tłum. Edmund Cięglewicz

SCENA V

Przed domem Sokratesa. Wykrętowicuczeń Sokratesa, pełniący obowiązek odźwiernego.

UCZEŃ

Wściekł się! To wali! Któż tam do pioruna!!

WYKRĘTOWIC

Ja, syn Odrzyców, Wykrętowic, z Kikin.

UCZEŃ

Gbur jesteś w rzeczy, bo walisz piętami
Tak bez systemu we wrota, żeś sprawił,
Iżem poronił myśl w łonie poczętą...

WYKRĘTOWIC

Odpuść mi, jestem z wioszczyny zapadłej.
Lecz przebóg, cóżeś za dziwo poronił?

UCZEŃ

Zakon nie każe mówić, li współuczniom!

WYKRĘTOWIC

Mów zatem śmiało, toć ja, w mej osobie,
Idę na ucznia do tej pomysłowni.

UCZEŃ

Powiem, lecz to jest tajemnica święta.
Właśnie Sokrates spytał Chajrefonta,
Ile pchła własnych stóp uskoczyć zdoła,
Co jednym susem ze brwi Chajrefonta
Skoczyła sobie na mistrza łysinę.

WYKRĘTOWIC

z ogromnym zaciekawieniem
I on to zmierzył?

UCZEŃ

Najdokładniej w świecie.
Wosk roztopiwszy, pchłę sprawnie uchwycił
I obie łapki zanurzył w płyn lepki.
Wosk ostygł: pchła ma damskie, perskie buty.
Te zdjął i nimi rozmierzył odległość.

WYKRĘTOWIC

Królu Dijosie! To ci spryt nad spryty!

UCZEŃ

Zdziwisz się, kiedy poznasz inny pomysł
Mistrza!

WYKRĘTOWIC

No — jakiż? Zaklinam, mów śmiele!

UCZEŃ

Pytał go kiedyś Chajrefont Sfetejski,
Jak myśli o tym: czy ryjkiem gra komar,
Czy też muzykę czyni tyłka końcem?

WYKRĘTOWIC

Cóż mistrz powiedział o komarzym tonie?

UCZEŃ

Tak rzecz wyłuszczył: komar ma kiszeczkę
Wąską. Jelitem cienkim wiatr pomyka,
Przemocą party, wprost na dół do tyłka,
Który się kończy podwiniętym lejkiem.
Więc zadek śpiewa, gdy weń dmuchnie komar.

WYKRĘTOWIC

ze zdumieniem
To tak... to zadek u komarów trąbką...
O trzykroć szczęsny bądź, badaczu kiszek!
Jak snadnie taki wykpi się z procesu,
Co na wskróś przeznał jelita komara!

UCZEŃ

Onegdaj pomysł świetny był postradał
Z winy jaszczurki.

WYKRĘTOWIC

bardzo zaciekawiony
Jako? Gadaj żywnie!

UCZEŃ

Gdy badał drogi i zmiany księżyca
Z głową zadartą, gębę rozdziawiwszy,
Jaszczurka z dachu wprost siknęła do niej.

WYKRĘTOWIC

śmieje się do rozpuku
Jaszczurka twoja, sikająca w mistrza,
Jest, wiesz, ucieszna!

UCZEŃ

Wczoraj na wieczerzę
Nie było w domu ni kawałka chleba.

WYKRĘTOWIC

No — czym was karmił, jak się mistrz wychytrzył?

UCZEŃ

Bylim w palestrze: tam na stół ofiarny
Nasypał piasku, zgiął rożen, by cyrkiel,
Wszyscy się gapią: on łap ćwiartkę mięsa!

WYKRĘTOWIC

O, już Talesa nie uwielbiam wcale!
Więc otwórz, puść mnie do tej pomysłowni
I zaraz mi tu pokaż Sokratesa!
Chce mi się na gwałt, chce, chce... uczyć: puszczaj!
Uczeń otwiera drzwi ostrożnie, lecz w tej chwili wysypuje się cała gromada młodzików obszarpanych, bladych, chudych i brudnych. W głębi dużej sali widać innych uczniów w rozmaitych pozach; tuż obok stoją różne przyrządy naukowe, jak cyrkle, gnomony, tablice geograficzne z metalu, oraz astronomiczne rysunki gwiazd i nieba. Wykrętowic, zobaczywszy tylu obdartusów, woła zdumiony

WYKRĘTOWIC

O Heraklesie, a to co za stwory?

UCZEŃ

Co się tak gapisz, do kogo ich równasz?

WYKRĘTOWIC

Do jeńców z Pylos, głodomorów Sparty.
Przecz patrzą na dół, w ziemię ślepia wbiwszy?

UCZEŃ

Szukają rzeczy pod ziemią.

WYKRĘTOWIC

A? cebul
Szukają? Chłopcy, nie troszczcie się o to!
Znam pole takie, gdzie są duże, ładne.
A ci, co robią, co się tak zgarbili?

UCZEŃ

Erebu mroki przebijają wzrokiem.

WYKRĘTOWIC

pokazując na bose pięty uczniów
Czemuż ich zady spoglądają w niebo?

UCZEŃ

śmiejąc się
Z własnej fantazji liczą niebios gwiazdy.
do uczniów, którzy się tłoczą z ciekawością do nowo przybyłego.
Wnijdźcie w dom zaraz, bo tu mistrz was spotka!

WYKRĘTOWIC

Daj im pozostać, chciałbym z nimi chwilkę
Pogwarzyć w sprawie, która mnie obchodzi.
Uczniowie odchodzą i nikną w głębi budynku.

UCZEŃ

Lecz im nie wolno na świeżym powietrzu,
Ani na dworze długo baraszkować.

WYKRĘTOWIC

Więc gorze nam, gorze!
Rozchylają się w głębi uczelni opony: widać w górze, u samego stropu, Sokratesa siedzącego w ogromnym koszu, wiszącym na linie. Teraz spostrzega go Wykrętowic.

WYKRĘTOWIC

A tam ki kaduk? Któż tam buja w koszu?

UCZEŃ

On jest.

WYKRĘTOWIC

Któż ten on?

UCZEŃ

Sokrates.

WYKRĘTOWIC

z adoracją
Sokrates!?
Sokrates nie słyszy wołającego, przeto chłop zwraca się do ucznia.
Nuże, wołaj go, wołaj wielkim głosem!

UCZEŃ

udając ogromnie zajętego
Sam go zawołaj; nie mam chwilki czasu!
Wybiega pędem.