tłum. Edmund Cięglewicz

SCENA II

WykrętowicPachołek.

WYKRĘTOWIC

Lulajże, lulaj, lecz wiedz, że te długi
Spadną ci na łeb niezadługo... wszystkie.
Milknie i zamyśla się.
A, do stu katów! Oby ta swacicha,
Rajfura w rzeczy, zdechła była pierwej,
Nim zeswatała mnie z twą zacną matką!
Lampka ciemnieje.
Aza, mnie chłopski żywot wieść najmilej
Było: legałem, gdziem chciał, w śmieciach, w brudzie,
Ale w bród miałem oliwek, pszczół, jagniąt!
Aliści żonę wziąłem — bratanicę
Megakla, rodu Megaklesów córę...
Chłopski syn, wziąłem pannę z miasta; szumną,
Dumną, spieszczoną, słowem arcyksiężnę!
Owa, po ślubie idziemy w łożnicę:
Ja cuchnę wełną, wędzarnią i kisem.
Ona wonieje szafranem i mirrą,
Lubieżnych pieszczot warg chce i całunków.
Pompy, smaczności, Afrodyty kunsztów...
śmieje się jakby na wspomnienie
Hej! Nie powiadam, by też leniem była...
Wżdy dziergła; ja jej tę starą opończę
Przed oczy kładę, mówiąc przez podobę:
Dziergaj, byś wnet nas w biedę nie zadziergła...!
Wśród ostatnich słów lampka gaśnie.

KSANTIAS

Oliwy w lampce nie ma ani kropli!

WYKRĘTOWIC

gwałtownie
Co za pijaczkę oliwy tyś zażegł?
Sam do mnie! Weźmiesz w łeb!!

KSANTIAS

podchodząc ze strachem
Jegomość! Za co?

WYKRĘTOWIC

bijąc go w kark, mówi dobitnie i powoli
Za to, żeś wsadził za gruby knot w lampę!
Wrzeszcząc Ksantias ucieka — z lampą i tablicami.
Potem nam synek — ten oto, się rodził,
Mnie i mej zacnej małżonce: więc zaraz
Jęliśmy sądzić się o jego imię.
Ona coś zawsze zowie go od konia:
Dzierżykoń albo Miłokoń, Konisław,
A ja mu dzieję po dziadku Odrzycu.
Tak się swarzymy, aż po długim czasie
Godzim się wspólnie zwać go Odrzykoniem...
Synka na łono wziąwszy, tak pieściła:
«Kiedy urośniesz, jak Megakles, jadąc
W gród na rydwanie, płaszcz przewiesisz dumnie...»
Jam zaś powiadał: «Kiedy z tej uboczy
Barany pędząc, jak ociec w kożuchu»...
Przebóg, nie słuchał nawet mojej gwary!
No — i szkapiarnia zjadła wszytkie dudki!
po chwilce milczenia
Noc dzisiaj całą suszę łeb, jak radzić...
Mam ci plan jeden przecudowny, śmiały;
Dali się syn doń przekonać — to wygram.
Owo go zbudzić trza naprzód: ba, grzecznie:
Jakoż go zbudzić najgrzeczniej, najsłodziej?
wchodzi na próg i woła czule
Odrzykoń! Odryś, Odrzykoś!