— A co robimy dzisiaj? — zapytała pani Bax. Przez ostatnich kilka dni bawiliśmy się po królewsku, to na łodzi motorowej, to w samochodzie. Nauczyła nas dwunastu nowych gier, z których tylko dwie były nudne.
Dzień był piękny. Byliśmy wszyscy po kąpieli i bawiliśmy się na brzegu. Pani Bax paliła papierosy.
— Co robimy dzisiaj? — powtórzyła pani Bax.
— Nie wiemy — rzekliśmy, a H. O. dodał:
— Co będzie z biedną panną Sandal?
— Dlaczego z biedną? — zapytała pani Bax.
— Ponieważ jest biedna — odpowiedział H. O.
— A skąd przyszło ci do głowy, że moja siostra jest biedna?
— Zapomniałem, że jest siostrą pani. Nie mówiłbym tego, gdybym pamiętał.
— Nic nie szkodzi.
Byliśmy bardzo zawstydzeni i wściekli na brata, że przypomniał pani Bax o nieszczęśliwej siostrze.
— Proszę pani, chętnie zrobimy to, co pani będzie chciała.
— A więc wynajmiemy bryczkę, weźmiemy z sobą jedzenie i pojedziemy do Starego Lasku. Umówiłam się z waszymi przyjaciółmi z Czerwonego Dworu.
Byliśmy uszczęśliwieni. Pojechaliśmy do lasu, gdzie byli już państwo z Czerwonego Dworu, razem ze swym małym dzieckiem. Dziewczęta niańczyły maleństwo, a myśmy się bawili w ruinach zamku, który stał pośród lasu.
Śniadanie było świetne i zakrapiane winem. Wznosiliśmy więc nadzwyczajne toasty na cześć wszystkich obecnych.
Gdyśmy tak spożywali dary boże, Pani z Czerwonego Dworu dostrzegła gromadkę wiejskich dzieci przyglądających nam się z pewnej odległości. Zawołaliśmy ich do nas i podzieliliśmy się doskonałym deserem. Następnie bawiliśmy się z nimi w „chowanego”, „kota i myszkę”, „czarnego luda” i wiele innych gier.
— Uwaga — zawołała pani Bax — tutaj jest jeszcze jeden mały chłopczyk! — i pokazując małego chłopca, który stał pod drzewem, dodała: — Sprowadźcie go tutaj.
— Mama nie pozwala nam bawić się z nim — rzekła jedna z dziewczynek w niebieskiej, brudnej sukience.
— A czemuż to?
— Bo jego ojciec jest w więzieniu. Matka jego szuka roboty i też nie może znaleźć.
— Ależ to jest okrutne — rzekła Pani z Czerwonego Dworu — przecież to nie wina dziecka.
— Nie wiem. Ale nam nie wolno bawić się z nim.
— Pomyślcie — powiedziała pani Bax — gdyby wasz ojciec był w więzieniu...
— Mój ojciec nie siedzi w więzieniu — rzekła mała — mój ojciec jest uczciwym człowiekiem.
— Nie żal go wam? Nie żal wam tego chłopca?
Milczenie było odpowiedzią.
— Idźcie sobie precz! — zawołała Pani z Czerwonego Dworu. — Chłopczyk będzie się bawić z naszymi dziećmi!
Oswald podbiegł do chłopca, by go zaprosić do naszego towarzystwa.
— Dzień dobry! — rzekł Oswald.
— Dzień dobry! — odpowiedział chłopak.
Oswald zauważył jego nędzne, dziurawe buty i mizerną twarzyczkę.
— Właśnie słyszałem, że twój ojciec jest tam, gdzie jest. Bardzo mi przykro i szczerze ci współczuję.
Niebieskie oczy chłopczyka stały się jeszcze bardziej niebieskie, spuścił je i powiedział:
— Nie idzie o mnie, ale biedna mama...
Trudno jest pocieszać ludzi, którzy mają istotne zmartwienia.
— Chciałem ci tylko powiedzieć, żebyś sobie nic nie robił z tych dzieciaków. My się będziemy bawić z tobą. Wiemy, że jesteś niewinny.
— I ojciec też jest niewinny, złamał rękę i nie mógł zapłacić pieniędzy, które był winien, więc go wsadzili do więzienia.
Oswald nie mógł znaleźć żadnej odpowiedzi. Wyjął więc z kieszeni nowy ołówek i scyzoryk i podarował mu.
Po chwili nadeszła Dora. Powiedziała Oswaldowi, ażeby poszedł się bawić z dziećmi, bo ona chce porozmawiać z chłopcem. Oswald odszedł.
A w powrotnej drodze Oswald zauważył, że Dora miała poważną minę i zapłakane oczy.
Nazajutrz rano kopaliśmy nad morzem, wszyscy prócz Dory, która nie chciała się bawić. Ala też odeszła, lecz po chwili wróciła i rzekła:
— Chodźcie, Dora chce wam coś powiedzieć. H. O. jest zbyteczny, bo to nie jest zabawne.
H. O. powiedział:
— Wy chcecie mnie zawsze pominąć. Jeżeli jest jakaś narada, mam do niej równe prawa.
— Mój H. O. — prosiła Ala — dostaniesz pensa na karmelki.
I H. O. odszedł.
Wtedy Dora zaczęła:
— Nie wiem, jak mogłam uczynić coś podobnego. Mieliście do mnie takie zaufanie. Powierzyliście mi to, mówiąc, że zasługuję na zaufanie. Zdawało mi się, że uczyniłam dobrze, a przecież powinnam była czekać na waszą zgodę.
— Co się stało? — zapytał Dick, ale Oswald domyślił się od razu.
— Powiedz im — rzekła Dora spuszczając oczy.
— Dora dała pieniądze panny Sandal małemu chłopcu, którego ojciec jest w więzieniu.
— Półtorej gwinei — szepnęła Dora.
— Powinnaś była nas wprzódy zapytać — rzekł Dick.
— Jak miałam to uczynić? Mówił mi o ojcu w więzieniu, biednej mamie, malutkim braciszku, który nie ma co jeść. Zbiorę pieniądze i oddam wam. Tylko wybaczcie mi, że postąpiłam tak.
— I miałaś rację! — zawołał H. O., którego nie zauważyliśmy. — Masz jeszcze dla tego głodnego chłopczyka pieniądze, które mi Ala dała na cukierki. Mam takie same prawo powiedzieć moje zdanie jak każdy z was. Co byście zrobili, gdyby wasz mały braciszek umierał z głodu, a nikt by się nad nim nie ulitował? — i H. O. rozbeczał się.
— To nie były jej pieniądze — rzekł Dick.
Lecz Ala i Noel byli także po stronie Dory.
— Dobrze więc — rzekł Oswald gorzkim głosem — ponieważ większość jest po stronie Dory, musimy ustąpić. Ale musimy zbierać, oszczędzać, by wszystko oddać pannie Sandal. Przez lata całe będziemy oszczędzać.
— Och — zaczęła Dora beczeć — nie macie pojęcia, jak mi jest przykro. Ale ci biedni, biedni ludzie.
W tej chwili przyszła pani Bax.
— Czy uderzyłaś się, kochanie? — zapytała Dorę, która jest jej ulubienicą.
— Już mi lepiej.
— No to ślicznie — odpowiedziała pani Bax, która podczas odbytych podróży nauczyła się nie zadawać zbytecznych pytań. — Mamy gościa na obiedzie, przyjechała Pani z Czerwonego Dworu. Była dziś rano u matki tego chłopczyka, z którym nikt nie chciał się bawić — wiecie, prawda? — i znalazła dla niej zajęcie. Dowiedziała się przy tym, że Dora dała jej półtorej gwinei. Musiał to być wasz cały majątek i muszę powiedzieć, że jesteście dzielne dzieciaki.
Zapanowało przykre milczenie.
— A nie mówiłem? — zawołał H. O.
Wtedy Ala rzekła:
— Myśmy nie mieli z tym nic wspólnego. To Dora.
Wtedy Dora wybuchnęła płaczem.
— Ach! To nie były moje pieniądze, nie miałam prawa, ale było mi żal, strasznie żal tego dziecka!
— A czyje to były pieniądze? — zapytała pani Bax.
— To były pieniądze panny Sandal! — huknął H. O., zanim zdążyliśmy go powstrzymać.
I cała prawda wyszła na jaw. Była to długa, długa historia, w trakcie której przyszła Pani z Czerwonego Dworu.
Gdy powiedzieliśmy już wszystko, począwszy od skromnego życia, a skończywszy na handlu, pani Bax powiedziała nam dużo miłych słów, których tu nie powtórzę.
A potem dowiedzieliśmy się, że jej siostra nie była w biedzie i nędzy, a żyła skromnie, bo miała takie upodobanie.
Byliśmy szczerze rozczarowani, a Pani z Czerwonego Dworu rzekła:
— Sir James przesłał biednej kobiecie trochę pieniędzy i męża zwolnił z więzienia, oddała mi gwineę dla Dory (za resztę ugotowała sobie i dzieciom wspaniały obiad). Możecie więc kupić piękny prezent dla panny Sandal.
Kupiliśmy jej bardzo ładną książkę i gdy przyjechała z swoim bratem Eustachym, wręczyliśmy jej.
Oto ostatnia przygoda, którą wam opowiedział autor Poszukiwaczy skarbu. Żegnam was, drodzy czytelnicy!
Szczerze życzliwy autor,
Oswald