tłum. Edmund Cięglewicz

SCENA XIII

Wykrętowic, Sokrates, Chór.

SOKRATES

jakby ocknąwszy się z głębokiej zadumy, zbliża się nagle do Wykrętowica.
Cóż ty wyrabiasz, dlaczego nie myślisz?

WYKRĘTOWIC

Na Posejdona, myślę.

SOKRATES

Nad czym? Gadaj!

WYKRĘTOWIC

Czy pluskwy ze mnie zostawią choć flaczek!

SOKRATES

Zdychaj tu, leniu!

WYKRĘTOWIC

Duszo moja, zdycham!

SOKRATES

Nie pieść się, ale łeb tu zaraz nakryj
I wynajdź pomysł jaki okpiszowski,
Jakowyś wykręt!
Obwija mu głowę baranicą i wchodzi do uczelni, aby dać pozór na innych uczniów.

WYKRĘTOWIC

gdy tylko Sokrates zniknął — wysunął głowę spod baranicy
Kroćset...! Któż wydębi
Z tych tu run owczych jaką myśl frantowską?

SOKRATES

wychodząc od siebie
Trzeba popatrzyć, co on tam porabia?
do Wykrętowica, który głowę schował w tejże chwili
Hola! — śpisz znowu?

WYKRĘTOWIC

głowę wysuwając
Na Apolla, nie śpię.

SOKRATES

Masz co?

WYKRĘTOWIC

Nic, przebóg!

SOKRATES

Nie masz nic, nic zgoła?

WYKRĘTOWIC

Nic... oprócz tego kusia w prawej ręce.

SOKRATES

z gniewem, plując
Natychmiast okryj łeb i wymyśl sposób!!

WYKRĘTOWIC

Jaki? Toć ty mnie wskaż go, Sokratesie!

SOKRATES

Sam naprzód wymyśl, co chcesz, samodzielnie!

WYKRĘTOWIC

zniecierpliwiony
Tysiąc już razy słyszałeś, co ja chcę,
Żeby nie oddać procentów nikomu!

SOKRATES

Dalej, nakryj się; swą lotną jaźń szczypaj
I punkt po punkcie rozważaj zadanie
Podług systemu, punkt za punktem!

WYKRĘTOWIC

nakrywając głowę
Losie!

SOKRATES

Ani truń teraz! Gdy się myśl twa zwikła,
Rzuć ją na razie; po chwili wróć, natrzyj
Myślą w to samo: taksuj, kładź na wagę!
Milcząc czeka chwilkę.

WYKRĘTOWIC

Drogi, mój złoty Sokratku!

SOKRATES

Cóż dziaduś?

WYKRĘTOWIC

Mam, mam już pomysł okpiprocentowy!

SOKRATES

Wyjaw go!

WYKRĘTOWIC

Powiedz, dobrodzieju...

SOKRATES

Cóż tam?

WYKRĘTOWIC

Gdybym tak wiedmę tessalską podkupił
I nocką ukradł miesiączek, a potem
Zawarł go szczelnie w puzdro okrąglaste
I jak zwierciadko schował za pazuchę?

SOKRATES

Cóż byś ty na tym zyskał?

WYKRĘTOWIC

Ba! i wiele!
Przeć by już miesiąc nie wschodził na niebie,
Procentów płacić nie musiałbym.

SOKRATES

Jak to?

WYKRĘTOWIC

No tak: bo procent płaci się co miesiąc.

SOKRATES

Nieźle! Więc wtóre zadam rozmyślanie.
Gdybyć skarżono o pięć talencików,
Jakbyś tej skardze zgrabnie kark ukręcił?

WYKRĘTOWIC

Jakby tu, jako? Nie wiem, trza pomyśleć.
Obwija głowę.

SOKRATES

Nie kręć się wokół jednego systemu,
Lecz puszczaj w loty myśl w przestwór powietrza,
Jak chrząszcza dzierżąc za nitkę u nogi!
Milczy przez chwilę.

WYKRĘTOWIC

wysuwa głowę
Mam ci już sposób świetny na twą skargę,
Sam przyznać musisz.

SOKRATES

Jakiż ten twój sposób?

WYKRĘTOWIC

Widziałeś kamień u tych olejkarzy,
Taki prześliczny, przeźroczysty kamyk,
Co ogniem pali?

SOKRATES

A, szkło? Szkiełko takie?

WYKRĘTOWIC

Tak, szkiełko. Gdybych takie szkiełko złapał,
I właśnie, kiedy pisarz skargę pisze,
Z dala se stanął — o tak — popod słonko
I pismo do cna wysmalił ze skargi?

SOKRATES

Na wdzięki Charyt, nieźle!

WYKRĘTOWIC

Jak się cieszę
Żem skręcił skargę pięciotalentową!

SOKRATES

Dzielnie! Więc raźno rozwiąż mi...

WYKRĘTOWIC

lekceważąco
No — cóż ta?

SOKRATES

Jakbyś zniweczył skargę i powoda,
Mając już przegrać wobec braku świadków?

WYKRĘTOWIC

Wróble już piszczą o tym.

SOKRATES

Gadaj!

WYKRĘTOWIC

drwiąco
Owszem!
Gdy przedostatnią sprawę sądzą, zanim
Mnie wywołają, w te pędy się wieszam!

SOKRATES

To brednie!

WYKRĘTOWIC

Klnę się na bogi, to prawda!
Wżdy nikt, gdy zdechnę, na sąd mnie nie pozwie!

SOKRATES

z gniewem
Drwisz sobie?! Precz stąd! Nie uczę cię więcej!

WYKRĘTOWIC

zrywa się z tapczana i przypada do kolan Sokratesa
Za co? Błagam cię, Sokratesie, daruj!

SOKRATES

Toć zapominasz zaraz, czego uczę:
Mów, czegoś tu się najpierwej nauczył?

WYKRĘTOWIC

Już... zaraz mówię: najpierw... najpierw... było,
Co najpierw?... Aha! W czym się ciasto miesi...
Nie! Cóż to było?

SOKRATES

odwracając się z pogardą i gniewem
A niech ci kat świeci!
Dziadu bezmózgi, stary trzopie, precz stąd!
Staje na boku i zamyśla się.