tłum. Edmund Cięglewicz

SCENA XXIX

Wykrętowic, Amynias, Chór.Słychać jęki za sceną. Równocześnie wsuwa się lichwiarz Amynias, długi, kościsty, mówi poetycznym patosem.

AMYNIAS

Och, ach, o biada!

WYKRĘTOWIC

A tam, co takiego?
Któż to tak jęczy? Może który z owych
Tam nieboraków Karkina tak jęknął?!

AMYNIAS

tragiczny patos
Och! Kim ja jestem, chcecież wiedzieć prawdę?
Jam nieszczęśliwiec!

WYKRĘTOWIC

Opamiętajże się!

AMYNIAS

«O srogie bóstwa! O rydwanołomny
Losie mych koni! O Pallas, ma zgubo!»

WYKRĘTOWIC

Cóż ci Tlepolem mógł złego wyrządzić?

AMYNIAS

Nie szydź, o druże! Lecz rozkaż synowi
Oddać srebrniki, które był pożyczył —
Dla przyczyn wiela, zwłaszcza, iżem w biedzie.

WYKRĘTOWIC

Jakie srebrniki?

AMYNIAS

Te, które pożyczył.

WYKRĘTOWIC

Źle, widzi mi się, stoi sprawa twoja.

AMYNIAS

«Z rydwanu w pędzie zwaliłem się, przebóg!»

WYKRĘTOWIC

Cóże ty bredzisz? Czyś z osła spadł na łeb?

AMYNIAS

Ja — bredzę?? Gdy się pieniędzy domagam?

WYKRĘTOWIC

Rzecz oczywista; tyś chory!

AMYNIAS

Ja chory?!

WYKRĘTOWIC

Mózg, widzi mi się, otrząsnąłeś w sobie!

AMYNIAS

w złości
A mnie się widzi, na Hermesa, że ty
Będziesz zaskarżon, gdy nie oddasz...

WYKRĘTOWIC

Słuchaj!
Jak sądzisz, czy Zeus zawsze każdym razem
Nowy deszcz zsyła, czy też słonko z dołu
Wyciąga wodę tę samą z powrotem?

AMYNIAS

Nic nie wiem o tym: a cóż mnie do tego?

WYKRĘTOWIC

Jak możesz prawnie domagać się grosza,
Skoro nic nie wiesz o nadziemskich sprawach?

AMYNIAS

A możeś w biedzie z synem, więc choć procent
Oddajcie!

WYKRĘTOWIC

Procent? A to co za bydlę?

AMYNIAS

czule
Cóż by, jak to że, gdy czas cicho płynie,
Dzionek po dzionku, miesiąc po miesiącu,
Coraz to więcej pieniążków przybywa?

WYKRĘTOWIC

Ślicznie. A morze, jak sądzisz, jest teraz
Pełniejsze niż wpierw?

AMYNIAS

Przebóg, zawsze równe:
Nie śmie przenigdy być pełniejsze!

WYKRĘTOWIC

Jak to,
Morze, wisielcze, choć do niego wpada
Rzek mnóstwo, nigdy nie staje się większe?
Ty zaś chcesz, by twój kapitał się zwiększał?
Może byś nura stąd dał: precz mi z oczu!
Dawać tu oścień!
Wybiega pachoł z ościeniem — i daje go Wykrętowicowi.

AMYNIAS

do widzów
Was wzywam na świadki!

WYKRĘTOWIC

grozi mu ościeniem
Jazda! Jeszcześ tu? Wiśta, wio! Rysaku!

AMYNIAS

ustępując z trwogą, krzyczy
To gwałt publiczny!

WYKRĘTOWIC

coraz gwałtowniej, dźgając
Nastąp! Bo cię kolnę
Ościeniem w zadek — no, bo dźgnę, licowy!
kole go raz wraz ościeniem i ściga
Zmykaj!
Amynias uciekł na prawo. Wykrętowic z tryumfem do siebie
No wreszcie... udało się ruszyć
Z miejsca te twoje kolce i rydwany!
Amynias ucieka. Wykrętowic idzie na ucztę do siebie.

CHÓR

Strofa
Cóż to za miłość wszego łajdactwa!
Starzec ten, w pysze zuchwały,
Chce za pomocą matactwa
Skręcić dług cały!
Lecz zaprawdę, dzisiaj jeszcze
Łbem o coś twardego wytnie;
Choć mądrala działa sprytnie,
Hultaj, popadnie zaraz sam w hultajskie kleszcze!
Antystrofa
Sądzę, że znajdzie to w okamgnieniu,
Czego pożądał i szukał zawdy,
By syn miał moc w dowodzeniu
Każdej nieprawdy!
I bił wszystkich swą wymową,
Kogo spotka, tym sromotniej,
Im rzecz wywodzi przewrotniej:
Aliści wnet zapragnie, by został niemową!
Wypada z krzykiem z domu swego Wykrętowic, za nim syn Odrzykoń, bijąc ojca.