tłum. Edmund Cięglewicz

SCENA III

Wykrętowic, Odrzykoń.

ODRZYKOŃ

Piękny efeb, mina butna, włosy w bujnych kędziorach, wąsy i broda zaledwo meszek i pierwszy puch. Okryty krótkim, wełnianym, białym chitonem, na nogach sandały: wychodzi na próg, ziewając.
Cóż, papo?

WYKRĘTOWIC

Ucałuj ojca, podaj rączkę prawą!

ODRZYKOŃ

podaje rękę, mówiąc z niechęcią
Dobrze, coć trzeba?

WYKRĘTOWIC

Mów, miłujesz ojca?

ODRZYKOŃ

Tak mi Władykoń Posejdon dopomóż!

WYKRĘTOWIC

Pfe! Dajże pokój z twoim Władykoniem!
Ten ci twój bożek winien całej biedy!
Lecz jeśli szczerze, z serca mnie miłujesz,
Słuchaj, mój synu!

ODRZYKOŃ

Dobrze, czego żądasz?

WYKRĘTOWIC

Porzucisz zaraz swoje złe nałogi.
Będziesz się uczył tam, gdzie cię zawiodę.

ODRZYKOŃ

Rozkazuj, ojcze!

WYKRĘTOWIC

Posłuchasz?

ODRZYKOŃ

Posłucham,
Przez Dionisa.

WYKRĘTOWIC

pokazując na dom Sokratesa
Poźryj ku tej stronie!
Czy widzisz ową bramkę i ten dworek?

ODRZYKOŃ

Widzę; cóż w rzeczy chałupa ta znaczy?

WYKRĘTOWIC

Mądrych to duchów gniazdo: pomysłownia.
Tam żyją męże, co cię przekonają,
Że nieb sklepienie jest jakby żużelnik,
Co wisi wokół nas... że my węgielki.
Oni nauczą, gdy płacisz, każdego
Pobić, słusznieli czy niesłusznie prawiąc.

ODRZYKOŃ

Cóż to za jedni?

WYKRĘTOWIC

Nie pomnę już nazwisk
Tych wolnodumców pięknych a szlachetnych.

ODRZYKOŃ

z obrzydzeniem, bardzo głośno
Pfe! Znam tych łotrów, paliwody same,
Wymoczki, śledzie, bosonogie bractwo,
Wśród nich Sokrates, zły duch i Chajrefont!

WYKRĘTOWIC

oglądając się trwożnie, zatyka mu usta
Ej — ej — milcz synu, nie mów takich bluźnierstw!
Pragnieszli, aby ociec miał chleb w zębach,
Do nich się garnij, a pluń na koniarstwo!

ODRZYKOŃ

Na Bakcha, nigdy, choćbyś dawał nawet
Leogorasa w zamian bażantarnię!

WYKRĘTOWIC

z wielką czułością
Idź, błagam ciebie, najmilejszy, złoty.
Idź, ucz się od nich!

ODRZYKOŃ

z oburzeniem
Mam się uczyć? Czego?

WYKRĘTOWIC

Słychać, że mają jakieś dwa wywody:
Lepszy, tak ci jest — i jakiś tam gorszy.
Ten drugi wywód, jak mówią, choć gorszy,
Zwycięża zawsze przez nieprawe środki,
Gdy pojmiesz dobrze ten nieprawy wywód,
To z długów owych, com winien za ciebie,
Ani szeląga nikomu nie płacę.

ODRZYKOŃ

Nie myślę słuchać! Nie śmiałbym rycerstwu
Spojrzeć do oczu z cerą tych wymoczków.

WYKRĘTOWIC

wybucha gniewem
Już, na Demetrę, ni ty, ni dyszlowy,
Ni ten twój bachmat u mnie żreć nie będą:
Precz żenę wszytkich — precz, na cztery wiatry!

ODRZYKOŃ

z emfazą
Wujcio Megakles nie zgodzi się nigdy,
Bym żył bez koni. Idę, nie znam ciebie!
Odchodzi.