<utwor>
  <rdf:RDF xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#">
    <rdf:Description rdf:about="http://redakcja.wolnelektury.pl/documents/book/anne-finch-splin/">
      <dc:creator xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Finch, Anne</dc:creator>
      <dc:contributor.translator xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Marcinków, Piotr</dc:contributor.translator>
      <dc:title xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Splin</dc:title>
      <dc:date xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2026-08-12</dc:date>
      
      <dc:publisher xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Fundacja Wolne Lektury</dc:publisher>
      <dc:language xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">pol</dc:language>
      
      <dc:identifier.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/finch-splin/</dc:identifier.url>
      <dc:rights xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Licencja Wolnej Sztuki 1.3.</dc:rights>
    <dc:type xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">text</dc:type>
    <dc:contributor.editor xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Sekuła, Aleksandra</dc:contributor.editor>
    <dc:contributor.technical_editor xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Sałach, Monika</dc:contributor.technical_editor>
    <original xml:lang="pl">Spleen</original>
    <category.thema.main>DCA</category.thema.main>
    <dc:source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Anne Finch, Splin, tłum. Piotr Marcinków, wyd. Fundacja Wolne Lektury, Warszawa 2026.</dc:source>
    <dc:subject.type xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Liryka</dc:subject.type>
    <dc:subject.genre xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">wiersz</dc:subject.genre>
    <dc:subject.period xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Romantyzm</dc:subject.period>
    <dc:description xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Publikacja wydana w ramach biblioteki Wolne Lektury (www.wolnelektury.pl).</dc:description>
    <dc:relation.coverImage.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://redakcja.wolnelektury.pl/media/cover/use/8042.jpg</dc:relation.coverImage.url>
    <dc:relation.coverImage.attribution xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">At Calcot (ca. 1885–1890), John Singer Sargent, domena publiczna</dc:relation.coverImage.attribution>
    <dc:relation.coverImage.source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/cover/image/8042/</dc:relation.coverImage.source>
    </rdf:Description>
  </rdf:RDF>
  <liryka_l>


<autor_utworu>Anne Finch</autor_utworu>

 
<nazwa_utworu>Splin</nazwa_utworu>


<podtytul>Wiersz pindaryczny</podtytul>


<strofa>Czym jesteś, Splinie, skoro kształt swój stale zmieniasz?/
Tyś Proteuszem ludzkości cierpiącej,/
Która przyczyny twej szuka bez końca/
I na próżno próbuje przejrzeć przez twoje złudzenia./
Coraz to nową przybierasz znów formę:/
Teraz spokojny niby Morze Martwe,/
Ledwie mącone głuchym szumem zmartwień,/
Nagle zrywasz się wściekle, targasz w najgorszym ze sztormów./
Czasami przyjdziesz drżący jak osika,/
By wtem wybuchnąć trwogą i paniką;/
Nocą pełzną twe cienie, nad śpiącym się zbiorą,/
Łóżko ciche otoczą posępnych zmór sforą/
I sny złowróżbne będą sączyć w głowę smutkiem chorą;/
Lub północ bije, a mimo to człowiek/ 
Zmrużyć nie może ciężkich, zmęczonych dniem powiek,/
A gdzie nie spojrzy, zwid na każdym kroku:/
Tu zjaw dziwacznych tańczy całe grono,/
Głowy ostre jak szpice rosną, dziwnym ogniem płoną,/
I duchy rodzą się z mroku./
Podobne wizje szalały w godzinę,/
Kiedy Brutus (z krwią mrozem ściętą na dźwięk głosu,/
Z sercem zdjętym troską o Rzymu przyszłe losy,/
Zanim do bitwy ostatniej wyruszy,/
Zanim senat pokłoni się przed Oktawiuszem)/
Przegrał, padł rażony Splinem.</strofa>





<strofa>Niesłusznie winą obarczamy ciało,/
Tę formę naszą ciężką i nietrwałą,/
Która --- zanim grzech w swoim martwym plonie/
Ciebie, ponury gościu, wpuścił do niej ---/
Z duszą złączona zgodą względem siebie,/
Nie więziła swej siostry, co w lotu potrzebie/
Przemierzała przestrzenie swego domu w niebie./
Nigdy też, kiedy w niebie własnym mieszkał,/
Gdy Człowiek w rajskim panował Ogrodzie,/
Ziemi dobrej i płodnej, gdzieś na wonnym Wschodzie,/
Gdy wszystek zapach czuł na swoich ścieżkach,/
Zbrojne słodycze, nim stałeś się królem,/
Nie tumaniły zmysłów ani twarzy/
Przykrym rumieńcem nie mogły obdarzyć./
Teraz żonkil nam rani umysły zbyt czułe;/
Mdlejąc, padamy pod aromatycznym bólem,/
Aż jakiś zapach ciężki twą srogość oswoi/
I rozkosz odpuścimy dla krótkiej chwili spokoju.</strofa>





<strofa>W każdym, kto się pod władzę twą dostanie,/
Inne wybierasz gesty i przebranie:/
Tu w zagajniku przyjaciel troskliwy/
Wysłuchać musi twych porad fałszywych,/
Zmyślonych żali, westchnień i smutków zawile/
Wyszeptywanych z błyskiem twej łzy krokodylej;/
W pospolitym zaś tłumie na ulicy/
Słychać, jak głośni twoi niewolnicy/
Nagłym śmiechu wybuchem zdradzają twe panowanie./
Twoje miazmaty dręczą też zaborczą żonę,/
Wznosząc się z pasji gorących kłębami/
Do mózgu nazbyt chłonnego, by potem/
Ciało opuścić i spłynąć z powrotem/
Z oczu zamglonych i wilgotnych łzami/
Wprost na serce jej męża już zmiękczone,/
I w środku kłótni mąż musi się skłonić/
Ku jakiemuś ustępstwu, zawieszeniu broni;/
Aż Pan i władca, co ma wszędzie bez wyjątku/
Rządzić, ogłosi pokój i tryumf rozsądku,/
A żona, Splinem zbrojna, przywoła się do porządku./
Głupiec, chcąc pokryć intelektu braki,/
Zmyśla, że znosić musi twe ataki ---/ 
Choć z przyrodzenia ciemny, raczej woli/
Przypisać winę twej nad nim kontroli;/
Bo bywa i tak, że do tego dążysz,/
By umysł nawet najtęższy pogrążyć:/
Czasami człowiek o myśli jak kruszec/
Nie wytrzymuje --- im głupota śmielej/
Króluje, choć on światu dał z siebie tak wiele,/
Tym bardziej chciałby skryć się, w twoich cieniach zapaść, uciec./
<begin id="b1790980118262-562299290"/><motyw id="m1790980118262-562299290">Poetka</motyw>I mnie także, niestety, tak często zwyciężasz:/
Czuję twoją moc, kiedy szarpię się w twych więzach;/
Czuję mojego rytmu rozpad, wiersze leżą w strzępach./
Cokolwiek widzę, widzę poprzez bielmo czarne,/
I wszystko jak ty jest mroczne, koszmarne,/
Me wiersze wyśmiewane, trud mój wskutek złości/
Zwany pustym głupstwem lub szczytem bezczelności<end id="e1790980118262-562299290"/>:/ 
Kiedy kroczę Muz pięknymi ścieżkami,/
Kiedy w gajach sekretnych, przy tajnych krynicach/
Pragnę tropić niezwykłe, odnaleźć, przemycać,/
Unikając dróg prostych, znanych i zdeptanych;/
<begin id="b1790983676019-2627009854"/><motyw id="m1790983676019-2627009854">Sztuka, Kobieta</motyw>Nie mojej dłoni naiwnie powtórzyć/
W zgasłych jedwabiach jedyny cud róży,/
Ani kolor dać śmiesznym ptakom w marnym szkicu,/
Na szkle malować władcy niewyraźne lico,/
Anioła z mieczem, ani mówiącą oślicę.
<end id="e1790983676019-2627009854"/></strofa>





<strofa>Wszelakiej krzywdy jawnej możesz być patronem,/
Fałszywą męża wymówką, gdy żonę/
Znów odtrąca i ciszę narzuca grobową,/
A dla przyjaciół zaraz uśmiech ma i dobre słowo./
Siłę twą zdradza syn Bachusa, który/
Nie może nigdy odpuścić kielicha,/
Choć niby tylko troski twe odpycha,/
Szczęścia godzinę kradnie z szeregu ponurych/
I królestwo twe topi w strumieniach purpury./
Gdy kokietka, o której każdy głupiec śni w nocy,/
W swej niestałości pozna kartę silną,/
Maski wnet umie wymieniać dowolnie:/
Z psotnej przed chwilą, próżnej i frywolnej/
Staje się nagle cichą i melancholijną,/
Stosy błędnych, gorących iskier sypią jej oczy,/
Jej postura niedbała, odchylona głowa,/
Twarz zamyślona i opanowana,/
Znaczą, że smutek wielki w głębi duszy chowa,/
Fircyk zaś widzi jasny sygnał do działania,/
Więc powód badać pocznie pan grzeczny i uroczy;/
Powodem jest, w istocie, ciężki brak rozumu,/
Choć Splin wskażą, nie widząc w nim znoszonego kostiumu./
Lecz to nic więcej niż tanie spektakle/
W gorzkim teatrze i jarmarczne sztuczki,/
Które powstały z myślą o maluczkich;/
Prawdziwą zgubę niosą skutki potężniejszych zaklęć./
Przez ciebie Wiara, która winna przecież/
Wszem ludziom przynieść światło na tym świecie,/
Tonie w ciemności, zmącona do szczętu/
Trwogą, strachem przed karą, sumieniem zawziętym/
I kolejnym zakazem wypaczonym z tekstów świętych./
Nie kosztuj, nie dotykaj --- to obrazoburcze/
Słowa, które wmawiasz nam przeciwko szczodremu Stwórcy./
<begin id="b1790980513066-2051878152"/><motyw id="m1790980513066-2051878152">Melancholia</motyw>Zwiodłeś ich swym fałszem, przez ciebie oniemieli,/
Wygnani na pustynię lub do ciemnej celi,/
Złudzeni świątobliwi --- chociaż większym zgoła/
Trudom na chwałę Bożą mogliby podołać,/
Twoimi są sługami, Splinie, i twego kościoła./
Na nic nam nauk i sztuk szeroki dorobek,/
Na nic nam leki i wszelkie sposoby,/
Na nic nam z liści indyjskich napary/
Lub ze zmielonych, ciemnych Wschodu ziaren,/
I zrozpaczonym na nic ciężkich win pełne puchary./
Na nic harmonia, bo choćby bez końca/
Dźwięk fletu chłonąć lub struny potrącać,/
Harmonia nigdy nie odniesie skutku;/
Tęskna melodia tylko złagodzi cię w smutku,/
A ton radosny porwie w ekstazę zbyt krótką.<end id="e1790980513066-2051878152"/>/
Mimo lekarza rosnącej fortuny,/
Mimo że zwiększa swój dochód obficie/
Doktor po każdej kolejnej wizycie,/
Bada, w głowę zachodzi -- wciąż nic nie rozumie./
I nawet Lower<pe><slowo_obce>Lower, Richard</slowo_obce> (ok. 1631--1691) --- lekarz, zasłużony dla rozwoju nauk medycznych, pionier w dziedzinie transfuzji krwi i badaniach mózgu oraz układu krwionośnego. Studiował medycynę naturalną i eksperymentalną na Uniwersytecie w Oxfordzie pod kierunkiem prof. Thomasa Willisa, a następnie współpracował z nim i kontynuował jego odkrycia. Jedną z dziedzin, w której badania te przyniosły zwrot, była teoria dotycząca przyczyn melancholii (uporczywego przygnębienia), stanów lękowych i zmian nastroju; od starożytności tłumaczone były one za pomocą tzw. teorii humoralnej, wyjaśniającej w ogóle dolegliwości zdrowotne jako zaburzenia równowagi płynów: krwi, flegmy, żółci i ,,czarnej żółci". Ta ostatnia miała być płynem wypełniającym śledzionę, który dał też nazwę melancholii (z gr. <slowo_obce>mélas</slowo_obce>: czarny oraz <slowo_obce>cholé</slowo_obce>: żółć). XVII-wieczne badania Willisa i Lowera, oparte m.in. na sekcjach zwłok i analizach cyrkulacji płynów w organizmie, wykazały, że stany melancholiczne nie wynikają z nieprawidłowego działania śledziony, lecz są chorobami układu nerwowego i mózgu.</pe> wykształcony ściśle/
Twej przyczyny nie poznał ani w rozkrojonym/
Ciele nie znalazł dziur, gdzie nieproszony/
Gnieździłeś się, żerując na ofiary swej umyśle./
Pewien, że w końcu kropla każdą drąży skałę,/
W pracy nadludzkiej strawił lata całe,/
Już myślał, że cię dorwał --- a to ty jego dorwałeś/
I jak więzień, niewolnik w pełni wierny tobie,/
Zduszony twym łańcuchem, zniknął martwy w ciemnym grobie.</strofa>




</liryka_l>
</utwor>