Takie brednie mówił doma,
jako teraz tu przed wami:
Śmiał Symonidesa nadto
marnym nazwać wierszokletą.
Zrazu z trudem, lecz tam jakoś
wstrzymywałem wybuch gniewu;
Potem mówię mu, niech weźmie
na skroń swoją kiść wawrzynu
niech coś z Ajschyla głosi,
a ten na to zaraz breszy:
«To sękaty pysk, ryczywół,
huku pełen odmigęba!»
A wtedy mi, wżdy czujecie,
jak nie zedrga serce w piersi.
Ajschylosa bowiem mam ja
za hetmana wszech poetów:
Pomimo to wargi zgryzłem
i powiadam: to z tych nowszych
Wieszczów coś mi tu zaśpiewaj,
jako to tam mądre głowy.
Ten w tej chwili śpiewa rytmy
Eurypida, jako przespał
Brat rodzoną siostrę swoją!
Chrońże nas od złego, Febie!
Wtedy już nie mogłem zdzierżyć.
Plunąłem weń zamaszyście
Prawdą mnogich brzydkich wyzwisk:
stąd zaczęła się, jak bywa,
Kłótnia, ząb za ząb zażarta.
Potem wyród skoczył na mnie,
Zwalił na ziem, skolankował,
dusił, gniótł, do żywa dobił!