.
Eh-eeeh-aaah!
O królu Zeusie,
ziewa
czyż noc się nie skończy?
ziewa
Kiedyż oświtnie, kiedy się dzień zacznie?
Wżdy kury piały, tak dawno słyszałem...
A czeladź chrapie! Nie tak było drzewiej...
Sczeźnij, o wojno! Przez cię siła złego,
Przez cię nie wolno chamów tknąć ni ręką!
pokazuje na wnętrze domu i widoczne łoże
A ten przezacny młokos, owinięty
Pięciu kołdrami, śpi jak cztery dziewki...
I ani myśli wstawać, tylko... grzmoci!
Wżdy łeb obwinę i spróbuję chrapnąć.
otula głowę opończą i usiłuje zasnąć na ławie przed domem
Ach, spać nie mogę, nędzarz!
po chwili
Jak pchły, żrą mnie
Wybryki syna, koszta, owsy, cugi,
A on, kędziory bujne utrefiwszy,
Konno pojeżdża, dobiera i sprzęga
Do maści, nawet śpiąc, frymarczy końmi,
Gdy ja tu ginę, termin z nowiem idzie
I procent rośnie!
na
pachołka — ku sieni
Wychodzi zaspany
Ksantias z lampką oliwną.
Przynieś rachunki, odczytamy sobie,
Com komu winien, by choć procent spłacić.
Pachoł podaje zwoje i tabliczki.
Czyta przy świetle lampki oliwnej, którą trzyma
pachołek.
ze złością
Cóż to za Pasja? Pożyczyłem... na co?
przypomina
A... gdym kupował gniadosza. Przebogi!
Oby mi pierwej gnidy ślepie zżarły!
Wchodzi do wnętrza i rzuca się na łoże.