem filozofowie starożytni, Arystoteles, Platon, zajmowali się badaniem tajemnic fizjologicznych. Cycero w księdze swojej De Causis o tworzeniu się władz umysłowych i duszy naszej tak mówi: Omnis anima nobilis habet tres operationes: operatio animalis, intellectualis et divina.

[408]

zbytni — tu: zbyteczny.

[409]

mędrszy od cię wpadł w błąd umysł od duszy oddzielając — Awerroes komentator dzieł Arystotelesa, który czującą duszę, co w kolei działań cielesnych swoją władzę wyraża, i w tym wyrażeniu się na zewnątrz posługuje się organem cielesnym czyli zmysłami, oddzielił błędnie od umysłu (władzy duchowej), który od skutków czucia jest niezależnym i do uznania w sobie wyrażającej się na zewnątrz tej czującej siły zmysłów bynajmniej nie potrzebuje. Podług teorii poety dusza jedna i niepodzielna swoje wyższe władze, to jest umysłowe, otrzymuje bezpośrednio wprost przez tchnienie boże, które, gdy budowa mózgu już jest skończoną, w materię duch zaszczepia podobnie jak w sok winogronowy słoneczny upał.

[410]

z ciałem rozwód bierze dusza nasza — Tu poeta wykłada stan dusz pośmiertny, wnet po rozwiązaniu się przez śmierć ciała zmysłów naszych. Z tego wykładu widzimy, że potępionych w piekle i pokutujących w czyśćcu cierpienia i męki nie są wyłącznie cielesne, że to są tylko cierpienia duszy, które się w jej pozornym ciele, to jest w jej cieniu, jak w zwierciadle odbijają.

[411]

płomie a. płomię — płomień.

[412]

do ostatniej przyszliśmy tortury — Ostatnią torturą poeta nazywa siódmy i ostatni krąg góry czyśćcowej.

[413]

Tam z brzegu góry płomień słupem buchał — W tym siódmym kręgu, jak poznamy z następującej pieśni, w płomieniu, który z otchłani bucha nad kręgi tej góry, czyszczą się dusze zmysłowych rozkoszników, szczególnie tych, którzy się zbrukali grzechem nienaturalnej zmysłowości.

[414]

Summae Deus clementiae — Początek hymnu, jaki kościół w poranek niedzielny śpiewa, błagając Boga, ażeby zarzewie w nas grzechu zagasił, a serce nasze zapalił i rozgrzał swoim ogniem świętym.

[415]

Virum non cognosco: — „Jakże to się stanie, gdy ja męża nie znam?”: słowa wyrzeczone przez Maryję w chwili, gdy anioł zwiastował jej, że porodzi syna (św. Łukasz, rozdz. 1).

[416]

Dyjana — Diana; tu: forma wydłużona dla zachowania rytmu jedenastozgłoskowca.

[417]

Diana z gajów wygnała Helicę — Diana w mitologii starożytnej była symbolem czystości. Spostrzegłszy ta bogini, że jej nimfa Halice nie dość pilnie strzegła tej cnoty, ze swoich świętych gajów ją wygnała.

[418]

Słońce padało mi na prawe ramię — Zachodzące słońce na górze czyśćcowej w tej chwili świeciło poecie po jego prawej stronie; w tej więc chwili szedł poeta zachodnią stroną góry ku południowi.

[419]

Od mego cienia blask więcej czerwony — Im jaśniejszy blask słoneczny, tym bezbarwniejszy. Dlatego to miejsce, na które padał cień poety, oświecone było blaskiem więcej czerwonym, co było powodem zadziwienia patrzących nań duchów.

[420]

ciało nieudane — tu: nieudawane, prawdziwe.

[421]

idący na końcu nie przez lenistwo — Lenistwo na kręgu, jakim szedł poeta, miejsca mieć nie mogło, albowiem poeta na niższym kręgu z tego grzechu już się oczyścił.

[422]

Szły drugie, pierwsze wymijając, cienie — Cienie biegły w przeciwnym kierunku, podług przedmiotu swoich występnych pociągów, jakim był albo człowiek płci tejże samej albo zwierzę. Że cienie szły wielką gromadą, jest dowodem, że i za czasów Dantego, w tych rycerskich i bogobojnych wiekach średnich, ludzie od głębokiego zepsucia obyczajów nie wszyscy byli wolni.

[423]

snadź (daw.) — zapewne, widocznie, prawdopodobnie.

[424]

Sodoma, Gomora — znajome przez swój grzech przeciwny naturze, który od pierwszego miasta wziął swoje nazwanie.

[425]

Pazyfae — patrz o niej przypisek w księdze XII Piekła.

[426]

ciołka — krowa; por. ciołek, cielak.

[427]

lecące naprzeciw żurawie (…) drugie w góry lodu — Ryfejskie skały, które starożytna bajka na krańcach północy osadziła.

[428]

Ani zielone, ni jeszcze przejrzałe (…) członki moje — To jest: nie jestem już młodzieńcem ani jeszcze starcem.

[429]

szydny — szyderczy.

[430]

skazę tego grzechu, za który Cezar (…) zwany był: „Królową” — Gdy Cezar jako tryumfator powrócił z Galii, mówi Swetoniusz, blaskiem zwycięstw swoich nie mógł zatrzeć w pamięci spółczesnych błędów swojej młodości. Żołnierze jego śpiewali o nim w obozach szydzące zeń słowa następnej piosenki: Gallias Caesar subegit, Nicomedes Caesarem

[431]

Gwido Gwinicelli — jeden z lepszych pierwszych poetów włoskich, któremu Dante w swym dziele Biesiada wielkie daje pochwały.

[432]

wskazał palcem idącego ducha — Cień, którego tu palcem wskazuje Gwido, jest to Arnold, poeta prowansalski.

[433]

Guiton — O Guitonie wzmianka jest wyżej w pieśni XXIV. Poeta zrazu bardzo chwalony, na końcu zupełnie zapomniany.

[434]

Tak się mi twoja cała osoba (…) moja dusza cierpiąca — Wiersze tu mówione przez poetę Arnolda, w oryginale były pisane w dialekcie staroprowansalskim.

[435]

promienie pierwsze słońce miota na Jeruzalem — Tu poeta jak w niejednym miejscu przypomina czytelnikowi, że góra czyśćcowa a Jeruzalem leżą na dwóch przeciwległych półsferach. I tak, w tej chwili wieczór jest na górze czyśćcowej, wschód słońca w Jeruzalem, noc nad Ebro w Hiszpanii, a południe nad Gangesem w Indii.

[436]

południm — południowym; tu: forma skrócona dla zachowania rytmu jedenastozgłoskowca.

[437]

Gerion — O Gerionie, patrz pieśń XVII Piekła.

[438]

śród tych płomieni jednego włosa żar ci nie wyleni — To jest płomień święty, który nas czyści, może wprawdzie nas dręczyć, ale nie zniszczyć.

[439]

Jeden mur tylko (…) Przedziela ciebie tu od Beatrycy — Jak ta pieśń cała w głębokie pomysły religijno-moralne i wysokie piękności poetyczne jest bogatą, choć pobieżnie nadmienim. Grzeszny i zmysłowy człowiek, który z wielu błędów i skaz moralnych już siebie czyścił, powinien tu jeszcze wytrzymać ostatnią próbę i otrząsnąć się z ostatnich więzów, jakie jeszcze jego duchową wolność krępują. Ale cóż na to powie, co mu poradzi rozum? On sam się chwieje, ponieważ dla niego ta próba zdaje się być za ciężką. Na koniec pobudza go bliski widok pięknego celu do odważenia się na tę ostatnią próbę. A że tu tym celem jest widzenie straconej po latach tylu kochanki młodości poety, wzniosła poezja po ludzku ten cel piękny do nas przybliża, każe zapominać o ciężkiej próbie ognia, przez jaką przejść do niego koniecznie potrzeba, i łagodzi tej próby surowość.

[440]

Jak na głos: „Tisbe!” Pyram konający (…) rubinowe — Pyram pod umówionym drzewem morwowym, gdzie nań Tisbe miała oczekiwać, znalazł podartą jej zasłonę i świeże ślady lwa na ziemi. W mniemaniu, że jego kochanka przez lwa pożartą była, przebił się w rozpaczy. Lecz Tisbe od lwa uratowana, na miejsce umówione przybiegła już w chwili, kiedy jej kochanek leżał konający. Na dźwięk jej imienia, jakie ona w rozpaczy wymówiła, otworzył on jeszcze raz oczy, ażeby je zamknąć na wieki. Tisbe tym samym mieczem, jakim jej kochanek życie sobie odebrał, przebiła się, a krew z jej rany trysnęła na drzewo morwowe, które odtąd poczęło rodzić czerwone owoce.

[441]

A Stacyjusza, który nas rozdzielał (…) zasłonę — Z tego wiersza widzimy, że Stacjusz szedł ciągle między Dantem a Wirgiliuszem.

[442]

Benedicti Patris mei, venite (łac.) — „Błogosławieni Ojca Mojego, chodźcie”. Słowa z Ewangelii św. Mateusza.

[443]

przerywałem przed sobą (…) Promienie słońca niskie i zniżone — Ponieważ poeci szli od strony zachodniej góry ku południowi, przeto idąc dalej wokoło niej, musieli się obrócić do wschodu: i dlatego Dante, ponieważ był wieczór, słońce mając za sobą, przerywał przed sobą, swoim ziemskim ciałem promienie jego już ku ziemi zniżone.

[444]

Widziałem gwiazdy jaśniejsze daleko — Po raz ostatni tu noc zapada i hamuje pochód oczyszczonemu i przez rozum strzeżonemu poecie. Przez wąskie skał przerwy, gwiazdy nocne rzucają blask swój na niego, ale większe i jaśniejsze świecą mu jak uprzednio świeciły, ponieważ żadna mgła grzechu i namiętności jego wzroku już nie zaciemnia.

[445]

W godzinie (…) gdy Wenus (…) pierwsze promienie rzucała na górę — Wenus, gwiazda zaranna.

[446]

Lia (…) moja siostra Rachela — Lia i Rachel, figury rzeczywiście historyczne, jako córki Labana, a żony Jakuba, przedstawione są tu przez poetę jako symbol życia czynnego i kontemplacyjnego. Czynność i kontemplacja najlepiej strzegą nas od pokus grzechowych, a ludzi oczyszczonych do najwyższej doskonałości prowadzą. Kwiaty, w jakie stroi się Lia, symbolem są użytecznych czynności, a zwierciadło, w którym obie się przeglądają, to symbol oka bożego, w którym Rachel nieczynna lubi przyglądać się swojej własnej istocie.

[447]

Dla wracających tym milszy (…) kłąb rodzinnych dymów — Porównanie piękne i trafnie określające cel podróży, do jakiego poeta już się przybliża.

[448]

słodki owoc — To jest: prawdziwe i rzeczywiste szczęście.

[449]

ogień mający czas i ogień wieczny — To jest: czyściec i piekło.

[450]

Aż tu mój rozum wskazywał ci drogę — Cały zakres działań ludzkich z ich wartością i następstwem przystępnym jest rozumowi. To zaś, co poza granicą ich leży, przeczuwa tylko wiara. Rozum oświecony tylko wiarą objawioną słowem bożym, a wykładaną i nauczaną przez św. Kościół, może o swoich siłach podnieść się do uznania tajemnic wiary. Stan taki rozumu na ziemi jest najwyższym jego zenitem, na którym stojąc, rozum i wiara nawzajem sobie podają dłonie przymierza.

[451]

koronuję cię na twego króla — To jest: odtąd ja ogłaszam ciebie panem twojego sumienia i twoich czynności jako odpowiedzialnych tylko przed trybunałem twojego sumienia.

[452]

Wdzięk boskiej, wonnej i gęstej dąbrowy — Poeta na wierzchołku góry czyśćcowej raj nam ziemski przedstawia i słusznie; albowiem tam tylko zupełnie doskonała ludzka szczęśliwość miejsce mieć może, gdzie oczyszczenie z namiętności i grzechów jest wypełnione.

[453]

rzuciłem brzeg skały — Brzeg skały, to jest brzeg płaszczyzny rozciągającej się na wierzchołku góry czyśćcowej.

[454]

Powietrze słodkie (…) niezmienne, świeże jak powiew majowy — Niezmienne i stale wiejące powietrze oznacza pełną życia i zawsze jednostajną wolę dobra, jaką w nas uzupełnione oczyszczenie od namiętności i grzechu rozbudza. Powietrze wieje od wschodu, a zatem ze wschodem i po zachodzie słońca zarówno ta wola zgodna jest ze skłonnością do dobra, jaką sam Bóg w nas zaszczepił: taż sama wola towarzyszy nam aż do ostatecznego swego rozwoju przy zachodzie ziemskiego życia. Ale ta wola nie przeszkadza nam bynajmniej używać niewinnych ziemskich uciech; często nawet objawia ich tajemniczą harmonię z sobą, podobnie jak tu w raju ziemskim powietrze i szmer liści śpiewaniu ptasząt wtórują.

[455]

liniji — linii; tu: forma wydłużona (zgodna z daw. wymową) dla zachowania rytmu jedenastozgłoskowca.

[456]

szmer szumi (…) z gałęzi sosen nad brzegiem Chiassy — Chiassa, dziś pusta okolica blisko Rawenny. Jeszcze teraz widzieć tam można ogromne lasy sosnowe.

[457]

Siroko — Tak się nazywa wiatr suchy i duszący, wiejący z wybrzeży afrykańskich na ziemie włoskie.

[458]

zatrzymał mię strumień — Strumień, który tu płynie, jak się dowiemy w następnych pieśniach, jest to Lete, według starożytnej mitologii, woda niepamięci. Ziemska szczęśliwość, zawarowana oczyszczeniem duszy ze zmaz grzechowych, wtedy tylko będzie zupełną, kiedy dręczące nas przypomnienie uprzednich grzechów z duszy naszej wygładzim.

[459]

Widziałem damę — Dowiemy się niżej, że piękna dama, jaka tu objawia się poecie, ma imię Matylda. Kto była ta Matylda? Komentatorowie Boskiej Komedii gubią się w daremnych domysłach. Najprawdopodobniej, że Dante w symbolicznym widzeniu tej damy przez jej piękność i miłość chciał przedstawić piękny i pełen miłości bożej stan wewnętrzny duszy naszej po jej zupełnym oczyszczeniu się z grzechów i namiętności ziemskich.

[460]

Prozerpina — córka Cerery, zbierająca kwiaty na łące porwana była przez Plutona i uprowadzona do piekła.

[461]

rzęsów — dziś popr. forma: rzęs; tu: forma wydłużona dla zachowania rytmu jedenastozgłoskowca.

[462]

Kserkses — król perski; kazał przez Hellespont most przerzucić, ażeby z wojskiem po tym moście przejść, [by] tłumem zbrojnym zalać Grecję: lecz oszukany w swoich nadziejach, upokorzony niepowodzeniem zamiaru w lichej łódce rybackiej nazad powrócił.

[463]

Leandrowi nie była obrzydłą (…) gdy między Sestos a Abidos pływa — Leander przepływać musiał do swojej kochanki Hery przez cieśninę Dardanelską, która mieszkanie dwojga kochanków, to jest Sestos i Abydos, swoimi wodami rozdzielała.

[464]

Lecz światło z psalmu: »Boś ucieszył, Panie« — Psalm 91, gdzie mówi: Delectasti me Domine. Tymi słowami psalmu Matylda swój uśmiech objaśnia, który, jak się domyśla, poetę mógł zadziwić.

[465]

rzeczą (…), o której naprzód słyszałem przeciwnie — Stacjusz w XXI pieśni nauczał poetę, że za bramą czyśćcową żadna przygodna zmiana powietrza miejsca mieć nie może, a zatem i deszcz nigdy nie pada. Strumień ten, którego wody podsycają deszcz i szelest powietrza w dąbrowie rajskiej, przeciwne są założeniu Stacjusza i zanadto przypominają naturę ziemską. Dlatego poeta prosi, ażeby go ta dama objaśniła.

[466]

On arcydobro — Bóg; on (daw.): ten.

[467]

wyziewy, co z wody i ziemi wznosząc się w chmury stają się ciepłemi — Wyżej już objaśniliśmy, że według fizycznej teorii poety, burze tylko przez wybuch wyziewów z ziemi i wody powstają, że te wyziewy przez słońce do chłodnej sfery eteru podniesione stają się deszczem, który spadając na ziemię, karmi wszystkie strumienie i rzeki.

[468]

powietrze po koła obwodzie wiruje pierwszym ruchem popychane — Ruch powietrza, jaki tu czuć się daje, nie powstał z wyziewów ziemskich, ale, co sam poeta uprzednio wyłożył, przez ruch zawsze jednostajny gwiazdy krążącej ze wschodu na zachód. Dlatego wieje tu zawsze stały wiatr wschodni.

[469]

zniskąd — dziś popr. forma: znikąd.

[470]

kwiaty kołysane sycą powietrze swej treści przymiotem — Ta czysta, od Boga na początku w sercach ludzi zaszczepiona wola, nasienie dobra i szczęścia, do których człowiek na początku stworzenia był przeznaczonym, jeszcze na ziemi bez przerwy zasiewa. Ta alegoria przez głębsze wczytanie się w słowa tekstu jeszcze więcej staje się jasną.

[471]

zapładza — dziś popr. forma: zapładnia.

[472]

zespola — dziś popr. forma: zespala.

[473]

kruż (daw.) — rodzaj dzbana z szerokim wylewem.

[474]

Ten zwie się Lete, a Eunoe drugi — Lete, z greckiego niepamięć. Eunoe, duch dobry; strumienie, które inaczej niż wszystkie ziemskie zdroje, co prędko wzbierają nad brzegi i prędko opadają, w jednostajnej równowadze wód swoich, bezpośrednio wytryskują z woli bożej, która człowieka dobrym dla dobra stworzyła.

[475]

wtenczas działa, kto pił wód tych dwoje — Ci tylko przypomnieniem swoich dobrych uczynków rzeczywiście mogą być orzeźwieni, którym przypomnienie złych wad i skłonności już nie będzie dogryzać.

[476]

Poeci dawniej (…) uśmiech z lic ich widziałem — Poeci uśmiechają się, przypominając błąd swój, z jakim marzyli o szczęśliwości wieku złotego. Wirgiliusz jest tu jeszcze obecny, a jednak nic nie mówi. Albowiem tu rozum może tylko uznać prawdę nauki, jaką słyszy, ale sam przez siebie nic już więcej nauczyć nie może.

[477]

oboich — dziś popr. forma: obu.

[478]

przegrawka — zapewne: przygrywka; wtręt muzyczny.

[479]

Beati, quorum tecta sunt peccata — „Błogosławieni, którym grzechy odpuszczono”; tym pierwszym wierszem Psalmu 32 Matylda pozdrawia poetę, który w chwili, gdy będzie skąpany w wodzie letejskiej, jako uprzednio oczyszczony od grzechów, straci pamięć tychże grzechów.

[480]

Blask nagły przebiegł (…) w końcu cały las oświecił — W duszy oczyszczonego człowieka wschodzi światło wiary nie jak szybko przemijająca błyskawica, ale stopniowo wzrastając, staje się jaśniejsze i więcej oświecające.

[481]

jeślim cierpiał dla was, święte panny (…) Uranija z sióstr swych gronem — Że tu, w ziemskim raju, poeta wyzywa Muzy, ażeby za ich pomocą śpiewać tajemnice wiary chrześcijańskiej, nie wyda się nam rzeczą tak dziwną, jeżeli myśl cofniemy do wieków średnich, w których sztuki piękne, malarstwo, snycerstwo, a z kolei i poezja często łączyły figury mitologiczne jako symbole z wyobrażeniami chrześcijańskimi; Urania — muza astronomii, a w symbolicznym znaczeniu czysto duchowej miłości, dlatego poeta ją przed innymi jej siostrami o pomoc błaga.

[482]

Uranija — Urania; tu: forma wydłużona dla zachowania rytmu jedenastozgłoskowca.

[483]

złotych siedem drzew widziałem — Siedem drzew złotych, czyli siedem świeczników, są to symbole siedmiu darów Ducha świętego. Św. Jan w Objawieniu, rozdz. 4, w. 5, mówi, że te świeczniki, to siedem duchów bożych. A że siedem grzechów głównych przeciwnych jest siedmiu darom Ducha Świętego, przeto pokora przeciwna jest pysze, miłosierdzie zawiści, umiejętność gniewowi, męstwo lenistwu, roztropność łakomstwu, mądrość obżarstwu, a rozum nieczystości.

[484]

sklepy niebios — sklepienie niebios.

[485]

miesiąc (daw.) — księżyc.

[486]

gdzie stał mój Wirgili, zwróciłem oczy (…) odrzekł mi nie mniej zadziwionym wzrokiem — Poeta pogląda na Wirgiliusza, to jest, chciałby rozumem zbadać i pojąć to wszystko, co tu wokoło siebie widzi. Ale rozum sam nie mniej zadziwiony jest tym widzeniem; a stojąc na zenicie swojej wysokości, czuje, że już się przybliża do wiary, która sama wytłumaczy to, co się w tej chwili jego oczom przedstawia.

[487]

ich przewodniki (…) w bieli ubrane osoby — Patriarchowie.

[488]

błyszczała taka jasna woda — Lete oświecona świecznikami błyszczy po lewej stronie poety, to jest od strony jego serca i odbija mu w swoich wodach jego własne serce jak we zwierciadle. Dziwnie obrazowa i głębokiego znaczenia moralnego alegoria

[489]

pędzlów — dziś popr. forma D.lm: pędzli.

[490]

świecznik każdy postępuje o dziesięć kroków od siebie odległy — Świeczniki przedzielone od siebie o dziesięć kroków oznaczają tu dziesięć przykazań bożych, przez których ścisłe wypełnienie człowiek staje się godnym darów Ducha Świętego.

[491]

Dwudziestu czterech starców szło parami — Pod figurą dwudziestu czterech starców poeta wyobraża tu, jak w Objawieniu św. Jana w rozdz. 4 dwadzieścia cztery pisma Starego Testamentu, począwszy od pięciu ksiąg Mojżeszowych, aż do ksiąg Machabejskich. Starce uwieńczeni białymi liliami symbolem są czystej nauki, jaka się w tych księgach zawiera.

[492]

Między córkami Adama (…) na wieki bądź błogosławiona — Wzmianka pozdrowienia Maryi przez anioła Gabriela, z powodu proroctw zawartych w księgach Starego Testamentu o narodzeniu Chrystusa Pana.

[493]

W ślad za starcami szło znów zwierząt czworo — Pod figurą czworga zwierząt poeta wyobraża czterech ewangelistów, a w następującym ich obrazie liść zielony wieńczący ich czoła symbolem jest ich nadziei albo niezmiennej młodości ich nauki, która nigdy [się] nie zestarzeje. Sześcioro skrzydeł oznacza ich lot przez przeszłość, teraźniejszość i przyszłość, a pierze pełne oczu mądrość ewangelistów wszystko pojmującą i wszystko widzącą.

[494]

Ezechijela — Ezechiela; tu: forma wydłużona (zgodna z daw. wymową) dla zachowania rytmu jedenastozgłoskowca

[495]

Wóz tryumfalny (…) na swych dwóch kołach, gryf był doń wprzężony — Symbol Kościoła świętego i zarazem stolicy apostolskiej. Poeta przypomina tu widzenie Ezechiela i objawienie św. Jana. Wóz w znaczeniu symbolicznym to święty Chrystusowy Kościół, dwa koła to Stary i Nowy Zakon, gryf z dwoistą naturą to Jezus Chrystus.

[496]

gryf — ptako-zwierz bajeczny, łączący w sobie dwie natury, to jest lwa jako najpotężniejszego i najszlachetniejszego w rodzaju zwierząt i orła, który na śmiałych skrzydłach wzbija się ku niebu i niezmrużonym okiem na słońce pogląda, symbolem tu jest Jezusa Chrystusa. Siedem pasów błyszczących w powietrzu, jakie gryf swoimi ogromnymi skrzydłami bez szkody przecina, to symbol wynikających z siedmiu darów Ducha świętego siedmiu sakramentów. Pasem zaś środkowym, czyli środkiem tych połączonych razem z sobą sakramentów, jest sakrament Ciała i Krwi Pańskiej, komunia święta, która przedstawia nam najgłębszą tajemnicę i punkt środkowy całego chrystianizmu w Kościele powszechnym.

[497]

w części (…) miał członki złote, w innych się mieszała z barwą czerwoną barwa srebra — Członki gryfa składające orła wzlatującego ku niebu jako symbol natury boskiej są złote, to jest najdroższe i najwięcej świecące. Członki zaś składające lwa jako symbol natury ziemskiej są białe jak srebro, barwa i godło czystości i niewinności: te zaś pomieszane z barwą czerwoną, to jest barwą miłości, symbolem są Krwi Przenajświętszej, którą Chrystus jako człowiek wylał z miłości na krzyżu gładząc grzechy tego świata.

[498]

trzy niewiasty — wiara, nadzieja i miłość, trzy cnoty teologiczne.

[499]

bieżyć (daw.) — iść, biec.

[500]

Cztery niewiasty całe w czerwień strojne — Cztery cnoty kardynalne: roztropność, sprawiedliwość, umiarkowanie i odwaga. Ubrane są w szarłat królewski dlatego, że rządem świata kierować powinny. Roztropność kieruje krokami trzech cnót ostatnich, bo porównywa przeszłość z teraźniejszością i dlatego przewiduje przyszłość.

[501]

Idących z tyłu dwóch starców widziałem — św. Łukasz i św. Paweł. Św. Paweł w liście swoim do Kolosan w rozdz. 4 mówi: „Pozdrawia was Łukasz lekarz i Paweł autor listów z mieczem”.

[502]

szli czterej pokornej postaci — Święci apostołowie Jakub, Piotr, Jan i Juda, brat Jakubowy.

[503]

Poważny starzec szedł jeden i śpiący (…) we śnie twarz miał (…) natchnioną — św. Jan [tak opisany] z powodu swego objawienia.

[504]

równianka (daw., gwar.) — wianek.

[505]

Siedmiu ostatnich (…) róże, kwiaty barwy gorejącej — Siedmiu ostatnich ma wieńce na głowie z kwiatów czerwonych i róż gorejących jako symbol krwawego ich męczeństwa.

[506]

zasłoniony (daw.) — dziś popr. forma: zasłonięty.

[507]

siedmiogwiazd — Ten siedmiogwiazd (septemtrion) z Empireum, to jest z pierwszego nieba, oznacza siedem świeczników wspomnionych w pieśni uprzedniej.

[508]

siedmiogwiazd (…) nasz sterem łodzi (…) obraca — Siedmiogwiazd (septemtrion), tak zwana konstelacja Wielkiej i Małej Niedźwiedzicy, która widziana na naszym widnokręgu kieruje drogą żeglarzy.

[509]

ci, co pierwej przyszli — To jest ci, co szli między gryfem a świecznikami.

[510]

wtórząc — tu: powtarzając.

[511]

stu posłańców wieczności powstało — Aniołowie, którzy dotąd niewidzialni strzegli wóz święty: teraz, gdy Beatrycze jako symbol teologii, czyli mądrości bożej, jest wezwana, podnoszą się z wozu i sypią na cześć jej kwiaty.

[512]

Błogosławiony, który w imię Pańskie przychodzisz — Słowa z Ewangelii św. Mateusza wyrzeczone przez lud żydowski, kiedy Chrystus wchodził do Jerozolimy.

[513]

Widziałem przedświt — Trafne przypomnienie przedświtu i wschodu słońca w zastosowaniu przejścia oczyszczonego z grzechu człowieka do stanu duchowej doskonałości.

[514]

Świętą niewiastę postrzegłem szczęśliwy — To jest Beatrycze. Barwy jej stroju, biała, zielona i czerwona, symbolicznie wyrażają trzy cnoty teologiczne. Wieniec oliwny to symbol mądrości.

[515]

W lewą zwróciłem — tu: w lewą stronę; w lewo.

[516]

W lewą zwróciłem oczy z niepokojem (…) aby te słowa rzec Wirgiliuszowi — Dante z ściśniętym sercem, z wewnętrznym niepokojem, jaki w nim obudziło widzenie Beatrycze i świadomość win i błędów własnych, z nałogu obraca się do swojego przewodnika, ażeby niespokojną duszę jego ośmielił i słowem swoim ukrzepił. Tymczasem Wirgiliusz (symbol rozumu) niepostrzeżony zniknął w chwili, gdy Dante do Beatrycze (jako do symbolu bożej nauki i wiary) przybliżył się. Lecz dotąd tylko się przybliżył, ale jeszcze całym duchem jej się nie oddał i z nią się nie zespolił. Dlatego to poeta, stojąc tu jeszcze na pograniczu dwóch przeciwnych stanowisk duchowych rozumu i wiary, spostrzegłszy, że jego doczesny przewodnik zniknął, tak gorzko nad jego odejściem płacze i boleje.

[517]

Poznaję ślady dawnego płomienia — Wiersz zastosowany tu dosłownie z Eneidy Wirgiliusza księgi IV: Agnosco veteris vestigia flammae.

[518]

Wirgili (…) tu mię przywiódł dla mego zbawienia — Oby pobożni czytelnicy nasi z pokorą ducha czytali ten wiersz głębokiego znaczenia, a czytając i rozmyślając nad tym, że Beatrycze posłała samego Wirgiliusza Dantemu, ażeby był przewodnikiem jego zbawienia, uznali: że rozum (którego tu symbolem jest Wirgiliusz) jako dar boży na to dany jest człowiekowi, ażeby go prowadził do wiary, która jest początkiem i końcem naszego zbawienia.

[519]

Dante (…) innej rany — Słowa Beatrycze.

[520]

nowotny — nowy, niedoświadczony.

[521]

kotew — kotwica.

[522]

Na jasne wody spuściłem źrenice (…) patrząc w nią, wstyd mi czerwienił jagody — Dante zawstydzony słowami Beatrycze spuszcza oczy do ziemi, a wzrok jego pada na jasne wody strumienia, w którym jak w zwierciadle ujrzał sam siebie. Obraz jego własny odbity w tej wodzie jeszcze więcej podnosi wstyd poety, dlatego wzrok swój od tego strumienia odwraca. Obraz ten w niewielkich ramach swoich zawiera wielką i głęboką prawdę religijno-moralną [patrząc w nią, wstyd mi czerwienił jagody — dziś błąd składniowy, ponieważ imiesłów i czasownik nie odnoszą się do jednego podmiotu, właśc. „kiedy patrzyłem w nią, wstyd mi czerwienił jagody”; jagody (daw.) — policzki; red. WL].

[523]

W tobiem ja, Panie, położył nadzieję — Aniołowie, ażeby ośmielić głębokim wstydem upokorzonego poetę, śpiewają ten wiersz z Psalmu 31; wiersz pełen pociechy i duchowej prawdy, jaką on działa na upokorzonego grzesznika, którego skrucha we łzach się rozpływa.

[524]

śnieg na górach (…) Gdy tchnie słowacki wiatr, nagle twardnieje — Wiatr wiejący z północy, od ziem słowackich ku półwyspowi apenińskiemu.

[525]

w prawą obrócona — w prawą stronę; w prawo.

[526]

On był w swym życiu nowym tak szczęśliwy — To jest w młodości poety, kiedy przez Beatrycze świtało mu życie nowe (vita nuova).

[527]

wyczerpniony — dziś popr.: wyczerpany.

[528]

gdyby przeszedł Letę (…) nie zapłaciwszy łzami skruchy myta — Ci tylko od dręczących przypomnień swojego grzechu będą wolnymi, którzy najpierw grzech ten zupełnie uznali i szczerze zań żałowali [myto — opłata celna; red. WL].

[529]

Ty, który stoisz poza świętą rzeką — Tu Beatrycze wprost do poety mowę zwraca. Uprzednia jej mowa chociaż nie do niego, ale o nim, do aniołów zwrócona, mocno go ubodła.

[530]

Mów, czy to prawda — Czy to jest prawda, co mówiła o nim do aniołów w uprzedniej pieśni.

[531]

zatłumiać — dziś popr.: przytłumiać, tłumić.

[532]

majdan — ważny element łuku; miejsce, w którym znajduje się rękojeść.

[533]

gdy wyznanie grzechu się wymyka (…) kamień młyński (…) tępi ostrze szpady — To jest, tępi miecz gniewu albo zemsty bożej za grzechy nasze, jeśli je dobrowolnie z żalem i skruchą wyznajem na spowiedzi.

[534]

potem uznając rzecz marną, słuchać mógł syren z większym hartem ducha — Tu poeta jest tylko wędrowcem i do ziemskiego życia stąd powracać musi. Dlatego Beatrycze daje mu tę naukę, ażeby słuchając ją z uwagą po raz drugi przez podobne pokusy nie dał się wciągnąć w grzech i błąd przeszły.

[535]

Nie powinieneś (…) czekać ran nowych z oczu dziewczyny lub z jej ust różowych — Napomknienie dość ironiczne o Gentuce, młodej dziewczynie, którą poeta był zajęty podczas pobytu swego w Lukce.

[536]

Podnieś twą brodę — Tu broda, jak zobaczym niżej, wzięta jest za twarz, część za całość. Poeta użytym tu wyrazem zapewne chciał wysłowić, że człowiek, którego broda już porasta męskim włosem, jak ptak porosły w pierze i pióra, pierwszego postrzału marnej uciechy mógłby uniknąć.

[537]

podniosłem brodę z jej rozkazu — Beatrycze stała wyżej od poety. Dlatego musiał on, ażeby na nią spojrzeć, oczy, a zatem i brodę, podnosić w górę. Moralne znaczenie tego alegorycznego gestu dość jest jasne: człowiek świadomy swojej winy upornie i nieśmiało wzrok podnosi do nieba.

[538]

ta samotna dama, której mi oczy uprzednio zabłysły — Tą damą jest Matylda. (Patrz o niej przypisek w pieśni XXVIII.) Ona duchem zupełnie oczyszczona, ofiaruje się upokorzonemu poecie być przewodniczką jego i pomóc mu z przypomnienia jego winy omyć się w letejskich wodach niepamięci. Ona sama lekka i czysto duchowa ślizga się po wód powierzchni, w których tonie przypomnienie winy i grzechu. Prawda jasna i głęboka!

[539]

„Oczyść mię!” słodki psalm dźwięczałOczyść mię hyzopem, ażebym stał się czystym. Psalm 51.

[540]

Czterem tancerkom przecudnej urody — Czterem cnotom świeckim, jakimi są: umiarkowanie, odwaga, sprawiedliwość i roztropność.

[541]

nim przyszła na świat Beatryce nas przeznaczono na jej służebnice — Myśl tego wiersza jest taka: gdy przyszła na świat wiara, cztery cnoty świeckie stały się jej nieodstępnymi towarzyszkami i służebnicami; albowiem wiara nie jest zupełnie doskonałą, jeśli się i przez cnoty świeckie nie objawia.

[542]

na stronie stoi niewiast troje — Trzy cnoty duchowe, czyli teologiczne. Wiara, nadzieja i miłość. Te tylko mocne są umocnić do tyla wzrok nasz duchowy, że znieść może światłość nauki bożej.

[543]

przed popiersiem gryfa — To jest Chrystusa.

[544]

w promiennych oczach (…) które bez przerwy na gryfa patrzały — Dlaczego Beatrycze, kiedy poeta już był oczyszczonym od grzechu, bez przerwy patrzała na gryfa, a nie na niego? Łatwo się domyślić, że patrzała na Zbawiciela, błagając go o miłosierdzie i przedłużenie stanu łaski dla swojego byłego kochanka.

[545]

Gryf się promienił w Beatrycy oczach — To jest w teologii, w nauce bożej.

[546]

snadź (daw.) — zapewne, widocznie, prawdopodobnie.

[547]

Odsłoń mu usta, niech twą piękność drugą pozna na końcu — To jest: przemów, a daj mu co prędzej poznać piękność nauki bożej.

[548]

moje oczy (…) dziesięcioletnie gaszące pragnienie — Beatrycze umarła w roku 1290, a poeta wstąpił do piekła i czyśćca w roku 1300, więc lat dziesięć minęło, jak mu ją śmierć porwała.

[549]

zasłoniony — dziś popr. forma: zasłonięty.

[550]

Oczy się jego zanadto wpatrzyły — Poeta jeszcze nie dość był przygotowanym, ażeby na największe światło, jakim są wiara i nauka boża, mógł długo poglądać, dlatego to nimfy odwracają twarz jego od Beatrycze, ażeby oczyma nie wpatrywał się w nią za długo.

[551]

na czas — czasowo, chwilowo.

[552]

wzrok przed światłem (…) wypoczął małem — Blask całego widzenia, jakie w tej chwili przedstawiało się poecie, był mały w porównaniu z wielkim blaskiem bijącym od oblicza Beatrycze.

[553]

migota — dziś popr. forma: migocze a. migoce.

[554]

na prawą zawrócił — na prawą stronę; na prawo.

[555]

Stacyjusz — Stacjusz; tu: forma wydłużona dla zachowania rytmu jedenastozgłoskowca.

[556]

Za kołem, które łuk mniejszy pisało — Przy zawrocie wozu koło będące na stronie, w którą wóz się zawracał, kreśliło łuk mniejszy. Cały pochód orszaku zwracał się w prawą, a więc i poeta ze swymi przewodnikami stał po prawej stronie wozu, gdzie stały trzy cnoty teologiczne.

[557]

pień drzewa (…) suchy, z liści i kwiatu z dawna obnażony — Drzewo to jest według Genezis Mojżesza drzewem wiadomości dobrego i złego, z którego uszczknienie owocu pierwszym ludziom stworzonym zakazanym było przez Boga: z tego powodu spotkamy niżej przypomnienie Adama i Ewy. Drzewo to jako pierwsza przyczyna wygnania z raju pierwszych rodziców naszych, którzy się pokusili zjeść zeń owoc zerwany pomimo zakazu bożego, jest zarazem i pierwszą przyczyną grzechu pierworodnego, jaki cięży nad całym naszym ludzkim rodzajem: drzewo też samo, według pięknego podania pierwotnych chrześcijan, stało się potem drzewem zbawienia, krzyżem odkupującym, na którym śmiercią swoją Baranek Boży gładził grzechy tego świata. Święty Bonawentura w kazaniu swoim na cześć krzyża świętego to podanie wspomina.

[558]

liściami — dziś popr. forma: liśćmi.

[559]

Czub drzewa (…) wzwyż rozszerzając obwód swej korony — Drzewo to koronę swoich liści rozszerzając stopniowo coraz wyżej aż do samego wierzchołka, symbolem jest hierarchii kościelnej i zarazem symbolem tej idei, że im wyżej kto po szczeblach hierarchicznych szczebluje, tym większą powinien posiadać wiadomość złego i dobrego.

[560]

Dwoisty gryfie (…) nie rozdarłeś dziobem tego drzewa — Tu Chrystus, pod symbolem gryfa, jako człowiek nie użytkował z tego drzewa, nie zrywał z niego owocu, czyli pokarmu ziemskiego, gdy niżej wskazując na to drzewo, powiedział: „tak się nasienie wszelkiej prawdy chowa”, czyli: „królestwo moje nie jest z tego świata”. Tymi słowy Zbawiciel przekazał tę prawdę wszystkim ludziom, a szczególnie duchownym: że uganiać się wyłącznie i namiętnie za ziemskimi znikomymi dobrami jest rzeczą naganną i wiodącą do grzechu duszę naszą stworzoną do wyższych i szlachetniejszych celów, której królestwo, na obraz królestwa Chrystusowego, nie jest z tego świata.

[561]

trzewa — dziś popr. forma: trzewia.

[562]

po swych liściach wdowie — owdowiałe, w żałobie po swych liściach.

[563]

drzewem, z którego wóz ten zrobiony był rdzeni — Wóz tu jest symbolem Kościoła i stolicy apostolskiej jako uciosany z drzewa wiadomości dobrego i złego: suchy pień drzewa ogołoconego z liści oznacza smutny stan owoczesnej stolicy papieskiej, kiedy wybierani jednocześnie papieże i antypapieże uganiając się za władzą świecką, pomimo woli zstępując ze swojego duchowego stanowiska najwyższego na ziemi, stawali się narzędziami tejże władzy świeckiej; albo oznacza osamotnienie i sieroctwo stolicy Piotrowej w Rzymie z powodu jej przeniesienia przez Filipa Pięknego, króla Francji, na lat siedemnaście z Rzymu do Awinionu.

[564]

gdy stojące za znakiem Ryby wyiskrza się słońce — Słońce na początku wiosny stoi pod Rybą, znakiem zodiakowym, a potem wstępuje w konstelacje Barana.

[565]

Bezlistne drzewo odżyło na nowo — Tu drzewo to jest symbolem Kościoła, który od chwili, jak Chrystus zbudował go na opoce, począł żyć nowym i coraz pełniejszym życiem. Barwy, jakie odzyskuje to drzewo, symbolem są barw kościelnych, jako to: fiolet godłem jest mądrości nauki Kościoła; modrociemny karmazyn, godło krwi, to jest przenajświętszej ofiary krzyżowej, początku i ustalenia Kościoła przez wylaną krew świętych jego męczenników.

[566]

bajarz uroczy uśpił bajaniem Argusowe oczy — Merkury opowiadaniem przygód Syrynksa uśpił Argusa, któremu zazdrosna Junona kazała czuwać nad miłostkami dorywczymi Jowisza z Io.

[567]

na Tabor woń jabłoni luba (…) znęciła Piotra, Jana i Jakuba — Jabłoń tu wspomniana jest wspominaną i w pieśniach Salomona, których wykładacze pod jej figurą chcą rozumieć Zbawiciela. Całe to miejsce odnosi się do Przemienienia Pańskiego na górze Tabor, według słów Mateusza św. w rozdz. 17.

[568]

Pełna współczucia niewiasta — Matylda.

[569]

Beatryce (…) siedzi na korzeniach drzewa — Beatrycze, czyli teologia, nauka boża, siedząca na korzeniach drzewa symbolem jest tej rzeczywistej idei, że Kościół pomimo wstrząśnień jego czasowych, pochodzących z przyczyn wewnętrznych i zewnętrznych, jakie nim zachwiały, w korzeniu swoim, to jest w gruncie swoim, był, jest i będzie nieporuszonym, ponieważ zasady jego strzeże nauka boża. Dla tego to, pomimo czasowych przeobrażeń, jakim prawda boża w czasie ulegała i ulega na ziemi, jedyna jej trwałość przechowuje się tylko w powszechnym Kościele Chrystusowym od początku aż do spełnienia wieków.

[570]

Siedem nimf wieńcem wokoło niej stoi — To jest cztery cnoty świeckie i trzy duchowe. Chrystus Pan, wstępując do nieba, zostawił Kościół swój na ziemi pod strażą i opieką nauki bożej i cnoty. Inni wykładacze komedii boskiej wprost przez te siedem nimf rozumieją siedem darów Ducha Świętego, w których się jednoczą wszystkie cnoty świeckie i duchowe.

[571]

prąg — dziś popr. forma: pręg.

[572]

kryślić — dziś popr. forma: kreślić.

[573]

ptak jowiszowy — Orzeł, symbol cezarów rzymskich i państwa rzymskiego.

[574]

Lis długo (…) pełznąc niewidzialny — Lis tu jest symbolem rozmaitych odszczepieństw od Kościoła powszechnego, które na początku po kryjomu nurtując w łonie tegoż Kościoła, na jaw wybuchły.

[575]

widziałem smoka — Smok to symbol Mahometa, który znaczną cześć wiernych oderwał od Kościoła i zmysłowymi obrazami Koranu pociągnął do siebie umysły niechętnie naginające się do surowych przepisów nauki ewangelicznej.

[576]

wyglądały głowy (…) róg na czole — Tych siedmioro głów zwierząt symbolem jest siedmiu grzechów głównych, jak widzimy w Objawieniu św. Jana.

[577]

Któż taki potwór mógł widzieć — dziś z D.: „któż takiego potwora mógł widzieć”.

[578]

snadź (daw.) — zapewne, widocznie, prawdopodobnie.

[579]

Pewna jak twierdza (…) Brankę i zwierzę — Cały koniec tej pieśni jest alegorią wewnętrznego i zewnętrznego stanu Kościoła na początku wieku XIV. Dante jako gibelin, żarliwy stronnik cesarza niemieckiego Henryka VII, do którego przywiązywał swoje polityczne i osobiste nadzieje, naprzeciw naczelników stronnictwa gwelfów, Bonifacego VIII i Klemensa V, dwóch papieżów, i Filipa Pięknego, króla Francji, często, a szczególnie tu zanadto sarka, nie umiejąc swojego zajątrzenia utrzymać w karbach bezstronnego sądu. Olbrzym zamieniający swoje uściski z wszetecznicą na wozie, to przez zazdrość ją chłoszczący, jest to Filip Piękny pochlebiający Bonifacemu VIII, ażeby go wciągnąć do swoich intryg politycznych przeciw cesarzom niemieckim. Papież poznawszy, że jest tylko igraszką polityki tego króla, rzuca nań klątwę, klątwa ta wywołuje chłostę czyli zemstę króla Filipa, który stolicę apostolską odrywa od krzyża Watykanu i przenosi ją do Awinionu. Branka jest to stolica Piotrowa, przeniesiona przemocą z Rzymu do Awinionu w roku 1305, a zwierzę to Filip, król Francji, który przez zemstę ustawił się potęgą materialną nad potęgę duchową pogwałceniem powagi Chrystusa w naczelniku i namiestniku jego Kościoła.

[580]

Deus, venerunt gentes (…) psalmodyję słodką — Psalm 79, poczynający się od słów: „Boże, poganie weszli w dziedzictwo twoje”. Słowa te w tekście jak i w przekładzie są po łacinie napisane.

[581]

Maluczko zasię, a znów mnie ujrzycie — Słowa z Ewangelii św. Jana, rozdz. 16. Dante tą razą rzeczywiście przepowiada jako prorok, że Rzym wkrótce będzie, jak był, stolicą następców świętego Piotra. Albowiem po siedemnastoletnim panowaniu sześciu papieżów w Awinionie, po sporach długoletnich kłócących pokój Kościoła świętego przez wybór papieżów i antypapieżów, kierowany często wpływami zewnętrznymi tej lub owej władzy świeckiej, przywróconym był na końcu dawny jego pokój i porządek.

[582]

mędrca, który został z nami — Stacjusz.

[583]

spód wozu strzaskany przez smoka i był, i nie jest zarazem dla oka — Ponieważ władza stolicy apostolskiej w niczym uszczerbiona być nie może, widzenie wozu, który tu jest symbolem tejże świętej stolicy, ze spodem strzaskanym przez smoka, było tylko pozornym, w celu obudzenia przestrachu i bojaźni grzeszników.

[584]

bożą zemstę potrawą ukoi — Podług podania gminnego we Włoszech, potrawa zjedzona przez zbójcę na grobie tego, którego zabił, gładziła zbrodnię i zasłaniała go przed sprawiedliwą zemstą bożą.

[585]

Liczba, co pięćset, pięć, dziesięć zamyka — Aby zrozumieć tę przepowiednię, trzeba wiedzieć, że Dante chce, ażeby liczbę pięćset pisano przez literę D, pięć przez literę V, dziesięć przez literę X. Te trzy litery składają słowo Dux: wódz, naczelnik, który według tej przepowiedni zniszczyć miał potęgę ziemską Bonifacego VIII i Filipa Pięknego. Tym wodzem miał być Henryk VII, cesarz rzymsko-niemiecki, na którego potęgę Dante w owoczesnych zatargach politycznych stronnictw najwięcej liczył.

[586]

Sfinks (…) Temida — Sfinks, znajomy potwór z mitologii starożytnej, który swoje zagadki mając za nierozwiązane, gdy Edyp jedną z nich rozwiązał, z rozpaczy rzucił się ze skały w przepaść; Temis — bogini sprawiedliwości.

[587]

Najady (…) zboża — Przypomnienie wierszy Owidiusza z jego Przemian [Metamorfoz; red. WL], ks. VII: Carmina Naiades non intellecta priorum solvunt ingeniis (…).

[588]

On to drzewo stworzył świętym w niebie — To drzewo symbolem jest, jako wyżej, Kościoła Chrystusowego.

[589]

pokusza — kusi.

[590]

pierwsza dusza (…) oczekiwała Tego (…), który ukarał jej płoche łaknienie na sobie samym przez śmierć i cierpienie — Chrystus Pan, który śmiercią krzyżową zgładził grzech Adama.

[591]

Elsa — strumień mały w Toskanii, w którego wody jaka bądź rzecz wrzucona pociąga się powłoką kamienną.

[592]

styrać — dziś popr. forma: sterać; wyczerpać, wyniszczyć przez trudy.

[593]

Ile nauka jej zgodna z mym słowem — Tu poeta najwyraźniej objawia zdanie, że filozofia o tyle jest godną tego nazwania, ile jest zgodną ze znaczeniem pierwotnym swojego źródłosłowu; to jest miłością mądrości, jaka się zamyka w słowie bożym.

[594]

iście — chód; neol. od czas. iść.

[595]

ozowie — dziś popr. forma: ozwie; odezwie.

[596]

Nie zapomniałam o tym jemu kazać — Matylda w pieśni XXVIII już odpowiedziała poecie na to, o co ją teraz pyta.

[597]

snadź (daw.) — zapewne, widocznie, prawdopodobnie.

[598]

Eunoe — strumień, którego wody mają własność wskrzeszenia pamięci dobrych uczynków duszy.

[599]

pieśń drugą — To jest Czyściec, druga część Boskiej Komedii.

Zamknij
Proszę czekać…