tłum. Edmund Cięglewicz

SCENA XXI

Ci sami.

CHÓR

AntystrofaPółobrót ku Prawemu Rzecznikowi
Z tej najpiękniejszej baszty mądrości,
Którą hetmanisz najsławniej,
Głos się twój niesie po ziemi:
Z echa wyrasta cudny kwiat skromności.
O, szczęśni wszyscy ci, co żyli dawniej
Wraz z praojcami naszymi!
półobrót ku Nieprawemu Rzecznikowi
Teraz, czcicielu Muzy giętkomodnej,
Masz błysnąć nowym orężem,
By podjąć bój z owym mężem,
Co wieniec sławy zyskał mędrca godnej:
Chceszli go przemóc,
Mocnych ci trzeba zażyć nań forteli,
By cię zbyt skoro za błazna nie mieli!

ANTEPIRRHEMA (OD-ZEW)

RZECZNIK NIEPRAWY

Kiszki się skręcały we mnie,
tak już dawno żądzą płonę,
Rozbić w puch te jego bzdury,
głosząc prawdy odwrócone.
Mnie to bowiem myśliciele
mówcą wręcz nieprawym zową
Dzięki temu, żem ja pierwszy
odkrył tę metodę nową:
Z góry przeczyć praw zasadzie
wśród sądowych procederów!
Czyż to nie jest więcej warte
niźli tysiąckroć staterów,
Jąwszy się przepadłej sprawy,
wygrać ją na łeb, na szyję?
do Odrzykonia
Patrz więc, jak mu wychowanie,
które sławił, w niwecz zbiję:
Oto naprzód wzbrania tobie
wprost używać ciepłej łaźnie.
do Prawego Rzecznika
Czemuż, w jakiej myśli, ganisz
ciepłą kąpiel? Mów wyraźnie!

RZECZNIK PRAWY

Nałóg ten najgorszy — wierę —
z męża czyni zniewieściucha.

RZECZNIK NIEPRAWY

Dość! Natychmiast w pół cię schwycę,
iż nie ujdziesz spod obucha.
Powiedz mi też — z Zeusa synów,
który najdzielniejszy w boju?
Który zmógł największe moce
i najwięcej strzymał znoju?

RZECZNIK PRAWY

Nie masz woja nad Herakla!
takie moje zdanie, błaźnie!

RZECZNIK NIEPRAWY

Gdzieś więc widział, gdzie i kiedy,
zimne Heraklesa łaźnie?
A kto większy witeź nadeń?

RZECZNIK PRAWY

Owo, starą piosnkę dzwoni,
Którą młódź bezmyślnie papląc,
całe dnie po parniach trwoni.
Tak, iż łaźnie zawsze pełne,
a boiska puste wcale!

RZECZNIK NIEPRAWY

Takoż sejmowanie w rynku —
ty zniesławiasz, a ja chwalę!
Gdyby ono czymś złym było,
byłżeby Nestora z Pylu,
Mówcę, wielbił kiedy Homer,
oraz innych mędrców tylu?
Teraz przejdę do języka,
w którym, wedle ciebie, młodzi
Nie powinni się wyćwiczyć:
na to duch mój się nie godzi.
«Powinni zaś być skromnymi»:
oto dwa największe błędy!
Bo jeżeliś widział może,
że przez skromność już się kędy
Coś dobrego stało komu,
mów, przekonaj mnie, mój skromny!

RZECZNIK PRAWY

Niejednemu. Oto Peleus
dostał za nią miecz niezłomny.

RZECZNIK NIEPRAWY

śmieje się
Miecz?! ha-ha-ha! Ani słowa,
prezent dostał nad prezenty!
Toć Hyperbol — ten nasz lampiarz,
wziął krociowe już talenty
Za bezczelność, a nie jakiś
tam śpikulec, przebóg święty!

RZECZNIK PRAWY

Że Tetydę wziął za żony
przez tę skromność, toś niepomny?

RZECZNIK NIEPRAWY

Lecz puściła go i zbiegła.
że był dla niej nadto skromny
I nie umiał na pościeli
całą noc trwać z nią w zapałach:
Baba na to jak na lato...
A waść — jesteś stary wałach!
Patrz, pacholę, ile straty
taka skromność tobie niesie,
A rozkoszy ilu zbawi
i to jakich; obliczże się:
Chłopców, dziewek, gry i wina,
smakołyków, śmiechu, żartów;
A czyż warto żyć na świecie,
Bez tych uciech, do stu czartów?!
Kończąc wywód, przejdę teraz
do koniecznych praw przyrody:
Pobroiłeś z cudzą żonką...
ona młoda i tyś młody...
Złapali was. Zginiesz, bratku,
bo nie umiesz gadać. Ze mną
Hulaj dusza bez kontusza!
Żadnej rzeczy za nikczemną
Nie miej! Gdy cię w cudzym łożu
schwycą, mów do męża śmiele
Że to nie grzech i na Zeusa
odwoływaj się fortele:
Wszak się dostał on-bóg mocny,
w kobiet i Erosa kleszcze.
Jakoż chciałbyś ty, śmiertelny,
być od boga lepszym jeszcze?

RZECZNIK PRAWY

Lecz gdy w zad mu wbiją rzodkiew
i popiołem natrą wrzącym,
Jakiż fortel najdzie wtedy,
by nie zostać wielką rurą?

RZECZNIK NIEPRAWY

Chociaż będzie wielką rurą,
cóż to złego, cóż się stanie?

RZECZNIK PRAWY

Czyż go może co gorszego
spotkać jeszcze, miły panie?

RZECZNIK NIEPRAWY

Co powiesz, gdy w tym cię zmogę?

RZECZNIK PRAWY

Będę milczał lub dam nogę.

RZECZNIK NIEPRAWY

Mów więc, z kogo biorą, bratku,
Mecenasów?

RZECZNIK PRAWY

Z wielkich w zadku.

RZECZNIK NIEPRAWY

Pięknie. A tragików z kogo?

RZECZNIK PRAWY

Z wielkorurów.

RZECZNIK NIEPRAWY

Ślicznie, błogo.
A przewódców ludu w mieście?

RZECZNIK PRAWY

Z wielkorurów.

RZECZNIK NIEPRAWY

Więc, nareszcie...
Wiesz już, że masz sieczkę w głowie.
A wśród widzów — spójrz w to mrowie —
Kogóż więcej?

RZECZNIK PRAWY

Widzę... mnóstwo...

RZECZNIK NIEPRAWY

No — cóż widzisz?

RZECZNIK PRAWY

O, przez Bóstwo!
Najliczniejsi wielkorury:
Ten, ów, tamten... znam was, gbury,
Znam i tego — kędziornego...!

RZECZNIK NIEPRAWY

z tryumfem
Cóż więc teraz, kto z nas górą?

RZECZNIK PRAWY

z głębokim ukłonem
Składam broń... przed... wielką rurą!
Rzuca chlajnę ze sceny ku uczelni Sokratesa, po czym daje susa i znika między uczniami Sokratesa.
O, na bogi; płaszcz wam daję,
Potrzymajcież go, hultaje,
Bym stąd łacniej mógł wyskoczyć,
Do was przystać, z wami kroczyć!
Nieprawy Rzecznik odchodzi tryumfalnie na prawo, Sokrates wychodzi równocześnie z uczelni.