tłum. Edmund Cięglewicz

SCENA VIII

Ci sami i Chorus chmur.Z prawej strony od widzów widać krajobraz, zamknięty lesistym stokiem Parnetu. Nad nim ukazuje się ogromny obłok, z którego wśród grzmotu, piorunów i błyskawic dochodzi potężna melodia chóru, jeszcze niewidzialnego: akompaniament fletów i klarnetów.

CHÓR

Strofa (275–290)
Chmury, wieczności pławaczki!
Naszą rosistą i lotną urodę jawiące,
Lećmy z prałona rodzica naszego, hej Okeanosa
Gromko hucznego, na lasem włochate
Szczyty pagórów ateńskich!
Lećmy oglądać opoki widoczne z daleka,
Błogosławiony ten wyraj rodzajny,
Dźwięczne siklawy przeświętych strumieni,
Morze zwełnione i porykujące!
Właśnie też nieutrudzona źrenica Eteru
Blaski promienne zażegła,
Przeto strzepnąwszy deszczowe powłoki
Z naszych niemrących postaci, puszczajmy
Oko daleko po ziemskim okręgu!

SOKRATES

patrząc w stronę, skąd pieśń idzie
O Chmury arcyczcigodne,
Znać głos mój doszedł was skoro!
do Wykrętowica
Słyszałeś śpiewy i grzmoty
Huczące społem z ust boskich?

WYKRĘTOWIC

przerażony zwraca się również ku śpiewającym
Choć kornie czczę was, o bóstwa,
Na grzmoty wasze niestety
Odwtórzyć muszę ze strachu,
Tak srodze dzwonię zębami:
Zakon zakonem — to prawda,
Popuszczam jednak — to druga.

SOKRATES

Figliki porzuć i nie czyń,
Jak czynią błazny w komediach,
Lecz zmilknij zbożnie i słuchaj!
Rój boskich pieśni już wzlata.

CHÓR

jeszcze niewidzialny, lecz bliżejAntystrofa (299–313)
Deszczów piastunki, dziewice!
Lećmy pozierać na ziemię słoneczną Pallady,
Lećmy w krainę przekraśną
Kekropa urodnych młodzieńców,
Kędy tajemnych obrzędów zakony,
Kędy się chrama zaklęte
Wrota rozwodzą dla wiernych
Li w święto nad święta,
Kędy niebianom w ofierze stawiają
Szczytne świątynie i złote posągi,
Kędy orszaki pobożnych zielenią
Wieńczą ołtarze w kolejnych miesiącach,
Świątko po święcie godując —!
Wiosna zaczyna tam hołdem dla Bakcha,
Plęśba i gędźba weselem ponosi,
Kiedy się fletów melodie rozjęczą!

WYKRĘTOWIC

Zaklinam ciebie na Zeusa.
Mów, kto są owe majaki,
Co ronią pieśni tak wdzięczne,
Czy jakie cne heroiny?

SOKRATES

Ależ to chmury niebieskie,
Wszechmocne bóstwa cyganów,
Które nam dają sąd trafny,
Wymowę, umysł przytomny,
Prawdopozorność i kruczki,
Dowcip i powab ułudny.

WYKRĘTOWIC

Toć moja duszka słuchała,
Że aż jej rosły skrzydełka,
Rada by słówka gryźć zaraz,
Rozprawiać ściśle o dymie,
I zdańkiem dzióbać po zdaniu
I palić dowód na dowód.
Ano raz chciałbym je widzieć
Naprawdę, jeśli to można.

SOKRATES

Spojrzyj tu w górę na Parnet
Widać je bowiem, jak suną
W milczeniu.

WYKRĘTOWIC

patrzy na wszystkie strony
Gdzież są, nie widzę?

SOKRATES

pokazuje mu ręką
Zstępują w mnogim zastępie
Żlebem Parnetu, przez gaje,
Na przełaj.

WYKRĘTOWIC

wykręca się na wsze strony
Cóż to olsnąłem,
Że nic nie widzę?

SOKRATES

Patrz ku drzwiom!

WYKRĘTOWIC

Nareszcie! Niby coś widzę!