<?xml version="1.0"?>
<FictionBook xmlns="http://www.gribuser.ru/xml/fictionbook/2.0" xmlns:wl="http://wolnelektury.pl/functions" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xmlns:l="http://www.w3.org/1999/xlink"><description xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#"><title-info><genre>literature</genre><author><first-name>Zofia</first-name><last-name>Nałkowska</last-name></author><book-title>Dom kobiet</book-title><date>2025</date><lang>pol</lang></title-info><document-info><author><first-name>Ilona</first-name><last-name>Kalamon</last-name></author><author><first-name>Jacek</first-name><last-name>Barański</last-name></author><author><first-name>Aleksandra</first-name><last-name>Sekuła</last-name></author><author><first-name>Jacek</first-name><last-name>Barański</last-name></author><program-used>book2fb2</program-used><date>2026-03-23</date><id>https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/nalkowska-dom-kobiet/</id><version>0</version></document-info><publish-info><publisher>Fundacja Wolne Lektury</publisher></publish-info></description>Zofia NałkowskaInformacja o zmianach
Zmodernizowano biernik zaimka osobowego mię &gt; mnie. 
Interpunkcja została uwspółcześniona zgodnie z obowiązującymi zasadami.Osiem kobiet z trzech pokoleń jednej rodziny, pewien wiosenny dzień i wspólne dla nich wszystkich doświadczenie --- utrata ukochanego mężczyzny. Czy czas faktycznie leczy rany? Swoją odpowiedź na to pytanie Zofia Nałkowska zapisała w dramacie Dom kobiet.Premiera i sukces sceniczny Domu kobiet Zofii NałkowskiejDom kobiet to nie tylko pierwszy dramat w dorobku literackim Zofii Nałkowskiej, ale i pierwszy utwór autorki Granicy, który przyniósł jej sławę i uznanie. Premiera sztuki teatralnej, opartej na jego podstawie, w reżyserii Marii Przybyłko-Potockiej miała miejsce 21 marca 1930 roku na deskach Teatru Polskiego w Warszawie. Odtąd Dom kobiet cieszy się ogromną popularnością --- był i jest wielokrotnie wystawiany na polskich i zagranicznych scenach teatralnych, a jego tekst przetłumaczono na 11 języków.Czas i pamięć w Domu kobietAkcja rozgrywa się w ciągu jednego wiosennego dnia w wiejskim domu Celiny Bełskiej. Na scenie pojawia się osiem kobiet z trzech pokoleń jednej rodziny: owdowiała, sędziwa babka, jej dwie córki, synowa, wnuczki oraz służąca. Tym, co je wszystkie łączy, jest sytuacja życiowa --- każda z nich w jakiś sposób utraciła swojego męża. Równie istotnym bohaterem Domu kobiet wydaje się czas. Czas, który minął i jest intensywnie rozpamiętywany przez kobiety, czas, który jest i aby upłynął, musi być wypełniany kolejnymi, mniej lub bardziej sensownymi czynnościami, czas, który ma nadejść i uleczyć dawne zranienia. Mieszkanki domu zdają się niejako zatrzaśnięte w więzieniu swoich wspomnień o minionym życiu.Sztuka Nałkowskiej bywa odczytywana jako dramat obyczajowy, psychologiczny, a nawet filozoficzny --- jako opowieść o granicach ludzkiego poznania, niemożności dotarcia do prawdy o drugim człowieku oraz o władzy, jaką wspomnienia i przeszłość sprawują nad żyjącymi. Świat bez mężczyznKrytycy z epoki zwracali uwagę na nieobecność mężczyzn wśród bohaterów i obsady sztuki. Bowiem jedynym mężczyzną wymienionym na afiszu był autor scenografii, Karol Frycz. Po niemalże 100 latach od premiery fakt, że możliwe było oddanie głosu wyłącznie kobietom w historii o nich samych, zdumiewa (niestety!) jeszcze bardziej.Na Wolnych Lekturach znajdziesz e-book Dom kobiet Zofii Nałkowskiej. Przeczytaj utwór w aplikacji mobilnej, online lub pobierz na czytnik w wybranym formacie: EPUB, MOBI, PDF.Dom kobietSztuka w trzech aktachOsoby:Celina Bełska, babka, lat 82Julia Czerwińska, wdowa, lat 60, jej córkaMaria Łanowska, wdowa, lat 59, jej córkaTekla Bełska, wdowa, lat 54, ich bratowaJoanna Nielewiczowa, wdowa, lat 40, córka MariiRóża Byleńska, rozwódka, lat 35, córka MariiEwa Łasztówna, panna, lat 18Zofia Sworzeniowa, służąca, lat 50Akcja odbywa się w małym domu na wsi u Celiny Bełskiej.Objaśnienia do osób:Celina poważna i spokojna, głos pewny, mocna mimo starości --- tylko pomagają jej przy chodzeniu.Julia wesoła, życzliwa ludziom, skłonna do entuzjazmu, trochę naiwna, cierpi na artretyzm w nogach (laska).Maria czynna, dobra.Tekla oschła, krytyczna, chorowita.Joanna wymizerowana żałobą, powściągliwa, oszczędna w gestach, nie od razu bierze wysoki ton. Z początku jest zgaszona, tępa. Wybucha dopiero w połowie drugiego aktu.Róża estetyczna, sentymentalna, leniwa, może być ładna.Ewa żywa, szczera, namiętna.Zofia stanowcza, zaradna.Ubiory zwyczajne, domowe, niespecjalnie ubogie.Róża jest bardziej elegancka, może przebrać się do trzeciego aktu.Ewa jest cały czas w płaszczu i kapeluszu, ubrana na podróż, z pewną starannością urzędniczki. Zofia nie ma białego fartuszka, wygląda raczej na kucharkę.AKT IPokój bawialny w wiejskim, małym domu. Na wprost drzwi oszklone na taras, za którym widać kwitnące drzewa. Na lewo dwa okna, bliżej drzwi, prowadzące do przedpokoju. Na prawo drzwi do wnętrza mieszkania.Meble z prawej rozłożyste, stare, kanapa i fotele wygodne. W pokoju są kwiaty, w dwóch wazonach tkwią kwitnące białe gałęzie. Parę ładnych przedmiotów, wszystko jednak skromne.Na lewo, pod bliższym oknem, fotel babki i jej stolik, pled, podnóżek, poduszka na ziemi.SCENA 1Babka, Zofia, później TeklaZOFIAwprowadza Babkę przez drzwi z prawejJuż tu wszystko wysprzątane, wyczyszczone, przygotowane dla paniusi.usadza ją w foteluO pled, o poduszeczka, tutaj, tutaj, chustka do nosa i jeszcze różaniec. Okulary ma paniusia w kieszeni, o. A zaraz będzie śniadanie. Kawa gotowa, tylko pani przyjdzie z ogrodu.BABKADziękuję, dziękuję, Zofio, ja sama. Daj mi tylko trochę bliżej stołeczek.ZOFIAprzesuwa podnóżekTak będzić dobrze? Już?BABKATeraz dobrze, dziękuję. Ale idź już do swojej roboty.ZOFIANie, paniusiu, wszystko się zdąży, wszystko będzie na czas. Z robotą to trzeba tylko umieć. Trzeba sobie tak wszystko ułożyć jedno po drugim, żeby się zmieściło. O, i pani Bełska wstała. Już tu idzie.BABKAA pani Łanowa?ZOFIAE, nasza pani już z godzinę, jak siedzi w ogrodzie, wciąż na grządkach, bo wszystko teraz przy tym słońcu schodzi pięknie. Chłopak przyniósł rano rozsadę pomidorów, to się zaraz sadzi. A pani Czerwieńska już też dobrą chwilę spaceruje po dróżce tam i na powrót, tam i na powrót, jak to ona. Dla zdrowia.TEKLAwchodzi, całuje świekrę w rękęDzień dobry, mamie. Czy mama dobrze spała?BABKADzień dobry, dziecko.pocałunek w głowę TekliSen, Pamięć, WspomnieniaJa mało śpię, nie bardzo już potrzebuję snu. Ale tyle rzeczy mam do rozpamiętywania, że mi sie noc nie dłuży.TEKLAsiada naprzeciw Babki na krześle, ręce bezczynneA ja źle spałam. U mnie wszystko słychać, co się dzieje u Joanny.BABKAJakże Joasia? Jeszcze nie wstała?TEKLAwzdychaZnowu w nocy chodziła po pokoju --- chyba ze dwie godziny. Stara się cicho, ale ja usłyszę każdy szelest, a cóż dopiero chodzenie. Jednak ma wciąż te swoje sny i o jednej porze zawsze krzyczy.ZOFIAktóra otwierała okna i ściągała zasłonyPani Nielewiczowa, jak wnosiłam rano buciki, to spała. Do śniadania pewno nie wstanie. Oczy miała zamknięte, ale jak wygląda! Niepodobna do siebie.BABKAdo TekliPojutrze będzie cztery miesiące od śmierci Krzysztofa. A w poniedziałek cztery miesiące od jego pogrzebu.TEKLATak, prawda. To bardzo niedawno --- cztery miesiące.ZOFIAAle pani Nielewiczowa, biedactwo, tak desperujedesperować --- rozpaczać. , jakby to było wczoraj, jakby go wczoraj pochowała.wynosi krzesło na tarasBABKAA we wtorek wypada rocznica urodzin Włodzimierza.TEKLAPrawda, prawda! To mama zawsze tak pamięta o sprawach tych, co umarli --- jakby jeszcze trochę żyli. Bo każdy ma przynajmniej rocznicę śmierci, rocznicę urodzin, imieniny, pogrzeb. I tylu jest tych zmarłych w tym domu.BABKABo to prawda, że oni jeszcze jakoś żyją --- i nawet się trochę zmieniają --- ci, co dawniej umarli.ZOFIAwraca z tarasu, bierze drugie krzesło i wsparta na nim przez chwilę stoiTEKLApochmurnie, twardoNie! To tylko od nas zależy. Nie zmieniają się nigdy --- choćby umarli najdawniej.ZOFIAPani Nielewiczowa taka słaba, taka jeszcze zdenerwowana, a wciąż są do niej jakieś interesy. Dziś z samego rana już ktoś przychodził. Jakaś taka panienka, prosto z podróży, z pociągu przyjechała i powiada, że się chce koniecznie widzieć z panią Nielewiczową. Ja mówię, że pani Nielewiczowa, odkąd nieboszczyk pan umarł, nikogo nie przyjmuje, że chora. Ale ona umyślnie, powiada, przyjechała z ważną sprawą. Więc jej powiedziałam, niech przyjdzie po śniadaniu, to się może rozmówi ze starszą panią. Żeby też o takiej godzinie!wynosi krzesła na tarasTEKLApowtarza z naciskiemTo tylko od nas zależy, od tych, co zostają.BABKApatrząc na nią, powoli, miękkoTak, może, może Andrzej się już nie zmienia.ZOFIAprzechodzi przez pokójPani Czerwieńska już idzie ze swojego spaceru. Czas do śniadania.wychodzą na prawoSCENA 2Babka, Tekla, JuliaJULIAwchodzi żywo przez drzwi z tarasu, z kijem w ręku, śmieje się, mówi już od drzwiNo, dziś to się obudziłam fatalnie, ręce ani rusz, nogi ani rusz! A język biały jak obrus.podchodzi bliżej do TekliA wiesz dlaczego? To ta filiżanka mleka wieczorem. Mnie nic nie wolno po piątej godzinie, żebym nawet była, nie wiem, jaka głodna. Proszę zawsze, nigdy mnie nie namawiajcie. Już ja sama najlepiej wiem, co mi można. Myślałam, że kroku nie stąpnę, że nogą nie ruszę. Ale nie! Wstałam z samego rana, wypiłam szklankę ziółek i zaraz do ogrodu. To dziurawiec. Zofia mi zaparzyła jeszcze wczoraj. Dziurawiec jest bardzo zdrowy. I od godziny nic, tylko chodzę po alejce --- tam i z powrotem, tam i z powrotem --- aż mi się nogi całkiem rozeszły. Ach, cóż za powietrze dzisiaj, co za pogoda! Ogród cały do panny młodej podobny, wszystko kwitnie. I ptaszeczki tak śpiewają, tak się do siebie wdzięczą, aż hałas w gałęziach od tego śpiewu. Powietrze zupełnie balsamiczne. O, już mi dobrze, już mi się całkiem poprawiło. Ale was proszę, nigdy mnie nie namawiajcie do jedzenia.TEKLApoważnieKiedy nikt cię nie namawiał. Sama jesteś łakoma.JULIAbez urazyTo prawda, że wczoraj się sama na to mleko złakomiłam.śmieje sięAle Maria często mnie tym i owym częstuje --- i zaraz z tego kłopot.TEKLACóż to ważnego: zjeść czy nie zjeść? To jest tylko twoja sprawa, Julio. Nie ma o co robić zamieszania.JULIAz przejęciemKiedy ja nie mogę, ja muszę na siebie bardzo uważać! Inaczej nie wiem, co by to było!BABKAWeź sobie tutaj krzesło, Julciu, i siadaj.JULIADziękuję mamie, później mi trudno wstać.śmieje sięTaka już ze mnie niedołęga. Wolę tak chwilę postać, zaraz Maria zawoła na śniadanie. Ja już nie będę nic jadła, lepiej się trochę przegłodzę do obiadu. To bardzo zdrowo stać --- nogi nie leniwieją. Ale co za pogoda, mama powinna koniecznie posiedzieć dzisiaj na tarasie. Gałęzie czereśni takie białe, takie puszyste, wchodzą wysoko na niebo zupełnie niebieskie. Jeszcze nie było takiego pięknego dnia w tym roku. Pszczoły brzęczą jak w lecie, a słoneczko od samego ranka ciepłe --- tak przygrzewa, tak przygrzewa! To dobrze na moje kości.TEKLAJuż blisko ósma, a jeszcze ani słychać o śniadaniu. Maria biega po ogrodzie, ma nowy kłopot z pomidorami. Wszystko musi zrobić sama, wszystkiego sama dopilnować. Ona nie umie się urządzić, a wtrącić się nikomu nie da. Od służby trzeba umieć wymagać, inaczej każdy się rozpuści.BABKAMaria jest bardzo dobra.TEKLAMoja mamo, to nie jest dobroć, tylko głupota.JULIAśmieje sięOj, Teklo, Teklo, jaka ty jesteś doprawdy. Śniadanie zaraz będzie, bo już mi Zofia mówiła, że gotowe.TEKLAmilczyJULIATakam dziś kontentaTakam dziś kontenta (daw.) --- konstrukcja składniowa z ruchomą końcówką czasownika, dziś: ,,taka dziś kontentna (jestem)"; kontentny (daw.) --- zadowolony., a sama nie wiem z czego. Może będę miała jaką dobrą nowinę, albo może będę miała list od dzieci. A może też dlatego, że widziałam taką ładną, młodą parę na drodze. Sama nie wiem.TEKLACóż to za para?JULIATo nie tutejsi... Szli wzdłuż ogrodu do szosy i strasznie się kłócili, ale to z miłości, bo on ją cały czas trzymał w pół. Szli drogą i wcale nie wiedzieli, że ich widzę z ogrodu. Ale to nic, bo ja się patrzyłam życzliwie.śmieje sięMiłość, MłodośćCzubili się, że aż strach. Ona mu za coś okropnie głowę zmywała. Taka wiosenna burza --- nic dziwnego: młodość. A on był miły, pokorny, bardzo ją przepraszał. Widać od razu, że zakochany. Kłótnia miła i zgoda będzie jeszcze przyjemniejsza.śmieje się figlarnieBABKAwyrozumialeTy, Julciu, zawsze byłaś romantyczna --- nawet jako dziewczynka.JULIATak, to na pewno nietutejsi, z miasteczka. Wyglądali na to, że przyjechali z daleka. On miał samochodową czapkę i płaszcz.TEKLATo pewno szofer.JULIAurażonaA, gdzież tam, dlaczego. Taki młody, elegancki, przystojny. A zresztą może i szofer. Tylko, że tak ślicznie wyglądali w słońcu, przez kwitnące gałęzie. I tacy zakochani.TEKLAZakochani dlaczego, że się kłócili?JULIAA pewnie, że dlatego. Miłość, MłodośćMłodzi, co się nie kłócą, to się i nie kochają, to im już widać wszystko jedno. Myśmy się nieraz z Włodziem czubili. Ale ja wiedziałam, że się ze mną przeprosi i że zgoda będzie miła.śmieje sięTEKLAsurowoCzy pamiętasz, że we wtorek są urodziny Włodzimierza?JULIATak, już zakupiłam mszę. Włodzio tam w górze wie, że o nim pamiętam.wesołoKiedy w taki cudowny dzień, jak dziś, patrzę na obłoki, to mi się zawsze zdaje, że on stamtąd mnie widzi. I że się raduje.TEKLAkarcącoJak ty możesz mówić takie rzeczy?JULIACóż zrobić, ja jestem tego pewna. To nie jest grzech.BABKANaturalnie, to nie jest grzech.JULIAzamyślonaNie, to nie szofer, na pewno nie, Teklo. Był doprawdy nawet wykwintnie ubrany w tę angielską skórę. Ja się na tym jeszcze trochę rozumiem, kiedyś przecież i ja miałam za co się ubierać, nie chodziłam w takich strzępach jak dziś.śmieje sięAle to trudno, co robić, nie narzekam, bo i co mi z tego przyjdzie, gdybym narzekała. Czy przez to się coś poprawi? Jeszcze Bogu dziękuję, że mam kąt rodzinny na starość, że dzieci moje zdrowe, że mi tu z wami dobrze... Tak, on był nawet bardzo elegancki, ale ona nie. Ona wyglądała nie tak elegancko, chociaż przyzwoicie.TEKLApo raz pierwszy się uśmiechaMoja Julio, co też nas może obchodzić, jak ci państwo byli ubrani. Przecież ich nawet nie znamy.JULIAśmieje sięAch, jaka ty jesteś doprawdy! Ciebie tak nic nie obchodzi. Cóż w tym złego, że się nimi interesuję. Każdy się raduje, jak widzi czyje szczęście.TEKLASkądże zaraz wiesz, że są szczęśliwi?JULIAO, skąd, skąd! Serce mi mówi. Byłam sama młoda i szczęśliwa, trochę się i na tym rozumiem. W taki dzień jak dzisiejszy młodzi, żeby nie byli szczęśliwi! Pomyśl tylko! Kiedy przechodzili tu zaraz koło naszych bzów, usłyszałam, jak mówił, że gdziekolwiek ona pójdzie, to on ją wszędzie odnajdzie. ,,Nigdzie mi nie uciekniesz!" --- tak powiedział. --- ,,Pamiętaj!" No, czy tak mówi ktoś, co nie kocha? I śmiał się, i chciał ją pocałować. Naprawdę!TEKLALudzie się dowiedzieli, że tu są ładne okolice. I nieraz ktoś teraz przyjeżdża na wycieczkę.JULIAwesołoNo, dalej, moje nogi, do roboty, do roboty!tupie nogami, wyprostowywa je z trudem i, opierając się na lasce, wychodzi przez drzwi w głębi na tarasSCENA 3Babka, Tekla, później Maria i JuliaTEKLACała jej robota, że chodzi po alejce tam i z powrotem, przygląda się ptaszkom, pszczółkom i zakochanym i myśli o swym delikatnym organizmie.BABKAWłodzimierz trochę ją rozpieścił. Był imaginacyjnyimaginacyjny --- tu: przewrażliwiony, zbytnio analizujący. , wciąż ją wodziłwodzić --- prowadzić kogoś.  do doktorów, karmił lekarstwami, wysyłał do wódwysyłać do wód --- daw. wyjeżdżać do uzdrowiska/sanatorium na kurację bądź odpoczynek. . Nauczył ją myśleć tylko o zdrowiu i zanadto ją wydelikacił. Przedtem nie miała wcale tego usposobienia.TEKLATak, on ją psuł bardzo, wyrobił w niej dużo egoizmu. Zawsze nadmiernie się odżywiała, jadła rzeczy zbyt posilne, zbyt wymyślne --- i dlatego tak teraz cierpi na artretyzm.BABKAMy nie jadłyśmy tak wymyślnie, jak Julia, a też obie jesteśmy artretyczki. Ona to zresztą nieźle znosi, takie ma pogodne usposobienie.TEKLANic dziwnego. Tak jej się wiodło, jej życie ułożyło się świetnie.tonem urazyOna była szczęśliwa!BABKAmilczyTEKLAuśmiecha się po raz drugiMuszę mamie wyznać, że obraz Włodzimierza, patrzącego na Julcię sponad wiosennych obłoków i przy tym się radującego wydaje mi się groteskowy...chwila milczeniaBABKATy, Tekluniu, ty byłaś taka nieszczęśliwa i taka stwardniała w cierpieniu, że nie możesz --- to nic dziwnego --- że nie możesz zrozumieć usposobienia Julii.TEKLATak, istotnie nie mogę. Nie rozumiem też jej zachwytu dla tej podejrzanej parki, która musi się kłócić i całować tuż pod naszym ogrodem właśnie, z dala od miasta i od dworca kolei --- nie wiadomo, czemu. Kto wie, czy ta jakaś dziewczyna, to nie ta sama, którą dziś rano ledwie odprawiła Zofia.BABKAniespokojnieTak myślisz?TEKLANo, dlaczegoż. To jest zupełnie możliwe.MARIAwchodzi przez drzwi z lewej, żywoNo, Tekluniu, Julio, Julio, śniadanie, chodźcie na śniadanie!TEKLAwstajeMARIAA Julia, gdzież jest Julia? Na śniadanie, na śniadanie, bo już późno. Zatrzymali mnie aż dotąd w ogrodzie.JULIApowraca przez drzwi od tarasuNie, Mario, dziękuję ci, ja nic nie mogę, mnie wczoraj to mleko wieczorem zaszkodziło. Już u siebie rano piłam ziółka, to mi wystarczy. Chyba że herbaty pół szklanki i do tego pół bułeczki.MARIAdo BabkiMama woli tu zostać? To się mamie zaraz przyniesie. Chodź, Julciu, zjesz jajko na miękko, to ci nie zaszkodzi.wychodzą wszyscy prócz BabkiSCENA 4Babka i MariaBABKAsiedzi nieruchomo, patrząc nigdzie, poważna, czarno ubrana, z ciemną twarzą, czeka bez niecierpiwościMARIAJuż, już jest śniadanie.przysuwa bliżej stolik, rozkłada talerzykiTu bułka, tu miód. Masło już rozsmarowane.BABKADobrze, dziecko. Ja widzę, widzę. Idź już, jedz.MARIAsiadaTrochę mamie pomogę.z uśmiechemZastąpię Teklę, która zawsze jest przy mamie i którą mama woli od własnych córek.BABKAjeTo prawda, że jest mi bliska, jak własne dziecko.MARIAprzekrawa bułkę na kawałki, podaje, podtrzymuje szklankęTak, ona najwcześniej owdowiała, najdawniej jest przy mamie. To nic dziwnego.BABKAMiała przecież dwadzieścia jeden lat, kiedy tu wróciła bez męża i bez syna.MARIADla niej los był najgorszy. Aż ciężko pomyśleć.BABKAOna mi jest taka bliska przez pamięć Andrzeja, przez swoją wierność, która trwa tyle lat. Nikt, tak jak ona, nie opłakiwał ze mną mego dziecka.MARIANaturalnie. Nasi mężowie, mój i Julii, to byli dla mamy pomimo wszystko obcy ludzie. Nie, nieobojętni! Ale jednak obcy, ludzie z zewnątrz. A Andrzej był dla mamy takim samym jak dla Tekli ukochaniem, takim samym nigdy niezblakłym wspomnieniem. No, i myśmy były starsze.ruch rąkBABKAjeTekla jest naturalnie trochę zgorzkniała, trochę surowa, ale ja nie wątpię, że jest dla was siostrą tak samo, jak wy dla niej.MARIATak, mamo.odkłada łyżeczkę, ustawia niepotrzebne talerzykiBABKAzamyślonaTak, o ile to da się wiedzieć, o ile w ogóle to jest możliwe wiedzieć. Pozory, Prawda, CzłowiekCzłowiek żyje jeden obok drugiego lata całe i nie wie o nim nic. Żyje między najbliższymi jak w ciemności. Zaledwie siebie zna --- i to źle, źle siebie sądzi. Jakże może sądzić innych? Co można naprawdę wiedzieć o ludziach z ich czynów, z ich słów --- kiedy niewiadome są myśli?MARIAniespokojnieAch, czemu mama to mówi?BABKASiedzisz tu, ty, dziecko moje, naprzeciwko mnie i tak się patrzymy na siebie. Gdybym sądziła po czynach, Mario, po twojej dobroci --- mogłabym myśleć, że mnie kochasz, prawda? Że nie pamiętasz mi nic...MARIAnachyla się, bierze ręce matki i jedną po drugiej całuje w milczeniuBABKApo chwiliA Joanna? Czy Joanna już wstała?MARIANie. Joasia leży. Ona tak źle sypia. Zaraz jej zaniosę kawę na górę.BABKADotąd było nas tu cztery wdowy: ja, Tekla, Julia i ty. Joanna jest piąta. Róży nie liczę, bo to nie wdowa, ale i ona samotna na świecie.MARIAA tak, tak, jest nas tu coraz więcej. Z latami Joanna się jakoś uspokoi, ale teraz jednak męczy się nad miarę. To jest jakby coś więcej niż żałoba.BABKAPrzypomnij sobie, czym dla niej był Krzysztof, człowiek tej miary. Ona nim tylko żyła, z nim dzieliła jego pracę, jego idee, jego ambicje. Ona cała istniała przez niego, nie sama. I dla niego. To jest zrozumiałe, że ona jakby się uczy od początku żyć.MARIATo jest zrozumiałe. Krzysztof był niezwykłym człowiekiem, to prawda, miał szlachetny charakter. Ale i ona była najlepszą żoną. A teraz robi sobie jakieś wyrzuty, że nie była dobra, że nie umiała go ocenić ani zrozumieć.BABKATak mówiła?MARIANie mówiła, ale można to widzieć z różnych rzeczy. Ona się męczy. Ona w nocy przez sen coś mówi, zawsze coś jej się ciężko śni. To nie jest wołanie, chociaż słyszałam dwa razy, jak wymawiała jego imię. To nie jest wołanie, chociaż ona mówi: ,,Krzysztofie". To jest jakby rozmowa. Śpię zawsze teraz w tym pokoju obok niej, żeby ją zaraz obudzić, gdy krzyczy. Ale ona nic nie mówi, co jej się śniło. Ja nie pytam. Czasami mi się wydaje, że ona go wzywa, żeby żył, że go przeprasza. Że go namawia do życia.BABKAJak gdyby czas nie przynosił jej żadnej pociechy.MARIATak.BABKATy jeszcze nie piłaś kawy, Mario?MARIANie, ja teraz wypiję.wstaje, bierze tackę w ręcePrzecierpi jakoś, musi to wszystko przecierpieć --- i wtedy wróci do równowagi. Jedyne, co poradził ten doktor jeszcze tam w mieście, to, żeby miała spokój, żeby się niczym nie przejmowała, nie drażniła.bezradnie, z ruchem rąkNic więcej nie mogę zrobić, prawda? Nie mogę jej inaczej ratować, tylko pilnuję, żeby miała ten spokój.zabiera tackę i wychodzi na prawoSCENA 5Babka, Julia, później Tekla i ZofiaJULIAwchodzi żywo z prawej, wesołaCzy mamie jeszcze czego nie przynieść? A może mamie co zrobić?nie czeka odpowiedziNiepotrzebnie się dałam namówić na jajko. Wiedziałam od razu, że to odpokutuję. Ale cóż robić, kiedy Maria już taka jest, już zawsze mnie na coś namówi. Czuję kamień w żołądku. Muszę znowu wypić dziurawca, to mi zaraz przejdzie. Ja znam swój organizm, wiem, co mu trzeba. Gdybym na siebie nie uważała, to nie wiem, co by było.BABKACzy ty nie pieściszpieścić się --- tu: przesadnie troszczyć się o siebie.  się zanadto, Julio, popatrz na Marię, jaka ona jest czynna, jak się krząta. A jest prawie w tym wieku, co ty.JULIAMoja mamo, Maria jest mocna. Ona już ma taki szczęśliwy organizm, że nic jej nie szkodzi. Zawsze jest w ruchu, robota jej służy. Wciąż biega. Miała teraz zanieść Joasi śniadanie na górę. A tymczasem Joanna zeszła sama do stołu. Jakoś dziś wcześniej wstała, to lepiej. Ale taka smutna biedaczka, taka mizerna, że żal patrzeć. Nic to dziwnego, że ona boleje: oni tyle lat ze sobą przeżyli w takiej harmonii! On się trochę nie umiał obliczać, to prawda, nie bardzo był praktyczny. Jego stanowisko obowiązywało go trochę. Za to Joasia miała wymagania skromne, potrafiła tak zaradzić, że ani im, ani dziecku niczego nie brakło. Ano trudno. Kobieta musi umieć się zastosować, musi się starać, żeby jakoś wybrnąć. Mój Włodzio był przecież dla mnie najlepszy, ale miał też wadę, że lubił za dużo wydać.śmieje sięI trzeba było dobrze łatać, żeby jakoś związać koniec z końcem.BABKAA gdzie jest Joanna?JULIAJoanna i Róża są razem w jadalni i zaraz tu do babci przyjdą.podchodzi do drzwy z prawejZofio! Zofio! Zaparz mi, duszko, ziółek!TEKLAwchodzi z prawej i od razu siada na krześle obok BabkiPrzecież żyła z tym swoim mężem szczęśliwie całe dwadzieścia lat. Jej córka żyje. Joanna wzięła od życia, co się jej należało.pochmurnieCóż to, czy myślała, że będzie zawsze żył?BABKAupominającoCo też ty mówisz, Teklo!TEKLAMówię o Joannie. Każda z nich tutaj uważa siebie za najnieszczęśliwszą. A nie pomyśli, o ile gorszy los mógł ją spotkać. Nie widzi cierpienia innych. Nie wie, że może być głębsze cierpienie --- cierpienie bez łez, bez ataków nerwowych, bez niespokojnych snów...BABKATwój los był ciężki, to prawda, Teklo droga, ale przecież tak nie mów. I ty nie wiesz, co dzieje się w cudzej duszy. Nie masz na to żadnej miary.TEKLAmilczyZOFIAwchodzi z prawej ze szklanką gorących ziółek i stawia je przed Julią, która usiadła po prawej stronie scenyProszę pani.JULIADziękuję ci, Zofio, dziękuję.pije z wolna, ostrożnie dmuchającZOFIArozgląda sięPatrzę, gdzie to się podziała nasza pani. W domu jej nie widać. Może już znowu w ogrodzie.Zofia wychodzi w głębi na taras, ale zaraz wraca. Wychodzi przez drzwi na prawoZ tarasu drzwiami w głębi wchodzą Joanna i RóżaSCENA 6Babka, Julia, Tekla, Joanna, Róża, później ZofiaJOANNAw sukni czarnej, ale bez krepy --- blada, spokojna, chłodnaDzień dobry, babciu.BABKAŁadne dzień dobry! Już słońce wysoko, niedługo wybije dziesiąta.pocałunekRÓŻAubrana jasno. Serdeczny pocałunek z Babką. Siada na poręczy jej fotela i przytulona do niej mówi z uśmiechemTeraz masz, babciu, u siebie obie swoje wnuczki.JULIAprzestając pićO, ja mam dziś z Różą na pieńku. Powiedziała na ciotkę, że jest gadatliwa. Nic to dla mnie nowego, moja duszko, nic nowego. Sama najlepiej o tym wiem, że do gadania jestem jedyna.RÓŻAśmieje sięOch, wcale tak nie było! Tylko przy śniadaniu powiadam tak do cioci: ,,Ciociu Julciu droga i miła, mów, mów naturalnie, jeżeli już tak musisz. Ale rób przecież przerwy, daj złapać tchu..."JULIAśmieje się bez urazyNo właśnie. Teraz będziesz mnie musiała dobrze prosić, żebym się chciała odezwać.pijeJOANNAsiada obok JuliiCo ciocia pije?JULIAnaiwnieTo jest dziurawiec.JOANNADziurawiec?JULIATak, to jest najzdrowsze na żołądek, na nerki, na wszystko. Matka, widzisz, niepotrzebnie namówiła mnie dziś rano na jajko. Zawsze jak zjem jajko...mówi dalej półgłosem na ten tematRÓŻAdo BabkiWidzi babcia, tu do babci wszystkie się ze świata zbiegamy, jak już nie możemy dłużej. Jak nam jest źle, jak jesteśmy same i niepotrzebne.TEKLATak, to prawda. Starość, Samotność, KobietaStrach pomyśleć, ile to jest po świecie tych niepotrzebnych kobiet --- jak my.JULIANo, zaraz niepotrzebnych!wesołoKomuś przecież jesteśmy potrzebne. Dzieciom, wnukom.TEKLATo się tak tylko wydaje. Kobieta, Starość, SamotnośćNikomu nie jesteśmy potrzebne. Dzieci, wnuki --- wszyscy są gdzieś daleko, wszyscy wystarczają sobie. Wciąż się o tych dzieciach mówi, wciąż się za nimi tęskni, ale one tu nie przyjeżdżają, ich tu nie ma. Tu są tylko same stare kobiety. Kobiety niepotrzebne.RÓŻAśmieje sięNo, ja nie jestem stara, wujenko! Wcale nie uważam, żebym była stara.TEKLAAle jesteś niepotrzebna.RÓŻAzmarkotniałaChociaż nowa żona Piotra jest ode mnie o całe dziesięć lat młodsza.BABKAdo TekliDlaczego niepotrzebna? I Róża i Joanna mają matkę, która je kocha, która dla nich żyje.TEKLAMaria wolałaby nie mieć ich tutaj, wolałaby nie widzieć ich wcale. Gdyby tylko wiedziała, że one --- tam --- daleko są szczęśliwe.JOANNApatrzy na Teklę, słucha tego obojętnieRÓŻAwzdychaJa jestem jakby najszczęśliwsza między wami, ja nie mogę się skarżyć, bo mnie nikt nie umarł. Tak się wydaje. Ale jest mi przecież tak, jakby umarł, skoro żyje nie dla mnie, żyje beze mnie.nuci z uśmiechem
,,Trwa szczęście twoje beze mnie,w górach zamknięte zielonych..."
,,Trwa szczęście twoje beze mnie,
w górach zamknięte zielonych..."
 --- fragm. wiersza Zofii Nałkowskiej. wstaje z poręczy, przechadza się po pokojuw pobliżu drzwi z prawej spotyka się z Zofią, która wchodziJOANNApowoli, ściągając brwiBo śmierć nie jest najważniejsza.TEKLACo?RÓŻAodwraca się niespokojnieCo? Co ty mówisz, Joanno?JOANNAMówię tylko, że to nie jest najważniejsze --- śmierć.ZOFIArozgląda sięSzukam wciąż pani Łanowej. Gdzie pani może być?RÓŻAMama jest na górze, dostała listy. A o co chodzi?ZOFIAszepce do Róży parę słów, pociąga ją za sobąJULIAdo Joanny pogodnieJeżeli się kocha, Joasiu, to śmierć jest bezsilna. Śmierć wcale nie jest rozstaniem. Są chwile, że czuję obecność twego wuja tak, jakbym go widziała, jakbym słyszała jego głos, jego słowa. Wiem, że się jeszcze spotkamy, że się spotkamy już na zawsze, więc jestem spokojna.kładzie rękę na ręce JoannyRÓŻAdo ZofiiDobrze. To ja sama zaraz idę na górę.Róża i Zofia wychodząJOANNAcałuje z roztargnieniem, krótko, rękę Julii, wstaje, idzie ku drzwiom w głębiRóżo!ogląda sięAch, Róża wyszła. Chodźmy stąd na powietrze. Czy i babcia nie przeszłaby na taras?BABKAporusza się, ogląda za kijemDobrze, Joasiu, zaraz.wstaje z pomocą Tekli i JoannyBABKAwyprostowana, mocna, przechodzi na taras, czarna na tle kwitnących gałęzi. Znika. Za scenąDziękuję, dziękuję, ja sama.SCENA 7TEKLAwraca ode drzwi, zatrzymuje się przy Julii, która wypija resztę ziółekJulio!JULIAwstajeNo, już wypiłam, teraz muszę się trochę przejść. Mały spacer jest konieczny, jak się napije dziurawca. A przed obiadem akurat sobie zdążę poukładać guziczki i pozwijać tasiemki. Jak tylko mam porządek w szufladach, zaraz się czuję lepiej na nerwy.TEKLAPoczekaj, Julio. Zapewne nie zwróciłaś uwagi, że Maria ma jakieś troski szczególne z powodu Joanny, że tam się u nich po prostu coś dzieje. Ona drży o tę córkę, jakby jej coś groziło, jakby ją mogło spotkać jeszcze coś po tym, co już ją spotkało. Faktem jest, że nikogo do niej nie dopuszcza. Że nie oddaje jej poczty, tylko sama naprzód przegląda listy i niektóre zatrzymuje. To wiem z pewnością, że dwa listy zatrzymała.JULIAbez niepokojuTak? Nie wiedziałam. Widocznie uważa, że tak trzeba, ponieważ lekarz radził największy spokój dla Joanny. Pobyt tu na wsi jest dla niej jedynym lekarstwem. Musi się wzmocnić, żeby teraz, po śmierci męża, samej zająć się interesami. Ma obowiązki. Pobyt Oleńki w Szwajcarii dość jest kosztowny, a środki skromne. Krzysztof nie był praktyczny, myślę, że po prostu nie zostawił jej nic. A co gorsza, że z posagu Joanny też zdaje się niewiele zostało. Cóż dziwnego, że Maria się troska. Trudno, matka.śmieje stęOn miał doprawdy zabawne usposobienie, Krzysztof. Wydawał nie wiadomo na co, pożyczał, pomagał każdemu, kto chciał, wprost sam nie potrafił powiedzieć, sam nie wiedział, gdzie mu się te pieniądze podziewały. Ale miał tę ambicję, że tylko on umie rządzić --- nigdy nie powierzył Joannie żadnej sumy, musiała mu się z każdego wydatku tłumaczyć. Nie, nie miała i ona tak lekkiego życia, jak się zdaje. Ale szczęście nie od takich rzeczy zależy.TEKLApochmurnieTak, szczęście nie od takich rzeczy zależy, łatwo ci to mówić. A jednak gdybym ja wówczas, gdyby były na to środki, żeby ratować Andrzeja... Od tych błahych, poziomych spraw pieniężnych zależało jego życie.JULIAprędkoMoja droga, już widocznie tak miało być, tak było przeznaczone. On był dość wątły od dziecka. Mama robiła wszystko, co mogła, to przecież było najukochańsze dziecko.TEKLATak, mama robiła wszystko, co mogła, ale już wtedy później mogła bardzo niewiele.JULIAzatroskanaTak mówisz, Teklo, jak gdybyśmy wtedy, ja i Włodzimierz... Doprawdy, ty się uprzedzasz. Przecież, gdy Andrzej był chory i twój malutki jednocześnie chorował, gdy ty byłaś młoda i miałaś tyle troski, to cała rodzina i my, i Włodzio...TEKLApoważnieTak, Julio, niewątpliwie. Ja to pamiętam. Nie myśl, że ja o czymkolwiek zapomniałam.JULIAserdecznieJa wiem, że czasami mówi przez ciebie nie żal, nie uraza, tylko takie rozgoryczenie. Cóż dziwnego? Życie cię przecież nie oszczędziło.TEKLANie uraza, nie żal. To prawda. Tylko wspomnienia. Myśl o tym, że gdyby nie był tak pracował, że gdyby nie to biuro i warunki... To wszystko przyśpieszyło jego śmierć.JULIAociera łzy, prędko się krzepiTaka była wola boska, tak musiało być, na to już nie było rady.TEKLAmilczyJULIAJego strata była ciężka dla całej rodziny, to był nasz i najmłodszy w domu, ukochany brat.po chwiliJa mam, Teklo, czyste sumienie.TEKLATego jestem pewna, o tym wcale nie wątpię, że sumienie masz czyste. To się rzuca w oczy.JULIAbierze torebkę, szal z włóczki lila, laskę i wychodzi na tarasTEKLAchwilę stoi z gorzką twarząGŁOS BABKIza scenąTekluniu!TEKLAIdę, mamo!wychodzi drzwiami na tarasSCENA 8Maria i Róża, później ZofiaRÓŻAwchodzi żywo pierwszaTu niech ją Zofia wprowadzi, tu można. Joanna jest w ogrodzie. Ja będę pilnowała drzwi.MARIAwchodzi za nią zaaferowanaDobrze, Różo, dobrze.RÓŻAJak mama myśli, czy to ta sama, co pisała?MARIAPewnie ta.patrzy przez okno na lewo, niespokojnaTa, co pisze, nazywa się Ewa Łasztówna. Ale pisze tak niejasno, że nie wiadomo, czego chce. Jednak uważa, że Joanna z jakichś przyczyn powinna jej pomóc, że to jest jakby jej obowiązek. Te pogróżki wyglądają na to, jakby Joanna zrobiła jej kiedyś coś złego. Nie ma żadnej wątpliwości, że Joanna wie, kto to jest.RÓŻAAch, po co ona tu przyjechała! Jeżeli chce pieniędzy, to trzeba jej dać --- byle tylko Joanna jej nie zobaczyła.MARIATak, Joanna nie może jej zobaczyć.stukanie do drzwi z lewejRÓŻATo ona.wybiega na taras i zamyka za sobą drzwiMARIAProszę!ZOFIAotwiera drzwi i wpuszcza Ewę ŁasztównęScena 9Maria, Ewa, później ZofiaMARIAZ moją córką nie może się pani widzieć. Córka nie przyjmuje nikogo, jest cierpiąca. Ale może ja mogę pani coś pomóc.EWAszczupła, bardzo młoda, ubrana do drogi, śmiała. Nie przedstawia się i nie witaTylko pani Nielewiczowa może mi pomóc w tej sprawie, która jest nie tylko moją sprawą. Nikt inny, tylko ona!MARIAAle właśnie jest cierpiąca i nie może pani przyjąć.EWAtwardoTylko ona, ponieważ jest wdową po Krzysztofie Nielewiczu!MARIAzaskoczonaCo takiego?EWAPonieważ jest wdową po Krzysztofie Nielewiczu.MARIAA może pani była jego urzędniczką, może pani u niego pracowała?EWAśmieje sięNie, na szczęście nie. Ale pracowałam u kogoś innego --- niestety! I już nie pracuję. Czy pani stanowczo nie chce mnie dopuścić do swojej córki?MARIATak, pani jej nie zobaczy, to właśnie jest niemożliwe.EWATo bardzo przewidująco, to bardzo ostrożnie z pani strony.śmieje sięA czy wiadomo pani, że ja umyślnie po to tylko przyjechałam z daleka?MARIABardzo żałuję.siada. Po pewnym wahaniu wskazuje krzesło EwieEWADziękuję.nie siadaI oświadczam pani, że jednak ja panią Nielewiczową muszę zobaczyć i zobaczę!rozpaczliwieOna, tylko ona jest obowiązana mnie ratować.MARIACzy ona panią zna?EWATego nie wiem tak z pewnością, ale myślę, że tak. Że powinna mnie znać.MARIAMoże jednak pani powie mi swe nazwisko i o co pani chodzi. Jest zupełnie możliwe, że będę mogła zrobić to samo, czego pani oczekuje od mojej córki.EWASwoje nazwisko powiem tylko osobiście wdowie po Krzysztofie Nielewiczu. Pani nie. Pani może mego nazwiska nawet nie zna.MARIAnagle wstaje, grzecznieJeżeli pani nie może inaczej postąpić, to oczywiście dalsza rozmowa jest zbyteczna i do niczego nie doprowadzi.EWAstoi chwilę w milczeniu, patrzy na Marię z gniewem i wyrzutem, nie może jeszcze odejśćMARIAwaha sięMoże pani szuka posady, może pani potrzeba pieniędzy. Niech pani po prostu powie, o co chodzi,EWAPosady!śmieje sięNie, nie szukam posady, chociaż utraciłam swoją posadę przed tygodniem. Chociaż ją po prostu rzuciłam! Tak, wyszłam z biura i nie wróciłam więcej.MARIAWidać miała pani jakieś powody, aby tak zrobić.EWANaturalnie, miałam powody. Po prostu szukałam sposobów ratunku. Nie mogłam przecież, nie chciałam iść na to samo --- iść na zgubę!MARIAzniechęconaNo cóż, sama pani widzi, że nic z tego nie wyniknie, skoro...EWATak, to wszystko nie może pani obchodzić, naturalnie. Toteż ja nie do pani tu przecież przyszłam, nie z panią chcę mówić.idzie ku drzwiom na lewoMARIAProszę, niech pani się zatrzyma na chwilę.EWAodwraca sięSłucham panią?MARIAniepewnieCzy pani nazywa się Ewa Łasztówna?EWAjak uderzona biczemAch, więc to tak?z wybuchemWięc pani wie, kto jestem, pani wie wszystko --- i mimo to! I nawet... To jest przecież potworne!MARIAcofa się zdumionaCo to znaczy?EWAidzie do drzwiZOFIAstaje w otwartych drzwiachProszę panią.EWAodwraca się jeszcze, tonem pogróżkiA jednak ja stąd nie odjadę, uprzedzam panią. Ja muszę ją zobaczyć --- i zobaczę!wychodzi bez ukłonuSCENA 10Róża, Maria, później JoannaRÓŻAwchodzi prędko drzwiami od tarasuNo co, już poszła? Chwała Bogu! I czegoż od Joanny chciała?MARIAciężkoNie wiem, nic właśnie nie wiem. Nie chciała powiedzieć. Ja nie rozumiem, ale to jest coś niedobrego dla Joanny. To nie jest zwykła sprawa. Myślę, że ona może się mścić, jest jakaś taka zuchwała i zarazem... Nie, sama nie wiem.RÓŻAKto ona jest?MARIATo jest ona, ta sama, co pisała.RÓŻAŁasztówna?MARIATak.RÓŻAwzdychaOjej, co to może być.zamyślona przysuwa się do Marii, która usiadła, przytula się do niejA może to, mamusiu, nic nie jest. Może my to sobie tylko wyobrażamy, tylko niepotrzebnie się denerwujemy.MARTAMoże, czy ja wiem.RÓŻABo przecież w tych listach nie było nic konkretnego, same tylko jakieś aluzje wcale niezrozumiałe. Co Joanna mogła jej zrobić złego? Oddaliła ją ze służby czy nie wzięła do szycia?MARIANie, to nie jest taka zwykła sprawa. I to nie jest przecież prosta dziewczyna.RÓŻAWięc tym bardziej, cóż Joanna mogła zrobić złego takiej dziewczynie? Sama widzisz, że to jest niemożliwe. Ja nie tak często u nich bywałam, zawsze żyłam gdzieś daleko, ale przecież to wiem, że oni oboje, ona i Krzysztof, robili dużo dobrego. Ona to musi wiedzieć, ona to właśnie widocznie chce wyzyskać.MARIAMoże być, może być.RÓŻAwstajeO, idzie Joasia.JOANNAwchodzi drzwiami z tarasuTu jesteście?stoi pośrodku jakby zmęczonaCzy to stąd z domu ktoś teraz wychodził?MARIAWidziałaś kogo?JOANNATak. Jakaś młoda dziewczyna biegła po drodze i płakała.MARIAnieopanowanaTyś ją zobaczyła?!JOANNATak, byłam z ciocią Julcią w alejce. Tam na końcu widać drogę.MARIAspokojniejI ona ciebie widziała?JOANNANie.milczenieMARIAostrożnieCzy ty może wiesz, Joasiu, kto to jest? Czy ty ją znasz?JOANNAniepodejrzliwieNie, nie, to ktoś obcy. Tylko że tak płakała w biały dzień na drodze.RÓŻATak, że jej nie znasz wcale, nigdy jej nie widziałaś?JOANNANie.RÓŻAdo Marii, nieznacznie, uspokajającoNo, widzisz, mamo, widzisz.KONIEC AKTU PIERWSZEGOAKT IITen sam pokój. Wczesne popołudnie.SCENA 1Babka, Tekla, Róża, później JuliaBABKAkończąc obiad, który --- jak to widać --- na większej tacce przyniosła RóżaI co? Czego chciała?TEKLAsiedzi, trzymając w obu rękach małą tackę z czarną kawą, i czeka swojej koleiNiepotrzebnie tu wszyscy robią z tego, nie wiem co. Przyszła, poszła i dobrze. Maria nie ma co przesadzać takiego głupstwa. Tylko, aby nie mówić o tym Julii, bo zaraz przed Joanną wypaple.RÓŻAstojąc, przytrzymuje Babce serwetkę, przestawia na stoliku naczynia. Do BabkiBo ja wiem, czego chciała? Ja sama jej nie widziałam. Ona rozmawiała tylko z mamą.TEKLAMaria mówi, że ona wcale nie chciała powiedzieć, po co przyszła.BABKAspokojnieWięc dlaczego przychodziła, kiedy nie chciała powiedzieć?RÓŻAOwszem, chciała powiedzieć, ale tylko Joannie.BABKATak, to rzeczywiście dziwne.obciera usta, oddaje serwetkęTEKLApodsuwa swoją tackęTrochę czarnej kawy, mamo.do RóżySłuchaj, Różo, matka cię tam woła. Wracaj, kończ obiad, bo zaraz sprzątają ze stołu.RÓŻAJuż idę.Róża porządkuje na większej tacy. Do BabkiTym bardziej dziwne, że Joanna wcale jej nie zna. Ale nie, ja nic takiego nie przypuszczam. Tylko, że mama jest bardzo zdenerwowana tą rozmową. Ona była zuchwała, ta dziewczyna, mówiła jakieś niegrzeczności.TEKLAWłaśnie. Do tego trzeba tylko Marii, żeby na coś podobnego pozwolić.do BabkiJuż osłodzona, mamo. Niech mama da, to mamie zamieszam.BABKAdo RóżyDlaczego, Różo, nie ty z nią mówiłaś, tylko matka?RÓŻAMama już zawsze bierze na siebie wszystkie trudne rzeczyuśmiecha się rozbrajającoJak tylko jest coś przykrego, to już to mama załatwia.BABKAz wyrzutemWidzisz! Tyś powinna była to zrobić.RÓŻAwzdychaJa babci powiem, ja się trochę bałam. Ja nie mogłam, mama pomimo wszystko ma lepsze nerwy.z wahaniemJa się bałam, wie babcia, czy to nie jest czasem kochanka Krzysztofa.BABKApowoliCo też ty mówisz!TEKLAjednocześnieCo ty masz za pomysły, zastanów się, Różo!RÓŻAzmieszanaNie, ja nie mówię, ale dlaczegóż by to miało być takie niemożliwe?TEKLABo to jest niemożliwe i już!RÓŻAOch, Boże, co to znaczy: niemożliwe. Tyle się dzieje rzeczy niemożliwych, ojej!TEKLAAle to się nigdy nie da pomyśleć o Krzysztofie.RÓŻAz łagodnym uporemTo się o każdym da pomyśleć.TEKLAniecierpliwieJuż, proszę cię, takich rzeczy mi nie opowiadaj!RÓŻAdo BabkiMiłość, Przemijanie, Zdrada, CierpienieTeraz, babciu, wszędzie tak jest, że przecież miłość mija. Nikt teraz nie jest wierny, nikt! To może dawniej tak było, ale nie teraz. Wszyscy się zdradzają, wszyscy się rozstają. I mnie się zdaje, że tylko o to chodzi, żeby właśnie jakoś z tego powodu nie cierpieć, żeby się z tym umieć pogodzić. Żeby był jakiś taki proszek, który by można zażyć i tego nie czuć. Bo to cierpienie jest przecież nikomu do niczego nie potrzebne. Więc żeby tylko tego jakoś uniknąć.wzdychaWujenka mówi, że to się nie da pomyśleć o Krzysztofie. Naturalnie! A czy byłby kto kiedy pomyślał o Piotrze, zanim, zanim...TEKLAwzgardliwieO Piotrze!RÓŻANikt nigdy nie byłby pomyślałNikt nigdy nie byłby pomyślał (daw.) --- konstrukcja składniowa z użyciem czasu zaprzeszłego, dziś: ,,nikt nigdy by nie pomyślał". . I może nawet naprawdę nie byłoby do niczego doszło, gdyby nie nasz wyjazd z kraju, gdyby Piotr nie był mianowany na to stanowisko tam! Tam była ciągła jakaś zabawa, ciągłe wizyty, przyjęcia, obiady. Tyle kobiet pięknych. I śliczne wycieczki, wszędzie naokoło takie góry zupełnie zielone, zielone, zielone --- nad jeziorami, nad wodą... I tam Piotr zrobił się jakby innym człowiekiem, jakby kimś nieznajomym.rozważa z wahaniemA może i przedtem był już taki, tylko ja tego nie widziałam. A nawet jeżeli widziałam, to wtedy myślałam, że mi się wydaje.BABKATak, trudno jest wiedzieć coś o drugim człowieku.TEKLAPiotr! Moja Różo, tu nie ma żadnego zestawienia. Jak ty możesz porównywać go z Krzysztofem! Moja droga, są przecież mężczyźni, którzy żyją przyzwoicie, którzy pracują ciężko i tej pracy oddają całe swe siły, którzy nie mają po prostu czasu myśleć o głupstwach. Powiedz mi, jak ty sobie to wyobrażasz, bo ja nie rozumiem! Jakże Krzysztof, który tyle działał, który musiał trzymać w karbach tylu ludzi, na którego głowie we dnie i w nocy spoczywała taka odpowiedzialność!!! Pomyśl! To był człowiek żelaznej woli, surowy zarówno dla siebie, jak dla innych. To był charakter !z politowaniemA Piotr!...macha rękąRÓŻAprzygnębionaMoże, może...TEKLAI sama mówisz, że to jest niepotrzebne, a wciąż się jeszcze martwisz, wciąż tu między nami starymi siedzisz i tylko się kwasisz. Piotr nie jest wart, żeby o nim rozpamiętywać przez całe życie...RÓŻAdo BabkiTak, tak, wujenka mówi, że ja stąd nie wyjeżdżam przez czyste lenistwo, że przyjechałam na miesiąc, a siedzę już rok, bo mi się nie chce sukien zapakować do kufra.śmieje sięLenistwo, NudaMówi, że naprzód spaceruję cały dzień, żeby schudnąć, a potem leżę z książką na kanapie i tyję. Ale doprawdy, co tutaj można więcej robić?TEKLAPatrzysz na matkę, jak od rana do nocy ujada się ze wszystkimi w ogrodzie i w domu, a w niczym jej nigdy nie pomożesz.do BabkiOna jak wchodzi do pokoju, to przede wszystkim się rozgląda, gdzie kanapa, żeby na nią wejść z nogami.RÓŻAAlbo to prawda?śmieje sięTEKLAA i teraz niech mama patrzy, kiedy nawet stoi, to na jednej nodze, jak czapla, żeby sobie druga odpoczęła.RÓŻAOch, wujenko, wujenko!BABKAWujenka żartuje.TEKLAJakie tam żarty!RÓŻAJa wiem, że wujenka mnie lubi, tylko tak zawsze musi coś powiedzieć. Ale ja nie przez lenistwo tu jestem. Tu mi jest dobrze. Tam było ślicznie w tych górach, ale ja wolę tutaj. Mnie dobrze jest między wami.przytulona do BabkiWczoraj byłam daleko, poszłam tą drogą do lasu. Już tam obeschło, już tak zielono. I przechodziłam, naturalnie, koło mostku, gdzie Piotr mi się oświadczył.wzdychaNie, nie, ja sama unikam wspomnień, nie pozwalam sobie na tę słabość. Chociaż tu przecież na każdym kroku są wspomnienia.milknie i zaciska wargi z grymasemTEKLAWięc widzisz!BABKATy, dziecko, łatwo upatrujesz wszędzie zdradę, boś sama jej doświadczyła.po chwili z namysłemTak, to rzeczywiście trudno jest przypuścić o Krzysztofie, który zawsze wobec Joanny był bez zarzutu. Ale, nawet, nawet, gdyby taka możliwość była, to, Różo, pomyśl, jakże taka dziewczyna mogłaby przychodzić właśnie do Joanny, czego mogłaby od niej chcieć --- dzisiaj, kiedy Krzysztof już nie żyje od czterech miesięcy.TEKLAwzrusza ramionami. PotwierdzającoA---a---le! Naturalnie!RÓŻATak, ja to też sama sobie myślałam, że po cóż miałaby do Joanny przychodzić, że to jest nieprawdopodobne. Ale jednakże ta jej śmiałość, żeby się tu do domu prawie wedrzeć, to zuchwalstwo --- jakże to sobie inaczej wytłumaczyć?BABKATo nie wiadomo. To może być coś zupełnie innego, niż my myślimy, coś zupełnie nowego.TEKLAniecierpliwieNo, niechże mama pije, bo zupełnie wystygnie. Dajcież już sobie spokój z tą dziewczyną. Już ją na pewno ten jej szofer stąd zabrał!BABKApijeTak, to byłoby najlepiej, Teklo, gdyby jej tu już nie było.TEKLAHo, ho, widzę, że i mama już się tym także zaczyna tak przejmować jak Maria.RÓŻACóż dziwnego, wujenko, cóż dziwnego. Jak się patrzy na to, co się i tak dzieje z Joanną...z prawej wchodzi Julia z wykałaczką przy ustachJULIAode drzwiMaria może sobie mówić, co chce, ale obiad był dziś trochę za ciężki. Przynajmniej na mój organizm.TEKLAMy nie wątpimy, że organizm masz delikatny.JULIAO, Tekla zaraz!śmieje sięAle kontentam, żem się przeszła przed obiadem. To zdrowo. Zrobiłam sobie ładny spacer w stronę lasu.do RóżyTam, gdzieś ty wczoraj chodziła.RÓŻAz niepokojemCiocia wychodziła za bramę?JULIANie, nie bój się, tylko nieduży kawałek. To bardzo zdrowo! Chodzenie mi nigdy nie szkodzi. Spacer był śliczny! Ale wyobraźcie sobie, nie obeszło się bez zmartwienia.RÓŻAżartobliwieJakież ciocia miała zmartwienie?JULIAA pewnie, że zmartwienie!śmieje sięSłyszę na drodze samochód, nie na szosie, tylko tu, na naszej drodze, obracam się, patrzę --- a w samochodzie wiecie, kto siedzi?TEKLAPewno szofer.JULIANo, widzisz, zgadłaś. Właśnie ten młody człowiek, który tu rano spacerował ze swoją panną. Siedzi sam przy kierownicy, pędzi po dołach i po błocie, skacze, jak wariat --- sam jeden, bez niej!Tekla i Róża patrzą po sobie z niepokojemWięc gdzie się podziała?TEKLAAha, tak się cieszyłaś, kiedy jej rano mówił, że mu nigdzie nie ucieknie. A tymczasem mu uciekła, widzisz!śmieje sięJULIAMoja Teklo, ja się nigdy długo nie martwię, a jeszcze w taką piękną pogodę! Więc zaraz sobie pomyślałam, że jeżeli jej dobrze poszuka, to ją na pewno znajdzie! Przecież jej tu nie zostawi. I zaraz się pocieszyłam.RÓŻACzy Zofia wie, że ciocia otworzyła bramę?JULIANie bój się, sama sobie doskonale poradziłam bez Zofii. Ale co za dzień, co za dzień! Na tym twoim mostku, Różo, czy widziałaś te wierzby przy wodzie? Wszystkie listki mają rozwinięte, gałęzie wiszą aż do wody, jakby były wydmuchane ze złota...BABKAprzerywa z trwogąGdzie jest Joanna?TEKLAImaginacjaimaginacja --- wyobraźnia. , imaginacja!JULIAJoasia? Joasia jest w jadalni, jeszcze obie z matką piją kawę. Joasia jest jakby spokojniejsza. To natura działa na nią tak kojąco. Ale mnie kawa szkodzi, mnie nie wolno. Mogę najwyżej jedną filiżankę. Więc myślę sobie, przyjdę tu zobaczyć, dowiem się, czy mamie czego nie potrzeba.siadaRÓŻATo ja zaraz tam już idę, babciu.Róża stawia małą tackę na większej, zabiera nakrycie i wychodzi na prawoBABKADziękuję, Julio, nie, nic mi już nie potrzeba.SCENA 2Babka, Julia, Tekla, później MariaTEKLApatrzy za odchodzącą RóżąDziwna rzecz, jakie ta Róża ma przesadne usposobienie. I to we wszystkim! Bogu powinna dziękować, że się wreszcie uwolniła od tego człowieka, który ją wyzyskiwał i wreszcie porzucił dla jakiejś cudzoziemki. A ona wzdycha! Jeszcze do dziś jest w nim zaślepiona. Żeby tego Piotra Byleńskiego zestawiać z Krzysztofem, to już trzeba doprawdy...wzrusza ramionamiBABKAOna właściwie go nie zestawia, tylko mówi...TEKLAKim był Krzysztof, a kim był ten Byleński! To prawda --- Krzysztof nie był taki słodki i układnyukładny --- przesadnie uprzejmy. , nie umiał sobie tak zaraz każdego zjednać, nic nie udawał, czego nie czuł. Ale on budził w każdym szacunek, budził przede wszystkim zaufanie. Nawet w tym jego trochę szorstkim obejściu widać było prawość.JULIATo prawda, prawda!TEKLAA właśnie do niego, do tego Byleńskiego, ja od samego początku nie miałam zaufania, kiedy tu jeszcze przyjeżdżał w konkurykonkury (daw.) --- zabieganie o względy kobiety, staranie się o jej rękę etc. . Był zawsze słodki i zawsze fałszywy! A wam się wszystkim podobał, że taki zakochany.z prawej wchodzi MariaA cóż to dziwnego, że zakochany! Róża była przecież wtedy śliczną dziewczyną, a przy tym nie bez grosza. A Byleński był niczym, ledwie wrócił z uniwersytetu. Dopiero później zrobił się takim panem. I zaraz wtedy pokazał, co potrafi!MARIApoważnie, z przymusemNo, jakże mamo, czy mama nie głodna? Rosół mamie smakował?BABKAGdzież tam głodna, Mario. Wszystkiego miałam dosyć. Dziękuję.JULIAdo TekliMoja Tekluniu, a dlaczego mamy myśleć, że Piotr nie był szczery, kiedy się w Róży kochał?TEKLAOch, już dla ciebie, jak się tylko kto w kim zakocha! Wystarczy! Zaraz jesteś zachwycona!JULIATo właśnie ładnie, że Róża o nim nic złego nigdy nie mówi. Szczęście, Cierpienie, PrzemijanieNie dobrali się charakterami, rozstali się --- no to trudno! Ale przynajmniej to ma, że póki ją kochał, to była szczęśliwa. Dla prawdziwego szczęścia warto później trochę pocierpieć.śmieje sięTak, tak, za wszystko dobre w życiu trzeba drogo zapłacić! A Joanna! Czyż cierpiałaby tak dzisiaj, gdyby nie przeżyła życia w szczęściu?MARIAAch, Julio, czyż to od tego zależy?JULIAdo MariiMoja droga, już ja wiem, co mówię. Kobieta, CierpienieSą kobiety, które wcale szczęścia nie zaznały i nawet nie mają czego wspominać. Są takie, są biedaczki. I cóż robić?BABKAdo MariiTak niedobrze dziś wyglądasz. Byłaś ciągle w ogrodzie. Jesteś zmęczona?MARIANie, nic mi nie jest, mamo.uśmiecha się. Po chwili z naciskiemSłucham, co Julia mówi o tych kobietach, które nawet nie mają czego wspominać.siada blisko BabkiBABKAJoanna jest z Różą?MARIATak.BABKAWięc idź, połóż się po obiedzie, połóż. To wypoczniesz.MARIADobrze. Zaraz wszystkie pójdziemy się położyć, prawda?patrzy z roztargnieniem na Julię i na TeklęJULIAdo TekliNie, Tekluniu, nie można tak widzieć w każdej rzeczy tylko najgorsze strony!TEKLADla ciebie to jest jakaś wyższa cnota, że na wszystko zamykasz oczy. Nic dziwnego. Zawsze ci się dobrze działo, nie wiedziałaś, co to brak, co to troska, co to trwoga śmiertelna o kochanego człowieka. Więc też cały świat wydaje ci się świetnie urządzony.JULIATo nie dlatego, Teklo. Cóż ja zrobię, ja już mam takie usposobienie, że mnie wszystko dobre cieszy.TEKLANo więc właśnie! Włodzimierz dobrze zarabiał i dbał o ciebie. Czegóż ci trzeba było więcej? Wolałaś na inne rzeczy patrzeć przez palce. Nie byłaś podejrzliwa. Nie dbałaś o to, co robił poza domem, byle w domu trwała harmonia.BABKAupominaTeklo, Teklo, po co takie rzeczy mówisz?do MariiCzy Joanna tu nie przyjdzie?JULIAdo TekliMoja droga, nie jesteś na pewno taka zła, jaką chcesz się przedstawić. Nigdy w to nie uwierzę. Ale nie będziemy więcej mówiły o Włodzimierzu, to jest dla mnie zbyt bolesne. Jedno ci powiem.z godnościąNie mam żadnej pewności, czy mnie zdradzał. Ale to, że byłam mu droga, wiem na pewno.MARIAdo BabkiMoże mama chce, ja ją zawołam.TEKLADoskonale! Lepiej nie mówmy i ja to wolę!do BabkiMamo, idziemy teraz każda do siebie wypocząć. Czy mamie nic nie trzeba? Tu jest dzwonek na Zofię.BABKANie, dzieci, wszystko mam. Idźcie, idźcie!Tekla, za nią Julia wychodzą na prawoSCENA 3Babka, Maria, później JoannaBABKANie, nie wołaj Joanny. Ona czasami sama do mnie przychodzi. Ja się tylko tak pytam. Ty jesteś niespokojna, Mario.MARIANie. Ale od rana siedzi mi w głowie ta dziewczyna. I nie wiem doprawdy, co robić.BABKAPrzecież Zofia już jej nie puści, gdyby nawet wróciła.MARIAz roztargnieniemTak, Zofia jej nie puści.BABKARóża mówiła, że jej Joanna wcale nie zna.MARIApowoliNie zna jej, ale cóż z tego, że jej nie zna? Całe rano byłam w ogrodzie, chodziłam wszędzie. Wciąż mi się zdaje, że ona tu musi gdzieś być.BABKACzy to możliwe?MARIApo chwiliNaturalnie, że to niemożliwe. Tylko, że im dłużej myślę, tym się to wszystko robi dziwniejsze. Ona się tak zdumiała, że ja znam jej nazwisko. Dlaczego?BABKASkąd wie, że znasz jej nazwisko?MARIABo ja się niepotrzebnie spytałam, czy się nazywa Ewa Łasztówna? Ja już wtedy może miałam to podejrzenie, nie wiem. I ona była taka oburzona, jakby to z mojej strony była zbrodnia. To, że ja znam jej nazwisko!!BABKAMoże się przelękła, żeś czytała te listy?MARIANie. Chociażby się nawet domyśliła, że te jej listy ja czytałam, to przecież tam nic nie ma, nic, co by pozwoliło przypuszczać...BABKAmilczyMARIApo chwili, ciężkoI powiedziała, że wróci, że ona musi zobaczyć Joannę! Jak to upilnować, jak do tego nie dopuścić --- jeżeli Joanna będzie w ogrodzie, jeżeli zechce wyjść na drogę. Cóż z tego, że Zofia trzyma bramę przez cały dzień zamkniętą.milczenieBABKAPowiedz mi, Mario --- czy ty może myślisz to, co Róża?MARIAotrząsa sięCo? Ja nie wiem, co myśli Róża. Czy ona coś mamie mówiła?BABKAz wahaniemOna przypuszcza, że to jest kochanka Krzysztofa.MARIAprzeczy obiema rękamiO, nie!BABKApo chwiliNa pewno nie?MARIANa pewno nie.milczenieBABKAz wahaniemWięc ty wiesz, kto to jest.MARIAciężkoWiem.BABKATy myślisz?MARIAtępoTak mamo, tak mamo... To jest jego córka.BABKACórka!milczenieBABKApo chwiliCzy ona ci to powiedziała, Mario? Przecież ci tego nie powiedziała.MARIApowoliNie powiedziała. Ale, mamo, ja wciąż o tym myślę, ja od samego rana o tym myślę. To jest tylko to. To nie może być nic innego. Całe jej zachowanie, jej oburzenie, to jakieś poczucie słuszności... I to, że biegła stąd po drodze i płakała... Cały jej wygląd...BABKAJak to płakała?MARIAJoanna widziała ją z daleka na drodze płaczącą.BABKAAch, Joanna?MARIApo chwiliMoja mamo, Joanna tu czasem z mamą rozmawia. Czy Joanna nie powiedziała mamie nigdy nic takiego, co dałoby się domyślać, co by pozwoliło przypuścić? Czy nie wyglądało na to, że może miała kiedy jakie podejrzenie, jakąś wątpliwość?BABKAprzeczy głową, z namysłemNie, nigdy.MARIAprzygnębionaBo ze mną o tym nie mówi, co ją męczy. Wszystko, co mówi, jest niejasne... Ja tego nie rozumiem...BABKAUpewniam cię, że nigdy z jej słów nie mogłabym nic takiego przypuszczać.MARIAz trwogąI pomyśleć, żeby to teraz do niej doszło, taka jakaś wiadomość! Ten wstrząs! Mogłoby wrócić znów to, co tam z nią było zaraz po jego śmierci i drugi raz po pogrzebie. Nieprzytomność trwała przecież tak długo, żeśmy już myśleli... Że i sam doktór... Wyglądała jak umarła. Ledwie ją zastrzykami przywrócili do życia.BABKArozważaBABKANajdłużej u nich była Tekla, i to pamiętasz, w różnych przecie czasach. Raz, jak jeszcze Ola była mała, i później kilka razy. Ona najlepiej zna ich życie. I co ona mówi. Ona nie ma dla Krzysztofa słów. Ona nawet mówiła, że gdyby Andrzej był żył dłużej, to byłby na pewno takim człowiekiem, jak Krzysztof.MARIANo więc widzi mama, widzi mama.załamuje ręce, patrzy w ziemięMamo, Emil tak ciężko, tak długo chorował, zanim umarł. Róża od razu źle trafiła, wychodząc za Byleńskiego. A Joanna... Przecież Joanna była jedynym moim dzieckiem szczęśliwym!krótki płaczBABKAnieśmiało gładzi ją po ramieniuMario, Mario.milczenieBABKABo gdyby Joanna miała inne usposobienie... Gdyby ta rzecz nie ujawniała się teraz właśnie, kiedy on umarł...ciszejMario, ile ona ma lat, ta dziewczyna?MARIAWłaśnie! I ja to myślałam, i ja sobie tłumaczę, że to jest stara sprawa, że to jest jakaś dawna, głupia historia sprzed ich ślubu.pauzaAle...cichoOna, mamo, jest zupełnie młoda.BABKATaka młoda?MARIAcichoOna może nie ma nawet całych dwudziestu lat.pauzaJest młodsza od Oli.milczenieszelest u drzwi z prawejBABKAwyciąga szyję niespokojnieBABKAKto to?MARIAwstajez prawej wchodzi JoannaJOANNAidzie powoli, poważna, roztargniona. Po chwiliTo ja.chwila ciszyJOANNAtępoRóża prosi, żeby mama poszła się położyć. Ja tu u babci posiedzę.MARIAtrwożnieRóża tam została?JOANNARóża jest z Zofią.MARIATo ja idę. Pobądź tu, Joasiu, z babcią.JOANNATak, tak.Maria wychodzi na prawoSCENA 4Babka, Joanna, później ZofiaJOANNAA babcia nie chce spać?BABKANie, dziecko, ty wiesz, ja bym nigdy w dzień nie zasnęła.JOANNAI Róża także miała się położyć. Wszyscy śpią.BABKAJa i w nocy śpię bardzo mało. Całe godziny leżę, tyle, że oczy mam zamknięte.JOANNATak?BABKAAle się nie nudzę. Do siebie się sama śmieję, do siebie płaczę. Tyle mam wspomnień, co żyją.JOANNApo chwiliWspomnienia, PamięćJa też myślę, że wspomnieniami można żyć. Och, można by! Jeżeli życie minione było głębokie i czyste, takie, jak mogło być.ponuroAle ja nie mogę wspominać.BABKAJoanno! Dlaczego?JOANNADla mnie wspomnienia są czymś rozdzierającym. To, co mogło być piękne --- rozumiesz? --- piękne już na zawsze, to, co na zawsze mogło trwać, to jest zniszczone, to jest zabite! Tego już wcale nie ma.BABKAWięc ty wiesz?JOANNAnie rozumieJak to? Czy ja wiem?BABKAopanowuje sięTy mówisz o jego śmierci?JOANNATak, o śmierci Krzysztofa --- i o czymś jeszcze, o czymś więcej.BABKAO czymś więcej?JOANNAŚmierć nie jest najważniejsza. Bo to mogło być zawsze, to mogło trwać poza śmierć. I mogłabym jeszcze tak żyć, gdybym tylko myślała o nim, gdybym tylko mogła wspominać. Wtedy mogłabym tym żyć. Ale ja myślę nie tylko o nim i od tego umieram.BABKAz wahaniemO kim myślisz?JOANNAMyślę także o sobie.BABKAz ulgąO sobie...JOANNAO sobie, o swoim losie, który zamieniłam w ohydę!BABKAJak to --- ty?JOANNAJa! Ja!rozpaczliwieBabko, dlaczego się pytasz?siada ciężko na krześle dalszym od BabkimilczenieBABKAłagodnieWspomnienia, Czas, PrzemijanieTo prawda, Joanno, wspomnieniami żyć nie można. To one żyją nami. One nie zostają nigdy takie same --- one się zmieniają nawet bez naszego udziału. Ja, gdy czasami powracam po latach do jakiegoś znajomego wspomnienia, zastaję je zupełnie inne.JOANNApowoli podnosi głowęWspomnienia mają się zmieniać?BABKATak.JOANNAOch, nie. To właśnie nie zmieni się nigdy, to się już niczym nie da odwrócić!BABKAłagodnieWszystko się zmieni. Sama teraz tego nie wiesz. Wszystko się w jakiś sposób stanie inne.JOANNAgorzkoJak to, jego śmierć stanie się inna, niż jest?BABKAniepewnieJego śmierć. I może nawet --- on...JOANNAmilczyBABKApo chwiliTy się nie krępuj, Joanno. Może ty wolisz samotność teraz, może też chcesz wypocząć. Prawda? Ja jestem przyzwyczajona, ja mogę być sama.JOANNANie, nie, babciu. Dlaczego tak mówisz? Ja nawet wolę zostać. Pozwól, ja zostanę.patrzy na nią przeciągleJa --- tak we dwie z tobą, ty, babka, i ja, wnuczka, obie stare kobiety.BABKAStarość, KobietaTy stara? Nie wiesz nawet, co mówisz, moje dziecko. Starość to nie jest łatwa rzecz. Wiesz, ja zawsze aż do dzisiejszego dnia, dziwię się, że jestem stara. Nie mogę w to uwierzyć. Za każdym razem, gdy to pomyślę --- zawsze to jest dla mnie nowe. Jak gdyby się starość odbywała tylko naokoło, nie w nas. A my zostajemy tacy sami: my  i nasze zdziwienie.milczeniez naciskiemWłaśnie --- my zostajemy tacy sami.JOANNAnagleBabciu, gdy coś raz się stało, to przecież już jest, czy się o tym wie, czy się o tym nie wie, czy się o tym myśli, czy nie, czy się o tym pamięta, czy się o tym zapomni --- to już na zawsze jest.BABKANic nie jest na zawsze.JOANNAOch!BABKAWszystko jest inne, wszystko jest inne --- pamiętaj.JOANNAmilczyChwilaBABKAlżejszym głosemCzas, PrzemianaWiesz, Joanno, byłam jeszcze zupełnie młoda, kiedy to tak jasno zrozumiałam. Że każda rzecz, każdy fakt robi się wciąż inny, niż jest, wciąż inny, niż jest --- rozumiesz? I naprzód robi się inny na drodze od człowieka do człowieka. A później robi się inny już w nas samych.JOANNANie, ja nie wiem, nie wiem. Moja miłość i Krzysztofa, to, co nas łączyło, było tak niezwykłe, tak odmienne od wszystkiego, co jest między ludźmi. I to było zawsze tylko jego zasługą. Nie wiem --- może stawało się inne na drodze od niego do mnie, może ja to jakoś psułam od razu...BABKATy nie byłaś szczęśliwa?JOANNABabko, nie było kobiety tak szczęśliwej, jak ja, jak ja! Ale dlaczego wiem o tym dopiero dziś!BABKADopiero dziś...ściąga brwiNa Boga, co ty wiesz, Joanno?JOANNATy się dziwisz? Któż zna swoje szczęście? Kto wie, czym jest ten skarb, jeżeli go jeszcze trzyma w rękach.po chwili ponuroGdybyż on tylko umarł, babko, gdyby on tylko umarł!BABKAbezradnieWiedziałaś przecież od początku, kim był Krzysztof, wiedziałaś, jakiej miary to jest człowiek. Dlaczego robisz sobie wyrzuty?JOANNAponura, milczyBABKAłagodnieNie chcesz odpowiedzieć?JOANNAnie podnosząc oczu, przeczy głowąnagle rozpaczliwieJezus Maria!zakrywa rękami twarzmilczeniepo chwili zwykłym głosemNigdy mnie jeszcze o nic nie pytałaś. Dlaczego teraz się pytasz?BABKAniepewnieTak, myślałam, że może zechcesz. Że mi powiesz  i będzie ci lżej.JOANNANic nie ma do mówienia. Co tu można mówić? Jest za późno.Joanna wstaje, podchodzi do Babki, siada przy niej nisko na poduszce z łokciem na jej kolanachBABKAze spokojemMówić --- gdyby można było zrozumieć, gdyby człowiek nie był taki samotny.rozważaSamotnośćJuż to jedno, już to, że jeden człowiek mówi: ja --- i wtedy uczuwa coś, co dla drugiego człowieka jest niepojęte. Mówi swoje imię i nazwisko i uczuwa coś, co tylko on może uczuć, co przecież jest jedyne. Tak?JOANNAtępoTak.BABKADrugi, inny człowiek też mówi: ja --- i wtedy uczuwa coś całkiem innego, coś, co także jest jedyne. Bo każdy inny człowiek nie jest nim.JOANNAwznosi ku Babce oczyKażdy uczuwa --- siebie.BABKApo chwiliNa to nie ma słów, ani żadnych cyfr, ani znaków. Tego nie może nigdy powiedzieć człowiek człowiekowi, co to jest. Nie ma żadnego na to na świecie sposobu, żeby to komuś zwierzyć, jak on doznaje życia.JOANNAlekkie zainteresowanie, podnosi głowę, drugim łokciem opiera się o kolana BabkiMyślisz, że na to nie ma sposobu.BABKAciągnąc swojeBo kiedy mówi: ja, to w tym już trochę jest i to, że on żyje. Ale to wyłącznie jego dotyczy. I nie ma, nie ma sposobu, aby to nawet z najdroższym, najbliższym drugim człowiekiem podzielić.JOANNAsiedzi wciąż trochę ciężko i niezręcznie --- w taki sposób, że jej twarz, wzniesiona ku Babce, jest zarazem zwrócona prawie wprost ku widzowiMilczenie, Miłość niespełniona, SamotnośćBabko, on podciągnął tę naszą miłość na takie wyżyny, na taką wysokość, której nie zna zwyczajna ludzka miłość. Nie, nie słowami! Na to nie było słów! Jakże mało on mówił. Jakże straszliwie milczał --- całe dni, całe tygodnie! Wracał do domu milczący, nie mówił dobry wieczór, witał się w milczeniu ze mną i z dziećmi. Nie chciał jeść, choć wiedziałam, że nie jadł na mieście, choć wszystko czekało gorące. Chwilę czytał gazetę w jadalni, potem zaraz szedł do siebie, kładł się zmęczony na sofie. Nie chciałam tam wchodzić, żeby wypoczął. Czasami myślałam, że powinnam wejść. Nie wiedziałam, co jest lepiej. Czasami było coś do powiedzenia w sprawach domowych, coś o Oli. Ale nie mówiłam, bo tego nie lubił. Miałam jeszcze zawsze trochę pieniędzy na rachunku bieżącym. Krzysztof się do moich pieniędzy nie wtrącał, mówił, że go to nie obchodzi, co z tym robię, więc brałam to na dom...milczenie, po namyśleJa się starałam wszystko zrozumieć, być taką, jaką powinnam była być w jego życiu --- w życiu takiego człowieka. Ale tym dla niego nie byłam. Widocznie nie umiałam, choć tak chciałam, choć byłabym wszystkie siły duszy i serca temu oddała. Nie byłam nawet dobrą matką, babciu, kochałam tylko Krzysztofa. On strasznie pracował --- i ja to nie dość rozumiałam, że taka praca pożera człowieka, że taki człowiek ma prawo do czegoś więcej niż każdy inny.z mękąWracał znużony, wracał zmęczony śmiertelnie. Nie wiem, może trzeba było obmyślać jakieś rozrywki, namawiać go do zabawy, odciągać jakoś od tej pracy, która tak wyczerpała mu serce, która go w rezultacie zabiła... To mi nie przyszło na myśl. Zdawało mi się, że tak trzeba --- i jeszcze sama poskramiałam w sobie wesołość, każdą chęć jakiejś radości...łamie ręceKto mógł wiedzieć, co było lepiej, co trzeba było robić!BABKAByłaś dla niego dobra, Joanno, przecież sama wiesz, że byłaś dla niego dobra. Dlaczego tak się męczysz?JOANNANie, nie! Cóż, że byłam dobra, że go nad życie kochałam! Ty nie wiesz, czego on żądał od miłości, jak on te rzeczy rozumiał.Za szybą drzwi oszklonych, na tle kwitnących gałęzi ogrodu ukazuje się Ewa, patrzy wewnątrz, jakby chciała wejść, ale się waha).JOANNAOn był taki surowy, taki nieubłagany, miał w sobie taką pogardę dla zła... Miłość niespełniona, Samotność, CierpienieW jego uczuciu była ta męka, która jedna jest miarą jego głębi. Tak, brał ją, tę moją miłość, brał w milczeniu, bez szeptu, bez słowa, szorstko i krótko... Byłam dla niego nie źródłem szczęścia i spokoju, byłam dla niego źródłem męki. Milczał, a kiedy już nie mógł milczeć, mówił te słowa --- jak gdyby to było ponad jego siły... Mówił te słowa: ,,Tylko ty, tylko ty". Dlaczego to mówił, kiedy ja nie wątpiłam... Dlaczego mówił --- czy coś przeczuwał? Że tego krzyczącego szczęścia, że tego krzyczącego szczęścia nie było we mnie...urywa, rozgląda się, wstajeBABKAz decyzjąJoanno, ty się mylisz...z prawej wchodzi ZofiaZOFIApodchodzi do okien z lewej --- twarz Ewy za szybą znikaWezmę, zasłonię okna, bo słońce już na tę stronę przeszło. Żeby panią starszą w oczy nie raziło.zaciąga zasłonyBABKAodwrócona patrzy, jak ona to robiDobrze, dobrze.ZOFIAPanie poszły spać. Ale co tam za spanie przy takiej pięknej pogodzie. Same ptaki i te już nie dadzą spać. Więc pani Łanowa już znowuż poleciała do ogrodu.zasłania oszklone drzwi na taras, poprawia rękąNo, tak będzie dobrze.w pokoju jasny, złoty półcieńA i pani Byleńska też już nie śpi, to tu, to tam przy kwiatach się kręci, wciąż aby koło domu, wciąż koło domu. E, każdego do tej wiosny to ciągnie. A dla mnie wszystko jedno, czy tam lato czy tam zima. W kuchni zawsze jednakowo, nie odejdę, póki nie pozmywam, nie poustawiam, nie pouprzątam. Każdy myśli, żeby uwalać i porozrzucać, a ja, żeby umyć i poustawiać.śmieje sięA jak poustawiam i pouprzątam, to i czas rozpalać na podwieczorek.do BabkiGdybym miała przyjść, to paniusia zadzwoni --- ja usłyszę.wychodzi na prawoSCENA 5Babka i Joannachwila ciszyBABKAopanowanaMoje dziecko, spotkało cię nieszczęście --- to prawda. Jest zrozumiałe, że cierpisz. Ale nie wolno ci stwarzać do tego jeszcze jakichś sztucznych, imaginowanych powodów. Mówisz, żeś go nie dorastała. Nic nie wiadomo. Żeś mu nie dawała szczęścia... Och, moje dziecko, nie rób sobie wyrzutów. Czyż nie dosyć w tym smutku, że umarł.JOANNAstoi pośrodku pokojurobi rękami gest lekceważący, że Babka nic nie rozumieTy co innego myślisz.BABKAJa nie chcę cię pocieszać, nie myśl tego.walczy wewnętrznie. Mówi z namysłemCzas, Cierpienie, PrzemijanieJoanno, tylko czas cię uleczy. Nie czas pusty, który przemija, idzie obok nas i nic nie zmienia. Ale czas przecierpiany, cały napełniony cierpieniem. Więc ja cię nie pocieszam. Joanno, nie chcę ci przeszkadzać w tym, co przechodzisz. Musisz to sama wszystko docierpieć do końca. Tylko nie szukaj nowej udręki.JOANNAspokojnieTak, muszę --- i nigdy nie zdołam. Bo jego śmierć, to nie jest coś, co by chociaż na chwilę przestało być. Jego śmierć jest ciągle.podchodzi do Babki. Staje. Zaplata ręceTo jest nie tak, że on umarł. Jest tak, jakby ciągle umierał od dawna.BABKAOch, znowu mówisz, nie wiedząc, nie mogąc nic wiedzieć. Człowiek, SamotnośćSłuchaj, pomiędzy człowiekiem i człowiekiem jest ciemność.JOANNATak, to jest straszne.siada znowu na poduszce obok BabkiBABKACierpienie, Szczęście, PrzemijanieSłuchaj, gdy życie jest dla nas dobrem, gdy jest nieustającym szczęściem --- a znowu później cierpimy tak, że chcemy z tego umrzeć --- to przecież tym samym doznajemy życia, jakby według pewnej skali. I ta skala ma na pewno też swoje zero, które omijamy, nie wiedząc, i ma swoje niezliczone stopnie ku szczęściu i stopnie ku cierpieniu. Ale gdy nam drugi człowiek mówi, że się raduje, albo że się męcz, to my nic nie wiemy, co to jest.JOANNAtraci spokójMówisz, że nie mamy na to żadnej miary z tym drugim człowiekiem wspólnej?BABKATak mi się wydaje. Bo przecież ta skala i jej stopnie są najgłębszą każdego z nas i zupełnie nieumyślną tajemnicą. To jest to własne, to jedyne, co każdy człowiek uczuwa, kiedy mówi: ja.JOANNAwciąż niespokojniejWięc to miejsce cierpienia, w którym człowiek popełnia samobójstwo, może być na innej skali tym samym miejscem, w którym drugi człowiek żyje całe lata. Może to miejsce jest dla drugiego człowieka jedynym doznawaniem życia. Może, mówiąc ja, może, wymawiając swoje imię --- on uczuwa właśnie to, od czego inny umiera!BABKAniepewniePrzecież ja całe takie długie moje życie szłam sama w ciemności, choć żyłam tutaj, między wami. Natura cierpienia, natura miłości --- wszystko, co jest od człowieka do człowieka, to jest już tylko ciemność.JOANNAwstajeTeraz, gdybym najbardziej chciała, jego już nie ma. I nie ma już ratunku.BABKAz powątpiewaniemWięc myślisz, że był ratunek, póki żył?JOANNAgest obu rąk, oznaczający, że nie wie. Odchodzi i wracaTy nie to myślisz, ty tego wcale nie oczekujesz. Ty nie to myślisz!znowu odchodzidecyzjaMoże byłam za głupia, za zwyczajna dla niego --- tak. Ale go kochałam. Byłam taka, jak chciał, aby była jego kobieta. Byłam po prostu uczciwa. Tak było.przerwaI tak mogło być do końca! Ale ja zrobiłam inaczej.wraca. CiszejJa go zdradziłam.BABKAzdumionaTy go zdradziłaś...JOANNANie wierzysz. Widzisz. Nie wierzysz, a to jest prawda.BABKATy to mówisz!JOANNAJa, ja zamieniłam nasze życie w ohydę, ja zmarnowałam na zawsze wszystko, co było później, a także wszystko, co było przedtem. Tak! Skoro przecież to mogło się stać!BABKAskłada ręceJoanno!JOANNANie, posłuchaj!głosem niskim, ściśniętymNastały przecież takie dni, że żyłam przy nim --- ja najbliższa --- jak wróg. Chodziłam koło niego, patrzyłam w jego oczy, uśmiechałam się jak dawniej, by --- jak dawniej --- przebłagać jego mały gniew --- o nic. Chodziłam koło niego, a on mi ufał, brał jedzenie z moich rąk, przyjmował moje usługi, przyjmował moje pocałunki i od mojego uśmiechu wreszcie się, przejednany, uśmiechał. Czy to nie straszne, pomyśl: patrzyłam w jego oczy bezpieczna! Bo jest ta ciemność między człowiekiem a człowiekiem, babko. Bo myśli są bezkarne, nie mają w twarzy człowieka żadnego kształtu, żadnego znaku. Myśl kończy się na mnie, myśl zaczyna się i kończy na mnie. Patrzyłam w jego oczy, mówiłam do niego jakieś słowa miłości. A moje myśli trwały. Mogłam ich nie mówić, mogłam je przytrzymać zębami, to mogłam. Ale nie mogłam ich nie myśleć. Patrzyłam w jego oczy i wiesz, co myślałam?BABKAgest obrony przed tym, co ma usłyszećJOANNAklęka przed Babką wprost na ziemiMiłość, ZdradaPatrzyłam w jego oczy i myślałam tak: ,,Krzysztofie, jesteś szlachetny, jesteś dobry, wiem, że mnie kochasz, wiem, że mi ufasz. A oto całe moje szczęście cudowne, całe moje straszliwe upojenie --- jest tam, jest tam! Włóczy się tamtymi nocami, nad czarną wodą morza, pod księżycem. Włóczy się u nóg obcego, nieznanego człowieka, o którym wcale nie masz pojęcia, że istnieje...". Tak właśnie myślałam...BABKAJoanno, kto to był?JOANNAKiedy Krzysztof wyjeżdżał na kurację, ja zawsze na te sześć tygodni przyjeżdżałam tutaj z Olą. Ale trzy lata temu Ola przyjechała sama.BABKAPamiętam, pamiętam. Byłaś nad morzem.JOANNANie wiedziałam o nim nic. I on wiedział tylko, jak mam na imię. I nawet tego imienia nie umiał wymówić po polsku.BABKAcichoI ty go kochałaś?JOANNAz odraząNie!BABKAI mogłaś...JOANNANie było ani jednej takiej chwili, żebym go kochała. Tylko --- nie wiem --- tylko myślałam, że jeżeli się to nie stanie, to ja umrę!BABKAJoanno, tego właśnie nie byłabym nigdy pomyślała, że ty, że ty...JOANNAWróciłam. Wróciłam wcześniej, niż miałam wrócić, uciekłam! Wróciłam --- zaczęła się ta męka. Byłam szalona, szalona, że mogłam wtedy żyć! Że odważyłam się wrócić stamtąd i obok Krzysztofa żyć.Miłość, Zdrada, Cierpienie, Pożądanie Ale kochałam go tak straszliwie, kochałam go wśród takiej męczarni. Jak to zrozumieć, jak taka rzecz jest możliwa. Babko, patrzyłam w jego oczy pokornie, całowałam jego ręce i myślałam o tamtego uśmiechu! Wyobrażałam sobie ten uśmiech i nie mogłam inaczej. Natężałam wolę, by ten uśmiech z pamięci wydźwignąć i doznać od samego tego widzenia spazmu rozkoszy, przeszywającego wnętrzności jak nóż.BABKAAch, Joanno, Joanno!JOANNAWydawałam się na tamtą cudzą rozkosz, ja, jego najbliższa. A on zasypiał ufnie na moim ramieniu, jak każdej nocy przez tyle lat! Cóż to znaczy? Miłość, Cierpienie, PozoryWięc czym jest pieszczota w ciemności, w zamknięciu od świata, w zjednaniu najdalszym, aż po ostatnie odetchnienie rozkoszy, jeżeli za powiekami mogą być schowane te myśli. Za powiekami domkniętymi z upojenia, schowane za ustami, które mówią: ,,miły...". Och, gdybym go mniej kochała, może mogłabym zrozumieć!wstaje z klęczek, zaciśnięte pięści przykłada na do oczów. JękBABKApowtarzaJoanno, Joanno!JOANNATeraz jest za późno. A przecież mogłam była do niego przyjść i powiedzieć, mogłam była jak przed tobą uklęknąć i wyznać. I tego nie zrobiłam!BABKACo mówisz! Więc byłoby lepiej, gdyby wiedział?JOANNAgest niewiedzyBABKASkoro wzięłaś na siebie całą męczarnię.JOANNANie, nie dowiedział się nigdy. I może nic nie przeczuwał, że tego krzyczącego szczęścia nie było we mnie dla niego. Bo jedno już tamtego spojrzenie nalewało mnie po brzegi rozkoszą, bo za tamtego sprawą świat cały zmieniał się dla mnie w szaleństwo... Nie wiedział, nie wiedział. Odszedł i zabrał ze sobą to moje kłamstwo. Nie żył ze mną taką, jaką mnie myślał --- miał przy sobie inną, nieznajomą kobietę I tego już nic nie naprawi, na to już nie ma sposobu.BABKAJoanno, nie myśl o tym. O tym musisz zapomnieć!JOANNAchodziGdy ja myślę, że on przez ten czas oddychał jakby nie powietrzem, tylko jakąś trucizną, to się duszę, duszę się, jak we śnie!szlochMoże byłby mi przebaczył, może byłby uwierzył, że jego jednego przez całe życie kochałam!BABKAOn w to wierzył, w to, co przecież było prawdą.JOANNApodchodzi do Babki, pochyla się, mówi z bliskaOn jeszcze ciągle umiera. Widzę go każdej nocy. Jest żywy --- i ja mu mówię. O mojej zdradzie i o mojej miłości. Klęczę u jego nóg, jest sztywny, jest nieprawdziwy! Tarzam się i płaczę, błagam go, żeby żył --- a on się rozwiewa, robi się jasny, on znowu umiera! Czy umiera z tego? Słucha długo  i rozwiewa się, niknie. Umiera trochę inaczej, nie tak samo, jak w życiu: jest jeszcze, tylko robi się nierzeczywisty. Umiera jeszcze raz, umiera każdej nocy...jękUmiera ciągle na nowo!SCENA 6Babka, Joanna, później Róża, Maria, Tekla, Zofia i JuliaHałas wzrastający z lewej strony za sceną. Gwałtowne okrzyki. Słychać tylko pojedyncze słowaMARIAza scenąRóżo, Różo!BABKAobraca się, chce powstaćNa Boga, co to takiego?ZOFIAza scenąTo znowuż, co za śmiałość! Dokąd tu miała być?hałasMARIARóżo!za scenąGłos mężczyzny za sceną. Mówi gwałtownie, słów nie słychać. Mniej więcej: ,,Ona tu musi być! To nieprawda! Proszę otworzyć!"JOANNApatrzy w tę stronę obojętnie, nie porusza się z miejscaZOFIAza scenąA co by tu robiła! Czy to nie dosyć mamy swoich pań w domu?RÓŻAprzebiega przez scenę z tarasu do drzwi na lewoNic, nic babciu! Joanno, tylko się nie denerwuj!wołaCzy tam jest mama?wybiega na lewoTEKLAza scenąTEKLATo jest niesłychane! Ja zawezwę z miasta policji!hałasZOFIAza scenąA mało to miejsc, gdzie się taka panna może schować? Może poszła sobie na tę pogodę do lasu, a może sobie poszła do miasta, bo to daleko?Głos mężczyzny za sceną --- nie słychać słów. Mniej więcej: ,,Przyjechała do pani Nielewiczowej. Musi tu być. Proszę ją zawołać!"RÓŻAza scenąNie ma, nie ma!TEKLAza scenąNie ma i już!hałas słabnieMARIAwpada z lewej, obejmuje gwałtownie Joannę, obojętną i zdziwionąOch, moje dziecko!płaczeRÓŻAwpada za niąAleż mamo, mamo, daj pokój! Nic nie ma. To pomyłka. Dowiedział się, że tu nikogo nie ma i poszedł!TEKLAzagniewana, wchodzi z lewej za RóżąNiesłychane!podchodzi do pierwszego okna, odchyla ręką zasłonę, patrzyZOFIAprzechodzi spokojnie przez scenę od drzwi lewych do prawych, wzrusza ramionamiTakże! Prawdziwie ludzkie pojęcie przechodzi! Mało że cały dzień wciąż się tu ktoś koło bramy kręci po proszonym, że się trudno opędzić!TEKLApuszcza zasłonęNo, pojechał.ZOFIAJeszcze takie eleganty będą zajeżdżały przed samą bramę za jakimisi swoimi pannami! I jaki to śmiały, ojej! Z początku się tylko aby o panią Nielewiczową dopytywał. Czy w tym domu mieszka pani Nielewiczowa.wzrusza ramionamiRÓŻAstojąca przy Joannie i Marii, przerywaNic, nic, miałyśmy tylko trochę emocji i tyle!ZOFIAI koniecznie, żeby go wpuścić do domu, że sam zobaczy.JOANNAmachinalnieJa nikogo nie przyjmuję. Nie mogę.ZOFIAJuż ja tam do pani nikogo nie dopuszczę.wychodzi na prawoJULIAwchodzi ostatnia z lewejPojechał!śmieje sięCzego żeście się wszystkie tak przelękly? Przecież to nie bandyta. To ten sam, mówiłam wam, ten sam! Wiedziałam, że jej będzie dobrze szukał!śmiechKONIEC AKTU DRUGIEGOAKT IIITen sam pokój przed zachodem. Zasłony rozsunięte. Na wprost w otwartych drzwiach widać poprzez kwitnące gałęzie niskie, matowe, czerwone słońce.SCENA 1Róża, później TeklaNa scenie chwilę dłuższą pustoRÓŻAza sceną, w głębi, na tarasie, pogodnieNie, babciu, już jak dotąd nie przyszła, to już dobrze, to już nie wróci. Chwała Bogu, że już wieczór, że dzień się jakoś dobrze kończy.staje we drzwiach od tarasu, oparta ręką o ramę, obrócona profilem, mówi donośnieNo, jak babcia chce. Dobrze, dobrze, niech sobie babcia jeszcze posiedzi. Jest tak ciepło i słońce już nie razi.BABKAza sceną, głos oddalonyGdzie Joanna?RÓŻAPrzecież poszła na górę. Słyszy babcia, to słowik, słowik! Ach, jak jest pięknie!chwilaRóża usuwa się we drzwiach, dając komuś drogęTEKLAza sceną, gniewnieNie, dajcie mi pokój, dość mam tych wszystkich babskich historyjhistoryj --- oboczna forma rzeczownika ,,historia" w dopełniaczu liczby mnogiej. ! Co mam myśleć o Julii, wiem sama. Znam ją chyba dość dawno i zdania nie zmienię.wchodzi we drzwi, odwraca się i mówi za sceną donośnieCzy aby mamie nie będzie już chłodno? Ale proszę trzymać pled na kolanach!RÓŻAA co się stało?TEKLAprzechodzi przez drzwiNie, bo mama mi znów powiada... Ale, ho, ho, już ja Julię dobrze znam!zbliża się ku przodowi scenyIdę teraz na górę poczytać. Cały dzień nie ma chwili czasu, żeby wziąć gazetę do ręki.RÓŻAWujenko, tam na górze jest Joanna. Niech wujenka trochę do niej zajrzy, ale cichutko, bo może śpi.TEKLApobłażliwieNo do---o---brze, już się nie bój.RÓŻABo ja czekam na mamę. Ludzie tam przyszli przed kuchnię, co robili w ogrodzie --- i naturalnie kłócą się o coś z Zofią.śmieje sięJa nie lubię takich rzeczy, więc uciekłam. Ale mama tam jest.TEKLAMoja droga, nie myśl, że jesteś taka oryginalna. Na to, żeby nie lubić przykrości, nie trzeba mieć duszy aż tak subtelnej.RÓŻAA czy ja mówię...TEKLASwoją drogą, twoja matka przesadza, za długo się nad wszystkim rozwodzi. Trzeba każdemu zapłacić tyle, ile mu się należy --- i niech sobie idzie z Bogiem.wychodzi na prawoSCENA 2Róża, później JuliaRóża stoi we drzwiach od tarasu, ręka wyciągnięta na ramę, profil. Patrzy w ogród. ChwilaRÓŻAnuci
Z rąk twoich wzięłam tę klęskę,Przyjęłam w serce moje.Łzy płyną z oczów zamkniętych,Skarżą się usta jęczące.

Nie będzie domu naszegoNa żadnym miejscu na ziemi,Trwa szczęście twoje beze mnieW górach zamknięte zielonych!
Z rąk twoich wzięłam tę klęskę... --- wiersz Zofii Nałkowskiej.


wychyla się za scenęO, babciu, babciu, znowu słowik. Babcia słyszy?JULIAza sceną, raźnoraźno --- energicznie. Już, już słoneczko się chowa. Ale to nic, za to za chwilę będziemy mieli znowu księżyc. Mamie nie chłodno? Nie, to prawda, cudowne powietrze.RÓŻAusuwa się, dając drogę JuliiProszę, proszę!JULIAwchodzi z tarasu, bierze Różę wpół, pociąga na przód sceny i tu wybucha przyciszonym łkaniemRÓŻAprzerażona, czuleNa Boga, cioteczko, co cioci?JULIANic, nic, nie chcę przed babcią, to by ją zmartwiło, staruszkę.płaczeAle jestem taka zbolała, dziecko drogie, nie umiem ci wypowiedzieć. Tego bym nigdy, nigdy nie pomyślała. Tyle lat ją uważałam za siostrę, tyle lat ją kochałam, jak siostrę.siada na fotelu z prawejOch, nie mogę w to uwierzyć, nie mogę o tym pomyśleć.RÓŻAsiada na poręczy, przytulonaTo wujenka Tekla?JULIAAch, jak ona mogła! Powiedziała mi, że nigdy nie byłam dla niej dobra, że nigdy nie miała dla mnie uczucia siostry.płaczeI że jestem --- egoistka!RÓŻAE, wujenka zawsze tak, na to nie trzeba uważać.JULIAMoje dziecko, już też nie możesz powiedzieć, żebym ja nie miała wyrozumienia na takie rzeczy. Ale ona mi powiedziała to, co myśli naprawdę. Ona mi wymówiła, że kiedy wuj Andrzej chorował, to Włodzimierz mu nie pomógł. Różo droga, on wtedy nie mógł, on wtedy się dorabiał --- to twój ojciec wysłał Andrzeja do sanatorium. Ona tak zupełnie mówiła, jakbym ja przyłożyła ręki do śmierci mego jedynego brata, dlatego, że Włodzimierz dał mu tę robotę w swoim biurze i praca biurowa mu zaszkodziła. Któż mógł wiedzieć, moje dziecko, właśnie Włodzio w ten sposób chciał mu pomóc. Nie, Różo, Tekla to powiedziała szczerze, ona tak myśli, ona tak myślała przez te wszystkie lata. Ona powiedziała prawdę, to nie była tylko irytacja, ona ten żal miała w sobie od tamtego czasu! Rozumiesz, Różo. Ona tym przekreśliła nie tylko to, co między nami jest teraz, ale to, co kiedykolwiek między nami było. Więc ja się tylko łudziłam? To jest straszne pomyśleć!RÓŻAcałuje jej ręce, przytula się do miejCiociu Julciu dobra i miła, przecież nam wszystkim po trochu się dostaje od wujenki.JULIAOch, to nie to! Pozory, Prawda, CierpienieWłaśnie wszystkie jej przykre słowa ja zawsze brałam tylko za pozór, zawsze myślałam, że ona jednak w głębi serca mnie kocha. A tymczasem to właśnie, co ja brałam za pozór, to była prawda. Tak, to już nie było jej zwykłe rozgoryczenie. Och, Różo, jest mi tak, jakbym straciła siostrę.płaczeRÓŻATo się wyjaśni, to się na pewno wyjaśni. Wujenka zrozumie, co zrobiła, ona ciocię przeprosi.JULIANie, to jest skończone. Ja już bym nie mogła uwierzyć. Nie, sama ambicja mi nie pozwala. Moja wewnętrzna godność...RÓŻACiociu, ty jesteś dobra i na pewno się z nią pogodzisz.JULIAprzeczy rękamiRÓŻATy jesteś taka dobra, taka dobra. Ty jesteś moja najlepsza ciocia Julcia.JULIApokrzepionaTak myślisz? Naprawdę myślisz, że jestem dobra?RÓŻAze wzruszeniemTak myślę naprawdę. Może się czasami wydawać, że za bardzo o siebie dbasz, że za bardzo się pieścisz. Ale jesteś dobra.serdecznieI wiesz, ciociu, przecież ty jesteś jedna tylko, która to rozumiesz... Ty jedna bronisz Piotra, ty jedna się nie dziwisz, że ja mogłam go tak kochać, że ja go pomimo wszystko dobrze wspominam.wzdychaCiociu, no cóż on zrobił takiego złego?JULIABo ja rozumiem miłość.RÓŻAWujenka mówi, że on był fałszywy. Mój Boże! On był tylko dla każdego miły, każdemu życzliwy, wesoły, uczynny --- już takie miał usposobienie. Ale mnie nie oszukiwał, ale mówił prawdę. Był lekkomyślny, to prawda, ale nie udawał innego. Pozwalał, żebym i ja się bawiła, lubił, jak się podobałam, nie był zazdrosny. To Krzysztof nie dał Joannie nigdzie iść, nie dał jej z nikim rozmawiać, wciąż się gniewał o byle co, wciąż jej robił awantury --- a wszyscy go chwalą. Ale Piotr był dobry. A jak się to stało, to mi powiedział szczerze, to mi od razu wyznał... Że już tamtą woli, że tamtą kocha.płaczeJULIAgłaszcze jąTrudno, cóż robić. Każdy ma błędy, każdy jest słaby. Ale cóż by to było, gdyby wszyscy byli doskonali, jakiż to byłby świat! Trzeba wybaczyć, trzeba zapominać, bo i nam samym wiele jest do wybaczenia.RÓŻANaprzód mnie kochał. Był serdeczny, był miły, wszystko byłby dla mnie zrobił. A potem mu to przeszło, zakochał się w innej --- no więc co? Teraz wszystko w niej widzi, tak jak przedtem widział we mnie, ona teraz jest mu miła, a ja mu jestem niemiła.płaczeMiłość, ZdradaWięc czy to jest jego wina, że mu się tak serce odmieniło? Więc cóż on miał robić?JULIApocieszaMiłośćTak, dziecko, ja ciebie rozumiem, bo ja rozumiem miłość. Tekla mówi, że to jest tylko zaślepienie. Naturalnie, każdy jest zaślepiony, jeżeli kocha. Ale też dlatego miłość wszystko podnosi, upięknia, wszystko uszlachetnia. Dlatego miłość jest takim szczęściem.całuje jąRÓŻAJeżeli on ją kochał, a mnie nie, to moja ciociu, co on miał robić? I gdyby nie to, że ja z tego powodu cierpię, to w tym nie byłoby przecież zupełnie nic złego.JULIANie płacz, nie płacz Różo, widzisz, ja już nie płaczę.całują sięRÓŻAociera łzyCiociu droga.JULIAwstajeChodź, dziecko, zejdziemy jeszcze do ogrodu uspokoić się, posłuchać słowika.rozgląda sięJa tu wróciłam tylko po szal, bo ciepło, ale zawsze już wieczór nadchodzi, może mi zaszkodzić.bierze z kanapy lekki szal z włóczki lilaRÓŻAowija ją szalemJa nie mogę, ciociu. Mama tu zaraz przyjdzie, zatrzymali ją na podwórzu.JULIAJak chcesz, jak chcesz, dziecko. To ja pójdę sama. Tylko natura może jakoś ludzki żal ukoić. Wiesz, przy białej ławeczce rozwinęły się dziś trzy narcyzetrzy narcyze --- dziś: trzy narcyzy. . Naprawdę! Nie widziałaś? I już pachną! Pójdę, podumam, pomodlę się, jakoś się może uspokoję. I zapomnę o tym, co mnie boli.wychodzi przez drzwi w głębi.SCENA 3Maria i RóżaMARIAwchodzi z prawej, nie panuje nad sobąNie wiem już, co mam robić. Och, Różo, Różo, taka zmęczona jestem całym dniem. Gdybyż już przeszedł, gdybyż już minął!RÓŻAMamo droga, już się robi wieczór i dotąd nic. Już będzie dobrze. A co tamci ludzie, poszli?MARIANie, jeszcze nie poszli. Ach, żeby to już było jutro! Taki mam ciągły niepokój o nią.RÓŻADlaczego, zastanów się, mamo.MARIAzgnębiona, siadaSama chciałam, żeby babcia z nią pomówiła, bo Joanna ma do niej może najwięcej zaufania. Myślałam, że tak będzie lepiej, ale nie, wcale nie.RÓŻASkąd to można wiedzieć?MARIABabcia jest teraz jakaś taka, że znowu nic nie rozumiem.RÓŻAJa nie uważałam. Babcia zawsze jest poważna i trochę smutna.MARIABabcia teraz chce, żebym ja sama próbowała wybadać Joannę.RÓŻAKiedy to wszystko jest niepotrzebne, skoro ta dziewczyna nie wróciła.MARIABabcia mówi, że ona nie może sama brać za to odpowiedzialności. Ona jest tą rozmową zupełnie rozstrojona. Wygląda na to, że Joanna coś wie.RÓŻAz zapałemAle gdzież tam! Nic podobnego! Przecież, mamo, Joanna na całą tę awanturę żadnej nie zwróciła uwagi. Nie zapytała się nawet, czego on chciał.MARIAOna jest strasznie obojętna.RÓŻATo właśnie całe szczęście!z uśmiechemMamo, mamo, warta jesteś bury. Któż to tak robi! Wpadasz tu nagle z płaczem i zaczynasz obejmować Joannę. Jakże można tak nie panować nad sobą! Gdyby nie to, że ona jest taka obojętna, to by się przecież domyśliła, że coś jest, to by się zaczęła wypytywać!MARIATo prawda, już sama nie wiedziałam, co robię. Tyle się dziś wyprawia, że nie wiem! Tyle przykrości, tyle ciężkich rzeczy przez jeden dzień.RÓŻAMamuś, nie przesadzaj! Ona po tym wszystkim bez słowa poszła na górę. Naprzód z nią byłam, ale nic nie mówiła, nawet wzięła książkę, jakby chciała czytać. Widziałam, że jest spokojna, więc ją zostawiłam. Rano dość spacerowała i ze mną, i z ciocią Julcią.MARIAAle na podwieczorek nie chciała zejść. Jak jej jest lepiej, to schodzi do jedzenia.RÓŻATo dlatego, że dziś wcześniej wstała. Nie, mamo, nie ma o czym mówić. Ją cała ta dziewczyna nic nie obchodzi, nic nie zauważyła, niczym się nie zainteresowała.MARIATak, to jest prawda.chwilaRÓŻAA Tekla znów nadokuczała cioci Julci. Ciocia aż płakała.MARIAmachinalnieAch, co ty mówisz!RÓŻATak! Tak! I o takie stare sprawy im chodzi, mój Boże. To prawda, co babcia mówi, że między człowiekiem i człowiekiem takie jest wszystko niejasne i niewiadome. Bo Tekla powiedziała, że przez całe życie cioci Julci nie lubiła, że jej nigdy nie kochała. A ciocia żyła z nią, jak naprawdę z siostrą, myślała zawsze, że też jest przez nią kochana. No i dopiero dziś się takiej rzeczy dowiaduje!MARIApowoliTak, babcia to zawsze mówi, i to jest prawda. Ale Julia się z Teklą na pewno znowu prędko pogodzi.RÓŻAostrożnieMamo, wiesz, babcia także to samo mówi i o tobie.MARIAJak to o mnie?RÓŻACzy to jest prawda, że babcia chciała twego małżeństwa z ojcem, nie ty?MARIAobojętnieNie, ja też później chciałam. Ale wiedziałam, naturalnie, że matce na tym zależało.RÓŻAnieśmiałoKochałaś kogo innego?MARIAniechętnieCóż to można wiedzieć? Byłam taka młoda.RÓŻAAle ojciec był dobry, prawda? Ciocia Julcia mówiła, że opiekował się wujem Andrzejem, że go wysłał do sanatorium, więc był dobry.MARIAAndrzej i Tekla byli w bardzo ciężkich warunkach, kiedy on zachorował. Więc w tym nie ma nic dziwnego. Ojciec był stosunkowo zamożniejszy.RÓŻAPamiętam od najdawniejszych czasów, że ojciec zawsze był siwy i taki poważny. Ale dla nas był łagodny. Ojciec był dobry, prawda?MARIAz wysiłkiemTak, dobry.RÓŻAz ulgąTo jest bardzo ważne, że był dobry. Bo babcia mówiła tak, jakby czuła się winna. I jakby dopiero później zrozumiała tę swoją winę.MARIApowściąga zniecierpliwienieEch, to ci się wydawało. Moja Różyczko, ja nie mam na to głowy dzisiaj. Dajże mi pokójpokój (daw.) --- spokój.  jeszcze ze starymi sprawami. Dosyć mam tego, co się tutaj dzieje.wstajePo co mi jeszcze dawne zmartwienia. Teraz widzisz, ci ludzie wcale jeszcze nie poszli. I Zofia nie może sobie sama z nimi poradzić.krzywi się, macha ręką, mlaska językiemOna zresztą także nie ma racji.RÓŻACzego oni chcą?MARIAzniecierpliwionaAch, bo Zofia mówi, że w zeszłym tygodniu te dwie kobiety robiły tylko cztery dni. To nie jest prawda. Mnie się zdaje, że one były przy całym sadzeniu, że może najwyżej opuściły jeden dzień. Zresztą było przecież święto. Prawdę mówiąc, nie zapisywałam tego i niedobrze pamiętam. Chodzi o głupstwo, ale Zofia zamiast robić kolację, ujada się z nimi, taka się robi od razu zapalczywa, że nie wiem. Więc one teraz chcą, żeby z nimi iść do ogrodu, to one pokażą te grządki, które wtedy robiły. Ja nie chciałam, ja im wierzę, ja już nie mam na to głowy. Ale Zofia poszła, teraz tam siedzi i ani myśli o kolacji. Już zaraz będzie siódma, wszystko się spóźni. A Julia nie może jeść za późno, zaraz jej szkodzi.RÓŻAśmieje sięOch, jak ty się wszystkim kłopotasz, mamo. Jak się wykłóci, to przyjdzie.MARIAAle kiedy! Nic nie poradzę, tylko muszę jeszcze tam iść.idzie na prawoRÓŻAPoczekaj, poczekaj, idę z tobą. To niemożliwe, żebyś ty zawsze wszystkie kłopoty załatwiała sama.wychodzą drzwiami na prawoSCENA 4Joanna i EwaScena przez chwilę pustaDrzwiami z lewej wpada Ewa, zatrzymując się i oglądając za siebie. Staje pośrodku, rozgląda się po pokoju. Patrzy w otwarte drzwi na taras, później na drzwi na prawo --- niezdecydowana. Cofa się i zamyka drzwi, przez które weszła. Tam stoi. Jest w najwyższym stopniu niespokojna. Stara się opanowaćPo chwili przez drzwi z prawej wchodzi powoli Joanna. Patrzy na pusty fotel BabkiJOANNApółgłosemBabci nie ma...chce iść na tarasEWAnagle zabiega jej drogęPrzepraszam.JOANNAzatrzymuje się z wyraźną niechęcią, bez zdziwieniaCo takiego?EWAśmiałoA tak, to ja! To ja chciałam mówić z panią!JOANNAZe mną? Dlaczego?EWAhardoO, będę się starała zabrać pani jak najmniej czasu. Ale jednak może mnie pani wysłucha. Powiem krótko całą sprawę.namiętnieJestem w strasznym położeniu! Może to wystarczy, jeżeli pani wyznam, że jedyną na świecie osobą, do której mogłam się zwrócić i która może mnie wybawić, jest właśnie pani!JOANNAnieufnieJa? Dlaczego? Proszę usiąść, słucham panią.siadaEWAprędkoMatka jest ciężko chora na nerwy, na wszystko. Może to pani jest obojętne, może pani sobie w to nie wierzyć, ale ten ostatni cios ją dobił. Ona jest niezdolna do życia, ona musi mieć pomoc. Krzyś jest w czwartej klasie. Zawsze był chorowity, a teraz już trzeci miesiąc gorączkuje. Na razie wysłałam go na wieś, ale doktor podejrzewa, że to coś w kości, w kolanie. Ja od roku miałam posadę i teraz właśnie musiałam ją sama rzucić.namiętnieMusiałam! Pani rozumie, jaka jest sytuacja? Ja jedna ich oboje teraz utrzymuję, matkę i brata.JOANNApodnosi głowę, patrzy na nią. Z namysłemPani jest ciężko. Pani jest taka młoda.po raz drugi wskazuje jej krzesłoProszę.EWAogląda się na krzesło, siadaA teraz, widzi pani, ja jestem nad przepaścią, jestem teraz nad samą krawędzią. I mogła się pani sama doskonale przekonać, jak jest! Ten człowiek, który mnie tu u pani szukał, któremu się ledwo wymknęłam, to właśnie on! To Liwieniecki!JOANNAz wysiłkiem, zmęczonaTak, tylko, że ja nie wiem. Ja nie wszystko rozumiem. Więc kto to jest?EWAniedowierzającoPani nie wie?znowu z zapałemTo jest współwłaściciel tych zakładów,  współwłaściciel firmy Liwieniecki i Chapall. I zarazem główny dyrektor tego wszystkiego.JOANNAnie dość zorientowanaAch, tak.z namysłem, patrząc na EwęZaraz, wydaje mi się, jakbym ja panią jednak skądś...EWAzły uśmiechNo, myślę!JOANNAPrzecież to pani była dziś rano na drodze.ciszejPani płakała?EWAwzgardliwieOch, nie tylko na drodze byłam dziś rano! Byłam także tu.szybkim ruchem ręki obiega pokójW tym samym pokoju. Pani też o tym nie wie?z ironiąWięc właśnie wtedy widziała mnie pani jedyny raz w życiu, kiedy płakałam --- tak?JOANNAniepewnieTak. Nie przypominam sobie... Może.EWAniedbaleWięc mniejsza o to.śpiesznieO Liwienieckim pani też nic nie słyszała --- co? To jest bogacz! Ale jego żona jest jeszcze bogatsza, jej rodzina ma w tym umieszczone swoje ogromne kapitały. Teraz pani rozumie? Tu nie ma nawet mowy o małżeństwie, on tego wcale nie tai, on mi zupełnie nic nie obiecuje.gorzkoOn zresztą, wiedząc o moim pochodzeniu, może nawet nie uważałby tego za potrzebne...z uniesieniemNie! Jednego jestem pewna, że wówczas, kiedy brał mnie do siebie, kiedy mi dawał tę posadę, to sam był najdalszy od tej myśli, że mnie pokocha.groźnieBo gdybym jeszcze to miała o nim przypuszczać, że to wiedział, że tak to sobie umyślił!JOANNAWięc to u niego miała pani posadę?EWATak, naturalnie, u niego! I ta pensja wystarczała dla nas na życie,  nawet po śmierci ojca. Ale to jednak były pieniądze od niego --- pani rozumie, do czego to prowadzi? I kiedy mama w marcu musiała się leczyć, to już to nie wystarczało, to już trzeba było niby to wziąć pożyczkę, brać małe zaliczki --- rozumie pani? A teraz znowu choroba Krzysia --- może sanatorium, może zagranica --- bo ja wiem? To jest strasznie poważne. Więc ja nie mogłam u niego zostać...ponuroJa musiałam to rzucić...JOANNAze zwiększającą się uwagąTak, rozumiem.EWArozpaczliwieCierpienie, Miłość tragiczna, PrzemocAle on mnie teraz wciąż śledzi, on mi nie może darować, że ja nie przychodzę do biura, on mnie ciągle, ciągle prześladuje! Pani! --- ja się nie mogę przed nim obronić, jeżeli mi ktoś nie pomoże, jeżeli ja nie będę mogła wyjechać. On ma za silny wpływ na mnie. On jest jakiś nieubłagany, on jest okrutny! Nie daje mi wcale spokoju. Gdy wchodzę do sklepu, on, nie wiadomo skąd, się pojawia, gdy jadę gdzieś tramwajem, on nagle razem ze mną wysiada z drugiego wagonu. On jest straszny. On mówi, że widocznie ja go nie kocham. On nie może tego zrozumieć, dlaczego ja od niego uciekam. Jego to właśnie doprowadza do szału, że mu się opieram, że ja tak się go boję. Ja nie wiem, jacy są inni, dla mnie nikt taki nie był. On chce wciąż być ze mną. On musi wszystko o mnie wiedzieć. Więc chyba on naprawdę mnie kocha. On mi wciąż grozi, on nawet czasami myśli, że ja może mam kogoś innego  i on grozi, że zabije tego kogoś i mnie. Nie mogę się nigdzie ukryć, nie mogę uciec. Pani widzi, że ja nie mam wyjścia. Gdyby mama była jakoś zabezpieczona i Krzyś, to ja sobie zawsze dam radę, ja wszędzie na siebie zarobię. Ale ja muszę wyjechać! Tutaj on mnie nie puści, tu on mnie wszędzie znajdzie!łamie ręce, wstaje, biega w rozpaczyJa dawno sobie nad tym łamię głowę, ja się długo wahałam, nim zdecydowałam się jechać do pani. Pani wie, co ja chciałam zrobić? Ja nawet myślałam, żeby pójść do jego żony.po chwili ponuroAle nie mogłam.JOANNAzamyślonaPani położenie jest naprawdę bardzo trudne. Niech pani usiądzie. Czy on, kochając panią, nie rozumie, jak panią krzywdzi?EWAWłaśnie, on nie rozumie.siada, zaplata ręce. CiszejAle ja to za dobrze rozumiem, za dobrze ja już wiem, co to jest. On ma żonę i ona też nie da mu rozwodu, choćby nawet chciał. Ale zresztą on wcale nie chce.znowu z uniesieniemCzy ma ze mną się liczyć, czy z moją rodziną. Mama przecie z rodziną musiała zerwać, nie mamy nikogo. Więc niech mi da pokój, więc niech mi da odejść, niech mnie zostawi, niech mnie zostawi!ciszej, powoliNie, póki jestem z nim, póki go widzę, nigdy nie zdołam zerwać, to na próżno! Przecież dlaczego ja nie mogłam zostać w biurze. Byłam wciąż z nim, byłam w pokoju obok, w otwartych drzwiach. Widziałam go przez całe godziny --- gdy wstawał i chodził, gdy siedział i pracował. I kiedy rozmawiał z ludźmi --- taki opanowany, kiedy się nawet uśmiechał --- a ja wiedziałam wszystko, co się w nim dzieje! Och, tego nikt nie wytrzyma!znów wstaje, zaciska ręce w rozpaczyNie, nie, ja muszę uciec. Ja muszę tak wyjechać, żeby on nie wiedział gdzie, żeby mnie nie znalazł. I żeby mama także nie wiedziała, bo mu powie. Nikt! Nikt!JOANNAPani matka mu powie?EWATak, tak, mama jest taka słaba. To od mamy on się dowiedział, że ja pojechałam do pani. I w godzinę po przyjściu pociągu on już tu był samochodem. On wie, że jeżeli pani mi pomoże, to on mnie straci.JOANNAWięc dlaczego matka pani mu powiedziała, wiedząc o tym, wiedząc, jak pani się męczy?EWAzmieszanaNaturalnie, nie powinna była mu mówić. Ale ona zawsze każdemu ustąpi. Ją to wzrusza, że on mnie tak kocha, ją to ujmuje. Ona to przecież wie, że my we troje jesteśmy na świecie tacy samotni, że nasz los nikogo nie obchodzi --- więc on jest ten jedyny, który jest kimś bliskim, kimś swoim.JOANNAzdziwiona, przejętaTak, to okropne.EWAgwałtowniePozycja społeczna, Zdrada, CierpienieWięc widzi pani, wszystko się tak układa, wszystko się tak sprzysięga przeciwko mnie. Jestem jak osaczona. Tak, jestem po prostu zmuszona zostać jego kochanką, jestem do tego moralnie zobowiązana! Jak ja się mam temu oprzeć, jeżeli mi ktoś nie pomoże?JOANNAze współczuciemBo i pani go kocha.EWAgniewnieOch, Boże, kocham, kocham! Naturalnie, że go kocham! Tak samo zupełnie, jak moja matka kochała mego ojca. Ona mu zaufała --- i do czego to ją doprowadziło?spokojniejMama przecież, zanim poznała się z ojcem, pracowała na siebie.niepewnieMama śpiewała i trochę także tańczyła. Ale ojciec jej nie dał występować. Och, mama była bardzo ładna i bardzo wesoła. Teraz już tego wcale nie znać.JOANNAJest chora?EWAChora i zupełnie przez te ostatnie przejścia zmarnowana.z uniesieniemPani! Jeżeli pani mnie nie wyratuje, to ja przepadnę! On nie odstąpi, on mnie już z rąk nie wypuści, on zepchnie mnie tam, gdzie moją matkę ojciec! Ja to mówię, choć nie powinnam, ale czyż przed panią mam ukrywać, czym było jej życie! Liwieniecki też ma żonę, której wszystko zawdzięcza. Widzi pani, ja nie mam złudzeń, chociaż i on przecież umiera z miłości dla mnie. Wszystko dla mnie zrobi, wszystko mi odda --- prócz tego jednego, prócz nazwiska!JOANNAjest wzruszona, wstaje, robi parę kroków ku Ewie, wiedziona współczuciem. Jednak zatrzymuje się w pół drogiNiechaj pani od niego ucieka.EWAgest obu rąkA matka, a Krzyś? W tej chwili oni są na bruku, bez żadnych środków.JOANNAw bezradnym zamyśleniuTak.siada przy stole, opiera brodę na dłoni, poszukuje w myślach sposobuTak, to prawda.EWAJa za dobrze już wiem, co to jest. Ja wiedziałam, ja pamiętam życie matki, nawet gdy była szczęśliwa. Jej łzy co dzień, jej wieczną z nami samotność, te wieczory, gdy byliśmy zawsze tylko we troje. Myśmy nie od razu zrozumieli jej łzy, myśmy myśleli, że jesteśmy jak inne dzieci. Dopiero jakieś słowa służących, jakieś awantury z dozorcą... Tak! Tak! To nie jest nieszczęście, które raz spada, to jest codzienna sprawa, to się dzieje ciągle, ciągle, każdego dnia, każdej godziny dnia --- do tego nigdy a nigdy nie można się przyzwyczaić.wybucha płaczem, zakrywa rękami twarzJOANNAznowu ulega wzruszeniuAch, biedne dziecko!zbliża się do EwyEWAod razu przestaje płakać, złaOch, tylko nie to, proszę pani! Proszę bardzo! Ja tu przecież przyjechałam z interesem, tylko z interesem. Pomoże mi pani czy nie?JOANNAzdziwiona, ochłodzonaNo, tak zaraz nie mogę pani sama odpowiedzieć. Musiałabym porozumieć się z moją matką. Może się znajdzie jakiś sposób.EWAz goryczą, zawiedzionaAch, tak?JOANNANo tak, naturalnie. Sposób musi się znaleźć.EWAoparta łokciami o poręcz krzesła, patrzy w oczy JoannySamobójstwo, CierpienieA pani może także nie wie, że matka się truła? Kiedy się rozchorowała, byliśmy przy niej tylko my dwoje. Ja ją ratowałam, Krzyś telefonował po doktora. Nic nie rozumieliśmy, co się dzieje. I dopiero doktor nam powiedział, że to jest otrucie. I pytał się, czy nie ma kogo z rodziny, kogoś starszego. I myśmy powiedzieli, że nie ma nikogo. Bo przecież wieczorem już nigdy nie można było telefonować do ojca do domu. Widzi pani, ona chciała od nas odejść, nas porzucić,choć nas tak kocha. I zresztą któż nie boi się umrzeć? To jest ciężka rzecz --- samobójstwo.JOANNAgłęboko zamyślonaI pani matka była tak nieszczęśliwa?EWAWięc widzi pani. Matka tak wiele przeszła, że już samo poczucie sprawiedliwości, że najzwyczajniejsza ludzkość... I zwłaszcza teraz, mój Boże, kiedy już, kiedy właściwie... Ja wiem, że pani sama jest ciężko dotknięta.z perswazją i przejęciemAle pani nie ma przynajmniej troski materialnej, pani i pani córce nic nie grozi. Ostatecznie, wszystko tak się ułożyło, że pani może teraz tę rzecz jakoś naprawić.JOANNAmruga oczami, zmęczonaJa rozumiem, położenie jest bardzo ciężkie. Pani jest za młoda, by to udźwignąć. Ale dlaczego ja? Dlaczego pani o mnie pomyślała?EWAJak to dlaczego?JOANNAz namysłemPani stamtąd przyjechała aż tu, żeby mnie zobaczyć --- umyślnie po to?EWANaturalnie --- jeżelijeżeli --- tu: skoro. pani nie odpowiadała na listy!JOANNAprzeczące odchylenie głowyJa nie dostałam żadnych listów.EWAz gniewemWysłałam dwa listy, podpisane imieniem i nazwiskiem. Drugi list był polecony. Więc jest niemożliwe, żeby oba nie doszły.JOANNAchłodnoNiech pani się tak nie unosi. Ja nie cofam tego, co powiedziałam, ja spróbuję pani pomóc. Ale listów żadnych nie otrzymałam...EWApo chwili chmurniePrawdę mówiąc, to nie do mnie należało w tej sprawie zrobić pierwszy krok. Gdyby pani była kobietą szlachetną, to ja nie potrzebowałabym sama z tym zwracać się do pani.JOANNAwstaje z niepokojemNie, tu jest coś niejasnego w tym wszystkim. Pani mnie bierze jednak za kogoś innego.EWAśmieje sięO, nie! Ja panią znam dobrze, znam od dawna! Ostatni raz widziałam panią z bliska na pogrzebie. I Olę też widziałam.JOANNACo to znaczy: Olę?EWAzuchwaleCóż to takiego dziwnego, że mówię o niej: Ola!JOANNAMoja córka zaraz po pogrzebie wyjechała, jest na studiach. Skądże pani...EWAWiem, wiem, naturalnie! Pani jest zabezpieczona i ona może sobie studiować za granicą. A my, a my!JOANNAzdumienieCo to znaczy? Kto pani właściwie jest?EWATego pani nie wie? Jestem Ewa Łasztówna.JOANNAJuż tu słyszałam to nazwisko. Ale to mi nic nie mówi.EWANic pani nie mówi --- pani, która jest wdową po Krzysztofie Nielewiczu?JOANNAWięc pani może jest jakąś kuzynką?EWATo był mój ojciec.JOANNAzdziwionaJak to ojciec?EWAwzrusza ramionamiNo, to ja, ja jestem właśnie jego córką!JOANNApatrzy na nią, zbiera myśli. Nic nie mówi. SiadaEWAtupet osłabionyNic nie rozumiem. Co to znaczy? Więc pani naprawdę nie wie?JOANNApatrzy na nią, milczyEWAPrzecież pani o tym wiedziała, nie? Musiała pani coś wiedzieć, kiedy była mowa o rozwodzie.JOANNAzdumionaCo?EWANo tak, na rozwód nie chciała się pani przecież zgodzić.JOANNAzrywa się z przerażeniem, krzyczyNo, teraz dosyć! Dosyć tego! Ani słowa więcej nie słucham! To oszustwo!chce wyjśćEWAO, nie! Teraz ja już pani nie puszczę! Teraz, kiedy wreszcie z takim trudem tu się dostałam! Jak pani może, jak pani ma sumienie!JOANNAwyniośleWięc to chodzi o pieniądze?EWANaturalnie, że chodzi tylko o pieniądze!JOANNANo, właśnie! Tak to jest zupełnie jasne.chce wyjść na prawoEWAzastępuje jej drogę, oburzonaJa mam prawo żądać! Ja żądam nie dla siebie!ze wzgardąBrr... Brzydziłabym się tym teraz, ja mogę pracować. Żądam dla chorej matki!JOANNAznów zachwianaProszę pani, pani się myli co do osoby czy co do nazwiska, jeżeli pani w ogóle nie udaje. Mój mąż od czterech miesięcy nie żyje. Ale żaden szantaż tutaj się pani nie uda!chce wyjść drzwiami na taras --- znowu na próżnoEWAstoi na drodze do drzwiJak to ja się mylę. Po cóż to mówić. Przecież ja panią doskonale znam z fotografii i z widzenia. I znam także pani mieszkanie, nawet widziałam pani pokój. Tyle razy byłam w domu u ojca --- latem albo w święta, kiedy pani wyjeżdżała tutaj z Olą. Przyglądałam się w salonie pani portretowi i nawet sobie myślałam: ,,Od tej pani wszystko zależy --- o gdyby chciała!". Tak! I przecież mówiłam, że widziałam panią i Olę na ojca pogrzebie.ciszejJa nie byłam w żałobie.JOANNAcofa się na swoje miejsce. Siada, słuchaEWABywałam u ojca --- niestety! --- także po pieniądze. Bo w ostatnich czasach już wiele się zmieniło. Dawniej nic nam nie brakło, mnie i bratu. Ojciec był dla nas bardzo dobry, tyle było zawsze uciechy, jak przychodził do domu. Był wesoły, śpiewał. Czasami byli goście, mama też śpiewała, nawet czasami tańczyli. Och, w dzieciństwie byliśmy szczęśliwi. Zawsze w lecie ojciec do nas przyjeżdżał tam, gdzieśmy byli z mamą, na wieś, albo w góry --- i wtedy już miał czas! Był z nami przez cały dzień razem. Tak, dawniej nie potrzebowałam mu przypominać o jego obowiązkach.JOANNAobojętnie, powoliPani mówi, że to się zmieniło? Co się zmieniło? Dlaczego?EWAze smutnym grymasemNo, naturalnie, z powodu tej młodej dziewczyny, która opanowała ojca, by go wyzyskiwać, by korzystać z jego słabości.JOANNAMłodej dziewczyny?EWAOch, ileż matka się z jej powodu napłakała. Gdyby nie ona, ojciec żyłby do dziś. To ona zrujnowała mu zdrowie.JOANNAJak to było dawno?EWATo się zaczęło może trzy, cztery lata temu. Ojciec zmienił się wtedy zupełnie, rzadko przychodził, był dla mamy opryskliwy, obojętny, nic go nie obchodziło, co się działo w domu, nawet my.JOANNAsłucha bez ruchu. Myśli. Po długiej chwiliIle pani ma lat?EWAOch, to chyba jest pani obojętne.JOANNAz namysłemCzy pani sama to słyszała, że ja nie chciałam dać rozwodu? Czy pani to może słyszała pośrednio?EWAOd mamy? Nie. To mi powiedział ojciec, kiedy dorosłam i kiedy zapytałam się ojca, dlaczego tak z nami jest. Sam ojciec mi to powiedział.JOANNAzamyślonaTak.milczenieJOANNApo chwiliTeraz pani mi powie krótko, czego pani chce. Jakich pieniędzy?EWAJak to, jakich pieniędzy? Ojciec mimo wszystko do końca dawał mamie coś na utrzymanie i opłacał gimnazjum Krzysia. Z trudnością, ale jednak coś dawał. Jest niemożliwe, żeby nic nie zostawił nam, swoim dzieciom.JOANNApowtórnieIle pani ma lat?EWANo, mam osiemnaście lat. Ale to nic nie ma do rzeczy. Nie jestem dzieckiem, niestety, znam życie, jak gdybym miała lat trzydzieści. I to, co mówię, to na pewno jest prawda.JOANNApowoliPani ma lat osiemnaście. A pani brat w jakim jest wieku?EWAwzrusza ramionamiMa lat piętnaście.JOANNAI ma na imię Krzyś?EWATak, nazywa się Krzysztof jak ojciec.JOANNAz trudemCzy więcej dzieci nie było?EWAJeden brat umarł, najmłodszy. Miał rok, jak umarł.JOANNAKiedy umarł?EWAPięć lat temu.milczenieJOANNApowstaje i, nic nie mówiąc, chce wyjśćEWAruch zatrzymującyWięc, proszę pani!JOANNAzatrzymuje się nagleAch. O jakich pani myśli pieniądzach? Pani wie, że pani ojciec umarł nagle.EWAWiem. Ale przecież pani nie będzie z tego korzystała.JOANNAmruknięcie uśmiechuZ tego nie będę korzystała. Ale...waha się, z przykrościąWłaściwie on nic nie zostawił, przeciwnie, są tylko jakieś zobowiązania. I nie tylko nic nie zostawił, ale nawet z moich pieniędzy też nie ma już nic. Tak, że dziś tylko moja matka...EWAz rozpacząNic nie zostawił!cofa się, siada skulona, z łokciami na kolanie. Myśli głębokoWięc co ja mam robić?milczenieEWAzgnębionaTo była moja ostatnia nadzieja. Jeżeli ja, jeżeli ja zdecydowałam się tu przyjechać... Czy pani myśli, że mi łatwo było to zrobić? Zwrócić się do pani, do pani, która... Co ja zrobię, co będzie z matką i z Krzysiem ! I ze mną!milczenieEWArozważa dłuższą chwilę. NagleCzy ojciec nigdy nie żądał od pani rozwodu?JOANNAz przymusemNie, nie żądał.EWAI pani nie wiedziała nic o mamie i o nas?JOANNAprzeczy głową w milczeniuEWAWięc to znaczy, że ojciec kłamał.straszny wstyd. Krótkie rozwarcie oczów i ust z uniesieniem ramion. Opuszcza głowę na ręce, dłońmi zakrywa twarzmilczenieSCENA 5Joanna, Ewa i MariaMARIAwe drzwiach od tarasu mówi uspokajająco za scenęTak, mamo, już już. Zresztą zaraz będzie kolacja.wchodzi szybkoJoanno!widzi Ewę, staje przerażona. GroźnieJak pani śmiała! Przecież czy ja pani nie mówiłam!Ewa wstajeJOANNAprzerywaMamo, daj pokój. To biedne dziecko. Jej trzeba pomóc.EWAzgnębionaNie, nie. Po co...JOANNAz wysiłkiemOna musi tu zostać przez jakiś czas, może na krótko, zanim się coś obmyśli. Ale teraz musi zostać.MARIAniechętna, podejrzliwaJak uważasz...patrzy z badawczym niepokojem na JoannęEWAruch obu dłoniKiedy nie trzeba...JOANNAMamo, bądź jeszcze raz dobra. Weź ją. Nazywa się Ewa, to ta sama, co była rano. Ona nie mogła inaczej zrobić, ona musiała sama przyjechać, jeżeli nie dochodziły listy. Tu nie ma jej winy. Weź ją, zabierz. Najlepiej niech idzie na górę. Niech tam pobędzie, niech tam trochę posiedzi. Ja przyjdę, ja się później tym zajmę. Tylko nie teraz,niecierpliwienie teraz. Nie w tej chwili.MARIAchłodno, nieufnie do EwyProszę, niech pani idzie. Proszę tutaj.EWAidzie z wahaniem, patrząc na JoannęNie, kiedy po co...MARIAlekko posuwa Ewę ku drzwiom z ręką na jej ramieniuTędy.wchodzą ma prawoSCENA 6Joanna, póżniej BabkaJOANNAsiada na krześle, pośrodku pokoju, nigdzie nie patrząc, twarzą do widowni. Gra powściągliwa, skupiona. Nie rozpacz, tylko namysł, rozpamiętywanie. Składa obie ręce tak, że stykają się tylko końcami wszystkich palców. Po długiej chwili półgłosemJej brat ma lat piętnaście, a ten, który umarł?myśli. Rozsuwa ręce i znów je składa końcami rozpostartych palcówOna ma lat osiemnaście, osiemnaście...zatapia się głęboko w swą myśl. Jeszcze raz powoli i cichoOsiemnaście...milczenieBABKAukazuje się we drzwiach od tarasu. Jedna ręka na kiju, druga, zgięta, uczepiona do ramy drzwi. Stoi z wysiłkiem, czarna i duża na pociemniałym niebie i kwitnących gałęziach. CichoJoasiu...JOANNAodwraca się prędko. WstajeBabciu... tyś tu była! Ty coś może słyszałaś, ty zrozumiałaś...siadaBABKAstoiZrozumiałam.JOANNAsiedzi, lekko odwrócona bokiem. Gest rozłożenia obu dłoniWidzisz.BABKApo długiej chwili, nieśmiałoTeraz, nie wiem, czy będzie ci lżej czy będzie ci jeszcze ciężej.przerwaAle już teraz... Już tym jednym nie powinnaś się dręczyć... Nie możesz robić sobie wyrzutów...JOANNApatrząc daleko, znowu twarzą zwrócona ku widowni. PowoliNie wiem...BABKAproszącoTo, coś ty czuła, jednakże było prawdą, Joanno. Pomimo wszystko, pomimo wszystko. To, żeś go kochała. Tylko to.JOANNApowoliTylko to.przeczy głowąMała, słaba, ślepa miłość pośród ciemności.ze zdziwieniem, cichoPośród takiej ciemności...BABKAstroskanaBo, drogie dziecko, nigdy nie wiadomo, nic nie wiadomo...JOANNApo chwili z wysiłkiemMyślę: Krzysztof. Ale nie ma go już na tym miejscu, gdzie jest to słowo.przerwaOn jest gdzie indziej. Tam jest ktoś inny, ktoś, czyja śmierć jest ode mnie daleko... Gdzie on jest? Nie ma go na miejscu jego śmierci...BABKAUspokój się, Joanno...JOANNApowoli i ciężkoCzy mogę myśleć, że nikt nie umarł? Myśleć, że umarł ktoś nieznajomy? Babko... Czy Krzysztofa nigdy nie było?BABKAchce podejść, ale nie odważa się puścić ramyAch, nic nie jest pewne, Joasiu...z mękąWszystko jest inne...JOANNACzy nie było także jego śmierci? Jest tak, jak gdyby nic nie było... Jak gdyby może nawet nie stało się nic...milczenieSCENA 7Babka, Joanna, Ewa, później Zofia, Maria i Różaza sceną hałasEWAwbiega z krzykiem z prawej strony, przypada do JoannyOn tu jest! Pani droga, pani jedyna, on tu jest! On jeszcze raz wrócił! Niech pani mnie osłoni, niech pani mnie obroni, niech pani mi nie da za nim iść!JOANNAstoi, obejmuje ją, przytrzymuje za ramiona. Nic nie mówiBABKAbezsilny gest sięgnięcia w powietrze po poręcz krzesła, po jakąś podporę, by iśćO, Boże...ZOFIAwchodzi z lewejWięc co ja mam robić, kiedy ten pan sam się przepchnął przez bramkę i chce tu iść. Mówiłam mu, że nie można i zamkłamzamkłam --- popr. ,,zamknęłam", błąd językowy sugerujący niższy status społeczny bohaterki i jej brak wykształcenia.  drzwi...EWAz rozpaczą, łamiąc ręceNo widzi pani, widzi pani!wchodzi Maria, za nią RóżaMARIAstaje przy Joannie, w najwyższym niepokojuTylko się nie przejmuj, droga, tylko bądź spokojna...RÓŻAjednocześnie, stroskana, lękliwie patrząc na Joannę i na Ewę na przemian, staje przy Babce, pomaga jej iść do fotelaBabuniu, jakie to okropne...BABKAsiada, słuchaGŁOS MĘŻCZYZNYza oknami z lewej wołanieEwo, Ewo!EWAdo Joanny, szeptemWidzi pani...płacze, drżyJOANNAmilczyprzerwaBabka, Maria, Róża, Zofia patrzą na Ewę w oczekiwaniuGŁOS MĘŻCZYZNYza oknamiEwo!EWAz płaczem wyrywa się Joannie, krzyczyIdę!wybiega drzwiami na lewoprzerwaJOANNAzwyczajniePoszła...Róża i Zofia patrzą przez oknoSCENA 8Babka, Joanna, Maria, Róża, Zofia, Julia, później Teklawe drzwiach od tarasu staje Julia. Gałęzie drzew kwitnących w rękuJULIAodwrócona, za scenęJak chcesz, Tekluniu. Ja bo ci z całego serca przebaczam. A jeżeli wolisz, to może ty mnie przebaczysz --- dobrze?śmieje się. WchodziKto by tam miał siłę gniewać się w taki cudowny wieczór! Liście i trawa tak pachną.rozgląda się zdziwionaNo, co się tu dzieje. Czy mi się zdawało, że Zofia wołała na kolację?TEKLAwchodzi za Julią. Patrzy badawczo na Marię i JoannęCo się stało?milczenieJulia i Tekla podbiegają do tego okna, gdzie już stoi Róża i Zofia. PatrząJULIAkrzyczyO, to ta sama moja para zakochanych...radośnieJuż się spotkali, już się pogodzili. I to tu, u nas, w naszym ogrodzie! Któż by uwierzył!TEKLANie ma się czego radować.JULIAOn ją trzyma wpół, tak samo, jak rano. Ale ona się już na niego nie gniewa.RÓŻAWsiadają do samochodu.JULIAMiłość, Młodość, PozoryOn jej okrywa pledem nogi, ona się do niego uśmiecha. Co się dziwić! Są tacy młodzi, mają przed sobą całe życie szczęścia.Koniec aktu trzeciego<body name="notes"><section id="fn1"><p><emphasis>desperować</emphasis> — rozpaczać.  [przypis edytorski]</p></section><section id="fn2"><p><emphasis>Takam dziś kontenta</emphasis> (daw.) — konstrukcja składniowa z ruchomą końcówką czasownika, dziś: „taka dziś kontentna (jestem)”; kontentny (daw.) — zadowolony. [przypis edytorski]</p></section><section id="fn3"><p><emphasis>imaginacyjny</emphasis> — tu: przewrażliwiony, zbytnio analizujący.  [przypis edytorski]</p></section><section id="fn4"><p><emphasis>wodzić</emphasis> — prowadzić kogoś.  [przypis edytorski]</p></section><section id="fn5"><p><emphasis>wysyłać do wód</emphasis> — daw. wyjeżdżać do uzdrowiska/sanatorium na kurację bądź odpoczynek.  [przypis edytorski]</p></section><section id="fn6"><p><emphasis>pieścić się</emphasis> — tu: przesadnie troszczyć się o siebie.  [przypis edytorski]</p></section><section id="fn7"><p><emphasis>„Trwa szczęście twoje beze mnie,
w górach zamknięte zielonych…”
</emphasis> — fragm. wiersza Zofii Nałkowskiej.  [przypis edytorski]</p></section><section id="fn8"><p><emphasis>Nikt nigdy nie byłby pomyślał</emphasis> (daw.) — konstrukcja składniowa z użyciem czasu zaprzeszłego, dziś: „nikt nigdy by nie pomyślał”.  [przypis edytorski]</p></section><section id="fn9"><p><emphasis>imaginacja</emphasis> — wyobraźnia.  [przypis edytorski]</p></section><section id="fn10"><p><emphasis>układny</emphasis> — przesadnie uprzejmy.  [przypis edytorski]</p></section><section id="fn11"><p><emphasis>konkury</emphasis> (daw.) — zabieganie o względy kobiety, staranie się o jej rękę etc.  [przypis edytorski]</p></section><section id="fn12"><p><emphasis>historyj</emphasis> — oboczna forma rzeczownika „historia” w dopełniaczu liczby mnogiej.  [przypis edytorski]</p></section><section id="fn13"><p><emphasis>Z rąk twoich wzięłam tę klęskę…</emphasis> — wiersz Zofii Nałkowskiej.


 [przypis edytorski]</p></section><section id="fn14"><p><emphasis>raźno</emphasis> — energicznie.  [przypis edytorski]</p></section><section id="fn15"><p><emphasis>trzy narcyze</emphasis> — dziś: trzy narcyzy.  [przypis edytorski]</p></section><section id="fn16"><p><emphasis>pokój</emphasis> (daw.) — spokój.  [przypis edytorski]</p></section><section id="fn17"><p><emphasis>jeżeli</emphasis> — tu: skoro. [przypis edytorski]</p></section><section id="fn18"><p><emphasis>zamkłam</emphasis> — popr. „zamknęłam”, błąd językowy sugerujący niższy status społeczny bohaterki i jej brak wykształcenia.  [przypis edytorski]</p></section></body></FictionBook>
