Spis treści

    1. Anioł: 1
    2. Błoto: 1
    3. Grzech: 1
    4. Gwiazda: 1
    5. Kara: 1
    6. Król: 1
    7. Los: 1
    8. Miasto: 1
    9. Miłosierdzie: 1
    10. Noc: 1
    11. Obcy: 1
    12. Przeczucie: 1 2 3
    13. Pycha: 1
    14. Sen: 1
    15. Sumienie: 1
    16. Szatan: 1
    17. Śmierć: 1
    18. Trup: 1
    19. Upadek: 1
    20. Wizja: 1
    21. Woda: 1
    22. Żywioły: 1

    Adam MickiewiczDziadów części III UstępOleszkiewicz[1][2]

    Dzień przed powodzią petersburską 1834

    1

    Miasto, TrupGdy się najtęższym mrozem niebo żarzy,

    Nagle zsiniało, plamami czernieje,

    Podobne zmarzłej nieboszczyka twarzy,

    Która się w izbie przed piecem rozgrzeje,

    5

    Ale nabrawszy ciepła a nie życia,

    Zamiast oddechu, zionie parą gnicia.

    Wiatr zawiał ciepły. — Owe słupy dymów,

    Ów gmach powietrzny jak miasto olbrzymów.

    Niknąc pod niebem jak czarów widziadło,

    10

    Runęło w gruzy i na ziemię spadło:

    I dym rzekami po ulicach płynął,

    Zmieszany z parą ciepłą i wilgotną;

    BłotoŚnieg zaczął topnieć — i nim wieczór minął,

    Oblewał bruki rzeką Stygu[3] błotną.

    15

    Noc, ObcySanki uciekły, kocze i landary

    Zerwano z płozów; grzmią po bruku koła;

    Lecz pośród mroku i dymu, i pary

    Oko pojazdów rozróżnić nie zdoła;

    Widać je tylko po latarek błyskach,

    20

    Jako płomyki błędne na bagniskach.

    Szli owi młodzi podróżni nad brzegiem

    Ogromnej Newy; lubią iść o zmroku,

    Bo czynowników unikną widoku

    I w pustym miejscu nie zejdą się z szpiegiem.

    25

    Szli obcym z sobą gadając językiem;

    Czasem pieśń jakąś obcą z cicha nucą,

    Czasami staną i oczy obrócą,

    Czy kto nie słucha? — nie zeszli się z nikim.

    Nucąc błądzili nad Newy korytem,

    30

    Które się ciągnie jak alpejska ściana,

    Aż się wstrzymali, gdzie między granitem

    Ku rzece droga spada wyrąbana.

    Stamtąd, na dole, ujrzeli z daleka

    Nad brzegiem wody z latarką człowieka:

    35

    Nie szpieg, bo tylko śledził czegoś w wodzie,

    Ani przewoźnik, któż pływa po lodzie?

    Nie jest rybakiem, bo nic nie miał w ręku

    Oprócz latarki i papierów pęku.

    Podeszli bliżej, on nie zwrócił oka,

    40

    Wyciągał powróz, który w wodę zwisał,

    Wyciągnął, węzły zliczył i zapisał;

    Zdawał się mierzyć, jak woda głęboka.

    Odblask latarki odbity od lodu

    Oblewa jego księgi tajemnicze

    45

    I pochylone nad świecą oblicze

    Żółte, jak obłok nad słońcem zachodu:

    Oblicze piękne, szlachetne, surowe.

    Okiem tak pilnie w swojej księdze czytał,

    Że słysząc obcych kroki i rozmowę

    50

    Tuż ponad sobą, kto są, nie zapytał,

    I tylko z ręki lekkiego skinienia

    Widać, że prosi, wymaga milczenia.

    Coś tak dziwnego było w ręki ruchu,

    Że choć podróżni tuż nad nim stanęli,

    55

    Patrząc i szepcąc, i śmiejąc się w duchu,

    Umilkli wszyscy, przerwać mu nie śmieli.

    Jeden w twarz spojrzał i poznał, i krzyknął:

    „To on!” — I któż on? — Polak, jest malarzem,

    Lecz go właściwiej nazywać guślarzem,

    60

    Bo dawno od farb i pędzla odwyknął,

    Bibliją tylko i kabałę bada,

    I mówią nawet, że z duchami gada.

    Malarz tymczasem wstał, pisma swe złożył

    I rzekł, jak gdyby rozmawiając z sobą:

    65

    „Kto jutra dożył, wielkich cudów dożył,

    Będzie to drugą, nie ostatnią próbą;

    Pan wstrząśnie szczeble assurskiego tronu,

    Pan wstrząśnie grunty miasta Babilonu;

    Lecz trzecią widzieć, Panie! nie daj czasu!”

    70

    Rzekł i podróżnych zostawił u wody,

    A sam z latarką z wolna szedł przez schody

    I zniknął wkrótce za parkan terasu.

    Nikt nie zrozumiał, co ta mowa znaczy;

    Jedni zdumieni, drudzy rozśmieszeni,

    75

    Przeczucie, GwiazdaWszyscy krzyknęli: „Nasz guślarz dziwaczy!”

    I chwilę jeszcze stojąc pośród cieni,

    Widząc noc późną, chłodną i burzliwą,

    Każdy do domu powraca co żywo.

    Jeden nie wrócił, lecz na schody skoczył

    80

    I biegł terasem; nie widział człowieka,

    Tylko latarkę jego z dala zoczył,

    Jak błędna gwiazda świeciła z daleka.

    Chociaż w malarza nie zajrzał oblicze,

    Choć nie dosłyszał, co o nim mówili,

    85

    Ale dźwięk głosu, słowa tajemnicze

    Tak nim wstrząsnęły! — przypomniał po chwili,

    Że głos ten słyszał, i biegł co miał mocy

    Nieznaną drogą, śród słoty, śród nocy.

    Latarka prędko niesiona mignęła,

    90

    Coraz mniejszała, zakryta mgły mrokiem

    Zdała się gasnąć; wtem nagle stanęła

    W pośrodku pustek na placu szerokim.

    Podróżny kroki podwoił, dobiega;

    Na placu leżał wielki stos kamieni,

    95

    Na jednym głazie malarza spostrzega:

    Stał nieruchomy pośród nocnych cieni.

    Głowa odkryta, odsłonione barki,

    A prawa ręka wzniesiona do góry,

    I widać było z kierunku latarki,

    100

    Że patrzył w dworca cesarskiego mury.

    I w murach jedno okno w samym rogu

    Błyszczało światłem; to światło on badał,

    Szeptał ku niebu, jak modląc się Bogu,

    Potem głos podniósł i sam z sobą gadał.

    105

    Upadek, Grzech, Przeczucie, Sen, Miłosierdzie, Sumienie, Anioł, Szatan, Król, Pycha„Ty nie śpisz, carze! noc już wkoło głucha,

    Śpią już dworzanie — a ty nie śpisz, carze;

    Jeszcze Bóg łaskaw posłał na cię ducha,

    On cię w przeczuciach ostrzega o karze.

    Lecz car chce zasnąć, gwałtem oczy zmruża,

    110

    Zaśnie głęboko — dawniej ileż razy

    Był ostrzegany od anioła stróża

    Mocniej, dobitniej, sennymi obrazy.

    „On tak zły nie był, dawniej był człowiekiem;

    Powoli wreszcie zszedł aż na tyrana,

    115

    Anioły Pańskie uszły, a on z wiekiem

    Coraz to głębiej wpadał w moc szatana.

    Ostatnią radę, to przeczucie ciche,

    Wybije z głowy jak marzenie liche;

    Nazajutrz w dumę wzbiją go pochlebcę

    120

    Wyżej i wyżej, aż go szatan zdepce…

    Kara, Los, Wizja, Żywioły„Ci w niskich domkach nikczemni poddani

    Naprzód za niego będą ukarani;

    Bo piorun, w martwe gdy bije żywioły,

    Zaczyna z wierzchu, od góry i wieży,

    125

    Lecz między ludźmi naprzód bije w doły

    I najmniej winnych najpierwej uderzy…

    Śmierć„Usnęli w pjaństwie, w swarach lub w rozkoszy,

    Zbudzą się jutro — biedne czaszki trupie!

    Spijcie spokojnie jak zwierzęta głupie,

    130

    Nim was gniew Pański jak myśliwiec spłoszy,

    Tępiący wszystko, co w kniei spotyka,

    Aż dojdzie w końcu do legowisk dzika:

    Woda„Słyszę! — tam! — wichry — już wytknęły głowy

    Z polarnych lodów, jak morskie straszydła;

    135

    Już sobie z chmury porobili skrzydła,

    Wsiedli na falę, zdjęli jej okowy;

    Słyszę! — już morska otchłań rozchełznana

    Wierzga i gryzie lodowe wędzidła,

    Już mokrą szyję pod obłoki wzdyma;

    140

    Już! — jeszcze jeden, jeden łańcuch trzyma —

    Wkrótce rozkują; — słyszę młotów kucie…”

    PrzeczucieRzekł i postrzegłszy, że ktoś słucha z boku,

    Zadmuchnął świecę i przepadł w pomroku.

    Błysnął i zniknął jak nieszczęść przeczucie,

    145

    Które uderzy w serce, niespodziane,

    I przejdzie straszne — lecz nie zrozumiane.

    Przypisy

    [1]

    Oleszkiewicz, malarz znany w Petersburgu ze swoich cnót, głębokiej nauki i mistycznych przepowiedni. Obacz nekrolog jego w gazetach petersburskich z roku 1830. [przypis autorski]

    [2]

    Nekrolog ten, pióra Franciszka Malewskiego, ukazał się w »Tygodniku Petersburskim« 1831 nr 41; podniesiono tam zacność charakteru, religijno–mistyczne skłonności i dziwny urok osobisty zmarłego Oleszkiewicza.

    [3]

    Styg — Styks, jedna z rzek, które według wyobrażeń starożytnych Greków opływały świat podziemny.

    Zamknij
    Proszę czekać…